44444 forum LUBIN.pl • Co się w tym kraju dzieje ? ! - Strona 64
Strona 64 z 467

: 24 mar 2014, 18:46
autor: NEVIL
Czy historia naszego narodu musi być zawsze tak okrutna ?
==================

Powojenne losy polskich bohaterów. Generałowie pracowali jako barmani i magazynierzy
Obrazek
Polscy generałowie wyzwalający u boku Aliantów Europę Zachodnią, po wojnie zostali pozostawieni bez żadnego wsparcia. Zostawali więc sprzątaczami w fabrykach, nocnymi stróżami na budowach, portierami w hotelach. Generał Stanisław Sosabowski, dowódca polskich spadochroniarzy pod Arnhem, pracował do końca życia jako magazynier w fabryce. Generał Stanisław Maczek, dowodzący w czasie wojny dywizją pancerną, rozpoczął cywilną pracę jako sprzedawca, następnie został barmanem w hotelach "Dorchester" i "Learmonth" w szkockim Edynburgu - pisze w artykule dla WP.PL dr Tymoteusz Pawłowski. Żołnierzy, którzy zdecydowali się na powrót do Polski, czekał dużo gorszy los.

We wrześniu 1939 roku Wojsko Polskie uległo Wehrmachtowi i Armii Czerwonej. Wkrótce okazało się, że najeźdźcy spod znaku brunatnego nazizmu i czerwonego komunizmu podbili niemal wszystkie państwa Europy. Polska stała się jednak prawdziwym wyjątkiem, bowiem - nawet nie mając terytorium - była w stanie wystawić bardzo liczne siły zbrojne. Podczas gdy żołnierzy "wolnych" Belgów czy Holendrów walczących w Europie po stronie Brytyjczyków i Amerykanów liczy się w tysiącach, Polaków liczy się w setkach tysięcy. Wojsko Polskie walczyło pod Narwikiem, Tobrukiem, Monte Cassino. W maju 1945 roku w szeregach Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie było 210 000 żołnierzy, a ich liczba wciąż rosła.

We wrześniu 1939 roku Wojsko Polskie uległo Wehrmachtowi i Armii Czerwonej. Wkrótce okazało się, że najeźdźcy spod znaku brunatnego nazizmu i czerwonego komunizmu podbili niemal wszystkie państwa Europy. Polska stała się jednak prawdziwym wyjątkiem, bowiem - nawet nie mając terytorium - była w stanie wystawić bardzo liczne siły zbrojne. Podczas gdy żołnierzy "wolnych" Belgów czy Holendrów walczących w Europie po stronie Brytyjczyków i Amerykanów liczy się w tysiącach, Polaków liczy się w setkach tysięcy. Wojsko Polskie walczyło pod Narwikiem, Tobrukiem, Monte Cassino. W maju 1945 roku w szeregach Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie było 210 000 żołnierzy, a ich liczba wciąż rosła.

Niestety, chociaż Niemcy zostali pokonani, wojna nie zakończyła się polskim zwycięstwem. Ziemie Rzeczypospolitej były okupowane przez Sowietów, a Józef Stalin nie tylko oderwał od niej niemal połowę przedwojennego terytorium, ale osadził w Warszawie posłuszny sobie rząd. Polskie społeczeństwo było zdezorientowane i zmęczone wojną, więc chociaż nowi okupanci spotkali się z powszechną wrogością, czynną walkę podjęli nieliczni. Kolejny cios spadł na Polskę latem 1945 roku, gdy mocarstwa zachodnie cofnęły poparcie legalnemu rządowi polskiemu na wychodźstwie i uznały stworzony przez Sowietów rząd w Warszawie.

Oszukani przez nową Polskę

26 września 1946 roku ów rząd wydał uchwały pozbawiające polskiego obywatelstwa 76 oficerów Wojska Polskiego. Byli wśród nich: dowódca spod Monte Cassino - generał Władysław Anders, generał Stanisław Maczek - dowodzący pod Falaise, czy Antoni Chruściel - przywódca Powstania Warszawskiego. Haniebna uchwała dotycząca oficerów została cofnięta jeszcze w 1971 roku przez władze PRL, które były jednak tak zapiekłe w nienawiści do generała Andersa, że jemu obywatelstwo przywrócono dopiero w 1989 roku.

Spośród blisko ćwierci miliona żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych, w pierwszych latach po wojnie do Polski wróciło 105 tys. Byli to przede wszystkim szeregowi - spośród 126 generałów aż 106 wolało pozostać na Zachodzie. Przewidywali bowiem, że gdy dostaną się w łapy oprawców z NKWD, mogą podzielić los zamordowanych w zbrodni katyńskiej i zamęczonych na Syberii. Tym razem nie było aż tak źle: inaczej niż w Katyniu, zbyt starzy i schorowani, by stanowić zagrożenie dla reżimu - przeżyli.

Prześladowano natomiast niemal wszystkich przedwojennych oficerów, którzy objęli stanowiska w "odrodzonym" Wojsku Polskim. Początkowo nic na to nie wskazywało, w latach 1945-1947 zachęcano ich nawet do wstąpienia do nowej, ludowej armii. Czynili to z wielu powodów: jedni chcieli odbudowania ojczyzny, drudzy ufali zapewnieniom nowej władzy, inni pragnęli zrobić karierę. I rzeczywiście udawało im się to: przedwojenni kapitanowie i majorowie - tacy jak Kirchmayer, Mossor, Herman, Kuropieska - błyskawicznie zostali generałami i brali udział w zwalczaniu podziemia niepodległościowego.

Represje wobec nich zaczęły się w 1949 roku, ręki po nich nie wyciągnęło jednak sowieckie NKWD, a jej odpowiedniki w Polsce: "Informacja Wojskowa" oraz "Urząd Bezpieczeństwa". Pierwszą była sprawa generała Tatara, który miał nadzieję, że wkupi się w łaski nowych władz w Warszawie, przywożąc z Wielkiej Brytanii powierzone mu złoto z przedwojennego Funduszu Obrony Narodowej. Wkupił się, ale jedynie na chwilę: aresztowany i poddany ciężkim torturom został skazany na karę śmierci. Wkrótce po nim aresztowani, torturowani i skazani na śmierć lub dożywotnie więzienie zostali inni generałowie pochodzący z przedwojennego Wojska Polskiego, m.in. wspomniani Kirchmayer, Mossor, Herman i Kuropieska. Tortury były tak brutalne, że Herman zmarł podczas śledztwa, Mossor tuż po opuszczeniu więzienia, a Kirchmayer został kaleką.

Sowiecki zwyczaj

Zgodnie z sowieckim zwyczajem generałów nie mordowano, bowiem mogli zostać wykorzystani do złożenia zeznań przeciwko innym. Ubecka metoda przesłuchiwania - tzw. konwejer - gwarantowała bowiem otrzymanie dowolnych zeznań. Konwejer polegał na tym, że przesłuchiwania odbywały się tygodniami, non stop: ubecy zmieniali się co kilka godzin, nie pozwalając swojej ofierze na chwilę wytchnienia. Generałów nie mordowano, zabijani byli natomiast niżsi stopniem, jak chociażby komandor Zbigniew Przybyszewski, który w 1939 roku dowodził artylerią nabrzeżną na Helu i uszkodził pancernik Schleswig Holsein. Zabito go strzałem w tył głowy, tak samo jak wielu jego podwładnych i przełożonych. Torturowani i skazywani na śmierć byli także lotnicy, m.in. Stanisław Skalski, najskuteczniejszy polski as myśliwski.

Większość oficerów przedwojennego Wojska Polskiego nie tyko nie współpracowała z nową władzą, ale czynnie ją zwalczała. Szczególny szacunek należy się tym, którzy wiedzieli, że w razie dostania się w ręce UB czy NKWD czeka ich śmierć, ale jednak wrócili do Polski. Strzałem w tył głowy zamordowano m.in. rotmistrza Witolda Pileckiego, który w latach wojny dał się zamknąć w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu, żeby zorganizować tam ruch oporu, a po zrealizowaniu zadania uciekł stamtąd. Po ubeckich przesłuchaniach powiedział swojej żonie: "Oświęcim, to była igraszka..." Bestialskie przesłuchania pułkownika Wacława Kostki-Biernackiego - dowódcy Żandarmerii w Legionach Józefa Piłsudskiego i przedwojennego wojewody poleskiego - trwały 8 lat: od 1945 do 1953 roku. Śmierć Stalina sprawiła, że wyrok śmierci nie został na nim wykonany, zmarł jednak w kilkanaście miesięcy po wyjściu z wiezienia. Tydzień przed śmiercią Stalina wykonano natomiast wyrok śmierci na generale Auguście Filedorfie "Nilu" - dowódcy Kedywu w AK, który przez kilka lat ukrywał się przed UB i NKWD, ale ujawnił się, wierząc w amnestię, ogłoszoną przez warszawski rząd.

Barman, dowódca dywizji pancernej

Wśród tych, którzy pozostali na obczyźnie, byli nie tylko oficerowie, ale i sto tysięcy szeregowych żołnierzy. Większość z nich nie miała dokąd wracać, bowiem ich rodzinne domy - we Lwowie, Wilnie czy Tarnopolu - znalazły się w ZSRS. Nie mieli też gdzie zostać, bowiem nie chcieli ich u siebie Brytyjczycy. Byli żołnierze Polskich Sił Zbrojnych nie mieli także pieniędzy na utrzymanie - pomimo że Polacy walczyli w obronie Imperium, Brytyjczycy nie zamierzali wypłacać im rent czy emerytur. Stworzyli jedynie "Polish Resettlement Corps", czyli Polski Korpus Przysposobienia i Rozmieszczenia, mający ułatwić Polakom odnalezienie się w życiu na obczyźnie. Jedynie kilkanaście tysięcy Polaków nie skorzystało z oferty pomocy, natomiast większość spośród 120 tys. weteranów PSZ należących do Korpusu opuściło Wielką Brytanię i udało się "za ocean": albo do Kanady, albo do którejś z licznych wówczas brytyjskich kolonii w Afryce. Ich odyseja nie skończyła się na tym, gdy bowiem kolonie uzyskiwały niepodległość, Europejczycy - w tym i Polacy - byli zmuszani do opuszczenia Afryki.

O ile większość szeregowych żołnierzy było młodych i miało cywilny zawód - radzili więc sobie w trudnej sytuacji - fatalny był los oficerów i generałów. Jedynie trzech dostało generalskie emerytury, inni musieli zarabiać na życie. Najczęściej czynili to na słabo płatnych posadach - studia w warszawskiej Wyższej Szkole Wojennej nie dawały szans na brytyjskim rynku pracy. Generałowie zostawali więc sprzątaczami w fabrykach, nocnymi stróżami na budowach, portierami w hotelach. Generał Stanisław Sosabowski, dowódca polskich spadochroniarzy pod Arnhem, pracował do końca życia - nie miał przecież ubezpieczenia emerytalnego - jako magazynier w fabryce silników elektrycznych. Generał Stanisław Maczek rozpoczął cywilną pracę jako sprzedawca, następnie został barmanem w hotelach "Dorchester" i "Learmonth" w szkockim Edynburgu.

Bardzo nieliczni Polacy kontynuowali wojskową karierę. Trzech - spośród kilkuset - oficerów Polskiej Marynarki Wojennej dostało ofertę pracy i służby w Royal Navy. Jeden z tych trzech - kapitan marynarki wojennej Józef Bartosik, wojenny dowódca artylerii polskiego krążownika ORP "Conrad"- został w latach 60. admirałem marynarki brytyjskiej. Był to jednak wyjątek. Wyjątkowo potoczyły się też losy Jana Zumbacha - jednego z najzdolniejszych polskich pilotów myśliwskich. Po wojnie pędził żywot awanturnika: prowadził firmę taksówkową, przemycał złoto, walczył jako najemnik w Afryce. W 1962 roku organizował i dowodził lotnictwem Katangi - prowincji, która chciała oderwać się od Konga. W 1967 najęto go z kolei do podobnej pracy w Biafrze, która walczyła o oderwanie się od Nigerii. Najemnikiem był również Rafał Gan-Ganowicz, którego warto wspomnieć, także i dlatego, że po wojnie służył w Polskich Kompaniach Wartowniczych, zorganizowanych przy Armii Amerykańskiej okupującej Niemcy Zachodnie. W 1946 roku służyło w nich 40 tys. ludzi, przede wszystkim uciekinierów z Polski "wyzwolonej" przez Sowietów, a także weterani antyniemieckiej i antysowieckiej partyzantki, między innymi opluwani przez propagandę komunistyczną żołnierze Narodowych Sił Zbrojnych.

Komunistyczny terror w Polsce zelżał po śmierci Stalina i po "odwilży" 1956 roku. Tragedia polskich uchodźców pozbawionych ojczyzny trwała jednak dalej - Polskie Kompanie Wartownicze rozwiązano dopiero w 1967 roku. Mało który z weteranów walki o wolność Polski dożył Polski naprawdę wolnej, wielu zmarło na obczyźnie i tam są ich mogiły. Tymczasem ich oprawcy z UB i Informacji Wojskowej, prokuratorzy i sędziowie "procesów kiblowych", którzy skazali na śmierć tysiące polskich patriotów, a setkom tysięcy zamienili życie w koszmar - wciąż jeszcze pozostają bezkarni i wciąż odbierają wysokie emerytury za swoją stalinowską służbę.

źródło: http://historia.wp.pl/title,Powojenne-l ... omosc.html

: 25 mar 2014, 10:28
autor: NEVIL
Katastrofalne skutki decyzji rządu Tuska. Nasza gospodarka może tego nie wytrzymać!
Obrazek

Okazało się, że Donald Tusk nie zawetował na poziomie Rady Europejskiej patologicznego mechanizmu sprzedaży pozwoleń na emisję CO2. W konsekwencji tego Polskę może czekać gospodarcza katastrofa: znaczne obniżenie tempa wzrostu oraz ostry wzrost cen energii elektrycznej. Nie wykluczone, też że jeszcze mocniej uzależnimy się od dostaw gazu z... Rosji. A może o tym w tym wszystkim chodzi?


Donald Tusk na ostatnim posiedzeniu Rady Europejskiej nie zawetował patologicznego pomysłu eurokratów dotyczącego zastąpienia rynkowego systemu obrotu prawami do emisji CO2 (Emissions Trading System), systemem centralnie planowanej sprzedaży uprawnień (Market Stability Reserve), będącym w istocie swojej para-podatkiem, którego konstrukcja odgórnie ogranicza podaż zezwoleń, radykalnie zwiększając przy tym ich cenę.

Cel Unii Europejskiej jest jasny - doprowadzić do sytuacji, gdzie cena uprawnienia do emisji 1 tony CO2 wzrosła z obecnego poziomu 6-7 euro, do poziomu około 20 euro za tonę. Taka cena gwarantuje, że produkcja energii elektrycznej w elektrowniach węglowych w naszym kraju stanie się całkowicie nieopłacalna (warto podkreślić, że nadal około 90 proc. energii elektrycznej w Polsce produkowana jest przez elektrownie węglowe). Cena prądu musiałaby wzrosnąć o ponad 100 proc., aby elektrownie miały pieniądze na opłacania kosztów emisji wg systemu Market Stability Reserve. To jednak oznacza całkowite wyhamowanie wzrostu gospodarczego w naszym kraju i znaczne zubożenie społeczeństwa (zamiast wydawać pieniądze na dobra trwałe, Polacy musieliby znacznie więcej wydawać na rachunki za prąd). Problem w tym, że Donald Tusk - na ubiegłotygodniowym posiedzeniu Rady Europejskiej - wyraził na to zgodę. Wyraził zgodę na znaczy wzrost cen energii oraz wyhamowanie wzrostu gospodarczego. Co gorsza - zrobił to z całkowitą premedytacją. Wiedział bowiem doskonale, jakie konsekwencje niesie za sobą przyjęcie propozycji forsowanych przez Brukselę. Alternatywą dla Polski jest konieczność poszukiwania innych niż węgiel źródeł energii. Tutaj jednak pojawiają się kolejne problemy. Tzw. "zielona energia" (np. wiatraki, solary itp.) nie dość, że jest nieefektywna, to jeszcze droga w produkcji i utrzymaniu. Energetyka jądrowa - wręcz ekstremalnie droga. A to oznacza, że Polska - zmuszona przez wysokie ceny praw do emisji CO2 do wygaszania swoich elektrowni węglowych - jeszcze mocniej uzależni się od... dostaw gazu ziemnego z Rosji. W Polsce będą musiały powstawać elektrownie opalane gazem, co będzie się równało ze wzrostem popytu na błękitne paliwo z Rosji. To jednak oznacza zwiększenie uzależnienia gospodarczego i politycznego od decyzji naszego niestabilnego wschodniego sąsiada. A może o to właśnie chodzi...?

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul2/0110 ... -Tuska.htm

: 25 mar 2014, 13:42
autor: NEVIL
Komentarze:

~batnapis :

Kiedy w końcu doczekamy się pośmiertnej degradacji gen Błasika.
Odpowiedzialnego za katastrofę Casy i Smoleńsk
Błasik był Dowódca Sił Powietrznych kraju, wyniesiony na to stanowisko przez Lecha Kaczyńskiego, który w ciągu 4 lat ze zwykłego majora zrobił Błasika 3gwiazdkowym generałem .

---------------------

~Baretta do ~batnapis :

Tylko poprawność polityczna powoduje, że prokuratura nie śmie rozpocząć śledztwa w sprawie roli Błasika w obu katastrofach.
A po Mirosławcu, fakt, że doszło do Smoleńska, z tych samych przyczyn i to pod tym samym dowódcą Sił Powietrznych jest już ewenementem na skalę światową.
I zakrawa wręcz na zdradę stanu, której nikt nie chce wyjaśnić.

=========================

Sąd: uniewinnienie w związku z katastrofą CASY
Uniewinnieniem zakończył się proces byłego kontrolera lotów z bazy lotniczej w Mirosławcu por. Adama B., oskarżonego w związku z katastrofą samolotu CASA z 2008 r. Wojskowy Sąd Garnizonowy w Warszawie nieprawomocnie uznał, że B. nie jest winien niedopełnienia obowiązków.

Zarzuciła mu to prokuratura wojskowa, choć zarazem uznała, że nie przyczynił się on bezpośrednio do katastrofy. Prokuratura chciała dla niego 10 miesięcy ograniczenia wolności w postaci dodatkowego pozostawania w dyspozycji przełożonych po cztery godziny przez dwa dni w tygodniu. Obrona wnosiła o uniewinnienie.

Według prokuratury B., "mając obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa samolotu CASA, poprzez kontrolowanie ruchu samolotu na ścieżce zniżania, przekazywania załodze samolotu informacji o pozycji statku w stosunku do ścieżki zniżania, nie egzekwował tych powinności". Miał on akceptować "sytuację braku określenia odchyleń w wysokości pozycji samolotu i sytuację braku korekty tego stanu przez załogę".

Zdaniem prokuratury B. nie miał bezpośredniego wpływu na katastrofę - po stronie załogi stwierdzono bowiem błędy w sztuce pilotażu, brak synchronizacji wysokościomierzy, nieobserwowanie przyrządów. Efektem było doprowadzenia do przechylenia i pochylenia samolotu, utraty siły nośnej i katastrofy. Z uwagi na śmierć sprawcy umorzono śledztwo wobec dowódcy CASY.

Wojskowy samolot transportowy rozbił się 23 stycznia 2008 r. pod Mirosławcem. Na pokładzie maszyny, rozwożącej uczestników konferencji bezpieczeństwa lotów wojskowego lotnictwa, było czterech członków załogi i 16 wysokiej rangi oficerów Sił Powietrznych; wszyscy zginęli.

źródło: http://wiadomosci.onet.pl/kraj/sad-unie ... casy/v8kzr

: 25 mar 2014, 18:33
autor: NEVIL
Urzędnicy od jaj, czyli tak działa państwo polskie
Historia nie jest nowa, ale za to prawdziwa, dlatego często ją przytaczam, tłumacząc, jak działa państwo polskie i jak traktuje kierowców. Posłuchajcie...
Obrazek
Pewien człowiek miał farmę kurzą i sprzedawał jaja. Prosty, sprawdzony i zrozumiały model biznesowy. Farma, kury, jaja, sprzedaż...Otóż pewnego razu, kiedy rolnik wiózł towar swoją furgonetką, został zatrzymany do kontroli przez Inspekcję Transportu Drogowego. Jak wiadomo, w Polsce, żeby przewozić jaja, trzeba mieć mnóstwo papierków (szczerze mówiąc nie do końca rozumiem, po co) i jemu jakiegoś zabrakło.

Miejscowy wojewódzki inspektor transportu drogowego nałożył grzywnę na dostawcę jaj - kilka tysięcy złotych, które natychmiast zostały zajęte na jego koncie. Rolnik oczywiście odwołał się do głównego inspektora, który karę uchylił i zwrócił do powtórnego rozpoznania. Kara została nałożona ponownie, nasz kierowca jeszcze raz się odwołał, a główny inspektor znowu ją uchylił. Do ponownego rozpatrzenia. Pieniądze przez cały czas były zablokowane na koncie, bo odwołanie nie wstrzymało egzekucji.

Ten nakłada, ów uchyla, zabawa trwa... W momencie, kiedy dowiedziałem się o tej sprawie, wojewódzki inspektor czterokrotnie nałożył karę, a główny zdążył ją trzy razy uchylić i skierować do ponownego rozpatrzenia. Trwało to dwa lata. Co ważne, stan faktyczny był znany od początku, przyrost informacji przez ten czas - żaden. Czym zajmowali się urzędnicy? Interpretacją przepisów. Badali otóż, czy nasz sprzedawca jaj wiózł je, żeby sprzedać, czy sprzedał je i wiózł. Rozważanie tej ważkiej kwestii zajęło, przypomnijmy, dwa lata. Okazuje się, że moment sprzedaży jest kluczowy, bo jeżeli nasz dostawca wiózł jaja, które już sprzedał, to znaczy, że świadczył dla swojego jajecznego kontrahenta usługę przewozową, a jeżeli wiózł, żeby sprzedać, to nie.

W tzw. międzyczasie wojewódzki sąd administracyjny orzekł, że nie można tyle razy zwracać sprawy do ponownego rozpatrzenie, tylko trzeba ją w końcu merytorycznie rozpoznać.

Wyrok wyrokiem, ale zabawa pewnie trwałaby nadal, gdyby nie trafiła w końcu do telewizji. To zakończyło ją błyskawicznie, dodajmy - na korzyść naszego kierowcy.

Morał? Pomyślicie, że urzędnicy wykonali kawał solidnej, nikomu niepotrzebnej roboty? Nieprawda. Była bardzo potrzebna. Im właśnie. Mieli sporo zajęcia, dostawali za to niezłe pieniądze i chętnie pewnie bawiliby się tak w nieskończoność, uzasadniając w ten sposób konieczność swojego istnienia.

Wieloma absurdami już się zajmowałem, ale cały czas powyższa sprawa jest dla mnie idealnym przykładem pokazującym funkcjonowania administracji publicznej i traktowanie nas, kierowców.

źródło: http://motoryzacja.interia.pl/wewfewr/t ... gn=firefox

: 25 mar 2014, 21:21
autor: NEVIL

Jesteś klientem UPC? Uważaj, Twoje dane są na sprzedaż
Obrazek
Na forum wystawiono na sprzedaż dane klientów UPC

Jak podaje serwis Niebezpiecznik.pl na jednym z forów internetowych pojawiły się dane klientów sieci telewizji kablowej UPC. Dane wystawił na sprzedaż haker, który twierdzi, że włamał się do systemu firmy. Na dowód zamieścił informacje o kilkunastu abonentach z Warszawy. Na skanie zobaczyć można m.in. adres zamieszkania, numer telefonu czy dane umowy. Haker twierdzi, że udostępnić może też numery PESEL. Samo UPC potwierdza, że ktoś mógł wykraść dane jej klientów.

Na podstawie dotychczaso­wych ustaleń wszystko wskazuje na to, że mogło dojść do przestępstwa, polegającego na nieuprawnionym wykorzystaniu hasła i loginu do systemu sprzedażowego przez jednego z naszych współpracow­ni­ków - komentuje sprawę Michał Fura, rzecznik prasowy UPC.

Firma twierdzi jednak, że sytuacja jest już opanowana, haker nie wykradł najbardziej istotnych informacji oraz zakres ataku nie był duży.

Dane opublikowane w sieci dotyczą 36 klientów i nie zawierają numerów PESEL ani haseł pozwalających logować się do systemu UPC. (…) W związku z informacjami o wycieku danych z naszego systemu, zapewniamy, że nasi specjaliści od bezpieczeństwa monitorują sytuację i niezwłocznie zablokowali dostęp do systemu, z którego nastąpił wyciek - podaje firma.

Według hakera, dane kilkudziesię­ciu osób zamieszczone w sieci, to jedynie kwestia udowodnienia, że naprawdę złamał zabezpieczenia UPC. Niebezpiecznik.pl twierdzi, że za atakiem stać może pracownik firmy, ale równie dobrze haker mógł nielegalnie zdobyć hasła do systemu. Z kolei dane mogą przydać się konkurencji UPC lub osobom, które numer PESEL mogłyby użyć do włamania się do innych kont danej osoby.

Klientom UPC sugerujemy zachować daleko idącą powściągliwość w przypadku ew. telefonów od osób podających się za pracowników UPC - tego typu telefony mogą być wykonywane przez osoby, które zakupiły bazę i na jej podstawie próbują pozyskać dodatkowe dane - dodaje Niebezpiecznik.pl

Telekom już twierdzi, że o sprawie poinformuje GIODO, policję oraz samych klientów.

źródło: http://www.hotmoney.pl/nabiezaco/Jestes ... daz-a33567

: 26 mar 2014, 12:29
autor: NEVIL

50 milionów złotych na portal dla bezdomnych! Czy sprawą zajmie się Najwyższa Izba Kontroli? "To kpina ze strony rządu"
Obrazek

PiS złożył wniosek do Najwyższej Izby Kontroli o zbadanie celowości, rzetelności, gospodarności i legalności wydania pieniędzy na portal Emp@tia, przeznaczony dla osób potrzebujących pomocy społecznej - poinformował szef klubu PiS Mariusz Błaszczak.


Portal ironicznie i z kpiną nazwany jest Empatią, został zbudowany za 50 milionów złotych, a ma służyć bezdomnym, wykluczonym społecznie. Ten portal, to kpina ze strony rządu

- powiedział Błaszczak w środę na konferencji prasowej w Sejmie.

Dodał, że "rzeczą niespotykaną jest, aby ludzie, pozbawieni środków do życia, byli w stanie zadbać o podpis elektroniczny, wyłożyć kilkaset złotych na ten podpis, a potem jeszcze zapłacić za dostęp do internetu".

Według doniesień medialnych, Ministerstwo Pracy wydało 49 mln złotych na stworzenie portalu Emp@tia dla osób potrzebujących pomocy społecznej, w tym bezdomnych. Serwis oferuje m.in. możliwość składania elektronicznych wniosków, ale - jak zauważa "Dziennik Gazeta Prawna" - jest ona dostępna jedynie dla tych internautów, którzy posiadają podpis elektroniczny lub zaufany profil na platformie ePUAP.

Ten portal, to przejaw kompletnego braku empatii i zorientowania w sytuacji, w jakiej żyją ludzie. Minister pracy i premier Donald Tusk, kompletnie oderwali się od rzeczywistości

- mówił szef klubu PiS.

Zdaniem Błaszczaka, w przypadku portalu Emp@tia nie został spełniony warunek celowości, rzetelności, gospodarności i legalności wydania pieniędzy. "50 milionów złotych za portal internetowy, kto to słyszał? Czy w Polsce jest gospodarz, który gospodarnie wydaje publiczne pieniądze?" - pytał polityk PiS.

Błaszczak poinformował też, że złoży wniosek, aby sejmowa komisja do spraw kontroli państwowej zajęła się sprawą pieniędzy wydanych na portal Emp@tia.

Szef klubu PiS stwierdził ponadto, że premier Donald Tusk mówił, iż w budżecie państwa nie ma pieniędzy na pomoc dla rodziców dzieci niepełnosprawnych. "To ja się pytam - są pieniądze na to, żeby wydać 50 milionów złotych na portal internetowy, który nie służy wykluczonym, a nie ma pieniędzy, żeby wesprzeć tych, którzy opiekują się dziećmi niepełnosprawnymi" - mówił Błaszczak.

Portal Emp@tia, to centralny system informatyczny, który łączy systemy informacyjne, zabezpieczenia społecznego i rodziny z innymi systemami administracji publicznej. Dzięki temu - jak precyzuje resort pracy - osoby ubiegające się o pomoc społeczną, świadczenia rodzinne czy świadczenia z funduszu alimentacyjnego nie będą musiały zdobywać zaświadczeń z innych urzędów - np. urzędów pracy, oddziałów ZUS, izb skarbowych. Wystarczy, że przekażą oświadczenie, a urzędnicy sami w trybie online szybko sprawdzą prawdziwość dokumentu.

Według resortu pracy, o potrzebie takiej formy kontaktu świadczy fakt, że już 90 tys. osób zarejestrowało się przez internet w powiatowych urzędach pracy.

Resort pracy poinformował, że prace nad projektem Emp@tia rozpoczęto w 2009 roku. W lutym 2014 roku udostępniono pierwsze funkcje systemu; kolejne funkcje będą stopniowo wprowadzane po zmianach prawnych i po przygotowaniu urzędów i placówek do korzystania z systemu. Dodana zostanie m.in. możliwość składania wniosków bez konieczności posiadania podpisu elektronicznego i profilu ePUAP.

Projekt Emp@tia kosztował 45 mln zł (w latach 2009-2013). 6,8 mln zł (15 proc.) pochodziło z budżetu państwa, pozostałe 38,2 mln zł (85 proc.) to środki europejskie. Ta inwestycja - przekonuje resort pracy - pozwoli zaoszczędzić 71,3 mln zł do końca 2016 roku, m.in. na dotychczasowych kosztach obsługi wniosków.

źródło: http://wpolityce.pl/wydarzenia/77346-50 ... rony-rzadu

: 26 mar 2014, 17:57
autor: NEVIL
Komentarze:

Ostatkiewicz Białasowski :

Zbrodnię tę dedykuję wszystkim przeciwnikom kary śmierci czyli nawiedzonym lewackim oszołomom tak bardzo rozmiłowanym w "prawach człowieka". Gdyby wyrok śmierci został wykonany to wyżej opisany incydent nie miałby miejsca. Ilu jeszcze niewinnych ludzi musi zostać zamordowanych, okaleczonych, zgwałconych aby lewackie hordy bez mózgów zrozumiały, że niektóre jednostki nie mają prawa egzystować w Narodzie bo są bestiami zaprogramowanymi na krzywdzenie innych? Czy ciężko to zrozumieć, ze darując życie takiej bestii odbieracie zdrowie i życie jej ofiarom? Czego tu nie rozumiecie, co dla was jest za trudne? FB "Protest przeciw wspieraniu przez władze Polski ukraińskiego nacjonalizmu." Forum (ostatni.bialas.prv.pl)
-----------------------------

~Prawdziel do Ostatkiewicz Białasowski:

Ale po co zaraz paprać sobie ręce krwią paskudy, lecz jednak człowieka? I w imię czego uwalniać go tak szybko? Niech zap*erdala w pocie czoła bez wytchnienia do końca życia np. w kopalni czy innej katordze razem z jemu podobnymi. Pieniądze w ten sposób przez siebie zarobione można po zaspokojeniu podstawowych potrzeb zwyrola (ale bez ekstrawagancji - czerstwy chleb, woda, jakiś łachman) nalezy przekazywać rodzinom ofiar jako zadośćuczynienie za zbrodnie.
=======================

Morderca wyszedł z więzienia i znów zaatakował
Mor­der­ca Lu­dwik S., któ­re­mu - tak jak Ma­riu­szo­wi T. - za­mie­nio­no karę śmier­ci na 25 lat wię­zie­nia, po wyj­ściu na wol­ność znów za­ata­ko­wał. Roz­ciął twarz ko­bie­cie i ranił jej brata - in­for­mu­je TVN24.
Obrazek
Ludwik S. wyszedł z więzienia w drugiej połowie sierpnia 2013 roku. Już pod koniec listopada miał dokonać kolejnego przestępstwa. Po kilku miesiącach na wolności w jednym z lokali w Chełmnie zaatakował kobietę i jej brata. Jak się okazuje, poszkodowany mężczyzna przebywał wcześniej z napastnikiem w zakładzie karnym w Sztumie.

Mężczyzna czeka obecnie na proces. Wcześniej ostrzegano, że po wyjściu na wolność Ludwik S. może popełnić kolejne przestępstwo.

Już w 1985 roku zabił kobietę z zimną krwią. Usłyszał wyrok śmierci, zamieniony później na 25 lat więzienia. Ponadto, podczas odsiadywania wyroku dotkliwie pobił innego więźnia. W 1989 r. próbował wywołać bunt w więzieniu we Wronkach.

- Ten przypadek świadczy o tym, że gdyby ustawa o postępowaniu z osobami zagrażającymi zdrowiu, wolności seksualnej i życiu innych weszła w życie rok temu lub wcześniej, to do takiej sytuacji by nie doszło – mówi portalowi tvn24.pl Marek Biernacki, minister sprawiedliwości.

Jak się okazuje, osoby, które odbyły karę, a zdaniem biegłych i specjalistów miały zaburzoną osobowość i mogły popełnić przestępstwo nie były wcześniej monitorowane. Co więcej, nie można było ich poddać kontroli lub kierować na terapię.

źródło: http://wiadomosci.onet.pl/kujawsko-pomo ... owal/mkez8

: 27 mar 2014, 14:10
autor: NEVIL
Urzędnik pod parasolem. Nikt jeszcze nie zapłacił za błędne decyzje administracyjne ze swojej kieszeni
Obrazek
Zbyt wielu pracowników państwowych uczestniczy w procesie decyzyjnym, co uniemożliwia ukaranie ich za narażanie instytucji na straty.

W maju miną trzy lata obowiązywania ustawy o odpowiedzialności majątkowej funkcjonariuszy publicznych za rażące naruszenie prawa. Rząd zapowiadał, że urzędnicy, którzy skrzywdzą przedsiębiorców, będą musieli się liczyć z utratą nawet rocznej pensji. Z danych prokuratora generalnego wynika, że przez ten okres żaden z szefów instytucji państwowych nie występował do prokuratury z wnioskiem o ukaranie urzędnika, który z powodu popełnionego błędu naraził jednostkę na konieczność wypłaty odszkodowania.

Jak ustalił DGP, na martwym prawie zarobiła firma ubezpieczeniowa. Ergo Hestia co roku ubezpiecza od odpowiedzialności cywilnej 5 tys. funkcjonariuszy państwowych. Nie muszą się obawiać, że za wydanie błędnej decyzji administracyjnej będą odpowiadać własnym majątkiem. Sami płacą za tę asekurację.

– Rzesze pracowników instytucji państwowych ubezpieczyły się od odpowiedzialności cywilnej z powodu tej ustawy. W tym większość inspektorów z urzędów skarbowych. A beneficjentem, i to na czysto, bo spraw z ustawy nie ma, są firmy ubezpieczeniowe – zauważa dr Stefan Płażek z Katedry Prawa Samorządu Terytorialnego Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Dodaje, że ustawa się nie sprawdziła. – Urządzono polowanie z nagonką na frajerów, z ustawodawcą w roli niedrogiego naganiacza – podkreśla.

Związkowcy zaś zarzucają, że przepisy napisano pod kątem grup interesów.

– Znam przypadek, gdy dyrektor biura dyrektora generalnego w urzędzie wojewódzkim, który jest współwłaścicielem firmy ubezpieczeniowej, prowadził w państwowych instytucjach szkolenia i zachęcał do indywidualnego ubezpieczania się – mówi Zbigniew Bartoń, szef Sekcji Krajowej Pracowników Administracji Rządowej i Samorządowej NSZZ „Solidarność”.

Ani jednego wniosku
Więcej: http://serwisy.gazetaprawna.pl/praca-i- ... artwe.html

: 27 mar 2014, 19:59
autor: NEVIL
Komentarz:

~ZED :

Pawlak i jego sitwa też nie zostali osądzeni i do dziś mają się świetnie! Grabek to biznesmen, czy można mieć do lisa pretensję, że ten jest cwany? Grabek tylko wykorzystuje głupotę i chciwość polityków. Jakich mamy w Polsce sędziów to wiadomo od dawna, kolejna bezkarna sitwa.
============================
Obrazek
Więcej: http://biznes.onet.pl/grabek-krol-zelat ... news-detal

: 27 mar 2014, 23:03
autor: NEVIL
Komentarze:

~Lina :

dlaczego Ona jeszcze nie w pierdlu??? za mniejsze kwoty w tym kraju Obywateli się wsadza bez pardonu!!!! czy to aby w porządku??? posły,ministry ,premiery,obalacze i inna ,,,cz do dzieła po soprawiedliwość a przy okazji znajdzcie te miliony od CIA będzie dla matek dzieci niepełnosprawnych!?!?!
-------------------------

~zeus do ~Lina:

Wytłumaczę ci to. Człowiek który ukradnie sałatkę czy batonika czy ukradnie kilka złotych nie jest anie pociotkiem nikogo ważnego ani go nie stać na łapówkę. Co innego jak się kradnie miliony. Wtedy zawsze znajdzie się ze 100tys dla jednego czy drugiego prokuratora lub sędziego.
=======================
Joanna Mucha wezwana do prokuratury ws. koncertu Madonny
Jo­an­na Mucha bę­dzie ze­zna­wać w pro­ku­ra­tu­rze w spra­wie kon­cer­tu Ma­don­ny na Sta­dio­nie Na­ro­do­wym, który odbył się 1 sierp­nia 2012 roku - in­for­mu­je RMF FM. Jest ona prze­słu­chi­wa­na w cha­rak­te­rze świad­ka w spra­wie nie­pra­wi­dło­wo­ści przy or­ga­ni­za­cji wy­da­rze­nia.
Obrazek
Była minister sportu dostała wezwanie na 16 kwietnia. Będzie to ostatni punkt programu, jaki został zaplanowany w tym śledztwie.

Wątpliwości Najwyższej Izby Kontroli: pieniądze zamiast na EURO 2012, trafiły na Madonnę

Wątpliwości NIK budzi zmiana przeznaczenia rezerwy celowej. Pieniądze z niej miały służyć dofinansowaniu zadań związanych z organizacją Euro 2012 oraz z upowszechnieniem siatkówki wśród dzieci i młodzieży, natomiast zostały wydane na inne cele, przede wszystkim na organizację koncertu Madonny, co pochłonęło 5,8 mln zł.

NIK podkreśla, że jej wątpliwość budzi cel, na jaki zostały wydane pieniądze z rezerwy, a nie sprawa straty. Według Izby organizacja koncertu i kilku innych imprez skończyła się stratą w wysokości 4,6 mln zł.

źródło: http://wiadomosci.onet.pl/kraj/joanna-m ... onny/42g1g

: 29 mar 2014, 12:31
autor: NEVIL
Zapomnij o gotówce w kopercie, czyli mały poradnik korumpowania
Obrazek
Ci, którzy chcą za pomocą przekupstwa skutecznie załatwić swoje sprawy, ryzykują pobyt w więzieniu. Dlatego wypróbowują wciąż nowe chwyty, licząc na to, że śledczy jeszcze ich nie znają.

Za branie i dawanie łapówek nie powinni brać się ludzie zbyt łakomi na pieniądze ani ci, którzy chcą się szybko i łatwo wzbogacić. Za to trzeba uzbroić się w cierpliwość, posiadać plan i nauczyć się nie epatować nowym majątkiem. To rady dla tych, którzy chcą się zająć korupcją przez duże K. Dla tych, których nie interesuje drobnica: kilka stów dla lekarza za przyspieszenie operacji, dla instruktora za zaliczenie egzaminu na prawo jazdy czy policjanta drogówki za przymknięcie oczu za zbyt szybką jazdę. – Na jednej z konferencji usłyszałem opinię Francuza zajmującego się przestępczością gospodarczą: w Polsce korupcja to sport narodowy, we Francji to sport elit – mówi Marcin Klimczak z firmy doradczej PwC. – To oznacza, że operuje się ogromnymi sumami za kontrakty czy zamówienia, trzeba mieć nie tylko dostęp do takich zleceń, lecz także nieźle pogłówkować, by coś zatrzymać dla siebie i nie dać się złapać. Ale trzeba przyznać, że i w Polsce coraz więcej przedsiębiorców i urzędników zaczyna się parać korupcją wielkiego kalibru – dodaje Klimczak. Oto krótki przewodnik po „sztuce” brania i dawania łapówek w Polsce.

Metoda na doradztwo

Więcej: http://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/ ... wania.html

: 29 mar 2014, 13:03
autor: NEVIL
Komentarze:

obserwator

I teraz ręka rękę będzie myła. Państwo sędziowie, żeby koledzy prokuratorzy za błędy nie płacili, przestaną wydawać wyroki uniewinniające. Zawsze jakiejś "dziury w całym" można się doszukać zgodnie z zasadą "daj człowieka, a znajdę na niego haka"

--------------------------------------------

Klara

Są błędy małe i duże, a wśród nich są prawdziwe błędy i "błędy" (t.j. błędy z przymrużeniem oka, tzw. błędy), celowo zmierzające do osiągnięcia z góry założonego celu - wbrew prawu.

Za tzw. błędy sędzia i prokurator powinien odpowiadać karnie - bo to jest zwykłe przestępstwo. Za prawdziwe błędy powinien odpowiadać finansowo, ale tylko wówczas, gdy błędy te są ewidentne, oczywiste.

==============================

Odszkodowania od prokuratorów i sędziów: śledczy nie może być karany za każdy błąd

Obrazek
Wczoraj pisaliśmy o tym, że prokurator generalny domaga się poprawienia art. 557 kodeksu postępowania karnego, który w praktyce rzadko pozwala na egzekwowanie odszkodowań od prokuratorów i sędziów winnych błędów procesowych. Co roku Skarb Państwa wypłaca rekompensaty za niesłuszne skazania, tymczasowe aresztowania czy zatrzymania, a ci, którzy do nich doprowadzili, nie pokrywają strat z własnych kieszeni. Resort sprawiedliwości konsekwentnie jednak odmawia PG. Dlaczego?

– Prokurator lub sędzia, podejmując swoje decyzje, musi mieć świadomość, że za nim stoi państwo, które autoryzuje jego rozstrzygnięcia i nie rozlicza go finansowo z każdego błędu. Inaczej zdolność decyzyjna tych osób zostanie znacznie ograniczona, podobnie jak zdolność organów wymiaru sprawiedliwości do wypełniania swojej misji – mówi Michał Królikowski, wiceminister sprawiedliwości.

Przekonuje, że błędy te są wliczone w skuteczność ścigania i zwalczania przestępstw.

– Żaden system wymiaru sprawiedliwości nie jest wolny od błędów – wynikają one zarówno z czynnika ludzkiego, jak i obiektywnych ograniczeń, takich jak ograniczenia dowodowe, pragmatyka procesowa, nakierowanie celów działania organów ścigania – dodaje wiceminister.

Jego zdaniem rozstrzygnięcie tego problemu musi godzić dwie wartości: odpowiedzialności Skarbu Państwa za działania jego funkcjonariuszy wobec obywateli, odnośnie do których praw i wolności zapadają decyzje, oraz zdolności tychże funkcjonariuszy do ich podejmowania dla dobra wymiaru sprawiedliwości i obywateli.

Przypomina, że projekt prawa o prokuraturze, który przygotował, zgodnie zresztą z sugestiami PG, znacznie zwiększa funkcjonalność odpowiedzialności dyscyplinarnej prokuratorów, wprowadzając jawność tych spraw i obiektywizując zapadające rozstrzygnięcia poprzez przekazywanie spraw na etapie drugiej instancji do sądów apelacyjnych oraz Sądu Najwyższego.

źródło: http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/7 ... -blad.html

: 01 kwie 2014, 19:26
autor: NEVIL
Polacy najbardziej inwigilowani w Europie? Śledzi nas aż 10 służb. A premier: Nikt nie zakłada podsłuchu, bo ma kaprys
Obrazek

Blisko dwa miliony razy w ciągu roku służby sięgają po billingi Polaków. Jesteśmy też podsłuchiwani. Skala tych zjawisk jest tak duża, że na inwigilację obywateli w naszym kraju uwagę zwracają nawet europejskie instytucje. Przepisy regulujące te kwestie zaskarżyli do Trybunału Konstytucyjnego rzecznik praw obywatelskich i prokurator generalny.

Jeśli ktoś myśli, że rewelacje Edwarda Snowdena - byłego pracownika CIA, który ujawnił skalę inwigilacji rozmów telefonicznych, maili i serwisów społecznościowych - dotyczą tylko USA, to jest w błędzie. Okazuje się, że nawet w Polsce żyjemy pod czujnym okiem orwellowskiego "Wielkiego Brata". Na brak kontroli i bezprawność działań służb inwigilujących Polaków zwracają uwagę już nie tylko organizacje broniące praw i swobód obywatelskich.

Sprawa jest niezwykle skomplikowana. Wystarczy powiedzieć, że radzić nad nią będą sędziowie Trybunału Konstytucyjnego w pełnym składzie od dziś, aż przez trzy dni. Rozpatrywać będą skargi złożone przez RPO jeszcze w 2011 roku i przez PG w 2012.

1. Jakie informacje mogą zbierać o nas służby?

Niepokój Ireny Lipowicz, rzecznik praw obywatelskich, zbudził fakt, że obecnie służby mają praktycznie nieograniczone uprawnienia uzyskiwania danych telekomunikacyjnych obywateli. Chodzi o informację, do kogo należy dany numer telefonu komórkowego, dostęp do wykazów połączeń, dane lokalizacji telefonu, a także numery IP komputerów.

2. Jak często służby sprawdzają nasze billingi?

Według Urzędu Komunikacji Elektronicznej, operatorzy rocznie dostają od służb około 2 milionów żądań dostępu do danych abonentów. W 2010 roku po badaniach Urzędu Integracji Europejskiej zleconych przez Komisję Europejską okazało się, że polskie społeczeństwo jest najbardziej inwigilowanym w całej Unii Europejskiej. Na tysiąc dorosłych Polaków, aż 27,5 musiało liczyć się z tym, że ich billingi były sprawdzane przez specsłużby.

Mało tego, wszystkie informacje operatorzy muszą udostępniać na własny koszt. By uzyskać dostęp do naszych billingów, służby nie potrzebują żadnych pozwoleń sądów, tak jak to jest w przypadku podsłuchów.

3. Kto może nas sprawdzać? Aż 10 służb


Więcej: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... zi.html#MT

: 02 kwie 2014, 12:25
autor: NEVIL
Komentarze:

pucha-tek

Ja wiem, że policja jest potrzebna, ale dlaczego wśród funkcjonariuszy jest wielu takich którym przy sadzeniu drzewek należy przypominać ,,zielonym do góry"

---------------------------
jwoj

policjantom się nudziło,powinny zostać wyciągnięte konsekwencje wobec nich za ośmieszanie instytucji państwa
--------------------

patigol

Kto poniósł koszty procesu? Policjanci? Czy podatnicy?


===================

Dostała mandat za przejście przez ulicę pod złym kątem. Sąd uchylił absurdalną decyzję
[/center
]

Obrazek
Mieszkanka Ozorkowa nie musi płacić 20 zł za przejście przez ulicę pod złym kątem. Taką decyzję podjął sąd, argumentując ją brakiem szkodliwości społecznej czynu i brakiem odpowiednich przepisów prawnych. O sprawie pisze "Dziennik Łódzki".

O kuriozalnym mandacie, jaki dostała pani Katarzyna, pisaliśmy w styczniu. Katarzyna Michalak wyszła ze sklepu i przeszła przez osiedlową ulicę do swojego samochodu. Na ulicy nie było pasów, ale zgodnie z prawem można było przejść przez jezdnię. W okolicy znajdował się patrol policji, który zauważył p. Katarzynę. Policjanci poprosili ją o dokument tożsamości, a następnie wypisali mandat w wysokości 20 zł za "przechodzenie przez jezdnię nieprostopadle".

Sporne 40 stopni

Pani Katarzyna odmówiła zapłaty i złożyła skargę do komendanta powiatowego policji w Zgierzu, podkreślając, ze nie chodzi o kwotę, ale o absurdalną decyzję. Jak się okazało, sąd przychylił się do jej opinii i uchylił sporny mandat.

"Żaden komentarz do ustawy nie wskazuje przedmiotowego zachowania ukaranej jako wykroczenia, co więcej kąt - czy też jego brak - pod jakim należałoby przechodzić ulicę, nie został określony w przepisach prawa o ruchu drogowym" - czytamy w uzasadnieniu sądu cytowanym przez "Dziennik łódzki".

źródło: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... BoxWiadTxt

: 02 kwie 2014, 12:28
autor: NEVIL
Komentarze:

pucha-tek

Ja wiem, że policja jest potrzebna, ale dlaczego wśród funkcjonariuszy jest wielu takich którym przy sadzeniu drzewek należy przypominać ,,zielonym do góry"

---------------------------
jwoj

policjantom się nudziło,powinny zostać wyciągnięte konsekwencje wobec nich za ośmieszanie instytucji państwa
--------------------

patigol

Kto poniósł koszty procesu? Policjanci? Czy podatnicy?


===================

Dostała mandat za przejście przez ulicę pod złym kątem. Sąd uchylił absurdalną decyzję
Obrazek
Mieszkanka Ozorkowa nie musi płacić 20 zł za przejście przez ulicę pod złym kątem. Taką decyzję podjął sąd, argumentując ją brakiem szkodliwości społecznej czynu i brakiem odpowiednich przepisów prawnych. O sprawie pisze "Dziennik Łódzki".

O kuriozalnym mandacie, jaki dostała pani Katarzyna, pisaliśmy w styczniu. Katarzyna Michalak wyszła ze sklepu i przeszła przez osiedlową ulicę do swojego samochodu. Na ulicy nie było pasów, ale zgodnie z prawem można było przejść przez jezdnię. W okolicy znajdował się patrol policji, który zauważył p. Katarzynę. Policjanci poprosili ją o dokument tożsamości, a następnie wypisali mandat w wysokości 20 zł za "przechodzenie przez jezdnię nieprostopadle".

Sporne 40 stopni

Pani Katarzyna odmówiła zapłaty i złożyła skargę do komendanta powiatowego policji w Zgierzu, podkreślając, ze nie chodzi o kwotę, ale o absurdalną decyzję. Jak się okazało, sąd przychylił się do jej opinii i uchylił sporny mandat.

"Żaden komentarz do ustawy nie wskazuje przedmiotowego zachowania ukaranej jako wykroczenia, co więcej kąt - czy też jego brak - pod jakim należałoby przechodzić ulicę, nie został określony w przepisach prawa o ruchu drogowym" - czytamy w uzasadnieniu sądu cytowanym przez "Dziennik łódzki".

źródło: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... BoxWiadTxt