Wspólnoty mieszkaniowe
: 12 lip 2013, 16:19
Po moim trupie, czyli ciężkie życie we wspólnocie mieszkaniowej
W rękach mamy już klucze do upragnionego, własnego M. Szybka przeprowadzka i można rozpocząć nowy etap w życiu. Wspaniały? Beztroski? No właśnie, już pierwszej nocy okazuje się, że sąsiadka z góry lubi chodzić po domu w szpilkach, a sąsiad zza ściany jest miłośnikiem seriali. Nie trzeba włączać telewizora, bo wszystko doskonale słychać. Z kolei sąsiad z dołu od dłuższego czasu ma problem z przywierceniem półki i próbuje to zrobić codziennie w okolicach 22.30. Brzmi znajomo?Jak ci się nie podoba – to się wyprowadź
Jednym doskwiera hałas, głośna muzyka, bawiące się dzieci, nieoczekiwane biesiady współmieszkańców… Wszyscy chcą znaleźć rozwiązanie tak, żeby ich racja okazała się zwycięska. Blogująca dziennikarka Małgorzata Piekarska przyznaje, że do ich telewizyjnej redakcji regularnie dzwonią mieszkańcy i uskarżają się na sąsiadów, domagając się przy tym interwencji mediów. Takich telefonów ze skargami na sąsiadów są setki, a problemy, z jakimi ludzie najczęściej dzwonią do telewizji, to konflikty sąsiedzkie. - Pomyślałby ktoś – człowiek bydle stadne, a jednak… W stadzie i tak się kłóci i ciągle z kimś o coś walczy. Mam wrażenie, że im bardziej typ jest aspołeczny, tym bardziej walczy. Najczęściej walczy się w rodzinie, a gdy jej nie ma, gdy brak własnego małego stada i jest się samotnym, wtedy pozostaje walka z… sąsiadami – reasumuje blogerka.
Nie zgadzam się i już!
Waleczna natura mieszkańców bloków daje się mocno we znaki we wspólnotach mieszkaniowych, które to utworzono wraz z wprowadzeniem w 1994 roku nowej ustawy o własności lokali. W myśl tej ustawy wspólnota mieszkaniowa, która wyodrębnia się niejako samoistnie po sprzedaniu przez dewelopera pierwszego mieszkania, ma decydować i zarządzać częściami wspólnymi budynku (klatki schodowe, strychy, garaże, miejsca parkingowe). Podejmowanie decyzji odbywa się w sposób kolegialny, najczęściej na zebraniach wspólnoty lub poprzez indywidualne zbieranie głosów. I o ile mieszkańcy mają teraz realny wpływ na przykład na wysokość płaconych przez siebie zaliczek na poczet utrzymania nieruchomości, to w przypadku podjęcia jakichś konstruktywnych działań dotyczących zmian w nieruchomości, czy zagospodarowania terenu, albo nawet wyborze firmy sprzątającej – muszą mieć zgodę 51 proc. właścicieli [dokładnie 50 proc. plus jeden udział] nieruchomości. I tu wychodzi na wierzch wojownicza natura rodaków…
Sądzi się o 1,5 złotych
Prawdziwym wojownikiem przez duże W jest pewien mieszkaniec całkiem sporej, liczącej około dwustu mieszkańców wspólnoty. Większość z członków tej wspólnoty to ludzie młodzi, dlatego razem postanowili, że wybudują dla dzieci plac zabaw. Uchwalono stosowną uchwałę – wszystko zgodnie z prawem. Jednak po pewnym czasie problematyczny mieszkaniec zażądał, aby koszty związane z utrzymaniem tego placu, były koniecznie zatwierdzane stosownymi uchwałami. Uchwały podjęto, sprawa przycichła. Jednak była to przysłowiowa cisza przed burzą… Kiedy dzieci wojowniczego mieszkańca już podrosły i nie korzystały z placu zabaw doszedł on do wniosku, że płacić na utrzymanie miejsca do zabaw już nie ma zamiaru. Zaskarżył poprawnie przyjętą uchwałę z kosztami za utrzymanie placu w sądzie… Trwa postępowanie, którego koszty musi ponieść wspólnota, a są one niemałe. Do tej pory jest to już prawie siedem tysięcy złotych i będą one rosły. Koszty utrzymania placu zabaw – to 3 grosze na metr kwadratowy mieszkania (łatwo policzyć, że przy nieruchomości o powierzchni 50 metrów kwadratowych. Jest to koszt 1,5 zł w skali roku…).
Zarząd wspólnoty, postanowił o wszystkim poinformować innych mieszkańców – wrzucając do skrzynek pocztowych szczegółowe rozliczenia, dane kłopotliwego współmieszkańca i zestawienie, ile ta sądowa przepychanka będzie wszystkich kosztować… Jak na razie nieustępliwy pieniacz nie zrezygnował z drogi sądowej. Ciekawe kiedy skończy się cierpliwość mieszkańców…
Więcej: http://blog.onet.pl/42306,archiwum_goracy.html