Bubnowski
: 19 kwie 2009, 08:05
Kolejny lubiński hipokryta...
=====================================
Polityk domagający się od swoich politycznych konkurentów przestrzegania standardów sam musi się pilnować. Bo często piętnowanie czyjegoś postępowania może obrócić się przeciw niemu samemu. Boleśnie przekonał się o tym radny gminy wiejskiej Lubin Ryszard Bubnowski.
Bubnowski, reprezentujący opozycyjny i związany z prawicą klub Wspólnota, był jednym z orędowników odebrania mandatu radnemu Pawłowi Szudrowiczowi z mającego większość lewicowego klubu Porozumienie.
Szudrowicz został w listopadzie 2006 roku złapany przez policjantów na prowadzeniu auta po pijaku. Choć przekonywał, że zjadł tylko czekoladki z rumem, to alkomat nie chciał pokazywać inaczej - w wydychanym powietrzu było 1,5 promila. Szudrowicz przykleił się jednak do fotela radnego. Oderwać go nie zdołał ani prawomocny wyrok, ani decyzja wojewody o wygaszeniu mandatu. Radny składał odwołania i pisał skargi - czekając na ich rozpatrzenie, wciąż zasiada w radzie. Kiedy radni Porozumienia raz za razem odrzucali wnioski o wygaszenie mandatu Szudrowicza, Bubnowski gardłował o nieposzanowaniu prawa, a swojemu politycznemu konkurentowi zarzucał brak honoru.
- Publicznie wzywał go do złożenia mandatu, twierdząc, że na jego miejscu wstydziłby się być radnym - opowiada Roman Komarnicki, przewodniczący gminnej rady.
10 marca Bubnowski po nocnej zmianie wracał samochodem do domu. Polna droga do wsi Szklary, w której mieszka, wiedzie przez las. Tam ok. godz. 7 natknął się na podleśniczego Romana Maluszyckiego, który zatrzymał auto Bubnowskiego do kontroli.
Maluszycki: - Chciałem zobaczyć, kto o tej porze jeździ po lesie. Zatrzymaliśmy auta tuż obok siebie na wąskiej drodze. Nagle on skręcił kierownicą i ruszył, uszkadzając bok mojego samochodu. Widziałem, że jest pijany, ale poprosiłem tylko, żeby zapłacił za otarcie lakieru. Powiedział, że nie ma pieniędzy. Kiedy zagroziłem, że zadzwonię po policję, znalazł jednak 190 zł i dał na pokrycie szkody.
Podleśniczy wziął pieniądze i wrócił do siedziby leśnictwa. Po półgodzinie zjawił się tam Bubnowski. Maluszycki: - Wciąż pijany, przyjechał samochodem i oznajmił mi, że w domu doszedł do wniosku, że niczego mi nie uszkodził, w związku z czym mam mu oddać pieniądze.
Podleśniczy się wkurzył i zadzwonił po policję. W tym czasie Bubnowski próbował odjechać, ale leśnik skutecznie zastawił go swoim samochodem. Gdy przyjechał patrol, radny nie chciał dmuchnąć do alkomatu. Policjanci zabrali go więc na komendę, gdzie pobrano mu krew. W ubiegłym tygodniu przyszły wyniki: 1,7 promila w pierwszym badaniu i 1,4 promila w drugim.
Po tym wydarzeniu Bubnowski zapadł się pod ziemię. Nie odbiera komórki, nie można zastać go w domu. W urzędzie gminy pojawił się tylko raz. Rozmawiał z przewodniczącym Komarnickim. - O złożeniu mandatu nawet się nie zająknął - nie bez satysfakcji mówi przewodniczący, który wcześniej przed atakami Bubnowskiego dzielnie bronił swojego klubowego kolegę Szudrowicza.
A podleśniczy Maluszycki tylko się śmieje: - Całej tej sprawy nie byłoby, gdyby pan radny do mnie nie wrócił, bo uznałem, że 190 zł załatwia sprawę. Ale on wolał być kozakiem. Więc ja zamiast 190 zł dostałem 900 zł z jego ubezpieczenia, a on będzie miał sprawę w sądzie.
Śledztwo w sprawie prowadzenia samochodu pod wpływem alkoholu prowadzi Komenda Miejska Policji w Lubinie. Jeśli do sądu trafi akt oskarżenia, a ten za jazdę na gazie skaże radnego, straci on swój mandat. Chyba że radny Szudrowicz doradzi mu, jak tego uniknąć.
Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław http://miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35751 ... gn=4778157
=====================================
Polityk domagający się od swoich politycznych konkurentów przestrzegania standardów sam musi się pilnować. Bo często piętnowanie czyjegoś postępowania może obrócić się przeciw niemu samemu. Boleśnie przekonał się o tym radny gminy wiejskiej Lubin Ryszard Bubnowski.
Bubnowski, reprezentujący opozycyjny i związany z prawicą klub Wspólnota, był jednym z orędowników odebrania mandatu radnemu Pawłowi Szudrowiczowi z mającego większość lewicowego klubu Porozumienie.
Szudrowicz został w listopadzie 2006 roku złapany przez policjantów na prowadzeniu auta po pijaku. Choć przekonywał, że zjadł tylko czekoladki z rumem, to alkomat nie chciał pokazywać inaczej - w wydychanym powietrzu było 1,5 promila. Szudrowicz przykleił się jednak do fotela radnego. Oderwać go nie zdołał ani prawomocny wyrok, ani decyzja wojewody o wygaszeniu mandatu. Radny składał odwołania i pisał skargi - czekając na ich rozpatrzenie, wciąż zasiada w radzie. Kiedy radni Porozumienia raz za razem odrzucali wnioski o wygaszenie mandatu Szudrowicza, Bubnowski gardłował o nieposzanowaniu prawa, a swojemu politycznemu konkurentowi zarzucał brak honoru.
- Publicznie wzywał go do złożenia mandatu, twierdząc, że na jego miejscu wstydziłby się być radnym - opowiada Roman Komarnicki, przewodniczący gminnej rady.
10 marca Bubnowski po nocnej zmianie wracał samochodem do domu. Polna droga do wsi Szklary, w której mieszka, wiedzie przez las. Tam ok. godz. 7 natknął się na podleśniczego Romana Maluszyckiego, który zatrzymał auto Bubnowskiego do kontroli.
Maluszycki: - Chciałem zobaczyć, kto o tej porze jeździ po lesie. Zatrzymaliśmy auta tuż obok siebie na wąskiej drodze. Nagle on skręcił kierownicą i ruszył, uszkadzając bok mojego samochodu. Widziałem, że jest pijany, ale poprosiłem tylko, żeby zapłacił za otarcie lakieru. Powiedział, że nie ma pieniędzy. Kiedy zagroziłem, że zadzwonię po policję, znalazł jednak 190 zł i dał na pokrycie szkody.
Podleśniczy wziął pieniądze i wrócił do siedziby leśnictwa. Po półgodzinie zjawił się tam Bubnowski. Maluszycki: - Wciąż pijany, przyjechał samochodem i oznajmił mi, że w domu doszedł do wniosku, że niczego mi nie uszkodził, w związku z czym mam mu oddać pieniądze.
Podleśniczy się wkurzył i zadzwonił po policję. W tym czasie Bubnowski próbował odjechać, ale leśnik skutecznie zastawił go swoim samochodem. Gdy przyjechał patrol, radny nie chciał dmuchnąć do alkomatu. Policjanci zabrali go więc na komendę, gdzie pobrano mu krew. W ubiegłym tygodniu przyszły wyniki: 1,7 promila w pierwszym badaniu i 1,4 promila w drugim.
Po tym wydarzeniu Bubnowski zapadł się pod ziemię. Nie odbiera komórki, nie można zastać go w domu. W urzędzie gminy pojawił się tylko raz. Rozmawiał z przewodniczącym Komarnickim. - O złożeniu mandatu nawet się nie zająknął - nie bez satysfakcji mówi przewodniczący, który wcześniej przed atakami Bubnowskiego dzielnie bronił swojego klubowego kolegę Szudrowicza.
A podleśniczy Maluszycki tylko się śmieje: - Całej tej sprawy nie byłoby, gdyby pan radny do mnie nie wrócił, bo uznałem, że 190 zł załatwia sprawę. Ale on wolał być kozakiem. Więc ja zamiast 190 zł dostałem 900 zł z jego ubezpieczenia, a on będzie miał sprawę w sądzie.
Śledztwo w sprawie prowadzenia samochodu pod wpływem alkoholu prowadzi Komenda Miejska Policji w Lubinie. Jeśli do sądu trafi akt oskarżenia, a ten za jazdę na gazie skaże radnego, straci on swój mandat. Chyba że radny Szudrowicz doradzi mu, jak tego uniknąć.
Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław http://miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35751 ... gn=4778157

