44444 forum LUBIN.pl • Czy warto mieć dzieci ?
Strona 1 z 2

Czy warto mieć dzieci ?

: 31 sie 2013, 21:47
autor: NEVIL
Czy warto mieć dzieci ? Czytajcie wypowiedzi poniżej.
=================

Moda na nieposiadanie dzieci? Polki w czołówce
Czytaj więcej na http://mamdziecko.interia.pl/forum/moda ... gn=firefox
===============
Jak tak dalej pójdzie, to obecnie młodzi ludzie będą mieli emerytury ,,superaśne". I kto się tymi obecnie młodymi zaopiekuje, gdy nadejdzie starość ?

: 20 wrz 2013, 12:37
autor: NEVIL
Komentarze pod artykułem: ~zdzis32

co za bzdury wypisujecie? Teraz już nikt nie będzie chciał mieć dzieci. Przestanę chyba czytać wasze wypociny i waszą stronę. Jestem zażenowana niskim poziomem i niestety nie wiem jak je nazwać bo na nazwę nie zasługują i są po prostu wypocinami. Jak zwał tak zwał ------------------------ ~zniesmaczony

A gdyby nasi rodzica wyszli z tego założenia? Bylibyśmy na świecie? --------------------- ~Cynik

Wyliczenia ekonomiczne zadają zupełnie sensownie pytanie o znaczenie posiadania dzieci. Sens posiadania dzieci jest tylko wtedy gdy dziecko jest kontynuatorem rodzinnej tradycji, majątku, prestiżu, gdy między pokoleniami istnieje zażyłość i zależność ekonomiczna, mentalna i moralna. Natomiast kiedy dziecko koącząc 25 - 28 lat porzuca rodziców, którzy byli tylko rodzicielami to sens posiadania takich dzieci dla ludzi jest żaden. Spotkanie się z rodzicami na obiadku od niedzieli i pogłaskanie wnusia po główce to trochę za mało by posiadanie dzieci usensownić. Życie bowiem człowieka ma sens gdy żyje między ludźmi, którzy w każdym sensie coś dla człowieka znaczą a nie są kukiełkami w teatrzyku banału, pozoru i pozerstwa. ------------------------------ ~quest

Jakieś słabe te ich wyliczenia. Utrzymanie dwójki dzieci kosztuje ponad 1300 zł? Ciekawe gdzie, bo chyba nie w Polsce. Duży odsetek obywateli zarabia 1500 zł brutto(!), więc z czego oni mają tyle wyłożyć na utrzymanie dwójki dzieci, jak według tych wyliczeą utrzymanie miesięczne przewyższa miesięczny dochód netto. Śmieszne te wyliczenia są. Może robione według średniej krajowej, za którą miliony Polaków dałoby się pokroić jakby pracodawcy chcieli im tyle dać. ------------------------ ~ewolucjonista

człowiek bez potomstwa jest ewolucyjną katastrofą. Życie ludzkie jest zaskakująco krótkie, i niewiele znaczące, o czym każdy z was się przekona. Ludzie mający dzieci będą genetycznie obecni na ziemi przez dalsze miliony lat, a po was nie pozostanie nic, NIC... ==========================================
Zamiast dziecka milion złotych emerytury
Dzieci całkowicie się nie opłacają. Zamiast płacić na potomków, pieniądze te lepiej zainwestować. Wtedy nikt nie będzie martwił się emeryturą z ZUS. Ale taki mechanizm działa jedynie w skali mikro.

- Nie za bardzo wierzę w paąstwowe emerytury. Staram się zabezpieczyć na przyszłość i oszczędzając, i przez dobre relacje z moimi dziećmi. To pewniejsze niż paąstwowa emerytura - stwierdził w ubiegłym roku ówczesny wicepremier Waldemar Pawlak. Podobne poglądy głosi dziś - zwłaszcza po zapowiedziach zmian w OFE - wielu ekonomistów. WP.PL postanowiła sprawdzić, czy dzieci rzeczywiście tak bardzo się nam opłacają. Według naszych wyliczeą, gdyby rodzice czwórki dzieci pieniądze, które przeznaczą na ich wikt i opierunek, przeznaczyliby na swoją emeryturę, to na starość mieliby ok. 2,4 mln zł. Dzięki temu - przy założeniu, że średnio dożyją osiemdziesiątki - mogliby liczyć na dodatkowe... 15 379 zł miesięcznie (7689,5 na głowę). Gdyby rodzice trójki dzieci - zamiast łożyć na ich wychowanie - oszczędzali na starość, to mieliby ponad standardową paąstwową emeryturę 12 440 zł, dwójki - 9 678 zł. Jeśli zamiast jedynaka wybralibyśmy sumienne oszczędzanie, dostalibyśmy już "tylko" ok. 5500 zł. Jak widać, to emerytury wręcz abstrakcyjne. Jak to wyliczyliśmy? Uznaliśmy, że sumy, jakie przez 20 lat wydajemy na ubranie, kształcenie, i wyżywienie dzieci, równie dobrze singiel czy bezdzietne małżeąstwo mogliby wpłacić do funduszu ze średnią stopą zwrotu 5,55 proc. (to średnia stopa zwrotu OFE za ostatnie trzy lata). Statystyczny Polak pierwsze dziecko ma przed trzydziestką, więc do wieku emerytalnego (w przyszłości będzie to 67. lat) będzie musiał czekać 40 lat. Dlatego do 20 lat odkładanego co miesiąc kapitału, dodaliśmy kolejne 20 lat jego akumulacji. Przy wyliczeniach skorzystaliśmy z danych Centrum im. Adama Smitha, które cyklicznie sprawdza, ile kosztuje wychowanie dziecka. Z najnowszych danych wynika, że utrzymanie jednego potomka do 20. roku życia kosztuje średnio 176 tys. zł. Przy dwójce dzieci kwota ta wzrasta do 317 tys. zł. Przy trójce jest to ok. 412 tys. zł, a przy czwórce 528 tys. zł. Dodatkowo założyliśmy, że nasze dzieci rodzą się co 2 lata. Dzięki temu wyliczyliśmy, że rodzice jedynaka odłożą w sumie ok. 864 tys. zł. Ci z dwójką dzieci - 1,51 mln zł, trójki - 1,94 mln zł, a czwórki aż 2,4 mln zł. Ale nie oznacza to, że natychmiast powinniśmy przestać rodzić dzieci. - To kwoty imponujące. Pamiętajmy jednak, że trzeba je opodatkować najprawdopodobniej podatkiem od zysków kapitałowych. Dochodzi inflacja. Kwoty w rzeczywistości byłyby więc mniej warte niż obecnie - tłumaczy Michał Banach, ekspert od oszczędzania w BGŻ Optima. Jeśli te pieniądze zainwestujemy w dzieci, wówczas inflacja być może ich nie zje. Na tej podstawie działa przecież ZUS: pieniądze odkładane przez obecnie pracujących idą na świadczenia obecnych emerytów. Problem pojawia się, gdy zaczyna brakować dzieci. I to nawet wtedy, gdy mamy już 2,4 mln zł na koncie. - Człowiek na emeryturze nie musi mieć świadectwa posiadania papierów wartościowych. Będzie chciał natomiast aspirynę, pielęgniarkę i owsiankę. Ktoś musi ponieść koszty wychowania i wyedukowania tej pielęgniarki. Muszą też być ludzie, którzy wyprodukują owsiankę i aspirynę. Jeśli ich nie będzie, to wszystkie nasze fundusze w diabły pójdą. Nie było w historii świata wzrostu gospodarczego bez tzw. efektu kołyski - mówi Robert Gwiazdowski z Centrum im. Adama Smitha. - Jak dobrze wychowamy nasze dziecko, to mamy większe szanse na to, że to ono przyniesie nam na starość kaczkę do łóżka. Na prezesa ZUS czy OFE raczej bym nie liczył - dodaje ekspert. Milion złotych na emeryturę zamiast dziecka może się więc udać w skali mikro. Szkoda tylko, że Polacy ani nie oszczędzają na starość, ani nie płodzą dzieci. Z najnowszych danych wynika, że średnia dzietność to obecnie 1,3. Tymczasem - aby utrzymać obecną liczbę Polaków - ten wskaźnik powinien wynosić co najmniej 2. Dlatego zdaniem Roberta Gwiazdowskiego, aby przekonać kobiety do rodzenia dzieci, powinny istnieć zachęty ze strony paąstwa na przykład w formie możliwości wcześniejszego przechodzenia na emeryturę. Inne głosy mówią na przykład o podwyższonej emeryturze z ZUS - zarówno dla ojca, jak i matki z rodzin wielodzietnych. Politykę prorodzinną zaczął wreszcie dostrzegać rząd, który obok becikowego oferuje także coraz taąsze żłobki i przedszkola. Również prezydent Komorowski pracuje nad kartą dużej rodziny, dzięki której mający więcej niż dwójkę dzieci będą mogli liczyć na zniżki, np. na kolei. - Zaczynamy rozumieć, że podstawą bogactwa narodu jest jego praca. Nie obligacje, akcje i inne papiery, ale właśnie praca. Midas wszystko zamieniał w złoto, ale nie skoączyło się to dla niego dobrze - stwierdza Robert Gwiazdowski. Zamiast więc zbierać wirtualne pieniądze w OFE czy w ZUS, lepiej zacząć pracować nad własną rodziną. Bez dzieci nawet z 2,4 mln zł na koncie nasza starość nie będzie miła. źródło: http://finanse.wp.pl/kat,1033719,title, ... omosc.html

: 20 wrz 2013, 14:11
autor: NEVIL
Komentarz pod artykułem: Monia :

A ja Pani Izabeli serdecznie gratuluję i życzę dużo zdrowia. Podziwiam kobiety które realizują swoje cele, mają dzieci, potrafią to pogodzić. Zdecydowanie wolę czytać o kobietach zorganizowanych dających przykład możliwości poukładania życia prywatnego z zawodowym niż o takich które np. pozbyły się dzieci z uwagi na "karierę". Szkoda że Pani Czubaszek i inne tego typu kobiety tak nie myślały, bo pozbycie się dzieci urody nie zatrzyma i pozorną wolność przyniesie.... jak zresztą widać ======================
Izabella Łukomska-Pyżalska: spodziewam się bliźniaków, chłopca i dziewczynki
Obrazek
Izabella Łukomska-Pyżalska, prezes Warty Poznaą, już jakiś czas temu poinformowała media, że jest w bliźniaczej ciąży, czwartej ciąży. Kobieta urodzi chłopca i dziewczynkę. Teraz na jej blogu pojawił się wpis dotyczący właśnie macierzyąstwa, jak i stanu błogosławionego. Matka trójki dzieci twierdzi, że po prostu lubi być w ciąży.

- Być może wyda się to komuś dziwne, ale ja po prostu LUBIĘ być w ciąży! Skłamałabym twierdząc, że nie odczuwam żadnego dyskomfortu, wahaą nastroju czy fizycznych dolegliwości. Czasem sobie pomarudzę, ponarzekam, ale to i tak nie zmieni faktu, że ciąża i macierzyąstwo to najfajniejsza w życiu rzecz, jakiej doświadczyłam! - napisała na swoim blogu prezes Warty Poznaą. Co istotne Łukomska-Pyżalska w swojej rozprawie na temat ciąży wspomniała też, że w wieku 20 też zarzekała się, że nie będzie mieć dzieci. Nie chciała mieć ani jednego, nie przypuszczała jednak, że kilkanaście lat będzie matką małej gromadki. Kobieta ma już trójkę dzieci. W czerwcu tego roku poinformowała, że jest w trzecim miesiącu bliźniaczej ciąży. Teraz wyznała, że urodzi chłopczyka i dziewczynkę. To jej czwarta ciąża, jednak chyba już ostatnia, jak napisała na swoim blogu. Blondwłosa pani prezes nie gardzi kobietami, które zarzekają się, tak jak kiedyś ona to robiła. Uważa, że każda z paą ma możliwość wyboru. W naszym kraju i tak jest za dużo patologii, jednak wie, że pewnie większość tych kobiet, które negatywnie nastawione są do macierzyąstwa i tak kiedyś zmieni zdanie. Sama cieszy się z tego, że ma dzieci, to one dają jej największą radość. Łukomskiej-Pyżalskiej żal jest milionów kobiet, które świadomie i z premedytacją nie decydują się na macierzyąstwo. Uważa ona, że te kobiety nie wiedzą, co tracą... Pani prezes w swoim wpisie wspomina też o tym, że dzieci wcale nie muszą przekreślać zawodowej kariery. Tak naprawdę wszystko zależy od danej kobiety, jej ambicji, samozaparcia. Jest wiele kobiet, które świetnie sprawdzają się w roli matki i pną się po kolejnych szczeblach kariery. Jednak czasem niektórym paniom niepowodzenia łatwiej zrzucić na przykład na dziecko, niż przyznać się do własnych słabości. Matka trójki dzieci i dwójki w drodze twierdzi, że każdy powinien sobie zrobić listę pozytywów i negatywów wynikających z posiadania potomstwa. Pani prezes uważa, że lista pozytywów jest zdecydowanie dłuższa. Oczywiście zaznacza też, że nie chce, by jej wpis został odebrany, jako apel do społeczeąstwa, by to rozmnażało się na potęgę. "Matka Polka" chce nakłonić pary do refleksji. Dać do zrozumienia, że ciąża nie jest chorobą, a macierzyąstwo nie jest złem koniecznym... źródło: http://ofsajd.onet.pl/dziewczyny/izabel ... ynki/zlfmf

: 09 sty 2014, 14:50
autor: marv
Ja, póki co, nie chcę mieć dzieci. Ale mój brat, z 4, wyrabia normę demograficzną za nas oboje ;)

: 10 sty 2014, 12:54
autor: jadomradom
Za młody jestem na takie rzeczy, ale w przyszłości planuję :)

: 15 sty 2014, 15:39
autor: marv
Z ciekawości - ile?

: 26 lip 2015, 23:11
autor: kornik
Oczywiście, że warto! Dzieci nadaja naszemu życiu sens, nie wyobrażam sobie bez nich życia

: 24 sie 2015, 16:18
autor: Zloty
Jest dla kogo żyć.

: 22 paź 2015, 21:34
autor: BeataJ
Ja myślę, że warto miec dzieci. Dają sens życia.

: 27 paź 2015, 10:41
autor: olubin
Zdecydowanie warto. W takich przypadkach zawsze mówię, że przecież gdyby Wasi rodzice tak nie uważali to by Was na świecie nie było.

: 03 lis 2015, 11:55
autor: NEVIL
Obrazek

Kto da ci 40 tys. zł na dziecko?
Polska państwem prorodzinnym? Nie żartujmy. Firma analityczna PwC sporządziła raport, w którym sprawdziła, na ile od państwa może liczyć rodzina 2+2 w krajach Unii Europejskiej. Świadczenia wahają się od 9264 euro (ok. 40 tys. zł) do 20,5 euro(85 zł) rocznie. Na którym miejscu w rankingu znalazła się Polska?

Zobacz też: 500 zł na dziecko? W tych krajach dają nawet 10 tys. becikowego

Ranking powstał na podstawie rodziny czteroosobowej, w której oboje rodziców pracuje i zarabia średnią krajową dla danego kraju. Dzieci mają 4 oraz 8 lat i uczęszczają do publicznych placówek szkolnych. Pod uwagę brano zasiłki rodzinne, dodatki, odliczenia wydatków, ulgi podatkowe(od dochodu i podatku). Z kolei nie uwzględniono dodatków i zasiłków na dzieci niepełnosprawne.

1 / 11

Więcej: http://finanse.wp.pl/gid,17949808,kat,1 ... leria.html

: 03 lis 2015, 14:05
autor: krastin
Polska pewnie jak zawsze na szarym końcu.

: 07 lis 2015, 07:44
autor: olubin
Trzeba jeszcze uwzględnić sytuację ekonomiczną Polski, a innych krajów. Liczby porównuje się bardzo łatwo ;).

: 08 lis 2015, 12:59
autor: NEVIL
"Poszłam na L4, ale nie ze strachu, uważałam, że należy mi się odpoczynek!". Czy ciężarne oszukują pracodawców?
Obrazek
Spotkanie w babskim gronie po latach, pogaduchy, plotki na temat wspólnych znajomych. W pewnym momencie rozmowa schodzi na temat ciąży i dzieciaków. Są wśród nas długoletnie mężatki, są kobiety w wolnych związkach, są i singielki. Są doświadczone już mamy, są dziewczyny, które za chwile urodzą i te, które temat rozmnażania zostawiają na niewiadome później. Zadziwiające, jak różne mogą być podejścia do błogosławionego stanu i pracy w tym czasie. Można by powiedzieć, że co ciąża to obyczaj.

Ze strachu, z wygody, z konieczności

K. jest już w ósmym miesiącu ciąży, ale wytrwale chodzi do pracy. Co rano wytacza się z ogromnym brzuchem z domu (a ma rzeczywiście spory, wygląda jakby w środku siedziało nie jedno dziecko, ale co najmniej trójka) i przez osiem godzin nie oszczędza się ani na minutę. "Ciąża to nie choroba" mówi popijając czekoladowe latte ( z kawy nie zrezygnowała, ale ograniczyła do minimum i bardziej "rozmleczyła"), "jeszcze zdążę się w domu nasiedzieć". "Też tak mówiłam"- wtrąca się B. - "dopóki nie trafiłam na przymusowy odpoczynek w szpitalu." Przez pół ciąży walczyła o każdy następny dzień i wywalczyła zdrowego, półtorarocznego teraz synka. K. przewraca oczami i macha ręką - codziennie wysłuchuje dobrych rad swojego męża, teściowej i koleżanek z biura, ale zamierza pracować do samego końca, a po roku wrócić w roboczy kierat.

Na drugim biegunie, ze swoimi poglądami, mieszka P. Gdy dowiedziała się, że pod sercem nosi dziecko, pierwsze o co poprosiła swojego lekarza to zwolnienie lekarskie. P. jest nauczycielką i bała się związanych z zawodem zagrożeń - "dzieciaki są nieprzewidywalne, biegają, szaleją. No i te choroby, szkoda ryzykować" tłumaczy. Trudno kłócić się z tymi argumentami, choć gro ciężarnych nauczycielek miało mniejsze obawy i z pracy nie rezygnowało. P. długo czekała na swoje dziecko, więc miesiące ciąży poświeciła na przygotowania, urządzanie pokoju, zakup wyprawki i czytanie fachowych poradników. Szczepienia, pielęgnacja, karmienie, spacery, zabawy - od strony teoretycznej była przygotowana na szóstkę. Każdy ruch dziecka, badanie usg, a nawet poranne mdłości były dla niej okazją do celebracji nowego życia rosnącego w jej brzuchu.

"Ja też poszłam na L4, ale nie ze strachu - po prostu uważałam, że należy mi się odpoczynek" swoje zdanie dodaje M. Na zwolnienie poszła trzy lata temu i jeszcze przez rok wracać nie zamierza - niedawno urodziła swoje drugie dziecko. Świadomie zdecydowała się tak szybko na ponowne zajście w ciążę, bo jak mówi, nie chciała zostawiać małej córeczki z babcią albo opiekunką. Poza tym nie śpieszy jej się do etatu, dokumentów i stresu, wybrała macierzyństwo i życie domowe. Mąż jest zadowolony, córka szczęśliwa, a ona pewnie nie zdecydowałaby się później na drugie dziecko, butelki i pieluchy, więc wyszło na dobre. Tylko szef ma do niej pretensje, bo do ostatnich dni urlopu twierdziła, ze wraca. Dał wypowiedzenie pracownikowi zatrudnionemu na zastępstwo, a następnego dnia otrzymał od M. wiadomość o powiększeniu jej rodziny i zwolnienie lekarskie. "Trochę mi z tym głupio, ale trudno, dał sobie ostatecznie radę" wzrusza M. ramionami.

Więcej: http://mamadu.pl/122709,ciaza-to-nie-ch ... uje-wygoda

: 27 sie 2016, 14:29
autor: NEVIL

Bezdzietne czyli niekompletne? Kobiety mówią: dość


To on każe nam myśleć, że to zwykłe egoistki, życzyć im, by pożałowały swoich wyborów, zaleca patrzeć na nie z politowaniem. Kiedy wiemy, że dzieci nie mają, bo nie mogą, domaga się łamania nad nimi rąk. W końcu ich życie jest zupełnie jałowe. Cokolwiek zrobią – nie ma to już większego znaczenia. I tak odejdą zgorzkniałe i żałosne. Tak podpowiada stereotyp. A jakie jest życie?

Obrazek
Soczewki

"Miniony miesiąc w szczególny sposób uświadomił mi, że stan cywilny i status macierzyński kobiety determinują to, jak ją oceniamy. Już sama ilość środków przeznaczanych obecnie przez prasę na to, żeby odkryć czy jestem w ciąży (po raz milionowy – ale kto by to liczył), utrwala pogląd, że jeśli kobieta nie wyszła za mąż i nie ma dzieci, jest w jakiś sposób niekompletna, przegrana lub nieszczęśliwa" – napisała w lipcu Jennifer Aniston w tekście opublikowanym przez portal "Huffington Post".

Czarę goryczy przelały kolejne doniesienia o ciąży aktorki, dokumentowane zdjęciami rzekomo w 100 proc. potwierdzającymi słuszność plotkarskich założeń (brukowce oparły je na własnej ocenie "stanu brzucha" Aniston, nie tak płaskiego, jak ich zdaniem być powinien). W kilku akapitach bardzo gorzkich, ale też przenikliwych słów aktorki znaleźć można jeszcze takie zdanie: "Jeśli jestem jakimś symbolem dla niektórych ludzi, to z pewnością jestem też soczewką, przez którą my, jako społeczeństwo, oglądamy nasze matki, córki, siostry, żony, przyjaciółki, koleżanki".

Nieustanne tropienie ciążowych krągłości, lustrowanie tej jednej z najintymniejszych sfer w życiu każdej kobiety, jest też przekleństwem polskich gwiazd. Niemal w tym samym czasie, w którym swoje słowa pisze Aniston, w Polsce Magdalena Cielecka w wywiadzie dla magazynu "Uroda Życia" mówi: "Jeszcze straszniejsze są te nieustanne sugestie i pytania o dziecko. To nie tylko jest nieeleganckie, ale zwyczajnie okrutne. Jak można zadawać takie pytanie komuś, jeśli nie wiemy, dlaczego nie ma dziecka? Może on jest właśnie zrozpaczony, że go nie ma. Albo że nie ma partnera. Ale nie będzie przecież o tym opowiadał w gazecie! Jako kobieta, miałam wiele takich sytuacji. Kiedy chce się wyć, ale musisz to opanować. Pękasz dopiero w samotności".

Co "się mówi"?

Polskich aktorek, dziennikarek, prezenterek, piosenkarek mierzących się nie tylko z nietaktownymi, ale zwyczajnie wścibskimi pytaniami, podejrzeniami, krytyką, wysłuchujących ubolewań nad swoim losem jest jeszcze kilka. Ale wymienienie tych nazwisk przecież niczego nie zmieni. Gwiazdy to ta nasza soczewka, przez którą oglądamy świat. To jest ważne. Dotyka je stereotyp, ten sam, który wymierzony jest na co dzień w kobiety w całej Polsce. Dosyć jaskrawy, a może po prostu brutalny? Wszystkie prędzej czy później musicie zostać matkami. A jeśli nie, to co? Będziemy w mniejszym stopniu kobietami? – Zbyt wiele kobiet niestety lubi przysłuchiwać się temu, co "się mówi". W stereotypie szukają busoli i wsparcia. A stereotyp nie może być wsparciem, bo w gruncie rzeczy zawsze jest przeciwko jednostce. Stereotyp to brak wolności. Jeśli ktoś chce żyć jak taka biedna, prowadzona na rzeź owieczka, to niech słucha tego, co mówią inni. A jeśli chce żyć swoim życiem – niech robi swoje – mówi mi psycholożka i psychoterapeutka Katarzyna Miller.

W zeszłym roku Polską zatrzęsła kampania "Nie odkładaj macierzyństwa na potem", przygotowana przez Fundację Mamy i Taty. Jej przekaz był prosty – studia, specjalizacja, kariera, mieszkanie, dom, podróże do Tokio i Paryża, wszystko to na nic. Nie zdążyłaś zostać mamą. Teraz nie zostaje ci już nic innego, tylko siąść i płakać w swoim szaroburym świecie. Na półminutowy filmik spadł grad krytyki. Głos w jego sprawie zabierały osoby publiczne, a internet wrzał od komentarzy kobiet, które zwracały uwagę przede wszystkim na jedno: kompletną nieprzystawalność tego obrazu do swoich realiów. "Nie rodzimy, bo nie mamy stabilnej pracy i mieszkań"; "trudno znaleźć wspierającego, odpowiedzialnego kandydata na partnera i ojca, dlatego nie zostajemy matkami" – to najczęściej przywoływane przez nie kontrargumenty.

Nie wykończyć się życiowo

Przyjrzyjmy się jednak chwilę kobiecie z filmiku, bo choć burza przeszła, niekoniecznie wyszło po niej słońce. Kobietom w Polsce wciąż trudno uwolnić się od panujących powszechnie przekonań, że – prędzej czy później – powinny zostać matkami. Bohaterka filmiku wykreowana została na postać tragiczną. Stereotyp mówi, że takie właśnie są kobiety, które nie mają dzieci. To on każe nam myśleć, że to zwykłe egoistki, życzyć im, by pożałowały swoich wyborów, zaleca patrzeć na nie z politowaniem. Kiedy wiemy, że dzieci nie mają, bo nie mogą, domaga się łamania nad nimi rąk. W końcu ich życie jest zupełnie jałowe. Cokolwiek zrobią – nie ma to już większego znaczenia. I tak odejdą zgorzkniałe i żałosne.

Katarzynę Miller pytam o to, co jako psychoterapeutka powiedziałaby tym wszystkim kobietom, które nie mają dzieci, a wciąż czują presję ze strony otoczenia, rodziny, mediów? Od razu zaznacza: – To zależy, czy kobieta nie chce mieć dziecka, czy nie może – bo to wielka różnica. Jeśli nie chce mieć dziecka, to bym jej powiedziała, żeby się, za przeproszeniem, wypięła na to, co kto inny sądzi, bo najważniejsze w jej życiu są jej decyzje. Nikt za nią dziecka nie będzie wychowywał, ani się nim zajmował, więc to ona musi wiedzieć, czy chce go, czy nie. A jeśli nie może go mieć, a chce, to oczywiście ważne, żeby poszukała pomocy i sposobów, żeby jednak matką zostać. Ale niech nie robi tego zbyt długo. Bo jeśli wpadnie w obsesję, to wykończy się życiowo. Niestety znam wiele takich przypadków – związki się rozwalają, a kobiety przestają myśleć o sobie dobrze tylko dlatego, że nie mogą mieć dziecka. Posiadanie dziecka, lub nie, nie ma żadnego związku z tym, ile ktoś jest wart. Jako człowiek – czy jako kobieta.

Brak logiki

Dzisiaj w Polsce macierzyństwo ma być hołubione. Program Rodzina 500+ to zaledwie początek zmian, które mają uratować kraj przed katastrofą demograficzną. W planach są też Mieszkanie+ czy większe ulgi podatkowe dla rodzin wielodzietnych. Ale równocześnie niejasne stanowisko partii rządzącej wobec zaostrzenia obowiązującego dzisiaj prawa aborcyjnego (obywatelski projekt czeka już w Sejmie na wrześniowe czytanie) budzi uzasadnione obawy wielu kobiet, które chciałyby założyć rodzinę.

Z kolei te, które np. z powodu braku odpowiedniego partnera gotowe są podjąć decyzję o samotnym macierzyństwie, od 1 listopada 2015 roku nie mogą skorzystać z zapłodnienia in vitro. Ono bowiem stało się przywilejem tylko tych kobiet, które "pozostają w związku małżeńskim" lub "we wspólnym pożyciu z mężczyzną".

Kobiety, zastanawiając się nad tym, co sądzi się dzisiaj w Polsce o ich macierzyństwie, mogą doświadczać niejednej sprzeczności i braku logiki. Z początkiem sierpnia wybuchł kolejny spór społeczny – tym razem nt. karmienia piersią w miejscach publicznych. Tę najbardziej naturalną, nierozerwalnie związaną z macierzyństwem czynność Marek Migalski, politolog i były europoseł, 3 sierpnia skwitował na Twitterze m.in. w takich dwóch zdaniach: "Rozumiem argumenty karmiących matek. Ale fajnie byłoby, gdyby one rozumiały tych, którzy nie chcą oglądać ich cycków". Ponadto porównał karmienie piersią do… sikania i puszczania bąków. Dzień później minister zdrowia Konstanty Radziwiłł pisze w oświadczeniu: "Piętnowanie kobiet za karmienie w miejscach publicznych jest nie do zaakceptowania". I całe szczęście. Ale spór trwa, rozpełza się po serwisach społecznościowych, wywleka najdziwniejsze opinie i znowu jasno pokazuje, że stereotyp przełamać niełatwo. Choć on nie tylko nie liczy się ze zdaniem kobiet, także ich uczuciami. Szczególnie że rzeczone "cycki", ale wyjęte z macierzyńskiego kontekstu, są wszędzie – jako reklamowy wabik, symbol kobiecości, seksualny fetysz. Ale czy te piersi należą wtedy do kobiet?

Człowiek = człowiek

Czy mimo wszystko dzisiaj coś się zmienia, łatwiej nam dystansować się od stereotypu, akceptować to, że pomiędzy słowami kobieta i matka nie zawsze musi stać znak równości? – Różnie bywa. Oczywiście są środowiska bardziej światłe, myślące. Ale niestety w związku z tym, że mamy w tej chwili wysyp bardzo tradycyjnej prawicy, to wydaje mi się, że w wielu środowiskach zmiana się zatrzymała. To jest normalne – raz republikanie, raz demokraci – minie i to, spokojnie. Na pewno łatwiej jest kobietom, które urodziły się w domach, w których człowiek zawsze był człowiekiem, a nie rolą do spełnienia. Wszystkim kobietom życzę, żeby szczerze się lubiły i szanowały. I wybierały to, co im jest potrzebne. A wtedy świat będzie jeszcze trochę lepszy – mówi mi na koniec Katarzyna Miller.

Jennifer Aniston: "Oto co mam do powiedzenia w tej sprawie: jesteśmy spełnione – z partnerem czy bez, z dzieckiem lub bez niego. Same decydujemy, co jest piękne w naszych ciałach. Ta decyzja należy do nas – i tylko do nas. (…) Nie musimy wychodzić za mąż, nie musimy być matkami, żeby być kompletnymi. Każda z nas sama musi określić swoje własne »i żyli długo i szczęśliwie«".

Nie róbmy tego za nie, nie dawajmy nikomu władzy, żeby za nas to robił, żeby za nas żył.

Więcej: http://kobieta.onet.pl/dziecko/przed-ci ... osc/44j1t5