Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


12 fałszywych argumentów za zakazem handlu w niedzielę
Obrazek
Zakaz handlu w niedzielę, podobnie jak podważony przez Komisję Europejską podatek od sprzedaży detalicznej (zob. Komunikat FOR z 20 września 2016: Komisja Europejska chroni polskich konsumentów przed złymi pomysłami naszego rządu), obniża konkurencyjność największych i najbardziej produktywnych sieci handlowych w Polsce, a tym samym działa na szkodę konsumentów i efektywności sektora.

Wypowiadaliśmy się już na temat zakazu handlu w niedzielę (zob. Analiza 12/2016: Zakaz handlu w niedzielę - szkodliwy dla konsumentów, pracowników i sektora handlu), gdzie również dostępny jest przegląd literatury naukowej którą cytujemy w tym komunikacie. Niestety zwolennicy zakazu dalej często posługują się nieprawdziwymi lub wprowadzającymi w błąd argumentami. Przewodniczący komitetu inicjatywy ustawodawczej „Wolna niedziela” i Solidarności handlowej Alfred Bujara na posiedzeniu Sejmu 4 października powtórzył szereg argumentów z którymi się nie zgadzamy. Cytując pełne wypowiedzi w przypisach, postanowiliśmy się odnieść do tych argumentów poniżej.

1. Praca w niedzielę ogranicza wolność


Argumentacja komitetu jest tu nie spójna. Przewodniczący Bujara twierdzi, że praca w niedzielę ogranicza wolność, a jednocześnie w uzasadnieniu ustawy komitet „Wolna Niedziela” ma nadzieję, że zakaz handlu zwiększy zatrudnienie w niedzielę w branżach pozahandlowych. Uzasadnienie ustawy stwierdza, że konsumenci częściej będą korzystać z lokali gastronomicznych2, placówek kulturalnych3, a ograniczenie zatrudnienia w dużych sklepach w niedzielę wpłynie na rozwój drobnej przedsiębiorczości.4 Takie rozumowanie wprowadza podział na równych i równiejszych.

W rzeczywistości to zakaz handlu w niedzielę jest właśnie zamachem na wolność: państwo miałoby zmusić obywateli do zamykania sklepów. Gdybyśmy przyjęli rozumienie wolności przewodniczącego Bujary, wolności jako braku jakichkolwiek ograniczeń wynikających z natury świata, doszlibyśmy do absurdu w którym każda praca, czy konieczność fizjologiczna, ograniczałaby wolność. W takim rozumieniu "wolność" byłaby w ogóle niedostępna człowiekowi – tylko ktoś wszechmocny albo martwy mógłby być "wolny".

2. Na Węgrzech zakaz handlu w niedzielę spowodował ponad 5-procentowy wzrost obrotu


Żadne badania nie przypisują wzrostu obrotów w handlu na Węgrzech w 2015 roku zakazowi handlu w niedzielę. Raport węgierskiego urzędu statystycznego „Hungary 2015”6 wyraźnie stwierdza, że obroty zaczęły rosnąć już w 2013 roku, a ich dalszy wzrost w 2015 roku spowodowany był poprawą koniunktury w całej gospodarce: wzrostem płac realnych, polepszającą się sytuacją na rynku pracy, umiarkowaną inflacją i spadkiem cen ropy. Wśród czynników determinujących wzrost obrotów handlu w 2015 roku nie wymieniono wprowadzenia zakazu sprzedaży w niedzielę.

3. Nie istnieje ryzyko spadku obrotów po wprowadzeniu zakazu handlu w niedzielę


W literaturze wpływ restrykcji na obrót nie jest w pełni jednoznaczny, ale np. w Kanadzie deregulacja handlu w niedzielę zwiększyła sprzedaż o 1%-3% (Skuterud, 2005). Zakaz handlu w niedzielę uniemożliwi klientom robienie zakupów wtedy kiedy jest to dla nich najwygodniejsze, tym samym mniej chętnie będą dokonywali zakupów i te bodźce będą działały w kierunku ograniczenia sprzedaży.

Również w kierunku ograniczenia sprzedaży będzie działał wzrost cen w sklepach. Jeżeli sklepy będą musiały być zamknięte przez 1/7 tygodnia, to spadnie zwrot przedsiębiorców z inwestycji w te sklepy. Jeżeli kapitał przynosi mniejszy zwrot, to staje się droższy. Dlatego można się obawiać wzrostu cen. Restrykcje czasu otwarcia podnosiły ceny w Niemczech (Reddy, 2012), Holandii (Haffner i van Bergeijk, 1997) i Szwecji (Civildepartment, 1991).

4. Szacunki strat miejsc pracy na skutek wprowadzenia zakazu handlu w niedzielę nie są poparte rzetelnymi badaniami


Rygorystyczne badania naukowe wskazują, że w większości innych krajów restrykcje dotyczące dni lub godzin otwarcia sklepów prowadziły do ograniczenia zatrudnienia. Taki spadek zatrudnienia wystąpił w Holandii (Centraal Planbureau, 1995), Niemczech (Pilat, 1997), Kanadzie (Skuterud, 2005) i USA (Goos, 2004; Burda i Weil, 2005). PwC (2015) na podstawie opinii branży przyjmuje spadek zatrudnienia o 62,3-85,5 tys. osób (7%), co jakkolwiek w przeciwieństwie do cytowanej przez nas literatury naukowej nie wynika z rygorystycznego modelowania, to jest spójne z efektem jaki Skuterud (2005) znalazł w Kanadzie (5-12%). Dokonaliśmy przeglądu tych badań w Analizie FOR 12/2016, znajdując jedynie dwie prace, wskazujące na negatywny wpływ deregulacji czasu otwarcia sklepów na zatrudnienie w handlu detalicznym i w obu przypadkach była to jedynie częściowa deregulacja. W przypadku deregulacji w Niemczech w latach 2006-2007, Senftleben-König (2014) znalazła negatywny wpływ na zatrudnienie, chociaż dwie inne prace znalazły wpływ pozytywny (Bossler i Oberfichtner, 2014; Paul, 2015). Z kolei Oxford Economics (2015) w ekspertyzie na zlecenie zrzeszenia małych sklepów, znalazło negatywny wpływ na zatrudnienie deregulacji w Anglii i Walii w 1994 roku.

Jednocześnie warto zauważyć, że komitet „Wolna niedziela” nie przedstawił żadnych realistycznych wyliczeń skutków zakazu handlu w niedzielę, ani nie odniósł się do jakichkolwiek badań naukowych na ten temat. Jedynym obliczeniem w uzasadnieniu ustawy jest kwota rzekomych dodatkowych wpływów podatkowych państwa po wprowadzeniu zakazu handlu w niedzielę. Niestety ta kwota wynika jedynie z arbitralnego założenia 5% wzrostu obrotu – taki wzrost wystąpił na Węgrzech, ale nie wynikał z wprowadzonego (i rok później zniesionego) zakazu handlu w niedzielę (zob. argument 3).

5. Duże zagraniczne sieci handlowe oszczędzają na polskich pracownikach

W gospodarce większe przedsiębiorstwa, w szczególności te z udziałem kapitału zagranicznego, płacą pracownikom przeciętnie wyższe płace. Podobnie jest w sektorze handlu (Tabela 1). Najwyższe wynagrodzenia wykazują firmy o 50-249 pracujących, co można wyjaśnić osobnym liczeniem każdego działającego w ramach franczyzy sklepu w statystykach GUS. Dostęp do zasobów sieci (wspólni dostawcy, marketing, wiedza organizacyjna) podnosi produktywność franczyzobiorców znacznie powyżej niezależnych sklepów.

6. W handlu, szczególnie w sklepach wielkopowierzchniowych, stosuje się umowy cywilnoprawne, aby ograniczyć koszty

Sytuacja jest wprost przeciwna. Zdaniem Państwowej Inspekcji Pracy nieprawidłowości związane z umowami cywilnoprawnymi mają największą skalę właśnie w małych sklepach. Urzędnicy w ponad 1/4 z 414 skontrolowanych małych sklepów dopatrzyli się zawarcia umów cywilnoprawnych w warunkach właściwych dla stosunku pracy.12 Jednocześnie największe sieci handlowe w Polsce, czyli Biedronka13 i LIDL14, deklarują zatrudnianie pracowników wyłącznie w oparciu o umowę o pracę.

7. Zagraniczne sieci handlowe unikają płacenia podatków w Polsce


Nie ma żadnych dowodów, które wskazywałyby, że zagraniczne sieci handlowe masowo unikają płacenia podatków w Polsce, a przynajmniej na większą skalę niż krajowe. W 2014 roku firmy z udziałem kapitału zagranicznego odpowiadały za 37% wpływów z podatku CIT w Polsce. Zysk w Polsce wykazuje nieznacznie mniej płatników CIT z udziałem kapitału zagranicznego niż całkowicie krajowych (odpowiednio 71,5% i 84,2% w 2014 roku). Wykazują jednak bardzo podobną kwotę należnego CIT-u na każdą złotówkę przychodów co podmioty krajowe (odpowiednio 0,65 gr i 0,72 gr w 2014 roku).

Biedronka, czyli największa sieć sklepów detalicznych w Polsce, jest piątym największym płatnikiem podatku CIT do budżetu państwa w rankingu wśród firm zagranicznych według rankingu Bisnode i Pulsu Biznesu17. Jeden z twórców rankingu, Grzegorz Nawacki, zastępca redaktora naczelnego "Pulsu Biznesu", stwierdził18: „Jeśli odsuniemy poglądy niemające poparcia w faktach, a spojrzymy na liczby i fakty, to wyraźnie widać, że branża bankowa jest solidnym płatnikiem podatku CIT, a branża handlowa kolejną branżą, która rzetelnie płaci podatki”. W 2012 roku (brak nowszych danych), według danych Bisnode, Jeronimo Martins zapłaciło w Polsce więcej podatku CIT niż jakakolwiek krajowa firma prywatna (296 mld zł, wobec 124 mln zł opłaconego przez Getin Holding).

8. Praca w niedzielę jest szkodliwa dla zdrowia, co potwierdza badanie Instytutu Medycyny

Pracy w Łodzi oraz Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”, w którym ponad 93% badanych pracowników handlu uznało, że praca w niedzielę jest „czynnikiem uciążliwym i stanowi zagrożenie dla ich zdrowia”.

Badanie, o którym mówi przewodniczący Bujara, to w istocie sondaż oparty na metodologii Skali Ryzyka Psychospołecznego. Wśród respondentów było 7623 osoby z 15 branż. W przypadku handlu odsetek 93% odnosi się do 452 osób, które zaznaczyły w kwestionariuszu, że pracują w niedzielę i je to "irytuje/przeszkadza/stresuje" "trochę" lub "bardzo" (Ilustracja 1). Irytacja pracą w niedzielę jest zrozumiała, jednak wyciąganie wniosku o szkodliwości dla zdrowia budzi sceptycyzm. Przykładowo w branży komunikacyjnej 91,5% osób zaznaczyło to samo w przypadku biurokracji, a w branży naukowej 93,7% dokonywanie w pracy wyborów które prowadzą do przeżywania „wewnętrznych rozterek” (?)???, czy je również powinniśmy uznać za szkodliwe dla zdrowia?

9. Praca w niedzielę negatywnie wpływa na życie rodzinne, w szczególności kobiet


Jakość życia pracowników handlu nie poprawi się jeżeli stracą pracę. Doświadczenia innych krajów wskazują, że w większości przypadków restrykcje dni lub godzin otwarcia sklepów prowadzą do ograniczenia zatrudnienia (zob. argument 4).

Nie są dostępne rygorystyczne badania dotyczące wpływu zakazu handlu w niedzielę na Węgrzech na życie rodzinne. Jednak rząd premiera Orbana znosząc zakaz rok po jego wprowadzeniu argumentował, że to zakaz handlu w niedzielę dezorganizuje życie rodzinne kobiet.21 Większość Węgierek nie pracuje w handlu, ale jest konsumentkami, których wolność wyboru ograniczał zakaz handlu w niedzielę – można więc to sobie wyobrazić. Jednak zarówno pogląd przewodniczącego Bujary, jak i rządu premiera Orbana, odwołują się tu do emocji, a nie dowodów.

10. Należy wyrównywać szanse między małymi sklepami i dużymi sieciami handlowymi, dlatego tylko właściciele niewielkich sklepów osobiście będą mogli prowadzić handel w niedzielę


Innymi słowy przewodniczący Bujara chce wspierać małe niewydajne sklepy przed konkurencją dużych produktywnych sieci. Tymczasem to największe przedsiębiorstwa dzięki specjalizacji i efektom skali są w stanie w najbardziej efektywny sposób organizować pracę, a dzięki temu oferować konsumentom niższe ceny, a pracownikom lepsze warunki pracy. One również najwięcej inwestują (zob. Komunikat FOR z 20 września 2016), a Polska potrzebuje właśnie zwiększać inwestycje przedsiębiorstw, które pozostają u nas niskie na tle regionu.

Ponadto w myśl projektu, handel w niedzielę będą mogli prowadzić właściciele małych sklepów tylko jeżeli będą to sklepy niezależne – zakaz obejmie prowadzących działalność w oparciu o umowę agencji lub umowę franczyzy. W opinii prof. Marka Chmaja taki zapis jest niezgodny z Konstytucją RP.23

11. Handel w niedzielę jest ograniczony lub zakazany w większości państw Europy Zachodniej

To prawda (poza wymienioną przez przewodniczącego Bujarę Danią), jednak argument wprowadza w błąd. Od ponad 20 lat w całej Europie trwa dyskusja na temat znoszenia zakazu handlu w niedzielę, nawet w najbardziej restrykcyjnych pod tym względem państwach. Dyskusja ta spowodowała stopniowe znoszenie regulacji już w latach ’90 w Anglii i Walii (1994), Austrii (1997), a także w Niemczech (w 1996 i później w 2007), w których od momentu zjednoczenia kraju dyskutuje się nad restrykcjami w niedzielnym handlu. W ostatnich latach 8 krajów UE decydowało się na zniesienie regulacji lub znacząco liberalizację istniejących przepisów:

Cypr – brak ograniczeń, zakaz został uznany za niekonstytucyjny przez Sąd Najwyższy w 2016 roku

Dania – brak ograniczeń po zmianie prawa w 2012 roku

Finlandia – brak ograniczeń od 2016 roku

Francja – ograniczona deregulacja w 2009 roku, ok. 500 stref turystycznych w których handel jest dozwolony, trwa dyskusja nad dalszą deregulacją

Grecja – od 2013 roku lokalne władze mogą zezwalać na nieograniczony handel w niedzielę wszystkim sklepom poniżej 250m

Holandia – od 2013 roku władze lokalne mogą zezwalać na handel w każdą niedzielę, wcześniej mogły zezwolić na handel jedynie do 12 niedziel w roku i tylko 1/3 z nich nie korzystało z takiej możliwości (Dijkgraaf i Gradus, 2007)

Hiszpania – od 2013 roku sklepy mogą się otwierać w 16 niedziel i świąt, władze lokalne mogą podnieść lub ograniczyć tą liczbę do minimum 10, właściciele mogą w te dni sami decydować o godzinach otwarcia

Węgry – wprowadzony w marcu 2015 roku zakaz handlu w niedzielę zniesiono w kwietniu 2016 roku. Obecnie brak ograniczeń

19 z 28 krajów członkowskich nie stosuje żadnych ograniczeń handlu w niedzielę.25 Są to Bułgaria, Chorwacja, Cypr, Czechy, Dania, Estonia, Finlandia, Irlandia, Litwa, Łotwa, Malta, Polska, Portugalia, Rumunia, Słowacja, Słowenia i Szwecja, Węgry, Włochy. Brak ograniczeń również w Szkocji. Wśród krajów, które wstąpiły do Unii Europejskiej po 2004 roku żadne państwo nie stosuje restrykcji dotyczących handlu w niedzielę. Wyjątkiem był Cypr i Węgry. Na Cyprze wprowadzono zakaz handlu w niedzielę w 2006 roku, ale od 2013 roku minister pracy co pół roku wydawał zarządzenia anulujące zakaz. W 2015 roku parlamentarzyści chcieli zmusić rząd do powrotu do zakazu z 2006, ale w 2016 Sąd Najwyższy uznał że władza ustawodawcza nie ma kompetencji do regulacji otwarcia sklepów w niedzielę i obecnie nie jest regulowane.26 Węgry, które wprowadziły zakaz handlu w 2015 roku i wycofały się z niego w 2016 roku, w związku z dużym niezadowoleniem społeczeństwa.

12. Większość Polaków popiera zakaz handlu w niedzielę


Tylko w jednym ogólnopolskim sondażu (CBOS) Polacy popierają zakaz handlu w niedzielę, podczas gdy w pięciu innych sondażach są mu przeciwni. Polacy sprzeciwiają się zakazowi handlu w niedzielę w sondażach przeprowadzonych przez:

• Instytut Badań Pollster dla "Super Expressu" (62% przeciw)

• Maison&Partners dla Money.pl (46% przeciw, ciągle więcej niż zwolenników)

• SW Research dla „Newsweeka” (55% przeciw) • IBRiS dla „Rzeczpospolitej” (50% przeciw)

• Milward Brown dla TVN (53% przeciw)

Warto pamiętać, że trudno przeprowadzić obiektywny sondaż na ten temat: odpowiadający w pierwszej chwili mogą pomyśleć, że chodzi o pracę 7 dni w tygodniu (w rzeczywistości pracownicy handlu za przepracowane niedzielę odbierają wolne w inne dni) albo nie uświadamiać sobie że zakaz ograniczy ich wolność wyboru do dokonywania zakupów w dni które są dla nich wygodne.

źródło: http://serwisy.gazetaprawna.pl/praca-i- ... y-for.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Żenujące wyznania prezydenta Słupska: "Wyznania miłości słyszę tylko od mojego partnera"
Obrazek
Wydawać by się mogło, że zajmując fotel prezydenta miasta można ograniczyć osobiste wyznania do minimum i oszczędzić sobie i innym żenujących wyznań. Ale co tam. Robert Biedroń wrzuca trzeci bieg i dzieli się z dziennikarzami i czytelnikami wywiadów żenującymi i bardzo osobistymi szczegółami swojego życia.

Lubię wydawać pieniądze na mojego partnera

—powiedział prezydent Słupska, chociaż jak podkreśla jest oszczędny i na siebie wydaje niewiele.

W rozmowie z serwisem wemen.pl opowiada jak bardzo zmieniło się jego życie odkąd został prezydentem Słupska. Pracuje o wiele więcej niż wtedy, gdy był posłem, no i co najgorsze ma bardzo mało czasu dla swojego partnera. Jest jednak zadowolony, że robi nareszcie konkretne rzeczy i widzi jak pod jego rządami zmienia się Słupsk. Biedroń podkreśla, że mieszkańcy miasta są mu wdzięczni i chcą to okazywać.

Chcą mnie przytulać. Naprawdę. Podchodzą, pytają czy mogą mnie przytulić albo po prostu to robią. Podobno największym sukcesem polityka jest to, kiedy ludzie chcą go przytulić. Oczywiście są też tacy, którzy chcą mnie opluć, ale to jest rzadkość

—opowiada Biedroń.

Prezydent Słupska nie ma oporów, by opowiadać o szczegółach ze swojego życia rodzinnego i osobistego. Pytany o to czy na ulicach Słupska słyszy wyznania miłości, odpowiada:

Nie, wyznania miłości słyszę tylko od mojego partnera. Ale jeśli ktoś mi mówi na ulicy miłe rzeczy, to mi dodaje skrzydeł. To też pokazuje, jak bardzo Polska się zmieniła. Moja mama, gdy usłyszała, że jestem gejem, była pełna paniki. Płakała. To był straszny płacz. Dwa razy w życiu widziałem ją w takim stanie. Wtedy i kiedy zmarł mój ojciec. Ona płakała tak, jakby straciła syna.

Biedroń odniósł się też do tego, że jako prezydent miasta udziela ślubu, a niestety, co bardzo go boli, sam ślubu wziąć nie może.

To jest potwornie trudne, jak widzę tych ludzi, jacy oni są szczęśliwi. Szczególnie, że jestem już prawie 15 lat z moim partnerem. Mamy tyle wspólnego ze sobą, a prawnie to wygląda tak, jakby Krzysiek w moim życiu nie istniał. A przecież, kurczę blade, mamy 2016 rok!

—podkreśla.

I tak Biedroń chce wzruszać opowieściami o uczuciach… trzeba jednak pamiętać, że chciał on w Słupsku przeprowadzić eksperyment społeczny i tylnymi drzwiami wprowadzić do miasta ideologię gender.

źródło: http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/31434 ... o-partnera
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

Kaszuba

Jako hiena przynajmniej jeszcze zaliczał się do ssaków a teraz zostało mu tylko grać główną rolę w powiedzeniu:
"Przyczepiło się G..NO do statku i krzyczy: "Płyniemy!"
Tak bywa, gdy staje się "medialnym zombie".

------------------------------

Fan

P. Magda jest ładna jest inteligentna... potencjał polityczny ma bezkonkurencyjny.

------------------------------

jsk

Lis powinien się wystrzegać tej Pani. Jest za chudy w uszach. Po prostu nie ta klasa!

=========================
Lis ośmieszony. Magdalena Ogórek odpowiedziała na jego chamską zaczepkę
Obrazek
Tomasz Lis po kłamliwym ataku na córkę Andrzeja Dudy nadal chce pozostać damskim bokserem. Tym razem w chamski sposób próbował uderzyć w Magdalenę Ogórek. Nadział się jednak na błyskotliwą kontrę...

Niedawno Magdalena Ogórek zadebiutowała w roli prowadzącego program "W tyle wizji" oraz "W tyle wizji extra", na antenie TVP Info. To powrót Ogórek do telewizji - była kandydatka na prezydenta prowadziła m.in. w 2014 r. program "Atlas świata" w TVN24 Biznes i Świat, pojawiała się też w produkcjach fimowych (m.in. grała pielęgniarkę w kilkudziesięciu odcinkach serialu "Na dobre i na złe").

Powrót Ogórek na ekrany TV nie spodobał się Tomaszowi Lisowi. Naczelny "Newsweeka" zasugerował na Twitterze, że jest to rzekomo wynagrodzenie za pozytywne wypowiedzi Ogórek na temat Andrzeja Dudy i PiS. Lis napisał:
Pani Ogórek ma prowadzić program - tytuł w tym kontekście brzmi dwuznacznie - "W tyle wizji". Starała się, starała i w końcu coś skapnęło.


Na szczęście chamska zaczepka Lisa nie pozostała bez odpowiedzi. Magdalena Ogórek odpisała:
W kategorii "co komu skapnęło za starania" poddaję się. Wygrywa Pan bezkonkurencyjnie.
Obrazek
Kontrowersje.net @kontrowersje

Porównajcie sobie poziom tych dwóch wypowiedzi. Po jednej stronie burak oderwany granatem od pługa, po drugiej Dama wykonała wyrok.

Nic dodać, nic ująć. Zresztą to zdjęcie Tomasza Lisa - który dostał antynagrodę "Hiena Roku" (za podanie fałszywej informacji o rzekomo dokonanym przez córkę Andrzeja Dudy wpisie na Twitterze) - mówi wszystko:
Obrazek
Tomasza Lisa informujemy, że powinien mieć już kolejny powód do nienawiści wobec Magdaleny Ogórek. Pojawiła się bowiem ona na wczorajszej premierze książki "Resortowe Dzieci. Politycy".

źródło: http://niezalezna.pl/88694-lis-osmieszo ... a-zaczepke
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

Lech

Mam nadzieje, ze PO-wska mafia pozagryza sie nawzajem na smierc. Tego im szczerze zycze. Im wiecej brudow wyjdzie, na jaw, tym latwiej bedzie ja zdelegalizowac jako organizacje przestepcza. Niech tak sie stanie!

----------------------------------

Felek

Neumann weź lustro i spójrz na siebie. Zobaczysz jaki jesteś drań. Siebie w lustrze nie oszukasz.

-----------------------

po_polsku

To nie zemsta. To dintojra. Tak się to nazywa w takich środowiskach gangsterskich.

=======================

Poseł PO ma szykować zemstę na kolegach. W mieście aż huczy…
Obrazek
Konflikt w pomorskiej Platformie Obywatelskiej. Jej szef Sławomir Neumann bardzo krytycznie wypowiedział się o swych partyjnych kolegach ze Starogardu Gdańskiego, którzy wyrzucili z pracy jego żonę Tatianę w związku ze skandalem w rodzinnych domach dziecka. Ci jednak nie zamierzają mu ulegać – informuje „Gazeta Polska Codziennie” w Dodatku Pomorskim.

W mieście aż huczy, że poseł PO szykuje zemstę na kolegach z własnego obozu politycznego.

Dlaczego Tatiana Neumann, żona Sławomira Neumanna, byłego wiceministra zdrowia i szefa PO na Pomorzu, straciła funkcję dyrektora Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie? Chodzi o opisywaną przez nas sprawę rodzinnych domów dziecka w Starogardzie Gdańskim oraz pobliskim Sucuminie. Ich wychowankowie oskarżyli rodziców zastępczych o znęcanie się. Afera trafiła także do ogólnopolskich mediów. Dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Starogardzie Gdańskim (nadzorującego pracę rodzinnych domów dziecka) została zawieszona, a potem odwołana ze stanowiska. Decyzję taką podjęły władze powiatu, w których zasiadają politycy związani z PO: starosta Leszek Burczyk i etatowy członek Patryk Gabriel.

– Sprawa jest w prokuraturze, a starosta nie przeprowadził jeszcze własnej kontroli. Uważam, że starosta i zarząd nie wytrzymali medialnego ciśnienia i odwołali ją dla świętego spokoju – ocenił w „Gazecie Wyborczej” Sławomir Neumann. – Żona zapłaciła utratą pracy za to, że nosi moje nazwisko, a nie za swoje działanie.

Neumann lokalnych działaczy zelektryzował jednak innymi słowami. – Odwaga nie jest dziś w cenie. Jesteśmy w momencie, w którym słabsze ogniwa odpadają, myśląc, że jak zejdą z pierwszej linii, to będą mieli spokój. To jest moment prawdy i moment próby – dodał poseł PO.

Wielu lokalnych polityków zastanawia się, czy i jak Neumann rozliczy swoich kolegów. Ma duży wpływ na układanie list wyborczych. Ale wybory samorządowe dopiero za 2 lata, a parlamentarne za 3. Poza tym znani samorządowcy zawsze mają pole manewru. Często w Polsce były takie sytuacje, że po konflikcie z władzami partyjnymi samorządowcy przenosili się do innych partii albo zakładali własne lokalne ugrupowania.

– Neumann jest zły, że władze powiatu zagrały mu na nosie, mimo że mocno bronił żony. Udowodnił to teraz na łamach prasy. Jego partyjnych kolegów może zatem spotkać kara, ale nie sądzę, by posunął się do wyrzucenia ich z partii czy zablokowania na listach wyborczych. Jeśli to zrobi, starogardzka Platforma rozleci się jak domek z kart, a Neumann będzie miał duży problem ze znalezieniem znanych kandydatów – ocenia w rozmowie z Dodatkiem Pomorskim „Gazety Polskiej Codziennie” jeden z lokalnych polityków, proszący o anonimowość.

źródło: http://niezalezna.pl/88722-posel-po-ma- ... e-az-huczy
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

List otwarty do senatora Jana Rulewskiego
Obrazek

Barwałd Górny, 5 listopada 2016 r.


Pan senator Jan Rulewski List Otwarty od byłego opozycjonisty niepodległościowego

Szanowny Panie,


z wielkim zdumieniem i niesmakiem wysłuchałem rozmowy z panem senatorem w radiu Tok FM rano 5 listopada 2016 r. Większość czasu antenowego poświęcona była nowelizacji nowej ustawy o pomocy byłym działaczom opozycji w czasach PRL. Twierdził pan, iż ustalenie większych środków pomocowych niż 400 złotych miesięcznie na osobę kosztem zmniejszenia emerytur i rent byłym esbekom i ubekom byłoby swego rodzaju… kontrybucją. I mogłoby być zrozumiane w społeczeństwie jako odwet wobec funkcjonariuszy bezpieczeństwa epoki komunizmu. Posłużył się pan słowami błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki, by być wolnym od odwetu. To wielkie nadużycie z pana strony.

Czy można nazwać odwetem i zemstą okrojenie nieprzyzwoicie dużych emerytur i rent byłym peerelowskim czekistom do średniej krajowej? Dlaczego nie powiedział Pan słuchaczom, jakie miesięczne uposażenia pobierają od 26 lat ci, którzy dokonywali aresztów, bili, inwigilowali, zabijali w latach 1944 -1989? Czy kaci mają nurzać się w dostatku, a ich ofiary głodować i patrzeć na to spokojnie?

Gdzie pan był przez te 26 lat, gdy pańskie środowisko nie dopuszczało do lustracji i chroniło przestępców spod znaku UB, SB i WSI, gdy nieprzerwanie wypłacano towarzyszom wysokie świadczenia socjalne w majestacie prawa? Co pan zrobił przez 26 lat, by ulżyć doli byłych opozycjonistów, walczących przeciwko reżimowi komunistycznemu? Przecież przez te wszystkie lata zasiadał pan w Parlamencie III RP! Nigdy was nie obchodziło, iż tysiące byłych działaczy podziemia żyje za 800 – 1000 zł miesięcznie, często nie mając na leczenie i lekarstwa. Jako parlamentarzyści – byli opozycjoniści, nawet nie pomyśleliście o utworzeniu w Sejmie i Senacie funduszu koleżeńskiego z myślą o tych najuboższych kolegach!

W audycji radiowej powiedział pan jeszcze, że co prawda te 400 zł nie jest sumą dużą, ale każdy były opozycjonista może ubiegać się przed sądem o jednorazowe odszkodowanie. I że są to odszkodowania bardzo wysokie od 100 tys złotych do 600 tys złotych! Być może osoby z pańskiego środowiska otrzymują przytoczone przez pana wielkości, lecz zazwyczaj sumy te wahają się od 10 tys do 70 tys złotych. Znam wiele osób, które starały się o takie rekompensaty, więc wiem, ile faktyczne sądy przyznają. W czasie przewodów sądowych (niektóre sprawy trwają nawet do 4 lat) sędziowie ze starych układów często drwią z naszych koleżanek i kolegów (poza protokołem) mówiąc między innymi – „walczyliście dla idei, i chcecie za to jeszcze pieniądze?”. Czy byli działacze opozycji niepodległościowej zasługują na takie upokorzenia żebrząc o tą jałmużnę w sądach III RP?

Nie rozumiem w jakim celu szerzy pan taką dezinformację w środkach masowego przekazu, podając nieprawdziwe dane. Jest pan oderwany od rzeczywistości i nie zna rzeczywistych potrzeb tych ludzi. Kłania się tutaj pewne przysłowie – punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. A pan i pańscy koledzy z tzw. opozycji kontraktowej „usiedli” nie najgorzej: macie dzisiaj dobre i stabilne posady, przyzwoite pensje, zapewniony byt dla siebie i swoich potomków. Nie będę zdziwiony, gdy upomnicie się jeszcze o te 400 złotych dodatku miesięcznego. Wstyd, panie senatorze.

Piotr Hlebowicz działacz „Solidarności Walczącej”, Porozumienia Prasowego „Solidarność Zwycięży”, Ogólnopolskiego Komitetu Oporu Rolników, Autonomicznego Wydziału Wschodniego „Solidarności Walczącej”, drukarz podziemny, działacz polonijny (członek zarządu Związku Repatriantów RP). Legitymacja byłego działacza opozycji antykomunistycznej nr 321.

Rozmowa z Janem Rulewskim: http://audycje.tokfm.pl/odcinek/Potrzeb ... ulik/43095

źródło: http://wpolityce.pl/polityka/314405-lis ... ulewskiego
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

W poniedziałek kolejny protest kobiet: Obrzydliwe, że PiS wycenia życie chorego dziecka na 4 tys. zł
Obrazek
W poniedziałek, 7 listopada, o godzinie 17 pod siedzibą wrocławskiego PiS-u (Pl. Solidarności 1/3/5) odbędzie się protest. Uczestnicy manifestacji będą protestować przeciwko nowemu projektowi ustawy oferującej 4000 złotych jednorazowo dla kobiet, które zdecydują się urodzić chore dziecko.

Marta Lempart, organizatorka wrocławskiej pikiety, mówi nam, że swój udział w proteście zapowiedziało już 600 osób

- Chcemy zaprotestować tam, gdzie jest źródło samego zła, czyli pod siedzibą wrocławskiego PiS-u - uzasadnia miejsce pikiety Marta Lempart. - PiS próbuje przekupić kobiety, oferując im 4000 złotych na chore dziecko. My tego nie kupujemy. Uważamy też, że to jest obrzydliwe, iż wycenia się życie takiego dziecka na 4000 złotych.

Organizatorka wrocławskiej pikiety zaznacza, że prace nad projektem tzw. ustawy "Za życiem", to prosta droga do delegalizacji aborcji w Polsce

. - Ta oferta jest skierowana do tych kobiet, które jeszcze teraz mogą legalnie i zgodnie z prawem, dokonać aborcji. Organizatorzy protestu zachęcają, aby ubrać się na czarno. Wrocławski protest będzie częścią ogólnopolskich manifestacji organizowanych w ramach tzw. Pogotowia Strajkowego.

źródło: http://www.gazetawroclawska.pl/wiadomos ... ,11420557/
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

Zofial

Ponawiam pytanie: CZEMU TA ZŁODZIEJKA JESZCZE NIE ZOSTAŁA ARESZTOWANA!!!

----------------------

observator

banda złodziei która dorwała się do władzy aby ukraść jak najwięcej a teraz jeszcze wściekle atakują Rząd za to że ich odciął od koryta. Nic dziwnego, że PO największe poparcie miało w więzieniach!

=======================

Szokujące wyniki kontroli wydatków Hanny Gronkiewicz-Waltz na roszczenia reprywatyzacyjne. Miliony z publicznej kasy dla oszustów?
Obrazek
Ministerstwo skarbu zamierza dziś ujawnić wyniki kontroli jakie przeprowadziło w związku z wydatkami warszawskiego ratusza na roszczenia reprywatyzacyjne. Z informacji, do których dotarł portal wPolityce.pl wynika, że część pieniędzy z państwowego funduszu reprywatyzacyjnego, czyli z naszych kieszeni, mogło trafić w ręce osób, które zamieszane są w aferę reprywatyzacyjną.

Kontrola resortu skarbu związana jest z podejrzanie dramatycznymi apelami warszawskiego ratusza, który od początku tego roku domagał się przelewu na 200 milionów złotych z państwowego funduszu reprywatyzacyjnego. Ministerstwo skarbu odmówiło przelewu, twierdząc, że Warszawa otrzymała już do tej pora kilkaset milionów złotych na roszczenia reprywatyzacyjne. Hanna Gronkiewicz-Waltz miała na początku października ponowić prośbę, ale i tym razem, ministerstwo, nie zgodziło się na przekazanie transzy środków.

W środku afery reprywatyzacyjnej Hanna Gronkiewicz-Waltz chciała, byśmy przelewali publiczne pieniądze na roszczenia, które budzą poważne wątpliwości? To niemożliwe. Kontrola tych wydatków wskazała, że część pieniędzy mogła trafić w ręce reprywatyzacyjnych oszustów i cwaniaków.

– mówi nam jeden z urzędników resortu.

Dziś mają zostać ujawnione wyniki kontroli wydatków z funduszu reprywatyzacyjnego. Z informacji, do których dotarł portal wPolityce.pl wynika, że część pieniędzy mogło trafić m.in. do rąk Marzeny K. - słynnej „milionowej” urzędniczki z ministerstwa sprawiedliwości, która na roszczeniach reprywatyzacyjnych miała zarobić ok. 40 milionów złotych.

Tymczasem kilka tygodni temu, Marzenie K. postawiono zarzuty w związku z m.in. warszawską reprywatyzacją. Zdaniem prokuratorów, urzędniczka, miała zatajać wpływy z tytułu roszczeń reprywatyzacyjnych w swoim oświadczeniu majątkowym.

źródło: http://wpolityce.pl/polityka/314494-szo ... a-oszustow
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

trolkat

Po co aż 5-ciu Sędziów - Rzepliński w stanie wyższej konieczności może wprowadzić stan wojenny i orzekać samodzielnie, jak założyciel tego trybunału :)

------------------------

Rtg

W Ameryce taki Rzeplińki już dawno siedział by w zakładzie dla chorych psychicznie.On jest bardziej niebezpieczny,niż 1000 psychopatycznych seryjnych morderców,bo niszczy duży europejski kraj .

----------------------

Wuj

Pana prezesa nie interesuje opinia Sejmu,narodu i prezydenta,on może już orzekać sam bez innych sędziów.Idealny kandydat na dyktatora.Strach pomyśleć gdyby ktoś taki został prezydentem lub premierem.

------------------------

Znawca

I co ten Buc wyprawia? Stawia sie ponad prawem , ponad wszystko.Czyżby Prezes TK w hiererchii państwa był najwyższym przedstawicielem władzy" Ponad Sejm, ponad Prezydenta?On idzie na rympał. Pa..nt


======================

Mec. Andrzejewski o kryzysie konstytucyjnym: „Jest to sytuacja żałosna, godząca w formułę praworządnego państwa”
Obrazek

To kontynuacja oportunistycznej postawy prezesa TK, która prowadzi do podważenia obowiązującego porządku konstytucyjnego


— mówi portalowi wPolityce.pl mec. Piotr Łukasz Andrzejewski, sędzia Trybunału Stanu.

wPolityce.pl: Rezygnacja części sędziów z udziału w rozprawie Trybunału Konstytucyjnego nie stanowiła dla prezesa Rzeplińskiego przeszkody. Czyżby taka forma sprzeciwu nie była zasadna?


mec. Piotr Łukasz Andrzejewski: Wydaje mi się, że jest to kontynuacja oportunistycznej postawy prezesa TK prowadzącej do podważenia obowiązującego porządku konstytucyjnego, który przewiduje, że zakres i funkcjonowanie spraw związanych z trybem procedowania, składem, ważnością orzeczeń są regulowane przez władze ustawodawcze: Sejm i Senat, a także pozostają pod kontrolą prezydenta. Jeżeli prezes stawia się dzisiaj ponad konstytucją, to opór części sędziów powołanych do wzięcia udziału, zarówno w posiedzeniu Zgromadzenia Ogólnego Sędziów TK i orzekaniu, jest w pełni uzasadniony, w imię obowiązującej w Polsce praworządności.

Prof. Rzepliński uznał, że ws. wyłaniania kandydatów na prezesa TK może orzekać tylko pięciu sędziów. Czy doszło do złamania prawa?

Określanie zakresu funkcjonowania TK, jeśli chodzi o kwalifikowanie merytoryczne i kompetencyjne poszczególnych składów, należy do prezesa TK, natomiast prezes TK nie może zmieniać takiej regulacji samowolnie, ponieważ jest związany tymi przepisami, które stanowi w tym zakresie Sejm. Jeżeli część sędziów uważa, że prezes nie przestrzega ustawy o funkcjonowaniu TK w wyznaczaniu składów związanych z ich merytoryczną kompetencją, to należy odwołać się do autentycznej wykładni władzy ustawodawczej, związanej z ustawą o funkcjonowaniu TK, która formalnie obowiązuje i której podlegają zarówno prezes, jak i wszyscy sędziowie TK. Od jej przestrzegania zależy ważność i skuteczność decyzji, które będą wynikiem procedowania przez skład orzekający. Tylko zgodność z ustawowym wymogiem właściwego składu zespołu orzekającego w TK daje im przymiot ważnego orzekania i konieczności publikowania wyroku. Jeżeli nie nastąpią te przesłanki, albo są kwestionowane przez prezesa Trybunału, to nie mamy do czynienia z wyrokiem, tylko z opinią tych sędziów, która nie podlega obowiązkowej publikacji. Jestem zdania, że w myśl zasady nemo iudex in causa sua [łac. nikt nie może być sędzią we własnej sprawie - przyp. red.] charakter funkcjonowania trybunału nie powinien podlegać ocenie samego trybunału.

Obie strony sporu zarzucają sobie zamach na organ konstytucyjny, a nawet pucz. Czyżbyśmy znaleźli się w sytuacji patowej?

Jest to sytuacja żałosna godząca w formułę praworządnego państwa i zasadę, że to, jak ma funkcjonować TK, wynika z kompetencji Sejmu przewidzianej konstytucją. Stawianie się ponad kompetencjami przewidzianymi ustawą i przypisywanie ich sobie jest nieuzasadnione w myśl obowiązującego w Polsce systemu prawnego. Upór w sprzeciwianiu się temu, co mówi konstytucja i co z tego wynika godzi w interes państwa polskiego.

Czy jedynym wyjściem z tej sytuacji jest dymisja prezesa TK Andrzeja Rzeplińskiego?

Aktualnemu prezesowi TK, a także sędziom, którzy są w zapleczu, powinna nasunąć się refleksja, w jakim zakresie sami podważają to, co wynika z konstytucji i czy nie piszą jej niemal od nowa w imię swojego interesu. Powoływanie się jedynie na wartość, jaką jest państwo prawne, lekceważąc wypełnienie normy abstrakcyjnej wyłączną kompetencją władzy ustawodawczej może uzasadniać pogląd, że takie stanowisko wynika z politycznie motywowanej złej woli i chęci przeciwdziałania demokratycznemu wynikowi ostatnich wyborów.

źródło: http://wpolityce.pl/polityka/314556-nas ... go-panstwa
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Mamy w Polsce trzy szczególne teatry. Dwa okazały się państwowe, a jeden sprywatyzowano
Obrazek

Mamy w Polsce trzy szczególne teatry.


Pierwsze dwa — „Polonia” i Och-teatr to teatry Krystyny Jandy. Przez długie lata z dumą określane jako „prywatne”. Czyli takie, który nie żyją z państwowej dotacji, ale radzą sobie dzielnie na trudnym na rynku, dowodząc, że jeśli się chce, i ciężko pracuje, to wszystko można, nawet na polu kultury.

Żyjemy i działamy z pieniędzy zarobionych na biletach. Frekwencja poniżej 70 proc. oznacza, że dokładamy i spektakl był nieopłacalny -

— fachowo opisywała swoje problemy aktorka jeszcze w roku 2012-ym. Przyznawała, że państwo PO-PSL jej pomaga, ale podkreślała, że „są to małe pieniądze, w sumie 800 tys. na obie sceny”, a dodatkowo „pieniądze skierowane tylko i wyłącznie na produkcję nowych tytułów”. W sumie „pomoc z ministerstwa, i z miasta to mniej niż 10 proc. naszych obrotów”, przy „15 milionach zarabianych z kasy rocznie”.

Za rządów PO-PSL teatry Jandy były więc prywatne i radziły sobie na rynku. W dziwny sposób przestały sobie radzić na rynku po wyborach z października 2015-o roku. Minister kultury zamiast półtora miliona dał 150 tysięcy, a inne źródła finansowania - którymi przecież nie chwalono się szczególnie w latach minionych - wysychają:

Wiele państwowych instytucji i koncernów, które współfinansowały nas jako sponsorzy, zrezygnowało -

— poskarżyła się czytelnikom „Süddeutsche Zeitung” aktorka.

W obliczu tych ciosów teatry Jandy okazały się teatrami nie do końca prywatnymi. W polemice z wicepremierem Glińskim Janda stwierdziła nawet, że jej teatry „są PRYWATNE tylko jeśli chodzi o ryzyko i zobowiązania”.

Trzeci teatr szczególny to Trybunał Konstytucyjny. Za rządów PO-PSL i wcześniej zapewniał, że broni konstytucji i, szerzej, przestrzegania najważniejszych praw. Na scenie aktorzy robili mądre miny, przywoływali paragrafy, pracowicie budowowali ciągłość i spójność orzeczeń. Teatr był wówczas, przynajmniej chciał być - odwrotnie niż u Jandy - teatrem państwowym, teatrem państwa polskiego. Ale i tu nastąpiła zmiana, nieco wcześniej niż u znanej aktorki, bo nie w październiku, ale w maju, po wygranej Andrzeja Dudy. Początkowo nieśmiało, aż w końcu całkiem śmiało, teatr ten ogłosił, że jest teatrem państwa polskiego tylko wówczas, jeśli rządzą ci, którzy mają rządzić. Jeśli warunek ten nie zostaje spełniony, teatr staje się prywatny.

Nic dziwnego, że tandetna komercja wdziera się do Trybunału drzwiami i oknami. Już nie ma długaśnych wywodów, nie ma kreowania ciągłości i spójności. Wystarczy hasło „wyższej konieczności”, po łacinie, żeby brzmiało, i coraz częściej forma „ja, Trybunał” prezesa Rzeplińskiego. Można podeptać jasne artykuły konstytucji, można podeptać jasne artykuły ustaw. Można wszystko, żaden skrót nie brzydzi prawniczych estetów. Wolą utopić powierzoną im instytucję - jak swoją własną - niż dopuścić do zmiany. Jacyś tam wyborcy nie będą im dyktowali, co robią w swoim prywatnym teatrze.

Tu nie ma wielkiego pola do porozumienia. Aktorzy naszych szczególnych teatrów - u tych Jandy, i tego Rzeplińskiego - jasno stawiają sprawę: albo uznacie nasze szczególne przywileje, nasze faktyczne wyłączenie z reguł cywilizowanego świata, ale będzie wojna na śmierć i życie.


Uznać nie można, bo albo Polska się zmieni, albo zginie.

źródło: http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/31461 ... watyzowano
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Polacy skazani na podsłuchy. Służby będą szpiegować obywateli bez żadnej kontroli
Obrazek
Pod pretekstem tropienia gangsterów służby dostaną zielone światło do szpiegowania zwykłych obywateli. I to na nieznaną dotychczas skalę.

Drogę do kolejnej odsłony totalnej inwigilacji otwiera nowa wersja projektu dotyczącego konfiskaty rozszerzonej, autorstwa Ministerstwa Sprawiedliwości. W założeniu ma on pozwolić na przejmowanie majątków, jakich często przez lata dorobili się przestępcy. Ale projektowane regulacje dotyczące podsłuchów rykoszetem uderzą też we właścicieli firm prowadzących swoją działalność zgodnie z prawem. Niewykluczone, że ich konsekwencje odczują nawet osoby, które nie są przedsiębiorcami, a ich związek z majątkiem przestępczym polega na tym, że np. kupiły kradziony samochód (nie wiedząc o tym).

Resort Zbigniewa Ziobry postanowił bowiem przyznać służbom nowe, rozległe uprawnienia dotyczące zakładania podsłuchów, nagrywania prywatnych rozmów telefonicznych, kontrolowania e-maili czy śledzenia internetowej aktywności. I idą one jeszcze dalej niż kompetencje, jakie dała im głośno oprotestowana ustawa inwigilacyjna.

Projekt rozszerza bowiem katalog przestępstw, w przypadku których służby jeszcze przed wszczęciem śledztwa będą mogły prowadzić kontrolę operacyjną. Będzie ona dopuszczalna także w przypadku podejrzenia, że doszło do złożenia nieprawdziwego zeznania lub fałszywego oskarżenia, tworzenia fikcyjnych dowodów czy utrudnienia prowadzenia śledztwa.

– To kolejna ingerencja ustawodawcy w prawo do prywatności – ostrzega Marcin Wolny, prawnik Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka i autor opinii prawnej na temat poprzedniej wersji projektu. – Jest ona o tyle mocniejsza, że będzie dotyczyła bardzo dużej liczby przypadków, potencjalnie obejmując nawet czyny błahe – dodaje.

– Składanie fałszywych zeznań czy utrudnianie prowadzenia postępowania to rzeczywiście istotne przestępstwa, ale czy są one na tyle groźne, żeby przyznawać służbom aż tak szerokie uprawnienia? Mam co do tego duże wątpliwości – przyznaje Wojciech Klicki, prawnik w Fundacji Panoptykon.

Służby będą mogły zakładać podsłuchy, kiedy tylko uznają, że jest to konieczne do namierzenia majątku gangsterów. Przewiduje to najnowsza wersja projektu ustawy w sprawie konfiskaty rozszerzonej, którą przygotowało Ministerstwo Sprawiedliwości.

Nieograniczony krąg

Więcej: http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/9 ... lacja.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

Janusz

Zdegradowac do st. szeregowego ukarac i do cywila

----------------------

wasz

Ciekawe kiedy Parulski i inne sowieckie gnidy bekną za to co zrobili.Z całą świadomością czynu.Tym bardziej jako prokurator był świadomy tego co zrobił!!

----------------------

Giga

Przysłuzyl sie swoim mocodawcom i szybciutko dostał awans, później niestety chlapnal w wywiadzie dla tvp dwa słowa prawdy i za parę dni musiał iść na bardzo wczesna emeryture..

=========================
To prok. Parulski zgodził się, by polscy lekarze i śledczy nie uczestniczyli w sekcjach zwłok ofiar katastrofy smoleńskiej. Decyzję podjęto w nocy 10 kwietnia 2010 r.
Obrazek
Portal wPolityce.pl dotarł do szokującego protokołu, dotyczącego śledztwa smoleńskiego, z którego wynika, że to polscy śledczy zgodzili się na rosyjską sugestię, by sekcje zwłok ofiar smoleńskich nie przeprowadzali polscy prokuratorzy i lekarze. Doszło do tego już kilkanaście godzin po katastrofie. W trakcie nocnego spotkania w Smoleńsku w nocy z 10 na 11 kwietnia 2010 r., polscy i rosyjscy prokuratorzy ustalili też wstępne przyczyny katastrofy, niemal od razu wykluczając możliwość zamachu. To dowód na to, że sprawę bez wahania oddano więc w rosyjskie ręce.

To kolejny i porażający dowód na to, że strona polska sama pozbawiła się możliwości przeprowadzenia rzetelnego śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej, jednostronnie, oddając wszelkie narzędzia śledcze w ręce Rosjan!

Z dokumentu, którego istnienie potwierdziła Prokuratura Krajowa wynika, że do tajemniczego spotkania śledczych doszło 10 kwietnia 2010 roku o godz. 23.26, na miejscu katastrofy smoleńskie. W spotkaniu uczestniczyli m.in. szef Naczelnej Prokuratury Wojskowej Krzysztof Parulski, prokurator Ireneusz Szeląg oraz rosyjscy śledczy na czele z Aleksandrem Buksmanem – pierwszym zastępcą Prokuratora Generalnego Rosji. Spotkanie miało trwać ok. 1,5 godziny. Z informacji portalu wPolityce.pl wynika, że to właśnie wtedy polscy i rosyjscy śledczy ustalili, że sekcje zwłok odbędą się bez udziału strony polskiej. Odrzucono naturalną potrzebę, by w trakcie sekcji zwłok uczestniczyli polscy prokuratorzy i śledczy. Mało tego! Polscy i rosyjscy prokuratorzy, w trakcie nocnego spotkania, ustalić mieli, że wstępną przyczyną katastrofy miały być „błędy pilotów oraz obsługi naziemnej”. Śledczy zakończyli spotkanie konkluzją, że w ciągu kolejnych dni powinno się przeprowadzać kolejne oględziny miejsca katastrofy.

Z uwagi na szczególny publiczny rozdźwięk wywołany zaistniałą katastrofą lotniczą, należy w terminie możliwie najkrótszym przeprowadzić sądowo-lekarskie oględziny i sekcje zwłok pasażerów samolotu, w mieście Moskwie; ich identyfikację oraz przekazanie przedstawicielom strony polskiej.W czynnościach tych nie przewidziano udziału polskich prokuratorów ani lekarzy medycy sądowej.

– czytamy we fragmencie protokołu z nocnego spotkania śledczych w dni. 10 kwietnia 2010 roku.

Z informacji, do których dotarł nasz portal wynika, że protokół ze strony polskiej miał podpisać Ireneusz Szeląg.

Ustalenia portalu wPolityce.pl potwierdza Prokuratura Krajowa, odpowiadająca dziś dziś na brutalny atak telewizji TVN24, która w materiale z 3 listopada sugerowała, że winnym faktu nieprzeprowadzenia sekcji zwłok był prokurator Marek Pasionek.

Nieprawdą jest, że prokurator Marek Pasionek miał możliwość doprowadzenia do sekcji zwłok ofiar katastrofy smoleńskiej ani zwracania uwagę na błędy postępowania. Decyzje podejmował obecny od 10 kwietnia 2010 roku na miejscu katastrofy Naczelny Prokurator Wojskowy, przełożony wszystkich prokuratorów wojskowych, ówczesny pułkownik Krzysztof Parulski, a podległy mu prokurator Pasionek znalazł się w Moskwie dopiero 13 kwietnia, gdy sekcje zostały już przeprowadzone. Nadzór nad śledztwem objął zaś, gdy ciała ofiar zostały już pochowane. Zgodnie z protokołem z posiedzenia roboczego, które odbyło się nocą 10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku, z udziałem polskich i rosyjskich prokuratorów, w tym Naczelnego Prokuratora Wojskowego Parulskiego i I zastępcy prokuratora generalnego Federacji Rosyjskiej, a bez udziału prokuratora Pasionka już wtedy podjęto decyzję: Z uwagi na szczególny publiczny rozdźwięk wywołany zaistniałą katastrofą lotniczą, należy w terminie możliwie najkrótszym przeprowadzić sądowo-lekarskie oględziny i sekcje zwłok pasażerów samolotu, w mieście Moskwie; ich identyfikację oraz przekazanie przedstawicielom strony polskiej. Z protokołu wynika, że w czynnościach tych nie przewidziano udziału polskich prokuratorów ani lekarzy medycy sądowej.

– czytamy w oficjalnym oświadczeniu Prokuratury Krajowej, która rozbija tezy stawiane w telewizji TVN24.

Prokuratura Krajowa odpiera tez zarzuty TVN jakoby prokurator Pasionek miał od początku wpływ na przebieg śledztwa smoleńskiego.

Wszczęto je 10 kwietnia 2010 roku, a zwierzchni nadzór nad śledztwem został prokuratorowi Pasionkowi powierzony 5 maja 2010 roku. Do tej daty nie koordynował i nie nadzorował postępowania.

– czytamy w oficjalnym oświadczeniu PK.

Dzisiejsze ustalenia portalu wPolityce.pl tylko potwierdzają tezę o służalczej roli najważniejszych polskich instytucji wobec strony rosyjskiej w obliczu tragedii smoleńskiej. Szokujące, nocne ustalenia prokuratorów na miejscu katastrofy zdają się też potwierdzać tezę o braku chęci wyjaśnienia okoliczności tej tragedii przez ówczesne polskie władze.

źródło: http://wpolityce.pl/smolensk/314237-nas ... r?strona=1
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz:

W sumie racja, ale...

Nareszcie uszczelniają przepisy! Będzie mniej wariatów na drogach. Tylko jest - jak zwykle w takich sprawach - mały problem. "50 km/h w terenie zabudowanym, 80 km/h poza nim i 100 km/h na drogach szybkiego ruchu" to limity dla nowych kierowców. Kto jeździ 50/h? Inni kierowcy będą się wściekać i wyprzedzać na trzeciego, a o wypadek nie trudno... Poza miastem ma być 80/h. Też niewiele lepiej. A na autostradzie (droga szybkiego ruchu) ma gość jechać 100-tką gdy normalna prędkość jest znacznie większa? I kto zauważy listek na przykład zderzaku? Miał być - to jest:)) Ale poza tym sam pomysł zmiany przepisów, na bardziej restrykcyjne jest niezły.Proponował bym jeszcze wysokość mandatu uzależnić od wartości pojazdu i ludzie zaczną jeździć rowerami. Przynajmniej zdrowiej:))

Rząd uszczelnia przepisy: Ukrywanie prawa jazdy nic nie da. Dokument stracisz także przez fotoradar
Obrazek
Rząd likwiduje lukę w prawie, dzięki której za przekroczenie prędkości w terenie zabudowanym o 50 km/h można uniknąć zatrzymania dokumentu na trzy miesiące.

Od nowego roku zacznie obowiązywać ustawa uszczelniająca przepisy dotyczące zasad zatrzymywania prawa jazdy. Zgodnie z projektem nowelizacji ustawy o kierujących pojazdami, do którego dotarł DGP, podstawą do wydania przez starostę decyzji o zatrzymaniu prawa jazdy za przekroczenie prędkości w terenie zabudowanym o 50 km/h będzie informacja o tym fakcie przekazana przez policję lub Główny Inspektorat Transportu Drogowego. Dziś upoważnieniem do zatrzymania prawa jazdy na trzy miesiące jest informacja... o zatrzymaniu dokumentu.

W związku z tym kierowcy, który nie ma przy sobie prawa jazdy (niezależnie od tego, czy naprawdę zapomniał dokumentu, czy też skłamał, że nie ma go przy sobie), grożą jedynie mandat za przekroczenie prędkości, punkty karne oraz grzywna za brak dokumentu. Uniknie za to zatrzymania prawa jazdy. Takie brzmienie przepisów powoduje, że prawa jazdy nie są też zatrzymywane kierowcom, jeśli przekroczenie o 50 km/h zostało zarejestrowane przez fotoradar. Siłą rzeczy w takich przypadkach również nie dochodzi do zatrzymania dokumentu. Nowe przepisy oznaczają koniec tej patologii.

Koniec z cwaniactwem


Więcej : http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/9 ... wanym.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

KRUS-owa patologia przedłużona. W przyszłym roku podatnicy znowu zapłacą składki zdrowotne za rolników!
Obrazek
Jedną z większych niesprawiedliwości funkcjonujących w przestrzeni prawnej III RP jest konieczność opłacania przez budżet państwa składek KRUS za pracujących rolników. Ta sprzeczna z konstytucyjną zasadą równości obywateli wobec obowiązków podatkowych patologia została usankcjonowana przez ekipę Tuska w 2012 roku. Przyjęto wówczas napisaną na kolanie ustawę, której okres funkcjonowania w kolejnych latach był nieustannie wydłużany. Nie inaczej będzie i w tym roku. Dlaczego nikt nie może zrobić z tym porządku??!

Dlaczego jedna grupa społeczna (rolnicy) może być uprzywilejowana kosztem innej (przedsiębiorcy i zwykli pracownicy)? Przypomnijmy, że w październiku 2010 r. Trybunał Konstytucyjny uznał, iż nie jest zgodne z Konstytucją to, aby budżet państwa (czytaj: podatnicy) opłacali za wszystkich rolników (bez względu na osiągany przez nich dochód) składkę zdrowotną do NFZ. Na zmianę niekonstytucyjnych przepisów TK dał Sejmowi 15 miesięcy.

W styczniu 2012 roku Sejm uchwalił prowizoryczną ustawę zaproponowaną przez rząd Donalda Tuska, która miała obowiązywać jedynie przez 11 pozostałych miesięcy 2012 roku. Wprowadzała ona częściową odpłatność za składki, ale z szeregiem różnego rodzaju wyjątków, które całkowicie "rozmiękczały" jej znaczenie. Zgodnie z jej treścią za rolników, którzy mają gospodarstwo mniejsze niż 6 hektarów przeliczeniowych, składkę zapłaci budżet państwa. Natomiast rolnicy posiadający ponad 6 ha przeliczeniowych będą musieli płacić po 1 zł (!!) za każdy hektar za siebie, a także za domowników.

Ówczesny wiceminister zdrowia Jakub Szulc, zapewniał, że to rozwiązanie ma charakter czasowy i będzie obowiązywało tylko do końca roku 2012 (rząd przygotowywał tę ustawę w niezwykłym pośpiechu, tuż przed upływem 15-miesięcznego okresu, który dał mu TK). Zapewnienia wiceministra okazały się być nieprawdziwe. Rząd pod koniec 2012 roku przyjął bowiem, że rozwiązania "prowizorycznej" ustawy mają także obowiązywać w latach 2013 - 2014, a później również w latach 2015 - 2016. Szacuje się, że funkcjonowanie wspomnianych przepisów kosztowało polskich podatników ok. 1,5 - 1,75 mld zł w skali roku.

W kontekście powyższego Bartosz Marczuk, ówczesny publicysta "Rzeczpospolitej", w jednym ze swoim artykułów z 2013 roku celnie zauważył:

"Mamy tu klasyczny przykład tego jak nie powinno działać państwo. Rząd zamiast wzmacniać jego autorytet osłabia go. Psuje porządek prawny i jakość sprawowania władzy. Fuszerka legislacyjna i łamanie obietnic stają się normą"

Dziś Bartosz Marczuk jest podsekretarzem stanu w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. I co? I nic... Zgodnie z informacjami jakie płyną ze strony rządu - w przyszłym roku, w kwestii opłacania składek zdrowotnych rolników przez budżet państwa, absolutnie nic się nie zmieni...

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul7/0340 ... lnikow.htm
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

To już pewne: Trump wygrał wybory w USA! Czy polskie elity polityczne obudzą się teraz z "ręką w nocniku"?
Obrazek
Zamiast wpatrywać się jak w obrazek w ustępującego Obamę, słuchać nie mającego znaczenia Hollande czy tracąca poparcie społeczne Merkel, lepiej zawczasu trzeba było nawiązać kontakty z ludźmi od Trumpa, Marie Le Pen czy niemieckiej prawicy. To oni będą bowiem decydować o losach świata w najbliższych latach. Niestety mam wrażenie, iż nasze elity polityczne całkowicie przespały ten moment.

Pisałem o tym jakiś czas temu, że rządzący naszym krajem powinni sobie koniecznie uświadomić, iż lada chwila na świecie dojdzie to gigantycznej wymiany politycznych elit. Jesienią 2017 roku układ będzie następujący - we Francji rządzi Marie Le Pen, której polityczni oponenci zarzucają, że jest sponsorowana przez Putina. W Niemczech na główną siłę polityczną wyrasta AfD - partia żyjąca w bardzo ciepłych relacjach z Kremlem. Za oceanem prezydentem jest Donald Trump, który zaczął realizować to, co mówił w czasie kampanii z 2016. Nie ma "rotacyjnej" obecności wojsk amerykańskich na Litwie, Łotwie i Estonii. Nie ma ich także w Polsce. Czy rząd PiS (lub potencjalnie jakikolwiek inny) jest gotowy na taką ewentualność?

Niestety mam wrażenie, iż nasze elity polityczne całkowicie przespały moment, w którym można było nawiązać kontakty z ludźmi od Trumpa, Marie Le Pen czy niemieckiej prawicy. Nic przynajmniej nie jest mi wiadome, aby takie próby były podejmowane (nawet na zupełnie najniższym szczeblu).

W najgorszym scenariuszu polska administracja, nie dość że nie podjęła żadnych wcześniejszych kontaktów z przedstawicielami opcji politycznych, którzy dziś wygrywają w USA, a za chwilę uczynią to we Francji i Niemczech, to jeszcze udaje, że nic się nie stało i dotychczasowy ład geopolityczny świata nie ulegnie zmianom. Taka dość "frajerska" postawa będzie oznaczała realną marginalizację naszego kraju na arenie międzynarodowej. Poza tym - twarde i niezmienne traktowanie Rosji jako "wroga nr 1" dla światowej polityki w momencie, gdy USA, Francja i Niemcy zaczną traktować Putina jako swojego dobrego przyjaciela i sojusznika w walce z ISIS, w dłuższej perspektywie nie będzie nam wróżyło nic dobrego...

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul7/0340 ... gotowi.htm
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Myślisz, że kupujesz polską żywność? No to zdziwisz się, jak bardzo się mylisz
Obrazek
W większości przypadków twoje pieniądze wędrują do wąskiej grupki branżowych potentatów, którzy swoje siedziby mają setki albo tysiące kilometrów od Warszawy. Opublikowany niedawno raport Fundacji Republikańskiej pokazuje, że globalne marki w niektórych sektorach produkcji, odpowiadają nawet za 80-90 procent dostaw.

Czy polska żywność jest rzeczywiście polska? – pyta w swoim raporcie Fundacja Republikańska. Odpowiedź jest druzgocząca. W niektórych segmentach rynku nasza produkcja praktycznie nie istnieje.

– Nawet jeśli produkt ma „polską markę”, nie oznacza to, że jest on produkowany w firmie kontrolowanej przez rodzimy kapitał – w większości przypadków w wyniku prywatyzacji marka ta trafiła w zagraniczne ręce – wskazuje fundacja.

Organizacja zauważa, że rynek produkcji i przetwórstwa żywności jest w naszym kraju silnie skoncentrowany w rękach zagranicznych właścicieli. Większość sektorów została opanowana przez 3-5 najsilniejszych graczy na rynku, którzy odpowiadają za 80-90 proc. dostaw. Co bardzo niekorzystnie odbija się na naszych portfelach.
– Silnie skoncentrowane sektory rynku dają głównym podmiotom możliwość windowania marży. Pośrednio wpływa to na to, że jako konsumenci, płacimy więcej – zauważa Rafał Momot, autor opracowania z Fundacji Republikańskiej.

Najgorzej sytuacja wygląda w przypadku piwa i cydru, gdzie polscy producenci mogą pochwalić się tylko 2 proc. udziałem w rynku. Praktycznie zmonopolizowawszy przez zagraniczne podmioty są również działy karmy dla zwierząt (4 proc. udziału naszych producentów) żywności dziecięcej (13), słodyczy (16) oraz kawy i herbaty (19). Z analizy przeprowadzonej przez fundację wynika, że nasi rodzimi producenci przeważają tylko w kategoriach nabiałów, serów, przetworów oraz dodatków do ciast i deserów.

Kiedy do tego doszło? Rafał Momot wskazuje, że kluczowym momentem był okres lat 90., związany z otwarciem polskiego rynku dla zagranicznych podmiotów i prywatyzacją części państwowych przedsiębiorstw. – Większość polskich marek zostało wykupionych, albo straciło swoją pozycję. Zagraniczne brandy okazały się od nich sprawniejsze pod względem logistycznym i marketingowym – komentuje ekspert.

Fundacja wskazuje również, że do umocnienia się obecnego stanu rzeczy przyczyniła się ekspansja zagranicznych sieci sklepów. Dyskonty coraz częściej oferują bowiem klientom marki własne, wchodząc w ten sposób w nową rolę.

Aby wspomóc drobnych producentów, rząd chce rozszerzyć uprawienia Urzędowi Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Nowe przepisy pozwolą UOKIK-owi nakładać kary na sieci handlowe (sięgające nawet 3 proc. obrotu) za nadużywanie swojej pozycji w kontaktach z producentami.

Momot zauważa jednak że rząd może oddać w ten sposób niewielkim producentom „niedźwiedzią przysługę”. – To może spowodować że kupujący, chcąc ograniczyć ryzyko, będzie współpracować tylko z równorzędnymi sobie podmiotami, czyli dużymi producentami żywności. Wtedy ryzyko oskarżeń o wykorzystywanie swojej pozycji na rynku znacznie spada – zauważa.

Póki co, polscy producenci pozostają jednak w potrzasku. Międzynarodowe koncerny wykorzystując efekt skali i dostęp do taniego finansowania, wypychają je z rynku, a sieci wymuszają na nich w tym samym czasie obniżki cen.

– Taki układ rynku, bez pomocy władz publicznych, zmierzających do przywrócenia równowagi rynkowej, będzie prowadził w przyszłości do dalszego zamykania niezależnych sklepów i zwiększenia dominacji zagranicznych podmiotów – wieszczy Momot.

źródło: http://innpoland.pl/130775,polska-zywno ... -koncernow
Obrazek
odpowiedz

Informacje

  Amazon [Bot], Bing [Bot]  »  1 gość

Moderatorzy

NEVIL, ModTEAM