44444 forum LUBIN.pl • Co się w tym kraju dzieje ? ! - Strona 178
Strona 178 z 467

: 10 wrz 2016, 12:57
autor: NEVIL
Komentarz:

ejed@ejed

Reprywatyzacja w Warszawie jest niesłusznie tak nazywana. Winno być złodziejskie przywłaszczanie cudzej własności. Nas też jak widać nie omija poprawność polityczna.

=======================
Janecki o sytuacji Gronkiewicz-Waltz: "Została skreślona przez Grzegorza Schetynę. Dla niego jej już nie ma
Obrazek
Moim zdaniem Hanna Gronkiewicz-Waltz nie przetrwa. To kwestia czasu jak długo będzie pełniła swoją funkcję Gronkiewicz-Waltz. Nie wyobrażam sobie, aby można było tę falę niezadowolenia powstrzymać w jakikolwiek innych sposób, niż dymisją prezydent Warszawy. Jako że decyzja zależy do niej, pewnie nie doczekamy się prędko takiej decyzji

—mówił w „Salonie dziennikarskim” dziennikarz Jacek Łęski.

W kolejnym odcinku nowego programu TVP Info rozmawiano o rozwoju afery reprywatyzacyjnej w Warszawie. Prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz zdymisjonowała dwóch wiceprezydentów - Jarosława Jóźwiaka i Jacka Wojciechowicza i ogłosiła przetarg na audyt. Obecni w studio podkreślili, że jest to kolejna zmiana narracji Gronkiewicz-Waltz, która do tej pory uważała, że nie może zrzucać odpowiedzialności za nieprawidłowości reprywatyzacyjne na swoich wiceprezydentów.

Pani prezydent już kilka razy zmieniała swoją narrację. To jest koniec jej kariery. Jeżeli wróci do polityki to za wiele lat. Tacy politycy odchodzą i niektórzy nie wracają do świata polityki, nie wiemy - może trwale zmieni się układ Platformy Obywatelskiej. To jest agonia Gronkiewicz-Waltz i w jakiejś mierze także agonia Platformy w Warszawie. Doradzałbym PiSowi jakieś przymierze z niezależnymi środowiskami obywatelskimi

—mówił publicysta „wSieci” Piotr Zaremba.

Z kolei Stanisław Janecki zwrócił uwagę, że dla Grzegorza Schetyny wiceprzewodnicząca PO jest już skreślona.

Znamienne jest, że Gronkiewicz-Waltz została skreślona przez Grzegorza Schetynę. Dla niego jej już nie ma. Przydał jej więc komisarza politycznego pana Witolda Pahla. Ten statek zatonie. Dla Grzegorza Schetyny ważne jest jedynie w jaki sposób to się stanie. Próbuje on pokazać, że Gronkiewicz-Waltz „nie była nigdy jego”. Tylko w ten sposób Schetyna może uratować Platformę. Jeżeli prezydent Warszawy nie wiedziała o tym co się dzieje w Warszawie to tym gorzej. Zakładam, że to był system naczyń połączonych

—zwrócił uwagę Janecki.

Zdaniem Łęskiego Gronkiewicz-Waltz jest po prostu niekompetentna.

Gronkiewicz-Waltz powtarza tą samą sytuację po raz kolejny, to dzięki niej przykryto wiele afer bankowych. Moim zdaniem jest ona po prostu niekompetentna i o wielu rzeczach po prostu nie wie.

—powiedział.

Obecny w studio ksiądz Henryk Zieliński podkreślił, że politykom wydaję się, że będą rządzić wiecznie.

Pamiętajmy słowa Ewangelii „Nie ma nic ukrytego, co nie miałoby być ujawnione”. Politykom wydaje się czasem, że są bogami i będą rządzić wiecznie. Myślą, że można robić wszystko, bo nigdy nic nie wyjdzie na jaw

—mówił duchowny.

Z kolei publicysta portalu wPolityce.pl Stanisław Janecki podkreślił, że problem złej reprywatyzacji nie dotyczy tylko Warszawy.

Różne są mechanizmy tego złodziejskiego mechanizmu. Dziwię się, że został on ujawniony tylko w Warszawie. Inne miasta czekają na rozstrzygnięcie tej sprawy

—podkreślił Janecki.

Dziennikarz Jacek Łęski podkreślił, że opisywanie nieprawidłowości reprywatyzacyjnych jest „bardzo niewdzięcznym” zadaniem dla dziennikarza ponieważ jest to bardzo skomplikowana kwestia, która wymaga poświęcenia mnóstwa czasu. Z kolei w dyskusji o formie oddawania odszkodowań Stanisław Janecki powiedział:

Podoba mi się koncepcja Czesława Bieleckiego, że oddajemy tylko to co nie zostało odbudowane na nowo za wspólne pieniądze obywateli

—mówił publicysta.

źródło: http://wpolityce.pl/polityka/307857-sal ... juz-nie-ma

: 10 wrz 2016, 14:15
autor: NEVIL
Stajnię Augiasza trzeba oczyścić koniecznie !

================

Komentarze:

Ramzes

Sędziowie są z takiej samej kasty samouwielbienia jak Lech Wałęsa. On jest prawdziwym symbolem tej nierozliczonej kasty. Będą atakować wszystkich, którzy chcą im zabrać niezasłużone przywileje.

---------------------------

kowalski

Przecież niemal cala czapa korporacji sędziowskich to byli postkomunistyczni,resortowi funkcjonariusze lub ich następne pokolenie.

-------------------------------

Pilo


Panie Jaki , to środowisko jest solidarne ! Tam niestety w 90 % to Rzeplińskie . Złogi się multiplikują ! Tam potrzeba bomby a nie wyławiania czarnych owiec !

==========================

Jaki: "Nie jest żadną tajemnicą, że wśród sędziów wiele jest czarnych owiec, ale sędziowie nie potrafią się oczyścić"
Obrazek
Wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki w „Super Express” mówił o środowisku sędziowskim, skomentował również Kongres Sędziów Polskich, który odbył się niedawno w Warszawie.

Niektórzy twierdzą, że część wystąpień była tak kompromitująca, że trzeba było to usunąć. Elita narodu

— mówił o usunięciu wystąpień z Kongresu Sędziów Polskich ze strony stowarzyszenia sędziowskiego.

Podkreślił, że spór między rządem PiS a sędziami toczy się o rolę sędziów w systemie państwa i prawa.

Czy rzeczywiście mają być taką kastą, monarchią, która niepodzielnie rządzi w Polsce

— ocenił.

Teraz bijemy się o to, by sądownictwo wyglądało inaczej. Znam wielu przyzwoitych sędziów, ale nie mogą awansować, ponieważ nie należą do żadnej koterii. To musi się zmienić

— dodał w dalszej części rozmowy.

Wiceminister sprawiedliwości przyznał, że przywileje nadzwyczajnej kasty są dziedziczne.

I w polskim sądownictwie to widać. Patrząc na sądownictwo szerzej, to widać, że w PRL to była jedna z najbardziej zdeprawowanych grup ludzi. Tam odbywała się wręcz selekcja negatywna. To grupa, która przeszła do III RP bez żadnej weryfikacji

— powiedział.

Środowisko sędziowskie nie oczyściło się samo, jak zapowiadał w pierwszych latach III Rzeczypospolitej jeden ze znanych prawników.

Nie dość, że ta grupa się nie oczyściła, to jeszcze III RP przyznała jej szczególne prawa. Choćby prawo do personalnego kształtowania swojego zawodu. Dochodziło do tego, że do czasu uwolnienia tego zawodu trzeba było należeć do rodziny kogoś ze środowiska, żeby awansować. To powszechnie znane sprawy

— stwierdził Jaki.

W jego ocenie jeżeli sędziowie nie mają nic do ukrycia, to nie powinni mieć nic przeciwko planom reform, które ma przeprowadzić PiS.

Jeśli już mówimy o aferze reprywatyzacyjnej, to nie byłoby jej, gdyby nie sędziowie. To oni wydawali absurdalne wyroki, ustanawiali kuratorów dla 140-letnich ludzi. Czy takiemu sędziemu ktoś zabrania myśleć? Czy robi to celowo?

— mówił o aferze reprywatyzacyjnej w Warszawie.

Wiceminister sprawiedliwości stwierdził, że oświadczenia majątkowe pozwolą sprawdzić, czy majątek sędziego zgadza się z jego zarobkami.

Przecież to prosta rzecz - jeśli ktoś nie ma nic do ukrycia, powinien być zwolennikiem takiego rozwiązania

— ocenił.

Przypomniał, że sędziowie są praktycznie bezkarni. Jako przykład podał sędziego Milewskiego, który za to, że był uległy wobec Platformy Obywatelskiej został ukarany jedynie przeniesieniem do Białegostoku.

Wielu sędziów naprawdę wierzy, że są nadzwyczajną kastą. My uważamy, że to służba dla obywatela. Sąd ma stać na straży uczciwości, a sędzia ma być człowiekiem nieskazitelnym

— podkreślił.

Odniósł się również do wyroku, na podstawie którego skazano Zbigniewa Ziobrę na przeprosiny, które kosztowały go 300 tys. zł.

Sędziowie byli uprzejmi podejmować decyzje, przez które de facto konfiskowano majątek Zbigniewa Ziobry za to, że walczył o uczciwą Polskę. Tak jak sędzia, który skazał Mariusza Kamińskiego za to samo

— ocenił.

Nie jest żadną tajemnicą, że wśród sędziów wiele jest czarnych owiec, ale sędziowie nie potrafią się oczyścić

— podkreślił.

źródło: http://wpolityce.pl/polityka/307744-jak ... e-oczyscic

: 10 wrz 2016, 15:06
autor: NEVIL
Komentarze:

ilyulj,k

Przecież to nie reprywatyzacja,ale złodziejstwo. Złodziejstwa w "demokratycznym,wolnym,obywatelskim,prawym i sprawiedliwym" kraju nie można karać?

-----------------------------

Hanka Głonkowcem-Walcowana

A miało być tak pięknie.Ale te włedne pisioły wygłały wyboły i kicha się złobiła.Ale się kułwa połobiło.

====================

Czy odwrócenie reprywatyzacji w Warszawie jest możliwe?
Obrazek
Działka leżąca przy Pałacu Kultury i Nauki, potocznie nazywana Chmielną 70 (od jej starego adresu), ma wrócić do zasobu gruntowego Warszawy. Analizujemy, czy jest na to szansa.

Jak twierdzi Hanna Gronkiewicz-Waltz, decyzja została wydana pochopnie. A to dlatego, że pierwotny właściciel działki został spłacony już w latach 50. XX wieku na podstawie umowy międzynarodowej między PRL-em a Danią. Umowy takie jak ta z Danią nazywa się w prawie umowami indemnizacyjnymi (odszkodowawczymi). I tak jak jeszcze pół roku temu niemal nikt nie miał pojęcia, co to określenie znaczy, tak dziś jest ono nagminnie używane w telewizji, radiu i prasie. Za dwa, trzy lata stanie się kluczowe w kontekście polskiego budżetu.

Wartość działki przy Chmielnej 70 szacuje się na 120–160 mln zł. To bardzo dużo. Kwota, której utrata zaboli m.st. Warszawę, ale również nie zabije. Wyobraźmy sobie jednak, że takich działek, które zostały zbyt pochopnie przekazane, jest kilkadziesiąt albo kilkaset. Skąd taki wniosek? Oddajmy głos samej Hannie Gronkiewicz-Waltz, która 30 sierpnia na naszych łamach („Prezydent nie odda stolicy bez walki”, DGP 167/2016) mówiła tak: „Do 2008 r. w ogóle nie sprawdzano, czy zagraniczni spadkobiercy stołecznych działek otrzymywali odszkodowania na mocy układów odszkodowawczych. Dopiero wiceprezydent Jakubiak kilka lat temu to zarządził”. Po tych słowach padło pytanie: „Czyli niewykluczone, że w mieście jest dużo więcej przypadków podobnych do Chmielnej 70?”. Na co odpowiedziała: „Mowa nawet o kilku tysiącach zwróconych nieruchomości”.

Hanna Gronkiewicz-Waltz grubo przesadziła. Jeśli doszło do reprywatyzacji gruntów, które mogły być objęte umowami indemnizacyjnymi, takich przypadków na pewno nie były tysiące. Raczej setki. Przyjmijmy liczbę 400. Załóżmy też, że wartość przeciętnej działki nie jest tak znacząca jak tej na placu Defilad. Ustalmy umownie dla prostego obliczenia, że wynosi ona 10 mln zł. I teraz pomnóżmy liczbę działek wydanych, a objętych układami indemnizacyjnymi, przez ich wartość. Cztery miliardy złotych. Być może tyle – a dokładniej grunty o takiej wartości – będzie chciała odzyskać w sądach Warszawa, wskazując, że właściciele lub ich spadkobiercy zostali już spłaceni w PRL. I po prostu w III RP nikt tego nie zauważył.

Ciekawe jest to, że prezydent stolicy, bądź co bądź profesor nauk prawnych, czeka batalia na gruncie, na którym powinna czuć się najlepiej, czyli w salach sądowych. Rzecz w tym, że Hanna Gronkiewicz-Waltz zaszkodziła sama sobie, zlecając w 2011 r. ekspertyzy dotyczące indemnizacji dwóm prawnikom, prof. Janowi Barczowi oraz prof. Maciejowi Kalińskiemu. Z ich pracy wynika, że w sądzie wiceprzewodnicząca Platformy Obywatelskiej poniesie klęskę. A przeciwnicy procesowi, czyli właściciele i użytkownicy wieczyści zreprywatyzowanych gruntów, będą strzelali do stołecznego magistratu z amunicji, której on sam im dostarczył.

źródło: http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/9 ... zawie.html

: 10 wrz 2016, 22:19
autor: NEVIL

Afera Amber Gold. Zamknąć trójmiejski parasol
Obrazek
Nic nie rozpala wyobraźni tak, jak złoto. Wie to każdy, kto śledzi choćby histerię wokół „złotego pociągu”. Gorączka złota Amber Gold, która od czasu wybuchu afery zdążyła już opaść, znów wzrasta. Tym razem za sprawą sejmowej komisji śledczej. Warto więc pamiętać, że to nie gorąca krew, a chłód w psychice powinien być domeną śledczych.

Wczoraj w komentarzu dla „Codziennej” przypomniałem, jak wraz z red. Dorotą Kanią poznaliśmy „państwa P.”. Sprawa od początku była dość zaskakująca. Kontakt z Marcinem P. zdobyłem w sposób najprostszy z możliwych. Kiedy było już wiadomo, że atmosfera wokół „złotego małżeństwa” się zagęszcza, zadzwoniłem do jednej z filii Amber Gold i poprosiłem pracownicę o przekazanie mojego numeru telefonu „panu prezesowi” z uprzejmą prośbą o rozmowę. Ku mojemu zaskoczeniu P. oddzwonił w zasadzie błyskawicznie. Od razu także zgodził się na spotkanie, na które – o dziwo – przyszedł (to było zresztą dla mnie jedno z ciekawszych doświadczeń, do wspomnienia których skłania mijające właśnie 5 lat „Codziennej”).

Z salonów pod celę

Bo nie spodziewaliśmy się, że P. będzie chciał z nami się spotkać. W przeciwieństwie do wielu innych tytułów prasowych, media Strefy Wolnego Słowa nie miały nigdy żadnych reklam ze strony spółek gdańskiego biznesmena, jak się później okazało – aferzysty. Marcin P. nie gościł na naszych okładkach, nie pokazywaliśmy go jako rekina biznesu, pozującego do zdjęć ze sztabkami złota.

A pamiętajmy także o tym, że i linie OLT Express, i spółka matka – kusząca wysokim oprocentowaniem Amber Gold – nie szczędziły pieniędzy na ugłaskiwanie nadwiślańskiej prasy. Tylko w pierwszej połowie 2012 r., a więc na moment przed wybuchem afery, z 20-milionowego budżetu reklamowego 11,9 mln zł przypadło na prasę. I tak – 2,9 mln zł na „Rzeczpospolitą”, 2,6 mln zł na „Gazetę Wyborczą”, 1,6 mln zł na „Polskę”. Działo się tak mimo że Amber Gold już w 2009 r. znalazł się na liście ostrzeżeń publicznych Komisji Nadzoru Finansowego.

Ale wróćmy do samego spotkania z „państwem P.”. W jednej z eleganckich gdańskich kawiarń, pozujący na wzorowe małżeństwo dobrze prosperujących biznesmenów przekonywali nas o czystości swoich zamiarów. Popijający bezalkoholowego drinka, lekko otyły P. w niczym nie przypominał wychudzonego więźnia, którego znamy z dzisiejszych relacji procesowych. Jego żona, małomówna i suflująca małżonkowi, zapewne nie spodziewała się jeszcze, że z atrakcji, jakie mogą czekać na nią w najbliższym czasie, zostanie jej świat w kratkę i zakończony ciążą romans z więziennym strażnikiem (cóż to zresztą za absurdalna sprawa!).

Ale z tamtego spotkania pamiętam doskonale także co innego. Swobodę, z jaką P. opowiadał o relacjach, jakie łączyły go z trójmiejskim establishmentem. To nie tylko syn urzędującego premiera, Michał Tusk, który do linii OLT przyszedł jako ekspert, specjalnie zakładając do tego firmę. Szef Amber Gold znał także polityków z najwyższego szczebla – od gdańskiego ratusza, przez ludzi kultury i biznesu. Dziś wszyscy oni oczywiście wypierają się tej znajomości, a z przyczyn procesowych samo wymienienie ich nazwisk w niniejszym komentarzu jest wielce ryzykowne.

Więcej: http://niezalezna.pl/85846-afera-amber- ... ki-parasol

: 10 wrz 2016, 23:49
autor: NEVIL
Komentarz:

joanna.rozman@joanna.rozman

Cwaną urzędniczkę ministerstwa zwolniono dyscyplinarnie???!! Koń by się uśmiał. Jej to lotto. Jedyne uczciwe wyjście z tego złodziejskiego procederu na dużą skalę, to pozew zbiorowy wszystkich oszukanych i okradzionych podstępem właścicieli, którzy stali się ofiarami zorganizowanej grupy przestępczej działającej pod płaszczykiem legalnej władzy samorządowej i podobno sprawiedliwego i uczciwego sądownictwa.

=====================
Wildstein: Przykład urzędniczki z 38 mln z reprywatyzacji to dowód na układy i powikłania III RP. "To jest ośmiornica"
Obrazek

Pytanie jest retoryczne: wiadome, że to nie ma służyć wyjaśnieniu sprawy, ale zaciemnieniu i odsunięciu odpowiedzialności od HGW. Ale to się już nie uda


— powiedział Bronisław Wildstein w rozmowie na antenie TVP Info („Dziś wieczorem”).

Publicysta tygodnika „wSieci” komentował aferę reprywatyzacyjną w Warszawie i decyzje polityczne Platformy Obywatelskiej i Hanny Gronkiewicz-Waltz w tej sprawie.

To nie jest ani krok, który by sprawę rozwiązał, ani nie jest we właściwym czasie podjęty. Na początku HGW mówiła, że nie ma problemu. Narosło to… Pół roku temu sprawa narosła, a prezydent mówiła, że bierze odpowiedzialność. Później okazało się, że winni są urzędnicy, teraz że wiceprezydenci… Myślę, że ostatnim krokiem będzie „polecenie” pani prezydent. Kiedy to nastąpi? To jej odpowiedzialność, w każdym tego słowa znaczeniu

— ocenił Wildstein.

Pytanie jest retoryczne: wiadome, że to nie ma służyć wyjaśnieniu sprawy, ale zaciemnieniu i odsunięciu odpowiedzialności od HGW. Ale to się już nie uda

— dodawał.

Dziennikarz przekonywał, że jedyną odpowiedzią jest wyciągnięcie odpowiedzialności.

Sytuacja PO jest bardzo trudna. HGW była jedną z najważniejszych osób w partii, dziś stała się obciążeniem. Nagle odciąć się od niej też jest trudno. Więc próbuje się wykonywać rozmaite manewry… Grzegorz Schetyna dubluje dziś metodę Tuska: zdymisjonować i może się uda, może się na tym skończy…

— podkreślił.

Wildstein komentował też sprawę urzędniczki - Marzeny Kruk z resortu sprawiedliwości-, która na reprywatyzacji dorobiła się aż 38 mln złotych.

To tylko pokazuje, jak mocno zakorzeniona jest ta sprawa zawłaszczenia kamienic. To nie jest reprywatyzacja, tylko zwykłe oszustwo. Ta Pani była w urzędzie od początku III RP i wypracowała sobie całkiem niezły kapitalik… Pokazuje to pewne układy i powikłania III RP ciągnące się jeszcze od czasów PRL. Tego państwa nie oczyszczono

— zaznaczył.

To nie tylko ratusz, ale odpowiedzialność wymiaru sprawiedliwości, to również sędziowie. Kongres sędziów jakoś nie zwrócił uwagi, że w całej aferze brali udział sędziowie. (…) To jest ośmiornica, nie dotyczy tylko Warszawy

— dodawał.

Pierwotnie propozycja HGW to było badanie sprawy od 1990 roku. Ale to cały czas próba odsunięcia i rozmycia odpowiedzialności

— zaznaczył Wildstein.

Jak mówił publicysta „wSieci”, choć nie było ustawy reprywatyzacyjnej, nie oznacza to, „że trzeba kraść”.

Największym odpowiedzialnym jest Aleksander Kwaśniewski, który zawetował ustawę AWS i UW. Ale to prawnych problemów nie rozstrzyga. Reprywatyzacja kamienicy, którą przypadkiem przejął mąż prezydent miasta - tamten akt własności był ukradziony przez szmalcownika. (…) To problem kryminalny, korupcji, nie tylko reprywatyzacji

— ocenił.

źródło: http://wpolityce.pl/polityka/307825-wil ... osmiornica

: 11 wrz 2016, 12:50
autor: NEVIL
Cięcia wynagrodzeń prezesów spółek Skarbu Państwa stają się faktem
Obrazek
Od wczoraj obowiązuje ustawa o kształtowaniu wynagrodzeń osób kierujących niektórymi spółkami (chodzi o spółki skarbu państwa ale także spółki jednostek samorządu terytorialnego), co oznacza obniżenie wynagrodzeń zarówno zarządów tych spółek jak i członków ich rad nadzorczych.

Filarami nowej ustawy są powszechność, oszczędność i jawność, a jej wejście w życie ostatecznie zakończy patologie związane z wynagrodzeniami zarządów i członków rad nadzorczych zarówno spółek skarbu państwa jak i co ważne spółek samorządowych.

W ten sposób realizowana jest zapowiedź programowa Prawa i Sprawiedliwości z kampanii wyborczej o obniżeniu wynagrodzeń zarządzających spółkami Skarbu Państwa ale także spółkami samorządowymi oraz ich powiązanie z efektami pracy i wreszcie zapewnienie ich transparentności.

Przypomnijmy, że do tej pory obowiązywała tzw. ustawa kominowa ale dotyczyła ona tylko spółek w których Skarb Państwa miał powyżej 50% udziałów w kapitale spółki, a więc tak naprawdę dotyczyło to niewielkiej ich liczby, ale w tych przypadkach była ona omijana przez różnego rodzaju kontrakty menedżerskie i inne formy umów cywilnoprawnych na zarządzanie.

(...) Poprzedni ministrowie skarbu rządów PO-PSL nie byli w stanie zdobyć się na te rozwiązania przez osiem lat, było swoiste przyzwolenie polityczne na wielomilionowe wynagrodzenia i odprawy zarządów spółek bez żadnego związku z efektami ich pracy. (...)

Więcej: http://wgospodarce.pl/opinie/29295-ciec ... sie-faktem

: 11 wrz 2016, 18:35
autor: NEVIL
Komentarze :

jcieszkowska

Dlaczego Zygmunt Miernik znajduje się jeszcze w więzieniu, dlaczego ten patriota trafił do więzienia, jasno stawiając sprawę i mówiąc prosto w oczy o fakcie że sędzia w procesie kiszczaka jest córką komunistycznego oprawcy który w komunistycznej todze wydał 57 wyroków śmierci. Dlaczego Prezydent Duda nie czuje się na siłach ułaskawić jednym podpisem zamiast ważnych spraw szuka białej przytulanki "zagubionej w trawie" na kipniku? !!!!!!!!
Jak wynika ze słów samego Z Miernika on straci mieszkanie którego nikt nie opłaca i będzie bezdomnym. Co się dzieje ?


----------------------------------

Wyrostek '81

Jak to jest z tą nadzwyczajną kastą ludzi? Bandytę Kiszczaka puścili a Miernika posadzili - praworządność po polsku.

============================

Zygmunt Miernik otrzyma status więźnia politycznego? Jest apel do rządu i prokuratury
Obrazek
Oficjalnego uznania Zygmunta Miernika za więźnia politycznego domaga się walne zgromadzenie członków Stowarzyszenia Wolnego Słowa. Wystosowano w tej sprawie apel do premier Beaty Szydło oraz ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobro.

Zygmunt Miernik trafił do aresztu na dziesięć miesięcy. To kara za „znieważenie funkcjonariusza publicznego oraz naruszenie jego nietykalności cielesnej w czasie pełnienia obowiązków”. Sędzia Agnieszka Komorowicz z Sądu Okręgowego w Warszawie, uzasadniając wyrok stwierdziła, że „oskarżony musi sobie wreszcie uświadomić, że popełnianie przestępstw nie popłaca i takie zachowanie musi spotkać się z adekwatną reakcja prawnokarną”.

Podczas gdy Zygmunt Miernik odbywa już karę, o czym informowaliśmy na łamach portalu nizalezna.pl, przed Sądem Najwyższym w Warszawie ustawiono miasteczko namiotowe. Przebywające tam osoby domagają się uwolnienia Zygmunta Miernika i przywrócenia normalności w sądach.

Tymczasem na mocy uchwały walnego zgromadzenia członków Stowarzyszenia Wolnego Słowa, wystosowany został apel do rządu o nadanie Zygmuntowi Miernikowi statusu więźnia politycznego.
„Walne Zgromadzenie Członków Stowarzyszenia Wolnego Słowa apeluje do Prezesa Rady Ministrów, Pani Beaty Szydło oraz Ministra Sprawiedliwości, Prokuratora Generalnego, Pana Zbigniewa Ziobry o objęcie Zygmunta Miernika statusem więźnia politycznego” - czytamy w treści uchwały.

Więcej: http://niezalezna.pl/85883-zygmunt-mier ... rokuratury

: 11 wrz 2016, 20:59
autor: NEVIL
Komentarze:

~szkoda gadac :

Bo niestety ale polscy zolnierze w Iraku, sluzyli jako najemnicy. Najemnicy hegemona i sluzac mu w jego agresywnej zbrodniczej wojnie. Wyslani tam przez polskich kolaboranckich politykow. Gineli za interesy amerykanskich korporacji i dominacje USA nad swiatem...

----------------------------------

~dość kłamstw!!! :

Znam takiego jednego najemnego gnoja przynoszącego wstyd mundurowi żołnierza polskiego, kiedyś przy browarku powiedział publicznie, że do Afganistanu pojechał aby zarobić na mieszkanie.

=========================
Dr Maciej Milczanowski: wierzyliśmy, że jedziemy na słuszną wojnę

-Wyjechaliśmy do Iraku raptem dwa lata po zamachu na World Trade Center. To wszystko było jeszcze strasznie "świeże" i patrzyliśmy na to inaczej niż teraz. Wielu z nas wierzyło w to, że jedzie na słuszną wojnę – mówi w rozmowie z Onetem dr Maciej Milczanowski, oficer Wojska Polskiego w stanie spoczynku, uczestnik misji wojskowych na Wzgórzach Golan i w Iraku, a obecnie dyrektor Instytutu Badań nad Bezpieczeństwem Narodowym w Wyższej Szkole Informatyki i Zarządzana w Rzeszowie.
Obrazek

11 września 2001 roku. Jak pan zapamiętał ten dzień?


Przebywałem wtedy w amerykańskiej bazie wojskowej w Niemczech. Taka ironia losu. Uderzyło mnie to, w jak różny sposób na te wydarzenia reagowali amerykańscy żołnierze. Dopiero wtedy dostrzegłem z całą siłą, że ci ludzie tak bardzo różnią się od siebie – pod względem kulturowym, religijnym, etnicznym.

Co ma pan przez to na myśli?

Oczywiście, wielu z nich było zszokowanych i mocno przeżywali to, co się dzieje w ich kraju. Ale byli też tacy, którzy – w momencie gdy my patrzyliśmy na walące się wieże World Trade Center – nie przerwali joggingu. Po prostu biegli dalej i mówili, że obejrzą sobie potem w wiadomościach co tam się wydarzyło. Jeszcze inni otwarcie się cieszyli i mówili: "Super, będzie kolejna wojna i będzie można sobie postrzelać". Dla mnie to był szok kulturowy. Myślę, że w jakimkolwiek kraju europejskim takie reakcje byłyby nie do pomyślenia. Przynajmniej nie na samym początku.
Obrazek
Więcej: http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-oneci ... jne/ct46ez

: 11 wrz 2016, 23:11
autor: NEVIL

Lumpenadwokaci i krezusi. Pieniądze dzielą prawnicze środowisko
Obrazek

Kiedyś prawnicy to było zwarte środowisko. Dziś ta grupa zawodowa jest tak samo podzielona jak całe społeczeństwo. I rozwarstwiona. Linie podziału nie biegną ideologicznie, ale po kompetencyjnych i ekonomicznych granicach.


Wśród mecenasów są proletariusze noszący swoje biuro w teczce i mający kłopot z opłaceniem ZUS-u (nawet tego obniżonego). Oraz maharadżowie, na których konta wpływają kwoty sześcio-, a nawet siedmiocyfrowe.

Zielony żabot na adwokackiej todze jest symbolem nadziei. Dla oskarżonych – na bezstronny proces, równe w nim szanse, na uniewinnienie, a przynajmniej łagodny wyrok. I jeszcze na pomyślne załatwienie swojej sprawy, zrobienie interesu życia, uzyskanie odszkodowania i tak dalej. Ale teraz nadziei potrzebują także właściciele tych szat z zielonym obszyciem. Na to, że uda się im pozostać w wymarzonym zawodzie. Zarobić na życie. I zachować godność. A o to wszystko coraz trudniej. Zwłaszcza młodym wkraczającym dopiero w karierę. Jednak nawet tym doświadczonym także niełatwo się utrzymać.

Przyczyna jest banalna: na rynku usług adwokackich jest tłok. O klientów, a więc pracę i pieniądze, konkuruje jakieś 14 tys. mecenasów i 8 tys. aplikantów. Nie wspominając o radcach prawnych, którzy mają dziś podobne uprawnienia. Kiedyś, jeszcze przed transformacją, sprawa była prosta: jak się komuś udało dostać na prawo, a potem wbić na aplikację (a nie był tumanem i zdał egzamin), był ustawiony do końca życia. Oczywiście – jedni byli lepsi, mogli liczyć na lepsze stawki i sprawy, inni przerabiali drobnicę, ale nikt nie musiał się martwić o to, z czego zapłaci rachunki. Dzisiaj to zmartwienie jest powszechną sprawą. Ba, bywa, że adwokaci ustawiają się w kolejce po zasiłek dla bezrobotnych. Nie jednostki, ale setki osób. Mimo tego na wielu uczelniach wciąż najbardziej obleganym kierunkiem jest prawo. To nie dziwi, bo młodzi ludzie, decydując się na studia, kierują się bardziej marzeniami niż praktycyzmem i wyczuciem rynku. Otrzeźwienie przychodzi później. W zeszłym roku po raz pierwszy spadła liczba kandydatów na aplikację adwokacką. W tym wszystko na to wskazuje, że będzie podobnie. Ale i tak mecenasów jest za dużo. W każdym razie w stosunku do spraw, jakimi mogliby się zająć.

Za darmo

– Bez pleców jest ciężko. I to dobrych pleców – Krzysztof, trzeci rok aplikacji, ciężko wzdycha. Już samo dostanie się na praktykę do dobrej kancelarii jest trudne. Trzeba mieć wejście. Ale i to niczego nie gwarantuje. Powszechna praktyka jest taka, że przyjmują cię na trzymiesięczny okres próbny z zapewnieniem, że jak się sprawdzisz, to cię zatrudnią. Więc wypruwasz z siebie flaki, siedzisz po nocach, biegasz na zastępstwa, starsi koledzy klepią cię po plecach. A na koniec słyszysz, że jesteś świetny, są bardzo zadowoleni z twojej pracy, ale niestety, rynek jest taki, że kancelarii nie stać na zatrudnienie tak zdolnego młodego człowieka. Oczywiście w kolejce czeka już kolejny chętny na bezpłatnego niewolnika, a ty szukasz kolejnego miejsca, w którym pozwolą ci popracować za darmo. Prawda jest także taka, że jeśli w kancelarii przydaje się aplikant do roboty, to młody adwokat z ambicjami już niekoniecznie. Bo konkurencja, wyższe wymagania finansowe. – I trzeba się z tym pogodzić, jeśli się chce zdobyć doświadczenie, bo podczas studiów nie ma na to szans, trzeba zakuwać. Dobrze jest więc być bogatym z domu, bo przecież trzeba jakoś żyć – ironizuje. Podjęcie dodatkowej, nieprawniczej pracy jest o tyle skomplikowane, że po pierwsze brakuje na to czasu. A po drugie, żeby to robić legalnie, potrzebna jest zgoda dziekana, na którą się czeka miesiącami. Poza tym nie wszystkie zajęcia licują z powagą zawodu adwokata. Dlatego aplikanci i młodzi mecenasi nikomu nic nie mówią, nie zgłaszają, tylko biorą fuchy, jak leci. Na przykład w dzień w kancelarii, w garniturze, a nocą kelnerowanie w nocnym klubie. Kontrola jest praktycznie żadna, więc jakoś dają radę.

Grzegorz miał szczęście – w pierwszym miejscu, gdzie się zaczepił, płacili mu 800 zł miesięcznie. Pod stołem. Teraz pracuje w czwartym, sporo już umie, jest cenionym członkiem zespołu. Dostaje 3 tys. zł miesięcznie. Też pod stołem. Jego szefa ponoć nie stać na to, żeby płacić za niego te wszystkie składki. Jeśli nadal będzie się bardzo starał, za parę lat zostanie dopuszczony do procentowego udziału w zyskach. Działa to tak, że jeśli poprowadzi sprawę, za którą kancelaria dostanie jakąś kwotę – dla prostego rachunku przyjmijmy, że będzie to 10 tys. zł – jemu zapłacą 10 proc., czyli dostanie tysiąc. Zastanawia się więc, czy nie zrobić tak jak jego koledzy – spróbować działania na własną rękę. Skrzyknąć się w kilku kolegów, wynająć mieszkanie, wstawić biurka i krzesła i tam obsługiwać klientów. Jeśli się ich dopadnie. Można też wynająć fotel w firmie oferującej takie usługi: w tym samym pokoju, w poniedziałki i wtorki od 12 do 16 przyjmuje mecenas X, a od 16 do 20 adwokat Y. W środy i czwartki urzędują tam A i Z. W piątki przyjmuje L. To pozwala obniżyć koszty, a także uzyskać bardziej atrakcyjną

Więcej: http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/9 ... katow.html

: 12 wrz 2016, 12:57
autor: NEVIL
Komentarz:

TYCJAN

skoro babcie za maselko karalo sie mandatem TO TYCH ZLODZIEJI PUSCIC NA GOLASA!!!zabrac majatki im i ich rodzinom oraz kolesiom zaufanym przesledzic sparwy do samego dna.MAJA ZWROCI TO CO UKRADLI

========================

Pitera nie wiedziała o aferze reprywatyzacyjnej? Ściema! Stołeczny ratusz poinformowało ją o tym już w 2002 roku!
Obrazek
Nie wiedziałam, nie miałam świadomości, itd. Tak Julia Pitera tłumaczyła dziś r rozmowie z Robertem Mazurkiem swoją rzekomą niewiedze w sprawie warszawskiej reprywatyzacji. To dziwne, by już w 2002 roku, warszawski ratusz przekazał jej listę nieruchomości, zreprywatyzowanych w tym czasie!

Pismo, które wskazuje, że Julia Pitera posiadała sporą wiedzę o warszawskiej reprywatyzacji było jednym z trzech załączników do skandalicznego wniosku warszawskiego ratusza, w którym urzędnicy informują prokuratorów o możliwości popełnienia przestępstwa w sprawach reprywatyzacyjnych. Wniosek przesłany do śledczych na początku września, zajął Hannie Gronkiewicz-Waltz ledwie jedną stronę maszynopisu, ale na listach zreprywatyzowanych nieruchomości znajduje się kilka tysięcy adresów.

W trakcie dzisiejszej rozmowy z Robertem Mazurkiem w radiu RMF.FM, Julia Pitera twierdziła, że nie wiedziała o interesach m.in. Macieja Marcinkowskiego, o którym (co wytknął jej Robert Mazurek) „przychylne Platformie media mówiły „szara eminencja”, „do niego prowadzą wszystkie sznurki”.

Na litość Boga, skąd ja to miałam wiedzieć? W 2011 roku nikt o tym nie wiedział.

– broniła się posłanka i nagle „przypomniała” sobie, że broniła ludzi wyrzucanych na bruk.

Bardzo pana przepraszam, ale tyle, ile ja podejmowałam w sprawie reprywatyzacyjnych naruszeń, łącznie z wyrzucaniem ludzi z kamienic, panie redaktorze, odkąd byłam radną, to tylko się zastanawiam, co się dzieje, że przez tyle lat nikt się tym nie chciał zainteresować, ponieważ pisano o starych spadkobiercach znacznie wykraczających poza średni wiek, o ludziach wyrzucanych na bruk.(…)

– zapewniała dzisiaj poseł Julia Pitera.

Wybiórcza pamięć posłanki Julii Pitery dziwi w kontekście faktu, że już w 2002 roku otrzymała z ratusza listę sprywatyzowanych nieruchomości. Pismo to znajduje się dzisiaj w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie.

źródło: http://wpolityce.pl/polityka/308037-pit ... -2002-roku

: 12 wrz 2016, 13:50
autor: NEVIL
Komentarze:
miro01

Chwila. To w tym kraju nie ma służb egzekwujących wyroki sądowe??? To jakaś groteska? Czekam na wyjaśnienia Pani Szydło. Tak być nie może. Sędziów trzeba zmienić, ale sądownictwo musi istnieć, bo inaczej się wszyscy pozabijamy!!!
---------------------------------------

edyta

Krótko, należy NATYCHMIAST wyegzekwować wykonanie wyroku, w przeciwnym razie, zająć majątek. Gdzie jest komornik? Gdzie jest Ministerstwo Sprawiedliwości? Panie ministrze i prokuratorze generalny-jest Pan moim ministrem i ja - Pański elektorat wymagam DZIAŁANIA nie tylko opowiadań w telewizorze o słusznej reformie sądownictwa. Wymagam aresztowań, procesów i sukcesywnego, regularnego wsadzania złodziei, kłamców i oszustów a przede wszystkim nakładania maksymalnie wysokich kar pieniężnych wraz przepadkiem mienia dla szczególnych łachudrów. Można zamiast do celi, wysłać tę chamicę do pracy społecznej przy paletach w dziale rybnym.

------------------------------------------------

Gość

Za brak wypełnienia orzeczenia sadowego wystąpić do UE o odebranie immunitetu posła, a następnie poddać czynnością prawno - sądowo - karnym w celu egzekucji wyroku. Ileż ta kobieta ma w sobie: buty, tupetu i chamstwa. Jako pełnomocnik rządu Donalda Tuska ds. zwalczania korupcji ścigała dorsza za 8,16 zł., a sama oskarżona i osądzona nie wypełnia wyroku. W tym przypadku tylko odosobnienie w celi pozwoli na wyzwolenie tej osoby z pospolitego nieładu prawnego i moralnego.

=======================
Pitera skazana prawomocnymi wyrokami lekceważy sąd. „No i nic” - mówi
Obrazek
Europoseł Platformy Obywatelskiej Julia Pitera drwi z wymiaru sprawiedliwości. W 2011 roku została prawomocnie skazana. Miała przeprosić Mariusza Kamińskiego oraz wpłacić 15 tys. zł na fundację „Pamiętamy”. Tę decyzję sądu zignorowała. Jak mówiła w poniedziałek w RMF FM „jak patrzę na to, co wyrabia PiS w tej chwili z sądami to właściwie myślę sobie, że ja nie wykonałam wyroków sądów, ale to jest nic przy tym, co robi PiS”.

Była pełnomocnik rządu Donalda Tuska ds. zwalczania korupcji nie wypełnia prawomocnych rozstrzygnięć sądowych. W 2010 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie uznał prawomocnie, że ówczesna minister ma przeprosić b. szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego Mariusza Kamińskiego. Chodziło o nieprawdziwe wypowiedzi z 2007 r. Pitera oznajmiła wówczas, że CBA podsłuchiwało ją i opóźniało zatrzymanie b. ministra sportu Tomasza Lipca. Zgodnie z wyrokiem sądu Pitera już cztery lata temu powinna przeprosić Kamińskiego w prasie i telewizji. Ponadto polityk PO miała wpłacić 15 tys. zł na fundację „Pamiętamy”. Decyzję sądu jednak zignorowała.

Dziś w rozmowie w RMF FM przyznała, że nie wykonała wyroków sądu z 2011 roku oraz z 2012 roku, kiedy to miała przeprosić PiS za nazwanie warszawskiego radnego pedofila członkiem Prawa i Sprawiedliwości.

Została zapytana, czy przeprosiła ministra Kamińskiego oraz wpłaciła pieniądze na cel społeczny.
Chyba nie. I liczę na to, że będę ułaskawiona

– powiedziała Julia Pitera.

Początkowo tłumaczyła, że w wyroku nie zmieniono formuły przeprosin. Była tam zawarta sprawa, którą sąd umorzył. Przyznała również, że i w innej sprawie nie wykonała wyroku sądu. Chodzi o nazwanie warszawskiego radnego pedofila członkiem Prawa i Sprawiedliwości.

Potwierdziła, że również w tej sprawie nie wykonała wyroku sądu. Mówiła, że jest przeciwna wyrokom politycznym.
Została ściągnięta na ziemię przez prowadzącego, który przypomniał, że ta sprawa jest stara, a PiS był wtedy w opozycji.
- Sądy przychyliły się do opinii tych panów, pani została skazana prawomocnym wyrokiem. I co? I nic? – pytał redaktor.

- No i nic. Wie pan, jak patrzę na to, co wyrabia PiS w tej chwili z sądami to właściwie myślę sobie, że ja nie wykonałam wyroków sądów, ale to jest nic przy tym, co robi PiS – powiedziała Pitera.

źródło: http://m.niezalezna.pl/85908-pitera-ska ... i-nic-mowi

: 12 wrz 2016, 20:07
autor: NEVIL
Komentarze:

pol

Wystawić tym tępakom rachunek za transport, wyżywienie, noclegi i za wszystko co zwykły obywatel ma płacić, z najwyższej stawki, a następnie kopa i na lotnisko. Wiecej nie przyjadą.

-----------------------

Bez znieczulenia

Czy Komisja Wenecka spotka się z panią Julią ???


--------------------------

filipek

jeszcze tylko 4 miesiące i będzie trochę spokoju, jak skończy się kadencja tego szkodnika Rzeplińskiego

=====================

Kulisy rozmów z Komisją Wenecką! Ministerstwo Sprawiedliwości pyta o prawa człowieka w Turcji. Komisarze zbici z tropu...
Obrazek

Co za hipokryzja! Na pytanie urzędników Ministerstwa Sprawiedliwości o łamanie praw człowieka w Turcji, przedstawiciele Komisji Weneckiej stwierdzili, że nie mają umocowania prawnego, by wydać ostry komunikat i skutecznie walczyć o te prawa. Wiedzą, że setki tureckich prawników siedzi w więzieniach bez procesu, ale wolą zajmować się obecnie „problemem” polskiej demokracji.


Przedstawiciele Komisji Weneckiej byli bardzo zaskoczeni naszym pytaniem o sprawę łamania praw człowieka i obywatela w Turcji. Na pozątku spotkania przedstawiciel resortu sprawiedliwości w bardzo grzecznym i uprzejmym tonie podziękował za to, że Komisja Wenecka zaraz po zamachu w Turcji wystosowała jakiś list w tej sprawie, ale z naszej strony padło też pytanie: co idzie w ślad za tym listem i czy dalsze działania zostały podjęte, szczególnie w kontekście wymiaru sprawiedliwości.

– ujawnia portalowi wPolityce.pl jeden z urzędników Ministerstwa Sprawiedliwości.

Zbici z tropu przedstawiciele Komisji Weneckiej wysłuchali polskich urzędników, którzy opowiedzieli „obrońcom” porządku prawnego w Europie w jak tragicznej sytuacji znaleźli się tureccy prawnicy. Odpowiedź członków KW była taka, że ta kwestia bardzo ich interesuje oraz martwi. Mało tego! Wiedzą, że wielu sędziów z byłego tureckiego departamentu współpracy z Unią Europejską znalazło się w więzieniach.

Członkowie Komisji Weneckiej stwierdzili. że w tej chwili,oprócz kwestii przestrzegania demokracji w Polsce, nie mają oni „umocowania prawnego”, by zająć oficjalne stanowisko w sprawie tureckiej.

– relacjonuje rozmowę informator portalu wPolityce.pl.

Z informacji, do których dotarliśmy, wynika również, że Komisja Wenecka niewiele zrobi w sprawie bezprawnie więzionych sędziów, prokuratorów i innych prawników w Turcji. Najwyraźniej Polska jest dla nich łatwiejszym celem niż reżim w Ankarze.

Powiedzieli nam, że jeśli Zgromadzenie Rady Europy zwróci się do Komisji Weneckiej o wydanie opinii w tej sprawie, to wydadzą.. Jednak na kolejne pytanie, czy są w stanie realnie coś zrobić, padła odpowiedź, że Komisja Wenecka nie ma mandatu.

– mówi nam jeden z urzędników w MS.

Zdenerwowani „trudnymi” pytaniami strony polskiej, członkowie Komisji Weneckiej wysłuchali też argumentacji polskiej strony w sprawie konfliktu o Trybunał Konstytucyjny. Nasi urzędnicy znów cierpliwie tłumaczyli komisarzom, że ten konflikt ma podłoże polityczne, a nie merytoryzne i prawne. Z kolei KW pytała urzedników resortu sprawiedliwości o szczegóły, dotyczące podziału kompetencji niektórych organów w Polsce.

To była rutynowa rozmowa, w spokojnej atmosferze.

– podkreśla nasz rozmówca.

Najwyraźniej członkowie Komisji Weneckiej wychodzą z założenia, że gehenna prawników w Turcji, więzionych i maltretowanych w więzieniach, to niewielki problem. Za to przepychanka Prezesa Rzeplińskiego z polskim rządem wymaga ich kolejnej wizyty. Seria pytań ze strony polskich urzędników obnażyła całą hipokryzję członków KW. Nie po raz pierwszy i zapewne nie ostatni.

źródło: http://wpolityce.pl/polityka/308092-tyl ... ci-z-tropu

: 12 wrz 2016, 21:14
autor: NEVIL
Komentarz:

Czekamy 25 lat....poczekamy jeszcze kolejne 25lat

Jak znam życie ...... i to nie starczy. Jak Abonament RTV to węzeł gordyjski

===========================

Na e-dowód trzeba będzie poczekać. Trzy, pięć lub siedem lat
Obrazek
Trzy, pięć lub siedem lat. Takie terminy wymiany dokumentów na nowe e-dowody są brane pod uwagę. Ale po drodze jeszcze trzeba wyjaśnić, jak ma funkcjonować ich elektroniczna warstwa.

Prace nad szczegółami dowodowej rewolucji przedłużają się i komplikują. Szczegółowa koncepcja miała być znana do końca lipca, teraz jednak mówi się o październiku. Ale jak zapewnia nas wiceminister cyfryzacji Piotr Woźny, większość najtrudniejszych kwestii została już uzgodniona w specjalnym zespole międzyresortowym, w którym pracują przedstawiciele ministerstw: cyfryzacji, spraw wewnętrznych i zdrowia.

Wiadomo chociażby, że nowy dokument z warstwą elektroniczną nie zastąpi całkiem elektronicznej karty zdrowotnej.

– Będzie służył tylko do podstawowej identyfikacji w placówkach służby zdrowia. Dane ratunkowe mają się znaleźć w elektronicznej karcie ubezpieczenia zdrowotnego – mówi nam Woźny i dodaje, że trzeba było zdecydować się na takie rozwiązanie, bo jednak integracja wszystkich tych zadań w ramach e-dowodu okazała się za bardzo problematyczna i czasochłonna.

Ale to nie oznacza końca sporów. Zostały jeszcze dwie kwestie do uzgodnienia na linii MSWiA – MC. Wciąż nie zapadła decyzja, czy nowe dokumenty mają być produkowane tylko w technologii stykowej, wymagającej wprowadzenia dowodu do czytnika, czy też wyposażone w bezstykowy interfejs, tak jak obecnie coraz popularniejsze płatnicze karty dotykowe. Ta druga koncepcja wydaje się dziś bardziej praktyczna, ale budzi opory ze względu na bezpieczeństwo danych zawartych w dowodach.

Główna dyskusja wokół dowodów koncentruje się jednak na terminie ich wymiany. Marzec 2019 r. jest już zgodnie z zapowiedziami Komisji Europejskiej ostatecznym terminem na ich wprowadzenie. Inaczej przyjdzie nam oddać niemal całą dotację przyznaną na budowę systemu pl.ID. Ale data ta określa tylko termin wdrożenia, a nie wymiany dokumentów.

– Trzy, pięć i siedem lat. Takie okresy na wymianę wszystkich starych dokumentów na nowe bierzemy pod uwagę – zdradza nam wiceminister Woźny i dodaje, że optymalne wydaje się pięć lat. Ale żeby to się udało, i tak rząd musiałby podjąć nadzwyczajne kroki. W przyszłym roku jest tzw. górka dowodowa, czyli wymianie podlegać ma z powodu końca daty ważności aż 9 mln dokumentów, gdy normalnie co roku jest ich ok. 3–4 mln. Górka się pojawia, bo 31 grudnia 2007 r. mijał termin na ostatnie wymiany starych książeczkowych dowodów na plastikowe. W efekcie w ciągu jednego roku skumulowała się duża grupa dokumentów do wymiany i teraz po 10 latach ponownie ich właścicieli czekają starania o nowe. – Stąd pomysł, by ustawowo przedłużyć ważność tych dowodów, którym data ważności kończy się w 2017 r., do 2018 r., i tych z 2018 r. do 2019 r. Odliczając rocznik 1998, w którym jest ok. 480 tys. osób, które będą potrzebowały wydania dokumentów, i około miliona dowodów, które i tak z powodów losowych muszą być wymienione. Pozwoliłoby to na 2018 r. przesunąć wymianę nawet 12 mln dokumentów z „górki”. Czyli w dwa lata moglibyśmy objąć reformą ponad połowę obywateli – tłumaczy Woźny.

Taka akcja wymagałaby sporych przygotowań. – Ale to się da zrobić. Ustawę o przedłużeniu terminu ważności trzeba by notyfikować w UE, więc służby wszystkich państw miałyby świadomość, że polskie dokumenty wciąż są ważne. Zapewne mogłoby dojść do pojedynczych problemów, w końcu to są dokumenty podróży, ale byłyby to tylko sporadyczne przypadki – ocenia jeden z byłych urzędników MSW pracujący przy projekcie

źródło: http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/9 ... 7-lat.html

: 12 wrz 2016, 23:52
autor: NEVIL
Komentarze:

I.

Pęka solidarność warszawskiej szajki złodziejskiej Platformy Obywatelskiej, zorganizowanej przez HGW. Zaczyna się DINTOJRA.

------------------------------

emma

A ładnie to tak zdradzać tajemnice?Teraz ?Było wcześniej głosić o ściągach---ci ludzie bez honoru,prawdziwe świntuchy.

===========================

Zastępca HGW zdradza jak działają w PO: "rozdawali ściągi, na kogo głosować"
Obrazek
Zdymisjonowany przez Hannę Gronkiewicz-Waltz wiceprezydent Warszawy Jacek Wojciechowicz ujawnia zaskakujące kulisy działania struktur Platformy Obywatelskiej.

Wojciechowicz wskazuje na pewien rozłam w Platformie i wewnętrzne tarcia w partii.

Grzegorz Schetyna przez długie lata, podobnie jak ja, był postrzegany jak człowiek Donalda Tuska. Dopiero ostatnio doszło do rozstania, rozejścia się tych dwóch polityków – przyznaje były wiceprezydent Warszawy.

Ponadto były już wiceprezydent Warszawy ujawnia zaskakujące kulisy funkcjonowania partyjnych struktur PO. Według Jacka Wojciechowicza mają one „mało wspólnego z demokracją”.

Wojciechowicz ujawnia, że działaczom PO rozdawane są nawet specjalne ściągi, żeby wiedzieli, jak należy głosować.

- Jeżeli są zjazdy powiatowe i na tych zjazdach trzeba rozdawać ściągi, żeby ludzie wiedzieli jak głosować, jak się zachować, no to przyzna pani, że to mało ma wspólnego z demokracją czy normalnym konkurowaniem w partii. To służyło temu, żeby wynik wyborów był taki jak założyli ci, którzy je organizowali. Prowadzenie takiej polityki skutkuje tym, że ludzie opuszczają PO. Zobaczmy, ile głosów straciliśmy w takich miejscach jak Wilanów czy Ursynów na rzecz konkurencji politycznej, szczególnie Nowoczesnej. W tych miejscach bardzo duże znaczenie miała ocena warszawskiej PO. To jest pewna suma błędów, która powoduje, że wyborców głosują na inną opcję – ujawnia w rozmowie z TOK FM Wojciechowicz.

źródło: http://niezalezna.pl/85920-zastepca-hgw ... o-glosowac

: 13 wrz 2016, 09:46
autor: NEVIL
Sędzia z Poznania zatwierdzała fałszywe testamenty, dzięki czemu jej mąż "odziedziczył" kamienicę. Jak to leciało? Sól tej ziemi? Nadzwyczajna kasta ludzi?!
Obrazek
Ta sprawa pokazuje jak bardzo wymiar sprawiedliwości, który ukonstytuował się w III RP, potrafi być pobłażliwy dla własnych funkcjonariuszy. Pewna sędzia z Poznania uznała sfałszowany testament, o którym wiedziała że jest podrobiony. Beneficjentem tego przekrętu był jej mąż - radca prawny, który "odziedziczył" w ten sposób kamienice w centrum Poznania. Konsekwencje? Sędzia została skazana za... przestępstwo NIEUMYŚLNE, co później pozwoliło jej dalej pracować w zawodzie sędziego! Oto "sól tej ziemi"...

Przekręt niemal się udał. Sfałszowany testament podrzucono do akt w toku postępowania spadkowego. Sędzia prowadząca to postępowanie, mimo iż wiedziała, że wspomniany dokument został podrobiony, klepnęła nielegalne nabycie spadku. W ten sposób jej mąż (!) stał się właścicielem drogiej kamienicy w centrum Poznania.

Dzięki dociekliwości lokatorów kamienicy sprawa wyszła jednak na jaw. Mąż sędzi poszedł siedzieć na 4 lata do więzienia, a sama pani sędzia została skazana na 1 rok więzienia w zawieszeniu na 2 lata za przestępstwo z art. 231 par. 3 kodeksu karnego, polegające na trzykrotnym nieumyślnym (uwaga: NIEUMYŚLNYM!) niedopełnieniu obowiązków sędziego poprzez poświadczenie nieprawdy w postanowieniach o stwierdzenie nabycia spadku, wiedząc, ze przedstawione w tych sprawach testamenty zostały sfałszowane.

W sprawie uderza jedna rzecz - jak to jest możliwe, że mając świadomość istnienia sfałszowanego testamentu, orzekając nieprawdę w postanowieniu o nabyciu spadku (czym działa na korzyść swojego męża), sędzia ta została skazana za przestępstwo popełnione NIEUMYŚLNIE? Jak ta NIEUMYŚLNOŚĆ się objawiła? Pomrocznością? Zanikiem świadomości?

Zaiste, ta "nadzwyczajna kasta" potrafi być niezwykle pobłażliwa dla swoich występków. Istna "sól tej ziemi"...

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul7/0328 ... -ludzi.htm