Komentarze:
Jerry
Mamy już jedną rewelację - co do funkcjonowania prokuratury w tej sprawie.
------------------------
kowalski
No to ta prokuratura najwyraźniej mataczy śledztwo.Czy kilka dymisji i autów na bezrobocie[bez emerytur] nie przyśpieszyło by sprawy?!
--------------------------
jax
Ziobro będzie miał bardzo dużo pracy by zrobić porządek z tzw. wymiarem sprawiedliwości !!!!!
=========================
Co się dzieje w sprawie ukradzionego z Pałacu obrazu "Gęsiarka"? Zagadki kradzieży wciąż nie wyjaśniono, choć sprawa jest bardzo prosta...
Dziewiętnastowieczny obraz „Gęsiarka”, namalowany przez Romana Kochanowskiego, to symbol niepokojących zaniedbań i nadużyć, jakie miały miejsce w Pałacu Prezydenckim w czasach prezydentury Bronisława Komorowskiego.
Skandal wybuchł, gdy okazało się, że w czerwcu sprzedano go na aukcji w domu aukcyjnym „Rempeks ”. Obraz zniknął z pałacu około dwa miesiące wcześniej – urzędnicy kancelarii niespecjalnie się tym przejęli, nie zgłoszono nawet kradzieży na policję. I wszystko wskazuje na to, że gdyby nowa ekipa nie zaczęła robić audytu, złodziej mógłby być pewien bezkarności. I zapewne o tym doskonale wiedział.
A teraz proszę odpowiedzieć sobie na pytanie – jak bardzo trudne jest ustalenie złodzieja, jeśli osoba prywatna wstawiła obraz do sprzedaży w mieszczącym się kilkadziesiąt metrów od Pałacu Prezydenckiego domu aukcyjnym i jej personalia są znane organom ścigania?
Nie jest to historia z gatunku tych skomplikowanych, dotyczących zaginionych w czasie wojny dzieł sztuk, które przepadły na wiele lat, przechodziły z rąk do rąk, by po dziesięcioleciach wypłynąć na rynku dzieł sztuki.
Oficjalnie dochodzenie w sprawie kradzieży „Gęsiarki ” wszczęto w początkach października. Jak zwykle w takich przypadkach budziło duże zainteresowanie mediów, po czym zapadła cisza.
W najbliższym czasie powołamy biegłego, który stwierdzi, czy na pewno obraz z „Rempeksu” jest tym, który zginął z pałacu
— usłyszałam od Przemysława Nowaka, rzecznika Prokuratury Okręgowej w Warszawie, gdy po raz kolejny zapytałam, co dzieje się w sprawie ukradzionej „Gęsiarki ”.
I przyznam, że mnie zamurowało. Taką odpowiedź prokuratura serwowała już prawie dwa miesiące temu.
Nie wiadomo, dlaczego powoływanie biegłego ma trwać tak długo, A poza tym z moich informacji wynika, że prokuratura niemal od początku dysponowała ekspertyzą potwierdzającą, że w grę wchodzi ten sam obraz.
A teraz proszę odpowiedzieć na kolejne pytanie - jak trudno jest stwierdzić, czy chodzi o to samo dzieło sztuki? Jest obraz, zabezpieczony w „Rempeksie”, bo sprzedaż unieważniono. Na odwrocie ma ślad po wywabionej pieczątce, jaką mają wszystkie obrazy w kancelarii prezydenta. Ma też przedwojenną naklejkę z antykwariatu, jedyną, niepowtarzalną, zawierającą także numer katalogowy. Istnieje także zdjęcie obrazu, który wisiał w prezydenckiej kancelarii i dokumentacja, czyli dokładny opis - podane są wymiary, odnotowana naklejka. Ile czasu powinno zająć porównanie obrazu z dokumentacją?.
W Prokuraturze Rejonowej Warszawa Śródmieście, która prowadzi dochodzenie, usłyszałam coś, co miało rozproszyć moje obawy, że w sprawie nic się nie dzieje. Chociaż prokuratura nie jest oficjalnie pewna, czy chodzi o ten sam obraz, to i tak przesłuchała osobę, która ją zaoferowała do sprzedaży a także sprawdza, jak „Gęsiarka” mogła zniknąć z pałacu.
I tutaj — uwagą — pojawia się trudność. Bo podobno do „Gęsiarki ” miało dostęp całe mnóstwo osób, ściśle rzecz biorąc około pięćdziesięciu, Tak przynajmniej usłyszałam od prokuratora i znów mnie zamurowało.
Mam bowiem pewną, irytującą z punktu widzenia różnych instytucji, cechę. Nie tylko nie odpuszczam i sprawdzam po jakimś czasie, co się z daną sprawą dzieje, Ale także jeśli o czymś piszę — a o kradzieży „Gęsiarki” pisałam kilka tygodni temu dla „wSieci ” — to sprawdzam informacje u źródła. I dokładnie wiem, że pomieszczenie, w którym wisiała „Gęsiarka ”, było pod szczególnym nadzorem.
To był mały pokój asystentów szefa kancelarii, z którego jedne drzwi prowadziły na korytarz, a drugie do gabinetu szefa kancelarii. Przeprowadziłam długą rozmowę z ówczesnym szefem kancelarii. Jackiem Michałowskim. Zaklinał się, że nikt nieupoważniony nie mógł kręcić się ani po pokoju asystentów, ani po jego gabinecie.
Tak stanowiły procedury bezpieczeństwa — nawet kiedy sprzątaczki wchodziły do tych pomieszczeń, musiał im towarzyszyć funkcjonariusz BOR-u. Rozmowę przeprowadziłam kilka tygodni temu i nie mam podstaw sądzić, że Jacek Michałowski mówił wtedy nieprawdę. Co zatem zmieniło się teraz, że mamy sądzić, iż w pomieszczeniach szefa kancelarii był tłok jak na Marszałkowskiej?
Twierdzenie, że właściwie każdy mógł myszkować po pokoju asystentów szefa prezydenckiej kancelarii. jest w najwyższym stopniu bulwersujące. To oczywiście mogłaby być linia obrony osób, które boją się, że można je posądzić, że mają coś wspólnego z kradzieżą,
Ale jeśli to prawda, to mamy skandal związany z bezpieczeństwem narodowym. Przecież właśnie w tych pomieszczeniach przechowywane były poufne i tajne dokumenty. Jeśli praktycznie każdy mógł wynieść obraz, to czy równie łatwo nie można było wynieść lub sfotografować dokumenty? Jeszcze niedawno trudno byłoby przypuszczać, że to możliwe. Odkąd jednak okazało się, że Jacek Michałowski zgubił token, zawierający kod do systemu szyfrowania połączeń telefonicznych Catel i uważa, że nie jest to żadnym problemem, najbardziej niepokojące hipotezy są uprawnione.
Śledztwo w sprawie ukradzionej „Gęsiarki ” rzuci światło na to, jak funkcjonowała kancelaria prezydencka w czasach Bronisława Komorowskiego i może dostarczyć niejednej rewelacji.
źródło:
http://wpolityce.pl/polityka/273047-tyl ... dzo-prosta