.
miasto iks
najpiękniejsze jest nocami
kiedy rosną jasne neony
coraz bliższe
z rozświetlonych okien
osypują się lata
mijają mnie szybko
ścieżki indywidualności
późną jesienią
Odra przybiera poważną pozę
by godnie mierzyć się z zimą
spotykam cienie
które omija nawet niebo
są jeszcze ludzie
patrzący pod nogi
na cudzą kałużę paranoi
paraliż
noc uczepiona stóp
jak ćma lgnie do światła
rozbudzonych latarni
w kleszczach ulic
zgarbiona postać
odgania się od psów
idziemy dalej
przez pomruk kamienic
bezsenność bram
nie ożywiamy słów
zaułków
naszych wierszy
freski pamięci
w samotnym domu
bardziej doceniam
jaśniej patrzę
oczy błądzą po pokoju
jak szelest wyobraźni
składając ślady jej obecności
nie ma w nim
przypadkowych szkiców
to dopiero pierwsza noc
co będzie
gdy odejdzie na dłużej
(nie)wojennie
strumień linii papilarnych
zatopił bezpieczną granicę
nikt nie pytał o przyczynę
tylko dokładnie liczył straty
a ludzie...
wbili go w fartuch
z pięściami
zaciśniętymi w kieszeniach
będąc świadkiem
wszyscy go znają
choć rzeka ust
nie wylewa już słów
smutne spojrzenia
kradnie nam chłopak
z iracką zmarszczką na czole
skuli mundurem
by przyozdobić w dojrzałą pozę
wyrwali matce beztroskę
- zabiłeś już kogoś?
wstał i zamknął za sobą świat
.
