44444 forum LUBIN.pl • Co się w tym kraju dzieje ? ! - Strona 260
Strona 260 z 467

: 23 cze 2017, 17:57
autor: NEVIL

Uwaga na podejrzane parabanki!
Obrazek
Szef Komisji Nadzoru Finansowego Marek Chrzanowski ostrzega przed podejrzanymi parabankami. Korzystanie z nich może zakończyć się tak samo, jak w przypadku klientów Amber Gold.

Marek Chrzanowski w rozmowie z RMF FM zaznaczył, że podejrzanych parabanków jest aktualnie wiele. Podkreślił, że przed piramidami finansowymi można się ustrzec, zachowując zdrowy rozsądek. Klienci powinni zwrócić uwagę na fakt, czy parabank zapowiada wysokie stopy zwrotu i to w krótkim czasie.

W związku z tym, że w bankach występują tylko i wyłącznie niskie oprocentowania, firmy, które oferują większy zysk, powinny wydawać się nam podejrzane. Dlatego warto w takiej sytuacji zachować szczególną ostrożność.

Niestety, wciąż znajdują się osoby, które kierowane chęcią szybkiego zysku, ufają oszustom.

źródło: http://niezalezna.pl/101070-uwaga-na-po ... -parabanki

: 23 cze 2017, 19:11
autor: NEVIL
Komentarz:

danijay

Czytałem o tym gdzieś na Interii chyba wczoraj i takie "no cóż, szkoda dziewczyny, oby wróciła do zdrowia". Tu się jednak bardziej postaraliście. Cały ten schemat, to co się działo w głowie tego biednego chłopaka i jej rodziców to jest nie do wyobrażenia. Podobnie jak ten opis zabiegów, które musieli jej wykonać, ratując życie. Całości dopełnia szereg zbiegów okoliczności, które musiały nastąpić, by ten wypadek miał miejsce. Okropnie to się czyta i okropnie to sobie wszystko wyobrazić....

PS. tak w ogóle to ten wypadek musiał być góra kilka kilometrów od miejsca gdzie mieszkam. Wbrew pozorom całkiem niebezpieczna trasa. Co parę miesięcy słyszę odgłosy wypadku. Raz na moich oczach zabito człowieka samochodem (zima, a opony letnie) ludzie w środku też byli dość poobijani, nie wspominając o tym że samochód wpadł na chodnik jakieś 10m przede mną. Ta sama trasa. Wrocław-Łódź przy Pabianicach....


======================
Zwyciężczyni "Bitwy na głosy" walczy o życie. Miała poważny wypadek samochodowy
Obrazek
Klaudia Hendel, uczestniczka programu "Bitwa na głosy", jest w śpiączce po wypadku samochodowym.

Klaudia Hendel, która w 2012 roku wraz z grupą Andrzeja Piasecznego zwyciężyła w "Bitwie na głosy" walczy o życie w jednym z łódzkich szpitali. 20-latka miała poważny wypadek samochodowy pod Pabianicami, w którego wyniku odniosła szereg obrażeń wewnętrznych. Obecnie dziewczyna przebywa w śpiączce farmakologicznej.

Hendel wracała z Wrocławia, gdzie studiuje, do rodzinnego miasteczka z kierowcą znalezionym przez portal Bla Bla Car. Prowadzący pojazd w pewnym momencie stracił panowanie nad autem i rozbił się o barierki.

Początkowo Klaudia miała przyjechać do domu w czwartek, w Boże Ciało. Z powodu nauki przełożyła przyjazd na piątek. Mama dziewczyny w rozmowie z echodnia.eu tłumaczy, że najpierw zamówiła transport na godzinę 16:00, ale w związku z tym, że wyrobiła się szybciej z nauką, zadzwoniła do taty, by wyjechał po nią do Kielc o godzinie 13:00.

Mąż miał akurat wtedy wolne więc nie było żadnego problemu. Klaudia znalazła innego przewoźnika i wyjechała z Wrocławia w piątek o godzinie 9 rano. Zanim wsiadła do samochodu wysłała mi numer rejestracyjny samochodu i telefon kierowcy. Zawsze tak robiła, żebym była spokojniejsza. Zadzwoniła nawet z busa, mówiła, że ma super towarzystwo i fajnie jej się jedzie do domu – wspomina mama Klaudii.

Kiedy dziewczyna nie stawiła się na umówioną godzinę, rodzina zaczęła się martwić. O tragedii dowiedzieli się od chłopaka 20-latki.

Długo nie wracała i on przypomniał sobie, że córka ma w telefonie wgraną aplikację z lokalizacją i zobaczył, że cały czas stoi na autostradzie. Zaczął szukać w Internecie i znalazł zdjęcie wypadku. Zobaczył na zdjęciu busa, a w nim walizkę mojej córki. Zadzwonił do mnie i powiedział, że Klaudia miała wypadek pod Pabianicami – dodała mama Klaudii w rozmowie z portalem echodnia.eu.

Kobieta obdzwoniła wszystkie szpitale.

Dowiedziałam się, że Klaudia była przez pół godziny reanimowana i dotarła do szpitala helikopterem. Była w niezwykle ciężkim stanie, miała poważne obrażenia wewnętrzne. Lekarze wycieli jej kawałek śledziony, kawałek żołądka, kawałek wątroby, miała poobijane nerki, przebite żebrami płuca, zmiażdżoną lewą część klatki piersiowej i całkowicie wyrwaną z barku rękę. Lekarze wstawiali jej bajpasy, ponieważ doszło do przerwania tętnicy i wszystkich nerwów. Nam powtarzali, że walczą o jej życie, o lewą rękę, że być może będą zmuszeni ją amputować. Na razie kończyna jest ukrwiona, ale zerwane zostały wszystkie nerwy oraz mięśnie – mówi mama Klaudii w rozmowie z teleshow.wp.pl.
Od operacji dwudziestolatki minął tydzień. W środę nastąpił przełom. Dziewczyna zaczęła dawać znaki życia. Jeśli jej stan się poprawi, niebawem będzie wybudzana.

Przyjaciele Klaudii apelują o pomoc. Organizują zbiórkę pieniędzy na jej leczenie i późniejszą rehabilitację.

Klaudia Hendel była najmłodszą uczestniczką drużyny Andrzeja Piasecznego w programie "Bitwa na głosy".

źródło: http://www.plotek.pl/plotek/7,154063,21 ... Czolka3Img

: 23 cze 2017, 23:26
autor: NEVIL
Komentarze:

mem

Ekolodzy mają korniki w mózgu . Jak im tak zależy na przyrodzie może jako wolontariusze pomogli by leśnikom w zalesianiu , patrolowaniu lasów itd .

----------------------------

Renifer

Każdy tzw. ekolog to świr. Niestety nie czysty swir tylko sprzedajny.


---------------------------

Obiektywna


Największym zagrożeniem dla ptactwa i wszelakiego pożytecznego robactwa, są "ekolodzy". Wolą wisieć przywiązani do drzew, niż podjąć uczciwą pracę. Kto im za to mącenie płaci ?

=================================
Ekolodzy zaszachowani przez... pustułkę. MŚ zakazuje wejścia na dach budynku, aby nie płoszyć chronionych ptaków. Czy zieloni uszanują prawo i własne wartości?
Obrazek
Ekolodzy nie poprzestają na swoich histerycznych atakach na ministra środowiska w związku z rzekomym niszczeniem Puszczy Białowieskiej. Oderwanie od rzeczywistości ekologów przypinających się do drzew w Puszczy, jest powszechnie znanym faktem. Co gorsza, żadne fakty do nich nie przemawiają. Ministerstwo Środowiska wiedząc o kolejnych planowanych protestach, bogatsze o doświadczenia z dni, kiedy ekolodzy wchodzili na dach budynku ministerstwa, zaszachowało zawczasu ekologów, pozbawiając ich możliwości wejścia na dach. A ściślej mówiąc, ekologów zaszachowała pustułka Falco tinnunculus…

Uprzejmie informujemy, że na dachu gmachu Ministerstwa Środowiska zamontowano budkę lęgową dla pustułek Falco tinnunculus, która została w tym roku zasiedlona przez parę ptaków tego gatunku. Pustułka jest gatunkiem podlegającym ochronie na mocy rozporządzenia Ministra Środowiska z dnia 16 grudnia 2016 r. w sprawie ochrony gatunkowej zwierząt (Dz. U. poz. 2183). Zgodnie z paragrafem 6 ust. 3 tego rozporządzenia w stosunku do dziko występujących zwierząt gatunków chronionych obowiązuje zakaz umyślnego płoszenia lub niepokojenia w miejscach noclegu, w okresie lęgowym w miejscach rozrodu lub wychowu młodych.

W związku z powyższym osoby, które wchodzą na dach bez stosownego zezwolenia wydanego zgodnie z przepisami art. 56 ustawy z dnia 16 kwietnia 2004 r. o ochronie przyrody (Dz. U. z 2016 r. poz. 2134, z późn. zm.), będą traktowane jako osoby łamiące zakaz płoszenia zwierząt podlegających ochronie gatunkowej. Na mocy art. 131 pkt 14 ustawy o ochronie przyrody osoby naruszające bez zezwolenia zakazy obowiązujące w stosunku do zwierząt objętych ochroną gatunkową podlegają karze aresztu albo grzywny

—czytamy w oświadczeniu wydanym przez Ministerstwo Środowiska.

Ekolodzy zostali postawieni przed nie byle jakim dylematem. Kto w ich hierarchii wartości stoi wyżej? Świerk? Kornik drukarz? Czy pustułka z małymi? O tym z pewnością dowiemy się niedługo…

źródło: http://wpolityce.pl/polityka/345629-tyl ... e-wartosci

: 24 cze 2017, 13:06
autor: NEVIL
Dość robienia wody z mózgu: Tusk junior w OLT Express oznaczał mur chroniący przed służbami państwa
Obrazek

To jest tak oczywiste, że aż wstyd wskazywać konsekwencje. Ale może warto to zrobić, skoro zainteresowani na potęgę robią Polakom wodę z mózgu.
Oto mamy marzec 2012 r., gdy syn premiera Michał Tusk podejmuje współpracę z należącą do Amber Gold firmą lotniczą OLT Express (wystartowała 1 kwietnia 2012 r. i w tym miesiącu zaczęła się formalna współpraca). Zaledwie pięć miesięcy minęło od wyborów parlamentarnych, a dopiero za 3,5 roku będą kolejne. Nic nie zagraża rządom PO ani ówczesnemu premierowi Donaldowi Tuskowi. Nic nie zagraża też rządom PO na Pomorzu, a od wyborów samorządowych, w których PO pobiła w tym regionie krajowy rekord (43,76 proc. głosów do sejmiku wojewódzkiego, zresztą podobnie jak cztery lata wcześniej, gdy zyskała 43,94 proc. głosów), minęło tylko 15 miesięcy. I w Polsce, i na Pomorzu wszystko jest poukładane pod dyktando Platformy Obywatelskiej: od pięciu lat pewnie rządzi ona w całym kraju, a od sześciu lat w regionie. Chyba nawet małe dzieci wiedzą, co znaczy nazwisko Tusk – zarówno w Polsce, jak i w regionie pomorskim.

Przeciętni Polacy nie muszą wiedzieć, że Michał Tusk, syn premiera, pracuje dla spółki lotniczej należącej do Amber Gold, ale każdy urzędnik, funkcjonariusz organów ścigania, pracownik wymiaru sprawiedliwości, kontroler skarbowy, celnik czy strażnik graniczny doskonale wie, co to znaczy. W praktyce znaczy to, że syn premiera znajduje się w ochronnej bańce, choćby poszczególni pracownicy, urzędnicy czy funkcjonariusze nie traktowali Michała Tuska jak świętej krowy. Dla ogromnej większości nie tylko sam syn premiera jest nietykalny, ale także wszystko to, z czym jest związany i kojarzony. Za tym nie musi stać żadne polecenie. Funkcjonariusze, urzędnicy czy pracownicy przyjmują takie milczące założenie dla świętego spokoju albo wiedząc, że i tak nie byliby w stanie nic zrobić. Działają przecież przyzwyczajenia, są podobne doświadczenia z przeszłości, a więc i przekonanie, że tam, gdzie pojawia się ktoś taki jak syn premiera, wokół niego tworzy się ochronny balon. Tym bardziej na Pomorzu, gdzie – jak to Ryszard Petru ujął w innym kontekście – „wszyscy wszystko wiedzą”. Nawet nie trzeba w tym celu poleceń, sugestii, porozumień. To się dzieje automatycznie.

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego czy Centralne Biuro Antykorupcyjne nie wykazywały za rządów PO (z wyjątkiem lat 2008-2009 w wypadku CBA, gdzie jeszcze funkcjonował Mariusz Kamiński) przesadnej chęci zajmowania się ludźmi ważnymi dla partii Donalda Tuska. Mogły nawet pisać ogólne raporty i formułować ostrzeżenia dotyczące Amber Gold czy jej spółki zależnej OLT Express, ale także w tych służbach niejako z automatu działa mechanizm, że nie pchają się tam, gdzie chodzi o premiera i jego rodzinę, a przynajmniej dotyczy to poszczególnych funkcjonariuszy. Albo pchają się tak, żeby o szefa rządu i jego rodzinę nie zahaczyć. I znowu w takim wypadku nie trzeba nikomu wydawać poleceń – to rodzaj sytuacyjnej mądrości, przezorności czy skutek wcześniejszych doświadczeń. Można twierdzić, że tak nie powinno się dziać, a nawet powoływać się na to, że nikt ważny czy bezpośrednio zainteresowany tego nie wymagał, a jednak skutek był taki, że istniał ochronny balon.

Michał Tusk, mający w 2012 r. 30 lat, nie musiał sobie zdawać sprawy z tego, co dla funkcjonariuszy, urzędników czy pracowników organów państwa oznaczało jego pojawienie się w spółce należącej do Amber Gold. Choć powinien, bo przecież od kilku lat był dziennikarzem „Gazety Wyborczej”, a dziennikarz ma setki okazji, żeby się przekonać, jak się tworzy i funkcjonuje bańka ochronna wokół kogoś z takim nazwiskiem jak jego. Ale załóżmy, że był na tyle naiwny, że sprawy sobie nie zdawał. W wypadku Donald Tuska, premiera od 4,5 roku, a polityka od lat ponad dwudziestu, takiego założenia nie można przyjąć, choćby nawet ktoś się bardzo starał. Ktoś taki jak Donald Tusk musiał doskonale wiedzieć, że w służbach, urzędach, agendach i organach państwa siłą rzeczy powstała bańka ochronna wokół jego syna, choćby sam premier intencjonalnie nie miał z tym nic wspólnego. Tak się po prostu dzieje, a Donald Tusk był zbyt doświadczony, żeby tego nie wiedzieć. Z zeznań Michała Tuska jasno wynika, że rozmawiał z ojcem o Amber Gold i OLT Express, o swojej pracy. Po takich rozmowach i mając takie doświadczenie polityczne oraz znajomość państwa i Pomorza jak Donald Tusk, ówczesny premier musiał zdawać sobie sprawę z konsekwencji współpracy swego syna z OLT Express, a więc i z Amber Gold. Konsekwencji w postaci bańki ochronnej, powstającej niejako samorzutnie.

Gdy się obserwuje prace sejmowej komisji śledczej ds. Amber Gold jak na dłoni widać, że sędziowie, prokuratorzy, pracownicy Urzędu Lotnictwa Cywilnego czy funkcjonariusze skarbówki wielokrotnie postępowali tak, jakby balon ochronny był rozpięty i nad OLT Express, i nad Amber Gold. Jeśli premier Donald Tusk nie wiedział, że obecność jego syna w OLT Express oznaczała mur stopujący służby państwa, to nie miał kwalifikacji, żeby sprawować swój urząd. Tyle że doświadczenie i wiele działań Donalda Tuska jako szefa rządu praktycznie wykluczają, by z istnienia takiego muru nie zdawał on sobie sprawy. Nie ma żadnych dowodów na to, że Donald Tusk polecił ten mur zburzyć. A to oznacza, że jeszcze przez kilka miesięcy schowana za takim murem Amber Gold wciąż mogła oszukiwać tysiące Polaków i właściwie kraść ich pieniądze.

Można przyjąć, że Michał Tusk był po prostu niefrasobliwy i naiwny, choć potrzeba do tego sporo dobrej woli. Donald Tusk jako premier nie miał prawa być niefrasobliwy i naiwny. A gdyby nawet był, to i tak nie zdejmuje to z niego odpowiedzialności.

źródło: https://wpolityce.pl/polityka/345666-do ... mi-panstwa

: 24 cze 2017, 17:27
autor: NEVIL
Kimentarz:

elemir

Panie Radziwiłł, proponuję zrobić SOBIE biopsję szpiku bez narkozy „zgodnie z wiedzą medyczną”. Będzie pan mógł się wypowiadać na temat wiedzy z pierwszej ręki.

--------------------------------

mejerewa

Prof. Gabryś, przyjaciel Chazana uważa, że prawo boskie dominuje nad ludzkim i że cierpienie prowadzi do samodoskonalenia się. To akurat powiedział w sprawie kobiet domagających się znieczulenia przy zabiegach ginekologicznych i porodach. Ale co szkodzi prawo boże zastosować także do dzieci? Oczywiście nie własnych, bo tylko cudze cierpienie uszlachetnia.

---------------------------

logedout

Maksyma polskich konowałów "Musi boleć."
W cywilizowanych krajach nie musi.


===========================
"Ten krzyk zapamiętam do końca życia". Dzieci miały biopsje bez narkozy. Reaguje minister
Obrazek
"Niewyobrażalny ból" - tak biopsję szpiku opisał portal poświęcony białaczce. Po wstrząsających informacjach kontrole w szpitalach zapowiedziało Ministerstwo Zdrowia.

W poniedziałek pani Agata wywołała na facebookowej grupie zrzeszającej ok. 600 rodziców dzieci cierpiących na białaczkę spore poruszenie. Zadała krótkie pytanie: "Czy Wasze dzieci miały robiony zabieg biopsji szpiku w znieczuleniu ogólnym?". Administrator grupy błyskawicznie odpowiedział, że takie znieczulenie jest normą przy tego typu zabiegach. Wtedy inni rodzice zaczęli wymieniać kolejne szpitale, których dzieci nie doczekały się podania narkozy. Sprawę jako pierwsze opisało Polsat News.

"Rzeźnia"

Na stronie Białaczka.org czytamy, że biopsja szpiku kostnego oraz punkcja lędźwiowa to wyjątkowo bolesne zabiegi. Potwierdzają to komentarze osób, które obserwowały, jak wyglądały one u ich dzieci.

"Moja Antosia miała 5 lat, jak zachorowała. Ten krzyk przy biopsji szpiku i nakłuciu lędźwiowym zapamiętam do końca życia. I jej pytania: Mamusiu, jestem taka malutka, a oni mnie tak ciągłe klują", "rzeźnia", "krzyki jakby je mordowali" - to tylko część przytaczanych przez nich historii.

Jednak ból to nie jedyne przeciwwskazanie znieczulenia miejscowego w przypadku takich zabiegów.

Z rozmów z zaprzyjaźnionymi onkologami wiem, że dziecko nie poddane znieczuleniu ogólnemu stanowi podczas takiego zabiegu zagrożenie dla samego siebie… Wrzeszczy wniebogłosy, rzuca się, wije się, bije, kopie. Wykręca się na wszystkie strony. W przerażeniu próbuje uciec - bezskutecznie!
- napisał autor artykułu w portalu o białaczce. Na jego czarnej liście znalazły się szpitale w Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu, Kielcach i Olsztynie.

Minister zdrowia zapowiada zmiany


Sprawą zainteresował się minister zdrowia Konstanty Radziwiłł. - Właśnie się dowiedziałem, że jest taki problem - przyznał w rozmowie z Polsat News. Szef resortu zdrowia zauważył, że co prawda "każde świadczenie jest wykonywane zgodnie z wiedzą medyczną, a więc prawdopodobnie nie zawsze są wskazania do narkozy", ale obiecał, że wyśle kontrolę do każdego miejsca, w którym mogło dojść do zaniedbań.

Jeden ze szpitali, na które skarżyli się rodzice - Górnośląskie Centrum Zdrowia Dziecka im. Jana Pawła II - wydał oświadczenie, że od tej pory we wszystkich przypadkach, w których opiekunowie wyrażą na to zgodę, dziecko będzie miało biopsję przy znieczuleniu ogólnym. Przy okazji zaznaczył, że do lekarzy nie docierały wcześniej informacje o tym, że stosowane znieczulenie nie jest wystarczające. "Za całą pewnością nie zostałyby zlekceważone" - podkreślił autor oświadczenia.

źródło: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... y.html#MT2

: 24 cze 2017, 19:05
autor: NEVIL
Komentarze:

dziadek

A ja mam taki zielony dowód w twardej oprawie i pisze Polska Rzeczpospolita Ludowa i działa od ponad 28 lat
----------------------

emeryt

W PRL-u był jeden dowód osobisty dożywotnio a dziś serwuje się wymianę za wymianą tylko po to by ktoś sobie nabił kieszenie kosztem obywatela RP . Uważam że dowód w fonie będzie bardziej narażony na kradzieże ale to moje zdanie bo młodzi bez fona już żyć nie mogą to im jest to na rękę . Skoro trzeba to się wymieni ale za kilka lat mają być nowe matryce i znów będzie super wymiana

=============================
W drugim półroczu ponad 3 mln dowodów osobistych straci ważność. Na szczęście od niedawna wymiana jest bajecznie łatwa
W drugim półroczu dowody osobiste 3,2 mln Polaków stracą ważność. Kolejne półtora miliona osób swój dokument straci lub zniszczy. Do niedawna wymiana dowodu osobistego na nowy wiązała się z większą lub mniejszą mitręgą, ale od 14 czerwca złożenie wniosku przez internet jest banalnie proste i trwa ledwie kilka minut.
Obrazek

W Polsce wszyscy dorośli obywatele mają obowiązek posiadania dowodu osobistego. Jeśli upływa ważność dotychczasowego dokumentu, trzeba złożyć wniosek o wydanie nowego.

W bieżącym roku 10-letni termin ważności dowodów osobistych upłynie w przypadku 5 mln z nich, a tylko w drugim półroczu będzie to 3,2 mln. W sumie ponad 8 mln Polaków musi zadbać o to, aby we właściwym czasie złożyć wniosek o wydanie nowego dokumentu. W poszczególnych miesiącach liczby te wyglądają następująco:

lipiec - 401 tys.
sierpień - 534 tys.
wrzesień - 601 tys.
październik - 676 tys.
listopad - 552 tys.
grudzień - 435 tys.

Jak wynika z prognoz MSWiA, nie warto odkładać wymiany dokumentu na okres pourlopowy. Październik będzie bowiem najbardziej obleganym miesiącem.

Kiedyś w celu wymiany dowodu trzeba było wybrać się do urzędu i wypełnić odpowiedni wniosek, ale od dłuższego czasu można to zrobić bez wychodzenia z domu, przez internet.

Funkcjonująca do niedawna platforma umożliwiająca złożenie wniosku on-line nie była jednak doskonała - wypełnienie formularza było czasochłonne, a cały proces mało przejrzysty. System nie był też bez błędów, np. pozwalał wysłać wniosek bez podpisu elektronicznego, a nawet zdjęcia.

14 czerwca Ministerstwo Cyfryzacji wspólnie z Ministerstwem Spraw Wewnętrznych i Administracji udostępniły całkowicie zmieniony elektronicznego wniosek o wydanie lub wymianę dowodu osobistego. - Jest prosty, bardziej intuicyjny, jest bardziej przejrzysty i ma wersję mobilną - zachwala resort Anny Streżyńskiej.

Jak podkreśla ministerstwo, teraz zawnioskowanie on-line o nowy dowód wymaga wykonania praktycznie tylko trzech kroków. "Wszystko trwa zaledwie kilka minut" - czytamy. "Można go założyć i aktywować bez konieczności wychodzenia z domu, na urządzeniach mobilnych, np. z wykorzystaniem bankowości elektronicznej" - podkreśla MC.

Nowy formularz znajduje się na portalu obywatel.gov.pl. Trzeba kliknąć baner i zalogować się Profilem Zaufanym. Jest to niezbędne do złożenia elektronicznego wniosku o nowy dowód. Następnie jesteśmy kierowani bezpośrednio do zaświadczenia.

Jakie kroki należy wykonać? Najpierw trzeba zaznaczyć powód wydania nowego dokumentu, potem wskazać urząd, w którym chcemy odebrać nowy dowód, a na koniec załączyć zdjęcie. Reszta danych ładuje się automatycznie.

W nowej wersji wniosku dołączone zostało specjalne pole, w którym można się zorientować, czy załączone zdjęcie mieści się w określonych ramach. Jeśli nie - trzeba je wymienić na inne.

Na koniec można zobaczyć, jak będzie wyglądał awers dowodu. Jeśli dane się zgadzają, wniosek wystarczy podpisać Profilem Zaufanym i gotowe.

Choć urzędy wydadzą nowe dowody dla niemal co czwartego Polaka, nie będą to te najnowocześniejsze. Resort cyfryzacji ogłosił nową koncepcję e-dowodu osobistego. E-dowody mają być wprowadzane od marca 2019 r.. Będą miały zakodowane dane biometryczne, dzięki aplikacji ICAO na lotnisku przez kontrolę przejdziemy jedynie pokazując się w oku kamery. Dadzą też możliwość podpisu elektronicznego czy rejestracji u lekarza.

źródło: https://finanse.wp.pl/w-drugim-polroczu ... 822045313a

: 24 cze 2017, 22:31
autor: NEVIL
Bez parasola proszę z domu nie wychodzić... :-)

====================================
Czekają nas upały i nawałnice
Obrazek
Czeka nas dwudniowa fala upałów, która zakończy się nawałnicą. Temperatura może nawet przekroczyć 35 stopni.

W połowie przyszłego tygodnia, upał wystąpi na terenie całego kraju. W środę, w południowej części Polski, na zachodzie oraz w centrum słupki rtęci wskażą 30-32 stopnie.

Najcieplej będzie jednak w czwartek. To właśnie wtedy ma nadejść chłodny front atmosferyczny. Jak tłumaczą meteorolodzy, przed frontem temperatury są zwykle bardzo wysokie.

Na dodatek w południowej części Polski pojawi się wiatr halny, co także wpłynie na wzrost temperatur. W związku z tym, że na wysokości 850 hPa temperatura będzie wyższa nawet niż 15 stopni, to upał będzie się rozciągał od Bałtyku po Tatry.

Jest bardzo prawdopodobne, że temperatura przekroczy 35 stopni a lokalnie może nawet osiągnąć 37 stopni! Najcieplej ma być na Lubelszczyźnie i wschodnim Mazowszu.
Tak wysokie temperatury stają się niebezpieczne dla naszego życia i zdrowia. Lekarze zalecają, aby wtedy osoby starsze i dzieci nie wychodziły z domu. Powinniśmy pamiętać o ochronie głowy i pić nawet 3 litry wody dziennie.


Możliwe, że temperatura będzie na tyle wysoka, że zbliży się do dotychczasowego rekordu ciepła, który był 17 lat temu w Kole, w Wielkopolsce. Wtedy słupki rtęci wskazywały na 36,9 stopni.

Więcej: http://niezalezna.pl/101125-czekaja-nas ... -nawalnice

: 25 cze 2017, 10:43
autor: NEVIL
Komentarze:

Gość

Tej sędzinie to brakuje jakieś klepki w głowie, bo kto normalny by tak postąpił i taka baba jest sędzią chyba jest to tylko możliwe w naszym biednym kraju

--------------------------------

Ratafia

Urzędasy twierdzą, że jak by mieli większe pensje to by nie kombinowali! Okazuje się, że złodziej zawsze będzie złodziejem, nawet ten w todze.


======================

Sędzia „zrobiła wałek” na 30 zł. Miesięcznie zarabia 9-11 tysięcy!
Obrazek
Sędzia szczecińskiego sądu okręgowego, która została przyłapana w jednym z hipermarketów na oszustwie została zawieszona w czynnościach służbowych na miesiąc. Prokuratura wszczęła postępowanie w tej sprawie.

Według nieoficjalnych informacji sędzia Wiesława B.-M. przeklejała ceny na sprzedawanych w promocji przewodnikach z 14,99 na 4,99 zł. Trzy egzemplarze z przeklejonymi niższymi cenami wsadziła do koszyka i poszła do kasy. Po transakcji została zatrzymana przez ochronę sklepu, a ta poinformowała policję.

Sędzia jeszcze tego samego dnia została zawieszona w czynnościach służbowych na miesiąc

– powiedział dziś rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Szczecinie Michał Tomala. Jak dodał, prezes Sądu Okręgowego w Szczecinie zawnioskował także do prezesa Sądu Apelacyjnego w Szczecinie o odwołanie sędzi z funkcji wizytatora.

Jak powiedziała rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Szczecinie Joanna Biranowska-Sochalska, postępowanie w tej sprawie wszczęła szczecińska prokuratura.

Więcej + video: http://niezalezna.pl/101126-sedzia-zrob ... 11-tysiecy

: 26 cze 2017, 12:33
autor: NEVIL
Komentarze:
Wawa

HGW występuje do sądu?? A sądzić będzie Łączewski czy Tuleja???? Po zeznaniach pierwszego świadka HGW "leży na łopatkach".

-------------------------------------------------

Po prostu Polak

Czy Polska to kraj absurdu ???
Żeby przestępca zwracał się o pomoc do sądu.
A sądy były reprezentowane przez przestępców.
Kiedy ta błazenada się skończy ???
Kiedy sądy w Polsce będą bronić uczciwych obywateli a surowo karać przestępców ???
Reforma !!! Na co czeka Rząd RP !!! Polacy czekają na oczyszczenie tego ścierwa w sądownictwie.

=============================
HGW pilnie szuka wsparcia. Chcąc zaatakować komisję zwróciła się do sądu! Pomogą?
Obrazek
- Złożyliśmy wniosek do Naczelnego Sądu Administracyjnego w Warszawie o rozstrzygnięcie sporu kompetencyjnego; nie ma możliwości, byśmy byli stroną w komisji weryfikacyjnej ds. reprywatyzacji – powiedziała dziś prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz. Tymczasem już pierwszy świadek zeznający przed komisją weryfikacyjną do spraw reprywatyzacji powiedział wprost, że „działało kilka grup, które zrobiły z tego doskonały biznes”.

Dziś ruszyła pierwsza rozprawa przed komisją weryfikacyjną ds. reprywatyzacji. Zbada ona sprawę nieruchomości przy ul. Twardej 8 i 10. Przed komisją nie stawił się nikt w imieniu m.st. Warszawy. Jako świadkowie mają zeznawać m.in. urzędnicy ratusza. Decyzje komisji w tej sprawie mają zapaść w lipcu.

Pierwszy z nich - Krzysztof Śledziewski, b. urzędnik ratusza, powiedział, że „Maciej Marcinkowski był częstym gościem w Urzędzie miasta stołecznego Warszawy".
Pan Marcinkowski denerwował się gdy coś szło nie po jego myśli

– zeznał.

Hanna Gronkiewicz-Waltz wystąpiła na konferencji prasowej.

"Chciałam poinformować, że w poniedziałek rano do Naczelnego Sądu Administracyjnego w Warszawie złożyliśmy wniosek o rozstrzygnięcie sporu kompetencyjnego. W Polsce są dwa organy powołane do rozstrzygania spraw reprywatyzacyjnych - komisja do spraw usuwania skutków prawnych decyzji reprywatyzacyjnych, dotyczących nieruchomości warszawskich oraz Prezydent Miasta Stołecznego Warszawy" - powiedziała prezydent na konferencji prasowej.

Przekonywała, że komisję weryfikacyjną ds. reprywatyzacji należy zamknąć.

Jak dodała, sytuacja wygląda tak, że dwa organy w państwie zajmują się tą samą kwestią.

Jeśli więc pojawiły się wątpliwości, zgodnie z kodeksem postępowania administracyjnego, wystąpiliśmy do Naczelnego Sądu Administracyjnego o to, aby taki spór rozstrzygnąć. Z mocy prawa wtedy komisja (weryfikacyjna) powinna zawiesić swoje działania

- podkreśliła.

Dodatkowo prezydent stolicy powtórzyła jeszcze raz, że nie stawi się przed komisją weryfikacyjną.
Uważam, że ona jest niekonstytucyjna, w związku z czym ja się nie stawię. To nie wynika z mojego zdania. To wynika oczywiście z przepisów prawa. Jesteśmy organem, który orzeka w tych sprawach; w ramach artykułu 12 ustawy o komisji weryfikacyjnej będziemy z nią współpracować. Przesyłamy wszystkie żądane materiały i do tego się sprowadza nasza rola

- podała.

Internauci już po pierwszej godzinie zeznań pierwszego świadka komisji zwracają uwagę, że ze strony HGW zaczynają się nerwowe ruchy.

źródło: http://niezalezna.pl/101181-hgw-pilnie- ... adu-pomoga

: 26 cze 2017, 16:30
autor: NEVIL
"wSieci" ujawnia taśmy Marcina P.! PIĘĆ FRAGMENTÓW: "Dopóki Michał Tusk u nas pracował, to nikt nas nie ruszył", "Jeszcze miesiąc i LOT by upadł..."
"Cześć Jarek, potrzebuję skan umowy z Tuskiem i korespondencję mailową, jaką Magda prowadziła z Tuskiem i ty jaką prowadziłeś z Tuskiem".

Portal wPolityce.pl publikuje kilka kluczowych fragmentów stenogramów z nagranych rozmów Marcina P., które w poniedziałkowym wydaniu ujawnia tygodnik „wSieci”. Taśmy rzucają nowe światło na aferę Amber Gold i mówią sporo o tym, jak Marcin P. i kierujący jego spółkami odnosili się do Michała TUska.

Pierwszy z fragmentów to rozmowa „Pawła”, który wykonuje telefon z numeru Emila Marata. Prawdopodobnie chodzi o warszawskiego adwokata Pawła Kunachowicza, członka rady nadzorczej Amber Gold. Oto fragment ich rozmowy, w którym mówią o „cichych panach”, co oznacza funkcjonariuszy ABW:

Marcin P.: Witam… [nieczytelne…]

Paweł: Co ty? Nie słyszałem, miałem dziś… [niezrozumiałe…]

M: Panie Pawle, dostałem dziś informację od naszego kontrahenta, że jutro lub pojutrze mogą być u nas cisi panowie.

P: Że mają być u was w firmie?

M: Tak, do Emila dzwoniłem, miał się z panem skontaktować.

P: Dobra, to ja z nim w takim razie pogadam.

M: Dobra… [niezrozumiałe…] czekam na… [niezrozumiałe…], bo on mówił, że będzie się kontaktował i będziemy się jeszcze dziś kontaktować cały czas.

P: Dobra.

M: Dobra. Dziękuję.

Pyza i Wikło jasno konkludują - P. i jego otoczenie dobrze wiedzą, że ABW nie tylko wybiera się do jego firmy, ale również, że podsłuchuje jego telefon. 30 lipca zarejestrowano kolejną rozmowę z Maratem.

Emil Marat: Potwierdza się, do cholery, nie wiem, czy powinniśmy rozmawiać przez telefon szczerze mówiąc, bo się potwierdza, że nie jesteśmy sami… a pan jest w biurze jeszcze?

Marcin P.: Tak.

EM: Może my wyjdziemy z hotelu do pana na pięć minut – dobra?

MP: Może, panie Emilu, może byśmy się spotkali przed biurem bez telefonów?

EM: Dobrze, dobrze, ok.

MP: Dobra, to ja czekam.

EM: Dobrze, to ja zaraz Pawła…

MP: Dobra.

Część z nagranych taśm wskazuje na gorączkowe poszukiwanie sposobu na zdobycie gotówki w końcowym etapie działania OLT i Amber Gold. P. dzwoni na przykład do gdańskiego oddziału NBP. Pyta o możliwość sprzedaży sztabek złota.

MP: I one są od ręki kupowane? Pani się orientuje, jak to jest?

NBP: Tak, tak. Do kasy musi pan podejść numer cztery od ósmej do trzynastej od poniedziałku do piątku.

MP: Dobrze, mam jeszcze jedno pytanie, bo to będzie około dziesięciu kilo, a to będzie duża kwota i nie wiem, jak to będzie w ogóle zrealizowane.

NBP: No to… bo pan by chciał na konto pewnie, tak?

MP: Mhm.

NBP: Nie wiem, czy istnieje taka możliwość.

MP: A gotówką jest pani w stanie tyle wypłacić?

**Ujawniane przez „wSieci” stenogramy wywracają również do góry teorię „Gazety Wyborczej”, która stawała w obronie Tuska jr., a która pomija m.in. rozmowę z 30 lipca Marcina P. z Andrzejem Korytkowskim, szefem parabanku Finroyal, który Amber Gold miało kupić. P. powiedział wówczas to zdanie:

Jak pan wie, u mnie pracuje syn premiera – pracował w OLT – i dopóki on pracował, to wydaje mi się, że nikt nas nie ruszył. W chwili obecnej może być tak, że ktoś nas ruszy.

Taśmy wykazują również jasno wątek wykorzystania Michała Tuska do odwrócenia uwagi od spółek Marcina P. Dzwoni on do Frankowskiego.

MP: Cześć Jarek, słuchaj, potrzebuję skan umowy z Tuskiem i korespondencję mailową, jaką Magda prowadziła z Tuskiem i ty jaką prowadziłeś z Tuskiem.

JF: Dobrze, y…, nie ma problemu. Skan mam w biurze, czyli muszę jakoś podjechać.

MP: Skan może być jutro, nie musi być dzisiaj.

JF: Tak, to jutro, to nie ma problemu. A korespondencję, to co – to jest kilkadziesiąt mega, więc jak to chcesz? Bo to mogę…

MP: spakujcie, powysyłajcie w różnych mailach do mnie.

JF: Dobrze. Powiedz mi, y… no dobra, Marcin, wszystko jasne.

MP: Słuchaj, jeszcze mam jedno pytanie do ciebie odnośnie… pamiętasz, mówiłeś, że Tusk ci przyniósł informację, ile Wizz Air płaci za jednego pasażera i jakie dostaje zwroty, pamiętasz?

JF: Tak, tak. On mi mówił mniej więcej, tylko nie pamiętam, kurde, kwot, wiesz?

MP: Ale on ci tego nie przysyłał w żadne sposób, tylko ci to mówił, nie?

JF: Nie, on tego nie przysyłał, jakby był ostrożny, tak.

MP: Rozumiem.

JF: Co chcesz dalej z tym zrobić, oświadczenie wydać, tak?

MP: A… no mniej więcej tak.

Jak piszą Pyza i Wikło, w materiałach zgromadzonych przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego w zasadzie nie ma stenogramów z rozmów prowadzonych przez Katarzynę P. Wyjątek stanowią dwa połączenia z jej bratem. 27 lipca (dzień upadłości OLT Express) żalą się sobie nawzajem, że wspaniała perspektywiczna linia lotnicza plajtuje, a skostniały i drogi LOT przetrwa, choć to on powinien – według nich – upaść. Ich dialogi obfitują w wulgaryzmy – adnotacja ABW informuje, że głos Andrzeja Jacuka wskazuje na jego nietrzeźwość.

Andrzej Jacuk: No co tam, no jak tam?

Katarzyna P.: No co ma być, no dobrze no, no wiesz na co dzień, to raczej nie jest codzienna sytuacja, ale…

AJ: Ch… tam, może się kur… odczepia wreszcie…

KP: Nie no, mam taką nadzieję no, powiem tak…

AJ: Kur… myślę, że… ja mam kolegę wiesz co, tutaj całego szefa w PG nie, tutaj w Gdańsku…

KP: Ale wiesz co, to ja ci powiem Andrzej, że ja się nie chcę w żadnych kolegów bawić.

AJ: Nie, ale słuchaj, ci mówię słuchaj, bo on jest tutaj cały naczelnik… (…)

KP: Bez szczegółów rozmawiamy, tak?

AJ: No, ale wiesz co on mi powiedział? Że wystarczyłby jeszcze miesiąc (…) żeby LOT upadł- kumasz? (…) dosłownie miesiąc i ten kur… Eurolot i te rozumiesz wszystko, by nie dali rady - kumasz? Miesiąc, jeszcze miesiąc i to oni musieliby…

KP: Ale uwierz mi, że prędzej czy później tak będzie, bo to jest zepsuta instytucja, niemądrzy ludzie, nie potrafią prowadzić interesu - do dupy, do niczego się nie nadają i nikt ich nie ruszy. Jeśli ktoś od dziesięciu lat nie prosperuje tak, jak powinien, to nic się nie zmieni w miesiąc. Oni upadną, tylko kwestia czasu… Więcej w najnowszym numerze tygodnika „wSieci”, polecamy!

źródło: http://wpolityce.pl/polityka/345786-wsi ... t-by-upadl

: 26 cze 2017, 21:00
autor: NEVIL
Reprywatyzowali w szaleńczym tempie. Tego oczekiwała „góra” w ratuszu
Obrazek

Tzw. góra w stołecznym ratuszu oczekiwała trzystu decyzji reprywatyzacyjnych rocznie – zeznał dziś przed komisją weryfikacyjną ds. reprywatyzacji były urzędnik stołecznego ratusza Krzysztof Śledziewski. – To była relacja moich zwierzchników. Kierowana nie tylko do mnie, ale do ogółu pracowników – mówił świadek.

Śledziewski – był pierwszym świadkiem komisji. Zeznawał w sprawie dotyczącej nieruchomości przy Twardej 8 i 10. W efekcie reprywatyzacji z działki na Śródmieściu musiało przenieść się (na Mokotów) jedno ze stołecznych gimnazjów. Przyznał, że pozostaje w sporze sądowym z władzami miasta po tym jak został zwolniony z ratusza. Żąda odszkodowania.

Podczas przesłuchania Śledziewski powiedział, że 90 proc. decyzji reprywatyzacyjnych w ratuszu było wydawanych dla prawowitych spadkobierców ludzi, którzy np. zginęli w Katyniu, represjonowanych, „ale była też grupa ludzi, która traktowała reprywatyzację biznesowo”. Jak mówił wiedzieli o tym wszyscy, którzy widzieli dokumenty.

Według świadka, tzw. góra, czyli prezydent miasta stołecznego Warszawa lub jego zastępca „wymagała wydawania około trzystu decyzji reprywatyzacyjnych rocznie“. Były też maile, że każdy urzędnik ma przygotować każdego miesiąca dwa projekty decyzji zwrotowych, ale nigdy nie osiągnięto takiej liczby decyzji.

Jednak robiliśmy różnie, aby te decyzje zwiększać. Między innymi takim sztucznym zwiększeniem limitu decyzji było to, że wydawaliśmy dwie decyzje co do jednej nieruchomości. Tak żeby „górę” zadowolić liczbą zwracanych nieruchomości

– mówił Śledziewski

Świadek wskazał, że decyzje reprywatyzacyjne zapadały na poziomie szefa Biura Gospodarki Nieruchomości (BGN) czy prezydent miasta. Pełnomocnictwa do wydawania decyzji reprywatyzacyjnych mieli wicedyrektorzy BGN. Dodał, że nie zna przypadku, by decyzje takie podpisywała osobiście prezydent Gronkiewicz-Waltz lub wiceprezydent. Zaznaczył, że prezydent przez pewien okres – między 2010 a 2014 r. – osobiście nadzorowała BGN.

Śledziewski zeznał, że w swoim referacie spotkał się z co najmniej jedną sytuacją, w której prezydent Warszawy życzyła sobie zmiany decyzji BGN. Jak mówił, chodzi o nieruchomość u zbiegu al. Solidarności i Towarowej w Warszawie, gdzie Gronkiewicz-Waltz miała wyrazić niezadowolenie, że Biuro wydało decyzję odmowną. Według tego, co Śledziewskiemu przekazano z drugiej ręki, dyrektor BGN miał usłyszeć od prezydent Warszawy: „zawiodłam się na panu” – zeznał Śledziewski.

Powiedział też, że w czasie swej drugiej kadencji prezydent Gronkiewicz-Waltz zażyczyła sobie, żeby skserować jej akta dotyczące kamienicy przy ul. Noakowskiego 16. Prawa do części tej nieruchomości uzyskała jej rodzina.

źródło: http://niezalezna.pl/101206-reprywatyzo ... -w-ratuszu

: 27 cze 2017, 00:23
autor: NEVIL
Komentarze:
bajker

Szacun dla pani Waserman.O dwie długości przerasta to całe towarzystwo używając gwary służewieckiej

------------------------------

kukubara@kukubara

Giertych jego kancelaria adwokacka to stół , dwa krzesła i cwaniaczek.. arogancja i tupet..trafiła kosa na kamień.. Tak trzymać Pani Poseł Malgorzato

-----------------------------------------------

l nj

Brawo Pani Przewodnicząca , powodzenia ! Prawda jak oliwa zawsze na wierzch wypływa !


================================
Wassermann: "Jeżeli pan Roman Giertych uważa, że pomówiłam Michała Tuska, to jestem gotowa na proces"
Obrazek
Proszę nie zapominać, że wbrew temu, co usiłuje retoryką narzucić pan Roman Giertych, ja nie posądziłam Michała Tuska, ani mu niczego nie insynuowałam. Odczytałam mu jedynie treść zeznań- jak to robi od dziesięciu miesięcy komisja- i zapytałam go czy taki fakt opisany przez świadka miał miejsce. Michał Tusk odpowiedział, że nie. Na tym skończył się ten wątek

—mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl posłanka PiS Małgorzata Wassermann, przewodnicząca komisji śledczej ds. Amber Gold.

wPolityce.pl: Mecenas Roman Giertych zarzucił Pani kłamstwo, jakiego miała się Pani rzekomo dopuścić odpytując przed komisją ds. Amber Gold Michała Tuska. Jak się Pani ustosunkowuje do tego oskarżenia?

Małgorzata Wassermann:
Wszystkie wypowiedzi pana mecenasa Romana Giertycha sprowadzają się do tego, aby po pierwsze zwrócić na niego uwagę, a po drugie odwrócić uwagę od treści zeznań Michała Tuska, e-maili, smsów i podsłuchów, które zostały w ostatnim czasie ujawnione. Wszystkie postępowania, co do których komisja wzywa świadków i odczytuje im protokoły, to są postępowania umorzone przez prokuraturę. Nie tylko ja, ale również większość członków komisji uważamy, że zostały one umorzone przedwcześnie, bez wyjaśnienia okoliczności sprawy. Tu w tym zakresie można się powołać na dwie okoliczności.

Jakie?

Pierwsza jest taka, że prokuratura podjęła obecnie szereg tych postępowań i prowadzi je ponownie. Po drugie- komisja śle, słała i będzie słała zawiadomienia o przestępstwie, wskazując na to, że to, co do tej pory robiła prokuratura pod rządami Platformy Obywatelskiej było zamiataniem sprawy pod dywan. Proszę nie zapominać, że wbrew temu, co usiłuje retoryką narzucić pan Roman Giertych, ja nie posądziłam Michała Tuska, ani mu niczego nie insynuowałam. Odczytałam mu jedynie treść zeznań- jak to robi od dziesięciu miesięcy komisja- i zapytałam go czy taki fakt opisany przez świadka miał miejsce. Michał Tusk odpowiedział, że nie. Na tym skończył się ten wątek. Oczywiście to jest bardzo wygodny tok myślenia dla PO i gorączkującego się tutaj Romana Giertycha, bo gdybyśmy nim szli, to moglibyśmy powiedzieć, że wszystko, co o Michale Tusku i innych kwestiach mówi Marcin P. , który ma status oskarżonego, też jest pomówieniem.

Giertych może się go jednak kurczowo trzymać.

Gdyby nie to, że jest on dla mnie kompletnie nieistotny i nie jest w stanie mimo usilnych prób zwrócić na siebie mojej uwagi, czy komisji lub opinii publicznej, to jego zachowania na komisji i w stosunku do mnie w programach telewizyjnych zasługiwałyby na proces karny. Nie mówię już o zawiadomieniu Rady Adwokackiej. Oczywiście tego nie zrobię, bo wiem, że byłoby to bardzo pożądane przez tamtą stronę. Miałoby bowiem odwrócić uwagę od tego, co jest w zeznaniach i na taśmach. Jeżeli pan Roman Giertych uważa, że pomówiłam Michała Tuska, to jestem gotowa na proces i czekam na pozew czy akt oskarżenia. Podobnie wygląda kwestia powiadomienia mojej krakowskiej Rady Adwokackiej czy Komisji Etyki.

To by go raczej kompromitowało.


A co prezentował na komisji? Chodzi o przedłożenie reklamy i wybiórczy wniosek, który zresztą nie umiał zgodnie z prawem złożyć. Dotyczył on dwóch dziennikarzy, a pomijał 99 proc. innych. Jeżeli to jest zachowanie etyczne, to muszę powiedzieć, że mamy z panem Romanem Giertychem kompletnie odmienne spostrzeżenie na czym polega nasza praca i co nam wolno, a czego nie. Ale kompletnie to zlekceważę, nie jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi taka gazeta, jak „Gazeta Wyborcza”, w której jak mówił Michał Tusk samemu pisze się pytania i odpowiedzi do tekstu, bo zapycha się dziury. To z całym szacunkiem, do kogo ja mam się ustosunkowywać? Jestem przygotowana na wszelki atak związany z działalnością tej komisji.

Czy ujawnione przez tygodnik „wSieci” stenogramy rzucają nowe światło na aferę Amber Gold?


Muszę powiedzieć, że jest tu bardzo wiele istotnych kwestii. Pierwszym aspektem jest obraz państwa polskiego za rządów Donalda Tuska. Jeżeli służby są w stanie założyć Marcinowi P. podsłuch dopiero 27 lipca 2012 roku, a o jego przestępczej działalności wiedzą już oficjalnie na pewno od 24 maja 2012 roku, to świadczy o tym w jakim stanie Donald Tusk trzymał państwo. Jest dla mnie porażające, że Marcin P. od samego początku wie o tym, że służby go podsłuchują i do niego wejdą, a jednak pewne szczątkowe informacje wyrwały mu się przez telefon. Plany dojścia do niego były dużo wcześniej, ale z jakiś względów przetrzymano go i aresztowano dopiero 30 sierpnia 2012 roku. Co robi w międzyczasie? Upłynnia majątek, chowa go, przepisuje mieszkania. Jednoznaczna jest tutaj także rola Michała Tuska. Marcin P. posługiwał się nim jak kartą przetargową, żeby nic mu nie zrobiono.

Wprost o tym mówi: „Dopóki on pracował, to wydaje mi się, że nikt nas nie ruszył”.

Oczywiście. Były daleko posunięte działania związane z tym, żeby doprowadzić polski LOT do upadłości. Widzimy wszyscy na tych nagraniach, że Marcin P. twierdzi nawet, że dostał od prezesa LOT informacje, iż LOT złożył wniosek o upadłość 1 października 2012 r. Na początku dość sceptycznie podchodziłam do takiej wersji wydarzeń, ale ten materiał mnie w tym utwierdził.

Wróćmy do notatki szefa ABW z 24 maja 2012 roku, która trafiła do 6 najważniejszych osób w państwie. Dlaczego służby pozwoliły Marcinowi P. na dwa miesiące bezkarności?

Jeżeli pan generał Bondaryk doszedł do przekonania, że to jest sprawa takiej wagi, iż powiadomi o niej prezydenta i premiera, to wyobrażałabym sobie, że zanim ta notatka powstała Marcin P. miał już dawno podsłuch operacyjny. Tak byłoby w normalnym kraju i pod naszymi rządami. Bo żeby szef ABW mógł sobie wyrobić stanowisko, to wszystkie techniki operacyjne w stosunku do niego powinny być wdrożone od samego początku. A tutaj nie dość, że ich nie było, to jeszcze Marcin P. miał końcówkę maja, cały czerwiec i prawie cały lipiec zanim założono mu podsłuch. I to nie operacyjny tylko procesowy, a to z punktu działania szybkości postępowania ma znaczenie. Gdyby miał podsłuch założony operacyjnie, co najmniej od marca, tak jak ABW się nim zajęła, to jestem przekonana, że doszłoby w Polsce do wielkiego trzęsienia ziemi. Mam bardzo złe zdanie o całej administracji i rządzie Donalda Tuska, natomiast nie jestem w stanie uwierzyć, że mimo wszystko ci ludzie nie wiedzieli o tym, jakie są podstawowe czynności w przypadku takiego postępowania jak tutaj. Obserwacja, podsłuch procesowy, billingi, gdyby to wszystko było, to dzisiaj skończylibyśmy jakąkolwiek rozmowę.

Niestety ich nie było, więc sprawa będzie pewnie jeszcze się ciągnęła. Zbliża się termin przesłuchania małżeństwa P. Co mogą wnieść do sprawy?

Wszystko zależy od małżeństwa P., czy zechcą tutaj składać zeznania i czy będę one polegały na prawdziwie, w jakim zakresie. Jesteśmy przygotowani na wszystkie ewentualności, również na to, że Marcin P. albo odmówi składania zeznań, albo będzie próbował wygłaszać świadczenia. Tak się zachowują oskarżeni na salach sadowych, nie jest to dla mnie żadna nowość. Nie dopuszczę oczywiście do wygłaszania oświadczeń, aczkolwiek może podejmować takie próby.

źródło: http://wpolityce.pl/polityka/345978-nas ... -na-proces

: 27 cze 2017, 10:17
autor: NEVIL
Zanim założył Amber Gold był aż 9 razy skazywany za oszustwa. Żaden sąd nie posłał go jednak do więzienia. Dlaczego?
Nie byłoby afery Amber Gold, nie byłoby młodego Tuska pracującego na zlecenie OLT Express, nie byłoby 19 tys. poszkodowanych i wielomilionowych strat, gdyby któryś sędzia zamiast skazywać Marcina P. na kolejną grzywnę lub karę w zawieszeniu najzwyczajniej w świecie posłał go za kratki. Pod tym względem dziwić może wyjątkowa łagodność wymiaru sprawiedliwości wobec późniejszego sponsora filmu o Wałęsie. Dlaczego "parasol ochronny" nad Marcinem P. zwinął się nagle latem 2012 roku? Odpowiedzi na to pytanie dostarczają nam ujawnione wczoraj taśmy.

Pisałem już o tym wielokrotnie na łamach tego bloga, ale nie zaszkodzi powtórzyć - sprawa Amber Gold śmierdzi na kilometr. Jak bowiem przez bite trzy lata na rynku Polskim mogła sobie bez skrępowania działać piramida finansowa bez licencji KNF, która oszukała zwykłych ludzi na 850 mln zł? Jak to możliwe, że Marcina P. podziwiali przedstawiciele ówczesnej władzy za "innowacyjność" podobną do "innowacyjności Lecha Wałęsy"? Jak to możliwe, że syn Donalda Tuska pracował dla spółki kontrolowanej przez Marcina P.?

Tego wszystkiego z pewnością by nie było, gdyby Marcin P., czyli formalny mózg i pomysłodawca Amber Gold, został osadzony w więzieniu za któryś z jego wcześniejszych przekrętów. A było ich całkiem sporo. W 2005 r. skazany został za fałszowanie dokumentów. W 2008 r. skazany za przywłaszczenie 174 tys. zł (sprawa Multikasy). W 2007 i 2009 r. skazany za oszustwa bankowe (wyłudzenie kredytów na łączną kwotę ponad 140 tys.). Za każdym razem jednak sądy orzekały wobec niego grzywnę (x2) albo karę więzienia w zawieszeniu (x7). I to pomimo recydywy, czyli powrotu do popełniania przestępstw z tej samej kategorii! Co sprawiło, że wymiar sprawiedliwości był dla Marcina P. tak łagodny?

Nowe światło na sprawę rzucają ujawnione wczoraj przez tygodnik "wSieci" nagrania z podsłuchów i czynności operacyjnych, jakie ABW prowadziło przeciwko Marcinowi P. W tym kontekście należy przypomnieć, że dla OLT Express (spółki lotniczej, której głównym inwestorem był Amber Gold) pracował swego czasu syn Donalda Tuska. Tuż przed aresztowaniem twórca Amber Gold udzielił wywiadu, w którym stwierdził, że młody Tusk mógł u niego pracować w charakterze swego rodzaju "szpiega". Miał bowiem dostęp do planowego rozwoju siatki połączeń, przygotowywał plany zrobienia z Gdańska punktu przesiadkowego. Analizował strukturę połączeń oraz napływy pasażerów o poszczególnych godzinach.

Z opinii Marcina P. wynika, że młody Tusk mógł szpiegować dla ówczesnego rządu w sprawie sytuacji w OLT. Kontekstem dla całej sprawy miała być prywatyzacja LOT-u. Warto zauważyć, że po wejściu na rynek OLT - który wymusił drastyczne obniżenie cen krajowych połączeń lotniczych - rząd Tuska w sprawie prywatyzacji LOT-u poniósł spektakularną porażkę. Wycofał się bowiem jedyny chętny na zakup narodowego przewoźnika lotniczego - Turkish Airlines. Według "Rzeczpospolitej" - wartość LOTu (przed pojawieniem się na rynku OLT Express) mogła wynosić nawet około 2 mld zł. Do Skarbu Państwa należało 93,07% akcji tej spółki. Zakładając, że wejście na rynek OLT mogło spowodować, iż do znajdującej się w opłakanym stanie kasy państwowej nie wpłynęło blisko 2 mld zł (Turcy wystraszyli się bowiem tego, że LOT nie wytrzyma konkurencji z OLT), początkowo nie przekreślałem zeznań Marcina P., według których wywołanie przez rząd i podległe mu służby "afery Amber Gold" dopiero po 3 latach spokojnego funkcjonowania i łupienia klientów, jest zwykłą karą za inwestycje w OLT, która uniemożliwiła rządowi prywatyzację LOT-u. Wczorajsze ujawnienie nagrań z podsłuchów tylko potwierdziło tę wersję wydarzeń.

Z nagranych rozmów wynika, że małżeństwo P. miało świadomość fatalnej sytuacji finansowej w jakiej znalazł się LOT po wejściu na rynek ich OLT Express. W dniu 27 lipca 2012 r., a więc tuż przed upadkiem Amber Gold, kiedy właściciele tego parabanku wiedzieli, że ich dni są policzone, ABW nagrała rozmowę Katarzyny P. z jej bratem, podczas której pada bardzo znamienne zdanie: - "Wystarczyłby jeszcze miesiąc (...), żeby LOT upadł. (...) dosłownie miesiąc."

Powyższe zdanie sugeruje, że cały Amber Gold został założony tylko i wyłącznie po to, aby zgromadzić fundusze na założenie OLT Express. Przez trzy lata służby roztoczyły parasol ochronny nad przestępczą działalnością małżeństwa P., bowiem komuś bardzo zależało, aby zebrać odpowiednie środki, zainwestować je w konkurencyjną do LOT-u linię, a tym samym doprowadzić narodowego przewoźnika do upadku. W ten sposób OLT mogła by przejąć cały polski rynek przewozów lotniczych i stać się inwestycją przynoszącą gigantyczne, ale i całkiem legalne dochody, które z czasem pozwoliłyby sfinansować wszystkich wierzycieli Amber Goldu. Plan ten zawalił się jednak w ostatnim możliwym momencie - ktoś na najwyższych szczeblach władzy musiał podjąć decyzję potwierdzającą, że Marcin P. - mimo wkupywania się w łaski rządzących wówczas krajem polityków - nie jest "naszym" człowiekiem. Ktoś zrozumiał, że dalszy nieskrępowany rozwój biznesów małżeństwa P. może doprowadzić do poważnych strat Skarbu Państwa. Ówczesna "grupa trzymająca władzę" uznała, że taki obrót spraw może być w ostatecznym rozliczeniu dla nich niekorzystny. Postanowili zatem zdjąć roztoczony nad Amber Goldem parasol ochronny, co w ciągu kilku miesięcy w sposób zupełnie naturalny doprowadziło do jednej z największych afer finansowych epoki rządów Donalda Tuska.

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul8/0384 ... inem-P.htm

: 27 cze 2017, 12:52
autor: NEVIL
Mafia paliwowa rozbita! Wielka akcja służb na terenie całego kraju. Zatrzymano 15 osób. ZDJĘCIA
Obrazek
Policja i służby celno-skarbowe rozbiły zorganizowaną grupę przestępczą zajmującą się wprowadzaniem do obrotu paliwa bez podatków na terenie Warszawy i innych państw europejskich - dowiedziała się PAP w komendzie stołecznej policji. Zatrzymano 15 osób.

Jak ustalili policjanci, grupa mogła doprowadzić do uszczuplenia należności Skarbu Państwa na łączną kwotę nie niższą niż 40 mln zł.

W poniedziałek w godzinach porannych blisko 300 funkcjonariuszy policji i służby celno-skarbowej przeszukało 29 miejsc na terenie całej Polski w ramach operacji przeciwko zorganizowanej grupie przestępczej zajmującej się wprowadzaniem do obrotu paliw bez opłaconego podatku VAT, opłaty paliwowej i akcyzowej na terenie Polski oraz innych państw europejskich.

W operacji brali udział policjanci z Wołomina, Komendy Stołecznej Policji, funkcjonariusze CBŚP w Olsztynie, Warmińsko-Mazurskiego Urzędu Celno-Skarbowego oraz antyterroryści z Warszawy, Białegostoku i Olsztyna, a także funkcjonariusze Ministerstwa Finansów. Działania prowadzone były w ramach śledztwa nadzorowanego przez Prokuraturę Regionalną w Warszawie.

Zatrzymanych zostało 15 osób w wieku od 30 do 63 lat, w tym jedna kobieta. Zabezpieczono m.in. 12 samochodów ciężarowych - cystern o wartości około 3,6 mln zł, 10 luksusowych samochodów w tym m.in. mercedes E-klasa, dwa mercedesy GLE, mercedes AMG, land rover, BMW X3, audi Q5 oraz dwa audi Q7 o łącznej wartości 1,6 mln zł, 95 tys. euro, około 520 tys. zł, biżuterię złotą, zegarki i inne wartościowe przedmioty oraz komputery, elektroniczne nośniki pamięci i dokumenty świadczące o przestępczym procederze.

Generalny Inspektor Informacji Finansowych zabezpieczył też na rachunkach bankowych 1,2 mln zł.

Wszystkie zatrzymane osoby są podejrzane o udział w zorganizowanej grupie przestępczej dokonującej przestępstw w obrocie paliwami, za co może im grozić kara od roku do 10 lat pozbawienia wolności. Zatrzymani mają być doprowadzeni do Prokuratury Regionalnej w Warszawie celem wykonania z ich udziałem czynności procesowych oraz zastosowania wobec nich środków zapobiegawczych, w tym tymczasowych aresztowań.

Zatrzymane osoby stanowią trzon grupy przestępczej, dwie osoby pełną funkcję kierowniczą. Funkcjonariusze nadal pracują nad sprawą i nie wykluczają kolejnych zatrzymań

— powiedział PAP rzecznik komendanta stołecznego policji podkom. Sylwester Marczak.

Funkcjonariusze wspólnie z Generalnym Inspektorem Informacji Finansowych planują również zablokowanie 18 rachunków bankowych. Policjanci ustali też mienie tzw. figurantów o wartości ok. 10 mln zł. Według oceny prowadzących czynności w tej sprawie, grupa mogła „wyprać” ok. 100 mln zł.

źródło + foto: http://wpolityce.pl/kryminal/346080-maf ... ob-zdjecia

: 27 cze 2017, 16:24
autor: NEVIL
Wspaniała kariera siostry minister Witek. Salowa została inspektorem w Agencji Rozwoju i Modernizacji Rolnictwa
Obrazek
Znacie Misiewicza, człowieka do zadań specjalnych Antoniego Macierewicza, który rzucił pracę w aptece i został człowiekiem, któremu generałowie się kłaniają? To jeszcze nic, siostra minister Witek została inspektorem w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Wcześniej była salową w domu dziecka.

Minister w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Elżbieta Witek sama może być przykładem wspaniałej kariery. Jeszcze kilka lat temu słyszeli o niej nieliczni znawcy polskiej sceny politycznej, później przez chwilę pełniła funkcję rzecznika PIS, później rządu, dziś jest szefową gabinetu politycznego Beaty Szydło. Znają się z premier od dawna i z pewnością ta znajomość pomogła pani Elżbiecie.

Okazuje się, że także siostra Elżbiety Witek wie, co to znaczy „ rozwój osobisty” i „ścieżka kariery”. Wykształcenie zakończyła na Technikum Rolniczym w Chojnowie. Nie ma wyższych studiów, więc do tej pory nie dostawała poważnych propozycji pracy na kierowniczych stanowiskach. Była salową w Placówce Opiekuńczo-Wychowawczej „Jaworowy Start” w Jaworze.

Dziś Dorota Pietrzak jest inspektorem w powiatowym oddziale ARiMR. Do jej obowiązków będzie należało między innymi ocena wykorzystania przez rolników przyznawanych im unijnych dotacji. Ona sama nie chce komentować swojej kariery. Dziennikarzowi "Gazety Wyborczej" powiedziała, że nie zejdzie do podziemia tylko dlatego, że jej siostra została ministrem.

Co ciekawe, podobnie tłumaczyła nepotyzm w wykonaniu PiS sama... Elżbieta Witek. – Każdy ma jakichś znajomych, do których ma zaufanie, a przede wszystkim do ich kompetencji (...) Mówienie, że to jest czyjś znajomy z podstawówki czy szkoły średniej jest mało poważne – odpowiadała na pytania dziennikarzy minister. Wygląda to tak, jakby siostry między sobą ustaliły wypowiedzi dla prasy.

Jak informuje Gazeta Wyborcza, dziennikarzom nie udało się ustalić, czy Dorota Pietrzak, siostra Elżbiety Witek ma średnie pełne średnie wykształcenie. Rzecznik ARiMR odmówiła podania tej informacji, zasłaniając się tym, że to dane wrażliwe. A Nowoczesna umieszcza ją na swojej liście "Misiewiczów"

źródło: http://natemat.pl/191189,wspaniala-kari ... -rolnictwa> http://natemat.pl/191189,wspaniala-kari ... -rolnictwa