dziadowizna
Polacy to lenie i nieudaczniki , ambitni aby mieć komórę , tablet , fajki i ciuchy z lumpeksu ? Zobaczcie na ulicy ręce zajęte , w lewej komóra w prawej faja , a dziecko leci i piszczy , bo nie ma już siły płakać . Polacy wiedzą że nie dojdą do takiej kasy jak Tusk , Putin czy Jan Kulczyk i potem i tak wszystko w rozsypkę . Zawodówek nie ma , a mgr . po socjologi nie zatrudni się w Barze , chyba że na wakacje ? To jest chory kraj , i kamieni kupa . Tylko po KUL lub masz pewną pracę . W niedzielę słyszymy " nie zabiegaj , o dobra doczesne , to my pasterze jesteśmy od powiększania trzody i złota dla chwały Pana . To UE ma brak rąk do pracy , a u nas sielsko i anielsko . Nie Idei , miłości do ziemi ojców , jest za to nienawiść i zazdrość . Żyłem w dobrych czasach PRL odbudowy , Warszawy , Polski gdzie nikt nie pytał za ile ?
======================

Karolina, z wykształcenia socjolog, pół roku bez pracy w województwie lubelskim, zapewnia, że bardzo chce pracować, ale już wie, że w swoim zawodzie nie ma szans na stałe zatrudnienie. Kiedy szuka gdziekolwiek – w urzędzie, domu opieki czy przedszkolu – słyszy, że nie ma odpowiednich kwalifikacji. Pracodawcy mówią jej, że nie mają czasu na szkolenia, bo potrzebują pracownika na już. – Nawet gdybym chciała się przebranżowić, nikt nie da mi szansy. Z kolei w miejscach, gdzie mój brak doświadczenia byłby do przełknięcia, oferta pracy okazują się poniżej przyzwoitości. Na gębę, miesięczną umowę-zlecenie albo na uścisk dłoni. Nie ma się co czarować, umowy o dzieło, zlecenia, czyli po prostu zwykłe śmieciówki, przodują w ogłoszeniach o pracę – dodaje z żalem.
Nawet jeśli ogłoszeniodawca zapewnia „umowę o pracę”, to szybko się okazuje, że tylko kusi. Na etat, pół, nawet ćwierć nie ma najmniejszych szans. Podobnie jak na zgłoszenie przez pracodawcę do NFZ. Kto chce mieć dostęp do lekarza, musi sam opłacać dobrowolne ubezpieczenie zdrowotne. Za bagatela prawie 400 zł miesięcznie. Zdarzają się prywatne ubezpieczenia grupowe, ale oferują je zazwyczaj korporacje. Mniejsze przedsiębiorstwa oszczędzają. Albo pensja, albo ubezpieczenie, i to dla pracownika, który zaczyna pracę z marszu, nie po trzech miesiącach szkoleń.
– Pracy nie mogę znaleźć od kilku miesięcy. Zawsze kończy się na rozmowie kwalifikacyjnej. Nikt nie oddzwania. Mam tytuł magistra, znam dwa języki obce i obsługuję pakiet programów komputerowych – żali się 23-letni Dawid. Kiedy pytam, jakie studia skończył, pada: europeistyka. Kiedy pytam, jakiej pracy szuka, wymienia: pracownik biurowy, dziennikarz, urzędnik, pracownik agencji reklamowej. Na każde stanowisko jest co najmniej kilku kandydatów.
– Praca jest, ale dla osób posiadających konkretne zawody – odpowiadają jednym głosem specjaliści. I nie chodzi tu o specjalistę od marketingu czy bhp. Te stanowiska są już obsadzone. Dlatego zdaniem ekspertów przyszłością jest szkolnictwo zawodowe. Potwierdza to raport o szkolnictwie zawodowym przygotowany przez fundację Warsaw Enterprise Institution. Twórcy raportu powołują się na zestawienie „Niedoboru talentów” przygotowane przez Manpower Group, z którego wynika, że aż 41 proc. pracodawców ma problem ze znalezieniem pracowników. Najtrudniejszym stanowiskiem do obsadzenia – i to od ośmiu lat – jest wykwalifikowany pracownik fizyczny, czyli mechanik, elektryk, spawacz i murarz. Na drugim miejscu pożądanych zawodów jest inżynier, a za nim kolejno: technik, pracownik działu IT, kierowca i operator produkcji/maszyn. Aż 47 proc. pracodawców jako przyczynę problemów ze znalezieniem pracowników podaje ich brak umiejętności technicznych, a 33 proc. – brak jakichkolwiek kandydatów. Często nie ma chętnych do cięższej pracy. W takiej sytuacji można mieć całą armię wykształconych inżynierów, którzy zaprojektują nowoczesny samolot, ale jeśli nie będzie komu stworzyć części do tego samolotu, a następnie go zbudować, to projekt legnie w gruzach.
Cała Polska szuka
Więcej: http://serwisy.gazetaprawna.pl/praca-i- ... ienie.html








