Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

gość


Jeden człowiek wodzi całą Polskę za nos.Czy to jest normalne?
Gdzie mieszka ten Kijowski trzeba temu idiocie zrobić majdan w miejscu zamieszkania.


--------------------------------

tadeusz trznadel

a ja sie zapytam dlaczego lider kijowski jest jeszcze na wolnosci? inni za ta kwote alimentow siedza pozdr

======================
I po „rewolucji” KOD-u. Kijowski żałośnie tłumaczy frekwencyjną klapę
Obrazek
Sprzed wjazdu na teren Sejmu usunięto barierki. Jak poinformował szef MSWiA, stało się tak dlatego, bo w okolicach parlamentu zbiera się coraz mniej osób, protestujących przeciwko rządzącym. Mateusz Kijowski próbuje na wszelkie sposoby wyjść z twarzą z tej beznadziejnej dla kodziarzy sytuacji. Na portalu Agory ogłosił, że… nie o liczby chodzi.

Groteskowi „obrońcy demokracji” od kilku dni przychodzą w okolice Sejmu, żeby tam protestować – dokładnie nie wiadomo, o co im chodzi. W środę demonstracja kilkunastoosobowej grupki – internauci nazywają protestujących ciamajdanem – został przesunięty przez policję w inne miejsce. Postawiono też barierki, ale w czwartek je zdemontowano.

Te barierki pojawiły się wtedy, kiedy najpierw w nocy z piątku na sobotę był kryzys – rzucali się pod samochody, organizowali burdę, organizowali awantury, szarpali posłów, którzy chcieli wyjść po zakończeniu obrad sejmowych. A później zapowiadali manifestację. (...) W związku z tym, żeby uchronić tych wszystkich, którzy poruszają się po Warszawie przed niebezpieczeństwem, barierki zostały postawione. Okazało się, że ta manifestacja skończyła się klapą, frekwencyjną klapą. Nie przyszli ludzie na tę manifestację. Kiedy wczoraj skończyły się obrady Senatu, zapadła decyzja, żeby zdjąć barierki, te barierki nie są potrzebne

– mówił minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Błaszczak w TVP.

Frekwencyjną klapę trudno jednak przełknąć Mateuszowi Kijowskiemu. W rozmowie z portalem gazeta.pl, tak usiłował tę porażkę tłumaczyć.
W sobotę było nas kilkanaście tysięcy. W piątek zgromadzenie było spontaniczne. Tu nie o liczby chodzi

– mówił.

I brnął w tę narrację dalej.

KOD nie kontraktuje ludzi na demonstracje. KOD jest tam, gdzie są ludzie. Tam, gdzie się spontanicznie zbierają, jak w piątek. Teraz mniej spontanicznie niż rok temu, to prawda. Jak w związku. Gdy jest się w stanie pierwotnego zakochania, to wszystko idzie łatwiej. A po roku wiele trzeba poukładać i bardzo się starać

– pokracznie tłumaczył.

Portal Agory takie tłumaczenie „łyknął”, ale czy poza garstką zadymiarzy ktoś jeszcze w to uwierzy…

źródło: http://niezalezna.pl/91159-i-po-rewoluc ... yjna-klape
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz:

Realista

Z początku pierestrojki mój rekord za kierownicą to 440 godz. kolega jeszcze lepszy 466 godz.. Nie wiem po co istnieje PIP.. Przy budowie linii tramwajowych w Olsztynie , gdy pojawiła się PIP, na środku torowiska zostały 3 osoby , kierownik , majster i brygadzista , ok. 50 osób ktore tam pracowały raptownie zapadło się pod ziemię .. Po co ta obłuda i farsa.. Kto się odważy potrząsnąć tym drzewkiem , by te małpy pospadały z gałęzi !?!?!?! To są miliardy strat w budżecie , nie płacone podatki , składki ZUS , a także bezpodstawne świadczenia socjalne , wynikłe niby z niskich zarobków, gdzie na papierku jest 1000 a reszte 4000 do ręki .. Dalej będzie jeszcze gorzej , głodowe emerytury pociągną za sobą znów socjal ..!!!!


===============================
Tanie państwo i dyktat najniższej ceny odbiły się na najsłabszych pracownikach
Obrazek

Pracują kilkadziesiąt godzin bez przerwy. Za głodową pensję. Ochroniarze, portierzy, szatniarze i sprzątaczki od dawna czują się na marginesie. - Nie wyjdą na ulicę, bo muszą pracować, żeby przeżyć kolejny dzień - mówi Katarzyna Duda z Ośrodka Myśli Społecznej im. F. Lassalle'a, autorka raportu "Outsourcing usług ochrony oraz utrzymania czystości w instytucjach publicznych". - Tanie państwo i dyktat najniższej ceny w zamówieniach odbiły się na najsłabszych pracownikach - dodaje.

Mateusz Ratajczak, WP money: Najgorzej opłacany zawód w Polsce?

Katarzyna Duda, Ośrodek Myśli Społecznej im. F. Lassalle'a:
Ochroniarz.

Ile za godzinę?


Najniższa stawka, jaką spotkałam podczas badań, to 3 zł i kilkadziesiąt groszy. Średnia to mniej więcej między 3 a 5 zł. Sprzątaczki z reguły zarabiają odrobinę więcej, częściej miały zagwarantowane pensje minimalne.

Ten ochroniarz pracujący za 3 zł przyjął jednak taką stawkę. Pracuje, więc godzi się na takie warunki.

A co miał zrobić? Gdyby poszedł do innej firmy, to miałby dwa razy wyższą pensję? Ochroniarze nie łudzą się nawet, że gdzieś w ich mieście byłoby lepiej. Nie patrzmy na ten problem z perspektywy dużego miasta, tylko małej miejscowości. Tam lepsze jest kilka złotych niż nic.

Przy stawce 4 zł - 640 zł miesięcznie, przy 5 zł - 800 zł. Za takie pieniądze ciężko przeżyć. Idą święta, więc dodam: ciężko i przeżyć, i cokolwiek świętować, zorganizować wigilię.

Czasami ciężko to sobie wyobrazić, ale ci ludzie pracują za mniej niż połowa pensji minimalnej. Żeby ją osiągnąć, ochroniarze często pracują dwa razy więcej. Wtedy ze 160 przepracowanych godzin robi się 320. Niektórzy, by dobić do pensji minimalnej, muszą brać na barki nawet trzykrotność normalnego wymiaru pracy. Pracują tak, żeby móc przeżyć.

Rekordzista pracował...

165 godzin bez przerwy. Tydzień, ciągiem. Osób, które przepracowały kilka dni bez wytchnienia, było więcej. Firma nie zorganizowała zastępstwa, ludzie po prostu musieli pracować. Czasami z jednej pracy biegli do drugiej, by na szybko coś zarobić i kupić jedzenie. Bo poprzedni pracodawca nie zapłacił.

Czasami sobie przypominam, jak spotykałam przez lata studiów ochroniarza na uczelni. Wyglądał na niemiłego, niesympatycznego, trochę wrogiego. Dopiero rozmawiając z tymi ludźmi zrozumiałam, że oni nie są niemili. Oni są śmiertelnie zmęczeni.

Firma to praktycznie drugi dom.

To nawet pierwszy dom. W portierniach, w stróżówkach, w małych kanciapach toczy się całe życie, także rodzinne. Ochroniarzy odwiedzają tam całe rodziny, dzieci przychodzą rozmawiać, żony się przytulić. Nie wyobraża pan sobie, ile tam spotkałam zwierząt. Samotni nie mieli serca zostawiać zwierzaków na kilka dni w domu. Wolą wziąć je do pracy. Tak walczą z samotnością. Obserwowanie tego jest bolesne. Czy to jest miejsce dla rozwoju więzi rodzinnych? Oczywiście nie. Skuteczna polityka prorodzinna to nie tylko dbanie o nowe urodzenia, ale i istniejące rodziny.

Mówił pan o świętach. Sytuacja wygląda tak, że ochroniarze spędzą je w pracy. Po to, żeby pozostała część rodziny mogła cokolwiek wystawić na stół. Oni zdają sobie sprawę ze swojego położenia. Często myślą o sobie jak o marginesie społeczeństwa. A przecież nim nie są.

Jak to wytrzymać?

Ochroniarze notorycznie są niewyspani, zmęczeni. Wracają do domu i mają problemy z odpoczywaniem. Nauczyli się żyć w gotowości. W tej branży dni wolne nazywa się dniami "wyspanymi". Po kilku dniach w pracy przychodzi wolne. I przesypia się je w całości. Na regenerację potrzeba więcej czasu przy takim trybie pracy, przy niespokojnym śnie. A później wraca się na dyżur. I tak w kółko.

Fizycznie zmęczeni. A psychicznie?

Łatwo sobie wyobrazić. Warto coś jeszcze dodać w odniesieniu do świąt. W większości zakładów pracy - na uniwersytetach, w urzędach, firmach, zatrudnieni dostają przedświąteczne bony, premie, tzw. karpiowe. Pracownik ochrony czy sprzątania, który jest zatrudniony przez firmę zewnętrzną, może się temu tylko przyglądać. Jego premia zależy od życzliwości pracodawcy. Rzadko firmy ochroniarskie czy sprzątające na taką życzliwość się decydują.

W zakładzie budżetowym życzliwość jest corocznym pewniakiem. Tyle, że dostają coś innego.

Co?

Wypowiedzenia.

W święta?

Najczęściej tydzień przed końcem grudnia. Jedna z firm zwolniła pracownicę, bo chciała skorzystać ze stażystki z urzędu pracy. W ten sposób na nowy rok mogła obciąć jeszcze bardziej koszty. Nowy rok to nowe plany - to z kolei usłyszały sprzątające ze Strzelec Opolskich rok temu. Ich miejsce miała zająć firma zewnętrzna. Mogły się tam zatrudnić, ale na gorszych warunkach. Wiemy doskonale, że ochrona pracownika na umowie cywilnoprawnej nie istnieje.

W wielu rodzinach grudzień to więc miesiąc niepewności, skąd wziąć pieniądze na niezbędne wydatki. I też miesiąc niepewności, czy w styczniu będzie jeszcze praca.

Dokładnie tak.

Na chorobę i urlop ochroniarze oraz sprzątaczki nie mają czasu.

Choroba i urlop to czas wolny od zarabiania. Więc i na jedno, i drugie trzeba sobie wcześniej zapracować. Jak? Kilkoma dniami pracy bez przerwy. Czy to można uznać za wypoczynek? Nie.

W szpitalach mamy ochroniarzy i sprzątaczki, którzy nie mogą leczyć się tam, gdzie pracują. A to dlatego, że zatrudnia je firma zewnętrzna i robi to na tzw. śmieciówkach. W efekcie są nie tylko zagrożeniem dla pacjentów, ale również sami są bardziej podatni na choroby. Rzadko dyrekcja szpitala myśli o tym w ten sposób.

Rośnie frustracja?

Jest bardzo widoczna u mężczyzn, u kobiet czuć pogodzenie się z losem. Pewnie chciałby pan wiedzieć, czy wyjdą na ulicę protestować, palić opony. Nie wyjdą, bo są rozproszeni. Nie wyjdą, bo pracują cały dzień. Nie mają nawet czasu spotkać się w grupie i ponarzekać. Ciężko ich frustrację przekuć w jakiś ruch społeczny, nie mają związków zawodowych. Trwają.

Nie wyjdą na ulicę z jeszcze jednego powodu. Gdy nie pojawią się w pracy raz, to już najprawdopodobniej nie pojawią się u tego pracodawcy nigdy. Kogo winią za swoją sytuację: pracodawcę, instytucję czy rząd?


To skomplikowana sytuacja. Im większa firma, tym więzi pracownika z pracodawcą są słabsze. I wtedy częściej pracownicy mówią, że są wyzyskiwani przez bezpośredniego pracodawcę. W mniejszych firmach częściej szefa zna się osobiście. Wtedy nie obwinia się go o sytuację. Pracownicy wiedzą, że to instytucja zamawiająca usługi nie daje więcej pieniędzy. Najczęściej więc obwiniają rząd i instytucje publiczne. Ludzie czują pod skórą, że prawo nie powinno pozwalać na takie sytuacje.

To teraz porozmawiajmy o winnych.


Zaczęło się tak naprawdę już od transformacji. Budowa systemu instytucji publicznych opartych na outsourcingu zaczęła się właśnie na początku lat 90. Nie ma jednak wątpliwości, że te procesy przyśpieszyły w 2005 roku.

Rok wyborczy.

Podczas kampanii wyborczej Donald Tusk i Jarosław Kaczyński prześcigali się w obietnicach "taniego państwa". To miało być państwo antykorupcyjne, w którym urzędnicy nie decydują o ogromnych wydatkach, a wszystko jest jawne. Z drugiej strony miało to być państwo tanie w utrzymaniu. Publiczne pieniądze miały być szanowane.

Drugi cios wyprowadziła Zyta Gilowska, minister finansów w rządzie PiS. To ona przekonywała, że przeniesienie większości zadań administracji do firm prywatnych przyniesie ulgę budżetowi. I to się odbiło na zamówieniach publicznych. Urzędnicy dostali sygnał, że mają wydawać mniej. Zaczęli więc oszczędzać, głównie na ludziach. Losy pracowników, którzy zostali przez to zwolnieni lub trafili do firm zewnętrznych są praktycznie niezbadane. Od strony społecznej na te sprawy niewiele osób zerkało. Ważniejszy był efekt ekonomiczny.

Dziś do hasła "tanie państwo" żadna partia nie wraca, ale to państwo już dawno powstało. W przepisach i zachowaniu urzędników to wciąż siedzi.

Ale chyba im się to spodobało.

Outsourcing w instytucjach publicznych najczęściej przeprowadzają ludzie, którzy są nauczeni takiego właśnie efektywnego biznesu. Są nauczeni, że zlecanie niektórych zadań na zewnątrz jest tańsze i tak trzeba robić. Uczelnia, szpital, urząd - dla menedżerów też jest biznesem. Ekonomistów u władzy należy się bać. Tabelki nie powinny być ważniejsze od człowieka. Ten biznesowy eksperyment warto skończyć i zastanowić, jak wycofać część zmian. Niektórzy już to robią.

A jak tłumaczy się oszczędzanie na ludziach?

"To jest ogólnoświatowa tendencja", "inni tak robią", "muszę dbać o interes instytucji publicznej". Efektywność, dochody, racjonalizacja - te słowa królują. O "racjonalizacji wydatków" myślą rektorzy na poważnych uczelniach. Mówią o tym nawet na początku roku akademickiego. Koniec końców to zawsze obcięcie wydatków na sprzątaczki i ochroniarza, wyzysk najsłabszych.

Urzędy wojewódzkie, marszałkowskie, uniwersytety, sądy, szpitale bez zastanowienia czerpią wzorce z biznesu. Myślenie menadżerskie zastąpiło myślenie o polityce społecznej.

"Na rynku występujemy jako klient" - mówi pracownik urzędu, "W kapitalizmie nie patrzy się na to, kto ile zarobi, a za ile nam to zrobią" - dodaje inny. Czuć przekonanie, że reguły gry dla urzędów i biznesu są takie same.

Jedna z instytucji publicznych w zamówieniu publicznym punktowała wyżej kolor oferowanego przez firmę papieru toaletowego, a nie to, czy zatrudnia ludzi na etatach. Jak to tłumaczyć? Instytucja koncentruje się na celu, na swojej potrzebie. W tym układzie urzędnicy dobrze wykonali zadanie, ale jednocześnie zmarginalizowali człowieka.

A to nie odbija się na usługach?

Oczywiście, że tak. Słabo opłacany pracownik nie może świadczyć dobrej usługi. Lepiej, by papier był gorszej jakości, ale pracownik zarabiał więcej. Nie powinno być wątpliwości, że to jest ważniejsze.

Czasami brakuje nam takiego całościowego spojrzenia. Spójrzmy na szpitale. Tanie sprzątanie i jeszcze tańszy catering obiadów nie pomogą pacjentom szybciej zdrowieć. Bo dopiero to wszystko razem - lekarze, czyste sale i odpowiednia dieta pozwalają lepiej leczyć. Ale szybciej przejdzie obcięcie wydatków na sprzątanie i żywienie niż leczenie. A przecież to wszystko łączy się w jedno.

Czyli w naszym wydaniu "tanie państwo" zamieniło się w "dziadowskie państwo"?

Na pewno w nieczułe państwo. W wielu instytucjach króluje takie myślenie o ludziach: to nie jest mój pracownik, więc nie muszę się nim przejmować. Mało tego, po zakresie obowiązków widać, że ten pracownik z outsourcingu jest gorszej kategorii. Gabinety dyrektorów i prezesów często sprzątają etatowe sprzątaczki. Kuchnie i ubikacje - te z zewnętrznej firmy.

Widać jak na dłoni, że urzędnicy wiedzą, że outsourcing nie zapewnia im lepszych usług. Tylko tańsze. Dlatego tam, gdzie mogą, wpychają swoich pracowników. Gdy jakaś instytucja ma kompleks kilku budynków, to niemal pewne jest, że sprzątaczki etatowe będą tam, gdzie mieszczą się biura osób odpowiedzialnych za zamówienie. W pozostałych już nie.

Wtedy, gdy krzywda dzieje się tuż obok, jest usprawiedliwienie. To nie my, to oni. I nie jest ważne, że to my płacimy mało. Dlatego tak rzadko instytucje wstawiają się za pracownikami zwalnianymi z firmy zewnętrznej, która ma kontrakt. I nie ma czasem znaczenia, że jeszcze niedawno byli etatowymi pracownikami u nas.

Próba zmiany sytuacji była.


Faktycznie od połowy tego roku obowiązkowe w zamówieniach publicznych są klauzule społeczne, pracownicze. Administracja publiczna została zmuszona do wymagania etatów od przedsiębiorców realizujących zadania.

Ale to wszystko, o czym do tej pory mówiliśmy - wciąż obowiązuje. Wciąż są ochroniarze, który dostają kilka złotych za godzinę pracy.

Bo przepisy zmieniły się wyłącznie dla nowych zamówień publicznych. Te, które zostały rozstrzygnięte przed nowelizacją ustaw, dotrwają tak do końca. W niektórych wypadkach są to dwa lata. Ale już dziś wiemy, że problem wcale nie zniknie. Część pracodawców znalazła rozwiązanie tego problemu. W jednym z regionalnych oddziałów Zakładu Ubezpieczeń Społecznych ochroniarze pracują na 1/32 etatu. 15 minut dziennie etat, reszta na umowie zlecenie.

Wiemy też, że nie wszystkie instytucje publiczne stosują się do nowych reguł. Fundacja CentrumCSR już jakiś czas temu alarmowała, że szpital w Nowym Sączu nie stosuje się do przepisów. Luk szukało nawet Ministerstwo Rozwoju.

Z kolei w niektórych zamówieniach publicznych można korzystać z ułatwionej procedury i wciąż zatrudniać ochroniarzy na tzw. umowach śmieciowych. A 13 zł za godzinę pracy? Rozwiąże problem?

Przekonamy się pod koniec stycznia. Jestem pesymistką. Jeżeli do tej pory przedsiębiorcy kombinowali, to dlaczego miałoby się to zmienić?

źródło: http://www.money.pl/gospodarka/wiadomos ... 22964.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Okupacja Sejmu nic nie dała? Platforma traci poparcie nawet w sondażach organizowanych na zlecenie... "Faktów" TVN!
Obrazek

Destrukcyjne działania totalnej opozycji nie cieszą się akceptacją Polaków. Poparcie dla zachowania polityków PO i .N z ostatnich dni wyraziło jedynie 26 proc. ankietowanych przez TNS Polska. Aż 47 proc. było odmiennego zdania. Nie powinno nas zatem dziwić, że od czasu kiedy zaczęła się okupacja Sejmu, PiS zaczął zwiększać przewagę nad konkurentami. Wg sondażu przeprowadzonego na zlecenie "Faktów" TVN partia Kaczyńskiego zyskała na ostatnich wydarzeniach +5 proc. (35 proc.), natomiast PO straciła -1 proc. (15 proc.).

Strategia totalnej opozycji polegająca sparaliżowaniu pracy polskiego parlamentu nie spodobała się Polakom. Zgodnie z sondażem przeprowadzonym przez TNS Polska na zlecenie Polskiego Radia - jedynie 26 proc. ankietowanych poparło działania podejmowane w ciągu ostatnich dni przez PO i .N. Odmiennego zdania było aż 47 proc. ankietowanych, a 27 proc. nie miało na ten temat wyrobionej opinii.

Powyższe przełożyło się oczywiście na preferencje wyborcze. Według sondażu Millward Brown zrealizowanego na zlecenie "Faktów" TVN - po wydarzeniach ostatnich dni na PiS chce głosować 35 proc. respondentów (+5 proc.), na Nowoczesną 24 proc. (+2 proc.), na Platformę Obywatelską 15 proc. (-1 proc.), na Kukiz'15 6 proc. (-2 proc.) a na PSL 5 proc. (+3 proc.).

Paraliż parlamentu, obrona skompromitowanych sędziów, walka o zachowanie SB-ckich emerytur czy sprzeciw wobec zmian w prawie karnym przewidujących konfiskatę mienia przestępców - to nie może się podobać większości społeczeństwa. Jeśli PO i .N chcą zmienić trend i prześcignąć PiS w rankingach poparcia, to muszą uświadomić sobie swoje dotychczasowe błędy i - co najważniejsze - więcej ich już nie popełniać.

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul7/0349 ... e-dala.htm
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

t.kot. (gość)

Trzeba mieć łeb z kamienia, żeby tworzyć takie przepisy które rozdzielają dziecko od matki.


---------------------

Gość

Muszą walczyć o swoje poprzez składanie odwołań. Nie dotyczy to tylko Ukraińców ale też Wietnamczyków, Chińczyków, którzy w Polsce mieszkają od lat. Przecież ci ludzie tutaj pracują i tu płacą podatki!!! Pracują dla siebie i dla nas Polaków.

===================
Polska odeśle Ukraińców do siebie?
Obrazek

Ta decyzja brzmiała jak wyrok: siedmioletnia Iryna Ilina, Ukrainka mieszkająca i ucząca się w Oławie, musi opuścić Polskę. Ma wracać na Ukrainę, bo skończyła się jej wiza. Zgody na pobyt stały nie dostanie. Ale siedmiolatka ma wracać... sama. W Polsce może zostać jej mama i starsza siostra. To decyzja urzędu wojewódzkiego, zajmującego się sprawami cudzoziemców. Podobnych decyzji ostatnio w Polsce przybywa. Na 7300 złożonych w tym roku wniosków o zgodę na pobyt odrzucono lub umorzono już około 900. Ci Ukraińcy muszą wrócić do domów.


Julia Ilina, mama Iryny, odwołała się od decyzji urzędników. Czeka na odpowiedź. - Gdy skończyła się wiza, złożyłam wniosek o stały pobyt w kraju dla mnie i córek. Sprawę moją i starszej córki Kataryny prowadził jeden inspektor, a młodszej córki drugi. Odmówił Irynie prawa do pobytu w Polsce na stałe, ale drugi uznał, że ja i Kataryna możemy zostać - tłumaczy tę sytuację Julia Ilina.

Dziewczynki uczą się w SP nr 4 przy ul. Broniewskiego w Oławie. Jak opowiada pedagog Jolanta Stec, są niezwykle dobrze zasymilowane z rówieśnikami.

- Mówią po polsku, podtrzymują nasze tradycje i obchodzą polskie święta - opowiada. Opinie pedagogów czy pracodawców mogą pomóc dowieść, że rodzina dobrze się asymiluje. Ilu Ukraińców jest w Polsce? Dokładnie nie wiadomo. Tylko na Dolnym Śląsku w tym roku wydano zgody na pracę dla 120 tys. obywateli tego kraju (np. we Wrocławiu - dla 62 tys., w Oławie - 5,5 tys.) Jeśli cudzoziemcy nie mają rodziców z kartą stałego pobytu lub nie spełniają innych wymogów, muszą dowieść, że chcą tu żyć. To się czasami nie udaje. Przypadków odmownych decyzji przy ubieganiu się o stały pobyt jest w Polsce dużo.

W tym roku sami Ukraińcy w skali kraju złożyli 7,3 tysiąca wniosków o stały pobyt w Polsce. Ale 575 dostało decyzje odmowne, a ponad 300 - o umorzeniu postępowań. Na Dolnym Śląsku ta skala jest mniejsza.

Ukraińcy mający problem z uzyskaniem wniosku na pobyt stały proszą o pomoc Międzyzakładowy Związek Zawodowy Pracowników Ukraińskich w Polsce.

- Dostają decyzje odmowne i nie są nawet informowani dlaczego - mówi Yuriy Karyagin, przewodniczący związku.

Na liczbę odwołań ma wpływ ogromna liczba wniosków. To duży problem dla urzędów. Kolejki są teraz kilka razy większe niż parę lat temu. Na rozmowę z inspektorem czeka się tygodniami, czasami miesiącami.

W przyszłości w Polsce Ukraińcom ma być łatwiej w uzyskiwaniu pozwoleń na stały pobyt i pracę.

- Trwają prace służące ułatwieniu podejmowania zatrudnienia na terytorium Polski przez cudzoziemców, w tym w szczególności przez obywateli Ukrainy - mówi rzecznik MSWiA i dodaje, że od 2015 r. Polska zajmuje drugie miejsce w Europie z liczbą ponad 541 tys. wydanych zezwoleń pobytowych (ogółem), za Wielką Brytanią (633 tys. zezwoleń)

źródło + foto i video: http://www.gazetawroclawska.pl/wiadomos ... ,11615334/
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz:

Gerard

Kolejny zaburzony z szaleństwem w oczach, albo na prochach. Polacy nie potrzebuje go, Kaszubi też nie, a niemieckojęzyczni są na wymarciu.


=========================

Tusk myślał o powrocie do polskiej polityki? Jeśli zna już ten sondaż, to da sobie spokój
Obrazek
Od pewnego czasu opozycja i media jej sprzyjające lansują teorię, że Donald Tusk wróci do polskiej polityki, a nawet może wystartować w wyborach prezydenckich. On sam nie zdementował jednoznacznie krążących plotek. Teraz chyba szybciej podejmie decyzję - gdy dowie się co na ten temat myślą Polacy. Nie są to opinie przychylne Tuskowi.

Już wczoraj "Fakty" TVN podały wyniki sondażu dotyczące partii politycznych. PiS nie tylko jest na czele, ale poparcie dla tego ugrupowania rośnie.

Dzisiaj okazało się, że respondentom zadano jeszcze jedno ciekawe pytanie. I wyniki są druzgocące dla byłego szefa Platformy Obywatelskiej.

Wspomniany sondaż przeprowadził ośrodek Millward Brown dla „Faktów” TVN i TVN24. W nim aż 63 proc. ankietowanych odpowiedziało negatywnie na pytanie „Czy oczekuje Pan(i) że Donald Tusk wróci na stałe do Polski i zaangażuje się w polska politykę?”.

Z kolei „tak” na to pytanie odpowiedziało zaledwie 25 proc. ankietowanych. Jeszcze 12 proc. nie miało zdania w tej kwestii.

Ostatni raz Donald Tusk był widziany w Polsce w ubiegłym tygodniu. Były premier pojawił się we Wrocławiu i w krótkim, ale pełnym arogancji, wystąpieniu dał jasno sygnał, że będzie agresywnie ingerował w polskie sprawy. Nie tylko zaatakował obecnie rządzących, ale wręcz pochwalił opozycję, która zakłóciła prace Sejmu.

źródło: http://niezalezna.pl/91198-tusk-myslal- ... bie-spokoj
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Życzenia pary prezydenckiej: https://www.youtube.com/watch?v=nf7QSRf476k
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

kuzys

Faktycznie jakaś taka skrzywiona emocjonalnie.
Nie zabijać żywych karpi, zabijać nienarodzone dziecko, publicznie pokazywać biust po czterdziestce. Do tego ponura i jednocześnie celebrytka.

Typowa odmiana tefałeniczna...

---------------------------

oko

lubie takich przyglupow z nimi swieta sa weselsze

--------------------

jaja -cek

do niejakiej ostaszewskiej maji
- a jak te płaty rybne się rozmnażają ?
- przez in vitro czy przez podział ?
mam pytanie do wybitnego biologa profesora niesiołowskiego
- czy ten nowy gatunek ryb "płatowych" ma już swoją systematykę wśród organizmów?
- organizmów żywych czy filetowanych?

================
Kpina. Ostaszewska wystąpiła w obronie karpia, bo on cierpi. O zabijane dzieci też tak się martwiła?
Obrazek

Wszędzie wynajdą sobie pretekst do protestów. W wysiłkach nie ustają nawet w święta. Tym razem nie o posłach opozycji – Platforma Obywatelska i Nowoczesna – które urządzają sobie hucpę w sejmie. Maja Ostaszewska – swego czasu zaangażowana w proaborcyjny „czarny protest” – stanęła w obronie karpia. „Nie kupujcie żywych karpi. One odczuwają ból, strach i stres. (…) Kupujecie Państwo ryby w płatach” – napisała na Facebooku. Internet zanosi się od śmiechu. „Polecam żebyście wszyscy jedli tylko ziemię albo piasek... Przecież nikt z Was nie je mięsa i na pewno to mięso nie pochodzi od zwierząt – kpiono na Facebooku.

Maja Ostaszewska komentuje bieżące tematy polityczne. Zapraszała na manifestacje KOD, intensywnie angażowała się w „czarny protest”, popierała proaborcyjne fanatyczki feministyczne protestujące przeciwko inicjatywie obywatelskiej „Stop Aborcji” – podało pch24.pl.

Tym razem buddystka i wegetarianka stanęła w obronie karpia.

„Święta już za chwilę. Proszę nie kupujcie żywych karpi. Karpie podobnie jak ssaki i ptaki odczuwają ból, strach i stres. Bez wody duszą się. Gdyby miały głos , ich krzyk nie dałby nam przejść obok nich obojętnie. Jeśli przez cały rok kupujecie Państwo ryby w płatach i uznajecie je za świeże to proszę zróbcie tak samo w przypadku karpia”

– napisała.

Internauci wyśmiali aktorkę. „ssaki i ryby? To karp według Pani zalicza się do jakiego gatunku? Nadryby? Te ryby w płatach pani zdaniem nie cierpiały? Może przychodzą na świat w postaci filetów” – ironizują użytkownicy sieci.

Przypomniano, że o prawa człowieka aktorka już tak się nie troszczyła.

„Polecam żebyście wszyscy jedli tylko ziemię albo piasek... Przecież nikt z Was nie je mięsa i na pewno to mięso nie pochodzi od zwierząt. Druga sprawa i najważniejsza. Szkoda, że o drugiego człowieka się tak nie troszczycie jak o zwierzęta, bo w ich sprawie drzecie gęby najmocniej. Miłosierni samarytanie - hipokryci...” – czytamy na Facebooku.

Więcej: http://niezalezna.pl/91218-kpina-ostasz ... e-martwila
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Obrazek
Dorota Wellman
Obrazek
Spędziłam z moimi bliskim naprawdę wiele fajnych Wigilii, kilka z nich było wyjątkowych, a jedna szczególnie. Byłam wtedy małym dzieckiem. Moi rodzice postanowili, że spędzimy Święta u ich przyjaciół w Białowieży. On był leśniczym, mieszkali w małym drewnianym domu w samym środku dzikiej puszczy. Mróz był okrutny, a śniegu całe zaspy.

Wcześniej, gdy bywałam w Białowieży, poznałam wyłącznie utarte turystyczne szlaki. Tym razem było zupełnie inaczej. Gdy po zmroku wychodziło się z domu słychać było tylko odgłosy lasu i śnieg skrzypiący pod butami. Otaczała nas ciemność, okna leśniczówki były jedynym źródłem światła. A w środku kominek, zapachy z kuchni i ogromna, świeżo ścięta choinka przyozdobiona ręcznie wykonanymi zabawkami z drewna, które gospodarze przygotowali ze swoimi dziećmi... Kolacja wigilijna była bardzo uroczysta i bardzo prosta. Na drewnianym stole stanęły półmiski z pysznymi domowymi daniami, nie było w nich ani jednego produktu z półek sklepowych. Było jak w bajce. Pamiętam, że rozglądałam się i nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje naprawdę – czułam się jakbym zakradła się do chatki Świętego Mikołaja, którą znałam z ilustrowanych książek dla dzieci.

Jednak największą atrakcją tych Świąt była obecność... dzikich zwierząt. Przyjaciele moich rodziców nie tylko mieli psy i koty, ale też pomagali znalezionym w lesie wygłodniałym lub zranionym sarnom, dzikom, lisom, zającom i ptakom. Wszystkie te zwierzaki mieszkały razem (!) w dużej drewnianej stodole za domem. Pod czułym okiem gospodarzy odzyskiwały zdrowie. Pamiętam zapach siana, pamiętam ich odgłosy, jak wyglądały, co robiły, jak piły mleko z butelek ze smoczkami i jadły to, co przynieśliśmy im w ramach kolacji wigilijnej... Ten moment potrafię odtworzyć jakby wydarzył się przed chwilą. Nigdy wcześniej nie byłam tak blisko natury, takiej prawdziwej, rdzennej, niedostępnej dla człowieka. Zrobiło to na mnie tak ogromne wrażenie, że z tych Świąt naprawdę nie pamiętam więcej (śmiech). To była magia. Poza wieczerzą wigilijną resztę czasu spędziłam w zimnej, wielkiej stodole pełnej dzikich zwierząt, które żyły ze sobą w pełnej harmonii i jestem pewna, że po północy rozmawiały ze sobą ludzkim głosem.

Więcej: http://natemat.pl/197429,Filip-Chajzer- ... aja-swieta
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Wassermann o kulisach prac komisji śledczej: "Nie wierzę, że Marcin P. przeprowadził samodzielnie całą akcję"
Obrazek
W wersję, że Marcin P. wymyślił i przeprowadził samodzielnie całą akcję, po prostu nie wierzę

— mówi w wywiadzie dla portalu wPolityce.pl Małgorzata Wassermann, poseł PiS, przewodnicząca sejmowej komisji śledczej ds. Amber Gold.

Z Małgorzatą Wassermann rozmawiają Wojciech Biedroń i Marcin Fijołek.

wPolityce.pl: Za nami pierwsze miesiące pracy komisji ds. Amber Gold. Kilkanaście przesłuchań, wiele ciekawych wątków i dużo znaków zapytania. Czy po tym okresie, jako przewodnicząca komisji, ma Pani już jakiś obraz tego, co się w stało w sprawie tej afery?

Małgorzata Wassermann:
Pewien obraz sobie kształtuję, tym bardziej, że czytam akta w sprawie nie tylko w zakresie wymiaru sprawiedliwości, ale i kolejnych obszarów, którymi zajmie się komisja. Mam swoją wizję tego, co się stało w sprawie afery Amber Gold, ale jest ona niemal wyłącznie oparta na podstawie akt. Ale jak Panowie wiedzą, zeznania przesłuchiwanych przed komisją wzbogacają moją wiedzę i spojrzenie na całą sprawę – dlatego nie chciałabym na tę chwilę nawet próbować sobie ułożyć całościowej wizji, jak to wyglądało i kto za tym stał.

Chciałam i chcę patrzeć na całą sprawę afery bez z góry założonej tezy.

Zapytamy zatem inaczej – czy możemy pokusić się o pierwsze wnioski, kto albo co stało za Marcinem P.? Pieniądze? Władza? Urok osobisty? Jak mówił jeden z kuratorów, ujął tak wielu ludzi…

Naprawdę, jest za wcześnie na odpowiedź to pytanie. Mało tego powiem Panom uczciwie – jeśli komisji nie da się tego ustalić, to nie będziemy tego na siłę wskazywać we wnioskach.

Wskazujemy i będziemy wskazywać mechanizmy, jakie działały przy całej sprawie, ale jestem też świadoma, że może nam się nie udać, by wskazać personalnie, kto, kiedy i jak mocno pociągał za sznurki.

Dziś (wywiad przeprowadziliśmy 14 grudnia - dop. wP) po raz pierwszy usłyszeliśmy od przesłuchiwanego świadka, że ktoś – jego zdaniem – stał za całą aferą.

W wersję, że Marcin P. wymyślił i przeprowadził samodzielnie całą akcję, po prostu nie wierzę. Miał dziewięć wyroków – głównie za prymitywne, ordynarne oszustwa, za które szybko wpadał. Inna rzecz, że był za nie bardzo łagodnie karany, ale to już inna sprawa.

Jak długo przygotowywała się Pani do prac komisji?

Od kilku miesięcy nie robię nic innego poza czytaniem akt, regulaminów, kolejnych przepisów prawa. Musicie panowie wiedzieć, że nie jestem prokuratorem, więc nie byłam na bieżąco z każdą zmianą ustawy, nowelizowanych regulaminów. Musiałam sobie to wszystko przyswoić – to była ogromna praca.

Gdy przystępowałam do sprawy, to wiedziałam, że była taka afera i… tyle. Nie pochodzę z Gdańska, nie byłam wtedy w parlamencie, nie jestem prokuratorem. Mam zresztą wrażenie, że to pewien plus, bo przystąpiłam do całej sprawy bez z góry założonej tezy. Ale skoro pytają Panowie o zakres obowiązków, to przyznam, że ostatnie kilka tygodni jest bardzo ciężkie – rzadko wychodzę nawet do sklepu. W przyszłym roku pewnie nieco zwolnimy.

Zwolnimy?

Tak. Zostaliśmy powołani w lipcu, później dostaliśmy dokumenty, trzeba było je przeczytać, przyswoić je, przygotować się z wielu sektorów prawa. Nie było sensu rozpoczynać pracy, jeśli nie przeczyta się dokumentów. Będziemy musieli zwolnić, by przeczytać kolejne akta, by być przygotowanym. Poza tym, musicie panowie wiedzieć, że jest mnóstwo akt tajnych, w tym takie z klauzulami ściśle tajne. Nie czytałam ich.

Dlaczego?

Nie chciałam, by moja wiedza z akt jawnych wymieszała mi się z tą z akt niejawnych, bym niechcący nie ujawniła jakiejś tajemnicy. Po drugie, i tak świadkowie będą na posiedzeniach niejawnych. Czekamy też na akta z policji – tam jest kilka, kilkanaście sygnatur. Do tego dochodzi wątek np. ULC – już te akta, którymi dysponujemy świadczą o tym, że w urzędach skarbowych możemy mieć podobny obraz co przy prokuraturze.

Tempo jest zresztą takie, że jesteśmy u granic wytrzymałości. Dziś nie zdążyłam nawet zapytać, czy jeden z członków mojej bliskiej rodziny wyszedł ze szpitala.

Mówi Pani, że nie stawia przed komisją śledczą żadnej z góry założonej tezy, ale takie zarzuty nieustannie są wysuwane. Krótko mówiąc, praca posłów w tej sprawie ma być wyłącznie politycznym argumentem dla PiS – by uderzyć w poprzedni rząd.

Wiem, że takie oskarżenia były, są i będą wysuwane. Słyszałam, że chcemy zrobić show, dopaść Donalda Tuska, zemścić się… Ludzie, którzy to opowiadają po prostu nic o mnie nie wiedzą, nie znają mojej konstrukcji psychicznej. Nigdy tak nie pracowałam i nadal tak nie pracuję. Po drugie, myślę, że ci ludzie nie zastanawiają się nawet nad tym, co wypowiadają.

Robi Pani, co tylko może, by nie dać zaszufladkować pracy komisji śledczej, ale jest o to trudno, gdy wspomniany przez Panią Donald Tusk mówi wprost: to nagonka na mnie, pic na wodę, chodzi tylko o to, by mnie dopaść. Musi też Pani zdawać sobie sprawę z tego, że gdy dojdzie do przesłuchania Tuska przed komisją śledczą, to cała Pani praca zostanie sprowadzona do tego jednego momentu, do politycznego show.

Być może będzie z tego show, będę się starała, by był jak najmniejszy. Proszę nie zapominać, że to nie ja, ani Prawo i Sprawiedliwość pozwoliło na zatrudnienie syna w OLT, jednocześnie zatrudniając go w tym samym czasie na lotnisku. Bez głębszej analizy akt, kierując się zdrową logiką, można zapytać: jeśli jest dwóch partnerów, którzy ze sobą negocjują różne umowy, to czy lojalnie jest pracować po obu stronach? Nie zapominajmy też, Panowie - to nie ja złożyłam zeznania, które obciążały Michała Tuska.

Czy uważa Pani za normalne, że Prokurator Generalny rozmawia z Donaldem Tuskiem na temat jego syna?

Nie do końca. Pytam, gdzie był ten regulamin, na który się nieustannie powoływał. Regulamin sobie, praktyka sobie – tak to wyglądało. O czym rozmawiali? Prokurator Seremet twierdzi, że nie pamięta… Zobaczymy, jaki będzie stan pamięci Donalda Tuska.

Myśli Pani, że mogą być jakiekolwiek problemy z przyjściem Tuska na przesłuchanie? To już jest gdybanie. Mam nadzieję, że żadnych problemów nie będzie.

Więcej: http://wpolityce.pl/polityka/320825-nas ... cala-akcje
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Prąd i gaz ostro w górę. Od nowego roku czekają nas spore podwyżki
Prawdopodobnie już od początku przyszłego roku będziemy musieli głębiej sięgać do portfeli. Kilkuprocentowa podwyżka cen głównych źródeł energii to efekt wzrostu notowań surowców energetycznych.
Obrazek
Po serii trzech obniżek cen błękitnego paliwa w 2016 r. czas przygotować się na podwyżki. Urząd Regulacji Energetyki (URE) zatwierdzi je najpewniej w styczniu, ale już wiadomo, że ok. 6,8 mln gospodarstw domowych korzystających z gazu do ogrzewania mieszkań, przygotowywania posiłków czy podgrzewania wody zapłaci więcej.

- Zakładam jednocyfrowe wzrosty cen gazu dla odbiorców indywidualnych - mówi Kamil Kliszcz, analityk rynku surowców w mBanku. W tej grupie mieszczą się nie tylko gospodarstwa domowe. Ponad 60 proc. to mniejsi odbiorcy komercyjni. W ocenie analityka błękitne paliwo zdrożeje, bo regulator zatwierdził już nową taryfę stosowaną m.in. przez PGNiG w rozliczeniu z dużymi odbiorcami przemysłowymi (rafineriami, firmami chemicznymi i energetycznymi). Dzięki akceptacji URE cena gazu wysokometanowego w PGNiG wzrośnie średnio o 12,2 proc. Wyższe stawki związane są z obserwowanym na świecie ożywieniem cenowym na rynku ropy naftowej i gazu ziemnego.

Czytaj więcej na http://biznes.interia.pl/finanse-osobis ... gn=firefox
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

popozycja

Wolności według PO:

Wolność słowa to wolność kłamania. Wolność kłamania to wolność opluwania.

Wolność zgromadzeń to wolność zbierania się gdziekolwiek np przed wyjazdem sejmowym , przed wjazdem na Wawel.

Wolność kultury to wolność zachowania jakiego inni nie akceptują np bicie na sali sejmowej

Wolność nauki to np kładzenie się na ulicy w dowolnym miejscu i nauka "reanimacji"

Wolność sumienia to róbta co chceta.


-------------------------

Virty

Zenada, szkoda slow okreslajacych poziom tych ludzikow. A najsmieszniejsze jest to, ze oni naprawde czuja, ze maja misje i sa bohaterami.


--------------------------

Kiepura

Rozumiem, ze awangarda demokracji (ubeckiej), dyzurujaca w Sejmie, to posel Grupinski + 9 bab. Ciekawe, jak wygladaja noce (p)osla, czy panie sie same zmieniaja czy on robi krotkie przerwy w mysl dewizy: tamtamtam - zmiana dam (choc damami trudno te zenskie osobniki okreslic, bo dama trzeba sie urodzic) ...

=======================
Totalna opozycja stworzyła własny dekalog. Granice groteski przekroczone
Obrazek

Posłom opozycji, spędzającym w sali plenarnej Sejmu święta Bożego Narodzenia, najwyraźniej strasznie się nudzi. I z tych nudów przychodzą im do głów najróżniejsze, dziwne pomysły. Co więcej – oni te pomysły wcielają w życie, a później się nimi chwalą na portalach społecznościowych. Nikt chyba jednak nie przypuszczał, że stworzą własny dekalog.


Choć jest Boże Narodzenie, protest posłów, którzy przebywają na sali plenarnej obrad niższej izby parlamentu, jest kontynuowany. Zgodnie z zapowiedziami ma trwać do 11 stycznia, czyli do następnego posiedzenia Sejmu.

Wiceprzewodnicząca klubu Nowoczesna Katarzyna Lubnauer, w rozmowie z PAP poinformowała, że poza nią w sali obrad dyżur pełnią w niedzielę m.in. posłowie PO: Rafał Grupiński, Iwona Śledzińska-Katarasińska, wicemarszałek S

ejmu Małgorzata Kidawa-Błońska, Małgorzata Okła-Drewnowicz, Krystyna Szumilas oraz posłowie Nowoczesnej: Joanna Sheuring-Wielgus i Marta Golbik. – Razem jest nas około dziesięciu osób – powiedziała PAP Lubnauer. Dodała, że rano posłowie zjedli w kuluarach śniadanie.

Poza siedzeniem na sali plenarnej i jedzeniem parlamentarzyści z opozycji próbują sobie wypełnić czas. Wpadają więc na różne pomysły, które następnie – niestety – realizują. To co zrobili ostatnio jest jednak wyjątkowo kuriozalne. Wymyślili własne dziesięć przykazań, które nazwali szumnie dekalogiem wolności. Z arkuszem papieru, na którym ów dekalog spisali, porobili sobie zdjęcia i kolportują je na portalach społecznościowych. Dziesięć punktów odnosi się do tego, czego władza nie może ograniczać: wolności słowa, wolności mediów i internetu, wolności zgromadzeń, wolności sumienia, wolności organizacji obywatelskich, wolności samorządów, wolności kultury, wolności nauki, wolności gospodarczej, wolności parlamentu. Ten spis oczywistości kończy stwierdzenie, że gwarancją wolności jest niezawisłość sądów i trybunału.

Czy opozycyjni parlamentarzyści naprawdę nie dostrzegają śmieszności swoich poczynań? Polacy jasno wypowiedzieli się w tej sprawie tuż przed świętami. W sondażu TNS Polska, przeprowadzonym na zlecenie Polskiego Radia, jedynie 12 procent badanych wyraziło zdecydowane poparcie dla takiego zachowania posłów z Nowoczesnej i Platformy Obywatelskiej. 14 procent respondentów uznało, że raczej popiera w tej kwestii opozycję. Zdecydowanie więcej osób wyraziło dla tych działań dezaprobatę. Spośród 47 procent badanych, którzy krytycznie ustosunkowali się do takiej aktywności, 28 procent zdecydowanie jej nie popiera, a 19 procent raczej nie popiera.

źródło: http://niezalezna.pl/91255-totalna-opoz ... zekroczone
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Żubr, polski symbol ochrony przyrody idzie do odstrzału. W Puszczy Boreckiej chcą zdziesiątkować stado
Obrazek
W Nadleśnictwie Borki żyje na wolności około stu żubrów. Wkrótce może się okazać, że będzie ich jeszcze mniej, bowiem co dziesiąta sztuka ma zostać odstrzelona. Zabiegają o to myśliwi i nadleśniczy Kazimierz Sarzyński. Zezwolenie na zastrzelenie żubra to dla nadleśnictwa dochodowy interes.

Na żubry w Puszczy Boreckiej pięć lat temu polował sam król Hiszpanii Juan Carlos, który był łaskaw zastrzelić jednego byka. Bo utrzymanie jednego żubra to dla nadleśnictwa wydatek około 3 tysięcy złotych. A żubrów jest 100, więc nadleśniczy uznał, że lepiej jest na śmierci wielkich zwierząt zarobić. Prawo do odstrzelenia jednego zwierzęcia to ponad 12 tysięcy złotych, a jeśli myśliwy będzie chciał zabrać trofeum do domu, to musi liczyć się z dodatkowym wydatkiem nawet 36 tysięcy złotych.

Jak się okazuje, zabijanie żubrów, zwierząt które stały w się w Polsce symbolem ochrony przyrody może być dochodowym interesem. Dlatego lobby myśliwskie już od lat upiera się przy tym, by zwiększano limity odstrzału tych zwierząt. Jak donosi portal oko.press, działo się tak już za czasów poprzednich rządów. Ale dopiero teraz na czele ministerstwa środowiska stoi zadeklarowany myśliwy, który w dość szczególny sposób pojmuje ochronę środowiska. To właśnie minister Szyszko dopuścił do tego, że do Puszczy Białowieskiej weszły ekipy drwali.

Na razie nikt nie wpuszcza myśliwych do Puszczy Białowieskiej, gdzie żyje około 600 żubrów. Tylko dlatego, że puszcza jest Parkiem Narodowym w ciągu ostatniego roku dopuszczono tam do zabicia tylko 8 sztuk żubra z przyczyn „higienicznych”. Co innego w Puszczy Boreckiej, która podlega Lasom Państwowym, gdzie ze stada około 100 sztuk planowane jest zastrzelenie co dziesiątej sztuki. Jeszcze gorzej jest w Puszczy Knyszyńskiej, gdzie stado jest niewiele większe, a rocznie ginie około 20 zwierząt.

Żubr jest naszym dobrem narodowym. Przez wiele lat czyniono wiele wysiłków, by odbudować pogłowie tych zwierząt po masakrze, jakiej dopuszczono się w czasach pierwszej i drugiej wojny światowej. Żubr jest symbolem siły i nieugiętości, o tym, że żubr wstanie przeciwko dyktatowi Unii Europejskiej pisała nawet posłanka Krystyna Pawłowicz. Szkoda będzie, jeśli symbol legnie pod ogniem myśliwych.

źródło: http://natemat.pl/197697,zubr-polski-sy ... owac-stado
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Rodzina kierowcy zabitego w Berlinie dostanie duże wsparcie. Zebrano 160 tys. funtów, będzie też renta od premier Szydło
Obrazek
Akcję zbierania pieniędzy dla żony i syna zabitego w Berlinie przez terrorystę Polaka zapoczątkował brytyjski kierowca Dave Duncan. Już zebrano ponad 160 tysięcy funtów, do akcji przyłączyła się też premier Szydło, która postanowiła przyznać specjalną rentę rodzinie zamordowanego.

Więcej: http://natemat.pl/197689,rodzina-kierow ... ier-szydlo
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

spider

A moze najwyzszy czas sprawdzic dochody nieroba i herszta kodziarzy! Wujek soros wyplaca mu miesieczne pensje a to chyba powinno byc opodatkowane!I dlaczego on nie siedzi za nieplacenie alimentow?

---------------------------

Magda z Kujaw

kijowski - uroda śmierdzącego kozła, spojrzenie diabła. To tyle w temacie. No chyba, że jeszcze pytanie: kim są kobiety, które obdarzają tego flejtucha swoimi wdziękami!

------------------------

skipper-caribbean-2015@skipper-caribbean-2015


To słup. Podobnie jak Petru. Pytanie czyj słup? Już jeden taki był, a zwał się Palikot. Gdzie on teraz? Na wysypisku słupów?

---------------------------

Lejzorek Eizenszwanc

SOROS aj waj. W co On inwestuje, aj waj? W te pajace od Petru? W alimenciarza, ktory OKRADA wlasne dzieci? Okradac mozna GOJOW a nie wlasnych. Ja Ciebie mowie, to nie KOSZERNE i On straci kasa ajwaj

========================
Kreowanie Kijowskiego na lidera antyrządowego ruchu obywatelskiego to kpina. Opozycja sama strzela sobie w stopę
Obrazek
Mogłoby się wydawać, że po wynalazku w rodzaju Lecha Wałęsy, który mimo oczywistych ograniczeń, został wykreowany na autorytet – nic nas już nie zaskoczy. Ktoś jednak przebił ofertę ze znaczkiem „Solidarności”. Mateusz Kijowski pokazuje, że można.

Można, przy całej swojej charakterologicznej miałkości, zostać okrzykniętym przywódcą pozaparlamentarnej opozycji. Nawet jeśli w środowisku tzw. Komitetu Obrony Demokracji i na jego obrzeżach pojawiają się kontrowersje co do przywódczej roli Kijowskiego, nikt nie zaprzeczy, że to właśnie on stał się twarzą ruchu.

Dlaczego? Trudno zrozumieć, dlaczego facet bez pracy, wykształcenia, z ujawnionymi zaległościami w płaceniu alimentów staje się alfą i omegą dla ludu dążącego do obalenia demokratycznie wybranego rządu.

Owszem, żyjemy w świecie dominacji wtórnego analfabetyzmu, w którym wszelkie PR-owe świecidełka są w cenie. Problem w tym, że Kijowski nie jest również przystojny (konsultacji zasięgnąłem u Żony i koleżanek), nie jest również świetnym mówcą, wyraźnie brakuje mu elokwencji, nie radzi sobie w wystąpieniach publicznych, a ponadto trudno znaleźć w nim cechy prawdziwego lidera. Można było zarzucać brak kompetencji Lechowi Wałęsie czy Andrzejowi Lepperowi, ale nikt nie odmówił im przywódczego charakteru, jaki powinien być głównym orężem politycznego naturszczyka, który zostaje wyniesiony na główną arenę w wyniku zbiegu rożnych okoliczności, ale koniec końców okazuje się prawdziwym zwierzem politycznym. Trudno o tym mówić w przypadku Kijowskiego.

Tylko czy jest sens próbować to pojąć? Zakładanie racjonalnych przesłanek w tym przypadku może okazać się błędem. W końcu zbiorowe halucynacje na trwałe wpisały się w rodzimy pejzaż polityczny. Należałoby tylko rozważyć, czy wykreowanie na przywódcę antyrządowych protestów taboretu lub szklanki z wodą nie odniosłoby podobnego rezultatu.

To nie mój problem. Aktywistom KOD-u można się jedynie dziwić. Sami strzelają do własnej bramki.

Jest jeszcze inna możliwość (zastrzegam – z półki political fiction), którą powinni podchwycić miłośnicy teorii spiskowych. KOD to fasadowa opozycja kontrolowana przez Jarosława Kaczyńskiego. Trudno bowiem uznać, że „oni tak na serio”.

źródło: http://wpolityce.pl/polityka/320620-na- ... ie-w-stope
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

W Polsce nie może być normalnego sporu, bowiem PiS i opozycja odbierają sobie wzajemnie prawo do uczestnictwa w życiu politycznym – pisze publicysta „Rzeczpospolitej".
Jak bumerang wraca w polskiej debacie publicznej postulat pokoju społecznego. Trwająca od dziesięciu dni zawierucha w parlamencie to kolejny pretekst do snucia rozważań o tym, czy Polacy mogą się ze sobą spierać w sposób normalny. Czyli taki, który charakteryzuje dojrzałe demokracje w krajach zachodnich, będących bądź co bądź od 27 lat wzorem do naśladowania dla polskich polityków.

Problem polega na tym, że w przypadku Polski mamy do czynienia z marzeniami, których obecnie nie da się spełnić. Dlaczego? Przyczyny tkwią głównie w historii, która kładzie się cieniem na teraźniejszości.

III Rzeczpospolita powstała jako państwo postkomunistyczne. Transformacja ustrojowa stworzyła określone warunki polityczne i ekonomiczne – dogodne dla osób wywodzących się z PRL-owskiego aparatu władzy, a niekorzystne dla tych, które pozbawione były „dojść" umożliwiających im awans społeczny. To właśnie taki stan rzeczy skłonił w roku 1992 Jarosława Kaczyńskiego do sformułowania tezy, że zasadniczą patologią polskiego życia publicznego jest „układ". Ówczesny szef Porozumienia Centrum miał na myśli „czworokąt" składający się z ludzi ze służb specjalnych, środowisk przestępczych, wielkiego biznesu i okrągłostołowej klasy politycznej.

Znamienne, że i sam Kaczyński brał udział w obradach Okrągłego Stołu, lecz wystarczyło, że po czerwcowych wyborach roku 1989 sytuacja polityczna nabrała dynamiki, a wystąpił z hasłem „przyspieszenia", co w skrócie oznaczało rozprawę z postkomunizmem. Przyszły lider Prawa i Sprawiedliwości bardzo szybko został jednym z głównych wrogów establishmentu III RP. Warto przypomnieć, że Hanna Suchocka jako premier rządu postsolidarnościowego (lata 1992–1993) uważała PC za ugrupowanie antypaństwowe, a Sojusz Lewicy Demokratycznej za konstruktywną opozycję.

Z dzisiejszej perspektywy diagnozy Kaczyńskiego z lat 90., nawet jeśli wtedy trafne, trącą anachronizmem. Integracja europejska i globalizacja zrobiły swoje. Weźmy choćby oskarżanego przez PiS o służbę obcym interesom Donalda Tuska. Jego rząd zdecydował się na demontaż OFE i renacjonalizację systemu emerytalnego, czym naraził się wielkim graczom międzynarodowym.

Polska drugiej dekady XXI stulecia jest więc innym krajem, niż była ćwierć wieku temu – nie ma tu mowy o jednym „układzie" trzęsącym państwem. Ścierają się ze sobą różne grupy interesów, a władza ekonomiczna wymyka się władzy politycznej.

Nie oznacza to jednak, że konflikt, który rozpoczął się w roku 1990 wraz z „wojną na górze", odszedł w przeszłość. Kaczyński pozostał politycznym reprezentantem tej – jak się okazało – znacznej części polskiego społeczeństwa, która w wymiarze ekonomicznym nie załapała się na profity z transformacji ustrojowej czy też w sferze symbolicznej została zdegradowana do poziomu pogardzanego przez establishment III RP „ciemnogrodu".

PiS, dokonując w ciągu minionego roku radykalnych zmian politycznych, przy okazji wyraził swój stosunek do takich sił, jak Platforma Obywatelska, Nowoczesna i – w mniejszym stopniu – Polskie Stronnictwo Ludowe. Partia Kaczyńskiego na wszelkie możliwe sposoby te formacje jako reprezentantów establishmentu III RP delegitymizuje. Ale jest to przecież delegitymizacja wzajemna. Niegdyś PC, a potem PiS były przez elity okrągłostołowe traktowane jako organizacje wywrotowe – takie, które należy wykluczyć z głównego nurtu debaty publicznej. Tak więc sprawujący obecnie w Polsce władzę obóz odpłaca pięknym za nadobne.

To nie wróży pokoju społecznego. Wyjścia zaś są dwa: albo Prawo i Sprawiedliwość całkowicie unicestwi establishment III RP, albo z kolei ten przetrwa jakoś rewolucję Kaczyńskiego i cudem odzyska władzę, a następnie zemści się na PiS tak, że z ugrupowania tego nic nie zostanie.

Tyle że w obu wariantach pozostaje jeszcze duża część wyborców stojąca za obozem, który ostatecznie ma zniknąć. A jej zdelegitymizować się już nie da.

żródło: http://www.rp.pl/Publicystyka/312269953 ... .html#ap-1
Obrazek
odpowiedz

Informacje

  0 użytkowników  »  2 gości

Moderatorzy

NEVIL, ModTEAM