Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Zamiast wyrzucać Wałęsę z historii, lepiej nauczcie dzieci, jak działa bankomat. To im się naprawdę przyda w życiu
Obrazek
W ogłoszonym niedawno zarysie nowej podstawie programowej dla podstawówek rząd największą uwagę zwrócił na wychowanie w duchu patriotycznym i zmianę treści dotyczącej wychowania seksualnego. Tymczasem badania pokazują, że równie mocno, jeśli nie bardziej, polskim dzieciom przydałaby się... edukacja ekonomiczna.

Inflacja to dla nas „coś z finansami”, a na giełdzie „oblicza się wartość zarobionych zysków i strat”. Wbrew pozorom osoby udzielające takich odpowiedzi prowadzącemu program „Matura to bzdura” nie były emerytami, którzy swoją wiedzę ekonomiczną czerpali z socjalistycznych podręczników. Właściwie, większą część z nich stanowili studenci.

Z ubiegłorocznego badania Narodowego Banku Polskiego wynika, że ponad połowa Polaków (51 proc.) negatywnie ocenia stan swojej wiedzy ekonomicznej. Pozytywnie – zaledwie 5 proc. Ten sam raport pokazuje, że zaledwie kilka procent Polaków rozmawia z dziećmi o finansach i ekonomii w domu. A wiedzę na ten temat czerpie od swoich rodzicieli aż 80 proc. z nich.

– Przydałoby się położyć większy nacisk na tę sferę. To rzeczywistość, z którą styka się każdy z nas – przekonuje w rozmowie z INN:Poland Łukasz Kozłowski z Pracodawców RP. Zdaniem eksperta rodzice, choć pozostają głównym źródłem wiedzy, często nie są w stanie przekazać swoich pociechom potrzebnych informacji.

Inne niepokojące wnioski pojawiły się natomiast po lekturze badania Instytutu Spraw Publicznych i Millward Brown, według których zaledwie 10 proc. Polaków posiada zadowalający poziom wiedzy z zakresu ubezpieczeń społecznych. Jednocześnie wiedza aż 6 na 10 Polaków okazała się niemal zerowa. A warto pamiętać, że mówimy tu o systemie powszechnym, w którego skład wchodzi około 25 mln obywateli.

– Wiedza o systemie ubezpieczeń społecznych powinna się znaleźć w podstawach programowych szkół podstawowych i liceów – apelowała prezes ZUS prof. Gertruda Uścińska.

Wiedza na temat ubezpieczeń jest z pewnością istotna z punktu widzenia chociażby politycznych wyborów, zdarza się jednak, że niedoinformowanie dotyka nas w późniejszych latach życia w sposób bezpośredni. I bardzo dotkliwy.

– Sytuacja związana z Amber Gold pokazuje, jak brak edukacji ekonomicznej może wpłynąć na życie przeciętnego Kowalskiego. Pieniądze w parabanku ulokowały przecież osoby, które często bardzo dobrze radziły sobie w innych dziedzinach życia – komentuje Kozłowski. Jego zdaniem, upowszechnienie wiedzy dotyczącej inwestowania sprawiłoby, że problem byłby „nieporównywalnie mniejszy”.

Tylko czy podstawówka nie jest zbyt wczesnym etapem na wprowadzanie dzieci w arkana ekonomii? Może lepiej byłoby zacząć od gimnazjum lub liceum?

– Oczywiście, że nie – śmieje się w rozmowie z INN:Poland Wioletta Poźniak-Bartkowiak, dyrektorka z Niepublicznej Szkoły Podstawowej im. Marii Montessori z Zielonej Góry. Placówka od kilku lat realizuje program „Mały przedsiębiorca” który skierowany jest do przedszkolaków i dzieci z klas 1-3.

W zielonogórskiej szkole dzieci uczą się zarządzać swoim budżetem, bawiąc się w sklep, a podczas wycieczek dowiadują się również skąd biorą się pieniądze w bankomacie. By, jak w słynnej reklamie, nie powiedzieć potem, że „tata wyciąga je ze ściany”. – Starsze grupy są natomiast odwiedzane przez pracownika banku, który opowiada m.in. w jaki sposób założyć konto w banku – mówi Poźniak-Bartkowiak.

Przed rozpoczęciem programu i na jego zakończenie uczniowie byli poddawani testom z wiedzy ekonomicznej. Wyniki nietrudno zgadnąć.

– Trzeba działać kompleksowo. Program powinien być zgrany z programami gimnazjów i liceów oraz kampaniami społecznymi, które mają na celu zwiększenie wiedzy o edukacji finansowej. Jeżeli to nie będzie współgrało, nigdy nie osiągniemy oczekiwanych rezultatów – zauważa jednak Kozłowski.

źródło: http://innpoland.pl/131445,gospodarka-g ... zalewskiej
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Totalna opozycja to totalny obłęd. Broniąc interesów ubeków i wychodząc na ulice 13 grudnia pokazują swoje prawdziwe intencje.
Obrazek
KOD, Nowoczesna i PO ze wsparciem artystów i byłych ubeków nawołują do obywatelskiego nieposłuszeństwa i chcą wyprowadzić wojsko na ulice 13 grudnia.

Intencje opozycji widać dokładnie na przykładzie płk rez. Adama Mazguły, który opowiadał, że stan wojenny był „kulturalnym zdarzeniem”. Na Twitterze pojawił się hashtag #KULTURA_ZOMO. Internauci bezlitośnie wytykają obłudę i manipulację totalnej opozycji.

źródło + memy : http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/31822 ... komentarze
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze: kowalski

Bez groźby pozbawienia członków gdaąskiej mafii z prokuratury i sądów stołków ,pensji i bezczelnie wysokich emerytów ta hołota będzie dalej leciała bezczelnie w tzw. "kulki" z Rzeczpospolita i Sprawiedliwością! ------------------------- wiz

..w Gdańsku były kiedyś robione dobre meble. Zamawiamy krzesło elektryczne (transport byłby zbędny). PO-wsadzać kolejno to tałatajstwo mieniące się prawnikami. ----------------------------- Stan Moherowy

z powodu utraty pamięci należy pozbawić go możliwości wykonywania zawodu prokuratora !! ======================
Prokurator kompromituje się ws. Amber Gold. Radoniewicz zmiażdżony przez komisję
Obrazek
Prokuratorzy przesłuchiwani przez komisję ds. Amber Gold miewają kłopoty z pamięcią. Są i tacy, którzy w ogóle nie mieli świadomości, jaką wagę i rozmiary osiągnęła afera. Ten drugi przypadek reprezentuje prokurator Jacek Radoniewicz, który z rozbrajającą szczerością oznajmił, że nie miał „świadomości medialności tej sprawy”, bo od lat nie ogląda telewizji…

Trwają kolejne przesłuchania przed sejmową komisją śledcza ds. wyjaśnienia afery Amber Gold. We wtorek jako pierwszy na pytania odpowiada były rzecznik dyscyplinarny Prokuratury Generalnej Jacek Radoniewicz. Ma on m.in. wyjaśnić kwestie dotyczące postępowaą dyscyplinarnych dla prokuratorów, którzy prowadzili w Gdańsku sprawę piramidy finansowej. Pierwsze sygnały, które dotyczyły postępowaą wyjaśniających dotarły do mnie w związku z tym, że dotarły do mnie z Gdaąska odpisy postanowieą o wszczęciu postępowaą wyjaśniających. (…) W przypadku wpływu takich postanowieą o wszczęciu zapoznałem się z postępowaniami. Jeśli miałem uwagi, to telefonowałem lub – jeśli były bardziej istotne – przygotowywałem pismo. Nie pamiętam kolejności wniosków, które zaczęły do mnie spływać. Miałem zastrzeżenia do tych czterech postanowieą o wszczęciu. Dotyczyły prokuratorów Majstrowicz, Kijanko, Niesiołowskiego, Borkowskiej. Od razu rzuciły mi się w oczy pewne niedoskonałości tych opracowaą, o czym mówiłem Seremetowi – opowiadał Radoniewicz. Prokurator dopytywany przez członków komisji o kolejne aspekty sprawy zaczął mówić ciekawe rzeczy. Poseł Jarosław Krajewski wskazywał na to, że klienci Amber Gold wpłacili 160 mln w trakcie trzech miesięcy, gdy prokuratura w Gdańsku nie podjęła działaą. – Zgadza się pan z niską społeczną szkodliwością czynu prokurator Borkowskiej? Podtrzymuje pan, że nie było powodu do wniesienia kasacji? – dopytywał poseł. – Tak, to była niska szkodliwość czynu – stwierdził Radoniewicz. Kiedy z kolei przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann zapytała prokuratora, czy kiedykolwiek poprosił o akta dotyczące Amber Gold, ten odpowiedział, że akta nie były mu potrzebne. – Schodziłem czytać je dwa piętra niżej – oświadczył. Ciekawe było też jego stwierdzenie na temat wagi sprawy Amber Gold. – Nie miałem świadomości medialności tej sprawy. Telewizji od kilku lat nie oglądam – powiedział. W podobny sposób odpowiadał na pytania. – Zadawanie panu kolejnych pytaą nie ma sensu – zauważyła Małgorzata Wassermann. Interesujące były również odpowiedzi Radoniewicza na pytania posła Tomasza Rzymkowskiego. Parlamentarzysta zapytał, czym się różni koleżeąstwo od kolesiostwa. – W przypadku koleżeąstwa relacje nie mają wpływu na merytorykę i orzeczenia, pracę. Kolesiostwo to odwrotność – odparł prokurator. Kiedy Rzymkowski zapytał, dlaczego prokuratorzy nie interesują się rzeczywistością w Polsce, usłyszał w odpowiedzi: – Wynika to z awersji do polityki. Chronicznie nienawidzimy polityki. Organicznie boimy się powiązaą z polityką. Niedługo po tym oświadczeniu poseł Pięta spytał go, czy był kiedyś członkiem jakiegoś organu politycznego. – Tak, PZPR – odpowiedział Radoniewicz. – Kiedy nabył pan awersji do polityki? – dopytał Stanisław Pięta. źródło: http://niezalezna.pl/90297-prokurator-k ... ez-komisje Czytaj też: http://wpolityce.pl/polityka/318254-szo ... wosc-czynu
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

Witek

Powinno się utworzyć w sejmie "ośle ławy" dla niekumatych posłów i egzaminować ich z podstawowej wiedzy!!! ..
.Nowoczesna prawdopodobnie byłaby bezkonkurencyjna w ilości tumanów!!!


-----------------------------------------

Wojtek

Bardzo złośliwy młody człowiek. Mógł przecież zapytać o kiszenie kapusty lub tarcie chrzanu....

--------------------------------------

Wiktor Jaszczur

...bo się na tym nie znam..." .Też mi nowość, przecież ona nie zna się na NICZYM>


===================
Scheuring-Wielgus i jej wiedza. „Przecież ona nie zna się na niczym” – WIDEO
Obrazek
Joanna Scheuring-Wielgus wystąpiła w programie „Młodzież kontra”. Przedstawiciel Ruchu Narodowego zapytał poseł Nowoczesnej o plany działań w polityce zagranicznej oraz o Jedwabny Szlak. Polityk wybuchnęła śmiechem, po czym dodała, że nie odpowie, bo… nie wie. Internauci byli bezlitośni. „Bardzo złośliwy młody człowiek. Mógł przecież zapytać o kiszenie kapusty lub tarcie chrzanu....”, „Przecież ona nie zna się na niczym” – czytamy na Twitterze.

Program "Młodzież kontra... czyli pod ostrzałem" to cotygodniowy program publicystyczny emitowany od 15 lat. Znani politycy odpowiadają na pytania członków młodzieżówek różnych partii. Na zmianę prowadzą go dwaj redaktorzy – Tomasz Czeczótko i Sławomir Mokrzycki.

Goszcząca w programie Scheuring-Wielgus została zapytana o politykę zagraniczną. Nie powinna chyba dziwić jej odpowiedź, ponieważ tak wygląda właśnie program Nowoczesnej. Rok po wyborach oni nadal nie wiedzą… Internauci zwrócili uwagę, że tematyka Jedwabnego Szlaku to poziom gimnazjum.

Bartosz Wilczyński z Ruchu Narodowego zapytał:

Pani poseł, od pewnego czasu obserwujemy działania Chin, które starają się w pewnym ograniczonym obszarze kwestionować dominującą pozycję Stanów Zjednoczonych. Chcą wejść do Europy z Jedwabnym Szlakiem, który skróciłby czas przerzutu towarów do 48 godzin. To postawiłoby w niewygodnej pozycji hegemona – USA, który ma rozwinięty handel morski. Stąd też pewne tarcia na przykład na Morzu Południowochińskim. Tutaj rodzi się pytanie, wiadomo, że Polska może być tym zakończeniem Jedwabnego Szlaku, z drugiej strony są nasze relacje z USA. Jakby mogła pani przedstawić, zaproponować schemat postępowania w polityce zagranicznej, żeby jak najwięcej ugrać dla interesu narodowego.

Odpowiedź poseł Nowoczesnej była zadziwiająco krótka. Zresztą jeszcze w trakcie zadawania pytania Joanna Scheuring-Wielgus wybuchnęła śmiechem.

Z grubsza nie przedstawię, bo ja w ogóle nie rozumiem, o czym ty mówisz. Przepraszam. Nie odpowiem ci na to pytanie, bo się na tym nie znam i nie rozumiem twojego pytania

– powiedziała poseł Nowoczesnej.

Więcej + video: http://niezalezna.pl/90294-scheuring-wi ... czym-wideo
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Po wykończeniu konkurenta Poczta Polska rozpoczyna życie na bogato. Podwyżki dla klientów, a "działaczom" pensyjki
Obrazek
Zaledwie 5 miesięcy minęło od wycofania z rynku listów prywatnego operatora pocztowego InPost i przekonujemy się, co oznacza brak konkurencji. Poczta Polska chce około 20-procentowej podwyżki za najpopularniejsze usługi dostarczania listów zwykłych oraz poleconych.

Do Urzędu Komunikacji Elektronicznej wpłynął wniosek o zatwierdzenie nowego cennika usług pocztowych. Wysłanie zwykłego listu czy kartki pocztowej zdrożeje z 2 zł do 2,40 zł. Poczta Polska tłumaczy podwyżkę tak: – W ciągu ostatnich 10 lat ceny usług pocztowych spadły o 10 procent. Koszty pracy są wyraźnie wyższe i coraz trudniej utrzymać pracowników. Ceny muszą wzrosnąć, żeby Poczta Polska mogła realizować swoją misję – powiedział dziennikarzom Zbigniew Baranowski, rzecznik prasowy spółki.

Za co zapłacimy?

Rozpiszmy to tłumaczenie rzecznika Poczty na czynniki pierwsze. Dlaczego ceny usług spadały? Przez kilka ostatnich lat na rynku działało dwóch operatorów przesyłek listowych. W dodatku ostro ze sobą konkurujących. W 2013 roku Poczta Polska przegrała z InPostem przetarg na obsługę korespondencji sądów. Dokładnie rok temu odzyskała kontrakt oferując cenę "nie do obniżenia", czyli 293 mln zł za trzyletni kontrakt. Oferta InPostu opiewała 475 milionów.

Problem w tym, że według ekspertów i kalkulacji prywatnych firm – to cena poniżej kosztów, a państwowy gigant zrealizuje kontrakt ze stratą. W podobny sposób odebrano prywatnym listonoszom jeszcze kilka innych przetargów, aż przeszła im ochota na konkurowanie.

W efekcie 1 sierpnia InPost ogłosił, że rezygnuje z działalności na rynków listów. Wiele osób cieszył fakt, że Rafałowi Brzosce, milionerowi płacącemu doręczycielom niskie pensje, w końcu powinęła się noga. Faktem jest, że w nieładny sposób pozbył się listonoszy. Brzoska przepowiedział, że gdy tylko monopolista okrzepnie, odbije sobie straty na Kowalskich i małych firmach. Co właśnie się dzieje.
Tym się kończy brak konkurencji i wspieranie monopolu.dobrze że nas już na tym rynku nie ma-firmy i Kowalscy zapłacą https://t.co/doze3ctFUn

— Rafał Brzoska (@RBrzoska) 5 grudnia 2016

"Koszty pracy wyraźnie wyższe"

Co miał na myśli rzecznik? Odkąd nastała dobra zmiana, w państwowej spółce uaktywnili się sympatyzujący z nią pocztowi związkowcy. Wiosną tego roku trzeba było gasić zarzewie buntu w sprawie płac. Do strajku nie doszło. Za jaką cenę?

W rozmowie z naTemat listonosz zirytowany otrzymaną podwyżką – 65 zł miesięcznie, ujawnił, że tysiące złotych popłynęły do kierownictwa NSZZ Pracowników Poczty Polskiej. Około 120 osób z kręgu władz związku oraz aktywistów otrzymało podwyżki od około 3 tys. do 13 tys. zł. Jak na warunki poczty, kwoty są gigantyczne, bo zdecydowana większość z 80 tys. pocztowców zarabia niewiele ponad pensję minimalną. – Aby przyznać podwyżki uruchomiono karuzelę stanowisk. Wybrane osoby awansowano na wyższe stanowisko, otrzymywały podwyżkę, następnie rezygnowały zachowując przyznane wynagrodzenie – twierdzi w rozmowie z naTemat pocztowiec.

Szef tego związku Bogumił Nowicki zaprzecza, twierdząc iż dwie największe organizacje związkowe wynegocjowały latem tego roku 100 złotych brutto podwyżki dla pracowników zarabiających mniej niż 4000 zł. – Zgodnie z zapisami ustawy o związkach zawodowych negocjujemy wzrost płac dla wszystkich pracowników, a nie tylko dla członków „Solidarności” – dodaje. Według niego do znaczących kwotowo podwyżek mogło dojść w przypadku stanowisk dyrektorów. – Ale nie było to związane z ich przynależnością związkową – podkreśla

"Misja poczty"

Dziś rachunki za komórkę, kablówkę coraz częściej otrzymujemy na maila. Zobaczcie co wpada do skrzynek pocztowych, a okaże się, że tradycyjna poczta i obrót papierem potrzebne są jedynie urzędom. Dodajmy do tego, że dzięki bardziej dostępnemu systemowi ePUAP, jeszcze więcej spraw załatwimy z urzędem zdalnie i przez internet. Rynek listów, a wraz z nim misja poczty kurczy się. Co roku Poczcie Polskiej odpada około 200 mln złotych z 5 miliardów przychodów. Państwowa spółka osiągała ostatnio 18 mln zysku, jednak głównie za sprawą wyprzedaży nieruchomości. Według nieoficjalnych szacunków, na dumpingu straciła 800 mln zł i teraz musi to sobie odbić na klientach.

W tym roku strata poczty ma nie przekroczyć 100 mln złotych, ale minister budownictwa i infrastruktury Andrzej Adamczyk snuje odważne plany otwierania placówek pocztowych zamkniętych przez poprzedników. Ponieważ nie ma zysków z listów, na poczcie handluje się m.in. promocyjnymi opakowaniami proszków do prania, kolorowankami dla dzieci, rajstopami, zniczami. Sprzedaje się ubezpieczenia i oferuje kredyty. Adamczyk znalazł pocztowcom nowe zadanie. Będą sprzedawać bilety PKP.

źródło: http://natemat.pl/196087,po-wykonczeniu ... m-pensyjki
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

OECD: Polska administracja podatkowa najdroższa w Europie i 3. na świecie! Wszystko przez kosztowny i nieefektywny podatek PIT...
Obrazek
Administracja podatkowa w Polsce na swoje utrzymanie pochłania proporcjonalnie największą część środków pieniężnych zabranych podatnikom spośród wszystkich administracji podatkowych państw należących do UE. Jest także jedną z najdroższych na świecie - wynika z raportu OECD pt. "Tax Administration 2015". Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest utrzymywanie skomplikowanego podatku dochodowego PIT, na którego obsługę potrzeba całej armii urzędników, a wpływy z jego poboru są niewielkie.

Działanie aparatu skarbowego w Polsce pochłania aż 1,6 proc. tego, co zbiera on z podatków. Zdaniem ekspertów z Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) jest to najgorszy wynik spośród wszystkich państw należących do Unii Europejskiej. Zgodnie z raportem "Tax Administration 2015" np. w Niemczech współczynnik ten wynosi 1,35 proc., w Czechach - 1,13 proc., a w Wielkiej Brytanii - zaledwie 0,73 proc. Wśród 56 krajów, które bada OECD, wyższy niż w Polsce wskaźnik kosztu poboru podatków występuje jedynie w Japonii (1,7 proc. przychodów) oraz w Arabii Saudyjskiej (1,62 proc.).

Jednym z powodów takiego stanu rzeczy jest utrzymywanie niezwykle skomplikowanego (w polskim wydaniu), najeżonego różnymi progami, ulgami czy kosztami uzyskania podatku dochodowego PIT. Kilkadziesiąt tysięcy urzędników w Polsce jest oddelegowanych do obsługi tej fiskalnej daniny (niektóre szacunki mówią, że poborem, kontrolą i obsługą podatku dochodowego od osób fizycznych zajmuje się blisko 80 proc. całego aparatu skarbowego). Co roku dla 25 milionów podatników muszą oni sprawdzać deklaracje podatkowe, weryfikować ulgi, obsługiwać korespondencję itp. Pensje i wynagrodzenia dla tych urzędników kosztują grube miliardy złotych, które powodują, że nasz kraj na utrzymanie administracji podatkowej proporcjonalnie musi wydać najwięcej wśród wszystkich państw należących do Unii Europejskiej.

Zamiast utrzymywać nieefektywny, kosztowny i zabierający mnóstwo czasu podatek PIT, o wiele racjonalniej byłoby go całkowicie zlikwidować. W zamian, aby zapewnić stałe dochody budżetowi państwa, można by nieco podnieść (o 3-4 proc.) niższą stawkę podatku VAT (obecnie 8 proc.). To powinno zapewnić podobne dochody budżetowi, co podatek PIT przy jednoczesnym ograniczeniu kosztów funkcjonowania administracji podatkowej.

Proste? Oczywiście. Problemem może być jednak niezwykle silne lobby podatkowo-administracyjne. Wszak likwidując podatek PIT automatycznie likwidujemy dziesiątki tysięcy miejsc pracy dla osób, które "żyją" z wyliczania prawidłowej wysokości podatku dochodowego do zapłaty...

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul7/0346 ... atkowa.htm
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Tak Kijowski wsadził opozycję na największą minę od przegranych wyborów. To kolejny błąd lidera KOD, który pomaga PiS
Obrazek

Od kilku dni opozycja stoi pod pręgierzem i zbiera razy za pułkownika Adama Mazgułę. Prawicowe media zorganizowały polowanie z nagonką, w dodatku dzięki Mateuszowi Kijowskiemu. I o ile politycy opozycji już odcięli się od niewygodnego działacza, o tyle lider KOD nadal go broni. Tym samym bierze na swoje, i tak już obciążone, konto jego grzechy.

Emerytowany pułkownik Adam Mazguła szybko stał się ulubieńcem internautów, a chwilę później żądnych klików tradycyjnych mediów. To mechanizm, który nieco przypomina zawrotną karierę Zbigniewa Stonogi.
Obrazek

Kariera


I podobnie jak ze Stonogą, po jakimś czasie okazało się, że Mazguła nie wziął się znikąd i ma przeszłość, niekoniecznie chlubną. Do tego ma skłonność do niezbyt rozsądnych wypowiedzi. Prawicowe media ruszyły do ataku, bo Mazguła działa w Komitecie Obrony Demokracji.

"Wiadomości" od paru dni kilka razy w ciągu wydania powtarzają jego wypowiedź o kulturalnym stanie wojennym. Wiadomo, musi się dobrze utrwalić widzom. A to dlatego, że Mazguła podpisał ten sam list, który podpisali m.in. Grzegorz Schetyna i Ryszard Petru.

Polowanie

Wspierające PiS media próbują wmówić wyborcom, że liderzy opozycji popierają cały życiorys działacza KOD, choć pewnie nawet nie wiedzieli, kto to jest. Tłumaczą, że nie wiedzieli, że podpisze się pod nim taka osoba. Cóż, na przyszłość będą ostrożniejsi.

Jednak opozycja nie brnie w obronę Mazguły w imię jakiejś źle pojętej lojalności. Za to robi to Mateusz Kijowski, który jest organizatorem protestu 13 grudnia i był inicjatorem listu. Tym samym jeszcze dolewa paliwa, bo przecież możliwe, że dzisiaj w "Wiadomościach" usłyszymy, że "mimo ujawnienia przez media kompromitujących Mazgułę informacji, lider KOD Mateusz Kijowski nadal go broni".

Kabaret


Drugim kłopotliwym sygnatariuszem jest aktor Krzysztof Pieczyński, który od kilku lat w niszowych portalach oraz programie Elizy Michalik w Superstacji prowadzi krucjatę przeciw Kościołowi. Oczywiście można krytykować religię, ale sposób w jaki robi to Pieczyński naraża na śmieszność jego i wszystkich, którzy nagłaśniają jego słowa. Mam znajomych, którzy oglądają wywiady Pieczyńskiego zamiast kabaretów.

Zresztą sam Kijowski czasami ociera się o kabaret. Bo jak inaczej nazwać zaproszenie narodowców na organizowany przez KOD 11 listopada marsz? Albo pójście na pogrzeb Danuty Siedziakówny i Feliksa Zagończyka, by później nie znać ich imion i nazwisk?

Trudne początki


Początki działalności Kijowskiego w KOD upłynęły pod znakiem dyskusji o jego życiu osobistym, problemach z alimentami i zatrudnieniem w PZU. Temat się wypalił, co pozwalało sądzić, że lider KOD będzie mógł się zająć rozwijaniem organizacji. Tymczasem na to pomysłu nie widać, za to pojawiają się kolejne wpadki, które coraz bardziej ciążą opozycji.

A władza jest dzisiaj silna słabością opozycji.

źródło: http://natemat.pl/196237,tak-kijowski-w ... pomaga-pis
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Sędzia sądu okręgowego zmiażdżyła i ośmieszyła prawnicze kompetencje prezesa TK, prof. Rzeplińskiego. DOKUMENTY
Obrazek
Sędzia II Wydziału Cywilnego Sądu Okręgowego w Warszawie Eliza Kurkowska rozbiła w pył prawniczy, profesorski, sędziowski, trybunalski i prezesowski autorytet Andrzeja Rzeplińskiego.

W postanowieniu dotyczącym sprawy o sygnaturze II Co 90/16 sędzia Kurkowska wykazała, że prezes Trybunału Konstytucyjnego ma blade pojęcie o obowiązującym w Polsce prawie. Ale po kolei. Wszystko zaczęło się od pozwu Andrzeja Rzeplińskiego złożonego w II Wydziale Cywilnym Sądu Okręgowego w Warszawie przeciwko prezydentowi Andrzejowi Dudzie oraz sędziom TK Henrykowi Ciochowi, Lechowi Morawskiemu oraz Mariuszowi Muszyńskiemu. Postanowienie sądu oraz fragment wniosku dotyczący sędziego Mariusza Muszyńskiego (wnioski wobec dwóch pozostałych sędziów oraz prezydenta Dudy zostały rozstrzygnięte w taki sam sposób) można obejrzeć w załącznikach do tego tekstu. W pozwie wniesionym w imieniu Andrzeja Rzeplińskiego przez gdańską kancelarię Nowosielski i Partnerzy chodziło o „udzielenie zabezpieczenia” poprzez nakazanie sędziom Ciochowi, Morawskiemu i Muszyńskiemu „powstrzymania się od wykonywania czynności sędziego Trybunału Konstytucyjnego”, w tym od orzekania w TK - do czasu prawomocnego zakończenia postępowania o stwierdzenie nieważności oświadczenia o złożeniu ślubowania przed prezydentem RP. Powód wnosił też o nakazanie sędziom powstrzymania się od udziału w Zgromadzeniu Ogólnym Sędziów TK. Prezesowi Rzeplińskiemu chodziło więc o uzyskanie na drodze cywilnej sądowego uzasadnienia dla swojej decyzji o odsuwaniu sędziów Ciocha, Morawskiego i Muszyńskiego od orzekania oraz uczestnictwa w Zgromadzeniu Ogólnym Sędziów TK. Czyli sąd miał usankcjonować jego decyzję o nieuznawaniu tych osób za sędziów TK. Ale sprawa „się rypła” na całej linii i zakończyła kompromitacją prezesa Rzeplińskiego jako prawnika.

Uzasadniając swoje stanowisko powód zapowiedział wniesienie powództwa o „ustalenie nieważności lub o stwierdzenie nieistnienia oświadczenia o złożeniu ślubowania przed prezydentem RP”. Zapowiedział też powództwo o uznanie nieważności odebrania ślubowania przez prezydenta. Powód, czyli wielki autorytet prawniczy Andrzej Rzepliński oraz reprezentująca go gdańska kancelaria stwierdzili, że chodzi o „oświadczenie woli w rozumieniu przepisów prawa cywilnego”. Sąd wniosek o udzielenie zabezpieczenia odrzucił, dając przy okazji wielkiemu autorytetowi prawniczemu, prezesowi, profesorowi Rzeplińskiemu elementarną lekcję prawa. W ramach tej lekcji sędzia Kurkowska wskazała, że w tej sprawie nie istnieje droga sądowa na podstawie art. 730 par. 1 kodeksu postępowania cywilnego. Poruszona kwestia nie jest bowiem sprawą cywilną. A to m.in. z tego powodu, że strony „wykonują funkcje organów konstytucyjnych w państwie”. Sędzia Kurkowska wykazała wielkiemu autorytetowi prawniczemu, profesorowi i prezesowi Rzeplińskiemu, że złożenie i odebranie ślubowania nie są oświadczeniem woli w rozumieniu art. 60 kodeksu cywilnego. Oświadczeniem woli jest bowiem tylko takie działanie, którego celem jest dokonanie czynności prawnej. Tymczasem ślubowanie tylko podnosi rangę powołania na stanowisko, więc nie jest czynnością cywilnoprawną. Zajmowanie stanowiska sędziego TK jest z kolei pełnieniem służby publicznej, a nie wykonywaniem zobowiązania o charakterze cywilnoprawnym.

W ocenie Sądu zarówno akt złożenia ślubowania przez sędziego Trybunału Konstytucyjnego jak też akt przyjęcia tego ślubowania przez Prezydenta Rzeczypospolitej nie mają charakteru cywilnoprawnego, lecz publicznoprawny

— uzasadniła sędzia Kurkowska.

W tej sprawie wielkiemu autorytetowi prawniczemu, prezesowi, profesorowi Rzeplińskiemu nie przysługiwało prawo do sądu w rozumieniu art. 45 ust. 1 art. 77 ust. 2 konstytucji.

W ocenie Sądu, sąd powszechny nie może rozstrzygać o kwestiach dotyczących zagadnień prawnoustrojowych Trybunału Konstytucyjnego, a także o uprawnieniach członków tego gremium do orzekania w charakterze Sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Wobec tego, że ani złożenie ślubowania (…), ani jego przyjęcie przez Prezydenta RP nie mają charakteru oświadczeń woli, nie znajdują do nich zastosowania przepisy kodeksu cywilnego dotyczące tego rodzaju czynności konwencjonalnych

— czytamy w uzasadnieniu.

Ponadto sąd stwierdził:

Przedmiotowa sprawa nie ma charakteru sprawy cywilnej (art. 1 pkc) w znaczeniu materialnym ani też w znaczeniu formalnym, gdyż żadna norma nie przewiduje dla jej rozpoznania drogi postępowania cywilnego. Żadna z okoliczności podniesionych w uzasadnieniu wniosku nie zasługuje na przyjęcie, że ma ona charakter sprawy cywilnej, co implikuje konieczność odrzucenia wniosku.

Skoro sędzia Eliza Kurkowska łatwo i ewidentnie wykazała elementarne braki w znajomości prawa u wielkiego autorytetu prawniczego, sędziowskiego i profesorskiego, rodzi się pytanie, ile są warte orzeczenia firmowane przez Andrzeja Rzeplińskiego jako sędziego i prezesa TK. Jeśli prezes Rzepliński myli się tak bardzo w prostej sprawie, to jaką wartość mają jego rozstrzygnięcia w kwestiach prawniczo skomplikowanych, do jakich należą te rozpatrywanie w Trybunale Konstytucyjnym?

źródło + załączniki: http://wpolityce.pl/polityka/318421-tyl ... -dokumenty
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

"Duda zatrudnił degustatora win za 6 tys. zł". Jak rozpoznać fejki – nową broń w politycznej wojnie?
Obrazek
Nie każdy może mieć osobistego specjalistę od dezinformacji niczym Antoni Macierewicz. Internet, a szczególnie media społecznościowe zalewane są codziennie tysiącami informacji, które szybko zaczynają żyć własnym życiem. Wiele z nich to informacje zmyślone, czyli fejki. Można je łatwo wyłowić z morza innych wiadomości, bo już na pierwszy rzut oka wyglądają podejrzanie, ale nadal wiele osób traktuje je jak prawdę objawioną. Jak nie dać się wkręcić? Zanim puścisz w obieg „newsa”, którego przeczytałeś zastanów się nad jego wiarygodnością.

Wysyp fejków po tzw. liście Misiewiczów


Przykłady fejków z ostatnich dni? Na Facebooku furorę robi informacja o 21-latku, który dostał rzekomo pracę w Kancelarii Prezydenta z pensją 6 tys zł netto. Jest jego imię i nazwisko, pozowane zdjęcie praz podpis, „że to syn kuzynki prezydenta Andrzeja Dudy”. Tysiące ludzi, a nawet niektóre polityczne witryny bezrefleksyjnie zamieściły – tego wyssanego z palca newsa –na swoich tablicach i kipią z oburzenia, ze nepotyzm, kolesiostwo, zwykłe draństwo. Dla politycznych ignorantów „news” może się wydawać prawdziwy, w końcu nie tak dawno "Nowoczesna" opublikowała listę tzw. Misiewiczów, czyli osób najczęściej bez kompetencji, a nawet bez odpowiedniego wykształcenia, które dzięki rodzinnym i politycznym koneksjom dostały intratne synekury w strukturach władzy PiS.

Staromiejski, czyli Nowowiejski


Ale informacja o "degustatorze win" z daleka wygląda na podejrzaną i trąci infantylizmem. Pomimo tego z szybkością karabinu maszynowego zaczyna podbijać media społecznościowe. Na FB piszemy do administratora strony „Kobiety Lewicy” z pytaniem, skąd mają taką informację i czy ją potwierdzili? Otrzymujemy odpowiedź, że „news jest prawdziwy, pochodzi z Kancelarii Prezydenta, ale że zapewne i tak otoczenie Andrzeja Dudy jej nie potwierdzi". Szybo okazuje się, że rzekomy sommelier Grzegorz Staromiejski to w rzeczywistości Grzegorz Nowowiejski, członek partii Korwin, raczej dalekiej politycznie od obozu "dobrej zmiany". Ktoś zrobił mu kawał, przekleił zdjęcie z oficjalnego konta i puścił w polityczny obieg jako „syna kuzynki Dudy”. Przy okazji "dowcipniś" narobił zapewne chłopakowi wielu problemów , a mógł nawet zniszczyć życie.
Obrazek
Newsy z czapy

Podobnych, pisanych na wodzie „newsów” było w ostatnich dniach mnóstwo. Na FB i Twitterze mogliśmy przeczytać o siostrzenicy, kuzynie, sąsiadce (pojawiły się różne wersje) ministra Zbigniewa Ziobro, którzy(e) bez odpowiedniego wykształcenia mieli dostać intratne stanowiska w rządzie, albo o powinowatych premier Beaty Szydło, czy posłanki Krystyny Pawłowicz - pozatrudnianych z politycznego klucza w różnych spółkach skarbu państwa.

Schemat wszystkich tych informacji był podobny: w oczy rzucały się zarobki i brak wystarczających kwalifikacji oraz nadtytuł – "udostępniajmy i skończmy z dojną zmianą".

Pogromcy fejków

Wiele osób przytomnie zwracało uwagę w komentarzach, że to może być prowokacja mająca na celu ośmieszenie opozycji, czy konkretnych osób, ale inni użytkownicy mediów społecznościowych bezrefleksyjnie przekazywali „newsy” dalej. A z fejkami jest jak ze starym dowcipem o Radiu Erewań: "Słuchacze pytają: Czy to prawda, że na Placu Czerwonym rozdają samochody? Radio Erewań odpowiada: tak, to prawda, ale nie samochody, tylko rowery, nie na Placu Czerwonym, tylko w okolicach Dworca Warszawskiego i nie rozdają, tylko kradną".

Jak więc bronić się przed fejkami? Przede wszystkim do każdej informacji w sieci należy podchodzić z dystansem i zawsze warto sprawdzić dane w niej zawarte, albo po prostu - jeśli coś nam nie gra - nie przekazywać jej dalej i nie upubliczniać swoim znajomym. Wystarczy często poczytać komentarze pod „newsem”, by zorientować się że jest on zmyślony, albo "wygooglać" choćby podstawowe informacje na temat rodziny danego polityka. Są też strony, które specjalizują się w tropieniu fejków.

Praca setek trolli

Tajemnicą poliszynela jest jednak to, że wraz z profesjonalizacją i komercjalizacją polityki, ugrupowania, czy nawet poszczególni politycy, wynajmują internetowych trolli, którzy specjalizują się w pisaniu w sieci laurek pod adresem swoich pracodawców, hejtowaniem ich przeciwników albo po prostu sianiem dezinformacji. Pocieszające jest to, że ofiarami własnej propagandy padają także politycy, którzy przekazują, albo powołują się na zmyślone informacje. I wpadają we własne sidła.

źródło: http://natemat.pl/196235,duda-zatrudnil ... na-wszecho
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

NSZ

brawo! każdego kremlowskiego czopka usunąć i prześwietlić jak promieniami gamma... })


---------------------------------------

vwlodek

Powinni wejść do matecznika sowieckiej agentury w Polsce,siedziby władz Nowoczesnej,PO i PSL...
Jedną spec grupę wysłać do Brukseli po Tuska i jego Pomagierów.
Nie czekać aż Makrela ukryje tego kundla w Berlinie...wtedy go nie dostaną,bo jak wiadomo Niemcy nie wydają swoich obywateli obcemu wymiarowi sprawiedliwości..


--------------------------------------

santiago

Czy może ktoś pamięta ilu sowieckich szpiegów złapał ten arcyśmieć , zdrajca Dukaczewski jak był szefem WSI ? Pamięta ktoś?

====================

Uzbrojeni żołnierze, dron i zaskoczony uciekinier. Zobacz jak zatrzymują Piotra C. - WIDEO
Obrazek

Poszukiwany listem gończym porucznik rezerwy Piotr C. został we wtorek zatrzymany przez Służbę Kontrwywiadu Wojskowego. Portal tvp.info dotarł do nagrania z operacji służb. Zatrzymanie porucznika to element szerszej operacji kontrwywiadu wojskowego wymierzonej w rezydenturę rosyjskiego wywiadu w Polsce - dowiaduje się portal niezalezna.pl.


Wczoraj C. usłyszał zarzuty działalności szpiegowskiej – chodzi o gotowość pracy na rzecz obcego wywiadu lub gromadzenie informacji na jego rzecz. Grozi mu kara od 6 miesięcy do lat 8 więzienia.

Brawurowa akcja zatrzymania byłego żołnierza rozwiązanego po katastrofie smoleńskiej 36 specpułku została nagrana m.in. z drona.

W tym kontekście warto przypomnieć, że „Gazeta Polska” dotarła do dokumentów, które świadczą, że oficerowie SKW spotykali się z funkcjonariuszami Federalnej Służby Bezpieczeństwa Rosji.

Były szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego Piotr Pytel oraz dyrektor jego gabinetu Krzysztof Dusza w czasie swojego urzędowania w SKW spotykali się z W.J. – rezydentem rosyjskiego wywiadu w Polsce. Spotkania miały miejsce w czasie, gdy Pytel był dyrektorem Zarządu Operacyjnego SKW, a szefem wojskowego kontrwywiadu – gen. Janusz Nosek. Jedno z nich odbyło się we wsi Ułowo, tuż obok granicy z obwodem kaliningradzkim.

ZOBACZ AKCJĘ ZATRZYMANIA PIOTRA C.

źródło + video: http://niezalezna.pl/90366-uzbrojeni-zo ... ra-c-wideo
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Pomoc publiczna udzielona francuskim stoczniom była legalna. Pomoc publiczna udzielona polskim stoczniom była nielegalna. W UE są równi i równiejsi...
Obrazek
W 2008 roku Komisja Europejska uznała, że pomoc publiczna jaka w przeszłości została przyznana stoczniom w Gdyni i Szczecinie była nielegalna i musi zostać zwrócona. W praktyce oznaczało to postawienie obu stoczni w stan likwidacji. Rząd Tuska nie odwołał się od tej decyzji do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, bowiem uznał, iż "tak nie wypada" (cytat z raportu NIK!). Od decyzji KE, co do własnych stoczni, odwołała się za to Francja. Opłaciło się - ETS uznał, że pomoc francuskiego rządu nie była nielegalna, dzięki czemu ich stocznie zostały uratowane...

Przypomnijmy - w 2008 roku Komisja Europejska nie zaakceptowała żadnego z przekazanych jej przez Ministerstwo Skarbu Państwa planów restrukturyzacji stoczni w Gdyni i Szczecinie. Jednocześnie uznała, że pomoc publiczna jaka w przeszłości została polskim stoczniom przyznana, była nielegalna i musi zostać zwrócona. W praktyce oznaczało to postawienie obu stoczni w stan likwidacji i sprzedaż ich całego majątku.

Kilka lat później NIK opublikował raport dotyczący prób ratowania, a następnie sprzedaży stoczni w Gdyni i Szczecinie. Zdaniem NIK rząd Tuska nie wykorzystał wszystkich możliwości ratowania stoczni w Gdyni i Szczecinie. Błędem kardynalnym było przede wszystkim zaniechanie przez stronę polską odwołania się od decyzji Komisji Europejskiej. Ówczesny minister Skarbu Państwa mógł złożyć skargę o stwierdzenie nieważności decyzji KE do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, na podstawie art. 230 Traktatu ustanawiającego Wspólnotę Europejską. Mógł on również wnioskować o wydanie zarządzenia tymczasowego w celu wstrzymania wykonania decyzji Komisji (art. 242 Traktatu). Możliwości takie wskazywała analiza sporządzona w czerwcu 2008 r. dla Agencji Rozwoju Przemysłu SA przez firmę doradczą KPMG.

Minister Skarbu Państwa (a był nim wówczas, nie kto inny jak Aleksander Grad) tłumaczył, iż "nie dysponował informacjami, z których można byłoby wywieść przekonujące argumenty przemawiające za zaskarżeniem decyzji Komisji". Zeznania pozyskane przez NIK w trakcie kontroli wskazują jednak na nieco inną przyczynę braku zastosowania środka odwoławczego. Kontrolerzy NIK stwierdzili, że kierownictwo Ministerstwa Skarbu Państwa uznało decyzje KE o konieczności zwrotu pomocy publicznej (z jednoczesnym odroczeniem samego procesu egzekwowania zwrotu tejże pomocy) za decyzję, od której najzwyczajniej w świecie... "nie wypadało się odwołać" (sic!).

W tym kontekście warto zauważyć, że od identycznej decyzji Komisji Europejskiej, nakazującej zwrot udzielonej stoczniom pomocy publicznej, odwołał się do Europejskiego Trybunału rząd Francji. Co istotne - Francja przed Trybunałem wygrała, dzięki czemu ich stocznie nie zostały zamknięte.

Czy decyzja ludzi Tuska o tym, iż "nie wypada" odwoływać się do wyższych instancji w sprawie niekorzystnych decyzji Komisji Europejskiej utorowała ówczesnemu premierowi Polski drogę do obecnie zajmowanego stanowiska...?

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul7/0346 ... niejsi.htm
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

Zilo

Czyli niezależna prokuratura była po to - by nikt za nic nie odpowiadał ! To było jednak świetne rozwiązania Herr Tuska dla sitw III RP. Mistrzowskie rozwiązania !


====================

taka prawda

Seremet draniu, przez skórę czułeś że wspierałeś łajdactwa POPSL...dobrze pamiętam nagrane z ukrycia twoje słowa: "Jak wygra wybory PiS, to nas pozamyka"...i wam się to należy nadzwyczajna kasto.

========================

To było do przewidzenia... Seremet wybiela się przed komisją ds. Amber Gold: „Nie miałem narzędzi kontrolnych i byłem atakowany"
Obrazek
Przesłuchiwany dzisiaj przez komisję śledczą ds. Amber Gold, Andrzej Seremet, już na wstępie swoich zeznań stwierdził, że „żadnych sensacji” komisja od niego nie usłyszy. Nie mylił się. Przez pierwszą godzinę swoich zeznań, najważniejszy prokurator z czasów rządu Donalda Tuska, udowadniał komisji, że w zasadzie nie miał on większego wpływu na działania śledczych w sprawie Amber Gold.

Były Prokurator Generalny zeznał, że rzekoma niezależność prokuratorska nie pozwalała mu na ostrzejsze działania wobec śledczych, którzy w sposób wyjątkowo nieudolny prowadzili postępowania w sprawie Marcina P. oraz jego piramidy finansowej Amber Gold

To ja miałem odpowiedzieć za błędy, a nie miałem narzędzi i była to sytuacją niekomfortowa. Decyzja prokuratora podjęta w toku postępowania przygotowawczego i śledztwa mogła być zmieniona jedynie przez jego bezpośrednio przełożonego. Prokurator Generalny nie miał na to wpływu. Taka sytuacja nie była do końca trafna.

– tłumaczył Andrzej Seremet, sugerując, że sam nie miał wpływu na decyzje śledczych.

Zdaniem Seremeta był on przeciwny takim rozwiązaniom i wielokrpotnie próbował ją zmienić.

W licznych wystąpieniach i monitach, sugerowałem, że ustawa dająca niezależność prokuratury od struktur rządowych jest nietrafna, a reforma niedokończona.

– mówił Seremet.

Winę za ten stan, były Prokurator Generalny, zrzucił oczywiście na polityków, chociaż zapomniał, że był jednym z najbliższych współpracowników Donalda Tuska, którego koalicja miała większość w Sejmie oraz prezydenta pochodzącego z tego obozu.

Chodziłem do wszystkich klubów sejmowych, by zmienić te zapisy, ale wysłuchał mnie jedynie Janusz Palikot.

– narzekał Seremet, tłumacząc swoją rzekomą bezsilność wobec śledczych i systemu, który nadawał prokuratorom całkowita niezależność i wykluczał ręczny system kontroli śledczych.

Seremt zasugerował też, że zmiany, nadające szeregowym prokuratorom nadmierną swobodę działania, to wynik rządów PiS z lat 2005 - 2007.

Prokuratorzy mieli dosyć dyrektywnego sterowania z lat poprzednich(…). To było dla nich nie do zniesienia(…). Prokuratorzy nadrzędni wydawali polecenia, często przez telefon i nie brali za to żadnej odpowiedzialności.

– zeznał Andrzej Seremet.

Argumenty byłego Prokuratora Generalnego szybko zbiła szefowa komisji śledczej Małgorzata Wassermann, która zarzuciła Seremetowi, ze za jego czasów nie było praktycznie żadnej kontroli nad śledczymi, którzy sprawę Amber Gold zamiatali pod dywan.

To była karykatura. Formalnie nie było nadzoru. Żaden prokurator referent nie podjąłby decyzji bez konsultacji z szefem. (…)

– powiedziała posłanka.

Wassermann odniosła się także do systemu wymiaru sprawiedliwości, który pozwolił na nieprawdopodobne uchybienia w postępowaniach w sprawie Amber Gold.

Ówczesna władza nie przyznawała kompetencji prokuraturze, bo prokuratura była wygodnym chłopcem do bicia.(…) Wielka ilość błędów i zaniechań jakich dopuścił się referent (mowa o prokurator Kijanko, która na pierwszym etapie postępowania zrobiła wszystko, by Marcin P. czuł się bezkarnie - red.).(…) Nadzór miał być, a tak naprawdę go nie było

– wytykała Seremetowi i wspominała o marazmie jaki panował w prokuraturach za czasów Seremeta.

Prokuratorzy wychodzili z założenia, że lepiej nic nie robić. To był ten nurt, który słyszało się na korytarzach w prokuraturach.

– powiedziała Małgorzata Wassermann.

Seremet - pierwszy i jak dotąd ostatni prokurator generalny poza rządem - funkcję szefa prokuratury objął 31 marca 2010 r. i sprawował ją przez sześć lat - do momentu, gdy przeszedł w stan spoczynku, a 4 marca tego roku w życie weszło przywrócenie unii personalnej między prokuraturą a resortem sprawiedliwości.

O uchybieniach prokuratury w sprawie Amber Gold i swych działaniach Seremet - jako wówczas urzędujący prokurator generalny - mówił szczegółowo dwukrotnie w końcu sierpnia 2012 r. Po raz pierwszy 27 sierpnia na specjalnej konferencji prasowej przedstawił raport PG na temat działalności organów ścigania w sprawie spółki i jej prezesa Marcina P., następnie zaś 30 sierpnia, kiedy w Sejmie przedstawiał informacje na temat sprawy Amber Gold.

Już wówczas ówczesny szef prokuratury wyliczał błędy popełnione w tej sprawie przez śledczych. W tym kontekście mówił m.in. o tym, że prokurator prowadzący to postępowanie w Prokuraturze Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz pochopnie odmówił jego wszczęcia po doniesieniu KNF, nie dokonał żadnych czynności sprawdzających, oparł się jedynie na przedstawionych przez Marcina P. dokumentach.

źródło: http://wpolityce.pl/polityka/318545-to- ... -atakowany
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

maly polak

poczytajcie o nowobogackim milionerze.
Romunaldzie Ściborowskim.
Jak to kupowal upadle szpitale itd ciekawe tez co o nim na Facebooku pisze jeden z jego kientow. juz w 2013 roku


-----------------------

Gość


Jak widać trzeba szybko zabrać się za budowę nowych więzień bo nie wystarczy ich w Polsce dla tej bandy z PO-PSL, SLD, wypuścić tych z małymi wyrokami.
Nie ma dnia bez aresztowania byłych członków PO-PSL, SLD, czyli mafii grasującej w Polsce przez 8 lat, okupantów i bandytów w białych kołnierzykach, gangsterów.
Kiedy rząd zabierze się za Banki w Polsce? Jestem przekonany, że połowa z tych tzw. "prezesów" też trafi za kratki jak w Islandii.
Mamy ogromny Stadion Narodowy pusty, tam wszyscy się zmieszczą jak braknie więzień. Możemy w ramach pomocy nawet pilnować stadion 24g/dobę aby nikt z niego nie uciekł.


========================

Był na liście najbogatszych – usłyszał korupcyjne zarzuty
Obrazek
Romuald Ś., którego nazwisko figurowało na liście najbogatszych Polaków usłyszał prokuratorskie zarzuty. Śledczy mówią o praniu brudnych pieniędzy i wyłudzeniach.

Jak informuje TVN24 zatrzymane zostały cztery osoby z zarządu Polskiego Centrum Zdrowia. Wszyscy zatrzymani usłyszeli już prokuratorskie zarzuty. Wśród nich jest Romuald Ś. - jeden z najbogatszych Polaków.

Wszystkie zatrzymane osoby podejrzewane są o pranie brudnych pieniędzy i wyłudzenia na skalę ok. 80 mln zł. Prokuratura przedstawiła im już zarzuty korupcyjne.

Obecnie trwa zabezpieczanie majątków, w tym kolekcji luksusowych samochodów. Śledczy podkreślają, że chodzi o oszustwa na wielką skalę.

- Zgromadzono materiał dowodowy, który pozwolił na zatrzymanie czterech osób, które w różnych okresach czasu pełniły funkcje w zarządzie spółki akcyjnej Polskie Centrum Zdrowia, bądź w innych spółkach grupy kapitałowej PCZ - wyjaśnia Robert Tomankiewicz z Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej we Wrocławiu.

źródło: http://niezalezna.pl/90434-byl-na-lisci ... ne-zarzuty
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Czytając i słuchając naszego noblisty, nazwę to bełkotem... :-) Elektryk, który potrafił tylko podłączyć elektrycznie przyczepę z traktorem, nic mądrego powiedzieć nie może... :-)
=======================
Nowa wersja Wałęsy. "Pismo jest potrzebne z tamtego czasu. A wszystko mi zabrali"
Obrazek
"To są żarty niepoważne, śmiesznych historyków, którzy w ogóle nie mają pojęcia, jak walka wyglądała w 1970 r." - odpowiedział Lech Wałęsa na pytanie czy dostarczy IPN próbki swojego pisma. Dzisiaj członkowie koła poselskiego Europejscy Demokraci przyjechali do Gdańska. Razem z Lechem Wałęsą naradzali się jak pokonać Prawo i sprawiedliwość oraz zjednoczyć opozycję. Na spotkaniu obecni byli szefowa ED Elżbieta Bińczycka, Stefan Niesiołowski oraz Jacek Protasiewicz - Czterech nas jest, z tego może być pięć partii politycznych – powiedział Lech Wałęsa.

Ponieważ Lech Wałęsa nie chcę przekazać próbek pisma IPN wystąpił z wnioskiem o zbadanie próbek grafologicznych funkcjonariuszy SB, którzy mieli brać udział w pozyskaniu i prowadzeniu TW „Bolka”. Z nieoficjalnych informacji „Panoramy” TVP wynika, że wszyscy oficerowie wyrazili zgodę na pobranie próbek ich pisma.

Opowiadają bzdury, piszą nieprawdy, idą na łatwiznę. W związku z tym, po co im dzisiaj pismo po 50 latach. Pismo jest potrzebne z tamtego czasu. A z tamtego czasu wszystko na rewizjach zostało mi zabrane i IPN te materiały posiada albo powinien posiadać. Bo ja nie mam, bo mi je zabrano. I ma kwity i te kity są w IPN-nie. Żartują sobie... chcą, żebym dyktando pisał – powiedział Lech Wałęsa.

Podczas konferencji Lech Wałęsa otrzymał prezent od Jacka Protasiewicza. Lampkę dynamo mały ruchomy warsztat elektryka - Po to by pan prezydent zabrał go z sobą i pojechał z nim w Polskę – powiedział Protasiewicz.
Wszyscy widzimy co dzieje się w kraju, że wielki dorobek jest marnotrawiony i patrioci powinni zastanowić się co robić. By w polityczny sposób albo nawrócić tych, co dzisiaj rządzą, albo pomóc się im się katapultować. Bo z tym zgadzać się nie wolno. Za drogo nas to kosztowało, by pozwalać na takie niekorzystne działania. O tym rozmawialiśmy i temu będziemy służyć dziś i w przyszłości

– powiedział Lech Wałęsa na specjalnie zorganizowanej konferencji prasowej w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku.

Lech Wałęsa zapowiedział dążenie do “korekty” prawa, która musi być zrobiona, aby walka o władzę była zadowalająca.

Demokracja to jest rywalizacja, to jest walka, to jest wojna każdego z każdym o dobą pozycję na liście wyborczej i w ogóle. To są zasady demokratyczne: walczyć miedzy sobą, tylko jeden warunek -w żelaznych ramach prawa(...)dopóki tu nie poprawimy, to ta walka będzie niedobra, nieuczciwa i niezadowalająca. Dlatego w tym nowym działaniu poprawmy prawo(…) Tutaj musimy doprowadzić do korekty w przyszłych naszych działaniach. Wtedy nie będą się działy takie przypadki, z jakimi mamy dzisiaj do czynienia.

- powiedział Lech Wałęsa.

Europejscy Demokraci udostępnili KOD siedzibę w Warszawie oraz zapowiedzieli na wiosnę organizację kongresu demokratycznego. Wałęsa zdradził też na spotkaniu, dlaczego tak ważne jest organizowanie demonstracji.

Musimy angażować naród w sposób, który przejmuje, który nie wymaga na dzisiaj większego zorganizowania. Marsze, czy tego typu protesty nie wymagają większego zorganizowania, a jednak angażują ludzi(…). Ja tak przyjmuje te manifestacje wszelkiego typu. Na wielką manifestację jest trochę za wcześnie. Stąd mój udział jest wątpliwy, bo bym musiał podejmować decyzję. A tych decyzji nie może dzisiaj być. Musimy się bardziej przygotować, porozumieć i mądrzejsi z rozwiązaniami możemy przyspieszać działanie.

- mówił były prezydent.

Wałęsa dodał, że chciałby wprowadzić badania psychologiczne dla przyszłych ministrów.

źródło + video: http://niezalezna.pl/90417-nowa-wersja- ... mi-zabrali
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

magis amica veritas

"Ile osób już zwolniła Agora?" - Odp.: ZA MAŁO!

-----------------------------

Lech


Kurek z panstwowa kasa zakrecony to plajtuja, mysleli, ze beda pluc na rzadzacych i kase od nich dostawac, debile :-(

----------------------------

Janulino |


Ci ludzie nie powinni nigdzie być zatrudniani. Wszyscy pracownicy Agory to antypolacy!

======================

Ile osób już zwolniła Agora?
Obrazek
"Od początku zwolnień grupowych w Agorze wypowiedzenia otrzymało 120 pracowników, głównie z zespołu „Gazety Wyborczej”. W najbliższym czasie ma zostać zwolnionych jeszcze 70 osób" - podał serwis wirtualnemedia.pl.

Początkowo zwolnienia grupowe w Agorze miały mieć mniejszy zasięg, ale już wiadomo, że - jak podają wirtualnemedia.pl - "będą miały większą skalę - obejmą 190 pracowników, czyli 9,6 proc. osób zatrudnionych obecnie w firmie na etatach".

"Redukcje obejmują tylko spółkę Agora SA, stanowiącą część grupy kapitałowej Agory i odpowiadająca za jej działalność w branży prasowej i internetowej. Zwalniani są przede wszystkim pracownicy zespołu „Gazety Wyborczej” - zarówno z redakcji, jak też biura sprzedaży" - dodaje serwis.

źródło: http://niezalezna.pl/90453-ile-osob-juz-zwolnila-agora
Obrazek
odpowiedz

Informacje

  Google [Bot]  »  2 gości

Moderatorzy

NEVIL, ModTEAM