Miliarder w butach CCC
Dariusz Miłek (44 l.), z majątkiem wycenianym na blisko 2 mld zł, jest najmłodszym polskim miliarderem. Kolarz z Polkowic zbił fortunę na handlu butami. Teraz buduje galerie handlowe. Zanim został obuwniczym potentatem, Dariusz Miłek był zawodowym kolarzem. Na rowerze spędził prawie 11 lat, startował w najważniejszych kolarskich imprezach, które niejednokrotnie wygrywał. Jego przygoda z kolarstwem zaczęła się przez przypadek. Młodego chłopaka na „Jubilacie”, obserwującego zbiórkę kolarzy, zobaczył Henryk Woźniak, ówczesny trener Górnika Polkowice. Spytał: „A ty co, młody? Dawaj z nami!”. „Młody” nie zastanawiał się długo i zaczął gonić peleton. Wyścig zakończył się upadkiem debiutanta, ale trener powiedział mu, żeby następnego dnia zjawił się na zbiórce. Po skoączeniu technikum górniczego kolarstwo stało się nie tylko jego pasją, ale też zawodem. Jednak prawdziwe pieniądze przyszły wraz ze startami w zagranicznych wyścigach. To właśnie tam Miłek zdobywał pierwsze biznesowe szlify handlując wszystkim, co wpadło mu w ręce, np. w Rosji tanio kupował gumy kolarskie, które później z kilkukrotnym przebiciem sprzedawał w Berlinie Zachodnim czy w Austrii. Za te pieniądze przywiózł sobie oryginalne adidasy. Z jednego zagranicznego wyjazdu przywoził dwuletnią krajową pensję. W „szczękach” biznesu
W czasach schyłkowego PRL-u paszport sportowy był przepustką do lepszego świata. Później czasy się zmieniły. Nowy ustrój pozwolił młodemu kolarzowi lepiej wykorzystać handlowe predyspozycje. Dariusz Miłek, jak większość przedsiębiorców z początku lat 90., zaczynał od handlu na łóżku polowym. Później przyszedł czas na „szczęki”, czyli metalowy kiosk. Ta inwestycja nie tylko podniosła prestiż jego działalności na targowisku, ale przede wszystkim ułatwiła mu życie. Nie musiał już zabierać ze sobą całego towaru na noc do domu, a rano walczyć z innymi handlarzami o najlepsze miejsca. Handlował wtedy wszystkim, co udało mu się przywieźć z Austrii: kosmetykami, elektroniką i posrebrzanymi łyżkami. Obuwniczy Midas
Miłek zaczął kupować obuwie zalegające w hurtowniach, które w wyniku kryzysu rosyjskiego z połowy lat 90. straciły główny rynek zbytu. Wtedy powstała firma Miłek, która zaczęła rozwijać sieć sklepów dyskontowych Żółta Stopa. Prowadzeniem sklepów zajęli się franczyzobiorcy. Po buty, które dotychczas zalegały w magazynach, zaczęły ustawiać się kolejki. W 1999 roku do życia powołana została spółka CCC odpowiedzialna za rozwój nowej sieci sklepów z obuwiem Cena Czyni Cuda. W sklepach pojawiły się buty z wyższej półki, ale ciągle w atrakcyjnych cenach. Nowy koncept również trafił w ręce franczyzobiorców. W krótkim czasie swój sklep obuwniczy, w którym cena czyniła cuda, otworzyło ponad 100 przedsiębiorców. Miłek szybko jednak zrezygnował ze współpracy z franczyzobiorcami i postawił na sieć sklepów własnych. W 2003 liczba salonów własnych wzrosła z 18 do 50, później spółka przejmowała kolejne sklepy franczyzowe. Kapryśny rynek
Ostatecznie Cena Czyni Cuda została przemianowana na CCC. Zmianę nazwy wymusił rynek. W nowych galeriach i centrach handlowych nie było miejsca na sklepy z tanim obuwiem. Żeby tam wejść firma musiała stworzyć nową markę, która zaoferuje klientom buty wysokiej jakości. Zarówno w przypadku Żółtej Stopy, jak i CCC ważny był efekt skali. Miłek mógł pozwolić sobie na niższe marże, bo miał dużo sklepów. Aby utrzymać przewagę, w 2001 roku rozpoczęła się budowa fabryki w Polkowicach Dolnych. Najpierw produkowano w nich buty sportowe, bo były częściowo subsydiowane w ramach walki z chiąskim eksportem. Później było obuwie męskie, ale zyski przyniosła dopiero produkcja butów damskich. Inwestycja powstała w specjalnej strefie ekonomicznej. Własna fabryka pozwoliła CCC na ucieczkę od peletonu. Dzięki informatyzacji sieci sklepów, centrala mogła na bieżąco śledzić sprzedaż poszczególnych modeli i dostosowywać ich podaż do zainteresowaą klientów. Fabryka zaczęła produkcję od niewielkich partii, po 2-3 tys. par. Jeśli jakieś buty dobrze się sprzedały, to w ciągu dwóch tygodni fabryka była w stanie wyprodukować kolejną serię. Oczywiście firma nie zrezygnowała całkiem z importu obuwia, 80 proc. par butów z niższej półki cenowej ciągle sprowadzana jest z Chin. Więcej: http://gielda.onet.pl/miliarder-w-butac ... rasa-detal


