44444 forum LUBIN.pl • Co się w tym kraju dzieje ? ! - Strona 41
Strona 41 z 467

: 26 cze 2013, 19:44
autor: NEVIL

"Człowiek z gór", tajemniczy weteran misji w Iraku, nie żyje
Obrazek
Po rocznym leczeniu zmarł Włodzimierz N., znany jako "człowiek z gór" - ustaliło TOK FM. Włodzimierz N. był weteranem misji w Iraku i Libanie, którego na początku ubiegłego roku z odmrożeniami i objawami stresu bojowego odnaleziono w szałasie pasterskim w Tatrach.

Włodzimierz N. był członkiem specjalnej jednostki odpowiedzialnej za rozpracowywanie przeciwnika i werbowanie agentów. Służył na misjach poza granicami kraju, w Iraku, Jemenie. W czerwcu ub.r. wyjechał z domu, mówiąc, że jedzie za granicę, do Azji bądź Afryki. Nie określił dokładnie. Zapowiadał, że nie będzie się kontaktował, nie był więc poszukiwany.

Walczył z rakiem i PTSD

Dał się zapamiętać jako "człowiek z gór". Taki bowiem pseudonim nadano mu po tym, jak wycieńczonego, z odmrożeniami i objawami stresu bojowego odnaleziono go w szałasie pasterskim w górach. Te odmrożenia były tak dotkliwe, że lekarze musieli mu amputować kończyny. Przez ponad rok weteran walczył też z rakiem i PTSD, czyli zespołem stresu bojowego. Według lekarzy może na niego cierpieć nawet 10 proc. żołnierzy weteranów.

Podczas rutynowego patrolu Jan Polak, pracownik Tatrzańskiego Parku Narodowego, zauważył ślady butów w rzadko odwiedzanej przez turystów części Tatr. Idąc tym tropem, dotarł do pasterskiego szałasu, w którym znajdował się skrajnie wychłodzony i wygłodzony mężczyzna. Był ubrany nieodpowiednio do pogody - w polarowe spodnie, kurtkę, a poza tym poowijany był w znalezione kołdry i szmaty. Nie wiadomo, jak długo mężczyzna znajdował się w górach. Nie było z nim kontaktu, na wszystkie pytania odpowiadał "nie wiem", "nie pamiętam".

Odwiedzali go tylko nieliczni żołnierze

Przez długi czas nieznana była też jego tożsamość. Nie miał przy sobie dokumentów i nie odpowiadał na żadne pytania. Najpierw leczył się w klinice wojskowej w Warszawie, ale już kilka tygodni temu przeniesiono go do hospicjum. Na misjach wojskowych odpowiadał m.in. za sporządzanie tzw. profili psychologicznych wrogów. Analizował ich mocne i słabe punkty. Właśnie z powodu jego wiedzy i pracy wojsko i resort obrony broniły do niego dostępu. Odwiedzali go tylko nieliczni żołnierze - podobni mu weterani.

źródło: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... raku_.html

: 26 cze 2013, 20:40
autor: NEVIL

Ludzie chcą pomóc byłemu więźniowi, któremu zabrakło 5 zł
URL=http://imageshack.us/photo/my-images/69/aoqp.jpg/]Obrazek[/URL]
Historia Sebastiana Zaręby - wrocławianina, byłego więźnia i alkoholika, który wyszedł na prostą i zaczął spłacać zadłużone mieszkanie - poruszyła opinię publiczną w całej Polsce. Do "Gazety" wciąż przychodzą listy od osób, które chcą mu pomóc. Głosy sprzeciwu czytelnicy wysyłają też do wrocławskich urzędników. Powstała nawet specjalna strona internetowa i profil na facebooku

"Poruszeni artykułem "Resocjalizacja? Bzdura! Zabrakło mu 5 zł i już komornik" pragniemy wyrazić swój sprzeciw wobec braku reakcji władz Wrocławia na skandaliczne postępowanie spółki Wrocławskie Mieszkania wobec pana Sebastiana Zaręby - bohatera artykułu. Jesteśmy przekonani, że podlegli Panu wiceprezydent Adamski oraz urzędnicy odpowiedzialni za sprawy lokalowe, są w stanie znaleźć wyjście z tej trudnej sytuacji, w której suma 5 złotych i 20 groszy stała się symbolem bezduszności administracji publicznej wobec obywateli"

- to fragment listu do prezydenta Rafała Dutkiewicza, do którego wysyłania nawołują twórcy poświęconej Sebastianowi strony internetowej. Założyli także profil na facebooku.

Przypomnijmy - Sebastian padł ofiarą systemu, który powinien mu pomóc: wiosną ubiegłego roku podpisał porozumienie z miastem, że w ciągu roku spłaci 30 proc. zadłużonego mieszkania. Przez rok pracował po 17 godzin dziennie: płacił 600 złotych raty za dług i 400 złotych czynszu. W marcu przegapił 5,20 gr podwyżki i brakującą kwotę dopłacił z miesięcznym opóźnieniem.

Po roku dowiedział się, że jego porozumienie z miastem zostało z tego błahego powodu zerwane. Urzędnicy tłumaczą, że przepisy są nieubłagane i nie mogą ich zmieniać - niezależnie od tego, czy chodzi o kwotę 5 złotych czy 5 tysięcy złotych. I niezależnie od tego, że niewielka brakująca suma wpłynęła na ich konto - tylko z miesięcznym opóźnieniem. Dla nich było już "po terminie".

Dlatego Sebastiana wkrótce zacznie ścigać komornik - grozi mu eksmisja na bruk.

Sprawą mocno przejęli się nasi czytelnicy. Od piątku dotarło do nas kilkadziesiąt listów ze słowami wsparcia dla Sebastiana i pytaniami, jak można mu pomóc.

Oto fragmenty niektórych listów:

Jestem pod mocnym wrażeniem determinacji pana Sebastiana. Wielki szacun dla tego człowieka. Jak temu człowiekowi można pomóc? Nie można zostawić go samego, gdy kulawe państwo i nieludzcy, bezduszni urzędasy nie potrafią nawet w minimalnym stopniu okazać człowieczeństwa. Po prostu wstyd mi za to państwo, za ten kraj, ale nie można tego tak zostawić. Przecież w prawie są takie pojęcia jak "interes społeczny" czy "zasady współżycia społecznego". Zerwanie umowy według mnie narusza takie zasady
- napisał pan Paweł, który zadeklarował wsparcie finansowe.


Bardzo wzruszyła mnie historia Sebastiana. Wierzę w Niego, wiem, że pomimo burzliwego okresu życia to człowiek wartościowy. To bardzo dobrze, że spotkał na swojej cierniowej drodze kogoś takiego jak Magda Wronecka [buddystka, która pomogła Sebastianowi wyjść na prostą - przyp. red.]

- napisała Pani Małgorzata, która chce wesprzeć Sebastiana modlitwą.


Po przeczytaniu artykułu zacząłem się zastanawiać, jak zapobiegać sytuacjom z urzędem miasta. Zanim napiszę, co wymyśliliśmy ze znajomymi, chciałbym wyrazić swój podziw dla Pana wytrwałości w zmienianiu siebie. Niejeden człowiek mógłby się od Pana uczyć!

- napisał pan Jakub - pomysłodawca założenia strony internetowej i profilu na facebooku opisujących sytuację Sebastiana.

Maile ze słowami wsparcia przekazaliśmy Sebastianowi Zarębie. - Proszę w moim imieniu podziękować wszystkim za wsparcie. To jest niesamowite... Brakuje mi słów, by wyrazić swoją wdzięczność. Jestem wzruszony - odpowiada Sebastian. I dodał: - Nieraz już samo wysłuchanie człowieka pomaga. Dziękuję.


źródło: http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,3575 ... z2XLfkrjiv
================
Zachęcam do wejścia na stronę http://www.zrobmydym.pl/ i wysłania listu.

: 27 cze 2013, 12:47
autor: NEVIL
Komentarz internauty:

JAN2

Sciema,ŚCIEMA i jeszcze raz Ściema bo nie jestem żadnym profesjonalistą ale wiem jedno gdybym chciał zatrzeć ślady w cyberprzestrzeni to wziołbyml aptopa wybrał się w miasto i siedząc sobie w aucie poszukał sygnału Wi-Fi nie zabezpieczonego hasłem i z tego adresu nadał bym jakiegoś e-meila wtedy adres IP byłby niewinnego innego użytkownika. A tu tacy spece potrafiący używać sieci światowej i potrafiący się ukrywać za serwerami nawet Stanów Zjednoczonych używają komputera stacjonarnego w domu toć to idiotyzm. Albo ktoś przemyślnie tych niby winnych sprytnie wrabia albo to prowokacja naszych spec służb nieudolnie rozpropagowująca swój wielki sukces Ja osobiście w to nie wierzę bo jest to szyte naprawdę za grubymi nićmi i ci co to wymyślili uważają iż zwykli śmiertelnicy to stado baranów co to przyjmnie każdą bzdurę.

--------------------------------

I w ten sposób, być może, aresztowano niewinnego gościa z Chrzanowa.

==========================

Ujawniamy kulisy alarmów bombowych
Obrazek
To nie była robota amatorów. Wtorkowe alarmy bombowe zostały wyjątkowo dobrze przygotowane. Akcja była zsynchronizowana, a IP, czyli numer identyfikacyjny komputera, z którego wysyłano e-maile z pogróżkami, został ukryty. – Profesjonalizm sprawców nas zaskoczył – przyznają nasi rozmówcy ze służb specjalnych.

Obawiają się nawet, że akcja była testem polskich służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo przed właściwym uderzeniem na przykład terrorystów. Dlatego brano pod uwagę nawet podniesienie alertu terrorystycznego.

Po serii maili z pogróżkami o zamachach, specjalna grupa złożona z policjantów Centralnego Biura Śledczego, agentów ABW oraz służb wywiadowczych ruszyła w cyberpościg za sprawcami dramatu, jakim były masowe ewakuacje szpitali, prokuratur i innych instytucji publicznych. Mimo ukrycia numeru IP oraz korzystania z zagranicznych serwerów dwaj podejrzewani o atak zostali namierzeni. Obydwaj zostali zatrzymani przez CBŚ – jeden w Chrzanowie, drugi, według nieoficjalnych informacji, w Katowicach. Ani policja, ani ABW nie udzielają żadnych szczegółowych informacji na temat zatrzymanych. Natychmiast po ich namierzeniu nasze służby zwróciły się o pomoc do Francji, Niemiec i USA – z tamtych serwerów korzystali bowiem cyberprzestępcy.

– Sprawdzamy serwery, prosimy o pomoc niektórych partnerów z zagranicy, w Stanach Zjednoczonych, Francji, Niemczech, bo stamtąd zostały przysłane informacje o podłożonych bombach do Polski – powiedział minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz (52l.). Na razie niewiele mówi się o motywie, jakim mieliby kierować się sprawcy. Rzecznik policji inspektor Mariusz Sokołowski stwierdził, że wolałby, aby schwytani okazali się zwykłymi sprawcami strasznego żartu, a nie osobami godzącymi w bezpieczeństwo państwa.

– Nie możemy jednak wykluczyć, że była to próba testowania systemów bezpieczeństwa w Polsce, choć wolałbym, żeby tak nie było – powiedział Sokołowski.

Policjanci pracujący przy sprawie przyznają, że „bomberzy” wykazali się dużym profesjonalizmem.

– Zaatakowali w zupełnie nowy, nieznany do tej pory sposób, uderzyli jednocześnie w wiele newralgicznych punktów – mówi nam osoba znająca kulisy sprawy. Dlatego początkowo bardzo poważnie brano pod uwagę możliwość wprowadzenia podwyższonego stanu gotowości dla służb w całej Polsce. – Sprawcy zamieszania użyli dość wyrafinowanych technik zacierania własnych śladów, ale mam nadzieję, że policja sobie z tym poradzi – stwierdził minister Bartłomiej Sienkiewicz.

źródło: http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title, ... omosc.html

: 28 cze 2013, 13:11
autor: NEVIL
Polskie prawo jest bardzo ułomne. Czas je zmienić !
======================

Nauczycielka, która w przeszłości zabiła dziecko, złożyła wypowiedzenie
Nauczycielka, której historię w "Dużym Formacie" opisał Mariusz Szczygieł, złożyła wypowiedzenie z pracy w trybie natychmiastowym. Według informacji TVN 24, zostało ono przyjęte przez dyrekcję szkoły. Kobieta przed laty została skazana dokonała brutalnego zabójstwa 6-letniego chłopca. Po odbyciu kary i zatarciu się wyroku nadal pracowała w szkole, była także na liście ekspertów Ministerstwa Edukacji Narodowej. Po burzy, jaką wywołał reportaż, zrezygnowała z pracy.

W 1982 roku sześcioletni wówczas Tomasz zmarł na skutek pobicia. Sprawczynią okazała się ówczesna partnerka ojca chłopca, Ewa T. Sanitariusz, który przybył na miejsce zgonu, zemdlał na widok ciała dziecka. Lekarka podpisująca protokół sekcji zwłok, stwierdziła, że z takim przypadkiem sadyzmu jeszcze nigdy się nie zetknęła.

Jak pisze Mariusz Szczygieł, powodem długotrwałego wymierzania kary, które doprowadziło do śmierci było zagubienie przez malucha sznurowadła. W czasie, kiedy chłopiec był bity, jego ojciec dwa razy wychodził z domu, nie zwracając uwagi na błagania o pomoc. Jak zeznał później psycholog sądowy, mężczyzna był całkowicie podporządkowany swojej partnerce.

Podczas rozprawy okazało się, że para często wspólnie biła chłopca. Dziecko było karane za najmniejsze przewinienia, najsurowsze kary wymierzane były za kłamstwo. Za każdym razem chłopiec musiał rozbierać się do naga i leżeć na brzuchu podczas wymierzania kary. Matka oskarżonej zeznała, że podobne praktyki stosowała w wychowaniu córki.

Ewa T. po wyjściu z zakładu karnego dwa razy przebywała w zakonie, jest osobą bardzo wierzącą. Wyrok uległ już zatarciu, więc w Centralnym Rejestrze Skazanych nie ma już jej nazwiska. Jeszcze do dzisiaj, kobieta pracowała jako nauczycielka matematyki. Była także na liście ekspertów ds. mianowania nauczycieli Ministerstwa Edukacji Narodowej w jednym z miast wojewódzkich.

Tusk: to przygnębiający reportaż, aż trudno w to uwierzyć

Reportaż dziś w trakcie konferencji prasowej skomentował premier Donald Tusk. - To przygnębiająca lektura. Rozmawiałem o tym tekście ze swoimi pracownikami w nocy, wszyscy byliśmy wstrząśnięci. Aż trudno to komentować - powiedział Tusk.

Jego zdaniem, fakt, iż pozwolono kobiecie pracować z dziećmi, świadczy o ułomności prawa. - Nie może być tak, że osoba, która zabiła dziecko, teraz z nimi pracuje. Trzeba znaleźć rozwiązanie. Nie można kwestionować zatarcia prawa jako takiego, bo to cywilizowana i chrześcijańska forma powrotu do społeczeństwa - dodał.

Wątpliwości co do tego, czy nauczycielka powinna dalej pozostać na swoim stanowisku, nie ma dr Monika Sujkowska, dyrektor fundacji "Dzieci niczyje". - Osoba, która dopuściła się takiego czynu, nie powinna już nigdy pracować z dziećmi, nie powinna wykonywać żadnych zawodów, które wiążą się z zaufaniem do niej, ani nie powinna mieć dzieci - mówi w rozmowie z TVN 24.

Szumilas zapowiada zmiany. "Jestem głęboko poruszona"

"Jestem głęboko poruszona sytuacją przedstawioną w artykule redaktora Mariusza Szczygła. W mojej opinii stanowi on podstawę do ponownego poddania ocenie publicznej zbyt liberalnych rozwiązań prawnych, które niedostatecznie chronią nasze dzieci" - napisała w oświadczeniu opublikowanym na stronie MEN minister Krystyna Szumilas.

Dziś na specjalnie zwołanej konferencji prasowej dodała: - Rozmawiałam już z ministrem sprawiedliwości. Chcemy, żeby w takich przypadkach kara nie ulegała zatarciu. Powinno się orzekać bezwzględny zakaz pracy w zawodzie nauczyciela - powiedziała minister edukacji.

Specjaliści: nie ma podstaw prawnych, by pozbawić ją funkcji. Trzeba się z tym pogodzić

Zanim okazało się, że kobieta sama zwolniła się z pracy, prawnicy przekonywali, że nie ma podstaw prawnych, by pozbawiać ją funkcji. - Jeżeli nie dopuściła się żadnych zachowań wskazujących na możliwość recydywy i nie popełniła żadnych innych zabronionych czynów, to nie ma podstaw do zwolnienia. Wyrok zapadł, kara została odbyta, a wyrok zatarty. Trzeba się z tym pogodzić - mówił prof. Marian Filar na łamach "Gazety Wyborczej".

"Chcemy uczestniczyć w stadnym polowaniu"

Po tekście opublikowanym we wczorajszym "Dużym Formacie" w sieci zawrzało. Internauci odszukali szkołę, w której pracuje nauczycielka, odnaleźli jej prawdziwe dane. Chcieli, żeby MEN pozbawił ją funkcji. - Kluczowy jest lęk przed tym, czy ta osoba ponownie nie dopuści się podobnego czynu i nie zrobi krzywdy innemu dziecku. Ale reakcje w sieci nie mają nic wspólnego z językiem troski, to język nienawiści, rozpoczęło się stadne polowanie, w którym chcemy uczestniczyć - mówi "GW". etyk prof. Roman Kubicki z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Dyskusja na naszym forum. "Naprawdę trudno to pojąć"

O sprawie na naszym forum dyskutują użytkownicy Onetu. Zdecydowana większość jest zdania, że nauczycielka z taką przeszłością nie powinna pracować z dziećmi. "Wszystkie tu przytoczone epitety dla morderczyni to i tak za mało. Ale trzeba wskazać winnego tej sytuacji, że ona nadal pracuje z dziećmi. Otóż kolejny nieprofesjonalny sąd nie orzekł odpowiedniego zakazu. Na poziom orzekania takich spraw przez sądy możemy i powinniśmy mieć wpływ. Tu jest sedno tego skandalu" - pisze jeden z naszych użytkowników.

Wielu komentujących bardziej szokuje sama przeszłość nauczycielki, niż jej obecna działalność. "Naprawdę trudno to wszystko pojąć, takie okrucieństwo wobec bezbronnego malca. Moim zdaniem nie tłumaczą tego nawet wydarzenia z dzieciństwa sprawczyni, fakt, że była dzieckiem maltretowanym. A ojciec? Też nie pomógł, nie przerwał tego znęcania się, nie udzielił pomocy umierającemu dziecku. Naprawdę szokujące... I chyba bardziej niż fakt piastowania przez tę panią stanowisk w edukacji..." - pisze użytkowniczka Onetu.

"Wyczyn tej pani mnie nie dziwi"

Niektórzy wskazują na to, że choćby w samych szkołach często dochodzi do znęcania się nad uczniami. Dlatego sprawa opisana "Dużym Formacie" ich nie dziwi. "W mojej podstawówce co najmniej połowa klasy »nie chwytała« programu. Tylu wyzwisk i poniżania, jakich musieli wysłuchać na każdej lekcji - a razem z nimi cała klasa - w życiu nie słyszałem. Gdyby się dało, byliby też bici, zresztą czasem ktoś dostał z liścia, o linijce i łapach nie wspominając. Niestety wyczyn tej pani zbytnio mnie nie dziwi. I jej dalsza kariera też nie, a powinna" - czytamy w jednym z komentarzy.

Dane osób wymienionych w reportażu Mariusza Szczygła zostały zmienione.

źródło: http://wiadomosci.onet.pl/kraj/nauczyci ... omosc.html

: 29 cze 2013, 12:12
autor: NEVIL
Komentarz internauty:
puuchatek

Czy panowie z klubów GP nie mogliby uszanować przynajmniej zmarłych? Co za bydło, słowo daję - szopka pod pomnikiem poległych. Niezależnie od wszystkich głoszonych haseł jeśli chodzi o poziom kultury i przyzwoitości to oni właśnie są spadkobiercami bolszewików.

Chciałoby się powiedzieć "Panowie,odrobinę godności...:" - ale o czym my mówimy? "Gazeta Polska" i godność?...


================================
Gwizdy i krzyki pod Poznańskimi Krzyżami
Obrazek


Nie pomogły apele kombatantów i władz miasta. Członkowie Klubu "Gazety Polskiej" kolejny rok z rzędu zakłócili obchody rocznicy Poznańskiego Czerwca 1956. - Gdzie jest wrak? - krzyczeli, gdy kwiaty pod pomnikiem składał konsul Federacji Rosyjskiej.


Miało być podniośle i uroczyście, ale wyszło jak zawsze. Kilkunastoosobowa grupa w czerwonych koszulkach Klubu "Gazety Polskiej" uprawiała na podniosłych uroczystościach swoją politykę.

Na apel poległych pod Poznańskimi Krzyżami przyszli z transparentami, które niewiele miały wspólnego z wolnościowymi hasłami sprzed 57 lat. "Dość Tuska i Komorowskiego. Dość liberałów i lewactwa, odzyskajmy Polskę dla Polaków", "Poznań 1956 r. PZPR = PO. Smoleńsk 2010".

- Kochani, opamiętajcie się - prosili kombatanci, gdy po mszy św. marsz z kościoła Ojców Dominikanów wszedł na pl. Mickiewicza pod pomnik Poznańskich Krzyży. - Prawdę mówimy - odpowiedzieli zdecydowanie i nie chcieli zwinąć transparentów. Później buczeli, gdy niektóre delegacje składały kwiaty. Wygwizdano m.in. Agnieszkę Kozłowską-Rajewicz, pełnomocnika ds. równego traktowania ("To nie parada równości" - krzyczano) i konsula Federacji Rosyjskiej Władimira Tkaczewa ("Gdzie jest wrak?", "Pozdrów Putina!").

Wymowne wśród tych krzyków były słowa prezydenta Poznania Ryszarda Grobelnego. - 57 lat temu poznaniacy walczyli o coś i za coś. Warto o tym pamiętać, kiedy niemal codziennie spoglądamy na Poznańskie Krzyże, przejeżdżając przez centrum miasta - mówił Grobelny. - Oni pokazują, że dziś walczą przeciwko komuś - komentowali kombatanci, wskazując na protestujących prawicowców.

Wcześniej poznaniacy uczcili pamięć bohaterów powstania z 1956 r. przed bramą Zakładów Cegielskiego, gdzie rozpoczął się robotniczy protest. - Ta rocznica to jest także okazja, żeby zapytać o dalsze losy Cegielskiego. Zostaliśmy wystawieni na żer. Mamy prawo być rozczarowani i źli - krzyczeli do mikrofonu związkowcy z Cegielskiego. A przed bramą ZNTK Ryszard Górny, wiceprzewodniczący regionalnej "S", przestrzegał: - Powstańcy wychodzili na ulice i krzyczeli, że chcą chleba i pracy. Dziś nasze dzieci wychodzą na ulice, prosząc o pracę i chleb. Uważajmy, by sytuacja z czerwca 1956 roku się nie powtórzyła.

źródło: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... 89636.html

: 29 cze 2013, 15:57
autor: motur
Z tym więźniem i 5zł to już totalna przesada. Można się nie zgadzać jak ktoś przesiedział tyle i tyle czasu, ale jak chce wyjść na prostą i się go jedzie za 5zł to świadczy o społeczeństwie. Na szczęście dobrze, bo chcą mu pomóc. BRAWA.

: 01 lip 2013, 08:08
autor: NEVIL
"Rzeczpospolita": za biedni na dzieci
Aż 3 mln bezdzietnych Polaków między 16. a 34. rokiem życia chciałoby mieć chociaż jedno dziecko. Co piąty z nich deklaruje, że się stara o nie od dłuższego czasu, ale mu nie wychodzi - informuje "Rzeczpospolita".

Pozostali zaś świadomie rezygnują z rodzicielstwa. Takie są wnioski z "Diagnozy Społecznej", największego badania socjologicznego w Polsce.

- Zlikwidowanie tylko części określonych przez nas barier sprawiłoby, że na świat przychodziłoby o 100 tys. dzieci więcej niż obecnie - podkreśla autor badania prof. Janusz Czapiński.

Cztery pierwsze miejsca listy największych barier zajmują problemy materialne. Najwięcej, bo aż prawie połowa kobiet i mężczyzn (odpowiednio: 45 i 43 proc.) nie decyduje się na potomstwo, bo nie ma pracy i pieniędzy.

Co trzeci boi się urodzenia dziecka, bo nie jest pewien swojej przyszłości, co czwarty wskazuje na wysokie koszty wychowania i wykształcenia pociechy, a co piąty skarży się na złe warunki mieszkaniowe.

To jednak niejedyne powody. Jak podkreśla Czapiński, dla wielu osób "świat jest zbyt atrakcyjny, by tracić go na pieluchy". - Dla demografii są już straceni - mówi profesor.

Więcej w dzisiejszej "Rzeczpospolitej".

źródło: http://wiadomosci.onet.pl/kraj/rzeczpos ... omosc.html

: 02 lip 2013, 12:04
autor: NEVIL
Komentarze internautów:

tu_nie_bedzie_rewolucji

Szykować pieniądze na przeprosiny i odszkodowanie za straty moralne.
Dość aresztowań "kogokolwiek" bo pan minister kazał - ze względów PR-owych.


----------------------------

badziewiak66

Przecież mało rozgarnięty czytelnik zorientował się że ta akcja była dziełem kogoś dobrze zorganizowanego , kogoś kto zna się na tych rzeczach. Przekierowali sprawę na "łosia", wiedząc jak działają służby. Jak już kogoś złapali to musi być ten, bo jest presja ze strony władzy, która jak kania dżdżu potrzebuje sukcesu. Tutaj rodzi się pytanie , jakim cudem służby dotarły do Marcina.L skoro mają słabe dowody ? Czyżby znowu jakiś koronny ?

------------------------------

kriso13

Kolejny dowód na to, że III RP to PRL-bis. Kiedyś też tak było, że jak I sekretarz powiedział, że sprawca ma być złapany, to na drugi dzień policja łapała pierwszego lepszego i można było ogłosić sukces.
Czy ktoś ma jeszcze złudzenia, że prokuratura jest niezależna i nie działa na polityczne zamówienie?


===================
"Rzeczpospolita": Słabe dowody w sprawie fałszywych alarmów bombowych
Obrazek
Prokuratura nie ma twardych dowodów na to, że 26-letni Marcin L. stoi za fałszywymi alarmami bombowymi , informuje "Rzeczpospolita", powołując się na wysokiej rangi policjanta rozpracowującego sprawę. Nie wiadomo, czy śledczy zdobędą je, analizując komputer i telefon L.

E-mail o podłożeniu ładunków wybuchowych trafił w ubiegły poniedziałek w nocy do 22 instytucji, w tym szpitali, sądów i centrów handlowych i prokuratur. We wtorek ewakuowano 2,5 tys. osób. W piątek rano Marcin L., który od kilku lat dorabiał dorywczo w Anglii jako operator wózków widłowych i magazynier w sklepie komputerowym, wylądował na lotnisku w Pyrzowicach, gdzie czekali już na niego funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego.

Marcin L. ma już na koncie wyroki za oszustwa internetowe. Gdy po aresztowaniu trafił do Prokuratury Rejonowej Katowice-Zachód, postawiono mu 32 zarzuty w sprawie za oszustwa w sieci nie związanej z fałszywymi alarmami.

W sprawie jest jednak wiele wątpliwości. Bo czy autor e-maili o bombach wracałby do Polski, wiedząc, że jest rozpracowywany? I czy umieszczałby w e-mailach swoje nazwisko? Czy w cztery dni policja była w stanie uzyskać mocne dowody winy L., skoro wiadomości wysłano z serwerów zarejestrowanych w USA, Niemczech i Francji? Jaki motyw mógłby mieć Marcin L.? - pisze "Rz", powołując się na osoby zbliżone do śledztwa.

- Uznaliśmy, że dowody są wystarczające do przedstawienia zarzutów i wniosku o areszt, co potwierdził sąd - stwierdza prok. Marta Zawada-Dybek, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Katowicach. Nie zdradza, czy L. się przyznał.

Mężczyzna ma licznych wrogów; w Internecie można znaleźć dziesiątki wpisów przy jego nazwisku o tym, że jest bezkarnym oszustem. Wiele osób miałoby dobry powód, by próbować go wrobić w sprawę fałszywych alarmów, podszywając się pod jego adres IP.

Czytaj więcej na stronie "Rzeczpospolitej" >>>

źródło: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... 05262.html

: 04 lip 2013, 07:34
autor: NEVIL
Nie dla elektrowni jądrowej w Polsce!
Obrazek
Może za ostro powiedziane. Może nie tyle „nie”, co „jeszcze nie” i może nie pod rządami tej ekipy.

Wyjaśnijmy sobie coś – jestem gorącym zwolennikiem energetyki jądrowej. Wciąż uważam, że energia jądrowa ma przed sobą przyszłość a postępujące badania nad bezpieczeństwem tej technologii sprawiają, że jest szansa na to aby energetyka jądrowa była nie tylko bezpieczna, ale też by mogła spokojnie funkcjonować równolegle z innymi źródłami. Od moich przekonań nie oddali mnie płaczliwy krzyk ekologów (zazwyczaj zresztą suto opłacanych przez rozmaite technologiczne lobbies), a tym bardziej wszelkie katastrofy związane z energetyką jądrową.

„Jak to?” – zapyta płaczliwie ekolog – „A Czarnobyl?” – pada oklepany frazes. Otóż dziewczynko, chłopczyku – w Czarnobylu Rosjanie nie prowadzili normalnego programu elektrowni jądrowej, tylko pod przykrywką tejże zajmowali się wzbogacaniem uranu do bomb A. Jest to fakt dość powszechnie znany, ale jak to z niewygodnymi faktami bywa – ignorowany. Jednym z dowodów na to jest fakt, iż elektrownia czarnożylska działa do dziś, zaś tuż koło niej znajduje się super-tajny kompleks wojskowy, obstawiony fifty-fifty przez Ukraińców i Rosjan. „Jak to?” – płacze znów ekolog – „A Fukushima?”. No Fukushima to faktycznie przykład tego jak głupota ludzka potrafi doprowadzić do prawdziwej tragedii, bo budowanie tej akurat elektrowni jądrowej w tamtym miejscu było cokolwiek dyplomatycznie mówiąc nierozważne, szczególnie, iż inżynierowie zdawali sobie sprawę jak ryzykowna jest budowa elektrowni w tamtym położeniu. Czemu mimo to ten ośrodek powstał? A o to proszę pytać Japończyków. „Jak to?” – miota się wreszcie ekolog – „A przecież Niemcy ogłosili po Fukushimie zamknięcie swoich siłowni jądrowych i rezygnację z programu atomowego!”. Tak, to prawda – ogłosili i nawet wiele z nich zamknęli… a potem zamienili stare siłownie na nowe i uruchomili je z powrotem. Z czasem zresztą uznali (było to nawet ujęte w komunikat prasowy), iż decyzja o rezygnacji z programu jądrowego była cokolwiek przedwczesna i się z niej wycofują.

Otóż nie – ja jestem przeciwnikiem budowy elektrowni jądrowej w Polsce z powodu o wiele bardziej prozaicznego. Po prostu nie chcę aby była ona budowana tak jak budowane były autostrady, stadiony albo echem pasy startowe – wiecznie nieoddanie, pełne narobionych przekrętów i wałków, niezdatne do użytkowania bez miliona poprawek i kontroli.

Niedawno gruchnęła wieść o tym, iż spółka mająca budować elektrownię jądrową w Polsce w jakichś niejasnych okolicznościach przekazywała kasę na sopocki klub sportowy. Cóż, aż chce się zakrzyknąć „elektrowni jeszcze nie ma, a przekręty już są!”. Sądzę, że tak będzie wyglądać cała próba budowy elektrowni jądrowej w naszym kraju. Co chwilę wałki, padający podwykonawcy… a to buchnie ktoś beton, a to prętów będzie za mało, a to uran zaginie, bo ktoś sprzeda koledze, a to elektronika do konsol tworzona przez jakąś firmę nie-wiadomo-skąd, akurat przypadkiem należącą do „bogatego i pięknego” kolegi danego ministra z którym ten wymienia się zegarkami… Nie wierzą mi Państwo? No to proszę poczytać dalej.

Pomorze. 10 kilometrów od Gdyni jest miejscowość Rumia. Znajduje się tam piękny zespół budynków mieszkalno-handlowych. Wysoki, elegancki, ładny, z podziemnym parkingiem. Tak się jakoś składa, iż kompleks ten został wybudowany z materiałów całkiem dosłownie wykradzionych z transportów na budowę elektrowni w Żarnowcu. Tak, tej elektrowni, która nigdy nie została wybudowana. Tak jakoś się składało, że ciężarówki i pociągi z materiałami troszkę dłużej zatrzymywały się w Rumi i zawsze coś tam z nich znikało. Cóż – dla mnie to tylko dobrze – elektrownia nie powstała (westchnienie ulgi numer 1.), a Rumia dorobiła się pięknej zabudowy (westchnienie ulgi numer 2.). Oczywiście – to tylko legenda, wcale nic nie sugeruję – możliwe, że po prostu materiały brały się z powietrza – takiej możliwości nie można wykluczyć.

Tak więc, Szanowni Państwo, jeśli chodzi o budowę elektrowni jądrowej w Polsce to jestem absolutnie i na sto procent na NIE!

Także, panie Grad, panu i pana elektrowni już dziękujemy. Następny!

źródło: http://wgospodarce.pl/opinie/5158-nie-d ... j-w-polsce + komentarze

: 06 lip 2013, 17:44
autor: NEVIL
Komentarze internautów:

@pies_w_studni

Zuzlowcy, jak i niektorzy dziennikarze do tytanow intelektu nie naleza, wiec moze pewnych rzeczy nie zrozumieli. Moze wiec objasnie: w sytuacji gdy zlamanie nie jest otwarte, nie ma ucisku na nerw czy tetnice a klient jest z daleka, wtedy nie operuje sie na miejscu tylko wsadza lape w gips i wypuszcza sie, zeby jechal do domu i operowal sie w miejscu zamieszkania. Robi sie to po to aby pacjent mial opieke pooperacyjna na miejscu i nie musial na usuniecie zespolenia z kosci jechac przez pol Europy. Jest to standardowe postepowanie w takich przypadkach."

---------------------------------

ergosumek

Jak Duńczyk POdsumował naszą medycynę, to zaraz wielkie halo, a jak 30 milionów Polakow mówi to samo, to jak grochem o ścianę...

Wniosek: jeden Duńcyk więcej znacy niż wsyscy Polacy.


==============================

Duński żużlowiec: "To możliwe, że Polska jest w UE?"
Obrazek
Zawodnik Orła Łódź Kenni Larsen, który w meczu z Lubelskim Węglem KMŻ upadł na lubelski tor i złamał rękę, w niewybrednych słowach wyraził swoją opinię o polskiej służbie zdrowia. Dyrekcja szpitala broni jednak swoich lekarzy, dowodząc, że zrobili nawet więcej, niż było potrzeba.

Larsen, jeden z liderów Orła, w wyścigu 13. meczu LW KMŻ - Orzeł jechał na drugim miejscu za Karolem Baranem. Na jednym z łuków Duńczyk nie opanował motocykla i wpadł w tylne koło zawodnika lubelskiej ekipy. W efekcie zderzenia Larsen przeleciał przez kierownicę i upadł na tor. Zawodnik gości został przewieziony do szpitala z podejrzeniem złamania ręki i meczu nie kontynuował.

Więcej: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... _UE__.html

: 08 lip 2013, 11:40
autor: NEVIL

Rostowski zabierze Tuskowi samolot?
Obrazek
Wiadomo, że minister finansów Jacek Rostowski musi ciąć wydatki budżetowe, bo w kasie państwowej brakuje jakieś 25 mld zł. Podpowiadam komu i dlaczego należy zabrać. W sumie numery są dwa.

Numer 1 - Donald Tusk

Premierowi Rostowski może obciąć część pieniędzy na samolot. Lot w obie strony to - według wyliczeń RMF FM - 22 tys. zł. Jeśli policzy się liczbę weekendów, a tych w roku jest 53, to rocznie daje to sumę 1 mln 166 tys. zł. By być bardziej populistycznym, to podstawowe procedury medyczne, ratujące życie dzieci chorych na białaczkę kosztują na jedno dziecko 5 tys. zł. Gdyby więc połowę tych pieniędzy, które Tusk wydaje na samolot, przeznaczyć na leczenie, to 116 dzieci rocznie można uratować przed śmiercią lub przyspieszyć ich leczenie.

Numer 2 - Sejm, Senat i administracja rządowa

Te sfery to są prawdziwe źródła pieniędzy. Nie chcę by zabrano im wszystko, bo ja nie komunista ani rewolucjonista, ale niewątpliwie w związku z kryzysem politycy i urzędnicy winni mieć obniżone wynagrodzenie o 20-30%. To da budżetowi kilkaset milionów miesięcznie, a rocznie 2-3 mld zł.

Więcej numerów nie ma. Dlaczego? Otóż bo te dwa światy w ostatnich miesiącach wykazały się zwyczajną bezkarnością w marnotrawieniu publicznych pieniędzy. Zwykła przyzwoitość i sprawiedliwość społeczna domaga się równego traktowania wszystkich. Rostowski ma gdzieś publiczne pieniądze i oszczędzanie, czemu dał dowód, gdy zatrudnił 9 wiceministra w resorcie, którym kieruje. Minister sportu wywaliła na koncert Madonny niecałe 6 mln zł i też jest dobrze - tak twierdzi jej szef Donald Tusk. Politycy i urzędnicy nie szanują tego, że inni ciężko pracują, bo oni rządzą czyli w większości przypadków marnotrawią.

Panie Rostowski: czy stać pana na męskie decyzje, czy też pan nie wie o czym piszę?

Jacek Strzelecki

źródło: http://wgospodarce.pl/opinie/5261-rosto ... wi-samolot

: 09 lip 2013, 23:20
autor: NEVIL
Mężczyźnie operowano jajnik i badano macicę. Tak informuje ZIP
Pacjentowi z Rzeszowa ZIP przypisał historię leczenia innego pacjenta - kobiety. Skąd taka pomyłka?

Zintegrowany Informator Pacjenta to system, który pozwala prześledzić, jak wyglądały nasze kontakty z publicznymi lecznicami. Gdzie, kiedy i u kogo się leczył postanowił sobie przypomnieć pan Mateusz z Rzeszowa. Przyszedł do rzeszowskiego oddziału NFZ, zarejestrował się w systemie, otrzymał login i hasło.

Nieprawdopodobna historia leczenia

Dzień później zyskał dostęp do informacji. Jednak od początku nic się nie zgadzało.

- Na ekranie wyświetliły się dane lekarza rodzinnego, tyle że nie mojego. I choć zdrowie mi dopisuje, a pamięć tym bardziej, to przeszedłem ponoć płukanie ucha. Wpisano mi także na konto, z powodu nadżerki, wizytę u dermatologa. Wykazano jeszcze kilka wizyt u dentysty, które też nie mogły być moje, bo zęby od zawsze leczę w prywatnie – opowiada mieszkaniec Rzeszowa.

Prawdziwą sensację ujawnił jednak zapis dotyczący marca 2010 roku. Wynikało z niego, że w jednym z rzeszowskich szpitali pan Mateusz miał operowany jajnik!

- I jeszcze badaną palpacyjnie macicę. Oczywiście, bez USG tego narządu też się przy okazji nie obyło – na dowód swoich słów mężczyzna pokazuje rejestr usług medycznych, z których według NFZ skorzystał.

- Żona żartuje, iż po tym, czego dowiedziała się z ZIP-a na mój temat ona na razie rezygnuje z rejestracji. Bo jeszcze się okaże, że posiada prostatę – śmieje się pan Mateusz.

Pomyłka PESEL-u

Więcej: http://wiadomosci.onet.pl/regionalne/rz ... omosc.html

: 10 lip 2013, 12:50
autor: NEVIL
Komentarz internauty:

niktwazny126

Przyjęło się, że kościół = księża. Krytyka księdza, nawet najdurniejszego, wypranego z ludzkich uczuć, politykującego bez umiaru, pedofila czy pijaka przyjmowany jest jak atak na wartości religijne. Obrońcy kościoła zdają się nie zauważąć, że to wlaśnie ci, ktorzy powinni krzewić wiarę, odrzucają od niej wiernych myslących

=========================
Wielowieyska: Gdzie w Ewangelii jest napisane, że nie wolno przyjaźnić się z Moniką Olejnik i rozmawiać z Nergalem?
Obrazek
"W obronie ks. Lemańskiego stanęły media, których jednym z priorytetów jest walka z Kościołem" - czytamy dzisiaj w "Rzeczpospolitej". Te media - zdaniem autorki - są "fałszywymi przyjaciółmi" duchownego. - A gdzie w Ewangelii jest napisane, że nie wolno przyjaźnić się z Moniką Olejnik? Gdzie jest napisane, że o. Rydzyk jest świętością? - zastanawiała się w TOK FM Dominika Wielowieyska.

Publicystka przyznała w Poranku, że ks. Wojciech Lemański powinien odwołać się od decyzji abp. Henryka Hosera w sprawie usunięcia z parafii i wysłania na emeryturę. - Niepotrzebnie jednak zaatakował abp. Hosera i na dodatek nie chce powiedzieć, jakie zachowanie było niegodne arcybiskupa. To uważam za błąd. Ale jak najbardziej broniłabym ks. Lemańskiego.

"W obronie kapłana buntownika stanęły media, których jednym z priorytetów jest walka z Kościołem" - pisze w "Rzeczpospolitej" Marta Brzezińska-Waleszczyk. - Ciekawe, co pani Marta uważa za walkę z Kościołem. Czy może walką z Kościołem jest namawianie hierarchów, żeby nie kryli księży pedofilów? - pytała Wielowieyska. - To nie jest walka z Kościołem, tylko walka o to, żeby Kościół był realną wspólnotą, która promuje wartości ewangeliczne, a nie opartą na fałszywym, bezsensownym posłuszeństwie. To nie walka z Kościołem, ale próba przekonania hierarchów, że Kościół to wspólnota, a nie folwark, którym zarządza się wedle własnego widzimisię - mówiła dziennikarka "Gazety Wyborczej".


"Gdzie w Ewangelii jest napisane, że nie wolno przyjaźnić się z Moniką Olejnik"

"Czy przypadkiem gdzieś już tego nie widzieliśmy? Czy w podobną histerię nie popadły lewicowe media, kiedy zakaz wypowiedzi otrzymał ksiądz Boniecki?" - pisze dalej Brzezińska-Waleszczyk. - Owszem, pani Marto, wpadły - ripostowała Wielowieyska.

"Przyjaciel Moniki Olejnik i Nergala, chętnie krytykujący ojca Rydzyka i mówiący, że krzyża w Sejmie właściwie mogłoby nie być" - opisuje ks. Lemańskiego "Rzeczpospolita". - Chciałabym zapytać, gdzie w Ewangelii jest napisane, że nie wolno przyjaźnić się z Moniką Olejnik, rozmawiać z Nergalem? Gdzie jest w Ewangelii napisane, że o. Rydzyk jest świętością, na której temat nie można się wypowiadać? Namawiam wszystkich fundamentalnych katolików, żeby zajrzeli do Ewangelii, zobaczyli, co tam jest - apelowała Wielowieyska.

"Pan Jezus dostałby po głowie od kościelnych hierarchów"

- Jeżeli usłyszałam w TVN24 bodajże ks. Oko, który jako główny zarzut wobec ks. Lemańskiego przedstawia fakt, że ten publicznie powiedział, że lubi słuchać Janiny Paradowskiej w TOK FM, to na miłość boską, co to jest za zarzut? - denerwowała się Wielowieyska. - Czy duchowny, który wypowiada tego typu zdanie, zastanowił się w ogóle, o czym mówi? - pytała dziennikarka. - Wydaje mi się, że pan Jezus, który chodził do celników i grzeszników rozmaitej maści, to by dopiero dostał po głowie od ks. Oko, abp. Hosera i wszystkich hierarchów, że się zachowuje nie tak, jak trzeba, chodzi nie tak, jak trzeba i rozmawia nie z tym, kim trzeba - stwierdziła Wielowieyska.

źródło: http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,1425 ... BoxWiadTxt

: 10 lip 2013, 19:41
autor: NEVIL
Najgorszy rok dla gospodarki od upadku PRL-u
Za mało oszczędzamy, miejsc pracy ubywa, a społeczeństwo się starzeje. Polska gospodarka rozwija się najwolniej od upadku komunizmu. Ekonomiści obawiają się, że grozi nam trwałe spowolnienie.

Najnowsze szacunki Narodowego Banku Polskiego pokazują, że produkt potencjalny Polski (wskaźnik wyliczany przez ekonomistów, nazywany też potencjałem wzrostu PKB - czyli maksymalna moc wytwórcza gospodarki) spada i wynosi już mniej niż 3 proc. W dodatku co najmniej do 2015 r. polska gospodarka nie będzie w pełni wykorzystywać swoich możliwości - informuje "Rzeczpospolita".
Co więcej w tym roku PKB naszego kraju ma wzrosnąć o 1,1 proc., a to oznacza najwolniejszy wzrost od chwili rozpoczęcia transformacji ustrojowej.

Prof. Leszek Balcerowicz ostrzega, że polskiej gospodarce grozi stałe spowolnienie wzrostu - Po pierwsze, wskutek starzenia się społeczeństwa, przy braku dodatkowych reform, zatrudnienie będzie spadać; mimo głównej reformy zrobionej przez rząd Donalda Tuska, czyli podwyższenia wieku emerytalnego. A to co było naszą główną siłą, czyli wzrost efektywności, też słabnie. Za mało także mamy inwestycji, zwłaszcza prywatnych - podkreśla były szef NBP.

- Nie sądzę abyśmy powrócili na ścieżkę wzrostu w okolicach 5 proc. - zgadza się Janusz Jankowiak główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu.

Inni ekonomiści zwracają też uwagę na niską stopę oszczędności w polskiej gospodarce oraz niski współczynnik aktywności zawodowej. W Polsce pracuje 65 proc. osób w wieku 20-64 lata, a w Niemczech 78 proc.

Choć prognozowane przez NBP 1,1 proc. wzrostu PKB w 2013 r. to dla Polski bardzo słaby wynik, to i tak wygląda dobrze na tle prognoz MFW dla strefy euro. W tym roku gospodarka eurolandu ma skurczyć się o 0,3 proc., podczas gdy średnie tempo wzrostu gospodarczego dla całego świata ma wynieść 3,1 proc. PKB regionu Europy Środkowo-Wschodniej ma wzrosnąć o 2,2 proc. w 2013 r. i o 2,8 proc. w 2014 r.

- Problemy z produktywnością gospodarki oznaczają, że w dłuższej perspektywie wolniej rosną dochody gospodarki na mieszkańca, czyli dobrobyt Polaków - zauważa Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole Bank Polska. Jego zdaniem Polska pod względem zamożności wciąż będzie doganiać państwa bardziej rozwinięte, ale proces ten będzie długotrwały.

Na razie w ciągu ostatnich 20 lat o prawię połowę zmniejszyliśmy dystans dzielący nas od gospodarki Stanów Zjednoczonych i ponad połowę wobec Europy, zauważa Ignacy Morawski, główny ekonomista FM Banku PBP. Jego zdaniem przewagę nad krajami rozwiniętymi udałoby się utrzymać dzięki usprawnieniu regulacji i systemu podatkowego oraz poprawy sytuacji w sądownictwie.

źródło: http://finanse.wp.pl/kat,102634,title,N ... omosc.html

: 10 lip 2013, 21:00
autor: NEVIL
Komentarz internauty:

stempelgromadzki
Przecież tego zachowania prokuratury nie da się skomentować.
Nawet w niecenzuralny sposób.


========================

Śmierć przy ul. Teligi. Pobicia nie było, ofiara zmarła
Zapis z kamery monitoringu to za mało, by prokuratura zatrzymała 29-letniego mężczyznę, który 10 dni temu przed blokiem przy ul. Teligi w Krakowie pobił się z 69-latkiem. Starszy mężczyzna zaraz potem zmarł.

69-letni Marian S. popołudnie 1 lipca spędzał w swoim mieszkaniu. W pewnej chwili usłyszał, jak młody mężczyzna kopie w drzwi klatki schodowej bloku. 29-letni Marcin W. chciał się dostać do środka, by znaleźć dłużnika (był mu podobno winny około 30 zł). Wcisnął już przyciski domofonu niemal do wszystkich mieszkań w bloku, ale nikt go nie wpuścił. Poirytowany kopał więc w drzwi.

Marianowi S. w końcu puściły nerwy - wziął drewniany kij, psa i wybiegł przed klatkę wygrażać zakłócającemu mu spokój mężczyźnie. Na nagraniu z monitoringu widać, jak wymachując pałką, przegania Marcina W. Jednak po chwili młody mężczyzna obezwładnia starszego pana i wielokrotnie okłada go pięściami w krzakach. Gdy zaatakowany traci przytomność, odchodzi. Wszystko to wyraźnie widać na nagraniu z monitoringu.

Mija dobrych kilka minut, zanim z klatki wybiegają sąsiedzi Mariana S. Kolejnych kilka, zanim przystępują do reanimacji. Gdy pod blok przy ul. Teligi podjeżdża karetka, nie ma już kogo ratować - starszy mężczyzna nie żyje.

Wciąż jest na wolności

Dziesięć dni od zdarzenia Marcin W. wciąż jest na wolności.

Dlaczego? Bo nie wiadomo, czy 69-letni Marian S., chorujący na serce, zmarł na zawał czy w wyniku pobicia. Zresztą słowo "pobicie" też jest w tym przypadku nieodpowiednie. "Pobić" - według polskiego Kodeksu karnego - mogą co najmniej dwie osoby. Jedna może co najwyżej spowodować obrażenia.

Marian S. siniaki po ciosach 29-latka musiałby leczyć siedem dni czy więcej, gdyby przeżył? Tego też prokuratura jeszcze nie wie. Bo na wyniki sekcji zwłok w Polsce nie czeka się, ot, ekspresem, dziesięć dni.

A skoro prokuratura nie wie, to Marcina W. puściła na razie wolno bez żadnych zarzutów. A jak nie ma zarzutów, to nie ma środków zapobiegawczych - nie zabiera się paszportu, nie wymaga meldowania na komisariacie, nie składa wniosku o areszt.

Komentarz

Marcin W. mógłby siedzieć teraz pod palmą na Majorce i popijając kolorowe drinki, opowiadać tamtejszym mieszkańcom, że w Polsce można zakłócić spokój mieszkańcom, prowokować ich, obić starszego pana po głowie (przekraczając granice obrony koniecznej), nie udzielić mu pomocy i spokojnie wyjechać z kraju, mając status świadka.

Nie podoba mi się reakcja 69-letniego Mariana S. Zamiast wychodzić przed blok z pałą, niczym samozwańczy osiedlowy szeryf, powinien zadzwonić po służby porządkowe. Ale pamiętam błyskawiczną interwencję sprzed roku tej samej prokuratury Kraków-Podgórze, która prowadzi teraz sprawę z ul. Teligi.

Jeden z radnych dzielnicowych pomógł policji w namierzeniu sprawców napadu z maczetami, a potem, gdy nie stawił się na dwa wezwania prokuratury, został do niej doprowadzony po uprzednim zatrzymaniu na 24 godziny i spędzeniu nocy na dołku. Dało się? Dało.

źródło: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... marla.html