Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz:

pimpao

KK jest taki od wieków, utyskiwanie i próby reformowania tych zakutych łbów jest tyleż głupie, co śmieszne. Tam naczelną zasadą jest kasa, władza i przywileje. To się nie zmieni. Nieliczne postacie pokroju Lemańskiego czy Bonieckiego, nie zmieniają obrazu tej mafii, jedynie go uwypuklają.

============================

"Włączyłam w święta telewizję. A tam znowu od hierarchów: straszenie, potępienie, gender..."

- Można być niewierzącym, ale jeśli się żyje w kraju, w którym przeważającą religią jest katolicyzm, to strasznie ważne dla życia społecznego jest to, jak wypowiadają się hierarchowie - stwierdziła w Poranku TOK FM Renata Kim z "Newsweeka". Publicyści - goście Jana Wróbla - dyskutowali o liście Adama Michnika i Jarosława Mikołajewskiego do papieża Franciszka.

Michnik i Mikołajewski napisali do papieża Franciszka list w sprawie księdza Wojciecha Lemańskiego, zmuszonego przez Kościół do milczenia. Czytamy w korespondencji: "Ojcze Święty, masz w Polsce bardzo wielu sprzymierzeńców swojej rewolucji wśród wiernych poszukujących i obojętnych na wiarę. Mniej wśród duchownych i w Episkopacie. Szkoda marnować powołanie księdza, który najbardziej przejął się Twoim przesłaniem, a nawet czekał na nie z tęsknotą swojego sumienia, już na nie gotowy".

- Będzie odpowiedź papieża? - zastanawiał się w Poranku TOK FM prowadzący audycję Jan Wróbel.

Ks. Lemański - ważny kapłan

Skrót listu dwóch publicystów opublikował włoski dziennik "La Repubblica". Stąd autorzy zakładają, że jego treść dotarła do papieża. - Michnik i Mikołajewski zawarli w swoim liście zdanie, że jeśli nie dostaną odpowiedzi, to będzie właśnie stanowisko papieża - zauważyła w Poranku TOK FM Renata Kim. - A list jest ważny - dodała.

- Ksiądz Lemański istnieje i jest gdzieś na prowincji - kontynuowała publicystka "Newsweeka". - Wiemy z plotek środowiskowych, że klepie biedę, że jest bardzo samotny, że przy życiu podtrzymują go ludzie z dawnej parafii w Jasienicy, bo współbracia się do niego nie odzywają, bo księża mu nie pomagają. Pomyślałam, że ten list jest wyrzutem sumienia - bo kiedy był na fali, to wszyscy upajaliśmy się tym, jak ważne rzeczy mówi; że potrafi mówić w kwestiach żydowskich; że potrafi się ująć się za pierwszą Polką urodzoną w wyniku metody in vitro. Kiedy został skazany na emeryturę, a potem jeszcze na milczenie, to nagle się okazało, że zniknął z naszej pamięci i nikt się o niego nie upomina.

- Dobrze, że Michnik i Mikołajewski się za nim ujęli. To ważny kapłan, szkoda, że go nie ma. A nie mamy takich zbyt wielu w Polsce - stwierdziła Kim.

Język hierarchów

- To nie jest list tylko w kwestii księdza Lemańskiego - zauważyła z kolei dr Anna Materska-Sosnowska z Uniwersytetu Warszawskiego. - Wydaje mi się, że należałoby odróżnić Watykan od papieża, bo to, że procedury watykańskie podjęły taką decyzję w sprawie ks. Lemańskiego, to było wiadomo od początku.

Zdaniem politolożki, korespondencja Michnika i Mikołajewskiego jest smutna, bo autorzy zastrzegają, że są zainteresowani Kościołem ze względu na to, jakie dokonania miał w okresie PRL-u i jaka była jego pozycja w kraju. - Pozwalają sobie na krytykę Kościoła patrząc z boku. To opis z zewnątrz tego Kościoła. Dlatego ten tekst jest smutny i może wywołać jakąś rozmowę - dodała.

- Można być niewierzącym, ale jeśli się żyje w kraju, gdzie przeważającą religią jest katolicyzm, to strasznie ważne jest dla życia społecznego to, jak wypowiadają się hierarchowie - wtrąciła Renata Kim. - Oglądałam telewizję w minione święta i bardzo mnie uderzył ton, jakim mówili. To znowu nie był ton miłości, zrozumienia i troski o los wiernych, ale znowu straszenie in vitro, potępienie; to znowu był gender, znowu było mówienie, co strasznego czeka katolików, jeśli nie będą postępować tak, jak dyktują im hierarchowie. Miałam poczucie, że ktoś straszy, próbuje przerazić. I to jest ton nadawany przez hierarchów - podkreśliła.

źródło + video: http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,1771 ... NajCzytSST
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz:

felucjan

Sól nie dotarła do Warszawy i dzieci polityków nie używały jej, więc skoro używali jej zwykli ludzie, to wg prokuratury była to pasza, a nie żywność. Za to 5 lat się nie należy.

=====================

Sprzedawali sól drogową jako spożywczą. Prokuratura wycofuje zarzuty
Obrazek
Trzy lata po aferze solnej podejrzani o fałszowanie soli zostali oczyszczeni z zarzutów - dowiedziała się "Wyborcza".

- Mogę potwierdzić, że śledztwo zostało umorzone. Uzasadnienie jest bardzo obszerne, dlatego szczegóły będę mogła podać dopiero w czwartek - powiedziała nam rzeczniczka poznańskiej prokuratury Magdalena Mazur-Prus.

O powodach swojej decyzji nie chciała mówić prokurator Dorota Milecka, która prowadziła śledztwo: - Nie jestem upoważniona do udzielania informacji.

Trzy lata temu reporterzy "Uwagi TVN" ujawnili, że do żywności trafiała sól przemysłowa. Od spożywczej różniła się tym, że było w niej więcej choćby związków siarki, a jej wytwarzanie nie podlegało żadnej kontroli - była odpadem po produkcji nawozów sztucznych.

Solą przemysłową posypuje się drogi, lecz nie wolno dodawać jej do żywności. Policja zamknęła trzy firmy, które taką sól sprzedawały (jedna z nich działała w Książu Wielkopolskim, kilkadziesiąt kilometrów od Poznania).

Jak wyglądało oszustwo? Sól przemysłowa była kilka razy tańsza niż spożywcza. Firmy kupowały ją i odparowywały z niej nadmiar wody. Potem pakowały do worków z napisem "sól spożywcza" i już po rynkowych cenach sprzedawały producentom żywności. Były wśród nich piekarnie, producenci kiełbas i wędlin, producenci surówek, restauracje.

Sanepid znalazł ponad 600 firm, które kupiły sól przemysłową, z czego aż 180 z województwa wielkopolskiego (mogło to dowodzić tak skuteczności naszego sanepidu, jak i nieskuteczności pozostałych).

Właściciele firm sprzedających sól przemysłową jako spożywczą byli na wolności, bo wpłacili od 30 do 60 tys. zł kaucji. Prokuratura postawiła im zarzuty wprowadzenia do obrotu żywności szkodliwej dla zdrowia i życia, za co groziło 5 lat więzienia. Teraz prokuratura wycofała się z tych zarzutów.

źródło: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... oxNewsLink
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

antekpociecha

To znaczy że w tym kraju niema demokracji, władze wybierane w wolnych wyborach są zakładnikami jakichś obcych struktur którym się całkowicie podporządkowują i wypełniają ich zachcianki i żądania a nie z obywateli tego kraju.

---------------------------

pan.szklanka

Problem w tym, że nikt się katolikiem nie rodzi. Nawet Terlikowski był kiedyś dzieckiem, któremu obojętność dobrych ludzi pozwoliła zlasować mózg. Gdyby od przedszkola wykładać po dwie godziny tygodniowo pastafarianizmu, całkiem sporo dorosłych chodziłoby z durszlakami na głowie.

---------------------------------

jurek4491


Chce odzyskać , to prawda ,dobrze wiedzą że owieczki i barany są coraz mądrzejsze i umykają ze stada .
Pytanie zasadnicze : Czy rząd, sejm i urzędnicy państwowi wpier.alają się jak obraduje ich KC EPISKOPATU - NIE , no więc niech ONI nie decydują o stanowieni prawa w naszym kraju .


-----------------------

minkat

"nieprzejednane stanowisko Kościoła katolickiego doprowadziło do "prawdziwego impasu i klinczu"."

przepraszam bardzo, ale kogo qrwa obchodzi co maja do powiedzenia bezdzietni z wyboru na temat in vitro?
i dlaczego ktokolwiek mialby tych zboczencow co nie chca przekazac swoich genow potomstwu (to jest nienaturalne) sluchac?

do tego jako kobieta uwazam, ze ci PANOWIE maja wyjatkowo histeryczny stosunek do komorek jajowych. ja teoretycznie produkuje jedna miesiecznie i jakos mnie nie rusza fakt, ze co miesiac te pol czlowieka laduje w smieciach/sciekach.


=========================
Ustawa o in vitro w roli zakładnika. "Kościół chce odzyskać pełną kontrolę nad sumieniami katolików"
Obrazek
Przyśpieszenie w sprawie in vitro to efekt kalendarza wyborczego. - Nie ma szans na załatwienie tej sprawy przed wyborami prezydenckimi. Ale wszystko jest obliczone na to, że będzie ważnym sporem przed wyborami parlamentarnymi - ocenia Roman Imielski z "GW". Wg Adama Szostkiewicza nieprzejednane stanowisko Kościoła katolickiego doprowadziło do "prawdziwego impasu i klinczu".

Pierwsze czytanie rządowej ustawy w sprawie in vitro i czterech innych projektów na temat zapłodnienia pozaustrojowego to kolejne światopoglądowe starcie - po głosowaniu w sprawie konwencji antyprzemocowej. Ale efektu sejmowych bojów prędko nie poznamy.

- Donald Tusk był mistrzem unikania sporów ideologicznych. W przypadku Ewy Kopacz kampania przyśpieszyła decyzje w sprawie in vitro. Chodzi o ugranie punktów wyborczych. Nie ma szans na załatwienie sprawy przed wyborami prezydenckimi. Ale wszystko jest obliczone na to, że będzie ważnym sporem przed wyborami parlamentarnymi - ocenił w TOK FM Roman Imielski z "Gazety Wyborczej".

Kościół walczący

Wybory to niejedyna przeszkoda na drodze do szybkiego przyjęcia przez posłów przepisów dotyczących in vitro. Sprawa stała się przedmiotem wielkiego sporu, w którym główną rolę chce odgrywać Kościół katolicki.

Choć jak zauważa Adam Szostkiewicz, in vitro powinno być przede wszystkim postrzegane jako problem medyczny.

- U nas nabrało to wymowy walki światopoglądowej, politycznej, a nawet wojny kulturowej. To problem bardzo skomplikowany przede wszystkim dla osób wierzących. Bo muszą oni liczyć się z głosem swoich liderów. A biskupi mówią, że in vitro jest złe, że to grzech, a projekt rządowy jest niegodziwy - stwierdził publicysta "Polityki".

Według Szostkiewicza dzięki sprawie przepisów dotyczących zapłodnienia pozaustrojowego "Kościół chce odzyskać pełną sterowność i kontrolę nad sumieniami katolików". - Także katolików zasiadających w parlamencie.

Klincz

Sondaże pokazują, że 71 proc. Polaków chce podpisania przez prezydenta ustawy o in vitro. W tej grupie muszą być katolicy, którzy stanowią większość polskiego społeczeństwa.

- Kościół postanowił w tej sprawie zupełnie zignorować opinie wiernych. Nie widzę dobrego wyjścia z tej sytuacji. Mamy więc prawdziwą pułapkę, impas i totalny klincz - uważa Adam Szostkiewicz.

Zdaniem publicysty tygodnika "Polityka", patrząc na nieprzejednane stanowisko Kościoła, warto przypomnieć, że hierarchowie mają na koncie kompromisy.

Przykładem jest słynna ustawa o planowaniu rodziny z 1993 roku, która reguluje kwestię aborcji. - A in vitro jest moim zdaniem mniej kontrowersyjne niż aborcja.

Jednak jak ocenia Roman Imielski, o kompromisie nie ma co marzyć. - Bo słowo "kompromis" dawno wypadło z polskiej polityki.

Koalicja jest podzielona w sprawie in vitro. Przedstawiciele rządu zapewniają, że projekt dotyczący in vitro ma poparcie zdecydowanej większości posłów PO. Ale jak w przypadku wszystkich projektów "światopoglądowych", nie ma zgody w PSL. Ustawy nie poprą zapewne "starzy" ludowcy, ale na "tak" mogą głosować - tak jak w przypadku konwencji antyprzemocowej - posłowie, którzy do klubu PSL przyszli z Twojego Ruchu.

źródło: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... _chce.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Czy wprowadzony przez rząd Kopacz system "Źródło" ma poważną lukę, dzięki której można sfałszować wybory na prezydenta RP?!
Obrazek

Po tym jak władze naszego kraju zaczęły kombinować w jaki sposób utrudnić Polakom mieszkającym zagranicą udział w wyborach 10 maja (a tym samym maksymalnie ograniczyć liczbę osób, które mogłyby oddać swój głos na któregoś z kontrkandydatów "Bula"), media obiegła informacja jakoby wdrożony kilka tygodni temu przez MSW w rządzie Kopacz nowy system ewidencji ludności w Polsce (tzw. system "Źródło") posiadał poważne luki umożliwiające m. in. nadawanie tego samego numeru pesel wielu różnym osobom. Sama PKW wydała w tej sprawie komunikat, w którym możemy przeczytać, że gminy mogą mieć poważne problemy ze stworzeniem prawidłowej listy wyborców na swoim terenie. Czy to się dzieje naprawdę?


Przypomnijmy - ekipa rządowa wpadła na pomysł, aby w największych ośrodkach polonijnych zagranicą (m. in.: Chicago, Detroit w USA, Zagłębie Ruhry w Niemczech) drastycznie ograniczyć liczbę lokali wyborczych, a przez to utrudnić mieszkającym tam Polakom udział w zbliżających się wyborach prezydenckich. Dzięki temu skutecznie zostanie ograniczona liczba polonijnych głosów, które mogłyby wesprzeć któregoś z kontrkandydatów Bronisława "Bula" Komorowskiego. W ten sposób na przykład zamiast 200 tys. oddanych za granicą głosów na Dudę, Kukiza czy Brauna, będzie jedynie 100 tys., co dla ostatecznego wyniku wyborów w II turze może to niebagatelne znaczenie. To jednak nie koniec problemów jakie szykuje nam władza. Okazało się, że wprowadzony 1 marca b.r. przez rząd Ewy Kopacz nowy system ewidencji ludności (system "Źródło") posiada bardzo poważne luki umożliwiające dokonanie wyborczych fałszerstw. Możliwe jest bowiem nadawanie tego samego numeru pesel dwóm, lub większej ilości osób, a w tworzonych przez gminy (na podstawie baz danych czerpanych ze "Źródła") spisach wyborców mogą figurować osoby zmarłe, wymeldowane oraz te z nieaktualnymi nazwiskami.

EW tej sprawie specjalny komunikat wydała nawet Państwowa Komisja Wyborcza. Możemy w nim przeczytać, że "istnieje poważne ryzyko dla prawidłowego prowadzenia przez gminy rejestrów wyborców, na podstawie których sporządzane są spisy wyborców. Stanowi to zagrożenie dla prawidłowej realizacji zagwarantowanego przez Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej prawa do głosowania w wyborach na Prezydenta RP w dniu 10 maja 2015 r. (...) Powodem tego jest wadliwość funkcjonowania wdrażanej przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych aplikacji ŹRÓDŁO, z której pobierane są dane niezbędne do prowadzenia i aktualizacji rejestrów wyborców oraz sporządzenia spisów wyborców (...) Państwowa Komisja Wyborcza z całą mocą podkreśla, że zarówno Państwowa Komisja Wyborcza, jak i Krajowe Biuro Wyborcze, nie odpowiadają za funkcjonowanie aplikacji ŹRÓDŁO i systemów informatycznych służących do sporządzania spisów wyborców".

Niestety po tej władzy można się spodziewać dosłownie wszystkiego, także i tego, że będzie ona usiłowała zmienić wynik wyborów poprzez ograniczenie liczby polonijnych głosów czy machlojki z systemem ewidencji wyborców.

źródło: http://niewygodne.info.pl/
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Podatki niezgody
Według propozycji prezydenta wątpliwości w interpretacji przepisów mają być rozstrzygane na korzyść podatników, a nie – jak teraz zazwyczaj bywa – po myśli fiskusa.

To jeden ze sztandarowych wyborczych pomysłów Bronisława Komorowskiego. Jeszcze w ubiegłym roku złożył on w Sejmie projekt nowelizacji ordynacji podatkowej, który nie jest kompleksową reformą, ale wprowadza kilka istotnych zmian. Przede wszystkim wątpliwości w interpretacji przepisów mają być rozstrzygane na korzyść podatników, a nie – jak teraz zazwyczaj bywa – po myśli fiskusa. Poza tym prezydent chce wreszcie ustalenia konkretnych ram czasowych ścigania za naruszenie przepisów podatkowych. W tej chwili urzędy skarbowe mogą to robić praktycznie bez końca.

Nic dziwnego, że takim zmianom właśnie przyklasnęli przedstawiciele organizacji pracodawców. Jednak resort finansów podobnej rewolucji się boi i twierdzi, że zagrozi ona publicznym finansom. Sam chce przygotować nową ordynację podatkową, ale uważa, że potrzeba na to minimum dwóch lat. A przecież przed nami podwójne wybory. Prezydent na pewno by zapunktował wśród wszystkich prowadzących własną działalność, gdyby jego projekt udało się uchwalić jeszcze przed pierwszą turą wyborów. Jednak rząd stara się, jak tylko może, spowalniać prace i prezydencką inicjatywą zachwycony nie jest. Z drugiej strony głowa państwa może liczyć na pomoc lojalnych wobec siebie posłów Platformy Obywatelskiej. Głównej siły opozycyjnej gospodarka generalnie nie obchodzi, bo jest dużo mniej medialna niż rocznica smoleńska.

Kto wyjdzie z tej batalii na szczytach władzy zwycięsko, na razie nie wiadomo. Wiadomo, że prezydencka nowelizacja pokazuje bardzo poważny problem, jaki mamy z podatkami. Przepisy są niebywale skomplikowane i same wręcz zachęcają do różnych księgowych sztuczek. Świadome tego urzędy, starają się kreować klimat strachu, aby zbyt wielu przedsiębiorców nie oszukiwało państwa. Obie strony traktują się jako śmiertelni wrogowie i oskarżają o najgorsze zamiary. Przedsiębiorcy uważają, że fiskus chce ich pod byle pretekstem wykończyć, a urzędy skarbowe widzą w podatnikach spryciarzy, którzy ciągle tylko kombinują, jak oszukać państwo.

Zmiany w przepisach są więc konieczne, aby choć trochę złagodzić ten konflikt. Szkoda tylko, że kończy się tylko na częściowych rozwiązaniach, bo kompleksowa zmiana ordynacji podatkowej jest ponoć na tyle skomplikowana, że żaden rząd nie chce się jej od lat podjąć.

źródło: http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka ... ycony.read
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Finansowe konsekwencje katastrofy smoleńskiej, czyli jak wytransferowano miliard złotych na konta MFW?
Obrazek
Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że katastrofa smoleńska - oprócz konsekwencji polityczno-społecznych - miała również bardzo poważne skutki finansowe. Śmierć ówczesnego prezesa NBP Sławomira Skrzypka spowodowała, że w ciągu kilku kolejnych lat wytransferowano z Polski na konta Międzynarodowego Funduszu Walutowego równowartość miliarda złotych.

Wczesną wiosną 2010 roku, ówczesny prezes NBP Sławomir Skrzypek uznał, że nasz kraj nie potrzebuje już potencjalnego wsparcia Międzynarodowego Funduszu Walutowego w postaci możliwości korzystania z elastycznej linii kredytowej. Tym bardziej, że za sam dostęp do tej linii Polska musiała płacić grube pieniądze i nigdy z niej nie korzystała. Odmiennego zdania byli premier Donald Tusk oraz minister finansów Jan Vincent Rostowski, ale to do prezesa NBP należała ostateczna decyzja. 10 kwietnia 2010 roku Skrzypek ginie w katastrofie pod Smoleńskiem. Platforma do spółki z pełniącym obowiązki prezydenta Komorowskim w pośpiechu powołują na stanowisko szefa NBP Marka Belkę. Jego pierwszą decyzją było... przedłużenie linii kredytowej w MFW.

MFW i jej Flexible Credit Line

Jednym z narzędzi finansowej stabilności według bankierów z Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) miała być tzw. elastyczna linia kredytowa (ang. Flexible Credit Line), która daje dostęp do tajemniczych jednostek rozliczeniowych o nazwie "SDR" (rzekomo wymienialnych na dolary). Co ciekawe - umowy o dostęp do tego typu linii podpisały jedynie trzy państwa na świecie. Były to Kolumbia, Meksyk, a od 2009 roku także i Polska. Problem w tym, że podpisanie takiej umowy wiązało się również z przelaniem na konta MFW realnych pieniędzy. Za roczny dostęp do linii (2009-2010) Polska musiała przelać na konta MFW równowartość ok. 182 mln zł.

Skrzypek nie chce linii. Tusk z Rostowskim chcą

W marcu 2010 roku, ówczesny prezes NBP Sławomir Skrzypek uznał, że sytuacja polskiej gospodarki i systemu finansowego jest na tyle dobra, że nasz kraj nie potrzebuje już potencjalnego wsparcia MFW w postaci możliwości korzystania z elastycznej linii kredytowej. Oficjalne dane NBP mówiły, że na koniec lutego 2010 stan polskich aktywów rezerwowych liczonych wyniósł ponad 62,6 mld euro. Z kolei w komunikacie opublikowanym 5 marca NBP potwierdził, że "Polska ma wysoki poziom rezerw walutowych. Rezerwy te są gwarantem bezpieczeństwa finansowego naszego kraju w relacjach zewnętrznych".

Zupełnie odmiennego zdania byli premier Donald Tusk oraz minister finansów Jacek Rostowski, którzy bardzo mocno naciskali na to, aby Polska przedłużyła umowę z MFW dotyczącą linii kredytowej. Na początku kwietnia premier na jednej z konferencji powiedział:

"Podtrzymanie elastycznej linii kredytowej byłoby zabezpieczeniem dla Polski na wszelki wypadek. Rację mają ci, którzy mówią, że dziś nam już tego nie potrzeba, ale widząc, co się dzieje w niektórych państwach Unii Europejskiej, być może takie zabezpieczenie lepiej byłoby mieć."

Smoleńska zmiana

10 kwietnia 2010 Sławomir Skrzypek ginie w katastrofie rządowego Tu-154M pod Smoleńskiem. Pełniącym obowiązki prezesa NBP został jego dotychczasowy pierwszy wiceprezes - Piotr Wesołek. Mimo śmierci Skrzypka, zarówno Wesołek jak i cały zarząd NBP podtrzymują stanowisko zgodnie, z którym elastyczna linia kredytowa z MFW jest nam niepotrzebna. W oficjalnym komunikacie NBP możemy przeczytać, iż "nie jest zasadne ponowne ubieganie się przez Polskę o udostępnienie przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy Elastycznej Linii Kredytowej".

W miesiąc po katastrofie smoleńskiej, pełniący obowiązki prezydenta RP - Bronisław Komorowski obwieszcza, iż chciałby aby nowy prezes NBP został wybrany jeszcze przed przyspieszonymi wyborami prezydenckimi zaplanowanymi na czerwiec (prezes NBP zgodnie z konstytucją jest powoływany bezwzględną większością głosów przez Sejm na wniosek prezydenta). Ówczesny marszałek Sejmu stwierdził, że "przeprowadzi konsultacje, by wyłonić odpowiednią kandydaturę na nowego prezesa NBP". Kilka dni później p.o. prezydenta RP ogłosił, że jego kandydatem jest Marek Belka. Głosowanie nad jego kandydaturą miało miejsce 10 czerwca 2010. Głosami PO oraz SLD Marek Belka został wybrany na prezesa NBP jako kandydat marszałka Sejmu, który wówczas pełnił obowiązki głowy państwa.

Nowy prezes. Nowa linia. Nowe koszty

Wyraźny pośpiech w sprawie obsadzenia stanowiska prezesa NBP jeszcze przed wyborem nowego prezydenta RP wyjaśnił się kilka dni później. 15 czerwca 2010 roku (na 5 dni przed I turą wyborów prezydenckich) jedną z pierwszych decyzji Marka Belki było podpisanie wniosku o przedłużenie linii kredytowej w MFW. Już dzień później MFW oficjalnie przyjął wniosek Polski i jednocześnie zasygnalizował, że rozpatrzy go pozytywnie. Formalności stało się zadość 2 lipca 2010, kiedy to umowa o dostępie do elastycznej linii kredytowej została podpisana. Tym samym Tusk z Rostowskim (a może ktoś jeszcze) ostatecznie osiągnęli swój cel. Kilka miesięcy później - w styczniu 2011 r. - Polska złożyła wniosek o wydłużenie o dwa lata okresu obowiązywania elastycznej linii kredytowej. MFW wyraził na to zgodę i wziął za to równowartość ok. 340 mln zł (107 mln USD). To samo miało miejsce w 2012, kiedy umowa została przedłużona o kolejne 2 lata (w zamian na konta MFW poleciało 110 mln USD, czy ok. 350 mln zł). Nie tak dawno rządzący naszym krajem po raz kolejny zawnioskowali o dostęp do linii kredytowej MFW. Koszt do końca 2015 roku ma wynieść ok. 69 mln USD (czyli po dzisiejszym kursie równowartość ok. 255 mln zł). Dotychczasowe łączne koszty funkcjonowania dostępu do "Flexible Credit Line" za lata 2010 - 2015 to równowartość około miliarda zł!

Mimo tak wysokich kosztów nasz kraj nie skorzystał z elastycznej linii kredytowej ani razu. Powstaje zatem pytanie o zasadność podejmowanych w ciągu ostatnich 5 lat decyzji. Czy chodziło o bezpieczeństwo finansowe Polski czy też międzynarodowych bankierów z MFW?

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul5/0219 ... nskiej.htm
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz:

henio1946


ja pożyczyłem sąsiadowi 3000 tysiące 7 lat temu to z odsetkami mi się należy z pół miliona nie wiecie gdzie ten sędzia mieszka.

=========================
Zabrał kobiecie dom, teraz chce 358 tysięcy. Ta historia wprawia w osłupienie
Obrazek
Po wyroku szczecińskiego sądu emerytka ma do zapłacenia 358 tys. zł odsetek za pożyczkę w wysokości 2 tys. zł, której - jak twierdzi - nigdy nie zaciągnęła. Czy prokurator generalny uzna, że ten wyrok "godzi w poczucie elementarnej sprawiedliwości"?

Pierwszy prawnik, do którego zgłosiła się pani Maria, powiedział jej, że sprawa jest beznadziejna i nic nie można już zrobić. Kolejny orzekł, że uratować może ją tylko prokurator generalny. Na podstawie art. 7 Kodeksu postępowania cywilnego prokurator może żądać wszczęcia postępowania cywilnego, jak również wziąć udział w takim postępowaniu, jeżeli według jego oceny "wymaga tego ochrona praworządności, praw obywateli lub interesu społecznego".

Stracili dom za 10 tysięcy

W 1997 r. ówczesny mąż pani Marii (mający kłopoty z alkoholem), zaciągnął pożyczkę w wysokości 10 tys. zł w lombardzie działającym w centrum Szczecina, należącym do Waldemara B. Jej zabezpieczeniem był dom na wsi, w którym mieszkali. Kiedy dłużnik nie oddał 10 tys. zł wraz z lichwiarskimi odsetkami, właściciel lombardu po prostu zabrał im dom.

- Najpierw odciął prąd i gaz. Nie było wyroku eksmisyjnego, ale miał umowę z moim mężem, który zresztą potem zniknął wyjeżdżając za granicę - opowiada pani Maria. - Zostałam z dwójką dzieci i osiemdziesięcioletnią mamą, którą się opiekowałam. Po prostu musiałam oddać dom. Nie walczyłam, bo sprawa była beznadziejna, a ja, w związku z sytuacją życiową, byłam w złym stanie psychicznym. B. dał mi wtedy 2 tys. zł "abym się jakoś urządziła" i szybciej opuściła dom.

Pani Maria wylądowała z dziećmi i matką w innym zrujnowanym domu na wsi, gdzie mogli mieszkać w zamian za opiekę nad starszym mężczyzną.

Minęły lata. Pani Maria rozwiodła się z mężem. Ma nową rodzinę, mieszka w Szczecinie. Ale znowu chodzi na terapię. Powód? Dwa lata temu w drzwiach jej nowego domu stanął Waldemar B., o którego istnieniu starała się zapomnieć.

- Byłam w szoku, jak znów zobaczyłam tego człowieka. A on powiedział: "No, czas już chyba zacząć spłacać dług". Ja na to, że przecież zabrał mi wszystko, co miałam. Dom, w którym miałam się zestarzeć.

B. postanowił po latach wyegzekwować wyrok sądu z 2000 roku. Domaga się teraz od pani Marii ponad 350 tys. zł. Twierdzi, że te dwa tysiące, które jej dał szesnaście lat temu, to była bardzo wysoko oprocentowana pożyczka.

A wymiar sprawiedliwości stoi za nim.

Trzy procent odsetek dziennie

Więcej: http://szczecin.gazeta.pl/szczecin/1,34 ... ia.html#MT
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Ujadanie nad ofiarami katastrofy smoleńskiej trwa już od pięciu lat i końca nie widać...

======================================
Komentarze:
46greg

Dla mnie jest oczywistym, że Jarosław ma poczucie winy za śmierć brata, bo śmierć innych chyba go za bardzo nie obeszła. Psychologia zna zjawisko tzw. wyparcia i z tym zjawiskiem mamy do czynienia. Wszyscy wokół są winni tylko nie ja. Tak sobie długo to powtarzał, że chyba już w to uwierzył tym bardziej, że wkoło ma masę pochlebców utwierdzających go w tym przekonaniu. W konsekwencji zrodziło się w nim poczucie krzywdy, a za tym idzie dążenie do ukarania winnych, a więc zemsta.

-------------------------------------

androsak

warchołami? a może to "tylko" niedyspozycja psychiczna?

========================
Palikot: Macierewicz jest warchołem, Kaczyński jest warchołem. A państwo pokazuje się z dziadowskiej strony
Obrazek

Przyczyną katastrofy smoleńskiej był zamach? Głoszenie takiej teorii Janusz Palikot określił warcholstwem". - Antoni Macierewicz jest warchołem, Jarosław Kaczyński jest warchołem. To, co wyprawiają ci ludzie - dla tego nie ma słów - stwierdził kandydat na prezydenta.


- To jest niszczenie polskiego państwa, ośmieszanie naszego państwa. To jest po prostu dla własnych, prywatnych korzyści, dla jakiś przyjemności osobistych, to jest po prostu poniżanie naszego kraju - powiedział przewodniczący Twojego Ruchu na konferencji prasowej.

- Jeżeli wbrew wszystkim faktom, wbrew materiałom publikowanym przez prokuraturę wojskową, twierdzi się, że był wybuch, że był zamach, że w to są zamieszanie najważniejsi funkcjonariusze naszego państwa, prezydent urzędujący, premier, przy całym moim krytycyzmie wobec Komorowskiego i Tuska, ale przecież są to instytucje naszego państwa. Nie można bezkarnie opowiadać tych bzdur. To jest czystej klasy warcholstwo. To właśnie zgubiło Pierwszą Rzeczpospolitą - dodał Palikot.


"Państwo pokazuje się z dziadowskiej strony"


Więcej: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... rel_nc_SST
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Kwota wolna od podatku dla posłów to 27 360 zł! Kwota wolna dla reszty społeczeństwa to 3 091 zł...
Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że diety polskich posłów są wolne od podatku dochodowego do wysokości 27 360 zł w skali roku! Reszta społeczeństwa musi się zadowolić kwotą wolną od PIT, która jest blisko 9-razy niższa i wynosi zaledwie 3 091 zł. Niestety także i ta sytuacja jest zasługą Platformy Obywatelskiej i PSL-u, które posiadając od niemal 8 lat parlamentarną większość, cały czas blokują inicjatywy zmierzające do podwyższenia Polakom kuriozalnie niskiej kwoty wolnej. By żyło się lepiej...?

Polska kwota wolna od podatku PIT jest jedną z najniższych na świecie i wynosi obecnie 3091 zł. Stan ten trwa nieprzerwanie od czasu przejęcia władzy przez ekipę Platformy i PSL-u. W efekcie Polacy muszą płacić podatek od dochodów, które w teorii mają im zapewnić biologiczną egzystencję. Wyjątkiem są... polscy parlamentarzyści. Okazuje się bowiem, że zgodnie z ustawą o wykonywaniu mandatu posła i senatora, tzw. dieta parlamentarna (która wraz z parlamentarnym uposażeniem jest wypłacana posłom i senatorom co miesiąc i aktualnie wynosi 2 473,08 zł brutto) jest zwolniona z podatku PIT do wysokości 2 280,00 zł miesięcznie, co w skali roku daje nam kwotę w wysokości 27 360 zł!

W kontekście powyższego warto przypomnieć utrzymywanie przez ekipę Platformy i PSL tak niskiej kwoty wolnej od PIT nie podoba się Rzecznikowi Praw Obywatelskich, który pod koniec ubiegłego roku skierował sprawę do Trybunału Konstytucyjnego twierdząc, że działania władzy są niekonstytucyjne i antyobywatelskie. Jego zdaniem norma, która nakazuje osobom uzyskującym dochód niepozwalający na zaspokojenie niezbędnych potrzeb życiowych, dzielić się tym dochodem z resztą społeczeństwa poprzez płacenie podatku, jest niekonstytucyjna. W piśmie kierowanym do Trybunału słusznie zauważył, że roczny dochód odpowiadający takiemu zwolnieniu (3091 zł) nie pozwala na zapewnienie elementarnych potrzeb życiowych. Zdaniem Rzecznika kwota wolna od podatku powinna odpowiadać progowi ubóstwa, to jest kwocie 542 zł miesięcznie, co w skali roku przekłada się na limit w wysokości 6504 zł.

Co ciekawe - nie tak dawno posłowie opozycji sami wnieśli do Sejmu projekt ustawy zwiększającej kwotę wolną od podatku do wysokości postulowanej przez Rzecznika Praw Obywatelskich. Niestety chorzy na fiskalizm politycy PO-PSL byli innego zdania i na początku lutego bieżącego roku projekt ten uwalili już na pierwszym czytaniu (za podniesieniem kwoty wolnej od podatku głosowało 200 posłów PiS, SLD, KPSP i TR. Przeciwko temu pomysłowi było 232 posłów Platformy z PSL-em). Należy podkreślić, że odrzucenie przez ekipę Kopacz i Komorowskiego pomysłu podniesienia kwoty wolnej od podatku najmocniej uderza w grupę około 3 milionów najbiedniejszych, którzy na co dzień zmagają się z ubóstwem i nędzą. Dla nich niezwykle istotne jest to czy kwota od której nie muszą płacić podatku wyniesie 3091 zł czy 6500 zł. Niestety, tak jak syty głodnego nie zrozumie, tak i chorzy na fiskalizm politycy PO-PSL także nie są w stanie pojąć, że utrzymując podatki dla najbiedniejszych na tak wysokim poziomie mogą doprowadzić do wielu życiowych dramatów.

Źródło informacji: Uposażenie poselskie i dieta parlamentarna (Sejm.gov.pl)
Czytaj także: Kwota wolna od podatku: Tanzania - 4236 zł, Mauretania - 3204 zł, Polska - 3091 zł. Dlaczego PO skazuje nas na bycie krajem "trzeciego świata"? (Niewygodne.info.pl)

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul5/0219 ... Polaka.htm

Czytaj też: http://wgospodarce.pl/informacje/19477- ... ys-zlotych
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Wybory prezydenckie 2015. Majątkowy ranking kandydatów
Obrazek
Bezrobotny, były przedsiębiorca, biznesmen, historyczka specjalizująca się w dziejach kościoła, muzyk rockowy oraz europosłowie. Majątki kandydatów na prezydenta są równie zróżnicowane jak profesje, którymi się parają. Razem ich majątki sięgają około 20 mln złotych.

W sumie w majowych wyborach prezydenckich wystartuje 11 osób. Przypomnijmy, że Państwowa Komisja Wyborcza zarejestrowała tych kandydatów, którzy zebrali co najmniej 100 tys. podpisów poparcia dla swojej kandydatury.

W wyborach prezydenckich zmierzą się więc: ubiegający się o reelekcję Bronisław Komorowski (z poparciem PO), Andrzej Duda (PiS), Magdalena Ogórek (z poparciem SLD), Adam Jarubas (PSL), lider Twojego Ruchu Janusz Palikot, Janusz Korwin-Mikke (ugrupowanie KORWiN), muzyk Paweł Kukiz, Jacek Wilk (Kongres Nowej Prawicy), Marian Kowalski (Ruch Narodowy), Paweł Tanajno (Demokracja Bezpośrednia) oraz reżyser Grzegorz Braun.

Do urn pójdziemy 10 maja. Jeśli żaden z kandydatów nie uzyska ponad połowy ważnie oddanych głosów, 24 maja zaplanowana została druga tura wyborów.
Większość z kandydatów musiała ujawnić swoje majątki pełniąc funkcje posłów lub radnych. Z całej jedenastki, na pytania o majątek nie odpowiedzieli jedynie Paweł Tanajno i Jacek Wilk. Na kolejnych stronach ujawniamy majątki tych, których udało się prześwietlić.

Więcej: http://www.money.pl/gospodarka/raporty/ ... 58647.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

Hrabina Marica

Zdarza mi się czasem klęska urodzaju owoców, z których robię przetwory - sok malinowy, powidła śliwkowe czy morelowe, konfitury i wiele innych. Piekę chleb i różne ciasta, powiem nieskromnie, że niezłe. Chętnie sprzedałabym to i owo, ale kiedy pomyślę, że mogłabym przez to stać się przestępczynią, odechciewa mi się. Na domiar złego nie jestem rolnikiem i owa ustawa mnie nie dotyczy. Kwadratura koła po prostu, problem nie do rozwiązania! Rezygnuję więc z moich kryminalnych ciągot do sprzedaży domowego ciasta i powideł, a wszystko to dzięki PO.

-----------------------------

Mark57

Powoli odchodzi z tego świata pokolenie, które pamięta, że kiedyś, cicho, cicho cichuteńko przez podwórka i opłotki do miastowych przychodziła baba z mięsem. A to kogutka przyniosła, a to cielęcinki - oczywiście z wlanego chowu. Nosiły baby też nabiał. Oczywiście tak ciężko było za Bieruta, później Gomułka trochę poluzował i na placach można było nabyć wprost od gospodyni sery, mleko, śmietanę, a nawet kurkę - czerwonego mięsa nie, bo uderzałoby to w PGR-y, a te były pod opieką państwa, zaś za pokątną sprzedaż mięsa groziły surowe kary. Powtórkę z dziwnych pod względem handlu mięsem i jajami zafundował w latach późniejszych niejaki Jaruzelski, generał, ścigający wszelkie baby z mięsem karami za "szpekulację", ale mimo starań oko władzy, tak jak i sam generał pod tym względem było chorowite, więc baby mięso dowoziły. Co zaś, poza fiskalizmem posuniętym do granic absurdu legło u podstaw takiego rozstrzygnięcia wobec handlu własnymi produktami. Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to znaczy, że chodzi o pieniądze i to duże pieniądze. gdyby rolnicy bez większych obciążeń mogli swobodnie handlować swoimi wyrobami, to ucierpiałyby na tym interesy wielkich korporacji produkujących do swoich super i hipermarketów kury i mięso o smaku tektury, które po wygotowaniu np. na rosół pozostawia w nim zamiast charakterystycznych "oczu" jakąś podejrzanie wyglądającą mętną zawiesinę, zaś kupując mleko, czy jaja w supermarkecie możemy wieki czekać, aby to mleko samo z siebie, nawet bez złości się zsiadło, czy też jajeczko cieszyło zapachem i wyglądem na talerzu obok młodych ziemniaków, podanych właśnie z tym zsiadłym mlekiem, a nie przemysłowo wyprodukowanym kefirem. Górą zatem PSL i korporacje, a chłop jak był głupi i biedny - by nie cytować klasyka frajerem - takim pozostanie, no chyba, że wreszcie pójdzie po rozum do głowy i przestanie popierać w wyborach oszustów politycznych w postaci PSL i sprzymierzonego PO.

=================================
Po kryjomu kupisz ser od rolnika
Obrazek

Rolnicy mieli uzyskać prawo do sprzedawania wyprodukowanych przez siebie serów, wędlin, pieczywa, ciast czy przetworów owocowo-warzywnych, ale PO zadbała o to, by sprzedaż bezpośrednia w Polsce się nie rozwinęła. Rolnikom rzucono kłody pod nogi – podatek zryczałtowany i biurokrację. Polscy przetwórcy są oburzeni - pisze "Gazeta Polska Codziennie".


Rolnicy oceniają ustawę legalizującą sprzedaż bezpośrednią przetworzonej żywności jako oszustwo, absurd i zastawioną na nich pułapkę. Taka działalność miała być nieopodatkowana do wartości 7 tys. zł rocznie, co miesięcznie zwalniało z podatku przychód w wysokości 583 zł. To był bardzo niski próg, by móc rozwijać sprzedaż własnych wyrobów. PiS domagało się więc podniesienia progu do 31 tys. zł rocznie. Ale nie dość, że PO propozycję odrzuciła, to jeszcze wprowadziła 2-procentowy podatek ryczałtowy od każdej kwoty, jaką rolnik uzyska ze sprzedaży wyrobów. Nieważne, czy będzie to 100 zł, czy 20 tys. zł. Rolnik musi też prowadzić ewidencję sprzedaży. Prowadzenie rejestrów, wypełnianie deklaracji i gnanie z drobnymi pieniędzmi do urzędu skarbowego wyklucza sensowność takich rozwiązań – uważają rolnicy. Podczas gdy w innych krajach wręcz promuje się bezpośrednią sprzedaż żywności przez rolnika, np. we Włoszech, to w Polsce wpycha się tę działalność w szarą strefę. W Wielkiej Brytanii wyliczono, że 10 funtów wydane bezpośrednio u rolnika procentuje 25 funtami wydanymi w tym regionie, zaś 10 funtów wydane w supermarkecie daje dla regionu przychód jedynie 14 funtów.

W Polsce gospodynie wiejskie sprzedają swoje sery, dżemy czy kiełbasy. Jednak skala tego obrotu jest niewielka. Gdyby mogły z tymi produktami wyjść legalnie na lokalne rynki – targowiska czy bazary – ich dochód znacznie by się zwiększył, a mieszkańcy miast mieliby łatwiejszy dostęp do tego typu produktów. Przy niskiej dochodowości małych gospodarstw ich właściciele mieliby więc możliwość podreperowania swoich domowych budżetów. A kto wie, może wyrosłyby z takiej działalności solidne rodzinne firmy przetwórcze.

źródło: http://niezalezna.pl/66003-po-kryjomu-k ... od-rolnika
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Jeżeli Kalata deklaruje, że zrobi porządek w ZUS-ie, to raczej można być pewnym, że Kopacz jej nie zaakceptuje.
======================================

Komentarz:
henrysz

Jeśli organizuje się konkursy na jakieś stanowisko i ustala kryteria to należy ich przestrzegać .
Jeśli natomiast chce się wprowadzić na dane stanowisko człowieka " miernego ale swojego "
nie należy organizować konkursów .


========================
Kalata w ZUS? Od entuzjazmu do niepokoju
Obrazek
Katarzyna Kalata, 31-letnia błyskotliwa i charyzmatyczna kobieta, która jako jedyna zdała test pisemny w konkursie na prezesa ZUS, prezesem może nie zostać.

Nawet gdy zda wtorkowy (14 kwietnia) egzamin ustny. I mimo szaleńczego poparcia w internecie głównie za pośrednictwem forów i mediów społecznościowych spod znaku Facebooka i Twittera.

• Wreszcie ktoś odważny, kto nie boi się nikogo i niczego • Właśnie kogoś takiego potrzeba nam do ZUS-u, bo tą instytucję trzeba totalnie zreformować • Brawo...

Więcej: http://wyborcza.biz/biznes/1,100897,17747847.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

g-ww

Dalekowzroczność zdrajcy politycznego osiąga szczyty.Jak raz zdradził to dlaczego nie może przejść do dzisiejszej opozycji ,która jak sądzi ,wygra wybory.I może dlatego sypie piasek w tryby premier.A żarty się skończyly.Do dymisji cały rząd za cierpienie chorych.
--------------------------

Slawczan

Panie Redaktorze w kapitalizmie LICZY SIĘ TYLKO zysk. Jeżeli zdechnięcie czy cierpienie jakichś chorych może napędzić komuś trochę kasy to jest to, zgodnie z logiką tego systemu usprawiedliwione. A minister robi to co od zawsze (czyli 25lat) robią rządzący tym krajem: ,,dba o interesy przedsiębiorców” i koncernów.
------------------------

Jarek16

Dobry car – PO. Źli bojarzy – urzędnicy M.Z. Panie Jacku. Błagam! Niech Pan traktuje swoich czytelników nieco poważniej. Miłościwie nam panująca Pani Premier była Ministrem Zdrowia w czasie gdy firmy zajmujące się reeksportem leków zarabiały już miliony. Potem z całą wiedza jaką powinna z tytułu swojego wykształcenia i ministrowania posiadać została Marszałkiem Sejmu, który nad ustawami regulującymi obrót lekami pracował. Teraz, jeśli dobrze zrozumiałem Pański wywód, ma być jedną z dziesięciu sprawiedliwych w Sodomie i Gomorze polskiej polityki i ściąć głowę swojemu następcy ?

======================

Afera lekowa
Okazuje się, że w aptekach brakuje wywożonych za granicę leków, bo tak chce ministerstwo zdrowia. Odkrył to Michał Janczura z TOK FM. Jemu należy się Grand Press, urzędnikom – prokurator, a ministrowi – dymisja.

Jak działa pakiet onkologiczny, wszyscy już dobrze wiedzą. Słuszna idea została przez Ministerstwo Zdrowia i NFZ skompromitowana. Miało być lepiej, a wyszło gorzej niż zawsze. Arogancja urzędników sprawia, że fatalne rozwiązania trwają miesiącami, tworząc zagrożenia dla chorych i niebezpieczeństwo popadania szpitali w długi.

Minister popełnił błędy, przed którymi był ostrzegany i przy których uparcie trwa. Bezradny i bezrefleksyjny upór nie jest zaskoczeniem. Widzieliśmy go już wcześniej – choćby podczas sporu z lekarzami rodzinnymi. Można jednak powiedzieć, że mamy dopiero połowę kwietnia, a pakiet działa od stycznia, więc – jak na refleks tego ministra – czasu upłynęło zbyt mało, by zareagować.

O sprawie braku leków, które cwaniacy z wielkim zyskiem reeksportują z Polski, trudno jest powiedzieć, że trwa zbyt krótko, żeby minister nie zdążył zareagować. I nawet pozornie reagował. Od wielu miesięcy trwają w Sejmie prace nad poprawkami, które mają postawić reeksportowi tamę. Trwają i trwają, i skończyć się za cholerę nie mogą, bo – jak nam tłumaczą urzędnicy oraz politycy – wciąż pojawiają się jakieś bardzo poważne przeszkody. A to konstytucyjne, a to zgodność z prawem europejskim, a to konieczność konsultacji z Komisją itd. itp.

Więcej: http://zakowski.blog.polityka.pl/2015/0 ... ?nocheck=1
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

I stało się to, co przewidziałem powyżej...
==================
31-letnia kandydatka na prezesa ZUS oblała egzamin ustny
Katarzyna Kalata nie zdała dzisiejszego egzaminu ustnego w konkursie na prezesa ZUS. Jeden z członków komisji był "zszokowany jej brakiem wiedzy". - Atmosfera na egzaminie była bardzo nieprzyjemna. Na każdym kroku próbowano mi udowodnić, że nie mam kompetencji - mówi Kalata w rozmowie z "Wyborczą".

- Jesteśmy zszokowani brakiem wiedzy kandydatki o strukturze ZUS i wielkości deficytu poszczególnych funduszy ZUS. Wiadomo, że deficyt trzeba liczyć w miliardach, a ta pani wciąż mówiła o milionach - mówi nam jeden z przedstawicieli komisji konkursowej.

Sama Kalata nie kryje rozczarowania sposobem przeprowadzenia egzaminu. - Atmosfera na egzaminie była bardzo nieprzyjemna, nerwowa. Na każdym kroku próbowano mi udowodnić że nie mam kompetencji. Od początku było wiadomo że mam nie zdać - mówiKalata w rozmowie z "Wyborczą".

Oblany przez jedyną kandydatkę egzamin ustny oznacza, że minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz będzie mógł rozpisać nowy konkurs na prezesa ZUS. Czy tak zrobi? Jeszcze nie wiadomo.

Kalata we wcześniejszych wywiadach zapewniała, że ma kompetencje do kierowania ZUS-em. Teoretyczne (doktorat z ubezpieczeń społecznych ) i praktyczne (jako szef firmy doradczej na co dzień w imieniu swoich klientów współpracuje z ZUS.). - Wiek o niczym nie świadczy. Zawsze ciężko pracowałam i uważam, że mogę dobrze zarządzać ZUS-em. Ale jak nie będą mnie chcieli, to trudno. Ja mam co robić. Na pewno nie będę się przymilać do polityków, aby zdobyć posadę. Jestem gotowa na ZUS, ale nie wiem, czy ZUS jest gotowy na mnie - mówiła w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" .

Zapowiadała też, że pogoni urzędników do pracy, poprawi procedury w ZUS. "Z firmami trzeba współpracować, a nie na każdym kroku karać". Podkreślała też jednak, że jest sporym ryzykiem dla polityków. - Nie wiem, jakie trupy znajdę w szafie ZUS. Ale jak znajdę, to je ujawnię. Brudów na siebie nie będę brała - tłumaczyła.

źródło + video: http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,177 ... in.html#MT
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

123jna

No i odpowiedzcie, czy moje okreslanie tych ludzi mianem degeneratow nie jest rozsadne? Ci ludzie nauzywajac wielkich slow okradaja nas wszystkich, wyprowadzaja pieniadze na Cypr albo jeszcze dalej (adres chyba znany) udajac, ze dbaja o Polske i placa tu podatki, walcza o "polska ziemie" wyprzedajac ja - klamia, klamia i klamia ci "sprawiedliwi".

----------------------------

biesczad1

Niech prezes, Duda i cały PiS najpierw wysprzątają swoją augiaszową stajnię, a dopiero później mówią Polakom, jak mają żyć...

---------------------------

onoma7

Prawi i sprawiedliwi, odcinek 1326... Większego oskymoronu jak nazwa tej partii język polski chyba nie zna.

===========================

Królowa pierza i puchu
Obrazek
Majątek ziemski na Kaszubach posłanki PiS Doroty Arciszewskiej-Mielewczyk powędrował do spółki na Cyprze. Dlatego SKOK Stefczyka nie zdołał ściągnąć przeterminowanego kredytu na 5 mln

Na spotkania z ubogimi i zagrożonymi przez niemieckie roszczenia jeździła w futrze i najnowszym modelu ulubionej marki Mercedes-Benz. Broni SKOK-ów, choć przed windykacją SKOK-u jej mąż uciekł z majątkiem na Cypr. Ceni honor, a zamknęła swoją organizację Powiernictwo Polskie, aby nie płacić odszkodowania za naruszenie dóbr osobistych. Dorota Arciszewska-Mielewczyk składa się z samych paradoksów.

Posłanka właśnie odwiedza Japonię. W niedzielę pięcioosobowa delegacja posłów polsko-japońskiej grupy, którą kieruje, wyruszyła w podróż do Kraju Kwitnącej Wiśni. Wracają w piątek. To jedna z ponad 90 parlamentarnych grup bilateralnych, ale ten wyjazd był wyjątkowy. Na udział w nim senatorów nie zgodził się marszałek Senatu Bogdan Borusewicz. Początkowo nie miał też jechać żaden z posłów PO. Bo w Platformie wskazuje się na krajoznawczy charakter wyjazdu parlamentarzystów.

- Ostatnio Japonię odwiedzał prezydent Bronisław Komorowski, wcześniej byli tam wicepremier Janusz Piechociński, minister Bogdan Zdrojewski, a także marszałek Borusewicz z delegacją. Nie udało się namówić Japończyków do zdjęcia embarga na naszą wieprzowinę, więc cóż posłowie mogą tam zdziałać - komentuje jeden z parlamentarzystów PO.

- To jest rewizyta u naszego ważnego partnera - odpowiada Dorota Arciszewska-Mielewczyk. - Sejm płaci za nasze bilety, a koszty pobytu pokrywają gospodarze. Po co jedziemy? Program jest bardzo obszerny, poruszymy kwestie inwestycji i technologii. Będziemy zwiedzali m.in. elektrownię i poznamy japońską technologię czystego wykorzystania węgla - mówi posłanka, która sama prowadzi interesy z tym krajem.

Mają honor. Jak my

Zainteresowanie posłanki Japonią nie jest przypadkowe. Przed laty jej mąż Krzysztof eksportował tam gęsi puch i pierze. - Kiedyś spaliły się nam magazyny z pierzem. Natychmiast przylecieli odbiorcy z Japonii i zrzucili się na pomoc dla męża - wspomina posłanka. - Japończycy są wspaniałymi inwestorami. Z racji położenia są odlegli, ale też są nam bliscy, bo kierują się honorem, wartościami i zasadami fair play - dodaje.

To głównie dzięki jenom za pierze małżeństwo Mielewczyków żyło na wysokim poziomie. Kupowali rezydencje i luksusowe samochody. Jego nazywano królem, ją zaś królową pierza i puchu.

47-letnia posłanka urodziła się w Gdyni w zamożnej rodzinie marynarskiej. Ukończyła dwa kierunki studiów, pracowała w terminalu kontenerowym, dorabiała w Szwecji. Na początku lat 90. działała w Konfederacji Polski Niepodległej. Stała się znana po śmierci ojca, kapitana Eugeniusza Arciszewskiego, który w lutym 1997 r. zginął w katastrofie morskiej statku "Leros Strength". Jesienią została wybrana do Sejmu z listy AWS, a zimą wzięła ślub z Krzysztofem Mielewczykiem, bogatym biznesmenem z Gdyni. Z tego związku urodziło się dwoje dzieci - Zofia i Eugeniusz.

Już jako posłanka AWS przystąpiła do Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego. Była jednym z fundatorów Liceum im. Jana Pawła II w Kartuzach. W kolejnych wyborach weszła do Sejmu z listy PO. Po raz trzeci zasiada w Sejmie, dwukrotnie była senatorem.

W 2004 r. założyła stowarzyszenie Powiernictwo Polskie, by "przeciwstawić się niemieckiemu Związkowi Wypędzonych". Odeszła z Platformy Obywatelskiej. Zaczęła wygłaszać radykalne antyniemieckie sądy i rok później została senatorem PiS. - Zawsze uderzała w patriotyczną nutę, ale właśnie wtedy naprawdę się zradykalizowała i wpasowała się w nastroje PiS - wspomina jeden z gdyńskich polityków.

"Rzecznikiem osób opuszczonych przez własne państwo, które nie zadbało o to, by na drodze prawnej skutecznie blokować roszczenia niemieckie, jest powstałe w 2004 r. Powiernictwo Polskie, na czele którego stoi Dorota Arciszewska-Mielewczyk. To w zasadzie jedyna taka organizacja w Polsce! Tymczasem w Niemczech tzw. wypędzeni są świetnie zorganizowani, mają multum stowarzyszeń będących ich adwokatami, nie mówiąc o państwie niemieckim, które wspiera ziomkostwa sutymi dotacjami" - pisał "Nasz Dziennik".

Powiernictwo ucieka przed wyrokiem

Więcej: http://wyborcza.pl/1,75478,17754775,Kro ... l#BoxGWImg
Obrazek
odpowiedz

Informacje

  Bing [Bot]  »  2 gości

Moderatorzy

NEVIL, ModTEAM