Nielegalne reklamy
: 09 gru 2013, 12:08
A może by tak w Lubinie ktoś się wziął za usuwanie szpecących nasze miasto nielegalnych reklam ?
=========================
Tomasz studiuje filozofię i historię sztuki. Dostał zarzut kradzieży, bo policja nakryła go, gdy w środku nocy - z sekatorem w ręku - usuwał banery sklepu meblowego.
Reklamy, jak sprawdził, wisiały nielegalnie. Właściciele sklepu powiesili je na własnym ogrodzeniu, ale nie zapytali o zgodę ani urzędników z wydziału architektury, ani z biura konserwatora zabytków (sklep jest w dzielnicy objętej ochroną konserwatorską). Ale za powieszenie reklam bez zgody miasta kary nie grożą.
W Poznaniu usuwaniem nielegalnych reklam zajmuje się już kilkadziesiąt osób, ale dopiero Genow wpadł w ręce policji. Spędził noc na komisariacie, policja przeszukała jego mieszkanie, ale innych "skradzionych" reklam nie znalazła
Ludzie dodali mu odwagi
Student przyznał się do kradzieży, podpisał wniosek o dobrowolne poddanie się karze. Miał zapłacić 300 zł grzywny.
Po artykule "Gazety", w którym opisaliśmy jego historię, zmienił jednak zdanie: - Dostałem wiele listów i telefonów. Ludzie chwalili mnie za odwagę, ktoś pytał, czy mógłby zostać moim pomocnikiem w zrywaniu reklam - mówi Genow. - Kontaktowali się ze mną mieszkańcy Warszawy, Łodzi i Wrocławia. Pisali, że u siebie mają ten sam problem i cieszą się, że ktoś wreszcie się za to wziął. Przekonywali, że nie mogę tak po prostu poddać się karze, bo to jest sprawa nas wszystkich. No i mnie przekonali.
Genow wycofał wniosek o dobrowolne poddanie się karze i odwołał wyjaśnienia złożone na komisariacie (wg rzecznika wielkopolskiej policji Andrzeja Borowiaka miał wówczas twierdzić, że reklamy chciał zabrać do domu).
- Gdy podpisywałem protokół, byłem po nocy spędzonej w celi. Rodzice szukali mnie po szpitalach, a ja nie mogłem ich powiadomić, gdzie jestem. Chciałem jak najszybciej stamtąd wyjść - tłumaczy Genow. I dodaje: - Bałem się też konsekwencji. Policjanci mówili, że jeśli się nie przyznam, będę miał normalny proces, a wtedy na 300 zł się nie skończy. Teraz chcę walczyć o uniewinnienie.
Chce pomóc plastykowi miejskiemu
Wcześniej student zapowiadał, że poprosi o zamianę grzywny na prace społeczne. Chciałby pomagać plastykowi miejskiemu w czyszczeniu miasta z nielegalnych reklam.
Po artykule "Gazety" plastyk miejski Piotr Libicki skontaktował się z Genowem. - Jako urzędnik nie mogę poprzeć takiej "partyzantki", mimo że ją rozumiem. Ale w tym przypadku policja chyba zbyt pochopnie posądziła chłopaka o kradzież. Jest absurdem, że firmy wieszające nielegalne reklamy są bezkarne, a chłopak, który te reklamy usuwał, ma być ukarany - mówi Libicki. Prywatnie zaoferował studentowi pomoc prawną. Chce też wykorzystać jego energię i zaproponować mu współpracę. - Być może chłopak mógłby chodzić po właścicielach nieruchomości i przekonywać ich do zdjęcia nielegalnych reklam. Liczę, że taka rozmowa może dać efekt - mówi.
Co na to student? Jest otwarty na współpracę. Chce też zaproponować Libickiemu stworzenie bazy nielegalnych reklam.
- A będziesz dalej biegał z sekatorem po mieście?
- Na razie nie. Poczekam na wyrok sądu.
źródło: http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,36001, ... _I.html#MT
=========================
Student, który niszczył reklamy, nie chce kary. I idzie do sądu
- Zmieniłem zdanie: nie poddam się karze, będę walczył o uniewinnienie - mówi Tomasz Genow, przyłapany na zrywaniu nielegalnych reklam.Tomasz studiuje filozofię i historię sztuki. Dostał zarzut kradzieży, bo policja nakryła go, gdy w środku nocy - z sekatorem w ręku - usuwał banery sklepu meblowego.
Reklamy, jak sprawdził, wisiały nielegalnie. Właściciele sklepu powiesili je na własnym ogrodzeniu, ale nie zapytali o zgodę ani urzędników z wydziału architektury, ani z biura konserwatora zabytków (sklep jest w dzielnicy objętej ochroną konserwatorską). Ale za powieszenie reklam bez zgody miasta kary nie grożą.
W Poznaniu usuwaniem nielegalnych reklam zajmuje się już kilkadziesiąt osób, ale dopiero Genow wpadł w ręce policji. Spędził noc na komisariacie, policja przeszukała jego mieszkanie, ale innych "skradzionych" reklam nie znalazła
Ludzie dodali mu odwagi
Student przyznał się do kradzieży, podpisał wniosek o dobrowolne poddanie się karze. Miał zapłacić 300 zł grzywny.
Po artykule "Gazety", w którym opisaliśmy jego historię, zmienił jednak zdanie: - Dostałem wiele listów i telefonów. Ludzie chwalili mnie za odwagę, ktoś pytał, czy mógłby zostać moim pomocnikiem w zrywaniu reklam - mówi Genow. - Kontaktowali się ze mną mieszkańcy Warszawy, Łodzi i Wrocławia. Pisali, że u siebie mają ten sam problem i cieszą się, że ktoś wreszcie się za to wziął. Przekonywali, że nie mogę tak po prostu poddać się karze, bo to jest sprawa nas wszystkich. No i mnie przekonali.
Genow wycofał wniosek o dobrowolne poddanie się karze i odwołał wyjaśnienia złożone na komisariacie (wg rzecznika wielkopolskiej policji Andrzeja Borowiaka miał wówczas twierdzić, że reklamy chciał zabrać do domu).
- Gdy podpisywałem protokół, byłem po nocy spędzonej w celi. Rodzice szukali mnie po szpitalach, a ja nie mogłem ich powiadomić, gdzie jestem. Chciałem jak najszybciej stamtąd wyjść - tłumaczy Genow. I dodaje: - Bałem się też konsekwencji. Policjanci mówili, że jeśli się nie przyznam, będę miał normalny proces, a wtedy na 300 zł się nie skończy. Teraz chcę walczyć o uniewinnienie.
Chce pomóc plastykowi miejskiemu
Wcześniej student zapowiadał, że poprosi o zamianę grzywny na prace społeczne. Chciałby pomagać plastykowi miejskiemu w czyszczeniu miasta z nielegalnych reklam.
Po artykule "Gazety" plastyk miejski Piotr Libicki skontaktował się z Genowem. - Jako urzędnik nie mogę poprzeć takiej "partyzantki", mimo że ją rozumiem. Ale w tym przypadku policja chyba zbyt pochopnie posądziła chłopaka o kradzież. Jest absurdem, że firmy wieszające nielegalne reklamy są bezkarne, a chłopak, który te reklamy usuwał, ma być ukarany - mówi Libicki. Prywatnie zaoferował studentowi pomoc prawną. Chce też wykorzystać jego energię i zaproponować mu współpracę. - Być może chłopak mógłby chodzić po właścicielach nieruchomości i przekonywać ich do zdjęcia nielegalnych reklam. Liczę, że taka rozmowa może dać efekt - mówi.
Co na to student? Jest otwarty na współpracę. Chce też zaproponować Libickiemu stworzenie bazy nielegalnych reklam.
- A będziesz dalej biegał z sekatorem po mieście?
- Na razie nie. Poczekam na wyrok sądu.
źródło: http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,36001, ... _I.html#MT
