Sprawiedliwość
: 19 paź 2011, 12:11
1
Lubin: Jest niewinny, spędził rok w areszcie
2011-10-19, Aktualizacja: dzisiaj 09:05
Polska Gazeta Wrocławska Agata Grzelińska
To, co przeżył Ryszard Długosz spod Lubina, mogłoby śmiało posłużyć za scenariusz do thrillera, klimatem przypominającego "Proces" Franza Kafki.
Był rok 2000. Długosz pracował jako kierownik działu handlowego w Auto-Salonie "Świtoń - Paczkowski" w Lubinie. Dostał tytuł "Sprzedawca Roku".6 grudnia 2000 r. do lubińskiego salonu weszli policjanci z poznańskiego oddziału Centralnego Biura Śledczego i zatrzymali go początkowo na trzy miesiące. Potem areszt przedłużano. W sumie przesiedział rok.
- Dopiero po jakimś czasie dowiedziałem się, o co chodzi. Prokuratura z Poznania postawiła mi absurdalne zarzuty, z których zostałem oczyszczony dopiero teraz, po 11 latach - mówi Ryszard Długosz.
Został wrobiony w głośną w całej Polsce aferę leasingową. Grupa przestępców brała w leasing luksusowe samochody, audi A6 lub audi A8, i wywoziła je za wschodnią granicę. Tam auta były rzekomo kradzione, a w rzeczywistości - sprzedawane. Firmy-słupy brały je w leasing, m.in. z salonu w Lubinie, przedstawiając fałszywe dokumenty.
Prokurator Daria Wolf-Derda zarzuciła Długoszowi, że działał w zorganizowanej grupie przestępczej
oraz że w celu uzyskania korzyści majątkowej brał udział w wyłudzaniu samochodów w ten sposób, że świadomie nie sprawdzał wiarygodności dokumentów przedkładanych przez owe firmy.
- Tyle że do dziś nie zdefiniowano tej grupy przestępczej. Rzekoma korzyść majątkowa, którą miałem czerpać, to moje premie za dobre wyniki sprzedaży w
wysokości 100 czy 200 złotych od sprzedanego auta - wyjaśnia Ryszard Długosz. - I najważniejsze: nigdy nie miałem w zakresie obowiązków weryfikowania dokumentów. To, zgodnie z umową pomiędzy poznańską firmą Autoleasing i właścicielami salonu, było obowiązkiem moich pracodawców. Gdy do salonu trafiała informacja, że klient jest wiarygodny, można było wydać mu auto.
- I tylko to robiłem - mówi Długosz. - Potem okazało się, że komisja nie sprawdzała dokumentów.
Popadł w konflikt z prawem tylko dlatego, że Henryk Paczkowski jako współwłaściciel salonu podał - co potwierdzają m.in. policyjne dokumenty - nieprawdziwy zakres obowiązków Długosza. Te jednorazowe zeznania i pomówienia współoskarżonych posłużyły za dowód w sprawach karnych w trzech sądach. Dwa procesy już zakończyły się wyrokami uniewinniającymi. Trzeci trwa o to samo.
- Te wyroki przywracają mi wiarę w sprawiedliwość - mówi Ryszard Długosz. - Tylko że tych koszmarnych 11 lat nikt nam nie naprawi. Moja żona, wspaniała kobieta, jest bardzo chora, omal nie umarła. Ja też mam kłopoty ze zdrowiem, zaniedbałem wychowanie dzieci, bo stale jeździłem po sądach, straciłem mnóstwo pieniędzy. Jedyna korzyść to znajomość prawa, którą przez te lata zdobyłem. Broniłem się sam. Nie pomógł mi ani Rzecznik Praw Obywatelskich, ani minister sprawiedliwości. Teraz czekam na trzecie uniewinnienie.
źródło : http://lubin.naszemiasto.pl/artykul/112 ... eab7,1,3,3
Lubin: Jest niewinny, spędził rok w areszcie
2011-10-19, Aktualizacja: dzisiaj 09:05
Polska Gazeta Wrocławska Agata Grzelińska
To, co przeżył Ryszard Długosz spod Lubina, mogłoby śmiało posłużyć za scenariusz do thrillera, klimatem przypominającego "Proces" Franza Kafki.
Był rok 2000. Długosz pracował jako kierownik działu handlowego w Auto-Salonie "Świtoń - Paczkowski" w Lubinie. Dostał tytuł "Sprzedawca Roku".6 grudnia 2000 r. do lubińskiego salonu weszli policjanci z poznańskiego oddziału Centralnego Biura Śledczego i zatrzymali go początkowo na trzy miesiące. Potem areszt przedłużano. W sumie przesiedział rok.
- Dopiero po jakimś czasie dowiedziałem się, o co chodzi. Prokuratura z Poznania postawiła mi absurdalne zarzuty, z których zostałem oczyszczony dopiero teraz, po 11 latach - mówi Ryszard Długosz.
Został wrobiony w głośną w całej Polsce aferę leasingową. Grupa przestępców brała w leasing luksusowe samochody, audi A6 lub audi A8, i wywoziła je za wschodnią granicę. Tam auta były rzekomo kradzione, a w rzeczywistości - sprzedawane. Firmy-słupy brały je w leasing, m.in. z salonu w Lubinie, przedstawiając fałszywe dokumenty.
Prokurator Daria Wolf-Derda zarzuciła Długoszowi, że działał w zorganizowanej grupie przestępczej
oraz że w celu uzyskania korzyści majątkowej brał udział w wyłudzaniu samochodów w ten sposób, że świadomie nie sprawdzał wiarygodności dokumentów przedkładanych przez owe firmy.
- Tyle że do dziś nie zdefiniowano tej grupy przestępczej. Rzekoma korzyść majątkowa, którą miałem czerpać, to moje premie za dobre wyniki sprzedaży w
wysokości 100 czy 200 złotych od sprzedanego auta - wyjaśnia Ryszard Długosz. - I najważniejsze: nigdy nie miałem w zakresie obowiązków weryfikowania dokumentów. To, zgodnie z umową pomiędzy poznańską firmą Autoleasing i właścicielami salonu, było obowiązkiem moich pracodawców. Gdy do salonu trafiała informacja, że klient jest wiarygodny, można było wydać mu auto.
- I tylko to robiłem - mówi Długosz. - Potem okazało się, że komisja nie sprawdzała dokumentów.
Popadł w konflikt z prawem tylko dlatego, że Henryk Paczkowski jako współwłaściciel salonu podał - co potwierdzają m.in. policyjne dokumenty - nieprawdziwy zakres obowiązków Długosza. Te jednorazowe zeznania i pomówienia współoskarżonych posłużyły za dowód w sprawach karnych w trzech sądach. Dwa procesy już zakończyły się wyrokami uniewinniającymi. Trzeci trwa o to samo.
- Te wyroki przywracają mi wiarę w sprawiedliwość - mówi Ryszard Długosz. - Tylko że tych koszmarnych 11 lat nikt nam nie naprawi. Moja żona, wspaniała kobieta, jest bardzo chora, omal nie umarła. Ja też mam kłopoty ze zdrowiem, zaniedbałem wychowanie dzieci, bo stale jeździłem po sądach, straciłem mnóstwo pieniędzy. Jedyna korzyść to znajomość prawa, którą przez te lata zdobyłem. Broniłem się sam. Nie pomógł mi ani Rzecznik Praw Obywatelskich, ani minister sprawiedliwości. Teraz czekam na trzecie uniewinnienie.
źródło : http://lubin.naszemiasto.pl/artykul/112 ... eab7,1,3,3