com.bi-nerki
Dlaczego mamy tylko dwie Agencje Rozwoju Regionalnego 'Arleg" i "Agroreg"? Przydałoby się jeszcze kilka rezerwowych dla naszych polityków-pasożytów.
====================
Karuzela stanowisk po zmianie władzy w województwie
Skorupa i Jurkowlaniec musieli się pożegnać ze stanowiskami po tym, jak doszło do zmiany na stanowisku szefa dolnośląskiej Platformy Obywatelskiej. Jacek Protasiewicz, który w październiku ub. roku zastąpił na tym stanowisku Grzegorza Schetynę, postanowił na stanowiska marszałka i wojewody delegować swoich ludzi. Odwołanych Protasiewicz nie zostawia jednak na lodzie. Stanowisko dla Jurkowlańca to niejako nagroda za to, że sam zrezygnował z urzędu i Platforma nie musiała w sejmiku odwoływać własnego marszałka. Władze partii chciały tego uniknąć, tym bardziej że klub PO był w tej sprawie podzielony, a wynik głosowania niepewny.
- Za dobrowolne ustąpienie ze stanowiska Jacek obiecał Jurkowlańcowi "co ten tylko zechce". A ten chciał strefy ekonomicznej w Legnicy - mówi osoba z zarządu dolnośląskiej PO. - Ze Skorupą rzecz ma się podobnie, choć oczywiście do jego odwołania wystarczył jeden podpis premiera. Protasiewicz uznał jednak, że nie będzie "czyścił" po Schetynie i nie wytnie w pień jego ludzi. Dlatego, zgodnie z filozofią nowego przewodniczącego, Skorupa będzie miał miękkie lądowanie w Wojewódzkim Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Obecny prezes LSSE zarabia ok. 20 tys. zł. Pensja szefa WFOŚiGW to 16 tys.
Kolejnym urzędnikiem powiązanym ze starym przewodniczącym regionu, który stracił pracę po objęciu rządów przez nowego, jest Dariusz Kowalczyk, były już sekretarz województwa. On jednak sam potrafił zadbać o swoje. Jeszcze przed formalnym odwołaniem ze stanowiska złożył wniosek o urlop, czym praktycznie zablokował objęcie stanowiska sekretarza przez Lillę Jaroń. Za ustąpienie domagał się stanowiska wiceprezesa szpitala na Stabłowicach. Zdecydowanie nie zgodził się na to jego prezes Rafał Guzowski. W przypadku dokooptowania Kowalczyka do zarządu zagroził nawet dymisją. Dlatego byłemu sekretarzowi zaoferowano inne stanowisko - wiceprezesa Hali Stulecia (97 proc. udziałów ma w niej gmina Wrocław). Nie od razu je jednak przyjął. Wedle pierwszych ustaleń miał tam zarabiać 3,5-krotność średniej krajowej, czyli ok. 13 tys. zł miesięcznie. To było jednak dla niego za mało. Podbił stawkę i ostatecznie w hali zarabiać ma 18,5 tys. zł. Jako sekretarz zarabiał nieco mniej: 220 tys. zł rocznie, co daje średnią ok. 18,3 tys. zł miesięcznie.
W Hali Stulecia nie było dotychczas stanowiska wiceprezesa - przez lata jej zarząd był jednoosobowy. Dla Kowalczyka zostanie więc poszerzony.
Nowe stanowisko powstanie także w urzędzie, zresztą właśnie w departamencie sekretarza województwa. Dotychczas funkcję jego dyrektora pełnił sam sekretarz. Teraz funkcje te zostaną rozdzielone. Lilla Jaroń będzie sekretarzem, a posadę dyrektora jej departamentu, kontrolującego m.in. wydział kadr całego urzędu, obejmie Sebastian Kącki - podobnie jak jego przełożona członek Platformy Obywatelskiej.
Po uporządkowaniu struktury urzędu marszałkowskiego przyjdzie czas na zmiany w zarządach należących do niego spółek. Stanowiska stracą m.in. prezes Agencji Rozwoju Regionalnego "Agroreg" Jerzy Dudzik, szef Agencji Rozwoju Regionalnego "Arleg" Jarosław Rabczenko i Dolnośląskiej Agencji Współpracy Gospodarczej Tomasz Tykierko. Być może także - rzecz nie jest jeszcze ponoć przesądzona - szef Wrocławskiej Agencji Rozwoju Regionalnego Janusz Zaleski. Ich nowych prezesów rekomendować ma przystępujący do koalicji z Platformą Obywatelską Obywatelski Dolny Śląsk.
Zmieni się także prezes Dolnośląskiej Służby Dróg i Kolei - dotychczas urzędującego prezesa Jacka Błaszczyka zastąpi Leszek Loch, piastujący tę funkcję za czasów marszałka Andrzeja Łosia.
źródło: http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,15567892.html


