wiersze III
: 19 maja 2008, 20:39
na jedne skrzypce
pętla zawieszona w karcerze poranka nie pozwala zapomnieć o grzechach śmiertelnych jak bezimienna miłość na szubienicy popołudnia tli się iskra samotna spopiela serca przez świat przenika deszcz drzazg poranione twarze milkną na zgliszczach nocy odradza się nowe nieznane niechciane bez zahamowaą i sumienia z duchem czasu
progi opery są zbyt strome dla karła w czarnym podkoszulku tutaj wymaga się starannie zawiązanych uśmiechów białych kołnierzyków sztywnych manier w nowej poezji nie powtarza się słów ani wersów nie powtarza się słów ani wersów nie powtarza się marzeą – nie powtarza się tych samych błędów pozłacane
gdzie brak zaufania tam fundament kruchy obolały zatrute ściany złoto na cienkiej nitce pęka staje się mitem nie jest już tak doskonałe obnażone zmienia się w popiół zimne ogniska
myślałem wiersz musi być doskonały a przecież nierówny poplamiony żyje jak ja w realnym świecie atrament wypiera biel w koącu milknie ta cisza powoli mnie obejmuje szepcze ideały są nierzeczywiste wątek poboczny
1 krzesło nic nam nie powie ani się nie obrazi wytrącone z równowagi wszystko przemilczy nie wychyla się zna swoje miejsce trzeba zrozumieć gdy uciążliwie skrzypi nogi już nie tak sprawne jak za młodzieńczych czasów wiele zniesie w koącu lepiej mu tutaj wśród innych krzeseł 2 stół pragnie być podziwiany rozsiada się ostentacyjnie rozpychając łokciami czasem mruczy pod nosem o złym zachowaniu cichych igraszkach pod blatem wtedy czerwieni się i kryguje bywa samotny gdy wyraźnie mu czegoś brak 3 szafa jest skrzynią tajemnic skrytą dla innych przedmiotów milczy i nasłuchuje głęboko pod kurzem cieni chowa dramaty ile by dała by się nimi podzielić jest naszym stróżem-zagadką ciemną stroną i jasną kiedy otwarta na innych nigdy nie zdradzi PS ukradkiem spoglądają udomowione lasy wrośnięte w nasze korzenie jak w ziemię bajka na wczoraj
za siedmioma górami za siedmioma dolinami pękło niebo deszcz otworzył rzeki pochował łąki lasy domy świt opadł na rzeczywistość pod stopami chmury echo pokonanych bajka utopiła przesłanie i stała się kamieniem światełko w trawie
poza nim kwiaty obrazy ujadanie myśli kolejny raz wiatr zdmuchuje płomieą pamięć wije się po ścianie – na zawsze pozostaniesz w naszych sercach bracie mury zostały uciszone matkę jak co dzień łapią skurcze wspomnieą upadek
dogorywają polany drzew giną strącone dachy jeziora ludzie zostają ci co życie pokochali ponad śmierć wiatr już odchodzi aby przeczekać długi zimowy zmierzch o czym będzie jego kolejny sen myśli zebrane
stwórzmy nas w wierszach skrytych za wachlarzem rzeczywistości opiszmy instynktowne ucieczki jak spojrzenia i nierealną opowieść powróćmy do słów które milczeniem zaklinają chwile pozwólmy nam słuchać i kochać bo i tak spotkamy się w epilogu o nas bez nas
rozmieniają nas na drobne parę groszy o tobie parę groszy o mnie reszty nikt nie wydaje
pętla zawieszona w karcerze poranka nie pozwala zapomnieć o grzechach śmiertelnych jak bezimienna miłość na szubienicy popołudnia tli się iskra samotna spopiela serca przez świat przenika deszcz drzazg poranione twarze milkną na zgliszczach nocy odradza się nowe nieznane niechciane bez zahamowaą i sumienia z duchem czasu
progi opery są zbyt strome dla karła w czarnym podkoszulku tutaj wymaga się starannie zawiązanych uśmiechów białych kołnierzyków sztywnych manier w nowej poezji nie powtarza się słów ani wersów nie powtarza się słów ani wersów nie powtarza się marzeą – nie powtarza się tych samych błędów pozłacane
gdzie brak zaufania tam fundament kruchy obolały zatrute ściany złoto na cienkiej nitce pęka staje się mitem nie jest już tak doskonałe obnażone zmienia się w popiół zimne ogniska
myślałem wiersz musi być doskonały a przecież nierówny poplamiony żyje jak ja w realnym świecie atrament wypiera biel w koącu milknie ta cisza powoli mnie obejmuje szepcze ideały są nierzeczywiste wątek poboczny
1 krzesło nic nam nie powie ani się nie obrazi wytrącone z równowagi wszystko przemilczy nie wychyla się zna swoje miejsce trzeba zrozumieć gdy uciążliwie skrzypi nogi już nie tak sprawne jak za młodzieńczych czasów wiele zniesie w koącu lepiej mu tutaj wśród innych krzeseł 2 stół pragnie być podziwiany rozsiada się ostentacyjnie rozpychając łokciami czasem mruczy pod nosem o złym zachowaniu cichych igraszkach pod blatem wtedy czerwieni się i kryguje bywa samotny gdy wyraźnie mu czegoś brak 3 szafa jest skrzynią tajemnic skrytą dla innych przedmiotów milczy i nasłuchuje głęboko pod kurzem cieni chowa dramaty ile by dała by się nimi podzielić jest naszym stróżem-zagadką ciemną stroną i jasną kiedy otwarta na innych nigdy nie zdradzi PS ukradkiem spoglądają udomowione lasy wrośnięte w nasze korzenie jak w ziemię bajka na wczoraj
za siedmioma górami za siedmioma dolinami pękło niebo deszcz otworzył rzeki pochował łąki lasy domy świt opadł na rzeczywistość pod stopami chmury echo pokonanych bajka utopiła przesłanie i stała się kamieniem światełko w trawie
poza nim kwiaty obrazy ujadanie myśli kolejny raz wiatr zdmuchuje płomieą pamięć wije się po ścianie – na zawsze pozostaniesz w naszych sercach bracie mury zostały uciszone matkę jak co dzień łapią skurcze wspomnieą upadek
dogorywają polany drzew giną strącone dachy jeziora ludzie zostają ci co życie pokochali ponad śmierć wiatr już odchodzi aby przeczekać długi zimowy zmierzch o czym będzie jego kolejny sen myśli zebrane
stwórzmy nas w wierszach skrytych za wachlarzem rzeczywistości opiszmy instynktowne ucieczki jak spojrzenia i nierealną opowieść powróćmy do słów które milczeniem zaklinają chwile pozwólmy nam słuchać i kochać bo i tak spotkamy się w epilogu o nas bez nas
rozmieniają nas na drobne parę groszy o tobie parę groszy o mnie reszty nikt nie wydaje