44444 forum LUBIN.pl • Co się w tym kraju dzieje ? ! - Strona 331
Strona 331 z 467

: 05 kwie 2018, 22:43
autor: NEVIL
Gwiazda: Sytuacja w Gdańsku przypomina rozpruty worek, z którego już tylko się sypie. Układ przez lata trzymał się mocno
Obrazek
Nie doszłoby do takich patologii, z jakimi mamy do czynienia w Trójmieście, gdyby sądownictwo było rzeczywiście niezależne, a nie tylko niezależne od logiki

— mówi portalowi wPolityce.pl Andrzej Gwiazda, działacz opozycji antykomunistycznej w okresie PRL.

wPolityce.pl: Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz usłyszał kolejne zarzuty. Tym razem chodzi o zatajenie 180 tys. zł. Czy jest pan zaskoczony?

Andrzej Gwiazda:
Zdążyłem się już przyzwyczaić do takich informacji. Sytuacja w Gdańsku przypomina rozpruty worek, z którego już tylko się sypie. Na trójmiejskich ulicach już można usłyszeć o aferach, które jeszcze nie zostały ujawnione i nie zdążyły się przebić do opinii publicznej. Niestety układ trójmiejski przez lata trzymał się mocno i miał ochronę rządzących. Pozostaje tylko pytanie, ile jeszcze spraw wyjdzie na światło dzienne. Chciałbym, żeby to była tylko kwestia czasu.

Adamowicz już wcześniej miał kłopoty, a mimo to zdecydował się na taki krok. Z czego mogła wynikać taka postawa?

Wciąż nie wiemy, jak głęboko jest zakorzeniony układ gdański. Wszystko wskazuje na to, że bardzo głęboko. Pamiętajmy, że znaczna część ekipy rządzącej montowanej przez Tuska pochodziła z Gdańska. Niestety to wrosło w tkankę państwa. Mogą być w to zamieszani ludzie postawieni bardzo wysoko, ale stojący nieco z boku. Dlatego nadzieje na to, że wszystko się wyda, mogą pozostać tylko nadziejami. Tym bardziej, że cały proceder odbywał się pod ochroną sądów.

W czym pana zdaniem zawinili przedstawiciele Temidy?

Cały pion sądownictwa pracował na tę aferę.

W jaki sposób?

Nie doszłoby do takich patologii, z jakimi mamy do czynienia w Trójmieście, gdyby sądownictwo było rzeczywiście niezależne, a nie tylko niezależne od logiki. To dotyczy również innych spraw. Np. niedawno dowiedziałem się, że sąd administracyjny cofnął wszystkie decyzje wojewody dotyczące zmiany nazw ulicy, ponieważ stanął na stanowisku, że zmian mógł dokonać tylko samorząd, natomiast wojewoda nie miał takiego prawa. Rokosz jest oczywisty.

Mówimy o rozmaitych układach, ale chyba żaden nie ma takiej „renomy” jak ten trójmiejski. W czym tkwi jego siła?

W Gdańsku trafił im się ten najgorszy wypadek - „Solidarność”. Dlatego ludzie służb właśnie tu skoncentrowali swoją uwagę. Doszło niemal do pacyfikacji nastrojów, jakie zrodził Sierpień’80. Doszło nawet do tego, że ludzie, którzy brali udział w tych wydarzeniach, sami zmienili pogląd na swoją przeszłość. Zamknięto stocznię, a potem od samych pracowników słyszałem, że za „Solidarności” w zakładzie był bałagan. A kto pamięta, w ilu miejscach pracy na terenie całego kraju, właśnie dzięki „Solidarności”, zrobił się porządek? Niestety w Gdańsku mieliśmy „Solidarność” wałęsowską i tutaj upatrywałbym przyczyny zjawisk, o których mówimy. Może się okazać, że źródła układu trójmiejskiego tkwią nie w III RP, ale już w latach 80.

Gdańsk był kolebką przełomu, ale obecnie uchodzi raczej za przykład siedliska patologicznych zależności. To musi być dla pana przykra perspektywa…

Kamieniem węgielnym tej trójmiejskiej katastrofy jest to, że ludzie ubóstwili Wałęsę. W ten sposób bezpieka sparaliżowała Polskę. Zniszczono niemal cały przemysł, nie tylko stocznię. Na wszelkie głosu sprzeciwu odpowiadano argumentem: „Nie przeszkadzajmy Wałęsie”. Pozwolono zniszczyć warsztaty pracy, ludzie szli pod most, ale nad wszystkim rozlegało się echo: „Nie przeszkadzajmy Wałęsie”. Lech Wałęsa doskonale wiedział co robi. Miał instrukcję. Resztę historii już znamy. Wszelkie antypolskie hasła w stylu „Pierwszy milion trzeba ukraść” czy „Bezrobocie jest potrzebne” poszły właśnie z Gdańska. Trójmiasto już w 1989 roku było podporządkowane określonym grupom interesu.

A czym uwiódł gdańszczan Paweł Adamowicz? Słyszymy o kolejnych zarzutach, a mimo to prezydent cieszy się sporym poparciem.

Co ciekawe, wszyscy, którzy zaczepiają mnie na ulicy, pytają dokładnie o to samo, co Pan. Znaczna część mieszkańców Gdańska ma świadomość nadużyć finansowych, do jakich dochodziło na przestrzeni ostatnich lat. Nie możemy jednak zapominać o znacznej grupie tych, którzy chcą, żeby „było tak jak było”. Ich postawa wynika z faktu, że korzystali – choćby i w nieznacznym stopniu – z patologicznych zależności, jakie rozrosły się w Gdańsku. Złodzieje wykazywali się ogromną solidarnością, a miasto stało się ośrodkiem walki ze społeczeństwem.

Paradoks historii?

Powtórka z dziejów. Konstytucja 3 Maja była bezpośrednim powodem rozbiorów. Jej przyjęcia było sygnałem, że kraj wkroczy w okres gwałtownego rozwoju. To wywołało brutalną reakcję. Podobnie było w przypadku Sierpnia. Gdybyśmy podążyli drogą wytyczoną w 1980 roku Polska mogłaby być w zupełnie innym miejscu niż jest obecnie.

źródło: https://wpolityce.pl/polityka/388982-na ... -sie-mocno

: 05 kwie 2018, 22:56
autor: NEVIL

Wassermann: "Należy zapytać, jak pan Adamowicz zarządza majątkiem Gdańszczan, skoro mu takie kwoty uciekają?"
Obrazek
Mam na myśli tę oplatającą ośmiornicę, która wydaje się, że w Gdańsku jest naprawdę duża. I jeżeli to przemnoży się jeszcze przez rodzinę i znajomych, to naprawdę daje potężną ilość osób. I myślę, że to jest to, na co obecnie liczy prezydent Gdańska. Mam jednak nadzieję, że mieszkańcy Gdańska otworzą oczy i dostrzegą to, że oni nic z tego nie mają, a są tylko ofiarą pajęczyny, która oplata miasto

—mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl Małgorzata Wassermann (PiS), przewodnicząca komisji śledczej ds. Amber Gold.

wPolityce.pl: Wraca sprawa prezydenta Pawła Adamowicza, który zataił w oświadczeniu majątkowym za rok 2012 aż 180 tys. zł. Jak komentuje Pani tę sprawę?

Małgorzata Wassermann:
Jeżeli chodzi o postawę dotyczącą finansów i niejasności z tym związanych, to najbardziej uderzyła i zszokowała mnie wypowiedź pana Adamowicza na komisji w czasie przesłuchania. Zadaliśmy mu pytanie o osobę jednego z wiceprezydentów, który w Gdańsku ma określenie „walizeczka”. Pojawił się tam dość mocno opisany wątek korupcyjny, aktualnie prowadzony przez prokuraturę w kontekście działań Marcina P. i gdańskiego urzędu miasta. Zapytaliśmy pana Adamowicza, czy w ogóle o tym wie i poprosił owego wiceprezydenta o wyjaśnienie. Stwierdził, że go to w ogóle nie interesuje i nie będzie się takimi rzeczami zajmował. Dodał, że go o to nie pytał, bo jako prezydentowi nie jest mu to do niczego potrzebne.

Pamiętamy te szokujące słowa. O czym one świadczą?


Jeżeli sama kierowałabym podobnym urzędem i pojawiłoby się podejrzenie o korupcję- a tam przypomnę chodziło o 2 mln euro- to natychmiast zażądałbym wyjaśnień od swojego wiceprezydenta. Być może byłaby wtedy też podstawa do wyciągnięcia konsekwencji. Tymczasem pan Adamowicz wykazywał postawę pt. „w ogóle mnie to nie interesuje”. To pokazało najlepiej, jaki stosunek do ewentualnych niejasności na tle finansowym ma pan prezydent Adamowicz. Na to nakładają się krążące w przestrzeni medialnej tłumaczenia odnośnie pieniędzy, za które zostały zakupione jego mieszkania. Wyjaśnienia, skąd miał na nie pieniądze, były infantylne.

Infantylne nie są również jego tłumaczenia, że te pomyłki w oświadczeniach są wynikiem błędu pisarskiego?


Oczywiście. Tak samo, jak mówienie o tym, że dziadkowie zbierali do skarpetki pieniądze i dawali je kilkuletnim dzieciom, o czym w zasadzie pan Adamowicz nie wiedział. Drugą rzeczą jest to, jaki był stosunek organów ściągania do pana Adamowicza za czasów PO. Świadczy o tym najlepiej wynik postępowań wtedy prowadzonych, o ile pamiętam CBA zgłosiło przestępstwo. Pan prezydent Adamowicz tłumaczył się, że to były darowizny. W takim razie rodzi się pytanie, czy zostały one zgłoszone do Urzędu Skarbowego. Jeżeli tak się nie stało, to pamiętajmy, że od nieujawnionych źródeł jest podatek. O ile pamiętam gdański Urząd Skarbowy i prokuratura nie zareagowały w odpowiedni sposób. Czynione jest to dziś nie dlatego, że ktoś poluje na pana prezydenta Adamowicza, ale dlatego, że ten materiał, który został zgromadzony w ówczesnym czasie przez CBA jest bardzo wymowny.

Jak to możliwe, by Adamowicz „zapomniał” wpisać w oświadczenie tak wysokiej kwoty?


Mogę w jakiś sposób przyjąć tłumaczenie, że ktoś zapomniał wpisać paru złotych czy parudziesięciu, bo mu to uciekło. Natomiast kwota 180 tysięcy jest bardzo duża, więc należy zapyta, jak pan Adamowicz zarządza majątkiem Gdańszczan,skoro mu takie kwoty uciekają? Całe to jego tłumaczenie, które mieliśmy do tej pory, jest nieprzekonywujące. Pan prezydent sam ogłosił się kandydatem na prezydenta, chyba uprzedzając pewne fakty. Zdaje sobie sprawę, że od zarzutów prokuratorskich nie ucieknie, a jego jedyną obroną będzie mówienie, że to jest polowanie polityczne z uwagi na fakt, że startuje w wyborach. To jest bardzo czytelne.

Sądzi Pani, że wyborcy przejrzą na oczy i „odspawają go od stołka”?


Na Gdańsk i to, co się tam dzieje patrzę przez pryzmat czegoś, co nazwałabym „układem gdańskim”. Odwołam się tutaj do zeznań pana Sylwestra Latkowskiego i Michała Majewskiego, które jednak w dużej części mają odzwierciedlenie w materiale dowodowym. To jest tak, że tam każdy jest czyimś znajomym. Właśnie to nazywam „układem gdańskim”- jeżeli ja tobie nie zrobię krzywdy w moim urzędzie, to ty nie zrobisz mi krzywdy w twoim. Ale w zasadzie trzeba jeszcze bardzo ostrożnie się poruszać, bo ja mam jeszcze rodzinę i znajomych. Gdy dotknę znajomego królika, to zaraz będzie telefon, żeby go nie ruszać. Tak to w Gdańsku funkcjonuje, przynajmniej jawi mi się taki obraz. Stąd nie stawiałabym tezy, że pan prezydent Adamowicz jest kompletnie pozbawiony szans wyborczych. Nie mam tu jednak na myśli mieszkańców Gdańska, zwykłych obywateli, którzy w tym mieście żyją, pracują i płacą podatki. Mam na myśli tę oplatającą ośmiornicę, która wydaje się, że w Gdańsku jest naprawdę duża. I jeżeli to przemnoży się jeszcze przez rodzinę i znajomych, to naprawdę daje potężną ilość osób. I myślę, że to jest to, na co obecnie liczy prezydent Gdańska. Mam jednak nadzieję, że mieszkańcy Gdańska otworzą oczy i dostrzegą to, że oni nic z tego nie mają, a są tylko ofiarą pajęczyny, która oplata miasto.

źródło: https://wpolityce.pl/polityka/388966-na ... y-uciekaja

: 05 kwie 2018, 23:28
autor: NEVIL
Komentarze:

Piotr

To jest autentycznie chory gość ..... Łódź przeprasza za Stefana.


---------------------------

Kaazak

Takiego poziomu głupoty jaką prezentuje Niesiołowski dawno nie było w sejmie a może nawet wcale

--------------------------------

Pol....

Nie dość że przymuł to jeszcze broni bandytów z SB- swoich kolesiów. To obraża polskiego parlamentu jak tacy durnie są posłami

==========================

Niesiołowski: Tarczyński, Jakubiak, Horała - takiego poziomu nędzy umysłowej nie było
Obrazek
Obniżenie pensji m. in. posłów i senatorów o 20 proc. zapowiedział prezes PiS Jarosław Kaczyński. Projekt ustawy w tej sprawie ma trafić niedługo do Sejmu. Pomysł w mocnych słowach skrytykował Stefan Niesiołowski z Unii Europejskich Demokratów w rozmowie z portalem se.pl.

– To jest niesłychana bezczelność. Najpierw pobrali gigantyczne nagrody, pozatrudniali wszystkich możliwych pociotków, jakichś lizusów i teraz by to odrobić wizerunkowo, Kaczyński chce innym, ogólnie opozycji zabrać pieniądze. To jest coś obrzydliwego. Najpierw zabrał pieniądze tym emerytom mundurowym, całkowicie niewinnym w 90 procentach ludziom, a teraz chce zabrać pieniądze głównie opozycji. To słowo plugawe do tego pasuje – ocenił Niesiołowski.

Jednocześnie polityk skrytykował niektórych posłów PiS oraz Kukiz'15, którzy zasiadają w ławach poselskich od 2015 roku: – Ktoś taki jak Tarczyński, jak Kukiz, Jakubiak, czy taki Horała. Czegoś takiego nie było w Sejmie. Takiego poziomu nędzy umysłowej i moralnej. Oni pieniądze dla siebie znajdą i to uderzy głównie w opozycję. Najobrzydliwsze z obrzydliwych działań. Cudzym kosztem budować swój wizerunek skromnego człowieka, który oszczędza pieniądze.

źródło: https://dorzeczy.pl/kraj/60778/Niesiolo ... ejmie.html

: 06 kwie 2018, 09:55
autor: NEVIL
Gambit Kaczyńskiego. Wycie opozycji wskazuje, że cały "konwój wstydu" w jednym momencie szlag trafił
Obrazek
Kiedy wydawało się, że sytuacja PiS jest nie do pozazdroszczenia, a nagrody i premie będą ciągnęły tę formacje coraz niżej w sondażowych badaniach opinii publicznej, nagle pojawia się on - mówiąc w przenośni - cały na biało i rozwala jedyną skuteczną narrację opozycji w niecałe 10 minut. Jarosław Kaczyński, podejmując gambitową decyzje o obniżeniu poselskich pensji, rozwścieczył wszystkich swoich przeciwników. Oto bowiem okazało się, że Platforma z Nowoczesną nie mają dla Polaków praktycznie nic do zaoferowania poza billboardami z "konwoju wstydu".

Wydawało się, że opozycja w końcu znalazła "czuły punkt" PiS-u, w który im mocniej będzie walić, tym bardziej będzie zyskiwać w sondażach. Tym punktem były oczywiście słynne nagrody dla ministrów z rządu Beaty Szydło. PiS zasłużenie stracił w sondażach około 10 pp. poparcia. Za pychę i arogancję wyrażoną w sformułowaniu "nagrody się należały" mógł stracić jeszcze więcej. Tym bardziej, że Platforma i Nowoczesna ewidentnie złapały wiart w żagle i na nagrodach mogły w sposób istotny odbudować swoją popularność.

I wtedy pojawia się on - Jarosław Kaczyński. Na wczorajszej konferencji prasowej w 10 minut rozbił całą narrację opozycji i spowodował, że Platforma straciła spore pieniądze zainwestowane w akcję z mobilnymi billboardami "konwoju wstydu", który dopiero co wczoraj wyruszył w Polskę, a już dziś musi wracać i się demontować. Kaczyński powiedział bowiem rzecz następującą:

"Komitet polityczny PiS - na mój wniosek - ustalił, że do laski marszałkowskiej zostanie złożony projekt obniżenia pensji poselskiej o 20 proc., wprowadzenia nowych limitów obniżających dla wójtów, burmistrzów, marszałków, starostów, a także dla ich zastępców (...) Będzie dużo, dużo skromniej (...) Społeczeństwo oczekuje skromności i ta skromność będzie wprowadzana".

Opozycja myślała, że ustrzeliła PiS, a okazało się że sama dostała rykoszetem po własnym strzale. Racje ma publicysta Stanisław Janecki, który komentując wczorajsze wydarzenia, napisał na twitterze: "Nauka dla amatorów polityki: na pojedynek z zawodowcem nie wychodzi się bez bardzo solidnego treningu, bo można być liczonym".

Okazało się, że największe partie opozycyjne nie mają dla Polaków praktycznie nic do zaoferowania poza billboardami z "konwoju wstydu". Gdy Kaczyński zdejmuje z agendy problem, który jego formacja sama wykreowała (nagrody), a dodatkowo idzie za ciosem i żąda obniżenia poselskich i samorządowych pensji, to nagle opozycja się zapowietrza i nie wie jak zareagować. To jednocześnie pokazuje jak bardzo Schetyna z Lubnauer, stawiając wszystko na kartę anty-pisowską, uzależniając de facto swoje działania od działań PiS, a nie przedstawiając własnego programu i własnej alternatywy, z dnia na dzień mogą znaleźć się w czarnej d...

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul9/0435 ... skiego.htm

: 06 kwie 2018, 10:18
autor: NEVIL
Komentarze:

RICO @RICO

Trzeba pilnować by były szef i nadzorca polskiego rozpasania platformy odbytu donald tusk nie powrócił triumfalnie na stanowisko,które by to rozpasanie wręcz podsycało.Już dziś trzeba temu zapobiegać,ponieważ ten typ ma wyjątkowe predyspozycje do inteligentnego czarowania i oszałamiania narodu,który może temu degeneratowi dać do tego przepustkę.

-------------------------------

Johny Popchik

Z przyjęciem projektu nie powinno być żadnego problemu zważywszy na troskę opozycji o finanse publiczne... Projekt pewnie zostanie zaaprobowany jednogłośnie...

===========================

Za PO jak „za Sasa”. Premie w spółkach sięgały zenitu!
Obrazek

Będzie dużo skromniej – zapowiedział Jarosław Kaczyński, zmieniając zasady premiowania i wynagradzania polityków. Komentatorzy zgodnie uznają, że prezes PiS dał wspaniały przykład troski o dobro społeczne oraz wybił opozycji wszelkie argumenty. Czy działacze PO i Nowoczesnej zgodzą się obniżyć swoje pensje? Na pewno będzie to dla nich twardy orzech, bo dawny obóz władzy przywykł do zupełnie innych standardów. Pokazują to choćby horrendalne premie w Orlenie w latach 2013-2015, do których dotarła redakcja

W 2008 funkcję prezesa zarządu PKN Orlen objął Dariusz Krawiec. W 2012 roku Krawiec zarobił ponad 1,6 miliona złotych. Premia prezesa w tym okresie przekroczyła 1,4 miliona złotych. Jego zastępca Sławomir Jędrzejczyk zarobił ponad 1,4 mln zł a jego premia wyniosła 1,3 mln. Na premię za wkład w działania państwowej spółki „załapała” się w 2012 m.in. Grażyna Piotrowska-Oliwa, wzbogacając się o „skromne” pół miliona złotych. Na liście płac Orlenu widniał wówczas – to ciekawostka – także Piotr Wielowieyski, brat dziennikarki Gazety Wyborczej, Dominiki. Jego zarobki, jak donoszą nasze źródła nie były w skali roku niższe, niż 200 tysięcy złotych.

Kolejny, 2013 rok, zarząd Orlenu przepracował najwyraźniej równie ciężko. Krawiec otrzymał w nagrodę, łącznie 1,4 mln zł, Jędrzejczyk 1,3 mln zł a Piotr Chełmiński i Krystian Pater – także członkowie zarządu – dostali razem około 2 mln zł.

Zarządowi PKN Orlen wiodło się za czasów PO-PSL jak najlepiej. 2014 rok to w sumie prawie 5 mln zł. premii dla zarządu, z czego 1,2 mln dla prezesa spółki. W 2015 nagrody sięgnęły łącznie ponad 6,3 mln zł i żaden z członków zarządu nie zarobił mniej, niż milion wypłacony w ramach wynagrodzenia i milion uzyskany dzięki premiom.

Łącznie w okresie 2012-2015 premie zarządu wypłacone przez Orlen przekroczyły 20 mln zł. Kwota szokuje.

My wiemy, że jesteśmy dla społeczeństwa i że to nie jest tak, że idzie się do polityki dla pieniędzy, nie jest celem polityki bogacenie się polityków wobec tego podjęliśmy pewne decyzje – powiedział Jarosław Kaczyński.

O podobnych standardach nie mogą mówić ludzie związani z poprzednią władzą. Za czasów PO-PSL członkowie zarządów spółek skarbu państwa, jak pokazuje przykład PKN Orlen, mogły budzić nie tylko zazdrość, ale wręcz niesmak.

źródło: http://wgospodarce.pl/informacje/48301- ... aly-zenitu

: 06 kwie 2018, 14:48
autor: NEVIL
Komentarze:

PO.N do de

Brawo panie pośle! I to zdanie o "konwojach cystern jako konwojach hańby PO-PSL" należy rzucać w zakłamane facjaty tych oszczerców od żula z Wrocławia i jego kumpla Uj.

---------------------------------

k-48

Złodzieje krzyczą "łapać złodzieja"! Szybko zapomnieli o swoich premiach, całym mnóstwie afer, o stworzeniu "państwa kolesiów", by kryć lewe interesy, o korupcji i nepotyzmie... Wystarczy ?!!!

==========================

Szefernaker: "Prawdziwe konwoje wstydu to były konwoje cystern, które przejeżdżały Polskę za rządów PO-PSL"
Obrazek

Jeżeli społeczeństwo uznało, że to jest sytuacja, która nie powinna mieć miejsca, to politycy, którzy biorą odpowiedzialność za to, co robią, mają obowiązek słuchać obywateli, społeczeństwa. Powtórzę: polityka to służby, a nie interesy, jak bywało za poprzednich rządów. Stąd ta solidarna decyzja ministrów


— powiedział Paweł Szefernaker na podczas konferencji prasowej.

Wiceminister spraw wewnętrznych i administracji tłumaczył dlaczego ministrowie przekażą swoje premie na rzecz Caritas.

Polityka to służba, nie interesy. W ramach tej szeroko rozumianej służby w moim przekonaniu decyzja solidarna ministrów wprowadza nową jakość do polskiej polityki

— stwierdził.

Odniósł się też do tzw. konwoju wstydu i porównał go do sprawy konwojów cystern, które za rządów PO-PSL przejeżdżały przez Polskę.


Wiem także, że opozycja próbuje w ramach informacji o tych nagrodach, organizować – zresztą także pewnie za publiczne pieniądze, bo partie funkcjonują także w ramach subwencji – różne różnego rodzaju wydarzenia, m.in. to, co nazywają konwojem wstydu. Chciałbym powiedzieć bardzo mocno, wyraźnie, że prawdziwe konwoje wstydu to były konwoje cystern, które przejeżdżały Polskę za rządów PO-PSL. Wtedy mieliśmy do czynienia z procederem zorganizowanego transportu omijającego polski system celny. Mówił premier Morawiecki, podawał przykłady. Jeszcze w 2015 roku z dwóch wschodnio-niemieckich rafinerii wjeżdżało dziennie 650 cystern do Polski z paliwem, dziś wjeżdża dzięki monitoringowi, który wprowadziliśmy, 1/5 tych cystern, a paliwa w Polsce nie brakuje. Co było z tymi cysternami, jaki proceder występował za rządów PO-PSL?

— powiedział.

Był to proceder zorganizowanego transportu, omijającego polski system celny. To były prawdziwe konwoje wstydu za rządów naszych poprzedników. My z tym walczymy, z mafiami VAT-owskimi, a jeżeli popełniamy błędy, to się do nich przyznajemy, czego efektem jest dzisiejsza deklaracja

— dodał.

źródło: https://wpolityce.pl/polityka/389122-sz ... dow-po-psl

: 06 kwie 2018, 15:34
autor: NEVIL
Komentarze:

George

Teraz w efekcie tej akcji złodzieje będą musieli przenieść się do banku na Kajmanach. A taką mieli ochronę za PO/PSL .

----------------------------

Anonim

Pewnie tym biznesem zawiadywał i finansował zapijaczony Kowalski, mający swoją rezydencję w studzience ciepłowniczej.

=========================
Takiej akcji jeszcze nie było. Zabezpieczono ponad miliard złotych z narkobiznesu
Obrazek
Dzięki działaniom prokuratury i policji udało się zabezpieczyć kwotę blisko1,3 mld zł, co do której zachodzi podejrzenie, że pochodzi z narkobiznesu; to duży sukces prokuratury i policji, skala sprawy jest bez precedensu - poinformował prokurator generalny Zbigniew Ziobro.

Ziobro podkreślił na konferencji prasowej, że zabezpieczenie pieniędzy to duży sukces prokuratury i policji.

Można powiedzieć o sukcesie, do tej pory w tej dziedzinie bez precedensu, jeśli chodzi o skalę sprawy

- mówił prokurator generalny.

Udało się, dzięki też współpracy międzynarodowej i profesjonalnym działaniom wydziału zamiejscowego Prokuratury Krajowej oraz Centralnego Biura Śledczego, nadzorowanego przez Komendanta Głównego, doprowadzić do zabezpieczenia ogromnej sumy pieniędzy, co do której zachodzi podejrzenie, że pochodzi z przestępstwa, konkretnie z narkobiznesu, w dużym stopniu w każdym razie, mianowicie kwoty przekraczającej 1 mld zł - blisko 1,3 mld zł - powiedział Ziobro.

Jak dodał, pieniądze te były przedmiotem obrotu i "prania" w niewielkim banku w Polsce. Kwota została zabezpieczona i "jest przedmiotem dalszego procesowego działania".

Przestępcy ponieśli bardzo ciężką porażkę


- podkreślił Ziobro.

źródło: http://niezalezna.pl/221807-takiej-akcj ... rkobiznesu

: 06 kwie 2018, 16:32
autor: NEVIL
Komentarze:

teeed1


Mowa trawa. pomińmy już uczciwość, ale HONOR, a ten każe każdemu, kto go posiada w ilości, choć śladowej, podanie się do dymisji, nawet w przypadku, CIENIA PODEJRZENIA a jak wszyscy widzieliśmy na nagraniach, TAM NIE BYŁO "CIENIA" tam był nagrany ewidentny fakt przywłaszczenie i to wstyd przyznać ale był to akt bezczelności, to się nazywa zuchwała kradzieżą. Myślę, że ten sędzia złodziej to bezapelacyjnie powinien, no raczej MUSI stracić możliwość orzekania ale to babsko i inni sędziowie zamieszani w matactwo w "GWAŁT TEMIDY" powinni dożywotnio stracić możliwość bycia sędzią a nawet ławnikiem a w sądzie mogą tylko być zatrudnieni jako sprzątacze.

------------------------------------

janick

W normalnych krajach sedzia, prawnik, dentysta czy lekarz ktory dopuscil sie przestepstwa wylatuje z zawodu.

-------------------------------

tylko pytam

czy tak 'praworzadnej' brukselce i jej unijnej biurokracji tak zatroskanej o losy wymiaru sprawiedliwosci w Polsce nie przeszkadza ze w jej unijnym kraju bedzie orzekal sedzia zlodziej? czy to jest standardowa norma ze w unii orzekaja sedziowie zlodzieje i inni sakzani paworzadnymi wyrokami?

==============================
Sędzia od "wiertarki" wraca do wydawania wyroków
Obrazek
Sędzia, który był obwiniony o kradzież ze sklepu elementu wkrętarki zarządzeniem prezesa Sądu Okręgowego w Szczecinie został przeniesiony do orzekania w wydziale cywilnym tamtejszego sądu. Decyzję w tej sprawie podjął prezes Sądu Okręgowego.

Sędzia, który orzekał w wydziale karnym szczecińskiego Sądu Okręgowego był obwiniony o popełnienie wykroczenia stanowiącego jednocześnie "przewinienie dyscyplinarne - uchybienie godności urzędu" polegającego na tym, że w czerwcu 2016 r. w sklepie w Szczecinie ukradł element wkrętarki.

W listopadzie zeszłego roku Sąd Apelacyjny w Gdańsku jako sędziowski sąd dyscyplinarny I instancji wymierzył sędziemu karę wydalenia z zawodu. W marcu br. Sąd Najwyższy zmienił wyrok sądu I instancji i wymierzył sędziemu karę obniżenia wynagrodzenia o 20 proc. na okres dwóch lat.

Z dniem 3 kwietnia 2018 r Sędzia Sądu Okręgowego w Szczecinie Paweł Marycz na mocy zarządzenia Prezesa Sadu Okręgowego w Szczecinie został przeniesiony do orzekania w Wydziale I Cywilnym Sądu Okręgowego w Szczecinie

- poinformował w piątek rzecznik prasowy szczecińskiego sądu okręgowego sędzia Michał Tomala.

Kolegium szczecińskiego sądu okręgowego określiło także podział czynności służbowych sędziego. Jak powiedział Tomala, sędzia będzie orzekał w pełnym zakresie. Oznacza to, że Marycz powinien orzekać na rozprawach nie mniej niż osiem razy w miesiącu.

W listopadzie zeszłego roku Sąd Apelacyjny w Gdańsku wymierzając sędziemu karę wydalenia z zawodu wskazywał, że sędzia powinien zawsze kierować się zasadami uczciwości, godności, honoru, poczucia obowiązku oraz przestrzegać dobrych obyczajów.

Nie ulega wątpliwości, że zachowanie obwinionego naruszyło powyższe zasady. (...) Nie budzi wątpliwości, że popełnienie kradzieży przez sędziego godzi też w autorytet wymiaru sprawiedliwości

- uzasadniał wówczas SA.

Z kolei sędzia Katarzyna Tyczka-Rote uzasadniając w marcu br. decyzję wymierzenia sędziemu kary obniżenia wynagrodzenia o 20 proc. na okres dwóch lat, wskazała, że Sąd Najwyższy uwzględnił zarzut odwołania dotyczący "rażącej niewspółmierności wymierzonej kary".

Przy ocenie według aktualnych stawek wynagrodzenia obwiniony za ten czyn, za który każdy inny obywatel zapłaciłby 100 zł mandatu, zapłaci około 50 tys. zł. Wydaje się, że taka sankcja jest sankcją adekwatną i bardziej dostosowaną do charakteru czynu

- powiedziała sędzia SN.

Przyznała, że "sędzia niewątpliwie powinien odpowiadać w sposób dużo surowszy, ponieważ jego obowiązki moralne są znacznie większe i oczekiwania wobec niego są znacznie większe". Jak dodała, "nie znaczy to jednak, żeby można było pominąć sytuację osobistą i przede wszystkim dotychczasowe postępowanie sędziego, te 20 lat jego służby".

źródło: http://niezalezna.pl/221805-sedzia-od-w ... ia-wyrokow

: 06 kwie 2018, 22:48
autor: NEVIL
Komentarze:

stefan

ci wszyscy to Polskę potrafią promować tylko i wyłącznie za cudze lub publiczne pieniądze. skoro są takimi patriotami to niech to robią za swoją prywatną kasę. niech okażą trochę poświęcenia,

-----------------------------------

Kpi

Duzo chętnych jest do robienia czegos za cudze, jak w Ziemi obiecanej, ja nie mam nic ty nie masz nic zakładamy biznes.
Obawiam sie, że za swoje by tak nie"sławili" a po prostu płynęli. Za cudze odwrotnie, najpierw będą sławić dopiero pózniej płynąc.

=========================

"Dar Młodzieży" utknął na mieliźnie, zanim jeszcze wypłynął. Ambitny projekt sławiący Polskę pod znakiem zapytania
Obrazek
Za miesiąc słynny "Dar Młodzieży" miał popłynąć w "Rejs Niepodległości" po świecie. Miała być wielka promocja kraju i wizyta papieża Franciszka. Młodzi żeglarze mieli zostać ambasadorami Polski. Tymczasem okazuje się, że wyprawowa kasa świeci pustkami, a część załogi zrezygnowała z pracy.

Ambitne plany związane z "Rejsem Niepodległości" przedstawił w październiku 2017 r. kapitan "Daru Młodzieży" Ireneusz Lewandowski.

Statek ma ruszyć w trasę 3 maja. - Popłyniemy przez Atlantyk, do Kapsztadu. Później będzie Singapur i przejście przez Ocean Indyjski. Potem zawiniemy prawdopodobnie do dwóch portów chińskich i dwóch w Japonii. Dalej Vancouver, Meksyk i Panama (organizator Światowych Dni Młodzieży - przyp. red.) - wyliczał dowódca "Daru Młodzieży". Ostatnim portem na trasie miał być Nowy Jork, z którego żaglowiec miał wrócić do Polski.

Kurs na duchową ucztę

Organizatorami rejsu miały być Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, Akademia Morska w Gdyni, Salezjański Wolontariat Misyjny - Młodzi Światu oraz - jako partner-współorganizator - Konferencja Episkopatu Polski.

- Staramy się, aby w Panamie pokład odwiedził papież Franciszek - dodawał siedzący obok kapitana Lewandowskiego prof. Henryk Śniegocki, prorektor ds. morskich Akademii Morskiej. To osoba, która w sprawach związanych z żaglowcem ma najwięcej do powiedzenia - jednostka należy bowiem do akademii. Prorektor zaraz podkreślił, że to na razie wiadomość nieoficjalna, i że dopiero zaczęły się starania o spotkanie z papieżem.

W kilka tygodni po konferencji na pokładzie "Daru Młodzieży" przedsięwzięciu przybył kolejny możny protektor - ogłoszono, że patronat nad "Rejsem Niepodległości" obejmie premier Beata Szydło.

O tym, że uczestnicy rejsu spotkają się z papieżem Franciszkiem, zaczęło mówić się już głośno.

Patroni możni, ale biedni

Jak szybko ruszyły przygotowania do rejsu, tak szybko utknęły na mieliźnie. Z naszych informacji wynika, że na rejs nie ma pieniędzy. Ile brakuje? Dokładnie nie wiadomo, bo Akademia Morska w Gdyni milczy. - Temat finansowania rejsu to na korytarzach uczelni tabu - twierdzi nasze źródło.

Nie udało się także uzyskać informacji o zakładanym budżecie wyprawy. Dziennik "Fakt" pisze o 23 mln zł, ale nie podaje źródła. Jakiekolwiek pieniądze byłyby jednak potrzebne, z naszych informacji wynika, że na razie ich nie ma.

Do portfela więcej na pewno nie dosypie Ministerstwo Żeglugi i Gospodarki Morskiej, jeden ze współorganizatorów rejsu. - Akademia dostała już środki na remont Daru Młodzieży. Pochodziły z rezerwy budżetu państwa, a ich wydatkowanie jest standardowo kontrolowane przez NIK - mówi money.pl Janusz Karp, dyrektor Departamentu Edukacji Morskiej w resorcie.

W dodatku z projektu wycofał się Salezjański Wolontariat Misyjny "Młodzi światu", czyli kościelna organizacja zajmująca się pomocą najuboższym na świecie. - To była kwestia udziału naszych wolontariuszy i celów, które sobie stawialiśmy jako współorganizatorzy. Okazało się, że nie jesteśmy w stanie wysłać tylu żeglarzy, ilu byśmy chcieli. Uznaliśmy więc, że to nie ma sensu - mówi nam Joanna Zając z SWM. Jak zaznacza, decyzja o wycofaniu nie miała nic wspólnego ze "sprawami finansowymi".

Zhakowane konta młodych żeglarzy

Kłopoty nie ominęły również samego naboru chętnych do żeglowania "Darem". Opowiada nam o tym jedna z osób, która zamierzała wziąć udział w rejsie. Do finału dostało się kilkaset osób, które musiały wykazać się wiedzą m.in. na temat żeglarstwa i Biblii. Szczęśliwcy musieli również podać numery paszportów i dowodów osobistych. Gdy już to zrobili, ktoś zhakował konta i pozamieniał etapy, w których chcieli żeglować (przewidziana była rotacja załogi). W efekcie nabór anulowano.

"Jest nam bardzo przykro z powodu tego, że ktoś nie potrafi pogodzić się z tym, że nie dostał się na wymarzony etap i dlatego postanowił zburzyć także marzenia innych. Najprawdopodobniej dostaliśmy nieprawdziwe informacje na temat wyboru waszych odcinków, dlatego z przykrością musimy anulować dotychczasowy przydział" - napisali organizatorzy.

Doszło do ponownego przydzielania tras, tym razem w oparciu o lepiej zabezpieczone konta. Część młodych ludzi miała dość zamieszania i wycofała się z udziału w imprezie.

O wyciek danych zapytaliśmy Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, ale wciąż czekamy na odpowiedź.

Koniec nadgodzin, albo wypad z "Daru"


To nie koniec raf. Kiepskie nastroje panują także wśród załogi "Daru Młodzieży". Na razie jest ponoć zbyt nieliczna, żeby przeprowadzić rejs dookoła świata.

- W ostatnich latach załoga bardzo się zmieniała. Przychodzili, odchodzili, to był wręcz kadrowy korowód - opisuje nam osoba związana z legendarnym żaglowcem. Części z odchodzących chodziło m.in. o stale zmieniające się warunki pracy.

- Od sierpnia zeszłego roku załoga ma zakaz wykazywania nadgodzin, obojętnie ile faktycznie kto pracuje. Ewentualnie można je było odbierać tylko w formie dnia wolnego. Zlikwidowano także większość dodatków. Wynagrodzenie ma teraz charakter jednorodnej pensji, co jest zmianą na gorsze - mówi nam nasze źródło. Polecenie w sprawie nadgodzin miał wydać sam prorektor Henryk Śniegocki.

- Forma, w której nam to przekazano brzmiała jak groźba - mówi nasz rozmówca. - Przekaz był prosty: kto łamie reguły, wypada. A większość załogi miałaby problemy ze znalezieniem zatrudnienia na innym statku choćby ze względu na niewystarczającą znajomość angielskiego.

Częściowym potwierdzeniem kadrowej gorączki jest nabór załogi, który przeprowadzono w grudniu ub. r. Akademia w liście do money.pl przyznaje, że rekrutacja miała związek ze zmianą warunków zatrudnienia. "Wszyscy członkowie załogi otrzymali nowe angaże, nie wszyscy je podpisali" - czytamy w mailu.

Zapytaliśmy także o kwestię ultimatum płacowego postawionego załodze. Wciąż czekamy na odpowiedź. Obecnie nie wiadomo, czy "Dar Młodzieży" popłynie na "ucztę duchową i festiwal młodości".

źródło: https://www.money.pl/gospodarka/wiadomo ... 02325.html

: 07 kwie 2018, 07:37
autor: NEVIL
Komentarze:

JACEK V. ROSTOWSKI


JUŻ WAM MÓWIŁEM W STUDIO TVN: "W BUDŻECIE PAŃSTWA PINIENDZY NIE MA I NIE BĘDZIE!"

-----------------------------------

danavo.camerton@danavo.camerton


Dawać tego bufona/600 na bilbordy i jazda z nim po całej Polsce!


----------------------------------

krysia

I już wiemy dlaczego nawet różne miernoty pchają się na te ciepłe posadki.Za nic nie odpowiadają, nic nie muszą a pieniążki strumieniem lecą.A ile dorabiają na komisjach? Masakra!

===========================
Ponad 600 tys. złotych z nagród i ekwiwalentu urlopowego dla Bogdana Borusewicza! Wiemy, jak nagradzano w Senacie
Obrazek
Portal wPolityce.pl dotarł do raportu dotyczącego nagród, które wypłacano prezydium Senatu w latach 2006 - 2015. Wynika z niego, że Bogdan Borusewicz, z tytułu nagród oraz ekwiwalentów za niewykorzystany urlop i odprawy emerytalnej, otrzymał ponad 600 tys. złotych (kwoty brutto)! Sama odprawa emerytalna dla Marszałka Senatu kosztowała ponad 100 tys. złotych.

Pierwszą nagrodę z funduszu nagród, Bogdan Borusewicz otrzymał w roku 2006 i wynosiła ona 71 692 złotych. Kolejną w 2007 roku w wysokości 72 121 zł. W VII kadencji Senatu, Borusewicz otrzymywał nagrody w roku 2007 (24 130 złotych) oraz w roku 2008 ( 74 321 złotych). W roku 2009 nie wypłacano nagród w Senacie ze specjalnego funduszu, ale Borusewicz mógł liczyć na 12 424 zł. nagrody jubileuszowej. W 2010 roku znów wypłacano nagrody w Senacie. Bogdan Borusewicz otrzymał wtedy 66 702 zł., a w 2011 33 351 zł. Ostatni raz b. Marszałek Senatu otrzymał nagrodę z funduszu w roku 2012 - 58 364 złotych.

To jednak nie koniec. Wprawdzie od roku 2012 do 2015 nagród z funduszu nie wypłacano, ale Bogdan Borusewicz otrzymał w 2012 roku nagrodę jubileuszową w wysokości 16.675 zł. W 2015 r. wypłacono mu także ekwiwalent pieniężny za niewykorzystany urlop w wysokości 80 995 złotych oraz odprawę emerytalną w wysokości 100 053 zł.

Nagrody i ekwiwalenty odbierali także inni członkowie prezydium sejmu, ale były one niższe, o od kilkunastu do 20 tys. złotych od nagród wypłacanych Borusewiczowi. Obecny Marszałek Senatu Stanisław Karczewski otrzymał w roku 2012 (był wtedy wicemarszałkiem) 29 818 zł, zaś w 2015 roku wypłacono mu ekwiwalent za niewykorzystany urlop w wysokości 46 857 zł.

Więcej: https://wpolityce.pl/polityka/389120-ty ... -w-senacie

: 07 kwie 2018, 12:28
autor: NEVIL
Komentarze:

Anonim

a u Misiła końca niekończącej się głupoty nigdy nie będzie?/

-------------------------

Putler_Kaputt

No cóż...Jaki intelekt, to taki polityk...końcówki końca !

--------------------------

Shrek.Iveco

Chylę czoła...posiadam bujną wyobraźnię,jednak pod tą bujną czupryną dzieją się rzeczy niewyobrażalne...zapraszam na kielicha,będzie fajnie...


=============================
Zadziwiająca obsesja Piotra Misiło. Internauta odkrył sekret polityka Nowoczesnej
Obrazek
Piotr Misiło z Nowoczesnej popisywał się już wieloma kuriozalnymi stwierdzeniami, stanowiąc swego czasu poważną intelektualną konkurencję dla Ryszarda Petru. Tym razem opublikował na Twitterze zawiły wywód o "końcu początku końca" PiS, przy czym jeden z internautów odkrył, że ta konstrukcja słowna prześladuje polityka już od dłuższego czasu!

Mamy nową Alfę i Omegę polityki. Piotr Misiło - znany naszym czytelnikom m.in. z odkrycia na sali plenarnej Sejmu okablowania zasilającego system do głosowania (które miało być "pstryczkiem-elektryczkiem" Marka Suskiego służącym do mobilizowania posłów PiS) czy postawienia tezy, jakoby Bartłomiej Misiewicz płacił za narkotyki kartą kredytową - znowu zabłysnął.

Napisał:

"To nie jest koniec, to nawet nie jest początek końca, to dopiero koniec początku. Koniec początku końca PiS"

Piotr Misilo @Piotr_Misilo

To nie jest koniec, to nawet nie jest początek końca, to dopiero koniec początku. Koniec początku końca @pisorgpl https://twitter.com/jnizinkiewicz/statu ... 7895387137

13:01 - 6 kwi 2018 · Szczecin, Poland

Jeden z internautów sprawdził jednak, że niemal identyczne figury słowne Misiło stosował już parokrotnie!

Np. w 2015 r. pisał na Twitterze: "To nie jest koniec, to nie jest początek końca, to dopiero koniec początku".

A w 2017 r.: "To nie jest koniec, to nawet nie jest początek końca, to dopiero koniec początku!"

Natomiast 13 marca 2018 r.:

"To nie jest koniec, to nawet nie jest początek końca, to dopiero koniec początku" .

To jakaś obsesja? A może początek końca początku obsesji?

źródło: http://niezalezna.pl/221902-zadziwiajac ... owoczesnej

: 07 kwie 2018, 22:54
autor: NEVIL
Komentarze:

ewsz

oczy umysłowo chorego, co on z siebie zrobił ? co nienawiść POtrafi zrobić z człowiekiem. A swoją drogą znowu Kazczyński zrobił z nich głupków -konwój wstydu

----------------------------------

marekzkrosna

NO WIDZISZ STEFUŚ! TYŚ TAKI WYDOLNY UMYSŁOWO, A PREZES TAKI NIEDOJDA. TYLKO ŻE ON MĄŻ STANU, A TY SZEREGOWY POSEŁ NA WYLOCIE.

------------------------------

tracker

Niesioł coraz bardziej upodabnia się do swoich ulubieńców, czyli robaków. Czy to jeszcze człowiek? Widać co nienawiść robi z ludźmi.


========================
Totalna furia Niesiołowskiego po zapowiedzi szefa PiS: To niesłychana bezczelność. Kim jest Kaczyński? Operetkowy, niedołężny umysłowo dyktatorek
Obrazek
Do grona polityków opozycji (a jakże!) oburzonych na zapowiedź prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego o obniżeniu wynagrodzeń m.in. posłom i senatorom, dołączył Stefan Niesiołowski.

Swoje niezadowolenie wyraził w znany już powszechnie sposób”

To niesłychana bezczelność. Kim jest Kaczyński? Operetkowy, niedołężny umysłowo dyktatorek, który wiecznie zapomina, co mówi

— kipiał ze złości Niesiołowski, pytany przez „Super Express” o sprawę wynagrodzeń.

Stwierdził, że nagrody dla ministrów to „jedno wielkie łupienie państwa”, a decyzja Kaczyńskiego nie jest żadną refleksją.

Kaczyński nagle wyszedł i powiedział, że ludzie oczekują skromności. Ucierpią na tym Bogu ducha winni samorządowcy. Jestem wzburzony, bo to pokazuje, iż demokracja w Polsce nie istnieje

— dramatyzował polityk.

Dodał, że Prawo i Sprawiedliwość poniosło niebywałe straty polityczne, których nie da rady nadrobić i zaczął się zjazd w polityczny dół.

Ta bestia powoli zdycha z przeżarcia. Nażarła się tak jak smok wawelski, który jak nachlał się wody, to pękł. Liczę na to, że podobny proces zajdzie w przypadku PiS. I nic im nie pomoże się uratować

— pieklił się Niesiołowski.

Wygląda na to, że furia, jaka ogarnęła Niesiołowskiego przysłania mu zdrowy rozsądek. Zapomniał tylko dodać, że do polityki poszedł dla idei, a nie dla pieniędzy…


źródło: https://wpolityce.pl/polityka/389248-to ... dyktatorek

: 08 kwie 2018, 11:18
autor: NEVIL

Tak Komorowski przyznawał nagrody swoim ministrom! Rzecznik prezydenta Dudy przypomina: "Dziekoński - 50 tys. zł, Michałowski - 55 tys. zł..."
Obrazek
Rzecznik prasowy prezydenta Andrzeja Dudy Krzysztof Łapiński przypomniał w „Śniadaniu w Polsat News”, że ministrowie w kancelarii prezydenta Bronisława Komorowskiego otrzymywali nagrody rzędu nawet 50 tys. zł. Podkreślił, że nikt wówczas nie mówił, że są przyznawane nielegalnie.

Od 2011 roku te kwoty oscylowały w granicach 50 tys. zł. Sam Nowak, za trzy miesiące pracy w kancelarii dostał 25 tys złotych nagrody. A co z nagrodami, które ministrowie Komorowskiego dostali po przegranej wyborów prezydenckich? To było po kilkanaście tysięcy złotych. Jeśli ich o to zapytacie, to ja będę się do tego odnosił. To jest właśnie rzetelność mediów. Pokażcie, czy chodzi wam o rzetelność, czy o zwykłą dyskryminację obozu rządzącego

— powiedział prezydencki rzecznik.

Przypomniał, że ministrowie w KPRP nie pełnią funkcji poselskich, a podobny schemat nagród obowiązywał również za kadencji wcześniejszych prezydentów.

Zapewne wszyscy zgodzimy się co do tego, że media są od tego, żeby patrzeć politykom na ręce. Rzetelne i obiektywne media patrzą każdej władzy na ręce. Tej która jest dzisiaj i tej która była. Mam nadzieję, że media będą pytać ministrów Bronisława Komorowskiego, czy oddadzą premie

— powiedział rzecznik prezydenta Krzysztof Łapiński i zaprezentował kwoty premii.

W 2011 r. ministrowie z kancelarii prezydenta Bronisława Komorowskiego przyjęli premie w następującej wysokości:

Olgierd Dziekoński - 50 tys. zł, Maciej Klimczak - 38 tys. zł, Jacek Michałowski - 55 tys. zł, Jaromir Sokołowski– 50 tys. zł, Irena Wójcicka – 50 tys. zł.

Premie przyznane im w 2012 r. wyglądały następująco:


Olgierd Dziekoński – 34 tys. zł, Maciej Klimczak – 34 tys. zł, Michałowski 41 tys. zł, Sławomir Rybicki – 46 tys. zł, Jaromir Sokołowski – 34 tys. zł, Irena Wójcicka – 39 tys. zł.

Szczególne zdziwienie budzi nagroda dla Sławomira Nowaka. Polityk otrzymał nagrodę już po 3 miesiącach pracy w kancelarii.


Czy spytacie ministra Nowaka o premie?

— zadał pytanie dziennikarzom minister Łapiński.

To jest ciekawa sytuacja bo ministra Nowak za 3 miesiące pracy w Kancelarii w 2010 roku dostał 25 tys. zł nagród. Został powołany we wrześniu, a już w grudniu otrzymał tą nagrodę

— stwierdził.

Czy zapytacie Państwo o te nagrody, które otrzymali ministrowie Bronisława Komorowskiego już po przegranych wyborach. Po kilkanaście tys. zł. Jeżeli takie pytanie do ministrów, których wymieniłem padną to ja będę się odnosił. To test na wiarygodność mediów

— powiedział Łapiński.

Rzecznik prezydenta Andrzej Duda powiedział, że prezydent nie przyznał sobie żadnej nagrody. Dodał, że podobnie uczynił prezydent Bronisław Komorowski.

źródło: https://wpolityce.pl/polityka/389311-ta ... -55-tys-zl

: 08 kwie 2018, 13:22
autor: NEVIL
Komentarz:

PISo kościelny

Jak tak dalej pójdzie to, w niedziele będzie czynne tylko po potwierdzeniu biletu w miejscowej zakrystii tzn po mszy i "co łaska".

=========================

Nie dał rady Jackson, dał radę właściciel dyskoteki. Energylandia chce bić kolejne rekordy
Obrazek

Ma pędzić 142 kilometry na godzinę, spadać aż 80 metrów w dół i być największym rollercoasterem w Europie. To nie najnowsza atrakcja Disneylandu, ale polskiej Energylandii. Jej twórcy w cztery lata stworzyli jeden z największych parków rozrywki na naszym kontynencie. I na tym nie kończą.

Budowa Hyperiona - bo tak nazywa się rekordowa atrakcja – ruszyła pełną parą jesienią zeszłego roku. Oddanie? Jak pogoda nie przeszkodzi, to jeszcze w wakacje tego roku. Wagoniki kolejki najpierw mają wspiąć się na wysokość mniej więcej Kościoła Mariackiego, a następnie runąć w dół z prędkością większą niż dozwolona na autostradach.

- Większej i szybszej nie ma w Europie. Liczymy, że przyciągnie do nas klientów z całego kontynentu, bo z okolicznych krajów, na przykład Czech czy Słowacji mamy już sporo gości - mówi money.pl Kris Kojder z Energylandii znajdującej się w podoświęcimskim Zatorze.

Kto stoi za inwestycją? Skromne małżeństwo Agata i Marek Goczał. Pieniądze zarobili na dyskotekach (słynna Energy 2000 w Przytakowicach), napojach i produkcji obuwia. Będąc we Włoszech ich partner biznesowy zabrał ich do tamtejszego parku Gardaland. Dzieci Goczałów spytały tatę, czemu podobnej atrakcji nie wybuduje dla nich w Polsce. Minęło kilka lat i park stoi.

Kolejka górska z unijną dotacją

Energylandia wystartowała w 2014 roku. Początkowy koszt inwestycji wyniósł ok. 74 mln zł, z czego 42 mln to dotacja unijna. Później dołożono drugie tyle. Co roku park jest jednak rozbudowywany – przybywa nowych atrakcji, zabaw, rollercoasterów. Kris Kojder nie chce mówić, ile w sumie zainwestowano w Energylandię. Śmiało można jednak liczyć, że to kwota rzędu 200 mln zł. I na tym się nie kończy.

Hyperion w Energylandii pobije rekordy

Sam Hyperion kosztować będzie kilkanaście, a może i kilkadziesiąt milionów złotych. Następny w kolejności ma być rollercoaster z drewna, który poza ekstremalnymi przeżyciami ma mieć także walory estetyczne. No i oczywiście pobije kolejne rekordy.

- W najbliższych latach planujemy w Zatorze budowę wooden coastera, który będzie największą tego typu atrakcją na świecie – mówi Kojder.

Na początku kwietnia otworzono Speed Water Coaster. On także bije w swojej kategorii wszelkie światowe rekordy - nie ma ani wyższej, ani szybszej kolejki, która kończyłaby przejażdżkę w wodzie. Trwa już rozbudowa zewnętrznego parku wodnego, lada moment ruszyć ma też budowa hotelu. Co dalej? Kryty park wodny? Tego Energylandia nie zdradza.

Park rośnie tak szybko jak pędzą jego kolejki

Wiadomo natomiast, że park będzie jeszcze rósł. Obecnie zajmuje 26 hektarów, ale za parę lat ma mieć powierzchnię aż 150 hektarów.

- Nieskromnie mówiąc, powiem, że Energylandia nie ma konkurencji w Polsce, a nawet w Europie Środkowo-Wschodniej. Najbliższy tego typu park rozrywki znajduje się w Niemczech. Zawsze to przypominam: obiecywał nam Jackson, a ostatecznie zrobili to sami Polacy - mówi Kojder.

Właściciele parku trafili więc w niesamowitą niszę. Bo choć Polska usiana jest małymi tematycznymi parkami zabaw z dinozaurami, cowboy'ami czy miniaturowymi budynkami, to miejsca z tak ekstremalnymi doznaniami, jak w Energylandii dotąd nie było. A Polacy widać lubią się bać, bo do Zatoru już dwa lata temu zjechało ponad milion gości, rok temu było to 1,2 mln. Na 2018 zaplanowano ponad 1,5 mln odwiedzających.

Bilet kosztuje 109 zł dla dorosłych i 59 zł dla dzieci. Jeśli nawet uznać, że średnio na bilecie park zarabia ok. 80 zł, to w zeszłym roku przychody wyniosły 100 mln zł. A to nie wszystko. Każdy gość musi gdzieś zaparkować, czegoś się napić i coś zjeść, a dzieci bez pamiątek też raczej z Energylandii nie wychodzą. W sumie więc przychody parku mogą w tym roku wynieść ok. 150 mln zł.

Jest więc za co budować kolejne atrakcje.

źródło: https://www.money.pl/gospodarka/wiadomo ... 02717.html

: 08 kwie 2018, 16:36
autor: NEVIL
Dla Ukraińców zakaz handlu w niedziele to tragedia. Robią wszystko, by znaleźć sobie jakąś pracę
Obrazek

Przyjechali do Polski, by zarobić. Część z nich nie może teraz zrozumieć, dlaczego ktoś postanowił odgórnie nakazać zamykanie sklepów w niedziele, pozbawiając ich w ten sposób szansy za zarobek. Ukraińcy chwycili za telefony i zaczęli wydzwaniać po pośrednikach pracy.


W ostatnim czasie branża handlowa dosłownie rzuciła się na pracowników ze Wschodu. Tylko w 2017 roku jej przedstawiciele złożyli aż 63 tys. zaświadczeń o zamiarze powierzenia pracy Ukraińcom – prawie 30 proc. więcej niż rok wcześniej. W efekcie zaczęło dochodzić do sytuacji kuriozalnych z punktu widzenia klientów – w jednej z Biedronek w miejscowości Banino pewien mężczyzna skarżył się, że na sali zastał 5 osób, z czego żadna nie była w stanie porozumiewać się po polsku.

Ukraińcy szukają pracy

Praca w sklepach od początku nie była jednak dla naszych sąsiadów jakimś wyjątkowo lukratywnym biznesem. Podczas gdy budowlańcy mogą liczyć na stawki w granicach 20 zł za godzinę na rękę, płace wciąż pozostają na stosunkowo niskim poziomie. 4 tys. brutto, jakimi kusi Lidl, można dostać dopiero mając na koncie przepracowane co najmniej 2 lata. A to przecież szczyt możliwości, zarobki w małych, często franczyzowych sklepikach są zdecydowanie niższe. Dlatego, podczas gdy polscy pracownicy narzekają, że chętnie by sobie poodpoczywali, ale pracodawcy rzucają im kłody pod nogi, Ukraińcy szukają dodatkowych źródeł zarobku.

– Dziennie dostaję co najmniej kilka telefonów – opowiada nam Taras, Ukrainiec, który zajmuje się w Polsce pośrednictwem pracy. – Moi rodacy przyjechali do Polski pracować, przymusowe przerwy ich nie interesują – dorzuca. Kto tak uporczywie wydzwania? Ano kasjerzy i kasjerki, którzy zostali bez zajęcia w ostatni dzień tygodnia. Starają się więc załatwić sobie dodatkowe fuchy, a o takie dzisiaj w Polsce nietrudno. Przedsiębiorcy zawsze chętnie przyjmą przecież dodatkową parę rąk na budowie, przy remoncie, tak samo, jak nie pogardzą kolejną sprzątaczką.

"Nastawiają się nawet na 12 godzin dziennie"


– O takim przypadku jeszcze nie słyszałem – zastrzega w rozmowie z INN:Poland Daniel Dziewit, twórca portalu „Praca dla Ukrainy”. Szybko dodaje jednak, że pęd Ukraińców do pracy wcale go nie dziwi. Ukraińcy szukają pracodawców, którzy zapewnią im odpowiednią liczbę godzin, liczy się każde dodatkowe 60 minut. Standardowy wymiar czasu pracy to często dla nich zbyt mało, nastawiają się nawet na 12 godzin dziennie – opowiada.

I zauważa, że w przeciwieństwie do Polaków, naszych wschodnim sąsiadom święta w pracy nie przeszkadzają. – W najbliższą niedzielę (8 kwietnia – przyp. red.) kościół prawosławny obchodzi Wielkanoc. Podejrzewam, że Ukraińcom nie przyjdzie do głowy tłumaczyć się pracodawcom, że mają święta i zostają w domach. Oni dzień święty święcą, wystarczy spojrzeć na pełne ludzi warszawskie cerkwie, ale poza tym chodzą też do pracy – mówi Dziewit.

Trudno im się zresztą dziwić. Motywacjom Ukraińców do pracy w Polsce przyjrzał się niedawno WorkService. I wszystko stało się jakby jaśniejsze. Prawie trzech na czterech Ukraińców nie myśli o pozostaniu w Polsce na stałe, a 40 proc. z nich wysyła część zaoszczędzonych pieniędzy do kraju. Przepisy sprawiają również, że siedzą nad Wisłą dość krótko – zazwyczaj od 1 do 3 miesięcy.

To sprawia, że nastawieni są na szybkie zarabianie pieniędzy, które ma się nijak do przymusowej niedzielnej bezczynności. Sam mam wśród znajomych kilka osób z Ukrainy. Nie wszyscy są lub byli polskimi studentami, część z nich pracuje w Polsce na najniższych stanowiskach. Myślą o pozostaniu w Polsce na stałe i od pierwszego dnia starają się osiągnąć finansową niezależność, odkładają na własne mieszkanie czy samochód.

Inna sprawa, że nie wszystkim wizja zarabiania w złotówkach zamiast w hrywnach przesłania konieczność wypoczynku. – Dzisiaj w Polsze Wielka Niedziela. Poljaki nie pracują, to my przecież też nie będziemy – tłumaczył mi niedawno jeden z moich ukraińskich znajomych. No, ale on akurat budowanie względnego dobrobytu rozłożył sobie na lata.

źródło: http://innpoland.pl/142459,ukraincy-nar ... -niedziele