forum LUBIN pl
oficjalne forum miasta Lubin

Hydepark - A co w świecie ! ?

NEVIL - Sob Lip 07, 2018 12:53
Temat postu: A co w świecie ! ?

Obywatelska inicjatywa kontra straż miejska




Grzywna od 41 do 168 euro grozi w Rzymie tym, którzy oznaczają farbą niebezpieczne dziury na ulicach, by ostrzec motocyklistów i w ten sposób uchronić ich przed wypadkiem- informuje stołeczna prasa. Kary stosowane przez straż miejską budzą protesty.

Pomysł malowania wyraźnych kolorowych kół wokół ulicznych wyrw, których są tysiące, zrodził się po niedawnej śmierci młodej rzymianki. Zginęła ona w wypadku jadąc na skuterze, który wpadł w głęboką dziurę w jezdni.

Do groźnych wypadków z tego powodu dochodzi w Wiecznym Mieście coraz częściej, a władze miejskie oskarżane są o brak odpowiednich działań w reakcji na fatalny stan nawierzchni, który stał się prawdziwą zmorą.

Wysokość odszkodowań, jakie musi wypłacić zarząd miasta kierowcom i motocyklistom za uszczerbek na zdrowiu i zniszczenia pojazdów, już sięgnęła w tym roku 15 milionów euro.

Mieszkańcy stolicy Włoch spontanicznie zaczęli oznakowywać farbą niebezpieczne dziury, by ostrzec wszystkich użytkowników jednośladów. Jak wyjaśnili pomysłodawcy, jeśli nie można tych uszkodzeń naprawić, niech przynajmniej będą widoczne, bo to może ocalić komuś życie.

W wielu dzielnicach na jezdniach pojawiły się kolorowe znaki, co spotkało się z wdzięcznością motocyklistów i zostało uznane za cenną obywatelską inicjatywę.

Zupełnie innego zdania jest rzymska straż miejska, która oświadczyła, że malowania na asfalcie zabrania kodeks drogowy. Jak ogłoszono, grozi za to grzywna do 168 euro. Ponadto - dodała straż - osoba, która to zrobiła, musi ponieść koszty przywrócenia poprzedniego wyglądu nawierzchni, czyli usunąć farbę.

Rzymska prasa uznała to stanowisko za paradoksalne i podkreśliła, że kary te są wymierzone w obywatelskie poczucie obowiązku, którego celem jest chęć ocalenia komuś zdrowia bądź nawet życia.

źródło: http://wgospodarce.pl/inf...a-straz-miejska

NEVIL - Wto Lip 10, 2018 17:35

Komentarze:

abnegat.ltd

Czesc pamieci Thailand Navy Seal ktory oddal zycie ratujac innych.

------------------------------

Alicja Ilona Bu

Gratulacje, trzymajcie się wszyscy zdrowo!!!

---------------------------------

lucek10

Przyjemnie jest się cieszyć, podziwiać, gratulować. Mnóstwo ludzi z takim narażeniem życia ratowało innych. Czy nas zawsze stać na to, by być dla drugiego człowieka życzliwym, by go szanować?
==========================

Tajlandia. Akcja ratunkowa zakończona. Chłopcy i ich trener wyszli z jaskini po 18 dniach




Z jaskini w Tajlandii uratowano wszystkie uwięzione tam osoby. Grupa spędziła w kompleksie jaskiń 18 dni. "To cud, nauka lub jeszcze coś innego" - skomentowała finał akcji tajlandzka marynarka wojenna.

Trzeciego dnia akcji ratunkowej w jaskini w Tajlandii służbom udało się uratować 5 kolejnych osób. Informację o 13 uratowanych podają komandosi z Thai Navy Seals. Ostatni z jaskini wyszedł 25-letni trener chłopców.

Tajlandia. Z jaskini wydobyto wszystkie osoby

Przypomnijmy, że to był już trzeci dzień akcji ratunkowej w Tajlandii.

Ta rozpoczęła się w niedzielę rano czasu lokalnego. Pierwszego dnia udało się uratować cztery osoby, wczoraj z jaskini wyprowadzono kolejne cztery. We wtorek kontynuowano akcję i wtedy uratowano ostatnich znajdujących się w jaskini.

Jak dzieci trafiły do jaskini w Tajlandii?

Drużyna piłkarska zaginęła w jaskini 23 czerwca. Według wstępnych ustaleń 25-letni trener w ramach ćwiczeń zabrał dwunastu chłopców na wyprawę po kompleksie jaskiń Tham Luang w Tajlandii. Gdy drużyna znajdowała się w jaskini, zaczął padać intensywny deszcz. Woda zalała korytarze i uniemożliwiła im powrót. 2 lipca młodzi piłkarze zostali odnalezieni przez nurków. Przez około tydzień ratownicy dostarczali uwięzionej drużynie pożywienie i wodę. Akcję ratunkową rozpoczęto w niedzielę.

Akcja była bardzo skomplikowana. Chłopcy mieli do przebycia ok. 4 km. W kilku miejscach ściany jaskini są tak blisko siebie, że ratownicy musieli ściągać butle z tlenem. Jedną osobę do wyjścia z jaskini eskortowało dwóch płetwonurków. Ratownicy obawiali się m.in. tego, że chłopcy mogą wpaść w panikę.

Tajlandia. Służby ratownicze prowadziły wyścig z czasem

Tajlandzkie służby przez cały czas prowadziły wyścig z czasem, ponieważ w rejonie Tham Luang cały czas pada deszcz. Intensywne opady mogłyby spowodować jeszcze większe zalanie jaskini i zupełnie odciąć chłopców od ratowników. Służby ratownicze przyznawały, że w najgorszym wariancie grupa mogłaby zostać w jaskini na 4 miesiące. Od samego początku ratownicy próbowali wypompowywać wodę z jaskini, ale nie przynosiło to zadowalających skutków. Doszło wówczas do przykrego incydentu - grupa wolontariuszy omyłkowo wpompowała wodę z powrotem do jaskini.

Swoje wsparcie chłopcom zadeklarował nawet słynny biznesmen Elon Musk. Jego zespół przygotował alternatywny sposób uratowania chłopców i skonstruował specjalną kabinę, w której mieliby oni zostać przetransportowani na powierzchnię. Na szczęście akcja zakończyła się sukcesem bez tego.

Zginął jeden z ratowników

W akcji ratowniczej w rejonie jaskini Tham Luang brało udział ok. 40 ratowników z Tajlandii i 50 z zagranicy. Samo wyciąganie chłopców z jaskini łączyło elementy nurkowania, chodzenia i wspinaczki.

Więcej: http://wiadomosci.gazeta....html#Czolka3Img

NEVIL - Pią Lip 13, 2018 13:16

Sezon urlopowy i wyjazdów poza granice kraju. Warto się z poniższym zapoznać.

============================

MSZ ostrzega kierowców za granicą. Niewiedza może kosztować


W czasie wakacji wielu Polaków wyjeżdża za granicę lub wypożycza samochód w obcym kraju. Ministerstwo Spraw Zagranicznych przygotowało ostrzeżenia, które mają ustrzec zmotoryzowanych przed niebezpieczeństwem czy zmniejszyć ryzyko otrzymania mandatu. Przedstawiamy najważniejsze z nich.



Albania

MSZ radzi, by po albańskich drogach nie podróżować nocą. Wszystko przez fakt, że wielu użytkowników motocykli nie używa tam świateł nawet po zmroku. Albańskim kierowcom zdarza się przejeżdżanie przez skrzyżowanie mimo czerwonego światła, wymuszenie pierwszeństwa czy niesygnalizowanie skrętu. W razie kolizji czy wypadku MSZ radzi kontakt z polskim konsulatem. Wymagana jest zielona karta.

Belgia

Poza terenem zabudowanym na drogach, które nie posiadają osobnych jezdni dla każdego z kierunków ruchu, obowiązuje ograniczenie do 70 km/h. Za przekroczenie dopuszczalnej prędkości o 30 km/h w terenie zabudowanym lub o 40 km/h poza nim policja zatrzymuje prawo jazdy.

W centrum Antwerpii i na lewym brzegu rzeki Scheldy obowiązuje strefa niskiej emisji (LEZ). Samochody z rejestracjami innymi niż belgijskie i holenderskie mogą do niej wjechać wyłącznie po rejestracji przez internet.

Białoruś


Od początku 2018 r. Polacy mogą bez wizy odwiedzać niektóre białoruskie regiony. Chodzi o strefę parku "Kanał Augustowski" z Grodnem, strefę rekreacyjno-turystyczną "Brześć" oraz lotnisko w Mińsku. Bezwizowy pobyt nie może jednak trwać dłużej niż 5 dni. Choć Białoruś podpisała Konwencję wiedeńską o ruchu drogowym, to - jak ostrzega MSZ - białoruscy policjanci kontrolują wyposażenie samochodu i próbują nakładać mandaty za brak obowiązującego tam wyposażenia. Dokładniej chodzi o odpowiednią apteczkę. Wymagana jest zielona karta.

Więcej: https://moto.wp.pl/msz-ostrzega-kierowcow-za-granica-niewiedza-moze-kosztowac-6272248580855425a

NEVIL - Wto Lip 17, 2018 15:02


Szczyt w Helsinkach to tylko gra, nawet jeśli niezręczna. Trump nie sprzeda Polski Putinowi




To nie szczyt w Helsinkach, a tym bardziej konferencja prasowa po nim decydują o strategicznych relacjach polsko-amerykańskich.

Lament po szczycie Trump – Putin w Helsinkach jest równie wielki jak po zwycięstwie obecnego prezydenta USA w wyborach 8 listopada 2016 r. Wtedy mówiono, że naiwny i niedoświadczony Donald Trump wywróci geopolitykę do góry nogami i da się ograć doświadczonemu kagebiście Putinowi, który w dodatku ma na niego haki w związku z ingerencją Rosjan w amerykańskie wybory – tak, żeby nie wygrała ich Hillary Clinton, może w wielu sprawach miękka, to zdecydowana twardo się Putinowi postawić. Trump miał sprzedać Polskę oraz inne państwa naszego regionu w ramach swej polityki transakcyjnej. W ramach tej polityki miał też zawierać z Rosją taktyczne sojusze wbrew interesom NATO, a przede wszystkim Unii Europejskiej. Od tego czasu minęło ponad półtora roku i katastrofalne przepowiednie się nie sprawdziły, choć twarde stanowisko Donalda Trumpa wobec tych państw członkowskich NATO, które na obronę wydają najmniej jak się da, zostało uznane za sygnał, że amerykański prezydent zrobi to, czego się obawiano półtora roku wcześniej.

Jest faktem, że konferencja prasowa Donalda Trumpa i Władimira Putina po helsińskim szczycie była dziwna. Dziwić musiały nie tyle komplementy Trumpa wobec cara Rosji, bo prezydent USA komplementował nawet Kim Dzong Una, który ma na koncie nie tylko wymachiwanie rakietami mogącymi przenosić ładunki jądrowe, ale też obozy koncentracyjne i polityczne mordy swoich realnych i wydumanych przeciwników wewnętrznych. Dziwić musiało atakowanie amerykańskich instytucji w kontekście dochodzenia w sprawie ingerencji wojskowego wywiadu Rosji (a także innych służb tego państwa i ich agentury oraz agentów wpływu) w amerykańskie wybory. Tyle tylko, że Donald Trump robi to od dawna także bez towarzystwa Władimira Putina. Ale jednak branie prezydenta Rosji na świadka, że niektórzy Amerykanie są źli, zaś Putin jest szczery i ma dobre intencje, nie było roztropne. I wywołało w USA oskarżenia o „zdradę”, „hańbę”, „nielojalność wobec służb własnego państwa” oraz „głupotę”. Napomniano Donalda Trumpa, że Rosja to nie sojusznik, tylko przeciwnik, i to bardzo niebezpieczny. Tyle tylko, że Trump to wszystko wie. Ale prowadzi nieszablonową politykę, rozmawiając także z wrogami, a nawet obsypując ich komplementami.

Więcej: https://wpolityce.pl/swiat/404188-szczyt-w-helsinkach-to-tylko-gra-nawet-jesli-niezreczna

NEVIL - Pon Lip 30, 2018 12:44

Kolejny dowód na to, aby Polska na siłę się nie pchała do strefy euro.
==================

Niemcy znowu biją całą strefę euro. Ich bilans handlowy jest lepszy od wszystkich państw eurolandu razem wziętych!




W 2017 roku niemiecki bilans handlowy (+244,8 mld €) był lepszy niż bilans całej strefa euro razem wziętej (+238,0 mld €). Okazuje się, że nie był to jednorazowy przypadek. Po pierwszych pięciu miesiącach tego roku nadwyżka w handlu zagranicznym całej strefy euro wyniosła 80,04 mld €. W tym samym czasie gospodarka Niemiec wypracowała nadwyżkę handlową w wysokości 99,93 mld €. Wygląda więc na to, że "euro-zona" w końcu zaczęła działać tak, jak ją sobie wyobrazili jej pomysłodawcy, czyli z korzyścią przede wszystkim dla Niemiec.

Posiadanie wspólnej waluty przez kilkanaście państw UE ma wiele zalet, ale tylko jedno państwo w Europie czerpie z tego tytułu gigantyczne zyski. Tym państwem są Niemcy. Wynika to ze specyfiki gospodarki naszego zachodniego sąsiada oraz pragmatyzmu pomysłodawców wspólnotowej waluty.

Przypomnijmy - gospodarka Niemiec opiera się przede wszystkim na eksporcie. Aby był on opłacalny waluta, za pomocą której dokonywane są transakcje, nie może być zbyt silna. Szczególnie względem walut obowiązujących u największych partnerów handlowych.

W Niemczech obowiązującą walutą jest euro. Tak samo jak w o wiele słabszych i bardziej zadłużonych gospodarkach Portugalii, Grecji czy we Włoszech. Efekt jest taki, że euro nie jest tak silne, jak mogłoby być gdyby obowiązywało tylko na terytorium silnej gospodarki niemieckiej. Jeśli Niemcy pozostaliby przy swojej rodzimej walucie (przypomnijmy, że kiedyś była to niemiecka marka), to dzisiejsze zyski z tytułu eksportu dóbr i usług wyprodukowanych za naszą zachodnią granicą byłyby o wiele niższe, a bilans handlowy o wiele mniej korzystny niż obecnie.

Niemieccy ekonomiści odpowiednio wcześnie przewidzieli jednak największe zagrożenie dla uzależnionej od eksportu swojej gospodarki i skutecznie wdrożyli remedium w postaci strefy euro. Efekt jest taki, że nasi zachodni sąsiedzi z roku na rok osiągają coraz lepszy bilans handlu zagranicznego. W ubiegłym roku wyniósł on +244,8 mld € i był lepszy niż bilans całej strefa euro razem wziętej (+238,0 mld €). Po pięciu miesiącach tego roku gospodarka Niemiec wypracowała nadwyżkę handlową w wysokości 99,93 mld €, która była o blisko 20 mld € wyższa od nadwyżki całej strefy euro.

Jedno jest pewne - te fantastyczne wyniki Niemiec nie byłyby możliwe, gdyby nie porzucenie swojej rodzimej waluty i stworzenie strefy euro. Aby bilans handlowy naszych zachodnich sąsiadów był jeszcze lepszy, euro-zona powinna się powiększyć o takie kraje jak Bułgaria, Rumunia czy Polska. Stąd tak silne lobbowanie niemieckich polityków i ekspertów, abyśmy zdecydowali się na przyjęcie wspólnotowej waluty.

źródło: http://niewygodne.info.pl...strefe-euro.htm

NEVIL - Czw Sie 16, 2018 17:54

W Niemczech wolno, a w Polsce nie wolno wycinać ?

====================================

Niemcy masowo tną lasy. Z powodu kornika




[b]Według ministerstwa leśnictwa Bawarii, około połowa terytorium tego niemieckiego kraju związkowego stanowi obecnie strefę zagrożenia kornikiem - informuje niemiecki dziennik „Die Welt”.


Rok 2018 jest już czwartym kolejnym, w którym występuje masowe rozmnażanie się tego szkodnika. W ciągu trzech poprzednich lat notowano pojawianie się corocznie trzech nowych pokoleń, a w roku bieżącym może ich być nawet cztery, jeśli pogoda będzie nadal ciepła i sucha - obawiają się eksperci.

Jak zaznacza ministerstwo leśnictwa, jedynym środkiem zaradczym jest natychmiastowa wycinka zaatakowanych drzew i wywożenie ich z lasu - w tydzień lub najpóźniej w dwa tygodnie po wykryciu na nich kornika. Drzewa mniej uszkodzone trafiają do składów mokrych, gdzie systematyczne zraszanie wodą topi znajdujące się pod korą larwy i chrząszcze, uniemożliwiając ponadto rozwój grzybów. Dobrą jakość drewna da się w ten sposób utrzymywać przez lata.

Wycinkę prowadzi się w Bawarii przy pomocy maszyn Harvester, zdolnych ściąć i zamienić w pięciometrowej długości pnie 70 drzew dziennie.

Mimo sprzyjających warunków meteorologicznych, rozmiary plagi kornika nie są w tym roku w Bawarii tak duże, jak się obawiano. Rok 2017 był pod tym względem najgorszy, a w obecnym liczba wykrytych zaatakowanych drzew jest o około 30 proc. mniejsza.

źródło: http://wgospodarce.pl/inf...-powodu-kornika

NEVIL - Sob Sie 18, 2018 08:58

Komentarze:

halszka

Już dawno widziałam w górach Sharzwaldu połacie drzew zaatakow. przez kornika! Wyglądało to żałośnie! Widocznie się teraz obudzili jak zaatakowane są wszystkie lasy w całej Bawarii!

--------------------------------------

Akagi

Bo u nas kornik jest pod ochroną i jeszcze jest w opozycji w stosunku do rządu dlatego u nas jest chroniony.

-----------------------------------

normal

Dokładnie tak jest,bo tam jest państwo prawa i prawo musi być szanowane,a nie tak jak w Polsce jest ono gwałcone na każdym kroku protestującym się pozwala na wszystko tam byliby już spałowani!

===================================

Dlaczego "ekolodzy" nie protestują w bawarskich lasach? Hampel: Tam reakcja na działania z pogranicza terroru byłaby twarda




Nie sądzę, żeby niemieckie władze pozwoliły sobie w tej chwili na coś takiego, żeby tam jacyś aktywiści przykuwali się do maszyn. Myślę, że tam reakcja byłaby adekwatna do działań z pogranicza terroru – czyli byłyby to o wiele twardsze działania, aniżeli to, co robili strażnicy w Puszczy Białowieskiej, czyli grzecznie odpinali tych ludzi i bardzo łagodnie ich traktowali. Nie było gazu, armatek wodnych. Niemcy używają takich rzeczy, zresztą jak większość świata, wobec aktywistów, którzy przekraczają dopuszczalne normy prawne

— powiedział w rozmowie z portalem wPolityce.pl leśnik Artur Hampel, odnosząc się do walki z kornikiem drukarzem w bawarskich lasach.

Na pytanie, dlaczego jego zdaniem Komisja Europejska nie reaguje w sprawie wycinki drzew w bawarskich lasach w celu walki z kornikiem, a zupełnie inaczej zachowywała się w przypadku takiej samej sytuacji w Puszczy Białowieskiej. Leśnik stwierdził, że to efekt działań Platformy Obywatelskiej i donosów przedstawicieli tej partii do UE.

Cały problem pojawił się w roku 2008 od dopuszczenia do postępowania administracyjnego stowarzyszenia „Pracowni na rzecz Wszystkich Istot”. To stowarzyszenie wnioskowało o to, aby nie walczyć w Puszczy Białowieskiej z kornikiem drukarzem. Działo się to aż do roku 2015 – czyli w czasach rządów koalicji PO-PSL. Nie ukrywajmy, że Platforma Obywatelska ma bardzo dobrze kontakty z unijnymi urzędnikami. To widać nawet po obecnych działaniach, do kogo biegają na skargi – zawsze jest to kierunek Niemcy lub Unia Europejska

— stwierdził.

Według Artura Hampela, politycy z koalicji PO-PSL, którzy zdecydowali o tym, aby nie walczyć z kornikiem drukarzem w Puszczy Białowieskiej, powinni zostać pociągnięci do odpowiedzialności karnej za doprowadzenie do wielkich strat w majątku Skarbu Państwa.

W Puszczy Białowieskiej doszło do wielkich strat majątku Skarbu Państwa. Drewno ma swoją wartość – mówimy o lasach gospodarczych, nie o żadnych Parkach Narodowych. Mało tego, z zasobności drzewostanów ustalany jest też podatek leśny, który jest odprowadzany do gmin puszczańskich. W tej chwili mamy taką sytuację, że Skarb Państwa cierpi podwójnie – raz, że zostały zubożone lasy o majątek drzewny, bo on został po prostu zeżarty przez kornika, leży w tym momencie i gnije. Druga rzecz jest taka, że zostały zubożone gminy

— podkreślił.

Więcej: https://wpolityce.pl/polityka/408301-dlaczego-ekolodzy-nie-protestuja-w-bawarskich-lasach

NEVIL - Pon Sie 20, 2018 14:06

Temat "leśnych" urodzin Hitlera grzany był bez końca. Temat kilkuset neonazistów czczących w Berlinie Rudolfa Hessa przeszedł bez echa




Należąca do Amerykanów stacja TVN przez kilka dni grzała jako "jedynkę" temat pięciu polskich neonazistów z lasu pod Wodzisławiem, którzy świętowali urodziny Hitlera. Lech Wałęsa ogłosił wówczas, że w Polsce mamy faszyzm, a kilka dni później Izrael stwierdził, że nasz kraj neguje Holocaust. Co innego, gdy hitlerowscy zbrodniarze są czczeni przez niemieckich neonazistów. Sprawy festiwalu Schild und Schwert (w skrócie SS), na który zjechało nie 5 (jak do lasu pod Wodzisławiem) lecz ok. 500 neofaszystów lub marsz ku czci Rudolfa Hessa, który odbył się na ulicach Berlina, przeszły praktycznie bez echa.

Dwa dni temu, w 31. rocznice śmierci niemieckiego nazisty Rudolfa Hessa, ulicami Berlina przeszedł całkowicie legalnie marsz kilkuset neonazistów. Wielu z nich niosło ze sobą czerwono-biało-czarne flagi Trzeciej Rzeszy z początków władzy Adolfa Hitlera. Czcili oni w ten sposób pamięć o partyjnym zastępcy Adolfa Hitlera w NSDAP, który przez Międzynarodowy Trybunał w Norymberdze został skazany na dożywotnie więzienie (zmarł dopiero w 1987 roku).

Kilkuset osobowy marsz w Berlinie (który zabezpieczany był przez 2 tys. policjantów) nie był jedynym dużym przedsięwzięciem niemieckich neonazistów w ostatnim czasie. 20 kwietnia (urodziny Hitlera) w miejscowości Ostritz (tuż przy południowo-zachodniej granicy z Polską) zorganizowali oni festiwal Schild und Schwert ("Tarcza i miecz"), w skrócie: "SS". Pierwszego dnia festiwalu (który, co trzeba podkreślić, był zorganizowany był za przyzwoleniem lokalnych władz) uczestniczyło w nim ok. 500 neonazistów. Drugiego dnia ich liczba miała wzrosnąć do nawet 800-1000!

Warto wiedzieć, że zarówno festiwal Schild und Schwert, jak i marsz ulicami Berlina ku czci Rudolfa Hessa, to jedne z wielu imprez o charakterze neonazistowskim, jakie co roku odbywają się za naszą zachodnią granicą. Zgodnie z oficjalnymi informacjami niemieckiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych - w roku 2016 (ostatnie oficjalne dane, które posiadam) na terytorium naszego zachodniego sąsiada odbyło się aż 466 demonstracji / imprez / koncertów o charakterze neonazistowskim.

Powstaje pytanie - czy jakakolwiek niemiecka telewizja komercyjna zrobiła z tematu festiwalu Schild und Schwert w Ostritz "news dnia", który następnie wałkowała przez kolejne dni na "jedynkach" swoich serwisów informacyjnych, tak jak zrobiła to TVN, kiedy ujawniła zachowanie kilku idiotów, którzy pod Wodzisławiem świętowali urodziny Hitlera? Czy któryś z niemieckich polityków na wieść o marszu ku czci Rudolfa Hessa publicznie przyznał, że w Niemczech właśnie odrodził się faszyzm, tak jak zrobił to Lech Wałęsa, kiedy dowiedział się, że w środku lasu grupka pięciu neonazistów "hajlowała" na tle wafelkowego tortu ze swastyką?

Obawiam się, że kłamliwe podkreślanie - na bazie marginalnych incydentów - nazistowsko-faszystowskiego charakteru naszego państwa oraz narodu ma swój cel. Warto zauważyć, że kilka dni po nagłośnieniu "urodzin Hitlera" urządzonych w podwodzisławskim lesie, rozpoczął się bezprecedensowy atak na Polskę ze strony Izraela i USA. Nasz kraj przedstawiony wówczas został nieomal jako państwo współwinne Holocaustowi, które do dziś nie rozliczyło się (także finansowo) z grzechów przeszłości. Stąd uważam, że pompowanie incydentów takich, jak ten spod Wodzisławia, jest robione z premedytacją. Szczególnie, gdy te incydenty zestawimy z podejściem mediów mainstreamowych do dużych imprez neonazistowskich, jakie odbywają się zza Odrą.

źródło: http://niewygodne.info.pl...neonazistow.htm

NEVIL - Sro Sie 22, 2018 15:52

Piwo ocali Pragę przed smogiem




Piwo ocali Czechy przed smogiem? Z takiego założenia wyszły władze Pragi, które zachęcają mieszkańców do picia piwa. Kampania kosztowała prawie milion koron.

Sens kampanii wydaje się jednak racjonalny - Praga od wielu lat ma problem ze smogiem, który jest efektem emisji spalin samochodowych. Według portalu iDnes.cz, prascy radni postanowili podjąć ze smogiem walkę.

Jak powiedział cytowany przez Polskie Radio Lukas Ersil, koordynator projektu:

Szukaliśmy takiego sposobu, który zwróciłby uwagę mieszkańców na problem zanieczyszczenia powietrza.

Mieszkańcy Pragi zachęcani są więc do picia piwa przez reklamy na billboardach. Chodzi o to by będąc pod wpływem alkoholu nie używali samochodów tylko korzystali z transportu publicznego.

Jeden z browarów zaangażowanych w akcję chce za sponsorować nawet specjalne lodówki do biur po to by pracownicy pili piwo już w pracy i wracali do domów transportem publicznym.

Choć kampania jest zabawna to problem smogu jest poważny. Praga jest oskarżana przez UE o wielokrotne łamanie limitów zanieczyszczenia powietrza. Sytuacja była tak dramatyczna, że w 2015 roku organizacje pozarządowe wspólnie z mieszkańcami wytoczyły miastu proces. Sąd miał zmusić władze do podjęcia kroków w walce o czyste powietrze.

źródło: http://wgospodarce.pl/inf...e-przed-smogiem

Olinka22 - Wto Sie 28, 2018 20:59

O prosze piwo ratuje życie :)
NEVIL - Czw Sie 30, 2018 13:00

80 procent obywateli Unii nie chce zmieniać czasu - Komisja Europejska zaraz się tym zajmie


Aż 80 procent spośród 4,6 mln obywateli Unii, którzy wzięli udział w ankiecie w sprawie zmiany czasu, nie chce dwukrotnego w ciągu roku przestawiania zegarków – Komisja Europejska jeszcze w tym tygodniu odbędzie w tej sprawie seminarium i ogłosi wyniki, pisze Maxime Schlee z POLITICO.



Informacja o 80 procentach jest na razie tylko prasowym przeciekiem

W badaniu wzięło udział około 4,6 miliona obywateli Unii Europejskiej, co wygląda na rekord wszechczasów

Komisja Europejska pilnie zajmie się sprawą i prześle ją do konsultacji w Parlamencie Europejskim

Komisja nie może narzucić rezygnacji ze zmiany czasu, bo jest wyłączna kompetencja państw członkowskich

Komisja zakończyła internetową ankietę w zeszłym miesiącu, ale nie podała wyniku – informację o 80 procentach opublikowała niemiecka gazeta Westfalenpost. Komisja ograniczyła się jedynie do informacji, że w badaniu wzięło udział około 4,6 miliona obywateli Unii Europejskiej, co wygląda na rekord wszechczasów.

Europejska komisarz ds. transportu Violeta Bulc przekaże wyniki kolegom z Komisji jeszcze w tym tygodniu, a potem prześle oficjalne sprawozdanie na konsultacje z Parlamentem Europejskim i odpowiednimi zainteresowanymi stronami, powiedział rzecznik Komisji.

Wyniki konsultacji nie będą wiążące, a nastąpiły po tym jak w lutym Parlament Europejski wezwał do przeprowadzenia "szczegółowej oceny" ustaleń dotyczących czasu letniego. Zmiana czasu – polegająca na przestawianiu zegarów do przodu o godzinę między marcem a październikiem – obowiązuje od lat 70. ubiegłego wieku i dotyczy wszystkich krajów Unii.

Przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker uczynił kwestię zmiany czasu częścią większej akcji odbiurokratyzowania Brukseli.

Bulc powiedziała w wywiadzie dla Süddeutsche Zeitung wcześniej tego lata, że istnieją tylko dwie opcje: utrzymanie systemu bez zmian lub zniesienie go dla całej Unii.

Jednak decyzja nie należy to do Brukseli, bo strefy czasowe to kompetencja państw członkowskich i tylko one same mogą decydować o czasie, jakiego używają.

źródło: https://wiadomosci.onet.pl/swiat/80-procent-obywateli-unii-nie-chce-zmieniac-czasu-komisja-europejska-zaraz-sie-tym/4xpbysw

NEVIL - Sob Wrz 01, 2018 08:23


Kilometr i więcej. Oto 10 najwyższych budynków świata w budowie




Jeddah Tower

To ma być pierwszy budynek na Ziemi, którego wysokość przekroczy 1 kilometr. Kiedy zostanie oddany do użytku w 2020 r. zdeklasuje wówczas obecnego lidera wśród wieżowców - 829-metrowy Burj Khalifa w Dubaju.

Jeddah Tower, budowana od 2013 r. w saudyjskim mieście Dżudda ma być gwiazdą Jeddah Economic City. To koronny projekt Kingdom Holding Company, deweloperskiej firmy należącej do księcia Alwalida bin Talala. Osoba głównego inwestora była przyczyną opóźnienia projektu. Jego ukończenie stanęło pod znakiem zapytania, gdy w ubiegłym roku książę został aresztowany przez władze Arabii Saudyjskiej.

Według najnowszych doniesień, budowa Jeddah Tower będzie kontynuowana, a kilometrowy wieżowiec ma być gotowy w 2020 r.

Budynek ma liczyć 167 pięter, a jego realizacja pochłonie 1,5 mld dol.

Więcej: https://www.money.pl/gale...,0,2414165.html

NEVIL - Wto Wrz 04, 2018 12:36

Włochy i Francja narażają całą Europę na nowy kryzys. UE już dawno powinna nałożyć na nie sankcje




Dług publiczny Włoch w relacji do PKB wynosi już 132 proc. i jest jednym z najwyższych na świecie. Tak wysokie zadłużenie niesie ze sobą coraz większe ryzyko niewypłacalności tego kraju, a w konsekwencji naraża całą Europę na wybuch nowego potężnego kryzysu finansowego. Bruksela, która dopuszcza, aby relacja długu do PKB wynosiła maksymalnie 60 proc., już dawno mogłaby nałożyć na Rzym potężne kary finansowe i wymóc odpowiednią dyscyplinę fiskalną. Z jakiegoś jednak powodu tego nie robi. Pytanie - dlaczego te niektóre kraje "starej UE" traktowane są wyjątkowo?

Międzynarodowa gospodarka to system naczyń połączonych. Jeśli coś "pierdyknie" w jednym miejscu, to skutki tego mogą być odczuwalne setki, lub nawet tysiące, kilometrów dalej. Kryzys zadłużeniowy z 2007 roku rozlał się na cały świat, mimo iż pierwotnie dotyczył tylko rynku kredytów hipotecznych w USA. Po 11 latach sytuacja niestety może się powtórzyć, z tą jednak różnicą, że źródło kryzysu będzie znacznie bliżej Polski, a odpowiedzialność za jego wybuch spadnie po części na brukselskich eurokratów.

W ostatnich latach największym zagrożeniem dla eurolandu, czy nawet szerzej - całej Unii Europejskiej - był grecki kryzys zadłużeniowy. Kilka lat kosztownych programów pomocowych, jak również szereg reform przeprowadzonych w samej Grecji (społecznie niepopularnych) spowodowało, że dziś ryzyko eskalacji tego kryzysu istotnie osłabło. Byłoby jednak zbyt pięknie, aby w miejsce Grecji nie pojawił się nowy, znacznie groźniejszy problem w postaci... Włoch.

Okazuje się, że dług publiczny Włoch wynosi obecnie 132 proc. PKB i jest jednym z najwyższych na świecie (w Europie ustępuje jedynie wspominanej powyżej Grecji). Z powodu wysokiego poziomu zadłużenia rating Włoch przygotowany przez agencję Fitch już jest o dwa poziomy niższy od ratingu Polski. Jeśli spadnie jeszcze o dwa poziomy, to włoskie papiery dłużne otrzymają kategorię "śmieciową". Tylko nieco lepiej wygląda sytuacja w przypadku Francji. Relacja długu do PKB tego kraju wynosi 97 proc

Dlaczego o tym wspominam? Otóż zgodnie z unijnymi Paktem Stabilności i Wzrostu oraz Paktem Fiskalnym limit długu w relacji do PKB każdego państwa wchodzącego w skład UE nie może być wyższy niż 60 proc. Przekroczenie tego limitu generuje podwyższone ryzyka związane z obsługą zadłużenia, a te - przy uwzględnieniu struktury dzisiejszej gospodarki (system naczyń połączonych) - mogą wpływać na sytuacje państw, które problemów z obsługą zadłużenia nie posiadają.

Komisja Europejska, w ramach posiadanych przez siebie kompetencji, już dawno mogłaby zastosować wobec Rzymu i Paryża odpowiednie sankcje finansowe i przymusić oba kraje do oszczędniejszego wydawania pieniędzy i nie generowania nowych długów. W konsekwencji istotnie ograniczone zostałoby ryzyko narażenia całej Europy na wybuch nowego kryzysu finansowego. Niestety Bruksela z jakiegoś powodu nie decyduje się na taki ruch, przez co de facto daje "zielone światło" na permanentne (i groźne dla całego systemu finansowego Europy) pozostawanie Włoch i Francji w procedurze nadmiernego deficytu.

Skoro poszczególne państwa przystępując do Unii Europejskiej zgodziły się grać według określonych zasad stanowiących podstawę dla istnienia całej Wspólnoty, to powinny tych zasad konsekwentnie przestrzegać. Czyż nie mam racji? Tak przynajmniej słyszymy z ust zachodnioeuropejskich polityków, którzy w ostatnim czasie często pouczają polski rząd co wolno, a czego nie. Dlaczego zatem, gdy chodzi o reżim fiskalny i politykę zadłużeniową, określone i wspólne dla wszystkich zasady miałyby nie obowiązywać Włochów czy Francuzów? Dlaczego w ramach tej samej organizacji polityczno-gospodarczej mogą być "równi" i "równiejsi"?

źródło: http://niewygodne.info.pl...e-na-Wlochy.htm

NEVIL - Czw Wrz 06, 2018 07:14

Niemcy burzą katedrę, wycinają lasy, strzelają do protestujących. Wszystko po to, aby mieć nową kopalnię




Niemcy to światowy lider wydobycia węgla brunatnego. Produkują go więcej niż USA z Chinami razem wzięte, a używają do opalania własnych elektrowni, z których aż 7 wchodzi w skład listy TOP-10 najbardziej trujących elektrowni w Europie. Aby podtrzymać te statystyki, a jednocześnie utrzymać gospodarczą dominację w UE, Niemcy potrzebują nowych kopalni odkrywkowych. I właśnie dlatego zrównują z ziemią całe miejscowości, wyburzają katedry, wycinają prastare lasy, a z obrońcami przyrody się nie patyczkują, tylko do nich strzelają.

Z danych Europejskiego Stowarzyszenia Węgla Kamiennego i Brunatnego wynika jednoznacznie, że to Niemcy dominują w wydobyciu węgla brunatnego - zarówno w Europie, jak i na świecie. W 2012 roku wydobyły go aż 185,4 mln ton. W tym czasie Polska wydobyła 64,2 mln ton tegoż surowca. W kolejnych latach wydobycie nie było wiele mniejsze.

Po co naszym zachodnim sąsiadom takie ilości węgla brunatnego? Odpowiedź jest prosta - Niemcy posiadają na swoim terytorium mnóstwo elektrowni opalanych tym surowcem. Co więcej - sporo z nich należy do czołówki największych europejskich "trucicieli". Aż siedem z nich (Neurath, Niederaußem, Janschwalde, Weisweiler, Janschwalde, Schwarze Pumpe, Lippendorf oraz Boxberg) wchodziło w 2017 roku w skład listy TOP-10 największych emitentów CO2 w UE.

Elektrownie opalane węglem brunatnym stanowią dla Niemiec podstawę funkcjonowania całej gospodarki oraz gwarantują bezpieczeństwo energetyczne. Aby jednak mogły dalej funkcjonować potrzeba nowych złóż, których eksploatacja oznacza nie raz konieczność degradacji tysięcy hektarów gruntów w "brunatne pustynie".

Jednym z przykładów takiego postępowania jest wycinka prastarego - bo liczącego 12 tys. lat - lasu Hambach. Koncern energetyczny RWE, do którego należy elektrownia Neurath (druga na liście najbardziej emisyjnych elektrowni w Europie) od kilku lat przejmuje coraz to nowe połacie terenów między Akwizgranem a Kolonią, gdzie wspomniany las rośnie. Chodzi o tworzenie kopalni odkrywkowych, które będą w stanie zapewnić odpowiednie ilości węgla brunatnego dla elektrowni w Neurath. Las, mimo jego prehistorycznego wieku, jest wycinany w pień, a teren degradowany. Często wiąże się to z burzeniem całych miejscowości. Tak było w przypadku wioski Immerath, gdzie konieczne było zburzenie zabytkowej katedr Świętego Lamberta.

Protesty ekologów na nic się zdają. Władze po prostu nie uwzględniają ich argumentów. Organizacje ekologiczne przegrywają zarówno w niemieckich sądach, jak i w bezpośrednim starciu z niemiecką policją, która się z nimi nie patyczkuje: - "Przeżyłem tu trzy akcje policji, podczas których w użyciu była broń palna" - opowiadał agencji informacyjnej Deutsche Welle jeden z ekologów, który od kilku lat mieszka w puszczy Hambach. Inna aktywistka potwierdza: - "W ostatnich dniach latał nad nami helikopter, co rusz wchodziliśmy na drzewa. Baliśmy się, że nas aresztują".

Jak widać Niemcy mogą burzyć zabytkowe katedry, równać z ziemią całe miejscowości, wycinać w pień prastary lat czy pacyfikować protestujących ekologów. Wszystko w imię utrzymania gospodarczej dominacji w UE (gdyż do tego się to ostatecznie wszystko sprowadza). Ciekawe, jakie byłby międzynarodowe reakcje, gdyby las w Hambach leżał niedaleko Bełchatowa, inwestorem dla nowej kopalni zamiast RWE byłaby polska PGE, a do protestujących ekologów strzelali nie niemieccy funkcjonariusze Polizei, lecz przedstawiciele polskiej Policji?

źródło: http://niewygodne.info.pl...dla-kopalni.htm

NEVIL - Czw Wrz 13, 2018 08:50

KE przedstawiła projekt ws. zniesienia zmiany czasu. Ostatni raz w przyszłym roku


Zgodnie z projektem przepisów autorstwa Komisji Europejskiej ostatni raz do obowiązkowej zmiany czasu doszłoby 31 marca 2019 r. Państwa Unii Europejskiej mogłyby wybrać czy stosują czas zimowy, czy letni.

KE przedstawiła w środę projekt przepisów w sprawie zniesienia zmian. Chodzi o zmianę dyrektywy dotyczącą czasu letniego, która harmonizuje datę czas jego wprowadzenia we wszystkich państwach członkowskich UE. Komisja zapewnia, że zmiany będą skoordynowane, aby nie zaszkodzić funkcjonowaniu rynku wewnętrznego. Mogłoby do tego dojść, gdyby część państw zrezygnowała ze zmian czasu, a inne nie.

KE chce, aby do ostatniej obowiązkowej zmiany czasu na letni doszło w niedzielę 31 marca 2019 r. Każde z państw UE miałoby zdecydować czy chce stosować czas zimowy, czy letni. Jeśli kraj wybrałby czas zimowy to ostatniej zmiany czasu dokonałby w niedzielę 27 października 2019 r. Po tej dacie zmiany czasu byłyby już niemożliwe.

Przewodniczący KE Jean-Claude Juncker w orędziu przed PE o stanie UE stwierdził, że "wyborcy UE nie będą zadowoleni, jeśli dwa razy w roku trzeba będzie zmieniać czas z zimowego na letni i odwrotnie".

Jednak projekt KE nie oznacza, że zniesienie zmiany czasu jest już przesądzone. Na to zgodę muszą wydać państwa UE oraz Parlament Europejski.

Pomysł KE związany jest z wynikami unijnej ankiety, w której wzięło udział 4,6 mln osób, a 84 proc. z nich chce zniesienia zmiany czasu.

Zmiana czasu w Europie

Pomysł na wprowadzenie zmiany czasu sięga I wojny światowej. Wówczas w Niemczech podjęto decyzję o wprowadzeniu systemu zmiany czasu dwa razy w roku. Na początku XX wieku prąd wykorzystywany był głównie do oświetlania fabryk i mieszkań, a zmiana czasu pozwalała dłużej cieszyć światłem dziennym oraz zaoszczędzić na produkcji energii elektrycznej i żarówkach.

Teraz nie ma to jednak znaczenia. Światło w wielu biurowcach i firmach włączone jest przez cały czas, a w domach korzystamy z żarówek energooszczędnych. Zmiana czasu wiąże się z problemami na kolei, gdzie pociągi niejednokrotnie muszą stać przez godzinę. W trakcie zmiany czasu cierpią też użytkownicy bankowości internetowej, w której dochodzi do specjalnych przerw technicznych.

źródło: https://wiadomosci.wp.pl/ke-przedstawila-projekt-ws-zniesienia-zmiany-czasu-ostatni-raz-w-przyszlym-roku-6294558661502593a

NEVIL - Pią Wrz 14, 2018 22:20


O tym Polacy będą jeszcze długo marzyć




Zarobki w Szwajcarii przyprawiają o zawrót głowy. Ponad 90 proc. zatrudnionych na pełen etat otrzymuje powyżej 4 tys. franków miesięcznie, a najczęściej spotykaną wypłata jest 6502 franków, wynika z danych Federalnego Biura Statystycznego. Rzadkością nie są także pensje przekraczające 8 tys. franków

W ostatnich tygodniach media społecznościowe obiegły dane szwajcarskich pracowników, którzy w celu walki o adekwatne do stanowiska płace publikują informacje o swoich zarobkach (zeigdeinenlohn.ch). Na pierwszy rzut oka w niektórych przypadkach pensje wyglądają na nierealne.

Pracownik opieki społecznej zarabia w przeliczeniu 31,5 tys. zł (8285 franków szwajcarskich), nauczyciel matematyki 34,2 tys. zł (9000 CHF). Chociaż z perspektywy płac w Polsce brzmi to zaskakująco, wpisy prawdopodobnie są prawdziwie. Potwierdza to chociażby najnowszy raport Federalnego Biura Statystycznego (FSO) o strukturze wynagrodzeń.

Jak zagranicę do pracy, to tylko Szwajcaria

FSO, podobnie zresztą jak GUS, co dwa lata publikuję strukturę wynagrodzeń. Ujawnione kilka tygodni temu dane przedstawiają stan na październik 2016 r. (tak jak w przypadku GUS). Wynika z niego, że mediana (połowa pracownika zarabia poniżej tego poziomu, a połowa powyżej) zarobków brutto wynosi 6502 CHF, czyli niespełna 25 tys. zł. Dla porównania w Polsce dla tego samego miesiąca oraz roku mediana wynosiła 3510 zł.

Pewną ciekawostką jest fakt, że pensje w sektorze publicznym w Szwajcarii są znacznie wyższe niż w prywatnym (mediana to 7873 CHF, czyli ok. 30 tys. zł), a sektorze prywatnym 6235 CHF (niecałe 24 tys. zł). Inna interesująca informacja - niezależnie od wieku, wykształcenia czy profesji ponad 91,4 proc. pracowników w Szwajcarii otrzymuje, pracując na pełen etat, powyżej 4 tys franków, a najczęściej spotykaną wartością jest wynagrodzenie w przedziale 5-6 tys. CHF (w Polsce to przedział 2173-3259 zł).

Ponad 22 proc. zatrudnionych, jak wynika z dokumentów FSO, zarabia przed odliczeniem podatków i składek zdrowotnych przynajmniej 8 tys. CHF (ponad 30 tys. zł) miesięcznie, pracując na całym etacie.

Dane również pokazują, że struktura wynagrodzeń jest stosunkowo płaska, jeżeli chodzi o wykonywany zawód. Bardziej liczy się doświadczenie i wykształcenie, które podnosi wyraźnie wynagrodzenie.

Płaska struktura nie dotyczy jednak managementu (kierownicy i dyrektorzy) w kluczowych działach szwajcarskiej gospodarki. W sektorze farmaceutycznym, usług finansowych czy ubezpieczeń mediana miesięcznych pensji brutto sięga odpowiednio 23 tys. CHF (87 tys. zł) i 20 tys. CHF (76 tys. zł). Top managment (10 proc. najlepiej zarabiających) może się cieszyć średnimi wynagrodzeniami przekraczającymi 53 tys. franków (ok. 200 tys. złotych) każdego miesiąca.

Sprawdź, ile zarabiałbyś w Szwajcarii

Sceptyk powiedziałby, że Szwajcarzy i owszem zarabiają dużo, ale ponoszą też wysokie koszty życia. I to poniekąd prawda. Według danych Eurostatu te wydatki są blisko trzy razy wyższe niż w Polsce. Konieczne jest również wykupienie prywatnego ubezpieczenia zdrowotnego (ok. 500 franków miesięcznie), a także od pensji brutto należy zapłacić podatki - federalny i dla kantonu.

Faktycznie jednak obciążenia pensji brutto nie przekraczają wyraźnie tych w Polsce (ok. 30-35 proc.). Z wysokimi cenami w szwajcarskich sklepach, można walczyć, wybierając towary z dolnej półki supermarketu, które w wielu krajach byłby na środkowym czy nawet wyższym poziomie. Nie da się jednak ukryć, że ceny usług są wysokie. Słono kosztuje stołowanie się w restauracjach, nie rozpieszczają ceny zakupu czy najmu mieszkań.

Zasoby FSO pozwalają także niezwykle dokładnie, jak na źródło dostępne publicznie, sprawdzić nasze hipotetyczne wynagrodzenie. Dane zawierają setki tysięcy prawdziwych rekordów. Przykład? Pracownik opieki społecznej zatrudniony na pełen etat w regionie północno-zachodnim Szwajcarii (okolice Bazylei) i mający 15 lat doświadczenia oraz jednocześnie niezajmujący kierowniczego stanowiska otrzymuje brutto ponad 7 tys. franków (mediana dla obu płci), czyli prawie 27 tys. zł. Dane dla innych profesji i stanowisk do sprawdzenia na stronach Federalnego Biura Statystycznego (Bundesamt für Statistik w sekcji Salarium).

źródło: http://wgospodarce.pl/ana...ze-dlugo-marzyc

NEVIL - Pon Wrz 17, 2018 08:18

Pod jego rządami stworzono największą wylęgarnie podatkowych przekrętów. Dziś twierdzi, że "firmy muszą płacić podatki tam, gdzie osiągają zyski" (sic!)




Jean-Claude Juncker nie przestaje nas zaskakiwać. Wypowiedź proponująca wprowadzenie na terenie UE przepisów, które pozwolą usuwać z internetu "szkodliwe treści" w ciągu godziny nie była w ostatnim tygodniu jedyną, która może zadziwiać. Szef Komisji Europejskiej z rozbrajającą szczerością przyznał bowiem, że "firmy muszą płacić podatki tam, gdzie osiągają zyski". Wypowiedź ta jest szokująca, jeśli zestawimy ją z "dokonaniami" Luksemburga pod rządami Junckera z lat 1995 - 2013. Wówczas te malutkie państwo było światową wylęgarnią podatkowych przekrętów!

Podczas ubiegłotygodniowego orędzia o stanie Unii Europejskiej (miało miejsce 12.09.2018 r.), szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker stwierdził, że "firmy muszą płacić podatki tam, gdzie osiągają zyski", po czym dodał, że wyborcy chcą, by propozycja idąca w tym kierunku została szybko przyjęta.

Na pierwszy rzut oka wypowiedź Junckera jest jak najbardziej w porządku. Wszak sytuacja, kiedy firmy (szczególnie międzynarodowe korporacje) płacą podatki tam, gdzie osiągają dochody jest sytuacją pożądaną. Niestety, należy zwrócić uwagę kto wypowiedział te słowa. A był to premier Luksemburga z lat 1995 - 2013, tj. z okresu, kiedy ten malutki kraj był światową wylęgarnią nielegalnych optymalizacji podatkowych stosowanych przez międzynarodowe korporacje pod patronatem tamtejszego rządu!

Przypomnijmy - w 2014 roku śledztwo dziennikarskie ujawniło, że w latach kiedy Juncker był premierem Luksemburga rząd tego państwa podpisywał z globalnymi korporacjami specjalne umowy podatkowe (doliczono się ok. 340 umów). Umowy te w istocie zwalniały korporacje z obowiązków podatkowych w innych państwach, w których prowadziły działalność. W ten sposób cierpiały przychody budżetowe krajów takich jak Polska, gdzie międzynarodowe korporacje działały w sposób intensywny, jednak umowa podatkowa z Luksemburgiem powodowała, że wpływy podatkowe płynęły do kraju rządzonego przez dzisiejszego szefa Komisji Europejskiej.

Słuchając wypowiedzi niektórych eurokratów nie mam wątpliwości, że bagno hipokryzji i podwójne standardy na niemal każdym kroku, to główne przyczyny kryzysu dzisiejszej Unii Europejskiej. Co istotne - genezą tych problemów nie są kwestie instytucjonalne. Unia sama w sobie nie jest czymś złym, czymś co należałoby zlikwidować. Nic z tych rzeczy! Genezą tych problemów są ludzie, którzy stoją dziś na czele UE i których wizje zatruwają pozytywne idee Wspólnoty Europejskiej. Jeśli w najbliższym czasie nie wymienimy brukselskich elit, to nadal będziemy musieli się zmagać z wybijającą hipokryzją i podwójnymi standardami ludzi pokroju Jean-Claude Junckera.

źródło: http://niewygodne.info.pl...de-Junckera.htm

NEVIL - Czw Wrz 20, 2018 11:36

Komentarze:


~fatima

Przeciętny człowiek wie, że o środowisko i naszą planetę należy dbać, ale pazerne , międzynarodowe korporacje wymyślają coraz to nowe gadżety dla ludzi , zarabiając na nich miliardy i tucząc bez opamiętania 1% bogaczy, jednocześnie wmawiając ludziom, że te wynalazki są im niezbędne do życia i świadczą o postępie i rozwoju cywilizacji. Tyle, że te wynalazki niszczą naszą planetę i nas samych. Są prądożerne, emitują do atmosfery szkodliwe związki, zaśmiecają Ziemię itd.,itd.... Wystarczy, że wyłączą nam prąd na kilka godzin w pracy lub w domu i już nie wiemy co ze sobą zrobić, grzejniki nie grzeją, klimatyzacja nie chodzi, ugotować się nie da, ..... I CO? I NIC! Korpora rządzi!

------------------------------------------------------------

~Pytja-

WSZELKIEJ MAŚĆI NAUKOWCY -z braku innych ich efektów naukowych, przyjeli metodę STRASZENIA LUDZI GLOBALNYMI KATASTROFAMI - a to braknie ropy, a to wody, a to poziom mórz się podniesie >>ALE JAKOŚ NIE ODNOŚI TO GLOBALNEGO SKUTKU !?

==================================

Konsumujemy coraz więcej energii. To duży problem


Dziesięć lat temu Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) przewidziała wzrost globalnego zużycia energii pomiędzy 2006 a 2030 r. o 180 procent. Zgodnie z najnowszym raportem IEA, znacznie wyprzedzamy ten harmonogram. Już na początku 2018 r. na świecie zużywało się 75 proc. prądu, który miał nam wystarczyć na kolejne 12 lat. Rosnące zapotrzebowanie na energię elektryczną, to ogromny problem, szczególnie w kontekście zmian klimatycznych i możliwego blackoutu.



Żyjemy w świecie, w którym potrzeba ratowania środowiska spotyka się z jednoczesną koniecznością dostarczania coraz większej porcji energii dla rozwijających się gospodarek.

A sytuacja jest poważna, co dobrze ilustrują problemy z dostarczeniem energii, z którymi borykamy się co roku. Sytuację ratuje wprawdzie import z Europy Zachodniej, jednak to tylko doraźne rozwiązanie.

- Mamy kłopot. W lecie coraz wyższe temperatury zwiększają zapotrzebowanie na energię zużywaną do chłodzenia i obiegu wody, jednocześnie infrastruktura nie jest przygotowana na efektywne działanie w takich warunkach. Sieci się przegrzewają. Z drugiej strony w zimie, ogrzewanie bazujące przede wszystkim na węglu skutkuje zanieczyszczeniem powietrza i smogiem zarówno w miastach, jak i podmiejskich miejscowościach. Potrzebna jest fundamentalna zmiana mentalności w kwestii oszczędzania energii, bo doświadczenia pokazują, że nawet uruchomienie instalacji atomowych nie rozwiązuje problemu - powiedział Tomasz Podleś, Manager produktu z Rettig Heating - największego dostawcy rozwiązań grzewczych na świecie.

Dobrze ilustruje to przypadek szwedzkiej elektrowni, która w lipcu br. musiała wyłączyć jeden z bloków z powodu zbyt wysokiej temperatury wody w Bałtyku. A problem będzie coraz poważniejszy, co potwierdzają dane Międzynarodowej Agencji Energetycznej.

Świat stoi przed wyzwaniem ograniczenia emisji gazów cieplarnianych przy równoczesnym zwiększeniu dostępu do energii i możliwości ekonomicznych dla miliardów ludzi - czytamy w raporcie EIA. Sektor elektroenergetyczny, w którym średnie emisje wynoszą średnio około 500 gramów dwutlenku węgla na kilowatogodzinę (g CO2/kWh), został powszechnie uznany za kandydata do głębokiej dekarbonizacji, a zaplanowane zmniejszenie emisji do poziomu 50 g CO2/kWh do 2050 roku jest szeroko dyskutowane.

Globalne zapotrzebowanie na energię rośnie zdecydowanie wolniej niż w przeszłości, ale nadal prognozuje się wzrost na poziomie 30 proc., do 2040 r. Chiny, Indie, Afryka i Ameryka Łacińska będą odpowiadać za największy wzrost popytu na energię, podczas gdy rozwinięte gospodarki, np. USA i UE będą stopniowo zmniejszać zapotrzebowanie. Jednak tylko teoretycznie, bo np. w Polsce, co rok bijemy rekordy zużycia energii. Z raportu "Polska energetyka 2030" opracowanego przez fundację Przyjazny Kraj wynika, że od dwóch lat jej konsumpcja rośnie w tempie powyżej średniej europejskiej (1-1,5 proc. rok do roku), a w kolejnych latach nadal będziemy jej zużywać coraz więcej.

- To oznacza de facto dwie rzeczy: będziemy emitować do atmosfery więcej CO2 i wydawać więcej na energię, bo koszt wytworzenia megawatogodziny z węgla wynosi ponad 100 dolarów. W tej sytuacji potrzebne są nie tylko inwestycje w energetykę, odnawialne źródła energii, ale racjonalne gospodarowanie nią, tak jak dzieje się to np. w Skandynawii. Zapotrzebowanie można zmniejszyć choćby modernizując instalacje w domach czy stosując niskotemperaturowe źródła ciepła - wyjaśniła Emilia Dudek, Marketing Manager z Rettig Heating.

Jednym z rozwiązań jest promowanie i premiowanie nowoczesnego budownictwa pasywnego. Dom pasywny to taki, w którym każdy pokój jest utrzymywany w tej samej temperaturze, więc nie ma potrzeby regulacji grzejników ani ustalania harmonogramu włączania i wyłączania systemu grzewczego.

- Passivhaus Institut w Niemczech, organizacja, która przyznaje budynkom status oficjalnej nieruchomości pasywnej, podała, że takie budynki pozwalają wygenerować oszczędności energetyczne sięgające nawet 90 proc. w porównaniu do domów konwencjonalnych. Rozwiązaniem, które znacząco redukuje zużycie energii są też systemy Smart Home pozwalające rozsądniej zarządzać ogrzewaniem czy oświetleniem. Jak pokazują ostatnie badania przeprowadzone na Uniwersytecie Curtin w Australii, rocznie możemy ograniczyć w ten sposób zużycie energii o blisko 20 procent - dodał Marcin Kotarski, Manager Produktu z Rettig Heating.

źródło: https://nt.interia.pl/technauka/news-konsumujemy-coraz-wiecej-energii-to-duzy-problem,nId,2632938

NEVIL - Czw Paź 04, 2018 16:48

Komentarze:
hans
nie od parady najnowsze haslo reklamowe Audi to "Vorsprung durch Betrug" czyli "przewaga dzięki oszustwu"
------------------------------------
Świetny artykuł, ale gwoli

jasności - niemieckie elektrownie brunatne są na zachodzie, tuż przy granicy z Holandią i Belgią! Dzięki przeważającym wiatrom z zachodu spaliny stamtąd wędrują przez całe niemcy do nas i Czech.
-----------------------------
spisek

w Niemczech mieszkają Polacy. Kupmy im mierniki i niech wrzucają pomiary na mapki. Będziemy znać faktyczny stan. Dotyczy to również Francji, Holandii, UK, Austrii.

================================
Jak bardzo Niemcy oszukują na spalinach w energetyce?




Lada moment zacznie się sezon grzewczy, a więc zaczną się alerty smogowe. Ekolodzy będą biadać nad jakością powietrza w Polsce i będą pokazywać mapki, na których nasz kraj będzie fioletowy od zanieczyszczeń. Ale radzę uważnie patrzeć na to, jakimi kolorami będą wymalowane Niemcy. Bo to będzie zielony kolor oszustwa.

Nie znalazłem jeszcze nikogo, kto by mi wyjaśnił, w co właściwie grają Niemcy w energetyce. Ale wiele osób, które próbują to wyjaśnić, prezentuje zaskakującą wiarę, że Niemcy naprawdę interesują się stanem środowiska naturalnego. To, że w to wierzą, stanowi dla mnie jeszcze większą zagadkę niż zamierzenia Berlin w kwestii energetyki.

Nie pojmuję, jak można wierzyć w szczerość niemieckich intencji. Wiadomo, że nasi zachodni sąsiedzi sporo inwestują w wywołanie owego „ekologicznego” wrażenia, ale wiadomo także, że jest ono całkowicie nieprawdziwe. Bardzo dobrym przykładem jest zabicie ekologa w trakcie usuwania protestujących w lesie Hambach. Wiem, że to był przypadek, ale jest to także dowód, że jeśli w grę wchodzi gospodarka, to Niemcy mają w głębokim poważaniu względy ochrony środowiska. I są bezwzględni w egzekwowaniu tego interesu.

O tym, że niemieckie elity kompletnie nie wierzą w te ekologiczne brednie, najlepiej świadczy afera z fałszowaniem danych o spalinach z silników diesla. Mam wrażenie, że w Polsce nie zdajemy sobie sprawy ze skali tego oszustwa -okazuje się, że WSZYSTKIE koncerny motoryzacyjne w Niemczech stosowały oprogramowanie fałszujące dane o spalinach. Tyle że koncerny w Niemczech to nie są koncerny w Polsce.

Volkswagen to w Polsce koncern zagraniczny, ale w Niemczech jest to koncern rodzimy. Tam pracują niemieccy pracownicy – a wątpię, aby wgrywaniem oprogramowania fałszującego zajmowali się wysoko postawieni menadżerowie – którzy są członkami niemieckich związków zawodowych, mających spory wpływ na firmy. Na dodatek niemieckie koncerny są członkami różnego rodzaju organizacji, gdzie są i związki zawodowe, i ekolodzy. Mało tego – w VW ma udziały Dolna Saksonia, a więc jeden z krajów związkowych RFN. W Dolnej Saksonii w okresie wybuchu afery rządziło SPD, a więc jeden z członków tzw. Wielkiej Koalicji. To oznacza ni mniej, ni więcej, że o fałszowaniu danych przez VW musieli wiedzieć także niemieccy politycy – i to nie tylko regionalni, ale również ci najwyższego szczebla.

A jednak nikt nie puścił pary z ust. Zmowa milczenia, jaka panowała wokół sprawy fałszowania danych, była nieprzenikniona.

To bardzo ważne. Uwierzyłbym, że Niemcy mają szczere podejście do ekologii, gdyby w tym całym łańcuchu pojawił się ktoś, choćby z grona niemieckich ekologów, który alarmowałby o niecnych praktykach koncernów samochodowych. Ale nie znalazł się nikt taki. W proceder stosowania sfałszowanych programów musiała być zaangażowana naprawdę duża – nomen omen – rzesza Niemców, a jednak wszyscy trzymali język za zębami. Bo korzyści z fałszowania danych o spalinach z niemieckich silników diesla były przeogromne.

A przecież to są grosze w porównaniu z zyskami z fałszowania danych o spalinach emitowanych przez niemiecką energetykę. Koszty dostosowania niemieckich elektrowni węglowych do coraz ostrzejszych wymagań środowiskowych są horrendalne, ale Niemcy nawet nie próbują protestować. Sądzę, że ta cisza bierze się stąd, że robią dokładnie to samo, co koledzy z VW – fałszują.

Czy ktoś z Państwa słyszał o niezależnych testach zawartości spalin, jakie są emitowane przez elektrownie? Czy ktoś może wie, kto takie niezależne testy robi? Do mnie informacja o czymś takim nie dotarła. Czyli generalnie jest tak, że wszyscy wierzą w to, co zadeklaruje firma energetyczna, nikt tego nie sprawdza.

A przecież to Niemcy emitują najwięcej CO2 w Europie, zarówno per capita, jak i globalnie. To Niemcy mają znacznie większy problem z redukcją tej emisji niż na przykład Polska. Czy jest możliwe, aby niemieckie CO2 było czystsze niż polskie CO2?

Okazuje się, że wiele osób wierzy, że tak jest. A przecież wystarczy chwila zastanowienia się, aby stwierdzić, że jest mało prawdopodobne, aby polskie elektrownie używały gorszej technologii oczyszczania spalin niż niemieckie. Że efekt dla środowiska powinien być taki sam dla siłowni po obu stronach granic. Więcej, podejrzewałbym nawet niemieckie elektrownie o używanie bardziej przestarzałych rozwiązań, bo przez lata węgiel był jednym z tamtejszych elementów miksu energetycznego, a więc trzeba było inwestować także w bezpieczeństwo siłowi jądrowych. Niemcy – jak twierdzą, choć nic takiego nie robią – chcą zamknąć siłownie węglowe, więc trudno uzasadnić inwestycje w kolejne instalacje antyspalinowe. Tymczasem w Polsce węgiel jest podstawą i musimy zrobić wszystko, aby móc z niego korzystać nadal, więc nikt nie oszczędzał na instalacjach redukujących spaliny.

A mimo wszystko, kiedy popatrzeć na mapy powietrza, widać, że w Polsce jest żółto lub czerwono, w Niemczech zaś zielono. Po prostu jest mało realne, że kraj, którego energetyka oparta jest na węglu, jakim są Niemcy, może mieć aż tak czyste powietrze. I nawet pomijając fakt, że część z dymu z niemieckich elektrowni trafia do Polski, bo są one zlokalizowane przy naszej granicy.

Za to – wiedząc, jak dobrze Niemcom szło fałszowanie danych o spalinach samochodowych – znacznie łatwiej jest uwierzyć, że także w energetyce poprawiają wyniki prac instalacji. W końcu problem sam znika ewentualnie pojawia się, ale już u sąsiadów. To pozwala na zwiększanie nacisku na kraje takie jak Polska, aby likwidowały elektrownie węglowe, których nie likwidują sami Niemcy. Mnóstwo korzyści, niewielkie ryzyko. I wszystko będzie działać, dopóki Niemcy będą trzymać język za zębami. To zaś robią naprawdę świetnie.

źródło: http://wgospodarce.pl/opi...ch-w-energetyce

NEVIL - Czw Paź 11, 2018 08:05

Szykuj się na golenie, czyli jak banki mogą konfiskować oszczędności swoich klientów




W 2013 roku władze Cypru, aby ratować działające w tym kraju banki, zalegalizowały bezprecedensowy skok na oszczędności swoich obywateli. Skonfiskowano wówczas na rzecz banków 6,75 proc. depozytów poniżej 100 tys. euro i 9,9 proc. powyżej 100 tys. euro. Ta grabież w majestacie prawa tak spodobała się unijnym biurokratom, że sami zaproponowali podobne rozwiązanie w dyrektywie BRRD. Na tej podstawie od 2016 roku banki zagrożone bankructwem w razie konieczności mogą konfiskować swoim klientom część posiadanych oszczędności. Dla swojego dobra.

Czy nam się to podoba, czy nie, banki są kluczowym elementem systemu, na którym opiera się współczesny świat. Ich uprzywilejowaną pozycję było widać szczególnie tuż po wybuchu kryzysu finansowego z 2008 roku. Przypomnijmy, że tylko w latach 2008 - 2010 banki i instytucje finansowe funkcjonujące w strefie euro, otrzymały od swoich rządów ponad 2 biliony (nie miliardy, lecz biliony gdzie 1 = 1000 mld) euro pomocy publicznej. Pomoc ta została zatwierdzona przez unijnych urzędników. W tym samym czasie (2008 r.) Komisja Europejska zakwestionowała i nakazała zwrot ok. 150 mln euro pomocy jaką otrzymały polskie stocznie. Kwota ta była o 13,5 tys. razy mniejsza od kwoty uzyskanej przez banki.

Historii potwierdzających, że banki mogą więcej jest bez liku. W 2013 roku władze małego Cypru, aby ratować sytuację finansową działających w tym kraju banków, zalegalizowały bezprecedensowy skok na oszczędności swoich obywateli. Cypryjski parlament przyjął wówczas ustawę, zgodnie z którą na rzecz banków można było dokonać konfiskaty 6,75 proc. wartości depozytów poniżej 100 tys. euro i 9,9 proc. wartości depozytów powyżej 100 tys. euro.

Cała akcja została przeprowadzona niezwykle sprawnie. Nowe prawo uchwalono w sobotę. Zaczęło obowiązywać już pierwszego dnia roboczego po weekendzie (wszystko po to, aby ograniczyć ryzyko tzw. "runu na bank" - w weekendy i święta banki są zamknięte). Dodatkowo ograniczono możliwość wypłaty pieniędzy z bankomatu do 400 euro, a nadzór bankowy wstrzymał możliwość dokonywania międzynarodowych przelewów. W efekcie z kont Cypryjczyków wyparowało ok. 5,8 mld euro.

Ta grabież w majestacie prawa na tyle spodobała się unijnym biurokratom, że sami zaproponowali wprowadzenie podobnego rozwiązania na terenie całej UE. Stworzony przez Komisję Europejską projekt dyrektywy "Bank Recovery and Resolution Directive" (BRRD) zakładał możliwość przyjęcia wobec banku znajdującego się w złej kondycji finansowej procedury "bail-in". Zgodnie z jej treścią taki bank powinien pokryć straty majątkiem swoich akcjonariuszy (właścicieli), a gdy to nie wystarczy możliwe będzie dokonanie konfiskaty depozytów zgromadzonych przez jego klientów.

Dyrektywa BRRD została przyjęta w 2014 roku. Miała być wdrożona przez wszystkie kraje należące do UE do końca 2015 roku. W Polsce została przyjęta głosami PiS w maju 2016 roku (PO się wstrzymała) w ramach ustawy o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym, systemie gwarantowania depozytów oraz przymusowej restrukturyzacji. Póki co funkcjonuje w niej limit "grabieży w majestacie prawa". Otóż w ramach procedury "bail-in" rabować można oszczędności o równowartości wyższej niż 100 tys. euro. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, aby w razie konieczności przyjąć w ciągu 3 dni ustawę o zmianie ustawy, której nazwę wymieniono powyżej i przy teoretycznym zachowaniu kwoty objętej gwarancją w ramach Bankowego Funduszu Gwarancyjnego wprowadzić wyłom w postaci ułamkowej grabieży oszczędności w przedziale od np. 5 do 100 tys. euro? Wszak bez banków współczesny świat sobie nie poradzi...

źródło: http://niewygodne.info.pl...-na-golenie.htm

NEVIL - Nie Paź 21, 2018 09:21

Komentarze:
adamos

No wreszcie !, Szkoda, że dopiero teraz reakcja na zbrodnie (ludobójstwo ?) Saudyjczyków w Jemenie. Trzeba było mordu na dziennikarzu, żeby opublikować co wyrabia Arabia Saudyjska ? Ale lepiej późno niż wcale...
------------------------------------
evi

a Europa przyjeła miliony młodych zdrowych nierobów których utrzymuje ...
---------------------------
Sly

Nie irański szyzim jest najgorszy w tym czystym źle jakim jest islam a właśnie WAHABIZM wraz z jego odłamem SALAFIZMEM który wywodzi się właśnie z A.Sudyjskej ! A propo wiecie to jest w tej śmiesznej i niepotrzebnej organizacji ONZ szefem od praw człowieka ? Heheheh właśnie jakiś szejk z A.Sudyjskiej ...świat na głowie stoi ....
-------------------------------
Petroniusz

Sorry, najbogatszy kraj świata morduje w biały dzień cywilów a ja się mam wstydzić i pomagać, tak? Komuś się tutaj sufit na głowę nie spadł?
========================
ŚWIAT JEST OKRUTNY !

================
[center]Świat piętnuje Saudyjczyków za mord na dziennikarzu. Jemen umiera w ciszy

[/center]
Palce ucinane przez saudyjskich oprawców żywemu jeszcze dziennikarzowi szokują. Politycy karcą Rijad, a firmy uciekają z wielkiej imprezy gospodarczej. Takiej reakcji nie wywołują już rozrywane bombami i głodujące dzieci w Jemenie. Świat pozostaje niewzruszony.



Od dwóch tygodni świat żyje tragedią saudyjskiego dziennikarza Jamala Khashoggiego, który najprawdopodobniej został zamordowany i poćwiartowany w konsulacie swojego kraju w Turcji. W praktyce kolejność była nieco inna – zamordowany w czasie ćwiartowania. Turcy systematycznie dozują szokujące szczegóły zbrodni w gabinecie konsula generalnego. Ujawniono już nawet zdjęcia domniemanych sprawców. Nie zdziwię się, jeżeli wkrótce do internetu trafi 7-minutowe nagranie audio, które zdaniem Ankary dowodzi popełnienia zbrodni.

Świat grzmi. Następca tronu Saudów, książę Muhammad Bin Salman (MBS) jest potępiany za zlecenie mordu. Pojawiają się nawet groźby sankcji. Z kolei przyjaciele przyszłego monarchy bogatego królestwa starają się pomóc mu wyjść z twarzą z krępującej wpadki. Na ich czele stoi prezydent USA Donald Trump. Ceniące się firmy i media wycofują się też z wielkiej konferencji gospodarczej określanej jako „Davos na Pustyni” organizowanej przez Saudyjczyków.

Rozgłos wokół zabójstwa jest rzeczą dobrą. Może dzięki niemu jakiś reżim w przyszłości zastanowi się przed wysłaniem do akcji oddziału zabójców, a jakiś dziennikarz czy opozycjonista ocali życie. Jednak MBS i jego kraj powinien odpowiedzieć za znacznie cięższe zarzuty odnoszące się do trwającej od 3 lat saudyjskiej interwencji w wojnie w sąsiednim Jemenie.

Od czasu do czasu do opinii publicznej przebijają się pojedyncze aspekty tej tragedii. Samolot zrzucił bombę na weselników, zatoczył łuk i zaatakowała ponownie. Teraz ofiarami padli ratownicy i cywile niosący pomoc tym, którzy mieli nadzieję na życie po pierwszej eksplozji. To było trzy lata temu. W Jemenie równie dobrze jak na weselu zginąć można też podczas pogrzebu. Niemal dokładnie 2 lata temu samoloty zrzuciły bomby i zabiły ok. 150 żałobników w Sanie.

Śmiertelną pułapką może stać się nawet szkolna wycieczka. W sierpniu 2018 r. pilot na cel wziął autobus w północnej części kraju. Kontroluje ją milicja Houthich walcząca z saudyjską inwazją. Bomba trafiła w cel. Zginęło kilkadziesiąt osób. Do szpitala przewieziono zwłoki 29 uczniów. Wiele ciał było koszmarnie okaleczonych i porozrywanych na strzępy. Dosłownie. To siła współczesnych materiałów wybuchowych ładowanych do bomb przez najwyższej klasy profesjonalistów od uzbrojenia w USA.

Symbolem szkolnej masakry stały się błękitne plecaki podarowane uczniom przez ONZ. Wiele z nich znaczyły plamy krwi. Ani ci, którym udało się przeżyć, ani rodzice ofiar nie rozumieją, co zawiniły dzieci. Oskarżenia jednoznacznie kierowane są pod adresem Saudyjczyków i ich amerykańskich sojuszników. Takich przypadków jest więcej. Dużo więcej. Bomby spadają na szpitale i domy. Szacuje się, że od początku saudyjskiej interwencji w 2015 r. w Jemenie zginęło ok. 10 tys. ludzi. W większości cywilów.

Bezpośrednie ofiary wojny to tylko część dramatu Jemenu. ONZ ocenia, że do wiosny 2019 r. ok. 13 mln. ludzi będzie głodować, jeżeli Saudyjczycy nie zaprzestaną bombardowań. Kluczowe znaczenie ma port Hudejda kontrolowany przez rebeliantów. Przechodzi przez niego większość pomocy humanitarnej dla głodującej.

Za niedożywieniem kroczą choroby, którym sprzyja brak infrastruktury sanitarnej również zniszczonej podczas lat wojny. Osłabione organizmy łatwo się poddają. Już teraz Jemen doświadcza największej epidemii cholery na świecie. Co tydzień rejestrowanych jest 10 tys. nowych przypadków.

Oczywiście nie tylko Saudyjczycy ponoszą odpowiedzialność za te koszmary. Swoje dokładają Irańczycy, kłótliwi przywódcy lokalni, międzynarodowe organizacje terrorystyczne i wielu, wielu innych. Poziom komplikacji nie może jednak być rozgrzeszeniem dla reszty świata, zwłaszcza że może być dużo gorzej.

ONZ ostrzega, że Jemen stoi też w obliczu największej klęski głodu od 100 lat. Już pojawiają się zdjęcia przypominające afrykańskie koszmary z końca ubiegłego wieku. Świat się jednak przyzwyczaił do koszmarów. Nikt nie organizuje teraz koncertów charytatywnych na miarę Live Aid z 1985 r. Nawet w mediach z trudem przebijają się informacje o tragedii ludzi w tak dalekim zakątku świata.

W 1993 r. Kevin Carter sfotografował sępa czekającego na śmierć głodującego dziecka w Sudanie. Autor zdjęcia rok później odebrał sobie życie. Czy jest coś, co tym razem wstrząśnie światem? Wiemy już na pewno, że nie są to zwłoki dzieci wokół wraku szkolnego autobusu…

źródło: https://opinie.wp.pl/swiat-pietnuje-saudyjczykow-za-mord-na-dziennikarzu-jemen-
umiera-w-ciszy-6307626846865025a

NEVIL - Sro Paź 24, 2018 16:12

Komentarze:
no no no

klasyczny wloski temperament, jedno jest pewne makaroniarze nie pozwola by biurwy z KE im fikały
----------------------------
[email protected]

Nasi to tylko sobie gaworza i nikt ich nie slucha, bo zalatwiaja sobie fuchy w UE tak jak Thun

---------------------------------
m

Kiedyś Chruszczow walił butem w mównicę w ONZ (można znaleźć na YouTube). Niedługo zaczną walić się po łbach w tym eurokołchozie. Mam nadzieję, że Tusk też zarobi guza.
============================
Włoski europoseł podeptał notatki komisarza UE! To protest przeciwko polityce Brukseli wobec Rzymu. WIDEO




Komisja Europejska zgłasza zastrzeżenia dotyczące budżetu Włoch. Wątpliwościami dzielił się na konferencji prasowej unijny komisarz ds. ekonomicznych i finansowych Pierre Moscovici. Po jej zakończeniu, na podium przeznaczonym dla mówców pojawił się włoski europoseł Angelo Ciocca. To, co zrobił na długo pozostanie w pamięci widzów.

Eurodeputowany podszedł do komisarza, zabrał mu notatki, a następnie zdjął but i… podeptał kartki. Zdezorientowany Moscovici zapytał, kim jest niespodziewany przybysz. Ciocca chciał się przedstawić, ale komisarz UE nie chciał mu nawet podać ręki.

Włoski europoseł tłumaczył później, że podeszwa buta, którym deptał kartki była wykonana w Italii.

Włochy zasługują na szacunek!

– zaznaczył we wpisie na Twitterze.

Notatki unijnego komisarza nazwał natomiast „stekiem kłamstw”.

Z kolei Moscovici stwierdził, że Ciocca zaprezentował brak szacunku wobec powagi urzędu komisarza UE.

źródło + video: https://wpolityce.pl/swiat/418132-wloski-europosel-podeptal-notatki-komisarza-ue-wideo

Czytaj też: https://wpolityce.pl/polityka/418092-ale-wstyd-verhofstadt-ostro-krytykuje-tuska-na-forum-pe

NEVIL - Sro Lis 14, 2018 18:45

Komentarze:
zzzzz

Czekalem na pierwszy blad niemiecki w nowym stuleciu,doczekalem sie,2015 zarazili Europe tak jak kiedys komunizmem.Ale przyznac sie do bledu bywa bardzo trudne.

----------------------------------
[email protected]

Niemcy co kilkadziesiąt lat wywołują wojnę i niszczą europę. Pani Merkel bardzo wydatnie przyczyniła się do powstania sytuacji, która może rezedrzeć europę na części i spowodować prawdziwą hekatombę.
=============================
Merkel bije się w piersi za otwarcie granic? Prof. Legutko: "Dyskwalifikuje to Niemcy jako kraj przywódczy w UE"




Nie wiem dlaczego Niemcy idą w zaparte. Wczoraj było widać, że pani kanclerz z jednej strony broniła tej swojej decyzji twierdząc, że to było słuszne i nieuniknione, a z drugiej mówiła w swojej końcowej wypowiedzi, że „jeżeli popełniliśmy błędy, to nauczyliśmy się z nich wyciągać wnioski”. Więc w polityce niemieckiej jest pewnego rodzaju wewnętrzne rozdarcie

wPolityce.pl: Sprawa migracji jest w UE postawiona na ostrzu noża? Juncker powiedział, że nawet jeśli 1 czy 2 kraje nie przystąpią do paktu ONZ, to osłabi to pozycję UE. Wiemy jednak, że coraz więcej krajów nie zamierza go podpisywać w Marrakeszu, m.in. Bułgaria.

Prof. Ryszard Legutko:
Tak, będzie tych odstępstw od paktu jeszcze trochę. Zawsze podnoszony jest ten sam argument, że „my tutaj razem musimy iść wspólnie i trzeba się wspierać”. Tylko, że to wszystko robione jest po fakcie, co jest hipokryzją. Bo z nami nikt wcześniej nie konsultował spraw migracyjnych, kwestii otwarcia granic, itd. Wtedy nie padał ten argument, że jest to osłabianie jedności europejskiej, gdy wprowadzano jednostronną decyzję o otwarciu granic, czy podejmowano próbę narzucenia głupiego systemu przymusowej relokacji.

Ale tu można mówić o celowej manipulacji? Treść porozumienia ws. migracji zawiera bowiem de facto próbę przekształcenia nielegalnej migracji w legalną. Czemu akurat Niemcy idą w zaparte twierdząc, ze jest inaczej?

Nie wiem dlaczego Niemcy idą w zaparte. Wczoraj było widać, że pani kanclerz z jednej strony broniła tej swojej decyzji twierdząc, że to było słuszne i nieuniknione, a z drugiej mówiła w swojej końcowej wypowiedzi, że „jeżeli popełniliśmy błędy, to nauczyliśmy się z nich wyciągać wnioski”. Więc w polityce niemieckiej jest pewnego rodzaju wewnętrzne rozdarcie, bo przyznanie się do tego, że to był katastrofalny błąd dyskwalifikuje Niemcy jako kraj przywódczy, który ma możliwość podejmowania samodzielnych decyzji w imieniu wspólnoty europejskiej.

Merkel zaapelowała jednak wczoraj o jedność, solidarność w związku m.in. z migracją. Pan celnie wykazywał w PE, że jednak własne interesy rządu niemieckiego biorą tutaj górę. Merkel stawia je przed interesami wspólnoty?

Tak, tak było zawsze. Pani kanclerz w swojej odpowiedzi odniosła się także do kwestii Nord Stream2, mówiąc „przecież my też mamy własne interesy, odchodzimy od węgla, musimy o nie dbać”. Ale prawda jest taka, że właściwie zawsze interesy niemieckie będą bezpieczne w UE. Natomiast im kraj jest słabszy i bardziej położony na wschód, tym bardziej jego interesy stoją w sprzeczności i mogą być zagrożone przez politykę wspólnotową. Wówczas mówi się nam: „Ale przecież to jest polityka wspólnotowa, musicie się dostosować. Na tym to polega, że skoro jesteśmy razem, to każdy coś oddaje swojego”. Ale w stosunku do tych dużych graczy tego się nie mówi, że oni muszą dostosować się np. do tego, że polska energetyka, czy w ogóle polska gospodarka jest oparta na węglu i jeszcze długo będzie. I narzucanie absurdalnych restrykcji jest szkodliwe dla Polski.

Czy to nie jest pokrętna logika? Z jednej strony Merkel tłumacząc rzekomo wagę Nord Stream 2 mówi, że odchodząc od węgla będą potrzebowali więcej gazu w okresie przejściowym. Z drugiej strony obserwujemy, jak wspólnie z Macronem spotyka się z Putinem i Erdoganem, ubijając zapewne własne interesy.

Oczywiście. Niemcy są krajem zbyt dużym i ważnym oraz mającym bardzo wysoką samoocenę, żeby nie ulec pokusie prowadzenia polityki nie tylko samodzielnej, ale także wykraczającej poza ograniczenia wynikające z UE. Nie jest to mocarstwo globalne, ale jednak kraj któremu jest trochę ciasno w UE. Niemcy używają więc Unię do realizacji własnych interesów. Juncker nie jest poważnym partnerem dla Putina, Erdogana, Trumpa czy premier Wielkiej Brytanii. Takim partnerem jest kanclerz Niemiec i Niemcy są tego świadomi, że ich rola wykracza znacznie poza wyjątkową rolę w UE.

Jakiej Unii faktycznie chce Merkel? Wykazywał Pan, że jej wizja nie ma nic wspólnego z wizją chrześcijańsko- demokratyczną, a w strukturach unijnych rośnie w siłę lewica.

To nie jest żadna wizja, bo powiedziała jedynie o migracji i wspólnej armii, co też jest kwestią, która wywoła sporo zamieszania. Nigdy nie będzie tak, że powstanie jakaś armia europejska, która będzie rzeczywiście siłą liczącą się. Z armią europejską jest jak z euro. Jego sens nie był wcale ekonomiczny, czy finansowy, tylko polityczny. W jej ogólnych deklaracjach nic konkretnego nie padło. Przyznam, że byłem rozczarowany, bo było to dosyć bełkotliwe mówienie o tolerancji i solidarności. Nie wiem, co znaczy tolerancja w stosunkach międzynarodowych. Jest straszliwy atak na Polskę, kompletnie nieuzasadniony, przy łamaniu zasad traktatowych. Mamy różne ekscesy PE, próby stworzenia jakiegoś mechanizmu, zupełnie nietraktatowego do ściągania i nękania państw niepokornych. Słowo tolerancja więc w ogóle tu nie pasuje. Poza tym oczywiście UE jest bardzo przesunięta na lewo i to CDU najwidoczniej zaakceptowała. Pani kanclerz jest politykiem bardzo sprawnym jeśli chodzi o mechanizmy władzy, natomiast nie jest to polityk, który wnosi pewną nową jakość, wynikającą z tradycji eurozainicjowała.

źródło: https://wpolityce.pl/polityka/421059-nasz-wywiad-prof-legutko-merkel-nie-wnosi-nowej-jakoscipejskiej, chrześcijańskiej demokracji, która ten proces integracji europejskiej

NEVIL - Sob Lis 17, 2018 23:31

Komentarze:
Anonim

U nich 280 tys. żółtych kamizelek w całej Francji i gaz, a u nas 250 tys. w jednym miejscu i nie było rozróby. Tym się różnimy.
-----------------------------------
Anoim

„Za dużo podatków, za dużo bezdomnych, za dużo samobójstw." - a imigrantów w sam raz (lub za mało).
------------------------------------
Komunizm = Faszyzm

Macron to piesek Wielkiej Loży Francuskiej. Masoni testują jak daleko mogą się posunąć z drenowaniem i ogłupianiem narodu.
======================
Francja sparaliżowana. Protesty wymykają się spod kontroli, drogi zablokowane - WIDEO




"Żółte kamizelki”, jak nazywa się protestujących przeciw podwyżce podatków od paliwa, zablokowały - częściowo lub całkowicie - setki przejazdów na autostradach, ulicach i placach Francji. Doszło do kilku wypadków, jednego śmiertelnego, gdy w Sabaudii otoczona żółtymi kamizelkami kobieta za kierownicą w panice nacisnęła na gaz i przejechała manifestantkę. Policjanci użyli też gazu łzawiącego, by powstrzymać napierający tłum.

W Paryżu, jeszcze przed wschodem słońca kilkudziesięciu manifestantów spowolniło ruch na placu rogatki Maillot, kilkaset metrów za Łukiem Triumfalnym i Polami Elizejskimi. Następnie zablokowano drogi przez pobliski Lasek Buloński i sąsiednie wyjazdy z Bulwaru Peryferyjnego - wewnętrznej obwodnicy okalającej miasto.

„Żółte kamizelki”, do których dołączyło wielu paryżan nie noszących tego znaku rozpoznawczego, przeszły Polami Elizejskimi, tamując ruch na „najpiękniejszej arterii miejskiej świata”.

Po południu około 1000 uczestników protestu blokujących paryski Plac Zgody, skręciło w uliczki prowadzącej do Rue du Faubourg Saint-Honore - ulicy Przedmieścia Saint Honore, gdzie mieści się Pałac Elizejski, czyli siedziba prezydenta. Rue du Faubourg Saint-Honore w 8. dzielnicy Paryża, będąca przedłużeniem ulicy Rue Saint-Honore w 1. dzielnicy, słynie z ekskluzywnych sklepów z modą i biżuterią, ale w sobotę nikt nie wybijał tam szyb.

Manifestanci wznosili okrzyki „Macron dymisja!”, „Macron przestań nas drenować”. Na kamizelkach widać było napisy „auto to moje narzędzie pracy” czy „wściekły Gal”, w nawiązaniu do słów prezydenta, który w sierpniu nazwał Francuzów „opornymi na wszelkie zmiany Galami”. „Za dużo podatków, za dużo bezdomnych, za dużo samobójstw. Oburzajcie się!” – głosił transparent. Wiele było trójkolorowych flag francuskich. Kilkakrotnie śpiewano francuski hymn Marsyliankę.

Około godz. 16.30 cofające się przed tłumem siły porządkowe użyły gazu łzawiącego na Przedmieściu Saint Honore, zmuszając liczne osoby do wycofania się. Ci, którzy napływali innymi ulicami, doszli na kilkadziesiąt metrów od Pałacu Elizejskiego.

Bez szarżowania i starć policjantom udało się odepchnąć tłum, który powrócił na Pola Elizejskie. Jak donosili reporterzy telewizyjni, kilkadziesiąt osób pozostało jednak w okolicach Pałacu Elizejskiego, próbując dostać się pod samą siedzibę prezydenta.

W przeciwieństwie do większości manifestacji francuskich, obok tłumu nie widać było zamaskowanych chuliganów z „czarnego bloku”. „To nie żadne łobuzy, to Francja wyszła na ulicę – powiedział wcześniej około 30-letni Julien, informatyk z podparyskiego departamentu Sekwany i Marny. - Nie mam innego wyjścia, do pracy muszę jeździć samochodem” – tłumaczył.

Według francuskiego MSW w całej Francji manifestowały 282 tys. "żółtych kamizelek", a według uczestników blokad - „co najmniej cztery razy tyle”. Liczby się różnią, ale nikt nie mówi o milionach, jakie przewidywano jeszcze w piątek wieczorem.

Doszło do kilku wypadków, jednego śmiertelnego, gdy w Sabaudii otoczona żółtymi kamizelkami kobieta za kierownicą w panice nacisnęła na gaz i przejechała manifestantkę.

Jak podało wieczorem MSW, w całym kraju rannych zostało 227 ludzi, w tym sześciu poważnie, zatrzymano 117, z czego 73 trafiło do aresztu.

źródło + video: http://niezalezna.pl/2461...blokowane-wideo

NEVIL - Pią Lis 23, 2018 16:51

Bankierzy przeprali 230 mld USD brudnych pieniędzy. Aż 150 mld USD miało przejść przez Deutsche Bank!




Jakiś czas temu świat obiegła informacja, iż bankierzy z duńskiego Danske Banku, poprzez swoją estońską filię, w latach 2007 - 2015 przeprali ok. 230 mld USD niewiadomego pochodzenia. Teraz okazuje się, że aż 150 mld USD miało przejść przez jeden z oddziałów Deutsche Banku. Akcje tego niemieckiego giganta bankowego natychmiast runęły (osiągając najniższą wartość w historii). Po aferze Diesel-Gate (która kosztowała niemiecką gospodarkę 17 razy więcej niż wszystkie odszkodowania dla Polski za II WŚ), bankierski skandal może być początkiem gospodarczego końca RFN.

Danske Bank to największy bank w Danii. W 2007 r. w jego estońskim oddziale zaczął się największy w historii proceder prania brudnych pieniędzy. Proceder, w ramach którego aż do 2015 r. skutecznie wyprano środki finansowe niewiadomego pochodzenia wyceniane na 234 mld dolarów! Jak to możliwe, że w regulowanej instytucji finansowej udało się wyprać tak gigantyczną kwotę pieniędzy? Odpowiedź jest prosta - nastawiony na czerpanie zysków z nowych rynków Danske Bank z powodów oszczędnościowych nie zdecydował się na objęcie swoim systemem informatycznym oddziałów ulokowanych w państwach bałtyckich (Litwa, Łotwa i Estonia). W efekcie powyższego estoński Danske Bank nie podlegał duńskim procedurom zapobiegającym praniu brudnych pieniędzy.

Na początku tego tygodnia Howard Wilkinson, były pracownik wyższego szczebla w Danske Banku, który przed specjalną komisją duńskiego parlamentu występuje jako tzw. sygnalista (ostrzegał on bowiem zarząd banku w Kopenhadze o podejrzanych przepływach w latach 2013 i 2014) powiedział, że z ponad 230 mld USD potencjalnie brudnych pieniędzy, które przepłynęły przez jego estoński oddział, 150 mld USD pochodziło z "amerykańskiego oddziału jednego z europejskich banków".

Z informacji agencji Bloomberg wynika, że był to amerykański oddział Deutsche Banku. Efekt? Akcje tego niemieckiego giganta bankowego natychmiast runęły (osiągając najniższą wartość w historii). Nie ma się co dziwić. Wszak sprawą prania pieniędzy przez Danske Bank od początku października interesuje się Amerykański Departament Sprawiedliwości. Jeśli sprawa miałaby się zakończyć tak, jak w przypadku Diesel-Gate (amerykański nadzorca nałożył na VolksWagena gigantyczne kary finansowe, a łączna suma kosztów tej afery jest 17 razy większa od sumy wszystkich odszkodowania dla Polski i Polaków za II wojnę światową), to może być to początek gospodarczego końca RFN.

Aby była jasność - czarny scenariusz dla niemieckiej gospodarki, to także czarny scenariusz dla Polski. Nasza gospodarka jest bowiem zbyt silnie powiązana z niemiecką. Zbyt wiele towarów eksportujemy do naszych zachodnich sąsiadów, aby nie odczuć na własnej skórze zbliżającego się tam kryzysu. Banksterski skandal, w który umoczony jest największy niemiecki bank, z pewnością nie pomoże. Amerykańskie sankcje za pomoc w wypraniu 150 mld USD mogą tylko pogłębić zapaść w jakiej znajdzie się niemiecka gospodarka.

źródło: http://niewygodne.info.pl...h-pieniedzy.htm

NEVIL - Sro Gru 05, 2018 10:44

Arnold promuje na COP24 zieloną energię. Sam podróżuje prywatnym odrzutowcem i jest fanem paliwożernych Hummerów




Arnolda Schwarzeneggera można lubić jako aktora czy niezłego showmana. Ale kiedy zamienia się on w polityka, który na COP24 w Katowicach przestrzega przed globalnym ociepleniem spowodowanym emisją CO2 i promuje "czystą energię", po czym wsiada do emitującego mnóstwo CO2 prywatnego odrzutowca i wraca do rezydencji w Kalifornii, gdzie ma potężną kolekcję paliwożernych Hummerów, to powinna nam się jednak zapalić czerwona lampka. Hipokryzja wśród celebrytów razi podwójnie, gdy zostanie pokazana palcem. Arnold niestety nie jest wyjątkiem.

Arnold Scharzenegger to gwiazdor amerykańskiego kina, były kulturysta i gubernator stanu Kalifornia, a ostatnio aktywista ekologiczny. Wczoraj zaliczył on wystąpienie na odbywającym się w Katowicach szczycie klimatycznym COP24, podczas którego wspomniał, iż co roku wiele milionów ludzi umiera z powodu zanieczyszczenia środowiska i "trzeba temu położyć kres". Sposobem na to ma być m.in. ograniczenie emisji CO2, która przyczynia się do globalnych zmian klimatycznych.

Wszystko ładnie, pięknie, ale Schwarzenegger - poprzez swoją dotychczasową postawę - nie jest najlepszą osobą do tego, aby promować "zrównoważony rozwój" i ekologię. Otóż na szczyt COP24 do Katowic przyleciał swoim prywatnym odrzutowcem. Oczywiście, że jakoś musiał tu się dostać. Pytanie tylko czy prywatny odrzutowiec, generujący per capita znacznie więcej CO2 niż zwykły samolot rejsowy, jest dobrym, pro-ekologicznym rozwiązaniem? Po drugie - Arnold słynie z zamiłowania do wielolitrowych, paliwożernych samochodów, w tym przede wszystkim do słynnych Hummerów, spalających kilkadziesiąt litrów paliwa na 100 km. Poruszanie się takimi autami z ekologią ma niewiele wspólnego.

Schwarzenegger nie jest jedynym znanym amerykańskim hipokrytą w dziedzinie ekologii. Innym jest Al Gore, były wiceprezydent USA (za czasów Clintona), który w 2007 roku dostał Pokojową Nagrodę Nobla za działania na rzecz przeciwdziałania globalnemu ociepleniu. Problem w tym, że kiedy Gore odbierał Nobla, jego rezydencja generowała potężne rachunki za prąd. Wścibscy dziennikarze sprawdzili, że rocznie zużywał on energii elektrycznej tyle co kilkadziesiąt domów "zwykłych" Amerykanów. Ekologia? Zrównoważony rozwój? Nic z tych rzeczy...

Kiedy jakiś celebrytą lub polityk mówi nam, że musimy walczyć z globalnym ociepleniem poprzez ograniczanie zużycia energii, a sam - w celach prywatnych, niezwiązanych z działalnością publiczną - zużywa kilkadziesiąt razy więcej paliwa i prądu od zwykłego śmiertelnika, przyczyniając się do globalnego ocieplenia bardziej niż ktokolwiek, to natychmiast traci wiarygodność. Wykazanie takiej hipokryzji palcem razi podwójnie. Schwarzenegger czy Gore, będąc piewcami "zielonej energii", powinni o tym pamiętać.

źródło: http://niewygodne.info.pl...iec-Hummery.htm

NEVIL - Wto Gru 11, 2018 18:48

Komentarze:
NiePOprawny

Ciekawe kiedy i czy znajdą legitymację Oskara vel Donalda Tuska który przecież też był agentem Stasi -czy ciocia Angela już mu teczkę personalną wyczyściła?

-----------------------------------------
hola

Merkel i Putin znali się w NRD to pewnie oni wychowali sobie Tuska na "Oskara".Nadal im służy.Każdy człowiek,gdy ma czym być szantażowany nigdy nie będzie wolny.Tusk to tchórz więc pewnie nie próbował się wyzwolić.On raczej nie chciał.

-------------------------------------
Anonim

A co w tym sensacyjnego? Putin był tam wtedy rezydentem KGB oraz łącznikiem między KGB-STASI czyli filii KGB w NRD, więc i mógł mieć legitymację wstępu do STASI, zachowywano pozory niezależności. Ciekawi mnie kiedy znajdą dyplom mgr Makreli członkini FDJ i agentki STASI tw. Erika, poszukiwany od lat oraz legitymację STASI Oskara i jego teczkę. Bo pewne na 100%, że jej kopia jest na Łubiance w Moskwie i Putin ją dobrze zna.

==================================
Sensacyjne odkrycie w Dreźnie. Po wielu latach znaleziono... legitymację Putina




Mijają lata, a dokumenty pozostają... Tak było w przypadku Władimira Putina. Niemiecki "Bild" informuje, że w Dreźnie znaleziono legitymację służbową Stasi wystawioną na nazwisko prezydenta Rosji. Stasi to Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwowego NRD. Okazuje się, że legitymacja dawała mu wiele przywilejów.


Obecny prezydent Rosji przebywał w latach 80. XX wieku w Dreźnie jako funkcjonariusz tamtejszej placówki radzieckiego Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego (KGB). "Bild" opublikował zdjęcie legitymacji "majora Władimira Putina" z jego podpisem i zdjęciem w cywilnym ubraniu oraz ze stempelkami, przedłużającymi co kwartał ważność dokumentu aż do końca 1989 roku.

Szef drezdeńskiego oddziału Urzędu Federalnego Pełnomocnika ds. Dokumentów Stasi Konrad Felber powiedział "Bildowi", że tego rodzaju legitymacja pozwalała jej właścicielowi na swobodne wchodzenie do biur Stasi i wychodzenie z nich. Czyniło to werbunek agentów łatwiejszym, gdyż Putin nie musiał nikomu mówić, że pracuje dla KGB.

Rosyjskie władze przyznały, że legitymacja może być autentyczna.

"W czasie istnienia Związku Radzieckiego KGB i Stasi były służbami partnerskimi i dlatego nie należy wykluczać także takiego wydania legitymacji"

- oświadczył rzecznik Putina Dmitrij Pieskow.

Już wcześniej niemieckie media informowały, że w lutym 1988 roku Putin otrzymał od ministra bezpieczeństwa państwowego NRD Ericha Mielkego brązowy Medal Zasługi Narodowej Armii Ludowej za osiągnięcia w "służbie w walce o pokój, w obronie ojczyzny i proletariackiego internacjonalizmu w latach bratniej współpracy tajnych służb NRD i Związku Radzieckiego przeciwko wspólnemu wrogowi".

źródło: http://niezalezna.pl/2497...itymacje-putina

NEVIL - Nie Gru 16, 2018 22:59

Komentarze:
michalina

Jest mi niemiernie przykro - raz, że znałam Bartka z polskiego folkowego zespołu w Strasbourgu, w którym się udzielał muzycznie. Dwa, że we Francji absolutnie żadne media nawet nie wspomniały o jego bohaterskiej postawie. Prawdopodobnie ocalił życie wielu ludziom, ale Francuzi milczą na ten temat. Smutek i żal. Łączę się w bólu z rodziną i ludźmi, którzy znali tego zawsze uśmiechniętego i pomocnego chłopaka.

-----------------------------------------
Taki żal

Spoczywaj w pokoju, bohaterze!
-----------------------------------
Polak

Kto za to odpowie.... się pytam..!!!! Państwo w którym przebywał powinno być pociągnięte do odpowiedzialności za ten dramat..!!!!!
====================================
Nie żyje Polak ranny w zamachu w Strasburgu


Przykra wiadomość dotarła do nas z Francji. Nie żyje Bartosz Niedzielski, który był jedną z poszkodowanych osób w zamachu terrorystycznym w Strasburgu. O jego śmierci na Twitterze poinformowała siostra. To piąta śmiertelna ofiara zamachu.



- Odszedł Bartek, cudowny człowiek, który kochał ludzi, kochał życie... Żegnaj Braciszku - napisała napisała na Twitterze jego siostra.

Z kolei agencja AFP cytuje wpis na Facebooku brata Bartosza Niedzielskiego. - Mój brat Barto Pedro Orent-Niedzielski właśnie od nas odszedł. Dziękuję za miłość i siłę, jakie mu daliście - informuje AFP.

Przypomnijmy, 11 grudnia w Strasburgu doszło do ataku terrorystycznego. Terrorysta otworzył ogień z broni maszynowej do tłumu na jarmarku świątecznym. Trzy osoby wtedy zmarły, dwanaście innych zostało rannych. Wśród nich był pochodzący z Katowic Bartosz Niedzielski.

- Tamtego dnia Bartek poszedł na koncert do jednego z klubów. Jeszcze zanim koncert się rozpoczął, Bartek razem ze znajomym dziennikarzem z Włoch i dwoma muzykami stali przed wejściem. Wyszli zapalić. Wtedy zobaczyli zamachowca z bronią. Od świadków wiemy, że rzucili się, żeby go powstrzymać. Dzięki nim drzwi zostały zamknięte, sprawca nie wszedł do środka. Inaczej doszłoby do masakry. Byłoby jak w paryskim klubie Bataclan, gdzie terroryści strzelali do ludzi jak do kaczek – opowiadali w rozmowie z portalem gazeta.pl mieszkający w Strasburgu Renata i Bogusław Bojczukowie.

https://twitter.com/TyszkiewiczElk/status/1072980347594465280/photo/1?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1072980347594465280&ref_url=https%3A%2F%2Fwiadomosci.wp.pl%2Fnie-zyje-polak-ranny-w-zamachu-w-strasburgu-6328276183931009a

Zarówno Bartek, jak i jego kolega z Włoch, zostali postrzeleni i trafili do szpitala. Włoch zmarł w piątek. Bartek od tamtej pory był w stanie krytycznym. Miał ranę postrzałową głowy. Walczył o życie.

Do Strasburga mężczyzna przyjechał 20 lat temu z mamą. Był przewodnikiem w Parlamencie Europejskim, oprowadzał wycieczki po mieście. Pracował jako dziennikarz w lokalnych mediach, tańczył w zespole, śpiewał w chórze, organizował Festiwal Komiksu. Był aktywną osobą, otwartą na nowe pomysły.

Cherif Chekatt, zamachowiec ze Strasburga, został zastrzelony przez policję w czwartek ok. godz. 21.00 lokalnego czasu na granicy dzielnic Neudorf i Meinau. Podczas próby wylegitymowania go przez policję, mężczyzna odwrócił się i zaczął strzelać w kierunku funkcjonariuszy, którzy natychmiast odpowiedzieli ogniem. Według agencji AFP, policję o miejscu przebywania terrorysty poinfomowała anonimowa kobieta. Miała go rozpoznać na ulicy na podstawie fotografii publikowanej przez media i zadzwoniła na numer alarmowy.
Pierwsza informację o śmierci Polaka podała Telewizja Republika.

źródło: https://wiadomosci.wp.pl/nie-zyje-polak-ranny-w-zamachu-w-strasburgu-6328276183931009a
NEVIL - Czw Sty 03, 2019 17:12

Komentarze:
mrfreddie

Ja bym powiedział - niech Niemcy leją sobie tyle ołowiu ile chcą. Na zdrowie!

-----------------------------------
mariam

Taki mamy klimat.

-----------------------------------
Ale jaja! Ale jaja! Ale jaja! Ale jaja!

A już myślałam, że tylko ja, no i połowa Polaków ma ja za kompletną kretynkę? Na szczęście jest nas znacznie więcej : )
==========================
Niemiecka gazeta atakuje Bieńkowską. "To szaleństwo"




"To ta figura woskowa jest odpowiedzialna za zakaz lania ołowiu" – tak niemiecki "Bild" zatytułował tekst o Elżbiecie Bieńkowskiej.

Gazeta zaatakowała unijną komisarz z Polski za dyrektywę UE, ustalającą górną granicę zawartości ołowiu we wszystkich produktach sprzedawanych na terytorium Unii do poziomu 0,3 proc. "Tak więc 0,3 grama na 100 gramów" – wyjaśnia rozgoryczony "Bild".

Dziennik podkreśla, że Bieńkowska, która odpowiada za rynek wewnętrzny, przemysł i przedsiębiorczość, przeforsowała dyrektywę, która spowodowała, że Niemcy "musieli się obejść bez tradycyjnego lania ołowiu w noc sylwestrową".

"Skąd to szaleństwo?" – pyta "Bild", zaznaczając, że unijnej dyrektywie nie sprzeciwił się ani rząd federalny, ani Bundestag.

Sylwestrowe lanie ołowiu i wróżenie przyszłości na podstawie zastygłych kształtów było w Niemczech tradycją od setek lat. Tabloid podkreśla, że w 2019 roku zostało to zabronione przez politykę UE.

Unijna dyrektywa, która tak rozsierdziła niemiecki dziennik, ma w założeniu chronić dzieci przed szkodliwym działaniem toksycznego metalu i ograniczyć zawartość ołowiu w zabawkach. Tradycja praktykowana w Niemczech jest podobna do polskiej – lania wosku w Andrzejki.

źródło: https://dorzeczy.pl/obserwator-mediow/88867/niemiecka-gazeta-atakuje-bienkowska-to-szalenstwo.html

NEVIL - Pon Sty 07, 2019 18:19

Komentarze:
Antygona

Oj podziwiają tu niektórzy Putina. Gość nie patyczkuje się ze swoją opozycją, chce silnej mateczki Rossiji, miłuje swój naród, prawdziwy mąż stanu, nawet Krym narodowi zwrócił. Gdybym była Rosjanką może i bym się cieszyła. Ale jestem Polką i boję się, że miłość Putina do własnego kraju, dla nas może zakończyć się tragicznie - jak dla Ukrainy. Dlatego cenię sobie naszą obecność w UE i w NATO czego powinniśmy bronić - bo to jest gwarancja naszej suwerenności.
-----------------------------------
veritas

Kacapów prędzej czy póżniej (lepiej prędzej ) wykończą wóda i Chiny!To będzie najpiękniejszy dzień w historii ludzkości.

=======================
Pełzająca agresja Kremla




Rewolucja technologiczna pozwoliła na upowszechnienie komunikacji społecznej. Masowość przekazów medialnych sprawia, że informacja stała się narzędziem oddziaływania nie tylko na jednostki, ale całe społeczeństwa i narody. Federacja Rosyjska wykorzystuje to do swoich agresywnych celów.

Od lat ofiarami rosyjskich ataków informacyjnych są kraje członkowskie NATO, a w szczególności kraje Europy Środkowej. Kreml doskonali swoje umiejętności, mechanizmy dezinformacji stosując od dekad. Moskwa jest w stanie skutecznie oddziaływać na inne państwa w sposób niekorzystny dla nich samych. Problem wrogiego oddziaływania, w tym dezinformacji, jest dla współczesnych państw coraz większym wyzwaniem. W najbliższych latach będzie to jedno z ważniejszych zagrożeń dla bezpieczeństwa narodowego krajów Zachodu.

Dezinformacja jako metoda prowadzenia polityki

Dla Rosji, co ma swój wydźwięk w dokumentach Federacji Rosyjskiej, dezinformacja i operacje propagandowo-informacyjne są jedną z metod prowadzenia polityki. Rosja w agresywne działania angażuje swój cały aparat państwowy, ze służbami specjalnymi na czele. Cele tych działań są stricte związane z interesami politycznymi Kremla. Kampanie rosyjskiego oddziaływania mają za zadanie wspierać rosyjską politykę imperialną, by ułatwiać osiąganie politycznych celów, rozbijać współpracę członków NATO czy UE, szerzyć chaos, który Rosji sprzyja, lub też – jak w przypadku próby otrucia Siergieja Skripala – odwracać uwagę od realnego obrazu działań Kremla. Tego typu kampanie osłonowe były podejmowane również przy innych okazjach, jak wojna na Ukrainie czy w Syrii, zestrzelenie malezyjskiego samolotu pasażerskiego MH17 czy też tragedia smoleńska z 10 kwietnia 2010 roku.

Autorzy rosyjskich operacji wrogiego oddziaływania dobierają narzędzia w zależności od potrzeb, by w sposób najbardziej efektywny osiągać swoje założenia. Czasem Rosjanie będą więc prowadzić masowe kampanie informacyjne mające na celu wpływanie na opinię publiczną w okresie wyborczym. Takie działania były prowadzone w czasie kampanii wyborczej w USA, czy Francji, a także przy okazji referendum w Wielkiej Brytanii i Hiszpanii. W innych przypadkach Moskwa będzie prowadziła prowokacje informacyjne, naruszała przestrzeń powietrzną i włamywała się do systemów komputerowych, by straszyć, testować, niszczyć lub wykradać dane. Jeśli Kreml uzna za stosowne nie zawaha się przed działaniami kinetycznymi. Kilka lat temu Rosjanie porwali funkcjonariusza estońskich służb specjalnych, od 2014 roku prowadzą działania wojenne na Ukrainie, zaś kilka miesięcy temu przeprowadzili na terenie Wielkiej Brytanii próbę zamachu na Siergieja Skripala. Te działania wpisują się w taktykę oddziaływania na narody państw Zachodnich w sposób typowy dla wojny hybrydowej. Czasem operacje wpływu będą prowadzone w sposób nieoficjalny, innym razem będą się włączać czynniki polityczne – jak np. w Niemczech przy sprawie Lisy (chodzi o fałszywe doniesienia o gwałcie na młodej Niemce pochodzenia rosyjskiego), by prowokacje zyskiwały dodatkowe znaczenie na arenie międzynarodowej. Dobór sposobów oddziaływania na inne państwa może być bardzo szeroki, co sprawia, że identyfikowanie i neutralizowanie zagrożeń związanych z rosyjskimi operacjami staje się trudne.

Cele Moskwy

Więcej: https://dorzeczy.pl/kraj/89238/pelzajaca-agresja-kremla.html

NEVIL - Wto Sty 08, 2019 18:41

Komentarz:
Winicjusz

Muzułmanin ma prawo poślubić niemuzułmankę, nawet zezwolić jej na nieprzyjmowanie islamu, ale i tak jest traktowana przez niego i przez prawo islamu po muzułmańsku: on ma prawo ją zdradzać, on ma prawo pojąć inne żony, on ma prawo ją wypędzić lub przyjąć z powrotem, on decyduje o losach dzieci.
Gdyby on oszukał jakąś muzułmańską kobietę, musiałby się liczyć z możliwością zemsty ze strony jej rodziny – a Ty, Polko, najwyżej sobie popłaczesz nad własną głupotą i zniszczonym życiem…

=========================
Młoda Saudyjka uciekła przed rodziną i jest bezpieczna. Zemsta ojca jej nie dosięgnie


Internauci praktycznie uratowali życie młodej Saudyjki, o której od kilku dni rozpisywały się media na całym świecie. Dziewczyna uciekła przed rodziną. Rahaf Mohammed al-Qunun utknęła jednak na lotnisku w Bangkoku. Międzynarodowe zainteresowanie zapobiegło wydaniu jej ojcu. Bała się, że krewni ją zamordują.



Rząd Australii rozważa możliwość udzielenia azylu 18-letniej Saudyjce, która uciekła przed rodziną i zwróciła na siebie oczy całego świata. Rahaf Mohammed al-Qunun znajduje się w Tajlandii pod opieką UNHCR, międzynarodowej organizacji pomagającej uchodźcom. Urzędnicy ONZ zbadają sprawę dziewczyny, a Australijczycy podejmą decyzję w oparciu o wyniki tego dochodzenia.

Al-Qunun twierdzi, że grozi jej śmierć z rąk ojca i braci z powodu zachowania niezgodnego z muzułmańską tradycją jej ojczyzny. Dziewczyna leciała do Australii z wizą turystyczną. Tam chciała prosić o azyl. Dramat rozegrał się jednak w Bangkoku, gdzie zatrzymać ją mieli przedstawiciele saudyjskiej ambasady. Nie jest przy tym pewne, czy to oni, czy tajscy policjanci na pewien czas zabrali jej paszport.

Saudyjce grozi ścięcie. To, co zrobiła, trudno nawet nazwać przestępstwem

Przestraszona dziewczyna zabarykadowała się w pokoju hotelowym i zaczęła wysyłać twitty z prośbą o pomoc. Była pewna, że jeżeli wróci na Bliski Wschód i trafi w ręce krewnych, to zostanie zamordowana. Apele spotkały się z niezwykłym odzewem internautów z całego świata, którzy nie tylko dopowiedzieli, śląc tysiące wyrazów wsparcia, ale także wywołali reakcję dyplomatów i UNHCR.

Ostatecznie Saudyjka odzyskała paszport, nie została zmuszona do wejścia na pokład samolotu lecącego do Kuwejtu, ani nie wydano jej w ręce ojca i brata, którzy tymczasem przylecieli do Tajlandii. Po wielu godzinach oczekiwania al-Qunun opuściła lotnisko w towarzystwie szefa misji UNHCR, który gwarantuje jej bezpieczeństwo.

Przypadek Rahaf al-Qunun, córki wysokiego urzędnika saudyjskiego, ponownie zwrócił uwagę na problem uzależnienia kobiet w wielu krajach arabskich, a zwłaszcza nad Zatoką Perską. Każda kobieta, także dorosła, musi mieć męskiego opiekuna, bez którego zgody nie podejmie żadnej istotnej decyzji życiowej.

Saudyjki mogą już prowadzić samochody, ale żadna z nich sama nie kupi pojazdu. Kobiety nie mogą też bez zgody mężczyzny wyjechać za granicę, studiować czy pracować. Takimi opiekunami są ojcowie, mężowie, a niekiedy nawet bracia i synowie, którzy często wymuszają posłuszeństwo, stosując przemoc fizyczną i psychiczną. Dochodzi przy tym do tak absurdalnych sytuacji, gdy konieczna jest zgoda opiekuna na opuszczenie domu dla prześladowanych kobiet.
Nie ma też mowy o wyjściu za mąż bez zgody rodziny. Co więcej, prześladowania, a nawet śmierć, grożą za potajemne spotykanie się z mężczyzną spoza rodziny. Formalnie morderstwa w obronie honoru rodziny są zabronione, ale wiadomo, że się zdarzają. Oprawcami są często ojcowie i bracia ofiary, której krew ma zmazać plamę na dobrym imieniu rodu.

System opieki uważany jest za najpoważniejszą przeszkodę na drodze do zapewnienia pełnych praw saudyjskim kobietom. Wiele nadziei wiązano z dojściem do władzy następcy tronu Muhammada bin Salmana (MBS), który obiecywał modernizację i liberalizację życia w królestwie.

Kobiety w Arabii Saudyjskiej mogą prowadzić samochody. Jednak nadal muszą mieć "opiekunów"

Na przykład do niedawna Saudyjka nie mogła być nigdy pewna, czy jest zamężna. Mężczyzna mógł uzyskać rozwód nie informując kobiety i uniknąć w ten sposób płacenia alimentów. Teraz nadal nie ma potrzeby pytania żony o zdanie, ale przynajmniej sądy będą wysyłały SMS-y z informacją do kobiet porzuconych przez mężów.

MBS zgodził się też na wydawanie praw jazdy, a co ważniejsze, otworzył szkoły publiczne dla dziewczynek. To nadal jest zbyt mało, a zmiany zachodzą bardzo wolno. Jednak każdy przypadek taki jak historia Rahaf Mohammed al-Qunun przypomina o problemie i dostarcza argumentów Saudyjkom walczącym o swoje prawa.

źródło: https://wiadomosci.wp.pl/mloda-saudyjka-uciekla-przed-rodzina-i-jest-bezpieczna-zemsta-ojca-jej-nie-dosiegnie-6336313819711105a

NEVIL - Pią Lut 15, 2019 12:01

Komentarze:
Anonimus

Dlaczego UE nie zajmie się praworządnością we Francji???
------------------------------------
Anonim

Jak można umysłowo chorego zrobić prezydentem duzego państwa?
---------------------------------
Leonard Borowski

Tak wyglądają "swobody obywatelskie" w państwie rządzonym przez psychopatycznego zboczeńca. Rosyjską "onucę".
===========================
Francja: tysiące aresztowanych, setki skazanych




Około 8400 członków ruchu "żółtych kamizelek" przesłuchano, a 7500 aresztowano w ciągu niecałych trzech miesięcy jego istnienia - poinformował francuski minister spraw wewnętrznych Christophe Castaner.

Potwierdził jednocześnie, od rozpoczęcia 17 listopada akcji przez "żółte kamizelki" prawie 1300 policjantów, żandarmów i strażaków doznało obrażeń ze strony "małych grupek napędzanych nienawiścią".

Minister Castaner po raz kolejny potwierdził, że rząd jest przeciwny amnestii dla "żółtych kamizelek", o czym mówił premier w środę wieczorem w programach telewizyjnych.

"Mój przekaz jest jasny: jakakolwiek agresja będzie ścigana i zostanie ukarana"

- oświadczył Castaner.

Od początku działalności "żółtych kamizelek" wymiar sprawiedliwości wydał prawie 1800 wyroków skazujących, a prawie 1500 spraw wciąż oczekuje na rozprawę.

Zapoczątkowane w listopadzie ubiegłego roku we Francji demonstracje "żółtych kamizelek" przeciwko polityce gospodarczej i społecznej prezydenta Emmanuela Macrona odbywały się też w ostatni weekend - 13. z rzędu. Uczestniczyło w nich ponad 51 tysięcy osób.

źródło: https://niezalezna.pl/258948-francja-tysiace-aresztowanych-setki-skazanych

NEVIL - Pią Lut 22, 2019 18:02

Komentarze:
vwłodek

W parlamencie UE - putinowskim kołchozie nie podejmuje się żadnych decyzji bez wiedzy i akceptacji kremlowskiego psychopaty...Niby wszyscy o tym wiedzą,ale nikomu nie przeszkadza, że najważniejsze stanowiska zajmują agenci Putina...Ograniczanie suwerenności Polski we wszystkich aspektach od polityki poprzez media po gospodarkę to efekt stanowiska strategicznych partnerów Rosji i Niemiec,które do dziś nie uznają postanowień traktatu wersalskiego po I wojnie światowej,który przywrócił Polskę na mapę Europy...Dla Merkel i Putina Polska to kraj skolonizowany bez prawa do suwerenności... niestety azjatycka dzicz w Polsce zwana totalną opozycją na polecenie Moskwy i Berlina dąży z niczym niepohamowaną wola do całkowitego zniewolenia Polaków...Jednak to sami Polacy idąc do wyborów mogą sami zdecydować o swoim losie...Po ewentualnym powrocie do władzy targowickiej mniejszości nie tylko będzie tak jak było,będzie o wiele gorzej...

----------------------------------------
Zyk Fryt

W sumie to każdy przedstawiciel handlowy z Gazrurki jest szpiegiem, nie pomijając strażaka z PSLu.
-----------------------------------
nela bumsztein

Warszawa do dzisiaj nie może sobie poradzić z matecznikiem rosyjskich szpiegów . Ten matecznik dokładnie widać z punktowców przy Międzyborskiej !
============================
Bruksela stolicą... szpiegów. W "sercu" Europy ma roić się od agentów Rosji oraz Chin




Ważne ośrodki decyzyjne zawsze są szczególnie narażone na działalność szpiegowską ze strony obcych wywiadów. Bez wątpienia do takich ośrodków należy zaliczyć Brukselę - "serce" Unii Europejskiej oraz miejsce, które na swoją siedzibę wybrał Pakt Północnoatlantycki. Tymczasem, jak donosi niemiecka gazeta "Welt am Sonntag" w stolicy Belgii może działać około 200 szpiegów rosyjskich i ok. 250 - chińskich.

Jak podaje "WaS", cytowany przez portal dw.com, stolica Unii Europejskiej została "nowym centrum działalności agenturalnej w Europie".

Dane o liczbie szpiegów rosyjskich oraz chińskich służb mają pochodzić ze źródeł zbliżonych do unijnej służby bezpieczeństwa. Dyplomaci oraz politycy mają być przez Europejską Służbę Działań Zewnętrznych ostrzegani przed tym, by omijać niektóre brukselskie lokale, gdzie może dojść min. do próby werbunku przez agentów Rosji lub Chin, którzy mają działać "pod przykrywką" np. jako przedstawiciele handlowi.

Jak donosi "Welt am Sonntag", na liście "ryzykownych lokali" znajdują się dwa miejsca położone w pobliżu najważniejszych unijnych instytucji.

Aktywność agentów tajnych służb w Brukseli uznawana jest - jak pisze "WaS" - za sprawę oczywistą.

"Stolica Belgii stała się jednym z najważniejszych miast dla działalności agenturalnej na świecie z uwagi na znajdujące się w niej centrale UE i NATO. Wcześniej podobną aktywność wywiadowczą obserwowano w Wiedniu, Genewie i Londynie"

- czytamy na stronie dw.com.

źródło: https://niezalezna.pl/258251-bruksela-stolica-szpiegow-w-sercu-europy-ma-roic-sie-od-agentow-rosji-oraz-chin

NEVIL - Pią Mar 22, 2019 14:19

Komentarze:
Stoa

Brytyjczykom należy się brexit w jak najtwardszej wersji. 1. Sami chcieli opuścić UE. 2. Przez setki lat nigdy nie byli lojalni wobec swoich sojuszników, a pojęcie uczciwości i przyzwoitości jest im z gruntu obce. To niech mają to co sami sobie zafundowali.
------------------------------------
Funny

Uderzylo ich po kieszeni to sie plaszcza przed bruxelka

-----------------------------------
NKJ

TO NIE JAŁTA, CZY MONACHIUM BO TO WIELKA BRYTANIA NIE CHCE BYĆ W UNII, NIE CHCE PŁACIĆ SKŁADKI, A MIEĆ CŁA I WSZELKIE ULGI JAK PASTWO UNIJNE. TO NA NAS STOSUJE WIELKA BRYTANIA SZTUCZKI, ŻEBY ZEPCHNĄĆ NAS DO ROLI PARWENIUSZA KTÓRY MA UTRZYMYWAĆ POTENTATA Z WYSP.
=========================
Upokorzenie Wielkiej Brytanii stało się faktem. Unia podyktowała warunki


Kiedyś Wielka Brytania decydowała o losach innych. W czwartek to inni - w tym Polska - decydowali o losach Wielkiej Brytanii. Unia okazała Londynowi łaskę, ale przy okazji pokazała mu miejsce w szeregu. I dała przedsmak tego, co oznacza bycie poza Unią.




Dla wielu brytyjskich komentatorów czwartkowa noc w Brukseli, podczas której przywódcy państw UE uzgodnili odroczenie brexitu była otrzeźwiająca.

Przyzwyczajeni do podejmowania decyzji o losach innych narodów - jak np. w Jałcie, czy Monachium - Brytyjczycy w tym razem znaleźli się w odwrotnej roli. To inni, za zamkniętymi drzwiami, decydowali o ich losie. A wśród nich były nie światowe mocarstwa, ale państwa, które dotąd w historii bywały tylko przedmiotami podobnych dyskusji: Czechy, Łotwa, czy nawet Polska.

"Czy jest jakikolwiek precedens w najnowszej historii, kiedy żywotne interesy wielkiego kraju były decydowane za zamkniętymi drzwiami przez 27 innych krajów, a ich decyzja przedstawiona jako fakt dokonany? Nawet dla tych z nas, którzy się tego spodziewali, upokorzenie jest ciężkie do zniesienia" - komentował na Twitterze publicysta konserwatywnego dziennika "The Times" Simon Nixon.

Jego opinia nie jest zresztą odosobniona. Jeśli jest dziś coś, co łączy podzielonych Brytyjczyków, to poczucie hańby. Jak wynika z sondażu opublikowanego w środę przez Sky News, aż 90 proc. z nich uważa, że sposób prowadzenia negocjacji brexitowych jest narodowym upokorzeniem. I tylko 7 proc. z nich za to upokorzenie obwinia Unię.

Unia stawia warunki

Więcej: https://opinie.wp.pl/upokorzenie-wielkiej-brytanii-stalo-sie-faktem-unia-podyktowala-warunki-6362109079877249a

NEVIL - Nie Mar 24, 2019 14:54

Komentarze:
Zlosliwy
Czarno widze przyszlosc dowolnego narodu, ktory swoje nadzieje na przyszlosc poklada w Tusku...
Tusk to im moze najwyzej troche Orlikow na kredyt pobudowac.

----------------------------------

EUSSR

LEWACKA GANGRENA OPANOWAŁA LONDONISTAN.
=========================
Brytyjczycy protestują. Ponad milion ludzi wyszło na ulice. Na plakatach m.in. Donald Tusk




Miliony obywateli Wielkiej Brytanii domaga się ponownego referendum w sprawie brexitu. Z tego powodu w minioną sobotę na ulice brytyjskich miast wyszły tłumy ludzi.


Brytyjczycy trzy lata temu zdecydowali o wyjściu z Unii Europejskiej. Obecnie wiele osób chciałoby, aby w tej sprawie odbył się powtórne głosowanie. Brytyjska prasa pisze, że sobotni przemarsz był jedną z największych manifestacji tego typu w historii.

Organizatorzy przekonują, że w samym tylko Londynie zebrało się ponad milion osób. Protestujący zorganizowali m.in. paradę, na której pojawiły się karykatury premier Theresy May.

Część demonstrantów przyniosło ze sobą plakaty z Donaldem Tuskiem, którego prosili o pomoc ws. pozostania Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej.

źródło: https://dorzeczy.pl/kultura/97688/brytyjczycy-protestuja-ponad-milion-ludzi-wyszlo-na-ulice-na-plakatach-min-donald-tusk.html

NEVIL - Pią Mar 29, 2019 13:45

Przetrwają wojnę i trzęsienia ziemi. Oto najpilniej strzeżone miejsca na świecie


Złoto, dolary i największe tajemnice wywiadowcze. Na ich ochronę rządy wielu państw na świecie wydają miliony. Zobaczcie, gdzie są przechowywane najcenniejsze dobra i w jaki sposób zabezpieczone są przed kradzieżą i katastrofami naturalnymi.


Fort Knox (USA)


To chyba jedna z najbardziej znanych pozycji na liście. Wybudowany w stanie Kentucky w Stanach Zjednoczonych Fort Knox to pilnie strzeżona baza Armii USA. Zajmuje teren o powierzchni ponad 400 km kw., a więc niewiele mniejszy od Warszawy i stale pilnowany jest przez tysiące żołnierzy.

Najbardziej znanym budynkiem w Fort Knox jest United States Bullion Depository (na zdjęciu), czyli drugi największy skarbiec złota w USA. Dostępu do zlokalizowanych pod budynkiem ponad 4500 ton złotego kruszcu chronią 22-tonowe pancerne drzwi. Szyfr do skarbca składa się z 10 części i przydzielony jest 10 pracownikom. Każdy z nich zna jedynie swoją część kodu.

Więcej: http://next.gazeta.pl/nex....html#s=BoxOpMT

NEVIL - Nie Kwi 07, 2019 12:20

Komentarze:
kismet

Czyli same zwierzęta załatwiły gnoja !
--------------------------------
gość

BRAWO SŁOŃ ,BRAWO LWY

--------------------------
mega

Cudowna solidarność zwierząt. Nic się nie zmarnowało.
=============================
Tak mści się przyroda. Kłusownik stratowany przez słonia i zjedzony przez lwy


Mężczyzna podejrzany o kłusownictwo zginął w Parku Narodowym Krugera w RPA. Najpierw stratował go słoń, a później został zjedzony przez stado lwów. Kłusownik polował na nosorożce.




Jak utrzymują jego koledzy po fachu, mężczyzna został stratowany przez słonia we wtorek. Kłusownicy, którzy wybrali się na łowy po rogi nosorożca, poinformowali o tragedii jego rodzinę.

Ta skontaktowała się ze strażnikami Parku Narodowego, by odnaleźć ciało. Grupa poszukiwawcza szukała go dwa dni, odnajdując tylko czaszkę i parę spodni. Reszta została zjedzona przez stado lwów.

Glenn Phillips, dyrektor zarządzający parkiem, złożył rodzinie kondolencje. - Wejście do parku nielegalnie i pieszo nie jest rozsądne. Czai się tam wiele niebezpieczeństw, a ten incydent jest tego dowodem - dodał.

Trzej pozostali kłusownicy zostali aresztowani. BBC przypomina, że w sobotę w Hong Kongu przechwycono największy przemyt rogów nosorożca od pięciu lat. Zarekwirowany towar jest wart na czarnym rynku ponad 2 miliony dolarów. To dwa razy więcej, niż ważące tyle samo złoto czy kokaina.

Sproszkowany róg nosorożca jest używany w Chinach jako lekarstwo. Pół roku temu władze zniosły obowiązujący od 25 latach bezwzględny zakaz używania tego produktu, a także kości tygrysów.

źródło: https://wiadomosci.wp.pl/tak-msci-sie-przyroda-klusownik-stratowany-przez-slonia-i-zjedzony-przez-lwy-6367751418791553a

NEVIL - Wto Maj 07, 2019 20:49

Komentarze:


Anonim

Byc moze wiedzeni przykladem Polski obudzili sie .... Holendrzy ,bo wlasnie ogloszono ,ze w tym kraju przekrety z BTW ( ichni VAT) szacuje sie, na razie, na 50 mln. euro rocznie ...sprawa sie na tym na pewno nie skonczy.
-------------------------------------
Anonim

Tenkraj pod rządami Tuska i PO , był pod względem przekrętów VAT w czołówce .Unii dzięki m.in. Ickowi - " NIMA TYCH PININDZY "
------------------------------
Slov

Wprowadzenie korupcjogennego podatku VAT, to najgorszy wybór ekonomistów. Tylko podatek obrotowy, ma sens.
===============================
Dziennikarze z całej Europy prześledzili karuzele VAT-owskie. Wyniki mogą szokować



Niemiecki portal internetowy Correctiv publikuje wyniki dziennikarskiego śledztwa dotyczącego karuzeli podatkowych w Europie. Uczestniczy w nim 35 redakcji z 30 krajów. Proceder rocznie przynosi UE straty w wysokości 50 mld euro.

Według Correctiv, który jest organizacją non profit skupiającą m.in. dziennikarzy śledczych i koordynującą projekty reporterskie na terenie całej Europy, straty dla Niemiec w wyniku działania karuzeli podatkowych wynoszą od 5 do 14 mld euro rocznie.

Materiał opublikowany na stronie internetowej jest elementem projektu Grand Theft Europe, w którym bierze udział 65 dziennikarzy z około 30 krajów. W Niemczech - oprócz Correctiv - w przedsięwzięcie są zaangażowane redakcje dziennika "Handelsblatt" i publicznej telewizji ZDF.

Opublikowany reportaż opisuje mechanizm działania karuzeli podatkowych i stojących za nimi organizacji przestępczych przez pryzmat losów skazanego już kryminalisty pojawiającego się w tekście pod pseudonimem Amir Bahar. Zaczął on swoją "karierę" jako 16-latek, handlując telefonami komórkowymi. Kiedy został aresztowany w 2014 roku, kierował jedenastoma firmami, które sprzedawały konsole do gier, miedź i certyfikaty emisji CO2. Bahar nie zarabiał jednak na handlu, lecz na wyłudzaniu zwrotu podatku VAT.

Śledczy szacują, że okradł on państwo niemieckie na 110 mln euro. W akcie oskarżenia pojawiła się suma 60 mln. Skazany został za wyłudzenie 40 mln. Oznacza to, że w półświatku trudniącym się tym procederem wcale nie należał do największych graczy. Według danych, którymi dysponuje policja, 80 proc. zysków trafia do 2 proc. najważniejszych beneficjentów tej działalności. Jak wylicza Komisja Europejska, kraje UE przez karuzele podatkowe tracą rocznie, od 25 lat, 50 mld euro.

Powód, dla którego zwalczanie tego rodzaju przestępczości jest wyjątkowo trudne, to - jak wynika z ustaleń Correctiv - brak politycznej woli większości krajów UE, żeby skutecznie zapobiegać i ścigać oszustwa.

Austriacki polityk Heinz Zourek, który do 2015 roku był komisarzem UE ds. podatkowych, wspomina, jak chciał wprowadzić ujednolicony formularz deklaracji podatku VAT w całej Unii. "Naiwnie myślałem, że jest to możliwe" - mówi, dodając, że nie dało się osiągnąć konsensusu między krajami, z których każdy proponował rozwiązanie niekompatybilne z pozostałymi, a Niemcy w ogóle wykluczyły jakąkolwiek możliwość zmiany własnego formularza.

Zdaniem Correctiv walka z wyłudzaniem podatku VAT w RFN jest utrudniona przez federalny model państwa, a co za tym idzie - brak koordynacji między organami podatkowymi czy prokuratorami poszczególnych krajów związkowych. Równie ważny powód to brak politycznej woli. Rząd obawia się wprowadzać zmiany ze strachu przed dodatkowymi obciążeniami dla przedsiębiorstw.

"Nie rozumiem, dlaczego ludzie wybierają jakąkolwiek inną formę działalności przestępczej. Po co handlować narkotykami, jeśli można tyle zarobić na karuzelach?"

- pyta retorycznie były śledczy zajmujący się przestępczością podatkową w Wielkiej Brytanii Rod Stone, cytowany w reportażu. Mimo to przywołuje Zjednoczone Królestwo jako przykład możliwości ograniczenia tego procederu poprzez działania na szczeblu narodowym.

Londynowi udało się obciąć sumę wyłudzanego VAT z 3,5 mld funtów do obecnie 500 mln. Osiągnął to dzięki stworzeniu "wrogiego otoczenia" dla oszustów: ustawodawstwa pozwalającego śledczym na wkraczanie do biur podejrzanych przedsiębiorstw, usprawnienie procedur, możliwość zamrażania środków na kontach oraz ściągania skradzionych pieniędzy i wreszcie - drakońskie kary. Za zorganizowane wyłudzanie VAT w Wielkiej Brytanii można dostać dożywocie.

Szkody wynikające z oszustw podatkowych nie mają charakteru jedynie finansowego. Łatwość, z jaką niemal każdy może zacząć to robić, powoduje, że również organizacje terrorystyczne ulegają pokusie korzystania z luk w systemie. Ostatecznie zatem pieniądze europejskich podatników są wykorzystywane do finansowania zamachów i wojen.

Portal Correctiv został założony w 2014 roku w odpowiedzi na kryzys tradycyjnych mediów i redukcję etatów w redakcjach. Inicjatorzy widzieli w tym zagrożenie dla kontrolnej roli prasy w przestrzeni publicznej. Redaktorem naczelnym zrzeszenia jest Oliver Schroem, jeden z najbardziej znanych niemieckich dziennikarzy śledczych. Pracował m.in. w "Sternie" i ZDF. Ma na koncie wykrycie skandali w profesjonalnej piłce nożnej, show-biznesie czy służbie zdrowia. Correctiv prowadził m.in. dziennikarskie śledztwo w sprawie zestrzelenia przez prorosyjskich separatystów boeinga malezyjskich linii lotniczych w lipcu 2014 roku.

źródło: https://niezalezna.pl/270325-dziennikarze-z-calej-europy-przesledzili-karuzele-vat-owskie-wyniki-moga-szokowac

NEVIL - Pon Maj 27, 2019 20:20

Newsweek w USA publikuje tekst: "Polska musi oddać skradzione nieruchomości"




Na stronie amerykańskiego Newsweeka kilka dni temu ukazał się tekst o dość jednoznacznym tytule: "POLAND MUST DEAL WITH ITS PAST—AND RETURN STOLEN PROPERTY", co można tłumaczyć jako: "Polska musi zmierzyć się ze swoją przeszłością i oddać skradzione nieruchomości". Autor tekstu wskazuje, że w Polsce jest ponad 170 tys. nieruchomości "bezprawnie przejętych" od żydowskich ofiar Holocaustu, których wartość szacowana jest na "miliardy dolarów". Jeśli ktoś nadal twierdzi, że problem "żydowskich roszczeń" nie istnieje, to niech poczyta co na ten temat piszą amerykańskie media.

Autor tekstu - Daniel Schatz, który jest politologiem specjalizującym się w relacjach międzynarodowych - zaczyna swoją wypowiedź na łamach amerykańskiego Newsweeka od przypomnienia, iż 11 maja na ulicach Warszawy pojawiło się kilka tysięcy ludzi protestujących przeciwko ustawie 447, po czym cytuje Rafała Pankowskiego ze stowarzyszenia "Nigdy więcej", który stwierdził, że marsz z 11 maja był prawdopodobnie "największą jawnie antyżydowską demonstracją w Europie w ostatnich latach".

W dalszej części tekstu możemy przeczytać, że w Polsce jest ponad 170 tys. nieruchomości "bezprawnie przejętych" od żydowskich ofiar Holocaustu. Schatz zauważa, iż działający na wniosek rządu Izraela eksperci z sektora biznesowego i organizacji pozarządowych oszacowali wartość tych nieruchomości na "miliardy dolarów".

Ponadto autor przytacza ostatnio wielokrotnie powielaną publicznie opinię o tym, że Polska, jako jeden z nielicznych krajów należących niegdyś do byłego bloku sowieckiego, nie przyjęła ustawy kompleksowo rozwiązującej kwestie zwrotu mienia znacjonalizowanego po II wojnie światowej, po czym dodaje: "Polska musi uszanować pamięć o przeszłości, przyjmując kompleksowe przepisy przewidujące całkowitą restytucję majątku skradzionego przez nazistów i rządy komunistyczne (...). Duchy przeszłości można zwalczać tylko wtedy, gdy narody wezmą odpowiedzialność za swoją historię, zamiast od niej uciekać".

W kontrze do tego co pisze na łamach amerykańskiego Newsweeka Daniel Schatz należy jednoznacznie stwierdzić, iż nie jest prawdą, jakoby w Polsce niemożliwe było odzyskanie mienia przejętego po II wojnie światowej w sposób nielegalny (tj. bez sprawiedliwego odszkodowania) przez Skarb Państwa. Otóż każdy, kto był właścicielem takiego mienia, może dziś złożyć do polskiego sądu pozew o jego zwrot lub wypłatę należnego odszkodowania. I sąd takie odszkodowanie przyzna. To samo dotyczy spadkobierców byłych właścicieli. Wystarczy udowodnić, że przed wojną było się właścicielem danej nieruchomości lub jest się spadkobiercą takiej osoby.

Inaczej wygląda sprawa w przypadku tzw. mienia bezspadkowego oraz roszczeń zwrotowych w zakresie takiego mienia formułowanych przez organizacje lub podmioty międzynarodowe, które powołują się na przesłankę reprezentacji narodowo-rasowej. Mam wrażenie, iż Schatz na łamach Newsweeka miesza te pojęcia, wrzucając do worka o nazwie "restytucja" wszystkie możliwe konfiguracje oraz sugerując, że nacjonalizacja mienia bezspadkowego też miała być bezprawna.

Rolą MSZ winno być reagowanie na tego typu teksty, które nie tylko powielają nieprawdziwe informacje (jakoby odzyskanie mienia bezprawnie znacjonalizowanego było niemożliwe) lecz również sugerują, iż Polska wzbogaciła się na Holocauście i do dzisiaj "ucieka od odpowiedzialności". Jeśli nie będziemy drogą oficjalną reagować na narracje narzucane przez ludzi pokroju Schatza, to nie wykluczałbym, że niebawem zaprzeczanie podobnym tezom stanie się przykładem "antysemityzmu".

źródło: http://niewygodne.info.pl...ieniu-i-447.htm

NEVIL - Pią Maj 31, 2019 13:50

W Europie dzieje się! "Nieprawdopodobnie głupie zagranie Junckera. Jeśli dojdzie do italoexitu, nie wińcie Włochów"




Komisja Europejska dała Włochom ultimatum: Albo zaostrzą dyscyplinę finansową (przypomnijmy - Włochy to kraj z gigantycznym długiem publicznym i rosnącym deficytem budżetowym), albo zapłacą Brukseli 3,5 mld euro kary. Na podjęcie decyzji mają 48 godzin. Bartłomiej Radziejewski (dyrektor i założyciel think-tanku "Nowa Konfederacja") komentuje to w ten sposób: "Być może Unia właśnie weszła w najgłębszy kryzys od 2008 roku". Jednocześnie sugeruje, że ultimatum KE wynika z "doszczętnego przeżarcia mózgu odchodzącego szefa KE przez luksemburską odmianę >> wirusa filipińskiego <<".

"Nie wiem, doprawdy nie wiem czym innym niż doszczętnym przeżarciem mózgu odchodzącego szefa KE przez luksemburską odmianę "wirusa filipińskiego" można racjonalnie wytłumaczyć tak idiotyczne w swej bucie zagranie wobec kraju porównywalnego z Francją. Tolerowanie chwiejącego się na prawie każdym szczycie Junckera jako twarzy UE jest dowodem dojmującego braku instynktu samozachowawczego unijnych elit" - dodaje Radziejewski.

No cóż - już kiedyś pisałem, że UE nie wywróci się o Polskę. UE wywróci się o Włochy, a Junckerowi będzie to na rękę...

źródło: http://niewygodne.info.pl...m-ultimatum.htm

NEVIL - Czw Cze 06, 2019 10:51

Urzędnicy z Moskwy zaliczyli potężną „wtopę”. Wyciekły dane tysięcy rosyjskich szpiegów




Do internetu wyciekły dane personalne funkcjonariuszy wywiadu zagranicznego – podaje rosyjski portal śledczy „The Insider”. Wszystko przez opublikowanie przez administrację Moskwy adresów kamienic, które zostały wybudowane dla rosyjskiej Służby Wywiadu Zagranicznego. Opublikowano je razem z danymi lokatorów. Według serwisu wyciekło 2856 nazwisk związanych z służbami.

Dziennikarze portalu śledczego zaznaczają, że ujawnione dane dotyczą byłych i obecnych pracowników służb wywiadowczych Rosji – podaje portal Belsat. Tajne informacje przedostały się do internetu za sprawą błędu urzędniczego. Popełnić go miała administracja Moskwy.

Jak zaznacza The Insider, Urzędnicy opublikowali adresy kamienic wybudowanych dla rosyjskiej Służby Wywiadu Zagranicznego wraz z danymi lokatorów.

W ten sposób dziennikarze ustalili nazwiska 2856 osób związanymi ze służbami. Instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo Rosji milczą. Do tej pory nie skomentowano doniesień The Insidera.

Wcześniej brytyjscy i rosyjscy dziennikarze śledczy ustalili prawdziwe nazwiska osób zamieszanych w atak chemiczny na Siergieja Skripala i jego córkę Julię, którzy przebywali na terytorium Wielkiej Brytanii.

Ustalono wówczas, że są to wysokiej rangi agenci wywiadu Aleksandr Miszkin (alias Aleksandr Pietrow), Anatolij Czepiga (Rusłan Boszyrow) i Siergiej Wiaczesławowicz Fiedotow (Denis Siergiejew).

źródło: https://niezalezna.pl/274623-urzednicy-z-moskwy-zaliczyli-potezna-wtope-wyciekly-dane-tysiecy-rosyjskich-szpiegow

NEVIL - Wto Cze 18, 2019 14:20

Komentarze:
maur

lasy to biomasa oraz energia odnawialna , rosną 70 lat ale to szczegół nich niemcy tną zdrowy las , u nas robaczywego zabraniali
----------------------------
antyLewak

wiatraki, to maszynka do robienia kasy, dostają dopłaty do prądu, im słabiej wieje, tym większa dopłata. wysoką cenę prądu płaci odbiorca prywatny. ogłupieni ludzie cieszą się, że płacą więcej
-----------------------------
Jazzz

KAŻDY wiatrak musi mieć dublera ! Na wypadek braku wiatru musi być zastępcze źródło energii. Są to zawsze elektrownie węglowe, które pracują równolegle bo nie można ich wyłączyć. Wiatraki to dotacje
-------------------------------
[email protected]

"Przeciwko wycince puszczy Białowieskiej protestowały Greenpeace, WWF, i liczne organizacje ekologiczne z Niemiec, jak BUND" - te organizacje "ekologiczne" powinny zostać uznane za organizacje terrorystyczne i być bezwzględnie ścigane.
=========================
Wycinka pod wiatraki, czyli jak w Niemczech rąbie się lasy w imię ekologii i energii odnawialnej





Wszyscy znają braci Grimm. Mało kto jednak wie, że „ciemny, ciemny las”, który odegrał tak ważną rolę w ich bajkach (takich jak „Hansel i Gretel”) istnieje naprawdę. Jest to Reinhardswald na północy Hesji, dziś chroniony rezerwat natury. Ten las rządzący Hesją Zieloni i chadecy chcą teraz zniszczyć. W imię zielonej energii. Nawet milion metrów kwadratowych lasu może zostać wykarczowanych by zrobić miejsce na 50 wiatraków. Wysokich na 241 metrów. Przeciwko wycince puszczy Białowieskiej protestowały Greenpeace, WWF, i liczne organizacje ekologiczne z Niemiec, jak BUND. Liczący ponad 1000 lat las, położony między rzekami Weser i Fulda, ich natomiast nie obchodzi. Nie protestują przeciwko planom władz Hesji, choć wiadomo o nich od wielu lat. Po co sobie w końcu psuć relacje z lobby wiatrakowym?

W końcu farmy wiatrakowe stawiają prawdziwi przyjaciele środowiska -walczący dzielnie z globalnym ociepleniem i emisjami CO2 - Zieloni oraz ich coraz bardziej zieloni sprzymierzeńcy z CDU. W tle kuszą milionowe granty i wysokie dochody z eksploatacji. Farmy wiatrowe to doskonały interes. Kraj związkowy Hesji może zarobić na nich do 70 000 euro rocznie – od wiatraka. A więc niebawem (proces wydania pozwolenia na postawienie pierwszych 20 wiatraków jest w toku) w Reinhardswald zostaną wycięte szerokie pasy, które maja pozwolić ciężarówkom dotrzeć w miejsce rozlokowania wiatraków.

Przeciwko wycince Reinhardswald pod wiatraki protestuje od 2014 r. kilka inicjatyw obywatelskich, apelujących o „ratowanie lasu” i żyjących w jego obrębie zwierząt, przede wszystkim ptaków, które często giną w zderzeniu z rotorami wiatraków. Ponadto nierzadko wycina się także drzewa dziuplaste. Reinhardswald to jeden z nielicznych nietkniętych jeszcze lasów w Niemczech i jeden z najmniej zasiedlonych terenów za Odra. Zebrane przez obywateli petycje i podpisy wylądowały jednak najwyraźniej w koszu. „W ostatnich latach wydano w Hesji pozwolenie na postawienie aż 1211 wiatraków” – twierdzi portal „Tichy’s Einblick”. A kolejne są szykowane, choćby na południu Hesji, w Taunusie, Spessarcie i Odenwaldzie. Wyłoniono wstępnie 121 terenów pod zabudowę wiatrakami. Miały one stanąć już w ubiegłym roku, ale wskutek protestów mieszkańców (zebrano 25 tys. podpisów pod odpowiednią petycją), realizacja projektu się opóźniła.

Nikomu przy tym najwyraźniej nie przeszkadza, że w Hesji wiatr wieje albo słabo albo zmiennie i wiatraki będą więc w dużej mirze bezużyteczne. Wiatrakowy biznes dalej się kręci. Ciekawe jest przy tym to, że jego polityczni promotorzy często sami żyją z energii wiatrowej jak śp. dr Walter Lübcke, polityk CDU, przewodniczący prezydium rejencji Kassel. Lübcke zanim został wybrany do landtagu Hesji był prezesem firmy zarządzającej parkami wiatrakowymi - Windkraft Bründersen-Istha GmbH Polityk został dwa tygodnie temu zamordowany strzałem w głowę. Podejrzanym o zabójstwo jest 45-letni były prawicowy ekstremista. Motyw zbrodni nie jest obecnie znany. Lübcke obok farm wiatrowych był zwolennikiem polityki otwartych drzwi wobec migrantów.

Farmy wiatrakowe niszczą naturę i krajobrazy, ale ekolodzy i tak upierają się przy tym, by je stawiać gdzie się tylko da. Pomijając aspekt grantowy, a więc biznesowy, kryje się za tym wręcz religijna gorliwość. Globalne ocieplenie dawno przestało być naukową hipotezą i stało się ideologią. Taką w sam raz na XXI wiek i potrzeby millenialsów. Zastąpiła pokojowe marsze czasów zimnej wojny. Protesty przeciwko wojnie w Wietnamie i bombie atomowej. Teraz są „Fridays for Future”. I Greta Thunberg, która arcybiskup Berlina Heiner Koch porównał do Jezusa Chrystusa, przypisując jej właściwości „profetyczne”. Na co komu Bóg, gdy ma się nastoletnią uczennicę z Szwecji z zespołem Aspergera oraz sprawna ekipą PR-owską w tle. Kolejne pokolenia też muszą w coś wierzyć, czegoś się bać. Jak nie zagłada atomowa to zagłada ekologiczna. Kwaśne deszcze, dziura ozonowa. Do wyboru, do koloru.

No i to poczucie misji. Będziemy walczyli z ociepleniem klimatu bez względu na koszt i sens, i żaden las nie stanie nam na drodze!

źródło: https://wpolityce.pl/swiat/451302-wycinka-pod-wiatraki-czyli-rabanie-lasow-w-imie-ekologii

NEVIL - Wto Cze 25, 2019 20:52

Komentarze:
~ja-

ile osób z boeinga poszło siedzieć?
----------------------------
~Marek-

jaki jest problem w znalezieniu tego kogoś, kto naciskał na wypuszczenie niesprawnych samolotów...
-----------------------------------
~Wwww-

F35 taki sam albo jeszcze gorszy
==========================
Boeingi 737 na firmowym parkingu. Niecodzienny widok obnaża problemy giganta


Firma Boeing boryka się z problemami będącym następstwem dwóch niedawnych katastrof lotniczych z udziałem maszyn 737 MAX 8. Decyzja o uziemieniu wadliwie wyprodukowanych modeli sprawiła, że samolotów... nie ma gdzie trzymać.

Według Federalnej Administracji Lotnictwa ponad 300 samolotów pasażerskich z serii 737 MAX 8 może mieć błędy konstrukcyjne. Tym samym od ponad dwóch miesięcy cała ich flota jest uziemiona w celu wymiany w czujników oraz aktualizacji oprogramowania systemów pokładowych.

Brak miejsc w hangarach sprawił, że kierownictwo Boeinga postanowiło skorzystać z parkingu dla pracowników. Zdjęcia z powietrza, na którym widać ogromne maszyny obok cywilnych samochodów przed fabryką w Renton w stanie Waszyngton z miejsca stały się internetową sensacją.

W katastrofach lotniczych w Etiopii i Indonezji życie straciło 346 osób. Był to początek obecnych problemów producenta, który obecnie zmaga się nie tylko z brakiem miejsca na uziemione maszyny, ale również pozwem zbiorowym ze strony 400 pilotów żądających od firmy odszkodowań.

Według nich amerykański gigant dobrze wiedział o błędach konstrukcyjnych, ale tuszował całą sprawę do spółki ze wspomnianą już Federalną Administracją Lotnictwa.

Kwota ewentualnego odszkodowania za "stres emocjonalny i psychiczny związany z narażaniem życia swojego, załogi i pasażerów" nie została jeszcze ustalona.

Powód w postaci pilota używającego pseudonimu "Pilot X" i jego kilkuset kolegów mają nadzieję, że sprawa zostanie odpowiednio nagłośniona.

- Liczymy, że to zniechęci Boeinga i innych producentów samolotów do stawiania zysków ponad życie pilotów, ich załóg oraz ogółu społeczeństwa, któremu mają służyć - czytamy w dokumentach dotyczących pozwu.

Ze względu na to, że sprawa może ciągnąć się latami - potrzebne jest wdrożenie odpowiedniej procedury administracyjnej, aby pozywać sam organ nadzoru lotniczego - piloci muszą uzbroić się w cierpliwość.

W podobnej sytuacji jest sam Boeing, którego najlepiej sprzedający się produkt w historii może na długie lata pozbawić sporych zysków oraz zaufania klientów na całym świecie.

źródło + video: https://menway.interia.pl/styl-zycia/ciekawostki/news-boeingi-737-na-firmowym-parkingu-niecodzienny-widok-obnaza-p,nId,3062801[/b][/center]

NEVIL - Czw Cze 27, 2019 22:23

Witajcie w piekle. Polka opowiada, jak się żyje w kraju, gdzie temperatura przekracza 50 stopni


[URL=https://www.fotosik.pl/zdjecie/aba943bd1a96d62e][/URL


– W naszym aucie stopiła się myszka komputerowa, o której zapomnieliśmy, a mąż oparzył się lewarkiem pozostawionym na chwilę na rozgrzanym asfalcie – o upałach i o tym, jak sobie radzić, kiedy termometr pokazuje 50 stopni, w rozmowie z naTemat opowiada Maria, Polka, która od kilku lat mieszka w Kuwejcie.

Jakie najwyższe temperatury w Kuwejcie pani pamięta?

Latem temperatura powietrza w cieniu codziennie przekracza 40 stopni, w nocy spada jedynie do 35. Jest to dla nas niewielka ulga, ale właśnie wieczorem ulice zaczynają tętnić życiem. Wcześniej miasto wygląda na opustoszałe. Ruch pieszych prawie w ogóle nie istnieje. Wszyscy poruszają się samochodami.

Pogoda nie zaskakuje nas tak jak w Polsce. Latem w Kuwejcie nie występują gwałtowne ulewy czy burze. Oczywiście padały rekordy, ale kiedy każdego dnia spodziewasz się takiego ukropu, to właściwie jest ci wszystko jedno czy będzie to 45, czy 48 stopni. Zdarza się, że temperatura przekroczy 50 stopni, ale przez wyjątkowo suchy klimat nie robi to na nas większego wrażenia.

Jak wytrzymujecie takie upały?

Więcej: https://natemat.pl/277059,pogoda-w-polsce-jak-radzic-sobie-podczas-upalow-w-polsce-mowi-polka-z-kuwejtu

[/b][/center]

NEVIL - Wto Lip 02, 2019 17:43

Żyjemy w takich czasach, że do tego zarzewia konfliktu wystarczy iskra, abyśmy mieli III Wojnę Światową. Ale jak przepowiadają niektórzy, ta czwarta wojna , to już będzie tylko na maczugi ... Kilku ludzi ma dostęp do czerwonego, atomowego przycisku. Wystarczy nacisnąć... :smutny:
===========================

Komentarze:
No to nie ma na co czekać !

No i do dzieła.
-------------------------------
wieSzcz

Jeśli Stany Zjednoczone zdecydują się zaatakować Iran to jako sojusznik (NATO) zareagujemy zbrojnie w przypadku ataku na któreś z państw sojuszu. Ale wierzę w pokój - więc dajmy chociaż godzinę albo dwie (dla pewności) Iranowi na zakończenie tego konfliktu.
------------------------------------------
Analityk

Aby przekonać niedowiarków co do skuteczności swego ataku odwetowego, Iran jest gotów przeprowadzić atak pokazowy o takiej samej sile rażenia.
================================
"Jeśli Stany Zjednoczone nas zaatakują, Izraelowi pozostanie pół godziny życia"




Irański parlamentarzysta Mojtaba Zonnour zagroził, że jeśli Stany Zjednoczone zdecydują się zaatakować Iran, Izrael zostanie całkowicie zniszczony. Jak podkreślił, Teheranowi wystarczy pół godziny aby usunąć Izrael z mapy świata.

Groźby pod adresem Stanów Zjednoczonych i Izraela, Mojtaba Zonnour, przewodniczący Komisji Bezpieczeństwa Narodowego i Polityki Zagranicznej irańskiego parlamentu, wypowiedział w wywiadzie dla telwizji Al-Alam.

– Jeśli Stany Zjednoczone nas zaatakują, Izraelowi pozostanie pół godziny życia – oświadczył polityk. Mojtaba Zonnour wyraził pogląd, że słowa Donalda Trumpa o odwołaniu ataków na irańskie pozycje na 10 minut przez ich rozpoczęciem były "politycznym blefem".

– Gdyby Amerykanie wiedzieli, że ich atak zakończy się sukcesem, nie anulowaliby tego ataku i na pewno by go przeprowadzili – dodał.

Chodzi o słowa amerykańskiego prezydenta z 21 czerwca. – Byliśmy gotowi na przeprowadzenie odwetu, kiedy zapytałem, ilu (Irańczyków) zginie. 150 osób - odpowiedział generał. 10 minut przed uderzeniem zatrzymałem atak, bo byłby nieproporcjonalny do zestrzelenia bezzałogowego drona - oświadczył prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump

źródło: https://dorzeczy.pl/obserwator-mediow/107110/jesli-stany-zjednoczone-nas-zaatakuja-izraelowi-pozostanie-pol-godziny-zycia.html

NEVIL - Sro Lip 03, 2019 20:43

Komentarze:
Jerzyk1964-

Tak to jest przerażające, lecz walczmy z tym zjawiskiem wykorzystując zdrowy rozsądek. Zdrowy rozsądek nakazuje w pierwszej kolejności zmienić sposób wytwarzania energii elektrycznej i cieplnej. Niech będzie to rozwój wszelkich innych niż paliwa kopalne, czystych sposobów wytwarzania energii. W tym i energetyka jądrowa. Skoro polscy politycy ociągają się z niezbędnymi decyzjami w tym względzie, czyli budowy polskiej elektrowni jądrowej, bo są zależni od lobbystów i egoistycznych grup interesu, należy w sposób zorganizowany wywrzeć na nich presję. Zapraszam na stronę internetową StoNaRej na facebooku. Zapraszam do współpracy z Obywatelskim Ruchem na Rzecz Energetyki Jądrowej.
---------------------------------------------------
~Ela-

Poprzedni artykuł: DO 2080 R. SYBERIA MOŻE STAĆ SIĘ NOWĄ OAZĄ ŻYCIA To kto tam zamieszka skoro wyginiemy do 2050 roku?
==============================
Ludzkość może wyginąć do 2050 roku. Powód? Zabójcze fale upałów




Ostatnio coraz częściej pojawiają się różne doniesienia dotyczące konsekwencji, jakie niosą ze sobą gwałtowne zmiany klimatyczne. Najnowsze raporty twierdzą, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że ludzkość może wyginąć już do 2050 r., jeżeli w ciągu najbliższej dekady nie podejmiemy odpowiednich działań.

W artykule opublikowanym w "Breakthrough National Center for Climate Restoration" naukowcy stawiają tezę, że klimatolodzy są powściągliwi w swoich przewidywaniach dotyczących tego, jakie zmiany czekają Ziemię. Obecny kryzys klimatyczny jest bardziej złożony niż wielu się wydaje. Ogólne modele mówią, że globalny wzrost temperatury o 2oC może wystawić setki milionów ludzi na ryzyko. Nie jest możliwe wyjaśnienie złożoności wielu powiązanych ze sobą procesów geologicznych, więc tym samym nie da się przewidzieć skali potencjalnych zmian.

Jak zatem może wyglądać najgorszy możliwy scenariusz? Globalny wzrost temperatury o 3oC do 2050 r. może doprowadzić do zniknięcia pokryw lodowych, agresywnych susz zabijających wiele drzew w dżungli amazońskiej (odpowiedzialnych za usuwanie dużych ilości dwutlenku węgla z atmosfery), a planeta popadająca w pętlę sprzężenia zwrotnego może stać się niegościnna dla ludzi.

"35 proc. globalnych obszarów lądowych i 55 proc. globalnej populacji podlega śmiertelnym upałom przez ponad 20 dni w roku, przekraczającym prób możliwości przeżycia ludzi" - czytamy w raporcie.

Susze, powodzie i pożary regularnie niszczą ziemię. Prawie 1/3 powierzchni lądu na świecie zamienia się w pustynię. Upadają całe ekosystemy, poczynając od raf koralowych, przez lasy deszczowe, po Arktykę. Prowadzi to do upadku rolnictwa, a ponad miliard osób może stać się uchodźcami klimatycznymi. Ten masowy ruch w połączeniu z kurczącymi się wybrzeżami i poważnymi spadkami dostępności żywności i wody, zaczyna być niebezpieczny.

Prawdopodobne są zbrojne konflikty o te zasoby, być może zakończone wojną nuklearną. Rezultatem może być globalny chaos i być może "koniec ludzkiej cywilizacji jaką znamy".

To oczywiście tylko najczarniejszy scenariusz, ale skoro naukowcy rozważają jego wystąpienie, to jest możliwy do ziszczenia. Według autorów raportu, ludzkość ma około dekady na wdrożenie zmian. Później może już nie być odwrotu.

źródło: https://nt.interia.pl/technauka/news-ludzkosc-moze-wyginac-do-2050-roku-powod-zabojcze-fale-upalo,nId,3030681?parametr=zobacz_takze

NEVIL - Pią Lip 26, 2019 13:21

I to ma być sztuka? Feministka-lesbijka rozebrała się przed dziećmi!




Estońska feministka Mare Tralla przekroczyła już wszelkie granice. Podczas wystawy swej "instalacji" rozwiązała peniuar, w który była ubrana, rozchyliła i pokazała swoje nagie ciało... chłopcom. Dzieci przyjechały na wystawę sztuki feministycznej.

Wystawa sztuki feministycznej wywołała niemałe oburzenie po tym, jak w sieci pojawiły się zdjęcia pokazujące pewną "artystkę", która obok swojej instalacji rozebrała się na oczach małych dzieci.

Na fotografiach wystawy krążącej w mediach społecznościowych widzimy, że estońska "artystka" Mare Tralla rozchyla swoje ubranie przed czterema chłopcami.

To jest wykorzystywanie dzieci. To szaleństwo. To szaleństwo lewicowej socjotechniki w akcji

- piszą oburzeni internauci. Sami chłopcy mają bardzo zmieszane miny...
Wystawa tej feministki-lesbijki mającej obsesję na punkcie własnego otyłego i nagiego ciała, polega na tym, że zawiesza na obrazach innego estońskiego artysty Marko Maetamma slogany zawierające hasła takie jak:

„Ale on jest miłym facetem! Nie może być używany jako pretekst do seksizmu!

„Ale on zawsze się uśmiecha! Nie można go używać jako wymówki dla seksizmu!

Ten popis Tralli jest niczym innym jak ustawowym wykorzystywaniem seksualnym

- grzmią twitterowicze.

Na wystawie nie brakuje też leżących manekinów z wyeksponowanymi narządami płciowymi...

Kariera Mare Tralli rozpoczęła się w Estonii na początku lat 90., gdzie stała się jedną z "czołowych interdyscyplinarnych artystek młodszego pokolenia".

Czerpiąc z jej osobistej historii i codziennych doświadczeń, jej praktyka była bezpośrednią krytyczną reakcją na to, jak okres przejściowy w społeczeństwach Europy Wschodniej dotknął kobiet

- czytamy na jej stronie internetowej.

Dowiadujemy się też, że była jedną z niewielu prowadzących rewolucję feministyczną w dziedzinie sztuki współczesnej w Estonii a jako aktywistka jest związana z koalicją Act Up, Londyn, No Pride in War i LGSMigrants. Jej ostatnie zaangażowane społecznie projekty performatywne zajmują się zaś "doświadczeniami queer, problemami płci, napiętnowaniem HIV, badaniem zrównoważonego rozwoju i ekonomią".

Na stronie internetowej poświęconej "twórczości" Tralli nie brakuje jej nagich zdjęć. Pozuje z głową włożoną w bęben pralki, w dziecięcym łóżku z maskotkami, czy w klatce dla zwierząt.

źródło: https://niezalezna.pl/281541-i-to-ma-byc-sztuka-feministka-lesbijka-rozebrala-sie-przed-dziecmi

NEVIL - Nie Lip 28, 2019 22:05

Komentarze:
~yyyy-

Ziemia istnieje 4,5 miliarda lat a oni na podstawie 2 tysięcy mówią że czegoś takiego nie doświadczyła.....
--------------------------------------------
~Mofk-

Całe to bredzenie o ociepleniu ma Europejczyków przekonać że należy przyjmować islamskich uchodźców z Afryki no a potem żydów z Izraela. Jeśli dacie się zwieść tym bredniom przyjdą tu i wynarodowią całą Europę jak Holandię
------------------------------------
~Spokojnie-

I po co ta panika, Bolek po spotkaniu z Kosmitami stwierdził ,że Oni i tak przetną, Ziemię na pół !!
============================
Ziemia nigdy nie doświadczyła czegoś takiego jak globalne ocieplenie




Naukowcy odkryli, że żadne inne wcześniejsze fluktuacje klimatyczne - ani mała epoka lodowa, ani średniowieczne optimum klimatyczne - nie miały tak globalnego zasięgu, jak obecne ocieplenie. Wcześniejsze zmiany miały raczej zakres lokalny. Współczesne zmiany klimatyczne dotyczą całego świata.

- Chociaż mała epoka lodowa była najzimniejszą epoką minionego tysiąclecia, czas najniższych temperatur zmieniał się z miejsca na miejsce. 2/5 planety doświadczyło najzimniejszych temperatur w pogodzie w XIX wieku, ale to i tak nic w porównaniu do dzisiejszych warunków. Nawet w apogeum średniowiecznego optimum klimatycznego, objęte było nim 40 proc. Ziemi. Współczesne globalne ocieplenie dotyka aż 98 proc. powierzchni planety - powiedział Scott St. George z Uniwersytetu Minnesota.

Niestety, Ziemia wciąż się ogrzewa, ponieważ gazy cieplarniane nadal gromadzą się w atmosferze. To zdarzenie jest nieporównywalne do jakiegokolwiek innego w historii planety.

Aby opracować kompleksowy obraz globalnych temperatur w ciągu ostatnich 2000 lat, naukowcy wykorzystali prawie 700 rekordów z bazy danych temperatur PAGES 2k. Dzięki temu udało się stworzyć szczegółową mapę wahań temperatur na całym świecie.

W przeszłości, Ziemia oczywiście doświadczała podobnych fluktuacji temperatur, np. w wyniku erupcji wulkanu, ale miały one zazwyczaj charakter krótkotrwały. Współczesne globalne ocieplenie to proces, który dzieje się na naszych oczach i nie ma żadnych pomysłów na jego zastopowanie.

źródło: https://nt.interia.pl/technauka/news-ziemia-nigdy-nie-doswiadczyla-czegos-takiego-jak-globalne-oc,nId,3115795

NEVIL - Sro Sie 14, 2019 18:34

Komentarze:
pozdro

gatunek ludzki to najgorszy kwas na tej planecie....ja bym teraz z calym wysilkiem domagal sie 7 tys funtow za akcje, bez zmiluj sie.
-----------------------------
John

Ot cali anglicy :) tam jeszcze cywilizacja nie dotarla!
=======================
Ratownicy ocalili dziecko tonące w morzu. Niewdzięczność rodziców poraża


"Niewdzięczni rodzice" to mało powiedziane. Po tym, jak ratownicy uratowali tonące w morzu dziecko, wysłali służbom rachunek wynoszący 7 funtów za zniszczony dmuchany materac, na którym pływała ich ocalona córka. Organizacja Royal National Lifeboat Institution, zajmująca się ratownictwem wodnym w Wielkiej Brytanii, podzieliła się niewiarygodną wręcz historią



Do zdarzenia doszło w Porthleven w Kornwalii. Dziewczynka oddaliła się od brzegu na materacu i groziło jej utonięcie. Ratownicy wysłali helikopter, a jeden z członków załogi skoczył do wody i uratował dziecko.

Na morzu były wówczas bardzo silne prądy. Na szczęście ratownikom udało się wyciągnąć dziewczynkę na brzeg. Rodzice nie okazali im jednak wdzięczności.

Po dwóch tygodniach do oddziału Royal National Lifeboat Instiution przyszła faktura. Rodzice uratowanej dziewczynki domagali się od organizacji 7 funtów za materac, który pozostał w wodzie.

RNLI odpowiedziało, że zwróci pieniądze, jeśli para zapłaci 7 tys. funtów za misję ratunkową. Jak podaje "The Independent", rodzice więcej się nie odezwali.

źródło: https://www.o2.pl/artykul...13461089458305a

NEVIL - Czw Sie 15, 2019 18:00

Komentarze:
~ja-

często wydajemy na gadżety i bzdety, które tracą na wartości.. No ale jak chce się mieć najnowsze modele, być modnym i cool, to trzeba płacić. Kolejne samochody, telewizory, telefony i inne zabawki… Co innego, gdy nas stać, ale od małego kształtowany jest konsumpcjonizm, rywalizacja na ubrania, telefony i gadżety..Na pokaz wystawne śluby, chrzciny, komunie… Przeczytajcie sobie ksiazke „Emerrytura nie jest Ci potrezbna” jasno wyjaśnia się tam jak kupno pseudopotrzebnych nam rzeczy wpływa destrukcyjnie na nasz majątek ale też jak osiągnąć finansową wolność.
-----------------------------------
~Adi-

Należy zacząć od poprawy jakości produktów i zabronić produkcji niskojakosciowych towarów. Przodują Chiny zalewając świat śmieciami. Liczy się tylko dolar dla nich! Wprowadzenie eko produkcji oraz wymuszenia na producentach jakości przyczyni się do redukcji odpadów. Podobnie sprawa wyglada z opakowaniami. Powinno zakazać się produkcji plastikowych kolorowych opakowań. Same farby są toksyczne...
==========================
Zielona ekonomia - nowy model konsumpcji i ochrona planety


Kluczowym wyzwaniem, które stoi dziś przed światem jest zmiana modelu konsumpcji, czyli doktryny ekonomicznej związanej z globalizacją. Koncepcja zielonej ekonomii (ang. green economy) pokazuje, że możliwe jest odejście od modelu konsumpcji, jaki obecnie przyczynia się do dewastacji planety.



Podejście to ma na celu zredukowanie zagrożeń środowiskowych i niedoborów ekologicznych. Zakłada zrównoważony rozwój bez degradacji środowiska. Zagadnieniem tym zajmuje się już i opisuje wielu teoretyków.

- Globalna konsumpcja prowadzi prosto do globalnego kryzysu. Przykładem jest przeławianie łowisk - powiedział serwisowi eNewsroom Kamil Wyszkowski, reprezentant i prezes rady Global Compact Network Poland.

- Za 30 lat z oceanu wyłowiona zostanie ostatnia ryba. Tym samym rybołówstwo i wszystkie powiązane z nim sektory padną.

Należy zacząć lepiej zarządzać światowym zasobem ryb tak, aby temu zapobiec. To uzasadnia wprowadzenie zrównoważonego podejścia do połowów w całej branży rybołówczej na świecie.

To argument wykorzystywany w rozmowach z biznesem. Przedsiębiorcy sami muszą zacząć myśleć o swoich interesach w dalszej perspektywie i o długofalowym rozwoju.

Takie podejście przynosi efekty. Biznes zaczyna reagować na dane, które pokazują upadek profilu jego działań w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat - dodał Wyszkowski.

źródło + video: https://biznes.interia.pl/wiadomosci/news/zielona-ekonomia-nowy-model-konsumpcji-i-ochrona-planety,2622091,4199

NEVIL - Nie Sie 25, 2019 16:15

Komentarze:
~rene-

Po co człowiek ma tak długo żyć? Po pierwsze ty żyjesz, a wszyscy twoi przyjaciele i rodzina umierają, jak nie jesteś bogaty to brak kasy, ziemia i tak jest przeludniona a świat okrutny.
-------------------------------------
~mocno zło.żona-

Panu Starakowi pieniądze nie odroczyły śmie rci a może nawet ją przyspieszyły .
---------------------------------
~LOKO-

zresztą natura pewnie sama zrobi porządek z takim "igraniem z ogniem", ziemia wszystkich nie wykarmi
==========================
Rynek odraczania śmierci. Długowieczność dzięki jednej tabletce na razie tylko dla bogatych


Ludzkość od czasów biblijnych marzyła o długowieczności. Szybki postęp technologiczny nadaje tym marzeniom nowy wymiar. W firmy biotechnologiczne inwestowane są miliardy dolarów. Recepta na długowieczność wydaje się pozornie prosta - wystarczy wyeliminować czynniki wywołujące śmierć.



Biblijny Matuzalem dożyć miał 969 lat. Eliksiru życia poszukiwało wielu władców - w XVI-wiecznej Francji próbowano pić złoto, a jeszcze dziś żywe jest przekonanie o zbawiennych transfuzjach młodej krwi. W czasach współczesnych rekordzistką jest Jeanne Calmet, która zmarła w roku 1997 dożywając 122 lat. W długowieczności w ciągu niespełna 200 lat ludzkość poczyniła ogromne postępy. Jeszcze w pierwszej połowie XIX wieku średnia życia wynosiła 40 lat, obecnie przekracza 80 - przede wszystkim w krajach rozwiniętych.

Coraz więcej naukowców i przedstawicieli biznesu jest przekonanych, że granice dożywalności człowieka są dużo wyższe i wcale nie muszą się kończyć na wieku 120 czy 150 lat. Nadzieje pokładają w postępie medycyny i technologii. W roku 2010 wiedza medyczna podwajała się co trzy i pół roku, w roku 2020 ma to zabierać zaledwie 73 dni, a spadek kosztów badań genetycznych otwiera niedostępne do tej pory granice medycyny precyzyjnej - w ciągu ostatnich 15 lat koszt sekwencjonowania (odczytywania) genów spadł o 99 procent.

Więcej: https://biznes.interia.pl/wiadomosci/news/rynek-odraczania-smierci-dlugowiecznosc-dzieki-jednej,2627124,4199

NEVIL - Sro Wrz 04, 2019 18:06

W USA psychopatów nie brakuje. W Polsce są też, ale znacznie mniej.
============================
Szokująca zbrodnia. 14-latek zamordował całą rodzinę. Wśród ofiar jest niemowlę




Do szokującej zbrodni doszło w Elkmont w USA. 14-latek zastrzelił pięciu członków swojej rodziny. Nieznane są motywy jego działania.

Do tragicznych wydarzeń doszło w poniedziałek wieczorem. 14-latek zastrzelił swojego ojca, macochę oraz trójkę rodzeństwa: 5-letnią przyrodnią siostrę oraz 6-letniego chłopca. 14-latek ponad zabił swojego drugiego przyrodniego brata – 6-miesięczne niemowlę.

Wkrótce chłopca zatrzymały służby, po tym jak 14-latek sam poinformował policję o dokonanej zbrodni. Chłopak następnie przyznał się do wszystkich zabójstw. Broń, którą się posługiwał, została znaleziona na poboczu drogi.

Na obecną chwilę nieznane są motywy. Niedługo chłopak powinien usłyszeć zarzuty. Media donoszą, że prawdopodobne przed sądem będzie odpowiadał jako osoba dorosła.

źródło: https://dorzeczy.pl/swiat/112872/szokujaca-zbrodnia-14-latek-zamordowal-cala-rodzine-wsrod-ofiar-jest-niemowle.html

NEVIL - Sro Wrz 11, 2019 11:54

Komentarz:
serwal

Słusznie. Tak trzeba. Byłem kiedyś na pogrzebie mojego stryja. Wtedy też wygłaszano niepotrzebne mowy. Oczywiście chwalono zmarłego, jego dokonania, wywyższano... Ale jak ja znałem mego stryja to nie zasłużył aż na takie laudacje. Owszem człowiek-filantrop, znany w swej społeczności. Ale faktycznie to chciał udowodnić wszystkim jaki to z niego dobroczyńca pomimo istnienia Boga albo wręcz wbrew Bogu. Bo przecież mój stryj wiedział lepiej niż Bóg. Zatem wysłuchałem owych pięknych mów z przymusu. A przecież pogrzeb jest tak naprawdę przede wszystkim dla żyjących, aby sobie przypominali, że jest kres ludzkiego życia, a dalej wieczność czeka...
==========================
Przemówienia podczas pogrzebów - zakazane




Biskup diecezji Huesca, w północno-wschodniej Hiszpanii, zakazał przemówień podczas pogrzebów organizowanych w podległych jego jurysdykcji katolickich parafiach. Julian Ruiz Martorell wyjaśnił, że nowe wytyczne mają ochronić chrześcijański charakter pogrzebu przed smutnym przesłaniem.

W komunikacie opublikowanym na stronie diecezji ordynariusz wyjaśnił, że nowe zasady będą obowiązywały od 1 października na podstawie biskupiego dekretu z 2 września. Ruiz Martorell zaznaczył, że zakazy mają służyć utrzymaniu idei pogrzebu jako wydarzenia nawiązującego do zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, a więc radosnego dla chrześcijan.

Zakaz dotyczy wygłaszania przemówień, odczytywania listów pożegnalnych oraz podziękowań. W parafiach diecezji Huesca zabroniono też mów podsumowujących życie zmarłego, a także pochwał na jego temat.

“Należy również unikać włączania do rytuału pogrzebowego nieadekwatnych czytań, (...) muzyki oraz śpiewów” - napisano w dekrecie.

Biskup Martorell wyjaśnił, że nowe zasady obowiązujące w diecezji podczas pogrzebu mają nieść przesłanie kontynuacji życia po śmierci i “głoszenia życia wiecznego”. Hiszpański ordynariusz zaznaczył, że konieczne jest “wyrażenia poprzez pogrzeb komunii zmarłego z resztą wiernych”.

Hierarcha dodał, powołując się na Katechizm Kościoła Katolickiego, że choć w ciągu wieków chrześcijanie zmieniali formę sprawowania obrzędów pogrzebowych, to jednak zawsze przesłanie pogrzebu niosło nadzieję na życie po śmierci.

“Forma grzebania chrześcijan ulegała zmianom w zależności od czasu i miejsca, ale wiara w zmartwychwstanie osób umierających pozostała niezmienna” - zaznaczył ordynariusz.

63-letni biskup wyjaśnił, że jego dekret ma przywrócić ład w ceremonii pogrzebu, która powinna wyrażać sens ludzkiej śmierci, a jednocześnie dystansować się od traktowania jej w sposób nihilistyczny.

źródło: https://niezalezna.pl/287549-przemowienia-podczas-pogrzebow-zakazane

NEVIL - Wto Wrz 17, 2019 21:11

Komentarze:
zubenelgubenupi

Dożyliśmy czasów, kiedy rektor uczelni jest kretynem. To kim będą absolwenci tej uczelni?
---------------------------
Smakosz byczych policzkow

Stary Uniwersytet w Coimbrze zrezygnował na stolec rektora młodego durnia, który wierzy w pierdzenie byków, które zatruła uniwersytecka atmosferę. Sam wali w gacie, a podsądza o to biedne opasy rzezne.
--------------------------------------
Marek z Krakowa

Ale go coś walnęło w głowę.
============================
Uczelnia zakazała serwowania dań z wołowiny. W ramach walki ze... zmianami klimatu




Władze uniwersytetu w Coimbrze, jednego z najstarszych na świecie, zakazały serwowania dań z wołowiny w kilkunastu placówkach gastronomicznych na terenie uczelni. Ogłoszona dziś decyzja według rektora jest... formą walki ze zmianami klimatycznymi.

Jak poinformował podczas zainaugurowanego dziś w Coimbrze nowego roku akademickiego rektor uczelni Amilcar Falcao, zakaz dań z wołowiny wejdzie w życie od stycznia.

Rektor założonej w XIII w. uczelni wyjaśnił, że wołowina jest jednym z produktów “nieprzyjaznych klimatowi”, a jej wyeliminowanie z jadłospisów służy obniżeniu poziomu dwutlenku węgla w atmosferze.

Podczas spotkania ze studentami oraz kadrą akademicką Falcao podkreślił, że wołowina prowadzi do największej emisji gazów cieplarnianych wśród wszystkich wytwarzanych przez człowieka mięs.

Rektor zastrzegł, że choć 20 ton wołowiny spożywanych rocznie w placówkach gastronomicznych uniwersytetu w Coimbrze to niewiele w skali świata, inicjatywa władz uczelni ma służyć “jako dobry przykład dla polityków”.

“Oni nie rozumieją wagi tego zagadnienia, ważnego dla naszej młodzieży, naszych dzieci i wnuków. Dlatego właśnie my musimy przestrzegać przed zagrożeniem, nawet malutkimi gestami”

- dodał Falcao.

Rektor uniwersytetu w Coimbrze zaznaczył, że kolejnymi produktami usuwanymi z działających na terenie uczelni kantyn i barów będą plastikowe sztućce i kubki. Mają one zostać zastąpione wyrobami z drewna oraz metalu.

Szef uczelni, w której uczy się łącznie ponad 25 tys. studentów, zapowiedział też w nowym roku akademickim akcje służące przeciwdziałaniu marnowania żywności w lokalach gastronomicznych działających na terenie uniwersytetu.

źródło: https://niezalezna.pl/288556-uczelnia-zakazala-serwowania-dan-z-wolowiny-w-ramach-walki-ze-zmianami-klimatu

NEVIL - Wto Paź 29, 2019 09:07

Najbogatsi kupią 8 tys. odrzutowców, które emitują mnóstwo CO2. A ty się ograniczaj i nie jedz mięsa




To jest niesamowite! W dobie ostrej jazdy na węgiel i paliwa, które powodują emisje CO2, w dobie międzynarodowych programów, których celem jest oduczenie zwykłych ludzi od korzystania z dobrodziejstw współczesnej cywilizacji, największe korporacje oraz najbogatsi ludzie na świecie zamówią 8 tys. (!) nowych prywatnych odrzutowców, które potrafią emitować nawet 40-razy więcej CO2 na pasażera niż zwykły liniowy samolot. To pokazuje, że relatywnie największym problemem globu nie są ludzie biedni lecz wąska grupa najbogatszych.

Zgodnie z informacjami opublikowanymi w raporcie na temat światowego bogactwa ("Global Wealth Report 2018" autorstwa Bank Credit Suisse) - w 2007 roku 1 procent najbogatszych ludzi na świecie dysponował 44 procentami światowego majątku. Na koniec 2018 roku wspomniany 1 procent populacji posiadał już 47 procent światowego bogactwa.

Wartość światowego majątku ciągle się powiększa. Na koniec 2018 roku eksperci z Bank Credit Suisse szacowali całkowitą wartość światowego majątku na blisko 317,1 bilionów dolarów. Kwota ta była wyższa o 4,6 proc. w porównaniu z końcem 2017 roku. Najwięcej majątku posiadają mieszkańcy Ameryki Północnej (106,5 bln USD). Tam też w 2018 roku rosły one najszybciej na świecie (o +6,5 proc. w porównaniu do poziomu z końca 2017 roku). Na drugim miejscu są mieszkańcy Europy (85,4 bln USD ze wzrostem o +5,5 proc. w porównaniu do końca 2017 roku). Najmniej majątku posiadają mieszkańcy Afryki (zaledwie 2,6 bln USD przy rocznym wzroście na poziomie +4,4 proc.).

Widać zatem, że świat się bogaci, ale kompletnie nierównomiernie. Najwięcej nominalnie zyskują ci najzamożniejsi z największymi majątkami. Najmniej - najbiedniejsi, których majątki - w porównaniu do najbogatszych - stają się de facto coraz mniejsze.

Co istotne - w ślad za bogactwem idą również emisje CO2 do atmosfery. Im dany region jest zamożniejszy, tym - co do zasady - więcej emituje gazów cieplarnianych. Relatywnie najwięcej CO2 emituje wąska grupa najbogatszych. To oni (i należące do nich korporacje) w ciągu najbliższych 10 lat kupią ok. 8 tys. nowych prywatnych odrzutowców. Dlaczego o tym wspominam? Otóż emisja CO2 przypadająca na 1 pasażera w takich małych samolotach odrzutowych potrafi być nawet 40-razy większa od emisji przypadającej na 1 pasażera w normalnym samolocie rejsowym!

Jeśli polityka klimatyczna ma przynieść rezultaty i światowy poziom emisji ma się zmniejszyć (pomijam kwestię czy rzeczywiście przyniesie to wymierne efekty w walce z ociepleniem klimatu), to należy wymagać znacznie większych poświęceń od najmożniejszych, a nie od najbiedniejszych. To najbogatsi powinni ograniczyć swoje fanaberie, kupować mniej samochodów, znacznie mniej samolotów, jachtów i dużych domów, aby ci biedniejsi widzieli sens chodzenia do sklepu ze szmacianą torbą na zakupy i ograniczenia ilości spożywanego mięsa.
źródło: https://niewygodne.info.pl/artykul9/Bogaci-kupia-odrzutowce-a-ty-przestan-jesc-mieso.htm

NEVIL - Czw Paź 31, 2019 17:55

Krótka historia o tym, jak Gazprom kupił niemieckich ekologów w/s Nord Stream I




Przypomnijmy - jeszcze w 2009 roku szefowie niemieckich organizacji ekologicznych głośno protestowali przeciwko budowie gazociągu Nord Stream I z Rosji do Niemiec. Zmienili zdanie w 2011 roku, kiedy objęli posady w kierownictwie sponsorowanej przez Rosjan ekofundacji. Jakby tego było mało zarządzane przez nich organizacje wycofały z niemieckich sądów skargi w/s udzielonych przez władze zezwoleń na układanie gazpromowej rury. Można? Jak widać - wszystko można.

Wczesną wiosną 2011 roku konsorcjum Nord Stream zostało sponsorem Fundacji Ochrony Przyrody Niemieckiego Bałtyku. Założyły ją m.in. niemieckie organizacje ekologiczne WWF Deutschland, BUND ("Przyjaciele Ziemi") i NABU (Związek na rzecz Ochrony Przyrody i Bioróżnorodności). Jej prezesem został szef WWF Deutschland Jochen Lamp, a jego zastępczynią - szefowa organizacji "Przyjaciele Ziemi" Corinna Cwielag.

Największą konsekwencją obsadzenia "gazpromowej" fundacji przez członków i przedstawicieli niemieckich organizacji ekologicznych oraz złożenia przez Nord Stream obietnicy wyłożenia sporych pieniędzy na ochronę środowiska Bałtyku było to, że nagle - jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki - ustało większość protestów przeciwko budowie gazociągu Nord Stream.

Dodatkowo z niemieckich sądów wycofano skargi w sprawie udzielonych przez władze zezwoleń na układanie gazpromowej rury. Wyglądało to trochę tak, jakby pieniądze (Nord Stream wyłożył 5 mln euro na kapitał zakładowy wspomnianej fundacji oraz przekazał kolejne 5 mln euro na programy badawcze) i stanowiska odegrały w tym przypadku kluczową rolę.

Skala wolty niemieckich organizacji ekologicznych w sprawie Nord Stream I była naprawdę spora. WWF Deutschland jeszcze w 2009 roku nie zostawiła suchej nitki na raporcie przygotowanym przez konsorcjum Nord Stream o wpływie budowy gazociągu na środowisko Bałtyku. Obecnie, gdy decydują się losy budowy Nord Stream II, stanowisko niemieckich ekologów wydaje się być o wiele bardziej konsekwentne. Pytanie jednak czy z czasem nie ulegnie ono zmianie, tak jak miało to miejsce 7 lat temu?

źródło: https://niewygodne.info.pl/artykul8/04248-Kto-kogo-kupil-przy-Nord-Stream-I.htm

NEVIL - Pon Lis 11, 2019 21:18

Koniec świata coraz bliżej? 11 tysięcy naukowców mówi o "niewyobrażalnym cierpieniu"


Ponad 11 tys. naukowców wydało oświadczenie, w którym nawołuje do podjęcia natychmiastowych działań w sprawie walki ze zmianami klimatu. Jest to kluczowe dla ratowania naszej planety.

https://v.wpimg.pl/MDYzMDE0YiU4GDt3aktvMHtAby0sEmFmLFh3Zmp_YnJtTjVwdwhiIHcNPS0oV2M0NVV_c3UEfXdtSHVpcAd-cGxDeHZ8Hz0rIxs_ai9AKmYk

Raport nazwany "Światowym ostrzeżeniem naukowców o sytuacji wyjątkowej" po raz pierwszy określa obecny stan rzeczy właśnie "sytuacją wyjątkową". Jest to spowodowane tym, że mimo licznych ostrzeżeń o konsekwencjach naszych działań wzmagających globalne ocieplenie, nadal nie ograniczyliśmy ich w żaden sposób. W oświadczeniu badacze stwierdzili wprost, że "pomimo 40 lat globalnych negocjacji klimatycznych, wyłączając kilka wyjątków, nie zmieniliśmy prawie nic w swoim postępowaniu."

Artykuł opiera swoje wnioski na zestawie łatwych do zrozumienia wskaźników, pokazujących wpływ człowieka na klimat. Są to m.in. emisje gazów cieplarnianych i globalne zmniejszenie się zalesienia. Raport uwzględnia także konsekwencje, takie jak globalne trendy temperatur powietrza i oceanów.

Więcej: https://tech.wp.pl/koniec-swiata-coraz-blizej-11-tysiecy-naukowcow-mowi-o-niewyobrazalnym-cierpieniu-6443538800526977a

NEVIL - Sob Lis 30, 2019 20:56

Black Friday - bójki, awantury, walka o produkty... Dantejskie sceny w amerykańskich sklepach




Te filmy to dowód na to, jak wielkim wydarzeniem jest Black Friday ("Czarny Piątek") za oceanem. Klienci sklepów w Stanach Zjednoczonych ponownie stoczyli walkę o przecenione produkty. Doszło do sklepowych awantur - nawet na oczach dzieci. To wszystko zostało uwiecznione i wrzucone do sieci pod hasztagiem... #BlackFridayFights.

Idea Black Friday jest prosta - sklepy proponują klientom wyprzedaże na poziomie, jakiego ciężko doświadczyć w ciągu całego roku. Dla wielu osób, jak widać, jest to walka o produkty z cyklu "być albo nie być". A właściwie... "mieć albo nie mieć".

Więcej + video: https://niezalezna.pl/299770-black-friday-bojki-awantury-walka-o-produkty-dantejskie-sceny-w-amerykanskich-sklepach

NEVIL - Pon Gru 02, 2019 17:31

Komentarze:
kloss

myślałem ,że to mieszanie krwi u jechowych....
--------------------------------------
R2D2

Chwila, czy oni chcą nam mówić, co mamy jeść? Parówki bez mięsa im nie wystarczą?
=================================
Rozebrali się i oblali sztuczną krwią w obronie zwierząt. Zdjęcia dają do myślenia


Na ulicach Barcelony doszło do niecodziennego protestu. Działacze na rzecz ochrony zwierząt rozebrali się na ulicach miasta i oblali sztuczną krwią. To kontrowersyjne działanie jest spowodowane szczytem, który odbędzie się w Madrycie już 7 grudnia.



To nie było zwykłe niedzielne popołudnie. Katalończycy nie spodziewali się tego, co zrobiła organizacja AnimaNaturalis. Barcelona spłynęła sztuczną krwią na znak protestu przeciwko zabijaniu zwierząt.

Organizatorzy podają, że co roku na terenie krajów Unii Europejskiej zabijane są aż 32 miliony zwierząt. Wszystko po to, by móc zrobić ładne, drogie ciuszki, lecz nikt nie liczy się z życiem różnych stworzeń.

Więcej: https://fotoblogia.pl/14685,rozebrali-sie-i-oblali-sztuczna-krwia-w-obronie-zwierzat-zdjecia-daja-do-myslenia

NEVIL - Pią Sty 03, 2020 19:35

Komentarz:
~Andrzej-

No to w okolicy września możemy się spodziewać nowego ale opartego na starym scenariuszu serialu o nazwie PUSTYNNA BURZA II . Iran zdaje sobie sprawę jak będzie wyglądał ich kraj po 48 godzinach otwartego konfliktu zbrojnego z USA . Będą to raczej nękające ataki terrorystyczne prowadzone na całym świecie a wymierzone w obywateli i interesy USA co w końcu doprowadzi do inwazji najpierw powietrznej a w końcu lądowej na Iran .Ten scenariusz jest pod każdym względem korzystny dla USA .Po pierwsze awantura z Iranem to skok cen ropy na giełdach - to już się stało a USA zaciera ręce z tego powodu , po drugie to legitymizacja wzrostu nakładów na amerykańską armię , w końcu po trzecie w stanach lada moment zacznie się kampania wyborcza prezydencka - wizerunek twardego gracza to dodatkowe punkty w wyścigu do prezydentury dla Trampa .Iran podejmując jakiekolwiek działania odwetowe podpisze na siebie wyrok a Izrael będzie kontrolował egzekucje.
=============================
Pacek: Bezpieczeństwo na świecie pod znakiem zapytania




- Mamy poważny stan zagrożenia na świecie i bardzo trudną sytuację dla wszystkich sojuszników NATO, również dla Polski – tak w rozmowie z Interią sytuację na Bliskim Wschodzie ocenia wojskowy i naukowiec gen. Bogusław Pacek

Przypomnijmy, sytuacja na Bliskim Wschodzie jest napięta po amerykańskim zamachu w Bagdadzie, w którym zginął irański generał Kasem Sulejmani. Iran zapowiada mocną odpowiedź, a świat wstrzymał oddech, bo może dojść do konfliktu zbrojnego.

- To bardzo niebezpieczna sytuacja. Działanie Stanów Zjednoczonych jest, z punktu widzenia bezpieczeństwa na świecie, ogromnie ryzykowne. Po tym ataku widzę dwa główne pytania: po pierwsze, dlaczego ten atak nastąpił akurat teraz, skoro od 2007 roku było wiadomo, że to lider tej jednostki specjalnej? Po drugie, jak zachowają się Stany Zjednoczone po ewentualnych odwetowych atakach terrorystycznych? - zastanawia się w rozmowie z Interią gen. Bogusław Pacek.

Wojskowy i naukowiec jest zdania, że obecna sytuacja to duże wyzwanie dla Sojuszu Północnoatlantyckiego. Przypomina ona atmosferę sprzed kilkunastu lat, kiedy to USA zaatakowały Afganistan, a potem Irak. Wówczas NATO musiało zareagować. Czy teraz będzie podobnie?

- Mamy poważny stan zagrożenia na świecie i bardzo trudną sytuację dla wszystkich sojuszników NATO, również dla Polski. Stany Zjednoczone to bowiem 70-80 proc. potencjału militarnego Sojuszu Północnoatlantyckiego. Nie ma więc silnego NATO bez USA. Jak więc w tej sytuacji mają zachować się sojusznicy? Już teraz widać, że ich położenie również jest ogromnie trudne - uważa Pacek.

Generał chwali polskie władze za powściągliwość w tej sytuacji i jednocześnie przestrzega, by cały czasy zachowywały spokój.

- Dobrze w tej sytuacji należy ocenić postawę polskich władz, które zachowują się właściwie, spokojnie. Mają się przyglądać sytuacji i to odpowiednia postawa. Nie wychodzą przed szereg, bo w grę wchodzą działania naszego największego sojusznika, jakim są Stany Zjednoczone. Nie mamy też żadnego, kompletnie żadnego interesu, by wtrącać się w sprawy Bliskiego Wschodu. Jak się wtyka palec między drzwi a futrynę, to ten palec może zostać przytrzaśnięty - dodaje obrazowo.

Gen. Pacek odniósł się także do krótkiego potwierdzenia ataku przez Pentagon. W jego opinii to krótkie, ale zarazem bardzo treściwe oświadczenie.

- Wyraźnie podkreślono, że dokonano zamachu na zlecenie Donalda Trumpa. Świadczy to o świadomym ruchu przywódcy, który wydał rozkaz i który jest przygotowany na ripostę. Jeśli natomiast nie miałby planu, to byłoby to najstraszniejsze, co może się zdarzyć - uważa Pacek.

Associated Press podkreśla, że śmierć Sulejmaniego i al-Muhandisa może okazać się punktem zwrotnym w sytuacji na Bliskim Wschodzie i bez wątpienia spotka się ostrym odwetem ze strony Iranu i sił przez niego popieranych przeciwko interesom amerykańskim i izraelskim.

Trudno jednak już dziś wyobrazić sobie konkretne scenariusze. Nie wiadomo, w którą stronę będzie rozwijał się konflikt i jak będzie wyglądał. Czy dojdzie do otwartej wojny? Czy może nastąpi intensyfikacja zamachów terrorystycznych?

- Jest mnóstwo znaków zapytania. Jeden z nich dotyczy postawy Rosji przy ewentualnym konflikcie. Jak się zachowa? Jaką drogą powinien też iść Iran? Zdecyduje się na otwartą wojnę czy inne rozwiązania? Wsparcie terrorystów może finalnie oznaczać koniec tego państwa. Krótko mówiąc, bezpieczeństwo na świecie jest pod znakiem zapytania - kończy gen. Pacek.

źródło: https://fakty.interia.pl/swiat/news-pacek-bezpieczenstwo-na-swiecie-pod-znakiem-zapytania,nId,4242145#iwa_source=special



NEVIL - Nie Sty 05, 2020 23:07

Komentarz:
~Anna-

Z przykrościa nalezy stwierdzić,ze Zydzi z Izraela organizujac obchody 75 rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau i zapraszajac Prezydentów:Niemiec,Francji , Rosji i Polski,jedynie naszemu Prezydentowi,Prezydentowi Polski czyli Narodowi Polskiemu, odmówili prawa do zabrania głosu na tych obchodach.Sytuacji dodatkowo dodaje pikanterii fakt,ze swietowac obchody bedzie 2 najezdzcow Polski tj NIEMCY I ROSJA! oraz Francja z niechlubna karta wydawania Zydow za czasów rzadu Vichy.Mozna powiedziec ,ze ofiary przyjmuja oprawcow.Hanba.Zydzi polscy ,jesli maja cojones to powinni głosno zaprotestować.Niestety w Izraelu do głosu dochodzi lobby rosyjskie,tacy niby Zydzi nie mowiacy po hebrajsku i nchodzacy do cerkwi i mowiacy w jezyku rosyjskim.To V kolumna Putina
=============================
Iran weźmie na cel izraelskie miasta?


Były dowódca irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej Mohsen Rezaei ostrzegł, że w odwecie za zabicie w amerykańskim ataku generała Kasema Sulejmaniego mogą zostać wzięte na cel izraelskie miasta Tel Awiw i Hajfa - informuje AP.



Według agencji Reutera Rezaei mówił o Hajfie i "izraelskich centrach wojskowych". "Zemsta Iranu wobec Ameryki za zabicie Sulejmaniego będzie surowa... Hajfa i izraelskie centra wojskowe zostaną uwzględnione w odpowiedzi" - powiedział Rezaei w przemówieniu adresowanym do zgromadzonych na modlitwy za Sulejmaniego w Teheranie.

Wcześniej były dowódca zarzucił Izraelowi przekazanie informacji o miejscu pobytu Sulejmaniego amerykańskim siłom, które zabiły generała w nalocie w Bagdadzie nocą z czwartku na piątek.

W sobotę prezydent USA Donald Trump na Twitterze ostrzegł, że jeśli Iran zaatakuje Amerykanów, to Stany Zjednoczone uderzą w 52 irańskie cele, w tym miejsca ważne dla Iranu i irańskiej kultury.

źródło: https://fakty.interia.pl/swiat/news-iran-wezmie-na-cel-izraelskie-miasta,nId,4245322

NEVIL - Pią Sty 10, 2020 16:11

Eko-hipokryzja? Norwegia chce być "zero-emisyjna". Ta Norwegia, która wszystko zawdzięcza gazowi i ropie




To nie fair, gdy bogate kraje, które swoje bogactwo zawdzięczają paliwom kopalnianym i emisji CO2, narzucają biedniejszym wyśrubowane standardy środowiskowe, których spełnienie spowoduje, że nigdy nie wejdą one do grona tych bogatych. Jeśli jakieś zamożne państwo chce być "zero-emisyjne", to nie widzę problemu. Jeśli jednak kraj, który stał się bogaty dzięki sprzedaży paliw kopalnianych i emisji CO2, narzuca normy "zero-emisyjne" innym, zdecydowanie biedniejszym krajom, czym może blokować ich rozwój, to mamy do czynienia z jawną niesprawiedliwością.

Norwegia to jeden z najbogatszych krajów na świecie. Z PKB na osobę w wysokości 82,7 tys. USD zajmuje 3. miejsce na świecie (dane za 2018 rok). Skąd wzięła się zamożność Norwegów? Otóż zawdzięczają ją przede wszystkim gazowi i ropie naftowej, którą wydobywają w wielkich ilościach z Morza Północnego i eksportują na cały świat.

Kilka dni temu premier Norwegii Erna Solberg uczestniczyła w oficjalnym uruchomieniu eksploracji kolejnego pola naftowego na Morzu Północnym. Szacuje się, że pole "Johan Sverdrup" (bo o nim mowa) kryje 2,7 mld baryłek ropy naftowej. Jeśli policzymy ile CO2 trafi do atmosfery, gdy wspomniane 2,7 mld baryłek ropy zostanie spalone (np. w wyniku jazdy samochodem lub produkcji energii), to okaże się mówimy o wartości ok. 1 mld ton CO2! To ponad 20 razy więcej niż wynoszą roczne całkowite emisji CO2 Norwegii (52,4 mln ton CO2).

Otwarcie nowego pola naftowego na Morzu Północnym, dzięki któremu do atmosfery świata trafi mnóstwo CO2, nie bardzo współgra z polityką Norwegii, która chce uchodzić za państwo "zero-emisyjne". Zgrzyt jest tym większy, jeśli uświadomimy sobie, że bez pieniędzy z ropy i gazu Norwegowie mogliby zapomnieć o wszystkich eko-autach, eko-statkach i eko-projektach, które mają sprawić, że do 2050 norweski ślad węglowy będzie niemal zerowy.

Mark van Baal, szef holenderskiej grupy "Follow This", która zachęca firmy wydobywcze do porzucenia eksploatacji złóż ropy, komentując stanowisko Norwegii stwierdził, że przypomina ono "zachowanie producenta papierosów, który obiecuje, że wszyscy jego pracownicy rzucą palenie, ale jednocześnie zwiększa produkcję papierosów".

Jak nazwać takie zachowanie? Jak odnieść się do faktu, że Norwegia jest krajem o największym współczynniku zero-emisyjnych aut elektrycznych, a jednocześnie decyduje się na eksplorację nowego złoża ropy, która przyczyni się do wyemitowania do światowej atmosfery ok. 1 mld ton CO2? Czy nie jest to przypadkiem eko-hipokryzja? Co innego myślisz, co innego mówisz, co innego robisz. Pół biedy, gdy takie kraje jak Norwegia, które swoje bogactwo zawdzięczają paliwom kopalnianym i emisji CO2, strategię bycia "eko" narzucają tylko sobie. Gorzej, gdy narzucają ją również biedniejszym państwom, które nie mają pieniędzy na kupowanie tysięcy aut elektrycznych i wprowadzanie wyśrubowanych standardów środowiskowych, bo nigdy nie wzbogaciły się na eksploracji potężnych złóż ropy i gazu...

źródło: https://niewygodne.info.pl/artykul9/Eko-hipokryzja-bogatych.htm

NEVIL - Pon Sty 20, 2020 18:52

Wybrane anegdoty z życia krwawego dyktatora


Józef Stalin to jeden z najbardziej krwawych dyktatorów świata. Stanowił prawdziwą udrękę dla wrogów, a wrogiem dla niego stawał się każdy, kto źle na dyktatora spojrzał, doń odezwał lub przy nim się zachował. Był bezlitosny dla przeciwników, ale częstokroć niemniej okrutny dla własnej rodziny i najbliższych współpracowników. Jak sam twierdził, "jedna śmierć to tragedia, milion – to statystyka". I choć statystyki, które po sobie zostawił, zatrważają, to anegdotki i opowieści z jego prywatnego życia przerażają jednakowo. Oto wybrane przesłanki, które zachowały się przekazywane ustnie w trakcie i spisane po ustaniu stalinowskiego terroru.



Okrucieństwo Stalina opisywał trafnie jeden z żartów: Człowiek przyszedł do piekła i zobaczył Ławrientijego Berię (jeden z głównych wykonawców stalinowskich czystek - red.) stojącego po kolana we krwi. - Czemu tylko po kolana? - spytał Berię. - Bo stoję na ramionach towarzysza Stalina – ten odparł.

Więcej: https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/stalin-jaki-byl-prywatnie/1ld7w8l#slajd-1

NEVIL - Pon Sty 27, 2020 21:50

Uciekinier z laboratorium, który wkrótce zawędruje do Polski? Siedem rzeczy, które trzeba wiedzieć o nowym koronawirusie z Chin


Grozi nam światowa epidemia? Koronawirusa 2019-nCoV, zwanego wirusem z Wuhan, z pewnością nie można lekceważyć, ale też nie ma wciąż powodu do paniki. Nie zakazisz się nim na polskiej ulicy, nie przyniesie go kurier wraz z tanią odzieżą z Chin. Przynajmniej możemy tak sądzić. Dzisiaj.



Według raportu Rządowego Centrum Bezpieczeństwa w poprzednim sezonie grypowym tylko w Polsce na grypę i choroby grypopodobne zachorowały ponad trzy miliony osób. Na początku lutego z tego powodu odnotowywano kilkadziesiąt zgonów tygodniowo(1). Nie baliśmy się tak jak teraz, chociaż choroby dają bardzo podobne objawy, a zagrożenie było znacznie bardziej realne.

Każde nowe zjawisko budzi silne emocje. Na ile są one uzasadnione? Czy rację mają ci, którzy spokojnie czekają na samoistne wygaśnięcie ogniska potencjalnej pandemii, czy może jednak ci, którzy przygotowują się na izolację i koniec świata? Zapewne żadna ze stron. Sytuację trzeba starannie monitorować i przeciwdziałać rozprzestrzenianiu się wirusa. To w pewnym sensie może zrobić każdy z nas, stosując się do aktualnych zaleceń służb, jeśli w ogóle zagrożenie do nas dotrze. Na początek poznaj lepiej wroga, bo to zawsze pomaga w ocenie sytuacji i ewentualnej walce.

1. Koronawirusy nie są nieznanymi zabójcami

Koronawirusy to spora grupa wirusów, często atakująca ssaki i ptaki. Nazwę zawdzięczają charakterystycznemu wyglądowi w mikroskopii elektronowej - cząsteczka koronawirusa jest otoczona drobnymi strukturami, tworzącymi jakby koronę,wieniec (łac. corona)(2).

Kilka koronawirusów wywołuje też infekcje u ludzi - najczęściej dające objawy przeziębienia, o łagodnym przebiegu, samoistnie ustępujące. Dotychczas dwa koronawirusy budziły jednak już większe zainteresowanie świata medycznego: SARS i MERS.

SARS (Severe Acute Respiratory Syndrome, zespół ostrej niewydolności oddechowej) w 2002 roku wywołał na świecie panikę. Zabił wówczas niemal 800 osób. Epidemię zakażeń opanowano, ale wciąż jest ściśle obserwowany, bo co roku powoduje zachorowania, a naukowcy nie wykluczają, że jego kolejna mutacja może być niebezpieczna dla ludzkości
MERS (Middle East Respiratory Syndrom, czyli bliskowschodni zespół niewydolności oddechowej) to koronawirus, którym zainteresował się świat 10 lat później. Dawał podobne objawy jak SARS, odznaczał się wysoką śmiertelnością (ocenianą nawet na 30 proc.), jednak nie rozprzestrzeniał się swobodnie i problem dość szybko wygasł.

Zatem: możemy spać spokojnie? Niestety, tym razem sytuacja może być znacznie poważniejsza.

2. Koronawirus z Chin przenosi się z człowieka na człowieka

Więcej: https://zdrowie.gazeta.pl/Zdrowie/7,101580,25637327,siedem-rzeczy-ktore-trzeba-wiedziec-o-koronawirusie-z-chin.html#s=BoxOpMT

NEVIL - Pon Lut 03, 2020 18:49

Słuszne podejście. Śmierć dziecka, to wielka trauma dla rodziców.
=============================
Urlop żałobny po stracie dziecka


Śmierć dziecka jest niewyobrażalną traumą dla rodziców. Bez względu na to, czy zmarło w wyniku choroby, czy nieszczęśliwego wypadku. Powrót do normalnego życia jest bolesny i długotrwały. Ta ustawa była bardzo potrzebna.



Serwis BBC News poinformował, że od kwietnia 2020 roku, Wielka Brytania, jako pierwsze państwo na świecie, wprowadza świadczenie zwane prawem Jacka. Rodzice, których dziecko zmarło w wieku do 18 roku życia, będą mieli prawo do dwutygodniowego płatnego urlopu żałobnego.

Na jego wykorzystanie będą mieli rok i mogą go podzielić w dowolny, dogodny dla siebie sposób.

Rodzice, których dziecko zmarło w wyniku komplikacji przy porodzie lub urodziło się nieżywe, mają prawo do wykorzystania urlopu macierzyńskiego lub tacierzyńskiego.

Jak się to zaczęło

Dwuletni synek Lucy Herd, Jack, utonął w 2010. Od tej pory kobieta walczyła o pomoc dla rodziców, którzy stracili dziecko. Jej trud nie poszedł na marne. Pani Herd czuje ulgę, że krótkie życie syna miało sens. Mówi, że to udogodnienie pomoże tysiącom rodzin zadbać o siebie i powoli pogodzić się ze stratą, której nie da się opisać.

Lucy przeprowadziła setki rozmów z rodzicami, z których dowiedziała się, że ich pracodawcy dawali im najwyżej trzy dni wolnego od pracy po śmierci dziecka. Ten czas zdecydowanie nie był wystarczający, by zorganizować się i opanować wszechogarniający żal, poczucie bezradności i niesprawiedliwości. Niektórzy pracodawcy okazywali więcej współczucia i mówili matkom i ojcom, by dali sobie tyle czasu, ile im potrzeba.

Z drugiej strony, niektórzy rodzice byli poganiani przez szefów, aby wrócili do pracy jak najprędzej, bo nie ma zastępstwa na ich miejsce.

Więcej: https://mamdziecko.interia.pl/rodzice/news-urlop-zalobny-po-stracie-dziecka,nId,4305793#iwa_source=worthsee

NEVIL - Sro Lut 12, 2020 22:43

Apokaliptyczna prognoza ws. koronawirusa: Epidemia mogłaby objąć 2/3 światowej populacji!




Mimo specjalnych środków ostrożności które podjęło wiele państw, epidemia koronawirusa postępuje. Rośnie liczba zarażonych, a także liczba zgonów. Diagnoza jaką postawił prof. Gabriel Leung z uniwersytetu w Hongkongu przeraża. - Epidemia koronawirusa 2019-nCoV mogłaby objąć 2/3 światowej populacji, o ile nie zostałyby podjęte środki zapobiegawcze - ocenił epidemiolog w rozmowie z brytyjskim The Guardian.

Prof. Gabriel Leung jest jednym z najlepszych na świecie specjalistów od epidemii wywoływanych przez koronawirusy – odegrał ważną rolę podczas epidemii SARS w latach 2002-2003. Współpracuje m.in. z naukowcami z Imperial College London oraz Oxford University.

Pod koniec stycznia ekspert ten ostrzegł na łamach prestiżowego periodyku medycznego „The Lancet”, że wybuchy epidemii w chińskich miastach będą prawdopodobnie „rosły wykładniczo”, zaś epidemie w dużych miastach na całym świecie mogą stać się „nieuniknione” z powodu znacznego przemieszczania się ludzi, którzy zostali zakażeni, ale jeszcze nie wystąpiły u nich objawy, oraz braku środków powstrzymujących rozprzestrzenianie się wirusa.

We wtorek prof. Leung odniósł się w rozmowie z Guardianem do sugestii dyrektora generalnego Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) Tedrosa Adhanoma Ghebreyesusa, który ostrzegł, że zachorowania na wirusa 2019-nCoV wykryte poza Chinami mogą być tylko "wierzchołkiem góry lodowej".

Według prof. Leunga podstawowe znaczenie ma ustalenie wielkości i kształtu tej „góry lodowej”. Zdaniem większości ekspertów każdy zakażony przekaże koronawirusa 2019nCoV średnio 2,5 innym osobom. Oznacza to „współczynnik ataku” na poziomie 60–80 proc.

„Sześćdziesiąt proc. światowej populacji to bardzo dużo” - ocenił epidemiolog w rozmowie z brytyjską gazetą.

Przyjmując, że aktualna liczba zamieszkujących Ziemię ludzi wynosi ok. 8 miliardów, zachorowałoby 4,8 do 6,4 miliarda. Nawet jeśli ogólny wskaźnik śmiertelności wynosiłby tylko 1 proc., całkowita liczba ofiar śmiertelnych sięgnęłaby 48 do 64 milionów.

Zdaniem profesora, po pierwsze należy ustalić skalę epidemii, po drugie – sprawdzić, czy zadziałały zastosowane w Chinach drastyczne metody, w tym izolacja i ograniczenie mobilności obywateli objętych epidemią miast. Jeśli tak, może powinny je podjąć również inne kraje. Nie będzie to jednak łatwe. Zamykanie szkół i blokowanie miast nie są rozwiązaniami nadającymi się do długotrwałego stosowania, zaś usunięcie ograniczeń może prowadzić do nawrotu epidemii.

- Jeśli okaże się, że podjęte w Chinach działania nie zapobiegają szerzeniu się choroby, trzeba będzie przyjąć do wiadomości, że wirusa nie da się powstrzymać i należy się skoncentrować na łagodzeniu skutków choroby

– uważa prof. Leung.

Na razie niezbędne są środki zapobiegawcze. Według Leunga problemem pozostaje okres, w którym ludzie są zakażeni, ale nie wykazują żadnych objawów. Aby upewnić się, że po zakończeniu kwarantanny dana osoba nie przenosi wirusa, najlepiej byłoby testować ją co kilka dni. Jeśli ktokolwiek w obozie kwarantanny lub na przykład na statku wycieczkowym uzyska wynik pozytywny, kwarantanna powinna zostać „zresetowana” do 14 dni dłużej dla wszystkich pozostałych.

Epidemia zapalenia płuc wywoływanego przez nowy rodzaj koronawirusa wybuchła w grudniu w Wuhan w środkowych Chinach. Według oficjalnych danych w Chinach kontynentalnych potwierdzono dotychczas ponad 44 tys. przypadków zakażenia i ponad 1100 zgonów spowodowanych wirusem.

Epidemia rozprzestrzeniła się na ok. 30 krajów na całym świecie, w tym na kilka europejskich, m.in. Niemcy, Francję, Włochy, Finlandię i USA. Poza Chinami kontynentalnymi odnotowano dotąd dwa zgony – na Filipinach i w Hongkongu.

Naukowcy wciąż nie są pewni, czy transmisja wirusa odbywa się za pośrednictwem rozprzestrzenianych podczas kaszlu kropelek czy też cząstek wirusa unoszących się w powietrzu. Trudno dokonać tak szczegółowych badań w czasie epidemii, a w spokojniejszym czasie trudno o odpowiednią liczbę zakażonych.

źródło: https://niezalezna.pl/310626-apokaliptyczna-prognoza-ws-koronawirusa-epidemia-moglaby-objac-23-swiatowej-populacji

NEVIL - Pon Mar 09, 2020 00:02

Komentarze:
nick

w UK puste polki z mydłami, śmieszy mnie to, że nagle ludzie zaczęli myc ręce, bo normalny człowiek dba o higienę zawsze.
-------------------------------
miepaj

Blokować granice dla turystyki. Przekraczać granice powinni tylko ci, którzy muszą. I koniecznie kwarantanna dla wszystkich. przybywających do Polski. Dlaczego rząd bawi się naszym zdrowiem i życiem?
--------------------------------
ostrzegałem

Dlaczego nie wyciągamy wniosków z błędów popełnionych przez inne kraje? Liczymy że nam się upiecze? Dopiero przy kilku tysiącach zachorowań będziemy wprowadzać blokady? Już powinny być zakazy podróżowania transgranicznego, jak i przemieszczania się w kraju, organizacja imprez masowych itd. Im wcześniej tym lepiej. Potem będzie za późno. Rozumiem, że wybory, że gospodarka, pieniądze. Nie wolno wywoływać paniki.
Na Titaniku też kazano orkiestrze grać do końca...

============================
Koronawirus na Wyspach. Rządowy plan "na najgorsze". Może zmienić życie Brytyjczyków


Wypuszczenie części więźniów, zmiana terminów egzaminów w szkołach i opłacania podatków czy wydłużenie czasu pracy kierowców aut dostawczych - to część rozwiązań przygotowywanych przez rząd Wielkiej Brytanii w związku z koronawirusem.



W Wielkiej Brytanii do tej pory stwierdzono 206 potwierdzonych przypadków zakażenia koronawirusem, a dwie osoby zmarły - przekazał brytyjski resort zdrowia. W piątek informowano o 163 przypadkach, co oznacza wyraźny wzrost stwierdzonych zakażeń Covid-19.

"Brytyjskie władze szykują plan na najgorsze, który zakłada m.in. opóźnienie egzaminów GCSE i A-Level oraz pomoc uczniom w zdalnej pracy podczas przygotowań do testów" - podaje "Sunday Times". Dziennik wyjaśnia, że służby nie wykluczają również wypuszczenia na wolność tysięcy więźniów niskiego ryzyka, jeśli przez koronawirus zabraknie personelu w zakładach karnych.

"Wśród rządowych propozycji jest także wprowadzenie rozpraw sądowych opartych na telekonferencjach" - informuje z kolei "Observer".

Aby utrzymać ciągłość dostaw do sklepów, złagodzone zostać mają ograniczenia w czasie pracy kierowców. To właśnie braki kadrowe firm transportowych mogą sprawić, że półki w sklepach będą puste.

- Nie pozwolę wirusowi osłabić gospodarki - powiedział "Sunday Telegraph" szef brytyjskiego resortu finansów Rishi Sunak. Minister zapowiedział przedłużenie terminów opłacenia podatków przez przedsiębiorców, jeśli "pracownicy nie będą mogli normalnie wykonywać obowiązków, a klienci wydawać pieniędzy".

Więcej: https://wiadomosci.wp.pl/koronawirus-na-wyspach-rzadowy-plan-na-najgorsze-moze-zmienic-zycie-brytyjczykow-6486636273670273a

NEVIL - Pon Mar 09, 2020 20:36

Komentarze:
~T-
Za takie grosze dadza sie zarazic ?! Za pare milionow tez nie jest latwo ryzykowac wlasnym zyciem. maja juz tyle zarazonych ,ze material do testow na pewno sie znajdzie...
----------------------------------
~Hahaha

3500 funtów za możliwość straty życia ??!!! Kogoś niezle poje...ało
------------------------------------------
~Baca-

Może redaktor z Interii zgłosi się na ochotnika. Zawsze to jednego g łupka mniej.
================================
W imię nauki dadzą się zarazić SARS-CoV-2


Brytyjska firma hVIVO poszukuje 24 ochotników, którzy dadzą się zarazić w imię nauki SARS-CoV-2. Każdemu z nich zapłacą po 3500 funtów.



Wszyscy ochotnicy zostaną celowo zarażeni koronawirusem wywołującym COVID-19 i na dwa tygodnie odizolowani od świata zewnętrznego. Kwarantanna będzie miała miejsce w specjalnym laboratorium we wschodnim Londynie należącym do hVIVO. Działania te mają na celu zintensyfikowanie prac nad szczepionką, która powinna być gotowa przed kolejną zimą.

Aż 20 firm i organizacji sektora publicznego bierze udział w globalnym wysiłku na rzecz opracowania szczepionki przeciwko SARS-CoV-2. Przeznaczono na to już ponad 2 mld dol. Niedawno prezes Wielkiej Brytanii, Boris Johnson, obiecał kolejne 46 mln funtów na badania nad szczepionką przeciwko koronawirusowi i szybkie testy diagnostyczne.

Obecnie nie jest dostępna szczepionka chroniąca ludzi przed COVID-19, ale powinna być ona gotowa za niecały rok. Niezwykle ważne jest opracowanie szczepionki na "pierwszą falę" potencjalnej pandemii, choć i tak jest już dość późno. Naukowcy starają się, by szczepionka była gotowa na kolejne fale zachorowań lub lata, jeżeli COVID-19 okaże się chorobą sezonową.

Testy kliniczne z udziałem ludzi ośmiu potencjalnych szczepionek mogą rozpocząć się jeszcze w tym roku.

Choroba zakaźna COVID-19, wywołana przez SARS-CoV-2, pojawiła się w grudniu w mieście Wuhan w środkowych Chinach. Zakażenia odnotowano od tego czasu m.in. w Korei Południowej, Iranie, Iraku, Izraelu, Japonii, Tajlandii, Wietnamie, Singapurze, Tajwanie, Kanadzie, Stanach Zjednoczonych, Australii. W Polsce w środę potwierdzono pierwszy przypadek nowego koronawirusa. W poniedziałek o godzinie 12:00 stwierdzono 16 przypadków osób z koronawirusem.

źródło: https://nt.interia.pl/raporty/raport-medycyna-przyszlosci/medycyna/news-w-imie-nauki-dadza-sie-zarazic-sars-cov-2,nId,4371674#iwa_source=worthsee

NEVIL - Sro Mar 11, 2020 21:22

Rada. Każdy z nas dotyka klamek, guzików w windzie, wózków czy koszyków w markecie. Myjcie dokładnie łapska po powrocie do domu.
=====================

Stało się! WHO ogłosiła stan światowej pandemii koronawirusa COVID-19




Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła, że mamy już do czynienia z ogólnoświatowym stanem pandemii koronawirusa. Zmiana oceny zagrożenia przez WHO wynika nie tylko z szybkości rozprzestrzeniania się COVID-19, ale także z zaobserwowanej obojętności wielu przedstawicieli władz i rzeszy zwykłych ludzi. WHO nie chce wprowadzać paniki, ale podkreśla, że sytuacja jest poważna.

– WHO obserwuje tę epidemię przez całą dobę i jesteśmy głęboko zaniepokojeni zarówno alarmującym poziomem jej rozprzestrzeniania się i jej skutków, ale także alarmującym poziomem bezczynności wielu ludzi. Dlatego dokonaliśmy oceny, że COVID-19 można scharakteryzować już jako pandemię – stwierdził na środowej konferencji prasowej szef WHO Tedros Adhanom Ghebreyesus.

– Współpracujemy z wieloma partnerami ze wszystkich sektorów, aby złagodzić społeczne i ekonomiczne konsekwencje tej pandemii. To nie jest tylko kryzys zdrowia publicznego. To kryzys, który dotknie każdy sektor, więc każdy musi być zaangażowany w walkę – dodał szef WHO.

Przyznał on także, że nie przyszło mu łatwo ogłosić tę decyzję, bo pandemia nie jest słowem używanym "łatwo lub lekkomyślnie". – Jest to słowo, którego niewłaściwe użycie może wywołać nieuzasadniony strach lub nieuzasadnioną akceptację zakończenia walki, prowadząc do niepotrzebnego cierpienia i śmierci – stwierdził dr Tedros Adhanom Ghebreyesus.

Szef WHO zaznaczył jednak, że ogłoszenie pandemii nie zmienia działań WHO w walce z koronawirusem i nie zmienia obowiązków wszystkich krajów w tej dziedzinie. Przypomnijmy, że Światowa Organizacja Zdrowia sygnalizowała już na początku tego tygodnia, że szybkość rozprzestrzeniania się COVID-19 grozi ogłoszeniem stanu pandemii.

źródło: https://natemat.pl/302089,swiatowa-organizacja-zdrowia-who-oglosila-pandemie-koronawirusa-na-swiecie

NEVIL - Nie Mar 15, 2020 11:43

Koronawirus został wyprodukowany w Północnej Karolinie - https://www.youtube.com/watch?v=7aZQgP0j7ic
NEVIL - Nie Mar 15, 2020 19:13


NEVIL - Wto Mar 17, 2020 19:04

Koronawirus. Przybywa nekrologów. Bergamo to "miasto duchów"


Gazeta z Bergamo opublikowała 10 stron nekrologów. - To jest miasto duchów - mówi grający w miejscowym klubie Atalanta piłkarz Robin Gosens.



To jest obrazek bardziej dosadny niż jakiekolwiek słowa. Lokalna gazeta "L'eco di Bergamo" w wydaniu z 9 lutego umieściła 1,5 strony poświęconej nekrologom. W numerze z 13 marca nekrologi zajmują już 10 stron. Wideo przedstawiające porównanie obu numerów rozchodzi się po sieci w zawrotnym tempie. Bergamo w okręgu Lombardia na północy Włoch jest jednym z miast najbardziej dotkniętych pandemią koronawirusa.

W piłkę, w klubie Atalanta gra tam niemiecki piłkarz Robin Gosens. - To drastyczne, ale prawdziwe. Żyjemy w mieście duchów - mówi teraz dla ZDF. - Możemy wychodzić z domu, tylko wtedy gdy jest to konieczne. A jeśli już zdarzy nam się wyjść, to tylko w maskach i ochronnych rękawiczkach - dodaje.

I mówi, że jeszcze 10 dni temu wszystko wyglądało normalnie. Można było wyjść do restauracji, gdziekolwiek się chciało. - I teoretycznie, można było się zarazić.

Ten opis wymarłego Bergamo idealnie wpisuje się w obraz, który przedstawił nam jeden z polskich sportowców. Też włoskiego miasta, też mocno zaatakowanego przez koronawirusa. Polak nie mógł jednak wypowiedzieć się pod imieniem i nazwiskiem, zabronił mu tego jego klub.

- Tutaj na ulicach zawsze widzi się dużo ludzi. Na starówce, nieważne o której godzinie, zawsze było mnóstwo turystów i mieszkańców. A teraz to miejsce opustoszało, wygląda jak miasto widmo. Wszystko zamknięte, nie ma nikogo. Bardzo niecodzienny widok, rzuca się w oczy - słyszymy.

Włochy od 10 marca są czerwoną, zamkniętą strefą. Tłumacząc prościej - są dziś zamkniętym krajem, tak jak Polska od piątku. To przez Italię koronawirus rozlał się na Europę, a sami Włosi - przyznawali to też nam - nie docenili początkowo zagrożenia, nic sobie nie robili z próśb o kwarantannę, o niewychodzenie z domu. Włochy w tym momencie są drugim krajem na świecie z największą liczbą osób zarażonych. Koronawirusa ma 21,157 osób. 1809 osób zmarło (stan na godzinę 19.33 15 marca).

Najwięcej zarażonych mają Chiny, gdzie wirus się narodził - 81 tysięcy. Na szczęście od kilkunastu dni Chińczycy mówią już, że w końcu walkę wygrywają.

Włochy są dziś w środku wojny. Włoski sport jest sparaliżowany, kluby piłkarskiej Serie A już na pewno nie wrócą na boiska przed 2 maja. Rośnie liczba zarażonych koronawirusem piłkarzy. Wśród nich jest m.in. reprezentant Polski Bartosz Bereszyński, który gra w Sampdorii Genua.

źródło: https://sportowefakty.wp.pl/pilka-nozna/874720/koronawirus-przybywa-nekrologow-bergamo-to-miasto-duchow

NEVIL - Sro Mar 18, 2020 22:21

Komentarze:
N0W-

Autorzy artykułu uznali, iż wirus nie był genetycznie modyfikowany. Autorzy nie wypowiedzieli się w jaki sposób wirus znany w Wuhan, skoro nad nim były prowadzone badania, nagle zaczął zarażać ludzi. To jest w ich sferze domysłów a nie faktów. Być może wirus ewoluował, na co również nie ma dowodów.
-----------------------------------
~ooo-

jak on tam powstał tak powstał, ale fakt, że zaatakował najzajadlej w Chinach i Iranie - największych wrogach USA - daje do myślenia!
===============================
RMF: Koronawirus wyewoluował, nie uciekł z laboratorium


Koronawirus wywołujący chorobę COVID-19 nie został sztucznie stworzony w laboratorium, ma naturalne pochodzenie - przekonuje na łamach czasopisma "Nature Medicine" międzynarodowy zespół naukowców. Wyniki przeprowadzonych przez nich badań genomu wirusa nie wykazały żadnych nienaturalnych zmian, które mogłyby wskazywać, że doszło do genetycznej manipulacji. Plotki o tym, że wirus miał się wydostać z laboratorium w Wuhan pojawiały się już na początku epidemii, teraz w Chinach coraz częściej rozgłasza się spiskowe teorie o tym, że koronawirus miałby się wydostać z laboratorium w USA. Obecna praca te domysły przecina.



Po analizie publicznie dostępnych danych dotyczących koronawirusa SARS-CoV-2 i koronawirusów pokrewnych możemy z całą pewnością stwierdzić, że wirus wywołujący COVID-19 powstał w wyniku naturalnych procesów - mówi współautor pracy, prof. Kristian Andersen, immunolog i mikrobiolog ze Scripps Research. Prócz niego w badaniach uczestniczyli jeszcze Robert F. Garry z Tulane University, Edward Holmes z University of Sydney, Andrew Rambaut z University of Edinburgh i W. Ian Lipkin z Columbia University.

Koronawirusy, jak chyba wszyscy już wiemy, to duża rodzina wirusów, która wywołuje choroby o bardzo różnym nasileniu. Mogą to być zwykłe przeziębienia, mogą być choroby bardzo groźne, jak SARS z 2002-03 roku w Chinach, czy MERS w 2012 roku na Bliskim Wschodzie. Może być wreszcie SARS-CoV-2, który atakuje najpierw Chiny, potem świat od grudnia ubiegłego roku i do tej pory zabił ponad 8 tysięcy osób.

Krótko po wybuchu epidemii chińscy naukowcy odkodowali genom SARS-CoV-2 i udostępnili informacje na ten temat dla badaczy na całym świecie. Grupa Andersena, podobnie jak wiele innych grup naukowych przystąpiły do badań pochodzenia i ewolucji koronawirusa z Wuhan na podstawie zmian w pewnych konkretnych fragmentach jego łańcucha RNA. Szczególnie pilnie bada się fragmenty genomu odpowiadające za białka błonowe, które przyłączają się do komórek ludzkich i zwierzęcych, a także umożliwiają wniknięcie koronawirusa do środka. To one decydują o tym, jak skuteczny może być jego atak.

Okazało się, że wiążące receptor białka RBD wyewoluowały tak, by wyjątkowo skutecznie wiązać się z białkiem ACE2, receptorem związanym z mechanizmem regulacji ciśnienia krwi. Zdaniem autorów pracy białko wirusa SARS-CoV-2 jest tak skuteczne w atakowaniu ludzkich komórek, że jego pojawienie się jest wynikiem selekcji naturalnej, a nie działania człowieka. Do podobnych wniosków skłania analiza ogólnej budowy wirusa. Jeśli ktoś chciałby sztucznie zwiększyć jego zjadliwość, wychodziłby od innego wirusa o znanej szkodliwości. Tymczasem nowy koronawirus wydaje się bardziej podobny nie do poprzednich wirusów SARS i MERS, ale do koronawirusów znajdywanych w organizmach nietoperzy i łuskowców. "Te dwie cechy, mutacje w obszarze RGB i struktura różniąca się od SARS i MERS wykluczają manipulację genetyczną jako źródło SARS-CoV-2" - przekonuje Andersen.

Autorzy pracy uznają za możliwe dwa scenariusze powstania SARS-CoV-2. Pierwszy z nich przewiduje, że koronawirus wyewoluował do swej groźnej postaci z pomocą selekcji naturalnej w organizmie jakiegoś zwierzęcia i potem przeskoczył na ludzi. Tak było w przypadku SARS i MERS, gdzie pośrednikami były odpowiednio łaskuny chińskie i wielbłądy. Najbardziej prawdopodobnym rezerwuarem dla SARS-CoV-2 wydają się nietoperze, bowiem wirus przypomina koronawirusy, które w nich znaleziono. Ponieważ jednak nie ma dowodów bezpośredniej transmisji z nietoperzy na ludzi, pośrednik wydaje się niezbędny. Ten scenariusz zakłada, że do ewolucji kluczowych białek przyłączających wirusa do komórki i otwierających tę komórkę doszło jeszcze w organizmie zwierząt. Dlatego po przeskoku na człowieka, koronawirus mógł się rozprzestrzeniać praktycznie natychmiast.

Drugi możliwy scenariusz przewiduje sytuację, w której ze zwierzęcia na człowieka przeskoczył koronawirus niezdolny do wywołania tak wielkiej epidemii i dopiero w organizmie człowieka doszło do jego groźnej przemiany. Autorzy pracy zwracają uwagę, że niektóre koronawirusy znajdywane w łuskowcach mają już strukturę RBD zbliżoną do tej w SARS-CoV-2. To sprawia, że mogłyby przeskoczyć na człowieka, czy to bezpośrednio, czy za pośrednictwem łaskunów lub fretek. Drugi etap ewolucji wirusa, umożliwiający mu łatwiejsze wnikanie do komórek musiałby nastąpić już w organizmie ludzi, wśród których koronawirus mógłby krążyć przez pewien czas niezauważony.

Współautor pracy, Andrew Rambaut podkreśla, że na razie bardzo trudno określić, który scenariusz doprowadził do pojawienia się epidemii COVID-19. Jeśli doszło do tego w drodze pierwszego scenariusza, zwiększa się ryzyko podobnych epidemii w przyszłości. Oznacza to bowiem, że w świecie zwierzęcym mogą krążyć i inne wirusy zdolne do zaatakowania ludzi. Jeśli w przypadku SARS-CoV-2 aktualny był drugi scenariusz, to ryzyko jest nieco mniejsze.

źródło: https://fakty.interia.pl/raporty/raport-koronawirus-chiny/aktualnosci/news-rmf-koronawirus-wyewoluowal-nie-uciekl-z-laboratorium,nId,4388804#iwa_source=special

NEVIL - Pon Mar 23, 2020 12:43

Komentarze:
mat


Niech się wezmą za zbieranie szparagów !
---------------------------------
wert


świat się kończy, skoro prostytutki nie mają pracy :)
---------------------------------
Analityk


Pozostaje praca zdalna (sex telefon) albo z dowozem do domu
==========================
Koronawirus w Niemczech. Domy publiczne w tarapatach



Koronawirus uderza w każdą gałąź biznesu. W Niemczech, gdzie prostytucja jest w pełni legalna, państwo zarządziło zamknięcie wszystkich domów publicznych. W związku z tym, branża przeżywa głęboki kryzys i znów przenosi się do podziemia.





W ramach walki z epidemią koronawirusa, niemieckie władze zdecydowały o zamknięciu do odwołania szkół, centrów handlowych, stadionów sportowych, ale również domów publicznych.


W Niemczech są one w pełni legalne, a prostytucja jest uregulowana prawnie już od końca lat 80. Prostytutki i domy publiczne muszą płacić podatki. Pracownicy seksbiznesu mają możliwość zakładania związków zawodowych, posiadają określone prawa i obowiązki regulowane umową. Szacuje się, że zatrudnionych w płatnej miłości jest około 200 tysięcy osób, w przeważającej większości, choć nie tylko, kobiet.


Jednak epidemia koronawirusa sprawia, że straty w tej branży są gigantyczne. Prostytutki narzekają, że na ulicy nie ma ludzi, w związku z czym brak jest potencjalnych klientów. Z braku domów publicznych, jest to jedyna legalna forma oferowania usług seksualnych.


Prostytucja w Niemczech


W sprawie wypowiedziała się rzecznik niemieckiego Związku Pracowników Usług Erotycznych i Seksualnych, Bleier Wilp. Stwierdziła ona, że pracownice tego sektora boją się o swoją egzystencję.


    Wycofujemy się z branży z powodów bezpieczeństwa. Niektóre z nas wymagają od klientów dezynfekcji, co jest, zdaniem ekspertów dobrze zapobiega zarażeniu w trakcie zbliżenia fizycznego - mówi Wilp.


Niektórzy właściciele domów publicznych zwrócili się, wzorem innych przedsiębiorców, o pomoc do rządu. Tak postąpił właściciel największego takiego przybytku w kraju, znajdującej się w Kolonii "Paschy", Armin Lobsheid. Jak pisze "Die Welt" złożył on wniosek o państwową dotację od utraconych zarobków, aby jego biznes mógł przetrwać trudny okres epidemii. W "Paschy" pracuje około 100 kobiet, w większości z Bułgarii i Rumunii.


Zawód ten schodzi więc do podziemia. Jak donosi "Die Welt", w obliczu braku klientów, ceny usług prostytutek spadają, a sama kontrola policji oraz służb sanitarnych nad branżą staje się bardzo trudna. Kobiety zaczynają działać półlegalnie, szukając klientów na ulicach i w internecie oraz przyjmując ich w prywatnych mieszkaniach. Tworzy to wysokie ryzyko szerzenia się wirusa. Prostytucja bowiem, z oczywistych powodów, jest jedną z najbardziej niebezpiecznych epidemicznie profesji.


źródło:  https://www.o2.pl/artykul...90637086816385a

NEVIL - Pon Mar 23, 2020 18:06

Komentarz:
~K&K-

Nic nowego powtarzam ta wiesc o bezobjawowych od kilku tygodni na tej stronie oraz to, ze sa bardziej zarazliwi niz osoby, ktore juz maja symptomy. Malo tego dostalo mi sie w formie plugawych inwektywow od komentujacych nie wymienie tutaj bo sie nie nadaja do powtorzenia. A teraz jeszcze jedno: testy takze nie zalatwia sprawy. Dzis sie testujesz, a jutro lapiesz zaraze... trzebaby sie testowac jesli nie codziennie to przynajmniej co kilka dni... Izolacja, maski dla kazdego i dezynfekcja...Maski powinny byc produkowane 24 h dobe. Inaczej grozi zapasc szpitalom a nawet zakladom pogrzebowym. Niestety przykro to pisac. Tak dodam, poraz kolejny: nie nie jestem mikrobiologeim ale sledze to od jakiegos czasu i duzo czytam w tym literatury naukowej z rozmaitych zrodel.
=================================
Hongkoński dziennik: Nawet jedna trzecia zakażonych to "cisi nosiciele"


Nawet jedna trzecia osób zakażonych koronawirusem może być "cichymi nosicielami" patogenu - ocenił w poniedziałek dziennik "South China Morning Post" na podstawie utajnionych danych chińskiego rządu. Na świecie rosną obawy o infekcje od osób, które nie mają objawów.



Według hongkońskiego dziennika, do końca lutego w Chinach testy na obecność wirusa dały wynik dodatni u 43 tys. osób, które nie miały wówczas żadnych objawów. Takie osoby poddawano kwarantannie, ale nie wliczano ich do oficjalnego bilansu potwierdzonych zakażeń, który wynosił wówczas około 80 tys.

Obecnie nie jest jasne, jaka jest rola takich "cichych nosicieli" w szerzeniu się pandemii, ale zdaniem "South China Morning Post" bezobjawowi nosiciele mogą skomplikować strategie walki z wirusem. Pojawia się coraz więcej informacji sugerujących, że patogen jest bardzo zaraźliwy już przed wystąpieniem objawów, takich jak gorączka czy kaszel.

Różne klasyfikacje

Hongkońska gazeta zwraca uwagę, że poszczególne kraje klasyfikują zakażonych według własnych reguł. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) uznaje za potwierdzone przypadki tych osób, u których test na obecność wirusa da wynik dodatni, niezależnie od objawów. Podobnie postępują również władze Korei Południowej.

Tymczasem w Chinach od 7 lutego osoby bez objawów nie są zaliczane do potwierdzonych przypadków, a w USA, Włoszech i Wielkiej Brytanii osób nie mających objawów prawie w ogóle się nie bada - twierdzi dziennik. Gazeta spekuluje również, że wykonywanie testów u takich osób i wczesna izolacja zainfekowanych mogą być częścią odpowiedzi na pytanie, jak w Chinach i Korei Południowej opanowano lawinowy przyrost zakażeń.

Miasteczko, w którym przebadano wszystkich

Światowe media z uznaniem opisywały również działania podjęte w miasteczku Vo w pobliżu Padwy, gdzie stwierdzono pierwszy we Włoszech zgon osoby zakażonej koronawirusem.

Dzięki przebadaniu wszystkich, blisko 3,4 tys. mieszkańców miasteczka - z objawami czy bez - udało się tam w stosunkowo krótkim czasie powstrzymać wzrost liczby nowych infekcji i praktycznie wygasić pierwsze ognisko epidemii w Wenecji Euganejskiej.

Odsetek bezobjawowych może być znaczący

W sprawozdaniu ze wspólnej misji WHO i Chin z 24 lutego wspomniano o przypadkach bezobjawowych, ale oceniono, że u większości z tych osób choroba ostatecznie się rozwinęła. "Odsetek prawdziwie bezobjawowych zakażeń jest niejasny, ale wydaje się, że są one dość rzadkie i nie wydaje się, aby były ważnym motorem szerzenia się wirusa" - napisano.

Część badaczy sugeruje jednak, że odsetek zakażonych bez objawów może być znaczący. Epidemiolog z Uniwersytetu Hokkaido w Japonii, Hiroshi Nikura, ocenił, że wśród Japończyków ewakuowanych z pierwotnego ogniska pandemii w Chinach wynosił on 30,8 proc. To wartość zbliżona do tej z utajnionych chińskich statystyk - zauważa "South China Morning Post".

Porównywalne są również dane z Korei Południowej, gdzie do ubiegłej środy wykonano ponad 300 tys. testów na koronawirusa u osób z bliskiego otoczenia zakażonych. W ponad 20 proc. przypadków infekcji bezobjawowych u pacjentów nie zaobserwowano objawów, aż do czasu, gdy zostali zwolnieni ze szpitali.

"Korea ma obecnie znacznie większy odsetek przypadków bezobjawowych niż inne kraje, być może z powodu naszego szeroko zakrojonego testowania" - powiedział niedawno szef Koreańskich Centrów Kontroli Chorób (KCDC), Dzeong Eun Kiong.

Przenoszenie wirusa przed wystąpieniem objawów

Mikrobiolog z Uniwersytetu Hongkongu (HKU), Ho Pak-leung, powiedział, że - według stanu na 14 marca - u 16 spośród 138 pacjentów, u których potwierdzono w tym regionie zakażenie, nie rozwinęły się jeszcze objawy. Dodał, że u części z nich wykrywano podobne ilości wirusa, jak u osób z objawami.

"Ciężko powiedzieć, czy oni mogą być mniej zaraźliwi, jeśli nie kaszlą. Ale kropelki występują też podczas mówienia" - powiedział, odnosząc się do dróg przenoszenia się koronawirusa.

Według epidemiologa z tej samej uczelni, Benjamina Cowlinga, istnieją "jasne dowody, że zakażone osoby mogą przekazywać infekcję zanim pojawią się objawy". "Jest wiele doniesień o przenoszeniu wirusa około dnia lub dwóch dni przed wystąpieniem objawów" - dodał.

źródło: https://fakty.interia.pl/raporty/raport-koronawirus-chiny/aktualnosci/news-hongkonski-dziennik-nawet-jedna-trzecia-zakazonych-to-cisi-n,nId,4398194#iwa_source=special

NEVIL - Pią Mar 27, 2020 17:27

USS "Theodor Roosevelt". Załoga najpotężniejszego okrętu świata zarażona koronawirusem


Na pokładzie amerykańskiego lotniskowca USS "Theodor Roosevelt", bardzo szybko rozprzestrzenia się koronawirus, który wywołuje chorobę COVID-19. Obecnie okręt jest poddany ścisłej kwarantannie.



USS "Theodor Roosevelt" na co dzień stacjonuje w San Diego, w składzie Floty Pacyfiku. Lotniskowiec na początku marca zawinął do portu w Da Nang w Wietnamie. Jednak, jak podkreślają przedstawiciele Pentagonu, nie jest jasne kiedy na pokładzie pojawiły się chore osoby.

Skład załogi lotniskowców często jest poddany sporej rotacji podczas rejsu. Stąd nikt nie jest w stanie powiedzieć, kto był pacjentem zero. Początkowo przedstawiciele wojska mówili o trzech przypadkach, później o ośmiu. Jednak w czwartkowym raporcie opublikowanym na łamach "Wall Street Journal" liczba ta wynosi już 23 marynarzy.

Sekretarz marynarki, Thomas Modly, powiedział, podczas briefingu prasowego Pentagonu, że obecnie okręt zbliża się do Guam, gdzie cała załoga, licząca ponad 5500 osób, zostanie przebadana. Dowództwo zdecydowało się też na drastyczne środki: żaden z marynarzy nie będzie mógł opuścić portowego nabrzeża, które zostanie poddane ścisłej kwarantannie.

Admirał Mike Gilday, szef operacji morskich US Navy, powiedział, że postój na Guam i tak był zaplanowany, a "zasoby w ośrodkach medycznych marynarki na Guam pozwolą skuteczniej testować, izolować i, jeśli to konieczne, leczyć marynarzy". Dodał, że spodziewana jest duża liczba chorych ze względu na niewielką przestrzeń, na jakiej znajdują się marynarze.

Kmdr John Fage, rzecznik prasowy 3. Floty, stacjonującej w San Diego poinformował, że w bazie kwarantannie zostały poddane trzy okręty, na których wykryto kolejne przypadki choroby. Powiedział także, że na jednym z okrętów znajdujących się na Pacyfiku odnotowano 17 przypadków. Nie ujawnił, która to jednostka.

USS "Theodor Roosevelt"

Lotniskowiec jest czwartą jednostką typu Nimitz, wybudowaną w latach 1981-1984. Okręt wszedł do służby w 1986 roku i został przydzielony do Floty Atlantyku. Okręty tego typu są największymi i najpotężniejszymi jednostkami wojennymi na świecie. Wypierają ponad 100 tysięcy ton, a długość pokładu wynosi 333 metry.

Po wejściu do służby USS "Theodor Roosevelt", mając na pokładzie 8 Pokładowe Skrzydło Lotnicze, wziął udział w operacji Pustynna Burza. Potem nadzorował przestrzeganie porozumień pokojowych po wojnie w byłej Jugosławii.

Po 11 września 2001 roku został przeniesiony do Floty Pacyfiku, w składzie której uczestniczył w operacjach Enduring Freedom i Iraqi Freedom, mając na pokładzie 1 Pokładowe Skrzydło Lotnicze.

Obecnie patroluje zachodni Pacyfik mając na pokładzie 11 Pokładowe Skrzydło Lotnicze. Jego załoga składa się z ok. 3200 personelu pokładowego i 2480 personelu lotniczego.

Przedstawiciele Pentagonu zapewniają, że załoga jest odpowiednio izolowana, a okręt, mimo rozprzestrzeniającego się wirusa, nadal może prowadzić wyznaczone mu operacje.

źródło: https://menway.interia.pl/militaria/news-uss-theodor-roosevelt-zaloga-najpotezniejszego-okretu-swiata,nId,4406171#iwa_source=worthsee

NEVIL - Sob Mar 28, 2020 18:40

RAPORT ZE ŚWIATA. Śmiertelne żniwo Covid-19. Lotnisko w Birmingham zostanie zamienione w tymczasową kostnicę




Rekordowa dobowa liczba zachorowań w Korei Południowej, Japonii i Rosji. W tym ostatnim kraju z powodu epidemii rozpoczęto tydzień wolny od pracy. Dramatyczna sytuacja panuje w Belgii, gdzie stwierdzono w ciągu ostatniej doby 1 850 przypadków koronawirusa i 67 zgonów. Z kolei w Hiszpanii tylko w ciągu ostatniej doby z powodu koronawirusa zmarło 832 osób. Z epidemią zmaga się Iran, Szwecja, Ukraina, a pierwszy przypadek śmierci na skutek Covid-19 odnotowano w Jordanii.

Liczba ofiar śmiertelnych koronawirusa w Portugalii wzrosła do 100

Liczba zgonów osób zakażonych koronawirusem wzrosła w Portugalii w ciągu ostatniej doby o 24, do łącznie 100 - poinformowało w sobotę ministerstwo zdrowia w Lizbonie. Odnotowano też znaczący wzrost liczby zakażeń.

Władze sanitarne Portugalii szacują, że w ciągu ostatnich 24 godzin liczba infekcji koronawirusem zwiększyła się o ponad 900, z 4268 do 5170 przypadków.

Podczas zorganizowanej w Lizbonie konferencji szefowa resortu zdrowia Marta Temido wskazała, że w najbliższych godzinach znane będą wyniki testów na obecność koronawirusa SARS-CoV-2 19 u kolejnych 5 tys. osób.

Wyjaśniła, że wśród nowych przypadków zakażenia koronawirusem jest ponad 250 osób starszych, które zostały zakażone w domach spokojnej starości. Podopieczni tych placówek, u których dotychczas nie stwierdzono choroby, zostali poddani kwarantannie.

Domy spokojnej starości mogą okazać się dużymi ogniskami koronawirusa. To prawdziwe bomby z opóźnionym zapłonem

— zaznaczyła Temido.

Minister zapowiedziała też, że niebawem do Portugalii dotrze ładunek 500 wentylatorów dla zakażonych pacjentów. Ujawniła, że w ostatnich godzinach portugalskie służby sanitarne sprowadziły do kraju z Chin sprzęt i materiały do walki z koronawirusem.

Na światowych rynkach występują obecnie ogromne niedobory materiałów medyczno-ochronnych do walki z pandemią koronawirusa, dlatego bardzo się cieszymy, że w nocy z piątku na sobotę na lotnisku w Lizbonie wylądował samolot spółki Hi Fly z ładunkiem 24 ton tych towarów

— powiedziała Temido.

Holandia - Po raz kolejny ponad 1000 nowych zakażeń koronawirusem w ciągu doby

Więcej: https://wpolityce.pl/swiat/493330-raport-ze-swiata-smiertelne-zniwo-covid-19

NEVIL - Nie Mar 29, 2020 20:17

Komentarz:
[email protected]

A ile osób dziennie umiera na raka? Ile na serce, ile na wylew, a ile na grypę? I czy przypadkiem nie jest tak, że teraz znacznie mniej ludzi umiera na raka i serce, bo wszystko to idzie na konto koronowirusa? Dlaczego nikt nie chce podać informacji o tym, że w rzeczywistości wcale nie umiera jakoś wyraźnie więcej ludzi niż w poprzednich latach? Dlaczego codziennie wypisuje się brednie o tym, że we Włoszech na wirusa zmarło 800-900 osób? Kto podsyca panikę i po co? Sprawdźcie i poczytajcie sobie - we Włoszech umiera teraz dziennie góra 200 osób więcej, niż wynosi wieloletnia średnia śmiertelność! W innych krajach jeszcze mniej. Dlaczego nikt o tym nie pisze?
=============================
Świat zmaga się z pandemią Covid-19. Ponad 1200 ofiar koronawirusa na Wyspach. Hiszpański rząd finansuje badania nad terapią osoczem




Liczba zgonów spowodowanych przez koronawirusa w Wielkiej Brytanii zwiększyła się o 209 i wynosi 1228 - poinformowało w niedzielę po południu brytyjskie ministerstwo zdrowia.

1228 zgonów w Wielkiej Brytanii


Bilans nowych zgonów obejmuje okres między godz. 17 w piątek a godz. 17 w sobotę. Jest on nieco niższy niż ten podany w sobotę, obejmujący poprzednie 24 godziny, gdy zmarło 260 osób, co było jak do tej pory największą liczbą od początku epidemii.

Spośród 209 nowych zgonów 190 miało miejsce w Anglii, 10 w Walii, sześć w Irlandii Północnej, zaś jeden w Szkocji (lokalizacji dwóch pozostałych zgonów jeszcze nie podano). W przypadku Walii i Irlandii Północnej oznacza to największy dobowy wzrost liczby zgonów od początku epidemii.

Łączny bilans ofiar śmiertelnych w poszczególnych częściach składowych Zjednoczonego Królestwa to co najmniej 1116 w Anglii, 48 w Walii, 41 w Szkocji i 21 w Irlandii Północnej.

Jak podało ministerstwo zdrowia, w całym kraju na obecność koronawirusa przebadano dotychczas 127 737 osób, z czego 19 522 testów dało wynik pozytywny. Oznacza to wzrost wykrytych zakażeń w ciągu doby o 2433. Bilans nowych zakażeń obejmuje dobę między godz. 9 w sobotę a godz. 9 w niedzielę.

Wielka Brytania zajmuje ósme miejsce na świecie pod względem liczby zakażeń koronawirusem i siódme pod względem liczby zgonów przez niego spowodowanych.

W liście, który od poniedziałku będzie rozsyłany do wszystkich gospodarstw domowych w Wielkiej Brytanii, premier Boris Johnson ostrzegł, że kryzys związany z koronawirusem jeszcze się pogorszy, zanim sytuacja zacznie się poprawiać. Johnson i minister zdrowia Matt Hancock przebywają obecnie w izolacji domowej w związku z potwierdzoną u nich obecnością koronawirusa.

Liczba zakażonych koronawirusem w Holandii przekroczyła 10 tysięcy

Więcej: https://wpolityce.pl/swiat/493409-ponad-1200-ofiar-koronawirusa-w-wielkiej-brytanii

NEVIL - Pon Mar 30, 2020 20:47

Temu Łukaszence trzeba łeb odstrzelić !
=================================
Koronawirus. Białoruś - miejsce wolne od zarazy


Telewizja kpi z osób noszących maski. A jak ktoś umrze na objawy podobne do koronawirusa, mówi się, że to zapalenie płuc. Na meczach kibice zdejmują koszulki, tańczą i grają na akordeonach. A jeden z piłkarzy zaprasza tu Messiego i Cristiano Ronaldo.



Kiedy UEFA debatowała, jak uratować sezon i jakie środki ostrożności wprowadzić, jeden kraj jak zawsze zajął się swoimi sprawami. Białoruska ekstraklasa jest ostatnią w Europie, która nie zawiesiła rozgrywek. Na spotkania ligowe przychodzą młodzi, starsi, kobiety, dzieci. Bez masek, bez zachowania odległości, jedynie ze sporym dystansem do pandemii koronawirusa, która ogarnęła cały świat. Liczba ofiar przekroczyła już 34 tysiące.

- Władze przyjęły prostą strategię: nie mówią o wirusie, żeby nie wywoływać paniki - tłumaczy nam Franak Viacorka. To jeden z tych dziennikarzy, który nie boi się mówić o patologii w swoim kraju. - Prezydent Aleksandr Łukaszenka przekazał społeczeństwu, że koronawirus nie jest groźny. Nie ma precyzyjnych danych o osobach zarażonych, ten temat spycha się na margines. W rzeczywistości wygląda to tak, że szpitale są przepełnione od chorych, ale nie wolno o tym mówić - opowiada nasz rozmówca.

Kto ma wpływ na opinię i dociera do szerszego grona odbiorców, postępuje zgodnie z narzuconymi regułami. Dlatego z państwowej telewizji mieszkańcy Białorusi nie dowiedzą się, że lepiej zostać w domu. Programy informacyjnie otwarcie kpią z ludzi noszących maski w innych krajach Europy. Obostrzenia są we wszystkich państwach sąsiadujących z Białorusią: w Polsce, Rosji, na Litwie, Ukrainie i Łotwie. Ale nie w miejscu, w którym od 1994 roku rządzi Łukaszenka.

więcej: https://sportowefakty.wp.pl/pilka-nozna/876614/koronawirus-bialorus-miejsce-wolne-od-zarazy

NEVIL - Sro Kwi 01, 2020 19:08

Komentarze:
~Rafał-

Ubawiłem się do łez. To co oni robili 2 miesiące temu? Czy ktoś normalny uwierzył,że Chiny budują szpitale polowe na wiele tysięcy miejsc przy kilkudziesięciu przypadkach śmiertelnych? Wszystko dostępne w telewizji.Sam bym lepszy raport napisał za ułamek ich wynagrodzenia.
----------------------------------
~Jorg-

Amerykański wywiad.... Pamiętam ten wywiad i rewelacje w kwestii broni jądrowej Husajna. Nie wierzę w ani jedno słowo. Zresztą sami popatrzcie. Co to za wywiad który mówi że ktoś kłamie czy zataja a sam nie podaje liczb. Jeżeli Chiny zataiły to pokażcie światu prawdziwe liczby i dowody na to. I dalej wnioski band()ytow amerykańskich.... Chiny zataily i świat nie mógł prawidłowo ocenić zagrożenia. No komedia. To świat nie ma wywiadu? Czeka na oficjalne informacje? To po co te siatki wywiadowcze? Band()ytów szlag trafia że Chiny szybko potrafiły się uporać z problemem.a band()yci nie potrafią.
============================
Amerykański wywiad: Chiny zaniżyły dane o ofiarach COVID-19


Chiny ukryły prawdziwą skalę epidemii koronawirusa w kraju, zaniżając zarówno liczbę wykrytych przypadków, jak i liczbę ofiar śmiertelnych - poinformował amerykański wywiad w tajnym raporcie przekazanym Białemu Domowi.



Jak informuje Bloomberg, urzędnicy poprosili o nieujawnianie ich tożsamości ze względu na fakt, że raport jest tajny. Z tego samego powodu odmówili także podania szczegółów, jakie znajdują się w dokumencie. Jak mówią, uważa się, że liczby przedstawiane przez Chiny są celowo niepełne. Wnioski z raportu są takie, że liczby z Chin są fałszywe - poinformowało Bloomberga dwóch urzędników.

Do wybuchu epidemii doszło w chińskiej prowincji Hubei pod koniec 2019 roku. Ostatecznie kraj oficjalnie ogłosił, że wykryto 82 tys. przypadków zakażenia i potwierdzono 3,4 tys. zgonów spowodowanych przez koronawirusa. Tysiące urn przed domami pogrzebowymi, o których donoszą zwykli Chińczycy, zdają się przeczyć oficjalnym danym. W porównaniu z Chinami USA ma 189 tys. potwierdzonych przypadków zakażenia i 4 tys. zgonów. Stany Zjednoczone są zatem krajem najmocniej dotkniętym przez epidemię.

Jak przypomina Bloomberg, chiński rząd wielokrotnie zmieniał metodologię liczenia wykrytych przypadków zakażenia i zgonów na COVID-19. Przez wiele tygodni ze statystyk wykluczane były między innymi osoby, które przechodziły infekcję bezobjawowo. Tylko we wtorek rząd Chin zdecydował się dodać 1,5 tys. przypadków bezobjawowych do ogólnych statystyk.

Chiny wpłynęły na to, jak świat szykował się do epidemii

Deborah Brix, immunolog z Departamentu Stanu doradzająca Białemu Domowi, stwierdziła we wtorek, że zakłamane dane z Chin wpłynęły na to, jak świat oceniał stopień zagrożenia ze strony SARS-CoV-2. Interpretując dane z Państwa Środka specjaliści stwierdzili, że zagrożenie jest poważne, ale mniejsze, niż można by się spodziewać. "Myślę, że z powodu tego, iż brakowało nam znacznej ilości danych, to co teraz obserwujemy, przydarzyło się Włochom i Hiszpanii" - stwierdziła Brix.

O podobne zatajanie informacji oskarżane są nie tylko Chiny. Zachód twierdzi, że liczbę przypadków koronawirusa zaniżają Iran, Rosja, Indonezja oraz Korea Płn., która dotychczas nie potwierdziła żadnego przypadku zakażenia.

źródło: https://fakty.interia.pl/raporty/raport-koronawirus-chiny/aktualnosci/news-koronawirus-amerykanski-wywiad-chiny-zanizyly-dane-o-ofiarac,nId,4415846#iwa_source=special

NEVIL - Pią Kwi 03, 2020 19:57

Wg mnie to cała gospodarka światowa legnie w gruzach.
==========================
Komentarz:
Adam Lipiński

1 bilion euro to nie najczarniejszy scenariusz ale biały. 1 bilion to będzie kosztować samą Francję, zatem całą UE znacznie więcej, może nawet i 10 bilionów - ostrożnie licząc.
=========================
Koronawirus będzie kosztował Europę nawet bilion euro




Niemiecki instytut gospodarczy Ifo obliczył, że pandemia będzie kosztowała największe europejskie gospodarki miliardy euro z powodu wstrzymanej produkcji. W najczarniejszym scenariuszu łączne straty mogą przekroczyć 1 bln euro.

Specjaliści wzięli pod lupę ekonomiczny wpływ koronawirusa na takie gospodarki jak Wielka Brytania, Włochy, Hiszpania, Austria czy Szwajcaria.

– Potrzebujemy pilnego podjęcia przez firmy środków ostrożnościowych, które pozwoliłyby im na wznowienie produkcji, przy jednoczesnym ograniczeniu rozprzestrzeniania się epidemii – mówi Clemens Fuest, prezes Ifo. Dodaje, że jeśli zamknięcie potrwa dłużej niż miesiąc, straty wynikające ze wstrzymanej produkcji szybko osiągną wymiary znacznie przekraczające te z poprzednich recesji lub klęsk żywiołowych, przynajmniej, jeśli mówimy o historii Unii Europejskiej.

Ifo szacuje, że w przypadku Wielkiej Brytanii, częściowe wstrzymanie produkcji przez dwa miesiące spowoduje straty gospodarcze szacowane na 193-328 mld euro. Będzie to skutkować zmniejszeniem rocznego tempa wzrostu PKB o 7,7–13 proc. Jeśli zamknięcie potrwa trzy miesiące, koszty wzrosną do 271-480 mld euro.

W przypadku Włoch, które stały się europejskim epicentrum pandemii, straty wynikające z dwóch miesięcy przestoju mogą wynieść 143-234 mld euro, co zmniejszy tempo wzrostu PKB o 8–13,1 proc. Trzy miesiące to już koszt rzędu 200-342 mld euro.

Hiszpania ze wstrzymaną produkcją na dwa miesiące straci 101-171 mld euro, a tempo wzrostu gospodarczego zmniejszy się o 8,1-13,8 proc.

Z kolei dla Francji, Austrii i Szwajcarii straty przez dwa miesiące przestoju to odpowiednio 176-298 mld euro, 34-57 mld euro i 49-81 mld euro.

źródło: https://www.rp.pl/Ekonomi...ilion-euro.html

NEVIL - Nie Kwi 05, 2020 13:53

Komentarz:
~IQ200-

I po co te syreny hałasują? Przecież Koronawirus to nie zawał serca i na pewno pacjent normalnie można dowieść do szpitala, tym bardziej, że ruch z powodu "ZOSTAŃ w DOMU" i tak jest ograniczony do minimum. Wiem, wiem wiem, pacjent z COVID-19 ma okropną duszność, ale to w ostatniej fazie tej choroby. Nie zaczyna się od "Potwornej Duszności". Więc nikt nie czeka do ostatniej chwili na wezwanie karetki. Cóż, "Syreny na Maksa" jest tylko przyzwyczajenie zawodowe. W tym konkretnym przypadku NIE MA ŻADNEGO SENSU. Ale cóż, przecież KARETKI PRACUJĄ SUPER...... tak jakbyśmy tego nie wiedzieli, prawda?
=============================


Nowy Jork to miasto najbardziej dotknięte epidemią koronawirusa w Stanach Zjednoczonych. Oprócz oczywistych skutków pandemii, w mieście pojawił się jeszcze jeden problem, który doprowadza mieszkańców do szaleństwa. To syreny wyjące 24 godziny na dobę, przed którymi nie ma żadnej ucieczki. - Czy ktoś może to zatrzymać? - pytają zdesperowani nowojorczycy w mediach społecznościowych.

W tym momencie oficjalna liczba zmarłych na COVID-19 w Nowym Jorku przekroczyła 1500, ale podawanie konkretnych danych mija się celem, bo każdego dnia wyniki rosną i statystyka nawet sprzed kilku godzin może być nieaktualna.

Z powodu epidemii cierpią jednak nie tylko sami zakażeni. Wszyscy mieszkańcy Wielkiego Jabłka, czy tego chcą czy nie, muszą brać udział w tej nierównej walce. - Syreny wyją dzień i noc. Zamknięcie okien nic nie daje - piszą czytelnicy “New York Post" na fejsbukowym profilu wydawnictwa. - Człowiek ma wrażenie, że jest w samym sercu wojny. Czy ktoś może to zatrzymać?

Mieszkańcy amerykańskiej metropolii mają wyjątkowo złe wspomnienia z dźwiękiem syren roznoszącym się po ulicach. Trauma po 11 września 2001 nawet po tak długim czasie jest nadal żywa, więc skojarzenia z tamtą tragedią nasuwają się same.

Niektórzy piszą o tym, że są już na skraju wytrzymałości, ciągłe wycie ambulansów sprawia, że nawet na chwilę nie mogą zapomnieć o szalejącej w mieście zarazie. Sygnały dźwiękowe przypominają o tym, że w każdym momencie w szpitalach i w domach umierają ludzie. Część próbuje wspierać się w mediach społecznościowych, przyznając, że obawia się załamania nerwowego. Wielu ma problemy z zasypianiem.

- W Nowym Jorku zawsze było dużo wypadków i radiowozy, wozy strażackie czy karetki były częstym widokiem - czytamy w jednym z komentarzy. - Ale nie aż tak częstym. Ten hałas jest nie do zniesienia, nie można się wyłączyć nawet na moment.

Wszystkie rozmowy telefoniczne, telekonferencje czy lekcje online odbywają się przy akompaniamencie syren w tle. Ale to nie tylko dyskomfort - upiorna kakofonia sprawia, że nowojorczycy, tak jak podczas ataków na wieże World Trade Center, czują się bezsilni, a każdy przejeżdżający ambulans nasuwa myśl, że tym razem to może być ich znajomy, kolega z pracy albo ktoś z rodziny.

źródło: https://menway.interia.pl/styl-zycia/ciekawostki/news-nowy-jork-nie-moze-spac-jestesmy-na-skraju-wytrzymalosci,nId,4419576#iwa_source=worthsee

NEVIL - Nie Kwi 12, 2020 13:48

Badacze przestrzegają przed obsesyjnym czytaniem o koronawirusie




W ankiecie wzięło udział 2035 mieszkańców obszaru metropolitarnego Seulu. Przeprowadzoną ją w dniach 14-21 marca, gdy koronawirus szybko szerzył się w Korei Południowej, szczególnie w mieście Daegu i sąsiadującej z nim prowincji Gyeongsang Północny. Badanie opisała w środę południowokoreańska agencja prasowa Yonhap.

Wśród ankietowanych było 18 osób, którym nakazano samoizolację w związku z podejrzeniem zakażenia. Te osoby poświęcały więcej czasu na poszukiwanie informacji, średnio 2,3 godziny dziennie, ponieważ odczuwały większy niepokój - ocenili badacze.

Według naukowców z seulskiego uniwersytetu przedłużająca się epidemia koronawirusa wywołuje w społeczeństwie uczucie przygnębienia. W ankiecie zadeklarowało je prawie 60 proc. respondentów, podczas gdy w podobnym badaniu z 2013 roku odsetek ten wyniósł tylko 7,7 proc.

Udało się powstrzymać lawinowy wzrost zakażonych

Jedna z autorek badania Dzung Sun Dze przestrzegła przed obsesyjnym poszukiwaniem informacji o koronawirusie, ponieważ może ono pogłębiać niepokój i w efekcie szkodzić zdrowiu psychicznemu - przekazał Yonhap.

Korei Płd. udało się powstrzymać lawinowy wzrost liczby zakażeń koronawirusem bez stosowania powszechnych, odgórnych zakazów wychodzenia z mieszkań. W domach muszą jednak pozostawać osoby, które miały styczność z potwierdzonymi przypadkami.

Dotychczas w Korei Płd. wykryto ponad 10 tys. przypadków infekcji koronawirusem i około 200 zgonów wśród zakażonych osób.

źródło: https://fakty.interia.pl/raporty/raport-koronawirus-chiny/aktualnosci/news-badacze-przestrzegaja-przed-obsesyjnym-czytaniem-o-koronawir,nId,4435952#iwa_source=worthsee

NEVIL - Czw Kwi 16, 2020 16:56

Ale nam czasy nastały... )- :
=======================
Problem w ZOO w Niemczech. Władze rozważają zabicie części zwierząt, aby... nakarmić nimi inne




Pandemia koronawirusa to ogromne obciążenie dla wielu firm. W jednym z niemieckich ogrodów zoologicznych sytuacja jest tak ciężka, że jego pracownicy rozważają zabicie części zwierząt i nakarmienie nimi pozostałych.

Dyrektor zoo w północnoniemieckim Neumunster Verena Kaspari powiedziała agencji prasowej DPA, że jej ogród wpadł w ogromne kłopoty z powodu pandemii. Brak odwiedzających oznacza dla nich brak przychodów. Dodając do tego problemy z zaopatrzeniem, pracownikom zoo coraz trudniej jest karmić zgromadzone w nim zwierzęta – ok. 700 sztuk należących do ok. 100 różnych gatunków.

Dyrektor ujawniła, że przygotowują się na najgorsze. Bojąc się całkowitej zapaści, pracownicy przygotowali plan awaryjny. Ma polegać na usypianiu kolejnych zwierząt i używaniu ich zwłok jako karmy dla tych, które zostały przy życiu.

Jeżeli – i to jest najgorszy, najgorszy scenariusz – nie będę miała pieniędzy na zakup karmy albo jeśli zdarzy się, że nasze źródło nie będzie mogło jej dostarczyć z powodu nowych restrykcji, to zabiję swoje zwierzęta, aby nakarmić inne zwierzęta

- powiedziała agencji. Stwierdziła, że woli takie rozwiązanie od pozwolenia na to, by wszystkie zdechły z głodu.

Pracownicy nie ujawnili kolejności, w jakiej kolejności będą zabijać swoich podopiecznych. Dziennikarzom udało się ustalić jedynie, że jako ostatni zostanie zabity Vitus – ogromny, mierzący ponad 4 metry niedźwiedź polarny, duma zoo w Neumunster.

źródło: https://niezalezna.pl/323598-problem-w-zoo-w-niemczech-wladze-rozwazaja-zabicie-czesci-zwierzat-aby-nakarmic-nimi-inn

NEVIL - Pią Kwi 17, 2020 14:40

Komentarze:
ehhh

Chiny są monopolistą w produkcji maseczek? Zachodzie, ty się obudź. Jeśli jakikolwiek kraj w jakiejkolwiek części świata nie potrafi sobie wyprodukować maseczek dla swoich własnych obywateli, to ten kraj nie ma szans przetrwać. Jeśli ja muszę za maseczkę zapłacić 7-15 PLN, to nie uwierzę, że w Europie nie dałoby się uruchomić takiej produkcji. Jak to możliwe, że Chiny jako jedyne są w stanie dostarczać sprzęt medyczny zgodny z certyfikatami obowiązującymi w UE... Chore!
-----------------------------------
WILK

I CO ZNISZCZYŁO SIĘ DOBRE ZAKŁADY , KTÓRE DZIADKI BUDOWAŁY PO WOJNIE W KRWI I ZNOJU , DLA ZYSKU , Z CHCIWOŚCI A TERAZ CHIŃCZYK GRA Z NAMI W CHIŃCZYKA? CO? I ZNOWU JESTEŚMY MĄDRZY PO SZKODZIE.CUDZE BIERZECIE A SWOJE NISZCZYCIE.CHCIWOŚĆ KAPITALISTÓW.
--------------------------------
Zbyszek_48

Niezła paranoja. Cały świat produkuje/szyje maseczki na potęgę. Naukowcy posyłają satelity w kosmos. A nikt z uczonych od zarazków włącznie z WHO nie jest wstanie się jasno i precyzyjnie wypowiedzieć czy te maseczki cokolwiek dają w przypadku covid-19. Bezradność uczonych i organizacji światowych jest porażająca. Aż strach pomyśleć co by się działo jakby ludzie zaczęli umierać na ulicach.
==============================
Chińczycy opóźniają dostawy środków ochrony. O samolotach z maseczkami możemy na razie zapomnieć


Dostawy środków ochrony przed koronawirusem są opóźnione od kilku do kilkunastu dni. Wygląda na to, że kraje, które zdążyły sprowadzić maseczki i respiratory, mają szczęście. Teraz na nowe loty z Chin trzeba będzie sporo poczekać, bo urzędnicy zaczęli walczyć z producentami wadliwego sprzętu i masowym podrabianiem certyfikatów.



Chińscy urzędnicy celni drobiazgowo sprawdzają każdą przesyłkę ze środkami ochrony przed koronawirusem, a rząd Państwa Środka skrupulatnie certyfikuje firmy produkujące m.in. maseczki i respiratory. To efekt oskarżeń europejskich rządów, że tony środków medycznych sprowadzonych z Chin wielkim nakładem sił i środków nadają się jedynie do wyrzucenia.

- To było do przewidzenia. Chiny są de facto monopolistą w produkcji takich środków ochrony, a w obliczu gigantycznego wręcz popytu mnóstwo fabryk przestawiło się na produkcję maseczek, respiratorów i innych materiałów medycznych. I zrobili to bardzo szybko. Tam przestawienie fabryki produkującej parasolki na szycie maseczek trwa kilka godzin – mówi money.pl Bartosz Słupski, ekspert ds. handlu.

Na początku lutego 2020 r. dzienna produkcja masek wynosiła w Chinach 10 milionów sztuk. Zaledwie cztery tygodnie później wzrosła do 116 milionów sztuk. Chiny przekazały lub sprzedały sprzęt medyczny do ok. 100 krajów na całym świecie, w tym Polski. Zhao Lijian, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych, podliczył, że od 1 marca do 4 kwietnia Chiny wyeksportowały 3,86 miliarda masek, 2,8 miliona zestawów testów na koronawirusa i 2,4 miliona termometrów na podczerwień.

Buble poszły w świat

Szybko okazało się, że mnóstwo produktów i urządzeń jest wadliwych. Chińskie władze wszczęły postępowanie, w wyniku którego okazało się, iż wiele firm fałszowało certyfikaty, kradło patenty i produkowało sprzęt kompletnie niezgodny z jakimikolwiek normami.

Po części jest to wina chęci zaspokojenia popytu, bo za produkcję respiratorów brały się na przykład przedsiębiorstwa do tej pory robiące dźwigi. Później okazywało się, że respiratory nie nadają się do wentylowania pacjentów, bo nikt w fabryce nie wiedział, jak poprawnie zaprojektować takie urządzenie.

Problemem okazały się też różnice w normach. Wyszło na jaw, że chiński standard KN95 i amerykański N95 (oznaczenie dotyczy maseczek) to nie to samo. Mimo wszystko Agencja ds. Żywności i Leków zatwierdziła doraźne używanie respiratorów KN95 w Stanach Zjednoczonych.
Odpowiedzią Pekinu na skargi dotyczące jakości było wprowadzenie wymagania, aby fabryki produkujące artykuły medyczne były certyfikowane przez rząd. Dodatkowo chińscy urzędnicy zaczęli dokładnie sprawdzać każdą wysyłkę materiałów medycznych. Spowodowało to natychmiastowe opóźnienia – trwające od kilku godzin do nawet kilkunastu dni.

Wiele fabryk ma już własnych inspektorów jakości. Nowe przepisy rządowe wymagają dodatkowej kontroli przeprowadzanej przez inspektorów celnych lub innych inspektorów rządowych działających w ich imieniu. Nowe przepisy dotyczą chińskiego eksportu w kilkunastu kategoriach, obejmujących na przykład respiratory medyczne i maski chirurgiczne, medyczną odzież ochronną, termometry na podczerwień, czepki chirurgiczne, gogle medyczne, rękawiczki medyczne, pokrowce na buty medyczne czy środki dezynfekujące.

Na nowe dostawy trzeba będzie więc poczekać, ale za to można mieć pewność, że sprzęt będzie przyzwoitej jakości.

źródło: https://www.money.pl/gosp...222589569a.html

NEVIL - Nie Kwi 19, 2020 15:02

Komentarz:
1234

To jest właśnie ludzka odpowiedzialność - zniewolić i rozmnażać ku uciesze gawiedzi a jak przyjdzie zapaść to bez wyrzutów sumienia pozbyć się problemu porzucając te myślące i czujące inteligentne stworzenia.
============================
1000 tajskich słoni może zginąć z powodu pandemii koronawirusa


1000 udomowionych słoni z Tajlandii może zginąć przez pandemię koronawirusa. Z powodu zapaści w turystyce właścicieli nie stać na to, by wykarmić zwierzęta.



W Tajlandii mieszka ok. 4000 udomowionych słoni. Są one atrakcją przyciągającą turystów z całego świata. Odwiedzający płacą za jazdę na ich grzbietach, czy zrobienie sobie z nimi zdjęcia.

Eksperci ostrzegają, że z powodu zapaści w turystyce, niektórzy właściciele będą mieli trudności z wyżywieniem zwierząt. Na jedzenie dla słoni przeznacza się ok. 600 funtów miesięcznie (ponad 3,1 tys. zł) - podaje Sky News.

Fundacja Save the Elephant szacuje, że ok. 1000 udomowionych słoni w kraju może umrzeć z głodu. Możliwe również, że zwierzęta zostaną wyrzucone na ulice lub przekazane do branży pozyskiwania drewna, chociaż w 1989 r. władze zakazały wykorzystywania słoni ze względu na okrutne warunki.

Jeśli nie będzie wsparcia, które zapewniłoby im bezpieczeństwo, te słonie (niektóre z nich są w ciąży) albo umrą z głodu, albo zostaną wyrzucone na ulice, aby żebrać" - powiedział założyciel fundacji Lek Chailert.

źródło: https://www.o2.pl/artykul...01474812627073a

NEVIL - Sob Kwi 25, 2020 19:45

Koronawirus. Białoruska maskarada


Jeden był gruby, drugi stary, trzeci fajtłapą, co chodził po ulicach. Gdy ojciec narodu rzekomo wyśmiewał kolejnych zmarłych, ludzie w internecie pisali sobie nekrologi. I wymyślali, co też prezydent powiedziałby o nich.



Wiktar Daszkiewicz miał 75 lat, uznanie w artystycznym świecie, grał w teatrze w Witebsku. Gdy 30 marca w miejscowym szpitalu jego serce przestało bić, stał się pierwszym oficjalnym zmarłym z powodu koronawirusa na Białorusi. Komentując jego śmierć, Alaksandr Łukaszenka powiedział zaufanym dziennikarzom, że przecież on i rodzina prosili Daszkiewicza, żeby już nie wychodził z domu i nie pracował.

Andrzej Poczobut, polski dziennikarz z Grodna przytaczał w "Newsweeku" słowa prezydenta o aktorze: - Jego żona, która z nim mieszkała, jest zdrowa. Córka również. Obydwie mają mocny układ odpornościowy. A on, fajtłapa, nie wytrzymał.

Polska kwarantanna

Marek Zaniewski z Grodna, tuż przy granicy z Polską, niczyjej wytrzymałości testować nie zamierza. Jest prezesem polonijnego klubu sportowego Sokół Grodno i sam nie wie, czy wierzyć w zapewnienia, że na zachodzie kraju, tuż przy granicy z Polską, korononawirusa to prawie nie ma. Wie natomiast, że prawie cała Europa siedzi w domach, a gdy z nich wychodzi, to zakłada maski. Więc on i cała białoruska Polonia zostali w domu, zakrywają buzie i nosy. A panie z mniejszości polskiej w odległej 120 kilometrów Lidzie to same nawet szyją maski dla pracowników lokalnej służby medycznej.

Ludzie wiedzą swoje. I nawet jak ojciec narodu, baćka Łukaszenka [baćka – ojciec, prezydent tak o sobie mówi] przekonuje, że szpitale sobie świetnie radzą, to ci ludzie i tak tym szpitalom pomagają. Bo one nie dają sobie rady, ale nie mogą o tym głośno powiedzieć.

Więcej: https://sportowefakty.wp.pl/pilka-nozna/879607/koronawirus-bialoruska-maskarada

NEVIL - Sob Kwi 25, 2020 22:18

To warto zobaczyć - https://turystyka.wp.pl/obiekt-1180-z-wyprawa-do-tajnego-radzieckiego-bunkra-w-moldawii-6499885834573441v
NEVIL - Pon Kwi 27, 2020 17:12

Komentarze:
Ser

Tusk twierdzi,że Polskość to nienormalność.Tusk wiernie służy niemcom.Tusk szkodzi Polakom jak może.Za co panie Tusk tak nienawidzisz Polaków?
----------------------------------
bardzo dobrze

Tak trzeba traktować takie osobniki jak Tusk . Z buta. On nie ma wyobraźni i jako taki na każdej swojej posadzie puszcza teksty i działa w sposób kompromitujący i jego i urząd.
-------------------------------
[email protected]

Najgorsze, że po doprowadzeniu wraz z Timmermansem i lewakami z UE do Brexitu, to co ten gnom nadal wyprawia szkodzi także opinii o nas, bo ten szkodnik nie został pozbawiony obywatelstwa i ciągle jeszcze w świecie jest postrzegany jako Polak! Tymczasem w Polsce, za notoryczną zdradę kraju Trybunał Stanu byłby dla niego zaledwie czymś w rodzaju pogrożenia palcem. Przecież on się za całokształt szkód gospodarczych i politycznych jakie wyrządził i nadal wyrządza Polsce, kwalifikuje głównie do odpowiedzialności karnej oraz poważnego wyroku!
==========================


Węgrzy wściekli na Tuska za bezprecedensowy atak na Orbána. W odpowiedzi przywołali "dziadka z Wermachtu". "Wylewa swój własny ból"


Donald Tusk kiedyś bardzo chętnie fotografował się i ściskał z premierem Węgier Wiktorem Orbánem. Teraz nie tylko często ostro krytykuje węgierskiego przywódcę, ale także posuwa się do porównań, które muszą wywołać oburzenie. Bo czy da się uzasadnić snucie analogii między tym, co dzieje się na Węgrzech, a rzeczywistością III Rzeszy?

W opublikowanym dwa dni temu przez niemiecki tygodnik „Der Spiegel” wywiadzie szef Europejskiej Partii Ludowej sięga po takie właśnie porównanie:

Spiegel: Czy Węgry nadal są demokracją?

Tusk: Orbán rządzi na Węgrzech środkami nadzwyczajnymi od czasu kryzysu uchodźczego. Wykorzystuje strach przed migracją, a teraz przed wirusem, aby rozszerzyć swoją władzę. Niektóre z jego środków prawdopodobnie będą uzasadnione. Jego podejście może nie budzić zastrzeżeń z formalno-prawnego punktu widzenia. Ale to nie ma nic wspólnego z duchem demokracji. Ile razy w naszej historii widzieliśmy, jak politycy stosują prawa, które zostały wprowadzone w celu rozszerzenia ich uprawnień? Wiemy to z Niemiec. Jestem pewien: Carl Schmitt…

Spiegel: …prawnik konstytucjonalista, który usprawiedliwiał reżim nazistowski…

Tusk:…tak, Carl Schmitt byłby bardzo dumny z Viktora Orbána.
Przypomnijmy: Carl Schmitt był niemieckim prawnikiem, konstytucjonalistą i politologiem, specjalistą w zakresie nauk o państwie i prawa międzynarodowego. W latach 1933–1945 członek NSDAP. Aż do 1936 roku - gdy wypadł z łask - budował prawne i ideologiczne podstawy rządów nazistów.

Na analogię między współczesnymi Węgrami a III Rzeszą zareagowała m. in. Mária Schmidt, dyrektor słynnego Domu Terroru w Budapeszcie, postać bardzo znana i szanowana w kręgach obozu rządzącego:

Szef EPP (EPL) Donald Tusk udzielił wywiadu, w którym brzmi jak Anne Applebaum i snuje paralelę między nazistami a premierem Orbanem, odnosząc się do sposobów walki z koronawirusem. A potem wzywa do „Blitzkriegu” w kwestiach ekonomicznych. Może nie poradził sobie z okropnymi oskarżeniami, które wysuwano przeciwko niemu w 2005-ym roku, gdy wykorzystywano to zdjęcie?

Więcej: https://wpolityce.pl/swiat/496388-wegrzy-wsciekli-na-tuska-za-bezprecedensowy-atak-na-orbana

NEVIL - Nie Maj 03, 2020 15:05

Komentarze:
o to to

Samoloty same spadają, ludzie znikają, lekarze masowo wypadają przez okna...a więc w Rosji po staremu.
----------------------------
Mruk

Od dawna wiadomo, że mycie okien to niebezpieczne zajęcie.
-----------------------------------
Piotr Chmura

W Polsce za poprzedniej władzy (PO-PSL i przybudówki) też grasował seryjny samobójca...
=============================
Koronawirus w Rosji. Rośnie liczba zakażonych. Trzeci lekarz wypada przez okno


Koronawirus w Rosji. Liczba zakażonych w tym kraju rośnie z dnia na dzień. Są wśród nich także członkowie rosyjskich władz, między innymi premier Michaił Miszustin. Rosyjskie media informują tymczasem o trzecim lekarzu, który wypadł przez okno.



W Rosji od początku epidemii przeprowadzono już ponad 4,1 mln testów na koronawirusa. Potwierdzono zakażenie u prawie 135 tys. osób. Tylko w ciągu ostatniej doby testy pozytywnie wypadły u 10 633 osób. To kolejny dobowy rekord. Prawie połowa zakażonych nie wykazuje jednak żadnych objawów chorobowych.

Na COVID-19 zmarło już w Rosji 1280 osób, w ciągu ostatniej doby odnotowano 58 zgonów.

Najwięcej zakażonych jest w Moskwie: ponad 68 tysięcy osób. Tylko w ciągu ostatniej doby potwierdzono zakażenie u prawie 6 tys. mieszkańców tego miasta.

To oficjalne dane. Rzeczywista liczba zakażonych może być jednak o wiele wyższa, na co wskazują między innymi badania przesiewowe, które wykonano w Moskwie. Jak poinformował na swoim blogu mer tego miasta Siergiej Sobianin, wykazały one, że faktycznie zakażonych jest ok. 2 proc. mieszkańców Moskwy, czyli ok. 250 tys. osób!

Rosyjska służba zdrowia boryka się z podobnymi problemami, jak lekarze, pielęgniarki i ratownicy na całym świecie. Brakuje środków ochrony: maseczek, kombinezonów, rękawiczek. Władze przekonują jednak, że jest inaczej.

Koronawirus w Rosji. Trzech lekarzy wypadło przez okno. Przypadek?

W sobotę wieczorem "Echo Moskwy" poinformowało o lekarzu z okręgu woroneskiego - Aleksandrze Szulepowie, który wypadł przez szpitalne okno.

Mężczyzna pracował w pogotowiu ratunkowym, pod koniec kwietnia zakaził się koronawirusem. Opublikował wówczas wraz z kolegą w sieci dwa nagrania wideo, w których stwierdzili, że w ich szpitalu brakuje środków ochrony. Szulepow żalił się też, że mimo iż jest zakażony, jego przełożeni nadal każą mu pracować.

Władze zaprzeczyły tym oskarżeniom. Kilka dni później mężczyźni sami przyznali, że "działali w emocjach" i wycofali swoje oskarżenia.

Szulepow, jak informują media, czuł się już dobrze. Miano wypisać go ze szpitala. Ostatnie dwa testy na koronawirusa wypadły u niego negatywnie. Teraz znów walczy o życie - ma złamaną podstawę czaszki.

To, niestety, nie jest pierwszy lekarz w Rosji, który wypadł przez okno. 1 maja zginęła Jelena Niepomniaszczaja z Krasnojarska na Syberii. Kobieta kierowała jednym z miejskich szpitali. Z informacji mediów wynikało, że nie chciała zgodzić się na przekształcenie placówki na szpital dla zakażonych na koronawirusa.

24 kwietnia przez okno wypadła Natalia Lebiediewa. Lekarka kierowała oddziałem pogotowia ratunkowego na osiedlu Gwiezdne Miasteczko pod Moskwą. Jej śmierć uznano już za nieszczęśliwy wypadek. Media informowały, że kobieta mogła popełnić samobójstwo. Zwierzchnicy zarzucali jej bowiem, ze dopuściła do zakażenia koronawirusem kilku pacjentów.

źródło: https://wiadomosci.wp.pl/koronawirus-w-rosji-rosnie-liczba-zakazonych-trzeci-lekarz-wypada-przez-okno-6506464116320385a

NEVIL - Wto Maj 05, 2020 19:13



Wielka Brytania: Sprzedaż nowych aut spadła o 97 proc.


Sprzedaż nowych samochodów w Wielkiej Brytanii w kwietniu spadła o 97 proc. w porównaniu z tym samym miesiącem zeszłego roku i była na najniższym poziomie od lutego 1946 roku - podano we wtorek. Tymczasem ruch uliczny zmniejszył się do poziomu z początków lat 70.

W kwietniu w Wielkiej Brytanii sprzedano 4321 nowych samochodów, podczas gdy przed rokiem było to 161 064 - poinformowało stowarzyszenie producentów i sprzedawców samochodów SMMT. To najniższa miesięczna liczba od lutego 1946 roku, gdy w zniszczonej wskutek II wojny światowej Wielkiej Brytanii obowiązywało racjonowanie żywności i paliwa. Wtedy sprzedaż nowych samochodów wyniosła 4044 sztuki.

Jak wynika z danych SMMT, firmy zarejestrowały cztery na pięć nowych samochodów w kwietniu, zaś ok. 70 proc. wszystkich rejestracji były to zakupy flotowe, które najprawdopodobniej zamówione zostały jeszcze przed wprowadzonymi pod koniec marca ograniczeniami w związku z epidemią koronawirusa. W ich efekcie fabryki i salony samochodowe zostały zamknięte.

W związku z epidemią i będącym jej efektem spowolnieniem gospodarczym SMMT obniżyło prognozę sprzedaży nowych samochodów na ten rok - obecnie spodziewa się, że wyniesie ona 1,68 miliona, co byłoby znaczącym spadkiem wobec 2,3 mln i najgorszym wynikiem od prawie 30 lat.

„Najgorsze wyniki rynku odkąd sięga pamięć nie są zaskoczeniem. Skoro nakazano zamknąć wszystkie salony samochodowe na cały kwiecień, to nic dziwnego, że sprzedaż prawie nie istnieje” - powiedział Mike Hawes, dyrektor generalny SMMT.

Tymczasem Edmund King, przewodniczący brytyjskiego automobilklubu AA, ocenił we wtorek w oparciu o oficjalne statystyki oraz własne szacunki organizacji, że ruch na brytyjskich drogach spadł do poziomu z początków lat 70. XX wieku. W 1970 roku zarejestrowanych było 13,5 mln samochodów, czyli nieco ponad jedna trzecia obecnej liczby, wynoszącej według stanu z września zeszłego roku 38,9 mln.

Rządowe dane o ruchu samochodowym wskazują, że od wprowadzenia ograniczeń związanych z koronawirusem spadł on do poziomu ok. 35-40 proc. w stosunku do poziomu z połowy marca.

źródło: https://wgospodarce.pl/informacje/79054-wielka-brytania-sprzedaz-nowych-aut-spadla-o-97-proc

NEVIL - Wto Maj 05, 2020 19:33

"Nowy Jork jak małe miasto w Polsce" - mówi Thomas, koszykarz, były MVP polskiej ligi


- Brakuje miejsc w szpitalach, wszystko stanęło. Ludzie są przerażeni - mówi Torey Thomas. MVP polskiej ligi z 2011 roku, urodzony i mieszkający aktualnie w Nowym Jorku, opowiada nam o sytuacji panującej w jego rodzinnym mieście.



Stan Nowy Jork liczy blisko 20 milionów mieszkańców. Wielka metropolia, na co dzień tętniąca życiem, teraz jest jednym z najbardziej dotkniętych przez wirusa SARS-CoV-2 miejsc na świecie. O sytuacji tam panującej mówi nam Torey Thomas. To dwukrotny srebrny medalista mistrzostw Polski.

- Wirus bardzo mocno uderzył w nasze miasto. Mieszka tu dużo osób, bo to popularne miejsce. Rząd mówi o tym, żeby zostawać w domach, nosić maseczki i często myć ręce. Ludzie nie mogą być z tymi, których kochają, są poddawani kwarantannie i izolacji. Jest poważnie - zaznacza 35-letni Thomas, który opuścił Francję, gdzie grał w sezonie 2019/2020, i przebywa aktualnie w rodzinnym mieście.

Chociaż bardzo powoli, sytuacja się tam poprawia. Jak mówi gubernator Andrew Cuomo, to zasługa ludzi, którzy przestrzegają wytycznych. Tonuje jednak pozytywne nastroje, bo problem wciąż jest olbrzymi, a słońce za oknem zachęca ludzi do opuszczania domów. I tak w miniony weekend nowojorskie bulwary znów się zapełniły, co może być niebezpieczne w kontekście dalszego rozprzestrzeniania się wirusa. W całych Stanach Zjednoczonych jest ponad 1,2 miliona chorych na COVID-19 (stan na 5 maja). W samym stanie Nowy Jork mieszka 320 tysięcy z nich, a już blisko 19 tys. osób zmarło z powodu koronawirusa. Dla porównania - w całej Polsce zdiagnozowano (dane na poniedziałek wieczór) - 14 tys. zakażonych.

Jak wygląda życie w Nowym Jorku? - Wirus rozprzestrzenia się w szybkim tempie, jest bardzo dużo przypadków zachorowań. Ludzie muszą czekać przed wejściem do sklepów, wpuszczana jest tylko określona liczba osób. Wszyscy są przerażeni, bo to sytuacja, której wcześniej nie znaliśmy i wirus, którego tak naprawdę nie znamy. Czuję się dobrze, moja rodzina też, ale miasto jest na swój sposób zamknięte - opowiada rozgrywający, występujący w przeszłości w Polsce w takich klubach jak PGE Turów Zgorzelec, Rosa Radom i AZS Koszalin.

Times Square, popularny plac na Manhattanie znajdujący się na skrzyżowaniu Broadwayu i alei Siódmej, jest teraz pusty jak nigdy. - Wszystko się zmienia, trzeba zachowywać dystans, wychodzić wszędzie w masce. Nowy Jork jest naprawdę opustoszały. Może sprawiać wrażenie małego miasta w Polsce. Nikt bez potrzeby nie wychodzi na ulicę - zaznacza Torey Thomas.

- Wciąż można spotkać ludzi w parkach, którzy tam spacerują i biegają, próbują też ćwiczyć, ale każdy przestrzega przy tym zasad bezpieczeństwa. Myślę, że jako społeczność w Nowym Jorku mamy świadomość powagi sytuacji - dodaje.

W trudnym położeniu jest nowojorska służba zdrowia, której brakuje potrzebnego sprzętu. W sumie w szpitalach leczonych z powodu wirusa COVID-19 jest prawie 10 tys. osób. Codziennie trafia do nich około 1000 przypadków nowych zakażeń. - Szpitale są przepełnione. I to nie tylko przez ludzi z koronawirusem, ludzie są chorzy na inne rzeczy, nie przestali chorować i nie pozbyli się przecież swoich dolegliwości. Trafiają więc też do placówek medycznych. Brakuje wolnych sal - mówi Thomas, mieszkaniec Nowego Jorku.

Jest on również na bieżąco z tym, co dzieje się w NBA. Tam ostatnie mecze odbyły się 11 marca, sezon jest zawieszony. - Śledzę ligę, ale mówiąc szczerze nie mogę powiedzieć, co NBA powinno zrobić w tej sytuacji. Przede wszystkim podstawa to dostęp do testów - zaznacza Thomas. - Jeśli NBA spróbuje dokończyć sezon, a jestem przekonany, że tak będzie, możliwe, że zdecyduje się wybrać Disneyland lub Las Vegas i tam się odizolować (do jednego z tych miejsc mają zostać ściągnięte wszystkie kluby i tam grać pozostałe do końca sezonu mecze).

Tory Thomas uwielbia podróżować. W rozmowie z naszym portalem zdradził, że odwiedził już 50 krajów. Teraz swoje plany o poznawaniu nowych miejsc będzie musiał odłożyć w czasie, ale jak sam przyznaje - Myślę teraz tylko o bezpieczeństwie moich najbliższych. Świat musi się z tym uporać, wtedy ja wrócę do kontynuowania swojej pasji. Teraz ważniejsze są inne rzeczy.

źródło: https://sportowefakty.wp.pl/koszykowka/880854/nowy-jork-jak-male-miasto-w-polsce-mowi-thomas-koszykarz-byly-mvp-polskiej-ligi

NEVIL - Sob Maj 09, 2020 16:20

Wybrane anegdoty i fakty z życia krwawego dyktatora. Część pierwsza - Stalin


Józef Stalin to jeden z najbardziej krwawych dyktatorów świata. Stanowił prawdziwą udrękę dla wrogów, a wrogiem dla niego stawał się każdy, kto źle na dyktatora spojrzał, doń odezwał lub przy nim się zachował. Był bezlitosny dla przeciwników, ale częstokroć niemniej okrutny dla własnej rodziny i najbliższych współpracowników. Jak sam twierdził, "jedna śmierć to tragedia, milion – to statystyka". I choć statystyki, które po sobie zostawił, zatrważają, to anegdotki i opowieści z jego prywatnego życia przerażają jednakowo. Oto wybrane przesłanki, które zachowały się przekazywane ustnie w trakcie i spisane po ustaniu stalinowskiego terroru.



Okrucieństwo Stalina opisywał trafnie jeden z żartów: Człowiek przyszedł do piekła i zobaczył Ławrientijego Berię (jeden z głównych wykonawców stalinowskich czystek - red.) stojącego po kolana we krwi. - Czemu tylko po kolana? - spytał Berię. - Bo stoję na ramionach towarzysza Stalina – ten odparł.

Więcej: https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/stalin-jaki-byl-prywatnie/1ld7w8l#slajd-1

NEVIL - Nie Maj 10, 2020 12:36

Bannon: Chiny w pełni odpowiedzialne za pandemię. Muszą zapłacić światu za to, co zrobiły




Liczba osób bezrobotnych w naszym kraju wynosi teraz 33 mln - to więcej niż za czasów wielkiej recesji! To gospodarcze inferno, które płonie żywym ogniem, poza jakąkolwiek kontrolą - mówił dziś w rozmowie z red. Michałem Rachoniem Stephen Bannon, doradca prezydenta Donalda Trumpa, gospodarz programu "War Room Pandemic".

- Są trzy rodzaje wojny: informacyjna, gospodarcza i kinetyczna, którą prowadzi się za pomocą broni. Donald Trump powiedział wprost: „to jest atak”. Odpowiedzialność za ten atak jest po stronie Chińskiej Partii Komunistycznej. Ponad 200 tys. ofiar na całym świecie, ponad 80 tys. ofiar tylko w Stanach Zjednoczonych. To straszliwa zbrodnia - mówił Bannon, obarczając Pekin odpowiedzialnością za rozprzestrzenienie się koronawirusa. Jak dodał, Chińska Partia Komunistyczna prowadzi wojnę z Zachodem od lat.

- Narracja wokół targu w Wuhan jest mistyfikacją. Coś bardzo podejrzanego wydarzyło się w tym laboratorium. Tęgie umysły, eksperci i agencje wywiadowcze pracują nad tym. Wszystko jednak zmierza do tego, że powstało coś na wzór biologicznego Czarnobyla. Sowieci, gdy doszło do tej katastrofy w ubiegłym wieku, nie martwili się o ludzi. Tak samo dyktatura chińska nie interesuje się, co dzieje się z ich obywatelami
- przekonywał gospodarz internetowego programu „War Room Pandemic”.

Odpowiedzialnością za obecny stan pandemii obarczył też Światową Organizację Zdrowia. - Tedros (Tedros Adhanom - dyrektor generalny WHO -red. )jest osobą zawsze wiązaną z Chińską Partią Komunistyczną. Ta organizacja 12 stycznia, kiedy Chińska Partia Komunistyczna wiedziała, że możliwe jest przenoszenie wirusa z człowieka na człowieka, okłamała cały świat. Opublikowała wtedy oświadczenie, w którym stwierdzili, że przedstawiciele sektora medycznego w Chinach powiedzieli, że niemożliwe jest takie przenoszenie - mówił dalej.

Przywołał badania Uniwerstytetu w angielskim South Hampton, z których wynika, że, gdyby Chińska Partia Komunistyczna zadziałałaby w pierwszym tygodniu stycznia, pandemia byłaby mniejsza o 95 proc.

- Musimy skupić się na kilku liczbach. Z jednej strony jest pandemia wywołana wirusem, z drugiej - kryzys ekonomiczny; ten może załamać popyt światowy. Dochodzi też kwestia zachwiania łańcuchów dostaw. Ponadto, panuje dziś światowy kryzys finansowy. Wiemy jak wygląda wypłacalność i płynność niektórych firm, jak wyglądają rynki finansowe. Sprowadzając to do meritum, ważne są liczby. Liczba zgonów - w Stanach Zjednoczonych codziennie umiera z powodu wirusa 2 tys. ludzi. Do końca maja spokojnie osiągniemy 100 tys. zgonów. Liczba osób bezrobotnych w naszym kraju wynosi teraz 33 mln - to więcej niż za czasów wielkiej recesji! To gospodarcze inferno, które płonie żywym ogniem, poza jakąkolwiek kontrolą

- przedstawił Bannon.

Podkreślił, że „Chiny muszą zapłacić światu za to, co zrobiły”.

- Rachunek należy wysłać do Pekinu. Uważam, że będziemy tu mówić o dziesiątkach bilionów dolarów

- przyznał.

źródło: https://niezalezna.pl/328531-bannon-chiny-w-pelni-odpowiedzialne-za-pandemie-musza-zaplacic-swiatu-za-to-co-zrobily

NEVIL - Pon Maj 11, 2020 21:27

Media: ponad 300 wojskowych zaraziło się koronawirusem w Moskwie po próbach defilady


376 żołnierzy i kursantów uczelni wojskowych, w tym 16 oficerów, zakaziło się COVID-19 podczas prób przed defiladą 9 maja w Moskwie, która ostatecznie się nie odbyła - alarmuje rosyjski portal internetowy Projekt. Władze nie komentują tych doniesień.



Portal powołuje się na samych kursantów oraz krewnych i znajomych żołnierzy. Z zebranych danych wynika, że infekcję potwierdzono w co najmniej sześciu jednostkach i uczelniach wojskowych, które były zaangażowane w próby defilady.

Według portalu w Suworowskiej Szkole Wojskowej w Twerze zachorowało 90 kursantów i 16 oficerów, a w Nachimowskiej Szkole Marynarki Wojennej, której główna siedziba mieści się w Petersburgu - 100 uczniów i 20 oficerów. Zachorowało także - jak twierdzą dziennikarze - 100 osób z Wojskowego Uniwersytetu Ministerstwa Obrony, mieszczącego się w Moskwie. Resort potwierdzał przypadki zakażeń koronawirusem w tych uczelniach, ale podawał znacznie niższe dane o liczbie infekcji.

Portal Projekt podał ponadto, że zachorowało 50 kursantów wojskowej szkoły muzycznej w Moskwie. Nie jest znana liczba zakażeń w 154. Pułku Preobrażeńskim w Moskwie, głównej jednostce gwardii honorowej. O "masowych zakażeniach" powiedzieli portalowi - rodzice kursantów Akademii Sił Powietrznych im. Żukowskiego i Gagarina w Woroneżu.

Portal powołuje się na samych kursantów oraz krewnych i znajomych żołnierzy. Z zebranych danych wynika, że infekcję potwierdzono w co najmniej sześciu jednostkach i uczelniach wojskowych, które były zaangażowane w próby defilady.

Według portalu w Suworowskiej Szkole Wojskowej w Twerze zachorowało 90 kursantów i 16 oficerów, a w Nachimowskiej Szkole Marynarki Wojennej, której główna siedziba mieści się w Petersburgu - 100 uczniów i 20 oficerów. Zachorowało także - jak twierdzą dziennikarze - 100 osób z Wojskowego Uniwersytetu Ministerstwa Obrony, mieszczącego się w Moskwie. Resort potwierdzał przypadki zakażeń koronawirusem w tych uczelniach, ale podawał znacznie niższe dane o liczbie infekcji.

Portal Projekt podał ponadto, że zachorowało 50 kursantów wojskowej szkoły muzycznej w Moskwie. Nie jest znana liczba zakażeń w 154. Pułku Preobrażeńskim w Moskwie, głównej jednostce gwardii honorowej. O "masowych zakażeniach" powiedzieli portalowi - rodzice kursantów Akademii Sił Powietrznych im. Żukowskiego i Gagarina w Woroneżu.

Rosja na trzecim miejscu na świecie pod względem liczby zakażeń SARS-CoV-2

Próby przed doroczną defiladą 9 maja odbywały się w miejscowości Alabino pod Moskwą do połowy kwietnia. W tym czasie w Moskwie już obowiązywały ograniczenia związane z pandemią koronawirusa. Ministerstwo obrony zapewniało, że żołnierze przygotowywani do udziału w obchodach są cały czas pod obserwacją medyczną.

W jubileuszowej defiladzie na Placu Czerwonym z okazji 75. rocznicy zakończenia II wojny światowej miało uczestniczyć 15 tys. żołnierzy. 16 kwietnia prezydent Rosji Władimir Putin oficjalnie poinformował o przeniesieniu jej na inny termin.

źródło: https://wiadomosci.onet.pl/swiat/media-zakazenia-koronawirusem-w-armii-po-probach-defilady-9-maja/fb209kv

NEVIL - Czw Maj 14, 2020 19:01

Koronawirus. Naukowcy z Uniwersytetu w Glasgow uważają, że Covid-19 może skrócić życie o 10 lat


Naukowcy z Uniwersytetu w Glasgow w Szkocji uważają, że przechorowanie Covid-19 może skrócić życie nawet o 10 lat. W najnowszym badaniu przeanalizowali potencjalny długoterminowy wpływ choroby na ludzkie zdrowie.

1. Czy koronawirus może wpływać na dalsze życie osób, które wyzdrowiały?


Szkoccy naukowcy odkryli, że wiele osób, które zmarło z powodu Covid-19 miało przed zakażeniem potencjalnie niskie ryzyko śmierci. Statystycznie żyliby przez kolejną dekadę lub dłużej, gdyby nie koronawirus.

Badacze przeanalizowali wiek, płeć oraz informacje o stanie zdrowia i wcześniejszych dolegliwościach pacjentów. W oparciu o te danej stworzyli statystyczny pomiar "utraconych lat życia" w skrócie YLL od ang. "Years of Life Lost".

"Years of Life Lost" jest powszechnie stosowaną statystyką zdrowia publicznego służącą do oceny liczby lat straconych z powodu przedwczesnej śmiertelności. Służy do oceny alokacji zasobów przeznaczanych na badania i świadczenia opieki zdrowotnej" - wyjaśniał w wywiadzie dla ABC News John Brownstein, dyrektor ds. Innowacji w Boston Children's Hospital.

Więcej: https://portal.abczdrowie.pl/koronawirus-moze-skrocic-zycie-o-10-lat

NEVIL - Wto Maj 19, 2020 17:49

Opanowanie pandemii może zająć nawet 5 lat. Ostrzeżenie WHO




Pandemia koronawirusa może trwać nawet 5 lat, zanim w pełni ją opanujemy - przestrzega dr Soumya Swaminathan, szefowa ds. nauki Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Jej zdaniem, po takim czasie dopiero będziemy w stanie kontrolować sytuację.

Według dr Swaminathan, szczepionka wydaje się być najlepszym wyjściem z pandemii, ale obecnie jest dużo wątpliwości m.in. co do jej produkcji i równej dystrybucji - ocenia naukowczyni w rozmowie z "Financial Times". Jej zdaniem, pojawienie się szczepionki i stosowane z sukcesami środki ograniczające zakażenia to dwa kluczowe czynniki determinujące, jak długo będzie trwać pandemia.

W komentarzu do słów dr Swaminathan, dyrektor wykonawczy WHO dr Mike Ryan stwierdził jednak, że "możemy nigdy nie pozbyć się wirusa", ale że nikt nie jest w stanie przewidzieć, ile będzie trwać pandemia. Jak dodał, nawet stworzenie skutecznej szczepionki będzie wymagać "masowego wysiłku", aby opanować sytuację.

źródło: https://businessinsider.com.pl/wiadomosci/opanowanie-pandemii-moze-zajac-nawet-5-lat-ostrzezenie-who/4p4x4hv

NEVIL - Pią Maj 22, 2020 16:49

"Deutsche Welle": Kiedy druga fala pandemii?


Światowa Organizacja Zdrowia ostrzega, że koronawirus "być może nigdy nie zniknie". Rośnie obawa przed drugą i trzecią falą zakażeń.



Jeśli świat będzie w szybkim tempie znosił dotychczasowe restrykcje wynikające z pandemii, przez naszą planetę może przetoczyć się kolejna, globalna fala zakażeń. Mike Ryan, dyrektor ds. sytuacji nadzwyczajnych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) uważa, że wirus prawdopodobnie nigdy nie zniknie.

Koegzystencja z wirusem

"Ten wirus może stać się wirusem endemicznym w naszych społeczeństwach" - powiedział Ryan, wskazując na fakt, że także wiele innych wirusów, na przykład HIV, nigdy nie zniknęło. Wynaleziono jedynie lekarstwa, które pomagają trzymać ich rozprzestrzenianie się pod kontrolą i umożliwiają ludziom koegzystencję z wirusami.

Tylko niewiele śmiertelnych wirusów, na przykład czarną ospę, udało się całkowicie wyeliminować. Inne wirusy nadal są wśród nas. Niektóre powracają, jak wirus gruźlicy.

Czasem druga fala pandemii jest gorsza od pierwszej. Tak było z grypą hiszpanką w 1918 roku. Pojawiała się falami, aż w końcu odpłynęła w 1920 roku.

Zbyt szybki powrót do normalności

Eksperci z WHO sugerują, aby powrót do normalności przebiegał "stopniowo", by "zredukować ryzyko nawrotów". Idealne byłoby przestrzeganie co najmniej dwutygodniowych przerw pomiędzy poszczególnymi fazami łagodzenia ograniczeń (odpowiednio do okresu wylęgania się COVID-19) - pisze WHO w swojej strategii z 19 kwietnia. W Niemczech to nierealne - szkoły otwarto zaledwie cztery dni po przywróceniu zajęć dla wyższych klas. Rząd przekazał decyzje związane ze szkołami władzom krajów związkowych i gmin.

Kolejna rekomendacja: śrubę należy zacząć ponownie dokręcać, gdy tylko w danym regionie, w ciągu tygodnia pojawi się 50 nowych zakażeń na 100.000 mieszkańców.

Niektórzy badacze uważają, że ta liczba jest przesadzona. Istnieje bowiem wysokie ryzyko, że dopuszczenie do tak wielu nowych zakażeń będzie skutkowało przeciążeniem systemu opieki zdrowotnej. Wówczas na wyhamowanie pandemii może być za późno.

Jeśli do tego dojdzie, trzeba będzie pozamykać miasta. Znów ustaną zajęcia w szkołach, stanie gospodarka. Znów będziemy się starać jak najszybciej pokonać kolejny lockdown. Gdy liczba zakażeń zacznie spadać, wówczas ponownie będziemy łagodzić restrykcje. To obieg, w którym trzeba będzie nauczyć się funkcjonować.

Niektórzy wirusolodzy wychodzą z założenia, że powracający cyklicznie wirus w kolejnych mutacjach jest słabszy i rzadziej prowadzi do śmierci. Przyczyną nie jest jedynie fakt, że rośnie liczba osób, u których występuje odporność. By się rozwijać, wirus potrzebuje gospodarza, czyli człowieka.

Według raportu opublikowanego w 2006 roku, wszystkie rodzaje grypy, która atakuje ptaki i ssaki od czasu hiszpanki z 1918 roku, to pochodne wirusa z tamtych czasów.

Zwiastuny kolejnej fali

Już teraz widać zwiastuny kolejnej fali pandemii koronawirusa. Chiny i Rosja odnotowują nowe zachorowania, a w Korei Południowej, chwalonej za zwalczenie pierwszej fali wirusa, ludzie znów zarażają się SARS-CoV-2.

Teraz, gdy na północnej półkuli latem Grecja i Hiszpania otwierają się na turystów, druga fala prędzej czy później może do nas dotrzeć. Kolejna fala infekcji pociągnęłaby za sobą kolejną fazę restrykcji. "Dokładnie tego chcemy uniknąć" - wyjaśnia Ryan. I ostrzega, że niewykluczone, iż "wszyscy będziemy po raz kolejny musieli zmienić terminy naszych urlopów."

źródło: https://fakty.interia.pl/deutsche-welle/news-deutsche-welle-kiedy-druga-fala-pandemii,nId,4510294

NEVIL - Nie Maj 24, 2020 17:14

Tym Włochom jednak rozumu brakuje. Pchają się do choroby, jak ćma do światła.
============================
Komentarze:
akira

zabawa z wirusami dopiero się zaczyna i potrwa kilka lat
-----------------------------
Marek

Luzują obostrzenia, bo gospodarka cierpi, ale to wcale nie znaczy, że jest bezpiecznie. Zakażeń jest coraz więcej...
-----------------------------------
Marcin i tyle...

Chyba Włosi stwierdzili że 230 tyś. chorych to za mało i za wszelką cenę starają się dogonić Rosję i Brazylię. Bezmyślni ludzie...
==================================
Koronawirus we Włoszech. Posypały się mandaty. "Zbiorowe szaleństwo"


Włosi znieśli większość restrykcji, które wprowadzono w związku z koronawirusem. I już w pierwszy weekend na ulice wyszły tłumy. Policjanci wymierzyli setki kar finansowych, media piszą olbrzymich skupiskach ludzi i "zbiorowym szaleństwie". W Neapolu zapanował chaos.



Od 18 maja Włosi mogą swobodnie wychodzić w domu. Do pracy wróciło też ponad 800 tysięcy firm. Oprócz usług, do życia wróciły też puby, bary i restauracje. Wkrótce rząd planuje otworzyć granice regionów. Jednak pierwszy weekend po złagodzeniu restrykcji nie przebiegł w sposób, o jaki apelowały władze.

Jak relacjonuje PAP, od ponad dwóch miesięcy nie było widać na włoskich ulicach takich tłumów. To, co działo się nocą w Neapolu, media nazywały "zbiorowym szaleństwem". Ludzie zbierali się w dużych grupach, często bez maseczek, a goście siedzieli w lokalach, mimo że te powinny zostać zamknięte o godzinie 23. Do rana zablokowana była ulica wzdłuż wybrzeża, na której utworzył się korek.

Również w Mediolanie, stolicy Lombardii, która została okrzyknięta epicentrum pandemii, sytuacja nie wyglądała lepiej. Pomimo apeli władz o spokój przez dwie noce z rzędu tłumy ludzi gromadziły się w lokalach. Burmistrz Giuseppe Sala głośno mówił o braku odpowiedzialności mieszkańców.

W Rzymie tłumy gromadziły się w dzielnicach, w których skupia się życie nocne. Służby porządkowe musiały rozpraszać zgromadzenia. W niedzielny poranek Rzymianie ruszyli z kolei na plaże w dzielnicy Ostia. Mandaty posypały się również w innych dużych miastach, między innymi w Bari i Rimini.

Od początku epidemii we Włoszech potwierdzono prawie 230 tysięcy przypadków koronawirusa. Na COVID-19 cały czas choruje prawie 60 tysięcy Włochów. W ostatnich dniach władze potwierdzały po około 600 zakażeń dziennie. Zmarły łącznie niemal 33 tysiące osób.

https://wiadomosci.wp.pl/koronawirus-we-wloszech-posypaly-sie-mandaty-zbiorowe-szalenstwo-6513987009718401a

NEVIL - Czw Maj 28, 2020 20:12

Koronawirus. Fińscy naukowcy: psy są w stanie wywęszyć COVID-19


W przyszłości psy mogą być pomocne we wczesnej diagnostyce chorób nowotworowych. Teraz, jak twierdzą fińscy naukowcy, mogą pomóc w wykrywaniu zakażeń koronawirusem.



W badaniu pilotażowym na uniwersytecie w Helsinkach, psy przeszkolone w roli asystentów diagnostyki medycznej, uczone były rozpoznawania wcześniej nieznanej sygnatury zapachowej choroby COVID-19 wywołanej przez nowy koronawirus. Eksperyment zakończył się sukcesem. Już po kilku tygodniach pierwsi "kursanci" byli w stanie dokładnie odróżnić próbki moczu od pacjentów z COVID-19 od próbek moczu zdrowych osób.

Koronawirus. Ważne ustalenia dla innych zespołów

- Mamy duże doświadczenie w szkoleniu psów do wykrywania zapachów związanych z chorobą. To było fantastyczne, jak szybko psy nauczyły się nowego zapachu - mówi liderka grupy DogRisk Anna Hielm-Björkman. Po krótkim czasie zwierzęta zidentyfikowały mocz osób zakażonych nowym koronawirusem SARS-CoV-2, prawie tak niezawodnie jak standardowy test PCR. Fińscy naukowcy przygotowują teraz losowe badanie, w którym psy powąchają większą liczbę próbek pacjentów. Tylko wtedy testy zapachowe będą mogły być wykorzystane w praktyce klinicznej.

Bardzo szybkie i obiecujące wyniki z Finlandii są również ważne dla innych zespołów badawczych, np. w Wielkiej Brytanii i Francji, które szkolą psy w celu wykrycia COVID-19. Inni badacze z niemieckiego centrum psów asystujących (TARSQ) również skorzystali z fińskich wyników. - Nikt nie mógł nam z całą pewnością powiedzieć, czy trening z agresywnym wirusem jest niebezpieczny dla ludzi i psów. Chcieliśmy zebrać więcej informacji przed rozpoczęciem szkolenia, ponieważ niemieccy wirusolodzy odradzali nam to, bo wciąż tak niewiele wiadomo o wirusie - wyjaśnia Luca Barrett z TARSQ.

Koronawirus. Decydujący wskaźnik trafień

Skąd pochodzi charakterystyczny zapach? Nadal nie jest jasne, które substancje w moczu wytwarzają z pozoru charakterystyczny zapach COVID-19. Ponieważ SARS-CoV-2 nie tylko atakuje płuca, ale także powoduje uszkodzenie naczyń krwionośnych, nerek i innych narządów, zakłada się, że zmienia się także zapach moczu pacjentów. Jest to coś, co psy z bardzo wrażliwymi narządami węchu, zauważają natychmiast. Barrett twierdzi, że niektóre choroby mają specyficzny zapach, który wyszkolone psy mogą wywęszyć z wielką dokładnością. - Według jednego z badań psy mogą wykryć raka piersi na przykład z 93-proc. prawdopodobieństwem czy raka płuc z prawdopodobieństwem 97-proc. - mówi badacz.

Więcej: https://wiadomosci.wp.pl/koronawirus-finscy-naukowcy-psy-sa-w-stanie-wyweszyc-covid-19-6515358956328577a

NEVIL - Sro Cze 10, 2020 17:46

Komentarze:
[email protected]

To „Czterej pancerni i pies” „O człowieku, który się kulom nie kłaniał” itp też trzeba WYCOFAĆ. Wszystko stare zniszczyć. Wtedy dopiero zaświeci jedynie słuszna tęcza! Pa
--------------------------------------------
[email protected]

Nad tym trzeba sie powaznie zastanowic: malowanie obrazow z uzyciem czarnej farby - rasizm! Uzywanie slowa czarny” w poezji, w prozie, publicystyce - rasizm! Fotografie czarno- biale - rasizm! Ubieranie sie w czerni - rasizm! etc.etc. Czarno to widze - rasizm!
------------------------------------
[email protected]

Głupota osiągnęła punkt krytyczny. Gdzie jest murzynek Bambo, który stanąłby w obronie rozumu?!
=============================

Obłęd politycznej poprawności. "Przeminęło z wiatrem" zniknęło z ekranów. Powód? "Przedstawia rasowe uprzedzenia"




„Przeminęło z wiatrem” to klasyczna i niezwykle popularna ekranizacja bestsellerowej powieści Margaret Mitchell, o tym samym tytule. Okazuje się, że film z 1939 roku jest nie do przyjęcia w roku 2020, bo „przedstawia niektóre etniczne i rasowe uprzedzenia”.

Przeminęło z wiatrem” wycofane z HBO Max

9 czerwca HBO Max usunęło ze swojej oferty oskarowy i bardzo lubiany przez widzów film „Przeminęło z wiatrem” z 1939 roku. Jak tłumaczą władze serwisu filmowego w oficjalnym oświadczeniu film jest „produktem swoich czasów i przedstawia niektóre etniczne i rasowe uprzedzenia, które niestety były powszechne w społeczeństwie amerykańskim”.

Pełne rasizmu fragmenty dzieła były złe wtedy, jak i złe są teraz. Uznaliśmy, że bez odpowiednich wyjaśnień i otwartego potępienia takiego przedstawiania czarnoskórych osób na ekranie, pozostawienie tego tytułu będzie nieodpowiedzialne

—czytamy w dalszej części oświadczenia.

Efekt George’a Floyda?

Okazuje się, że HBO Max podjął decyzję o zdjęciu filmu z swojej oferty po protestach przeciwko rasizmowi wywołanych śmiercią George’a Floyda podczas aresztowania przez policję w Minneapolis. HBO Max zapowiedziało też powrót filmu na platformę, jeśli będzie on zawierał omówienie kontekstu historycznego i potępienie rasistowskich wyobrażeń.

„Przeminęło z wiatrem”, to wciąż jeden z najbardziej sławnych i popularnych amerykańskich melodramatów. Akcja filmu rozgrywa na plantacji koło Atlanty w czasie wojny secesyjnej. Produkcja otrzymała osiem Oscarów, w tym dla najlepszego filmu.

źródło: https://wpolityce.pl/swiat/504150-przeminelo-z-wiatrem-juz-zle-powod-rasowe-uprzedzenia

NEVIL - Czw Cze 25, 2020 19:26

Komentarze:

~A ja-

Bym chcial zyc jak w skandynawii. Dom od domu kilometr i cisza dookola. Niestety mieszkam w bloku gdzie codziennie gra muzyka u sąsiada, ludzie piją i halasują i śmieci przed blokiem.
-----------------------------
~adam-

ziemia odetchnie kiedy nas nie będzie...jesteśmy zarazą tej planety
------------------------------------
~tak będzie-

Z artykułu obok "Saniniu Laizer, mąż czterech żon i ojciec trzydzieściorga dzieci," Afrykanie i Azjaci rozmnażają się szybciej niż króliki. Przeludnienie to jest największy problem na Ziemi. Jeśli się tego nie powstrzyma to pandemię będą jedynym ratunkiem dla przyrody i świata.
------------------------------
~J23-

większych głupot nie słyszałem. Dzikie zwierzęta nie są głupie i idą tam gdzie łatwiej o pokarm. Skoro dziki, sarny a nawet łosie idą po pokarm do miast to za nimi podążają drapieżniki. Może ktoś zgłosi moją osobę do nagrody nobla za takie wielkie odkrycie z dziedziny biologii.
==========================
Pandemia COVID-19 spowodowała antropopauzę. Przyroda się odradza


Pandemia COVID-19 dotyka nie tylko ludzi, ale i dziką przyrodę. Gdy świat robi wszystko, aby zahamować rozprzestrzeninie się wirusa, na drogach jest mniej samochodów, na niebie mniej samolotów, a ludzie rzadziej schodzą na leśne ścieżki. To spowodowało tzw. antropopauzę, którą odczuwa także natura.



Pumy przemykające po ulicach Santiago, kojoty buszujące w San Francisco i dziki panoszące się po wielu europejskich miastach. To dlatego, że przyroda wzięła głęboki oddech i może odpocząć od działań człowieka. Niektórzy naukowcy mówią na to zjawisko "wielką pauzą", choć termin antropopauza jest bardziej stosowny. Antropopauza odnosi się do "znacznego globalnego spowolnienia ludzkich działań, zwłaszcza podróży, co wpływa na obraz środowiska naturalnego".

"Priorytetem ludzkości powinna być walka z ogromną ludzką tragedią i trudami spowodowanymi pandemią COVID-19. Nie możemy jednak przegapić okazji do przedstawienia - po raz pierwszy w globalnej skali - zakresu, w jakim ograniczenie mobilności ludzi przekłada się na dziką przyrodę" - czytamy w raporcie opublikowanym w "Nature Ecology and Evolution".

Wpływ ten nie zawsze jest oczywisty lub oczekiwany. Podczas gdy obecne restrykcje wprowadzone na całym świecie sprawiły, że niektóre zwierzęta mają więcej wolności, inne są bardziej zagrożone niż wcześniej. Wystarczy wspomnieć o znaczne zwiększenie działalności kłusowników, których też trudniej jest upilnować niż przed czasami pandemii.

Według jednego z autorów raportu - biologa Matthiasa-Claudio Loretto z Instytutu Zachowania Zwierząt im. Maksa Plancka w Niemczech - dzięki antropopauzie będziemy mogli "zbadać, czy ruchy zwierząt we współczesnych krajobrazach są dotknięte przez budowane konstrukcje lub obecność ludzi". To wielki sukces, bo w "normalnych" okolicznościach nie sposób obserwować takich zmian.

Biolodzy wzywają do nowej inicjatywy pozyskiwania danych na temat ryb, ptaków i ssaków z całego świata za pomocą tzw. rejestratorów biologicznych, aby monitorować ruch, zachowanie i ich aktywność w tym samym czasie. Zebrano już informacje na temat 200 gatunków, a kolejne spływają.

- Biolodzy z całego świata wyposażyli zwierzęta w miniaturowe urządzenia śledzące. Te rejestratory są kopalnią złota informacji na temat ruchu i zachowania zwierząt, które możemy wykorzystać, aby lepiej zrozumieć interakcje człowiek-przyroda, z korzyścią dla wszystkich - powiedział Christian Rutz z Uniwersytetu St. Andrews w Wielkiej Brytanii.

Jest to niewątpliwie trudny czas dla ludzi, ale naukowcy mają nadzieję, że wiedza, którą zdobędziemy podczas kryzysu, pomoże nam uporać się z następnymi podobnymi zdarzeniami.

źródło: https://nt.interia.pl/raporty/raport-zagadki-przyrody/strona-glowna/news-pandemia-covid-19-spowodowala-antropopauze-przyroda-sie-odra,nId,4572632#iwa_source=worthsee

NEVIL - Pią Lip 10, 2020 16:14

Anglicy nie wrócili masowo do pubów i restauracji




Obroty pubów i restauracji na Wyspach to ledwie połowa poziomu sprzed pandemii. Tymczasem w USA wielkie sieci wracają do formy szybciej niż niezależni restauratorzy.

Weekend 4-5 lipca był pierwszym weekendem, w którym puby i restauracje w Wielkiej Brytanii mogły znów działać prawie tak, jak przed rozpoczęciem pandemii i związanych z nią obostrzeń. Brytyjczycy nie ruszyli jednak masowo na zimne piwo z kija. Zgodnie z danymi Coffer Peach Business Tracker sprzedaż w otwartych pubach była o 45 proc. mniejsza niż przed pandemią. Analiza dotyczyła 32 sieci pubów, a swoje bary otworzyło 40 procent z nich.

Restauracje, które otwierają się mniej chętnie (otwartych było 12 proc. badanych restauracji lub sieci restauracji), zanotowały nieznacznie lepsze wyniki ze sprzedażą na poziomie 59 procent normalnej.

- Obroty na poziomie 55 procent normy pre-Covid może wyglądać rozczarowująco i nie będzie zyskowna dla lokali, ale zgadza się z tym, co obserwujemy na innych rynkach – powiedział „The Guardian" dyrektor CGA, firmy konsultingowej odpowiedzialnej za raport dla Coffer Group.

Wskazał on, że w USA, gdy otwierano w maju bary i restauracje, poziom sprzedaży początkowo wynosił 54 procent tego sprzed pandemii.

Pomoc dla sektora gastronomicznego (i generalnie dla całego sektora, w który wliczane są też hotele) ogłosił ostatnio brytyjski rząd. W planach są fundowane przez państwo rabaty na posiłki w restauracjach oraz obniżenie stawki VAT na jedzenie i napoje do 5 proc.

Dane z USA wskazują, że po otwarciu gastronomia wraca do normy powoli. W powrocie do obrotów sprzed pandemii szybsze są wielkie sieci, które osiągnęły już poziom sprzedaży sprzed pandemii.

Analitycy Gregory Francoft i JonMichael Shekian używając zagregowanych danych transakcyjnych od Bank of America (obejmujących transakcje kartami) ustalili, że 1 lipca średnia z siedmiu poprzedzających dni wskazywała na to, że duże sieci mają obroty na poziomie tylko o 4 proc. niższe niż w porównywalnym okresie 2019 roku, podczas gdy małe sieci i niezależne restauracje wciąż są w dołku z obrotami o 25 proc. niższymi niż rok wcześniej.

Zdaniem cytowanych przez CNBC analityków różnica wynika z faktu, że wielkie sieci obejmują szersze segmenty rynku, w związku z czym są mniej dotknięte ograniczeniami wynikającymi z dystansowania społecznego i przymusowych zmian w nawykach konsumentów. Małe sieci i niezależne restauracje są bardziej zagrożone bankructwem w stosunku do mocniej nastawionych na fast-food wielkich sieci.

Niezależne restauracje walczą o przetrwanie. Independent Restaurant Coalition próbuje namówić polityków do uchwalenia wartego 120 mld dolarów pakietu pomocowego wskazując, że bez niego do końca roku może upaść 85 proc. niezależnych lokali.

źródło: https://www.rp.pl/Biznes/...estauracji.html

NEVIL - Czw Lip 23, 2020 18:50

Komentarz:
~po-
Ludzie ,"zbadane "jest aktualnie kilka procent dna oceanów i mórz .Metan zapewne wycieka w wielu miejscach na pozostałych dziewięćdziesięciu kilku niezbadanych procentach a ci są zdziwieni że metan wycieka akurat na Antarktydzie .Te newsy są coraz bardziej śmieszne .
===========================
Wykryto pierwszy wyciek metanu do atmosfery


Naukowcy po raz pierwszy odkryli aktywny wyciek metanu z dna morskiego na Antarktydzie. Proces ten może przyspieszać globalne ocieplenie.



Metan jest silnym gazem cieplarnianym, który przyspiesza zmiany klimatyczne i ogrzewa planetę znacznie silniej niż dwutlenek węgla. Ryzyko wycieku metanu spod pokrywy lodowej od dawna niepokoi naukowców, którzy twierdzą, że niektóre mikroorganizmy pochłaniają go, zanim zostanie uwolniony do atmosfery.

W nowym raporcie stwierdzono, że wyciek metanu odkryto w 2011 r., a mikroorganizmy, które pomagają odfiltrować gaz, potrzebowały 5 lat na zagospodarowanie gazu w tym miejscu. Metan nadal się ulatnia do atmosfery, pomimo obecności wspomnianych bakterii.

- To nie jest dobra wiadomość. Minęło ponad 5 lat, zanim mikroorganizmy zaczęły się pojawiać i nawet wtedy metan gwałtownie uciekał z dna morskiego - powiedział dr Andrew Thurber, oceanograf z Uniwersytetu Stanowego Oregon.

Od dawna wiadomo, że pod lodem morskim są ukryte duże ilości metanu. Szacuje się, że Antarktyda zawiera 1/4 metanu morskiego zgromadzonego na Ziemi. Globalne ocieplenie powodujące topnienie lodu sprawia, że coraz więcej metanu wycieka do atmosfery.

NASA ostrzegała w 2018 r., że dalsze topnienie pokrywy lodowej Arktyki może uwalniać gazy, takie jak metan, przyczyniając się do jeszcze szybszego globalnego ocieplenia. Przez długi czas nie odnotowano jednak nigdzie aktywnego wycieku metanu do atmosfery. Aż do teraz.

Badacze przekonują, że w tym konkretnym przypadku, wyciek metanu do atmosfery nie nastąpił w wyniku globalnego ocieplenia. Morze Rossa, gdzie doszło do wycieku, nie ogrzało się w znaczący sposób. Źródło emisji tego gazu pozostaje nieznane.

źródło: https://nt.interia.pl/technauka/news-wykryto-pierwszy-wyciek-metanu-do-atmosfery,nId,4627443

NEVIL - Pią Lip 24, 2020 16:10

Komentarze:

~Historyk-
Churchill miał racje, Niemcy powinni być regularnie co 25 lat bombardowani bez uprzedzenia.
---------------------------------------

~Sławek-
To nie żadna lewica, to komunizm gorszy od tego u sowietów , to zżera Europę . Już mają bojówki , później będą łagry i ludobójstwo .
---------------------------------
~tot-
Jednak wywoływanie wojen mają we krwi, a niestety przez ostatnie dziesięciolecia nie było ku temu okazji, stąd ta frustracja i wymyślanie sobie wrogów zastępczych.
=================================

Problem Bundeswehry. Skrajny ekstremizm




Podczas długiego spaceru po berlińskim parku Tiergarten, były żołnierz Bundeswehry opowiada o dwóch latach służby. Ma przy tym, jak zaznacza, mieszane uczucia. Starannie dobiera słowa, mówi z namysłem i robi długie przerwy. Do Bundeswehry wstąpił mając 18 lat tuż po ukończeniu szkoły. Ale wytrzymał tam tylko dwa lata. Zbyt wiele mu przeszkadzało, obciążało go czy wręcz odpychało.

Zaczęło się od antysemickiego dowcipu przy piwie po służbie. − Chodziło o długi nos u Żydów i takie tam rzeczy. A potem ktoś spytał: A co, to Żydzi jeszcze są? Myślałem, że wszystkich już wytępiliśmy. Będziemy musieli przyjrzeć się temu ponownie - wspomina rozmówca. I przyznaje, że był wtedy bardzo zszokowany i nie wiedział, jak zareagować. Żaden z jego kolegów nic nie powiedział, więc i on milczał, traktując to zajście jako pojedynczy incydent.

Więcej: https://fakty.interia.pl/deutsche-welle/news-problem-bundeswehry-skrajny-ekstremizm,nId,4592376#iwa_source=worthsee

NEVIL - Wto Lip 28, 2020 23:06

Komentarze:
2x1-
Zastosować metodę Australii - kto nielegalnie próbuje dostać się na jej terytorium dożywotnio traci prawo ubiegania się o azyl i jest bezdyskusyjnie odsyłany do siebie!!!!
---------------------------------
~fhr-
Tych uratowanych władze Malty powinny relokować do Brukseli , ku radości unijnych kacyków.
---------------------------
~hmm-
Natychmiast wysłać ich autokarami do Berlina - Aniela ich wszystkich zapraszała.
============================
Koronawirus. 65 migrantów uratowanych na Morzu Śródziemnych z zakażeniem


Co najmniej 65 spośród 94 migrantów, którzy w poniedziałek zostali uratowani na Morzu Śródziemnym przez siły zbrojne Malty, jest zakażonych koronawirusem - poinformowało we wtorek, 28 lipca, maltańskie ministerstwo zdrowia.



Migranci po wyłowieniu ich z tonącego pontonu zostali umieszczeni w bazie maltańskiej armii w pobliżu stolicy kraju, Valletty. Następnie zostali poddani testom na obecność koronawirusa, które u 65 osób dały wynik pozytywny, a u 20 negatywny. Nie wszyscy jeszcze zostali przebadani.

Przed 10 dniami maltańska łódź patrolowa uratowała na Morzu Śródziemnym 63 migrantów, których następnie przewiozła na Maltę. Jeden z migrantów miał pozytywny wynik badania na obecność koronawirusa. Maltańskie służby medyczne poddały kwarantannie całą grupę.

W ostatnich dniach setki migrantów dotarły na niewielkich łodziach z Afryki Północnej na włoskie wybrzeża. Kryzysowa sytuacja panuje na wyspie Lampedusa. W nocy z niedzieli na poniedziałek grupa mieszkańców wyspy zablokowała drogę, domagając się natychmiastowej ewakuacji przybyszów.

W minionych dniach dziesiątki migrantów umieszczonych w kwarantannie opuściły ośrodki w Porto Empedocle i w mieście Caltanisetta na Sycylii. Policja zatrzymała już wielu uciekinierów, trwają poszukiwania pozostałych.

źródło: https://fakty.interia.pl/raporty/raport-koronawirus-chiny/aktualnosci/news-koronawirus-65-migrantow-uratowanych-na-morzu-srodziemnych-z,nId,4636933

NEVIL - Pon Sie 03, 2020 20:19

Komentarz:
gość
Dopiero na to wpadli. Generalnie w Polsce fajny byłby program szkolenia do pracy psów ze schronisk. Wiadomo, że nie każdy by się nadał bo nie każdy ma predyspozycje, ale myślę, że wiele by się sprawdziło i przy okazji przestałoby być bezdomnymi.
===========================
Psy wykrywają koronawirusa. Potwierdzono 94 proc. skuteczności



Liczba zakażeń koronawisem rośnie na całym świecie, a średnia liczba dziennych zakażeń jest coraz wyższa. Nic dziwnego, że wciąż poszukuje się nowych metod wykrywania COVID-19, by zapobiec rozprzestrzenianiu się patogenu. Psy okazują się bezcenną pomocą.



Walka z pandemią COVID-19 trwa, a najnowsze badania potwierdziły, że najlepszym sposobem na ograniczenie liczby zakażeń jest dystans społeczny. Cały czas trwają również badania, które mają na celu znalezienie skutecznego sposobu na identyfikacje chorych, nawet tych, którzy infekcję przechodzą bezobjawowo.

Zdaniem niemieckich naukowców psy tropiące świetnie radzą sobie z odróżnianiem pacjentów z COVID-19 od zdrowych. W testach wzięło udział 8 psów z Bundeswehry, które zostały specjalnie przeszkolone przez ekspertów z Uniwersytetu Medycyny Weterynaryjnej w Hanowerze.

Celem szkolenia było rozróżnianie wydzielin pacjentów zakażonych i niezakażonych SARS-CoV-2. W testach podawano zwierzętom ponad 1000 próbek z pomocą maszyny, dzieląc na zawierające pozytywny lub negatywny wynik testu na COVID-19. Psy w aż 94 proc. poprawnie wskazały, w których próbkach znajdowała się wydzielina chorej osoby.

Niemiecka minister obrony Annegret Kramp-Karrenbauer zwróciła uwagę, że zwierzęta są już wykorzystywane do wyczuwania innych procesów biochemicznych. Z tego względu są idealnymi kandydatami do wyczuwania zmian spowodowanych przez wirusy. Następne badania mają rozszerzyć tresurę zwierząt również o umiejętność wykrywania zakażeń, np. grypą.

Nie są to pierwsze testy wykrywania koronawirusa, w których udział biorą czworonogi. Wcześniej Organizacja Medical Detection Dogs (MDD) z Wielkiej Brytanii rozpoczęła tresurę psów, które miały wykrywać koronawirusa. Eksperci mają już na swoim koncie sukces w wykorzystaniu psów w celu wykrywania malarii i cukrzycy u ludzi.

Szczegółowe informacje na temat koronawirusa w Polsce i na świecie uzyskasz, pobierając dedykowaną aplikację.

Więcej + video: https://tech.wp.pl/psy-wykrywaja-koronawirusa-potwierdzono-94-proc-skutecznosci-6537607859206880a

NEVIL - Sob Sie 08, 2020 21:31

Czym jeszcze mogą zaskoczyć nas pszczoły?


Od czasów starożytnych ludzie doceniali wyjątkowe walory smakowe i lecznicze właściwości miodu. Jak się okazuje pszczoły mają nam dużo więcej do zaoferowania.



Czy jad pszczeli chroni przed zakażeniem koronawirusem?

Trójka badaczy pod kierunkiem chińskiego onkologa Wei Yang, w artykule opublikowanym w sciencedirect.com, przedstawiła interesujące badanie przeprowadzone na pszczelarzach mieszkających w epicentrum COVID-19 w prowincji Hubei. Badani pszczelarze nie zarazili się koronawirusem, podobnie jak i pacjenci stosujący apitoksynoterapię.

Apitoksynoterapia wykorzystuje jad pszczół miodnych do poprawy przemiany materii i podniesienia odporności organizmu, leczenia otyłości oraz łagodzenia depresji mentalnej i emocjonalnej wywołanej procesem starzenia się.

Z powodzeniem stosuje się ją w chorobach stawów, regeneracji układu nerwowego oraz w leczeniu ran. Od lutego do marca 2020 roku, przebadano 5115 pszczelarzy, w tym 723 z Wuhan. U żadnego z nich nie stwierdzono objawów typowych dla COVID-19.

Przeprowadzono wywiad u pięciu apiterapeutów z Wuhan i 121 pacjentów leczących się w ich klinice apiterapii, którzy korzystali z zabiegów od października do grudnia 2019 roku. Choć terapeuci mieli kontakt z osobami zakażonymi COVID-19, żaden z nich nie został zarażony. Nie zachorował też ani jeden z 121 pacjentów, pomimo że u trzech z nich potwierdzono wirusa u członków najbliższej rodziny.

Można powiedzieć, że pszczelarze byli mniej narażeni na SARS-CoV-2, ponieważ żyją na słabo zaludnionych obszarach wiejskich, ale apiterapeuci i ich pacjenci pochodzili z gęsto zaludnionych obszarów Wuhan.

To pierwsze takie badanie, stąd, by poprzeć teorię, że terapia jadem pszczelim chroni przez zachorowaniem na koronawirusa, potrzebne są dalsze, zakrojone na szerszą skalę, prace badawcze.

Więcej: https://kobieta.interia.pl/zdrowie/news-czym-jeszcze-moga-zaskoczyc-nas-pszczoly,nId,4652264#iwa_source=worthsee

NEVIL - Pon Sie 10, 2020 21:13

KOMENTARZ:
Obywatel-
Było pozwolenie, więc gangi przerzucające ludzi urosły w siłę. Grabiły "pasażerów" z dorobku całego życia obiecując im, że dowiozą ich pod bramy raju, tj. UE. Teraz się tego nie zatrzyma, dużo złego zrobiła Kanclerz Merkel i inni "postępowi" komisarze w UE.
================================
Brytyjczycy bronią się przed migrantami. "Liczba nielegalnych rejsów małych łodzi jest przerażająca"




W ostatnim czasie nasila się fala migracyjna na włoską wyspę Lampedusa, ale problem ten może wkrótce dotyczyć także innych europejskich państw. W miniony czwartek brytyjskie łodzie patrolowe zatrzymały 235 nielegalnych imigrantów na 17 łodziach, próbujących się przedostać się przez kanał La Manche. Brytyjski rząd powołał dzisiaj specjalnego pełnomocnika, który ma się zająć problemem gwałtownie rosnących w ostatnich kilku tygodniach nielegalnych prób przedostania się do Wielkiej Brytanii.

Dan O'Mahoney, były oficer straży granicznej oraz Royal Marines, będzie w tej sprawie współpracował z minister spraw wewnętrznych Priti Patel, wiceministrem ds. przestrzegania przepisów imigracyjnych Chrisem Philpem oraz władzami francuskimi, w tym nad ostrzejszymi działaniami, które oba kraje mogłyby wprowadzić.

Ppodaje stacja Sky News, brytyjski rząd chciałby, aby Francja zatrzymała więcej małych łodzi płynących do Anglii i zabierała je z powrotem do portów francuskich, zamiast pozwalać im na dotarcie do brytyjskich wód terytorialnych.

Francja domaga się 30 milionów funtów na pokrycie kosztów tych operacji, a Wielka Brytania jeszcze nie zdecydowała, czy przyjąć to żądanie.

Tymczasem ministerstwo spraw wewnętrznych oficjalnie zwróciło się do ministerstwa obrony z prośbą o to, by jednostki Royal Navy wspomogły łodzie straży granicznej w patrolowaniu kanału La Manche i powstrzymywaniu łodzi z nielegalnymi imigrantami.

"Liczba nielegalnych rejsów małych łodzi jest przerażająca. Pracujemy nad tym, aby ta trasa stała się nieopłacalna, aresztujemy przestępców ułatwiających te przeprawy i zapewniamy, że zostaną oni postawieni przed sądem"

- oświadczyła Patel.

Jak podało ministerstwo spraw wewnętrznych, w ciągu ostatnich trzech dni ponad 500 osób zostało schwytanych przy próbie nielegalnego przedostania się do Wielkiej Brytanii przez kanał La Manche. W czwartek było to aż 235 osób, co jest rekordem jeśli chodzi o liczbę zatrzymanych w ciągu jednego dnia. W piątek przechwycono 17 łodzi ze 146 osobami na pokładach, a w sobotę 15 łodzi z 151 osobami.

Oznacza, że jest bardzo prawdopodobne, iż w sierpniu ponownie zostanie pobity miesięczny rekord zatrzymań, który ustanowiono został w lipcu. W ubiegłym miesiącu ta liczba przekroczyła 1100, podczas gdy dla porównania w lipcu zeszłego roku było to niespełna 200 osób.

źródło: https://niezalezna.pl/345309-brytyjczycy-bronia-sie-przed-migrantami-liczba-nielegalnych-rejsow-malych-lodzi-jest-przerazajaca


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group