Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Czy warto ujawniać w pracy swoją prywatność?
Podwyżka, awans, posada. Tyle może cię kosztować opowiadanie o swoich prywatnych sprawach w miejscu pracy. Czasami naprawdę lepiej ugryźć się w język!
Obrazek
To naturalne, że im dłużej pracujemy w jednym miejscu, tym bardziej osobiste stają się nasze rozmowy z kolegami. Pogaduszki o dzieciach, psach, wakacjach i zakupach przychodzą nam o tyle łatwiej, że w wielu firmach celowo zmniejsza się dystans między pracownikami, nawet jeśli są na innych szczeblach. Przechodzimy na "ty" z przełożonymi, pijemy kawę i chodzimy na lunch, więc wydaje nam się, że łączą nas przyjacielskie relacje.

Ale to tylko pozory! W rzeczywistości istnieje między nami zależność służbowa, którą od przyjaźni dzieli przepaść. Bo o ile przyjaciel słucha i nie ocenia, szef, nawet podświadomie, robi to nieustannie. Dlatego każda informacja, którą jemu przekazujemy, a także współpracownikom, nawet niezwiązana z pracą, może pokrzyżować nasze plany zawodowe.

Czytaj więcej na http://kobieta.interia.pl/porady/news-c ... gn=firefox
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Prawie połowa Polaków zmieni pracę za 5 tysięcy złotych
Jakie zarobki przekonają statystycznego Polaka do zmiany pracy? Jak się one mają do oczekiwań sprzed roku? Work Service przedstawia badanie oczekiwań płacowych Polaków przy potencjalnej zmianie pracodawcy.

Zapytaliśmy Polaków jaka płaca zachęci ich do zmiany pracy. – Dla ponad 40 proc. Polaków jest to kwota do 5 tys. zł na rękę. Wyniki nie odbiegają w dużym stopniu od deklaracji z zeszłego roku, co jest zrozumiałe, ponieważ średnia krajowa netto (3 709,99 zł brutto) jest poniżej tego przedziału – tłumaczy Tomasz Hanczarek Prezes Zarządu Work Service S.A.
Polacy w wieku przedemerytalnym po 55 roku życia oraz osoby z niskim wykształceniem boją się zwolnień, dlatego ich oczekiwania płacowe zmalały względem 2012 roku. Chcąc utrzymać swoje stanowiska są skłonni iść na ustępstwa w zakresie warunków pracy. – Bezrobocie motywuje, aby obniżyć swoje wymagania. U osób starszych widać wyraźne przesunięcie oczekiwań z przedziału 5-8 tys. zł – do niższych zakresów. Dotyczy to szczególnie osób, które nie chcą lub nie mają możliwości wyemigrować, a w kraju nie znajdują dla siebie ciekawych ofert pracy – tłumaczy Krzysztof Dyrektor Działu Rozwoju Rynków w Work Service.

Oczekiwania osób dojrzałych w wieku 35-54 lat niewiele się zmieniły. Jeśli zaś chodzi o młodych ludzi do 34 roku życia, to mimo wysokiego bezrobocia chcieliby oni zarabiać więcej. - Można by zapytać skąd wziął się wzrost oczekiwań płacowych wśród młodych ludzi, skoro media tyle mówią o bezrobociu absolwentów. Przyczyną jest na pewno łatwość emigracji – wyjaśnia Tomasz Hanczarek. – W dobie tanich linii lotniczych, studenckich wymian międzynarodowych i otwartego europejskiego rynku pracy młodym ludziom nie jest trudno wyjechać za granicę – dodaje Krzysztof Inglot. Wysokie oczekiwania płacowe potwierdza także badanie przeprowadzone przez firmę Deloitte na temat pokolenia Y. - Mimo, że – jak się okazuje – jednorodne pokolenie Y nie istnieje, to młodzi ludzie mają wspólną cechę – wysokie oczekiwania finansowe – dodaje Krzysztof Inglot. Podsumowując można powiedzieć, że kryzys nie odcisnął piętna na oczekiwaniach płacowych wszystkich Polaków. Większą ostrożność w ruchach na rynku pracy wykazują osoby starsze z niskim wykształceniem. Młodzi – mimo wysokiego bezrobocia i niedostosowanych do rynku pracy programów studiów – nie dają za wygraną i nie rezygnują z dążeń do osiągnięcia sukcesu zawodowego i wysokich zarobków.

*Badania zostały przeprowadzone w marcu 2013 r. na zlecenie Work Service (Instytut Badań Homo Homini). Na pytania odpowiadali wyłącznie respondenci czynni zawodowo

źródło: http://praca.gazetaprawna.pl/artykuly/7 ... otych.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz internauty:

realista z IP: 77.254.126.

Prezes zarabiający 200 tys/m-c zatrudnia 100 osób po 1.600 zł/m-c i mamy średnią krajową 3.564 zł/m-c. To taka statystyka. Pomijam agencje rządowe, gdzie średnia (z premiami) wynosi wielokrotnie więcej

=======================
Rośnie przepaść w płacach Polaków. Ile osób zarabia 1500 zł?
Przybyło firm, w których przeciętne wynagrodzenie wyniosło 5 tys. zł i więcej – ich liczba wzrosła w ciągu roku o 97 do 695. A więc już w prawie co dziesiątej średniej i dużej firmie przeciętne zarobki są w takiej wysokości. Pracowało w nich w ubiegłym roku 645 tys. osób – o 51 tys. więcej niż w roku poprzednim. Jest jednak i zła wiadomość. Zwiększyła się także liczba firm, w których przeciętne zarobki wyniosły 1500 zł albo i mniej.

W ubiegłym roku wyniki finansowe średnich i dużych przedsiębiorstw przemysłowych zatrudniających ponad 49 osób były wyraźnie słabsze niż w roku poprzednim. Zarobiły na czysto ponad 58,8 mld zł – o 20,5 proc. mniej niż w 2011 r. Ale jak wynika z danych GUS, nawet w takiej sytuacji przybyło firm, w których przeciętne wynagrodzenie wyniosło 5 tys. zł i więcej – ich liczba wzrosła w ciągu roku o 97 do 695. A więc już w prawie co dziesiątej średniej i dużej firmie przeciętne zarobki są w takiej wysokości. Pracowało w nich w ubiegłym roku 645 tys. osób – o 51 tys. więcej niż w roku poprzednim. – Przybyło firm, które dobrze płacą, bo nawet przy spowolnieniu gospodarczym są przedsiębiorstwa, które dobrze sobie radzą, wykorzystując kłopoty konkurentów w kraju i za granicą – ocenia Piotr Bujak, główny ekonomista Nordea Banku. Dotyczy to np. średnich i dużych przedsiębiorstw branży spożywczej, ponieważ jeść trzeba niezależnie od koniunktury.

Jest jednak i zła wiadomość. Zwiększyła się także liczba firm, w których przeciętne zarobki wyniosły 1500 zł albo i mniej. Wprawdzie nie był to duży wzrost, bo liczba takich przedsiębiorstw zwiększyła się o 6 do 193, ale pracowało w nich blisko 25 tys. osób (w roku poprzednim było ich o 2,3 tys. mniej). Tak duża grupa osób musiała się zadowolić minimalnym wynagrodzeniem ustalonym przez rząd po konsultacji z pracodawcami i związkami zawodowymi albo nawet niższym. Było to możliwe, ponieważ kwota minimalnego wynagrodzenia odnosi się do pracowników zatrudnionych w pełnym wymiarze czasu pracy. A więc ci, co pracują np. na część etatu, mogą mieć niższe pensje. Ponadto 80 proc. wynagrodzenia minimalnego mogą otrzymywać przez rok ci, dla których jest to pierwsza praca.

– Wzrost liczby przedsiębiorstw ze skąpymi zarobkami nie był duży, choć pogorszenie koniunktury było bardzo wyraźne – twierdzi Karolina Sędzimir, ekonomista PKO BP. Jej zdaniem przede wszystkim dlatego, że redukcje wynagrodzenia wywołują ostre konflikty i dlatego pracodawcy ich unikają. – Ci, którzy się na nie decydują, robią to w ten sposób, że przenoszą pracowników na część etatu. Wielu z nich nie ma wyboru i to akceptuje, bo niższa pensja jest lepsza od bezrobocia, które najczęściej dotyka zwalniane osoby – uważa Sędzimir. Dodaje, że w tym roku może się jeszcze nieco zwiększyć liczba firm ze średnią pensją nieprzekraczającą minimalnego wynagrodzenia, ponieważ przedsiębiorstwa muszą nadal ciąć koszty przy słabym obecnie popycie krajowym i zagranicznym. Ale pewnie nadal w największej liczbie firm, tak jak w roku ubiegłym, przeciętne wynagrodzenie brutto będzie się mieścić w przedziale 2,5–3 tys. zł.

źródło: http://praca.gazetaprawna.pl/artykuly/7 ... 00-zl.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze internautów:

milu100
nie będzie jeden z drugim mógł znaleźć legalnej pracy, to znajdzie prędzej czy później nielegalną: wymuszenia, włamania, morderstwa.
Rozwiązanie jest proste, trzeba natychmiast zacząć wycofywać produkcję z chin i przenieść ją do europy, nawet jeśli będzie drożej to i tak to się wszystkim opłaci.


----------------------------

andrzejkowalewski

jakoś niktnie wspomina, że miejsca pracy młodych ludzi "wyemigrowały" do Azji. Wszyscy głowią się nad tym jak rozruszać młodych, gospodarkę, przesiębiorczość itp. To se ne wrati....Znczek Made in Chica zaczyna wszystkim doskwierać. Na początku towary Chińskie były tanie. Teraz, że wciąż tanie stały się jakoś dla wielu za drogie. Bo nie ma za co kupić. 30 lat temu rowery, koszule, buty, szkło, nawozy, noże, zeszyty były made in Poland. Nie wszystko było dostępne ale praca byłą. Teraz wszystko jest "dostępne" ale pracy nie ma. I dostępne rzeczy stają się niedostępne. Były wakacje, praca, służba zdrowia, mieszkania. Teraz są kradyty, bezrobocie, wyścig szczurów i kolorowe markety, banki, telefony....
==================================
Obrazek
Bezrobocie wśród młodych bije rekordy. Do końca 2013 r. bez pracy będzie na całym świecie ponad 73 mln osób pomiędzy 15. a 29. rokiem życia. Tym, którzy pracują, zostają "śmieciówki" - alarmuje Międzynarodowa Organizacja Pracy.

Jeszcze niedawno wydawało się, że o pracę będzie łatwiej. Od 2009 r. bezrobocie wśród młodych zaczęło spadać i w 2011 r. zeszło do 12,3 proc. Ale opublikowany wczoraj raport działającej w ramach ONZ Międzynarodowej Organizacji Pracy pokazuje, że to były płonne nadzieje. Bezrobocie w grupie nieuczących się osób pomiędzy 15. a 29. rokiem życia w 2012 r. wyniosło 12,4 proc. W tym roku wzrośnie do 12,6 proc., co oznacza ponad 73,4 mln młodych ludzi.

Najgorzej jest na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej, gdzie bez pracy jest co czwarty młody. Fatalnie jest też w Europie. - W Unii Europejskiej bezrobocie młodych wynosi 18 proc. i jest najwyższe od dwóch dekad - mówi "Gazecie" Theo Sparreboom, jeden z autorów raportu MOP. Najlepiej jest we wschodniej Azji, gdzie mniej niż 1 na 10 młodych nie może znaleźć zajęcia.


Choć światowa gospodarka ma powoli wychodzić z kryzysu, bezrobocie wśród młodych cały czas będzie rosnąć. Do 2018 r. ma wynieść 12,8 proc. Dlaczego tak się dzieje? Bo coraz mniej wspólnego mają wykształcenie i potrzeby rynku. - Pracodawcy, szkoły i młodzi żyją w światach równoległych. Jeśli nie zaczną współpracować, nic się nie zmieni - mówi José Manuel Salazar-Xirinachs, dyrektor MOP.

Z jednej strony umiejętności młodych pracowników, którzy kończą szkoły, są niedostosowane do tego, czego żąda rynek. Efekt? Osobom z najniższym wykształceniem najtrudniej znaleźć pracę. Z drugiej strony rośnie armia absolwentów wyższych uczelni, którzy lądują na nisko płatnych stanowiskach.

- Młodzi są sfrustrowani. Nie mogą znaleźć pracy, do której przygotowywali się podczas studiów, nie mówiąc już o rozwoju i karierze - tłumaczy Sparreboom. - O małą liczbę wolnych stanowisk konkuruje masa świetnie wykształconych młodych ludzi. To oznacza, że ci gorzej wykształceni szybko są wyrzucani z rynku.

Niepokój budzi również coraz gorsza jakość pracy. Na całym świecie rośnie liczba umów śmieciowych. Co czwarty młody Europejczyk pracuje na pół etatu, 40 proc. na umowie na czas określony. W takich umowach nie ma nic złego, jeśli pracownik może wybrać formę zatrudnienia. Jednak tempo, w jakim rośnie liczba umów na pół etatu czy kontraktów terminowych, sugeruje, że pracodawcy dają młodym ultimatum: albo wezmą "śmieciówkę", albo w ogóle nie dostaną pracy. - Stabilne zatrudnienie, które było normą dla poprzednich pokoleń, przynajmniej w krajach rozwiniętych, dziś jest trudniej dostępne dla młodych - tłumaczy Salazar-Xirinachs. Nie mają szans ani na wakacje, ani na emeryturę.

Brak stabilnego zatrudnienia jest szczególnie dotkliwy w krajach rozwijających się. Mieszka w nich 90 proc. młodych całego świata, dwie trzecie z nich nie ma szans na rozwój. Tamtejsi 20-latkowie są zatrudniani na krótkie okresy, na czarno, za pensję mniejszą niż średnia krajowa.

W krajach lepiej rozwiniętych dużym problemem jest rosnąca liczba NEET-sów, czyli tych młodych, którzy nie pracują, nie uczą się, nie uczestniczą w stażach zawodowych. Średnio w państwach rozwiniętych do tej grupy należy 15,8 proc. młodych. Co szósty nastolatek nie robi nic.

Jak napisali autorzy raportu, "Kolejka bezrobotnych rośnie tak bardzo, że wielu młodych w pewnym momencie ją porzuca. Przestaje szukać pracy".


źródło: http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,138 ... z2SmjOjIWr
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Biuro pracy przed Cuprum Areną
W środę, 15 maja agencja Work Express zaprezentuje mieszkańcom powiatu oferty pracy za granicą oraz udzieli wszelkich pytań związanych z poszukiwaniem zatrudnienia.
Obrazek
Work Express działa od 2004 roku jako certyfikowana agencja doradztwa personalnego i pracy tymczasowej. We wrześniu 2012 agencja utworzyła Mobilne Biuro Rekrutacji, które odwiedza miejscowości w całej Polsce.

Podczas postoju Work Busa agencja będzie pomagać osobom zainteresowanym znalezieniem zatrudnienia, przedstawi też interesujące oferty pracy za granicą.

– Większość ofert jest przeznaczona dla osób z doświadczeniem w opiece nad osobami starszymi, albo branży budowlanej – mówi Ewa Legienc ze starostwa lubińskiego. – Firma Work Express deklaruje, że każdy kto zgłosi się do Work Busa, uzyska cenne informacje związane z zatrudnieniem. Doradzi też, jak zwycięsko przejść przez proces rekrutacji, jak wygląda rozmowa kwalifikacyjna, a także w jaki sposób należy się do niej przygotować.

Mobilne Biuro Rekrutacji zaprezentuje swoją ofertę 15 maja w godzinach 13.00 – 16.00 na parkingu przed galerią Cuprum Arena w Lubinie przy ul. Sikorskiego 20.

źródło: http://lubin.naszemiasto.pl/artykul/184 ... 0fee,1,3,8
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Obrazek

Wykształceni, świetnie zarabiający, z kolejnymi szkoleniami i egzotycznymi podróżami na koncie? A może wypaleni, sfrustrowani, tkwiący bez sensu przy biurkach, żeby zasłużyć na uznanie szefa? W kolejnej odsłonie naszego cyklu o 30-latkach pokazujemy, jak wygląda praca w korporacji.


To kolejna odsłona naszego cyklu o pokoleniu 30-latków. Pisaliśmy już o tym, dlaczego 30-latkowie nie chcą mieć dzieci i obawiają się założyć rodzinę. Pokazaliśmy też, jak mieszkacie i jak wyglądało wasze wchodzenie w dorosłość.

Tym razem zaglądamy do świata wielkich biurowców i międzynarodowych firm. Sprawdzamy, jak naprawdę wygląda praca w korporacji. Nasi rozmówcy mają różne doświadczenia: pracowali na różnych stanowiskach, mieli różnej wysokości zarobki i inne aspiracje. Łączy ich jedno: wszyscy należą do pokolenia 30-latków. W ich relacjach niejedna osoba z pokolenia wyżu demograficznego zobaczy też swoją historię.

Więcej: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... __.html#MT
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Studia cię nie nakarmią
Obrazek

Czy zawsze dyplom szkoły wyższej potrzebny jest do zrobienia kariery i zarobienia pieniędzy? Większość osób na to pytanie odpowiada twierdząco. Rzesze maturzystów i ich rodziców wręcz nie wyobrażają sobie, by tuż po szkole nie kontynuować nauki na wyższej uczelni. Ale co dalej, skoro z dyplomem w ręku zasilą szeregi bezrobotnych? Może warto zmienić sposób myślenia o przyszłości i nie dążyć za wszelką ceną do skończenia studiów?


Odsetek osób studiujących na uczelniach wyższych w Polsce jest jednym z najwyższych w Europie. Mógłby to być powód do dumy, gdyby nie fakt, iż obecnie co trzeci absolwent studiów wyższych zarejestrowany jest jako bezrobotny - wynika z danych GUS. Pojawianie się na rynku nowych magistrów oznaczać może jedno - kolejki do urzędów pracy będą się wydłużać. Czy jest na to jakaś rada? Jak budować ścieżkę kariery?

- Planując swoją ścieżkę kariery młodzi ludzie powinni zwracać uwagę przede wszystkim na potrzeby rynku pracy – czyli jak kształtuje się podaż na konkretne stanowiska i kwalifikacje. Warto wziąć pod uwagę swoje własne predyspozycje (np. typowy choleryk niekoniecznie będzie dobrym księgowym, ponieważ na tym stanowisku potrzebna jest koncentracja i skrupulatność), następnie wyszukać takie stanowiska, na których będziemy czuć się dobrze. Kolejnym krokiem jest przeanalizowanie jak kształtuje się zapotrzebowanie na dane stanowiska, najlepiej w stosunku do liczby absolwentów studiów/szkół zawodowych, którzy co roku zasilają rynek pracy. Po takim badaniu rynku jesteśmy bogatsi o wiedzę na temat obecnego zapotrzebowania – radzi Patrycja Plaskiewicz, Architekci Kariery.

Początek wydaje się prosty. Młodzi ludzie zafascynowani psychologią, socjologią czy dziennikarstwem, wybierają kierunki zgodnie ze swoją pasją. Jednak potem kończą szkołę i nie mogą znaleźć pracy w wyuczonym zawodzie. Okazuje się wtedy, że pięć lat swojego życia wyrzucili w błoto. Po prostu źle wybrali. Gdzie popełnili błąd?

Więcej: http://praca.wp.pl/title,Studia-cie-nie ... omosc.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Niemieckie media: Niemcy nie wytrzymują tempa. Polacy lepiej pracują
Obrazek
"Sukces tysięcy niemieckich plantacji opiera się na sile roboczej z eksportu, gdyż Niemcy nie wytrzymują takiego tempa pracy" - pisze dziennik "Handelsblatt". Czy to dlatego coraz więcej Niemców znajduje pracę w Polsce?

"Co roku na początku kwietnia są już w drodze do Niemiec - Lilianna Cholubek z mężem niewielkim autem pokonują prawie 500 km z położonej w Polsce wsi Starzyce do niewiele większej miejscowości Hoopte w Dolnej Saksonii; będą pracować przy zbiorach szparagów. Samochód Polaków po dach wyładowany jest konserwami; owoce i warzywa z własnego ogródka, aby zaoszczędzić na jedzeniu. I tak od 22 lat" - opisuje dziennik życie pary Polaków, dla których praca sezonowa stała się sposobem na życie.

- W Polsce nie ma pracy, jest ciężko - mówi gazecie czterdziestoletnia Polka. Zarobek z dwóch miesięcy powinien wystarczyć na cały rok. Kiedy przyjechała tu po raz pierwszy, miała 18 lat. Właśnie skończyła liceum. Dziś pracuje na akord, zbiera szparagi. Może zarobić nawet do dwunastu euro na godzinę, choć zazwyczaj jest to dziewięć, dziesięć. - Dobre pieniądze, nawet jeśli ceny mleka lub benzyny w Polsce i Niemczech prawie się już nie różnią - mówi Cholubek.


Kontener za dwa euro

Kontener mieszkalny w podwórzu, miejsce na dwa łóżka i telewizor, kosztuje dwa euro za noc - opisuje gazeta warunki, w jakich mieszkają Polacy. - Przyjeżdżamy tu tylko do pracy, a w nocy śpimy - tłumaczy Polka. Pobudka o 5 rano, o 6 już na polu pod Ramelsloh lub gdzieś indziej. W długich rzędach wprawne oko dostrzeże nawet najdrobniejsze pęknięcia i nierówności ziemi.

Tam, gdzie laik kompletnie niczego nie zauważy, ona chwyta delikatnie szparaga za główkę i wprawnym ruchem wydłubuje go z ziemi, pomagając sobie specjalnym, lekko zakrzywionym nożem. Ile razy dziennie wykonuje tę czynność? Liliana nigdy nie liczyła. Gospodarstwo w Hoopte to prawie 170 ha, plantacja szparagów i truskawek pokrywa blisko połowę powierzchni.

Ani jednego Niemca

- Pracownica, taka jak Lilianna, może zebrać 130 kilogramów szparagów na dzień - mówi gazecie zarządzający gospodarstwem Herbert Löscher. - To więcej niż trzy tysiące sztuk. Tylko w tym roku na plantacji pracuje 170 pracowników, przede wszystkim z Polski i Rumunii. I ani jeden Niemiec. U nas ludzie pracują w grupach na akord, takiego ciśnienia Niemcy nie wytrzymują - przyznaje Löscher.

- Brakuje motywacji i tempa - dodaje - Byłoby to nieuczciwe w stosunku do polskich i rumuńskich pracowników, gdyby Niemcy pracowali jak muchy w smole. Siedem lat temu kompletnie zrezygnowaliśmy z poszukiwania niemieckich pracowników - tłumaczy. Herbert Löscher przyznaje, że nigdy nie miał takich problemów z pracownikami z zagranicy. Z takim samym zachwytem mówi o pracy Polki: - Jestem bardzo zadowolony z Lilii. Jej szwagier dostał umowę o stałą pracę i pracuje jako kierowca - mówi.

- Pracujący w Niemczech zbieracze szparagów to najczęściej Rumuni. Jeszcze kilka lat temu byli to Polacy, ale to się zmieniło - mówi gazecie Burkhard Möller, sekretarz Niemieckiego Związku Rolników i tłumaczy: "Polsce ekonomicznie wiedzie się dużo lepiej niż przed laty, wielu z dawnych sezonowych pracowników pracuje u siebie w Polsce. Jednak do zbiorów szparagów i owoców w tym roku przyjechało 270 tysięcy pracowników, w tym około 170 tysięcy Rumunów i 100 tysięcy Polaków".

Niemcy jadą do Polski

Tymczasem niemiecki portal finanzen.freenet.de pisze o zgoła innej tendencji, mianowicie o zatrudnianiu się Niemców w Polsce: "Z dnia na dzień rośnie liczba niemieckich firm w Polsce. Są to już nie tylko duże korporacje, ale też banki, firmy ubezpieczeniowe i kancelarie prawne. Tam, gdzie niemieckie firmy, tam przenoszą się również niemieccy pracownicy. I tak rokrocznie do pracy w Polsce przyjeżdża 8 tysięcy obcokrajowców. Nawet poważny kryzys finansowy nie zaszkodził osiągnięciu umiarkowanej stopy wzrostu gospodarczego w Polsce.

Jednak stopa bezrobocia w Polsce wynosi prawie 14 procent", zauważa portal. "Równie intensywnie jak informatycy, ekonomiści, informatycy i konsultanci biznesowi poszukiwani są nauczyciele niemieckiego i tłumacze. Szeroka znajomość języka polskiego nie jest wcale konieczna. Wielu Polaków zna biegle język niemiecki, a wymiana handlowa z krajami niemieckojęzycznymi ciągle rośnie". Portal przypomina, że obywatele UE, w tym oczywiście Niemcy, mają swobodny dostęp do polskiego rynku pracy, jednak wymagane jest zezwolenie na pracę.

Artykuł pochodzi z serwisu ''Deutsche Welle''

źródło: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... NajCzytSST
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Zielona wyspa Tuska nie ma emigracji nic do zaproponowania. Ani płace, ani warunki pracy nie spełniają europejskich norm
Obrazek

Czy rządzącemu PO-PSL jest na rękę emigracja Polaków? – pyta Rafał Zaza na serwisie wGospodarce.pl. Czy możliwy jest scenariusz, wyganiania Polaków za granicę do pracy? Pieniądze od emigrantów płyną do Ojczyzny szerokim strumieniem, pobudzając gospodarkę. Najnowsze dane mówią o ponad 17 miliardach złotych przesłanych do Polski tylko w zeszłym roku.


Według GUS na koniec 2011 roku poza granicami Polski pozostawało 2 mln 60 tys. Polaków

– informuje felietonista wGospodarce.pl. Mitem jest, że emigrują przede wszystkim ludzie bez matury. Na rzecz innych państw pozbyliśmy się już 10,2 proc. osób z wyższym wykształceniem. Pobierali nauki w kraju, często na bezpłatnych uczelniach. Tracimy potencjał intelektualny, uciekają osoby, które w przyszłości mogłyby stanowić wartościową kadrę kierowniczą. Znikają lekarze, których nauka kosztuje państwo krocie. Zwiewają naukowcy i inżynierowie.

Nie myślą oni o powrocie, bo zielona wyspa Tuska nie ma im nic do zaproponowania. Ani płace, ani warunki pracy nie spełniają europejskich norm.

- Zarobki nie są najważniejszym czynnikiem warunkującym mój powrót - pisze emigrantka - Uważam, że dużo ważniejsze są ogólnie rozumiane warunki pracy takie jak czas pracy, stabilność zatrudnienia, stosunek pracodawcy do pracownika i przestrzeganie prawa pracy. Z tym w Polsce najlepiej nie jest. Większość Europejczyków pracuje, aby żyć, a nie żyje po to, żeby pracować. Dopóki polscy pracodawcy tego nie zrozumieją, nikt nie wróci.

Cały artykuł pt. „Dylematy, które polski rząd mieć powinien” w serwisie wGospodarce.pl

źródło: http://wpolityce.pl/artykuly/53632-ziel ... skich-norm
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Cztery zmory polskiej pracy
Obrazek
Jesteśmy wzorem wydajności, jakości pracy i kultury technicznej, ale pod warunkiem że wyjedziemy za granicę. Gnębią nas cztery plagi : pracujemy za tanio, w chronicznej wojnie pracownik – pracodawca, w słabym państwie, gloryfikując etat.

Praca jest ważna. Kto wie, czy nie najważniejsza. Wolter uważał na przykład, że tylko ona potrafi zwalczać jednocześnie trzy największe problemy ludzkości: skutecznie leczy z nudy, odgania pokusę występku i przeciwdziała ubóstwu. To dlatego pracę wychwalają wszyscy: lewica i prawica, starzy i młodzi, wierzący i ateiści. Tym bardziej więc boli, że u nas z pracą jest coś nie tak. I to permanentnie. Narzekają na nią i pracodawcy, i pracownicy. A władze najczęściej tylko bezradnie rozkładają ręce. Tylko nikt nie wyjaśnia, dlaczego właściwie Polska nie jest krajem dobrej roboty.

Po pierwsze, zbyt tanio

Tak, to prawda. Polska praca jest tania. Prawdopodobnie zbyt tania. I być może to stanowi sedno naszych problemów z pracą. Dzieje się tak, niestety, od lat. Zostawmy już na boku trudne czasy gospodarczej transformacji. Spójrzmy tylko na ostatnią – dużo normalniejszą – dekadę. Polska z wigorem nadganiała wtedy cywilizacyjne zaległości. PKB szło w tym czasie w górę w tempie około 4 proc. rocznie. Między 2006 i 2011 r. skoczyło nawet do prawie 5 proc. Eksport nam się potroił. Import podwoił. A płace? Z tym było dużo gorzej. Według Eurostatu w latach 2001–2011 polskie płace nominalne wzrosły o 57,4 proc. W sumie to dość słabo. Bo pamiętajmy, że trzeba od tego jeszcze odliczyć inflację (to znaczy mniej więcej połowę tego wzrostu). Jeszcze lepiej mikrość progresji naszych wynagrodzeń widać na tle reszty Europy. A zwłaszcza krajów znajdujących się na podobnym etapie rozwoju gospodarczego co Polska. W Rumunii pensje zwiększyły się w tym czasie o 529 proc. Na Łotwie o 207 proc. W Estonii o 151 proc. Dużo bardziej też opłacało się w tym czasie być Słowakiem (pensje do góry o 99 proc.), Czechem (72 proc.) albo Węgrem (103 proc.).

Tylko czy to jakiś problem? Przecież zgodnie z dominującą przez lata w polskiej publicystyce ekonomicznej narracją niskie koszty produkcji to był nasz klucz do uzyskania przewagi konkurencyjnej. A jak najłatwiej zbijać koszty produkcji? Utrzymując niskie koszty pracy. I to właśnie dzięki temu rodzime firmy mogą produkować taniej i konkurować na rynkach międzynarodowych. A zarobione w ten sposób pieniądze inwestować i tworzyć nowe miejsca pracy. Logiczne. Problem w tym, że tego sposobu argumentacji bronić można tylko do pewnego momentu. Prędzej czy później muszą pojawić się niewygodne pytania. Bo jak to możliwe, że kraj rozwijający się równie szybko co Polska ma tak wysokie bezrobocie (w ciągu ostatnich kilkunastu lat tylko raz spadło poniżej 10 proc.)? I jak wytłumaczyć to, że na przykład w Czechach czy na Słowacji pensje rosły szybciej, a tamtejsze firmy też potrafiły konkurować na zagranicznych rynkach? I to często skuteczniej od nas. Po co więc cały ten wzrost, skoro jego owoców (w postaci wzrostu zatrudnienia i wzrostu zamożności obywateli) było bardzo mało? A nawet jeśli owoce były, to zostały niezbyt sprawiedliwie rozdzielone pomiędzy pracodawców i pracowników?

To już poważny problem dla całej gospodarki. – Jest jasne, że z punktu widzenia każdej konkretnej firmy zawsze lepiej płacić mniej niż więcej. Jednak to, co korzystne i racjonalne z punktu widzenia jednej firmy, nie musi być korzystne dla ogółu – uważa Leon Podkaminer, polski ekonomista pracujący na co dzień w Wiedeńskim Instytucie Międzynarodowych Porównań Gospodarczych. Jak to działa? Załóżmy, że firma Kowalskiego obcięła płace swoim pracownikom. Oczywiście miała do tego prawo. Można nawet założyć, że miało to uzasadnienie w spadającej liczbie zamówień czy kontraktów. Trzeba jednak pamiętać, że ta decyzja nie pozostanie bez skutków dla jej bezpośredniego otoczenia. Niższe zarobki zmuszą pracowników Kowalskiego do zredukowania wydatków konsumpcyjnych. Spada więc popyt, a to bardzo zła wiadomość dla innych firm działających w okolicy. Jeśli i one zareagują, obcinając swoje koszty, w końcu stratę poniesie również firma Kowalskiego. Bo zmniejszy się też popyt na jej produkty. Tak właśnie nakręca się spirala, z której gospodarce bardzo trudno się wydobyć. To tzw. bariera popytu, która może być poważną barierą rozwoju ekonomicznego. I tak jest w wypadku Polski.

Ale to jeszcze nie wszystko. Polski problem jest jeszcze poważniejszy. Nie jest on tylko i wyłącznie wynikiem trwającej od kilku lat ogólnoeuropejskiej recesji. I tutaj znów uderza w nas przekleństwo polskiej taniej pracy. W latach 2001–2011 płace rosły u nas mniej więcej w takim tempie jak w Wielkiej Brytanii (46 proc.) albo Finlandii (41 proc.). Sęk tylko w tym, że z punktu widzenia całej gospodarki przeciętny pracujący Anglik czy Fin aż tak bardzo tej podwyżki nie potrzebują. Już teraz mogą za swoje zarobki kupić 2–2,5 raza więcej niż my. I to po uwzględnieniu różnic w cenach. Rzeczywistość wygląda więc tak, że nawet średnio zarabiający Anglik czy Fin może pójść do sklepu, fryzjera, restauracji albo posłać swoje dzieci na kolonie, specjalnie się nad tym nie zastanawiając. A Polak ma z tym kłopot. Kilka razy ogląda każdy grosz, zanim go wreszcie wyda. Mamy więc w efekcie mniejszy popyt, który nie napędza gospodarki. I dlatego u nas tak wiele drobnych biznesów w ogóle nie ma szans wystartować. Bo kto miałby przychodzić do salonów fryzjerskich, knajpek czy sklepików? Przecież nie pracująca biedota, czyli ludzie, którzy mają pracę, ale ich zarobki wystarczają tylko na to, by zaspokoić najbardziej podstawowe potrzeby. Żadnych kolacyjek na mieście, nart czy teatru. Raczej kanapki zjadane przed telewizorem.

Według Eurostatu w takiej sytuacji jest mniej więcej co dziesiąty Polak. I pod tym względem jesteśmy w niechlubnej europejskiej czołówce. Gorzej jest tylko w Grecji, Hiszpanii i Rumunii. Tylko że akurat te kraje wiedzą, w jakich tarapatach się znajdują. W Polsce zaś dominuje radosne przekonanie, że jesteśmy na wznoszącej. I już wkrótce będzie nam się żyło lepiej, tak jak Niemcom czy Skandynawom. No cóż, jeśli nadal będziemy podążać drogą taniej pracy, raczej tak nie będzie.

Zamiast tego argument o zbyt taniej pracy w Polsce jest od lat zbijany w ten sam sposób: „Płace są przecież ustalane w gospodarce rynkowej przez swobodną grę podaży i popytu. Skoro rosną powoli, to widocznie tak być powinno”. Nie do końca. Wszystkie podręczniki ekonomii mówią, że w zdrowej gospodarce jest miejsce na wzrost płac. – Płace powinny rosnąć wtedy, gdy rośnie produktywność – przypomina Leon Podkaminer. Wydaje się to sensowne. Bo przecież produktywność to nic innego jak cena, za którą owoce pracy są sprzedawane przez producenta. Skoro rośnie, powinni to odczuć także pracownicy. Tymczasem w Polsce w latach 2001–2011 mieliśmy sytuację odwrotną. Produktywność rosła szybciej niż pensje. A to, jak każda anomalia, nie jest dobre dla gospodarki jako całości. Najpierw uderza w samych pracowników, ale w końcu (poprzez zmniejszony popyt) również w pracodawców. I koło się zamyka.

Po drugie, wojna pracodawcy i pracownika

Więcej: http://serwisy.gazetaprawna.pl/praca-i- ... pracy.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Praca w niedzielę, praca w święta, praca przez całą dobę - już wkrótce!
Obrazek
Do Sejmu wpłynął projekt posłów PO, który przewiduje rozszerzenie o ok. 200 tys. osób grupy zatrudnionych, którzy mogą (w praktyce: będą musieli) pracować w niedziele i święta.

Jak informuje „Rzeczpospolita”, zmiana obejmie osoby wykonujące pracę z wykorzystaniem środków komunikacji elektronicznej na rzecz przedsiębiorcy zagranicznego lub zagranicznego oddziału bądź przedstawicielstwa firmy. Chodzi głównie o pracowników tzw. firm transgranicznych, międzynarodowych korporacji czy centrów usług teleinformatycznych. W myśl nowelizacji art. 151 Kodeksu pracy będą mogli pracować także w niedziele i święta, jeśli u zagranicznego kontrahenta pracodawcy będzie to zwykły dzień pracy. Grozi im zatem praca w polskie święta, które nie występują w innych państwach. Przykładowo, Święto Trzech Króli przypadające 6 stycznia nie jest obchodzone we Francji czy w Portugalii. Z kolei 1 i 11 listopada to zwykłe dni pracy w Anglii, Irlandii czy Norwegii. 3 maja jest zaś świętem – poza Polską – tylko w Japonii.

Dla pracodawców będzie to bardzo korzystne rozwiązanie – ocenia Katarzyna Dulewicz, radca prawny, partner w kancelarii CMS Cameron McKenna. – „Moje wątpliwości budzi jednak ogólne formułowanie tego przepisu, które może okazać się bardzo niekorzystne dla pracowników” – zastrzega. Po pierwsze, zmiana ma dotyczyć świadczenia usług drogą elektroniczną, wystarczy więc potrzeba wysłania zwykłego e-maila, by uzasadnić wezwanie do pracy w święto. Po drugie, w obecnym brzmieniu ten przepis można interpretować tak, że pozwala na pracę także w większość niedziel w ciągu roku. Skutki tej nowelizacji mogą więc niebezpiecznie wykroczyć poza zakres przewidziany przez jej autorów. Prawdopodobnie będzie trzeba poczekać na interpretację wspomnianych regulacji przez sąd czy PIP. – „Warto zwrócić także uwagę, że regulacja proponowana przez posłów pomija pracowników administracji publicznej” – dodaje Katarzyna Dulewicz.

źródło: http://wgospodarce.pl/informacje/4186-p ... uz-wkrotce
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Rejestracja bezrobotnych online dla bogatych lub młodych
​Nawet kilkaset złotych wyda poszukujący pracy, żeby skorzystać z możliwości elektronicznego wpisu na listę w pośredniaku. Jeśli go na to nie stać, może użyć bezpłatnego ePUAP-u. Tyle że wtedy nie dołączy do wniosku dowolnej liczby dokumentów.
Obrazek
Od 27 maja 2013 r. bezrobotni i poszukujący pracy skorzystają z możliwości zarejestrowania się w urzędzie pracy za pomocą środków komunikacji elektronicznej. Dla większości z nich nadal jednak konieczna będzie późniejsza wizyta w pośredniaku.

Zmiany takie wprowadzi rozporządzenie z 12 listopada 2012 r. w sprawie rejestracji bezrobotnych i poszukujących pracy (Dz.U. poz. 1299), które w części dotyczącej elektronicznej rejestracji wejdzie w życie w najbliższy poniedziałek. Od kwietnia resort pracy prowadzi szkolenia dla urzędników, by przygotować ich do innego modelu obsługi bezrobotnych.

Nowe uregulowania przewidują, że pozostający bez pracy będzie mógł bez wychodzenia z domu zarejestrować się w publicznym pośredniaku. Będzie to jednak możliwe wyłącznie w sytuacji, gdy wniosek o rejestrację podpisze przy użyciu bezpiecznego podpisu elektronicznego z kwalifikowanym certyfikatem albo podpisu potwierdzonego profilem zaufanym ePUAP.

Problem w tym, że ten pierwszy jest drogi - jego uzyskanie to koszt od 200 do ponad 300 zł i wymaga aktualizacji co roku, za którą również trzeba zapłacić - ok. 100 zł. Trudno oczekiwać, że osobę bezrobotną będzie na niego stać. Dużo lepszym rozwiązaniem jest podpisanie wniosku przy użyciu profilu zaufanego na platformie ePUAP. Jego uzyskanie jest bezpłatne, wymaga jednak wcześniejszej wizyty np. w oddziale ZUS albo urzędzie skarbowym w celu potwierdzenia i uwierzytelnienia. Problemem w tym przypadku są z kolei ograniczenia techniczne elektronicznej platformy usług administracji publicznej.

- Osoba, która skorzysta z platformy ePUAP, będzie mogła załączyć do wniosku tylko pięć załączników, co oznacza, że z tej formy skorzystają głównie młodzi, posiadający niewielkie doświadczenie zawodowe - twierdzi Janusz Ambrozik, kierownik działu administracyjnego Powiatowego Urzędu Pracy w Skarżysku-Kamiennej.

Oprócz podania podstawowych danych niezbędnych do rejestracji każdy bezrobotny będzie musiał do elektronicznego wniosku załączyć zeskanowane dokumenty, takie jak: dowód osobisty, świadectwa ukończenia szkół, dyplomy potwierdzające kwalifikacje, świadectwa pracy i inne niezbędne do ustalenia np. prawa do zasiłku.

Ubiegający się o rejestrację, który nie ma podpisu elektronicznego albo też dysponuje zbyt dużą liczbą dokumentów do przedłożenia, będzie musiał udać się do powiatowego pośredniaka. W takiej sytuacji za pośrednictwem formularza elektronicznego zainteresowana osoba będzie mogła jednak przekazać urzędowi dane niezbędne do rejestracji. Dokona tego na stronie www.praca.gov.pl, a system automatycznie wyznaczy jej dzień i godzinę stawienia się w urzędzie w ciągu najbliższych siedmiu dni. Zdaniem Janusza Ambrozika najwięcej osób skorzysta właśnie z tej możliwości.

- Można oczekiwać, że dzięki temu zmniejszą się kolejki w urzędzie pracy, które obserwujemy szczególnie na początku miesiąca - zauważa.

Zdaniem Krystiana Dydka z Powiatowego Urzędu Pracy w Przemyślu, w późniejszym terminie za pośrednictwem portalu internetowego będzie można wykonywać więcej czynności.

- Można się spodziewać, że system ten zostanie rozbudowywany. Już teraz zawiera na razie nieaktywne opcje, jak np. możliwość składania w drodze elektronicznej wniosków o zwrot kosztów dojazdu - wskazuje.

Nie do końca jasna jest natomiast procedura uzupełnienia danych składanych przez bezrobotnych wyłącznie w formie elektronicznej, w sytuacji gdy złożony wniosek z jakichś względów będzie niepełny.

- Wezwania będą kierowane za pośrednictwem poczty elektronicznej, a bezrobotny będzie musiał podać w tym celu swój adres e-mail - radzi Janusz Ambrozik.

Rozporządzenie nie przewiduje jednak obowiązku ujawniania adresu poczty elektronicznej przez bezrobotnego. Zainteresowany może go podać w celu ułatwienia kontaktu z urzędem pracy, ale nie musi.


źródło: http://praca.interia.pl/news-rejestracj ... gn=firefox
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

"Marsz szmat", marsz mobbingu
Profesor Pawłowicz swoją wypowiedzią narzuciła dziś chcąc nie chcąc temat dnia – tym samym nikt nie zajmuje się danymi GUS, tajnym planem karbówki by blokować konta „podejrzanych” osób (czyli de facto każdego) czy gejo-zniżkami z Łodzi. Od samego rana wszędzie jest tylko o „Marszu Szmat”. Dobrze – przyjmę dziś te reguły medialnej gry, bo ów marsz i uwaga na nim skupiona pozwala na zwrócenie uwagi naprawdę poważnego.

Na początek jednak, bo to trochę zaginęło w dyskusji – jaka idea stała za „Marszem Szmat”? Następująca, tłumacząc najbardziej łopatologicznie jak tylko się da, chodziło o to by uczulić społeczeństwo na poważny problem jakim są w Polsce gwałty. Otóż, mówią nam organizatorzy, jeśli chłopczyku widzisz dziewczynę w mini to nie możesz jej zgwałcić. bo to, że owa niewiasta ubrała mini nie jest dla Ciebie zaproszeniem. Proste? Proste jak logika lewaka.

Problem w tym, że gdyby organizatorom naprawdę chodziło o coś więcej poza szokowaniem, to faktycznie zaczęliby od wystosowania kilku-kilkunastu projektów ustaw zaostrzających kary za przestępstwa na tle seksualnym do premiera. Umówmy się – marszu nie organizowały znowu jakieś środowiska pisowskie, i gdyby tylko chciały to Donald Tusk z pewnością znalazłby dla nich czas. To jednak nie nastąpiło, mogę więc podejrzewać, iż chodziło tylko o to by szokować, robić szoł i przebieranki. Szczególnie, że tegoroczny marsz to nihil novi – podobny odbył się w zeszłym roku także i w Gdyni, i poza lokalnymi mediami była o nim cisza.

Ale gdyby jednak organizatorom naprawdę, tak naprawdę chodziło o dobro molestowanych kobiet to być może zorganizowaliby inny marsz – przeciwko seksualnemu mobbingowi w pracy. Tak się bowiem składa, że jest to w Polsce problem o wiele poważniejszy i z niego także wynika pokaźny odsetek gwałtów – niestety wielokrotnie nigdy nie zgłaszanych na policję.

Nie tak dawno Internet przeżywał reportaż z Białegostoku na temat całkiem jawnego zamieszczania ogłoszeń z „podtekstem seksualnym”. Chodziło o to, iż pojawiały się ogłoszenia kierowane dla młodych, atrakcyjnych dziewczyn mających pracować jako „sekretarki”, „asystentki” z dodatkową funkcją świadczenia na rzecz pracodawców usług seksualnych. Niby przebiegł (chwilowy) wielki szok i spazm oburzenia, a potem sprawa ucichła.

Niestety – problem nie jest nowy i nie dotyczy tylko Białegostoku. Na popularnym Trójmiejskim portalu lokalnym w dziale ogłoszeń obok zakładki z „ogłoszeniami towarzyskimi” znajduje się zakładka „sponsoring”, a wśród wielu ogłoszeń o pracę znaleźć można też więcej lub mniej podobnych do tych z Białegostoku. Dużo więcej jest tzw. ogłoszeń „szeptanych”. To znaczy – oferta pracy niby normalna, ale na rozmowie kwalifikacyjnej „z szefem” padają pewne propozycje wprost, albo w sposób zawoalowany. Wiele dziewcząt mówi natychmiast „nie”, wiele nawet nie domyśla się o co może chodzić pracodawcy i dopiero po podjęciu zatrudnienia dochodzi do przypadków drastycznego, seksualnego mobbingu. I doprawdy rozbrajająca jest wypowiedź jednego z Białostockich przedsiębiorców, stwierdzającego, iż tu nie musi chodzić o molestowanie bo niektóre kobiety po prostu „lubią sex i przelotne romanse w pracy”. Bez komentarza.

Zapytają Państwo – skoroś taki mądry Saulski to przedstaw dowody, zgłaszaj do prokuratury, na policję! Bardzo chętnie, jest tylko pewien problem.

Bardzo ciężko jest namówić ofiarę molestowania do składania zeznań, dlaczego – o tym opowie każdy psycholog. Druga sprawa to rynek pracy – młodzi ludzie panicznie boją się utraty zatrudnienia, zgadzają się więc na poniżający wyzysk, nagminne łamanie prawa pracy, wreszcie brutalny mobbing – często seksualny. Bądźmy przy tym szczerzy – znam wielu przedsiębiorców, cenię ich pracę. Ale i oni sami przyznają, że po pierwsze – nie każdy z nich jest aniołem i zdarzają się czarne owce, a poza tym jak to powiedział mi jeden (bardzo uczciwy akurat) przedsiębiorca – „tam gdzie jest podaż, pojawia się i popyt”. I wyjaśnia, że w sytuacji ogromnej grupy ludzi bezrobotnych gotowych podjąć zatrudnienie za wszelką cenę, zdarzają się pracodawcy wykorzystujący okazję – jak wiele młodych kobiet w milczeniu godzi się na poniżenie i seksualny mobbing byleby tylko zachować zatrudnienie?

Znam wiele takich przypadków, osobiście rozmawiałem też z wieloma młodymi kobietami które były molestowane (fizycznie bądź werbalnie) w pracy przez przełożonego, lub nawet już podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Zawsze w takich sytuacjach przekonuję: idź na policję, zgłaszaj, niech tam nawet – napisz anonimowo opinię na jakimś forum. Nie chcą. Boją się. Boją się utraty obecnej pracy, wilczego biletu, bądź łatki „nielojalnego pracownika”. Oto wielki dramat naszych czasów. wielki i z jakichś powodów – przemilczany dramat.

Więc być może zamiast emocjonować się wypowiedzią jednej czy drugiej pani poseł i reakcją słabo intelektualnie rozwiniętych dziennikarzy, wreszcie coś z tym realnym, dziejącym się tu i teraz dramatem zrobimy? Co wy na to? Może w tym pomożecie, szanowne „szmaty”?

źródło: http://wgospodarce.pl/opinie/4250-marsz ... z-mobbingu
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Skazani na bezrobocie
Są za młodzi, by przejść na emeryturę, a dla pracodawców już za starzy. Rynek bezlitośnie traktuje tych, którzy skończyli 50 lat. Wypycha ich na margines. Skoro pracy nie ma dla młodych, to dlaczego ma być dla nich?
Obrazek
W marcu 2013 r. wśród ludzi po 50. roku życia było 525,2 tys. bezrobotnych (dane GUS). To niemal 40 tys. więcej niż na koniec 2012 r. W sumie stanowią prawie 1/4 wszystkich osób pozostających bez pracy. Dla przedsiębiorców, którzy w czasach kryzysu tną wydatki, doświadczony, a co często się z tym wiąże kosztowny pracownik jest balastem. Lepiej zatrudnić młodego, mniej wymagającego.

Pan Władysław w połowie lat 90. otworzył sklep spożywczy na warszawskich Bielanach. Interes się kręcił, zatrudniał trzy osoby. Obroty były niezłe, ale do czasu. Najpierw w okolicy pojawił się jeden dyskont. Nawet nie odczuł, że ma mniej klientów. Ale powstały jeszcze dwa. - Najpierw zwolniłem jednego pracownika, potem pozostałych. Zostałem sam. Ale kiedy przez tydzień musiałem pracować, by zarobić na prąd, stwierdziłem, że to nie ma sensu, i zamknąłem interes - opowiada. Od roku szuka pracy. Regularnie stawia się w urzędzie pracy, ale nie ma dla niego żadnej oferty. Siedzi w domu. Robi zakupy, gotuje obiad, wyprowadza psa. Już stracił nadzieję, że w wieku 55 lat ktoś da mu pracę.

Ukryć datę urodzenia


Czytaj więcej na http://praca.interia.pl/news-skazani-na ... gn=firefox
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze pod artykułem:

pragmatyk
27 maja 2013 roku
15:42
jak najmniej urzędników z okazji urodzin:) Artykuł trafił, jak mawiają siatkarze "w punkt". Niechby już nam tego nieba nie przychylali, bo zwariować można! W końcu sami zostaną w tym niebie z cudownymi programami naprawczymi i dystrybucyjnymi!

------------------------------------------

Edi17 27 maja 2013 roku
18:16
Ja jestem po pięćdziesiątce. Jestem jednym z tych wypchniętych z Kraju. Owszem wykształcony i owszem całkiem dorobiony finansowo (bez przesady). Od lat już myślę o tym jak wrócić do Kraju i wykorzystać swoje umiejętności w Polsce. Na ludzkich warunkach ma się rozumieć. Wiecie już co chcę napisać... nie da się. Ta polityczna banda zamknęła Kraj dla tylko swoich rabów co robią im na rękę. Akceptuje tylko niewolników, którzy godza się na zrównanie każdego z nas z ziemią. Do poziomu bezrobotnego, bezdomnego, niepracującego lub harującego za darmo, na ich upadlających warunkach. Też niech się odp...ą. Ale obiecują im i Wam. Jeszcze wrócę!

=================

Niech państwo się od nas odpie…li, czyli żale 40-latka
Obrazek
Politycy z troską pochylają się nad rodzinami. Ten zaproponuje ulgę w podatkach, tamten dopłatę do dzieci, trzeci zniżki na autobus. Po kolejnym rachunku za gaz, który nie za bardzo wiadomo z czego zapłacić, po kolejnej wizycie u kuzyna, który pracować może tylko w szarej strefie, po kolejnym znajomym, który w ciemno uciekł z Polski, bo na zmywaku zarobi więcej niż tu z pracy w której jest naprawdę dobry, powiem tym politykom krótko – odpie…cie się. Dajcie nam wreszcie żyć.

W piątek skończyłem 40 lat, powinienem więc mieć już ustabilizowaną sytuację finansową. Tymczasem, jak większość mojego pokolenia, od lat balansuję na granicy płynności finansowej. Co i rusz, ktoś traci ją i ląduje za granicą jako tania, ale jednak lepiej niż tu opłacana siła robocza.

„Mądrzy” politycy i eksperci mają 100 pomysłów dlaczego tak się dzieje – za wysokie stopy procentowe, za dużo praw pracowniczych, zbyt sztywny rynek pracy, zbyt niska wydajność pracy, za mała mobilność pracowników, itd., aż do pogardliwego „dlaczego biedny, bo głupi, dlaczego głupi bo biedny”. Oczywiście troskliwe polityczne misie pochylają się nad naszą dolą. Proponują nam różne kursy dla bezrobotnych na przeszkolenie, jałmużnę w postaci becikowego, ulgi na dzieci, zniżki w składce ZUS na dwa lata i różne inne prezenty dla ludu.

Problem w tym, dobrzy polityczni wujkowie, że jesteśmy na tyle inteligentni, że dobrze wiemy, że te prezenty to nie od was, to od nas samych, z naszych podatków i w drodze z naszej do naszej kieszeni porządnie uszczuplone przez różnych krewnych i znajomych królika, którzy najpierw pilnowali ich pobrania, później liczyli, następnie dzielili, i wreszcie rozdawali.

Nie chcemy tej waszej jałmużny. Chcemy, żebyście dali nam wreszcie normalnie zarabiać, nie zabierali nam połowy naszych przychodów w postaci różnych podatków, które w coraz większej części są przeznaczane na utrzymywanie coraz większego garbu urzędniczego, który przytłacza nasz kraj, niszczy przedsiębiorczość, zabiera miejsca pracy i nasze podwyżki.

Gdy w 1989 roku nastąpił polityczny przewrót i mogliśmy głosować na różne partie, a firmy prywatne zyskały równy status z państwowymi, nie zmieniły się dwie struktury, które stopniowo rozrosły się jak rak i zniszczyły wszystkie owoce zmian. Struktury urzędnicze i sądowe.
Obie ideologicznie pozostały w komunizmie. Uznają, że każdy obywatel jest podejrzany, a nawet winny, tylko niektórym jeszcze tej winy nie udowodniono. Obydwie roszczą sobie prawo do nadzorowania kolejnych dziedzin życia. Obydwie potrzebują coraz więcej środków na swoje funkcjonowanie, odbierając je przedsiębiorczości, która mogłaby rozwijać gospodarkę.

Na dodatek zarażają one swoją logiką niektóre prywatne firmy i inne instytucje publiczne. Rozrastają się w nich działy administracyjne kosztem produkcyjnych. Przykład idzie od spółek, których właścicielem jest Skarb Państwa. Tak było z LOT-em, który pozbywał się kolejnych działów pozostawiając sobie tylko administrację, Tak było z PKP, teraz idzie tą drogą chociażby PGE, który pomimo, że jest dochodową spółką chce zwolnić prawie 2 tyś, górników z Turowa czy media publiczne, które zaczynają restrukturyzację od zwalniania swoich robotników, czyli dziennikarzy, którzy wytwarzają to co media sprzedają czyli informacje. Zostaną prezesi, dyrektorzy, marketingowcy, pr-owcy i ci wszyscy, którzy teoretycznie mają prace tylko tak długo, jak firma coś produkuje. Tylko, kto ma to produkować? Dziennikarze, górnicy, krawcowe, kucharki na umowach śmieciowych, które wykonują „tylko” dzieło?

W Polsce następuje bardzo niebezpieczne dla gospodarki rozwarstwienie majątkowe. Grupą, która w ubiegłym roku odnotowała największy procentowy wzrost wynagrodzeń są menadżerowie. Tym wzrostom towarzyszy jednocześnie bardzo szybki wzrost bezrobocia i minimalny wzrost wszystkich wynagrodzeń. Oznacza to, że zyski wypracowywane przez przedsiębiorstwa trafiają w coraz większym procencie do wąskiej grupy zarządczej kosztem ograniczania zatrudniania i wynagrodzeń dla szeregowych pracowników. To siłą rzeczy pociąga za sobą zmniejszanie popytu wewnętrznego, ponieważ większość społeczeństwa ma coraz mniej środków na bieżące życie, a garstka wybrańców wydaje tylko trochę więcej na artykuły luksusowe i zwiększa swoje oszczędności. Mniejszy popyt powoduje, że firmy ograniczają produkcję i planują kolejne zwolnienia. To powoduje mniejsze wpływy do budżetu, a to powoduje zaostrzanie przepisów fiskalnych i zwiększanie aparatu egzekwującego podatki, co zwiększa też jego koszty i w ten sposób stajemy się jako państwo wężem zjadającym własny ogon.

Zamiast więc kolejnego – tym razem prezydenckiego programu – jak mi pomóc, chcę tylko, żeby państwo przestało się mną i rzeszą innych Polaków zajmować. Żeby dało nam normalnie żyć. Kolejne programy „pomocowe” tworzą coraz większe getto pracowników utrzymywanych na minimum socjalnym, a często poniżej niego, dla których jedynym wyjściem jest ucieczka z kraju.

Przepraszam za te żale 40-latka, które jak wiele podobnych artykułów nic nie zmienią. Tym, których one jednak nie odstraszyły polecam pierwszy wpis z emigracji byłego dziennikarza „Gazety Bankowej” – „Trzech panów na uchodźctwie…”

źródło: http://wgospodarce.pl/opinie/4341-niech ... e-40-latka
Obrazek
odpowiedz

Informacje

  0 użytkowników  »  2 gości

Moderatorzy

NEVIL, ModTEAM