Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

Anonim

Ajajaj, zapomnieli o innej "zaangażowanej" Dorocie Stalińskiej. Oj nieładnie, nieładnie.


----------------------------

vwłodek

Obywatelska w tej sprawie to jest jedynie dotacja dla prywatnego teatru zestarzałej niestety paskudnie targowickiej divy.Obywatele w olbrzymiej większości nie zgadzają się sowite datki na wyPOciny teatralne i na działalność na szkodę państwa pupilki komunistycznego reżimu...


----------------------------------

Polka

POlsat tez nie pokazuje pani czegos? To musi byc taka szmira ze nawet ten niemiecki wlasciciel dal se siana.

===========================

Dali nagrodę Jandzie. Zgadnijcie za co? Za... „zaangażowanie w sprawy obywatelskie”
Obrazek
Aktorka i reżyserka Krystyna Janda została tegoroczną laureatką nagrody GUSTAW, najwyższej nagrody ZASP przyznawanej za szczególne zasługi dla środowiska teatralnego. I ich prawo. Nas jednak nieco zaskoczyło uzasadnienie. Podkreślono, że ważną rolę odegrało zaangażowanie Krystyny Jandy... w sprawy obywatelskie. Chyba nie chodzi o pokrzykiwanie na zlotach "obrońców demokracji"?

Kapituła Nagrody pod przewodnictwem prezesa Związku Olgierda Łukaszewicza jednogłośnie wskazała Krystynę Jandę jako tegoroczną laureatkę wyróżnienia. Data ogłoszenia nazwiska laureata - 21 grudnia - zbiega się z 99. rocznicą powstania ZASP.

GUSTAW to najwyższa nagroda ZASP przyznawana za szczególne zasługi dla środowiska teatralnego. Jej ideą jest "wyróżnianie osób, których dokonania wnoszą znaczący wkład w kultywowanie tradycji i tworzenie nowych wartości kultury narodowej lub przyczyniają się do promocji kultury polskiej w świecie".

W uzasadnieniu decyzji wymieniono niekwestionowany wpływ aktorki na kształtowanie i rozwój środowiska teatralnego, nie tylko ze względu na jej wybitne kreacje sceniczne, ale również ze względu na działania artystki, która stworzyła w Warszawie, cieszące się niesłabnącą popularnością, dwa teatry: Polonia i Och-Teatr.

Zaznaczono także, iż ważną rolę odegrało zaangażowanie Krystyny Jandy w sprawy obywatelskie, budowanie świadomości społecznej, a przede wszystkim bezinteresowne wspieranie ważnych dla środowiska inicjatyw, m.in. pomoc dla Domu Artystów Weteranów Scen Polskich w Skolimowie.

Szczególnie interesujący jest wątek "zaangażowania Krystyny Jandy w sprawy obywatelskie". Janda znana jest z nieprzychylności rządowi Prawa i Sprawiedliwości – dwoi się i troi, żeby udowodnić to na każdym kroku. I zna się na wszystkim...

Broniła "niezależności" sądów, wspierała też lekarzy rezydentów w ich protestach, Aktorka nawoływała również, aby 19 kwietnie – w dniu przesłuchania w prokuraturze byłego premiera Donald Tusk – uroczyście witać go na Dworcu Centralnym.

Następne dziesięć lat to pewnie ostatnie mojego życia artystycznego, zawodowego. Chcę spokojnie patrzeć na tę wiosnę, na dzieci. Dlaczego mam zasypiać, budzić się, cały dzień chodzić i się martwić? Zastanawiać się, co mi jest? A to Polska... – żaliła się wówczas.

Otwarcie krytykowała też prof. Piotra Glińskiego, ministra kultury i dziedzictwa narodowego. Janda twierdziła też, że... jest ofiarą... cenzury w mediach narodowych:

Zrobiłam w życiu wiele rzeczy, ze 100 filmów, teatrów telewizji z 80 i byłam przyzwyczajona, że każdego dnia w różnych, przynajmniej 5 telewizjach, gdzieś pojawia się moja rzecz. Od roku nie ma tego wszystkiego – mówiła.

źródło: http://niezalezna.pl/212116-dali-nagrod ... ywatelskie
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Lokomotywa-widmo przejechała z Zielonej Góry do Nowej Soli
Obrazek
Lokomotywa jadąca bez obsługi sparaliżowała wieczorem ruch na linii kolejowej Szczecin-Wrocław. Elektrowóz ruszył niespodziewanie bez obsługi i oświetlenia, gdy ustawiono go na torach po wcześniejszym wypadku.

Po południu w lokomotywę prowadzącą pociąg ze Szczecina do Katowic uderzyła koparka. Wypadek, który miał miejsce pod Zieloną Górą, okazał się niegroźny. Jedynie pierwszy wózek pojazdu wyskoczył z torów. Nikomu nic się nie stało. Po ustawieniu elektrowozu na torach pojazd bez obsługi z niewiadomych przyczyn ruszył w stronę Głogowa. Wówczas zamknięto wszystkie przejazdy kolejowe i odcięto zasilanie. Elektrowóz zatrzymał się w okolicach Nowej Soli.

Pociągi-widma nie są niestety w Polsce taką rzadkością, jak się wydaje. Zaledwie kilka tygodni temu trzy wagony odczepiły się w Nysie od pociągu towarowego i jeździły przez kilkadziesiąt minut "wahadłowo" zatrzymując się na wzniesieniach i staczając w odwrotnym kierunku.

źródło: https://dorzeczy.pl/obserwator-mediow/5 ... -Soli.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

Anonim

Czas najwyższy żeby nakładać wysokie kary za działalność antypolską.

-----------------------------------

KiCi

ciekawe jak długo to lewactwo będzie wyć zanim zauważy że ma mniejszość w tym co robi

-----------------------------

Anonim

komunizm już nie płynie ze wschodu lecz z zachodu i tu widać niestety skąd tak naprawdę zło wypełzło. Z Włoch, Niemiec i Francji. Rosjanie byli tylko pojętnymi uczniami francuskich encyklopedystów, niemieckich proletariuszy i włoskich faszystów.

===========================
Światowe media atakują Polskę? Prawda jest nieco inna. Wszystkie drogi prowadzą do... redakcji przy Czerskiej
Obrazek
Portal "Gazety Wyborczej" z satysfakcją odnotował ataki zagranicznej prasy na Polskę po uruchomieniu art. 7.1 unijnego traktatu. Jak się okazuje autorzy tekstów są doskonale znani - niektórzy nawet już wcześniej atakowali nasz kraj, a część z nich to współpracownicy m.in. "Gazety Wyborczej".

Polski rząd oskarża Komisję Europejską o motywowany politycznie atak, po tym, jak uruchomiono proces, który może doprowadzić do odebrania Polsce prawa głosu w Brukseli – pisze "The Guardian".

Autorem tekstu w dzienniku jest Remi Adekoya, były publicysta "Gazety Wyborczej" i portalu "NaTemat". Atakował on już wcześniej nasz kraj – przed Euro 2012 ostrzegał wówczas przed "polskim faszyzmem".

Na krytykę Polski pokusił się też "The New York Times".

Kiedyś postrzegana jako przykład pomyślnej integracji z Zachodem dla państw byłego bloku wschodniego, obecnie Polska jest postrzegana jako zwiastun mrocznego trendu - zwrotu ku prawicowemu populizmowi i odejściu od takich wartości jak pluralizm i szacunek dla różnic – pisze gazeta.

Tutaj autorką okazała się Joanna Berendt, która jest również autorką materiałów dla "Gazety Wyborczej".


"The Independent" również pisze o odpowiedzi PiS.

Choć Mateusz Morawiecki zadeklarował otwartość na dialog z Komisją, rzeczniczka PiS mówiła, że decyzja KE jest polityczna i spowodowana tym, że 'nie chcemy przyjąć muzułmańskich imigrantów, bo dbamy o bezpieczeństwo Polaków – pisze gazeta.

Magazyn przypomina też o marszu nacjonalistów, który przeszedł przez Warszawę w Święto Niepodległości, a na części banerów widniały hasła 'Biała Europa'. 'W marszu brało udział wielu zwolenników PiS a rząd mówił o nim, że to 'celebracja polskości – co z satysfakcją odnotował portal "Gazety Wyborczej".

Jon Stone, autor tekstu w "The Independet" to znany z lewicowych sympatii korespondent z Brukseli.


Wszystkich zdemaskował na Twitterze Wojciech Wybranowski, publicysta tygodnika "Do Rzeczy".

Więcej: http://niezalezna.pl/212157-swiatowe-me ... -czerskiej
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Złoty jest w tym roku drugą najsilniejszą walutą świata. Pohukiwania dobiegające z Brukseli nie mają tutaj znaczenia
Obrazek
Mało znany fakt: polski złoty pozostaje drugą najsilniejszą walutą świata. W relacji do amerykańskiego dolara zyskał od początku roku 18,5 proc. Do lidera tej klasyfikacji (czeskiej korony) traci niewiele (umocnienie względem USD na poziomie 19 proc.), a przewaga nad zajmującym trzecie miejsce euro jest spora (umocnienie względem USD na poziomie 12,5 proc.). Dzięki silnemu umocnieniu złotówki przyrost zadłużenia naszego kraju pierwszy raz w historii może być bliski zeru.

Polska waluta jest w cenie głównie z powodu przyzwoitych wyników gospodarczych (silny wzrost PKB) oraz nadspodziewanie dobrej sytuacji budżetowej (wysokie wpływy przy stosunkowo niskich wydatkach). Złoty najsilniej umocnił się w stosunku do dolara. Jeszcze rok temu za 1 USD trzeba było zapłacić ok. 4,23 zł. Dziś 1 USD kosztuje 3,53 zł.

Uwzględniając inne waluty świata w relacji do amerykańskiego dolara okazuje się, że polski złoty jest w tym roku drugą najsilniejszą walutą na globie. Silniejsza od polskiej złotówki jest tylko czeska korona, ale bardzo niewiele (w relacji do amerykańskiego dolara korona zyskała 19 proc., a złotówka 18,5 proc.) i nie jest wykluczone, że do końca roku złoty wskoczy na pierwsze miejsce w tej klasyfikacji.

Co istotne - na pozycję złotego nie mają większego wpływu wydarzenia polityczne, takie jak np. uruchomienie przez Komisję Europejską art. 7.1 Traktatu UE. Na decyzję Komisji złoty zareagował chwilowym osłabieniem. Po godzinie powrócił do wyceny sprzed konferencji komisarza Timmermansa.

Warto odnotować, że jednym z głównych efektów umocnienia złotego jest spadek salda zadłużenia Skarbu Państwa. Okazuje się, że na umocnieniu złotówki wobec głównych walut, w których wcześniej zaciągano pożyczki (USD, Euro, CHF, JPY) nasz kraj od początku roku "zarobił" już 19,1 mld zł. O tyle bowiem zmniejszyło się saldo zadłużenia Skarbu Państwa nominowane w walutach obcych. Finalny efekt tej sytuacji na koniec roku może być taki, że pierwszy raz w historii przyrost zadłużenia osiągnie poziom bliski zera.

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul8/0418 ... swiata.htm
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

John 1950

Bufetowa " rżnie głupa ". Tak można krótko powiedzieć o jej wystąpieniu. A Ja się zastanawiam KTO mógł tej osobie nadać Tytuł Profesora Prawa? . Jakie On miał kwalifikacje MORALNE? Po przeszukaniu internetu znalazłem informację ,że niejaki Komorowski wręczył jej tytuł profesora 22.listopada 2013 r. Zero = Zero i dalej będzie Zero.

---------------------------------------

Anonim

Po konferencji uciekła z sali, by nie odpowiadać na pytania dziennikarzy. Na komisję nie przychodzi, ucieka od pytań - całkowicie się pogrąża w oczach opinii publicznej. Platforma zmierza szybkimi krokami w stronę samozagłady i krzyż im na drogę. To ludzie wyjątkowo pazerni, cyniczny, bez empatii i postrzegania innych wokół siebie.

-------------------------------------

Anonim

HGW odwaliła typową spychologie! To taka obrona złodziei "co złego to nie ja".

========================
Przygnębiające wieści dla HGW i jej rodziny. Trzeba będzie zwrócić mnóstwo kasy
Obrazek
– Najbliższa rodzina prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz będzie musiała zwrócić 5 milionów z 15 milionów zarządzonych do zwrotu przez komisję weryfikacyjną w związku z reprywatyzacją Noakowskiego 16 – powiedział Sebastian Kaleta z komisji weryfikacyjnej.

Komisja weryfikacyjna uznała dziś, że decyzja reprywatyzacyjna z 2003 r. ws. Noakowskiego 16, została podjęta z naruszeniem prawa. Komisja nakazała zwrot przez beneficjentów tej reprywatyzacji równoważności nienależytego świadczenia w wysokości 15 mln 375 tys. zł.

Znając panią prezydent Hannę Gronkiewicz-Waltz, nie będzie się ona poczuwała do odpowiedzialności za to, że przez dziesięć lat jej rodzina miała w dyspozycji środki, które były jej bezpodstawnie przekazane
– powiedział Kaleta.

Jak dodał, komisja weryfikacyjna zobowiązała najbliższą rodzinę prezydent Warszawy do zwrotu kwoty 5 mln zł z zarządzonych 15 mln 375 tys. z tytułu reprywatyzacji nieruchomości przy ul. Noakowskiego 16.

Inny członek komisji – Jan Mosiński – ocenił, że Hanna Gronkiewicz-Waltz „zaniechała pewnych działań, które ciążą na urzędniku państwowym”. Poinformował, że część członków komisji rozważa zawiadomienie organów ścigania ws. Gronkiewicz-Waltz po uprawomocnieniu się dzisiejszej decyzji komisji.

źródło: http://niezalezna.pl/212245-przygnebiaj ... ostwo-kasy
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komisja Europejska swoje, złoty swoje
Obrazek
Inwestorzy musieli mieć dużo zabawy, kiedy czytali komentarz „Financial Times”, w którym redakcja tej czcigodnej gazety wzywała Londyn by pamiętał o defektach polskiego rządu i nie rezygnował ze wspierania tolerancji, liberalizmu i demokracji.

Komentarz „Financial Times” ukazał się po wizycie premier Theresy May w Warszawie, tuż po uruchomieniu przez Komisję Europejską przeciwko Polsce sławnego artykułu 7. Gazeta najwyraźniej przejęła się tym, że Theresa May nie potępiła polskiego rządu.

Problem polega na tym, że rzeczywistość finansowa i gospodarcza jest realna, natomiast ideologiczna – mniej czy bardziej irracjonalna, ukryta w głowach i sercach interlokutorów. Według narracji ideologicznej, świat trzeba zmieniać i to tak, by pasował do przyjętych ideałów.

W świecie realnej polityki i gospodarki, która też bierze oczywiście pod uwagę ideały i emocje, ale nadaje im inny, bardziej pragmatyczny sens, rzeczywistość jest taka jaka jest, czyli trudna do modyfikacji, a kto ją szybciej zrozumie, ten będzie w stanie osiągnąć dzięki temu realne korzyści. Czytając takie dywagacje jak w „Financial Times”, traderzy mogą się tylko zaśmiać, mrucząc ponuro pod nosem o naiwności komentatorów.

To dlatego uruchomienie artykułu 7 nie zrobiło większego wrażenia ani na notowaniach złotego, ani na giełdzie, ani na wycenach polskich obligacji. Sankcje finansowe wobec Polski są mało prawdopodobne, rozmowy o ważnych z punktu widzenia gospodarki sprawach – na przykład o pakiecie zimowym – cały czas się toczą, Nord Stream 2 jest w ciągle w grze, wiele kluczowych projektów KE musi być realizowanych w porozumieniu z Polską…

W realnej gospodarce istnieją realne interesy, i o tym doskonale wie Theresa May, a także inni politycy Europy. Napisać można co się tylko chce, ale polityka musi liczyć się z realiami, bo to one odciskają piętno na życiu obywateli.

W tym sensie gospodarka i polityka są naszą tarczą. Nie znaczy, że zawsze tak będzie, bo polityka musi pamiętać o nastrojach społecznych, zwłaszcza w okresach wyborczych, a także w czasie spadku koniunktury. Na razie pod tym względem jest dobrze, gospodarka pędzi do przodu, nastroje są pozytywne. Pewną próbą sił będą kwietniowe wybory powszechne na Węgrzech – u głównego sojusznika Polski w sporze z Komisją Europejską - które najprawdopodobniej koalicja Wiktora Orbana wygra, ale nigdy, w demokracji, 100-procentowej pewności nie ma. Już nie raz w ostatnim czasie wynik głosowań okazywał się zaskakująco odmienny od oczekiwań. Mniejsze znaczenie dla nas będą miały majowe wybory we Włoszech.

A koniunktura? Jest dobra, z tym że 2018 rok może być nad wyraz dynamiczny, ze względu na modyfikację polityki głównych banków centralnych – amerykańskiej Rezerwy Federalnej i Europejskiego Banku Centralnego – a także na rosnącą aktywność Donalda Trumpa, który biliony dolarów chce przyciągnąć ze świata o swojego kraju. Globalne trendy zapowiadają zmienność, z którą Polską również będzie musiała sobie poradzić.

Na najbliższy rok dobrze byłoby mieć więc pod ręką kilka scenariuszy – kilka optymistycznych i kilka bardziej pesymistycznych. Kapitał krążący po świecie może być w 2018 bardziej nerwowy niż zwykle.

źródło: http://wgospodarce.pl/opinie/44333-komi ... loty-swoje
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

fredscz

Wspaniała publikacja. Ciekawy jestem czy Francuzi czytają swoje gazety i czy ich reprezentanci w Brukseli mimo wszystko zagłosują za sankcjami wobec Polski...

---------------------------------


Mmar

Decyzja Unii jest tak przesadna, że otworzy oczy niektórym, co w tym artykule już się ziszcza. Zobaczycie że Polska wygra.


-------------------------------------

Renho

Piękne słowa, szkoda że nas Polaków w ogóle nie słuchają. Każdy taki głos jest na wagę złota.


=====================

Francuska gazeta broni Polski! Mocny cios w targowicę, oberwali też Timmermans i Tusk
Obrazek


Decyzję Komisji Europejskiej o uruchomieniu art. 7 wobec Polski francuski dziennik „Le Figaro” nazywa „arbitralną i bezużyteczną”. Patrick Edery zatytułował swój obszerny tekst: „Niesprawiedliwość wyrządzona Polsce, zaprzeczenie demokracji”.

Konkluzją tekstu jest stwierdzenie, że „dla dobra Europy Polska nie może się poddać”. Klamrą tekstu jest atak na Polskę ze strony innych państw.

Od prawie dwóch lat Polska stała się w Unii Europejskiej symbolem absolutnego zła. Używa się w odniesieniu do niej szczególnie przesadnych i wojowniczych elementów języka: najbardziej uderzającym przykładem była groźba użycia przeciwko niej art. 7 traktatu UE, określanego jako „opcja atomowa”. W środę, 20 grudnia, Komisja Europejska zdecydowała się ostatecznie wprowadzić te groźbę ze względu na „wyraźne ryzyko poważnego naruszenia rządów prawa w Polsce”

– zaznacza na łamach francuskiej konserwatywnej gazety Edery, który jest dyrektorem generalnym firmy konsultingowej z Europy Środkowej Partenaire Europe.

Ale dlaczego – zastanawia się autor – decyzję tę podjęto na kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia i kiedy właśnie w Polsce powołano nowego premiera?

Czy polscy politycy zostali aresztowani lub znowu zatrzymano demonstracje, stosując nieproporcjonalną siłę? Nie, to wydarzyło się w Hiszpanii. Może dlatego, że dziennikarka, która oskarżyła żonę premiera, że ma konto w Panamie, gdzie przelewała łapówki, zginęła w eksplozji swojego samochodu? Nie, to zdarzyło się na Malcie, przekształconej w „wyspę mafijną”, jak mówią synowie ofiary

– wylicza Edery.

Być może Polska zdecydowała się wprowadzić politykę energetyczną, która zagraża bezpieczeństwu całej Europy Środkowej i narusza prawodawstwo określone przez Brukselę? Nie, to Niemcy. Być może od lat nie spełnia kryteriów z Maastricht i w 2018 roku pobije rekord zadłużenia, najwyższego w UE? Nie, tym razem to my

– dodaje.

I podkreśla, że „po raz pierwszy w historii Komisja Europejska uruchomiła art. 7”, ale polskie „>>ryzyko>dyrektorami administracyjnymi>polską sprawę>dyskryminację ze względu na płeć z powodu wprowadzenia innego wieku emerytalnego dla sędziów kobiet (60 lat) i sędziów mężczyzn (65 lat)<<”.

Tu Edery zmierza ku konkluzji: „Dla dobra Europy Polska nie może się poddać”.

Wielu liderów partii liberalnych oskarża Polskę o wszelkie zło w Europie, ale czy PiS jest u władzy od 20 lat? Czy ta „polska” sprawa nie jest aby ilustracją coraz bardziej niepokojącej ewolucji Europy? Niektórzy, podobnie jak prezydent Republiki Francuskiej, proponują przebudowę UE. Ale żeby czym ją zastąpić? Nikt tak naprawdę nie wie. Symbolicznie jej fundamenty zostały już wstrząśnięte poniżającym traktowaniem narzuconym Grekom wbrew ich woli


– zaznacza.

„Nie będziemy mówić o akronimie oznaczającym kontestujące kraje łacińskie: PIGS (świnie po angielsku)”. Tak nazwano państwa o złej sytuacji budżetowej w latach 90., kiedy coraz silniej postępowała integracja europejska.

Czy teraz trzeba robić to samo z Polską, żywą inkarnacją tego chrześcijańskiego spoiwa?

– pyta Edery, by odpowiedzieć: „Pozostanie wtedy tylko przekształcić UE w ołowiany gorset, zastępując fundamenty, ściany i dach. W porządku, a cel tego? Stworzyć nowego Europejczyka bez ziemi, bez przywiązania, bez ograniczeń w jego prawach? By osłabić państwa i pozbawić nas naszej tożsamości?”.

Przez ostatnie trzy wieki Polska podlegała imperiom i dyktatorom, którzy chcieli ją sobie podporządkować. Z pewnością będzie tak samo z tą nową liberalną technokracją

– kończy swój artykuł Edery.

źródło: http://niezalezna.pl/212274-francuska-g ... ans-i-tusk
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

komentarze:

Gość


Niektórzy dziwią się dlaczego Polacy nie lubią grudnia. Bo 13.XII.1981 do 1983 komuniści wprowadzili stan wojenny, czołgi na ulice Polski, odcięli telefony, chorzy umierali bo karetki nie dojeżdżały, na ulice Polski wyszły patrole ZOMO z kałachami gotowymi w każdej chwili do strzału. Zgromadzenia były rozpędzane pałami i czerwoną wodą z armatek. Dojeżdżałem wtedy z Krakowa do Kombinatu do pracy, było tam pełno wojska i milicji, okropny widok i strach, a teraz niektórzy się dziwią dlaczego Polacy nie lubią grudnia poza świętami. Nawet do mieszkań wpadali z kolbami jak ktoś im się nie podobał. Wszystko jest jasne.

----------------------------------

Gość_01


Pamiętam te czasy, jak z Krakowa jechało się robić zakupy w Katowicach, zwłaszcza mięso i wędliny, bo Gierek szczególnie dbał o Śląsk, było tam wszystko. Pamiętam czasy jak za rybami stało się całą noc pod sklepem na Dietla, a za butami na Wolnicy które potem odsprzedawało się z zyskiem, stali wszyscy niepracujący, po otwarciu sklepu w godzinę wszystko było wyprzedane. Dolary kupowało się w bramach od znajomych cinkciarzy, tacy nie oszukali, aby w Peweksie robić zakupy. Takie to były "przyjemne" czasy, a polactwo chce do tego wrócić. Pierwszy kolorowy telewizor miałem ruski "Rubin" który często wybuchał, nasz na szczęście nie, ale to była sensacja, pół kamienicy ładowało się na dziennik aby go oglądnąć. Wiadomo, że młodzi nie wiedzą jak to było w tamtych czasach, i nigdy im nie życzę aby PRL wrócił. Wychowałem się blisko placu Nowa na Kazimierzu, wiem jak było z mięsem, jak wiejskie babki które przywoziły mięso, mleko, śmietanę, masło mówiły: "jeszcze panocki będziecie sprzedawać złoto za jedzenie". Policja spisywała ludzi na ulicach, jak nie było pieczątki zakładu pracy w dowodzie osobistym i kierowali do specjalnej przymusowej pracy, było się w kartotece policyjnej, patrole milicyjne chodziły całe dnie i noce po ulicach. Tak niestety było, o tym autor nie napisał. Oby nigdy się już to nie powtórzyło. Młodzi teraz mają luksusy i nie potrafią tego docenić.

=================================

Komuniści bali się Bożego Narodzenia. Raz nie docenili Świąt - w grudniu 1970 roku
Obrazek
Władza komunistyczna mówiła, że są święta, tylko nie mówiła jakie to święta. I choć nie akceptowała religijnego wymiaru tych dni, przez miesiące przygotowywała się do nich ze szczególną starannością.Raz tylko – w grudniu 1970 r. – nie doceniono wagi okresu przedświątecznego - mówi dr Andrzej Zawistowski z Katedry Historii Gospodarczej i Społecznej SGH.

Jak wyglądały Święta Bożego Narodzenia w PRL-u?


Mówiąc o świętach w PRL-u, a właściwie już od 1944 roku czyli po przejęciu władzy przez komunistów, powinniśmy pamiętać, że odbywały się one w dwóch obszarach.

Święta w rodzinie niewiele różniły się od tego, co mamy dzisiaj. Z czasem doszło do unifikacji niektórych zwyczajów i stały się one uniwersalne dla całego kraju.

Natomiast różnicą podstawową było to, jak do tych świąt przygotowywało się państwo. Było ono w trudnej sytuacji, ponieważ władza komunistyczna mówiła, że są święta, tylko nie mówiła jakie to święta. I choć nie akceptowała religijnego wymiaru tych dni, przez miesiące przygotowywała się do nich ze szczególną starannością.

Raz tylko – w grudniu 1970 r. – nie doceniono wagi okresu przedświątecznego. Wtedy, dziesięć dni przed świętami, władze ogłosiły wysokie podwyżki cen żywności. Bunt, który wybuchł przede wszystkim na Wybrzeżu, chociaż jego zasięg był ogólnokrajowy, był związany m.in. właśnie z tym, że ceny podwyższono tuż przed świętami. Jeżeli ktoś odłożył sobie pewną sumę pieniędzy na zakupy przedświąteczne, to okazało się, że te zakupy będą mniejsze. Ten błąd drogo kosztował I sekretarza KC PZPR Władysława Gomułkę i premiera Józefa Cyrankiewicza – stracili stanowiska.

Czy religijny charakter Świąt był dla władzy problemem?

Władza komunistyczna miała problem, co zrobić ze świętami religijnymi. Wiadomo było, że ich zupełne odebranie spotka się z buntem społecznym. Rozwiązania sowieckie, gdzie w latach 30. Boże Narodzenie zastąpiono Świętami Noworocznymi nie wchodziło w grę. W związku z tym starano się wyjść z tego problemu. Początkowo były obecne jeszcze świąteczne akcenty religijne, co władze próbowały również wykorzystać propagandowo. W prasie nadal obecne były Święta Rodzina, żłóbek, stajenka.

Zmiana nastąpiła z końcem lat 40. i wejściem w okres tzw. twardego stalinizmu. Znikło „Boże Narodzenie”, były już tylko „Święta” – oficjalnie władze życzyły obywatelem „Wesołych Świąt!”, „Wszystkiego dobrego na Święta i Nowy Rok!”.

Kiedy spojrzymy na prasę z tego okresu, to symbolem „świąt bez nazwy” była choinka, bombka, płatek śniegu. Czasami był Mikołaj, ale nie w wersji biskupiej, tylko „krasnoludzkiej”. W latach 50. jako symbole świąteczno-noworoczne pojawiają się przodownicy pracy. Po 1956 roku to się kończy, ale aż do 1988 roku w oficjalnej propagandzie mówi się o nienazwanych świętach, choć często była to maska ideologiczna.

Dopiero w 1989 roku w gazetach pojawiają się elementy religijne związane z tym świętem. To była instytucjonalna schizofrenia – wszyscy wiedzieli, jakie to są święta, czego dotyczą, że pokazują tradycję.

Jak gospodarka socjalistyczna planowała Święta?


Gospodarka przygotowywała się już od sierpnia-września. To były przygotowania na szeroką skalę, bo to, jak miała wyglądać struktura dostaw na rynek było przygotowywane już w planie rocznym. Dwa newralgiczne okresy – przed Świętami Wielkiej Nocy i przede wszystkim przed Świętami Bożego Narodzenia – były planowane dużo wcześniej, jeżeli chodzi o strukturę dostaw, a zwłaszcza dostaw z importu, czyli tych towarów, które tradycyjnie powinny się na polskich stołach pojawić i które miały te święta symbolizować – pomarańcze, cytryny, banany.

Temat dostaw cytrusów na Święta to jedno z najczęstszych skojarzeń dotyczących zaopatrzenia w Święta Bożego Narodzenia w PRL…

Sygnałem zbliżających się Świąt były zapowiedzi w „Dzienniku Telewizyjnym” czy w prasie, że do portu w Gdyni, Gdańsku czy Szczecinie wpłynął statek, na którym były pomarańcze przeznaczone na przedświąteczną sprzedaż. To oczywiście nie oznaczało, że pomarańczy nie można było kupić pomiędzy świętami, ale były z tym bardzo duże trudności.

W latach 80. próbowano zamienić pomarańcze na grejpfruty. Z tego zrobiła się ogromna awantura, bo ludzie w Polsce, zwłaszcza poza dużymi miastami, nie znali takiego owocu jak grejpfrut. Kupili coś, co wyglądało jak pomarańcza, a okazało się, że smakuje zupełnie inaczej. Do Komitetu Centralnego PZPR napływały skargi i protesty.

Jak wyglądała organizacja handlu w okresie przedświątecznym?

Oczywiście zakupy przedświąteczne z reguły oznaczały konieczność odstania w krótszych lub dłuższych kolejkach. Nie było wówczas sklepów typu supermarket, więc Polacy musieli odwiedzać po kilka sklepów by dokonać całościowego zaopatrzenia. Co więcej, sklepy były czynne tylko w ściśle wyznaczonych godzinach. Na prowincji najczęściej do 17.00 lub 18.00, w większych ośrodkach – z reguły maksymalnie do 19.

Nie dziwne więc, że wiele osób „urywało się” z pracy, by zrobić zakupy. Jednak Święta Bożego Narodzenia zbiegały się w czasie z końcem roku, co oznaczało walkę o wykonanie planów rocznych. Dyrekcje zakładów bardzo starały się, aby zapewnić pracownikom możliwość zakupu towarów świątecznych na terenie zakładów pracy. Po pierwsze poprawiało to atmosferę, ale po drugie – co było ważne – pracownicy nie urywali się z pracy z instytucji, urzędów, a zwłaszcza z fabryk i nie chodzili stać w kolejkach, aby czekać przed sklepami na towary, które na święta trzeba kupić.

Warto pamiętać, że lodówka, zwłaszcza do początku lat 70., wcale nie była standardowym wyposażeniem mieszkania. To był dosyć drogi sprzęt, a poza tym niewielki, w związku z czym wszelkie zakupy na święta były dokonywane w okresie bezpośrednio przedświątecznym.

Jakie udogodnienia organizowano zatem w zakładach pracy?

Organizowano specjalne kiermasze, możliwości zakupu przez pracowników towarów świątecznych na terenie zakładu pracy. W drugiej połowie lat 70. stały się wręcz popularne specjalnego rodzaju kartki, bony czy talony, które umożliwiały robotnikom danej fabryki zakup towarów deficytowych w sklepie bez konieczności stania w kolejce i oczekiwania na przywóz tego towaru. Pracownicy mogli też zamówić specjalne paczki z żywnością świąteczną.

Nie wszyscy mogli jednak liczyć na taką możliwość…

Nie mogli liczyć na to zwłaszcza pracownicy niewielkich zakładów, instytucji, emeryci i renciści. Tak naprawdę większość Polaków skazana była na tradycyjny handel.

Handel na długo przed świętami wzmagał przygotowania, zapasy, przygotowywał organizację pracy, żeby przed świętami zapewnić odpowiednie zaopatrzenie. Z myślą o pracujących organizowano tzw. handlowe niedziele (w PRL handel w niedzielę z reguły nie funkcjonował). Najczęściej była to ostatnia niedziela przed świętami. To miało pozwolić ludziom pracy bez zwalniania się i opuszczania miejsca pracy zrobić w przedświąteczny weekend – chociaż tej nazwy wówczas nie używano – zakupy z myślą o świętach.

Jak zaopatrzenie sklepów różniło się w zależności od dekady?

Wszystko oczywiście zależało od kondycji gospodarki. Inaczej wyglądało w latach 50. i 60., inaczej w 70. Z upływem czasu zwiększał się asortyment nabywanych towarów.

W latach 50. kupowano wiele produktów wykorzystywanych do domowego przygotowywania potraw. Z czasem kupowano co raz więcej gotowych dań. Święta stawały się też wystawniejsze. To wpływało na charakter przedświątecznych zakupów. W pierwszych dekadach swoje trzeba było odstać w kolejkach, na początku lat 70. sytuacja poprawiła się. Grudzień 1974 roku był szczytem gierkowskiej prosperity. Chociaż jeśli przejrzymy ówczesną prasę, to dziennikarze ostrzegają, że nie powinno zabraknąć masła, win importowanych, makaronu. Ten zwrot „nie powinno zabraknąć” jest tutaj charakterystyczny.

Od połowy lat 70., a zwłaszcza w latach 80. wygląda to już zupełnie inaczej. Trudnym momentem był grudzień 1980 roku.

Jak wyglądała wówczas sytuacja zaopatrzeniowa?

Grudzień 1980 roku był jednym z najtrudniejszych okresów przedświątecznych. Z jednej strony ludzie czekali na kartki na mięso, które były obiecane w Porozumieniach Sierpniowych zawartych w Gdańsku i Szczecinie. Kartki miały zacząć działać przed świętami i umożliwić jakiekolwiek zakupy. Władzom nie udało się przygotować jednak systemu. W sklepach było kompletnie pusto.

Czy próbowano jakoś zaradzić tej sytuacji?


Pojawiły się regionalne inicjatywy wprowadzenia kartek przedświątecznych w dużych miastach. To nie była nowość, podobnie było w 1951 roku. Wówczas w sierpniu wprowadzono kartki na mięso. Dodatkowo, przed Bożym Narodzeniem wprowadzono specjalne kartki na karpie i śledzie. Obowiązywały one tyko w grudniu 1951 r.

W grudniu 1980 roku wrócono do tego pomysłu. W dużych miastach pojawiły się kartki przede wszystkim na mięso i na wędlinę, a także, choć rzadziej, na masło czy margarynę. Oczywiście od 1976 roku funkcjonowały także kartki na cukier. Sprzedaż reglamentowana dotyczyła więc najpotrzebniejszych produktów – mięsa oraz masła, margaryny i cukru do wypieków, bez których nie mogło być świąt.

Czy ta reglamentacja z grudnia 1980 roku była oficjalnie zaakceptowana przez władzę?

Minister handlu wewnętrznego i usług był temu przeciwny, ponieważ wiedział, że nie jest w stanie zapewnić dostaw na poziomie zagwarantowanym przez kartki. Poza tym nie mógł wprowadzić kartek tylko w dużych miastach, bo prowincja powiedziałaby, że jest traktowana gorzej, o czym i tak była przekonana.

Kartki wprowadzane były z inicjatywy władz lokalnych – wojewódzkich, miejskich w dużych miastach – które zdecydowały się na wprowadzenie tej reglamentacji, np. w Warszawie, Gdańsku, na Śląsku. To spowodowało dużo konfliktów, pojawiły się strajki z żądaniami przyznania kartek mieszkańcom kolejnych miejscowości. W Płocku trwała okupacja kilku sklepów mięsnych, gdzie ludzie zagrozili, że nie wyjdą, dopóki nie wprowadzą kartek i nie sprzedadzą im mięsa. W Piotrkowie Trybunalskim okupowano urząd wojewódzki.

Kiedy reglamentacja rzeczywiście zadziałała, to lokalnie rozładowała sytuację. Miała charakter postępujący – w Warszawie ogłoszono ją w połowie grudnia, natomiast w niektórych miastach na Kielecczyźnie kartki pojawiły się dopiero 23 grudnia. Niektóre województwa, jak np. radomskie, odmawiały tego typu działań, argumentując, że ludzie i tak mają rodziny na wsi, więc się wyżywią. To była zresztą oficjalna argumentacja w takich wypadkach.

Czy w następnych latach takie kłopoty z zaopatrzeniem powtarzały się?

Kłopoty były i to stałe. Władza reagowała podobnie jak w latach 70. – starała się dostarczać więcej towaru na rynek. Jeśli był to towar reglamentowany - pojawiały się dodatkowe emisje kartek, aby ten towar sprzedawać na kartki.

Ile średnio pieniędzy rodzina wydawała na przygotowanie świąt? Jaki był to procent budżetu?

To się bardzo zmieniało na rzecz stopniowego spadku wydatków żywnościowych w całym budżecie rodzinnym. Na przełomie lat 40. i 50. w rodzinie robotniczej na żywność przeznaczano od 50 do 70 proc. budżetu. To było bardzo dużo. Dzisiaj w Polsce jest to średnio około 20 proc., a na Zachodzie to jest jeszcze mniej, jeśli chodzi o budżety rodzinne przeznaczane na żywność.

Na święta wydatki wzrastały, musimy tylko pamiętać, że źródła towarów, które trafiały na stół i pod choinkę jako prezenty, były najróżniejsze.

Jakie to były źródła?


Do końca lat 80. bardzo dużo, zwłaszcza deficytowych towarów żywnościowych, ludzie pozyskiwali z różnych źródeł. Handel był oczywiście podstawowym źródłem towarów, ale w warunkach deficytu Polacy rozpoczynali walkę o wymarzoną, świąteczną żywność na wielu frontach. Był czarny rynek, na którym musieli więcej zapłacić, a także indywidualne kontakty z wsią. Do lat 60. większość ludzi mieszkała na wsi – dopiero w na początku lat 60. przecinają się krzywe ludności miejskiej i wiejskiej. Mimo to, nawet ci, którzy przenieśli się do miast, mieli rodziny na wsi, więc własne zaopatrzenie odgrywało niesamowicie ważną rolę.

W jakim stopniu rodziny przebywające zagranicą wspierały swoich krewnych w Polsce?


Paczki przesyłane przez rodzinę z zagranicy ogrywały ważną rolę. Czasami dochodziło do kuriozalnych sytuacji, jak np. trasa, którą pokonywała szynka konserwowa Krakus – jeden z podstawowych polskich przebojów eksportowych na Zachodzie.

W Polsce była ona praktycznie niedostępna, bo znakomicie sprzedawała się na Zachodzie. Na stoły w Polsce bardzo często więc szynka Krakusa docierała z Chicago, Nowego Jorku, gdzie rodziny ją kupowały i wysyłały z powrotem do kraju. Z czasem, można powiedzieć żartobliwie, państwo wychodziło nawet naprzeciw tego typu doposażeniu stołów świątecznych. Polonus w Stanach Zjednoczonych czy w innych krajach zachodnich, nawet już nie musiał tej paczki pakować. Były specjalne usługi polegające na tym, że wpłacało się tylko pieniądze (oczywiście w „twardej” walucie), a paczka była robiona z pomarańczy w Gdyni i była wysyłana do adresata. W związku z tym towar był nieco świeższy i nieco szybciej dochodził.

Oczywiście z zagranicy płynęły też pieniądze, za które można było kupić atrakcyjne towary w sklepach Pewexu. Rzeczą charakterystyczną było to, że ok 60 proc. sprzedawanych tam towarów było rodzimej produkcji. Największą popularnością cieszyła się wódka Żytnia.

Starano się, niezależnie od sytuacji, aby stoły wielkanocne, ale przede wszystkim te bożonarodzeniowe były bogate, syte i obficie zaopatrzone. Dróg do zdobycia tego zaopatrzenia na stoły było wiele.

Kiedy przygotowanie stołu świątecznego było wyjątkowo trudne?


Momentem newralgicznym dla przygotowania Świąt Bożego Narodzenia był 1981 rok, kiedy wprowadzono stan wojenny. Droga, o której wspomniałem, że można było pojechać na wieś i kupić mięso, czy w ogóle przetwory mięsne, była trudna, ponieważ wprowadzono zakaz przemieszczania się pomiędzy województwami. Trzeba było użyć pewnego sprytu, aby części mięsa, które były już przygotowane, przywieść do Warszawy.

Natomiast istniało rozwiązanie, które było znane już od czasów okupacji, czyli „baba z mięsem”. Była to najczęściej kobieta przywożąca przetwory czy mięso. Od lat 70. stała się element krajobrazu dużych aglomeracji miejskich. Zawsze warto było mieć kogoś znajomego, kto takie mięso dostarczy.

Kiedy myślę o świętach w PRL-u, to pierwsze skojarzenie jakie przychodzi mi na myśl, to wielogodzinne stanie w kolejkach. Czy to skojarzenie jest prawdziwe?

Jeśli chodzi o okres przedświąteczny, to oczywiście. Stąd te rozwiązania dot. zakładów pracy, które starały się organizować kiermasze czy robić paczki. We Wrocławiu w 1981 roku był taki mechanizm, że pracownicy dużych zakładów pracy wręcz mogli zapłacić za zrobienie paczki świątecznej. To oznaczało, że przydziały kartkowe mięsa przygotowywano im w formie jednolitej paczki, którą odbierali, płacąc niewielkie pieniądze za jej spakowanie. Chodziło o to, żeby właśnie nie stać w wielogodzinnych kolejkach.

Kolejki były wielogodzinne, ponieważ nikt nie był pewny co, kiedy i czy w ogóle przywiozą. W związku z tym kolejki były długie, zwłaszcza od połowy lat 70., choć podobnie było na przełomie lat 50. i 60. W PRL-u nie było takiego czasu, by osoba dysponująca odpowiednią gotówką mogła legalnie kupić wszystko, na co miała akurat ochotę. Jeżeli to nawet było dostępne, to z pomocą różnych dodatkowych zezwoleń, kartek, talonów czy bonów.

Kolejki były stałym elementem, który pojawiał się przed sklepami, ale z drugiej strony były elementem, który władza w pewien sposób porządkowała. To, jak wyglądała kolejka było uregulowane na mocy ówcześnie obowiązującego prawa – kto może stać w kolejce dla uprzywilejowanych, na jakiej zasadzie funkcjonuje ta kolejka.

Czy coś na święta taniało?


Nie próbowano obniżać cen towarów, bo ceny towarów były ustalane centralnie. Aż do 1982 roku, do wejścia reformy gospodarczej były one stałe, a cenniki były ogłoszone odgórnie. Nie było ważne, czy sklep znajdował się na ul. Marszałkowskiej w Warszawie, czy w niewielkiej miejscowości, gdzieś na głębokiej prowincji, przy ulicy, która nawet nie miała nazwy – cena towaru była taka sama. Co więcej, bardzo często nie miała nic wspólnego z kosztem jego wytworzenia.

Zupełnie rekordowym przykładem, a przynajmniej ja taki znam, była w latach 80. cena słoika dżemu, który kosztował w sklepie 40 proc. ceny jego wytworzenia. Niektórym bardziej się opłacało kupić dżem w sklepie, wyrzucić zawartość i zrobić własne przetwory. Można go było kupić, bo o to chodziło, w przeciwieństwie do pustych słoików, których brakowało.

Czy przed świętami były akcje reklamowe?

Mechanizm, który kojarzy się nam z gospodarką rynkową – promocja, obniżka cen, specjalne oferty – nie mógł mieć zastosowania. Warto pamiętać, że człowiek żyjący w PRL-u był wyczulony na tego typu rzeczy jak reklama, obniżka cen, podejrzewając, że jest to niemożliwe, żeby jakiś towar był dobry i trzeba go było reklamować albo obniżać mu cenę. Musiał mieć ukrytą wadę lub być przeterminowany.

Reklama nie spełniała takiej funkcji, jaką dzisiaj spełnia, dlatego że nie mieliśmy gospodarki rynkowej. Zakład pracy w gospodarce socjalistycznej, przynajmniej do czasów reformy gospodarczej - a później też różnie to wyglądało - nie miał nic z tego, że jego towary sprzedawały się bardzo dobrze, bo i tak był finansowany z budżetu państwa.

Co nie znaczy, że czegoś takiego nie robiono, ale był to „folklor handlowy”. To ciekawie wyglądało, trochę tak, jak na Zachodzie, że reklamuje się, że np. „dzisiaj u nas płatki śniadaniowe”. Oczywiście to wykorzystano, bo nie wszystkie towary cieszyły się równym powodzeniem, niektórzy po takie towary tradycyjnie nie sięgali. Wtedy starano się robić tego typu ogłoszenia, ale raczej ograniczano się do towarów, które pojawiały się, jak to mówiła obsługa, „na sklepie” i trzeba było się ich pozbyć, bo tak było zapisane w planie.

Natomiast jeśli chodzi o towary tradycyjne i obowiązkowe, sprzedające się z reguły przed Świętami – zwłaszcza mięso, towary potrzebne do wypieków czy większość ryb – to nie było problemów ze sprzedażą.

Jak wyglądał świąteczny stół? Czy jego wygląd zmieniał się w czasie?


Z reguły o tym, co się znajdowało na stole, decydowała tradycja, którą ludzie wynosili z domów rodzinnych. Jeśli chodzi o tradycję bożonarodzeniową to tak naprawdę zaczyna się ona unifikować na przełomie lat 60. i 70., co jest związane z upowszechnieniem się telewizji. Chociaż wcześniej były gazety, książki, radio, to dopiero kiedy ludzie widzieli, że w innym regionie kraju jest coś innego, to czasami starali się adaptować to do własnych warunków.

Jeśli spojrzymy na stół wigilijny, to on wygląda tak, jak sto lat temu. Czasami różni się trochę, ale te podstawowe elementy zawsze były. Chodziło o to, żeby zawsze te stoły zapełnić zgodnie z tradycją albo przynajmniej, żeby była tego namiastka.

To nie dotyczy tylko stołów rodzinnych. Spójrzmy, jak obchodzili święta ludzie w obozach koncentracyjnych, jenieckich, na Syberii – oni też się starali odtworzyć, na tę jedną, wyjątkową noc, w sposób symboliczny stół z domu rodzinnego.

A alkohol w czasie świąt…


Niestety trzeba powiedzieć, że alkohol był stałym elementem świąt w PRL. Kościół wykonywał tytaniczną pracę, by przekonać ludzi, że święta są świętami religijnymi i coś takiego, jak picie na umór przy stole świątecznym chrześcijanom nie uchodzi, ale było to z niewielkim skutkiem.

Święta, tak jak wówczas wszystkie inne spotkania towarzyskie, wiązały się ze spożywaniem alkoholu. Nie piło się wina, zresztą tzw. wino importowane było trudno dostępne. Wino polskie tylko z nazwy przypominało wino.

Pito natomiast ciężki alkohol – na stołach królowała przede wszystkim wódka. Ona niestety była stałym elementem w znacznej większości tego typu spotkań, bo święta, oprócz wymiaru religijnego, były też świętami o charakterze rodzinnym, społecznym. Ludzie spotykali się czasem raz w roku. My dzisiaj jesteśmy przyzwyczajeni do niemalże codziennych kontaktów. Gdybyśmy z własnego życia wykreślili telefony komórkowe i internet, to pozostałaby nam z bliskimi, którzy mieszkają od nas 300 kilometrów, jedynie korespondencja pisemna. To była codzienność PRL-u.

Czy władza próbowała zmienić tradycyjne zwyczaje kulinarne w związku z brakami na rynku?

Władza starała się zamienić akcent świąt religijnych na coś zupełnie innego. Kwestie tradycji musiały być tak skonstruowane, by kwestia religijna była na drugim planie albo w ogóle najlepiej, żeby jej nie było.

Były przepisy pojawiające się w prasie kobiecej czy książki kucharskie, które pokazywały, jak można zrobić coś bez czegoś – bez jakichś dodatków do potraw, bez elementów tych potraw – żeby przygotować potrawę, która będzie smakowała albo przynajmniej wyglądała jak te tradycyjne, ale nie będzie zawierała tych wszystkich elementów, których akurat brakuje.

To nie było niczym nowym. Dokładnie tak samo było w czasie II wojny światowej w okupowanej Polsce czy w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Tego typu książki kucharskie, które uczyły przyrządzania potraw w sytuacji deficytu artykułów żywnościowych były na rynku czymś normalnym i z tych wzorców również korzystano.

źródło: http://niezalezna.pl/212318-komunisci-b ... -1970-roku
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz:

jaryba13

TW Bolek złożył zażalenie że Wałęsa to nie on.


=====================
IPN umorzył śledztwo ws. dokumentów TW „Bolek”. Sąd rozpatrzy zażalenie pełnomocnika Wałęsy
Obrazek
9 stycznia Sąd Rejonowy w Gdańsku rozpatrzy zażalenie pełnomocnika Lecha Wałęsy na decyzję pionu śledczego białostockiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej o umorzeniu śledztwa ws. podrobienia przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa akt TW "Bolek".

"Niezręcznie jest mi mówić o treści i argumentach zawartych w zażaleniu zanim przedstawię je ze szczegółami przed sądem. Na ten moment mogę powiedzieć tyle, że w tej sprawie nie przeprowadzono wszystkich dowodów, które były wnioskowane. W związku z tym nie było podstaw do umorzenia tego śledztwa, a w szczególności z takim uzasadnieniem – powiedział pełnomocnik Lecha Wałęsy, Jan Widacki.

Postanowieniem z 23 czerwca 2017 roku pion śledczy IPN w Białymstoku umorzył śledztwo w sprawie podrobienia przez funkcjonariuszy SB, na szkodę Lecha Wałęsy, w okresie od 21 grudnia 1970 roku do dnia 29 czerwca 1974 roku w Gdańsku, dokumentów umieszczonych w teczce personalnej i teczce pracy tajnego współpracownika ps. "Bolek".

W ocenie prokuratorów Instytutu, dokumentacja dotycząca Lecha Wałęsy jest autentyczna, co potwierdziła opinia Instytut Ekspertyz Sądowych w Krakowie. Przyczyną umorzenia śledztwa było więc stwierdzenie, że fałszerstwa nie popełniono.

źródło: http://niezalezna.pl/212356-ipn-umorzyl ... ika-walesy
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Przyznaję, że karpia wbrew tradycji nie jem już na Wigilię od kilkunastu lat. Wybieram ryby morskie. W Australii karp jest uważany jako stawowy chwast.... A pierogi ? Pierogi jem przez cały rok, więc jeszcze w Wigilię ? :-)
=========================================
Karp i pierogi wychodzą z wigilijnej mody. Polacy na święta jedzą egzotyczne potrawy i rezygnują z bycia wege
Obrazek
Menu świąteczne staje się w Polsce coraz bardziej międzynarodowe. Nie powinno to nikogo dziwić, bo zawsze takie było. Choćby karp, król wigilijnego stołu, to przecież azjatycka ryba. I to właśnie kuchnia z dalekiego wschodu staje się popularna w grudniu, ale ogólnie jemy coraz bardziej wykwintne potrawy.

Wigilijne potrawy i tak są niecodzienne, ale lubimy sobie urozmaicić jadłospis. Karp, kompot z suszonych owoców czy makiełki jemy i pijemy zazwyczaj raz w roku. Co nie znaczy, że nie możemy sobie jeszcze bardziej urozmaicić końcówkę roku. Niektórzy z nas lubią eksperymentować i zaserwują prawdziwe specjały, o których jeszcze kilka lat temu nie było mowy. Choć tak naprawdę nigdy nie było jednej, kanonicznej listy 12. potraw wigilijnych.

Nie zaglądałem nikomu do lodówki czy koszyków w marketach, ale poprosiłem autorów aplikacji Listonic o świąteczne statystyki. To najpopularniejsza w Polsce elektroniczna lista zakupów - miesięcznie użytkownicy tworzą ich 300 tysięcy. Dane więc dobrze odwzorowują rzeczywistość, która dla wielu może być zaskakująca. Poniżej lista produktów, które grudniu zaliczają ogromne wzrosty lub spadki w porównaniu do reszty roku.

Sushi weszło pod strzechy jakiś czas temu. Zestaw możemy kupić w markecie za kilkanaście, a nawet kilka złotych. Tradycyjna potrawa z Japonii spowszechniała tak jak pizza czy hamburgery - nie ma już efektu "łał!", stąd wielu dodaje do świątecznego menu. Zwłaszcza, że przecież w Wigilię nie powinno się jeść mięsa. – Sushi zaczynamy traktować jako dobrą potrawę postną – tłumaczy Zofia Lach z Listonic. Do tego Polacy kupują też sashimi, co nie jest potrawą jako taką, ale sposobem serwowanie np. surowych ryb w plastrach.

Przez cały rok oliwki czy rukola nie są niczym niezwykłym. Wystarczy jednak zapytać nasze babcie i dziadków, by dowiedzieć się, że na wigilijnych stołach były niespotykane. Kuchnia jednak cały czas ewoluuje. A imbir? Pewnie wybieramy go jako dodatek do wigilijnego sushi... lub grzańca.

To, że karp trafia na grudniowe listy zakupów nie powinno nikogo dziwić (można z niego zrobić sushi). Nie wszyscy jednak lubią karpia - zwłaszcza, że jego ości to prawdziwa pośmiertna zemsta. Na święta kupujemy więc też łososia - wciąż u nas stanowiący powiem luksusu, ale też halibuta, no i oczywiście śledzia.

– W post i święta staramy się jeść więcej ryb, ale zaczynamy eksperymentować z tym co jemy. Przestajemy się ograniczać do popularnych i od zawsze znanych gatunków ryb – komentuje Zofia Lach z Listonic. To pozytywny efekt marketów, które oferują coraz to bardziej wyszukane produkty w stosunkowo uczciwej cenie. A święta to właśnie ten czas, kiedy sobie nie żałujemy i idziemy na całość. Stąd na polskich stołach w tym roku zobaczymy niecodzienne ryby jak trewala lub solę oraz króla wód: szczupaka.

Trzeba przyznać, że widok macek na talerzu jest nadal dość niezwykły, ale mamy XXI wiek, więc tradycyjne potrawy mogły się wielu przejeść. Poza tym, nie ukrywajmy, jest moda na jedzenie finezyjnych potraw - bardzo ładnie się też prezentują na zdjęciach. A tak na serio: wielu Polaków na swoich listach zakupów w aplikacji dodaje owoce morza, choć w porównaniu w zeszłym rokiem ośmiorniczki, zaliczyły spadek: – Wiąże się to z tym, że ośmiornica jest trudna do przygotowania, co dla wielu osób może być zniechęcające – wyjaśnia Zofia Lach z Listonica. Oprócz owoców morza, stawiamy też na droższe mięso ptasie. Kurczak dla wielu jest już passé. Dlatego wzrasta w Polsce świąteczna konsumpcja kaczek i gęsi.

Zwierzęta zwierzętami, ale na czas świąt, wielu niezbyt restrykcyjnych wegetarian i wegan robi sobie odpoczynek od ideologii. – Nawet jeśli sami nie jemy takich potraw, to pomagamy w zakupach starszemu pokoleniu i robimy zakupy dla dziadków czy rodziców, co wpływa na wygląd naszych list zakupów – tłumaczy Zofia Lach z Listonic. Wegetarianie i weganie nie pojedzą na tradycyjnej wigilii, bo spora część potraw jest z ryb. Z drugiej strony nie można też zawieźć rodziny, która się napracowała nad kolacją, więc wiele osób z bólem serca przełyka kolejny kęs karpia. W końcu Boże Narodzenie jest tylko raz w roku.

Więcej: http://natemat.pl/225583,karp-i-pierogi ... bycia-wege
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Jak udekorować wigilijny stół. Przygotowanie stołu na Wigilię [ZOBACZ]
Wigilia już za kilka godzin. Ja przygotować stół na tą wyjątkową uroczystość. Agnieszka Dobrowolska podsunęła w "Dzień Dobry TVN" kilka pomysłów na to, jak można udekorować stół na święta. Jakie kolory są modne? Jak udekorować stół w stylu glamour?

Czytaj więcej: http://www.gazetawroclawska.pl/swieta24 ... ,12794718/
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Alkohol na wigilijnym stole?

Często zastanawiamy się czy na wigilijnym stole może pojawić się butelka alkoholu. Okazuje się, że sprawa jest dyskusyjna i nieuregulowana przepisami. Jak więc często bywa w takich przypadkach – należy odwołać się do sumienia.
Obrazek
Jedni nie wyobrażają sobie, by pomiędzy kapustą z grochem a barszczem z uszkami stała butelka alkoholu. Inni przebierają nogami, bo kieliszek najlepiej smakuje popity kompotem z suszonych owoców. Jeszcze inni nie wyobrażają sobie, by przed chłodną pasterką odpowiednio się nie rozgrzać. Co dom, to inna tradycja.

Nie inaczej jest ze zwyczajami dotyczącymi picia alkoholu. Gdy się już pojawi na naszym stole zazwyczaj ktoś z rodziny pyta: "A można?". Jak się okazuje, odpowiedź nie jest jednoznaczna. Wydaje się, że wszystko zależy od dwóch kwestii - rodzaju i ilości alkoholu, a także tradycji rodzinnych.

- Tak naprawdę wieczerza wigilijna miała nas tylko wprowadzać w świąteczne wydarzenia. Sens był taki, żeby była postna, bo ma nas przygotować na prawdziwe świętowanie. A jeśli coś miało nas wprowadzać w święta, to ciężko to połączyć z alkoholem. Post rozciągnąłbym także na alkohol - przypomina ojciec Jacek Szymczak, dominikanin.

Ojciec Szymczak nie przekreśla definitywnie alkoholu na wigilijnym stole. Uważa, że są możliwości, by ten się pojawił. Przestrzega jednak przed kilkoma zasadami.

- Nie jest tak, że ktoś zrobi coś niewłaściwego, gdy postawi na stole lampkę wina. Gorzej jeśli zamieni się to w libację. Każdy jest dojrzały i o takich rzeczach trzeba decydować samodzielnie. Jeśli traktuje alkohol kulturowo a nie jako główne wydarzenie wieczoru, to dlaczego nie - dopowiada.

Wciąż jednak nie wiemy czy wolno, czy nie wolno pić podczas Wigilii. Trudno też wydobyć takie informacje od samych duchownych. Jak się okazuje, nie ma odpowiednich zapisów w prawie kanonicznym, które nakazywałyby lub zakazywałyby konkretnego zachowania.

- Nie jest to zabronione jakimś dokumentem czy przepisem, ale od strony duchowej trzeba się zastanowić. Są takie wydarzenia, że sam muszę podjąć decyzję - czy wypada, czy nie wypada. Czasem jest tak, że tracimy kontrolę. A tego wolelibyśmy uniknąć szczególnie tego dnia - zaznacza o. Szymczak.

W wielu domach niepisaną zasadą jest, że w wigilię pić nie wolno, ale pierwszego i drugiego dnia świąt już można. A jeśli już się zdecydujemy - puszczamy hamulce.

- Nie wprowadzałbym rozgraniczenia, że w wigilię nie pijemy, a w pierwszy czy drugi dzień świąt już tak. Bez względu na to czy są święta, czy inny dzień, trzeba pić umiejętnie i znać swoje granice - dodaje o. Szymczak.

- Inna sprawa, że jeśli ktoś nie potrafi pić, to nie powinien tego robić ani w Wigilię, ani w pozostałe dni. Alkohol jest zawsze sprawą kultury. Jeśli ktoś nie umie nad tym panować, to w ogóle nie wprowadzałbym alkoholu. Trzeba też zastanowić się, czy w rodzinie nie ma kogoś z problemem alkoholowym. Jeśli tak jest, to lepiej odpuścić, bo nie pomożemy nie tylko sobie, ale też tej osobie - kończy o. Szymczak.

źródło: http://fakty.interia.pl/polska/news-alk ... gn=firefox
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

asdf

A mediaexpert zrobił inaczej, można było u nich zamówić towar online z dostawą w 24h z adnotacja iż jest dostępny. Po wpłacie 2 dni później przychodzi wiadomość że przekazane do spakowania, w dniu następnym, planowany termin doręczenia 8 styczeń 2018, bo jednak stanu nie ma. Odzyskać gotówkę, problem bo dodzwonienie sie na infolinię nie da rady non stop niby zajęci. Na maile po wpłacie nie odpisują, przed wpłatą konakt był ok. Co do DHL to się nie dziwię szczególnie że wiele osób robiło zamówienia w środy lub czwartek i chciało na piątek. Chłopaki na samochodach maja np. po 2tys paczek więc nie ma się co dziwić że strajkują.

------------------------------------------

34564574554234


"Pozostaje pytanie, czy właściciele firm kurierskich wyciągną w wnioski z ostatnich wydarzeń i czy strajk w DHL wpłynie na branżę."

Wnioski beda jedyne takie ze beda jeszcze wieksze kary i zakazy czy oszustwa, innych nie moze byc bez porzadnego strajku prowadzacego do dziesiatek milionow strat, wywalenia calego zarzadu i niemal bankruta firmy, wtedy dopiero beda pewne zmiany na lepsze.

------------------------------------

Ricky

Ludziska gupoty tu piszecie powiem jak wyglada praca w dhlu u zrodla czyli w niemczech praca ciezka ale dobrze oplacona tez stres tez ilosci paczek duze ale zarobki od 1400 euro do 2500 euro.i nie jakas dzialalnosc gosp tylko umowa o prace ze wszystkimi skladkami socjalem urlopem da sie da sie to tylko w tym kraju szukaja jeleni do roboty a generalnie. polskie zarzady zagranicznych spolek chca sie wykazac jak to super dochodowy biznes prowadza


-----------------------------------------------

robertk

Firma o zasięgu globalnym ale na wschodzie płaci inaczej. Pracowałem jako kurier DHL w Berlinie przez 6 miesięcy - nie płacą od paczki, tylko na godziny. Nieważne ile rozwieziesz, auto służbowe z paliwem "służbowym", pełen socjal, ubezpieczenie, stawka ok. 10 EUR na godzinę do ręki. Jeżdżąc od poniedziałku do piątku "wyciągałem" ok. 8.000 - 9.000 ZETÓW. Chłopacy, którzy nie jeździli na weekendy potrafili "dojść" do 13.000 - 14.000 ZETÓW. Gdzie tu porównanie. U nas własne auto, paliwo, samozatrudnienie i płaca od sztuki - generalnie im więcej tym cena jednostkowa niższa...
Gdzie jednakowe standardy?....


------------------------------------------------------

ziemianin

Od kiedy to kurierzy są na pensjach? chyba tylko garstka. Reszta to firmy jednoosobowe i tak jest we wszystkich firmach kurierskich. Jezdzisz po minimum 12 godzin w pracy a teraz dojazd do pracy i powrót i wyjdzie z 14 godzin na dobę. Ale transport to taka branża osatnio, że wszyscy się scigają kto tylko zrobi to taniej. A ta taniość kiedyś się komuś odbije. Ja nie rozumiem czemu jeteśmy tak tępym narodem i zamiast nie godzic się na smieszne stawki niekiedy jeszze idziemy w dół po to żeby jak to się mówi "mieć robotę" a daleko z takim tokiem myślenia to nie zajdziemy tylko się wykonczymy. Ludzie troszkę logicznego myślenia.

=====================================
Wojna cenowa na rynku kurierskim odbija się na pracownikach. Strajk kurierów był kwestią czasu
Obrazek

Firmy kurierskie szukają pracowników. Ci mają dość. Strajk w DHL w szczycie sezonu? To było do przewidzenia. Niskie płace, wyżyłowany czas pracy, trudne warunki i ciągły stres. Wojna cenowa miedzy liderami rynku tylko spotęgowała ich problemy.


Piątkowy strajk pracowników DHL w samym szczycie sezonu może otworzyć kurierską puszkę Pandory. Co prawda zarządowi firmy udało się opanować sytuację, ale w branży zawrzało. Potwierdzają to wpisy na Facebooku i pod naszym materiałem.

"Może za DHL pójdzie reszta firm kurierskich i w końcu będą realne zmiany" - pisze jeden z internautow. "Szkoda, że DPD nie strajkuje, bo tam chyba kurierzy mają gorzej. Ale podpowiem dzisiaj doręczycielowi, co się dzieje w DHL" - zapewnia inny.

Jeden z wpisów jest szczególnie celny: "Kurierzy dostają tylko rykoszetem za te wojny cenowe. Nadawcy chcieli tanio i szli masowo tam, gdzie było 1 zł taniej i to jest efekt. Rozmawiałem o tym z ludźmi którzy zakładali Siódemkę".

Jak pokazują kolejne raporty analizujące rynek przesyłek kurierskich, ekspresowych i paczkowych, jak choćby PwC, branża rozwija się bardzo dynamicznie, a co za tym idzie - stale rośnie konkurencja.

Z roku na rok liczba przewożonych paczek się zwiększa. W 2016 roku firmy kurierskie dostarczyły 313 mln przesyłek - o 57 proc. więcej niż 4 lata wcześniej. Podczas gdy w 2015 roku rynek wyceniano na ok. 4,5 mld zł, to już w 2016 roku sięgnął 5 mld zł. W branży funkcjonowało już 100 operatorów.

Jak prognozuje PwC, w 2018 roku rynek wzrośnie w podobnym tempie, jak w ostatnich latach, czyli o około 12-13 proc. Szacuje się, że do końca 2018 roku nasz rynek przesyłek kurierskich osiągnie wartość 6,4 mld zł. Firmy kurierskie będą dostarczały już 440 mln paczek.

Wszystko to potęguje presję cenową. Ta wciąż się utrzymuje. Mało tego, jak przewidują autorzy raportu ”Perspektywy wzrostu rynku przesyłek kurierskich, ekspresowych i paczkowych (KEP) w Polsce do 2018 roku”, w najbliższych latach średnia cena przesyłki będzie nadal spadać.

Czasy, kiedy na rynku funkcjonowała jedynie Poczta Polska, to zamierzchła przeszłość. Dziś także państwowa spółka walczy o rynek. Boleśnie się o tym przekonała, kiedy w marcu bieżącego roku InPost - największy jej konkurent - obniżył ceny usług kurierskich dla klientów indywidualnych.

"Obniżkę cen przesyłek kurierskich traktujemy jako formę podziękowania Wam za zaufanie i coraz częstszy wybór usług InPost Kurier" - poinformowała firma należąca do Rafała Brzoski. "To dzięki Wam, w 2016 roku aż o 405 proc. wzrosła liczba dostarczonych przez InPost przesyłek kurierskich w porównaniu do roku poprzedniego" - zapewniał InPost.

Stąd też wyścig w wprowadzaniu nowych usług i udogodnień. Paczkomaty InPostu, sieć click & collect (czyli odbiory np. na całodobowej stacji benzynowej czy sklepie) paczek z Poczty Polskiej, albo dostawa "kurier wieczór" wprowadzona wspólnie przez Allegro i DHL, oferująca dostawy nawet o 22. Nie mówiąc już o podstawowych udrożnieniach, jak wyposażenie kurierów w terminale płatnicze, wygodne śledzenie przesyłek czy zapewniona szybkość oraz terminowość dostaw.

Rózga od listonoszy, wściekłość kurierów

Jednak elastyczne godziny dostaw i ich szybkość przy stale obniżanych cenach musiały mieć odbicie w innych kwestiach. Chodzi np. o wysokość stawek za przesyłki czy pensje listonoszy i kurierów.

Głośno było o zorganizowanym 6 grudnia proteście pocztowców. Wrocławscy listonosze publicznie wymierzyli zarządowi Poczty Polskiej "rózgę". Manifestacja pod hasłem "Rózga dla zarządu Poczty Polskiej” był drugi po styczniowym strajku pracowników, którzy domagają się podwyżek. Listonosze mający dość pracy za 1,6 zł domagają się podwyżek pensji do 3,2 tys. zł brutto. Poza tym narzekają na warunki pracy i potencjalne kary. Poniższy post obrazuje ich zdesperowanie.

Poczcie brakuje przy tym rąk do pracy, o czym pisaliśmy w money.pl. To przekłada się na obłożenie obowiązkami obecnie zatrudnionych.

Podobnie sprawa ma się z kurierami. Serwisy oferujące pracę pełne są ofert dla nich. Na popularnym OLX ponad 9 tys. Ale i tu warunki płacowe mało zadowalające. Jak wynika z badań rynku, przeprowadzonych przez portal wynagrodzenia pl., średnia pensja kuriera to 2,7 tys. zł brutto.

Niektóre firmy kurierskie prócz pensji około 2 tys. zł na rękę kuszą dodatkiem w postaci premii za każdą doręczoną przesyłkę. Jak pokazują piątkowe wydarzenia w DHL w Warszawie, to niewystarczająca zachęta. O pracy kurierów przeczytasz również w innym naszym materiale opublikowanym w WP Finansach.

"Kurierzy potraktowali serwis i zarząd DHL, jak oni traktują kurierów, sami sobie dopowiedzcie. Paczka kosztuje 20-30 zł, dla kuriera z tego jest 10 proc. a odpierdziela najbardziej hardcorową robotę w całym łańcuchu otrzymując przy tym zero szacunku i w dodatku mobbing" - czytamy w komentarzach pod naszym artykułem.

Trudno się więc dziwić, że okresie wzmożonej pracy i wielkiego ruchu rośnie napięcie wśród pracowników tej branży. Widmo strajku w gorącym czasie to poważny problem również dla pracodawców. Pozostaje pytanie, czy właściciele firm kurierskich wyciągną w wnioski z ostatnich wydarzeń i czy strajk w DHL wpłynie na branżę.

źródło: https://www.money.pl/gospodarka/wiadomo ... 94785.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz:

Marta

A ja i mój nalewki robi. Polecam z pigwy! Najlepsza jest.

======================
Prawo do bimbru wyrazem wolności obywatelskiej
Obrazek

Niewielka, rodzinna produkcja mocnych alkoholi, np. śliwowicy, nalewek czy wódek smakowych, nie zaszkodzi państwu ani konsumentom. Zniesienie zakazu zwiększy wpływy do budżetu, paradoksalnie wzmocni też dużych krajowych producentów oraz uratuje zdrowie wielu ludzi. Domowa produkcja powinna zostać wreszcie dozwolona i to nie tylko na potrzeby własne, ale i na sprzedaż.

Czarny rynek mocnych alkoholi to ok. 24 mln litrów 100% alkoholu rocznie – alarmuje Fundacja Republikańska. W tym ok. 18 mln litrów stanowi alkohol skażony. Co roku przemycane jest 3 mln litrów, ale też krajowi bimbrownicy produkują 3 mln litrów nielegalnego spirytusu różnej, często bardzo wątpliwej jakości.

To, że budżet na szarej sferze alkoholi traci ok. 2 mld zł rocznie to istotna sprawa, ale chyba jeszcze ważniejsze jest to, że „lewe” alkohole stanowią realne zagrożenie życia i zdrowia. Często zawierają silnie trujący metanol oraz glikol, a także skażalniki i związki powstałe w wyniku ich wytrącania. Według Narodowego Funduszu Zdrowia, w 2016 r. alkoholem metylowym zatruły się w Polsce 152 osoby, a 37 zmarło. Glikolem -192 osoby, a 24 zmarły. Zatruć jednak mogło być nawet kilkanaście razy więcej, bo wielu ludzi nie udaje się po pomoc do szpitala, próbuje kurować się na własną rękę.

Do niedawna, jednym z głównych źródeł zaopatrzenia czarnego rynku alkoholi, był skażony spirytus sprowadzony z Węgier. Dzięki zaangażowaniu polskiego rządu udało się uporządkować na poziomie UE metody całkowitego skażania spirytusu. W efekcie przestały wjeżdżać do Polski miliony litrów łatwego do odkażenia alkoholu – mówi Andrzej Szumowski, przewodniczący Rady Głównej Związku Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy.

Na czarny rynek alkoholowy jest znacznie prostszy sposób. Pozwólmy wreszcie rolnikom (i nie tylko im) produkować pod kontrolą sanitarną oraz sprzedawać tradycyjne, lokalne wyroby alkoholowe. Przestańmy ich karać grzywnami i straszyć więzieniem. Jak dotąd udało się w ciągu ostatnich lat zliberalizować przepisy, które dopuściły domową produkcję alkoholi lekkich, wina, cydru, piwa czy miodów pitnych. Po wielu debatach i dyskusjach medialnych w 2004 r. Sąd Najwyższy uznał, że” Znamiona przestępstwa określonego w art. 12a ust. 1 ustawy z dnia 2 marca 2001 r. o wyrobie alkoholu etylowego oraz wytwarzaniu wyrobów tytoniowych wypełnia również wyrabianie alkoholu etylowego na własny użytek. Jest w tym wyroku zawarta też nuta hipokryzji, bo w wielu sklepach, nie tylko specjalistycznych, z łatwością można nabyć a nawet wypożyczyć sprzęt do przepuszczania bimbru, nie mówiąc już o zakupie potrzebnych składników. Zarabiając na VAT ze sprzedaży tych towarów państwo nijako przymyka oko na nielegalne bimbrownie. Bezkarnie można robić tylko nalewki ze spirytusu zakupionego w sklepie z akcyzą, sprzedawać ich bez koncesji już nie wolno. Pomimo silnego, także oddolnego ruchu na rzecz liberalizacji, wbrew społecznej akceptacji mocnych alkoholi robionych w domu, 18 października 2006 r. uchwalono ustawę o wyrobie napojów spirytusowych oraz o rejestracji i ochronie oznaczeń geograficznych napojów, podobno zgodną z normami obowiązującymi w Unii Europejskiej. Zakazano w niej wyrobu mocnych alkoholi także na własny użytek, o ile powstają one „w wyniku destylacji po fermentacji alkoholowej”. Jeśli ktoś chce to robić, musi uzyskać stosowną i drogą koncesję. W przeciwnym razie może zostać ukarany wysoką grzywną a nawet karą więzienia.

A jak jest w innych krajach? Mieszkańcy Republiki Serbskiej, Bośni i Hercegowiny, mogą wytwarzać bez problemu rakiję, czyli rodzaj śliwowicy – w nieograniczonych ilościach i na każdy sposób. Nie ma także z tym problemu w Czarnogórze. Wiele rodzin greckich szczyci się własną „raki”, którą wystawiają na sprzedaż w pobliskim sklepie. W niektórych państwach unijnych, np. w Chorwacji i Austrii, za domową produkcję alkoholu płaci się podatek od każdego litra alkoholu wytworzonego ponad limit produkcji. Władze kolejnych stanów USA liberalizują prawodawstwo zakazujące produkcji bimbru. Korzystne zmiany wprowadził Nowy Jork, a wcześniej Tennessee, Washington i Ohio. Nawet „zamordystyczna”i zdeterminowana w walce z alkoholizmem Rosja zalegalizowała produkcję domowego bimbru, whisky oraz innych trunków wytwarzanych ze zbóż, ograniczając tym samym szarą strefę. Kiedy wreszcie w naszym kraju władze zamiast karać rolników zaczną wspomagać swoich obywateli i zezwolą w Polsce na domową produkcję tradycyjnych alkoholi?

http://wgospodarce.pl/informacje/44257- ... watelskiej
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


UOKiK: Co zrobić w przypadku wadliwego lub nietrafionego prezentu
Obrazek
Wadliwy bądź nietrafiony prezent podlegają reklamacji. Podobnie jest z nieudanym wyjazdem świątecznym lub zaginięciem płaszcza podczas sylwestrowej imprezy. O prawach konsumenta przypomina UOKiK, czyli Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

– Wadliwy prezent. Dostałeś buty, które po kilku dniach zaczynają się rozklejać. Albo suszarkę do włosów, która nie działa. Zareklamuj je
– informuje urząd w komunikacie.

UOKiK tłumaczy, że wystarczy posiadać paragon lub inny dowód zakupu. Można wtedy od sprzedawcy żądać naprawy lub wymiany towaru, obniżenia jego ceny, a nawet zwrotu pieniędzy – jeśli wada jest istotna. W tym ostatnim przypadku konsument powinien dostać gotówkę. Urząd zaznacza, że przy reklamacji towaru zwrot pieniędzy na kartę podarunkową jest niedopuszczalny. Na złożenie reklamacji mamy dwa lata od daty zakupu.

A co z nietrafionymi prezentami? W przypadku podarunku kupionego przez internet tuż przed świętami nie ma dużego problemu, bo kupujący ma 14 dni od daty otrzymania przesyłki na odesłanie jej. – Trudniej będzie, jeśli Mikołaj kupował w tradycyjnym sklepie. Tu wszystko zależy od dobrej woli sprzedawcy – czytamy w informacji UOKiK.

Wyjazdy i imprezy świąteczno-sylwestrowe

Urząd przypomina, że nieudana zabawa sylwestrowa również podlega reklamacji. Jeżeli organizator nie wywiązał się ze swoich zobowiązań np. zamiast obiecywanej muzyki na żywo była muzyka z płyt, to konsument ma prawo domagać się zwrotu części pieniędzy.

Podobnie sprawa wygląda w przypadku nieudanego wyjazdu świątecznego. Jeżeli organizator zobowiązał się do zakwaterowania w 4-gwiazdkowym hotelu z basenem i sauną, a trafiliśmy do 3-gwiazdkowego bez żadnych dodatkowych atrakcji, wyjazd także podlega reklamacji. Konsument ma 30 dni na złożenie reklamacji i żądanie obniżenia ceny wycieczki.

Formularze takich reklamacji są dostępne na stronie UOKiK.

Reklamacja obowiązuje także w przypadku zaginięcia płaszcza podczas sylwestrowej imprezy, "nawet gdy wisi informacja +za rzeczy pozostawione w szatni nie ponosimy odpowiedzialności+". – To przykład niezgodnej z prawem praktyki. Przedsiębiorca, który prowadzi szatnię, odpowiada za powierzone mu rzeczy – informuje Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

UOKiK zaleca też kupowanie fajerwerków na Sylwestra tylko z pewnego źródła. – Sprawdź, czy nie wysypuje się z nich mieszanka pirotechniczna, czy mają zabezpieczony lont, czy nie mają pękniętej obudowy lub innych uszkodzeń – zaznaczył UOKiK.

źródło: https://businessinsider.com.pl/twoje-pi ... ik/87zg3gw
Obrazek
odpowiedz

Informacje

  0 użytkowników  »  2 gości

Moderatorzy

NEVIL, ModTEAM