Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

Janeczka

Lepiej tematu 'religii" biegów nie można było ująć.

---------------------------------

apro76

Dziękuję Panie redaktorze. Właśnie takiego komentarza od dawna wyczekiwałem. Bardzo trafny i celny komentarz.

========================
Kołodziejski: ciągłe biegi uliczne nie są objawem zdrowia społeczeństwa. Przeciwnie, to objaw choroby.
Obrazek
Długi weekend, wiosna, sezon na biegi rozkręca się. Maratony, półmaratony, Bieg SGH, Bieg Flagi, dzień później Bieg Konstytucji, w następną niedzielę Bieg Wegański, potem Bieg Ursynowa – i tak toczy się życie w Warszawie, od jednego biegu do drugiego. Biegacze są zachwyceni, pozostali mieszkańcy stolicy jakby nieco mniej.

Kilka dni temu wpadł mi w ręce artykuł o. Augustyna Pelanowskiego zamieszczony na stronie internetowej „Gościa Niedzielnego”. Znany paulin pisze w nim, że „ten świat jest obczyzną a nie ojczyzną”. Zauważa dalej, że „jesteśmy wykupieni dla życia wiecznego, jeśli tylko we Krwi Chrystusa, przelanej za nasze grzechy, szukamy obmycia, a nie w jakichś zdrojach natury szukamy kondycji herosa.” Przyszedł mi ten tekst do głowy, gdy pomyślałem o nieustających igrzyskach zdrowego ciała, jakim są organizowane bez przerwy biegi uliczne.

Oczywiście, jeśli tylko ktoś lubi biegać i kondycja mu na to pozwala, niechże biega do woli. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy bieganie staje się filozofią życia, ideologią niemalże, objawem niezdrowego skupienia całej uwagi na własnym ciele i wyglądzie. Wtedy rzeczywiście można zastanawiać się, na ile w takim ciele pozostał jeszcze zdrowy duch (o ile w ogóle pozostał), a na ile stajemy się czymś na kształt bardzo ładnie zbudowanych zombie, którzy w zgrabnej formie ukrywają pustkę.

W tym sensie nieustające święta biegaczy, poza tym że nieco komplikują życie tym, którzy nie biegają, stają się rodzajem świeckiego misterium, które może – w przypadku słabszych charakterów – odciągać jego uczestników od tego, co w życiu naprawdę ważne i uświęcone. Nie przypadkiem – jak sądzę – bieganie stało się dla niektórych formą przynależności do „nowoczesnego”, „postępowego” świata, rodzajem mody a zarazem sprzeciwem wobec zaściankowego, przetłuszczonego „polskiego chama”, którego należy się wstydzić przed całym „cywilizowanym” światem. Biegnąc w maratonie podążamy ku tej lepszej i piękniejszej Europie. Tak zdaje się zapewne myśleć część uczestników.

Wolałbym, aby biegi były tylko i wyłącznie przyjemnością dla tych, którzy w bieganiu potrafią tę przyjemność odnaleźć. Z pewnością wiele jest takich osób, sam potrafię znaleźć ich wśród swoich znajomych. Im jednak niepotrzebne są nieustanne igrzyska, bo nie traktują swojej pasji jak ideologicznej deklaracji wobec otaczającego „pospólstwa”.

Organizowane co tydzień uliczne biegi są metaforą dzisiejszego rozbitego społeczeństwa. Niby wszyscy biegną razem, ale tak naprawdę każdy z osobna, niby wspólnota, ale tak naprawdę rywalizacja. To nie jest objaw zdrowia. To objaw choroby.

źródło: http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/33800 ... aw-choroby
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Mafia paliwowa traci miliardy! W I kw.'17 legalna sprzedaż ON wzrosła o 42%, a zysk ORLENu urósł o 630%! Oni zrobią wszystko, aby było jak było...
Obrazek
Efekty wprowadzenia tzw. pakietu paliwowego zaskoczyły nawet jego autorów. Mafia paliwowa (często wiązana z byłymi funkcjonariuszami PRL-owskich służb specjalnych) zaczęła tracić miliardy złotych zysku, co automatycznie przełożyło się na wyniki finansowe państwowego LOTOS-u i ORLEN-u. Legalna sprzedaż oleju napędowego (ON) w I kwartale 2017 r. wzrosła w Polsce o 42 proc. w porównaniu z analogicznym okresem 2016 roku. Dzięki ukróceniu działalności mafii paliwowej zyski państwowego LOTOS-u wzrosły o 300 proc., a ORLEN-u o 630 proc.! Można? Jak widać, można!

Przypomnijmy - w sierpniu ubiegłego roku wszedł w życie tzw. pakiet paliwowy, czyli nowelizacja prawa eliminująca szereg luk w przepisach VAT, akcyzowych i koncesyjnych (zmiany dotyczyły ustawy o VAT, akcyzie, ordynacji podatkowej i prawa energetycznego z zakresu koncesji). Luki te przynosiły przestępcom wielomiliardowe zyski, a jednocześnie powodowały gigantyczne straty po stronie Skarbu Państwa.

Wejście w życie wspomnianego pakietu istotnie uderzyło w działalność mafii paliwowej w Polsce. Przestępcy, zamiast handlować przemyconym paliwem, oszukiwać i wyłudzać VAT, zostali zmuszeni do kupowania go w legalnych źródłach. Efekty widać o wynikach finansowych dwóch największych spółek paliwowych w Polsce, które są kontrolowane przez państwo. W ciągu trzech pierwszych miesięcy bieżącego roku gdański LOTOS zanotował 411 mln zł zysku na czysto. W analogicznym okresie roku 2016 zysk był o ponad 300 mln zł niższy. Jeszcze lepsze wyniki zanotował płocki ORLEN. W I kwartale 2017 r. zysk netto tej państwowej spółki wyniósł 2,08 mld zł i był o 630 proc. wyższy od zysku zanotowanego po I kwartale 2016 r. (wówczas było to 330 mln zł).

Zastanawiające jest to, że przez 8 lat rządów Platformy i PSL nie można było uchwalić prawa uszczelniającego luki w przepisach VAT, akcyzowych i koncesyjnych, dzięki czemu zorganizowane grupy przestępcze dorobiły się miliardów złotych zysku. Zastanawiające jest to, że dopiero, gdy PiS doszedł do władzy możliwe było przeforsowanie pakietu paliwowego, który skutecznie ukrócił przestępcze eldorado. W tym kontekście zasadne są dwa pytania - czy politycy poprzedniej władzy mieli swój interes w tym, aby nie zmieniać prawa i kosztem przychodów naszego państwa dbać o portfele przestępców oraz do czego zdolni są obecnie przedstawiciele mafii, aby znów było tak jak było?

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul8/0374 ... k-bylo.htm






































Mafia paliwowa traci miliardy! W I kw.'17 legalna sprzedaż ON wzrosła o 42%, a zysk ORLENu urósł o 630%! Oni zrobią wszystko, aby było jak było...

Obrazek

Efekty wprowadzenia tzw. pakietu paliwowego zaskoczyły nawet jego autorów. Mafia paliwowa (często wiązana z byłymi funkcjonariuszami PRL-owskich służb specjalnych) zaczęła tracić miliardy złotych zysku, co automatycznie przełożyło się na wyniki finansowe państwowego LOTOS-u i ORLEN-u. Legalna sprzedaż oleju napędowego (ON) w I kwartale 2017 r. wzrosła w Polsce o 42 proc. w porównaniu z analogicznym okresem 2016 roku. Dzięki ukróceniu działalności mafii paliwowej zyski państwowego LOTOS-u wzrosły o 300 proc., a ORLEN-u o 630 proc.! Można? Jak widać, można!

Przypomnijmy - w sierpniu ubiegłego roku wszedł w życie tzw. pakiet paliwowy, czyli nowelizacja prawa eliminująca szereg luk w przepisach VAT, akcyzowych i koncesyjnych (zmiany dotyczyły ustawy o VAT, akcyzie, ordynacji podatkowej i prawa energetycznego z zakresu koncesji). Luki te przynosiły przestępcom wielomiliardowe zyski, a jednocześnie powodowały gigantyczne straty po stronie Skarbu Państwa.

Wejście w życie wspomnianego pakietu istotnie uderzyło w działalność mafii paliwowej w Polsce. Przestępcy, zamiast handlować przemyconym paliwem, oszukiwać i wyłudzać VAT, zostali zmuszeni do kupowania go w legalnych źródłach. Efekty widać o wynikach finansowych dwóch największych spółek paliwowych w Polsce, które są kontrolowane przez państwo. W ciągu trzech pierwszych miesięcy bieżącego roku gdański LOTOS zanotował 411 mln zł zysku na czysto. W analogicznym okresie roku 2016 zysk był o ponad 300 mln zł niższy. Jeszcze lepsze wyniki zanotował płocki ORLEN. W I kwartale 2017 r. zysk netto tej państwowej spółki wyniósł 2,08 mld zł i był o 630 proc. wyższy od zysku zanotowanego po I kwartale 2016 r. (wówczas było to 330 mln zł).



Zastanawiające jest to, że przez 8 lat rządów Platformy i PSL nie można było uchwalić prawa uszczelniającego luki w przepisach VAT, akcyzowych i koncesyjnych, dzięki czemu zorganizowane grupy przestępcze dorobiły się miliardów złotych zysku. Zastanawiające jest to, że dopiero, gdy PiS doszedł do władzy możliwe było przeforsowanie pakietu paliwowego, który skutecznie ukrócił przestępcze eldorado. W tym kontekście zasadne są dwa pytania - czy politycy poprzedniej władzy mieli swój interes w tym, aby nie zmieniać prawa i kosztem przychodów naszego państwa dbać o portfele przestępców oraz do czego zdolni są obecnie przedstawiciele mafii, aby znów było tak jak było?



źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul8/0374 ... k-bylo.htm
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

Mirosław Kubicki@Mirosław Kubicki


Szczególnie dobry był z ortografii co udowodnił wielokrotnie podczas różnorakich wpisów. Wiedza jego też okazywała się problematyczna, a wypowiedzi żenujące (np dot b.prezydenta i zamachu). Co do kultury ( chamskie zachowania wobec gości) i uczciwości (widać, że na matematyce też kantował) to szkoda gadać ! W sumie "Bul" to jedna wielka kompromitacja Polski. Dzisiejsze jego zachowania i wypowiedzi potwierdzają, że brak mu jakiejkolwiek klasy.

--------------------------

W.P.

Na maturze zrzynał, magisterkę zrobił mu teściu z UB... O, Boże!


------------------------

lolek

...no warto, jak widać, dobrze rachować, żeby wiedzieć co się opłacało wynieść z Pałacu...

----------------------------------------

44.

Wiele śmieszności jest w tym człowieku , który wżenił się w rodzinę z piekła rodem . Ten "rewolucjonista" postrach saren i zajączków znów wsadził głowę w sidła . Sidła własnej indolencji .Trudno .

==============================

Komorowski "solidarny" od matury... "Matematyka poszła mi bardzo dobrze dzięki współpracy z kolegami i koleżankami". Ściągał?
Obrazek
Nie ma się czym chwalić, ale jednak były prezydent Bronisław Komorowski przyznał, że wynik jego matury nie jest tylko i wyłącznie jego osobistą zasługą… Ściągał?

Matematyka poszła mi bardzo dobrze dzięki bardzo solidarnej współpracy z kolegami i koleżankami, ale także - nie ukrywam - pomogli nam nauczyciele, no i zdałem matematykę

—opowiadał Komorowski w rozmowie z Marcinem Zaborskim w RMF RM.

Wielki człowiek! Solidarny od szkolnej ławki…

Po wielu, wielu latach okazało się, że nauczycielka od matematyki to późniejsza żona mojego kolegi z obozu internowania

—przyznał.

Pytany o maturalne wspomnienia, Komorowski odpowiedział, że cały czas pamięta bardzo dużo.

To był czas, kiedy się zdawało obligatoryjnie także i matematykę. Ja zdawałem też z języka polskiego. Pamiętam wystąpienie mojej nauczycielki, która konsekwentnie przez całą szkołę stawiała mi trójkę albo trzy z minusem, głównie za poglądy

—zaznaczył z lekkim żalem.

I pamiętam moją wielką satysfakcję, kiedy w trakcie egzaminu ustanego z języka polskiego, pani nauczycielka musiała się wytłumaczyć przed innymi polonistkami, dlaczego tak świetnie wypada ten uczeń, który przez całą szkołę miał trójkę. No i padło takie stwierdzenie: „No ale on jest taką trąbą narodowo-katolicką”. Więc ja to miano dumnie nosiłem, z podniesionym czołem. Nigdy się „trąbą” nie czułem, a tym bardziej „katolicko-narodowo”. Ale wspominam to jako czasy, kiedy szkoła była także częścią frontu ideologicznego i z niepokojem odnotowuję to, że i dzisiaj takie tendencje są już nie na lewicy, ale na prawicy polskiej.

—wspominał Komorowski.

Trochę jednak nie ma się czym chwalić.

źródło : http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/33825 ... agal-wideo
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

dor

Oczywiście, że chamstwo, ale na to POZWALACIE! ONI SA BEZKARNI! Wstyd mi za Kraków!


-----------------------------

Zila

To jest początek upadku komuny . Komuniści drą ryja bo magdalenkowy stół powoli się przewraca !

-------------------------

pokrzyw

Może potrzebne są egzorcyzmy, aby ci wrzeszczący ludzie się opamiętali i zostali uleczeni w nienawiści? Przecież głosili, ze są postępowi, tolerancyjni, szanujący demokrację..o ile oni mają władzę.

======================

Agresja zwolenników KOD! "Nie jest ci wstyd za syna - pachołka?" - krzyczeli do ojca prezydenta Andrzeja Dudy
Obrazek

Głos dzwonu Zygmunt, rozlegający się ze Wzgórza Wawelskiego, uczcił w środę w Krakowie rocznicę Konstytucji 3 Maja. Zygmunt zadzwonił tuż przed Mszą Świętą w intencji Ojczyzny, której w Katedrze Wawelskiej przewodniczył metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski.


Piękne i dostojne uroczystości zostały zakłócone przez działaczy i zwolenników KOD. Doszło do słownych przepychanek przede wszystkim ze strony przeciwników PiS. W kłótni i obraźliwych okrzykach nie przeszkadzały nawet hymn narodowy i apel pamięci. Emocję ponosiły również wyborców PiS.

Nie jest ci wstyd za syna - pachołka?


—usłyszał od zwolenników KOD prof. Jan Duda, ojciec prezydenta Andrzeja Dudy, który brał udział w oficjalnych uroczystościach.

W kierunku wojewody Józefa Pilcha i wicemarszałka Sejmu Ryszard Terlecki osoby związane z KOD krzyczały:

Konstytucja, konstytucja

Pisowskie marionetki.

Jak informuje serwis krakow.wyborcza.pl:

Grupa związana z KOD w pewnym momencie odtworzyła przez megafon fragment serialu „Ucho Prezesa”, w którym postać ogrywająca premier Beatę Szydło deklamuje: „Przez osiem ostatnich lat Polki i Polacy byli ignorowani przez rząd Platformy”.

W trakcie odczytywania Apelu Pamięci okrzyki kodziarzy nie ucichły nawet na chwilę.

To jeszcze protest, czy już zwykłe chamstwo?


źródło: http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/33826 ... rzeja-dudy
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

bolo80

Tylko w chorym kraju jak wlasnie Polska moze ktos taki piastowac tak wysokie stanowisko - jego wiek nie upowaznia go do tego by zajmowac takie stanowiska ale jak widac ma szerokie plecy i dzieki temu istnieje bo w zadnym innym kraju cos takiego nie mialoby prawa sie wydarzyc. Dziwisz robiac soebie zdjecie z tym malolatem tez sobie chwaly nie przynosi.

---------------------------------

emerytowany major

20 letni dzieciak, który się nie zna na niczym i dwóch starych dziadków debatowało nad obronnością kraju????!!!!! a gdzie Minister, Premier, Prezydent ?
PRZESTAŃCIE WRESZCIE OŚMIESZAĆ POLSKĘ!!!!!!!!!!!


--------------------------

Polak
Doradca ministra obrony....Pusty śmiech. A niby co taki młokos może doradzać? Jaką to on ma wiedzę? To tylko w polskim rządzie, tacy "spece"....Boże ratuj naszą ojczyznę..

=====================

"Ministrant Obrony Narodowej". Edmund Janniger znowu na ustach internautów
Edmund Janniger, doradca polityczny w Ministerstwie Obrony Narodowej, pochwalił się na Twitterze zdjęciem z kardynałami Dziwiszem i McCarrickiem. To wystarczyło, by musiał zmierzyć się z falą nieprzychylnych komentarzy.
Obrazek
Edmund Janniger budzi kontrowersje od momentu, gdy pierwszy raz oficjalnie poinformowano o jego współpracy z Ministerstwem Obrony Narodowej. 22-latek od początku grudnia 2016 roku znów jest na etacie. Ministerstwo tłumaczyło w lutym Wirtualnej Polsce, że sprawuje funkcję "asystenta politycznego".

W czwartek Janniger pochwalił się na Twitterze zdjęciem z kardynałami Stanisławem Dziwiszem i Theodorem McCarrickiem. Niewinne z pozoru zdjęcie, wywołało falę komentarzy. W większości negatywnych. Młody pracownik MON został nawet nazwany "Ministrantem Obrony Narodowej".

O cel spotkania Edmunda Jannigera z duchownymi zapytaliśmy krakowską kurię. Czekamy na odpowiedź.

źródło: http://wiadomosci.wp.pl/ministrant-obro ... 864638593a
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

"Nie zostaje się prezydentem, jak się ma taki kręgosłup moralny". Zapytaliśmy Biedronia, co sądzi o Andrzeju Dudzie
Obrazek
Robert Biedroń, na co dzień prezydent Słupska, dla wielu jest też wymarzonym prezydentem Polski. Rzecz w tym, że sam zainteresowany swoich wyborczych planów potwierdzić nie chce. Wręcz zarzeka się, że to tylko medialna plotka. Ale nic nie przeszkadza, żeby się dowiedzieć, jakim prezydentem Biedroń byłby. Zapytaliśmy go więc o to, co sądzi na temat działań obecnej głowy państwa. Przy okazji dostało się jednak i innym politykom.

Jak się podoba Warszawa, nie tęskni pan?

Robert Biedroń: Ja w Warszawie mieszkałem tylko jakąś część mojego życia. Tęsknię za partnerem, a za Warszawą... może jako stolicą.

A wielka polityka, codziennie kamery?

Nie, za tym nie. I dzisiaj nawet myślałem o tym, jadąc na to spotkanie, że mam pewien absmak na samą myśl, że mam iść do Sejmu. Byłem tam 4 lata jako parlamentarzysta, mam tam znajomych, ale coś sprawia, że omijam to miejsce szerokim łukiem. Nie chodzę tam. Byłem tam może raz, od kiedy nie jestem w Sejmie.

Czuje pan absmak, ale tak się złożyło, że wszyscy wysyłają pana w inne miejsce.


Do aresztu?

Znajdzie się pewnie kilku takich.

Nigdy nie wiadomo. Podobno politycy dzielą się na takich, którzy siedzieli, siedzą i będą siedzieć.

Dążyłem raczej do pewnego pałacu bliżej Starego Miasta.

To jest takie medialne bardziej. Dziennikarze to podkręcają.

Sam pan to zaczął.

Ja? Powiedziałem tak na prima aprilis, w Białymstoku, na spotkaniu. Pamiętam bardzo dobrze, bo powiedziałem to celowo. Że jak mnie Kaczyński wkurzy, to ruszę w Polskę.

Więcej: http://natemat.pl/207357,nie-zostaje-si ... rzeja-dudy
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

aw

Mógłby się wreszcie pan Schetyna zdecydować.
Jak PiS chce reformować szkolnictwo i ma pomysł, to PO chce referendum.
Jak Prezydent mówi o referendum, to też źle.
Taki duży , a taki gł.....


-------------------------

sympatyk

ACTA (Na obiecywane przez premiera Tuska negocjacje w sprawie ACTA nie zaproszono domagających się tego organizacji pozarządowych, ale pojawili się na nim przedstawiciele międzynarodowych korporacji) i PO CO PYTAĆ NARÓD? NO PO CO? ///////////// Przekręt stulecia OFFE (Oscylator Bagsika i Gąsiorowskiego, afera FOZZ czy Program Powszechnej Prywatyzacji to bajki dla grzecznych dzieci w porównaniu z tym, co szykuje nam rząd. 270 mld zł, które Polacy odłożyli na emerytury w OFE, wkrótce może zniknąć) i CO, ZNIKNĘŁY? Nasze pieniądze zgromadzone w OFE mają trafić do ZUS, czyli de facto zostaną skonfiskowane. ZUS działa bowiem jak typowa piramida finansowa. A debaty wokół zmian konstytucji? no po co?? My z PO i reszty odłamków nowocześnie zaKODowanych " resortowców i resortowych dzieci" nie chcemy tego!!!! Bo brak odpowiedzialności sprzyja "kręceniu lodów" a my towarzysze mamy nadzieję do powrotu NIErządów PO Tuska i Komorowskiego. ""Razem obrobimy Polskę"" PO raz kolejny a tylko po to by żyło się lepiej , ALE NAM!! --to motto nasze!! „PAŃSTWO POLSKIE ISTNIEJE TYLKO TEORETYCZNIE”. Ujawniono rozmowy na szczytach władzy PO i PSL! Stare hasło wyborcze mafii "POlska to c..j, dupa i kamieni kupa". panie Schetyna proszę wygooglować sobie słowo OBYWATELSKA, przestudiować i analizować to słowo pod każdym względem!

===========================
Schetyna oburzony deklaracją referendum konstytucyjnego. Pytanie narodu o zdanie? Dla PO to abstrakcja
Obrazek
Deklaracja debaty wokół zmian konstytucji najwyraźniej oburzyła lidera Platformy Obywatelskiej. Grzegorz Schetyny ostro zaatakował prezydenta Andrzeja Dudę. Poszło o zapowiedź referendum konstytucyjnego. Szef PO stwierdził, że polityk, który chce pytać obywateli o zdanie jest „nieprzygotowany do funkcji albo niepoważny”. Tak, takie właśnie słowa padły z ust wybranego przez obywateli posła na Sejm, lidera partii, która w swojej nazwie również ma hasło „obywatelska”.

Zapowiedź rozpoczęcia prac nad zmianą konstytucji złożona przez prezydenta Andrzeja Dudę wywołała spore zamieszanie na polskiej scenie politycznej. – To najbardziej zaskakujące wydarzenie w polityce w tym roku kalendarzowym. Pewnie dopiero za kilka tygodni dowiemy się, czy była to tylko inscenizacja polityczna, czy pójdą za tym konkretne działania – mówi prof. Rafał Chwedoruk, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego.

Tymczasem lider Platformy Obywatelskiej wykorzystał okazję do tego, aby zaatakować prezydenta Andrzeja Dudę. Pytany o debatę wokół zmian w konstytucji stwierdził, że nie wyobraża sobie takiej sytuacji.

- Nie, tego sobie nie wyobrażam, szczególnie z tym prezydentem i tym PiS-em i w tym Sejmie. Nie odpowiadają mi, bo nie szanują Konstytucji [...] Podmiotowa propozycja prezydenta, mówiąca o zakresie czy wizji nowej Konstytucji, nowego ustroju i powołanie komisji konstytucyjnej. Jeżeli prezydent przedstawi wizję, czyli projekt, to jest początek do rozmowy. Musi być jakiś projekt. Trzeba o czymś rozmawiać, a nie traktować tego jako fajny, interesujący element wystąpienia na święcie 3 maja – mówił na antenie Radia ZET Schetyna.

W pewnym momencie lider Platformy Obywatelskiej postanowił zaatakować prezydenta Andrzeja Dudę. Schetynę oburzył pomysł referendum ws. zmian w konstytucji i pytanie o te kwestie suwerena, czyli narodu.

- To niepoważne. Jeżeli polityk nie ma własnego pomysłu na polityczną rzeczywistość i pyta obywateli, Polaków, czego chcecie, to znaczy, że jest nieprzygotowany do tej funkcji albo jest niepoważny. To sprawy zasadnicze. Tak, jak ustawa jest zasadnicza. Ona ma opisać system państwa polskiego. Jeżeli ktoś otrzymuje zaufanie 8,5 mln Polaków, to z tego ma wynikać nie tylko pomysł na sympatyczne funkcjonowanie przez następne 5 lat, tylko to wielkie zobowiązanie w stosunku do wielkiego, dumnego kraju. Dlatego z tego wynika poważne traktowanie obywateli. Poważnym traktowaniem obywateli, jeżeli chce się rozmawiać o zmianie Konstytucji, jest położenie projektu na stole – twierdzi Schetyna.

źródło: http://niezalezna.pl/98236-schetyna-obu ... po-abstrak
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz :

trele

Z autorem można zgodzić się w jednym - konkurencja na rynku jest potrzebna, ale konkurencja równych ekonomicznie podmiotów. Jeśli względem siebie postawimy Kowalskiego z jednoosobową działalnością i dużą spółkę akcyjną, to nim Kowalski dojrzeje na rynku, nim zdobędzie źródło finansowania (np. poprzez założenie np. spółki komandytowej), to zwinie interes. On nie ma szans by konkurować. Zawsze na każdym rynku jest jakaś bariera wejścia. raz będą to normy ochrony środowiska, raz konieczność posiadania certyfikatu, czy cenzus wykształcenia, a raz posiadanie dużego kapitału (np. by założyć bank). Dziś raczej potrzebujemy silnego państwa, które będzie potrafiło narzucić określoną jakość i bezpieczeństwo produktów. Jeśli tego będzie pilnować - nie nastąpi typowy dla "wolnego rynku" efekt psucia wyrobów - towar gorszej jakości jest oferowany w miejsce dotychczas produkowanego towaru lepszej jakości.Ten ruch w dół powoduje, że nieliczni na tym rynku konkurencyjni producenci równają w dół, utrzymując ceny na tym samym poziomie. Przykład - stopniowe usuwanie gniazd słuchawkowych z telefonów, telewizorów, rezygnacja z 3D w telewizorach, ograniczanie liczby złącz w komputerach - bez obniżenia ceny, a nawet przy jej wzroście.

=======================

Rynek psuje się od lobby. Konkurencja sprzyja jakości wbrew głosom rynkowego planktonu
Obrazek
Doświadczeni wąsaci taksówkarze, stare wygi farmacji czy księgarze z tradycjami przekonują, że duża konkurencja szkodzi jakości. Psuje rynek. Kłamią.

Jako dziennikarz mam powody do obaw. Mój fach to coraz cięższy kawałek chleba. Spróbuj, czytelniku, wczuć się w moje położenie. Coraz więcej osób chce pracować w mojej profesji, ale często są do tego nieprzygotowane. Nie mają podstawowej wiedzy o świecie, zdolności do analizy informacji, nie władają nawet poprawną polszczyzną. I na dodatek pozwalają zatrudniać się za psie pieniądze. W ten sposób, tak jak zła waluta wypiera dobrą, dziennikarskie miernoty zastępują fachowców.


Jakby tego było mało, jest jeszcze internet. Tutaj panuje wolnoamerykanka. Ludzie masowo zakładają blogi (podobno dla przyjemności) i dostarczają treści za darmo w ramach „obywatelskiego dziennikarstwa”. Najczęściej jednak wklejają zdjęcia kotów oraz publikują kolejny absurdalny antyszczepionkowy artykuł, odwracając uwagę czytelników od wartościowych treści. A te ukazują się drukiem. Jak Pan Bóg przykazał. Narzekacie na upadek dziennikarstwa? Oto przyczyna.

Mam wobec tego propozycję: uregulujmy zawód dziennikarza. Niech rząd określi jasno, kto, gdzie, jak i pod jakimi warunkami może publikować. Media to podobno czwarta władza, a sprawować może ją samozwańczo każdy? Zgodzicie się ze mną, że to skandal...

Skazani na pigularza

Tak naprawdę to mam nadzieję, że macie w tej sprawie zupełnie inne zdanie. Więcej – mój wywód powinien wywołać w was złość. Przecież, mówicie, dobrze wiadomo, o co ci chodzi, kolego. Obłudnie krzyczysz „Ratujcie dziennikarstwo!”, mając na myśli własny portfel. Chciałbyś ograniczyć innym dostęp do zawodu, żeby redakcje były zdane na twoje usługi. Wtedy płaciłyby ci więcej. Chcesz stworzyć chronioną prawem klikę, ot co!

Słuszne jest wasze oburzenie. Ograniczenie dostępu do zawodu nie tylko pozwoliłoby mi wzbogacić się bez dodatkowego wysiłku ze szkodą dla aspirujących do tej profesji, lecz także byłoby sprzeczne z samymi założeniami dziennikarstwa – jest ono emanacją wolności słowa i wypowiedzi. Nawiasem mówiąc, mogę się tylko cieszyć z wolności panującej w tym zawodzie. Inaczej jako absolwent filozofii (to taki „niekonkretny” kierunek) mógłbym o dziennikarstwie (zwłaszcza ekonomicznym) tylko pomarzyć.

Czy jednak złość wywołuje w was również, gdy do ograniczenia konkurencji w swoich branżach nawołują inne grupy zawodowe – adwokaci, agenci nieruchomości, przewodnicy, restauratorzy albo trenerzy personalni? Powinno. Często ze szkodą dla ogółu udaje im się zrealizować swoje postulaty. Wystarczy, że odpowiednio głośno i długo pokrzyczą przed Sejmem (a także wyślą kilku przekonujących lobbystów w sejmowe kuluary). Świeży przykład: apteki.

Wydawać by się mogło, że im ich więcej, tym lepiej. W końcu każdy chce mieć szybki dostęp do tanich lekarstw. Ale nie. To jest, jak się okazuje, przesąd. Wystarczy nam jedna apteka na 3 tys. mieszkańców. Co więcej, apteki nie powinny znajdować się w odległości mniejszej niż 500 m od siebie. Tak zapisano w ustawie, którą przyjął parlament. To nie wszystko, zgodnie z nowym prawem właścicielem apteki może być wyłącznie magister farmacji. Dlaczego? Argument nr 1: to dla zdrowia Polaków, bo sprzedawać nam leki będą fachowcy (tylko czekać na ustawy stanowiące, że właścicielami cyrków mogą być tylko cyrkowcy z wykształceniem). Argument nr 2: trzeba walczyć z dominacją dużych, a więc pewnie zagranicznych, sieci.

Podobnie argumentują taksówkarze walczący z Uberem. Twierdzą, że konkurencyjni kierowcy nie znają topografii miasta, nie mają odpowiednich ubezpieczeń i że to w dodatku typy spod ciemnej gwiazdy. Dorzucają do tego, że sam Uber nie rozlicza się z podatków w Polsce. Rząd już dał się przekonać i w najbliższych miesiącach ma trafić pod obrady Sejmu projekt ustawy, który narzuci na tę firmę te same zobowiązania licencyjne co na zwykłych taksówkarzy. Takie wymogi mogą wymusić na Uberze zamknięcie biznesu w naszym kraju.

Gdy mowa o antykonkurencyjnym lobby, nie można zapomnieć o księgarzach. Ci idą dalej niż taksówkarze. Zamiast ograniczać dostęp do zawodu, chcą rywalom zakazać konkurowania. Rząd przygląda się przedłożonemu przez Polską Izbę Książki projektowi ustawy, która na rok od publikacji będzie zamrażać cenę tytułu, zakazując obniżania jej o więcej niż 5 proc. Skorzystają na tym małe i średnie księgarnie, w których i tak jest drogo, a stracą znane z konkurowania ceną duże sieci i firmy internetowe.

Nawiasem mówiąc, o psuciu rynku i spadku jakości słyszymy też przy okazji podpisywania umów handlowych mających bardziej otworzyć nasz rynek na importowane towary. Kto wmawia Polakom, że to dla nich szkodliwe? Ci, którzy korzystają z sytuacji, w których wybór klientów jest sztucznie ograniczany.

Przypisy do Smitha


Jak to możliwe, że mali taksówkarze, aptekarze, księgarze mają w rządzie taką siłę przebicia? Czy chodzi o to, że rynkowego planktonu jest więcej niż wielorybów, co przekłada się na dodatkowe głosy w wyborach? A może o to, że gardłowanie o psuciu rynku, spadku jakości oraz szkodach społecznych mających być wynikiem konkurencji licuje z nieufnością, jaką nasz rząd darzy mechanizmy rynkowe? Prawdę zna tylko minister rozwoju i jego szef.

Znamienne jest jednak, jak często zwykli ludzie kupują tego typu retorykę. Może to więc „mądrość tłumu”? Może jest w tym wszystkim jakieś ziarno prawdy? Niestety, ku mojemu rozczarowaniu dociekania współczesnych ekonomistów na temat konkurencji i jej wpływu na jakość dóbr i usług są relatywnie ubogie i bardzo teoretyczne.

Czym jest konkurencja dla ekonomistów? W najogólniejszym sensie jest ona obecna wszędzie tam, gdzie dochodzi do wymiany rynkowej. Nawet jeśli jestem jedynym sprzedawcą kremówek w okolicy, konkuruję o twój portfel. Możesz przecież mieć ochotę nie na ciastko, ale na lody. Albo może właśnie chcesz kupić nowy kosz na śmieci. Muszę cię wówczas przekonać, że kremówka będzie lepszym wyborem (a wybierać musisz, bo twoje zasoby gotówki są ograniczone).

W ściślejszym sensie konkurencja pojawia się, kiedy to samo oferują co najmniej dwa podmioty. Dzięki konkurencji rynek może się rozwijać. Wybory, do których zmusza konsumentów, dają producentom bodziec do wytężonego wysiłku. Jeśli kupujesz kremówkę ode mnie, a nie od Nowaka, to następnym razem Nowak zaoferuje kremówkę tańszą albo smaczniejszą – żeby mi cię odbić. Konkurencja sprawia, że coraz bardziej różnorodne produkty są dostępne dla coraz większej grupy ludzi. Dzięki temu żyje nam się lepiej. Jesteśmy bogatsi.

A ryzyko, że jakaś firma obniży cenę poniżej kosztów, by wykosić konkurencję, zdominować rynek i podnieść ceny? Niewielkie. Musiałaby dysponować sporymi zasobami gotówki do „spalenia” i przygotować się na to, że konkurenci i tak w końcu odżyją niczym zombie. Nie opłaca się. A co, jeśli jakiś łasy na szybki zysk nowicjusz postanowi obniżyć cenę, ale oferując oszukany produkt niskiej jakości? To możliwe, ale na rynku działa mechanizm reputacji. Ktoś produkujący dobra niskiej jakości szybko zostanie przez konsumentów ukarany. Pójdą do innego, choćby i droższego.

Ekonomiści przekonują więc, że im większa konkurencja, tym lepiej. Więcej pojawia się w jej wyniku pomysłów na zaspokojenie konsumentów, rośnie wydajność firm i PKB. Wnioskują więc, że należy likwidować bariery wejścia na rynek dla firm i dostępności do zawodów.

Prawdę mówiąc, wnioski ogółu ekonomistów dotyczące konkurencji pozostają niezmienne od czasów Adama Smitha. Nawet współczesna teoria konkurencji doskonałej jest tylko przypisem (i to jeszcze niezbyt mądrym) do prac Szkota. Podkreślał on w nich, że „im bardziej wolna jest konkurencja w danej branży, tym więcej korzyści przynosi ona społeczeństwu” i przestrzegał, że „interes producentów bez względu na branżę i fach jest zawsze inny, a nawet przeciwny interesowi ogółu. Chodzi im o to, by powiększyć swój rynek i ograniczyć konkurencję”.

Tyle teoria. A co z empirią? Prace dotyczące realnego wpływu konkurencji na jakość i ceny niemal nie istnieją, a jeśli już jakaś zostanie opublikowana, to nie zawsze potwierdza przewidywania teoretyków. Czasami nawet im przeczy. Dla obrońców wolnego rynku to zła wiadomość: teoretyzowanie nie ma takiej siły przekonywania jak empiria.

Zatem retoryka psucia rynku ma jednak jakieś podstawy w ekonomii?

Powrót gildii?

Taki rewizjonizm forsuje prof. Rachel E. Kranton z Uniwersytetu w Maryland w pracy „Konkurencja i bodźce do wysokojakościowej produkcji” z 2001 r. Zwraca uwagę, że skuteczne rynkowe karanie firm za obniżanie jakości byłoby możliwe wyłącznie wtedy, gdyby konsumenci dysponowali pełną wiedzą. A na rynku panuje asymetria informacji i nawet racjonalny konsument będzie czasami wybierał ponownie produkt o niskiej jakości. Konsument jest jak chory wracający do lekarza, który notorycznie przepisuje złe leki.

Dlaczego jednak firmy miałyby zaniżać jakość swoich produktów? „Kiedy firma może stabilnie zwiększać udziały rynkowe, przyciągając nowych klientów, posiada bodziec do produkowania dóbr o wysokiej jakości. Jej zyski ze sprzedaży tych dóbr większej liczbie konsumentów w przyszłości będą większe niż jednorazowy zarobek ze sprzedaży felernych produktów po niższej cenie teraz. Z drugiej strony firma, która nie może liczyć na stały przyrost udziałów w rynku, ma motyw do zaniżania ceny i jakości, ponieważ wykorzysta dla zysku jednorazowy wzrost liczby konsumentów” – pisze Kranton i przekonuje, że takie procedery będą się powtarzać, jeśli zdamy się wyłącznie na mechanizm rynkowej reputacji.

– Dla zachowania jakości ważne jest zbiorowe zachowanie firm w danej branży. Ich samoregulacja usankcjonowana potem przez rząd może być konieczna, by utrzymać standardy jakości. Historycznie rzecz biorąc, taka samoregulacja sprowadzała się do ograniczania konkurencji i wejścia na rynek, co naprawdę może podnosić jakość produkowanych dóbr – uważa badaczka. Logika jej rozumowania jest prosta: stowarzyszenie firm, ustalając warunki wejścia, będzie odstraszać graczy o „złych intencjach” zgarnięcia szybkiej premii. Kranton dochodzi do takich wniosków, konstruując własny model teoretyczny, ale posiłkuje się też obserwacjami. Przywołuje np. skutki deregulacji amerykańskiego rynku przewoźników lotniczych. Większa konkurencja ograniczyła zyski, co przełożyło się – zwłaszcza w przypadku małych linii – na spadek jakości usług, a nawet standardów bezpieczeństwa. Kranton podaje też przykłady starożytnych i średniowiecznych cechów rzemieślniczych. – Gildie ustalały standardy jakości, zapewniając, że jednostki handlujące wybrakowanymi towarami były karane, a w przypadkach ekstremalnych publicznie potępiane i wykluczane z gildii – pisze ekonomistka.

Chociaż powyższe przykłady mogą przydać się w dyskusjach obrońcom ograniczeń i regulacji do celów erystycznych (Czekam na oficjalne podziękowania z ich strony za podsunięcie bryka.), to za wcześnie jednak, by ogłaszać konieczność powrotu do średniowiecznego systemu cechowego.

Jak na razie przeczące liberalnej ortodoksji badania są zwyczajnie zbyt niedoskonałe, by można było traktować je serio. Można nawet powiedzieć, parafrazując Hegla, że jeśli badania przeczą teorii, to tym gorzej dla nich. Są po prostu od tej teorii „słabsze”. To tak, jak gdyby ktoś opublikował prace, z których wynika, że prawo grawitacji nie działa, i przekonywał ludzi do testowania tej tezy za pomocą skoków z wysokości bez spadochronu.

Lepszy rydz niż nic

Pierwszą ze słabości badań empirycznych jest to, że można znaleźć także takie, które uzasadniają zupełnie przeciwne wnioski – np. że konkurencja i likwidacja barier obniża ceny, podnosząc jakość produktów. Daniel Bennett z Uniwersytetu w Chicago i Wesley Yin z Uniwersytetu w Bostonie w pracy „Rynek leków wysokiej jakości” z 2013 r. analizują efekty wejścia do Indii sieci aptek Med-Plus. W jego wyniku jakość leków mierzona zgodnością ze standardami Indyjskiej Komisji Farmaceutycznej wzrosła o 5 proc., a ceny spadły o 2 proc. I co wy na to, aptekarze?

Główną słabością wspomnianych dotąd obserwacji empirycznych jest to, że dotyczą średniego poziomu cen i średniego poziomu jakości, a to czyni płynące z nich wnioski trywialnymi.

Jest oczywiste, że jeśli na rynku, który daje duże zyski, pojawią się nowi producenci chcący sobie z niego uszczknąć, może przełożyć się to na spadek nie tylko średniej ceny, ale i jakości. Łopatologiczny przykład. Jeśli produkowane przeze mnie kremówki mają jakość ocenianą na 10, twoje na 6 i jest nas na rynku tylko dwóch, to średnia jakość kremówek to 8. Jeśli pojawią się producenci oferujący jakość 2 i 8, to średnia jakość wynosi już tylko 6,5.

Czy to oznacza, że konsumenci mają się gorzej? Przeciwnie. Zwiększyła się bowiem paleta rynkowego wyboru. Co więcej, do momentu poszerzenia rynku mogło być tak, że ubogich konsumentów nie było stać na kremówki. Teraz część z nich może już pozwolić sobie na te najtańsze, a to oznacza, że rynek się powiększył. Oraz że mówienie o średniej jakości jest nonsensem prowadzącym ekonomistów na manowce.

Czas na kolejną słabość empirycznych badań: skupiają się na relatywnie krótkich okresach. Weźmy ponownie awiację. Nawet jeśli w wyniku większej konkurencji i mniejszych zysków średnia jakość i poziom bezpieczeństwa w krótkim okresie spadły, to w długim – znacznie wzrosły. Świadczą o tym statystyki wypadków lotniczych i ich ofiar, których z roku na rok jest coraz mniej. Od początku lat 80., czyli od rozpoczęcia globalnej deregulacji linii lotniczych, liczba śmiertelnych wypadków lotniczych zmalała ponad dwukrotnie. Bezwględna liczba ofiar śmiertelnych także, i to mimo tego, że liczba przewożonych rocznie osób wzrosła od 1980 do 2015 r. z 650 mln do 3,4 mld.

Ale wcale nie muszę patrzeć w niebo, by dostrzec wzrost jakości powodowany konkurencją. Wystarczy, że spojrzę przed siebie w ekran komputera. Piszę ten tekst na małym laptopie wartym około tysiąca złotych. Mój poprzedni laptop kosztował mniej więcej tyle samo, ale pracował kilka razy wolniej. Czyżby jakaś gildia producentów elektroniki dbała o zwiększenie jakości na rynku, trzymające jednocześnie w ryzach ceny? Nic z tych rzeczy. Elektronika to jeden z tych rynków, na których panuje drapieżcza rywalizacja. Potwierdza to intuicje klasycznych ekonomistów, że wysoki poziom konkurencji i właściwie skonstruowane, twardo egzekwowane normy prawne prowadzą w długim okresie do wzrostu jakości i dostępności dóbr.

Istnieje jednak praca empiryczna na temat konkurencji naprawdę warta wzmianki. W 2014 r. Matias Busso, ekonomista Inter-American Development Bank, i Sebastian Galiani z National Bureau of Economic Research opublikowali badanie będące bardziej opisem eksperymentu niż zwykłą obserwacją. To właściwie pierwszy eksperyment w ekonomii w tej konkretnej materii. Galiani i Busso skorzystali z tego, że w Dominikanie ponad 500 tys. ubogich gospodarstw domowych objętych jest programem pomocy socjalnej, którą wydawać mogą tylko w określony z góry sposób (to warunek jej otrzymania). Należy np. przeznaczać określoną jej część na żywność, którą kupić można tylko z użyciem specjalnych kart w sklepach należących do programu. W ten sposób można kontrolować, jak dużo i na co ludzie wydają pieniądze. Eksperyment polegał na analizie skutków dopuszczenia do programu dodatkowych 61 sprzedawców, czyli zwiększenia rynku o 26 proc. Efekty? Ceny spadły o 6 proc., ale jakość się nie zmieniła. I to mimo tego, że ubodzy konsumenci przywiązują mniejszą wagę do jakości, a większą do ceny.

Najmocniejsze – bo etyczne – argumenty przeciw ograniczaniu konkurencji dopiero jednak przed nami.

Deregulacja znaczy równość

Uważasz, że każdy powinien mieć równe szanse na start? Jeśli tak, to powinieneś dostawać białej gorączki, słysząc zwolenników ograniczania konkurencji. Chcą oni przecież ograniczyć możliwości zarobkowe, które stoją przed osobami poszukującymi pracy. Chcą nakazać licencjonowanie wszystkich przewozów osobowych, a więc wykluczyć z rynku tych, których z jakichś przyczyn nie stać na licencję. Chcą zakazać otwierania aptek niefarmaceutom, a więc wykluczyć tych, którzy z różnych przyczyn nie studiowali farmacji, ale mają ciekawy pomysł na aptekę i kapitał na jej otwarcie. Chcą zamrażać konkurencję cenową na rynku książki, a więc wykluczyć tych, którzy dzięki wspaniałemu wynalazkowi, jakim jest internet, oferują publikacje po cenach niemal hurtowych. Że zwiększają oni czytelnictwo? Nieważne. Lepiej podnieść ceny i wyrzucić kilkaset milionów złotych z publicznej kiesy na „promocję czytelnictwa”.

Prawne ograniczanie konkurencji to w praktyce droga do budowy społeczeństwa, w którym awans społeczny nie zależy od pracy, pomysłowości, lecz od umiejętności przypodobania się swoim przyszłym kolegom po fachu. „Hej, Józku, Zdziśku i Wacławie, moje kremówki będą całkiem przeciętne! Pozwolicie mi je produkować?”.

To naturalnie prowadzi nas do kolejnej ważnej kwestii: ograniczanie konkurencji uniemożliwia powstawanie innowacji, sabotując rozwój cywilizacyjny i postęp technologiczny. Oznacza po prostu dla nas utracone korzyści, a to jest nawet ścigane kodeksem karnym.

Wzniosła intencja ochrony jakości w praktyce ujawnia się zawsze jako obrona status quo. Czy gdybyś był członkiem związku producentów oświetlenia w XIX w. (świec), powitałbyś z radością wynalezienie żarówki? No właśnie. Jeśli dana branża ustala reguły konkurencji cenowej, bariery wejścia dla nowicjuszy i standardy jakościowe, to chce, by obowiązywały one jak najdłużej i były jak najsztywniejsze. Nie ma więc żadnego interesu, by wystawiać się na działanie schumpeteriańskiej twórczej destrukcji, a więc pozwalać, by ktoś zrewolucjonizował ich branżę. Oznaczałoby to konieczność dostosowania się, czyli straty.

Nie bez przyczyny aż do rewolucji przemysłowej i zmiany systemu produkcji na otwarty i konkurencyjny, PKB per capita na świecie stało w miejscu. Powinniśmy się cieszyć, że przed wynalezieniem druku nie powstał politycznie ustosunkowany związek klasztornych skrybów, którzy w jego wyniku stracili pracę. Oni także – podobnie jak taksówkarze przeciw Uberowi – protestowali na ulicach przeciw Gutenbergowi (protesty odnotowano pod koniec XV w. w Paryżu).

Czy Amazon, który zwiększył dostęp do dóbr kultury dla setek milionów osób, w ogóle powstałby, gdyby reguły rynku dystrybucji książek, muzyki i filmów określali tradycyjni stacjonarni dystrybutorzy? Pewnie nie. A czy powstałaby polska firma myPhone produkująca tanie smartfony? Stowarzyszenie Samsunga, Apple,a i Microsoftu skutecznie by to uniemożliwiło.

Dotąd jedynym politykiem w ciągu ostatniej dekady, który w Polsce próbował rozbić zawodowe kliki i uwolnić konkurencję, był Jarosław Gowin. W 2012 r., będąc jeszcze ministrem sprawiedliwości w rządzie Platformy Obywatelskiej, ogłosił słynny plan deregulacji dostępu do 49 zawodów. Obecny rząd, w którym Gowin także przecież zasiada, powinien ten deregulacyjny trend podtrzymać zamiast wracać do przedsmithowskich protekcjonistycznych i neoluddystycznych przesądów. Niestety, poglądy Gowina, podobnie zresztą jak stanowisko ministra, które mu powierzono, są w rządzie PiS z politycznego punktu widzenia marginalne. Szkoda.

źródło: http://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/ ... ktonu.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Żałosny koniec szopki posłów PO w MON! Minister Kownacki: „Kłamstwa i manipulacje. Nie byli zainteresowani kilkoma tysiącami stron dokumentacji"
Obrazek
Miało być odważnie i „demaskatorsko”, a wyszła żałosna szopka opozycji. Przedstawiciele Ministerstwa Obrony Narodowej przedstawili swój punkt widzenia. Domysły i insynuacje Schetyny i spółki zostały zdemaskowane. MON przekazał delegacji posłów wszystkie dokumenty i odpowiedział na wszystkie pytania. Okazało się, że „znawcy” wojskowości z PO nie wiedzieli nawet, że w resorcie nie toczy się żadne postępowanie przetargowe w sprawie zakupu śmigłowców wielozadaniowych. Te pomyliły im się ze śmigłowcami specjalistycznymi. Delegacja PO nie miała też pojęcia, że dr Berczyński nie miał dostępu do dokumentacji offsetowej, a pełnomocnictwo ministra Antoniego Macierewicza dla byłego szefa podkomisji smoleńskiej zostało wydane zgodnie z obowiązującym prawem.

„Najazd” posłów Platformy Obywatelskiej na Ministerstwo Obrony Narodowej miało pokazać, że posłowie największej partii opozycyjnej chcą „ujawnić” wielką aferę. Tymczasem przedstawiciele MON przyjęli „delegację” PO z otwartymi ramionami przekazując jej pełną wiedzę i dokumentację.

Nie mamy nic do ukrycia i tak jak powtarzaliśmy wielokrotnie oraz powtarzało ministerstwo rozwoju, że w negocjacjach offsetowych, dr Berczyński, nie miał nigdy dostępu. Ani do negocjacji, ani do dokumentów.

– mówił Michał Dworczyk, wiceminister obrony narodowej.

Zapytano nas o pełnomocnictwo dr Berczyńskiego i na jakiej podstawie zostało ono wydane. Tymczasem nigdy nie był pełnomocnikiem, działał na podstawie ustnego zlecenia ministra obrony, które szef MON może wydać każdemu pracownikowi.

– dodał podkreślając, że cała dokumentacja przekazana Berczyńskiemu była dokumentacją archiwalną.

Nie ma żadnego dowodu, by dr Berczyński mógł zapoznać się z dokumentacją offestową.

– podkreślał minister Bartosz Kownacki

Przygotowaliśmy kilka tysięcy stron, a posłowie nie byli zainteresowani całością dokumentacji. Czy tak wygląda sprawowanie mandatu posła? To pokazuje jakość opozycji. Państwo z PO prosili o dodatkowe materiały, my prosiliśmy o chwilę czasu. Chodziło o certyfikat bezpieczeństwa. Posłowie nie chcieli poczekać, a potem kłamali, że dr Berczyński nie posiadał tego certyfikatu. Gdyby zaczekali to dowiedzieliby się, że taki istnieje.

– relacjonował Kownacki.

Posłowie PO pytali o postępowanie, które ma toczyć się na śmigłowce wielozadaniowe. Takie postępowanie w ogóle się nie toczy! Posłowie PO pomylili je z postępowaniem na zakup śmigłowców specjalistycznych!

Z czym więc zapoznawał się dr Berczyński?I tu największa niespodzianka dla posłów Platformy Obywatelskiej, gdyż chodziło o dokumentacje dotyczącą poczynań rządu Platformy Obywatelskiej i PSL.

Chodzi o dokumentacje techniczną zamkniętej części przetargu w trakcie której wyłoniono śmigłowce caracal.

– powiedział Michał Dworczyk.

Zdaniem przedstawicieli MON, posłowie PO nie chcieli zapoznać się z obecnymi przedsięwzięciami dotyczącymi śmigłowców, a ich pytania miały być sformułowane nieprecyzyjnie i niedbale. W MON trzeba było się domyślać o co chodzi posłom PO.

Posłowie rzekomo znają się na kwestiach przetargowych, a nie potrafili zadać poprawnych pytań, dotyczących tej materii. Posłowie pytali często o sprawy, których nie ma.

–relacjonował Dworczyk.

Przedstawiciele MON podkreślają, że szopka z którą mamy do czynienia, ma odwrócić uwagę od tego co wyprawiano z przetargiem w czasach PO i PSL.

Zmieniano zasadnicze warunki przetargu w latach 2014 - 2015 w takich sposób, by to caracal wygrał przetarg. Dr Berczyńskiego nie miał i nie mógł mieć żadnego wpływu na negocjacje offsetowe. Nigdy nie był tez tym zainteresowany.

– zwrócił uwagę minister Dworczyk.

MON przypomina, że śledztwo w sprawie wyboru caracali prowadzi prokuratura w Szczecinie, a Centralne Biuro Antykorupcyjne prowadzi postępowanie sprawdzające.

źródło: http://wpolityce.pl/polityka/338504-zal ... kumentacji
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:
4jaco

Super gośc,pewnie każdy jego kolego przyjechał BMW!

----------------------------------

kato-rznik


W zaścianku Europy z wszystkiego robicie sensację

==========================

Miłosz pojechał na maturę ciągnikiem. "Koledzy podkusili: Co, ty nie przyjedziesz?"
Obrazek
Miłosz był jednym z 284 tys. uczniów, którzy pisali w piątek egzamin maturalny z matematyki. Młody mężczyzna wyróżnił się jednak z tłumu maturzystów. Do szkoły podjechał... ciągnikiem.

- Dla mnie to nie jest nic nadzwyczajnego. Ciągnik to normalny środek transportu - opowiada nam Miłosz Uciechowski, absolwent Zespołu Szkół Technicznych w Ostrowie, który w piątek stanął na szkolnym parkingu traktorem. - Koledzy mnie jednak podkusili. "Ty nie przyjedziesz?", pytali - dodał ze śmiechem.

"Nazwali mnie królem parkingu"


Miłosz na co dzień obraca się w środowisku rolniczym. Fakt, że regularnie porusza się ciągnikiem, już wcześniej wzbudzał zainteresowanie w szkole - nie tylko wśród jego rówieśników. - Katecheta mówił: Miłosz, ty masz gospodarstwo, maszynę, ja bym się chętnie przejechał - wspomina chłopak. Nauczyciel miał żartować, że kiedyś się do niego w tym celu pofatyguje. - Stwierdziłem, że dziś będzie dobra okazja, żeby mu to ułatwić - powiedział. Jednak koniec końców katecheta nie skorzystał z okazji. - Zbyt długo się grzebał, a ja musiałem jechać do pracy - wyjaśnił Uciechowski.

Koledzy Miłosza szybko obwołali go "królem parkingu", a jego wychowawczyni przyznała, że "dopiął swego". Chłopak w dobrym humorze wszedł na salę egzaminacyjną. Z równie pozytywnym nastawieniem z niej wyszedł. - Generalnie jestem z matury zadowolony. Poziom matematyki był nieco wyższy niż polskiego, ale jestem dobrej myśli - ocenił. - Przejrzałem później arkusze w internecie i wydaje mi się, że nie będzie problemu z jej zdaniem - uważa maturzysta.

źródło: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... Czolka3Img
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

bern

Wiwat Maj, 9 Maj! Nie ,nie, nie. To nie ten sowiecki z 1945 r. Czas przypomnieć Polakom że mamy wspaniały 9 Maj 1794 roku. Tego dnia na rynku Starego Miasta w Warszawie ustawiono szubienice na których rozpoczęto wieszanie zdrajców targowiczan. Czas reaktywować tą piękną i pożyteczną tradycję.

----------------------------------

REALISTA

KAZDY. NAWIAZUJE. DO. SWYCH. KORZENI.Stalin. to. urodzony. bandyta,zlodziej,najwiekszy. morderca. wszechczasow. Wykanczal. swoich. iobcych. , by. dzierzyc. wladze. POwsze. CZASY. OSAD. historii. tego. bandyty juz. sie. dokonal. wkolejce. czekaja. nastepni.
=======================

Wizerunkowa klapa marszu Platformy i KOD. Sakiewicz: My świętowaliśmy 3 maja, oni 6 maja - dzień objęcia rządów przez Stalina
Obrazek
Podczas, gdy już od kilkunastu dni Platforma Obywatelska dwoi się i troi promując swój marsz, okazuje się, że w zasadzie można już mówić o wizerunkowej klapie. Redaktor naczelny „Gazety Polskiej” zwrócił uwagę na fakt, że „Marsz wolności” zaplanowano na 6 maja i nie jest to zbyt szczęśliwa data. Właśnie 6 maja swoje rządy objął Józef Stalin.

Tomasz Sakiewicz podkreśla, że wybrana przez organizatorów „Marszu wolności” data jest niezwykle wymowna. To właśnie 6 maja rządy objął Józef Stalin zastępując Wiaczesława Mołotowa.

(...) Choć do samego marszu zostało jeszcze kilka godzin, impreza już teraz odbija się organizatorom czkawką. Internauci mają używanie, a informacja o zbieżności daty marszu z rocznicą dnia objęcia rządów przez Józefa Stalina lotem błyskawicy rozchodzi się po mediach społecznościowych.

W zestawieniu z tzw. Marszem wolności wygląda to doprawdy znamiennie. To właśnie Stalin jako metodę rządzenia stosował masowy, państwowy wewnętrzny i zewnętrzny terror, który pochłonął, według ocen historyków, od kilku do kilkudziesięciu milionów ofiar śmiertelnych. (...)

Więcej: http://niezalezna.pl/98302-wizerunkowa- ... a-dzien-ob
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

adsenior

wypowiedź godna "specjalnej kasty" wzór samokrytyki i cichości serca? Mały ludzik, a wielki BUFON i WARCHOŁ!! ps. ale nie dziwota, wszak to agent ze stajni sorosa, tzw. fundacji helsińskiej.

------------------------------------

Politolog188

Moralny degenerat, osobnik będący zaprzeczeniem etosu sędziego, łamiący wielokrotnie konstytucję, dojący publiczną kasę , czyli rzepliński (nazwiska zdrajców piszemy z małej litery).


=========================
Rzepliński: Byłbym bardzo dobrym politykiem, ale mnie nie ciągnęło
Obrazek


Najlepiej czuję się na uniwersytecie i bibliotece akademickiej - mówił w RMF FM były przewodniczący Trybunału Konstytucyjnego Andrzej Rzepliński pytany o możliwą polityczną przyszłość. - Nie widzę siebie jako prezydenta - dodawał.


– Ja nigdy nie wszedłem do polityki. Nigdy nie byłem politykiem. (...) Byłbym na pewno bardzo dobrym politykiem, ale mnie to nie ciągnęło. Oferowałem to, co potrafiłem – pisanie prawa – jestem współautorem 19 ważnych ustaw. Sędzią konstytucyjnym byłem 9 lat, współkształtowałem system prawny Polski – zaznaczał Rzepliński.

Rzepliński nie weźmie udziału w Marszu Wolności?


Dopytywany o swój udział w dzisiejszym Marszu Wolności organizowanym głównie przez Platformę Obywatelską, stwierdził, że jeszcze nie zdecydował, czy się tam pojawi. – Jako prawnik, sędzia, także sędzia w stanie spoczynku, muszę stale zadawać sobie pytania – tłumaczył.

Zaznaczył jednak, że ma nadzieje, że w marszu weźmie udział dużo ludzi.

źródło: https://dorzeczy.pl/kraj/28786/Rzeplins ... gnelo.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze;

siwy

Totalny pokaz głupoty i ona była ministrem sportu za rządów PO.W PO wielu takich durnowatych.

------------------------------

kris

To z czasów gdy Mucha była ministrą sportu:
"W maju ujawniono, że według NIK ministerstwo sportu mogło wykorzystać ponad 6 mln zł niezgodnie z przeznaczeniem, bo zamiast na promocję Euro 2012 oraz piłki siatkowej, resort wydał je na koncerty Madonny i Coldplay oraz "mecz na wodzie" Polska-Anglia."

Czy zostało to wyjaśnione?


-------------------------------------

wyklety 1313

I to jest niepojęte , jak taka ANALFABETKA została ministrem - toż PLATON by śię normalnie ' POCHLASTAŁ' , jakby wstał z grobu i zobaczył takie osobnikim na piedestale rządów ::))!!!
=========================
Genialna myśl poseł PO. Dlaczego, według Muchy, PiS jest zły? - bo przegłosowuje ustawy
Obrazek
Im więcej się słucha polityków Platformy Obywatelskiej, tym większe zdumienie ogarnia - jakim cudem znaleźli się w Sejmie. A co niektórzy byli jeszcze ministrami. Chociażby Joanna Mucha, która naszemu reporterowi zdradziła dlaczego uważa, że Prawo i Sprawiedliwość jest złe. Trudno uwierzyć co ona wygaduje.

Gdyby wyszli na ulice i przeszli "Marsz Wolności" w milczeniu, ale oni jeszcze chcieli pogadać. Na własne nieszczęście.

Cytat z rozmowy z poseł Joanną Muchą, którą przeprowadził reporter portalu niezalezna.pl, robi furorę. Niby kilka sekund, a tak wiele mówi.

Mucha znów błysnęła intelektem

Zarzuca PiS, że rządzą i przegłosowują ustawy większością
(via @Stream1TV) pic.twitter.com/KwbTNoZUOT

— ZielonaGąska (@ZielonaGaska) 6 maja 2017

Więcej: http://niezalezna.pl/98327-genialna-mys ... uje-ustawy
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

bur

W calej krasie interesowna zgnilizna POlszewickiej sitwy zdemoralizowanej, bezczelnej, wypisz wymaluj - tuskomatolskiej.

-----------------------------

Aleksandra z Wwy


Panie Wildstein - pytanie "po co ich oszukiwać" jest nielogiczne - bo właśnie po to ,żeby tą władzę zdobyć !!!! Jedyną nasza bronią jest DEMASKOWANIE MANIPULACJI OPOZYCJI w każdym aspekcie.

----------------------------------

JJ

Bo chodzi o wolność od PiS. Totalna opozycja broni władzy jedynej i wlasciwej "takiej jaka była i żeby było tak jak było ". Totalna opozycja walczy o poprzedni sysyem udając, że chodzi o wolność. "

=============================
Wildstein po Marszu Wolności: "Dlaczego tym obywatelom opowiada się, że walczy się o wolność, gdy walczy się o władzę? Po co ich oszukiwać?"
Obrazek

„Marsz Wolności” robi wrażenie porażki, bo jeżeli organizatorzy mówią, że oczekują pół miliona, a realnie jest to paręnaście tysięcy, to jest to porażka


— mówił Bronisław Wildstein w programie „Gość Wiadomości” na antenie TVP.

Publicysta „wSieci” komentował dzisiejszy przemarsz zwolenników Platformy Obywatelskiej przez Warszawę. Manifestacja nosiła nazwę „Marszu Wolności”.

Uderzające jest, że był to „Marsz Wolności”, a gdyby zapytać jakiej wolności ten marsz bronił, to dowiadujemy się, że z Trybunałem Konstytucyjnym jest nie tak, że z gimnazjami jest nie tak. Co ma spór o gimnazja wspólnego z wolnością? Czy pojawił się tam jakikolwiek uzasadniony zarzut odbierania wolności?

— pytał Wildstein i przypomniał wywiad Magdaleny Jethon z Robertem Mazurkiem, gdy była szefowa radiowej „Trójki” pytana o to, jaka ustawa ogranicza jej wolność odpowiedziała, że sobie nie przypomina.

Dziennikarz odniósł się też do słów wypowiedzianych przez Grzegorza Schetynę z mównicy.

Dlaczego tym obywatelom opowiada się, że walczy się o wolność, gdy walczy się o władzę? (…) Po co ich oszukiwać?

Przypomniał też inne zapowiedzi Schetyny.

Mobilizacja „ulica i zagranica” w całości poległa. Manifestacje zostaną, bo to normalny element w demokracji, ale wizja obalenia rządu w ten sposób, to nie ma co mówić

— powiedział Wildstein.

Wyobrażenie, że da się rząd obalić wyjściem na ulice, okazało się fikcją

— dodał.

Zdaniem Wildsteina nie widać wielkich szans na zwycięstwo PO dzięki manifestacjom ulicznym.


Ludzie, którzy bronią status quo, to nie są ludzie zdesperowani. A walczyć na ulicy potrafią właśnie ludzie zdesperowani. Ci ludzie tacy nie są, są jedynie niechętni wobec obecnej władzy. (…) To są ludzie, którzy raczej mają poczucie, że im się odbiera przywileje, pozycję

— powiedział.

Komentował też rozpad tzw. Komitetu Obrony Demokracji.

KOD się z własnej woli zmarginalizował i skompromitował, poprzez działania swojego szefa i nie tylko. (…) To moim zdaniem koniec KOD-u

— stwierdził.

Podczas marszu Platformy nie zabrakło byłych esbeków i funkcjonariuszy służb PRL. Zdaniem Wildsteina, ich obecność świadczy o bezczelności.

Specyficzna bezczelność tych ludzi wyhodowana przez bezkarność w III RP. O specjalne przywileje walczą ludzie, którzy powinni odpowiadać prawnie za przynależność do organizacji zbrodniczej, przestępczej. Oni chcą mieć przywileje, być lepsi niż inni

— powiedział.

Na 7 maja przypada 40. rocznica zabójstwa Stanisława Pyjasa. Pyjas był przyjacielem Bronisława Wildsteina.

Ta sprawa jest wyjaśniona. Wiadomo, że zrobiła to SB

— stwierdził dziennikarz „wSieci”.

Od początku były ogromne zaniechania, sprawa była blokowana. Wspomniał pan Andrzeja Milczanowskiego, jednego z pierwszych szefów MSW, który ma bardzo ładną kartę solidarnościową, ale to też człowiek, który blokował dostęp do dokumentów przez wiele lat wymiarowi sprawiedliwości

— tłumaczył Wildstein.

Odniósł się też do słów prof. Romanowskiego, który twierdzi publicznie, że Pyjas nie został zabity.

Prof. Andrzej Romanowski to człowiek, dla którego zbrodnią jest lustracja. Dlaczego on w ogóle mówi o jakiejś prawdzie? To swoista bezczelność ze strony człowieka, który domagał się utajnienia tych wszystkich dokumentów, walczył z lustracją i bronił agentów

— powiedział.

W tej chwili jest problem czasu. Te środowiska trzymają się mocno, nie znajdujemy ludzi skłonnych zeznawać. Walczą o swoją skórę. Nic im nie groziło, a grozić może im właśnie złamanie tej „omerty”, tej zmowy milczenia

— dodał.

źródło: http://wpolityce.pl/polityka/338612-wil ... -oszukiwac
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Najniższe oprocentowanie lokat w historii
Obrazek
Niecałe 1,2% w skali roku – tylko tyle faktycznie zarobi osoba, która zaniesie do banku pieniądze na przeciętny depozyt. Tak niskiego oprocentowania jeszcze nie było. Mimo tego Polacy i tak zanoszą do banków coraz więcej pieniędzy – wynika z szacunków Open Finance

Banki nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa w obniżaniu oprocentowania lokat bankowych. Potwierdzają to twarde dane opublikowane przez Narodowy Bank Polski. Przeciętna lokata założona w marcu br. oprocentowana była na skromne 1,47% w skali roku. Gdyby tego było mało, tak rachitycznym oprocentowaniem trzeba się jeszcze podzielić z fiskusem. Po potrąceniu tzw. podatku Belki możemy liczyć jedynie na wynik na poziomie 1,19% netto. Za każde 1000 zł zostawione w banku na rok, można więc liczyć jedynie na 11,9 zł odsetek po opodatkowaniu.

To oznacza, że najpewniej w najbliższym czasie inflacja szybciej pochłaniać będzie siłę nabywczą pieniędzy, niż banki będą w stanie dopisywać do nich odsetki. Odkładając pieniądze na lokacie trzeba się więc liczyć z tym, że realnie na takim posunięciu stracimy. Po prostu za wyjęte z banku za rok pieniądze będziemy mogli kupić mniej niż dziś. Pewnym pocieszeniem może być fakt, że okresy realnych strat i zysków na bankowych depozytach przeplatają się. Te pierwsze nie trwają przeważnie dłużej niż rok czy dwa. Banki od miesięcy obniżają powoli odsetki płacone deponentom sprawdzając gdzie leży granica oprocentowania, na którą klienci się godzą. Z punktu widzenia banków jest to działanie racjonalne, ponieważ tną w ten sposób koszty. Nie muszą też nadmiernie walczyć o pieniądze klientów. Pomimo wciąż malejącego poziomu oprocentowania, Polacy zanoszą bowiem do banków coraz więcej pieniędzy. W ciągu roku bankowe depozyty osób prywatnych powiększyły się z kwoty prawie 623 mld zł do ponad 672 miliardów. Przyrost o ponad 49 miliardów oznacza, że malejące oprocentowanie jest Polakom niestraszne.

Nie zmienia to faktu, że wiele osób widząc bankową ofertę szuka też bardziej intratnych alternatyw dla swoich oszczędności. Nawet nie wychodząc z kategorii lokat wciąż można znaleźć produkty, które pozwolą zarobić. Korzystając z promocji dla nowych klientów czy wpłacając na depozyt nowe środki można liczyć na oprocentowanie znacznie wyższe niż przeciętne. Dzięki takim zabiegom można zarobić 2-3%, a w skrajnych przypadkach nawet ponad 4% w skali roku. Oferty takie są jednak limitowane. Na przykład można dzięki nim zainwestować nie więcej niż 10 tys. zł i tylko na 2-3 miesiące. Gdyby tego było mało, zawsze trzeba też dokładnie sprawdzić wszystkie dodatkowe warunki, na które się godzimy. Może się bowiem okazać, że korzystając z wyżej oprocentowanego depozytu musimy też kupić inny produkt bankowy, za który w przyszłości zapłacimy.

Ciekawą ofertą mogą być też obligacje – szczególnie te o zmiennym oprocentowaniu, które w przypadku podwyżek stóp procentowych nie będą traciły na wartości. Wielu deponentów decyduje się też na zakup mieszkań na wynajem. Rozwiązanie takie wymaga sporego kapitału, ale szacunki Narodowego Banku Polskiego dowodzą, że nigdy wcześniej Polacy nie wydawali aż tak wiele gotówki na zakup nowych mieszkań.

źródło: http://wgospodarce.pl/biezace-analizy/3 ... w-historii
Obrazek
odpowiedz

Informacje

  0 użytkowników  »  2 gości

Moderatorzy

NEVIL, ModTEAM