jakiś czas temu w sklepie mięsnym, ulicy nie pamietam , ale sklep ten miesci sie zaraz przy "biedronce" koło "Baribalu", na ścianie maja namalowane świnki takie 3, ale nieważne.
wchodze z matką i bierzemy jakieś mięso: (przebieg rozmowy)
expedientka: co podać?
mama: 1.2kg schabu...
ex: (kroi ten shab i mówi) 1.5kg ??
m: nie 1.2kg
ex ale zosatnie mi taki mały kawałek kto mi to potem kupi
m: (mama się zlitowała) dobra niech bedzie
ex waży to miecho na brudnej wadze, w tym czasie ja spogladam na wage a na niej wyświetlacz pokazuje 1.5kg, mysle sobie okej
za chwile patrze na paragon a ta tłusta ś..... nabiła 1.7kg
k.... nie dość ze sie człowiek zlitował nad kobieciną zeby jej resztki towaru nie pozostawały to ta jeszcze cie oszuka.
oczywiscie na paragon patrzyłem od razu po wyjściu(takie zboczenie zawodowe), w tył zwot i wpadamy jej na lade rzuciłem jej mięsem na wage i mowie jak sprawa wygląda a ona że sie pomyliła.
pewnie tak
po calym wydarzeniu dowiedzieliśmy sie od sąsiadów ze to nie tylko nas spotkało, takie sytuacje podobno zdarzają sie tam nagminnie.
już tam nie kupujemy
