Amerykanie szykują nam coś lepszego niż ACTA. To kolejny krok do totalnej inwigilacji całego świata.
====================================================================================

NSA buduje oko Saurona, które widzieć będzie WSZYSTKO
Połączenie scenariuszy Wroga Publicznego z Władcą Pierścieni szykuje nam agencja NSA. Tyle, że w realnym świecie.
Według magazynu Wired, Agencja Bezpieczeństwa Narodowego buduje prawdopodobnie najpotężniejsze centrum badawcze na świecie, po brzegi wypełnione superkomputerami, które miałoby pełnić rolę swoistego wielkiego brata i sprawować pieczę nad całym elektronicznym światem. Maszyna powstaje na pustyni Utah, w okolicach miasta Bluffdale, i ma zajmować łącznie powierzchnię pięciokrotnie większą od powierzchni stolicy Stanów Zjednoczonych, Waszyngtonu.
Większość tej przestrzeni zostanie wypełniona superkomputerami, które będą mogły przechwycić każdą, ale to każdą informację przesłaną przez Internet. Prywatne e-maile, rozmowy przez komunikatory, informacje na Facebooku, wyszukiwania w Google - wszystko będzie przechowywane właśnie tu, pośrodku pustyni. Specjalnie przygotowane oprogramowanie będzie czuwać nad bezpieczeństwem całego świata i wychwytywać wszystko, co potencjalnie niebezpieczne.
Na nic się zdadzą szyfrowania, nawet 256-bitowy klucz AES. Poprzez kolekcjonowanie coraz większej ilości danych i informacji, NSA będzie w stanie rozgryźć klucze wcześniej, niż jakikolwiek inny superkomputer na świecie.
Niedługo każdy będzie mógł się poczuć niczym Will Smith we Wrogu Publicznym tudzież Frodo, chowający się przed czujnym okiem Saurona.
źródło : http://www.chip.pl/news/wydarzenia/tren ... e-wszystko
Czytaj też : http://prawo.vagla.pl/node/3067
====================================================================================

NSA buduje oko Saurona, które widzieć będzie WSZYSTKO
Połączenie scenariuszy Wroga Publicznego z Władcą Pierścieni szykuje nam agencja NSA. Tyle, że w realnym świecie.
Według magazynu Wired, Agencja Bezpieczeństwa Narodowego buduje prawdopodobnie najpotężniejsze centrum badawcze na świecie, po brzegi wypełnione superkomputerami, które miałoby pełnić rolę swoistego wielkiego brata i sprawować pieczę nad całym elektronicznym światem. Maszyna powstaje na pustyni Utah, w okolicach miasta Bluffdale, i ma zajmować łącznie powierzchnię pięciokrotnie większą od powierzchni stolicy Stanów Zjednoczonych, Waszyngtonu.
Większość tej przestrzeni zostanie wypełniona superkomputerami, które będą mogły przechwycić każdą, ale to każdą informację przesłaną przez Internet. Prywatne e-maile, rozmowy przez komunikatory, informacje na Facebooku, wyszukiwania w Google - wszystko będzie przechowywane właśnie tu, pośrodku pustyni. Specjalnie przygotowane oprogramowanie będzie czuwać nad bezpieczeństwem całego świata i wychwytywać wszystko, co potencjalnie niebezpieczne.
Na nic się zdadzą szyfrowania, nawet 256-bitowy klucz AES. Poprzez kolekcjonowanie coraz większej ilości danych i informacji, NSA będzie w stanie rozgryźć klucze wcześniej, niż jakikolwiek inny superkomputer na świecie.
Niedługo każdy będzie mógł się poczuć niczym Will Smith we Wrogu Publicznym tudzież Frodo, chowający się przed czujnym okiem Saurona.
źródło : http://www.chip.pl/news/wydarzenia/tren ... e-wszystko
Czytaj też : http://prawo.vagla.pl/node/3067

2. Zaostrzenie kar za kradzież własności intelektualnej

W rozwinięciu dziennik stwierdza, że należy "wyważyć interesy twórców i użytkowników". Chociaż gazeta będzie uszczegóławiać swoje postulaty w kolejnych wydaniach, to na razie domaganie się uregulowania takich kwestii, jak "problem dopuszczalnego pobierania treści z sieci dla prywatnych celów" przywodzi na myśl niesławne procesy w Stanach, gdzie zasądzono kilku pechowym (bo egzekucja przepisów była marna) piratom ogromne, pokazowe wręcz kary.
Jeśli redakcja dziennika rzeczywiście tego typu rozwiązania ma na myśli, to może nadrobimy wieloletnie zaległości w stosunku do Zachodu, ale go nie dościgniemy. Utkniemy na początku procesu, który w Stanach Zjednoczonych toczy się od paru ładnych lat. Dyskusja wokół tego problemu trwa i wcale nie wynika z niej jednoznacznie, że ściganie końcowych użytkowników (lub piratów, jeśli ktoś woli to określenie) jest najlepszym rozwiązaniem. Choćby z tego powodu, że żeby być całkowicie pewnym, iż ktoś nielegalnie ściąga pliki, należałoby ciągle monitorować sieć i pobierane dane. A to nie tylko ociera się o śledzenie użytkowników i przywodzi skojarzenia z państwem policyjnym, ale także jest trudne technicznie i drogie. Ciekawe, kto koniec końców poniósłby tego koszty? Inną kwestią jest to, że sami dostawcy treści nie przodują w zapewnieniu swoim klientom bezproblemowego dostępu do sprzedawanych utworów. Wręcz przeciwnie, o czym przekonał się każdy chcąc obejrzeć teledysk na YouTubie, po czym dowiedział się, że nie jest on akurat w Polsce dostępny (patrz ramka obok).
Szerzej : http://technologie.gazeta.pl/internet/1 ... latow.html

W rozwinięciu dziennik stwierdza, że należy "wyważyć interesy twórców i użytkowników". Chociaż gazeta będzie uszczegóławiać swoje postulaty w kolejnych wydaniach, to na razie domaganie się uregulowania takich kwestii, jak "problem dopuszczalnego pobierania treści z sieci dla prywatnych celów" przywodzi na myśl niesławne procesy w Stanach, gdzie zasądzono kilku pechowym (bo egzekucja przepisów była marna) piratom ogromne, pokazowe wręcz kary.
Jeśli redakcja dziennika rzeczywiście tego typu rozwiązania ma na myśli, to może nadrobimy wieloletnie zaległości w stosunku do Zachodu, ale go nie dościgniemy. Utkniemy na początku procesu, który w Stanach Zjednoczonych toczy się od paru ładnych lat. Dyskusja wokół tego problemu trwa i wcale nie wynika z niej jednoznacznie, że ściganie końcowych użytkowników (lub piratów, jeśli ktoś woli to określenie) jest najlepszym rozwiązaniem. Choćby z tego powodu, że żeby być całkowicie pewnym, iż ktoś nielegalnie ściąga pliki, należałoby ciągle monitorować sieć i pobierane dane. A to nie tylko ociera się o śledzenie użytkowników i przywodzi skojarzenia z państwem policyjnym, ale także jest trudne technicznie i drogie. Ciekawe, kto koniec końców poniósłby tego koszty? Inną kwestią jest to, że sami dostawcy treści nie przodują w zapewnieniu swoim klientom bezproblemowego dostępu do sprzedawanych utworów. Wręcz przeciwnie, o czym przekonał się każdy chcąc obejrzeć teledysk na YouTubie, po czym dowiedział się, że nie jest on akurat w Polsce dostępny (patrz ramka obok).
Szerzej : http://technologie.gazeta.pl/internet/1 ... latow.html

Na marginesie ACTA
===========================================================
Prawa rządowe zastrzeżone

Wydatki brytyjskich parlamentarzystów, tajny film z masakry w Iraku i rozkład jazdy PKP. Co łączy te wszystkie elementy? To, że mogą być objęte tymi samymi prawami autorskimi, co nowa płyta Lady Gagi, a więc chronione w ten sam sposób.
Książka, jako książka należy do autora, ale jako myśl, należy - i nie ma w tym przesady - do ludzkości. Każdy rozum ma do niej prawo. Jeśli jedno z dwóch praw, prawo pisarza i prawo ludzkiego rozumu musiałoby ulec, byłoby to z pewnością prawo pisarza, ponieważ naszą jedyną troską jest dobro wspólne, i wszyscy, oświadczam, są ważniejsi od nas, [pisarzy].
Tą wypowiedzią Victora Hugo rozpoczyna się Manifest Domeny publicznej*, tekst, którego zadaniem jest wypromowanie wśród społeczeństwa pomysłu swobodnego dostępu do informacji. Czym jest domena publiczna? Najprościej można ją scharakteryzować jako zbiór utworów, z których można korzystać bez uiszczania żadnych opłat. Korzystać, czyli:
- Mieć zapewniony swobodny dostęp po kosztach udostępnienia (w sieci - praktycznie za darmo);
- Mieć prawo do ponownego wykorzystania. Jest to szczególnie ważne dzisiaj, w sieci, która pełna jest od dzieł kultury remiksu.
W efekcie utwór, który został umieszczony w domenie publicznej, można np. swobodnie ściągnąć z sieci bez obawy, że zostanie się z tego powodu uznanym za pirata, tak jak to się dzieje w przypadku wszelkich chronionych prawami autorskimi filmów czy muzyki. Brzmi prosto i użytecznie, prawda? Manifest dotyka problemu całej kultury, ale warto spojrzeć na ten problem tylko i wyłącznie pod kątem państwa.
Więcej :
http://technologie.gazeta.pl/internet/1 ... ezone.html
===========================================================
Prawa rządowe zastrzeżone

Wydatki brytyjskich parlamentarzystów, tajny film z masakry w Iraku i rozkład jazdy PKP. Co łączy te wszystkie elementy? To, że mogą być objęte tymi samymi prawami autorskimi, co nowa płyta Lady Gagi, a więc chronione w ten sam sposób.
Książka, jako książka należy do autora, ale jako myśl, należy - i nie ma w tym przesady - do ludzkości. Każdy rozum ma do niej prawo. Jeśli jedno z dwóch praw, prawo pisarza i prawo ludzkiego rozumu musiałoby ulec, byłoby to z pewnością prawo pisarza, ponieważ naszą jedyną troską jest dobro wspólne, i wszyscy, oświadczam, są ważniejsi od nas, [pisarzy].
Tą wypowiedzią Victora Hugo rozpoczyna się Manifest Domeny publicznej*, tekst, którego zadaniem jest wypromowanie wśród społeczeństwa pomysłu swobodnego dostępu do informacji. Czym jest domena publiczna? Najprościej można ją scharakteryzować jako zbiór utworów, z których można korzystać bez uiszczania żadnych opłat. Korzystać, czyli:
- Mieć zapewniony swobodny dostęp po kosztach udostępnienia (w sieci - praktycznie za darmo);
- Mieć prawo do ponownego wykorzystania. Jest to szczególnie ważne dzisiaj, w sieci, która pełna jest od dzieł kultury remiksu.
W efekcie utwór, który został umieszczony w domenie publicznej, można np. swobodnie ściągnąć z sieci bez obawy, że zostanie się z tego powodu uznanym za pirata, tak jak to się dzieje w przypadku wszelkich chronionych prawami autorskimi filmów czy muzyki. Brzmi prosto i użytecznie, prawda? Manifest dotyka problemu całej kultury, ale warto spojrzeć na ten problem tylko i wyłącznie pod kątem państwa.
Więcej :
http://technologie.gazeta.pl/internet/1 ... ezone.html

USA nadal chce być żandarmem dla całego świata.
=======================================
FBI chce łatwego inwigilowania internautów, proponuje zmiany w prawie
05.05.2012 16:24, Autor: Wojciech Cybulski (Nicolass), Kategoria: News
Federalne Biuro Śledcze chce przeforsować zmiany w prawie pozwalające na łatwe podsłuchiwanie internautów korzystających z popularnych usług VoIP, komunikatorów i serwisów pocztowych. FBI zwróciło się już do Facebooka, Google, Microsoftu oraz innych gigantów IT z prośbą, by nie sprzeciwiali się stanowieniu nowego prawa.
Najnowsza propozycja FBI budzi najgorsze skojarzenia i przywodzi na myśl rzeczywistość rodem z „Roku 1984” Orwella. Otóż Biuro chce zmusić twórców serwisów społecznościowych, komunikatorów, usług VoIP i serwisów pocztowych, by umieścili w swoich produktach luki typu backdoor, dzięki którym FBI mogłoby w łatwy sposób podsłuchiwać w czasie rzeczywistym internautów. Biuro argumentuje, że jest to konieczne do sprawnego zwalczania przestępczości. Jak zauważył serwis CNET, największe firmy IT wykazują daleko idącą powściągliwość i raczej nie komentują prośby FBI. Szczególnie zakłopotani propozycją nowych regulacji są twórcy narzędzi do szyfrowania komunikacji w Sieci. Jeżeli FBI zmusi twórców usług takich jak Zfone do umieszczenia w nich backdoorów, ich dalsze istnienie może być pozbawione sensu. W reakcji na plany FBI stowarzyszenie TechAmerica skupiające firmy sektora IT takie jak HP, eBay, IBM i Qualcomm już zapowiedziało, że będzie lobbować przeciwko nowym regulacjom.
Wygląda na to, że amerykańskie agencje państwowe są uparte i zrobią wszystko, by móc w jak największym stopniu kontrolować Internet. Z ACTA nie wypaliło, czas więc na kolejną próbę ukrócenia wolności Sieci. Miejmy nadzieję, że i tym razem społeczność internautów nagłośni sprawę i nowe regulacje nie wejdą w życie.
źródło : http://www.dobreprogramy.pl/FBI-chce-la ... 33024.html
=======================================
FBI chce łatwego inwigilowania internautów, proponuje zmiany w prawie
05.05.2012 16:24, Autor: Wojciech Cybulski (Nicolass), Kategoria: News
Federalne Biuro Śledcze chce przeforsować zmiany w prawie pozwalające na łatwe podsłuchiwanie internautów korzystających z popularnych usług VoIP, komunikatorów i serwisów pocztowych. FBI zwróciło się już do Facebooka, Google, Microsoftu oraz innych gigantów IT z prośbą, by nie sprzeciwiali się stanowieniu nowego prawa.
Najnowsza propozycja FBI budzi najgorsze skojarzenia i przywodzi na myśl rzeczywistość rodem z „Roku 1984” Orwella. Otóż Biuro chce zmusić twórców serwisów społecznościowych, komunikatorów, usług VoIP i serwisów pocztowych, by umieścili w swoich produktach luki typu backdoor, dzięki którym FBI mogłoby w łatwy sposób podsłuchiwać w czasie rzeczywistym internautów. Biuro argumentuje, że jest to konieczne do sprawnego zwalczania przestępczości. Jak zauważył serwis CNET, największe firmy IT wykazują daleko idącą powściągliwość i raczej nie komentują prośby FBI. Szczególnie zakłopotani propozycją nowych regulacji są twórcy narzędzi do szyfrowania komunikacji w Sieci. Jeżeli FBI zmusi twórców usług takich jak Zfone do umieszczenia w nich backdoorów, ich dalsze istnienie może być pozbawione sensu. W reakcji na plany FBI stowarzyszenie TechAmerica skupiające firmy sektora IT takie jak HP, eBay, IBM i Qualcomm już zapowiedziało, że będzie lobbować przeciwko nowym regulacjom.
Wygląda na to, że amerykańskie agencje państwowe są uparte i zrobią wszystko, by móc w jak największym stopniu kontrolować Internet. Z ACTA nie wypaliło, czas więc na kolejną próbę ukrócenia wolności Sieci. Miejmy nadzieję, że i tym razem społeczność internautów nagłośni sprawę i nowe regulacje nie wejdą w życie.
źródło : http://www.dobreprogramy.pl/FBI-chce-la ... 33024.html

UE raczej nie ratyfikuje ACTA… na razie
10.05.2012 14:27, Autor: Anna Rymsza (Xyrcon), Kategoria: News
Wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej i komisach europejski ds. agendy cyfrowej, Neelie Kroes, przyznała, że prawdopodobieństwo ratyfikacji ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement) przez Unię Europejską jest znikome. Porozumienie podpisały 22 z 27 krajów członkowskich, ale w wielu z nich akt nie został ratyfikowany z powodu protestów obywateli.
Nie oznacza to, że prace nad ratyfikacją ACTA zostaną zawieszone. Według Ryana Heatha — rzecznika biura Kroes — jej wypowiedź była jedynie obserwacją realiów politycznych. Komisja Europejska nadal uważa porozumienie za konstruktywne, jednak w obliczu protestów społeczeństwa ratyfikacja aktu jest niezwykle ryzykownym politycznie posunięciem. Powszechna jest opinia, że ACTA, oprócz ochrony produktów przed podrabianiem, zezwoli na szpiegowanie użytkowników Internetu. Wielu polityków i prawników ma wątpliwości, czy ten akt jest porozumieniem odpowiednio zrównoważonym.
W kwietniu UE zleciła Trybunałowi Sprawiedliwości, który ma siedzibę w Luksemburgu, dokładną analizę zgodności ACTA z prawem Unii Europejskiej. Proces ten ma zająć około roku.
Swoje wątpliwości w sprawie ACTA wyraziła również neutralna Szwajcaria. Szwajcarska Rada Związkowa zapowiedziała, że nie podpisze porozumienia. Swoją decyzję Rada uzasadnia obawami o to, że porozumienie narusza podstawową swobodę działania obywateli i jest sprzeczna z ważnymi postanowieniami prawnymi w tym kraju.
źródło : http://www.dobreprogramy.pl/UE-raczej-n ... 33125.html
10.05.2012 14:27, Autor: Anna Rymsza (Xyrcon), Kategoria: News
Wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej i komisach europejski ds. agendy cyfrowej, Neelie Kroes, przyznała, że prawdopodobieństwo ratyfikacji ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement) przez Unię Europejską jest znikome. Porozumienie podpisały 22 z 27 krajów członkowskich, ale w wielu z nich akt nie został ratyfikowany z powodu protestów obywateli.
Nie oznacza to, że prace nad ratyfikacją ACTA zostaną zawieszone. Według Ryana Heatha — rzecznika biura Kroes — jej wypowiedź była jedynie obserwacją realiów politycznych. Komisja Europejska nadal uważa porozumienie za konstruktywne, jednak w obliczu protestów społeczeństwa ratyfikacja aktu jest niezwykle ryzykownym politycznie posunięciem. Powszechna jest opinia, że ACTA, oprócz ochrony produktów przed podrabianiem, zezwoli na szpiegowanie użytkowników Internetu. Wielu polityków i prawników ma wątpliwości, czy ten akt jest porozumieniem odpowiednio zrównoważonym.
W kwietniu UE zleciła Trybunałowi Sprawiedliwości, który ma siedzibę w Luksemburgu, dokładną analizę zgodności ACTA z prawem Unii Europejskiej. Proces ten ma zająć około roku.
Swoje wątpliwości w sprawie ACTA wyraziła również neutralna Szwajcaria. Szwajcarska Rada Związkowa zapowiedziała, że nie podpisze porozumienia. Swoją decyzję Rada uzasadnia obawami o to, że porozumienie narusza podstawową swobodę działania obywateli i jest sprzeczna z ważnymi postanowieniami prawnymi w tym kraju.
źródło : http://www.dobreprogramy.pl/UE-raczej-n ... 33125.html

Jak nie ACTA, to.... ?
==========================================================
Producenci leków donoszą na Polskę rządowi USA. Zarzucają nam piractwo
Amerykańskie koncerny farmaceutyczne, niezadowolone z obowiązującej w Polsce nowej ustawy refundacyjnej, naciskają na swój rząd, aby znów umieścił nasz kraj na liście państw-złodziei własności intelektualnej.
Publikacja: 17 maja 2012, 06:52 Aktualizacja: 17 maja 2012, 08:25
Firmom nie podoba się sposób ustalania cen za leki refundowane, dopuszczanie do obrotu tańszych leków generycznych oraz utrudniony dostęp ich handlowców do lekarzy wystawiających recepty.
Apel do amerykańskiego Departamentu Handlu wystosowały największe firmy z branży farmaceutycznej zrzeszone w organizacji PhRMA. Polsce stawiane są trzy zarzuty. Pierwszy dotyczy niewystarczających regulacji prawnych do ochrony praw własności intelektualnej, co powoduje, że na rynku obecne są zamienniki drogich leków chronionych patentami (leki generyczne). Według wyliczeń PhRMA takich środków jest obecnie około 1000. Drugi zarzut brzmi: „Polityka ustalania cen za leki refundowane prowadzona przez rząd Polski jest nieprzejrzysta, a system dyskryminujący. W rezultacie Polska jest daleko za pozostałymi 26 państwami Unii we wprowadzaniu innowacyjnych leków”.
Ostatnie zastrzeżenie dotyczy prawnych utrudnień w kontaktach między lekarzami a przedstawicielami firm farmaceutycznych. To efekt zmian w prawie, które miały na celu ograniczyć przypadki wypisywania konkretnych leków w zamian za prezenty.
Polska znajdowała się już na Priority Watch List. Wpisywane są na nią państwa, które według rządu USA nie dbają o ochronę własności intelektualnej. Wtedy zarzuty dotyczyły piractwa komputerowego. – Dużym sukcesem Polski było wyjście z listy w 2010 r. – tłumaczy mecenas Piotr Dylowski z kancelarii Bird & Bird. – Był to efekt wysiłków policji, która walczyła z nielegalnym kopiowaniem muzyki, filmów oraz programów, a także uszczelnienia prawa w tym zakresie.
Zdaniem Dylowskiego ponowne pojawienie się Polski na liście może szkodzić prowadzeniu interesów między polskimi a amerykańskimi firmami. Nie da się wykluczyć, że spowoduje to wstrzymanie jakichś decyzji gospodarczych.
Nie udało nam się uzyskać żadnego oficjalnego komentarza z Ministerstwa Zdrowia. Nieoficjalnie jeden z wysokich rangą urzędników resortu twierdzi: – Koncerny mają gigantyczną siłę przebicia. Myślę, że postawią na swoim i na przyszłorocznej Priority Watch List znów się pojawimy, bo żadnych rewolucyjnych zmian w polityce refundacyjnej nie będzie.
Priority Watch List jest oficjalnym dokumentem rządu Stanów Zjednoczonych znanym na całym świecie, zarówno w kręgach politycznych, jak i gospodarczych. W 2011 roku w zestawieniu znalazły się 33 państwa, m.in. Wietnam, Chiny, Nowa Zelandia, a także Kanada.
źródło: http://serwisy.gazetaprawna.pl/zdrowie/ ... actwo.html
==========================================================
Producenci leków donoszą na Polskę rządowi USA. Zarzucają nam piractwo
Amerykańskie koncerny farmaceutyczne, niezadowolone z obowiązującej w Polsce nowej ustawy refundacyjnej, naciskają na swój rząd, aby znów umieścił nasz kraj na liście państw-złodziei własności intelektualnej.
Publikacja: 17 maja 2012, 06:52 Aktualizacja: 17 maja 2012, 08:25
Firmom nie podoba się sposób ustalania cen za leki refundowane, dopuszczanie do obrotu tańszych leków generycznych oraz utrudniony dostęp ich handlowców do lekarzy wystawiających recepty.
Apel do amerykańskiego Departamentu Handlu wystosowały największe firmy z branży farmaceutycznej zrzeszone w organizacji PhRMA. Polsce stawiane są trzy zarzuty. Pierwszy dotyczy niewystarczających regulacji prawnych do ochrony praw własności intelektualnej, co powoduje, że na rynku obecne są zamienniki drogich leków chronionych patentami (leki generyczne). Według wyliczeń PhRMA takich środków jest obecnie około 1000. Drugi zarzut brzmi: „Polityka ustalania cen za leki refundowane prowadzona przez rząd Polski jest nieprzejrzysta, a system dyskryminujący. W rezultacie Polska jest daleko za pozostałymi 26 państwami Unii we wprowadzaniu innowacyjnych leków”.
Ostatnie zastrzeżenie dotyczy prawnych utrudnień w kontaktach między lekarzami a przedstawicielami firm farmaceutycznych. To efekt zmian w prawie, które miały na celu ograniczyć przypadki wypisywania konkretnych leków w zamian za prezenty.
Polska znajdowała się już na Priority Watch List. Wpisywane są na nią państwa, które według rządu USA nie dbają o ochronę własności intelektualnej. Wtedy zarzuty dotyczyły piractwa komputerowego. – Dużym sukcesem Polski było wyjście z listy w 2010 r. – tłumaczy mecenas Piotr Dylowski z kancelarii Bird & Bird. – Był to efekt wysiłków policji, która walczyła z nielegalnym kopiowaniem muzyki, filmów oraz programów, a także uszczelnienia prawa w tym zakresie.
Zdaniem Dylowskiego ponowne pojawienie się Polski na liście może szkodzić prowadzeniu interesów między polskimi a amerykańskimi firmami. Nie da się wykluczyć, że spowoduje to wstrzymanie jakichś decyzji gospodarczych.
Nie udało nam się uzyskać żadnego oficjalnego komentarza z Ministerstwa Zdrowia. Nieoficjalnie jeden z wysokich rangą urzędników resortu twierdzi: – Koncerny mają gigantyczną siłę przebicia. Myślę, że postawią na swoim i na przyszłorocznej Priority Watch List znów się pojawimy, bo żadnych rewolucyjnych zmian w polityce refundacyjnej nie będzie.
Priority Watch List jest oficjalnym dokumentem rządu Stanów Zjednoczonych znanym na całym świecie, zarówno w kręgach politycznych, jak i gospodarczych. W 2011 roku w zestawieniu znalazły się 33 państwa, m.in. Wietnam, Chiny, Nowa Zelandia, a także Kanada.
źródło: http://serwisy.gazetaprawna.pl/zdrowie/ ... actwo.html

Ziobro: jestem zaskoczony, że unijna grupa, w której jest PiS głosowała za ACTA
Komisja Prawna Parlamentu Europejskiego odrzuciła w głosowaniu opinię przygotowaną przez francuską europosłankę Marielle Gallo dotyczącą umowy ACTA. Głosowanie dotyczyło opinii posłów o zgodności ACTA z prawodawstwem unijnym.
Komisja wyraziła się negatywnie o opinii Gallo, która była za ratyfikacją ACTA, uważając że zapisy dotyczące własności intelektualnej są zgodne z prawem i nie powinny wzbudzać kontrowersji internautów.
12 posłów było przeciwko, 10 - za, 2 wstrzymało się. Za przyjęciem ACTA głosował Sajjad Karim, przedstawiciel EKiR- Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, grupy w której jest PiS.
Również Grupa Europejskiej Partii Ludowej (Chrześcijańscy Demokraci), w której jest PO, nie głosowała przeciwko ACTA. Przeciwko głosowała Grupa Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów w Parlamencie Europejskim, której przedstawicielką jest Lidia Geringer de Oedenberg z SLD oraz przedstawiciel frakcji Europa Wolności i Demokracji - Zbigniew Ziobro, lider Solidarnej Polski.
Ziobro powiedział Onetowi, że Solidarna Polska jest przeciwko ACTA i jest zaskoczony, że posłowie PiS nie przekonali swojego kolegi z unijnej grupy EKiR, żeby głosował za odrzuceniem ACTA: - Jestem zaskoczony, że PiS nie przekonał lub nie przekonywał przedstawiciela EKiR, grupy, w której w PE jest PiS, za niegłosowaniem za ratyfikacją ACTA.
Solidarna Polska jednoznacznie opowiadała się i będzie opowiadać za odrzuceniem ACTA, zarówno w Polsce jak i za granicą. Europoseł sam przyznaje, że dostał tysiące maili, głównie od młodych ludzi, w sprawie odrzucenia ACTA.
Przedstawiciel PO Tadeusz Zwiefka, który jest przedstawicielem Grupa Europejskiej Partii Ludowej (Chrześcijańscy Demokraci) w Komisji Prawnej, wstrzymał się od głosowania, ale jak powiedział w rozmowie z Onetem: - Prace nad prawem wolności w Internecie i prawem własności w Internecie powinny być kontynuowane, ale zapisy ACTA zawierają w dwóch miejscach zapisy, które powinny zostać zmienione.
Pierwszego czerwca ma odbyć się konferencja, na której rząd polski oficjalnie przedstawi swoje stanowisko w sprawie umowy. Ratyfikacja ACTA została już odrzucona przez parlament w Holandii.
źródło : http://wiadomosci.onet.pl/acta,5147379,temat.html
Komisja Prawna Parlamentu Europejskiego odrzuciła w głosowaniu opinię przygotowaną przez francuską europosłankę Marielle Gallo dotyczącą umowy ACTA. Głosowanie dotyczyło opinii posłów o zgodności ACTA z prawodawstwem unijnym.
Komisja wyraziła się negatywnie o opinii Gallo, która była za ratyfikacją ACTA, uważając że zapisy dotyczące własności intelektualnej są zgodne z prawem i nie powinny wzbudzać kontrowersji internautów.
12 posłów było przeciwko, 10 - za, 2 wstrzymało się. Za przyjęciem ACTA głosował Sajjad Karim, przedstawiciel EKiR- Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, grupy w której jest PiS.
Również Grupa Europejskiej Partii Ludowej (Chrześcijańscy Demokraci), w której jest PO, nie głosowała przeciwko ACTA. Przeciwko głosowała Grupa Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów w Parlamencie Europejskim, której przedstawicielką jest Lidia Geringer de Oedenberg z SLD oraz przedstawiciel frakcji Europa Wolności i Demokracji - Zbigniew Ziobro, lider Solidarnej Polski.
Ziobro powiedział Onetowi, że Solidarna Polska jest przeciwko ACTA i jest zaskoczony, że posłowie PiS nie przekonali swojego kolegi z unijnej grupy EKiR, żeby głosował za odrzuceniem ACTA: - Jestem zaskoczony, że PiS nie przekonał lub nie przekonywał przedstawiciela EKiR, grupy, w której w PE jest PiS, za niegłosowaniem za ratyfikacją ACTA.
Solidarna Polska jednoznacznie opowiadała się i będzie opowiadać za odrzuceniem ACTA, zarówno w Polsce jak i za granicą. Europoseł sam przyznaje, że dostał tysiące maili, głównie od młodych ludzi, w sprawie odrzucenia ACTA.
Przedstawiciel PO Tadeusz Zwiefka, który jest przedstawicielem Grupa Europejskiej Partii Ludowej (Chrześcijańscy Demokraci) w Komisji Prawnej, wstrzymał się od głosowania, ale jak powiedział w rozmowie z Onetem: - Prace nad prawem wolności w Internecie i prawem własności w Internecie powinny być kontynuowane, ale zapisy ACTA zawierają w dwóch miejscach zapisy, które powinny zostać zmienione.
Pierwszego czerwca ma odbyć się konferencja, na której rząd polski oficjalnie przedstawi swoje stanowisko w sprawie umowy. Ratyfikacja ACTA została już odrzucona przez parlament w Holandii.
źródło : http://wiadomosci.onet.pl/acta,5147379,temat.html

Parlament Europejski odrzucił ACTA
Parlament Europejski odrzucił zdecydowaną większością głosów proponowany przez KE projekt umowy ACTA o zwalczaniu handlu produktami podrobionymi. - Jej odrzucenie to pierwszy krok na rzecz zmiany zasad gry w sieci i ułatwienia dostępu do dóbr kultury poprzez rozszerzenie zakresu tzw. dozwolonego użytku - stwierdził poseł Paweł Zalewski, wiceprzewodniczący komisji handlu międzynarodowego w Parlamencie Europejskim odpowiedzialnej za prace nad umową.

Europoseł podkreślił, że Polska już odgrywa kluczową rolę w wypracowaniu nowych reguł ochrony praw własności intelektualnej w Internecie. - Polski rząd, jako pierwszy jednoznacznie zaapelował o odrzucenie umowy i rozpoczęcie dyskusji nad zmianą koncepcji prawa autorskiego w Europie. Obecne prawo nie przystaje do warunków XXI wieku, a przyjęcie ACTA mogło oznaczać zagrożenie dla wolności w sieci - powiedział. - Spodziewamy się, że Komisja Europejska zaproponuje jesienią projekt nowej dyrektywy na temat ochrony praw własności intelektualnej w Internecie i w oparciu o ten projekt będziemy mogli zmienić obecne prawo - dodał.
Paweł Zalewski zaznaczył, że przeciwnicy ACTA nie są ani przeciwko ochronie znaków towarowych ani przeciwko ochronie praw własności intelektualnej w Internecie. W jego opinii główną przyczyną odrzucenia umowy była nierównowaga, którą stwarzała ACTA pomiędzy prawami producentów i twórców a prawami użytkowników Internetu. - Skupmy się teraz na wypracowaniu nowej równowagi m.in. poprzez rozszerzenie pojęcia dozwolonego użytku, aby nikt, kto w gronie znajomych lub prywatnie dzieli się plikami, nie obawiał się konsekwencji tej wymiany. Nie zapominajmy, że Internet to nie tylko sposób na przekazywanie informacji, to także sposób na zapewnienie powszechnego dostępu do dóbr kultury, jakimi są muzyka, literatura czy filmy - powiedział Zalewski.
Chociaż Grupa Europejskiej Partii Ludowej postulowała w większości odłożenie głosowania do momentu orzeczenia Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, posłowie Klubu PO-PSL od razu zdecydowali się na odrzucenie ACTA. - Przedłużanie prac nad tym tekstem byłoby tylko sztucznym utrzymywaniem przy życiu prawa, które nie odpowiada rzeczywistości cyfrowej - ocenił europoseł PO.
ACTA zawiera zapisy dotyczące ochrony własności intelektualnej, które zdaniem krytyków ograniczą swobodne funkcjonowanie internetu. ACTA podpisały 26 stycznia w Tokio 22 kraje unijne; nie podpisały jej dotąd Cypr, Estonia, Niemcy, Holandia i Słowacja. Do tej pory ratyfikację ACTA zawiesiły: Austria, Polska, Rumunia, Czechy, Łotwa, Bułgaria oraz Słowenia.
źródło: http://wiadomosci.onet.pl/acta,5179598,temat.html
Czytaj też : http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... eniem.html
Parlament Europejski odrzucił zdecydowaną większością głosów proponowany przez KE projekt umowy ACTA o zwalczaniu handlu produktami podrobionymi. - Jej odrzucenie to pierwszy krok na rzecz zmiany zasad gry w sieci i ułatwienia dostępu do dóbr kultury poprzez rozszerzenie zakresu tzw. dozwolonego użytku - stwierdził poseł Paweł Zalewski, wiceprzewodniczący komisji handlu międzynarodowego w Parlamencie Europejskim odpowiedzialnej za prace nad umową.

Europoseł podkreślił, że Polska już odgrywa kluczową rolę w wypracowaniu nowych reguł ochrony praw własności intelektualnej w Internecie. - Polski rząd, jako pierwszy jednoznacznie zaapelował o odrzucenie umowy i rozpoczęcie dyskusji nad zmianą koncepcji prawa autorskiego w Europie. Obecne prawo nie przystaje do warunków XXI wieku, a przyjęcie ACTA mogło oznaczać zagrożenie dla wolności w sieci - powiedział. - Spodziewamy się, że Komisja Europejska zaproponuje jesienią projekt nowej dyrektywy na temat ochrony praw własności intelektualnej w Internecie i w oparciu o ten projekt będziemy mogli zmienić obecne prawo - dodał.
Paweł Zalewski zaznaczył, że przeciwnicy ACTA nie są ani przeciwko ochronie znaków towarowych ani przeciwko ochronie praw własności intelektualnej w Internecie. W jego opinii główną przyczyną odrzucenia umowy była nierównowaga, którą stwarzała ACTA pomiędzy prawami producentów i twórców a prawami użytkowników Internetu. - Skupmy się teraz na wypracowaniu nowej równowagi m.in. poprzez rozszerzenie pojęcia dozwolonego użytku, aby nikt, kto w gronie znajomych lub prywatnie dzieli się plikami, nie obawiał się konsekwencji tej wymiany. Nie zapominajmy, że Internet to nie tylko sposób na przekazywanie informacji, to także sposób na zapewnienie powszechnego dostępu do dóbr kultury, jakimi są muzyka, literatura czy filmy - powiedział Zalewski.
Chociaż Grupa Europejskiej Partii Ludowej postulowała w większości odłożenie głosowania do momentu orzeczenia Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, posłowie Klubu PO-PSL od razu zdecydowali się na odrzucenie ACTA. - Przedłużanie prac nad tym tekstem byłoby tylko sztucznym utrzymywaniem przy życiu prawa, które nie odpowiada rzeczywistości cyfrowej - ocenił europoseł PO.
ACTA zawiera zapisy dotyczące ochrony własności intelektualnej, które zdaniem krytyków ograniczą swobodne funkcjonowanie internetu. ACTA podpisały 26 stycznia w Tokio 22 kraje unijne; nie podpisały jej dotąd Cypr, Estonia, Niemcy, Holandia i Słowacja. Do tej pory ratyfikację ACTA zawiesiły: Austria, Polska, Rumunia, Czechy, Łotwa, Bułgaria oraz Słowenia.
źródło: http://wiadomosci.onet.pl/acta,5179598,temat.html
Czytaj też : http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... eniem.html

Niemiecka prasa o fiasku ACTA: pierwsze polityczne zwycięstwo społeczności internetowej
Wczoraj umowa ACTA decyzją Parlamentu Europejskiego trafiła do kosza. Niemieckie gazety szeroko komentują to wydarzenie. Twierdzą, że to pierwsze polityczne zwycięstwo internautów na tak wielką, europejską skalę. Zaznaczają jednak, że problem ochrony praw autorskich wciąż czeka na rozwiązanie.

"Porozumienie ACTA nigdy nie było zagrożeniem dla demokracji i praw obywatelskich jak twierdzili jego przeciwnicy. Ale dobrze przysłużyło się walce z ustawami, które zabraniają masowego kopiowania i obróbki filmów, muzyki oraz książek elektronicznych EBooks. Dobrze by było, gdyby rząd federalny, Komisja Europejska a także parlamentarzyści wyciągnęli z tego wnioski. W przyszłości nie powinni odrzucać z góry wszelkiej krytyki, lecz od samego początku stawić jej czoło przy pomocy rzeczowych argumentów. I nie powinni lękać się krytyki w sieci" - pisze hamburski "Financial Times Deutschland".
Zdaniem berlińskiego "Tagesspiegel", "bezprawne kontrolę w imię praw autorskich nie powinny mieć miejsca - ale ludzie kultury albo wynalazcy też muszą mieć prawo do ochrony swej własności intelektualnej. (...) Dlatego lepiej by było, gdyby wznowiono negocjacje, niż natychmiast pogrzebano ACTA. Winę za to ponosi Komisja Europejska, która zdecydowała się zlecić Europejskiemu Trybunałowi Sprawiedliwości zbadanie dokumentu pod kątem zgodności z unijnym prawem dopiero pod presją z zewnątrz, a tym samym za późno".
"Lübecker Nachrichten" konstatuje, że „porozumienie ACTA poniosło fiasko. Jest to pierwsze polityczne zwycięstwo tych, których określamy potocznie mianem "społeczności internetowej". Przeciwnicy ACTA korzystają z internetu, tam się zbratali i tam zorganizowali swój sprzeciw. Na skalę europejską. Jest to znaczne osiągnięcie a zarazem nowa jakość w debacie politycznej".
"Prowadząc zaciętą dyskusję, wielu internautów wykazało jak mało sobie robi z prawa autorskiego. Ale ochrona własności intelektualnej i wynikające z niej interesy natury finansowej są istotnymi filarami wolnego świata. Wynalazcy czy też artyści mają prawo urynkawiać swe produkty i decydować, w jaki sposób ma się z nich korzystać" – to komentarz "Frankfurter Neue Presse".
Z kolei berliński dziennik "Neues Deutschland" podsumowuje: "Pomimo sukcesu (przeciwników ACTA – przyp. red.) zasadniczy problem konfliktu nadal czeka na rozwiązanie, mianowicie w jaki sposób prawo autorskie może funkcjonować w internecie? (...) Ponieważ Unia Europejska przygotowuje już nowe »osobliwe« porozumienie, krytycy powinni ruszyć do ofensywy. Idea niedrogiej zryczałtowanej opłaty za korzystanie z produktów cyfrowych mogłaby stać się pierwszym, postępowym kontrprojektem".
źródło: http://wiadomosci.onet.pl/acta,5180344,temat.html

CETA, czyli tylne wejście dla ACTA
10.07.2012 11:00
Kurz po odrzuceniu ACTA przez Parlament Europejski już opadł. Teraz komisarze i europosłowie przyglądają się między innymi porozumieniu CETA (Canada-EU Trade Agreement), które prawie się od ACTA nie różni. W Internecie znalazły się wersje robocze kanadyjskiego porozumienia.
Zdaniem Michaela Geista, obserwatora prac nad ACTA z Kanady, obecnie CETA to montowanie „tylnego wejścia” dla pomysłów odrzuconych wraz z ACTA w Unii Europejskiej. Profesor Geist porównał porozumienia na swoim blogu i wysunął tezę, że Komisja Europejska wykorzystuje CETA jako nowe ACTA, maskując swoje postanowienia w szerszym, kanadyjskim porozumieniu handlowym z nadzieją, że Parlament Europejski zaakceptuje te same zasady, które odrzucił wraz z ACTA. Jeśli CETA zostanie przyjęte, ACTA przestanie być widziane jako zagrożenie, bo podobne zasady będą już funkcjonować. Jak nie drzwiami, to oknem.
Piotr Waglowski z Vagla.pl pisze, że problem pewnie tkwi w sposobie działania instytucji europejskich, gdzie Komisja realizuje jedną agendę, Rada inną, a Parlament Europejski inną. I rzeczywiście, wygląda na to, że jedni będą atakować z coraz to innej strony (kraju) i liczyć na to, że w końcu drudzy przepuszczą strzał.
Należy jednak pamiętać, że prezentowane przez prof. Geista dokumenty pochodzą z lutego. Wtedy jeszcze nikt nie wiedział, że ACTA polegnie w Parlamencie Europejskim, nie powinno więc dziwić, że CETA jest prawie kopią ACTA. Możliwe, że w innych krajach jest więcej takich dokumentów zawierających przepisy, które miały być przyjęte na Starym Kontynencie. Samo porozumienie CETA zostało stworzone prawdopodobnie na wszelki wypadek, gdyż Kanada miała być stroną ACTA.
źródło: http://www.dobreprogramy.pl/CETA-czyli- ... 34227.html
10.07.2012 11:00
Kurz po odrzuceniu ACTA przez Parlament Europejski już opadł. Teraz komisarze i europosłowie przyglądają się między innymi porozumieniu CETA (Canada-EU Trade Agreement), które prawie się od ACTA nie różni. W Internecie znalazły się wersje robocze kanadyjskiego porozumienia.
Zdaniem Michaela Geista, obserwatora prac nad ACTA z Kanady, obecnie CETA to montowanie „tylnego wejścia” dla pomysłów odrzuconych wraz z ACTA w Unii Europejskiej. Profesor Geist porównał porozumienia na swoim blogu i wysunął tezę, że Komisja Europejska wykorzystuje CETA jako nowe ACTA, maskując swoje postanowienia w szerszym, kanadyjskim porozumieniu handlowym z nadzieją, że Parlament Europejski zaakceptuje te same zasady, które odrzucił wraz z ACTA. Jeśli CETA zostanie przyjęte, ACTA przestanie być widziane jako zagrożenie, bo podobne zasady będą już funkcjonować. Jak nie drzwiami, to oknem.
Piotr Waglowski z Vagla.pl pisze, że problem pewnie tkwi w sposobie działania instytucji europejskich, gdzie Komisja realizuje jedną agendę, Rada inną, a Parlament Europejski inną. I rzeczywiście, wygląda na to, że jedni będą atakować z coraz to innej strony (kraju) i liczyć na to, że w końcu drudzy przepuszczą strzał.
Należy jednak pamiętać, że prezentowane przez prof. Geista dokumenty pochodzą z lutego. Wtedy jeszcze nikt nie wiedział, że ACTA polegnie w Parlamencie Europejskim, nie powinno więc dziwić, że CETA jest prawie kopią ACTA. Możliwe, że w innych krajach jest więcej takich dokumentów zawierających przepisy, które miały być przyjęte na Starym Kontynencie. Samo porozumienie CETA zostało stworzone prawdopodobnie na wszelki wypadek, gdyż Kanada miała być stroną ACTA.
źródło: http://www.dobreprogramy.pl/CETA-czyli- ... 34227.html

Na marginesie ACTA
============================
Radio Eska atakuje fana, czyli nowy rozdział dyskusji o udostępnianiu treści w Internecie

Gdy w paragrafach panuje bajzel, to budzą się demony. Demony internetowe mają to do siebie, że budzą się co chwila, a potem jest już tylko gorzej. Fanpage Radio Eska popisał się elokwencją i wyzwał fana od złodziei, gdy ten zamieścił pewien link.
Link z kawałkiem muzycznym pochodził z serwisu Zippyshare. Serwis ten jest dla jednych ostoją wolności w Internecie i cudownym miejscem, gdzie można dzielić się danymi do woli. Da drugich to zwykła pasernia, gdzie rozpowszechnia się nielegalnie pozyskane pliki za wiedzą właścicieli serwisu. ZippyShare rzekomo respektuje DMCA, ale praktyka często bywa różna od deklaracji.
Osoba prowadząca fanpage Eski zaatakowała fana, który podlinkował utwór, nazywając go złodziejem. Te mocne słowa zostały dość szybko cofnięte, a osoba obrażona została już dwukrotnie przeproszona. Zaciekawiła mnie dyskusja pod tym postem. Pomijam zwały wyzwisk i sążnistych deklaracji o niesłuchaniu już Eski w wykonaniu mocno nadreprezentowanej gimbazy.

Bo Internet jest wolny, panie!
Rozbawiła mnie reakcja obu stron tego nowego/starego konfliktu. Podmiot komercyjny, który dość wybiórczo reaguje na “naruszenia” praw autorskich, rzuca się brzydko na fana, który z kolei zamieścił link do nielegalnie umieszczonego pliku.
Dyskusja, jaka się wywiązała po dokonaniu “obrażeń” fana, była już tylko zabawna. Eska broni i kaja się jak może, a fani, wykopowicze i przygodni flejmerzy robią sobie seans nienawiści. Pierwszy argument w dyskusji brzmiał: Internet jest wolny. Dość zabawny sposób na usprawiedliwienie paserstwa nielegalnych plików. Drugi brzmiał tak: “Właśnie patrzę na itunes, muzodajnię i jakoś nie widzę tego kawałka do kupienia, więc wyzywanie od złodziei jest niestosowne”.
Znamienne jest to, że kawałek muzyczny, który nie jest w sprzedaży, może być według rozumowania gimbazy rozpowszechniany do woli. Głównym argumentem dyskutantów jest niemożność posłuchania utworu. To ma w jakiś magiczny sposób uprawomocniać ich do pobierania i rozpowszechniania owoców cudzej pracy! Innym argumentem jest obecność tego typu plików na innych serwisach, w tym YouTube. To, że prawo nie radzi sobie z problemem, nie oznacza, że problem przestaje być moralnie naganny.
Ktoś zauważył, że poziom merytoryczny dyskusji jest żenująco niski. To prawda, podpieranie się tego typu argumentami jest wyjątkowo marnym sposobem na poprawienie sobie samopoczucia po pobraniu z torrenta, chomika, czy innej paserni kolejnego albumu, gry czy filmu. Etymologiczne dyskusje na temat słowa “złodziej” też są zupełnie chybione. Dopóki prawo porządnie nie ureguluje tego obszaru działalności człowieka, dopóty będą pojawiać się internauci dorabiający filozofię do paserstwa i kradzieży własności intelektualnej.
źródło: http://internet.gadzetomania.pl/2012/08 ... internecie
============================
Radio Eska atakuje fana, czyli nowy rozdział dyskusji o udostępnianiu treści w Internecie

Gdy w paragrafach panuje bajzel, to budzą się demony. Demony internetowe mają to do siebie, że budzą się co chwila, a potem jest już tylko gorzej. Fanpage Radio Eska popisał się elokwencją i wyzwał fana od złodziei, gdy ten zamieścił pewien link.
Link z kawałkiem muzycznym pochodził z serwisu Zippyshare. Serwis ten jest dla jednych ostoją wolności w Internecie i cudownym miejscem, gdzie można dzielić się danymi do woli. Da drugich to zwykła pasernia, gdzie rozpowszechnia się nielegalnie pozyskane pliki za wiedzą właścicieli serwisu. ZippyShare rzekomo respektuje DMCA, ale praktyka często bywa różna od deklaracji.
Osoba prowadząca fanpage Eski zaatakowała fana, który podlinkował utwór, nazywając go złodziejem. Te mocne słowa zostały dość szybko cofnięte, a osoba obrażona została już dwukrotnie przeproszona. Zaciekawiła mnie dyskusja pod tym postem. Pomijam zwały wyzwisk i sążnistych deklaracji o niesłuchaniu już Eski w wykonaniu mocno nadreprezentowanej gimbazy.

Bo Internet jest wolny, panie!
Rozbawiła mnie reakcja obu stron tego nowego/starego konfliktu. Podmiot komercyjny, który dość wybiórczo reaguje na “naruszenia” praw autorskich, rzuca się brzydko na fana, który z kolei zamieścił link do nielegalnie umieszczonego pliku.
Dyskusja, jaka się wywiązała po dokonaniu “obrażeń” fana, była już tylko zabawna. Eska broni i kaja się jak może, a fani, wykopowicze i przygodni flejmerzy robią sobie seans nienawiści. Pierwszy argument w dyskusji brzmiał: Internet jest wolny. Dość zabawny sposób na usprawiedliwienie paserstwa nielegalnych plików. Drugi brzmiał tak: “Właśnie patrzę na itunes, muzodajnię i jakoś nie widzę tego kawałka do kupienia, więc wyzywanie od złodziei jest niestosowne”.
Znamienne jest to, że kawałek muzyczny, który nie jest w sprzedaży, może być według rozumowania gimbazy rozpowszechniany do woli. Głównym argumentem dyskutantów jest niemożność posłuchania utworu. To ma w jakiś magiczny sposób uprawomocniać ich do pobierania i rozpowszechniania owoców cudzej pracy! Innym argumentem jest obecność tego typu plików na innych serwisach, w tym YouTube. To, że prawo nie radzi sobie z problemem, nie oznacza, że problem przestaje być moralnie naganny.
Ktoś zauważył, że poziom merytoryczny dyskusji jest żenująco niski. To prawda, podpieranie się tego typu argumentami jest wyjątkowo marnym sposobem na poprawienie sobie samopoczucia po pobraniu z torrenta, chomika, czy innej paserni kolejnego albumu, gry czy filmu. Etymologiczne dyskusje na temat słowa “złodziej” też są zupełnie chybione. Dopóki prawo porządnie nie ureguluje tego obszaru działalności człowieka, dopóty będą pojawiać się internauci dorabiający filozofię do paserstwa i kradzieży własności intelektualnej.
źródło: http://internet.gadzetomania.pl/2012/08 ... internecie

Na marginesie ACTA...
===============================================

Kojarzycie może projekt Clean IT? Nie? Nic dziwnego, bo niewiele uwagi poświęca mu się w mediach. Doniesienia na jego temat pojawiały się już w lutym tego roku, ale później sprawa przycichła, za sprawą ACTA.
Masowe protesty w całej Europie niczego jednak nie nauczyły brukselskich biurokratów - z ujawnionych dokumentów wynika, że Clean IT może stać się jeszcze gorszym kagańcem niż ACTA. Projekt Clean IT został zainicjowany w maju 2010 roku przez Komisję Europejską, ona też przyznała na ten cel 400 tysięcy euro. Biorąc pod uwagę możliwości Komisji - niewiele. Celem programu było opracowanie systemu, dzięki któremu użytkownicy mogliby oznaczyć "terrorystyczną" treść w internecie. Udział w programie miał być dobrowolny ale firmy oferujące swoje usługi w sieci byłyby zachęcane do usuwania oznaczonych w ten sposób materiałów. Jeszcze w sierpniu tego roku But Klaasen, koordynator programu mówił o nim w ten sposób:
"Wydaje nam się, że istnieje przepaść pomiędzy prawem, a tym w jaki sposób funkcjonuje internet. Na przykład firmy hostingowe - takiej firmie trudno jest oceniać czy coś jest nielegalne. Nie możemy oczekiwać, że firma hostingowa będzie oceniała co jest legalne a co nie ale w pewnym momencie łamanie prawa staje się zauważalne. Staramy się pomóc im zauważyć sprawy, w których powinni interweniować".
Po zakończeniu projektu opublikowane miały zostać ostateczne wytyczne. "Te zasady mogą być użyte jako wytyczne lub gentleman's agreement i zostać przyjęte przez wielu partnerów" - czytamy na stronie Clean IT. "Będą opisywać zakres odpowiedzialności i konkretne kroki, które powinny podjąć prywatne i publiczne jednostki w celu walki z nielegalnym wykorzystaniem internetu".
Więcej: http://nt.interia.pl/internet/wiadomosc ... -w,1845466
===============================================
Clean IT: Koniec anonimowości i policyjne patrole w internecie

Kojarzycie może projekt Clean IT? Nie? Nic dziwnego, bo niewiele uwagi poświęca mu się w mediach. Doniesienia na jego temat pojawiały się już w lutym tego roku, ale później sprawa przycichła, za sprawą ACTA.
Masowe protesty w całej Europie niczego jednak nie nauczyły brukselskich biurokratów - z ujawnionych dokumentów wynika, że Clean IT może stać się jeszcze gorszym kagańcem niż ACTA. Projekt Clean IT został zainicjowany w maju 2010 roku przez Komisję Europejską, ona też przyznała na ten cel 400 tysięcy euro. Biorąc pod uwagę możliwości Komisji - niewiele. Celem programu było opracowanie systemu, dzięki któremu użytkownicy mogliby oznaczyć "terrorystyczną" treść w internecie. Udział w programie miał być dobrowolny ale firmy oferujące swoje usługi w sieci byłyby zachęcane do usuwania oznaczonych w ten sposób materiałów. Jeszcze w sierpniu tego roku But Klaasen, koordynator programu mówił o nim w ten sposób:
"Wydaje nam się, że istnieje przepaść pomiędzy prawem, a tym w jaki sposób funkcjonuje internet. Na przykład firmy hostingowe - takiej firmie trudno jest oceniać czy coś jest nielegalne. Nie możemy oczekiwać, że firma hostingowa będzie oceniała co jest legalne a co nie ale w pewnym momencie łamanie prawa staje się zauważalne. Staramy się pomóc im zauważyć sprawy, w których powinni interweniować".
Po zakończeniu projektu opublikowane miały zostać ostateczne wytyczne. "Te zasady mogą być użyte jako wytyczne lub gentleman's agreement i zostać przyjęte przez wielu partnerów" - czytamy na stronie Clean IT. "Będą opisywać zakres odpowiedzialności i konkretne kroki, które powinny podjąć prywatne i publiczne jednostki w celu walki z nielegalnym wykorzystaniem internetu".
Więcej: http://nt.interia.pl/internet/wiadomosc ... -w,1845466

Jeszcze nie weszliśmy do świata post-ACTA
25.09.2012 17:57, Autor: Anna Rymsza Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego przyznało doroczne nagrody. Dwie z nich powędrowały do rąk osób, których wkład w krzewienie kultury przyćmiła inna działalność — walka z piractwem. Hirek Wrona został nagrodzony za kampanię Bądź Świadomy, która bynajmniej nie powiększa świadomości o kulturze, zaś Kinga Jakubowska za akcję Legalna Kultura, której nazwa mówi sama za siebie. Nie mam nic przeciwko temu, że za moje pieniądze promowane jest korzystanie z legalnych materiałów, mimo że w obecnym stanie prawa autorskiego jest to niemal niemożliwe, ale piętnowanie „ściągania z sieci” już mi się nie podoba. Zwłaszcza w imię zysków machiny przemysłowej, z czym zgadzam się w pełni z Jarosławem Lipszycem. Między innymi przeciwko takiemu wzorcowi kultury protestowali ci, którzy na początku tego roku wyszli na ulice aby wyrazić sprzeciw wobec ACTA.
ACTA to ciekawy twór. Dokument został odrzucony, ale mimo tego brodzimy po kolana w opadzie po jego przejściu przez Unię Europejską. Porozumienie powraca pod różnymi postaciami, często nawet gorszymi. Taką opinię mają na przykład TPP, CETA, bliski im jest także projekt „Czysty Internet” (Clean IT), którego szkic wyciekł (PDF) do Sieci. Projekt jest finansowany przez Komisję Europejską, jest obserwowany przez firmy oferujące technologie filtrowania ruchu i wiele krajów zwiększyło finansowanie takich technologii. Oficjalnie „Czysty Internet” ma na celu walkę z cyberterroryzmem, ale okazuje się, że niektóre rozwiązania są tożsame z tymi proponowanymi przez koalicję szefów firm telekomunikacyjnych, które z kolei pracuje nad ochroną dzieci w Internecie. Oba projekty przewidują rozwinięcie uniwersalnego przycisku, który pozwoli zgłosić znalezioną w Sieci nielegalną treść i prowadzą badania nad metodami dobrowolnego zgłaszania ich obecności władzom.

Projekt „Czysty Internet” zakłada, że dostawcy usług internetowych „dobrowolnie” zobowiążą się do aktywnego nadzorowania swoich klientów, blokowania i filtrowania treści. Na tej bazie ma powstać sieć składająca się z zaufanych informatorów online. [...] Wreszcie, wykraczając daleko poza obowiązujące ramy prawne, „Czysty Internet” promuje wykorzystywanie ogólnych warunków umów do usuwania „w pełni legalnych” treści, pozostawiając decyzję co do priorytetów „etyce biznesu”, jaką wyznaje dana firma — można przeczytać na stronie fundacji Panoptykon. Dokument proponuje więc stworzenie prywatnych mechanizmów cenzury, których nie sprawdzi żaden sąd. Ponadto znajdziemy tam zapis o zezwoleniu policji na monitorowane przepływu informacji, łącznie z anonimowymi dyskusjami, wbudowanie systemów ostrzegających w serwisy społecznościowe, zniesienie przepisów zabraniających monitorowania aktywności pracowników w sieci w czasie pracy, podstawy prawne dla systemu identyfikacji, który ma zapobiec anonimowemu korzystaniu z usług internetowych i tak dalej. Do odpowiedzialności mogą zostać pociągnięte osoby, które zgłoszą legalną treść i dostawcy usług, którzy nie wykorzystają odpowiednio możliwości sprawowania nadzoru (w celu wykrycia działań terrorystycznych oczywiście). Organy egzekwujące mają zyskać prawo do wydania decyzji o tym, czy dana treść jest nielegalna, z pominięciem sądu.
Nawet nazwa projektu nie kojarzy się dobrze. Oficjalnie celem „Czystego Internetu” nie jest ograniczanie wolności użytkowników, ale z dokumentu jasno wynika, że priorytetem jest wypracowanie nie wymagających interwencji sądu rozwiązań umożliwiających usunięcie z Internetu dowolnych, niekoniecznie nielegalnych treści. Do rąk firm prywatnych miałaby trafić moc sprawcza w postaci dodatkowej warstwy cenzury… przepraszam, ochrony.
źródło: http://www.dobreprogramy.pl/Jeszcze-nie ... 36390.html

Anonymous planuje ataki na strony polskich uczelni
Internetowi aktywiści z grupy Anonymous znów zamierzają dać znać o sobie. Na 20 października planują operację "Truman Show". Celem jej będą ataki na polskie instytucje, których działalność może prowadzić do cenzury internetu - informuje "Rzeczpospolita". Po tym jak przez Polskę przetoczyły się protesty przeciwko porozumieniu ACTA, internauci zapowiadali, że będą uważnie obserwować zmiany, które ich zdaniem mogą prowadzić do ograniczenia wolności słowa czy też cenzury w internecie. Po ACTA na cel wzięli projekt INDECT.
Anonymous zapowiedzieli ataki na strony polskich uczelni, które biorą udział w pracach nad projektem INDECT. To nie jedyna sprawa przeciwko której chcą protestować. Dodatkowo sprzeciwiają się nowelizacji ustawy o zgromadzeniach oraz ustawie o zapobieganiu epidemii. Według nich ta ostatnia ma wprowadzić przymus szczepienia dla wszystkich Polaków.
Działacze Anonymous planują cyber ataki na strony uczelni, rządowe i firm, które są związane z wymienionymi działaniami. Chcą tez publikować dane osobowe ludzi związanych z inicjatywami "dążącymi do zmniejszenia wolności obywatelskich" - pisze "Rzeczpospolita". Dodatkowo mają być rozrzucane ulotki.
Więcej w dzisiejszej "Rzeczpospolitej"
Czym jest INDECT?
INDECT to projekt "Inteligentnego systemu informacyjnego wspierającego obserwację, detekcję i wyszukiwanie na potrzeby bezpieczeństwa obywateli w środowiskach miejskich" opracowywany przez Katedrę Telekomunikacji Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Wygrał on w I konkursie 7. Ramowego Programu Unii Europejskiej i przeznaczono na jego realizację 15 mln zł z unijnych środków.
System INDECT ma służyć do rozpoznawania i wykrywania sprawców różnego rodzaju przestępstw takich jak internetowa pornografia dziecięca, handel ludzkimi organami, terroryzm czy bandytyzm. Zgodnie z założeniami projektu miały to m.in. umożliwiać specjalne urządzenia, czujniki wbudowywane w kamery monitoringu miejskiego. System miałby ułatwiać rozpoznawanie osób, tablic rejestracyjnych; rejestrować takie zmienne jak obraz, dźwięk, temperaturę, obecność niebezpiecznych związków chemicznych oraz przemieszczenie się obiektów.
Dane te następnie miały być analizowane pod względem ewentualnych zagrożeń - czyli niebezpiecznych, podejrzanych zachowań. System wychwytywałby też konkretne słowa, jak wzywanie pomocy czy dźwięki: strzały, wybuch. O tym, czy na miejsce wysyłany byłby patrol policji, decydowałaby jednak jego operator.
źródło: http://wiadomosci.onet.pl/kraj/anonymou ... omosc.html

Informacje
Bing [Bot] » 2 gości
