Dobiega końca proces pracowników dozoru z kopalni miedzi Lubin oskarżanych o śmierć czterech górników 19 grudnia 1998 roku.
Wczoraj sędzia Magdalena Krajewska wyznaczyła datę rozprawy, na której strony wygłoszą mowy końcowe. Wszystko wskazuje na to, że w styczniu, ponad 11 lat po tragedii, sąd wyda wyrok.
Według prokuratury górnicy zostali posłani do pracy w chodniku grożącym zawaleniem, choć ich przełożeni wiedzieli o niebezpieczeństwie. Już dzień wcześniej filary - nadmiernie eksploatowane i zbyt cienkie, by udźwignąć strop - trzeszczały, zapowiadając katastrofę.
Gdy górnicy drążyli ocios, oberwały się skały nad ich głowami i przygniotły czterech ludzi. Operator Wojciech Arndt w ostatniej chwili uciekł z walącego się chodnika.
Na ławie oskarżonych prokuratura posadziła siedmiu mężczyzn, m.in. kierownika robót górniczych Pawła K. Uznała, że będąc odpowiedzialnym za bezpieczeństwo w kopalni, nie dopełnił swych obowiązków i naraził podwładnych na śmierć.
To nie wszystko. Po tragedii próbował zacierać ślady - przerabiał dokumentację i nakłaniał świadków do składania fałszywych zeznań, z których miało wynikać, że zawiniła natura, a nie człowiek.
Zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci ma jeszcze trzech innych pracowników dozoru, m.in. sztygar zmianowy Aleksander K., który zezwolił na pracę w niebezpiecznym miejscu. Pozostali niszczyli dokumenty, fałszowali dowody, nakłaniali do kłamstw albo składali nieprawdziwe zeznania, by winni uniknęli odpowiedzialności.
W tej sprawie już raz lubiński sąd wydał wyrok. W październiku 2003 r. potwierdził winę oskarżonych i wymierzył im kary więzienia w zawieszeniu. Po apelacji wyrok został anulowany, a sprawa została skierowana do ponownego zbadania.
za:POLSKA Gazeta Wrocławska/Piotr Kanikowski
http://lubin.miasta.pl/content/view/5795/1/
CARPE DIEM ET MEMENTO MORI