Żużel
: 11 lut 2014, 20:40
Z Lesznem jestem związany od chwili urodzenia, stąd mój sentyment do sportu żużlowego. Poprzez internet staram się oglądać wszystkie imprezy żużlowe, szczególnie z udziałem mojej ukochanej Unii Leszno, obecnie z dodatkiem FOGO w nazwie. Jeżeli ktoś jeszcze z forumowiczów interesuje się tym sportem, to zapewnie zna temat tłumików w żużlowych motorach. Poniżej artykuł w temacie:
========================
Żużel potrzebuje prezesa Kaczyńskiego
Nie znam się na polityce, ale gdybym miał grubą kreską narysować portrety prezesa Kaczyńskiego i premiera Tuska, w pozach międzynarodowych, to, bazując na strzępach informacji wpadających w ucho, Jarosława przedstawiłbym jako toczącego pianę z pyska buldoga, przekonanego o swojej wszechmocy, warczącego groźnie na niemieckie i rosyjskie jamniki, a Donald byłby pluszowym, miłym misiem, który do rosyjsko – niemieckich dobermanów grzecznie się uśmiecha, licząc na to, że go nie pożrą. Nie podoba mi się ani buldog, ani miś, bo Polska na arenie międzynarodowej nie jest na tyle silna, żeby szczerzyć kły, ani na tyle słaba, żeby kłaść uszy po sobie, ale gdybym musiał któregoś z tych panów uczynić szefem polskiego żużla to bez mrugnięcia okiem wziąłbym Jarosława. Jego megalomania, zapędy imperialne i pogardliwe zerkanie na – jego zdaniem – średnio rozwiniętych sąsiadów, świetnie pasowałyby do pozycji polskiego żużla. Jesteśmy speedwayowym supermocarstwem i konkurentów bijemy o kilka długości, a przywódców mamy takich, jakbyśmy byli amatorskim klubem speedrowerowym.
Prezes Polskiego Związku Motorowego Andrzej Witkowski, albo nie wie, że bez polskiego żużla, nie ma światowego żużla, albo ta wiedza przeszkadza mu w beztroskim brylowaniu na FIM-owskich salonach. Międzynarodowa Federacja znowu potraktowała Polskę jak bezdomnego, który próbuje się zabawić na gali rozdania Oscarów.
Tłumik przygotowany przez Polaka, Leszka Demskiego był głośno chwalony przez wszystkich żużlowców, którzy mieli okazję go przetestować, środowisko gorąco wierzyło, że produkt dostanie homologację FIM i wyprze z branży urządzenia obowiązujące. Figa. Nie dostał. Mimo, że pozytywnie przeszedł testy, znalazły się przepisy, które polski sprzęt zdyskwalifikowały.
Cała batalia rozpoczęła się ponad 3 lata temu, światowa federacja, powołując się na wymogi unijne, uznała, że na żużlowych stadionach jest za głośno i motocykle trzeba ściszyć, czyli wyprodukować nowe tłumiki. Na nic zdały się protesty środowiska i logiczne argumenty ekspertów. Reporterzy jednej ze stacji telewizyjnych zrobili eksperyment, badając poziom głośności w godzinach szczytu na Rondzie Dmowskiego w Warszawie. Okazało się, że w centrum stolicy jest znacznie więcej decybeli niż na stadionie żużlowym, a jednak żadne unijne wymogi ronda nie zamykają. Działacze światowej federacji wyniki testów zbagatelizowali i wprowadzili nakaz używania nowego, ściszonego sprzętu. Efekty są zgodne z prognozami sceptyków. Nowe tłumiki powodują szybsze zużywanie się silników, zakłócają ich pracę, a co za tym idzie przyczyniają się do większej liczby niebezpiecznych sytuacji i upadków na torze.
Polski tłumik zdawał się być lekiem na całe zło, z jednej strony spełnia nowe normy głośności, z drugiej idealnie współgra z silnikiem, żużlowcy są zachwyceni. Produkt Leszka Demskiego przeszedł niemal wszystkie fazy weryfikacji, żeby w finale zobaczyć czerwoną kartkę. Chociaż nikt nie mówi tego głośno i nie ma dowodów, to w środowisku aż huczy od informacji, że całe „tłumikowe” szaleństwo rozpoczęło się od tego, że jakiś zaprzyjaźniony z FIM biznesman wyprodukował nikomu niepotrzebny sprzęt, a jego przyjaciele zapewnili mu rynek zbytu. Teraz dbają o to, żeby nie miał konkurencji.
Mimo, że dostaliśmy czarną polewkę, to nie musimy się poddawać. Tłumiki z homologacją FIM muszą być używane tylko w imprezach organizowanych przez FIM, a nad zawodami ligowymi stoją krajowe federacje, w związku z czym w Polsce możemy jeździć na sprzęcie Demskiego. Taki ruch już zapowiedział szef Głównej Komisji Sportu Żużlowego Piotr Szymański. Jeżeli światowe gwiazdy, ścigające się w Polsce, stwierdzą, że „polski” tłumik jest zdecydowanie lepszy, być może zaczną wywierać presję na FIM i wygramy nie tylko bitwę, ale i wojnę. Do tego jednak potrzebne jest zdecydowane wsparcie prezesa Witkowskiego, który na razie niestety jest tylko miłym, sympatycznym misiem. Bezzębnym. A buldog „siedzi” w polityce, na żużlu prawdopodobnie nigdy nie był.
źródło: http://koro.blog.pl/2014/02/10/zuzel-po ... zynskiego/
========================
Żużel potrzebuje prezesa Kaczyńskiego

Tłumik przygotowany przez Polaka, Leszka Demskiego był głośno chwalony przez wszystkich żużlowców, którzy mieli okazję go przetestować, środowisko gorąco wierzyło, że produkt dostanie homologację FIM i wyprze z branży urządzenia obowiązujące. Figa. Nie dostał. Mimo, że pozytywnie przeszedł testy, znalazły się przepisy, które polski sprzęt zdyskwalifikowały.
Cała batalia rozpoczęła się ponad 3 lata temu, światowa federacja, powołując się na wymogi unijne, uznała, że na żużlowych stadionach jest za głośno i motocykle trzeba ściszyć, czyli wyprodukować nowe tłumiki. Na nic zdały się protesty środowiska i logiczne argumenty ekspertów. Reporterzy jednej ze stacji telewizyjnych zrobili eksperyment, badając poziom głośności w godzinach szczytu na Rondzie Dmowskiego w Warszawie. Okazało się, że w centrum stolicy jest znacznie więcej decybeli niż na stadionie żużlowym, a jednak żadne unijne wymogi ronda nie zamykają. Działacze światowej federacji wyniki testów zbagatelizowali i wprowadzili nakaz używania nowego, ściszonego sprzętu. Efekty są zgodne z prognozami sceptyków. Nowe tłumiki powodują szybsze zużywanie się silników, zakłócają ich pracę, a co za tym idzie przyczyniają się do większej liczby niebezpiecznych sytuacji i upadków na torze.
Polski tłumik zdawał się być lekiem na całe zło, z jednej strony spełnia nowe normy głośności, z drugiej idealnie współgra z silnikiem, żużlowcy są zachwyceni. Produkt Leszka Demskiego przeszedł niemal wszystkie fazy weryfikacji, żeby w finale zobaczyć czerwoną kartkę. Chociaż nikt nie mówi tego głośno i nie ma dowodów, to w środowisku aż huczy od informacji, że całe „tłumikowe” szaleństwo rozpoczęło się od tego, że jakiś zaprzyjaźniony z FIM biznesman wyprodukował nikomu niepotrzebny sprzęt, a jego przyjaciele zapewnili mu rynek zbytu. Teraz dbają o to, żeby nie miał konkurencji.
Mimo, że dostaliśmy czarną polewkę, to nie musimy się poddawać. Tłumiki z homologacją FIM muszą być używane tylko w imprezach organizowanych przez FIM, a nad zawodami ligowymi stoją krajowe federacje, w związku z czym w Polsce możemy jeździć na sprzęcie Demskiego. Taki ruch już zapowiedział szef Głównej Komisji Sportu Żużlowego Piotr Szymański. Jeżeli światowe gwiazdy, ścigające się w Polsce, stwierdzą, że „polski” tłumik jest zdecydowanie lepszy, być może zaczną wywierać presję na FIM i wygramy nie tylko bitwę, ale i wojnę. Do tego jednak potrzebne jest zdecydowane wsparcie prezesa Witkowskiego, który na razie niestety jest tylko miłym, sympatycznym misiem. Bezzębnym. A buldog „siedzi” w polityce, na żużlu prawdopodobnie nigdy nie był.
źródło: http://koro.blog.pl/2014/02/10/zuzel-po ... zynskiego/




