44444 forum LUBIN.pl • Co się w tym kraju dzieje ? ! - Strona 103
Strona 103 z 467

: 27 kwie 2015, 10:57
autor: NEVIL
Dlaczego Tusk utajnił instrukcje dot. negocjacji z Gazpromem w/s cen gazu? Jakie są okoliczności jego zgody na to, aby Polska płaciła najwięcej w Europie?
Obrazek

Okazało się, że Polska w 2013 roku płaciła rosyjskiemu Gazpromowi 526 USD za 1 tys. m3 gazu. Była to najwyższa cena w całej Europie - około 40 proc. wyższa od ceny rynkowej. Tak wysoki haracz był efektem "prac" zespołu polskich negocjatorów, którzy pod kierownictwem Waldemara Pawlaka od marca 2009 do października 2010 ustalali z przedstawicielami Gazpromu warunki cenowe długoterminowej umowy na dostawy gazu do Polski. Co ciekawe - Donald Tusk osobiście podjął decyzję, aby utajnić przed opinią publiczną instrukcje negocjacyjne jakie wówczas zatwierdzał i podsyłał Pawlakowi. Czyżby czegoś się obawiał?


Rząd Tuska czynnie uczestniczył w negocjacjach z Rosjanami na temat nowej długoterminowej umowy na dostawy gazu do Polski, które rozpoczęły się w marcu 2009 roku. Polskiej grupie negocjacyjnej przewodził ówczesny minister gospodarki Waldemar Pawlak. Donald Tusk podsyłał Pawlakowi tzw. instrukcje negocjacyjne, w których wyznaczał wytyczne na temat stanowiska strony polskiej oraz margines do ustępstw wobec Gazpromu. Negocjacje zakończyły się w październiku 2010 roku podpisaniem bardzo niekorzystnego dla Polski wieloletniego kontraktu na dostawy gazu z Rosji, który skutkował narzuceniem gigantycznego haraczu wobec Gazpromu (ustalono, że cena sprzedawanego Polsce gazu będzie o około 40 proc. wyższa od ceny rynkowej).

Co istotne - w 2010 roku instrukcje Tuska do gazowych negocjacji z Rosją rząd uznał za tajemnicę służbową opatrzoną klauzulą "zastrzeżone". Zgodnie z obowiązującymi wówczas przepisami dostęp do dokumentów z taką klauzulą był zastrzeżony jedynie przez przez dwa lata. W między czasie posłowie PO-PSL zmienili jednak prawo (nowelizacja ustawy o ochronie informacji niejawnych z 2011 roku). Wprowadzono wówczas regułę, zgodnie z którą dostęp do tego typu dokumentów "decyzją kierownika jednostki organizacyjnej" może być zastrzeżony na czas nieokreślony. Rząd Tuska skrzętnie to wykorzystał i utajnił instrukcje negocjacyjne na czas nieokreślony.

Ewa Kopacz ani myśli zdjąć z ww. dokumentów klauzuli tajności. Widać zatem, że platformiana władza czegoś musi się obawiać. Może chodzi o kwestie jakiegoś "deal-u", który został wówczas poczyniony? Wy zrobicie coś dla nas, ale w zamian za to będziemy wam płacić najwyższe rachunki za gaz w całej Europie? Niewykluczone również, że Tusk mógł być czymś szantażowany? Czym dokładnie? Może jakąś durną wypowiedzią na temat Lecha Kaczyńskiego (typu jak dobrze by było, gdyby oni wszyscy poszli się j....), którą nagrała klapa marynarki Putina na molo w Sopocie? Niestety nie dowiemy się jakie były rzeczywiste okoliczności zgody Tuska na to, aby Polska płaciła tak wysoką cenę za błękitne paliwo sprowadzany z Rosji. Dopiero premier nie związany z platformerską sitwą będzie mógł ujawnić opinii publicznej zatajone przez obecnego szefa Rady Europejskiej instrukcje negocjacyjne.

źrodło: http://niewygodne.info.pl/artykul5/0222 ... -Rosji.htm

: 27 kwie 2015, 12:34
autor: NEVIL
Komentarze:

szympansjera

Skoro resort "nabrał wody w usta", to znaczy, że prawdopodobnie sprawa dotyczy osób, o których tłuszcza nie powinna wiedzieć, jakie geszefty robią. Miotła już w dłoni, i dywan lekko uniesiony.

------------------------------

1_krzys

Drodzy dziennikarze Prosimy o listę nazwisk wszystkich osób. Sami sobie sprawdzimy co to za goście i jak doszli do majątku. Co do ITI-TVN to chyba już nawet lemingi domyślają się, że za tworzeniem tej stacji stało WSI. Wszak nie każdy dostaje od banku kredyt od tak sobie na założenie telewizji. A WSI ma w Luksemburskich bankach kasę z rozmaitych wałków od FOZZ zaczynając i może ją pożyczać komu chce.

------------------------------

jerzytop

Naszemu resortowi finansów najlepiej wychodzi szukanie pieniędzy u emerytów i rencistów oraz tych zarabiających min stawkę brutto . Pod tym względem są oni / MF/ fachowcami .
Poza tym każdy jako tako mądry i rozeznany w tych sprawach robi z nimi i ich przepisami co chce i kiedy chce . Zresztą jak może być inaczej skoro oni sami gubią się w gąszczu bezsensownych przepisów stworzonych przez ich poprzedników i ich samych


============================
Afera HSBC. Szukamy polskich pieniędzy na szwajcarskich kontach
Śledztwo "Le Monde", międzynarodowego konsorcjum dziennikarzy i "Wyborczej" w sprawie polskich klientów szwajcarskiej filii HSBC. Kto tam trzymał pieniądze i po co?

29 sierpnia 2005 r. "Klient uzupełnił brakujące dokumenty i podjął 40 tys. euro w gotówce (jak wyjaśnił, na edukację dziecka). W ciągu miesiąca zamierza założyć spółkę w raju podatkowym, w reakcji na Europejską Dyrektywę Oszczędnościową" - zanotował pracownik szwajcarskiej filii HSBC po wizycie polskiego klienta.

2 listopada 2005 r. "Do końca roku na rachunek klienta ma wpłynąć 350 tys. dolarów. Cała kwota zostanie zainwestowana w fundusze i obligacje. Poziom satysfakcji klienta: bardzo zadowolony" - notował pracownik. Chodzi o polskiego przedsiębiorcę, właściciela kilku średnich firm handlujących m.in. paliwami w centralnej Polsce. Ma szwedzkie obywatelstwo.

Marzenia o rajach

O tym, że chciał ukryć dochody przed fiskusem, świadczy nie tylko zamiar założenia spółki w raju podatkowym "w odpowiedzi" na wspomnianą dyrektywę. Chodzi też o podejmowanie sporych kwot w gotówce. HSBC mógł przelać te pieniądze na konto w Polsce albo - jeśli to miało być czesne - przelać 40 tys. dol. na rachunek uczelni.

Więcej: http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,178 ... ch.html#MT

: 27 kwie 2015, 13:40
autor: NEVIL
Komentarze:

~investigatorx

: Jeśli służby maja być skuteczne - muszą używać różnych chwytów poniżej pasa, a więc także działać pod przykrywką, z fałszowanymi dokumentami itp. Obawiam się jednak, że to wszystko dzieje się na hurra, bez odpowiedniego przygotowania legislacyjnego, skoro póżniej okazuje się działaniem bezprawnym...Warto by przeanalizować ostatnie orzeczenia sądów powszechnych i stworzyć jakiś akt prawny, który wykluczyłby w przyszłosci takie wpadki jak z Sawicką i burmistrzem Helu, jak z Marczuk - Pazurą, czy z kamienica w Sandomierzu. Ciekawe, czy komisja d/s służb specjalnych wyciagnęła juz z tych orzeczeń jakieś wnioski i czy poprawiono w tym przedmiocie procedury prawne. Słuzby nie powinny stać ponad prawem i nie powinny być narzędziem w rękach polityków. A tak sie dzieje już od wielu, wielu lat, wszyscy maja pełne gęby frazesów, a jest jak było...Gorzej niż za komuny. A pani Korupcja dalej rządzi, jak rządziła
-------------------------

~chris :

Straszne że przestępcą jest ten, kto przestępstwo ujawnia a nie ten, który sie go dopuścił. Ale to właśnie Polska POwska.

A teraz przykład:

Radosław Sikorski wraca do swojej posiadłości. I widzi jak żona pakuje jego walizki wrzeszcząc: won!!!!
Ale o co chodzi??? - pyta
Anne Appelbaum rzuca mu w twarz zdjęcia jak Radzio zabawia się z panienkami. Radzio spokojnie je przegląda i mówi:
- spokojnie kochanie. Teraz najważniejsze jest to, aby ustalić, kto te zdjęcia zrobił i dlaczego chce zniszczyć nasze małżeństwo.


Tak wygląda wyjaśnianie afer przez PO
===================================

Rusza proces byłych funkcjonariuszy CBA oskarżonych o ujawnianie informacji mediom
W po­nie­dzia­łek rusza pro­ces trzech b. funk­cjo­na­riu­szy CBA oskar­żo­nych o ujaw­nie­nie me­diom taj­nych in­for­ma­cji Biura. W 2012 r. "Ga­ze­ta Wy­bor­cza" i Gazeta.​pl pi­sa­ły o moż­li­wym pod­szy­wa­niu się agen­tów CBA pod dzien­ni­ka­rzy. Ujaw­ni­ły też zdję­cie "agen­ta Tomka" nad wa­liz­ką pie­nię­dzy.

Ten niejawny proces będzie się toczył w specjalnie zabezpieczonej tajnej sali Sądu Okręgowego w Warszawie. Na razie wyznaczono terminy rozpraw do połowy czerwca. O skierowaniu aktu oskarżenia rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie Beata Syk-Jankowska informowała w styczniu.

43-letni Robert J., 58-letni Czesław B. oraz 50-letni Adam K. zostali oskarżeni o to, że od sierpnia do grudnia 2012 r. mieli ujawnić "nieuprawnionym osobom" informacje opatrzone klauzulami "tajne" i "ściśle tajne" dotyczące m.in. czynności operacyjno-rozpoznawczych CBA i udostępnili fotografie funkcjonariuszy Biura w trakcie tych czynności.

Robert J. i Czesław B. oskarżeni zostali także o niedopełnienie obowiązków służbowych przez to, że przez kilka lat przechowywali na niecertyfikowanych nośnikach dokumenty zawierające treści niejawne.

Uzasadnienie aktu oskarżenia i część akt śledztwa są niejawne.

Oskarżeni nie przyznali się do popełnienia zarzucanych im czynów - za które grozi do 5 lat więzienia. Złożyli wyjaśnienia, których treści prokuratura nie ujawniła. Prokurator zastosował wobec nich poręczenia majątkowe w wysokości od 5 do 10 tys. zł.

Zgodnie z prawem za ujawnienie niejawnych informacji odpowiada nie dziennikarz, tylko osoba zobowiązana ustawowo do ich chronienia.

W listopadzie 2012 r. "GW" i Gazeta.pl opisały pracę agentów CBA pod przykryciem i zamieściły zdjęcie "agenta Tomka", b. funkcjonariusza Biura (a do niedawna posła niezrzeszonego; wcześniej PiS) Tomasza Kaczmarka nad walizką z pieniędzmi. Miały one służyć w 2009 r. do operacji CBA w sprawie tzw. willi Kwaśniewskich. CBA przypuszczało, że Kwaśniewscy kupili dom na podstawioną osobę. "To była specyficzna sytuacja, byłem ostatnią osobą, która w CBA dysponowała tymi pieniędzmi przed akcją, musiałem to przeliczyć i wszystko sprawdzić, był to element przygotowania do akcji" - mówił Kaczmarek w 2012 r.

Kaczmarek został pod koniec ub.r. oskarżony przez warszawską prokuraturę wraz z innym agentem CBA o przekroczenie uprawnień w tej akcji (sam zrezygnował z immunitetu); grozi mu do 8 lat więzienia. Prokuratura chciała stawiać zarzuty także i Mariuszowi Kamińskiemu (szef CBA w latach 2006-2009, dziś poseł i wiceprezes PiS), ale w ub.r. Sejm (głosami m.in. posłów PO) nie uchylił mu immunitetu - z tego powodu śledztwo wobec niego umorzono.

Ponadto w obu tych mediach opisano w 2012 r., jak w latach 2006-2009 CBA w ramach tzw. działalności legalizacyjnej podrabiało legitymacje dziennikarskie PAP, Radia Zet i "Gazety Wyborczej". Z redakcją skontaktował się mężczyzna przedstawiający się jako były funkcjonariusz CBA. "Opowiedział, jak wygląda szkolenie, zaopatrywanie w dokumenty, sprzęt i inne środki tzw. przykrywkowców, czyli agentów Biura prowadzących tajne operacje, które wymagały przybrania przez nich fałszywej tożsamości" - pisała "GW". Po tej publikacji doniesienie do prokuratury złożył szef CBA i niezależnie Kaczmarek.

Sprawa legitymacji prasowych w CBA wywołała wtedy poruszenie w mediach. Ówczesny prezes PAP Jerzy Paciorkowski zwracał się do szefa CBA o wyjaśnienie kwestii używania podrobionych legitymacji służbowych PAP.

- Będę nalegał, żeby tego typu metod nie stosowano, nawet jeśli znajdują one jakieś usprawiedliwienie w przepisach czy uzasadnienie w praktyce. Jeśli są konieczne, to powinny być używane absolutnie w szczególnych sytuacjach - mówił ówczesny premier Donald Tusk. Zażądał od CBA wyjaśnień. Zarazem oświadczył, że źle się dzieje, jeśli na światło dzienne wychodzą "tajemnice operacyjne" takiej służby jak CBA, która musi pracować - jak podkreślił - w pełnej tajemnicy. Dodał, że liczy, iż prokuratura szybko wyjaśni, jak to możliwe, że prawdopodobnie wypływają one od funkcjonariuszy CBA czy byłych funkcjonariuszy.

Sprawę badała m.in. sejmowa komisji ds. służb specjalnych. Szef CBA Paweł Wojtunik zapewniał wtedy dziennikarzy, że od kiedy on kieruje Biurem, ani razu nie doszło do użycia jakiegokolwiek z dokumentów dziennikarskich. Zarazem dodał, że to, co ujawniła "GW", "stanowi problem dla bezpieczeństwa działań CBA". - Chodzi o to, żeby zdyskredytować CBA za czasów rządów Mariusza Kamińskiego - mówił wtedy poseł Marek Opioła (PiS). - Moje wrażenie jest takie, że w czasach kiedy rządziło PiS, Biuro było narzędziem do gry politycznej i wszystkie działania, które zostały obnażone, tylko to potwierdzają - powiedział inny członek komisji Stanisław Wziątek (SLD).

Kamiński mówił, że nie zna żadnego przypadku, aby Biuro pod jego kierownictwem kiedykolwiek użyło podrobionych legitymacji dziennikarskich. Podkreślił, że służby mają prawo używać takich dokumentów podczas tajnych operacji. Dodał, że w pewnych sytuacjach operacyjnych oficer działający "pod przykryciem" - aby się nie zdekonspirować - może zbierać pewne informacje na użytek służby jako dziennikarz. Podkreślił zarazem, że nie ma mowy o możliwości pisania tekstów dziennikarskich przez oficerów służb.

30 marca stołeczny sąd skazał Kamińskiego za przekroczenie uprawnień szefa CBA przy "aferze gruntowej" w 2007 r. na trzy lata więzienia i 10-letni zakaz zajmowania stanowisk w służbach państwowych. Obrona zapowiedziała apelację.

źródło: http://wiadomosci.onet.pl/warszawa/rusz ... iom/jqrvgs

: 28 kwie 2015, 12:19
autor: NEVIL
Komentarz:

ja

Im więcej Pitery w mediach, tych gorsze notowania PO....Brawo, tak trzymać....
==========================
Żenująca obrona Grabarczyka
Obrazek
W zasadzie to zdałem egzamin na prawo jazdy i mam stosowne uprawnienia, nie uczestniczyłem tylko w egzaminie praktycznym, czyli jeździe po mieście. Tak naprawdę nie wiedziałem, że trzeba. Poza tym to się nie liczy, bo przecież kierowanie nie jest trudne. A ja nie mam żadnych przeciwwskazań, żeby prowadzić samochód. Jestem zdrowy i mam dobry wzrok. Po co więc właściwie całe to zamieszanie, przecież egzamin teoretyczny zdałem.

Argumentację innej treści, ale na tym samym poziomie słuszności słyszę od kilku dni w sprawie tzw. afery pistoletowej, w którą zamieszany jest Cezary Grabarczyk, minister sprawiedliwości. A wszystko w związku z doniesieniami, jakoby minister otrzymał pozwolenie na broń, mimo że nie podszedł do części praktycznej egzaminu, czyli strzelania.

Żenujący sposób obrony partyjnego kolegi przyjęła dziś w mediach posłanka Julia Pitera. Podkreślała, że Grabarczyk zdał przecież egzamin teoretyczny, nie odbył tylko strzelania.

Przekonywała też, że sportowe strzelanie nie jest trudne. W przypadku Grabarczyka nie ma też medycznych przeciwwskazań do posiadania broni, dlatego jak zaznaczyła, nie sądzi, aby minister działał w sposób planowany i zorganizowany. Gdyby chciał uniknąć egzaminu, przede wszystkim unikałby testu.

Sprawa jest jednak bardzo poważna. Gdyby doniesienia i nieprawidłowości potwierdziły się, w grę może wchodzić odpowiedzialność karna za wyłudzenie poświadczenia nieprawdy, posługiwanie się fałszywymi dokumentami oraz nielegalne posiadanie broni. Co jest zagrożone nawet wieloletnią karą pozbawienia wolności.

Sytuacja ministra Cezarego Grabarczyka jest szczególna. To przecież konstytucyjny minister nadzorujący wymiar sprawiedliwości. Taka osoba powinna być poza jakimkolwiek podejrzeniem.

Tymczasem od kilku dni jesteśmy świadkami różnego rodzaju niedomówień i półsłówek. Tłumaczenia typu „ procedura jest weryfikowana" są mętne i nie przekonują. Minister powinien jak najszybciej udowodnić, że jest czysty albo równie szybko podać się do dymisji.

Miejmy nadzieję, że nie będzie tym razem powtórki z historii innego ministra sprawiedliwości, który był ścigany za długi w USA, a nie przeszkadzało mu to, ani jego otoczeniu, pełnić najwyższych funkcji w państwie. Cała sprawa to również test dla niezależnej prokuratury, która powinna działać zdecydowanie i transparentnie, informując opinię publiczną o ustaleniach w tak istotnym społecznie śledztwie.

źródło: http://www4.rp.pl/artykul/1196793-Afera ... czyka.html

: 28 kwie 2015, 12:44
autor: NEVIL
Komentarze:

elementary

Małysz? Chyba śnię... Panie Adamie czy Panu rozum odebrało???

----------------------

JO

Gajos za bardzo utożsamił się z rolą w "Układzie Zamkniętym" !

-------------------------

ciasteczko z krakowa

Kiepski za Komorowskim :-))) I wszystko jasne. Polska Komorowskiego to Polska kiepskich.
=================================

Znani celebryci w kampanii Komorowskiego to świadectwo palącego się gruntu w jego sztabie. Ale to pomysł trafny - spora część wyborców PO to ludzie zakompleksieni i zaściankowi
Obrazek
Nie wiem, czy spoty wyborcze z polskimi celebrytami na czele z Januszem Gajosem (trudno mi zrozumieć jak najwybitniejszy żyjący polski aktor może popierać kogoś takiego jak Komorowski) są ostatnim rzutem na taśmę sztabu obecnego prezydenta. Sztabu zupełnie jawnie pokazującego uczucie palącego się pod nogami gruntu. Nie tylko bardzo realna jest możliwość, że nieprzewidywalni i coraz popularniejsi antysystemowi kandydaci jak Kukiz i Korwin przerzucą w drugiej turze swoje poparcie na Andrzeja Dudę, ale również samo starcie przed kamerami telewizyjnymi napompowanego propagandą, zblazowanego prezydenta RP z wygłodniałym sukcesu kandydatem PiS musi przyprawiać PO o gęsią skórkę.

Sztabowcy PO wiedzą też, że serce młodych Polaków bije zupełnie gdzie indziej. Nie tylko przy Dudzie (powolutku udaje się rozłączyć pojęcia „obciachowość” od PiS), ale przy libertariańsko-konserwatywnych kandydatach antysystemowych. I warto zwrócić uwagę na słowa ikony buntu, która stała do niedawna przy Palikocie, a dziś popiera Pawła Kukiza czyli rapera Liroya. Czy znacie kogoś młodego, kto głosuje na Komorowskiego?

Dlatego wykorzystanie w kampanii Komorowskiego tak znanych i lubianych postaci jest znamienne dla elektoratu PO.

Więcej: http://wpolityce.pl/polityka/242509-zna ... asciankowi

: 28 kwie 2015, 15:51
autor: NEVIL
Lubin w tym rankingu wypadł nie najlepiej...

==============================

Mapy Polski kryminalnej. Sprawdź swój powiat!
Zachodnie województwa od lat należą do najmniej bezpiecznych. Najgorzej wypadają w statystykach przestępstw kryminalnych.

Dane policji wskazują, że łączna liczba przestępstw w ostatnich latach zmalała. W zeszłym roku popełniono ich 915 tys., czyli 14 proc. mniej niż w 2013 r. Co istotne, spadła liczba tzw. uciążliwych przestępstw, czyli bójek i pobić, rozbojów, zniszczeń rzeczy, przestępstw powodujących uszczerbek na zdrowiu oraz kradzieży. W dłuższej perspektywie widać istotną poprawę: jeśli w 2004 r. w ciągu jednego dnia policja notowała 4 tys. przestępstw, to w zeszłym roku - już tylko 2,5 tys.

Geografia przestępczości jest bardzo wyraźna. Województwa zachodnie należą do najmniej, a wschodnie – do najbardziej bezpiecznych. Najmniej przestępstw policja stwierdziła w województwach: podkarpackim, podlaskim i lubelskim, a najwięcej - w dolnośląskim, lubuskim i śląskim.

Różnice między wschodem i zachodem stają się jeszcze bardziej wyraźne, gdy schodzimy na poziom powiatów. Najwięcej przestępstw policja odnotowała w Chorzowie oraz powiecie wschowskim w woj. lubuskim. Z kolei najbardziej bezpieczny statystycznie jest powiat krośnieński na Podkarpaciu.

Przestępczość w powiatach w 2013 r.

Więcej: http://biqdata.pl/mapy-polski-kryminaln ... -powiat#MT

: 29 kwie 2015, 13:01
autor: NEVIL
Prokurator chciał stawiać zarzuty Grabarczykowi, stracił śledztwo. Układ chroni swoich?
Obrazek

III RP opanowana przez klikę, a nie wszyscy obywatele są równi wobec prawa – te tezy z wielką zajadłością atakuje salon w Polsce. Tymczasem kolejna historia pokazuje, że tak właśnie wygląda współczesna Polska.


Prokurator Krzysztof Drygas, który rozważał postawienie zarzutów ministrowi Cezaremu Grabarczykowi, został odsunięty od śledztwa

— informuje RMF FM, pisząc o śledztwie ws. nielegalnych pozwoleń na broń. Okazuje się, że Drygas widział powód do ścigania ministra.

Przełożeni jednak zapewniają, że nie nagłe odwołanie prokuratora nie ma żadnego związku z planami stawiania zarzutów ministrowi Grabarczykowi.

Twierdzą, że prokurator stracił prowadzenie tego śledztwa, bo w ich ocenie, przyjął błędną taktykę zbierania materiału dowodowego i jego oceny. Według szefostwa ostrowskiej okręgówki, zamierzał stawiać zarzuty, mając niekompletny materiał dowodowy

— pisze RMF FM o przełożonych Drygasa.

Przełożeni śledczych wskazywać mają ponoć, że najpierw dowody powinny być poszerzone, a dopiero potem powinna zapaść decyzja o zarzutach. Po przyjściu nowego prokuratora-referenta materiał śledczy został zinterpretowany na nowo. Śledczy, który obecnie zajmuje się sprawą, nie widzi już powodów, by stawiać zarzuty Grabarczykowi.

Sam prokurator Drygas w rozmowie z RMF FM przyznał, że odsunięto go od śledztwa i zaznaczył, że nie wie nic o motywacjach tej decyzji.

Jak wskazuje RMF FM „eksperci, z którymi rozmawiali dziennikarze, twierdzą wprost, że Cezary Grabarczyk powinien usłyszeć zarzut mówiący o korzystaniu z podrabianych dokumentów”. Paramafijny układ chroni swoich?

źródło: http://wpolityce.pl/polityka/242653-pro ... oni-swoich

: 29 kwie 2015, 20:26
autor: NEVIL
Skandal! Urzędnicy dostali po 400 zł premii za uczestnictwo w spotkaniu wyborczym Komorowskiego!
Obrazek
To, że wiece wyborcze Bronisława Komorowskiego nie cieszą się wielkim zainteresowaniem jego zwolenników (przychodzi na nie więcej jego przeciwników), to już wiemy. Szokujący jest natomiast sposób, w jaki koszaliński magistrat postanowił walczyć o wyższą frekwencję na spotkaniu z "Bulem". Okazało się, że miejscy urzędnicy, którzy pojawili się na spotkaniu wyborczym z obecnym prezydentem dostali od pracodawcy premię w wysokości 400 złotych!

Bronisław Komorowski wcale nie cieszy się taką popularnością jak sugerują sondaże. Można to wywnioskować po tym kto przychodzi na jego wiece i spotkania wyborcze. Przypomnijmy tylko Lublin i słynne już przemówienie "Bula" do tłumu jego przeciwników na temat "Specjalisty od kur".

Niektórzy, aby zwiększyć frekwencje osób, które na spotkaniach z Komorowskim nie będą zagłuszać jego przemówień hasłami typu "Gdzie jest szogun?" wpadają na kuriozalne - by nie powiedzieć - szokujące pomysły. Tak było w Koszalinie, gdzie urzędnicy, którzy zdecydowali się pomagać w organizacji i pojawili się na spotkaniu z obecnym prezydentem, dostali od swojego pracodawcy - czyli urzędu miasta - premie po 400 zł! W ten sposób nagrodzonych zostało 23 urzędników. Powstaje pytanie - czy Koszalin jest wyjątkiem, czy też inne urzędy w Polsce postępują podobnie?

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul5/0223 ... owskim.htm

: 29 kwie 2015, 23:23
autor: NEVIL
Nareszcie ! ! !
===================

Minister Cezary Grabarczyk podał się do dymisji
Minister sprawiedliwości Cezary Grabarczyk podał się do dymisji. Została ona przyjęta przez premier Ewę Kopacz.

W ubiegły czwartek media podały, że Grabarczyk został przesłuchany przez prokuraturę w Ostrowie Wielkopolskim w śledztwie dotyczącym nieprawidłowości, do jakich miało dochodzić w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Łodzi przy egzaminach i wydawaniu zezwoleń na broń palną. Policjanci z Łodzi mieli załatwiać VIP-om broń bez konieczności zdawania egzaminów.

Tego dnia sam Grabarczyk potwierdził w rozmowie z dziennikarzami, że został "zaproszony przez prokuratora na przesłuchanie" i był przesłuchiwany w charakterze świadka. Nie chciał jednak mówić o szczegółach tej sprawy.

- Nie jestem gospodarzem tego postępowania i nigdy do tej pory nie komentowałem postępowań, które są w toku. Tak samo uczynię i tym razem - zaznaczył wówczas. Minister potwierdził, że ma pozwolenie na broń, dodając przy tym, że otrzymał je "poprzez procedurę uzyskania pozwolenia". Pytany, czy procedura ta przebiegła w sposób prawidłowy, odpowiedział: "to jest w tej chwili weryfikowane".

źródło: http://wiadomosci.onet.pl/kraj/minister ... sji/w3n0wv

: 30 kwie 2015, 09:24
autor: NEVIL
Komentarz:
Waldek z Łodzi

I co z takim zrobić? Złodzieje w III RP mają się dobrze. Naszym kosztem.

========================

Otarliście już twarz ze śliny prokuratorów? Nie odkładajcie chusteczek, niebawem znów się przydadzą
Obrazek
Obrzydliwie zatytułowałem, wiem, przepraszam. Ale też dość obrzydliwie się czuję. Dokładnie tak, jakby ktoś z uśmiechem splunął mi w twarz. Fakt, że dzieje się to niezwykle często, wcale nie pozwala się przyzwyczaić.

Prokuratura umorzyła śledztwo ws. „kilometrówek”, czyli okradania nas przez parlamentarzystów poprzez wyłudzanie zwrotu kosztów za rzekome podróże służbowe prywatnym samochodem. Nie wiem, ilu spośród 25 objętych postępowaniem posłów faktycznie zawyżyło nabite kilometry. Wiem, że jeden przypadek jest szczególny. Był też szczególnie potraktowany przez prokuraturę.

Chodzi o Radosława Sikorskiego, dziś drugą osobę w państwie, człowieka słynącego ze skromności, uczciwości i rzadkiej ogłady, do niedawna szefa polskiej dyplomacji, szanowanego tak w Berlinie, jak i w Moskwie, jednocześnie posłującego w pierwszym szeregu PO jako reprezentanta Bydgoszczu (tak to się pisze, panie premierze Rostowski?), a zwłaszcza jego/jej okolic.

Przytoczę cały fragment uzasadnienia komunikatu o umorzeniu postępowania dotyczący Sikorskiego:

Więcej: http://wpolityce.pl/polityka/242716-ota ... -przydadza

: 01 maja 2015, 17:25
autor: NEVIL
W przyszłym roku nastąpi koniec III RP? Obsługa długu kosztuje więcej niż wydatki na wojsko
Obrazek

Wszystko wskazuje na to, że w przyszłym roku III RP załamie się pod własnym ciężarem. Obsługa polskiego długu pochłonie już w tym roku więcej pieniędzy niż wydatki na wojsko i administrację.

O sprawie informuje Niewygodne.info.

Polityka ciągłego zaciągania nowych i rolowania starych długów przez ekipę Platformy przynosi wymierne efekty. Zgodnie z rządowym dokumentem pt. "Strategia zarządzania długiem sektora finansów publicznych w latach 2015-2018" w tym roku relacja kosztów obsługi długu Skarbu Państwa do PKB wyniesie 1,8 proc. (tj. ok. 36,6 mld zł). To niemal tyle, ile Polska wyda na wojsko i obronność.

Jakie były to kwoty w ubiegłym roku?

Tylko w ubiegłym roku obsługa długu krajowego i zagranicznego pochłonęła 34,4 mld zł. W tym roku może być niestety gorzej. Wydana przez Ministerstwo Finansów broszura pt. "Strategia zarządzania długiem sektora finansów publicznych w latach 2015-2018" przewiduje, że w roku 2015 relacja kosztów obsługi długu do PKB wyniesie 1,8 proc. Jeśli wierzyć oficjalnym prognozom w 2015 roku polski PKB wyniesie ok. 550 mld USD, co licząc po kursie 3,70 zł daje nam 2 bln 35 mld zł. Wspomniane 1,8 proc. to 36,6 mld zł, czyli grubo ponad dwa miliardy złotych więcej niż wyniosły koszty obsługi długu w 2014 roku.

Ale spokojnie - tej władzy na wypłaty dla urzędników pieniędzy nie zabraknie. Wyciągnie je z kieszeni Polaków.

źródło: http://wgospodarce.pl/informacje/19722- ... -na-wojsko

: 01 maja 2015, 17:51
autor: NEVIL
Ale tak prostych prawd , rządzący nami, nie potrafią zrozumieć...
===================
System podatkowy w Polsce do zmiany. Tak zrobiliby to eksperci
- Firmy działające w Polsce płacą podatku dochodowego jak na lekarstwo. To największa bolączka naszego systemu podatkowego - ocenia dr Marek Dietl, ekonomista z Instytutu Sobieskiego. - Jest mnóstwo legalnych sposobów na to, by nie oddać fiskusowi ani grosza. Trzeba uprościć przepisy, a wpływy do budżetu będą większe - wyjaśnia prof. Marian Noga, dawniej zasiadający w Radzie Polityki Pieniężnej. Eksperci komentują dla Money.pl wyniki raportu Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, z którego wynika, że na obciążenia podatkowe w naszym kraju nie mamy prawa narzekać.
Obrazek
Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), która zrzesza 34 wysoko rozwinięte kraje, podliczyła, jaką część PKB danego kraju stanowią wpływy z wszelkiego rodzaju podatków. Oprócz tradycyjnie rozumianych jako podatki PIT, CIT, VAT, akcyzy i kilku innych, dodała też do listy składki na ubezpieczenia społeczne. Okazuje się, że w Polsce dochody budżetu z tego tytułu stanowią 32 procent PKB całego kraju. To znacznie mniej niż w Danii, gdzie liczba ta wynosi 50 procent, ale więcej niż na przykład w Stanach Zjednoczonych (25 procent).

(...) Prostsze przepisy, większe wpływy
- W Polsce mamy ponad sto wszelkiego rodzaju odpisów i ulg podatkowych, do tego dochodzą wyłudzenia podatku VAT, a to zmniejsza wpływy do budżetu. Gdyby system podatkowy był prostszy, państwo zarobiłoby więcej - ocenia Marian Noga, były członek RPP i były rektor Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu. - Jestem zwolennikiem liniowego podatku dochodowego i prostych zasad, bez żadnych ulg - wyjaśnia ekonomista. (...)

(...) Drugi sposób to sprytny system negocjowania warunków podatkowych dla firm. - Tak jest na przykład w Szwajcarii, która woli, żeby firma zapłaciła u niej niewielki podatek niż nie zapłaciła go wcale. To zachęca przedsiębiorców, dlatego wiele firm płaci w Szwajcarii podatki - wyjaśnia Marek Dietl. (...)

(...) Jeden z dwóch podstawowych problemów, na które zwracają uwagę Marian Noga i Marek Dietl, to możliwość zgodnego z prawem unikania płacenia podatku dochodowego od firm (CIT). - Pod tym względem Polska wypada zdecydowanie niekorzystnie na tle innych krajów wysoko rozwiniętych. Jest cały zasób metod unikania płacenia CIT. I to i sposobami legalnymi, i w ramach szarej, i czarnej strefy - wyjaśnia Marian Noga.

- Ten trend doskonale wpisuje się w model kapitalizmu, jaki mamy w naszym kraju. To tak zwana zależna gospodarka rynkowa. Większość dużych firm to zagraniczne podmioty. Nie płacą podatków u nas, tylko w krajach, w których mają siedziby. Dlatego tylko kilka państwowych dużych spółek zapewnia poważne wpływy z CIT do naszego budżetu - tłumaczy Dietl.

Jego zdaniem są dwa rozwiązania tego problemu. Pierwsze wiąże się z rozbudowaniem systemu kontroli podatkowej. Tym bardziej, że dziś fiskus piętnuje statystycznego Polaka za kilkugroszową pomyłkę w wysokości zapłaconego podatku, a nie przygląda się wyprowadzaniu milionów złotych kapitału za granicę.(...)

Więcej: http://www.money.pl/gospodarka/wiadomos ... 80832.html

: 02 maja 2015, 12:15
autor: NEVIL
Fantastyczne orędzie prezydenta Komorowskiego na Majówkę z Polską. Mała rzecz, a taka kupa radości
Obrazek
Co za radość i ulga w tej kampanii wyborczej, Pan Prezydent B. Komorowski zachęcał 1 maja Naród, odpoczywający na „Zielonej Wyspie” do „ucieszenia się przy grillu”. W tym orędziu prezydenckim wygłoszonym, w tak ważnej chwili pieczenia żeberek i kiełbasek, zarówno po oczach, jak i po uszach, spragnionego dobrej nowiny polskiego społeczeństwa, biła niewypowiedziana wręcz mądrość i serdeczność.

Tym razem nie było ani słowa o „hodowcach kur”, którzy mają przecież tak duży wkład w to 3-dniowe grillowanie, ani też o „dojeniu krów mlekiem”, ani nawet o zgodzie i bezpieczeństwie. A, przecież o taką zgodę w naszej Polskiej Wspólnocie, przy grillowaniu, jakże trudno. Jeden chce wypieczoną kiełbaskę, drugi kaszanki, a trzeci dobrze przypieczony, chudy boczek, nie mówiąc już o skrzydełkach na miodzie, prosto od nieuświadomionych politycznie hodowców kur.

A, i o takim bezpieczeństwie, prezydent B. Komorowski, przy okazji tego majowego, radosnego grillowania, kilka słów powiedzieć powinien. Bo, z grillem i podpałką, a tym bardziej z obchodzeniem się z gazem, zwłaszcza z tym ze Wschodu trzeba zachować zasady bezpieczeństwa, zwłaszcza przypiekając ulubioną majową potrawę Polaków, nazywaną, czarnym, polskim kawiorem czyli kaszankę.

Ci co ciągle dolewają politycznej benzyny do ognia, tym razem nie usłyszeli od Pana Prezydenta słowa przestrogi, że „zgoda i bezpieczeństwo są najważniejsze”. Nie potwierdziły się też krzywdzące opinie, że prezydent B. Komorowski potrafi przemawiać tylko z kartki, bo okazało się, że świetnie radzi sobie czytając z promptera. W Orędziu Majowym nie było żadnej pomyłki, wrogości, ani wrzasku, prezydent B Komorowski zachęcał jedynie Rodaków, by przy wspólnym umajonym stole byli dumni z osiągnięć Ojczyzny i zadali sobie pytanie o Polskę i jej przyszłość.

Szkoda tylko, że nie podpowiedział nam, choćby kilku z tych podstawowych i jakże często wypowiadanych polskich pytań, choćby takich jak żyć i grillować, za 800 zł emerytury czy 1780 zł wynagrodzenia brutto? Z pewnością Polacy przy rodzinnym stole, w radosnej atmosferze często pytają się wzajemnie o najtańszy bilet do Londynu i Dublina. Z pewnością takim częstym pytaniem, przy hiszpańskiej kiełbasce z Mazowsza i południowo - afrykańskim piwie jest jakże rodzinne pytanie czy da się spłacić kredyt we frankach szwajcarskich, gdy mimo wielu lat spłacanie dług rośnie, cena mieszkania spada, a franka na oczy się nie widziało.


Na pewno też rodziny wielodzietne przy najtańszej kiełbasie wyborczej, z uśmiechem na ustach i dumni z dorobku tego 25-lecia myślą i zadają sobie pytania o wielkość ich zasiłków rodzinnych oraz ile pasztetowej będzie można kupić w ramach wprowadzonej przez PO i Prezydenta - Karty Wielkiej Rodziny? I choć dla niektórych to przerażająco smutne, to w ten majowy weekend nie będzie już czekoladowego orła, różowych baloników, a Szogun nie poleci rozrzucić ulotek z wojskowego helikoptera, bo czekamy na nowy, ten francuski helikopter, który będzie być może za 2 lata, a może i nie będzie.

Tym bardziej, że swobodnie możemy wywiesić Biało Czerwoną flagę i zrobić sobie kotyliony, a i nowych generałów nam przybędzie, bo prezydent ich mianuje. Pan prezydent B. Komorowski bez cienia wątpienia poleca nam wbić się w dumę z sukcesów i dorobku tej jakże ukochanej, ludzkiej władzy III RP.

Duma z Polski z osiągnięć naszej Ojczyzny, o którą tak apeluje w swym „Majowym Orędziu” prezydent B. Komorowski, przecież już dziś przebija się z pokładu tanich linii lotniczych startujących z Modlina, również z korytarzy dużych, polskich szpitali, zwłaszcza tych onkologicznych, poraża więc rozmiarem powszechnej szczęśliwości przed urzędami skarbowymi, urzędami pracy czy nawet ośrodkami pomocy społecznej, a nawet w zwykłej kolejce w aptece.

Ta prawdziwa serdeczność, ta Wspólnota Narodowa, tak ważna przecież dla prezydenta RP, ta zgoda, która buduje, płynie przecież, nie od dziś do milionów Polaków każdego dnia wieczorową porą, w wydaniach Wiadomości i Faktów na antenie TVP i TVN-24, w wydaniach GW, Newsweeka, Wprost czy Polityki.

To przecież tacy polityczni przyjaciele Pana Prezydenta B. Komorowskiego z PO jak choćby J. Palikot, S. Niesiołowski, A. Szejnfeld czy nawet sama Pani premier E. Kopacz codziennie obdarowywują Polaków „uśmiechem, ciepłym spojrzeniem i dobrym gestem”, o to apeluje Pan Prezydent.

W ten majowy dzień, świąteczny, Polaków znów rozpiera duma, prawdziwa duma z osiągnięć „teoretycznego państwa” - bo przecież ptaki znów wiją gniazda, jak co roku zakwitły tulipany, a bociany jednak powróciły do kraju ojczystego z zagranicy i skwierczy kiełbaska. I znów mamy grilla i jest wesoło i będzie dobrze i będzie się działo. Baju, baju, nad Wisłą w maju, będzie jak w raju. I każdy głupi to kupi.

źródło : http://wpolityce.pl/polityka/242988-fan ... pa-radosci

: 02 maja 2015, 21:14
autor: NEVIL
Komorowski wciąż traci, Kukiz na fali. Co wynika z sondaży prezydenckich? [ANALIZA]
Obrazek
Obrazek

Poparcie dla Bronisława Komorowskiego nadal spada, Andrzej Duda stoi w miejscu, a Paweł Kukiz jest na fali wznoszącej. Tak wyglądają najnowsze sondaże na tydzień przed wyborami prezydenckimi.

„Oficjalna” kampania prezydencka trwa od lutego, ale przymiarki do startu w wyścigu wielu kandydatów rozpoczęło wcześniej. Systematyczne sondaże są prowadzone od stycznia. Jak na przestrzeni ostatnich tygodni zmieniały się sympatie wyborcze Polaków?

Miesięczna średnia sondaży wszystkich ośrodków demoskopijnych pozwala świetnie wyłapać kampanijne trendy i odpowiedzieć na pytanie: kto od początku roku najwięcej zyskał, a kto stracił? Na średnią składają się badania telefoniczne przeprowadzone przez firmę Estymator (dla Newsweek.pl), Millward Brown (dla TVN), IBRiS (dla „Rzeczpospolitej” oraz Polskiego Radia) oraz TNS Polska (dla TVP). Uwzględniono również pomiary metodą face-to-face: TNS Polska, CBOS oraz GfK Polonia. Ogółem od początku 2015 roku w mediach zaprezentowano wyniki 40 sondaży preferencji prezydenckich na łącznej próbie 42 318 osób. Co wynika z tych badań?

Więcej: http://polska.newsweek.pl/poparcie-dla- ... 398,1.html

: 03 maja 2015, 13:49
autor: NEVIL
Komentarze:

......... (gość)

niestety nikt na górze nie widzi albo nie chce widzieć biedy na dole ....

jeżdżę często na podkarpacie - właściwie już Bieszczady - co z tego że wybudowała Biedronka duzy market (jeden w promieniu wielu kilometrów) - są owszem klienci, ale pojedynczy nie tyle co u nas - dlaczego ??? dla niektórych po prostu za daleko, ale bardziej z braku pieniędzy, biedronka nie daje na zeszyt , a każdy mały sklep daje i wcale nie mieli wyższych cen niż w biedronce .... a jak przyjdzie dzień zasiłków, emerytur czy rent - wtedy spłacają i od nowa ..... jednak na zeszyt nie dostaniesz piwa, wódki czy papierosów i tu szacun

---------------------------

34 (gość)

W wielu wrocławskich osiedlowych sklepikach jest to samo.

-------------------------

Greg (gość)


"Choć taka forma sprzedaży jest niezgodna z prawem" bo prawo uchwala się w PL nie pod interes ludzi tu żyjących tylko pod zamówienia różnych lobbystów w tym banksterów i innych lichwiarzy typu Provident czy chwilówki,których bardzo boli fakt,że taki sklepikarz udziela kredytu bez odsetek i innego zdzierstwa.


===================================

Zakupy na zeszyt? Na wsiach to wciąż norma. W mieście też się zdarza

Zeszyt. Kilkadziesiąt gęsto zapisanych kartek. Ten konkretny to coś więcej niż notatnik czy pamiętnik. Ten to jest życie, a dokładniej kilka jego ostatnich miesięcy. To są ludzkie tragedie, ale i radości. W tym zeszycie dokładnie widać, jak ludzie żyją. A żyją skromnie. Bardzo skromnie. Dla wielu dolnośląskich rodzin zakupy na zeszyt to jedyna szansa na posiłek i przetrwanie od pierwszego do pierwszego. Ale sklepikarze, którzy tak sprzedają, łamią prawo.
Obrazek
Jesteśmy w podlegnickiej wsi. Sporo nowych domków jednorodzinnych z wypielęgnowanymi ogródkami. Ale są też stare, nieco już zaniedbane gospodarstwa. Czasem przemknie kura. Jeden przystanek, rozpadający się chodnik, nowe boisko powstałe na fali Euro 2012. I sklep

. To właśnie w tym ostatnim znajduje się wspomniany zeszyt. Światło nieco przyciemnione, na półkach dżem, mydło i powidło.

Dosłownie. Kupimy tu wszystko – od masła, przez pułapki na myszy, po żyletki. Nigdy nie wiadomo, co się komu przyda.

Pani Ewa, ekspedientka, ma telewizor, bo zdarza się, że nie ma wielu klientów. Jest nawet krzesełko dla Jadzi, sąsiadki, która przychodzi tutaj na plotki popołudniami. W szufladzie zeszyt. To on jest najważniejszy. Pani Ewa z początku nieco niechętnie, ale w końcu go pokazuje. Widać, że jest często używany, za często.

– Ludzie kupowali na zeszyt, kupują i jeszcze długo będą kupować. Bieda jest i tyle, a jak ktoś mówi inaczej, to ma duże szczęście, że od życia jeszcze porządnie w skórę nie dostał – mówi pani Ewa. – Wszyscy na wsi wiedzą, jakie panują zasady. Na zeszyt dostanie każdy i wszystko, oczywiście oprócz alkoholu i papierosów – dodaje charyzmatyczna kobieta.

***

Jadzia przysłuchuje się naszej rozmowie i delikatnie uśmiecha. Zmarszczki na twarzy kobiety są dowodem, że ciężko pracowała w życiu. Bierze łyk rozwodnionej kawy. – Widzi pan, tu żyje kilkaset osób. Wszyscy się znają od małego. Odmawiać sąsiadowi masła czy chleba, to tak, jakby odmawiał pan rodzinie. I co ta biedna Ewcia ma robić? Daje, bo to dobra kobieta, a i ludzie poczciwi. Jak będą mieli, to oddadzą. Żyjemy skromnie, ale z podniesioną głową – dodaje kobieta. Właścicielka sklepu szybko podlicza. Tylko przez ostatni tydzień wydała towaru na ponad 400 złotych. Kiedy ludzie zapłacą? – Nie wiadomo, jak kto będzie miał. Ci ze stałą pracą przyjdą już „dziesiątego”. A pozostali też oddadzą. O to nigdy się nie bałam – tłumaczy pani Ewa.

***

Sklepikarka nie wyznacza ostatecznej daty uregulowania długu, nie nalicza odsetek i – jak sama przyznaje – nigdy nie musiała się jeszcze upominać o pieniądze. W małej społeczności, gdzie niemal wszyscy się znają, każdy chce mieć dobrą opinię, szczególnie w sklepie. Analizując gruby zeszyt, można dojść do wniosku, że częściej zakupy właśnie tą metodą odbywają się późną jesienią, zimą i wczesną wiosną. Powód? Wtedy nie ma prac sezonowych, a na pewno nie tyle, co w lecie. Ludzie mniej zarabiają, a jeść trzeba. Tu z pomocą przychodzi tak znienawidzony przez fiskusa zeszyt. – Kiedyś nawet proboszcz widniał w takim zeszycie! – rzuca nagle pani Ewa. – Tak się jakoś złożyło, że robił piknik dla parafian, czegoś tam zabrakło i akurat nie miał przy sobie gotówki, więc trafił do zeszytu. Sporo było przy tym śmiechu. Rzecz jasna, rachunek uregulował – zastrzega sklepikarka.

***

Ruszamy dalej w trasę w poszukiwaniu podobnych zeszytów. Gmina Legnickie Pole. Sytuacja podobna jak wcześniej – jedna wieś, kilkadziesiąt zabudowań. Osamotniony sklep ze wszystkim, co do życia potrzebne. Są nawet święte obrazki, a tuż obok kalendarze z motocyklami i paniami ubranymi w sposób, mówiąc delikatnie, skromny... Przed nieco zaniedbanym blaszakiem kilka plastikowych krzeseł, stół i parasol. Panowie z uśmiechami na twarzach sączą piwo. Na pytanie o zeszyt, ekspedientka tylko się delikatnie uśmiecha. Ma taki – tuż obok kasy. Ja jednak nic nie dostanę – mnie nie zna, więc boi się dać cokolwiek. – Co innego tutejsi. Niemal każdy ma tutaj swoje wpisy. Biorą różne rzeczy – głównie jedzenie, takie podstawowe. Ludzie wstydzą się brać bardziej wymyślnych, czasem papierosy. Gospodarze, jak na piwo przyjdą, też dostaną na zeszyt, ale z warunkiem, że jutro muszą oddać za alkohol – mówi Katarzyna, ekspedientka. Ma niespełna trzydzieści lat, sklep należy do rodziców, ona sobie w ten sposób dorabia. Zasady ewidencjonowania są jasne: imię i nazwisko, data, kwota i za co. Niektórzy proszą jeszcze, żeby wpisać dokładną datę, do kiedy mają oddać. To podobno ich bardziej mobilizuje. – Nic nowego w tym zeszycie niema. W sklepach takich jak nasz to coś zupełnie normalnego. Nie znam sklepu na wsi, który zeszytu by nie miał – dodaje ekspedientka. Panowie przed odrapaną budką też ucztują za „zeszytowe”. – Wiadomo, wszystko jest dla ludzi, ale ze wszystkiego trzeba korzystać z umiarem. Gdyby zdarzyłoby się tak, że nie uregulowali byśmy „zeszytu”, to drugim razem byśmy już nie dostali. I tyle w temacie – mówi Andrzej. – Jasne, że wolałbym płacić od razu, ale żyjemy w biednym kraju. Pomijając krawaciarzy i grupy uprzywilejowane, niewielu osobom wystarcza od pierwszego do pierwszego – dodaje mężczyzna. A jeśli zrezygnowaliby z zeszytu, to schodziłoby im zdecydowanie mniej towaru. To z kolei w niedalekiej przyszłości pociągnęłoby za sobą likwidację punktu. Zatem na zeszyt dają. Ale to broń obosieczna. – Są miesiące, że ludzie biorą wyjątkowo dużo na zeszyt. Wówczas po opłaceniu rachunków i podatków niewiele zostaje w kasie na nowy towar. Efekt? Hurtownicy dają nam na...zeszyt. Dokładnie tak jak my, może w nieco bardziej zaawansowany sposób, bo na komputerze mają całe bazy danych, ale tak to wygląda – dodaje pani Katarzyna.

***

W miastach praktyka zeszytowych zakupów nie jest tak rozpowszechniona, ale też się pojawia. W Legnicy jest przynajmniej kilka takich punktów. To nieduże sklepiki na obrzeżach, gdzie nie ma wielu klientów z zewnątrz. Ekspedientki znają tu wszystkich i wiedzą, czego potrzebują. – Zeszyt jest, bo gdyby nie on, już całkiem nie wytrzymalibyśmy konkurencji z marketami i dyskontami. Niektórzy kupują u nas właśnie ze względu na zeszyt – mówi pan Zbigniew, który prowadzi rodzinny biznes z żoną. Wszyscy podkreślają, że zeszyty są jedynie przyjacielską formą kredytowania. Bez odsetek i często na wiele tygodni lub nawet miesięcy. Choć taka forma sprzedaży jest niezgodna z prawem, wciąż ma się na Dolnym Śląsku nieźle, a dla wielu rodzin taki zeszyt jest jedyną szansą na posiłek.

***
źródło: http://www.gazetawroclawska.pl/artykul/ ... ,id,t.html
===============
W Lubinie, w małych sklepach osiedlowych, też sprzedają ,, na zeszyt".