: 17 lip 2005, 12:23
no i wszystko jasne:tomi pisze:powyżej 32 stopni, jeśli się nie myle38 stopni, to mogą tylko ratownicy górniczy, i nie bez znaczenia jest też wilgotność powietrza
news z teberii.pl
Warunki pracy w KGHM coraz stają się coraz gorsze (WSP, 4-ro brygadówka, omijanie prawa górniczego). Ciekawe dokąd to wszystko zaprowadzi?Do niedawna, gdy temperatura pod ziemią przekraczała 28 stopni, czas pracy skracano o dwie godziny. Jeśli termometry wskazały więcej niż 33 kreski, można było prowadzić wyłącznie akcje ratownicze. Te normy to już przeszłość. Dziś nawet 35 stopni nie wystarczy, by zaniechać fedrowania - pisze "Słowo Polskie - Gazeta Wrocławska".
Związkowcy z miedziowej Solidarności przez przypadek dowiedzieli się, że od roku temperaturę w kopalniach mierzy się po nowemu. Już nie wystarczą wskazania zwykłego termometru. Pod uwagę bierze się również wilgotność powietrza, jego ruch, rodzaj wykonywanych zajęć i inne wskaźniki, a potem przy pomocy skomplikowanego wzoru wylicza się tzw. temperaturę zastępczą. Z reguły jest ona o kilka stopni niższa niż wskazania zwykłego termometru. W efekcie nawet przy 30 stopniach górnicy nie mogą już liczyć na skrócenie czasu pracy - podaje dziennik.
"Żar jest straszny" - opowiada gazecie operator jednej z maszyn pracujący na przodku w kopalni ZG Lubin (boi się ujawnić swoje nazwisko). "Brakuje tlenu. Gorące powietrze dodatkowo nagrzewa się od ociosów, parzy skórę. Rozbieramy się do samych spodenek, bo trudno wytrzymać z gorąca" - dodaje. "W takich warunkach normalny człowiek nie jest w stanie przeżyć" - twierdzi przewodniczący Sekcji Krajowej Górnictwa Rud Miedzi NSZZ "Solidarność" Józef Czyczerski. "Nie ma sensu odprowadzanie składek na emeryturę, bo oni jej nie doczekają" - dodaje ponuro.
Nowy sposób pomiaru warunków klimatycznych zatwierdził w połowie ubiegłego roku ówczesny prezes KGHM Polska Miedź Wiktor Błądek. "Pan Błądek pracował kiedyś pod ziemią, ale widocznie zapomniał, w jakich warunkach harują górnicy, odkąd przesiadł się do klimatyzowanych pomieszczeń i chłodzonych limuzyn" - kpi Józef Czyczerski w rozmowie ze "Słowem Polskim - Gazetą Wrocławską".