ciekawy artykuł.
czy znieważanie kogoś nie jest czasem karalne? bo to że nie jest to przyzwoite to oczywiste.
"Człowiek, którego boi się Raczyński
Prezydent Lubina nazwał mieszkańca wariatem i odmówił wpuszczenia do swego gabinetu.Wszystko rozegrało się w poniedziałek 7 sierpnia w drzwiach sekretariatu Urzędu Miasta w Lubinie. Władysław Skowroński, który od 23 lat walczy o wykupienie gruntu przy swojej posesji, chciał porozmawiać z prezydentem.
– Czy Pan mnie przyjmie? – zapytał.
– Pan jesteś chory. Pan jesteś wariat. Ja się Pana boję – miał odpowiedzieć Robert Raczyński. Władysław Skowroński twierdzi, że na jego prośbę prezydent powtórzył to kilkakrotnie przy świadkach, m.in. asystencie Damianie Stawikowskim.
– Nie przypominam sobie – mówi Stawikowski.
Wzburzony petent prosto z ratusza poszedł do dwóch psychiatrów. Zapłacił za badanie i z dwoma zaświadczeniami, że nie jest wariatem, wrócił do urzędu. W sekretariacie zostawił pismo do prezydenta z prośbą o wyjaśnienie swego zachowania i wyznaczenie daty spotkania. Na potwierdzenie, że nie ma powodów do obaw, dołączył opinie psychiatrów.
W odpowiedzi dostał informację o godzinach przyjmowana interesantów. Uznał, że to kpiny.
Władysław Skowroński nie kryje zawodu. – Dwa razy głosowałem na Raczyńskiego, a on mnie tak potraktował – mówi. Poskarżył się radzie miasta, a ta na ostatniej w tej kadencji sesji, zbeształa włodarza Lubina.
„Sposób zachowania prezydenta jest naganny i nie licuje ze sprawowaną funkcją” – głosi przyjęta na dowidzenia uchwała.
Radny Jan Mowiński zarzucił Robertowi Raczyńskiemu arogancję. Brak szacunku zarówno dla zwykłych obywateli, jak i członków samorządu.
– To jest cała prawda o tej kadencji – grzmiał.
– Gołym okiem widać, że chodzi o oczernienie prezydenta – replikował Józef Pankiewicz, sugerując, że relacja Władysława Skowrońskiego jest tendencyjna, a jak było naprawdę może ustalić tylko sąd.
Prezydent pojawił się w sali obrad na chwilę, już po przyjęciu uchwały piętnującej jego zachowanie. Uśmiechnięty. Podziękował za ostatnie cztery lata, wziął czerwono-żółty bukiet róż od radnej Edyty Popielskiej, pocałował ją w policzek i wyszedł nie udzielając wyjaśnień. Bezskutecznie próbowaliśmy w piątek porozmawiać z nim o sprawie.
– My nie przywiązujemy wagi do osądu rady miejskiej – powiedział nam jego asystent Damian Stawikowski. Sekretarka wzięła numer telefonu i obiecała przekazać szefowi. Prezydent nie oddzwonił. "
źródło
http://www.elubin.pl/index.php/content/view/172/103/