Miała być już umowa, a wszystko skończy się w sądzie
Kasa za obwodnicę przeszła koło nosa
Polityczne zawirowania w sejmiku województwa dolnośląskiego, które sprawiły odwołanie z funkcji wicemarszałka Tymoteusza Myrdy i w konsekwencji upadek Bezpartyjnych Samorządowców, oznacza już teraz dla prezydenta Lubina sądową batalię o zwrot pieniądzy za wybudowanie południowej obwodnicy miasta. Robert Raczyński bardzo liczył na te środki, które nieco wyprostowałyby budżet i mogły być przeznaczone np. na sfinansowanie budowy parku militarnego.
Jeszcze w czerwcu prezydent Lubina był spokojny o utrzymanie szerokiej koalicji w sejmiku dolnośląskim. Publicznie nawet ogłosił, że miasto jest w przededniu sfinalizowania umowy z Urzędem Marszałkowskim na zwrot 27 mln zł za wybudowanie południowej obwodnicy łączącej Przylesie z Ustroniem. Ale wszystkie te plany pokrzyżował prezydent Wrocławia, Rafał Dutkiewicz, dzięki ktoremu doszło do kolejnego przewrotu w sejmiku. Z funkcji wicemarszałka odwołano stronnika Raczyńskiego, Tymoteusza Myrdę, a kilkanaście dni później Bezpartyjni sami się rozwiązali.
W obliczu nowej sytuacji politycznej w sejmiku, 27 mln zł obiecanych dla Lubina, przejdzie koło nosa. - W sprawie odzyskania pieniędzy za południową obwodnicę Lubina, tak naprawdę wróciliśmy do punktu wyjścia, czyli do negocjacji i konieczności jakieś formy ugody zawartej przed sądem. Prezydent Lubina cały czas jest konsekwentny domagając się oddania tych pieniędzy przez Urząd Marszałkowski za drogę, która już jest wojewódzka. Przypomnę, że marszałek przejął już tę drogę, ona nie należy do miasta - mówi Jacek Mamiński, rzecznik prezydenta Lubina.
źródło:
http://miedziowe.pl/content/view/79930/78/