forum LUBIN pl Strona Główna
Współpraca: eLubin.pl forum LUBIN pl Strona Główna
forum LUBIN pl Strona Główna
forum LUBIN pl Strona Główna
FAQSzukajUżytkownicyGrupyProfilRejestracjaZalogujDodaj do ulubionych!Startuj z nami!Współpraca/reklamaKontakt
forum LUBIN pl Strona Główna » Nasze miasto - Lubin » Hydepark » Kredyt Poprzedni temat :: Następny temat
Kredyt
Autor Wiadomość
arola
Nowy(a) na forum


Dołączył: 29 Sty 2015
Posty: 1
Wysłany: Czw Sty 29, 2015 18:55

Zawsze branie kredytu w obcej walucie jest ryzykowną decyzją. Szkoda mi jednak wszystkich tych ludzi, którzy wpierniczyli się w takie problemy finansowe. Dziś takie czasy niepewne, że można mieć jednego dnia pracę a następnego nie.

Podpis użytkownika:
Dzięki narzędziom analitycznym, które umożliwiają pozycjonowanie stron Warszawa www.pozycjonerstron.pl, administrator może dowiedzieć się jakie słowa kluczowe.
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 16042
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Czw Sty 29, 2015 19:27

Rozumujesz prawidłowo. Można ich żałować, ale pożyczkobiorcom trochę brakowało rozumu przy braniu tych kredytów we frankach. Nie potrafili myśleć perspektywicznie.. Kredyt na 30 lat, a z pracą wiadomo jak jest. Dzisiaj ją się ma, a jutro juz nie, a kredyt spłacać trzeba. Przeczytaj też to : http://wiadomosci.gazeta....po_kamien_.html

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 16042
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Nie Lut 01, 2015 13:38

BANKI: BTE - czyli Będziesz Tumanie Eksmitowany. Banki trzymają "frankowiczów" w garści


Bankowy tytuł egzekucyjny. Potężne, niebezpieczne narzędzie, które sprawia, że banki są tak naprawdę wszechmocne i mało zainteresowane tym, aby wyjść naprzeciw swoim klientom.




W ogniu dyskusji, co zrobić, aby pomóc ofiarom kredytów frankowych - a tym samym rozbroić tykającą społeczną i gospodarczą bombę. W oceanie narzekań i skarg na bezduszność i zachłanność banków. W dżungli niejasnych obietnic i pokrętnych analiz, jakimi raczą nas politycy. W tym informacyjnym szumie, jakim usiłuje się zalać pokłady bezradności. Umyka nam jeden drobny - wydawałoby się - szczegół.

Bankowy tytuł egzekucyjny. Potężne, niebezpieczne narzędzie, jakie ustawodawca oddał w ręce instytucji finansowych. A które sprawia, że banki są tak naprawdę wszechmocne i mało zainteresowane tym, aby wyjść naprzeciw swoim klientom, pochylać się nad ich losem, dogadywać. Nie potrzebują tego, jeśli mogą za pomocą BTE po prostu zabrać to, co swoje.
czytaj dalej

Lub to, co chciałyby mieć. I niemal nikt nie jest się im w stanie przeciwstawić, zaś kontrola, jaką powinien sprawować nad tym sąd, pozostaje iluzoryczna. Na przestrzeni ostatnich lat różne opcje próbowały się rozprawić z tą hydrą, która stawia banki w sytuacji mocno uprzywilejowanej - nie tylko w stosunku do ich klientów, lecz także wobec innych uczestników życia gospodarczego.

Na temat BTE kilkakrotnie wypowiadał się Trybunał Konstytucyjny (oczekuje się, że znów zajmie się jego sprawą), kilkakrotnie próbowano zmienić prawo, aby wyrzucić to narzędzie albo przynajmniej osłabić jego działanie. Od roku leżą w Sejmie dwa projekty zmiany prawa bankowego. Jeden, autorstwa PSL, chce stępienia ostrza BTE, drugi - zaproponowany przez PiS - wyjęcia go z rzeczywistości prawnej i gospodarczej. Ale nie wygląda na to, by coś miało się zmienić. Powód: brak woli politycznej. A skutki mamy, jakie mamy.

Więcej: http://biznes.interia.pl/...ampaign=firefox

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 16042
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Pon Lut 02, 2015 15:08

Komentarz:

Marcin


Ufff.... No to jak spadnie to nic tylko się urżnąć. I... szczęśliwie nie będzie trzeba ani robić wielkiego halo, ani żądać jakichś sejmowych komisji śledczych (by tę aferę wyjaśniły), ani zlecać NIK zbadania problemu, ani zaprzątać tym głowy prokuraturze czy innym służbom widnym i niewidnym.... Posłowie się nie namęczą przy pisaniu zapytań i interpelacji, senatorowie przy pisaniu oświadczeń. Jak to i owo wyglądało w MF, KNF, NBP, BFG, izbach lobbystycznych od 2006 r., to też nie będzie potrzeby grzebać.... Wszyscy staną się szczęśliwi, mili i fajni. I jakoś te kasztany z ognia też się same wyjmą. A po burzy w szklance wody zapanuje radość, "kochajmy się", spijania sobie ambrozji z dzióbków i znowu się wróci do sympatycznego grillowania i oddawaniu się przyjemnością chodzenia do galerii handlowych. Coś mam takie wrażenie, że sezon ogórkowy to w tym roku przyszedł jakieś pół roku za wcześnie. Kurcze, czas znaleźć coś ciekawszego i poszukać gdzieś konia z dwiema głowami lub z dwoma... ogonami.

=============================

Cena franka może spaść nawet do 3,7 złotych


Spadek notowań franka poniżej 4 złotych wynika z umocnienia złotego, m.in. z powodu dobrego dla Polski indeksu PMI, a także osłabieniem franka wobec innych walut - twierdzą analitycy, z którymi rozmawiała PAP. Ich zdaniem frank raczej nie będzie kosztował powyżej 4 złotych, może spaść nawet do 3,70 żł.

Więcej: http://wgospodarce.pl/inf...t-do-37-zlotych

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 16042
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Sro Lut 04, 2015 13:59

Komentarz:

mariusz-bykowski

Proszę nie nazywać tych ludzi "doradcami finansowymi". Są to sprzedawcy usług finansowych. Mają narzucone miesięczne limity, które muszą wykonać. I "doradzają" tak aby te limity wykonać. A więc doradzają tak aby im (i pośrednio bankom) było dobrze. Klient nie jest dla nich podmiotem, lecz przedmiotem.


====================

Doradca: Sprzedawaliśmy wam kredyty we frankach. Mówiło się: "Idę na ubojnię". Chodziło tylko o pieniądze




"Jeśli jakiś produkt daje sprzedawcy dwukrotnie wyższą marżę niż inne, to i tak go kupisz, choćbyś bardzo nie chciał" - napisał Grzegorz Sroczyński w głośnym tekście w "Gazecie Wyborczej". Właśnie o tym rozmawiamy z Markiem, który przez ponad trzy lata pracował jako doradca finansowy w banku przyznającym kredyty we frankach. - Banki to maszynki sprzedażowe, a doradcy finansowi to nikt inny jak po prostu sprzedawcy. Co miesiąc dostają tabelę prowizyjną i patrzą, co im się opłaca sprzedawać. To wszystko chciwość - mówi o swojej byłej pracy.
Damian Szymański, Pieniadze.gazeta.pl: Dlaczego banki tak chętnie dawały kredyty w obcej walucie?


Marek*: Bo takie kredyty są dużo bardziej opłacalne dla banków. Bank oczywiście zarabia na marży i na prowizji od kredytu. Ale w tym wypadku jest jeszcze spread, czyli różnica pomiędzy tym, za ile można kupić, a tym, za ile sprzedać w banku walutę, na przykład franki. Gdy ta różnica rośnie, pożyczkobiorca spłaca więcej, gdy zaś maleje, koszt kredytu jest niższy. A wysokość spreadu nie była nigdzie regulowana i banki mogły sobie nią dowolnie manipulować.

Więc za sprzedanie kredytu walutowego doradcy dostawali wyższe premie?


- Oczywiście. Mam nawet jeszcze gdzieś załączniki prowizyjne. Było w nich wprost napisane, ile sprzedawca może zarobić na kredycie w złotych, a ile w obcej walucie. I te drugie kredyty były dużo bardziej premiowane. Co więcej, każdy menedżer sprzedaży mógł tak zarządzać produktem, tak go ustawić, żeby doradcy chętniej go sprzedawali. Trzeba pamiętać, że doradcy finansowi to nikt inny jak po prostu sprzedawcy. Oni co miesiąc dostają tabelę prowizyjną i patrzą, co im się opłaca sprzedawać.

Jeśli klient miał zdolność kredytową na 400 tys. zł, to we frankach ta zdolność rosła np. do 550 tys. zł. A że prowizja była przyznawana od wysokości kredytu, to wiadomo, co było lepsze dla portfela sprzedawcy... W dodatku taki sprzedawca w większości przypadków nie odpowiadał za to, czy kredyt się utrzyma czy nie. Sprzedał i miał czyste sumienie.

Jakim cudem osoba, która nie miała zdolności kredytowej na 450 tys. zł, miała taką zdolność na równowartość 550 tys. zł, tyle że we frankach?

- To jest bardzo proste. Kiedyś wyliczało się zdolność kredytową tylko po dochodach, analityk wyliczał panu, że na obsługę rat kredytu może iść maksymalnie połowa pańskiej pensji. I stąd ta różnica. Rata w złotych była wyższa niż rata we frankach, bo wtedy frank stał nisko, a kredyt był wyliczany po kursie z dnia zaciągnięcia [ze względu na niskie oprocentowanie i niską cenę franka rata za kredyt była niższa niż w złotych. Stąd wyższa zdolność kredytowa w szwajcarskiej walucie].

To jak wysokie były prowizje sprzedawców?


- Wyobraźmy sobie, że jeśli sprzedam panu kredyt w złotych, dostanę od tej sumy 1 proc. prowizji, a we frankach nawet 1,3 proc. Tylko że w rodzimej walucie ma pan zdolność na 400 tys., więc mam z pana 4 tys. zł. We franku pana zdolność rośnie do 550 tys. i ja wtedy zarabiam 7150 zł. Logiczne, że wymyślę takie argumenty, żeby pan ten kredyt wziął. To działa jak w każdej firmie. Kiedy rzucą sprzedawcom nowy produkt, zespół siada i rozmyśla, jakich argumentów użyć, gdzie uderzyć, jak podejść klienta, żeby sprzedać. Tak też było z kredytami.

Zespół do wciskania kitu?


- Raczej do zarabiania dobrych pieniędzy. Nieraz było tak, że mieliśmy produkty obostrzone regulacjami, o których trzeba było klienta poinformować. Dana osoba musiała podpisać, że się z nimi zapoznała. Podpisywała, choć często nie rozumiała, co podpisuje.

I nie tłumaczyliście tych zawiłości?

- Ależ tłumaczyliśmy. Wyjaśnialiśmy, że B bierze się z A, a C bierze się z B. Klient przytakiwał, że rozumie, choć był już tak zakręcony, że nic nie rozumiał. Podpisywał, a my mieliśmy święty spokój.

A co z ryzykiem? Nie tłumaczyliście, że złoty może się załamać i rata pójdzie w górę?

- Nie. A po co? Przecież jak pan chce kupić szybki samochód, a ja będę panu mówił, że szybkość zabija, to i tak pan ten samochód kupi. Podobnie jest z produktami finansowymi: "A tam ryzyko. Przecież żyjemy w czasach stałych wzrostów". Tak wtedy mówiono i nikomu nie przyszło do głowy, że może się to zmienić. Większość banków myśli od kwartału do kwartału czy od roku do roku, bo zarząd i tzw. high management są wynagradzane premiami rocznymi. I bardzo często nie patrzy się na to, co będzie później. Ważne, żeby się nachapać na ten rok, a potem kto inny będzie się martwił.

Bardzo często było tak, że jeśli miał pan za małą zdolność kredytową, doradca mówił: "Niech pan pójdzie do znajomego, żeby pana zatrudnił na trzy miesiące na jakąś fikcyjną umowę". Później przedstawiało się tę umowę analitykowi. Mało tego, nieraz sam analityk był przekupiony. Jeśli zależało mi na upchnięciu kredytu, z którego miałem dużą prowizję, szedłem do analityka, żeby przychylniej spojrzał na sprawę. Mówiłem, że jak się ten kredyt "wypłaci", to odpalę mu trochę z prowizji.

"Przychylniej spojrzy na sprawę"?

- Analityk ma ocenić ryzyko finansowe, techniczne oraz to, czy prawnie jest wszystko w porządku z daną nieruchomością. Analityk to ktoś, kto stoi na straży i sprawdza. A sprzedawcy zależy na tym, żeby jak najwięcej sprzedać.

Czasami jest tak, że osoba zaciągająca kredyt ma dochody z niepewnych źródeł. Załóżmy, że 90-letnia matka co miesiąc zasila pana konto. Analityk powinien stwierdzić, że pana matka żyje już dłużej niż przeciętna kobieta w Polsce i niedługo może przestać wpłacać te pieniądze. Może wtedy zareagować, ale może też na to przymknąć oko.

Sprzedawca dostawał coś jeszcze oprócz prowizji?

- Chodziło głównie o pieniądze, ale były też tzw. plany sprzedażowe. Bank potrafił ułożyć je tak, że musiałem na przykład sprzedać kredyty za 3 mln zł, a z tego 2,5 mln musiało być we frankach. Odgórnie narzucało się plan działania. Wyrobisz plan? Super. Nie wyrobisz? Utną ci premię albo nie dostaniesz awansu. I kropka. To wszystko chciwość.

Z tego, co pamiętam, Pekao SA nie udzielało kredytów we frankach, bo doszło do wniosku, że jest to zbyt ryzykowny produkt. Reszcie chodziło tylko i wyłącznie o pieniądze. Nieraz było tak, że doradca mówił: "Idę na ubojnię, obrabiać kolejnego frajera". Sam byłem świadkiem, jak dwóch "doradców" rozmawiało między sobą: "A ja jeszcze wpier*****m mu inwestycje do kredytu". Kiedyś wszedłem do pewnego banku. Siadam w otwartej sali dla klientów i słyszę, jak jeden doradca mówi do drugiego, że musi jeszcze "opieprzyć 400 tys. w gotówkach" [kredytach gotówkowych] i zrobić ileś tysięcy w depozytach. Bank to jest po prostu maszynka sprzedażowa. Nic więcej.

*Imię zmienione, dane do wiadomości redakcji

Byłeś świadkiem podobnym zachowań? Jesteś lub byłeś pracownikiem banku? A może czujesz się oszukany przez doradcę finansowego? Napisz do mnie na [email protected] i podziel się swoją opinią.

źródło: http://pieniadze.gazeta.p...local#BoxBizImg

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 16042
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Pon Lut 23, 2015 12:03

A tutaj więcej o długach we franku szwajcarskim - http://wgospodarce.pl/tagi/frank-szwajcarski

Podpis użytkownika:
   
malima
Nowy(a) na forum


Dołączyła: 12 Lut 2015
Posty: 10
Wysłany: Pon Lut 23, 2015 12:26

W całym temacie franków trzeba brać pod uwagę, że większość z tych osób brało kredyt ze względu na natychmiastową zmianę sytuacji. Jakby nie kredyty część brali by z zaliczek państwowych- na różne kwestie pomocowe.

Podpis użytkownika:
   
dst
Nowy(a) na forum


Dołączył: 25 Lut 2015
Posty: 3
Wysłany: Sro Lut 25, 2015 10:57

Nic nie jest ani czarne ani białe.
Sam jestem doradcą i byłem w tamtym czasie.

Z jednej strony faktycznie była grupa (powtarzam grupa) które miały dużą ekspozycję na CHF a co za tym idzie pracownicy tych banków mieli bat nad tyłkiem by oferować CHF. Chociaż nie przypominam sobie żeby akurat z tego tytułu więcej komukolwiek płacono. Faktycznie było też tak, że zdolność kredytowa korzystniej wychodziła w walucie.


Z drugiej strony przychodził klient i pokazywałem mu kalkulacje z ratą 1000 zł (CHF) i kalkulacje z ratą 1400 zł (PLN) i mówiłem o ryzyku kursowym i było: "Panie co Pan mi ze złotówkami - tu 1000 a tu 1400.... a sąsiad brał w CHF, kolega co się zna doradzał.....a to 400 zł w kieszeni na zakupy w galerii " itd itp..."
Klient się zna na medycynie, finansach, budowie statków kosmicznych, na wszystkim.
Część klientów przychodzi zafiksowana na swoją koncepcję i najbardziej uczciwe wiarygodne i merytoryczne doradztwo nie wybije mu jego pomysłu z głowy. A im bardziej przedstawiasz mu realną sytuacja tym bardziej uważa że on ma rację

Przyczyny są dwie- banki wykorzystywały swoją pozycję, ale skutki są także wynikiem MENTALNOŚCI Polaków.


Z całym szacunkiem do elektryków z KGHM ale przychodzi taki człowiek do doradcy nie po to by go wysłuchać połechtać swoje ego.Bo on jest"Elektrykiem i to na KGHM-ie" "Co Pan mi pierdzieli" On nie przychodzi z otwartym umysłem dowiedziec się czegoś jako bazy do przemyśleń ale on przychodzi NEGOCJOWAĆ, STAWIAĆ WARUNKI. A jeśli jeszcze przychodzi ze swoją a Panią to puszy się jak paw.
Jestem doradcą, staram się być obiektywny mam całą paletę banków do wyboru i wybór zawsze pozostawiam klientowi. Niestety nie zarabiam najwięcej na rynku doradztwa bo mówię jak jest . Jednak jak przychodzi taki Pan Elektyk z KGHM to wiem że on u mnie wniosku kredytowego nie podpisze. Bo pójdzie tam gdzie usłyszy to co chce usłyszeć.

Dziś jest nie inaczej. Klienci podpisują umowy w PLN.
W banku X rata 1000zł w banku Y rata 980zł.
Bank daje niższą ratę ale stawia dodatkowe warunki. Jakie to warunki? Ano zasilanie konta kwotą minimum 5tys zł miesięcznie przez 5 lat , dokonywać co miesiąc obrotów na karcie kredytowej minimum 500zł/m inaczej marża idzie w górę.
I klient na to idzie.
Bo Panie rata przecież całe 20 zł niższa. A ile w tym czasie może się wydarzyć?!

Możemy mówić że banki wykorzystywały swoją pozycję. Ze mimo że są instytucjami zaufania publicznego konstruwały tak umowy że są one mocno jednostronne. Ze system bankowy stworzył klienta ułatwiający wybór CHF. Że pracownicy banku są "be i fuj" bo mieli nad sobą bat szefostwa. To wszystko prawda. Ale Szanowni Państwo przypomnijcie sobie jak dokonujecie wyborów podczas zakupów. Czy nie kupujecie samochodów u znanego lubińskiego dealera w którym mówią to czego pragniecie usłyszeć. Czy nie kupujecie nieruchomości u znanego lubińskiego developera gdzie obiecają więcej niż gdziekolwiek indziej.


Nie chcę żeby to brzmiało jako prawda objawiona. Ale póki klienci będą patrzyli wyłącznie na kredyt hipoteczny przez pryzmat wysokości raty, nie bacząc na elastyczność, bezpieczeństwo póty będą takie kwiatki jak afera z CHF

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 16042
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Sro Lut 25, 2015 18:01

Komentarz:

Gość
Nie wypowiadam się na ogół w internetach, ale nie mogę już dłużej słuchać tego wycia nt. biedaków z kredytami we frankach. Ludzie, jak ograniczonym trzeba być, żeby myśleć, że kurs danej waluty będzie się utrzymywał na stałym poziomie przez 20-30 lat?! Nawet najbardziej stabilna waluta będzie miała wahania przez taki okres. Kiedy ludzie myśleli, że są cwaniakami i brali kredyty we frankach, to patrzyli z szyderczym uśmiechem na tych, którzy postanowili zadłużyć się w złotówkach. Przez X lat ludzie, którzy spłacali kredyty złotówkowe płacili po kilka stów miesięcznie więcej niż 'frankowicze' i jakoś nikt z nich nie protestował na tą niesprawiedliwość, teraz nagle, kiedy okazało się że ich złoty interes się 'zjebał', to nagle wszyscy mają ich do tych kredytów dopłacać? Jakoś nie wyobrażam sobie, żeby 'złotówkowicze' robili jakieś dzikie akcje, bo muszą płacić więcej niż inni. No i najbardziej rozbrajająca kwestia w tej sprawie - nikomu z tych ludzi nie dało do myślenia to, że bank uznaje ich zdolność kredytową na 200 000 w złotówkach, ale nagle we frankach to już i 300 000 mogą spokojnie pożyczyć? Trochę wyobraźni, rozumu, nie ma takich okazji na świecie!!! Jasne, że tak po ludzku to szkoda mi tych, którzy teraz nagle mają przejebane, ale czy z tego powodu nagle całe państwo ma robić na nich wielką ściepę narodową? I żeby nie było, nie uważam, że banki mogą robić co chcą, bo jasnym jest, że jeżeli łamią prawo to nie powinny pozostać bezkarne, jednak każdy człowiek do czegoś ten pieprzony mózg ma!!!

==============================

GNIEW: Wilcze prawo frankowiczów!





W dzień św. Walentego Przed Pałacem Prezydenckim pod przewrotnym hasłem „Nie kocham Franka” kredytobiorcy sprzeciwiali się między innymi bankowemu bezprawiu i całkowitej bierności państwa polskiego. Poszkodowani ogłosili powstanie ogólnopolskiego ruchu społecznego „Obywateli Rzeczpospolitej Polskiej okradanych przez banki działające na obszarze Rzeczpospolitej Polskiej”.

Podczas tej manifestacji organizatorzy zbierali głosy pod Listem Otwartym do władz. Petycja zostanie wręczona za trzy dni (28 lutego 2015 r.) podczas ogólnopolskiej manifestacji obywateli RP, który podpisali z bankami umowy zawierające klauzule zakazane przez polskie sądy...

Więcej na ten temat tutaj: Każdy Frankowicz musi to zobaczyć!

To była zaledwie jedna z całej masy pikiet, zorganizowanych w tym roku przez coraz większą rzeszę oburzonych klientów banków, którzy mają kredyty we frankach szwajcarskich. Dzieje się tak głównie za sprawą Stowarzyszenia Pro Futuris, które współpracuje z lokalnymi fundacjami i stowarzyszeniami, stającymi w obronie interesów ludzi, którzy wpadli w pułapkę kredytów.

Coraz śmielej, także poza obrębem ogólnopolskiej działalności Pro Futuris, powstają dalsze oddolne inicjatywy, zrzeszające poszkodowanych banki. W Krakowie powstało Stowarzyszenie Kredytobiorców Hipotecznych. Jego członkowie żądają od państwa wsparcia prawnego, ograniczenia egzekucji komorniczej tylko do hipoteki oraz przewalutowania kredytów na złotówki po kursie z dnia zawarcia umowy.

Wczoraj w warszawskim Sądzie Okręgowym frankowicze pokazali przed kamerami swoje groźne oblicze. Wszystkie, polskie stacje telewizyjne w głównych wydaniach serwisów informacyjnych pokazały tłumy frankowych klientów domagających się zadośćuczynienia od Getin Banku na sali sądowej. Takich spraw (pozwów zbiorowych i indywidualnych) będzie coraz więcej, bo frankowicze są coraz bardziej świadomi swoich praw i tego w co tak naprawdę zostali nabici.

Na naszych oczach budzi się do życia ruch miliona Polaków, którzy czują się oszukani nie tylko przez banki ale też przez koalicję rządzącą, która przez ostatnie 8 lat nie kiwnęła nawet palcem w stronę frankowiczów, tylko biernie patrzyła, jak są prowadzeni na rzeź. Nie pozostaje nic innego, jak mocno trzymać kciuki za frankowiczów i pomagać im w każdy możliwy sposób.

Bo frankowiczom coraz bardziej zaciskają się na szyi rosnące raty zbójeckich kredytów hipotecznych indeksowanych kursem franka szwajcarskiego. Ci ludzie są gotowi na wszystko. Na razie walczą o godne życie w sądach ale coraz częściej wychodzą na ulicę. Za chwilę przyjdzie czas, że ten milion Polaków okaże swój gniew w demokratycznych wyborach. Najpierw w prezydenckich, a potem parlamentarnych. Frankowicze będą wiedzieli komu i jak „podziękować”.

A potem dalej się organizujcie i stawiajcie banki pod ścianą! To jest Wasz czas, Wasze wilcze prawo! Gniewajcie się!

źródło: http://wgospodarce.pl/opi...wo-frankowiczow

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 16042
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Nie Mar 01, 2015 13:02

STOP BANKOWEMU BEZPRAWIU: zobaczcie jak wyglądał naprawdę bunt tysięcy Polaków (RELACJA WIDEO)





„Stop bankowemu bezprawiu” – manifestacja ludzi, którzy twierdzą, że zostali oszukani przez banki w kwestii umów kredytowych we frankach szwajcarskich, przeszła ulicami Warszawy. W proteście wzięło udział około 5 tysięcy osób.

Największe stacje telewizyjne w swoich głównych wydania wiadomości, usiłowały zbagatelizować i wyśmiać warszawską manifestację frankowiczów. Zapewne głównie z tego powodu, że rozpoczęła się przed Pałacem Prezydenckim...

Więcej na ten temat czytaj tutaj: AFERA FRANKOWA: 5 tysięcy, a nie 500 osób manifestowało przeciw bankowemu bezprawiu

Ale przecież nie od dziś wiadomo (parafrazując Mikołaja Reya), iż frankowicze nie gęsi, iż swój język mają. Oto relacja wideo, zobaczcie sami jak to wszystko naprawdę wyglądało:

Start marszu "STOP BANKSTEROM"

źródło + video: http://wgospodarce.pl/opi...w-relacja-wideo

czytaj też: http://wpolityce.pl/media...owemu-bezprawiu

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 16042
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Nie Mar 01, 2015 18:51

Komentarze:

jmj15

Wspaniałe:-) Brawo ten pan!

-------------------

orionzx

niósł wilk razy kilka ponieśli i wilka

------------------------

labeo

Banki wymagają czytania umów, które wydrukowane są czcionką 9 a w dodatku jest to prawniczy bełkot a czasem nawet nie prawniczy. Natomiast same są zwolnione z obowiązku czytania umów. Prawdziwy folwark zwierzęcy Orwella.

===========================

Klient zmienił umowę. I wygrał z bankiem!




Jakiś czas temu opisywałem w blogu historię klienta, który postanowił wprowadzić pewne drobne poprawki do umowy o pożyczkę gotówkową

Zwykle to banki dokonują tego typu manewrów, zmieniając klientom jednostronnie wzorce umowne albo wprowadzając nowe wersje regulaminów, do których znajdują się odniesienia w umowach kredytowych. Klient, który chce coś zmieniać w umowie, często jest traktowany przez bankowców jak zawalidroga i pouczany, żeby się nie wymądrzał, bo od pisania umów to są bankowi prawnicy, a nie klienci.

Tym razem było inaczej. Dywersyjna działalność klienta stała się możliwa, bo zgłosił się do banku internetowego, a nie do "zwykłego", w którym dostałby do ręki wydrukowaną przez pracownika umowę i podpisałby się we wskazanym miejscu w dwóch lub trzech egzemplarzach. W banku internetowym, jak wiadomo, umowy, formularze i regulaminy są dostarczane klientowi w formie plików komputerowych. Klient te papiery drukuje, podpisuje i wysyła do banku (są już instytucje finansowe, które nawet kwestię podpisu załatwiają elektronicznie, czyli np. klient "podpisuje się" hasłem jednorazowym wysyłanym przez bank na telefon komórkowy).

Klient dopisał umorzenie kredytu do umowy

Mój czytelnik, zgodnie z procedurą, wypełnił formularz w internetowym serwisie transakcyjnym banku. A ten wniosek rozpatrzył pozytywnie i przesłał e-mailem druk umowy.

Klient zachował się niestandardowo i... postanowił nanieść w otrzymanych dokumentach zmianę. A dopiero potem druki podpisać i odesłać do banku. Zmiana mieściła się w punkcie umowy o nazwie "oświadczenia". W paragrafie 6. klient naniósł dopisek: "Bank zobowiązuje się do całkowitego umorzenia kwoty kredytu i należnych odsetek do (...)". I tutaj stosowna data.

Bank odesłał klientowi umowę w brzmieniu zaproponowanym przez niego wraz z podpisami trzech pracowników banku: szeregowego, starszego inspektora oraz koordynatora.

W bankach mówią: "Nie przeczytałeś przed podpisaniem, to płać". A potem podsuwają coś, czego się nie da przeczytać bez asysty trzech prawników. Klient odwrócił sytuację. To bank musiał przeczytać umowę, którą sam spłodził. I w banku jej dokładnie nie przeczytali.

Klient stąpał po cienkim lodzie: warunki płatności powinny być wypisane w rozdziale oznaczonym "spłata kredytu", a nie "oświadczenia". Poza tym nowe brzmienie umowy rodzi konflikt między jednymi jej postanowieniami (mówiącymi o tym, że klient ma spłacić tyle a tyle) a innymi (że kredyt ma zostać w określonym terminie umorzony).

Sprawa załatwiona polubownie

Czytelnik złożył w banku wniosek o umorzenie kredytu. Odpowiedź przyszła po kilku tygodniach. Bank zażądał od klienta wykonania umowy w pierwotnym jej brzmieniu, nie honorując żadnych zmian. I postraszył klienta prokuratorem. Ja z kolei napisałem do banku list z prośbą o potraktowanie klienta nie jak oszusta i cwaniaka, lecz jako testera procedur w banku. Klient wykrył dziury i należą mu się podziękowania, a nie kara.

W banku - jak relacjonuje mi klient - pomyśleli dłuższą chwilę i zaoferowali takie oto salomonowe rozwiązanie: klient podpisuje aneks, w którym strony usuwają sporny dopisek klienta, a w zamian bank w innym miejscu umowy zmniejszy klientowi oprocentowanie kredytu do zera. Innymi słowy - w ramach ugody klient otrzyma kredyt bez odsetek. Mój czytelnik początkowo zaproponował, że spłaci tylko połowę kredytu, ale poprosiłem go, by przystał na propozycję banku. I - z tego, co wiem - tak właśnie się stało. Uważam, że to rozwiązanie fair. Co innego wywalczyć sobie darmowy kredyt, a co innego nie oddać pieniędzy, które się pożyczyło.

Wniosek z tej sprawy jest taki: bankowcy, upraszczajcie umowy, bo - jak widać na załączonym przykładzie - są tak zamotane, że sami ich nie czytacie przed podpisaniem!

źródło: http://wyborcza.biz/pieni...html#Czolka3Img

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 16042
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Nie Mar 01, 2015 19:43

Kupiec wenecki pożycza franki




Tysiące reklam z Adamczykiem, Kondratem czy Binoche nie odbudują społecznego zaufania Polaków do systemu finansowego, jeśli niektóre banki będą wpędzać swych klientów w sytuacje bez wyjścia.


Niespodziewana decyzja Szwajcarskiego Banku Centralnego o odejściu od związania szwajcarskiej waluty z euro wywołała gwałtowny wzrost kursu franka. Dla tych, którzy znają lepiej historię gospodarczą powojennej Europy, wydarzenie takie nie powinno być zaskoczeniem. Decyzje o uwolnieniu własnej waluty względem wcześniejszego sztywnego kursu, zwykle zresztą podejmowane pod wpływem presji ze strony rządu, miały już miejsce. Tak stało się między innymi na początku lat 70. w Niemczech zachodnich, kiedy bank federalny zdecydował o rewaluacji marki względem wcześniejszego stałego kursu wobec dolara. Również wtedy motywy związane były z polityką wewnętrzną, ale skutki sięgały znacznie dalej. Niemiecka decyzja stała się gwoździem do trumny powojennego systemu walutowego Zachodu.

W pułapce banków

Niedawna decyzja Szwajcarów oznacza przede wszystkim trzęsienie ziemi dla wielu kredytobiorców w Europie, także w Polsce. Liczni posiadacze kredytów we frankach z dnia na dzień znaleźli się w nowej, trudnej sytuacji. Niektórzy z nich stanęli nawet wobec widma niewypłacalności. Wydarzenia te to dobry moment do zadania sobie w Polsce paru zasadniczych pytań dotyczących takich kwestii, jak relacja między rynkami finansowymi, obywatelami oraz państwem. To także okazja do wyciągnięcia lekcji, która pozwoli zrozumieć palącą konieczność zmiany funkcjonowania Polski jako całości w sytuacji, gdy jesteśmy powiązani z coraz mniej stabilnym, coraz gwałtowniej zmieniającym się otoczeniem.

Nagłe pogorszenie się sytuacji znacznej liczby polskich rodzin i gospodarstw domowych z powodu wzrostu kursu franka (niektórzy szacują, że problem dotyczy prawie dwóch milionów obywateli) wywołało skrajne reakcje. Z jednej strony pojawiły się głosy, przede wszystkim po stronie opozycji parlamentarnej, nawołujące do zdecydowanej interwencji państwa. Za przykład służy tutaj polityka węgierskiego premiera Orbána, który doprowadził do przewalutowania kredytów walutowych na forinty po wynegocjowanym z bankami niższym kursie. Propozycje te związane są jednak z przedwyborczą kalkulacją: państwo powinno interweniować w sprawie kredytów hipotecznych we frankach, ale ten rząd jest do tego niezdolny – musicie więc wybrać inny rząd.

Z drugiej strony padały głosy, m.in. niektórych polityków PO, że nie należy robić nic, ponieważ problem kredytów hipotecznych jest prywatnym problemem tych, którzy na taki kredyt się zdecydowali. Dlaczego państwo ma komukolwiek ułatwiać? Przez litość przytoczę tylko jeden cytat bez wymieniania nazwiska: „Z tego, co wiem, takich osób jest niemal 700 tysięcy. Ale dlaczego mamy z naszych podatków dopłacać tym, którzy zaryzykowali? Czy tym, którzy nie wygrali na loterii, też będziemy dopłacać?". Takie głosy, rzecz jasna, dolewały tylko oliwy do opozycyjnego ognia.

Wygląda na to, że frankowicze w Polsce znaleźli się nie tylko w pułapce kredytów i umów z bankami, ale stali się także zakładnikami polityków i ich politycznego sporu.

Trzeba jednak spojrzeć na problem kredytów we frankach jak na kwestię o znacznie szerszym znaczeniu: reguł wzajemnego funkcjonowania rynków finansowych, obywateli jako konsumentów, którzy tworzą strukturę społeczną, oraz państwa. Te reguły odnoszą się do podstawowej kategorii wzajemnego zaufania, bez której państwo nie funkcjonuje.

Przekonanie, że nie stało się nic takiego, co uzasadniałoby potrzebę interwencji państwa w sprawę kredytów hipotecznych w obcej walucie, ma swoje głębokie ideologiczne podstawy. Samo rozpowszechnienie się kredytu hipotecznego jako produktu finansowego jest silnie związane z konkretnym etapem rozwoju neoliberalnego podejścia do społeczeństwa i gospodarki na Zachodzie w latach 70. i 80. Chodziło wówczas przede wszystkim o „sprywatyzowanie" większości podstawowych dla porządku społecznego polityk publicznych (edukacja, mieszkalnictwo, emerytury), które dotąd realizowane były przede wszystkim przez państwo. Kredyt hipoteczny pozwala odciążyć państwo od odpowiedzialności prowadzenia polityki mieszkaniowej. W efekcie ciężar tego zadania zostaje przerzucony na obywatela, któremu w sukurs przychodzi prywatny bank ze swoją ofertą produktów kredytowych.

To nie przypadek

Boom na szczególnie korzystne kredyty mieszkaniowe w obcej walucie, jaki wybuchł w Polsce, spotykał się z aprobatą polityków. Wydawało się, że w ten sposób wszyscy będą zadowoleni. Wielu Polaków będzie mogło zrealizować marzenie o własnym mieszkaniu, które traktowali nie tylko jako oczywiste dobro (np. jako inwestycję w rodzinę), ale również oznakę awansu do upragnionej klasy średniej. Banki mogły kalkulować przyszłe zyski, a państwo mogło czuć się odciążone w zakresie jednej z ważniejszych ekonomicznie i społecznie polityk. O możliwm ryzyku raczej nikt nie myślał.

Więcej: http://www4.rp.pl/artykul...cza-franki.html

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 16042
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Wto Mar 10, 2015 20:16

Komentarze:

Gość

O widzę, że banki wykupiły artykuł. Trzeba mieć duży tupet, twierdząc, że problem się sam rozwiąże. Analitycy, którzy nigdy niczego nie przewidzieli, teraz przewidują kurs franka co do grosza za pół roku. Dzisiaj CHF jest po 3,88, a analitycy twierdzą, że jak za pół roku będzie po 3,81 czyli 7 groszy tańszy to problem się rozwiąże. Nie ma jak bankowy analityk.

-----------------------

Amber Frank

Dość kłamstw. Kredyt w chf to ściema. Banki nigdy nie miały realnie chf a tylko zrobiły sobie przelicznik. Wynikiem tego jest, że z każdej raty mają dziś 50% czystego zysku. Nikt nie musi do frankowiczów nic dokładać tylko banksterom urwie się złota żyła. Ludzi trzymają w ciemnocie, żeby nie wybuchła afera z przekrętem amber-frank.
Kwestią bezsporną jest, że banki nie posiadały wystarczającej ilości franków i finansowały akcję kredytową w CHF z depozytów złotówkowych. Wynika to wprost przykładowo z prospektu emisyjnego akcji serii L Banku Millennium, prospektu emisyjnego akcji serii J i K Banku Getin Noble Bank, prospektu emisyjnego akcji serii D Banku PKO BP.

===================

Właściwy kurs franka to 2,75 zł. Płacimy więcej tylko przez Szwajcarów?




Od 2000 roku zaciągnięto w Polsce 770 tysięcy kredytów hipotecznych we frankach szwajcarskich, z czego 210 tysięcy zostało już spłaconych. Styczniowa zawierucha z kursem franka spowodowała nerwowe bicie serca tych, którzy przy franku pozostali. Nadzór bankowy i same banki prowadzą teraz rozmowy, jak rozwiązać problem, pomagając frankowiczom, których zabezpieczenia kredytu stały się niewystarczające. Jak pisze Marcin Lipka z cinkciarz.pl, niewykluczone, że okaże się to wszystko niepotrzebne, bo frank wcale nie musi być dalej mocny.

Przytaczane w artykule Marcina Lipki, analityka Cinkciarz.pl, najnowsze analizy Deutsche Banku zamieszczone kilka tygodni temu w Financial Times, a także styczniowe opracowanie Pinar Yesin, ekonomistki Szwajcarskiego Banku Centralnego (SNB), pokazują, że za silne wzrosty wartości franka oraz napływ kapitału odpowiedzialni są… sami obywatele Szwajcarii.

Po prostu przestali robić to, co poprzednio, czyli inwestować zgromadzony kapitał w krajach strefy euro czy gospodarkach rozwijających się. Spowolnienie na świecie, a więc i zarazem niższe stopy zwrotu, jakie można uzyskać z inwestowania za granicą, spowodowały, że Helweci postanowili przeczekać trudne czasy na własnym rynku i sprowadzają kapitał z powrotem. Właśnie to mogło wywołać, utrzymującą się od kilku lat, nadmierną podaż euro i popyt na franki.

Szwajcarzy to naprawdę bogaci ludzie

Skąd się wziął aż tak duży kapitał w ręku Szwajcarów, że jego przepływy powodują zamieszanie na światowych rynkach? Poza znanym w świecie od dekad systemem bankowym Szwajcarzy zawdzięczają to m.in. rozwojowi przemysłu farmaceutycznego i inwestycjom w nowe technologie. Dzięki temu od lat notują nadwyżkę w bilansie handlowym. Inaczej mówiąc, kapitał do nich od wielu lat wpływa i coś z nim trzeba robić. Możliwości inwestowania nadwyżki w krajową gospodarkę są ograniczone, więc lokowano je za granicą.

Gdy po pewnym czasie kapitał nagle wraca, ruchy na kursach, dodatkowo wspierane przez spekulantów, mogą być spektakularne. W styczniu wystarczyło, że SNB zdecydował się zakończyć obronę kursu franka do euro, by spekulanci poczuli krew, wykorzystując ustalony już wcześniej trend i atmosferę nadmiernego popytu na franka.

Więcej: http://www.biztok.pl/walu...wajcarow_a20532

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 16042
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Czw Mar 19, 2015 12:00

Polacy nie chcą, by rząd pomagał finansowo frankowiczom


Wiele osób czuje się oszukanych przez banki na kredytach frankowych. Ale wcale nie oczekują pomocy finansowej państwa.



Pytanie padło, bo taką właśnie formułę zasugerowały banki. 11 marca ogłosiły plany wyjścia z frankowej pułapki. A więc: fundusz dla kredytobiorców w trudnej sytuacji, do którego państwo by się dołożyło. Plus rodzaj specyficznej umowy: jeśli klient zadeklaruje przewalutowanie kredytu po kursie ze stratą, bank weźmie na siebie część ryzyka, gdyby kurs znów gwałtownie poszedł w górę.

Propozycje banków to odpowiedź na pomysły ministerialne: przewalutowanie kredytów frankowych i podzielenie długu na dwie części: pierwszą, odpowiadającą wysokości zadłużenia przed skokiem kursu franka, i drugą – którą klienci i banki spłacaliby po połowie.

Tyle że ci, którzy mają feralne kredyty, od początku to mówią: nie chcą pomocy finansowej. Tak wynika z badań IQS, które przytoczył „Puls Biznesu”. Najmniej zwolenników pomocy finansowej państwa dla frankowców, bo tylko 16 proc., jest w miastach powyżej 500 tys. mieszkańców. Czyli na przykład w Warszawie czy Poznaniu, gdzie kredyty we frankach ma po kilkaset tysięcy ludzi – z 900 tys. rzeszy tych, co podpisali.

Oni chcą pomocy – ale innego rodzaju. Przytłacza ich tempo machania rękami, któremu muszą sprostać, by się w życiu utrzymać na powierzchni. Chcieliby mieć poczucie, że państwo ich wesprze. Teraz – w nierównej relacji z bankami. I kto wie, czy części z nich nawet nie bardziej o to poczucie idzie niż o realne interwencje.

Wypluci z kurnika


Są ze specyficznego pokolenia. Najczęściej czterdziestolatkowie, w przewadze o dochodach dość wysokich. Te pieniądze zarabiają jednak w korporacjach, które okazały się bardziej żarłoczne i drenujące niż firmy matki z zachodu. Eksploatowali się w poczuciu, że i tak są wybrańcami. Bo przecież ci, co przyszli po nich, dwudziestoparolatkowie, już takiej szansy nie mają, pracując za 1,2 tys. w różnych centrach zwanych kurnikami.

Jednak rynek część z nich zwyczajnie wypluł. Część przydusił. Były oszczędności, redukcje miejsc, więcej pracy w krótszym czasie. Nie było awansów (bo miejsca zajęło poprzednie pokolenie). A tymczasem frank szedł w górę. Ich długi wzrosły dwukrotnie. Większość wzięła swoje kredyty w 2008 roku – gdy frank był po 2 zł. Teraz jest to blisko 4 zł. Wartość mieszkań spadła. Już nie mogą ich sprzedać.

Utrudzone trybiki


Wielu czuje się oszukanych przez banki na tych frankach. Liczni (jeśli nie wszyscy w jakimś sensie) mają ku temu podstawy. Ale państwo każe im iść do sądów, bo w interesie państwa jest stabilność zawierania umów. A potem sądy odrzucają ich pozwy zbiorowe, uznając, że wspólna strata na frankach nie czyni z nich ludzi w tej samej sytuacji.

Państwo mówi im, że przecież mogą sądzić się indywidualnie. Wpłaciwszy wpisowe – do 5 proc. wartości sporu (czyli narosłego długu). W dodatku teraz to samo państwo, które windowało stopy procentowe do nieba, gdy brali te swoje kredyty (hipoteki w złotówkach czyniąc łupieżczymi), tnie te stopy, żeby złotówka była jak najsłabsza. Interes frankowców w ogólnym interesie państwa się nie mieści.

I właśnie o to im chodzi. Ci, co są niby tymi trybikami napędzającymi gospodarkę, w ogólnym rozrachunku ciągle są na bocznym torze. Przedszkola publiczne nie dla ich dzieci. Emerytury – nie dla nich. Służba zdrowia – tylko prywatna. To niechby się choć dla przyzwoitości raz ktoś za nimi ujął. Choć niekoniecznie płacąc za nich raty.

źródło: http://www.polityka.pl/ty...ankowiczom.read

Podpis użytkownika:
   
pita
Bywalec



Dołączył: 20 Lis 2014
Posty: 170
Wysłany: Pią Mar 20, 2015 14:27

Oczywiście, że nie chcą. Ale popatrzcie sobie na mapę, gdzie jest największe zagęszczenie frankowiczów: Warszawa i cała zachodnia, bogatsza Polska. Dlaczego tzw ściana wschodnia - która jest dużo biedniejsza, ma pomagać bogatszej ścianie zachodniej ?
Ciekawą dyskusję w tym temacie znaleźć można na http://www.trzyw.pl/9704
Tam jest więcej argumentów, dlaczego nie powinniśmy pomagać frankowiczom.

Podpis użytkownika:
   
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 2 z 8  
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Posty na Forum są własnością ich autorów - redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść postów.