A więc widownia była dość ... skromna, ale (jak i sami muzycy) zadowolona.

Chętnych na kupno płyt też trochę było, (szczególnie na Śmietanie), a muzycy po koncertach z chęcią płyty te podpisywali.
Jeśli zaś chodzi o same koncerty, to mogę się tu jedynie wypowiedzieć na temat Śmietany i Pink Freud. Pierwszy koncert był bardziej w stylu coverowym i muzyki filmowej. Można było np. usłyszeć Beatlesów w jazzowej aranżacji.

Nie trzeba było więc być wielkim fanem tego gatunku, żeby się dobrze bawić. Publiczność uważam spisała się całkiem całkiem.

Bez problemu rozpoznawała grane utwory. Atmosfera też była wesoła, bowiem pan J. Śmietana co chwila dorzucał jakiś żart. Zaciekawienie chyba też wzbudził komputer perkusisty, który wydawał różne dziwne dźwięki. :]
Koncert Pink Freud był za to nieco inny. Reprezentował bardziej jazz współczesny, jak dla mnie, to momentami taki trochę psychodeliczny. :] Tu już publiczność była ciutkę mniej ożywiona, choć i tak wydawała owacje i oklaski. Co mnie zdziwiło, na tym koncercie było więcej młodych osób niż na Śmietanie.
Jak dla mnie obydwa koncerty były dobre. Choć tak na prawdę nie rozumiem do końca jazzu
