Komentarz:
alonzo_quijano28
Pracuję jako dyspozytor w pogotowiu ratunkowym. Jest podobnie - Jeden dyspozytor przypada na 100.000 mieszkańców a problemy z jakimi ludzie dzwonią wprost niewiarygodne. Oczywiście większość nie związanych z ratownictwem medycznym. Wg mnie żadna edukacja nie ma sensu, jest za droga a poza tym do tępych łbów większości nigdy nie trafi. Rozwiązanie jest bardzo proste: 500 zł grzywny za wybranie i korzystanie z numeru alarmowego niezgodnie z jego przeznaczeniem + pouczenie, w formie broszury czym to może skutkować ( blokowanie linii innym naprawdę natychmiast potrzebującym pomocy może skutkować czyjąś śmiercią) rozwiązałoby problem,
===============================
Dzwonią na 112 i proszą o taksówkę, pizzę albo PIN
Większość Polaków uważa chyba, że numer alarmowy 112 to coś w rodzaju telefonu zaufania, zwykła infolinia, gdzie można poprosić o odśnieżenie ulicy albo kontakt dla klientów pizzerii. Aż 80 proc. zgłoszeń do Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Lublinie to prośby m.in. o przysłanie taksówki, podanie zapomnianego PIN-u czy skargi na korki. W Europie proporcje są odwrotne
112 to numer alarmowy, który z założenia służy do powiadamiania o sytuacjach zagrożenia życia, pożarach czy wypadkach. Działa w całej Europie. W Polsce miał funkcjonować już dawno, ale ciągle pojawiały się z tym problemy. W województwie lubelskim pełną parą ruszył w październiku ubiegłego roku. Dla zgłaszających zmieniło się dużo. Wcześniej na połączenie się, z którąś ze służb trzeba było czekać ok. dwóch i pół minuty. Teraz, aby dodzwonić się do operatora numeru 112, wystarczy średnio 9-10 sekund!
W Centrum Powiadamiania Ratunkowego, które obsługuje alarmową centralę, mają mnóstwo pracy. Średnio w ciągu doby pracownicy CPR odbierają ok. 2,3 tys. telefonów. - Problem w tym, że około 80 procent z nich jest bezzasadna. Ludzie dzwonią do nas z wszystkimi żalami i różnymi głupotami. A operatorzy zamiast skupić się nad tym co istotne, muszą często tłumaczyć tym do czego naprawdę służy numer 112 - utyskuje Tomasz Mroziński, kierownik lubelskiego CPR, które ma siedzibę na ul. Szczerbowskiego.
Przyślijcie pomoc, nie wpuścili mnie do klubu
Kierownik Centrum, aby nie być gołosłownym, od razu pokazuje statystykę. W ciągu nieco ponad roku funkcjonowania numeru 112 w województwie jego operatorzy odebrali 667 787 telefonów. Aż 526 295 z nich nie dotyczyło zdarzeń "wypadkowych". - Ludzie dzwonią często, żeby zapytać o PIN do telefonu albo dają dzieciom pobawić się komórką. Maluchom często zdarza się wybrać numer 112. Gdy połączą się z operatorem ten prosi rodziców, którym tłumaczy, że to zajmowanie im czasu. Tymczasem ktoś może wtedy naprawdę potrzebować pomocy. Rodzice zazwyczaj się dziwią i odpowiadają, że przecież nic takiego się nie stało - dodaje Tomasz Mroziński.
Z jakimi "problemami" dzwonią ludzie?
* Codziennie zdarza się kilka telefonów z prośbą o podanie numeru do pizzerii.
* Nocami pijani często chcą zamówić taksówkę.
* Ktoś żalił się, że podczas selekcji przed klubem ochroniarz nie chciał go wpuścić do lokalu.
* Starsze osoby często dzwonią z prośbą o podanie numeru PIN. Przeważnie w telefonie mają opcję SOS i zamiast traktować ją jako numer alarmowy uważają, że to numer do operatora sieci komórkowej. Natomiast osobom obsługującym numer 112 trudno jest wytłumaczyć, że tak nie jest.
* Pewnego razu pod 112 zadzwonił mężczyzna mówiąc, że chce zgłosić poważną sprawę. Zapytany, co to takiego, najpierw poprosił o przerwę na nalanie sobie wódki do kieliszka, a później o kolejną na jej wypicie. Kiedy już miał mówić, o co chodzi, podziękował operatorowi, że miał z kim porozmawiać, bo samemu smutno pić.
* Inny pijany mężczyzna przez 20 minut prosił o pomoc. Mówił, że wypił alkohol niewiadomego pochodzenia i stracił wzrok. Na dodatek miał być przez kogoś przetrzymywany w jakimś pomieszczeniu. Zapytany o to, gdzie wysłać pomoc, nie chciał pod żadnym pozorem podać adresu.
* Podczas ubiegłorocznej zimy było wiele wezwań z prośbą o odśnieżanie ulic.
* W czasie szczytu sporo kierowców dzwoni skarżąc się na korki lub źle działającą sygnalizację.
Uratowali niedoszłych samobójców
Na szczęście oprócz podobnych przykładów są też takie, za które operatorom numeru 112 należą się słowa uznania.
* Do matki mieszkającej w województwie lubelskim zadzwonił syn ze Szkocji i powiedział, że się pociął i chce popełnić samobójstwo. Kobieta rozmawiając z synem zadzwoniła jednocześnie pod 112 i poprosiła o pomoc. Operatorzy skontaktowali się ze szkocką policją i pogotowiem z prośbą o interwencję. Niedługo później kobieta oddzwoniła z podziękowaniami. Syna udało się uratować.
* Do swojej koleżanki mieszkającej w Polsce zadzwonił mężczyzna mieszkający pod Monachium. Powiedział, że wziął dużą ilość leków i zapewne umrze. Kobieta skontaktowała się z Centrum Powiadamiania Ratunkowego, a pracownicy CPR z odpowiednimi służbami za naszą zachodnią granicą. Niedoszły samobójca trafił w porę do szpitala.
- Niestety, tych niepotrzebnych zgłoszeń ciągle jest za dużo. W całej Europie proporcje są odwrotne. Tam tylko 20 proc. to bezzasadne telefony. Tymczasem u nas ludzie często blokują linię, a operator zamiast tłumaczyć, że nie jest informacją, mógłby na przykład kierować odpowiednie służby na miejsce wypadku - podkreśla Tomasz Mroziński.
źródło:
http://lublin.gazeta.pl/lublin/1,35640, ... LokKrajTxt