44444 forum LUBIN.pl • Co się w tym kraju dzieje ? ! - Strona 50
Strona 50 z 467

: 16 paź 2013, 18:56
autor: NEVIL
Komentarz internauty:

Tzt

Nic dodać, nic ująć. Dodałbym, że sam kryzys w 1929 to także nie był kryzys, a skutek poczynań tamtejszego rządu. Dużo szybciej otrząśnięto by się z "kryzysu" dając działać rynkowi, teraz finanse mamy niby podreperowane, ale oparte na długu, pieniądz to kawał papieru, wart coraz mniej, a wzrost gospodarczy jest - owszem - ale taki, że i kot zapłacze. Nie ma innego, lepszego sposobu na załamanie, niż naturalna regulacja rynku - bankrut musi zbankrutować, na jego miejscu wyrosną inni. Odbicie się od dna gwarantuje wydostanie się na powierzchnię. Tymczasem pompowanie pierdyliardów dolarów i euro prowadzi do tego, że topielec utrzymuje się lekko pod powierzchnią, nie tonie (a powinien), jego wystający nad powierzchnię nos uważa się za sukces i właśnie wzrost gospodarczy. A ludzie na pomoście stoją i widzą, że to nieprawda. Jednak też żywy, pływający trup jest potrzebny ratownikom, aby udowodnić, że bez nich przecież koleś byłby topielcem, a nie jest. Tymczasem prawda jest taka, że gdyby się utopił, to z korzyścią dla siebie i tych wszystkich gapiów na pomoście. Tak to widzę :)

===============================

Dokąd doprowadzi nas drukowanie pieniądza
Obrazek
Dzisiejsze problemy finansowe gospodarki światowej rozpoczęły się pięć lat temu wraz z upadkiem banku inwestycyjnego Lehman Brothers. Wtedy w 2008 r. świat stanął na skraju poważnego załamania gospodarczego.

Wszystko zaczęło się w Stanach Zjednoczonych, które są liderem gospodarczym świata i centrum finansowym. Instytucje rządowe i finansowe z Departamentem Skarbu i Rezerwą Federalną na czele, stanęły przed najważniejszymi decyzjami w historii. Stawką był ratunek dla całego systemu finansowego. Ówczesny sekretarz skarbu Henry Paulson oraz prezes Rezerwy Federalnej Ben Bernanke przestraszeni wizją upadku systemu i powtórki kryzysu z 1929 r., który ten drugi jako profesor ekonomii studiował w trakcie swojej kariery akademickiej zdecydowali, że najlepszym sposobem do walki z kryzysem będzie dofinansowanie gospodarki poprzez zastrzyki pieniężne dla banków i korporacji zagrożonych bankructwem. Rząd USA wyłożył wtedy na program TARP 700 mld dolarów, które miały być przeznaczone na wykup lub ubezpieczenie toksycznych aktywów, będących w posiadaniu instytucji finansowych na skraju upadku. Kolejnym krokiem było zainicjowanie przez Rezerwę Federalną programu stymulującego gospodarkę zastrzykiem kapitału, poprzez wykup obligacji skarbu państwa. Program ten znany jest pod nazwą QE (quantitative easing). Od tego momentu cała światowa gospodarka weszła na drogę bardzo luźnej polityki monetarnej kopiując ruchy stanów zjednoczonych. To znaczy obniżając stopy procentowe oraz zwiększając podaż pieniądza, czyli po prostu drukując więcej waluty.

Od wybuchu kryzysu minęło już 5 ciężkich lat. W tym roku sytuacja gospodarcza zaczęła się nieco poprawiać, napłynęły lepsze dane, wiele krajów zaczęło powoli odczuwać ożywienie gospodarcze. Po tych latach luźnej polityki monetarnej prowadzonej przez praktycznie wszystkie gospodarki świata wszyscy spodziewali się, że szef Rezerwy Federalnej Ben Bernanke w końcu zacznie ograniczać program QE dając sygnał do zaostrzenia polityki monetarnej.

Tak się jednak nie stało, FED nadal gra na zwłokę oczekując jeszcze lepszych danych gospodarczych. Tymczasem zwolennik ograniczania i szybkiego wycofania się z QE Lawrence Summers namaszczony przez prezydenta Obamę na nowego szefa rezerwy, zrezygnował. Nominowana przez prezydenta na nowego szefa Rezerwy Federalnej została prawa ręka obecnego szefa Janet Yellen, która zdecydowanie woli dalej drukować. Na froncie Europejskim Szef EBC Mario Draghi stwierdził, że luźna polityka monetarna będzie tak długo kontynuowana jak to konieczne. W Polsce RPP oznajmiła, że najniższe w historii stopy procentowe zostaną utrzymane przez dłuższy czas. Do tego pod koniec sierpnia Ministerstwo Finansów na czele z Jackiem Rostowskim ogłosiło, iż w nowelizacji do ustawy o NBP zamierza umożliwić bankowi centralnemu drukowanie złotówki bezpośrednio za papiery skarbowe od państwa, czego zakazuje konstytucja. W sprawie emerytur nie okazała się być ona przeszkodą nie do pokonania.

Bieżąca sytuacja jest taka, że wszyscy drukują, po to, aby wprowadzić i utrzymać światową gospodarkę w nieskończonym wzroście. Drukowanie pieniędzy nie produkuje dóbr i usług, nie zatrudnia ludzi. Może się wydawać, że to dobre krótkoterminowe rozwiązanie, lekarstwo na bolączki kryzysowe, jednak przedawkowane lekarstwo często okazuje się gorsze od samej choroby. W zdrowej gospodarce ludzie zarabiają pieniądze i idą je wydać, w chorej gospodarce pożyczają pieniądze i następnie je wydają.

Od ponad 40 lat, kiedy weszliśmy w system finansowy oparty na walutach fiducjarnych, czyli prawnych środkach płatniczych, których wartość determinuje nakaz rządowy. Ilość pieniądza zaczęła rosnąć wykładniczo, mieliśmy do czynienia z największym wzrostem podaży pieniądza w historii. Wydaje się, że to dobrze, ponieważ na pierwszy rzut oka więcej pieniędzy oznacza większe bogactwo.

Najwięcej na tym systemie korzystają ci, którzy mają prawo do druku pieniądza, czyli banki i rządy. Następnie firmy i instytucje, które dostają je najwcześniej. Mogą wydać te środki zanim ceny towarów, które chcą kupić, wzrosną ze względu na ilość nowego pieniądza w obiegu. Dzięki czemu nabywają produkty, usługi i aktywa tanio. Ceny wkrótce zaczynają rosnąć, co przekłada się na wzrosty na rynku nieruchomości, czy akcji bez żadnego realnego działania na rzecz tychże wzrostów. Często przeradza się to w napompowanie bańki spekulacyjnej jak w 2008 r.

Co wtedy dzieje się z normalnymi ludźmi, którzy zarabiają, płacą podatki i oszczędzają? Kiedy pieniądz przesłany do obiegu przechodzi do nich na sam dół, ceny dóbr i usług zaczynają rosnąć. Płaca zostaje na tym samym poziomie, a oszczędności topnieją. Wtedy, aby było ich stać na to, co chcieli kupić zanim ceny wzrosły są zmuszeni zadłużyć się, wziąć kredyt w banku. Cały ten proces kreacji pieniądza opiera się właśnie na długu i zaufaniu społeczeństwa do środków płatniczych wydawanych przez rząd. Bogactwo jest redystrybuowane z dołu, czyli od normalnych ludzi z powrotem do góry czyli rządów i banków.

Rezygnując ze złota jako podstawy monetarnej w 1971 r. i przechodząc na system finansowy walut fiducjarnych oparty na powiązaniu ich kursem z dolarem amerykańskim, łącząc to z frakcyjną rezerwą bankową otrzymuje się dług niemożliwy do spłacenia, ponieważ nie da się nadążyć z produkcją, aby go spłacić. Na każdą złotówkę Polskiego PKB przychodzi kilka złotych długu, podobnie wygląda to w innych krajach. Na tę chwilę jedynym rozwiązaniem rządów i banków centralnych jest drukowanie waluty i zwiększenie długu.

Nie da się wytworzyć bogactwa drukując pieniądze oparte na długu, aby spłacić dług, jest to ekonomicznie niemożliwe. Gdyby to, aż tak dobrze działało to w 1923 r. Republika Weimarska byłaby najpotężniejszym imperium na świecie, tymczasem Niemcy zamiatali papierowe pieniądze z ulicy. Podobnie Zimbabwe w ostatnich latach, gdzie próbowano działać według zasady nieskończonego wzrostu kontrolowanego przez interwencjonizm państwa w gospodarkę.

Drukowanie pieniądza w bieżącym momencie można utożsamiać z zamiataniem problemów pod dywan. Kiedy za jakiś czas ktoś podniesie ten dywan, brud rozprzestrzeni się po całym pomieszczeniu doprowadzając do ogromnego bałaganu.
Robiąc to banki centralne ukrywają i kumulują problemy gospodarcze oddalając je na przyszłość. To efekt silnej wiary w podupadający system finansowy lub chciwość i chęć wyeksploatowania tego co jest, aby problemy zostawić kolejnym pokoleniom.

Dodruk waluty doprowadzi nas w końcu do dużo większej katastrofy finansowej niż w 2008 r., co potwierdzają fakty historyczne w przypadku Niemiec czy Zimbabwe i fizyka negująca nieskończony wzrost.

Gdyby Rezerwa Federalna zaczęła ograniczać QE i w końcu zrezygnowałaby z programu, a jej śladem poszły inne banki centralne to wszystkie problemy wyszłyby na jaw, ponieważ płynność nagle zostałaby zachwiana i nieskończony wzrost przerwany.

Oznacza to, że podstawowe założenia całego systemu finansowego opartego na długu i zaufaniu są błędne. Jedyną drogą do naprawienia go są duże zmiany w systemie finansowym, które zostaną przeprowadzone dopiero po silnych perturbacjach gospodarczych. Możliwe, że wszystkim byłoby łatwiej gdyby doprowadzić do zmian w naturalnych warunkach stworzonych przez wolny rynek w 2008 r. Teraz zamiast walczyć z kryzysem za pomocą silnego interwencjonizmu państwowego i drukowania pieniędzy gospodarka kwitłaby w nowych realiach. Nad tym powinien zastanowić się profesor Bernanke, który tak boi się powtórki kryzysu z 1929 r. Oddalając problemy na później zamiast je rozwiązywać bankierzy i politycy powinni pomyśleć nad tym jak długo jeszcze dadzą radę zanim sytuacja wymknie im się z rąk.

źródło: http://wgospodarce.pl/opinie/7569-dokad ... -pieniadza

: 16 paź 2013, 22:04
autor: NEVIL
Dlaczego Polska kupiła ten złom !?
==================

Od lecącego dreamlinera odpadł fragment kadłuba. Nadal nie mogą go znaleźć
Obrazek
Od lecącego Dreamlinera linii Air India odpadł duży fragment kadłuba. Na pokładzie samolotu znajdowało się 148 pasażerów - informuje DailyMail.co.uk.

Do zdarzenia doszło w sobotę, ale poinformowano o nim dopiero w środę. Samolot leciał z Delhi do Bangalore w Indiach.

Piloci nie zauważyli, że od lecącego samolotu oderwał się fragment o wielkości ok. 2,5 metra na metr. Dziurę w kadłubie znaleziono dopiero na lotnisku, kiedy maszyna była przygotowywana do lotu powrotnego.

Boeing twierdzi, że incydent nie stanowił zagrożenia dla pasażerów.

W sprawie zostało wszczęte śledztwo.

źródło: http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title, ... omosc.html> http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title, ... omosc.html

: 18 paź 2013, 08:41
autor: NEVIL

Skok na skarb
Obrazek
Gdy w mediach głównego nurtu tematem numer jeden było zbliżające się warszawskie referendum, a w czołówkach królowali księża-pedofile oraz sfałszowane zdjęcia z 10 kwietnia 2010 roku, rząd Donalda Tuska dokonał po cichu kolejnego wielkiego skoku na kasę.

Tym razem zagiął parol na środki zgromadzone na rezerwie Skarbu Państwa i 8 października na posiedzeniu Rady Ministrów przyjęta została nowelizacja ustawy „o poręczeniach i gwarancjach udzielanych przez Skarb Państwa oraz niektóre osoby prawne”. Brzmi niewinnie, ale jak przeczyta się komunikat Centrum Informacyjnego Rządu, omawiany przez portal bankier.pl, to ciarki przechodzą. Nowelizacja przewiduje bowiem „wprowadzenie możliwości okresowego wykorzystania środków zgromadzonych na rachunku rezerw poręczeniowych i gwarancyjnych Skarbu Państwa na cele związane z finansowaniem potrzeb pożyczkowych budżetu państwa i zarządzaniem długiem publicznym”. Przyczyni się to „do przejściowego zmniejszenia poziomu potrzeb pożyczkowych budżetu państwa” oraz „obniżenia poziomu długu publicznego oraz kosztów jego obsługi”.

Mamy więc już nie tyle skok na kasę, ale rozpaczliwy skok na Skarb Państwa, który ma zostać ogołocony by nie zawitała do nas Argentyna, czy Grecja, na ratowanie której, nawiasem mówiąc, w 2011 roku Tusk miliard złotych bez trudu znalazł by przypodobać się kanclerz Niemiec Angeli Merkel, która wystąpiła do niego z takim żądaniem.

Więcej: http://wgospodarce.pl/opinie/7636-skok-na-skarb

: 19 paź 2013, 21:59
autor: NEVIL
Walter - kompromitująca historia człowieka, który się kulom nie kłaniał
Obrazek
Kim był Karol Świerczewski?

Kilka pokoleń młodych Polaków musiało czytać w szkole propagandową książeczkę "O człowieku, który się kulom nie kłaniał". Jej tytułową postać - generała Karola Świerczewskiego wykreowano w czasach PRL na bohatera wielu mitów. W rzeczywistości legendarny "Walter" był wyjątkowo nieudolnym dowódcą, podejmującym decyzje w pijackim widzie i odpowiedzialnym za śmierć wielu polskich żołnierzy.

Trudno zliczyć ilu ulicom, szkołom czy zakładom w Polsce Ludowej patronował gen. Karol Świerczewski. W 1967 r. nawet bieszczadzki szczyt położony niedaleko miejsca jego śmierci przemianowano na Walter. Mieszkańcy pobliskiej wioski Rabe przez sześć lat mieli w dowodach osobistych wpisywaną inną nazwę - Karolów.

Osoby pamiętające lata 70. i 80. na pewno dokładnie wiedzą, jak wyglądał ten komunistyczny bohater. Świerczewski był bowiem jedynym PRL-owskim aparatczykiem, który trafił na banknot.

Popiersie "Waltera" "zdobiło" zielonkawy bilet Narodowego Banku Polskiego o nominale 50 zł. Podobno wstępny projekt zakładał, że na portrecie generał nie będzie miał nakrycia głowy. Jednak z obawy, by łysina Świerczewskiego nie stała się obiektem żartów, zdecydowano o nałożeniu mu wojskowej czapki. Legenda "Waltera" legła w gruzach po 1989 r., kiedy historycy zaczęli odkrywać mroczną przeszłość "bohatera".

Więcej: http://facet.wp.pl/gid,16086524,img,160 ... jecie.html

: 21 paź 2013, 09:13
autor: NEVIL

23 lata i 7200 pensji. Tak się pracuje u premiera
Obrazek
Robota jak marzenie. W biurze. I to u boku samego premiera. Choć co czwarty absolwent w Polsce ląduje na bezrobociu, niektórzy mają więcej szczęścia – bo od najmłodszych lat poświęcają się partyjnej pracy na rzecz rządzących. Tak jak Dobrawa Morzyńska – radna PO z Pruszcza Gdańskiego – która ma dopiero 23 lata, a w Kancelarii Premiera jest już ważną osobą. Zarabia u Donalda Tuska (56 l.) 86 tys. zł rocznie. To nie wszystko! Dodatkowo jako radna z samych diet dostaje kolejne 15 tys. zł!

Niedawno Kancelaria Premiera ogłosiła program stażu dla młodych ludzi, tyle że darmowy. Są jednak wybrańcy, którzy mimo młodego wieku, mogą liczyć na sowite pensje. Jak to zrobić? Recepta jest prosta – wystarczy związać się z PO i realizować z oddaniem partyjne zadania. Oto przykład: 23-letnia Dobrawa Morzyńska nie skończyła jeszcze nawet studiów, a już zgarnia u premiera 7,2 tys. zł miesięcznie jako... asystentka polityczna szefa KPRM, czyli Jacka Cichockiego. Ten przejął ją po swoim poprzedniku Tomaszu Arabskim i nie może się nachwalić młodej pracownicy. – Jest skuteczna w działaniu. Wiele rzeczy mi ułatwia, bo ma długie doświadczenie w pracy w kancelarii – mówił w mediach. Jakie to doświadczenie? Raczej marne, bo Dobrawa Morzyńska pracuje w KPRM dopiero od półtora roku. Wcześniej dorabiała na umowach–zleceniach w biurze PO.

Na dodatek urocza asystentka na co najmniej kilka dni w miesiącu porzuca pracę w Kancelarii Premiera i jedzie do Pruszcza Gdańskiego na posiedzenie Rady Miasta, gdzie jest radną. Dzięki temu rocznie zgarnia w sumie aż 100 tys. zł!
– Pracę radnej i obowiązki służbowe w Kancelarii Premiera godzę bezproblemowo. Takie samorządowe spojrzenie przydaje się też w pracy dla KPRM. Oba zajęcia traktuję na równi, pomimo tego, że Pruszcz Gdański i Warszawę dzieli duża odległość, to jestem w swoim rodzinnym mieście regularnie – mówi Faktowi Dobrawa Morzyńska.

PO słynie z tego, że na dobrze płatnych stanowiskach w administracji rządowej zatrudnia ludzi bez wielkiego doświadczenia, ale za to dla partii gotowych na wiele poświęceń. Fakt pisał już o Michale Klimczaku, 23-latku, który w gabinecie politycznym ministra transportu zarabia prawie 5 tys. zł. Niedawno wyszło też na jaw, że minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz (52 l.) zatrudnił w resorcie 21-letniego Adama Malczyka, wypłacając mu – bagatela – 4,7 tys. zł. Jak więc widać praca dla młodych jest. W PO!

źródło: http://fakt.onet.pl/23-latka-pracuje-u- ... 554,1.html

: 21 paź 2013, 11:54
autor: NEVIL
Obrazek

"Panie Macierewicz, zostaw nas pan wszystkich k...a w spokoju!" - krzyczy na swoim wideoblogu Jerzy Owsiak. Szef Fundacji WOŚP nie wytrzymał po tym, jak konferencję prasową, na której m.in. dzieci uczone pierwszej pomocy pokazywały, czego się nauczyły, przykryła w mediach kolejna prezentacja zespołu Macierewicza.


Owsiak odnosi się do konferencji prasowej, którą zorganizowała WOŚP, a na której Fundacja przedstawiła temat 22. Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy - "Na zakup specjalistycznego sprzętu dla dziecięcej medycyny ratunkowej i godnej opieki medycznej seniorów". Hasłem finału ma być: "Na ratunek".

- Od 22 lat Fundacja toczy wspaniały, radosny, ale naprawdę pozytywny pochód, aby ratować życie ludzkie. W formie wspólnej zabawy, bycia razem, myślenia o tym, co możemy zrobić, żeby pomóc - zaczyna opowiadać na swoim wideoblogu Owsiak. - 22 lata temu stan polskiej medycyny w wielu wypadkach był zły, niedobry albo niewystarczający. I nagle przychodzi 22. finał, bardzo ważny, bo chodzi o konkretne dzieciaki, które giną, które umierają, bo nie jest im udzielona skuteczna pomoc. Aby te dzieci mogły żyć, ten system trzeba stworzyć. I kiedy chcemy się tym dzielić z Polakami, to od iluś miesięcy jesteśmy zatruwani ogromną nienawiścią - stwierdza.

Kolejny sok z tej cholernej, zatrutej gruchy


Więcej: http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103087,1481 ... oxSlotIIMT

: 22 paź 2013, 11:21
autor: NEVIL
Obrazek
Forsując projekt przekopu Mierzei Wiślanej, Urząd Morski w Gdyni zmienił prognozę oddziaływania na środowisko z negatywnej na pozytywną. Autorzy opracowania protestują. - Przekop jest bardzo szkodliwy dla środowiska i nieopłacalny, rząd jest wprowadzany w błąd - ocenia jeden z ekspertów.

Urząd Morski w Gdyni przedstawił korzystne prognozy dotyczące skutków budowy kanału żeglugowego przez Mierzeję Wiślaną. W prognozie oddziaływania na środowisko zyski z inwestycji oszacowano na kilka miliardów złotych. Wniosek? Budować, i to szybko.

Autorzy opracowania protestują przeciwko takiemu wykorzystaniu efektów ich pracy.

- Opracowaliśmy prognozę zakończoną rekomendacją o odstąpieniu od realizacji inwestycji ze względu na przewidywane znaczące negatywne oddziaływanie inwestycji na środowisko i brak spełnienia przez nią warunku nadrzędnego interesu publicznego - mówi dr hab. Maciej Przewoźniak z Politechniki Gdańskiej, szef 20-osobowego zespołu, który przygotowywał dokumentację.

Co się dzieje wokół kanału? Czy ta inwestycja pomoże Mierzei Wiślanej i Elblągowi, czy przekop jest zadaniem nieopłacalnym i dewastującym środowisko?

IV morski port IV RP

Cały tekst: http://trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/ ... z2iROgW0tu

: 22 paź 2013, 18:25
autor: NEVIL
Komentarz pod artykułem:

~Obywatel JAN

A po jaka cholerę babrać się w tych zwłokach. Nie żyje i już ! Co za różnica ile kości miał złamanych i jakie obrażenia narządów wewnętrznych. Skoro nie ma objawów życia to się stwierdza zgon, pakuje w trumnę i chowa lub kremuje. Zdrowaśka, salwa honorowa i koniec ceremonii. A nie, ujadanie nad zwłokami, rozdrapywanie ran jakby to miało coś zmienić. Pani Wassermann- skończ pani ten upiorny taniec nad grobem swojego ojca i niech spoczywa w spokoju bo kariery w ten sposób się nie robi !!!

========================

Małgorzata Wassermann ujawnia szokujące informacje na temat sekcji zwłok ojca
Obrazek
Małgorzata Wassermann, córka zmarłego w katastrofie smoleńskiej Zbigniewa Wassermanna, podczas Konferencji Smoleńskiej opowiadała o dokumentacji medycznej sekcji zwłok ojca. Wassermann twierdzi, po porównaniu dokumentów sekcyjnych sporządzonych przez stronę rosyjską i polską, że "śledzionę i serce zamiast w jamie brzusznej zaszyto w nodze". Jej wypowiedź cytuje portal wpolityce.pl.

"W ramach oględzin zewnętrznych. Nie opisano: stanu po zabiegu operacyjnym w obrębie jamy brzusznej – żołądka, dwunastnicy, jelita cienkiego, trzustki, złamania ścian oczodołów, żuchwy, zmian w obrębie uzębienia, złamania stawu biodrowego, kości łonowych i kulszowych, dokładnego opisu złamania żeber, tętniakowatego poszerzenia aorty w części wstępującej, wylewów w obu uszach środkowych" - Małgorzata Wassermann przytoczyła fragmenty polskiego protokołu sekcyjnego. I komentarz biegłych: "w trakcie sądowo-lekarskiej sekcji zwłok wykonanej w Moskwie pobrano do badań dwa fragmenty wątroby. W 1989 r. Zbigniew Wassermann miał usunięty pęcherzyk żółciowy, Mimo to w protokole w Moskwie opisano prawidłowy pęcherzyk żółciowy wraz z zawartością żółci…"

Wassermann wymieniała także opisane w Moskwie zmiany, których nie potwierdziły oględziny ekshumowanych zwłok. - Złamanie nosa, choć nie można było tego opisać; złamanie obu łopatek, mimo iż mniejsze niż opisane złamanie dotyczyło tylko jednej; złamania obu obojczyków, których w rzeczywistości nie stwierdzono; uszkodzenia rdzenia kręgowego, mimo iż zastosowana technika sekcyjna nie pozwalała na ich stwierdzenie; opisano grubość kości potylicznej, choć sposób otwarcia czaszki nie pozwalał na taki pomiar - wskazywała córka zmarłego.

Małgorzata Wassermann wskazała także na nieprawidłowości w technice sekcyjnej. Mówiła m.in., że zwłok nie umyto przed ani po sekcji. Dodał, że "śledzionę i serce zamiast w jamie brzusznej zaszyto w nodze".

- Nie da się usprawiedliwić w żaden sposób tego, że w Polsce nie zostały przeprowadzone sekcje zwłok! - powiedziała. Córka zmarłego polityka dodała, że prokuratura musi ustosunkować się do tych dowodów.

źródło: http://wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html? ... d=16094940&

: 22 paź 2013, 20:40
autor: NEVIL
Rząd Tuska psuje państwo
Składki za niemal wszystkich rolników ubezpieczonych w KRUS w przyszłym roku znów zapłaci budżet państwa.

W ten sposób rząd psuje państwo. Wydłużył we wtorek o kolejny rok prowizorkę, która pierwotnie miała obowiązywać tylko w 2012 roku. Miała być na 11 miesięcy, będzie obowiązywać trzeci rok z rzędu. Bylejakość jest tu tym bardziej uderzająca, że sprawę te nakazał gabinetowi naprawić Trybunał Konstytucyjny. Kiedy? W październiku 2010 r.

Trybunał, na wniosek złożony jeszcze przez śp. Janusza Kochanowskiego orzekł, że nie jest zgodne z ustawą zasadniczą, iż budżet opłaca za wszystkich rolników, bez względu na osiągany przez nich dochód, składkę do NFZ. Sędziowie wskazali, że to niesprawiedliwe. Rząd przygotował ustawę przejściową, w minimalnym stopniu nakazującą płacić za swoje leczenie rolnikom. Okazało się, że tej „przejściówki", póki co, zmieniać nie zamierza.

Dlaczego tak się dzieje? Bo leży to w interesie ubezpieczonych w KRUS, których reprezentuje w rządzie PSL. Obecne prawo stanowi, że ponad 95 proc. składek do NFZ finansują za rolników podatnicy. Często od nich biedniejsi. W przyszłym roku budżet zapłaci za te składki 1,75 mld zł.

Mamy tu klasyczny przykład tego jak nie powinno działać państwo.

Po pierwsze rząd zamiast wzmacniać jego autorytet osłabia go. Psuje porządek prawny i jakość sprawowania władzy. Fuszerka legislacyjna i łamanie obietnic stają się normą.

Po drugie władza łamie wpisaną do konstytucji zasadę subsydiarności nakazującą pomagać tym, którzy tej pomocy potrzebują. W przypadku KRUS, zarówno jeśli chodzi o składki do NFZ czy system emerytalny, działa na odwrót. Nakazuje płacić ponadprzeciętnie dużo tym, którzy nie mają mocnej reprezentacji politycznej, na rzecz mocnych w przetargu publicznym, grup. W efekcie słabsi często pomagają mocniejszym.

Po trzecie państwo demoralizuje obywateli. Ludzie, dostrzegając jego słabość stają się roszczeniowi - także oni chcą żerować na innych. Domagają się swojego kawałka tortu. - Jeśli nie upomnisz się o swoje jesteś frajerem – myślą ci, którym przywileje się nie należą. I tak dochodzi do koncertu wyrywania dla siebie choćby skrawka sukna.

źródło: http://www.rp.pl/artykul/1058849.html

: 23 paź 2013, 11:19
autor: NEVIL
Obrazek
"Zaczyna się śmiertelny pościg za tanim piwem i kiełbasą - witaj Lidl, witaj Biedronka" - tak brzmi refren piosenki kaliningradzkiego zespołu Paravoz, który stał się w ostatnich dniach hitem rosyjskiego internetu. Wokalista śpiewa o Rosjanach z okręgu kaliningradzkiego, którzy od kilku miesięcy szturmują polskie sklepy, z uwagi na znacznie niższe ceny niż w Rosji.

Piosenka "Witaj Lidl, witaj Biedronka" opowiada o mieszkańcach Kaliningradu, którzy skoro świt ruszają na zakupy do Polski. Niestraszne są im korki na granicy, pędzą po piwo i kiełbasę do Bartoszyc, gdzie jeszcze tego dnia będzie ich kilka tysięcy. Wokalista śpiewa, że odkąd zaczął funkcjonować mały ruch graniczny, nie opłaca się już jeździć do Druskiennik na Litwie, za to warto jechać do oddalonego o niecałe 200 kilometrów od Kaliningradu Sopotu. I że jeśli masz przyjaciela, którego nie widziałeś 100 lat, to bardzo możliwe, że spotkasz go na zakupach w Gdańsku. W tekście Paravoz wspomina też o czystych plażach i miłej obsłudze w restauracji.

Piosenki, która zawojowała rosyjską sieć, można posłuchać tutaj:

Więcej: http://pieniadze.gazeta.pl/Moje_Finanse ... l#TRrelSST

: 24 paź 2013, 20:55
autor: NEVIL
Komentarze internautów:

GO_stek

Niestety Panie Łukaszu, niestety, żadna reakcja na posła Macierewicza nikomu nie uchyla drzwi do polityki. Co najwyżej do poczekalni w gabinecie psychiatry. Niestety, niestety. Wam tam w Warszawie już nieźle się pomieszało. Warszawski tygielek niewielki i większość już nie widzi tego, co na odległość czuje się od razu. Jeśli Pan myśli, że Salon, to nie Pan, to się Pan oszukuje. Salon, jak najbardziej, tylko z vis' a vis. A raczej dwór. Podobnie ślepy i głuchy i zapatrzony w siebie, jak ten pierwszy i podobnie samowystarczalny. Życzę zdrowego, zimnego prysznica...

------------------------------

~ferdek

Warzecha to PiSowski zaprzaniec!


----------------------------

~piko

Nie dawno byłem pacjentem szpitala i zauważyłem że prawie co drugi sprzęt to pochodzi od "ORKIESTRY" wiec wiem ze Owsiak zrobił wiele!!!- Co daje na te cele Ministerstwo zdrowia???????

--------------------------------

~m

Nie wszyscy może wiedzą, że WOŚP rozlicza rok w rok KAŻDĄ ZŁOTÓWKĘ. Jak ktoś nie chce się dokładać do tej akcji, nie musi, a i tak jak trafi do szpitala dostanie pomoc często dzięki zakupionemu tam sprzętowi. Wypowiedź Owsiaka miała charakter obywatelski, była głosem przeciw bezczelności polityków, którzy wciągają nas w swoje popaprane wojny. I nie ma tu znaczenia czy Owsiak jest liberałem, socjalistą czy kimkolwiek innym. ON JEST ZNANYM OBYWATELEM ( i w przeciwieństwie do Warzechy i wielu innych jest rozpoznawalny dzięki swej POZYTYWNEJ działalności).

================================
Obrazek

Łukasz Warzecha: wali się mit Owsiaka
Owsiak dla establishmentu lewicowo-liberalnego (mówiąc umownie – dla salonu) od lat pełni rolę dyżurnego autorytetu, wykorzystywanego jedynie w szczególnych sytuacjach. Jego szczególna pozycja to wynik skutecznych i konsekwentnych zabiegów marketingowych nie tyle nawet samego Owsiaka, co mediów głównego nurtu.

Łukasz Warzecha

Jakiś czas temu szef Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy zapowiadał w charakterystycznym dla siebie knajackim stylu, że jeśli ktoś będzie bruździł Lechowi Wałęsie (czyli mówił lub pisał o niewygodnych faktach z jego przeszłości), to on, Owsiak, może dać z baśki. Dziś syn milicjanta i właściciel spółki Złoty Melon stoi w pierwszym szeregu walczących z Antonim Macierewiczem. Jak długo utrzyma się fikcja apolityczności Owsiaka? - pisze Łukasz Warzecha w felietonie dla WP.PL

Kilka dni temu miał miejsce zabawny zbieg okoliczności. Tego samego dnia na stronach internetowych "Gazety Wyborczej" ukazały się informacja o chamskiej tyradzie, wymierzonej w Macierewicza, którą Owsiak wygłosił na swoim videoblogu, oraz landrynkowo-wazelniarski artykuł o tymże Owsiaku jako człowieku, który "nie wchodzi w polityczne układy".

Zaprzysięgli wielbiciele szefa WOŚP oczywiście nie dostrzegają tu żadnej niekonsekwencji, ale to w końcu nic dziwnego. Uwielbienie dla Owsiaka od dawna nosi wszelkie znamiona emocjonalnie nacechowanej histerii. Najczęściej powtarzające się pseudoargumenty, mające pogrążyć krytyków lidera WOŚP, a posiadające zerową wartość merytoryczną, to: "pokaż, co sam zrobiłeś", "gdyby twoje dziecko ratowano na sprzęcie od Owsiaka, inaczej byś gadał" albo "jak nie lubisz Owsiaka, to jesteś przeciwko biednym, chorym dzieciom". Te stwierdzenia są oparte na tak prymitywnym sposobie rozumowania, że szkoda tracić czasu i miejsca na rozprawianie się z nimi. Warto zająć się upadającym mitem Owsiakowej apolityczności.

Więcej: http://wiadomosci.wp.pl/kat,119674,titl ... aid=1118ac

: 25 paź 2013, 13:31
autor: NEVIL
Komentarze internautów:

kopalnianie

Wybory PO w Lubuskiem:
- tuż przed wyborami córki niektórych działaczy otrzymywały stanowiska dyrektorskie w urzędzie marszałkowskim bez konkursów a dziwne transakcje realizowane pomiędzy członkami rodzin działaczy a różnymi agencjami państwowymi stały się przedmiotem korespondencji pomiędzy niektórymi posłami a panem premierem,
- na niektórych wyborach powiatowych „było za ciemno” i trzeba je było powtarzać,
- mimo wcześniejszych obietnic wybory odbyły się w poniedziałek po południu (a nie jak zwykle w weekend) – termin bardzo pasował urzędnikom z Zielonej Góry, ludziom z terenu i niepracującym w zielonogórskich urzędach już nie za bardzo,
- wybory odbyły się w urzędzie marszałkowskim – z urzędników urzędu dotarli wszyscy  - nie pamiętam dawnych czasów, ale chyba nawet za PZPRu sprawy partii władzy i rządowe oficjalnie odbywały się w różnych budynkach,
- dopiero po interwencji z "centrali" ustawiono przy wyborach parawany wyborcze co umożliwiło prawie tajne wybory,
- wybory chronili ochroniarze! a miejscowy poseł wyganiał z sali obrad dziennikarzy,
Generalnie beton partyjno – urzędniczy się ochronił (parom głosami) ale PO w Lubuskim się skończyło


-----------------------------------

gwamoniak

Nie wazny rozwoj kraju, nie wazna naprawa NFZ, reformy KRUS czy ZUS - NAJWAZNIEJSZE KORYTO KU....WA !!!

-------------------------------------

swan_ganz

to co muszę wiedzieć o ferajnie to już wiem od dawna... Banda przekretów, oszustów i nic więcej wiedzieć o nich nie trzeba...

===========================
Wybory "baronów" PO - co musisz o nich wiedzieć [4 PUNKTY]
Obrazek
W weekend PO wybierze partyjnych liderów w 13 z 16 województw. W niektórych regionach szykuje się ostra walka. Dlaczego te wybory są ważne? Zobacz, co musisz o nich wiedzieć.

1. Co to za wybory
W poprzednich tygodniach PO wybrała władze w strukturach gminnych i powiatowych. Zostało jeszcze tylko do przeprowadzenia głosowanie na szczeblu wojewódzkim. W najbliższy weekend członkowie PO wybiorą 13 liderów wojewódzkich.

W piątek władze wybierze PO na Podkarpaciu, w sobotę na Dolnym Śląsku, w woj. kujawsko-pomorskim, na Lubelszczyźnie, w Małopolsce, w woj. warmińsko-mazurskim i w woj. zachodniopomorskim. W niedzielę zaś na Mazowszu, Podlasiu, Pomorzu i w Wielkopolsce. Wybory na Śląsku, w woj. świętokrzyskim i w woj. opolskim odbyły się w zeszłym tygodniu.

2. Jakie te wybory mają znaczenie?
Przede wszystkim wybory rozstrzygną o układzie sił w partii. W PO najsilniejsi są stronnicy Donalda Tuska sprzymierzeni teraz z dawną frakcją Cezarego Grabarczyka - "spółdzielnią". Należą do tej grupy m.in. Ireneusz Raś i Andrzej Biernat. Jedyną znaczącą "frakcją opozycyjną" jest grupa Grzegorza Schetyny.

Tusk na pewno ponownie zdobędzie przewagę w strukturach partyjnych, ale od wyników głosowania zależy, jak duże wpływy zyska Schetyna. Liderzy województw wchodzą automatycznie do Zarządu Krajowego PO - najważniejszego organu w strukturze partii. Im więcej wejdzie tam schetynowców, tym większa będzie jego pozycja w partii.
Obrazek
3. Jakie są strefy wpływów
Jak podawała "Gazeta Wyborcza", Donald Tusk utrzyma wpływy w większości województw. W woj. lubuskim w poprzedni weekend wybrano Bożenę Bukiewicz. Posłanka wygrała wybory zaledwie 8 głosami. Pewni zwycięstwa w nadchodzący weekend są: minister transportu Sławomir Nowak na Pomorzu, Tomasz Lenz w woj. kujawsko-pomorskim, Andrzej Biernat w Łódzkiem, Leszek Korzeniowski na Opolszczyźnie, Zbigniew Rynasiewicz na Podkarpaciu i Jacek Protas w woj. warmińsko-mazurskim.

Jak opisywał serwis 300polityka.pl, w Małopolsce o reelekcję miał walczyć Ireneusz Raś. Jego kontrkandydatem miał być Grzegorz Lipiec. Dziś w Radiu Kraków Raś powiedział jednak, że wycofuje swoją kandydaturę. Jak twierdzi "Gazeta Wyborcza", Lipiec, jeśli wygra, przyłączy się do stronnictwa Tuska.

Na Lubelszczyźnie walczyć będą dotychczasowy szef tamtejszej PO poseł Stanisław Żmijan i poseł Włodzimierz Karpiński. Bez względu na wynik to województwo raczej pozostanie przy premierze.

Grzegorz Schetyna będzie walczył o reelekcję na Dolnym Śląsku. Jego kontrkandydatem będzie Jacek Protasiewicz. Związany ze Schetyną Rafał Grupiński - dotychczasowy lider w Wielkopolsce - będzie walczyć z Waldym Dzikowskim. Inny schetynowiec Andrzej Halicki powinien bez problemu ponownie wygrać wybory na Mazowszu.

Na Śląsku w weekend szefem ponownie został Tomasz Tomczykiewicz. Stanisław Gawłowski zaś może być pewien reelekcji w woj. zachodniopomorskim. Ci dwaj liderzy byli kiedyś związani z Grzegorzem Schetyną, ale teraz zbliżyli się do Donalda Tuska. W woj. świętokrzyskim liderką PO pozostała Marzena Okła-Drewnowicz. Jak podawała "Gazeta Wyborcza", balansuje ona między stronnictwem Tuska i Schetyny. Całą trójkę można zaliczyć do "centrowej" frakcji w PO, niezwiązanej ściśle ani z Tuskiem, ani ze Schetyną, jednak przychylnej premierowi.

4. Gdzie odbędą się najważniejsze pojedynki?
Grzegorz Schetyna nie może być pewny wygranej na Dolnym Śląsku. Jeśliby przegrał, jego pozycja w partii bardzo by się osłabiła. To może być początek końca jego frakcji. Sensacją byłaby również przegrana Rafała Grupińskiego w Wielkopolsce. Znaczenie przewodniczącego klubu parlamentarnego PO by się wtedy znacznie obniżyło.

źródło: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... BoxWiadTxt

: 25 paź 2013, 20:17
autor: NEVIL
RMF24: Co zawalili dwaj "geniusze" w rządzie
"Rząd obrzydza nam życie w naszym własnym kraju" - tak ekonomista Janusz Szewczak komentuje w rozmowie z Bogdanem Zalewskim skandal z zablokowaniem w Polsce nowej unijnej dyrektywy, która znosi ograniczenia w opiece medycznej. Przepisy w Unii wchodzą dziś, a gabinet Donalda Tuska jest w tej sprawie "w proszku".
Obrazek
Bogdan Zalewski: Od dziś każdy obywatel Unii może skorzystać z leczenia w innym unijnym kraju. Wchodzi w życie unijna dyrektywa, która znosi ograniczenia w opiece medycznej, ale polski rząd jest do tego kompletnie nieprzygotowany. Moim gościem jest ekonomista Janusz Szewczak, autor książek "Polska- kraj absurdów" oraz "Zielona wyspa, czyli ruchome piaski. Prawda o polskiej gospodarce". Jak pan tłumaczy tę rządową zwłokę? To jest nieudolność czy celowe działanie?

Janusz Szewczak:
Ja to nazywam w swoich publikacjach i książkach "formą ekonomicznej wojny z własnym narodem". Tam, gdzie jakieś biurokratyczne idiotyzmy możemy zaczerpnąć z Unii Europejskiej i je wprowadzać, jak na przykład to, że papierosów mentolowych nie można palić, ale zwykłe można, rząd działa błyskawicznie. Natomiast tam, gdzie Polacy mogliby rzeczywiście realnie na czymś skorzystać, to nagle są jakieś cuda, pojawiają się problemy. Przez dwa lata nie można przygotować odpowiednich przepisów. Pan minister zdrowia Arłukowicz to przecież taki wygadany chłopak! I co? Niby możemy korzystać z leczenia za granicą, ale jak przyjdzie co do czego, to na razie nam nie zwrócą kosztów. Ministerstwo ma tam na to bodajże 280 milionów złotych i jeśli przekroczy tę pulę, to już dalej nie będzie refundować. A wiadomo, że przekroczy, skoro w Polsce zapisują niektórych chorych na operacje i na zabiegi na odległe terminy. W tej chwili już na 2028 rok podobno rekordzista jest zapisany! Wiadomo więc, że Polacy będą się ratować. W Polsce brakuje pieniędzy zarówno na leczenie dzieci jak i na leczenie ciężko chorych na raka.


Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/polska/news-rmf ... gn=firefox

: 26 paź 2013, 11:19
autor: NEVIL
Komentarze internautów:

Gość

jak ktoś idzie do sklepu i potrzebuje porady sprzedawcy to już mi żal klienta
------------------

Gość

Dokladnie to samo dzieje sie w bankach.
-----------------

Gość

idac do sklepu zawsze staraj sie wiedziec czego chcesz i tylko to kup nie daj sie namówic na cos inneg bo sprzedawca cie oszuka
==================


Sprzedawcy wyznają prawdę: Musimy okłamywać klientów
Obrazek
Klient musi zostawić jak najwięcej pieniędzy.

Zielonogórska "Gazeta Wyborcza" przytacza opowieści pracowników kilku zupełnie różnych placówek: apteki, sklepu RTV oraz baru szybkiej obsługi. Mimo iż sprzedają odmienne rzeczy, muszą działać w dokładnie ten sam sposób – namawiając klientów na droższe produkty i wmawiając im, że dokonali idealnego dla siebie wyboru.


- Gdy przychodzi klient i prosi o coś dobrego na przeziębienie, przynosimy mu od razu produkt X, za który zarobimy więcej niż za produkt Y – powiedziała gazecie pani Ania, pracująca w aptece.


Pani Ania wyjaśnia, że produkty sprzedawane w aptekach mają bardzo różne marże. Opłaca się więc wciskać klientom te z największym narzutem. Zwłaszcza, że wysokość pensji sprzedawców jest zależna właśnie od wypracowanej marży.

- Gdy w naszym sklepie ten sam telewizor jest 300 zł droższy niż u konkurencji, logiczne jest, że na jego sprzedaży zarobimy dużo więcej. Jeżeli jego cena wynosi 2 tys. zł, ja na sprzedaży mogę zarobić ok. 100 zł. Zgadnij, jaki telewizor polecę ci, gdy przyjdziesz na zakupy? - mówi pan Kamil, zatrudniony w sklepie RTV.


Pracownik podkreśla, że on i jego koledzy zarabiają nie tylko na prowizjach od swojej firmy, ale też na nieoficjalnych bonusach od producentów sprzętu – jeśli sprzedadzą odpowiednio dużo towaru odpowiedniej marki. Dlatego w ogóle nie przejmują się realnymi potrzebami klientów.


- To nie jest tak, że tylko ja oszukuję klientów. W ogóle oszustwo to zbyt duże słowo. Nikogo nie zmuszam do przyjścia i zakupu – zaznacza pan Kamil.

Sprzedawca dodaje też:

- Jeżeli ja mu tego nie sprzedam, pójdzie gdzie indziej i może naciągną go bardziej? Jeżeli ktoś jest nieogarnięty i wierzy w uczciwą poradę, to bardzo mi przykro. W dzisiejszych czasach takiej opcji nie ma. Małe ryby są zjadane przez te większe.

Nieco więcej skrupułów ma pani Kasia pracująca w barze. Jak wyjaśnia, jej szefowie każą podwładnym polecać klientom dania najtańsze w przygotowaniu (czyli też z wysoką marżą), albo zrobione z produktów na granicy przetermino­wa­nia.

- Większość klientów nie ma wygórowanych oczekiwań i co dziwne, często wychodzą zadowoleni. Gdyby tylko wiedzieli, jak zadowolona jest osoba, która mu to wcisnęła – opowiada dziennikarzom pani Kasia.

Pani Kasia ma już dosyć swojej pracy i oszukiwania ludzi. Może nie nadaje się na dobrego sprzedawcę?

źródło: http://www.hotmoney.pl/Sprzedawcy-wyzna ... tow-a32120

: 26 paź 2013, 13:46
autor: NEVIL
Fakt.pl: rząd zabrał podwyżki starszym ludziom

Czy za 153 zł można sobie opłacić pomoc opiekunki w przypadku choroby albo niedołężności? Odpowiedź jest oczywista: nie można! Ale nawet tej marnej kwoty zasiłku rząd od sześciu lat nie podwyższa, mimo że inne świadczenia są z roku na rok waloryzowane. A inflacja w tym czasie wzrosła aż o 22 procent. Prawie milion osób musi zadowolić się ochłapem.

Obrazek
Zasiłek pielęgnacyjny dostają niepełnosprawni i osoby, które skończyły 75 lat, a które nie mają prawa do renty czy emerytury z ZUS.

Jeszcze sześć lat temu wysokość zasiłku była równa dodatkowi pielęgnacyjnemu, który otrzymują dziś razem z emeryturą emeryci i renciści po ukończeniu 75. roku życia. Jednak dodatek pielęgnacyjny był waloryzowany, a zasiłek - nie. W rezultacie to pierwsze świadczenie wynosi dziś 203,50 zł, a drugie – zaledwie 153 zł.

Oszczędności na najsłabszych. Jak to możliwe?

Rząd po prostu wykorzystał bałagan w przepisach, by zaoszczędzić na starszych i schorowanych Polakach. Nawet tego nie ukrywa. - W Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej przygotowywane były takie rozwiązania, w których oba te świadczenia, czyli zasiłek pielęgnacyjny i dodatek pielęgnacyjny, zostały zrównane. Ponieważ to rozwiązanie generuje ogromne koszty, zostało oddalone w czasie i póki co z takim projektem nie wystąpiliśmy - przyznaje z rozbrajającą szczerością wiceminister pracy Elżbieta Seredyn.

Posłowie z odsieczą

Skoro resort pracy nie chce pomóc schorowanym emerytom, posłowie postanowili w tym „wyręczyć" urzędników. - Zasiłek pielęgnacyjny przyznaje się, by pokryć wydatki związane z zapewnieniem opieki i pomocy nad osobą niezdolną do samodzielnej egzystencji. Wydatki te od 2006 r. do 2013 r. zdecydowanie się zwiększyły - mówi poseł Tadeusz Tomaszewski z SLD. Policzyliśmy: od 2006 roku inflacja - a więc ceny żywności czy lekarstw - wzrosły aż o 22 procent! Dlatego posłowie przygotowali projekt przepisów, który przewiduje, że od 2014 roku zasiłki pielęgnacyjne wzrosną do 200 zł, a od 2015 roku będą waloryzowane o inflację (czyli wzrost cen). Podwyżka o 47 zł dla każdego z 950 tysięcy schorowanych Polaków kosztowałaby 450 milionów złotych. I jak przyznają posłowie: jest konieczna. Jednak szanse na uchwalenie poselskiego projektu są marne, skoro rząd od lat świadomie blokuje podwyżki.

Na razie rządzący znaleźli wymówkę: każą czekać Polakom na wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie przepisów o świadczeniach pielęgnacyjnych. Przez nową ustawę, która weszła w życie w lipcu, 100 tysięcy opiekunów osób niepełnosprawnych nie może skorzystać z pomocy państwa. - Musimy zaczekać na decyzję Trybunału Konstytucyjnego, żeby podjąć jakiekolwiek sensowne decyzje - tłumaczy wiceminister pracy. Jednego nie dodaje: że rozpatrywanie sprawy przez Trybunał Konstytucyjny trwa zwykle około dwóch lat. I nie wszyscy dożyją podwyżki…

źródło: http://biznes.onet.pl/faktpl-rzad-zabra ... rasa-detal