44444 forum LUBIN.pl • Co się w tym kraju dzieje ? ! - Strona 393
Strona 393 z 467

: 22 cze 2019, 15:33
autor: NEVIL
Komentarze:
SzczeroUsty

SKOŃCZCIE bić piane na wodzie Zajmijcie sie kontraktami które POprzednicy nam zafundowali ściągając od lat setki milionów ton śmieci i środków chemicznych niebezpiecznych dla ludzi A producentom ( właściwie ich zleceniodawcom ) nakazać przymusowe odzyskiwanie plastików A NIE PRZERZUCANIE WINY NA ZWYKŁYCH LUDZI I ROBIENIA NA NICH BIZNESÓW
--------------------------------
~PRAWDZIWA PRAWDA-

Śmieci były tanie. Później wprowadzili segregację i wciskali nam że jak chcecie mieć taniej to musicie segregować, ale suma summarum i tak podnieśli nam ceny wciskając bzdury że mamy taniej. I teraz znowu się nas straszy że będą podwyżki. Banda złodziei i darmozjadów rządzi nami i całą unią . Politycy to oszuści i złodzieje. Mam was dość. Namawiam wszystkich do totalnej rewolucji bo inaczej nas wykończą. I tak jest ze wszystkim.
===========================
Grożą nam kary za zbyt niski poziom recyklingu
Trudno będzie w skali całego kraju zrealizować cel, jakim jest uzyskanie 50 proc. odzysku materiałowego z odpadów komunalnych. Bardziej realny wydaje się poziom 35-40 proc. - ocenia Karol Wójcik z działu komunikacji firmy Byś zajmującej się odbiorem i zagospodarowaniem odpadów. To oznacza, że Polsce grożą kary.
Obrazek
Wskazany cel powinniśmy osiągnąć, podobnie jak inne kraje unijne, do 2020 r. Nakłada go na państwa dyrektywa unijna. Kraje członkowskie mogły wybrać jedną spośród czterech metod liczenia wskazanych w przepisach poziomów. Polska wybrała opcję dotyczącą czterech frakcji - papieru, metali, tworzyw sztucznych i szkła.

Jednak branża alarmuje, że przy dotychczasowym poziomie selekcji te cele są niewykonalne. - Uważam, że to nierealne. Polska nie osiągnie tych poziomów, bo ciężko będzie nadrobić zaległości minionych 5-6 lat. Być może udałoby się dojść do 35-40 proc., ale nie do 50 proc. - uważa Karol Wójcik.

Wstępna selekcja ma sens

Podkreśla on, że wstępna selekcja śmieci w gospodarstwie domowym zdecydowanie poprawia poziomy odzysku w postaci surowców i paliwa alternatywnego (tzw. RDF, używanego przez cementownie jako alternatywa dla węgla). W przypadku śmieci zmieszanych w firmie Byś wynoszą one 70 proc., a w przypadku wstępnie posegregowanych - aż 90 proc.

Dlatego pierwszym krokiem do racjonalnej gospodarki odpadami jest segregacja w gospodarstwach domowych.

Jest to szczególnie istotne w przypadku papieru. Wrzucenie kartonów do odpadów zmieszanych powoduje, że stają się wilgotne i nie nadają się do ponownego użycia. Świetnie w recyklingu sprawują się białe folie. Udaje się zagospodarować również plastikowe butelki, metal i wiele innych odpadów.

To, czego nie da się ponownie zużyć, trafia na legalne składowiska śmieci lub do spalarni, których w całej Polsce jest dwanaście. I w jednym, i w drugim przypadku moce przerobowe są mniejsze niż popyt na usługę. W efekcie wzrosły także cenniki składowania i spalania. To kolejny argument, poza odpowiedzialnością za środowisko, który wskazuje na potrzebę segregacji i odzysku materiałów.

Usługa musi kosztować

Więcej: https://biznes.interia.pl/wiadomosci/ne ... 19671,4199

: 22 cze 2019, 19:41
autor: NEVIL
Komentarze:
Anonim

Brawo dla miotaczy jajek , dobra robota ludziska ! Dlaczego nie chcą o chorobach wenerycznych, dotykających pedałów i zboczeńców rozmawiać, hę? Precz z pedałopromocją bo Promocja zboczeń jest złem i prawo powinno tego zabraniać. Jeśli nie zabrania to jest to chore prawo i należy je jak najszybciej zmienić.
------------------------------
Anonim

A sanepid byl? Przeprowadzono po nich dezynfekcje?
-----------------------------
słoneczna

Trzeba być mocno szurniętym żeby chodzić po ulicy i chwalić się, że się jest pederastą. Ja rozumiem, że ktoś się chwali, że skończył studia z wyróżnieniem, że umie ładnie śpiewać, czy jest mistrzem w swoim zawodzie czy wyróżnia się inną pożyteczną lub intelektualną umiejętnością. Ale chwalić się że jest się dewiantem i dlatego żądać przywilejów, to trzeba być popierniczonym do imentu.
==========================
Po sądowym sporze Marsz Równości przeszedł przez Rzeszów. Został obrzucony jajkami
Obrazek
Najpierw prezydent Rzeszowa zablokował organizację marszu równości w mieście, jednak po skierowaniu sprawy na drogę sądową orzeczono odmienne rozstrzygnięcie. Ostatecznie dziś marsz przeszedł ulicami Rzeszowa, a na jego drodze stanęły liczne kontrmanifestacje. Uczestnicy jednej z nich obrzucili maszerujących jajkami.

W II Marszu Równości w Rzeszowie wzięło udział kilkaset osób. Hasłem tegorocznej edycji było: "Ze wszystkimi jest nam po drodze". Wśród uczestników marszu najwięcej było młodzieży, ale można było zobaczyć również dorosłych, w tym także matki z dziećmi.
Postulaty uczestników tegorocznej parady były takie jak w ubiegłym roku, m.in.: pełna równość małżeńska, włącznie z prawem adopcji, uproszczenie do minimum prawnych procedur uzgodnienia płci, etyka i edukacja antydyskryminacyjna zamiast katechezy i rozszerzenie katalogu mowy nienawiści o orientację seksualną, tożsamość płciową.
Jak podała PAP rzeczniczka podkarpackiej policji nadkom. Marta Tabasz-Rygiel ostatecznie zgłoszonych było 10 kontrmanifestacji.

Ich uczestnicy kierowali w stronę idących hasła przeciwko ideologii LGBT, m.in. „stop dewiacji”, „stop homopropagandzie”, „zakaz pedałowania”. Próbowali także wejść na jezdnię, którą przechodził Marsz Równości, ale zostali odizolowani kordonem policji. W stronę idących rzucili też jajkami. Nie doszło jednak do poważniejszych incydentów i bójek.

Dla zapewnienia bezpieczeństwa policja skierowała duże siły, w tym kilkadziesiąt oznakowanych radiowozów, policję konną i funkcjonariuszy z psami.

Oficer prasowy rzeszowskiej policji nadkom. Adam Szeląg podał PAP, że ze względu na silne emocje towarzyszące sobotniemu marszowi i kontrmanifestacjom było więcej policji, niż przy innych masowych zgromadzeniach. Przekazał też PAP wstępne dane, z których wynika, że wylegitymowano siedem osób, a w związku z naruszeniem nietykalności cielesnej policjanta zatrzymano jedną osobę – 56-letniego mieszkańca pow. rzeszowskiego.

Według organizatorów w II Marszu Równości wzięło udział około 800 osób, według policji było ich około 400.

Organizacji Marszu Równości chciał zakazać prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc. Jego rzecznik Maciej Chłodnicki wyjaśniał wówczas, że na taką decyzję wpłynęły względy bezpieczeństwa. Od decyzji prezydenta Rzeszowa zakazującej manifestacji odwołali się do sądu niektórzy organizatorzy manifestacji, w tym także Marszu Równości. Do tego odwołania przyłączył się Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar i w piśmie procesowym skierowanym do Sądu Okręgowego w Rzeszowie wniósł o uchylenie decyzji o zakazie manifestacji. Sąd Okręgowy w Rzeszowie uchylił w całości decyzję prezydenta miasta zakazującą drugiego Marszu Równości i 29 kontrmanifestacji. Od wyroku nikt się nie odwołał i wyrok się uprawomocnił. Ostatecznie zgłoszonych zostało 10 kontrmanifestacji i II Marsz Równości.

źródło: https://niezalezna.pl/276834-po-sadowym ... ny-jajkami

: 22 cze 2019, 22:36
autor: NEVIL
Komentarze::
obserwaTOR

panie Morawiecki-nie daj się tym POdłym aktywistom.Niech POdadzą swój plan wprowadzania ochrony środowiska, analizę kosztów i źródło funduszy do wprowadzenia tego w życie.Moje wyrazy uznania za odwagę
-----------------------------------
PutinManek

A ten POtężny greenpic jak sobie radzi w sprawie zamku w Puszczy Noteckiej? Widział tam kto eko-terrorystę? Na co się zdają te miliony z Kremla, skoro i tak ziemia kręci się bez tych cwaniaczków?
----------------------------------
kors

greenpeace to agentura, największych producentów nie czepiają, kto to opłaca w ogóle, ja nie mam czasu by gdzieś wisieć na drzewach i śmigać po kominach
===========================
Hucpa ekologów! Aktywiści Greenpeace wyświetlili twarz premiera na kominie elektrowni. Widać też napis "Wstyd"
Obrazek
W nocy z piątku na sobotę na chłodni kominowej elektrowni w Bełchatowie aktywiści Greenpeace wyświetlili twarz premiera Morawieckiego z napisem „Wstyd”. Zaprotestowali w ten sposób przeciwko zablokowaniu zapisu o dojściu do 2050 r. UE do neutralności klimatycznej.

Aktywiści Greenpeace w nocy z piątku na sobotę wyświetlili na chłodni kominowej elektrowni w Bełchatowie twarz premiera oraz napis „Wstyd”, a także w wersji angielskiej „Shame”. Według lokalnych mediów akcja przeprowadzona około drugiej w nocy nie wymagała wejścia na teren elektrowni, co zdarzało się podczas wcześniejszych protestów.

W sobotę na stronie internetowej Greenpeace Polska podano, że nocną projekcją na chłodni kominowej elektrowni w Bełchatowie aktywiści chcieli przypomnieć premierowi Mateuszowi Morawieckiemu o „pilnej potrzebie ochrony klimatu w odpowiedzi na zablokowanie przez Polskę zobowiązania UE do osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 r”.

Ich akcja była odpowiedzią na to, że podczas czwartkowego szczytu UE zapisy wniosków końcowych, które mówiły o dojściu UE do neutralności klimatycznej do 2050 r., zablokowała Polskę i kilka innych państw unijnych. Zdaniem premiera podjęte na szczycie UE i prowadzone dyskusje odpowiadają interesowi Polski.

Na zdjęciach z nocnej projekcji aktywistów można dojrzeć dwóch największych niszczycieli klimatu w Polsce. Pierwszy to największy europejski emitent dwutlenku węgla – elektrownia na węgiel brunatny w Bełchatowie. A drugi to premier Morawiecki, który w skrajnie nieodpowiedzialny sposób zablokował potrzebny Europie i Polsce cel neutralności klimatycznej

— skomentował te działania w internecie koordynator kampanii „Klimat i energia” w Greenpeace Marek Józefiak.

Zdaniem Józefiaka premier, zasłaniając się rzekomym dobrem obywateli, tak naprawdę skazuje ich na jeszcze dłuższe fale upałów, na częstsze powodzie, coraz bardziej niszczycielskie huragany i na dotkliwszą suszę.


Mateusz Morawiecki ma szansę przejść do historii jako premier, który zgodził się na niszczenie klimatu i z pewnością nie jest to powód do dumy

— podkreślił.

Z kolei Morawiecki do decyzji o zablokowaniu zapisu o dojściu do neutralności klimatycznej do 2050 r. odniósł się w sobotę podczas porannej rozmowy w RMF FM. Mówił m.in., że nie może tak być, żeby koszty zmian klimatycznych ponosili najbiedniejsi.

Ci, którzy się fantastycznie rozwinęli, muszą ponosić największe koszty, a my jednocześnie wskazujemy na to, że jesteśmy tym państwem, które najwięcej zredukowało emisję CO2 od 1988 r., o ponad 30 proc.

— dodał szef rządu.

źródło: https://wpolityce.pl/polityka/451937-hu ... a-premiera

: 24 cze 2019, 11:31
autor: NEVIL
Bałtyckie dorsze z owrzodzeniami. Niedaleko polskiego wybrzeża leży tykająca bomba chemiczna!
Obrazek
Z roku na rok coraz trudniej o połowy dorsza w Bałtyku. Nie dość, że ryby tej jest coraz mniej, to niepokojąco brzmią informacje o dorszach z owrzodzeniami i niegojącymi się ranami. W kontekście powyższego warto wiedzieć, że w latach 40-tych XX wieku Niemcy i Rosjanie zatopili w Bałtyku ok. 50 tys. ton różnego rodzaju broni chemicznej. Beczki z fosforem białym, sarinem czy iperytem, zamiast być topione na głębokości 500-1000 metrów, nieraz trafiały do bałtyckiego szelfu na głębokość 10-12 metrów. Niestety, po ponad 70 latach w morskiej wodzie zaczęły one korodować.

Sytuacja z populacją dorsza w południowo-wschodniej części Bałtyku jest już na tyle zła, że Komisja Europejska zaproponuje wstrzymanie połowów tej ryby na pół roku. Pomysł ten popiera polskie Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, które już od dłuższego czasu - z uwagi na spadającą liczbę dorszy - apelowało o takie rozwiązanie.

Niestety liczebność dorsza to nie jedyny problem. Niepokój może wzbudzać również jego jakość. W sieciach polskich rybaków coraz częściej można znaleźć dorsze z zapadniętym brzuchem czy grzbietem bez mięsa. Szczególnie niepokojąco wyglądają jednak ryby z owrzodzeniami i niegojącymi się ranami.

Oczywiście nie jest jasne z jakiej przyczyny na łowionych dorszach pojawiły wspomniane dziwne owrzodzenia i rany (jedna z możliwych przyczyn to ukąszenia minogów). W kontekście powyższego warto jednak przypomnieć, że w latach 40-tych XX wieku Niemcy i Rosjanie zatopili w Bałtyku ok. 50 tys. ton różnego rodzaju broni chemicznej. Beczki z fosforem białym, sarinem czy iperytem, zamiast być topione na głębokości 500-1000 metrów, nieraz trafiały do bałtyckiego szelfu na głębokość 10-12 metrów. Część z nich spoczywa prawdopodobnie niedaleko polskiego wybrzeża.

Co istotne - po ponad 70 latach w wodzie morskiej beczki z bronią chemiczną zaczęły rdzewieć, a groźne substancje wydostawać się na zewnątrz. Co to może oznaczać w praktyce? W Krajowym Planie Zarządzania Kryzysowego szacuje się, że uwolnienie zaledwie jednej szóstej środków chemicznych ze zbiorników zalegających na dnie Bałtyku mogłoby całkowicie zniszczyć życie w Bałtyku na ok. 100 lat.

Warto również odnotować, że w przeszłości dochodziło już do groźnych wypadków z powodu przedostania się substancji chemicznych bezpośrednio w rejony plaż. Najgroźniejszym wypadkiem, jaki zdarzył się na polskim wybrzeżu było poparzenie iperytem w 1955 r. na plaży w Darłówku. Przebywające na kolonii dzieci znalazły przerdzewiały pojemnik z brązową cieczą. Zaczęły się nim bawić. W rezultacie 102 zostało poparzonych, a czworo z nich straciło wzrok.

Niezależnie od tego co było przyczyną owrzodzenia na wyłowionych dorszach, ok. 50 tys. ton spoczywającej na dnie Bałtyku broni chemicznej jest faktem. Fosfor biały, sarin czy iperyt to substancje, które mogą zabić lub poważnie zranić. W takich okolicznościach może warto przypomnieć o tym rządom w Berlinie i Moskwie, aby wzięły odpowiedzialność za tą tykającą bombę i poniosły koszty likwidacji zagrożenia wywołanego przez swoich poprzedników?

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul9/0487 ... miczna.htm

: 24 cze 2019, 13:57
autor: NEVIL
Komentarze:
angelo

Tak , dla nich złodziejstwo też było zgodne z prawem , bo kogo okradali - ch.j dupa i kamieni kupa albo polskość to nienormalność . Szmaty do gnoju lub do celi .
-------------------------------
Jajcarz z Wiosny

Gregora, nie ma co pytac, przeciez to glupek i krętacz że szkółki Pinokia TuSSka.
-----------------------------------
NN

Tak, zgodnie z prawem ! Tylko zapewne pytanie na czyj użytek pisane były te ,,prawa'' lepiej nie zadawać ? Aaaaa, i ,,prawodawców'' też nie wolno karać ... bo oni chcieli dobrze ... a że dla siebie ? W końcu, jak pamiętamy z Folwarku Zwierzęcego ,,... wszystkie zwierzęta są równe ...'' ... a jedynie niektóra równiejsze ... !
===============================
Jak komuszki (ale nie tylko) przejmowały mieszkania za grosze! A Schetyna mówił: „zgodnie z prawem”
Obrazek
„Gazeta Wyborcza” zaatakowała premiera Mateusza Morawieckiego i zarzuciła szefowi rządu uwłaszczenie na kościelnych gruntach. Do komentarza wyrwał się lider Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna żądając wyjaśnienia „wszelkich niejasności w takich sprawach”. Ciekawe, czy pamięta, że swego czasu zapewniał (gdy był szefem MSW), że przejmowanie mieszkań za grosze (niektóre lokale... za nieco ponad tysiąc złotych!) przez "funkcjonariuszy resortu" było zgodne z prawem. Wśród "szczęśliwców" byli głównie dawni działacze PZPR, a jeden z nich obecnie jest "jedynką" na liście Koalicji Europejskiej.

Po publikacji "Wyborczej" atakującej premiera Morawieckiego do głosu dorwali się politycy obecnej opozycji.

- Składamy projekt ustawy "czyste ręce". Ona ma wyjaśniać niejasności w takich sprawach jak ta premiera Morawieckiego. Współmałżonkowie najważniejszych osób w państwie muszą także składać oświadczenia majątkowe – grzmiał Grzegorz Schetyna.

„To wierzchołek góry lodowej i ta transakcja budzi wielkie zdziwienie i rodzi wielkie pytania. Chcemy i apelujemy do marszałka Sejmu, żeby zwołał pilnie Sejm i przyjął ustawę” – mówił z kolei inny poseł PO Sławomir Neumann.

Tymczasem wśród koalicjantów Platformy Obywatelskiej w Koalicji Europejskiej jest m.in. Leszek Miller z SLD.

Warto więc przypomnieć historię jednego z osiedli w Warszawie. Nieco zapomnianą, a dość ważną. Nieoficjalnie nazwane „zatoką czerwonych świń” to osiedle na terenie Wysokiego Wilanowa, w kwartale al. Wilanowskiej, Lentza, Królowej Marysieńki i Kosiarzy. Osiedle zbudowano w latach 80. na zlecenie Urzędu Rady Ministrów - urzędu państwowego w czasach PRL-u. Kto tam zamieszkiwał? Głównie politycy Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, a później Sojuszu Lewicy Demokratycznej – w tym Józef Oleksy, Jerzy Szmajdziński, Janusz Zemke, dawniej także Aleksander Kwaśniewski i Leszek Miller.

„W wybudowanych na początku lat 90. blokach mieszkały kolejne ekipy rządowe: Pawlaka, Buzka, Millera” – pisało w 2006 roku wp.pl.

Autor tekstu tłumaczy, że „po 1945 roku państwo przejęło wiele kamienic w Śródmieściu, na Starym Mieście, rząd budował też nowe służbowe mieszkania na Wilanowie i Sadybie”.

„Otrzymanie stanowiska szło w parze z przydziałem takiego lokalu, zwykle na stałe. Większość urzędników, zwłaszcza po rozszerzeniu w 1983 roku listy uprawnionych także do wyższych rangą członków partii i posłów, korzystała z przywileju.

I tak – jak czytamy – „URM w latach 70. i 80. zbudował 786 mieszkań. Ekipa Tadeusza Mazowieckiego zastała w 1989 roku tylko 28 wolnych.”

W związku z tym „rząd musiał więc zająć się nie tylko zmianą przepisów (skrócono listę uprawnionych do służbowego lokum), ale i budową (w latach 1992-1993 powstał między innymi kompleks przy Grzesiuka). Mimo zaostrzenia przepisów rozdawnictwo trwało, bo jeśli urzędnik zdecydował się oddać własne mieszkanie do puli miasta, służbowe dostawał na czas nieokreślony” – czytamy.

Jak przypominało wp.pl rząd Jana Krzysztofa Bieleckiego w 1991 roku zdecydował, że umowy mają być zawierane na czas określony.

„Nie przeszkodziło to samemu premierowi w uzyskaniu praw własności do ponad 200-metrowego mieszkania przy ulicy Królewskiej. URM przydzielił mu je, powołując się na nieobowiązujące przepisy z 1988 roku. Kolejne ekipy już nie dawały, ale pozwalały wykupić lokale za 20 procent ich wartości. Szef URM w latach 1994-1995 Michał Strąk, gdy zaczęło ich brakować, przekształcił jeden z rządowych hoteli w blok zakładowy - mieszkania wykupiono na pniu”.

Sprawie rozdawnictwa przyjrzała się Najwyższa Izba Kontroli. W szczególności chodziło o sprzedaż w czerwcu 1997 roku 10 mieszkań przy ulicy Bernardyńskiej.

„Wśród szczęśliwych nabywców był między innymi szef gabinetu prezydenta Kwaśniewskiego Marek Ungier, który za 110-metrowy lokal wart ćwierć miliona zapłacił 49 tysięcy złotych” – pisze wp.pl.

Tabloid „Fakt” przypomniał w kwietniu 2015 roku, że „mieszkania te Kwaśniewscy i inni dygnitarze wykupili sobie od gminy na własność w latach 1996–98 dosłownie za bezcen!”

„Kwaśniewscy za swoje mieszkanie (77 metrów) zapłacili jedynie 1235 zł i 17 groszy! Podobnie na własność swoje służbowe mieszkania wykupili państwo Oleksy, Szmajdzińscy czy Millerowie. Jak to możliwe? Okazało się, że ceny były tak drastycznie niskie, ponieważ mieszkanie sprzedano na podstawie wycen z... 1990 roku!”

– czytamy na fakt.pl.

Co ciekawe, śledztwo w tej bulwersującej sprawie, które prowadziła prokuratura wraz z Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego skończyło się na niczym.

„W 2008 r. umorzono je z powodu przedawnienia. A mieszkanie wykupione za bezcen w rodzinie pozostało” – dodaje tabloid.

Portal Glosgminny.pl pisał w marcu 2016 roku, że „w podobny sposób w posiadanie mieszkań na osiedlu nazywanym potocznie „zatoką czerwonych świń” mieli także wejść obecny (wówczas) szef SLD Leszek Miller, Jerzy Szmajdziński czy zmarły w 2015 roku Józef Oleksy”.

„Rzeczpospolita” przypominała, że „prokuratura wzięła pod lupę łącznie 45 mieszkań na warszawskim Wilanowie, przy ulicach Wiktorii Wiedeńskiej i Marconich, które za wyjątkowo atrakcyjne kwoty, wykupili od gminy byli i obecni lewicowi politycy. Po dwóch latach badania sprawy, śledczy orzekli: nie ma dowodów, że złamano prawo” - czytamy w tekście z listopada 2008 roku.

O tę sprawę swego czasu pytany był także Grzegorz Schetyna i stwierdził, że wszystko jest zgodne z prawem. Jako wicepremier i minister spraw wewnętrznych Schetyna mówił, że „sprzedaż mieszkań służbowych funkcjonariuszy resortu jest zgodna z ustawą, a decyzja w tej sprawie została podjęta 5 lat temu” – informowała gazetaprawna.pl w czerwcu 2009 roku.

W ten sposób odniósł się do sprzedaży atrakcyjnych mieszkań na warszawskich Kabatach. „Głównie dawni i obecni prominenci - będą mogli wykupić lokale za 10 proc. wartości" – alarmował w maju 2009 roku „Newsweek”.

Mieszkania przejęte przed laty za grosze, dzisiaj warte są fortunę!

źródło: https://niezalezna.pl/272686-jak-komusz ... e-z-prawem[/b]

: 24 cze 2019, 14:49
autor: NEVIL
Komentarze:
~pracują jedni-

Co za bzdura, że Polacy nie potrafią wypoczywać. Lepiej napisać Polacy zawodów .... nie potrafią wypoczywać, bo np nauczyciele i sfera budżetowa świetnie potrafią to robić. Oni nie musza myśleć o pracy tylko wypoczywają. Niestety pracownicy prywatnych zakładów myślą o pracy, o zakładzie pracy w czasie urlopu. Taki los zgotowała nam Solidarność i rządy po 89 r.
----------------------------------------
~kosmodrom-

na wakacjach Polak nie wypoczywa ,bo ciagle mysli oraz kombinuje jak tu przebic swoj wypoczynek nad kogos z rodziny czy znajomych z fejsa. i uwiecznic na tefoniku huiwawej.
--------------------------------------
~zaradny

Miałem podobne problemy z urlopami w Polsce przez głupich szefów...Kilka lat temu rzuciłem ten syf i wyjechałem zagranicę. Pracuję od września do polowy maja a resztę spędzam w Polsce na dłuuuuugim urlopie !!!
=========================================
Polacy nie potrafią odpoczywać na wakacjach
36 proc. Polaków nie umie zapomnieć o pracy podczas wakacyjnego wyjazdu. Efekt jest taki, że po wakacjach wracamy jeszcze bardziej zmęczeni, niż byliśmy przed urlopem. Kluczowa jest tutaj czysta głowa oraz umiejętność zapomnienia, choć na chwilę, o pracy. Ważny jest relaks, robienie tego, co faktycznie sprawia nam przyjemność, oraz spędzanie czasu z bliskimi - doradza dr Karolina Oleksa-Marewska, psycholog z Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu.
Obrazek
Część osób traktuje wypoczynek jako kolejny obowiązek i zapomina o własnych potrzebach, a w czasie urlopu nadal robi to, co uważa, że musi lub powinna robić. Tylko bez nakładania na siebie niepotrzebnej presji, urlop ma szansę spełnić swoją funkcję - przekonuje psycholog.

- Wypoczynek powinniśmy zaplanować z wyprzedzeniem, aby nie przeskakiwać nagle z trybu zadań służbowych na tryb urlopowy. Jeśli to przejście jest nagłe, to często rozpoczynamy urlop, mając jeszcze w głowie sporo spraw, których nie udało się nam zakończyć. Myślimy wtedy o rzeczach, które powinniśmy zrobić i tym samym cały czas jesteśmy przemęczeni psychicznie. A przecież tak naprawdę odpoczywamy przede wszystkim w naszej głowie - podkreśla w rozmowie z agencją informacyjnej Newseria Biznes dr Karolina Oleksa-Marewska.

Blisko połowa Polaków uważa, że jesteśmy najbardziej zestresowanym narodem w Europie. Dla 37 proc. głównym źródłem stresu jest praca. Urlop nie zawsze jest rozwiązaniem - podczas wypoczynku myślimy o niedokończonych projektach oraz o tym, co czeka nas po powrocie. Monitor Rynku Pracy Instytutu Badawczego Randstad wskazuje, że 36 proc. Polaków nie potrafi zapomnieć o pracy podczas wakacyjnego wyjazdu. Dr Karolina Oleksa-Marewska wskazuje, że aby wypoczynek mógł spełnić swoją rolę, potrzebne jest odpowiednie przygotowanie mentalne oraz dbałość o fizyczny relaks i odpowiednie towarzystwo.

- Ważne jest, żebyśmy mieli czystą głowę, bo wtedy możemy myśleć pozytywnie i nie przejmować się pracą. Każdy z nas doświadczył przecież sytuacji, w której po powrocie do domu zastanawiał się jeszcze, czy dobrze napisał raport, czy odpowiedział na wszystkie e-maile, czy są tematy, które musi dokończyć następnego dnia. Wtedy, nawet jeśli bardzo chcemy odpocząć i spędzić czas z rodziną, to nam się to nie uda, bo służbowe myśli będą nam krążyć z tyłu głowy - tłumaczy psycholog z WSB w Poznaniu.

Eksperci radzą, aby przed urlopem załatwić możliwie jak najwięcej spraw, a w czasie wypoczynku nie myśleć o czekających nas obowiązkach. Jednak nie zawsze jest to możliwe. Monitor Rynku Pracy wskazuje, że 60 proc. pracowników otrzymało od przełożonych polecenie, aby w czasie urlopu byli pod telefonem, co trzeci zaś miał obowiązek natychmiastowego odpowiadania na służbowe telefony i e-maile.

Dobry wypoczynek łączy się także z fizycznym relaksem. Dla każdego może oznaczać on coś innego, jednak zdaniem ekspertki błędem jest korzystanie w czasie urlopu z tabletów i smartfonów oraz przeglądanie mediów społecznościowych. Taka aktywność może co prawda pomóc nam się odprężyć, ale ostatecznie nie pozwala odpocząć naszemu mózgowi, który jest atakowany przez zbyt dużą liczbę bodźców.

- Robimy częsty błąd, gdy w czasie wakacji lub weekendu, który spędzamy w domu, sięgamy po telefon czy komputer - ocenia Oleksa. - Warto zadbać o aktywny wypoczynek fizyczny. Każdy z nas ma inny styl odpoczywania. Jeden uwielbia chodzić na basen lub jeździć rowerem, ale są też osoby, które po prostu lubią przesiadywać w domu na kanapie i to też jest okej. Najważniejsze, żebyśmy dali swoim oczom i umysłowi odpocząć. Lepiej więc sięgnąć po książkę, czy po prostu zafundować sobie krótką drzemkę - są to proste metody, dzięki którym nasze ciało może się zrelaksować.

Kluczowa jest jest też dbałość o towarzystwo i prawdziwe kontakty, które są alternatywą dla rozmów prowadzonych przez komunikatory internetowe.

Mamy różne narzędzia - telefony, laptopy, tablety, ale de facto brakuje nam kontaktu typowo fizycznego, takiego czysto relacyjnego. Jeżeli spędzamy czas z osobami, które są nam bliskie, to możemy się trochę wygadać, wyżalić, pośmiać, pożartować. Okazuje się, że są to bardzo istotne dla nas bodźce, bardzo nam potrzebne. Jeśli możemy sobie pozwolić wyłącznie na krótki urlop, ale za to spędzimy go z kimś, kogo lubimy, to i tak jesteśmy w stanie naładować nasze baterie - przekonuje psycholog.

Współczesnym problemem jest również to, że wypoczynek traktujemy jako nasz kolejny obowiązek. Zamiast robić rzeczy, które rzeczywiście sprawiają nam przyjemność, to kierujemy się opinią innych i tym co wypada, a co nie. Dlatego zamiast leniwego wypoczynku nad morzem wybieramy zwiedzanie i odhaczanie kolejnych punktów na liście atrakcji czy mapie świata.

- Sami sobie narzucamy presję wewnętrzną i niestety ta presja nas mocno męczy. Jeżeli chcemy odhaczyć dużą liczbę spotkań rodzinnych, podczas których nie zawsze jesteśmy naturalni i uśmiechamy się tylko dlatego, aby dobrze wypaść, to w efekcie zamiast odpocząć, jeszcze bardziej siebie męczymy. Dlatego warto unikać takich czynności, których nie lubimy robić. Warto też unikać presji, jaką sami sobie narzucamy oraz osób, które są dla nas w jakiś sposób toksyczne - wymienia ekspertka.

Duże znaczenie ma też długość odpoczynku. Według różnych opinii urlop powinien trwać 8 dni albo trzy tygodnie. W tej krótszej wersji, na adaptację do nowych warunków przeznaczmy 2-3 dni, a dopiero później naprawdę odpoczywamy. Przy 3-tygodniowym urlopie, pierwszy tydzień ma nas odstresować i pomóc zapomnieć o obowiązkach, w drugim będziemy w pełni korzystać z wolnego, w trzeci powoli przygotowywać się na powrót do pracy.

- Dobrze wypocząć możemy nawet w tydzień. Bardzo istotne jest, abyśmy się do tego przygotowali, tzn. zamknęli maksymalnie dużo tematów przed wyjazdem. Po drugie, wybrali miejsce, które faktycznie nas interesuje - jeżeli naprawdę mamy ochotę pojechać w góry, to zróbmy to. Po trzecie, wybierzmy towarzystwo osób, z którymi czujemy się dobrze - podsumowuje Oleksa.

Część z nas ma potrzebę oznaczenia się w trakcie urlopu w mediach społecznościowych i pokazywania miejsc, w których przebywamy. W ten sposób chcemy wzbudzać zazdrość wśród naszych znajomych.

- Jeśli cały czas jesteśmy podłączeni do portali społecznościowych i czujemy presję, że musimy opublikować zdjęcia z kolejnej wycieczki, to w efekcie na naszym urlopie jesteśmy bardziej w sferze wirtualnej niż rzeczywistej. Nie mamy poczucia, że jesteśmy tu i teraz i że możemy odpocząć. Cały czas myślimy o tym, aby wyszło dobre zdjęcie, aby było najlepsze światło oraz zastanawiamy się, czy zrobiliśmy odpowiedni uśmiech albo pozę. W takiej sytuacji nasz mózg jest przeciążony procesami myślowymi i nie ma chwili wytchnienia. A wystarczy popatrzeć na wodę, na góry, wziąć głęboki oddech - tego nam naprawdę dzisiaj brakuje - przekonuje dr Karolina Oleksa-Marewska.

źródło: https://praca.interia.pl/news-polacy-ni ... Id,3049109

: 24 cze 2019, 22:23
autor: NEVIL
Komentarze:
marek

Bolus juz dzieci w przedszkolu sa edukowane ze byles platnym kapusiem.Zachlapales zyciorys za kilka srebrnikow
-----------------------------------------
ToTylkoJa

Struś: jak schowam głowę w piasek, to znaczy że mnie nie ma? Doradca Wałęsy: Jak zablokuję konta hejterom, Wałęsa zostanie oczyszczony?
-------------------------------------------
Historyk

Pierwszym internetowym smieciem jest TW Bolek. OTUAN który nosi na sponsorowanych koszulkach, czyli Ośrodek Terapii Uzależnień Alkoholowych w Parzymiechach k/Częstochowy z niecierpliwością czeka na uciekiniera z kaftanem bezpieczenstwa!
============================
Doradca Wałęsy: Wybiję wszystkie internetowe śmieci co do nogi
Obrazek
"Nie miałem i nie będę miał żadnej litości dla hejterow i trolli" – przestrzega doradca byłego prezydenta Mirosław Szczerba.

Szczerba przekazał, że na twitterowym koncie Wałęsy jest już zablokowanych 7412 użytkowników.

"Nie miałem i nie będę miał żadnej litości dla hejterow i trolli. Na koncie p. Prezydenta @PresidentWalesa jest zbanowanych przez chroniące konto aplikacje 7412 kont. Ostrzegałem i wybije wszystkie internetowe śmieci co do nogi. Nawet kolejne 8 tysięcy.#Bolek #OTUA #HejtSTOP" – napisał na Szczerba.

Nie miałem i nie będę miał żadnej litości dla hejterow i trolli.

Na koncie p. Prezydenta @PresidentWalesa jest zbanowanych przez chroniące konto aplikacje 7412 kont.

Ostrzegałem i wybije wszystkie internetowe śmieci co do nogi.

Nawet kolejne 8 tysięcy.#Bolek #OTUA #HejtSTOP pic.twitter.com/PPppeMPHGq
— Mirosław Szczerba (@mirek_szczerba) 23 czerwca 2019

Wielu internautów zwróciło uwagę, że wypowiedź o "wybijaniu internetowych śmieci" może być uznana za mowę nienawiści.

"Wybicie wszystkich internetowych śmieci co do nogi" i "hejt stop" w jednym wpisie? Masz rozmach, Mirku.

— Pan Krzysztof (@kdwojakowski) 24 czerwca 2019

Nie miałem i nie będę miał żadnej litości dla hejterow i trolli.

Na koncie p. Prezydenta @PresidentWalesa jest zbanowanych przez chroniące konto aplikacje 7412 kont.

Ostrzegałem i wybije wszystkie internetowe śmieci co do nogi.
Nawet kolejne 8 tysięcy.#Bolek #OTUA #HejtSTOP pic.twitter.com/PPppeMPHGq
— Mirosław Szczerba (@mirek_szczerba) 23 czerwca 2019

Pana Prezydenta serdecznie pozdrawiam, ale pańskie wybijanie internetowych śmieci to mowa nienawiści w czystej postaci.

— JanPLOCICA ???⛪ (@JanPlocica) 24 czerwca 2019


Takie pytanie do @PolskaPolicja i @PK_GOV_PL czy to już nie podpada przypadkiem pod groźby karalne. pic.twitter.com/GqyTblbBJX

— Maria Iwona ??✝️? (@maria_iwona_89) 24 czerwca 2019

"wybije wszystkie internetowe śmieci"
Oczywiście żadnego hejtu...żadnej mowy nienawiści...
— Kamil S (@KamilS24482649) 24 czerwca 2019

źródło: https://dorzeczy.pl/kraj/106426/doradca ... -nogi.html

: 25 cze 2019, 10:40
autor: NEVIL
Wzrost cen energii, brak kadry w służbie zdrowia, duży deficyt w budżecie - to wszystko skumuluje się w 2020 roku
Obrazek
Przypadające w tym roku wybory parlamentarne powodują, że zarówno rządzący z PiS, jak i opozycja z PO obiecają wiele, aby je wygrać. Co jednak potem? Drożyzna spowodowana wzrostem cen energii, coraz większe problemy służby zdrowia ze skompletowaniem profesjonalnej kadry oraz rosnący deficyt budżetowy, to problemy które na 100 proc. wystąpią w przyszłym roku. Tymczasem słuchając lokalnych polityków można odnieść wrażenie, że działają oni wg soplicowskiego podejścia: "Szabel nam nie zabraknie, szlachta na koń wsiędzie, Ja z synowcem na czele, i? – jakoś to będzie!".

Niezależnie od tego, kto wygra jesienne wybory i jaki będzie układ sił w polskim parlamencie, w 2020 roku przyjdzie nam się zmierzyć z wieloma nienowymi problemami, które jednak z różnych powodów i przyczyn staną się znacznie bardziej odczuwalne niż poprzednio. Eksperci nie mają wątpliwości - rosnące ceny uprawnień do emisji CO2 oraz zgoda na uwolnienie cen energii elektrycznej (jeszcze w tym roku dla przedsiębiorców, a prawdopodobnie w przyszłym dla gospodarstw domowych) przyczynią się do istotnego i odczuwalnego wzrostu cen w ogóle. Inflacja będzie zjadała sporą część podwyżek płac, co szczególnie odczują najmniej zarabiający.

Drożyzna to nie jedyny problem, jaki "wystrzeli" w przyszłym roku. Kolejnym będzie pogarszająca się sytuacja kadrowa w służbie zdrowia, gdzie już teraz jest źle, a wszystko wskazuje na to, że będzie jeszcze gorzej. O ile w tym roku uprawnienia emerytalne nabędzie 31 proc. pracujących pielęgniarek i położnych, to w 2020 roku ich liczba wzrośnie do 44 proc.! Podobny trend (choć nie aż tak drastyczny) występuje w przypadku lekarzy (obecnie 17 proc. pracujących lekarzy osiągnęło wiek emerytalny). Prawda jest taka, że podporą polskiej służby zdrowia są pracujący emeryci. Jeśli zdecydują się skorzystać ze swoich uprawnień, to statystycznemu Kowalskiemu jeszcze trudniej będzie dostać się do specjalisty, a poziom świadczonych usług spadnie.

Problemem w przyszłym roku będzie również rosnący deficyt budżetowy. Kilka tygodni temu premier Mateusz Morawiecki potwierdził, że wyborcze obietnice PiS, znane jako "piątka Kaczyńskiego", przyczynią się do wzrostu deficytu do poziomu 1,5 - 2,0 proc. PKB. Ile to będzie kwotowo? Około 31 - 42 mld zł. W tym kontekście warto przypomnieć, że w 2018 roku deficyt budżetowy wyniósł zaledwie 0,5 proc. PKB (ok. 11 mld zł). Należy też mieć świadomość głównym sposobem pozbywania się deficytu jest... zaciąganie nowych długów.

W kontekście powyższego lepiej byłoby dla nas wszystkich, aby politycy zamiast licytować się w przedwyborczym amoku na to, kto da więcej (lub raczej: kto nas bardziej zadłuży) zaproponowali plan rozwiązania problemów, o których mowa powyżej. I przede wszystkim, aby przestali liczyć na to, że "jakoś to będzie". W 30 lat po 1989 roku powinniśmy raz na zawsze odejść od "kartonowości" polityki nastawionej na realizację taktycznego "tu i teraz". Od samych zaś polityków powinniśmy oczekiwać wizji rozwoju na lata oraz długotrwałej strategii działania uwzględniającej bezpieczeństwo państwa i stabilny rozwój gospodarczy, a nie krótkowzrocznego podejścia, którego nadrzędnym celem jest wygranie najbliższych wyborów.

Jeśli nic w tej sprawie się nie zmieni, to prędzej czy później zostaniemy w pełni podporządkowani państwom, w których rządzą politycy potrafiący realizować - oprócz celów taktycznych - także dlalekosiężne strategie.

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul9/0487 ... i-2020.htm

: 25 cze 2019, 13:09
autor: NEVIL
Komentarze::
tomx

No tak, ale jak państwo będzie chciało ściągnąć nałożone kary, to z pewnością RPO Bodnar podniesie larum!!!
---------------------------------
Anonim

biorą w tym udział lekarze, w Częstochowie proceder kwitnie, konowały wpisują do kart pacjentów niestworzone rzeczy, kto ze starszych osób będzie sprawdzał w internecie co ta mafia w brudnych kitlach tam nakłamała
---------------------------------
piotryupiter

Może rząd w końcu podejdzie do sprawy wywozu leków poważnie bo jak dotąd to olewa sprawę. Żeby później nie odpowiadali przed komisją za lekceważenie tej sprawy tak jak teraz PO za VAT!!! Jak zwykły Polak ma zapłacić mandat 100 zł to uruchamia się cały aparat państwa przeciwko niemu a jak chodzi o miliony to cisza jak makiem zasiał.
==========================
96 mln zł kar i ani jednej zapłaconej złotówki
Obrazek
Mafia lekowa pozostaje bezkarna. Za nielegalny wywóz medykamentów państwo może nakładać sankcje finansowe. Do dziś, mimo ich wymierzania, do budżetu nie trafił nawet złamany grosz – informuje w dzisiejszym wydaniu "Dziennik Gazeta Prawna".

"Dziennik Gazeta Prawna" podaje, że do 2015 roku za nielegalny wywóz leków groziła kara pozbawienia wolności, ale większość spraw była umarzana przez prokuraturę. Następnie rząd PO-PSL wprowadził zmianę na administracyjną karę pieniężną.

"Dziś wartość nielegalnie wywożonych z Polski medykamentów sięga nawet 2 mld rocznie. Zorganizowane grupy przestępcze robią to przez spółki słupy. W efekcie, choć w ostatnich miesiącach inspekcja farmaceutyczna nakładała kary idące w miliony złotych, nikt z oszustów nie zapłacił ani złotówki"

- czytamy w dzienniku.

Według informacji gazety "na dziś medykamentów uznanych przez ministra zdrowia za deficytowe jest aż 288".

Od 6 czerwca 2019 r. obowiązują nowe przepisy, zakładające karę nawet 10 lat pozbawienia wolności za nielegalny wywóz leków. Jednak "nowe regulacje nie będą dotyczyć osób odpowiadających za wywóz leków do dnia wejścia w życie nowych regulacji".

źródło: https://niezalezna.pl/277113-96-mln-zl- ... j-zlotowki

: 25 cze 2019, 13:41
autor: NEVIL
Na co zwracać uwagę przy zakupach, by jeść zdrowo?
Jemy i kupujemy oczami. Liczy się pierwsze wrażenie i przykuwające wzrok opakowanie. Lśniąca granola, kolorowe draże, świeżo wypieczone bułeczki... Warto wziąć pod lupę etykietę! Poniższe siedem kroków pomoże ci kupować rozsądniej - i zdrowiej.
Obrazek
1. Nie tylko okładka

Chociaż w ostatnich latach zwiększył się odsetek Polaków, którzy deklarują czytanie etykiet produktów spożywczych, to nadal najczęściej sprawdzaną informacją pozostaje data ważności. Tym, co decyduje o naszym wyborze, przede wszystkim są atrakcyjne nazwy handlowe i chwytliwe hasła marketingowe. Niestety, sugerując się fantazyjną szatą graficzną dużo ryzykujemy. Zdarza się często, że syrop o apetycznej nazwie "malina" jest wytworzony głównie z cukru i soku aroniowego, a napój w butelce ozdobionej postaciami z bajek ma w składzie syrop glukozowo-fruktozowy, sztuczne barwniki i chemiczne konserwanty. Innymi spotykanymi na sklepowych półkach przypadkami są parówki bez mięsa i jogurty owocowe bez owoców. Jeśli chcesz robić zakupy z głową, to warto poznać i zapamiętać kilka prostych zasad.

2. Co w środku piszczy

Zazwyczaj im mniej składników wymienionych na etykiecie, tym lepiej. Jeśli ich liczba przekracza dziesięć, to lepiej odłóż produkt na półkę. Na pierwszym miejscu znajduje się składnik, którego w danym produkcie jest najwięcej. Czytając skład na pewno warto zwrócić uwagę na cukier, który znajdziemy nawet w wędlinach, serach czy mieszankach przypraw. Z etykiety dowiemy się, ile cukru mieści się w 100 g danego produktu – 10 g i więcej oznacza wysoką zawartość. Drugim składnikiem, na który trzeba uważać jest sól. Z wyliczeń Instytutu Żywności i Żywienia na podstawie danych GUS wynika, że przeciętnie każdy z nas spożywa 11 g soli dziennie, czyli ponad dwukrotnie więcej niż zaleca WHO. Czytając etykiety i wybierając produkty bardziej korzystne dla zdrowia możemy zmniejszyć jej spożycie nawet o 72 procent! Wystarczy, że zamiast porcji tłustej goudy wybierzesz półtłusty ser salami lub ser twarogowy, a polędwicę luksusową zastąpisz polędwicą sopocką. Warto pamiętać, że nadmiar soli na talerzu jest głównym czynnikiem ryzyka prowadzącym do nadciśnienia, które z kolei może powodować udar mózgu, zawał serca i choroby nerek.

3. Kalorie i spółka

Na opakowaniu obowiązkowo musi znaleźć się informacja na temat wartości energetycznej. Jest to ilość energii, jaką dostarczamy naszemu organizmowi poprzez zjedzenie określonego produktu. Jej źródłem mogą być tłuszcze, białko, węglowodany, a także alkohol. Energii potrzebujemy nie tylko do wykonywania codziennych czynności, ale także do prawidłowej pracy naszego organizmu. Innymi słowy mówiąc – jest nam niezbędna do życia. Zasady obliczania wartości energetycznej przez producentów podane są w Rozporządzeniu Parlamentu Europejskiego i Rady UE. Wartość energetyczna podawana jest w kcal i kJ (1 kcal = 4,1868 kJ). Informacje o składnikach odżywczych najczęściej podawane są w g w przeliczeniu na 100 g lub 100 ml. Pamiętaj, że nie sama zawartość kalorii ma znaczenie. Zwróć uwagę na ilość kwasów tłuszczowych nasyconych i cukrów. Im niższa zawartość tych związków, tym zdrowiej.

4. Kontrowersje wokół E

Dodatki do żywności na etykietach produktów spożywczych są oznaczone literą E oraz kodem lub dokładną nazwą. W obu przypadkach przed literą E lub nazwą dodatku zaznaczona jest funkcja, jaką pełni – może być barwnikiem, konserwantem, wzmacniaczem smaku, emulgatorem, itp. Wśród ponad 500 dozwolonych przez Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) dodatków do żywności nie wszystkie są obojętne dla naszego zdrowia.

Istnieją podejrzenia, że niektóre substancje dodatkowe o symbolu „E” mogą mieć negatywny wpływ na zdrowie i funkcjonowanie organizmu. Wśród tych, na które szczególnie warto zwracać uwagę, znajdują się:

E951 - słodzik aspartam, często stosowany w napojach typu light, może wywoływać bóle głowy;
E621 – glutaminian sodu, często można go znaleźć w przetworzonej żywności, może wywoływać alergie;
Syntetyczne barwniki (m.in. E102, E104, E110, FCF, E210, E122, E124), mogą wywoływać nasilenie ADHD u dzieci*.

5. Do kiedy i jak?

Trwałość produktu jest podawana w postaci daty, do której najlepiej jest spożyć dany produkt – najczęściej w formie „Należy spożyć przed…”. Na szybko psującej się żywności pojawia się z kolei napis „Zużyć do…”. Niektóre produkty, ze względu na bardzo dużą trwałość, nie muszą mieć etykiety trwałości na opakowaniu: landrynki, cukier lub guma do żucia. Inne – takie jak płatki zbożowe czy przyprawy – mają na opakowaniu zapis „Najlepiej spożyć przed…” – zjedzenie ich po terminie nie jest niebezpieczne, ale produkt może zmienić smak i konsystencję. Obok daty lub terminu przydatności produktu producenci często zapisują informację na temat sposobu jego przechowywania.

6. Porównuj do woli

Klient ma nie tylko rację, ale prawo wyboru. Możesz kupić dżem wytworzony z 30 g lub 50 g owoców, wodę smakową z konserwantami chemicznymi lub bez nich, drobiową wędlinę, która w rzeczywistości jest produktem z mięsa wieprzowego. Według Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych producenci żywności oszukują nas na wiele sposobów: niektórzy niezgodnie z prawem wykorzystują nazwy chronione takie jak: oscypek czy bryndza, inni sugerują ekologiczne pochodzenie lub zamieszczają informację typu: "w polewie czekoladowej" zamiast "w polewie o smaku czekoladowym". Carrefour od przeszło 30 lat walczy z kontrowersyjnymi dodatkami i substancjami obecnymi w produktach spożywczych. Poza usunięciem 100 zakazanych składników marka pracuje obecnie nad wyeliminowaniem lub ograniczeniem 31 dodatkowych substancji, wyprzedzając obowiązujące przepisy. Utożsamiając się z hasłem: „Jesteś, tym, co jesz” Carrefour we wszystkich swoich sklepach rozwija tzw. Zdrową Półkę, czyli aleję, w której znajdziemy produkty ekologiczne, bezglutenowe, bez laktozy, bez cukru, wegańskie i wegetariańskie. To duże ułatwienie dla osób, które chcą się prawidłowo odżywiać

7. Eko więcej niż moda

Dlaczego warto wybierać produkty ze „zdrowej półki”? Przede wszystkim dlatego, że każdy z nas zasługuje na to, żeby jeść i żyć zdrowiej. Produkty BIO są wytwarzane zgodnie z metodami rolnictwa ekologicznego, czyli bez GMO i bez zastosowania syntetycznych środków nawozowych i pestycydów podczas uprawy roślin, a hodowla zwierzęca odbywa się bez GMO, bez syntetycznych dodatków paszowych i prawie bez antybiotyków. Dotychczasowe badania wykazały, że produkty BIO są dla nas bezpieczniejsze i bogatsze w niezbędne substancje odżywcze niż produkty konwencjonalne. Co więcej, sposób produkcji żywności ekologicznej nie powoduje skażenia gleby i wód gruntowych. Jak rozpoznać produkty BIO? Na ich opakowaniu znajdziesz znak zielonego euroliścia, który jest gwarancją pochodzenia i jakości produktów BIO, a także oznaczenie jednostki certyfikującej i informację dotyczącą pochodzenia składników

Sprawdzanie etykiet pod kątem odpowiednich oznaczeń oraz składu powinno wejść nam w nawyk podczas każdych zakupów. Wbrew pozorom, szybko nauczymy się, po które produkty możemy sięgać bez obaw. Stracimy kilka sekund, aby zerknąć na etykietę, zyskamy za to bezpieczeństwo i zdrowie na lata - dla siebie i swojej rodziny.

źródło: https://kobieta.onet.pl/zdrowie/na-co-z ... wo/j7pe1yr

: 25 cze 2019, 18:37
autor: NEVIL
Jutro apogeum upałów, więc należy się trzymać z dala od żon, dziewczyn i kochanek, bo one grzeją najbardziej... :usmiech:
===========================
Komentarze:
pietruszka

W czasie upałów z temperaturami po 35 stopni jest sucho i gorąco, zaczyna spadać poziom wody w rzekach i zaczyna jej brakować do chłodzenia elektrowni. I co? Załamuje się system energetyczny. Nie tylko wysiada klimatyzacja i psuje się jedzenie, ale też przestają pracować stacje paliw i szpitale. Ratunkiem jest rozproszony system energetyczny oparty o miliony zróżnicowanych i niezależnych źródeł energii (np. biogazownia + wiatrak + fotowoltaika). W takim systemie energetycznym do totalnego blackoutu nie dojdzie.
-----------------------------
szusti

Zjawiska,których jesteśmy świadkami, to jest skutek eksploatacji środowiska bez opamiętania, niemiłosiernie przekrocznej emisji CO2 i marnowanie wody. W Polsce bardziej niż gdziekolwiek indziej powinien zostać ogłoszony kryzys klimatyczny. Jesteśmy najbardziej w plecy w tym temacie.
----------------------------------
Deuter

Niemcy też się wycofaja z węgla brunatnego???
=================================
Upały w Polsce. Matka natura się wściekła, wysyła fale gorąca
Paski niebieskie to chłodne lata, czerwone to lata gorące. Czerwonych jest ostatnio coraz więcej. Prościej już się nie da wytłumaczyć, że śmiertelnie niebezpieczne fale upałów nawiedzające Europę oraz Polskę to efekt zmian klimatycznych.

- Stało się to, co od dawna przewidywali i przed czym ostrzegali naukowcy zajmujący się klimatem. Rekordy cieplne i fale upałów występują dziś pięć razy częściej niż w stabilnym klimacie. To konsekwencja globalnego ocieplenia spowodowanego rosnącymi gazami cieplarnianymi, pochodzącymi ze spalania węgla, ropy i gazu - mówi prof. Stefan Rahmstorf, jeden z najbardziej znanych na świecie klimatologów, naukowiec z Instytutu Badań nad Wpływem Klimatu w Poczdamie.

To komentarz do niebezpiecznej fali upałów, która dziś koncentruje się na krajach Europy Zachodniej. Według prognoz w środę dotrze ona do Polski, podbijając temperatury do ponad 30 stopni C. Tylko dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności w pogodzie, Polacy nie będą torturowani gorącem przez wiele dni z rzędu. Choć i tak według prognoz IMGW po trzech dniach wytchnienia 30-stopniowe upały powrócą w niedzielę.

Brytyjskie media piszą o nadchodzącym piekle, we Francji uruchominio patrole wolontariuszy, którzy dostarczają wodę bezdomnym i samotnym osobom. Amerykańska stacja CNN ironicznie zauważa, że matka natura zawzieła sie na Europejczyków. To gorzki sukces klimatologów, którzy dziś komentują chórem: "mówiliśmy, że tak będzie".
Fala upałów w Polsce. To się dzieje coraz częściej

Więcej: https://wiadomosci.wp.pl/upaly-w-polsce ... 674137729a

: 26 cze 2019, 12:31
autor: NEVIL
Komentarze:
Ława szyderców

Czy aby CBA nie było zbyt brutalne? Czy zatrzymani mieli czas przywdziać wypasione garniturki? Czy mieli czas dopić kawkę? Czy mieli czas dopalić cygaro? Czy też brutalnie przrwano im te jakże ważne konstytucyjne czynności? Bodnar daj głos, kumpli ci zamykają.
-----------------------------------
Emigrant usa

I co z tego wynika ze o tym piszecie? To nikomu nic nie mowi bajki jakie polacy czytaja od lat ...Tomasz w , jan w, Agnieszka g ... I co to ma byc kolo fortuny? dlaczego ukrywacie nazwiska podejrzanych a kiedy zostana osadzeni kto poda ich personalia?Przez takie Prawo bandyci w Polsce czuja sie jak ryby w wodzie bezkarni .to ze ukrywa sie personalia tych ludzi to jest dla nastepcow storzenie srodowiska sprzjajacego dla przestepstwa dlatego w kraju takim jak usa podaje sie pelne personalia z dopiskiem " dopoki nie skazany jest nie winny " widocznie w Polsce cos takiego nie dziala w obawie ze synek corka jub ja sam moge stac sie podejrzanym .Kto w Polsce jest najwiekszym przestepca nie wylaczajac zdrady panstwa zdrady stanu to politycy urzednicy sedziowie prokuratorzy policja na wysokich stolkach adwokaci powiazani z mafia cala wierchowka a najmniej zwykly Kowalski ktory zapieprza na tych drani nie dobrze mi sie zrobilo zwymiotowalem
--------------------------------------------
Mirmił

Gdzie prawo do informacji??? >>> DOŚĆ FIKCJI OCHRONY WIZERUNKU
===========================
Spektakularna akcja CBA! Były senator i adwokaci z Wrocławia zatrzymani
Obrazek
Funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego zatrzymali cztery osoby w związku z powoływaniem się na wpływy w prokuraturze. Zastępca ministra koordynatora służb specjalnych Maciej Wąsik potwierdził, że wśród zatrzymanych jest były senator oraz adwokaci z Wrocławia.

CBA zatrzymało dwoje wrocławskich adwokatów, byłego senatora i jego syna. Sprawa dotyczy korupcji w wymiarze sprawiedliwości. Zatrzymani w środę przez Centralne Biuro Antykorupcyjne, to dwoje adwokatów z Wrocławia, b. senator i jego syn.

- poinformował zastępca ministra koordynatora służb specjalnych Maciej Wąsik. Zatrzymani przez CBA mieli powoływać się na wpływy w prokuraturze.

CBA zatrzymało dwoje wrocławskich adwokatów byłego senatora i jego syna. Sprawa dotyczy korupcji w wymiarze sprawiedliwości.
— Maciej Wąsik🇵🇱 (@WasikMaciej) 26 czerwca 2019


Według nieoficjalnych informacji ze źródeł bliskich śledztwu jednym z zatrzymanych adwokatów jest Ryszard B., występujący m.in. podczas prac komisji ds. afery hazardowej jako pełnomocnik Ryszarda Sobiesiaka. Drugą z zatrzymanych jest mec. Agnieszka G.

Z naszych ustaleń wynika, że w przypadku senatora chodzi o polityka Unii Demokratycznej, byłego burmistrza Świebodzic Jana W., a także jego syna Tomasza W.

CBA zatrzymało 4 osoby -adwokatów Ryszarda B. i Agnieszkę G., oraz byłego senatora Unii Demokratycznej, b. burmistrza Świebodzic Jana W., a także jego syna Tomasza W., w związku z powoływaniem się na wpływy w prokuraturze oraz udzielaniem korzyści majątkowej prokuratorowi. https://t.co/rJKSScJp3F
— PiS Dolnośląskie (@PiS_Dolnoslask) 26 czerwca 2019

Z nieoficjalnych informacji wynika, że to dopiero początek zatrzymań, a całe śledztwo to odprysk afery hazardowej i tzw. afery w Sądzie Najwyższym, które zostały odłożone za czasów rządów poprzedniej koalicji.

Centralne Biuro Antykorupcyjne poinformowało, że zatrzymało w środę cztery osoby, które miały powoływać się na wpływy w prokuraturze. Miały dać łapówkę prokuratorowi w łącznej kwocie nie większej niż 10 tys. zł.

Naczelnik wydziału komunikacji społecznej CBA Temistokles Brodowski potwierdził, że zatrzymania to wynik wspólnych działań delegatur CBA we Wrocławiu i Szczecinie.

Zatrzymanym osobom po dostarczeniu ich do nadzorującej to śledztwo Prokuratury Regionalnej w Szczecinie zostaną przedstawione zarzuty dotyczące udzielania korzyści majątkowej funkcjonariuszowi publicznemu i powoływania się wpływy w instytucjach państwowych.

- powiedział Brodowski.

Z nieoficjalnych ustaleń wynika, że do zdarzeń będących przedmiotem śledztwa doszło w latach 2009-10. Śledczy mieli ustalić, że pieniądze zostały przekazane prokuratorowi w zamian za prowadzenie postępowania karnego w sposób zgodny z oczekiwaniami udzielających łapówkę.

źródło: https://niezalezna.pl/277279-spektakula ... zatrzymani

: 26 cze 2019, 13:06
autor: NEVIL

Podwinięte przez Ostachowicza rękawy koszuli Schetyny niczego nie dadzą. Platforma Polski lokalnej szybko nie podbije
Obrazek
Po miesiącu od wyborów, dziesiątkach analiz, przeprowadzonych badań i burz mózgów w Platformie Obywatelskiej postawiono diagnozę - ludzi PO zabrakło w Polsce lokalnej. To teza w dużej mierze słuszna (choć dalece niewystarczająca), ale od diagnozy ważniejsze jest przyjęte leczenie. Grzegorz Schetyna w odpowiedzi zdjął zatem marynarkę, dziarsko podwinął rękawy koszuli i ruszył w kraj.

Ze zdjęć i materiałów wideo publikowanych w mediach społecznościowych Platformy nie wynika, by spotkania te cieszyły się dużym zainteresowaniem, frekwencja jest mizerna, a sam Schetyna wygląda jak z marketingowych wzorców Igora Ostachowicza, który zresztą zaczął pojawiać się w otoczeniu szefa PO. Nie ma go na przesadnie wielu zdjęciach, ale jego obecność nie jest przypadkowa. Doradca uważany za jednego z twórców piarowych sukcesów Donalda Tuska zaczął doradzać Schetynie.

Ale zdjęcie marynarki i podwinięcie rękawów nie wystarczy, by odzyskać Polskę lokalną i jej wyborców. Powodów jest wiele. Podstawowym jest brak czasu. Zwrócił na to ostatnio w swoim komentarzu Michał Karnowski - podszepty wiodących mediów skupiły uwagę Platformy na grach gabinetowych, warszawskich wiecach i opowiadaniu w Brukseli o końcu demokracji w Polsce. Stracono, spartolono w podstawowym wymiarze cztery lata - Schetyna wykonał co prawda wielką pracę na zapleczu, wyczyścił sobie partyjne przedpole, ograł zawodników rodzaju Petru czy Kijowskiego, ale Polskę lokalną odpuścił.

Więcej: https://wpolityce.pl/polityka/452430-os ... -to-nie-da

: 26 cze 2019, 20:30
autor: NEVIL
Jak można proponować kobiecie kasę, gdy jej niewinność została zeszmacona w młodym wieku ?
======================

Komentarze

wioskowy

A Gądecki dalej mataczy. Dość, koniec z tymi co " są ponad prawem". Odwagi ludziska a przed Bogiem odpowiedzą za te nikczemności ale wpierw przed sadem cywilnym lub honorowo sznur
------------------------------------
Ania

Wymiotować mi się chciało jak ten "staruch" pytał jak tej kobiecie może wynagrodzić te "ojcowskie zabawy". Ten drugi co nie doczekał emisji też pytał wprost czy ofiara chce kasę za milczenie. To się w głowie nie mieści, żeby w państwie prawa w XXI wieku, sądy i prokuratury olały takie wykorzystywanie dzieci i odwracały głowy w drugą stronę,
----------------------------------
Henryk1515

CYTAT DNIA "Film zmusił do reakcji przywódców Kościoła i liderów największych partii"...
CIEKAWE, usłyszeliśmy marne przepraszam od fioletowych z wściekłości biskupów i niewydawania dokumentów z tyt. "TAJEMNICA ZAWODOWA". PiS podniósł widełki karne i badanie wszystkich grup zawodowych a więc STYL ROZMYDLENIA. Teraz jakieś skromne działanie z Kielc POD PUBLICZKĘ.

=============================
"Tylko nie mów nikomu". Prokuratura wszczyna postępowanie ws. gwałtu
Pierwsze dochodzenie prokuratury po emisji "Tylko nie mów nikomu" staje się faktem. Kielecka kuria udostępniła dokumenty śledczym - poinformowało TOK FM. Oficjalnie śledztwo ws. zgwałcenia dziewczynki przez księdza toczy się od połowy czerwca.

- Wiem, że prokuratura z Kielc skontaktowała się z Anną Misiewicz, to jest bohaterka, od której zaczyna się film. Wiem, że była przesłuchana, dostałem SMS od Ani, że dowiedziała się, że pani prokurator wszczęła śledztwo w jej sprawie - mówił na antenie TOK FM Tomasz Sekielski. Dziennikarz przyznał, że jak do tej pory śledczy nie kontaktowali się z nim.

Jak dowiedziała się "Gazeta Wyborcza" śledztwo toczy się na podstawie art. 197 Kodeksu karnego. Według niego "kto przemocą, groźbą lub podstępem doprowadza inną osobę do obcowania płciowego, podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12". Według dziennika postępowanie rozpoczęło się 11 czerwca po "doniesieniach medialnych". Kielecka prokuratura, powołując się na dobro śledztwa, nie ujawnia dodatkowych informacji.

"Tylko nie mów nikomu" wielkim sukcesem

"Tylko nie mów nikomu" autorstwa braci Sekielskich zanotował 22 milionów wyświetleń po niecałym miesiącu od jego premiery na YouTubie. Film opublikowano za darmo, a jedynym źródłem finansowania była zbiórka pieniędzy w serwisie Patronite.pl. Film zmusił do reakcji przywódców polskiego Kościoła i liderów największych partii politycznych.

Twórcy dokumentu zapowiedzieli kontynuację "Tylko nie mów nikomu". - Kolejny film dotyczący przestępstw seksualnych duchownych zostanie wyemitowany jesienią. Mówiłem o tym, że będzie to październik, ale być może będzie to listopad, bo nie zamierzamy się spieszyć. Pewnie zakończymy to trzecią częścią jesienią 2020 roku - przyznał na Facebooku Tomasz Sekielski.

"Tylko nie mów nikomu" to film dokumentalny, w którym zawarte zostały rozmowy z ofiarami molestowania seksualnego przez duchownych. Znajdują się tam również wyznania oprawców przyznających się do winy. Sekielscy przedstawiają także przypadki księży skazanych za molestowanie dzieci, którzy nadal prowadzą rekolekcje, mimo dożywotniego zakazu pracy z dziećmi.

źródło: https://wiadomosci.wp.pl/tylko-nie-mow- ... 129997441a

: 27 cze 2019, 12:17
autor: NEVIL
Komentarze:
madasi

Ta pani u góry chce udowadniać,ze jej ciało wciąż jest gładkie i bez zmarszczek.Wie,ze TVN ogląda się za młodymi i dlatego rozbiera się, bo nie chce podzielić losu Hanki Lis.
--------------------------------
gośc

na to babsko nie da się patrzyć za wszelką cenę promowanie swojej osoby
---------------------------------------------
Marka

Myślę że bez rozbieranek K Rusin nasza planeta da sobie radę. Jednego czego od Rusin należy oczekiwać to przeproszenie Zofii Klepackiej za agresję i pomówienia
==============================
Komedia! Kinga Rusin rozebrała się dla magazynu "Viva!" rzekomo w trosce o naszą planetę. "Jestem gotowa zrobić naprawdę wiele"
Obrazek
Kinga Rusin zdecydowała się wystąpić rozebrać się dla magazynu „Viva!”. Wystąpiła na okładce tego magazynu topless rzekomo w trosce o naszą planetę.

W obronie środowiska wejdę na barykady. Jeżeli będzie potrzeba, żeby się do czegoś przykuć, to to zrobię! Jeżeli mój udział w czymś, co uważam za dobre dla nas wszystkich, ostatecznie wymusi odgórne decyzje, jestem gotowa zrobić naprawdę wiele

— mówi Rusin na łamach „Vivy!.

Nagość zawsze wywołuje szum, a ja chciałam zwrócić uwagę na ekologiczne przesłanie tego wydania „Vivy!”. Bo jest ważne

— podkreśla.

Cóż, na razie na pewno Kindze Rusin udało się po raz kolejny wywołać medialny szum wokół własnej osoby.

źródło: https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/4525 ... -o-planete

Foto okładki Vivy Obrazek