Komentarz:
moskwasadowa
Pytanie: dla kogo biegał Falenta, czy na własny rachunek, czy na czyjeś? jest o tyle istotne, że pan F., według tych zeznań, świadomie chciał doprowadzić do zamachu stanu, bo tak nazywa się w języku prawniczym "obalenie rządu" takimi metodami.
Użycie do tego kelnerów faktycznie nadaje temu rys groteskowy, ale nie zmienia kwalifikacji prawnej i sytuacji zarówno ewentualnych zleceniodawców, jak i współsprawców, czyli... Wprost.
A co zeznań rzeczonych kelnerów - w pewien sposób zostały one zweryfikowane przez rzeczywistość. Afera podsłuchowa zmiotła Sienkiewicza, a PiS domagało się ustąpienia rządu.
========================
Marek Falenta zastawił podsłuchowe sieci szeroko
Zeznania kelnerów w śledztwie podsłuchowym to opis cwaniackiego procederu, który okazał się niewiarygodnie skuteczny - zatrząsł państwem w środku Europy. Sprzyjała temu tandetna skłonność osobistości "ze świecznika" do luksusu i beztroskiego gadulstwa.
Zeznania kelnerów dają obraz bogatego życia restauracyjnego polskich biznesmenów i polityków. Lekkomyślność zwłaszcza tych ostatnich sprawiła, że stali się łatwą zwierzyną łowną dla ludzi z trywialnej branży usługowej, którzy nie powinni mieć dostępu do poufnych rozmów ważnych osób.
Kelnerzy wykwintnych warszawskich restauracji opowiadają, że rzutki biznesmen Marek Falenta skusił ich perspektywą bogactwa, by mu służyli jako "agentura" przydatna do spekulacji giełdowych. Zapewne nielegalnych, bo opartych na informacjach zdobytych pokątnie, do których nie mieli dostępu szeregowi gracze giełdowi. Takie przestępstwo jest na rynkach papierów wartościowych notoryczne, ścigają je instytucje nadzorujące ten rynek; nazywa się to "insider trading". Przestępstw może tu być zresztą więcej, gdyż same podsłuchy były nielegalne.
"Cały czas [Falenta] mówił, że będzie z tego kasa. Powiedział mi, że teraz informacja jest w cenie i że skoro u mnie w restauracji spotykają się biznesmeni, to warto, żeby on miał te informacje, kto z kim robi jaki interes, jakie akcje kupić lub sprzedać" - zeznaje menedżer lokalu dla VIP-ów Sowa & Przyjaciele.
Organizator procederu zastawił sieci szeroko - zawsze wpadnie coś, co da się wykorzystać. Kelnerzy nagrali jakieś 70 rozmów, wiele na chybił trafił. Naiwnie ryzykują i posłusznie robią, co im Falenta zleca, choć nie są pewni po co. Dają mu się kiwać, bo pieniądze nie są takie, jak obiecał ("nawet miliard"). Kupują po frajersku akcje, które im Falenta podsuwa, łudząc stuprocentowym zarobkiem. Jeden kelner oszukuje drugiego, którego skaptował, wypłacając mu tylko połowę prowizji od biznesmena. Cwaniactwo miesza się z głupotą.
Podsłuchowa manufaktura dwóch kelnerów działała przez cały rok, zanim część nagrań została podrzucona do "Wprost" i opublikowana. Do czego podsłuchane przez ten czas informacje Falencie się przydały - nie jest jasne. Mogły ugodzić w ludzi, którzy się dziś do tego nie przyznają; mogły zaszkodzić jakimś spółkom giełdowym i ich akcjonariuszom.
Dopiero wiosną 2014 r. Falenta - wedle zeznań kelnerów - zwietrzył wielką okazję. "Powiedział mi, że Sienkiewicz poprzez służby celuje w Składy Węgla, bo premier chce stworzyć państwowe składy, żeby zdobyć głosy [na Śląsku]". I dalej: "Powiedział, że najlepiej byłoby odpalić Sienkiewicza, doprowadzić do usunięcia Sienkiewicza".
Miał to być odwet na szefie MSW Bartłomieju Sienkiewiczu za akcję policyjną przeciwko firmie Falenty importującej tani węgiel z Rosji. Biznesmen liczył wręcz, że dzięki ujawnieniu nagrań obali rząd. Przed swoim restauracyjnym agentem Falenta roztoczył wizję wspaniałej kariery, jaka go czeka już za nowego rządu - PiS-owskiego. "Powiedział mi też, że jest blisko z PiS-em i że może zorganizować z prezesem Kaczyńskim spotkanie, i że te nagrania mogą pomóc PiS-owi" - zeznaje kelner.
Czy można w wersję kelnerów wierzyć? Ostrożnie - oni bronią swojej skóry. Czy Falenta naprawdę myślał, że zdoła obalić rząd? I czy rzeczywiście działał na rzecz PiS-u? Możliwe, ale prawdopodobne jest również, że to motyw dopisany po fakcie - bo rząd jednak nie upadł. Kelnerzy mogą przecież zeznawać "politycznie poprawnie", bo uważają, że takie są oczekiwania prokuratora.
Falentę te zeznania w zasadzie pogrążają, lecz nie wynika z nich, jakie naprawdę miał zamiary, bo swoim knajpianym agentom podsuwał różne. I czy sam podsłuchy wymyślił? Miał przecież za plecami rosyjskich kontrahentów, u których był (jest?) potężnie zadłużony, a z importu węgla się nie wywiązywał. Na podstawie tych zeznań nie da się odrzucić hipotezy, że Falenta był tylko narzędziem. Eksport surowców jest dla Rosji bronią polityczną. Jakiż piękny byłby to widok, gdyby w tej wrednej Polsce doszło do kolosalnego skandalu i obalenia władzy...
Zeznania kelnerów w aferze podsłuchowej to pyszna lektura, która zostawia niesmak.
źródło:
http://wyborcza.pl/1,75968,17562971,Mar ... l#BoxGWImg