44444 forum LUBIN.pl • Co się w tym kraju dzieje ? ! - Strona 180
Strona 180 z 467

: 17 wrz 2016, 09:36
autor: NEVIL
Jak TK zablokował wyjaśnianie skandalicznej prywatyzacji polskiego sektora bankowego. Warto przypomnieć tę zastanawiającą historię...
Obrazek
Śp. Józef Oleksy, w przypływie szczerości, wyznał kiedyś jedną ważną rzecz o pierwszych latach istnienia III RP: "Przekręty szły, tak... w bankach zrobiono krętactwo, tylko naukowe! W całej Europie nie ma drugiego kraju, który by tak lekkomyślnie sprzedał banki". W marcu 2006 roku Sejm powołał komisję śledczą, która miała wyjaśnić okoliczności prywatyzacji sektora bankowego w Polsce. I nagle wszystkie siły rzuciły się, aby tę komisję uwalić, a ostateczny cios nadszedł ze strony... tak, tak - Trybunału Konstytucyjnego!

Sejmowa komisja śledcza do zbadania rozstrzygnięć dotyczących przekształceń kapitałowych i własnościowych w sektorze bankowym oraz działań organów nadzoru bankowego po 4 czerwca 1989 roku została powołana w marcu 2006 r. Za powołaniem tej komisji głosowali posłowie PiS, PSL oraz nieistniejących już w głównym życiu politycznym LPR i Samoobrony. Przeciwko byli posłowie PO i SLD.

Celem tej komisji miało być w istocie wyjaśnienie jak doszło do skandalicznej prywatyzacji polskiego sektora bankowego z lat 90-tych i początku dwutysięcznych. Jak to się stało, że za stosunkowo niewielkie pieniądze stał się on niemal w większości kontrolowany przez podmioty z zagranicy? Pod lupę miały być wzięte w szczególności prywatyzacje następujących banków: Pekao, Handlowego, Wielkopolskiego Banku Kredytowego, Banku Zachodniego, Banku Śląskiego. Ponadto komisja miała się zająć okolicznościami powstania Banku Inicjatyw Gospodarczych, przyczynami upadłości Banku Staropolskiego oraz Pierwszego Komercyjnego Banku w Lublinie. W pierwszej kolejności jednak posłowie chcieli się zająć sprawą założonej przez Leszka Balcerowicza fundacji CASE i ewentualnego konfliktu interesów, w jaki miałby on popaść jako przewodniczący komisji nadzorującej banki, które finansowały założoną przez niego fundację.

Kiedy posłowie podjęli pierwsze działania, a do ich rąk zaczęły spływać dokumenty dotyczące prywatyzacji, nagle wielkie larum wzniosły media i politycy związani z okrągłym stołem, że oto cała ta komisja jest bez sensu, bo miałaby wyjaśniać "normalne procesy" związane z transformacją gospodarczą. Posłowie PO złożyli nawet do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o zbadanie czy uchwała Sejmu powołująca komisję śledczą ds. prywatyzacji polskich banków jest zgodna z Konstytucją.

Trybunał stanął na wysokości zadania. Jak to bywa w takich przypadkach (gdy zagrożone są interesy wąskiej grupy pomysłodawców III RP) zadziałał szybko i zdecydowanie. Sędziowie uznali, że z siedmiu punktów określających kompetencje komisji śledczej, aż cztery miały być w całości niezgodne z Konstytucją, a trzy częściowo niezgodne! W takich okolicznościach dalsze funkcjonowanie tej komisji nie miało racji bytu. Zbadanie i opisanie procesów prywatyzacyjnych polskiego sektora bankowego okazało się niemożliwe. Temat "krętactwa naukowego" (słowa Oleksego) musiał pozostać tematem tabu.

Warto znać tę historię, szczególnie dzisiaj, kiedy Trybunał Konstytucyjny stał się główną osią politycznego sporu...

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul7/0329 ... bankow.htm

: 17 wrz 2016, 21:43
autor: NEVIL
Komentarze:

madzia

Wywiad z Lewandowskim w TVP1-takich wywiadów potrzeba z każdym z21 zdrajców z PE. Niech pozna ich cała Polska. I publikować ich pokrętne interesy (NFI,mieszkania kupione za bezcen, kasa Sorosa itp)

--------------------------------

Andy-aandy

Postbolszewicka mafia z PO od lat rabująca Polskę i Polaków - zdradzając Polskę z lewacką hołotą z UE - martwi się od demokrację. Na taką zdegenerowaną swołocz potrzebna jest nowa Bereza Kartuska.

----------------------------

sc.

Polskojęzyczna fagaseria na obcym żołdzie - to tacy, jak jurgieltnik Lewandowski.


======================
Platforma w odwrocie szczerzy sztuczne kły. Dla opozycji tegoroczna zima może być bardzo ostra
Obrazek
Za granicą się wściekają, we własnym kraju się martwią, niektórzy pewnie boją. Taka jest sytuacja większości polityków Platformy. Kto by się dwa lata temu spodziewał, że partia „króla Europy” będzie w takim panicznym odwrocie, a jej lider numer jeden, któremu Angela Merkel zafundowała kilkuletnią synekurę w Brukseli, będzie miał zerowe szanse w walce o prezydenturę, gdyby wrócił do kraju i zdecydował się stanąć do wyścigu o najwyższe stanowisko w państwie.

Europarlamentarzyści PO wściekają się w Brukseli. Podczas debaty nad rezolucją w sprawie Polski, okazało się nagle, że załamał się jednolity front ich frakcji. Byli przekonani, że wszyscy członkowie ich frakcji jak jeden silny taran uderzą w Polskę. I być może pod naciskiem autorytetu UE spowodują przyspieszenie wyborów w Polsce z powodu zagrożenia demokratycznego porządku w Europie. Taką przecież mają misję wobec słabości własnej partii w kraju. Robią co mogą w Brukseli, każdego dnia oczerniając własny kraj przed parlamentarzystami, składając regularne donosy. Przedstawiają apokaliptyczny obraz niebezpieczeństw, jakie przygotowuje obecny rząd przeciwko własnemu narodowi, własnym obywatelom. Opowiadają o zniszczeniach świetnie funkcjonujących wcześniej instytucji, gwarantujących swobody obywatelskie i przestrzeganie prawa. Przekonują, że każdy miesiąc rządów PiS powiększa te zniszczenia i wkrótce nie będzie nawet czego odbudowywać, przywracać do pierwotnej postaci z czasów rządów Platformy.

W kraju liderzy PO martwią się perspektywą utraty wpływów w kilkudziesięciu spółkach z udziałem Skarbu Państwa. Może to nastąpić wkrótce, jeżeli kontrola służb specjalnych doszuka się jakichkolwiek nieprawidłowości w ich kierowaniu. Szefowie niektórych spółek być może mają powody, by lękać się, czy poza dymisją nie spotkają ich większe przykrości ze strony organów ścigania. Nawet jeśli nie trafią do więzienia, pozbawieni zostaną dobrego imienia, co teoretycznie jest równoznaczne z końcem kariery politycznej.

Nad Platformą ciąży nadal sprawa rządów HG-W w Warszawie, o nieznanych na razie skutkach prawnych wobec prezydent stolicy. I tym samy całej partii, tak zażarcie broniącej uczciwości i rzetelności HG-W.

Schetyna robi dobrą minę do złej gry i kompletuje „gabinet cieni”, jakby realna była zmiana władzy na wiosnę.

Radzę raczej zaopatrzyć się w ciepłą odzież. Bo dla opozycji, w tym dla PO, tegoroczna zima może być bardzo ostra.

źródło: http://wpolityce.pl/polityka/308670-pla ... a?strona=1

: 18 wrz 2016, 19:16
autor: NEVIL
Komentarze:

joanna.rozman@joanna.rozman

Takie szuje zdarzają się w każdym systemie politycznym, konfidenci, donosiciele, kapo. Ci ludzie dla własnych korzyści, są gotowi zniszczyć własny naród, oddać obcym własną ojczyznę bez wstydu i skrupułów. Taki był Judasz, w komunie to byli esbecy, w czasie wojny kolaboranci. Zawsze chronią tylko swoje interesy nie bacząc na koszty i zagrożenie dla własnego państwa.

------------------------

Kazik Z

Dla opisania postawy obu wymienionych jełopów, cisną się na usta znacznie gorsze określenia. Ale powiem łagodnie: to kanalie jakich w Polsce bez liku.

===================

Dlaczego tak trudno rozmawia się z jełopami? Skąd w nich tyle pogardy dla ofiar prawdziwego faszyzmu?
Obrazek
Dlaczego tak trudno rozmawia się z jełopem? Po pierwsze: jełop nie rozumie. Nie rozumie, że wycierając sobie twarz hitleryzmem, faszyzmem czy rokiem 1933 w Niemczech, wyciera ją sobie jednocześnie krwią ofiar II wojny światowej. Ofiar Auschwitz, Majdanka, łapanek, hitlerowskich rzezi i katowni na całym świecie. Jełop słyszał o nich, ale zaślepiony weneryczną nienawiścią żyje w matriksie, który każe mu uważać, że demokratycznie wybrany polski rząd to grupa zbrodniarzy, ewentualnie – przyszłych zbrodniarzy. We wszystko to jełop wierzy bezgranicznie, bo tak mu powiedziało kilku ekspertów z „Gazety dla Jełopa”.

Po drugie: jełop nie ogarnia. Nie ogarnia – jak mawia starsza młodzież – że zanim dostrzegł, iż stał się jełopem, jest już jełopem - mopem, czyli kimś, kto nie tylko nie ogarnia, ale także występuje w roli najgorszej. Bo w imię własnych interesów jest gotów napluć na własny kraj, na werdykt większości głosujących w wolnych wyborach, na dobre imię własnej ojczyzny, którą przedstawia jako kolebkę faszyzmu, a która za to powinna mu sprzedać zwyczajnego kopa w d…

Zawarłem w tytule pytanie „Dlaczego tak trudno rozmawia się z jełopem?”. Ba, ale jeśli z jełopem, to czy możliwy jest w ogóle dialog z jełopem-mopem? Nie wiem. Ale wiem, że brakuje już słów, by wyrazić najgłębsze zażenowanie zachowaniem paru osób, które z nieszczęścia własnego próbują wyprowadzić wzór na nieszczęście całej ludzkości. I stąd słowo: „jełop”.

Żeby było jasne – jełopy występują po wszystkich stronach politycznej barykady, na wszystkich szczeblach partyjnych, we wszystkich profesjach i orientacjach seksualnych. Nie wiem, jak Państwo, ale ja naprawdę nie umiem z nimi rozmawiać. Więc milczę. Albo nazywam po imieniu. Oto aktor Jacek Poniedziałek, zdeklarowany nieszczęśliwy homoseksualista, więc i aktor dość zdolny, odczytał po jednym ze spektakli – jak czytam w tekście Staszka Janeckiego –list otwarty w języku angielskim.

Rzecz działa się w szwajcarskiej Bazylei. Autorem listu był niejaki Rudzki Piotr, kierownik literacki Teatru Polskiego we Wrocławiu, w którym to teatrze parę zdolnych poza sceną aktorek odgrywa dziś role życia jako mentalny harem byłego dyrektora placówki – Krzysztofa Mieszkowskiego. Te quasiwitkacowskie indywidua paraartystyczne wyją do Księżyca pieśni żałobne o upolitycznianiu sztuki, a jednocześnie pragną, by kierownikiem artystycznym ich teatru był… Mieszkowski, przyboczny Petru i poseł Nowoczesnej. Najgorsze jest to, że bidule, zanim ktoś im tradycyjnie nie wytłumaczy, w czym biorą udział, zupełnie nie wiedzą, co mają grać. Więc ściągają kamery na peron i mizdrzą się do nich z transparentami. Albo płaczą.

A w liście odczytanym w Bazylei przez ich przyjaciela Poniedziałka, szwajcarscy widzowie usłyszeli:

Oni chcą zniszczyć jedną z ostatnich niezależnych instytucji w Polsce. (…) Demokracja traci jedną z ostatnich trybun wolnego słowa w Polsce. (…) Musimy coś zrobić, inaczej powtórzy się rok 1933”. Pod koniec listopada 2015 r. w rozmowie ze wspomnianą wyżej gazetą autor mówił: „To, co się dziś w Polsce dzieje, to jest faszyzm!”.

Wracając więc do pytania zawartego w tytule: z jełopem rozmawia się trudno, gdyż cynizm i kłamstwo (Rudzki dobrze wie, że Mieszkowskiego z funkcji dyrektora Teatru Polskiego zwolniła poprzednia, nie obecna władza) - idą u niego w parze z niekontrolowanym zupełnie przerostem prostactwa. Bo jakim trzeba być prostakiem, by wyobrazić sobie, iż teatralnych widzów w Szwajcarii zainteresują antypolskie wynurzenia jakiegoś zupełnie anonimowego grafomana? No, powiedzcie Państwo sami – jak takiego nazwać inaczej, niż tym strasznym słowem na „j”?

źródło: http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/30873 ... o-faszyzmu

: 18 wrz 2016, 19:32
autor: NEVIL
Wiceminister finansów: resort nie planuje zmian w przepisach o podatku bankowym i od kopalin
Obrazek
Mimo przewidywanych niższych wpływów z podatku od instytucji finansowych oraz podatku od kopalin Ministerstwo Finansów nie planuje zmian przepisów w tym zakresie - poinformował w wywiadzie wiceminister finansów Wiesław Janczyk. Przedstawiamy omówienie tego wątku rozmowy przeprowadzonej przez dziennikarza PAP Marcina Musiała.

Wiceminister finansów Wiesław Janczyk zapytany o ocenę funkcjonowanie podatku bankowego podkreślił przede wszytskim, że „”ten podatek został wprowadzony bardzo sprawnie, niemal od początku roku i dostarcza dochodów budżetowych#. Zdaniem wiceministra jest on „_dopasowany do skali i rozmiarów prowadzonej działalności tych instytucji; mniejsze zostawił bez obowiązku płacenia tej daniny, wprowadzono też ulgę dla instytucji finansowych pozostających w programie naprawczym”.

Wiceminister poinformował, że „dochody z tego podatku są istotne dla budżetu, choć niższe od zaplanowanych (w ustawie budżetowej na 2016 r. zapisano 5,5 mld zł, ale MF spodziewa się uzyskania kwoty 3,4 mld zł a w przyszłym roku 3,9 mld zł - PAP).

Janczyk twierdzi, że nie ma tu nic niepokojącego, bo „praktyka, nie tylko w Polsce ale i innych krajach pokazuje, że wszystkie podatki branżowe w realizacji przynoszą kwoty trochę mniejsze niż początkowo planowane”, na skutek stosowania przez firmy objęte podatkiem m.in. metod optymalizacji podatkowej.

Na pytanie, czy będą zmiany w formule tego podatku, wiceminister odpowiedział: „Obecnie nie są opracowywane pilne zmiany tych przepisów. Wszystkie wątpliwości są na bieżąco wyjaśniane. Podatek nie jest kontrowersyjny w ocenie tych, którzy muszą go płacić”.

W kwestii konstrukcji podatku od kopalin wiceminister Janczyk ujawnił, że na 2017 rok resort zaplanował wpływy z podatku o około 50 proc. niższe od tegorocznych, czyli ok. 0,5 mld zł, „co odzwierciedla konserwatywne podejście do planowania dochodów budżetowych. Wolimy być zaskoczeni na plus, niż rozczarowani tym, że brak wykonania jakiejś pozycji dochodów będzie powiększał deficyt”.

I tu wiceminister nie widzi potrzeby zmian konstrukcji podatku: „Zakładane wpływy dotyczą dochodów uzyskanych na podstawie przepisów w obecnym kształcie. Pole do modyfikacji przepisów będzie minimalne”.

źródło: http://wgospodarce.pl/informacje/29447- ... od-kopalin

: 18 wrz 2016, 20:31
autor: NEVIL
Ostro! Minister Jaki zobaczył okładkę "Newsweeka" i napisał: "Lis to hiena i ściek"
Obrazek
Tomasz Lis ze swoim podwładnymi stają się koszmarnie przewidywalni. Kolejna okładka "Newsweeka" i tradycyjnie atak na polityków PiS. Tym razem jednak doczekał się ostrej reakcji. Wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki w dosadnych słowach stwierdził co sądzi o redaktorze naczelnym polskojęzycznego tygodnika.

W miniony piątek informowaliśmy, że w redakcji "Newsweeka" wyłączyli prąd. Zastanawialiśmy się, czy w związku z takimi problemami, ukaże się nowy numer tygodnika.

Panika w redakcji "Newsweeka" - zgasły im komputery, nie działają telewizory... "Jest dramat. W Newsweeku wyłączyli nam prąd" - alarmuje Tomasz Lis. Nie wiemy czy to awaria, czy może na rachunki zabrakło, bo odcięto kurek z państwową kasą? Lis jednak snuje spiskowe teorie.

CZYTAJ WIĘCEJ: Czy ukaże się "Newsweek"? W redakcji tygodnika Lisa wyłączyli... prąd

Niestety, ukazał się... Z okładką, na której zaatakował polityków PiS. Na reakcję nie trzeba było długo czekać.

Wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki napisał "Świństwo!".

Więcej: http://niezalezna.pl/86235-ostro-minist ... na-i-sciek

: 18 wrz 2016, 21:25
autor: NEVIL
Policyjna sitwa. Mandaty wlepiają sobie nawzajem, gdy już naprawdę przegną. Najczęściej kończy się na pouczeniu
Obrazek
Słyszeliście kiedyś o tym, żeby policjant policjantowi wypisał mandat za przekroczenie prędkości? No, dobra. Może raz na setki przypadków zdarzy się jakiś służbista. Ale to tylko wyjątek potwierdzający regułę, o której policjanci mówią niechętnie i po cichu. Policjant policjantowi krzywdy nie zrobi.

Ciche spotkanie ze słupem

Czasem o takich przypadkach zrobi się głośno i to wywołuje lawinę komentarzy. Tym razem tak było w Suwałkach. "Gazeta Współczesna" opisała zdarzenie z końca sierpnia. Wysoko postawiony funkcjonariusz suwalskiej komendy policji wjechał w słup swoim prywatnym jeepem. Słup został poważnie uszkodzony. Choć bez wątpienia policjant złamał przepisy i spowodował niemałe zagrożenie dla przechodniów, to sprawa zakończyła się tylko pouczeniem.

I o tym wszystkim byłoby cichutko, gdyby nie fakt, że znalazł się świadek zdarzenia, zrobił zdjęcie i przekazał je dziennikarzom. Opowiedział też, że kierowca jeepa wysiadł z samochodu o kulach, a do wypadku doszło zapewne dlatego, że usiadł za kółkiem mając usztywnioną nogę. Słup, w który wjechał, to filar budynku przychodni lekarskiej.

Coś się przywidziało

Rzeczniczka suwalskiej komendy zapewnia, że świadkowi zdarzenia musiało się coś przywidzieć. – Kierowca nie miał wcześniej żadnym problemów ze zdrowiem, nie posługiwał się kulami – zarzeka się w "Gazecie Współczesnej" aspirant Eliza Sawko. Dodaje, że zniszczony słup ma być wyremontowany z polisy kierowcy. Taryfikator przy takim zdarzeniu przewiduje mandat do 500 złotych. Ale rzeczniczka komendy tłumaczy, że pouczenie w tym przypadku było wystarczające.

Czyżby? Czy byłoby podobnie, gdyby za kierownicą nie siedział policjant? Wątpliwe. Do tego typu zdarzeń dochodzi dość często: samochód kończy podróż na drzewie, czy na słupie, kierowca jest trzeźwy, rannych nie ma. Komendy nieraz wysyłają dziennikarzom komunikaty w sprawie takich kolizji i regułą jest, że pada tam zdanie, iż kierowca został ukazany mandatem. Niekoniecznie tym w maksymalnej wysokości, ale przynajmniej na stówkę.

Zawodowa solidarność

– Dlaczego policjant policjantowi mandatu nie wlepi? Bo kruk krukowi oka nie wykole – mówi w rozmowie z naTemat funkcjonariusz, który w obawie przed konsekwencjami prosi, by nie podawać nawet nazwy miasta, z którego pochodzi. Policja to silna grupa wzajemnego wsparcia. Lepiej się nie narażać. Nie chce też rozmawiać o tym przez telefon, bo kto wie, czy nie jest na podsłuchu Biura Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej, które ma walczyć z patologiami w policji. Bo oficjalnie to jest tak, że prawo jest jedno dla wszystkich, więc także policjanci są karani zgodnie z taryfikatorem. Teoretycznie...

Anonimowy policjant

Spokojnie, to nie jest aż tak, że policja jest zupełnie bezkarna. Jak ktoś naprawdę przegnie, to kara jest. No, ale to musi być już taka sprawa, którą trudno ukryć - jazda po pijaku, ranni, zabici. Za zwykłe wykroczenie jednak policjant policjantowi mandatu raczej nie wystawi. Jeden pokazuje legitymację, drugi życzy mu szerokiej drogi i tyle.

Inny funkcjonariusz anonimowo opowiada mi, że istnieje takie hasło-klucz: "ja z firmy jestem". – Niektórzy tylko machną blachą i jadą dalej. Jeden taki wysoko postawiony, gdy dawałem mu pouczenie, powiedział mi "ty młody nie dyskutuj ze mną, bo ja nie mam na to czasu". Zamknął okno i pojechał dalej. Generalnie policjanci na drodze są prawie nietykalni. Gdyby któryś dał mandat koledze z firmy to historia rozniosłaby się po całym kraju i człowiek nie miałby życia – przyznaje wprost funkcjonariusz.

Anonimowy policjant

Każda sprawa załatwiana jest inaczej. Jeśli to było zatrzymanie na podstawie suszarki, to zupełnie nie ma sprawy. Najwyżej jeśli są świadkowie, to mówię człowiekowi z firmy, żeby postał chwilę, a ja udaję, że coś mu tam piszę. Jeśli jest nagranie z wideorejestratora, no to już spisać to trzeba, ale kończy się na pouczeniu. A jeśli doszło do kolizji, to jakiś mandat jednak raczej być musi, choćby najniższy.

Policjant przyznaje, że na łaskawsze traktowanie mogą liczyć nie tylko aktualnie pracujący "niebiescy", ale też emeryci oraz inni mundurowi - żołnierze, czy strażacy. Ot, taka solidarność zawodowa.

Najbardziej znany człowiek polskiej drogówki, inspektor Marek Konkolewski, o specjalnym traktowaniu policjantów przez policjantów mówić nie chce. Zapewnia jedynie, że kiedyś mu się zdarzyło dostać mandat. Ale na tym rozmowę kończy.

– Jakiś nadgorliwy zawsze może się znaleźć, ale to rzadkość – mówi anonimowy funkcjonariusz. Choć przyznaje, że i tak kiedyś jeszcze więcej uchodziło na sucho. Policjanci mieli swój sposób na fotoradary. Przed komendami stało po kilkadziesiąt samochodów bez nalepki rejestracyjnej na szybie. To były prywatne auta policjantów, bo wiedzieli, że wystarczy odlepić nalepkę i "przypadkiem" przysłonić tablicę rejestracyjną błotem, czy liściem i żadna fotka z fotoradaru niestraszna. Ale o sprawie zrobiło się głośno, były kontrole na parkingach i proceder ukrócono, więc w sumie patologii jest mniej.

Do standardów skandynawskich jednak wciąż daleko. Latem głośno było o policjancie z Norwegii, który sam sobie wypisał mandat. Ktoś na Facebooku napisał, że w miasteczku Flekkefjord widział policjanta jadącego radiowozem i patrzącego jednocześnie na komórkę. Autor wpisu nie zamieścił zdjęcia, czy danych radiowozu, ale policjant sam się przyznał, że to o niego chodzi i sam też się ukarał mandatem w wysokości 1300 koron (około 600 zł). Norweski funkcjonariusz uznał, że policjant musi świecić przykładem. U nas takiego światła to ze świecą szukać...

źródło: http://natemat.pl/189963,policjant-moze ... -pouczenie

: 18 wrz 2016, 22:07
autor: NEVIL

Nowacka o projekcie zaostrzającym zasady aborcji: To będzie realne piekło kobiet
Obrazek
Nowacka o projekcie zaostrzającym zasady aborcji: To będzie realne piekło kobiet

Za chwilę posłowie i posłanki będą głosować w Sejmie za barbarzyńskim projektem, który będzie skazywał kobiety na cierpienie, który będzie prowadził do tego, że będą mogły być zagrożone więzieniem za poronienie. To będzie już realne piekło kobiet – powiedziała na demonstracji „Za pięć dwunasta – ratujmy kobiety” Barbara Nowacka. Jak dodała:

„I tak nie jest dobrze, i tak w Polsce aborcja jest nielegalna, nie ma rzetelnej edukacji seksualnej i nie ma dostępnej antykoncepcji. Lekarze odmawiają zabiegów, odmawiają porad, odmawiają udzielenia pomocy, bo im sumienie nie pozwala, a gdzie nasze sumienia, gdzie nasze prawa, gdzie prawa i wolności kobiet. Czas skończyć z obłudą”

Na demonstracji przed Sejmem zebrało się około tysiąca osób.

Protest przed Sejmem. pic.twitter.com/b76E0FDw2U

— Piotr Witwicki (@PiotrWitwicki) September 18, 2016


Protest zorganizował komitet Inicjatywy Ustawodawczej Ratujmy Kobiety.

źródło: http://300polityka.pl/live/2016/09/18/n ... lo-kobiet/

: 19 wrz 2016, 10:21
autor: NEVIL
Przypomnijmy jak Rzepliński "walczył o wolność" w/s ACTA: "Nie sądzę, aby stosowanie tej umowy groziło internautom"
Obrazek
W 2012 roku, kiedy przez Polskę przetoczyła się fala protestów w/s ACTA, prezes Trybunału Konstytucyjnego Andrzej Rzepliński stwierdził, że nie widzi w ACTA zagrożeń dla praw i wolności osobistych. "Nie sądzę, aby stosowanie tej umowy groziło zwłaszcza polskim internautom" - powiedział wówczas na antenie Radia Zet prezes TK. Myślę, że warto przypomnieć tę wypowiedź wszystkim tym, którzy upatrują w Rzeplińskim nieskazitelnego bojownika o wolność i demokrację.

Przypomnijmy - ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement), to międzynarodowe porozumienie, którego inicjatorem były Stany Zjednoczone i Japonia, mające na celu wzmocnienie ochrony własności intelektualnej oraz ograniczenie handlu podróbkami. Treść tej umowy budziła jednak od samego początku kontrowersje. Przeciwnicy ACTA twierdzili, że na bazie artykułu 27 ustęp 4 tego porozumienia, możliwe będzie wydanie na żądanie np. organizacji zarządzającej prawami autorskimi, w trybie administracyjnym, a nie sądowym, danych osoby, co do której zachodzi tylko domniemanie naruszenia praw autorskich. W ten sposób łamane miały być podstawowe prawa i wolności osobiste. Podnoszono także kwestie tajności negocjacji przy tworzeniu ACTA oraz to, że wspomniane porozumienie naruszy swobodny rozwój innowacyjnych rozwiązań, w tym oprogramowania typu open-source.

Na początku 2012 roku przeciwnikom ACTA (rząd Tuska planował podpisać to porozumienie) udało się wyprowadzić na ulice polskich miast tysiące ludzi. W praktyce były to największe, zupełnie oddolne protesty społeczne w historii III RP. Masowe protesty w całym kraju stały jednak w opozycji do stanowiska prezes Trybunału Konstytucyjnego Andrzeja Rzeplińskiego. Stwierdził on wówczas, że nie dostrzega w ACTA zagrożeń dla praw i wolności osobistych. W wywiadzie udzielonym Radiu Zet powiedział: "Nie sądzę, aby stosowanie tej umowy groziło zwłaszcza polskim internautom ich masowym szpiegowaniem (...) Przecież nie o tym jest ta umowa".

Tak jak ponad cztery lata temu prezes Rzepliński nie widział problemu z ACTA, tak później nie dostrzegł problemu ze skokiem Platformy Obywatelskiej na Trybunał Konstytucyjny. Przypomnijmy, że całe zamieszanie z TK wzięło swoją genezę tuż po porażce Bronisława Komorowskiego z Andrzejem Dudą w maju 2015 r., kiedy to ekipa Platformy uchwaliła chamską ustawę o wyborze 5 (a nie 3) sędziów TK jeszcze przed wyborami parlamentarnymi (które, jak się później okazało, wygrał PiS). No ale cóż - chciałoby się powiedzieć, że prezes Rzepliński dostrzega problemy dość wybiórczo.

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul7/0329 ... oblemu.htm

: 19 wrz 2016, 11:43
autor: NEVIL
Sławomir Nowak sam się prosi, żeby wreszcie porządnie zajęła się nim nierychliwa machina sprawiedliwości
Obrazek
Sławomir Nowak objawił się na Twitterze w roli łowcy „PiSiewiczów” (oczywista aluzja do Bartłomieja Misiewicza) w spółkach skarbu państwa. Jego zabawy z przekręcaniem różnych nazwisk przy tej okazji, w co ochoczo włączyli się jego koledzy z Platformy Obywatelskiej, pominę, bo to poziom najwyżej trzeciej klasy podstawówki i to w wydaniu małych żuli.

Najciekawsze jest jednak to, że głos zabiera akurat Sławomir Nowak, minister transportu, budownictwa i gospodarki morskiej w rządzie Donalda Tuska (od 18 listopada 2011 do 27 listopada 2013 r.), wcześniej sekretarz stanu w KPRM i szef gabinetu politycznego premiera Donalda Tuska, potem szef sztabu wyborczego, a po wyborach sekretarz stanu w kancelarii prezydenta Bronisława Komorowskiego. I nawet nie to jest ciekawe, iż Nowak miał proces w sprawie składania fałszywych oświadczeń majątkowych (słynna sprawa zegarka niewpisanego do oświadczenia majątkowego), gdzie najpierw skazano go na grzywnę, a potem sprawę warunkowo zawieszono. Przede wszystkim głos zabiera bohater taśm z restauracji „Sowa i Przyjaciele”, osoba, której nazwisko na pewno pojawi się w działaniach sejmowej komisji śledczej w sprawie Amber Gold oraz ktoś, kto powinien się pojawić w dochodzeniach dotyczących kantów i korupcji przy największych inwestycjach w infrastrukturę (autostrady, drogi szybkiego ruchu, stadiony, lotniska, dworce itp.), a przy okazji także w związku z kontraktami zawieranymi przez PKP i różne spółki córki tej firmy.

Więcej: http://wpolityce.pl/polityka/308793-sla ... iedliwosci

: 19 wrz 2016, 17:37
autor: NEVIL
Na straży węgla i bursztynu. Od 2017 powstanie straż geologiczna uzbrojona w karabiny i paralizatory
Obrazek
Koniec z nielegalnym wydobywaniem kopalin. Resort środowiska postanowił ukrócić ten proceder, powołując od 1 stycznia 2017 r. straż geologiczną, która na dodatek zostanie uzbrojona w karabiny i paralizatory.

Polska jest pod względem geologicznym jednym z najbogatszych krajów w UE. – Atut ten może być dźwignią rozwoju gospodarczego, poprawy sytuacji społecznej i materialnej obywateli – twierdzi Ministerstwo Środowiska. Ale dodaje, że w znaczącej mierze wydobycia kopalin dokonują osoby do tego nieuprawnione, które w ten sposób „rozkradają państwowy majątek”. Minister środowiska Jan Szyszko postanowił skończyć z tym procederem – przygotował projekt ustawy o Polskiej Służbie Geologicznej.

Jak wynika z projektowanych przepisów, wkrótce powstanie nowa formacja mundurowa – straż geologiczna. Jej funkcjonariusze będą mieli prawo nie tylko legitymować i kontrolować bagaż, ale także go zatrzymywać, a właściciela doprowadzić na policję. Jednocześnie resort zadbał, by wszyscy nową służbę potraktowali poważnie. Otóż zostanie wyposażona w broń długą i krótką, kajdanki, służbowe pałki, miotacze gazu i paralizatory.

Prawnicy są tym pomysłem przerażeni – zgodnie też twierdzą, że powołanie straży geologicznej i wyposażenie jej funkcjonariuszy w karabiny to absurdalny pomysł.

– Gdy myślę o stworzeniu takiej formacji, nasuwa mi się na myśl tylko jedno pytanie: po co? – zastanawia się adwokat dr Magdalena Matusiak-Frącczak. Jej zdaniem nie ma żadnego powodu, aby zadań, które Ministerstwo Środowiska chce przypisać nowo powołanej służbie, nie wykonywała policja.

– Ma przecież takie uprawnienia. Jeśli zaś potrzebuje pomocy w zakresie wiedzy geologicznej, może przecież o nią poprosić geologów, którzy mogą występować w charakterze biegłych – przypomina prawniczka.

Wtóruje jej adwokat Dariusz Goliński. – Problem leży nie w zbyt małej liczbie służb uprawnionych do korzystania z broni, lecz w tym, że są one niewłaściwie wykorzystywane. Zadania w zakresie łamania prawa geologicznego może przecież śmiało wykonywać nie tylko policja, ale także Straż Graniczna, Służba Celna czy w najpoważniejszych przypadkach Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego – wskazuje ekspert.

Jego wątpliwości budzi też tryb przyjmowania do nowej formacji. Skoro bowiem funkcjonariusze uzyskają wiele uprawnień, warto by zasady rekrutacji były restrykcyjne. Tak jednak nie będzie. – Sądzę, że rozmowa kwalifikacyjna oraz testy sprawnościowe i psychologiczne to trochę zbyt mało, by dać komuś do ręki broń – zaznacza mec. Goliński.

Resort środowiska przekonuje jednak, że nowe uprawnienia są niezbędne, w przeciwnym razie nadal będzie dochodziło do rozkradania zasobu geologicznego państwa.

„Działania prowadzone przez straż geologiczną przyczynią się do zwiększenia wykrywalności przestępstw i wykroczeń polegających na nielegalnym wydobywaniu kopalin” – zaznacza resort. Z jego wyliczeń wynika, że budżet państwa w skali roku mógłby zyskać nawet do miliarda złotych.

Resort także twierdzi, że zaprzężenie policji do walki z nielegalnymi wydobywcami nie przyniosłoby oczekiwanego celu. Powód?

„Wykonanie zadań przewidzianych dla służby geologicznej będzie znajdowało się w jednej spójnej programowo i strukturalnie jednostce, co zwiększy efektywność realizacji zadań” – wyjaśnia ministerstwo.

Minister Szyszko nie obawia się nieprawidłowości. A to dlatego, że zgodnie z projektem ustawy używanie przez strażników określonych środków przymusu bezpośredniego będzie podlegało unormowaniom ustawy szczególnej (o środkach przymusu bezpośredniego i broni palnej; t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 628 ze zm.). Tym samym ryzyko wystąpienia jakichkolwiek problemów jest dokładnie takie samo jak w przypadku działalności celników czy Straży Granicznej.

Nowe przepisy mają wejść w życie już 1 stycznia 2017 r.

25 mln zł taki będzie koszt utrzymania Polskiej Służby Geologicznej w pierwszym roku jej funkcjonowania

Etap legislacyjny

Projekt przekazany do konsultacji

źródło: http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/9 ... atory.html

: 19 wrz 2016, 20:11
autor: NEVIL

Wraca afera podsłuchowa - były szef CBA zeznaje przed sądem
Obrazek
CBA nie dopuściło się jakichkolwiek nieprawidłowości w tej sprawie - zeznał dziś b. szef CBA Paweł Wojtunik, który był świadkiem w procesie Marka Falenty i pozostałych oskarżonych o nielegalne podsłuchy w stołecznych restauracjach. Uchylił się on od odpowiedzi na pytanie czy główny oskarżony Marek Falenta współpracował z CBA.

W Sądzie Okręgowym w Warszawie b. szef CBA (obecnie emeryt) zeznał, że nie wiedział o tym, iż nagrano jego spotkanie w restauracji z ówczesną wicepremier Elżbietą Bieńkowską. "Nie wyrażałem też na to zgody" - dodał. "Publikacja podsłuchanych nagrań wpłynęła na sytuację kraju" - przyznał.

Uchylił się on od odpowiedzi sądu na pytanie czy Falenta informował służby o nielegalnym procederze nagrywania. "Przed faktem publikacji nagrań o tym nie wiedziałem" - zaznaczył. Dodał, że naczelny "Wprost", który poinformował go, że został nagrany, nie mówił mu, kto tego dokonał.

"Jaką rolę pełnił Falenta w CBA" - pytał obrońca Falenty, mec. Marek Małecki. "Z uwagi na ustawę o ochronie informacji niejawnych, nie mogę na to odpowiedzieć w trybie jawnym; nie mam zezwolenia od szefa CBA na ujawnianie informacji niejawnych" - odparł Wojtunik.

Więcej: http://wgospodarce.pl/informacje/29463- ... rzed-sadem

: 19 wrz 2016, 22:42
autor: NEVIL
Komentarz:

Oko

Szanowny Panie Wyszkowski, przepraszam ale kto przeżyje trudne chwile? Kapusie? Pan sobie raczy żartować! Trudne chwile to przeżywali i przeżywają ci, na których te świnie donosiły! No chyba,że bandyci z ZSRR/PRLu i z III RP zrobili sobie jaja i utworzyli zbiór zastrzeżony głównie z tych, którzy mimo że coś kiedyś podpisali, to potem zmazali swoją winę, przechodząc do opozycji i bandyci z PRLu/III RP,żeby się na nich zemścić i żeby ich zniszczyć,utworzyli ten zbiór z ich nazwisk i danych,żeby dokonać zemsty, a prawdziwi łajdacy, jak np. Michnik, już dawno ukradli swoje teczki.
Ale mam prawo pytać, z jakiej racji i na jakiej podstawie mamy się tak certolić ze szpiclami? Dlaczego w innych państwach już dawno ujawniono donosicieli a u nas ciągle jest ktoś kto ubolewa nad «ciężkim» losem szpicli!? No mało mnie szlag nie trafi! Szpicle i kapusie mieli DWADZIEŚCIA SIEDEM LAT,żeby się ujawnić!
Albo PiS się zabierze za czyszczenie Polski po III RP i za usuwanie mafiozów w togach albo ci mafiozi i TK obalą rząd PiSu!
KODeraści i PO-litruki właśnie wytwarzają wrażenie,że w Polsce jest anarchia i prześladowania,co na to rząd i prezydent? Co na to PiS? Wygląda na to,że KODeraści otrzymali polecenie stworzenia argumentów do ZEWNĘTRZNEJ INTERWENCJI W POLSCE!!! Z tego co widzę, to rząd pozwalaj antypolakom na całkowitą bezkarność! A Waltz-złodziejka już dawno powinna była zostać złapana za fraki,wywalona dyscyplinarnie ze stanowiska i aresztowana! Na co czeka rząd, prezydent i PiS?


=============================
Wyszkowski o zbiorze zastrzeżonym IPN: niektórzy mogą przeżyć trudne chwile
Obrazek
- Myślę, że zbiór zastrzeżony IPN został stworzony nie bez podstaw. Skoro przez tyle lat służby specjalne chroniły jak skarbu tego zasobu zastrzeżonego, to miały w tym interes. Dla poprzedniej władzy był to kapitał, który umożliwiał jej sprawowanie kontroli nad życiem publicznym. My jako obywatele nie mamy się jednak czego obawiać - mówił w TV Republika Krzysztof Wyszkowski, członek Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej.

Krzysztof Wyszkowski był gościem programu "W punkt" prowadzonego przez Katarzynę Gójską-Hejke. Mówił m.in. o Lechu Wałęsie, który ogłosił właśnie, że go pozywa (za to, iż Wyszkowski miał mówić, że Wałęsa przegrał z nim proces).

- Współczuję mu - stwierdził Wyszkowski, podkreślając, że żaden poważny historyk nie ma dziś wątpliwości na temat współpracy Wałęsy z SB. Zdaniem gościa programu "W punkt" nowe fakty dotyczące "Bolka" jeszcze będą się pojawiać.

Ale Wyszkowski mówił także o zbiorze zastrzeżonym IPN. Jak poinformował dziś Instytut - zasób ten zostanie udostępniony, kiedy służby dokonają przeglądu materiałów. Stanie się to najpóźniej 31 marca 2017 r.

- Dzięki ustawie ubiegłorocznej przeforsowanej przez PiS formalnie zbiór zastrzeżony przestał istnieć. Teraz trwa procedura przeglądu tych materiałów pod kątem sprawdzenia, czy są tam dokumenty mogące zagrażać bezpieczeństwu państwa. Chodzi np. o dokumenty dotyczące zobowiązań międzynarodowych, np. operacji w Iraku

- wyjaśniał Wyszkowski.

To żmudna praca, gdyż wszystkie służby, m.in. ABW i AW, wysłały do IPN swoich funkcjonariuszy i teczka po teczce przeglądają akta.

- Na palcach jednej ręki można policzyć teczki, które będzie trzeba na nowo utajnić. Na pewno prace do końca marca 2017 r. zostaną zakończone

- zaznaczył Krzysztof Wyszkowski.

Członek Kolegium IPN mówił też:

Nigdy nie miałem dostępu do zbioru zastrzeżonego. Myślę, że został on jednak stworzony nie bez podstaw. Skoro przez tyle lat służby specjalne chroniły jak skarbu tego zasobu, to miały w tym interes. Dla poprzedniej władzy był to kapitał, który umożliwiał jej sprawowanie kontroli nad życiem publicznym. My jako obywatele nie mamy się jednak czego obawiać.

Zdaniem Wyszkowskiego najważniejsza dokumentacja dotycząca agentury PRL - tej, która miała decydujący wpływ na kształt III RP - jest niestety niedostępna. Została ona zniszczona bądź skradziona w trakcie transformacji.

- Polacy utracili przez umowę okrągłego stołu dostęp do prawdy - stwierdził Wyszkowski. - Materiały posiadane przez IPN są drobną cząstką tego, co wytworzyły PRL-owskie służby specjalne. Większość gigantycznych zasobów zaginęła. Ale dzięki ujawnieniu zbioru zastrzeżonego niektórzy - w tym pewni celebryci i biznesmeni - przeżyją być może przykre chwile.

źródło: http://m.niezalezna.pl/86302-wyszkowski ... dne-chwile

: 20 wrz 2016, 12:19
autor: NEVIL
OLT i politycy Platformy. Jak PR-owcy przeciąganie samolotu po lotnisku wymyślili
Obrazek
Jak informowaliśmy na łamach portalu niezalezna.pl czołowi politycy z Platformy Obywatelskiej z prezydentem Gdańska Pawłem Adamowiczem na czele 12 grudnia 2011 r. na płycie lotniska uroczyście przeciągali samolot należący do firmy Marcina P. OLT Express. Całej akcji patronował Lech Wałęsa, a linę z uczepionym Fokkerem targał również marszałek Mieczysław Struk (PO) oraz senator Roman Zaborowski (PO). Po latach o kulisach całej sprawy mówił Jarosław Urbaniak z PO, który przekonuje, że samolot linii OLT Express wybrano ponieważ „był najlżejszy”.

- Skandaliczne promowanie przez funkcjonariusza PO Pawła Adamowicza spółki oszustwa Marcina P. 12.12.2011 na lotnisku Lecha Wałęsy jednoznacznie pokazuje, że Adamowicz bardziej nadaje się na konia pociągowego niż na prezydenta Gdańska miasta z ambicjami. Sytuacja ma charakter dwuznaczny. Po 6 dniach od rejestracji w KRS nowej spółki już odbywa się akcja promująca, na której bryluje prezydent Paweł Adamowicz. To można by nawet skwitować ironicznym uśmiechem, gdyby nie tysiące pokrzywdzonych przez działania pana P., cieszącego się zadziwiającą pobłażliwością wymiaru sprawiedliwości – mówił wówczas w rozmowie z portalem niezalezna.pl poseł PiS Andrzej Jaworski.

Tymczasem po latach temat przeciągania samolotu OLT Express wrócił na medialne czołówki. Jarosław Urbaniak z PO przekonuje, że politycy Platformy przeciągali samolot akurat tych linii lotniczych, ponieważ miał on być najlżejszy na lotnisku. Cała impreza była dokładnie zaplanowana przez PR-owców.

- Jakiś PR-owiec wymyślił, żeby na otwarcie inwestycji na Euro 2012 politycy ciągnęli samolot. I ten był najlżejszy na lotnisku. To nie była prywatna impreza, ale państwowa inwestycja – mówił w programie „Minęła dwudziesta” TVP Info Jarosław Urbaniak.

Co ciekawe władze gdańskiego lotniska im. Lecha Wałęsy tłumaczyły, że to przypadek, iż samolot, który przeciągali po płycie lotniska członkowie Platformy Obywatelskiej, należał do OLT Jetair. Tymczasem „Gazeta Polska Codziennie” ustaliła, że było inaczej. Należąca do firmy Marcina P. maszyna przybyła do Gdańska już cztery dni przed uroczystościami otwarcia terminalu.

Więcej: http://niezalezna.pl/85723-olt-i-polity ... -wymyslili

: 20 wrz 2016, 13:02
autor: NEVIL
Polska udzieliła schronienia i dała pracę ponad milionowi Ukraińców. Warto przypomnieć ten fakt wszystkim szczekającym na Polskę eurokratom!
Obrazek
Martin Schulz żalił się ostatnio na Polskę, że w kwestii migrantów z Bliskiego Wschodu "zostawiła Niemcy na lodzie". Warto zatem przypomnieć szefowi parlamentu europejskiego, że: 1) Migranci z Bliskiego Wschodu wcale nie chcą do Polski, lecz do Niemiec 2) To Angela Merkel sama ich zaprosiła 3) Niemal w tym samym czasie, gdy do Niemiec przybyło milion migrantów, Polska dała schronienie i pracę ponad milionowi Ukraińców. Panie Schulz - następnym razem pomyśl pan zanim coś palniesz.

Martin Schulz, przewodniczący Parlamentu Europejskiejgo, udzielił kilka dni temu wywiadu dla "Frankfurter Allgemeine Zeitung", w którym zauważył, że:

"Jako Niemcy ponosimy ogromne koszty nieprzyjęcia imigrantów przez inne kraje europejskie. (...) 17 mld euro, które co roku netto dostaje Polska z budżetu Unii, to środki współfinansowane przez ciężko pracujących ludzi w Niemczech. (...) Członkowie Unii, którzy czują się zagrożeni przez Rosję, otrzymali militarną pomoc, oraz praktyczną solidarność w formie sankcji przeciw Rosji. Gdy przychodzą uchodźcy, to te właśnie kraje, które jeszcze niedawno z powodzeniem domagały się solidarności, teraz twierdzą, że nie są gotowe na jakiekolwiek działania zmierzające do ich przyjęcia".

Panie Schulz - może następnym razem zastanowi się pan zanim coś palnie. Po pierwsze - migranci z Bliskiego Wschodu wcale nie chcą do Polski. Oni chcą się ulokować w Niemczech, Francji, Szwecji lub ewentualnie w Wlk. Brytanii, czyli tam, gdzie muzułmańskie skupiska są już rozwinięte, a państwo oferuje tzw. socjal na wysokim poziomie. Po drugie - to Angela Merkel sama osobiście zaprosiła migrantów do Niemiec, więc żale w zakresie polityki imigracyjnej winien pan kierować głównie do swojej kanclerz. Po trzecie - Niemal w tym samym czasie, gdy do Niemiec przybyło milion migrantów z Bliskiego Wschodu, do Polska dała schronienie i pracę ponad milionowi Ukraińców.

Zgodnie z raportem Eurostatu w 2014 roku Polska wydała 355,4 tys. pozwoleń na pobyt dla osób spoza UE. Zdecydowana większość tych pozwoleń dotyczyła Ukraińców. W ciągu 2015 roku polskie placówki konsularne i dyplomatyczne na terenie Ukrainy wydały obywatelom Ukrainy ponad 466 tys. tzw. wiz krajowych, które umożliwiają legalny wjazd do Polski. W ciągu pięciu pierwszych miesięcy 2016 roku takich wiz wydano 250 tys. Do tego trzeba jeszcze doliczyć liczbę wiz typu Schengen (polskie placówki konsularne i dyplomatyczne na terenie Ukrainy w okresie I.2015 - V.2016 wydały ich ponad 600 tys.). Na tej podstawie zasadny jest wniosek, iż do Polski przybyło około 1 miliona Ukraińców, którzy w większości znaleźli tutaj schronienie i pracę.

Powyższe dane warto przypomnieć każdemu szczekającemu na nasz kraj eurokracie, który oskarża nas o niechęć wobec przyjmowania imigrantów.

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul7/0330 ... aincow.htm

: 20 wrz 2016, 13:13
autor: NEVIL
Unijna obłuda: EBC drukuje miliardy euro, za które umarzane są niemieckie długi. Polska może zapomnieć o takim wsparciu. Czy to nie jest nieuczciwa konkurencja?!!
Obrazek
Europejski Bank Centralny od blisko dwóch lat prowadzi politykę drukowania setek miliardów euro i skupowania za nie długów krajów wchodzących w skład eurolandu. Oczywiście największym wygranym tej polityki są Niemcy, którym w ciągu ostatniego 1,5 roku wykupiono w ten sposób aż 172 mld euro długu! Czy to nie jest przypadkiem niedozwolona pomoc publiczna? Dlaczego Polska nie może liczyć na podobne wsparcie? Dlaczego Komisja Europejska czepia się nas w zakresie podatku od supermarketów, a przymyka oko na to, co robi EBC?!!

Komisja Europejska zakwestionowała wczoraj zasady podatku od sieci handlowych. Zdaniem eurokratów mniejsze sieci mogą w naszym kraju liczyć na "nieuprawnioną pomoc publiczną", gdyż stawka podatku jest dla nich niższa w porównaniu do stawki obowiązującej większe sieci handlowe. Przypomnijmy - od 1 września funkcjonowały dwie stawki podatku od sieci handlowych liczone od przychodów ze sprzedaży detalicznej: 0,8 proc. dla sieci osiągających przychody między 17 mln zł a 170 mln zł miesięcznie i 1,4 proc. dla sieci osiągających przychody powyżej 170 mln zł miesięcznie. Kwota wolna od podatku w skali roku wynosiła 204 mln zł.

Co ciekawe - Komisja Europejska dopatruje się znamion niedozwolonej pomocy publicznej w podatku od sieci handlowych (który najmocniej uderza w duże zagraniczne sieci handlowe funkcjonujące na terytorium Polski, np. Lidl czy Rossmann), a zupełnie przymyka oko na to, co wyprawia Europejski Bank Centralny (EBC). Przypomnijmy, że EBC - w ramach walki z tzw. kryzysem finansowym na Zachodzie Europy - od stycznia 2015 r. prowadzi tzw. politykę luzowania ilościowego. Polega ona na tym, że EBC drukuje (kreuje) setki miliardów euro, za które skupuje obligacje skarbowe wyemitowane przez kraj należący do strefy euro. Skutek tej księgowej operacji jest taki, że skupowane papiery dłużne przestają mieć jakiekolwiek znaczenie gospodarcze (przestają generować odsetki). Można powiedzieć, że są one de facto umarzane, a poszczególne gospodarki eurolandu otrzymują w zamian potężną dawką pieniędzy. Oczywiście największym beneficjentem tej działalności są Niemcy. EBC od stycznia 2015 r. do kwietnia 2016 r. wykupił w ten sposób naszemu zachodniemu sąsiadowi aż 171,8 mld euro długu.

I teraz pytanie za 100 punktów - dlaczego gospodarki eurolandu (z Niemcami na czele) mogą liczyć na tak gigantyczny finansowy "doping" ze strony unijnych instytucji, który - w dodatku - nie jest uznawany przez Komisję Europejską za "niedozwoloną pomoc publiczną"? Dlaczego w tym samym czasie nasz kraj jest skrupulatnie rozliczany z ustawy o podatku od sieci handlowych, gdzie dopatrzono się "niedozwolonej pomocy publicznej"? Czy tak przypadkiem nie wygląda unijna obłuda?

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul7/0330 ... obluda.htm