W Płocku trwa handel wyborczymi głosami
...
pcg 2010-11-21, ostatnia aktualizacja 2010-11-21 14:05:23.0
Pierwsze sygnały o kupowaniu głosów dotarły do redakcji już ok. godz. 9 rano. Za postawienie krzyżyka przy nazwisku jednego z kandydatów można dostać 20 zł.
Ten proceder jest szczególnie widoczny na tzw. słodkich ulicach, w okolicach ul. Dobrzyńskiej, Jasnej.
To osiedla - zwłaszcza "słodkie" - które nie mają najlepszej marki, zamożniejsi płocczanie stamtąd uciekają, ale być może właśnie dlatego dosyć łatwo znaleźć tam wyborczych sprzymierzeńców.
Jeden z czytelników przekazał nam zdjęcia, na których widać jak pieniądze przechodzą z ręki do ręki. Te fotografie dał też policji.
- Rzeczywiście, dostajemy sygnały o możliwym kupowaniu głosów, każdy z nich sprawdzamy, ale jak dotąd żaden się nie potwierdził - mówił nam ok. godz. 12 Krzysztof Piasek z biura prasowego płockiej policji.
Funkcjonariusze dodawali, że płocczanie są wyjątkowo przeczuleni pod względem prawidłowości przeprowadzenia głosowania. Według nich, w jednym z przypadków, w których zgłaszano np. nawoływanie do głosowania na konkretną formację okazało się, że owym nawoływaniem była rozmowa rodziny przed lokalem wyborczym.
To dziwne.
Bo wystarczyło przejść się na słodkie ulice, by zobaczyć grupki ludzi, które próbują kupić głosy. Przeważnie zaczepiały osoby o znanych sobie twarzach, do obcych podchodziły z dystansem.
***
Chwila po południu, ul. Skłodowskiej, tuż przed lokalem wyborczym w Szkole Podstawowej nr 17... wystarczy tylko dobrze nadstawić ucha. Matka z synem potwierdzają, że odpowiednio zagłosowali, inkasują po 20 zł. Dostają pieniądze, dochodzi mężczyzna. Wyjaśnia, że widzi co się dzieje, pyta, czy można zarobić, przekonuje, że mieszka przy Skłodowskiej. Chwila podejrzliwości, podchodzą dwie kobiety: - Uważajcie, kręci się jakiś gość z aparatem. I radiowóz przejechał.
Kupujący głosy instruuje mężczyznę: - Przyjdź o 13., jak się psy uspokoją.
***
Ul. Kredytowa. W granatowym busie kilku mężczyzn. Tuż obok kolejni, którzy dostają dokładne instrukcje: - Pamiętajcie, głosujemy na (...).
***
- My też mieliśmy pierwsze sygnały już z samego rana - relacjonuje szef jednego ze sztabów wyborczych. - Później były kolejne, słyszałem o całych brygadach z przewodnikami, które wchodziły do lokalu wyborczego. Ci przewodnicy za kotarę wędrowali z głosującymi po kilka razy. Skandalem jest, że przewodniczący nie zareagował. Domagam się, by informacja o tym została odnotowana w wyborczym protokole.
To co się dzieje w Płocku, to zdaniem naszego rozmówcy dramat. - Ludzie relacjonują mi, że słyszą rozmowy przez komórki w stylu: "Kupiliśmy tyle a tyle, tyle nam jeszcze zostało" - mówi. - Na tym nie koniec. Wiem, że kupujący głosy zaczęli swoją pracę już w piątek. Na bezczela pukali do mieszkań i pytali czy nie chce się zarobić. Ale w piątek nie podawali jeszcze na kogo, tłumaczyli, że powiedzą w niedzielę. I po dwóch dniach rzeczywiście powiedzieli. To zaprzeczenie demokracji. Cztery lata temu już tak było, wiedzieliśmy, że tak się dzieje. Działania policji były jednak wtedy na tyle mizerne, że można się czuć bezkarnym. Policja nie przygotowała się, choć my ją o tym uprzedzaliśmy. Dochodzi do sytuacji kuriozalnych: policjantka, której ja sam składałem doniesienie powiedziała, że zgłoszeń jest tyle, że sama już nie pójdzie zagłosować. Bo sama jest tym potwornie zniesmaczona.
W Płocku i w Gąbinie były przypadki łamania ciszy wyborczej
Przypadki złamania ciszy wyborczej policja odnotowała w sobotę. W Płocku przed sklepem przy ul. Chopina dwóch bezdomnych mężczyzn rozdawało ulotki wyborcze jednego z kandydatów. Ktoś powiadomił policję, mężczyźni trafili do aresztu.
Skąd ich gorliwość - wyjaśni się w poniedziałek, bo właśnie wtedy będą przesłuchani.
W bloku przy ul. Skłodowskiej ktoś rozrzucił ulotki. A w Gąbinie nieustalona - jak na razie - osoba rozsyłała SMS-y nawołujące do głosowania na jednego z kandydatów.
źródło : http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/ ... osami.html

