Walentynki? PKO BP pisze "list miłosny" do Poczty Polskiej
Zbigniew Jagiełło, prezes PKO BP, nie rezygnuje z planów aliansu strategicznego z Pocztą Polską. W środę przedstawił nową kompromisową ofertę, której celem ma być przejęcie Banku Pocztowego
Niewielki Bank Pocztowy - mający jednak 1,3 mln klientów i rosnący od kilku lat w imponującym tempie - rozgrzewa emocje branży finansowej już od dobrych kilku miesięcy. Jego głównym atutem jest dostęp do tysięcy okienek Poczty Polskiej, a dzięki nim - możliwość oferowania usług bankowych ludziom, do których nie jest w stanie dotrzeć żaden inny bank. To dlatego rocznie Bank Pocztowy zwiększa liczbę klientów o 150-200 tys.
Propozycję przejęcia kontroli nad Bankiem Pocztowym prezes PKO BP Zbigniew Jagiełło złożył Poczcie Polskiej jeszcze latem 2012 r. Obecnie w Banku Pocztowym panuje bowiem niestrawny układ: 75 proc. udziałów ma Poczta, zaś pozostałe 25 proc. kontroluje PKO BP, który jednak nie ma ochoty wkładać pieniędzy w interes, nad którym nie ma władzy. Plan PKO dotyczący wykupienia Banku Pocztowego długo leżał na biurku prezesa Poczty, aż w grudniu 2012 r. prezes Jerzy Jóźkowiak go odrzucił.
Powód? Poczta Polska chce oprzeć swoją strategię rozwoju na usługach finansowych, więc - jak twierdzi - potrzebuje mieć swój bank. Na nic zdały się argumenty PKO BP, że nie trzeba mieć krowy, żeby pić mleko (PKO BP chciał zapłacić poczcie 240 mln zł w gotówce i co najmniej 60 mln zł rocznie w ramach umowy na dystrybucję swoich kont, lokat i kredytów). Prezesa Jóźkowiaka nie przekonało też to, że - zdaniem PKO - poczta nie ma ani wystarczających pieniędzy, ani kompetencji, by prowadzić bank. PKO BP szacuje potrzeby kapitałowe Banku Pocztowego na przynajmniej 500 mln zł, zaś Poczta może wyłożyć tylko 90 mln zł.
Jak wynika z naszych informacji, PKO BP, mimo iż dostał "kosza", nie rezygnuje z planów przejęcia kontroli nad Bankiem Pocztowym. W przeddzień walentynek na biurko prezesa Jóźkowiaka trafił "list miłosny" szefa PKO BP. A w nim ugodowa propozycja aliansu strategicznego. PKO proponuje natychmiastowe dokapitalizowanie Banku Pocztowego kwotą 390 mln zł, z czego trzy czwarte wyłożyłby sam. W zamian prezes Jagiełło chce dostać prawie połowę udziałów w banku (dokładnie 50 proc. minus jedną akcję), a także dodatkowych dwóch członków w radzie nadzorczej.
To oznaczałoby, że Poczta Polska zachowałaby nad Bankiem Pocztowym kontrolę kapitałową (miałaby 50 proc. plus jedną akcję), ale oddałaby PKO BP dużą część wpływu na zarządzanie nim. W nowej wersji PKO będzie miał w radzie nadzorczej banku czterech ludzi, a Poczta zachowa trzech. I to może być główny problem do przełknięcia dla prezesa Jóźkowiaka. W PKO BP uważają, że ich nowa oferta to dobry kompromis, bo Poczta Polska dostaje górę pieniędzy na rozwój swojego banku i zachowuje w nim większość akcji. PKO BP chce jednak, by za dwa-trzy lata partnerzy ponownie usiedli do stołu i porozmawiali o przejęciu przez PKO BP reszty akcji Banku Pocztowego. Tyle że wówczas Poczta będzie mogła zażądać dużo większych pieniędzy, bo Bank Pocztowy będzie "utuczony" znacznie bardziej niż dziś. Według naszych informacji na pomysł PKO BP ciepło patrzy Komisja Nadzoru Finansowego, której nie spodobały się zapisy dotychczasowej strategii rozwoju Banku Pocztowego (m.in. za nisko zaplanowano współczynnik wypłacalności). Nadzór obawia się, że Poczta nie będzie w stanie zapewnić swojemu bankowi wymaganego prawem bankowym kapitału.
Read more:
http://wyborcza.biz/finanse/1,105684,13 ... z2KrjzDfJR