forum LUBIN pl
oficjalne forum miasta Lubin

Hydepark - Sprzęt, technologie...

NEVIL - Sob Kwi 28, 2012 12:17
Temat postu: Sprzęt, technologie...
Ten portal wymaga kompletnej przebudowy, jeżeli ma dalej istnieć. Wklejam tutaj temat, który nie pasuje do działu ,,Komputery i internet", bo mówi o czymś podobnym, ale innym. Powinien być dział pt ,,Technologie", a w nim kilka podtematów.
==============================================================


O czym producenci sprzętu nam nie mówią?

Szymon Adamus
28.04.2012 10:00

Jest najlepszy, najszybszy, najdoskonalszy i najpiękniejszy. Co takiego? Wszystko! Producenci sprzętu elektronicznego są mistrzami w prawieniu komplementów własnym dzieciom. Jeszcze lepiej radzą sobie jednak z pomijaniem niewygodnych faktów.
Kontrast aż po kosmos!


10 000:1, 100 000:1, 1 000 000:1!!! I tak bez końca. Producenci płaskich telewizorów przerzucają się wysokimi współczynnikami kontrastu od lat. Jeśli zapytacie ich kto zaczął tę wojnę, to każdy z osobna powie, że nie on. W zasadzie to im się ta przepychanka nie podoba, nie popierają jej i z przyjemnością by się od niej odcięli... ale tego nie robią. Dlaczego? Bo duże liczby wyglądają fajnie na specyfikacjach technicznych. Nawet jeśli nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością.

Z kontrastem telewizorów jest dzisiaj taka sytuacja jak swego czasu z zoomem cyfrowym w kamerach. Jego wartości dochodziły do setek, tylko nikt nie wspominał, że powyżej kilkudziesięciu obraz robi się tak paskudny, że zbliżenie i tak jest bezużyteczne.

Współczynnik dynamicznego kontrastu, który znajdziemy w specyfikacjach większości producentów, ma zawsze monstrualne wartości i jest dla nas po prostu bezwartościowy.

poprzednie 1/9 następne

źródło : http://technologie.gazeta...nie_mowia_.html

NEVIL - Pią Sie 03, 2012 11:22


To urządzenie pozwoli patrzeć przez ściany


Czwartek, 2 sierpnia (15:42)

Naukowcy z Uniwersytetu Londyńskiego pracują nad urządzeniem, które umożliwi widzenie przez ściany. Jest to możliwe dzięki technologii, którą dysponuje coraz więcej gospodarstw domowych.


Router WiFi umożliwia bezprzewodowe korzystanie z internetu. Jego działanie opiera się na generowaniu fal - odpowiednich sygnałów radiowych. Odbijają się one od różnych obiektów, w tym również od nas. Powoduje to zmianę ich częstotliwości, czyli efekt Dopplera. Urządzenie opracowane przez Brytyjczyków to swego rodzaju radar, który rejestruje te zmiany. Z jego pomocą można ustalić ile osób znajduje się za ścianą oraz z jaką prędkością i w jakim kierunku się poruszają. Sam detektor nie emituje żadnych fal, więc nie może zostać wykryty.

Zastosowań dla tego wynalazku jest mnóstwo. W przyszłości umożliwi dyskretne monitorowanie poczynań domowników - tych najmłodszych. Szczególnie zainteresowanie wykazało jednak Ministerstwo Obrony Wielkiej Brytanii, które sfinansowało część badań. Chodzi naturalnie o pomoc w walce z przestępczością. Dalsze modyfikacje i rozwój radaru pozwoliłyby na wychwycenie nawet najdelikatniejszych ruchów - np. klatki piersiowej w trakcie oddychania. Wszystko może się odbywać przez ścianę o grubości 30 cm.

źródło: http://nt.interia.pl/news...tm_campaign=RSS

NEVIL - Pon Sie 13, 2012 12:43

Pole elektryczne zweryfikuje waszą tożsamość

Każdy człowiek jest wyjątkowy, nie tylko dzięki indywidualnym cechom charakteru, wspomnieniom czy własnemu pakietowi genów. Okazało się, że każdego z nas wyróżnia też... pole elektryczne.



Naukowcy z Dartmouth University wykazali, że każdy człowiek wytwarza zmienny prąd o różnych częstotliwościach, które z kolei wywołują specyficzne reakcje. Wiedza ta może zostać w przyszłości wykorzystana w urządzeniach mobilnych i systemach, w których niezbędna jest identyfikacja tożsamości użytkownika.

Opracowany przez badaczy gadżet nazywany "Amuletem" składa się z małych elektrod, które monitorują reakcje tkanek na prąd zmienny, różny u każdego człowieka. Następnie specjalny algorytm porównuje zmierzoną bioimpendencję (metoda diagnostyczna wykorzystująca zdolność mięśni do przewodnictwa elektrycznego) z zapamiętanym wzorcem osoby i na tej podstawie weryfikuje tożsamość użytkownika.

Po kolejnej fazie testów i usprawnień, urządzenie będzie miało wygląd podobny do obudowy zegarka, stąd właśnie nazwa Amulet. Dzięki niemu możliwe będzie bezprzewodowe kontrolowanie innych gadżetów znajdujących się w pobliżu i dostosowanie ich do własnych preferencji.

Wiele wskazuje na to, że wykorzystujący indywidualne pole elektryczne człowieka Amulet, rozwiąże problem identyfikacji tożsamości raz na zawsze.

źródło: http://nt.interia.pl/news...tm_campaign=RSS

NEVIL - Wto Sie 21, 2012 20:10

Voyager - pierwszy zwiadowca ludzkości [Galeria]




Dokładnie dwudziestego sierpnia 1977 roku, w kosmos wystrzelono sondę Voyager 2. Samotna podróżniczka wciąż oddala się od naszej planety i dotarła już tam, gdzie do tej pory nie dotarła żadna maszyna stworzona przez ludzkość.

Sonda w trakcie swojej misji wykonała zdjęcia Jowisza, Saturna, Urana i Neptuna. Jako jedyna dotarła do Urana i Neptuna. Na pokładzie ma także wyjątkowe przesłanie od ludzkości, które właśnie opuszcza Układ Słoneczny. Oto część wyjątkowych zdjęć przesłanych przez Voyagera 2.

Kliknij, by przenieść się do galerii.

Więcej: http://technologie.gazeta...__Galeria_.html

NEVIL - Sro Sie 22, 2012 16:51

Zamiast żony - Siri, zamiast wczoraj i jutra - dziś




Rozwój elektroniki i czas, jaki z nią spędzamy, zaczyna nas zmieniać. Podświadomie zaczynamy traktować naszą komórkę niczym... małżonka. Daje o sobie znać pamięć transaktywna.

Pamięć małżeńska

Przetrząsanie szafek w poszukiwaniu płynu do naczyń. Problemy ze znalezieniem numeru telefonu do zaprzyjaźnionego hydraulika. Trudności w połapaniu się w rachunkach. Rozwody potrafią być koszmarne, i to nie tylko z powodu alimentów czy grobowej atmosfery wśród przyjaciół. Kiedy rozstajemy się z długoletnim partnerem, rozstajemy się także z cząstką siebie - z pamięcią transaktywną.

Nie postrzegamy wszystkiego. Nasz mózg stosuje selekcję, która ma nam umożliwić wyłuskanie najważniejszych rzeczy z ogromu bodźców, jakie nas otaczają. To dlatego nieraz nie zwracamy uwagi na to, czy ktoś nosi obrączkę, chociaż przez godzinę macha ręką przed twarzą. Jeśli nie jesteśmy zainteresowani jego stanem cywilnym, to mózg tę informację ignoruje.

Z tego, co postrzegamy, pamiętamy jeszcze mniej. Nasza podświadomość wybiera do zapamiętania te informacje, które uzna za ważne. To dlatego mamy problemy z przypomnieniem sobie imion nowo poznanych osób, ale za to ich profesje zapamiętujemy już za pierwszym razem. W końcu w sytuacji kryzysowej bardziej przyda nam się wiedza, że ktoś jest lekarzem, niż że nazywa się Józek, prawda?

Tak jak w wielu dziedzinach, także jednak i w kwestii pamięci mamy do czynienia ze skrótami. Lubimy sobie pomagać na różne sposoby. Wynika to trochę z lenistwa, trochę zaś z chęci specjalizacji w konkretnych dziedzinach. W tym przypadku - odpowiedzią na nasze potrzeby jest pamięć transaktywna. Mamy z nią do czynienia wtedy, kiedy rezygnujemy z zapamiętania niektórych informacji, ponieważ wiemy, że ktoś bliski zrobi to za nas.

W efekcie w rodzinach nieraz występuje podział, że jeden małżonek pamięta wszystko nt. finansów domowych, a drugi koncentruje się na elektronice i samochodach. Nie jest to podział seksistowski czy wynikający z predyspozycji, a czysto użytkowy. Tak jest łatwiej. Kiedy wiemy, że ktoś się za nas opiekuje daną dziedziną, możemy się skoncentrować na swojej. W razie potrzeby odpowiedź mamy przecież na wyciągnięcie ręki - wystarczy zapytać. To jednak także rodzi zależność. Pamięć transaktywna świetnie sprawdza się w małżeństwach, bo małżonkowie dużo czasu spędzają razem. Kiedy jednak związek się rozpada, nagle stają się bezradni.

Nieskończona pamięć



Więcej: http://technologie.gazeta...tra___dzis.html

NEVIL - Sro Sie 22, 2012 17:33

O krok od e-zdrowia

Środa, 22 sierpnia (11:12)

Rejestracja on-line do specjalisty, porada medyczna przez internet, przekrojowa historia choroby dostępna za jednym kliknięciem. To nie futurystyczna wizja z filmu fantastycznego, lecz zbliżająca się wielkimi krokami rzeczywistość. Już dziś wprowadzane są prototypowe rozwiązania z dziedziny e-zdrowia, testowane w skali mikro.



Wizja powszechnego systemu e-zdrowia nabiera w Polsce realnych kształtów. Warto obserwować zwłaszcza prototypowe projekty - e-Receptę oraz Internetowe Konto Pacjenta. Oba powstały dzięki współfinansowaniu z Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka oraz Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia (CSIOZ).

- Podpisana ustawa o systemie informatyzacji medycznej nakłada na placówki ochrony zdrowia obowiązek informatyzacji dokumentacji medycznej od 1 sierpnia 2014 roku. Szpitale i inne placówki ochrony zdrowia mogą wdrażać własne systemy informatyczne, jednak muszą one współpracować z systemem centralnym (P1). Aktualnie CSIOZ przygotowuje wytyczne, które pomogą placówkom medycznym wprowadzać standardy elektronicznej dokumentacji medycznej - powiedziała Magdalena Szkutnik, Asystent ds. administracyjno-finansowych w Unizeto Technologies.

E-Recepta - szybciej, sprawniej i bezpieczniej

Więcej : http://nt.interia.pl/news...tm_campaign=RSS

NEVIL - Czw Sie 23, 2012 18:02

Zdjęcie światła w zwolnionym tempie



Harold Edgerton sfotografował w 1964 roku pocisk karabinowy przebijający jabłko. W 2012 roku spece z MIT postanowili sfotografować światło penetrujące butelkę po napoju. Efekt zapiera dech w piersiach.

Do zrobienia legendarnego zdjęcia Harold Edgerton wykorzystał kamerę o superszybkiej przesłonie, zdolną nagrywać klatki co jedna milionową sekundy. Ramesh Raskar przesunął tę granicę do jednej bilonowej sekundy. Ale co filmować w takim tempie?

Tylko światło.

Zobacz też, jak Ramesh Raskar sam opowiada o swoim eksperymencie.

Więcej: http://technologie.gazeta...m_tempie__.html

NEVIL - Pią Sie 31, 2012 08:08

Największe porażki technologiczne XXI wieku


Piątek, 31 sierpnia (05:15)

O tych, którzy odnieśli sukces mówimy tyle, że więcej się już nie da. O tych, którzy ponieśli spektakularną porażkę staramy się nie mówić wcale, choć powinniśmy uczyć się na ich błędach.



Nie wszystkie wynalazki stają się hitami. Niektóre okazują się wręcz klęskami i szybko lądują na technologicznym śmietnisku. Oto nasze zestawienie kilku głośnych klęsk świata IT - zostały one wymienione w przypadkowej kolejności:

Microsoft Zune

Więcej: http://nt.interia.pl/gadz...i-wieku,1837320

NEVIL - Czw Wrz 06, 2012 16:47

Komentarz internauty :

~Ania [3 godziny temu]
Jedzcie ryby promieniotwórcze . Żaden rak was nie dopadnie . I zaoszczędzicie energie , bo sami będziecie swiecić

==============================================================

Radioaktywny Bałtyk




Bałtyk od lat znajduje się w czołówce najbardziej zanieczyszczonych mórz na świecie. Wpływa do niego znacznie więcej wody słodkiej z rzek i opadów, niż słonej pochodzącej z Morza Północnego. W niektórych zakątkach zanieczyszczenie jest tak duże, że spowalnia rozwój ryb i innych organizmów morskich.

Wśród substancji zanieczyszczających wody Morza Bałtyckiego znajdują się nawozy, odpady ropopochodne, metale ciężkie, a także substancje organiczne i pierwiastki promieniotwórcze. Choć Polska nie posiada ani jednej elektrowni atomowej, ani nie prowadzi prac nad bronią jądrową, u wybrzeży naszego kraju stwierdza się obecność radionuklidów. W większości są to pierwiastki promieniotwórcze pochodzenia naturalnego, jednak aż 10 proc. wszystkich cząsteczek radioaktywnych zostało wprowadzonych do morza sztucznie.

Co znajduje się w Bałtyku?

Najbardziej rozpowszechnionymi w wodach Bałtyku są stront-90 i cez-137, stanowiące produkty rozszczepienia jąder uranu-235. Obecnie radionuklidy dostają się do Bałtyku głównie z Morza Północnego oraz z rzek i opadów atmosferycznych. Jednak przed rokiem 1963, w którym to zakazano przeprowadzania prób jądrowych, do naszego morza dostało się bardzo dużo pierwiastków promieniotwórczych. Ciągle stanowią one problem, ponieważ ich czas połowicznego rozpadu jest bardzo długi. Oznacza to, że minie jeszcze wiele lat zanim pierwiastki te znikną z Bałtyku.

Dodatkowo do wzrostu stężenia radionuklidów w Morzu Bałtyckim przyczyniły się również wypadki, które miały miejsce wiele kilometrów od wybrzeża. Po awarii reaktora w Czarnobylu, skażenie wód pierwiastkami promieniotwórczymi wzrosło dziesięciokrotnie. Wtedy też do Bałtyku trafił nowy izotop, którego obecności nigdy wcześniej nie odnotowano – cez-134.

Obecnie poziom skażenia jest dwukrotnie wyższy, niż był przed wypadkiem w czarnobylskiej elektrowni. Największe skupiska radioaktywnego cezu i plutonu w Morzu Bałtyckim znajdują się w zatokach, w tym również w Zatoce Gdańskiej.

Wzrost zanieczyszczenia Morza Bałtyckiego radionuklidami stwierdzono również w 1977 roku. Było to spowodowane wybuchem bomby atomowej 26 września 1976 roku w Chinach. Pierwiastki promieniotwórcze drogą morską przedostały się więc w okolice Polski aż z drugiego końca świata.

Skażone ryby

Skażenie wód pierwiastkami promieniotwórczymi skutkuje odkładaniem się ich w tkankach ryb, które następnie mogą znaleźć się na naszych stołach. Choć z upływem czasu zanieczyszczenie wynikające z wypadku w Czarnobylu maleje, to stężenie cezu w mięśniach śledzia, dorsza, flądry czy szprota jest znacznie wyższe niż przed awarią reaktora.

Sposób na pozbycie się uranu

Naukowcy starają się znaleźć sposób na wykorzystanie radionuklidów znajdujących się w morzach i oceanach. Jeden z opracowywanych pomysłów dotyczy odzyskiwania z wód - również Morza Bałtyckiego - promieniotwórczego uranu.

W czasach, kiedy energia jądrowa wydaje się być najefektywniejszą formą zasilania, poszukiwanie alternatywy dla naturalnych złóż paliwa jest wysoce wskazane. Produkcja kilograma uranu kosztuje ponad 1000 dolarów. Metoda ekstrakcji z morskich wód, nad którą pracują naukowcy mogłaby nie tylko stanowić alternatywę dla tradycyjnych złóż, ale również znacznie obniżyć koszty wydobycia, nawet o połowę.

Pomysł ten zakłada umieszczanie w wodzie maty wykonanej z polimerowych włókien, szerokiej na 50 do 100 metrów sięgającej na głębokość do 200 metrów. Materiał pokryty jest substancją, która sprawia, że uran osadza się na powierzchni „tkaniny”. Po pewnym czasie wyciąga się ją z wody i spłukuje roztworem kwasu, który pozwala na odzyskanie promieniotwórczego pierwiastka.

Największą zaletą metody jest to, że materiał może być wykorzystywany wielokrotnie. Obecnie naukowcy pracują nad projektem nowych mat, tańszych w produkcji i biodegradowalnych. Planuje się również opracowanie technologii pozwalającej na wiązanie innych pierwiastków, a tym samym oczyszczanie wody, która być może w przyszłości będzie mogła zostać zastosowana również w Morzu Bałtyckim.

źródło: http://odkrywcy.pl/kat,11...,wiadomosc.html

NEVIL - Sob Wrz 08, 2012 13:34

Polska metoda na łupki


Nowatorska polska technologia wydobycia gazu łupkowego może zrewolucjonizować nasz potencjał energetyczny. Autorem patentu jest zespół naukowców z Wojskowej Akademii Technicznej – donosi "Nasz Dziennik".

Dzięki temu pomysłowi energia z łupków byłaby tania i czysta - podkreśla gazeta. Bowiem zakłada on użycie do wydobycia gazu dwutlenku węgla, a nie wody z chemikaliami jak w technologii szczelinowania hydraulicznego. A ta ostatnia metoda wymaga zakupu kosztownych technologii amerykańskich; wzbudza też kontrowersje ekologiczne.

Jak zaznacza "NDz", choć pomysłu jeszcze nie udało się wdrożyć, nie są to fantazje, bo wszystkie zaproponowane technologie są znane i skuteczne, a podobne koncepcje rozwija się z powodzeniem w Kanadzie.

Naukowcy przymierzają się do udziału w konkursie Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, które finansuje tego rodzaju projekty oraz szukają partnera, który udostępni swój odwiert w celu przetestowania metody. Liczą też na wsparcie ze strony Ministerstwa Gospodarki.

źródło: http://biznes.onet.pl/pol...671,prasa-detal

NEVIL - Pon Wrz 17, 2012 18:05

Uważaj, niebezpieczny sprzęt AGD zalewa rynek




Przed tymi produktami ostrzega już nawet UOKiK. – Frytkownice, tostery, blendery, czajniki elektryczne czy żelazka mogą zagrażać bezpieczeństwu i życiu – twierdzi. I do listy bubli dopisuje po pięć produktów miesięcznie.

Sami eksportujemy do Europy świetne meble, niezłe samochody, nowoczesne pralki, ekologiczne lodówki i innowacyjne kuchenki. Tymczasem nasz rynek zalewa tandeta. I to coraz szerszym strumieniem.

Od początku roku rejestr wyrobów niezgodnych z zasadniczymi wymaganiami prowadzony przez UOKiK wydłużył się o 107 pozycji i obejmuje już łącznie 1,4 tys. produktów. Coraz większą jego część stanowi drobne AGD. Do tej kategorii należy aż 60 proc. wszystkich produktów, których jakość zanegował w tym roku UOKiK.

Zdaniem kontrolerów szczególnie trzeba uważać na blendery, tostery, frytkownice, czajniki, żelazka i mikrofalówki. Od tych pierwszych mogą odpadać ostrza, co spowodować może poważne uszkodzenia ciała. Te drugie dostają samozapłonu, przez co mogą spalić nawet mieszkanie.

W czajnikach często dochodzi do zwarć, a z frytkownic wycieka gorący olej. Z kolei niektóre mikrofalówki grożą wybuchem. Producentom taniego sprzętu często nie chce się też włożyć do opakowania instrukcji obsługi w języku polskim i zdarza się, że sprzedają u nas produkty z angielskimi wtyczkami.

Chodzi oczywiście głównie o sprzęt nieznanych, egzotycznie brzmiących marek sprzedawany na bazarach i w niektórych hipermarketach. Jego główną zaletą jest niska cena stanowiąca niekiedy równowartość 30 proc. wartości oryginalnego sprzętu sprawdzonej firmy.

– To chłam niewiadomego pochodzenia, który szkodzi konsumentom, a z drugiej strony podważa zaufanie do renomowanych wyrobów. Taki towar nie przechodzi żadnych europejskich testów, nie spełnia norm zarówno w dziedzinie bezpieczeństwa, jak i zużycia energii – ostrzega Wojciech Konecki, dyrektor generalny Stowarzyszenia Producentów Sprzętu AGD.

UOKiK zwraca uwagę na sprzęt pochodzący od konkretnych firm. Na liście bubli często pojawia się nazwa Cookworks Signature. Ta firma produkuje czajniki, frytkownice, tostery i blendery. Na cenzurowanym jest również Argos specjalizujący się w grzejnikach i opiekaczach oraz George Foreman – producent grilli elektrycznych.

Więcej: http://serwisy.gazetapraw...lewa_rynek.html

NEVIL - Sro Wrz 26, 2012 19:02

Grafen - technologiczny cud z Polski, który zrewolucjonizuje życie ludzi


Grafen to materiał, który w ciągu 10-15 lat zrewolucjonizuje nie tylko elektronikę, ale zmieni życie ludzi. W badaniach przodują polscy naukowcy, którzy jednak przez brak pieniędzy tułają się metrem po Warszawie, aby sprawdzać czy to, co uzyskują w eksperymentach, to grafen.

Czym w ogóle jest grafen? To cud inżynierii materiałowej: pojedyncza warstwa atomów węgla, którą w 2004 r. odkryli Andre Geim i Konstantin Novoselov (nagrodzeni Noblem w 2010 r.) metodą zdzierania warstwy węgla z grafitu.

Twór bez grubości

- Taki dziwny twór, który de facto nie ma grubości - tłumaczył dyrektor ITME dr inż. Zygmunt Łuczyński.

Uzyskana przez noblistów struktura ma niebywałe właściwości - jest dwuwymiarowa, bo ma tylko jedną warstwę atomów, tworzących siatkę z sześciokątów. Jest do tego przeźroczysta - przepuszcza 98 proc. padającego światła. Wytrzymała - 100 razy bardziej niż stal. Przewodzi ciepło i prąd - z gigantyczną prędkością, nawet 200 razy szybciej niż w krzemie. A jednocześnie grafen jest giętki i rozciągliwy - nawet o 20 proc.

Wszystko to powoduje, że potencjalne zastosowania grafenu są ogromne. Jak mówi Onetowi dr inż. Włodzimierz Strupiński z Instytutu Technologii Materiałów Elektronicznych, grafen będzie wykorzystywany głównie w elektronice wysokich częstotliwości, optoelektronice, spintronice, elektronice elastycznej, nanokompozytach, w medycynie.

Więcej: http://wiadomosci.onet.pl...,wiadomosc.html

==========================================

Komentarze pod artykułem:




NEVIL - Sro Paź 03, 2012 17:52

Tak będzie wyglądać III wojna światowa


Strategie działań wojennych na najbliższych kilkanaście lat są jasne i precyzyjne. Wiemy jak i czym odpowiedzieć na każdy rodzaj ataku. Oto, jak będzie wyglądać III wojna światowa



W najstarszej z baz Ministerstwa Obrony Stanów Zjednoczonych spotkali się amerykańscy oficerowie, agenci wywiadu, naukowcy i przedstawiciele branży zbrojeniowej. Z inicjatywy australijskiej firmy konsultingowej Noetic starali się tam opracować strategię działania na wypadek zagrożenia ze strony obcego państwa, reżimu lub terrorystów dysponujących bronią biologiczną. W trakcie dwudniowego kongresu zaprezentowano szczegółowe strategie działania i przede wszystkim - technologie mające sprostać nawet najpoważniejszemu zagrożeniu. Na serii podobnych spotkań wzięto pod uwagę kolejne realne scenariusze, w tym walkę w okupowanym mieście i starcie dwóch pokaźnych flot. A we wszystkich przypadkach szczególny nacisk położono na natychmiastową odpowiedź, neutralizację zagrożenia i jak najmniejsze straty w ludziach.

Więcej: http://nt.interia.pl/news...tm_campaign=RSS

NEVIL - Pon Paź 29, 2012 19:13

Jest się czego bać...
==================================
Boeing testuje broń, która unieszkodliwia elektronikę

Na miłośników gadżetów padł właśnie blady strach. W trakcie przeprowadzonych ostatnio testów, udało się unieszkodliwić cały sprzęt elektroniczny w budynku nie uszkadzając jednocześnie jego struktur.



Prace nad bronią zdolną do neutralizacji sprzętu elektronicznego przeciwnika prowadzone są już od dawna. Najbardziej znanym tego przykładem jest impuls elektromagnetyczny (EMP), wykorzystujący promieniowanie elektromagnetyczne, które powstaje podczas bardzo silnych eksplozji (szczególnie ładunków jądrowych). Impuls powoduje zwiększone napięcie, oraz skokowy wzrost natężenia prądu, co prowadzi w rezultacie do uszkodzenia elementów elektronicznych i obwodów elektrycznych.

Inżynierowie firmy Boeing wraz z przedstawicielami Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych przeprowadzili udane testy rakiety CHAMP (Counter-electronics High-powered Advanced Missile Project). W trakcie testu rakieta przelatywała nad poligonem na pustyni Utah, gdzie znajdowały się budynki wypełnione sprzętem elektronicznym. Broń z sukcesem wyeliminowała siedem wybranych celów.



Rakieta CHAMP przelatując nad budynkiem emitowała bardzo silną i skoncentrowaną wiązkę mikrofal, która niszczyła obwody elektryczne, neutralizując taki sprzęt jak komputery, smartfony, czy kamery.

Projekt kosztował już 38 milionów dolarów, jeśli kolejne testy przebiegną pomyślnie nowe rakiety kupi Pentagon i zostaną włączone do wyposażenia amerykańskiej armii.

źródło: http://technowinki.onet.p...97,artykul.html

NEVIL - Pią Lis 09, 2012 12:07

Pan bateria - człowiek, który da światu prąd




Smartfon, który na baterii działa nie dzień, lecz kilka. Płynna bateria, która pozwoli na dostarczanie energii elektrycznej miastu o powierzchni Nowego Jorku, na dodatek ładowana energią słoneczną lub wiatrową. Bujda? Skąd - takie rozwiązania już są i to tylko kwestia czasu, kiedy zostaną wprowadzone na rynek. Opracował je największy ekspert od baterii na świecie - Donald Sadoway.

Łatwo jest narzekać na szybko wyczerpujące się baterie w urządzeniach.
Dużo trudniej ruszyć głową i opracować całkowicie nowy sposób przechowywania energii. Rozwiązaniem miały być odnawialne źródła energii. Ale wiatr wieje według własnego widzimisię, a energię słoneczną można zbierać tylko w ciągu dnia. Odnawialne źródła energii dają szansę na uniezależnienie się od ropy, ale najzwyczajniej w świecie nie można liczyć na ich "stałe dostawy". Z tym problemem zmierzyć się chce Donald Sadoway. Wykładowca chemii na Massachusetts Institute of Technology (MIT), którego prestiżowy magazyn Time ogłosił jedną ze 100 najbardziej wpływowych osób 2012. Sadoway od lat pracuje w MIT nad bateriami, jakich jeszcze nie widzieliście.

Więcej: http://technologie.gazeta...wiatu_prad.html

NEVIL - Pią Lis 09, 2012 17:36

Oświetlenie LED: fakty i mity


08-11-2012
Jest drogie i niefunkcjonalne, nie nadaje się do wykorzystania w domu czy w biurze, a przy tym to tylko chwilowy trend – tak powszechnie myślimy o oświetleniu diodami LED. Ile w tym prawdy?

Więcej: http://www.zycie.senior.p...mity,15575.html

NEVIL - Pią Lis 16, 2012 10:15

Mikrokratownica - najlżejszy metal na świecie


Naukowcom z HRL Laboratories – ośrodka należącego do General Motors i Boeinga – udało się otrzymać najlżejszy metal na świecie. Do czego zostanie wykorzystany?



Ptaki mogą latać dzięki licznym cechom anatomicznym, morfologicznym i fizjologicznym, które wykształciły się na drodze ewolucji. Jedną z nich są pneumatyczne, czyli zawierające puste przestrzenie kości. Nic dziwnego, że inżynieria materiałowa podpatruje naturę i stara się czerpać z niej jak najwięcej.

Doskonałym przykładem są naukowcy z HRL Laboratories i ich rewolucyjny materiał - "mikrokratownica". W toku badań okazało się, że jest ona lżejsza od niemalże każdego znanego nam materiału - powyższe zdjęcie pokazuje, że bez trudu utrzyma się na dmuchawcu, bez uszkadzania jego delikatnej struktury. Mało tego, wykazuje przy tym niezwykłą wytrzymałość mechaniczną. Materiał może utrzymać poważne obciążenie, a następnie wrócić do pierwotnej postaci.

Podobnych wynalazków nie brakuje. Warto wspomnieć o aerożelu, węglowych nanorurkach, aerożelach krzemowych czy piankach metalicznych i polimerowych. Wszystkie jednak mają tę samą "wadę" - brakuje im sztywności, wytrzymałości, przewodności i zdolności do pochłaniania energii materiałów cięższych. Mikrokratownica ma to wszystko, a kluczem do sukcesu okazały się puste w środku rurki, które naukowcy otrzymali w procesie naświetlania promieniowaniem UV światłoczułej substancji. Na powstałą w ten sposób siatkę napylili nikiel i fosfor, a następnie wytrawili.

Zalety niezwykle lekkiego i wytrzymałego materiału chwalą przedstawiciele koncernu lotniczo-zbrojeniowego Boeing, który jest jednym z właścicieli HRL Laboratories. Niewykluczone, że mikrokratownica okaże się ważnym elementem konstrukcyjnym przyszłych generacji samolotów pasażerskich.

źródło: http://nt.interia.pl/tech...ecie,nId,709641

NEVIL - Sro Lis 21, 2012 08:56

540 metrów do pracy, czyli dzień z życia konserwatora anten telekomunikacyjnych


Czasami anteny telekomunikacyjne i nadawcze po prostu się psują. Problem z ich naprawianiem i konserwacją polega na tym, że najpierw trzeba się do nich dostać... a niektóre z nich osadzone są na szczytach naprawdę wysokich wież. Oto jedna z podróży tego typu. Błahe 540 metrów wzwyż.

Wieże kratownicowe wyposażone w odciągi potrafią być naprawdę wysokie. Ta, na którą wspinają się technicy z filmu góruje nad wieżą Eiffela o dobre 214 metrów. Na szczęście, pierwsze 500 metrów można wjechać windą. Niestety, to te ostatnie 40 metrów oddziela mężczyzn od chłopców.

Co ciekawe, wspinaczka odbywa się bez zabezpieczeń i... z 15 kilogramową skrzynką z narzędziami bujającą się kilka metrów pod monterem. Jak informuje narrator, przepinanie się z ze stopnia na stopień zajęłoby za dużo czasu, niepotrzebnie wydłużając i tak już wypełnione grozą minuty.

Dodatkowo, w wypadku nadejścia burzy lub silnego wiatru, na szczycie wieży nie ma się gdzie schować, a drogę w dół prawdopodobnie blokuje kilku współtowarzyszy. Tak, z pewnością zejście nie należy do najłatwiejszych.

Jeśli zastanawiacie się gdzie na świecie stoi tak olbrzymi maszt, może się okazać, że ów świat kryje w sobie nieco więcej niespodzianek, niż mogłoby się wydawać. Bohater filmu umiejscowiony jest najprawdopodobniej w USA. To jednak akurat mało istotne, ponieważ wieża przedstawiona w materiale to całkiem przeciętna konstrukcja. Nie znalazł się nawet w grupie 100 najwyższych na świecie masztów tego typu. Aby dobitniej przedstawić sytuację - w pierwszej 60-ce nie znajdziemy nic niższego niż 600 metrów. Widoki ze szczytu i droga sam czubek mogą być więc jeszcze bardziej malownicze.

http://www.youtube.com/wa...player_embedded

Mało kto pewnie wie, że najwyższa na świecie wieża kratownicowa od 1974 do 1991 roku stała pod Warszawą. Tak, w Polsce. Mierzyła 646,4 metra i górowała nad drugim najwyższym masztem na świecie o prawie 20 metrów. Niestety, runęła 8 sierpnia 1991 roku podczas wymiany odciągów.

źródło: http://technologie.gazeta...nserwatora.html

NEVIL - Pią Lis 23, 2012 11:58

Odkryto nowy zapach, który nie pachnie


Naukowcy odkryli nowy zapach, nazywany przez nich białym, który ma być sensualnym odpowiednikiem białego światła.



Podobnie jak białe światło, które jest mieszanką fal o różnych długościach, tak też biały zapach jest połączeniem kilku innych. Sekret nie tkwi jednak w poszczególnych składnikach, a w proporcjach ich wymieszania.

Badacze spostrzegli, że im więcej komponentów zapachowych doda się do mikstury, tym bardziej zbliżą się do siebie, nawet jeżeli osobno nie mają ze sobą wiele wspólnego.


Naukowcy z Izraela wystawiali ochotników na setki różnych zapachów; niektóre składające się z jednego komponentu, a inne nawet z kilkunastu. Okazało się, że badani często porównywali do siebie zapachy o takiej samej ilości składników, mimo że proporcje składowych były w nich zupełnie inne. Oznacza to, że nasz umysł traktuje zapachy jako całość. Musi zatem istnieć coś takiego jak biały zapach, który dodatkowo powinien składać się z takiej ilości zapachów o takiej intensywności, by pokryć pełne spektrum czułości ludzkiego węchu.

Jaki zatem jest zapach białego zapachu? Zgodnie z przewidywaniami, naukowcy ustawiają go dokładnie w połowie skali przyjemności. W istocie jednak, zapach biały jest na tyle niewyraźny, że raczej nie ma osoby, która podjęłaby się jego opisu.

źródło: http://nt.interia.pl/tech...hnie,nId,716258

NEVIL - Sob Lis 24, 2012 23:19

Komentarz pod artykułem:

~o tak

co za bzdura - te wasze smarkfony nadają się co najwyżej do robienia zdjęć na tandetnej imprezie u studentów. Telefon ma służyć do dzwonienia, a nie do trzystu innych rzeczy. Jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Taka jest prawda, a wy jesteście zapatrzeni w te bzdurne gadżety jak ryba w ręcznik. Marketingowcy zrobili wam z mózgów sieczkę.

=================================================

Nadchodzi koniec epoki kompaktów?


Czy w starciu z konkurencją w postaci smartfonów standardowe „małpki” skończą jak odtwarzacze MP3? A może powracająca moda na „aparaty społecznościowe” odwróci tendencję spadkową?

Często bywa tak, że życie innowacji technologicznych po okresie popularności kończy się nagłym upadkiem. Standardowe telefony komórkowe czy odtwarzacze MP3, jeszcze niedawno wszechobecne, ustąpiły pola wielofunkcyjnym smartfonom. Czy podobny los spotka aparaty kompaktowe? Hiroshi Hiyama z Phys.org twierdzi, że jesteśmy świadkami zmierzchu kompaktów. "Podobnie jak fotografia cyfrowa zakończyła epokę dominacji fotografii analogowej, tak smartfony zajmą miejsce aparatów kompaktowych", mówi Hiyama.

Na dowód swojej teorii podaje twarde statystyki. Na rynku japońskim sprzedaż kompaktów tamtejszych producentów spadła na łeb na szyję - o 42 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem. Warto jednak odnotować, że sprzedaż bardzo popularnych w Japonii zaawansowanych kompaktów z wymienną optyką (bezlusterkowce są tam o wiele częściej kupowane niż w Europie) również spadła, ale jedynie o 7,4 proc.

Nietrudno zrozumieć taki stan rzeczy. Regularnie docierają do nas doniesienia o coraz większych możliwościach aparatów w smartfonach i nikogo nie dziwi już, że "The New York Times" ilustruje artykuły fotografiami z iPhone'a. Zamiast dwóch urządzeń - telefonu i aparatu - można zakupić jedno. W takiej sytuacji "małpka", obowiązkowy gadżet w czasach, w których każdy miał konto na MySpace, staje się fotograficznym dinozaurem. Jej miejsce zajmuje poręczny smartfon, a żeby uzyskać lepszą jakość zdjęć, użytkownik wybierze chociażby bezlusterkowca.

Być może jednak prognozy Hiyamy są zbyt pesymistyczne i kompakty nie zejdą tak szybko z placu boju. W tym roku pojawiło się kilka aparatów opartych na systemie Android, z przebojową premierą - Galaxy Camera Samsunga na czele.

Aparaty te zapewniają taką wygodę jak smartfon: duży, przejrzysty wyświetlacz, możliwość natychmiastowego przesłania zdjęć dosSieci i wachlarz aplikacji do edycji zdjęć, a jednocześnie o wiele lepszą jakość obrazu. Samsung zapowiada dalsze próby na tym polu (również w zakresie dystrybucji przez operatorów sieci komórkowych). Czy koreański eksperyment okaże się sukcesem? Być może - jeśli w ślad za nim pójdą atrakcyjne rozwiązania cenowe.

źródło: http://nt.interia.pl/foto...ktow,nId,716405

NEVIL - Nie Lis 25, 2012 10:34

Komentarz internauty:

~Rumcajs -

Moze to i dobre ale teraz trzeba bedzie uzgadniac to z producentami ubiorów zeby szyli odpowiednie kieszenie do tych urzadzen albo producenci tych urzadzen dolaczali do nich odpowiednie oprzyrzadownie zeby mozna bylo sobie powiesic na szyi jak koniowi homonto, przeciez nie bedzie nikt tego nosil caly dzien w rece...

=================================================

Tablet, smartfon i aparat w formie portfela

KLIK: http://mobtech.interia.pl...Id,61378#883168

NEVIL - Nie Lis 25, 2012 13:48


Cyberarachnofobia - przerażająco żywy robot



Strzeż się robotycznego pająka. Jego ruchy są zdumiewająco podobne do biologicznego odpowiednika.

PhantomX ma sześć zwinnych odnóży i potrafi poruszać się zwinniej od konkurencji. Łatwo zmienia kierunek ruchu, przechyla się, kołysze. Czasami wygląda jakby miał zamiar skoczyć na swoją ofiarę.

Pająk kosztuje ok. 1200 dolarów i można go złożyć samemu, a oprogramowanie, które nim zarządza jest otwarte.

Dodatkowo robota można wyposażyć w kompatybilne akcesoria: kamery, ramiona, wysięgniki a nawet komputery.

Całość sterowana jest zdalnie z poziomu komputera lub kontrolera.

Więcej: http://technologie.gazeta...zywy_robot.html

NEVIL - Sob Gru 01, 2012 18:23

Komentarz pod artykułem:

~SN -

Komputery, roboty itp. tym się różnią od ludzi że nie mają motywacji i są im obce uczucia. Zwalczanie ludzi przez roboty musiałoby być poparte strachem, chciwością lub inną motywacją, które maszynom są obce. Jedynie człowiek może je zainfekować wrogością.


===================================================

W Cambridge sprawdzą, czy sztuczna inteligencja zwróci się przeciwko człowiekowi


Czy komputery mogą stać się mądrzejsze od ludzi i spróbować przejąć władzę nad światem? Na takie pytania spróbują odpowiedzieć naukowcy z Uniwersytetu w Cambridge.

Badacze sugerują, że zagadnienie jest poważne i godne uwagi. Należy bowiem sprawdzić, w jaki sposób sztuczna i superinteligentna technologia może nam zagrozić. - W przypadku sztucznej inteligencji rozsądne wydają się przewidywania, że w tym lub następnym stuleciu wymknie się ona spod władzy biologii - powiedział prof. Huw Price z Uniwersytetu w Cambridge. Kiedy tak się stanie, "nie będziemy już tymi najmądrzejszymi" i zaryzykujemy bycie na łasce "maszyn niekoniecznie szkodliwych, ale takich, dla których interes ludzi nie będzie miał najmniejszego znaczenia".

Ludzie od dawna boją się podobnych scenariuszy. Dobitnie zostało to pokazane w książce, a później filmie "2001: Odyseja kosmiczna", gdzie komputer HAL (nazwa powstała po cofnięciu w alfabecie poszczególnych liter skrótu IBM) buntuje się przeciwko oddanych mu pod opiekę kosmonautów. Price przyznaje, że wiele osób nie traktuje jego obaw poważnie. Podkreśla przy tym, że potencjalnego ryzyka nie należy bagatelizować.

Trudno określić dokładny charakter zagrożenia. Price przewiduje jednak, że może ono dotyczyć surowców, które maszyny wykorzystają do własnych celów. Sytuacja zacznie przypominać wpływ ludzi na środowisko naturalne, w którym nasza strategia zarządzania zasobami sprawia, że wiele gatunków roślin i zwierząt po prostu wymiera.

źródło: http://nt.interia.pl/tech...e-pr,nId,717246

NEVIL - Pon Gru 03, 2012 22:34


Zrób to sam, czyli kałasznikow z łopaty




Na pewnym amerykańskim forum entuzjastów militariów trafiliśmy na dość interesujące fotostory jednego z użytkowników. Pokazuje on jak potencjalnie śmiercionośne mogą być przedmioty trzymane przez każdego z nas w garażu. A dokładniej, jak przeistoczyć szpadel w AK47.
Oczywiście z samej łopaty nie dałoby się niestety tego zrobić ale już posiadając trochę gotowych elementów, jak najbardziej jest to możliwe.

Użyte elementy:

Łopata - 2 USD
Gotowa lufa - 30 USD
Mechanizm pochodzący z rumuńskiego demobilu - 200 USD

Jak widać, można sobie sprawić "kałacha" za mniej niż 250 dolarów, a jak to zrobić zobaczycie w galerii

Więcej: http://technowinki.onet.p...,foto-male.html
===================================

Sam artykuł , to bajeczka o tym kałachu z łopaty, ale warto poczytać komentarze różnych ,,mądrali" pod nim :-)

NEVIL - Wto Gru 04, 2012 17:22

Komentarz internauty:

~jasiek -

ILE CZŁOWIEK BY DAŁ ŻEBY CHOĆ NA CHWILE TAM BYĆ, ITD......

=======================================

Film poklatkowy - Międzynarodowa Stacja Kosmiczna


Niejaki Giacomo Sardelli przygotował fantastycznie wyglądający film poklatkowy z życia Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS). Działa na wyobraźnię...


KLIK : http://nt.interia.pl/wide...ideo,vId,889385

NEVIL - Sro Gru 05, 2012 09:47

Rewolucja w żarówkach - niskie rachunki i idealne światło



Nowy typ żarówki z tworzywa sztucznego, który mógłby zastąpić świetlówki kompaktowe, opracowali amerykańscy naukowcy - podał portal BBC News.


Nowa żarówka zrobiona jest z warstw plastiku i ma być wydajniejsza, gdyż wytwarza lepszej jakości światło i nie daje efektu migania - podał magazyn "Organic Electronics". Badacze mają nadzieję, że ich wynalazek zostanie wprowadzony do obrotu już w 2013 roku.

Nowe źródło światła wykorzystuje technologię elektroluminescencji polimerów (z ang. field-induced polymer electroluminescent, Fipel). Żarówka wykonana jest z trzech warstw polimerów zawierających nanomateriał, który świeci, kiedy przechodzi przez niego prąd elektryczny.

Więcej: http://tech.wp.pl/kat,100...,wiadomosc.html

NEVIL - Nie Gru 09, 2012 20:18

Microsoft chce zrewolucjonizować GPS: ma być szybszy, dokładniejszy i energooszczędny




Lokalizacja oparta na standardowym modelu GPS coraz mniej się sprawdza. Obecny system jest niedostosowany do olbrzymiej ilości zapytań. Microsoft wymyślił jak to zmienić. Sposób jest prosty: zamiast "zatrudniać" do przetwarzania danych smarfon lepiej "zatrudnić" chmurę.

Coraz więcej firm, agencji, producentów sprzętów i oprogramowania wypatruje nowej jakości usług GPS. Obecny system, które podstawą są satelity, jest coraz mniej wydajny. Ilość informacji, która musi być wysłana i odebrana jest spora, po drodze dochodzi do sporych opóźnień i niedokładności. Problemem jest też potrzeba synchronizacji danych z co najmniej trzech satelitów jednocześnie, często słaba siła sygnału a nawet efekt Dopplera. Tymczasem coraz więcej aplikacji i urządzeń chce poznać pozycję poszczególnych obiektów w czasie rzeczywistym.

Większość smartfonów korzysta z systemu GPS wspomaganego przez Internet. A-GPS przyspiesza cały proces wspomagając się danymi z sieci WiFi (np. adresy MAC), nadajników GSM. Również i to rozwiązanie jest niezwykle okrutne dla baterii - telefon musi przesłać i przetworzyć mnóstwo danych.

Microsoft postanowił stworzyć system, który problem określenia lokalizacji rozwiąże w sposób ostateczny. "Cloud Offloaded GPS” (z ang. GPS Przerzucony do Chmury), w skrócie CLEO lub CO-GPS, wykorzystuje do obliczeń zdalne serwery. Dane z GPS wrzucane są do chmury i to ona je przetwarza, nie smartfon czy tablet.

Z dokumentacji projektu przedstawionej przez Microsoft Research wynika jedno: urządzenie oparte o CO-GPS zasilane parą baterii AA mogłoby teoretycznie wysyłać dane przez półtora roku. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że normalne użytkowanie GPS będzie wymagało znacznie większej ilości energii to skala oszczędności jest gigantyczna.

Nie wiadomo jeszcze kiedy patent Microsoftu miałby znaleźć się w komercyjnym zastosowaniu. Pewne jest jednak, że apetyt na precyzyjne określenie pozycji obiektu jest tak olbrzymi, że nowe rozwiązanie musi się w końcu pojawić. Im szybciej tym lepiej.

źródło: http://technologie.gazeta...c_szybszy_.html

NEVIL - Nie Gru 09, 2012 20:50

Komentarz pod artykułem:

atuanu

Ale masakra , już im wierzę , że podobnie jak na lotniskach przy prześwietlaniu co ładniejszych babek nie będzie się zbierać grupka respektujących prywatność podglądaczy... Poza domem namierzają nas za pomocą telefonów i innych banknotów z czipami teraz jeszcze chcą nam do wyrek zaglądać...

=================================

Patrzę na ciebie jak oglądasz telewizję. I wyciągam wnioski



Zarówno Google, Microsoft, jak i amerykańscy operatorzy Comcast i Verizon złożyli wnioski patentowe dotyczące telewizorów i nagrywarek, które bacznie obserwują. Tak, będą wiedzieć, kiedy "zaczniesz brykać na kanapie".

Niedawno Verizon zaproponował model nagrywarki wyposażonej w mikrofony i kamery, która widzi i słyszy zachowanie osób podczas oglądania telewizji. Dźwięki, zachowania, wybierane jedzenie a nawet postawa etyczna - wszystko to ma być rejestrowane i analizowane.

W patencie dotyczącym urządzenia wykazane są następujące funkcje:

Jeśli nagrywarka usłyszy, że zaczynasz „brykać” na kanapie wprowadzi do systemu słowa takie jak „romans, miłość, pieszczoty”. Podczas przerwy reklamowej widzowie usłyszą więc sprofilowane treści: reklamy kwiatów, romantycznej komedii, która wchodzi do kin i... środków antykoncepcyjnych.
Jeśli sprzęt wykryje kłótnię w przerwie reklamowej wyświetli się reklama poradni małżeńskiej lub usług mediacji.
Nagrywarka pozna rodzaj piwa, które pijesz i również wyświetli odpowiednią reklamę
Jeśli system wykryje oznaki stresu telewizor zaproponuje ci projekty relaksacyjne np. świece
Nagrywarka będzie też tworzyć profile użytkowników.
Rozwiązania takie wydają się bardzo kontrowersyjne i wyglądają jak totalna kontrola naszych zachowań. Verizon odpiera takie zarzuty twierdząc, że system będzie respektował prywatność i nie będzie gromadzić żadnych wrażliwych danych.

źródło: http://technologie.gazeta...I_wyciagam.html

NEVIL - Pon Gru 10, 2012 22:14

Nikola Tesla - geniusz na miarę epoki.

=======================================

Nikola Tesla, człowiek który poruszył prąd




Nikola Tesla jest jedną z ikon wynalazczości. Jego płodne pod względem naukowym życie, oraz śmierć po dziś dzień owiane są jednak tajemnicą.

Wynalazca pozostawił po sobie niezrealizowane projekty i zaskakująco innowacyjne - jak na swoje czasy - rozwiązania z dziedziny elektryki. Jednym z nich jest na przykład prąd przemienny, którego używamy na co dzień.

źródło + materiał filmowy http://technologie.gazeta...uszyl.html?bo=1

NEVIL - Wto Gru 11, 2012 17:21

Komentarz internauty:

~DAhak.

Teraz rozumiem dlaczego rząd chce wprowadzić zakaz noszenia kominiarek. I nie chodzi im o demonstracje uliczne , ale żeby przed TV nie siedziała cała rodzina w kominiarkach.

==========================================

Czy telewizory Samsunga mają lukę bezpieczeństwa?


W internecie pojawił się materiał wideo, który pokazuje, że istnieje możliwość zdalnego odczytania danych z podpiętych do telewizora Samsunga z technologią Smart TV urządzeń pamięci masowej USB oraz sprawdzenia, co oglądał użytkownik telewizora - czytamy w serwisie niebezpiecznik.pl.

Osobą, która znalazła rzekomy błąd jest Luigi Auriemma, który ma na koncie już kilka tego typu luk zlokalizowanych w innych telewizorach. Opublikowany przez niego materiał wideo pokazuje jedynie następstwa domniemanej luki, nie pokazuje natomiast, jak złamał zabezpieczenia telewizora (na szczęście). Czy przekazał informacje o luce Samsungowi? Na razie nie wiadomo. Ponadto, nie wiemy, które modele telewizorów Samsunga miałyby być narażone na potencjalny atak. Auriemma mówi jedynie o "najnowszym firmware" i o tym, że "prawie wszyscy, którzy mają Samsung TV u siebie w domu lub pracy są narażeni".

Na razie zatem, dla bezpieczeństwa, warto odłączyć telewizor od internetu - radzi serwis niebezpiecznik.pl

Więcej: http://nt.interia.pl/audi...stwa,nId,725115

NEVIL - Sro Gru 12, 2012 11:47


Ekran LCD w soczewce kontaktowej — technologia z przyszłością?


12.12.2012 10:50, Autor: Tomasz Wrzesień (TomisH), Kategoria: News

Google Glasses, specjalne okulary Microsoftu, projekt Oculus Rift — wszystko to będzie chciało nam wyświetlać przed oczami pewne informacje, z gier, albo też dane dopełniające obraz świata rzeczywistego. Okazuje się jednak, że w przyszłości może niekoniecznie trzeba będzie nosić coś na nosie, by osiągnąć zbliżoną ergonomię i możliwości. Naukowcom z Uniwersytetu Gandawskiego udało się zmieścić ekran LCD w soczewce kontaktowej.

Badacze zapewniają, że są w stanie wytworzyć specjalne soczewki o dowolnym rozmiarze, przyznają niemniej, iż w początkowej fazie rozwoju tej technologii sam jej użytkownik niewiele z ekraniku skorzysta. Wyświetlany na przezroczystej powierzchni obraz znajduje się zwyczajnie zbyt blisko oka, byśmy mogli złapać na nim ostrość. Pracuje się jednak nad tym problemem. Póki co projekt należy traktować raczej w kategorii gadżetu. W przeciągu najbliższych lat być może znajdzie przykładowo zastosowanie jako elektroniczne okulary przeciwsłoneczne, sposób na szybką zmianę koloru oczu czy „imprezowe” wyświetlenie na ślepiach gwiazdek lub innych podstawowych symboli. Z czasem oraz rosnącymi możliwościami rozwiązania, zapewne zainteresuje się nim również medycyna

Więcej: http://www.dobreprogramy....nosc,38021.html

NEVIL - Czw Gru 13, 2012 11:09

Magia wsparta technologią - iluzjonista z augmented reality



Ten magik miesza rzeczywistość z cyfrową iluzją. Nie wiadomo, gdzie jest granica pomiędzy jednym a drugim.

Marco Tempest jest pionierem jeśli chodzi o łączenie tradycyjnych sztuczek magicznych z osiągnięciami nowoczesnej technologii.

Magik opracował własną wersję „Google Glass” - okulary połączone z kamerą pozwalają widzieć nam świat rzeczywisty zmieszany z cyfrowym. I takie właśnie są sztuczki Tempesta.

Kiedy układa na stole talię kart i zaczyna je tasować rozpoczyna też opowieść. Mówi o kolorach i wyjmuje karta jedna po drugiej - wszystkie w odpowiedniej kolejności.

Następnie opisuje, że talia kart ma wiele wspólnego z naturą - suma liczb w niej występujących jest równa ilości dni w roku (365). Kiedy wypowiada te słowa jakimś „magicznym” sposobem na stole lądują karty „3”, „6” i „5”.

Więcej: http://technologie.gazeta..._augmented.html

NEVIL - Nie Gru 16, 2012 12:42

Czy "inteligentny" krzem dokona rewolucji w informatyce?


Otrzymaliśmy bardzo ciekawy list Phila Rogersa z firmy AMD, który traktuje o zmianach w informatyce, jakie może zagwarantować ludzkości Architektura Systemów Heterogenicznych. Według niego ma ona zmienić sposób korzystania z laptopa, smartfona, tabletu oraz innych elektronicznych urządzeń.



List postanowiliśmy opublikować w całości, bez ingerencji redakcji:

"Powodowane niewiarygodną mocą dzisiejszego sprzętu komputerowego, innowacje komputerowe postępują w zadziwiającym tempie. Wystarczy spojrzeć na to jak bardzo w ostatnich latach rozwinęły się gry komputerowe, dwuwymiarowe rozgrywki z bocznym przewijaniem zastąpiły interaktywne wciągające gry z filmowej jakości grafiką. Wrażenie robi też to, w jaki sposób rozwinęła się fotografia cyfrowa. Od wywoływanych z kliszy i drukowanych fotografii umieszczanych w albumach do przesyłanych strumieniowo zdjęć w wysokiej rozdzielczości, którymi można się swobodnie dzielić. Niesamowicie dużo dzieje się też w dziedzinie rozwoju interfejsu użytkownika: głos, dotyk i polecenia wydawane gestami zaczynają zastępować klawiaturę i myszkę.

Być może już niedługo smartfony, tablety i komputery osobiste będą zdolne do interpretowania naszych grymasów, ruchów brwiami, uśmiechów i innych gestów, które pozwolą im rozpoznać czy jesteśmy weseli, smutni czy sfrustrowani, aby następnie móc odpowiednio zareagować. Na przykład wesoła mina i śmiech użytkownika z danych treści mogą skłonić urządzenie do zaproponowania podobnych materiałów. Z kolei znudzenie lub podirytowana mina będzie dla urządzenia znakiem, aby zasugerować inne opcje.

Więcej: http://nt.interia.pl/komp...tyce,nId,725783

NEVIL - Pon Gru 17, 2012 20:09


Świat za 5 lat według IBM — maszyny będą widzieć, wąchać i słuchać


17.12.2012 19:23, Autor: Anna Rymsza (Xyrcon), Kategoria: Felieton

IBM co roku publikuje raport 5 in 5, czyli przewidywania, jak 5 obszarów technologii zmieni się w ciągu najbliższych 5 lat. Komputery rozwijają się z roku na rok coraz szybciej, świat rzeczywisty zaciera się z wirtualnym, lada chwila nasze ciała zintegrują się z komponentami elektronicznymi — czy to soczewkami rozszerzającymi rzeczywistość, czy to z robotycznymi protezami… Dróg możliwego rozwoju jest mnóstwo. Bernard Meyerson z IBM skupił się jednak na urządzeniach kognitywnych, czyli wpływających na nasze procesy poznawcze. W tegorocznym raporcie nie ma pięciu obszarów technologi jako takich. Jest za to 5 zmysłów, które maszyny mają poszerzać. Mamy więc pięciu naukowców, którzy pracują w laboratoriach firmy IBM, i pięć pomysłów na zastosowanie wspieranych komputerowo zmysłów.

Po pierwsze — dotyk, według wielu specjalistów od projektowania interfejsów i psychologów jest to najbardziej naturalny sposób interakcji ze światem. Rubyn Schwartz uważa, że za 5 lat za telefon umożliwi nam dotykanie przedmiotów, których nie mamy na wyciągnięcie ręki. Nie chodzi jednak o to, co można spotkać w muzeach lub ogrodach zoologicznych, gdzie przy ekspozycji lub klatce ze zwierzakiem znajduje się niekiedy skrzynka, w której można dotknąć skóry dinozaura z wystawy lub futerka oglądanego stworzenia. Schwarz ma na myśli przekazywanie faktury wibracjami, w miarę jak przesuwamy palcem po ekranie. Sprawdzi się to z pewnością przy tkaninach, może znajdzie zastosowanie w ułatwieniach dla niewidomych, niestety na możliwość pogłaskania egzotycznego zwierzęcia, o którym czytamy w interaktywnej książce, trzeba jeszcze poczekać.

Za 5 lat komputer będzie zdolny nie tylko do „widzenia” obrazu, ale także do „zrozumienia go” — mówi John Smith. Proces uczenia się pozwoli maszynie wybrać informacje, które liczą się najbardziej — nie będzie to już analiza kolorów ani kształtów, bo maszyna na podstawie znanych już przykładów sama podejmie decyzję, czy liczy się barwa, budynki czy twarz. Zastosowań jest wiele — od tworzenia map miejsc, na których ma miejsce sytuacja kryzysowa na podstawie zdjęć wrzucanych na Twittera przez znajdujące się tam osoby, po badania dermatologiczne. Wyłapywanie istotnych informacji ze zdjęć znajdzie zapewne również zastosowanie w naszych domach — choćby przy sortowaniu materiałów wizualnych z wakacji.

Podobnie będzie ze słyszeniem. Dimitri Kanevsky stracił słuch w wieku 3 lat. Poważnym problemem w jego życiu było to, że nie był w stanie zrozumieć potrzeb swojego nowonarodzonego syna. Jego marzeniem jest system, który będzie w stanie wyłapywać istotne informacje z dźwięków wydawanych przez małe dzieci, jeszcze zanim zaczną mówić. System byłby nieocenioną pomocą dla opiekunów i lekarzy, ale na tym jego zastosowania się nie skończą. Kanevsky chce interpretować i zrozumieć każdy dźwięk. Poważnym problemem w Brazylii są powodzie i osuwanie się błota… a te zjawiska też przecież można usłyszeć, można więc je monitorować i przewidzieć, kiedy masa mokrej gleby zamierza się ześlizgnąć na pobliskie miasteczko. Czułe urządzenia usłyszą je dużo wcześniej, niż ludzie — w końcu nasz słuch nie jest szczególnie imponujący.

Smak jest ciekawym zmysłem, który bazując na chemii pozwala mózgowi dostarczyć niekiedy niezapomnianych wrażeń. Larv Varshney uważa, że za 5 lat maszyna będzie lepiej wiedzieć, co by chciał zjeść, niż on sam. Są już programy polecające różne składniki potraw na podstawie potrzebnych nam do zdrowia substancji odżywczych i zapotrzebowania na kalorie, ale nie stwierdzą one, czy coś będzie nam smakować. Co więcej, kombinacje smaków mogą otworzyć przed nami pole do eksperymentowania w kuchni. Ponadto, i o to głównie chodzi, analiza smaku jedzenia pozwoli dobrać dania zdrowsze, bardziej odpowiadające indywidualnym potrzebom, które jednak będziemy jeść z ochotą. Być może uda się na przykład opracować również dania dla diabetyków, które zaspokoją ich… ochotę na słodycze. Za 5 lat przepisy będą więc opracowywane na poziomie molekularnym.

Zapach jest zmysłem powiązanym ze smakiem, ale można go zastosować inaczej. Hendrik Hamann uważa, że informacje dostarczane przez zapach będzie można połączyć z innymi danymi o naszym otoczeniu i o nas samych. Jakiś zapach jest często sygnałem ostrzegawczym — czy to przed niebezpieczeństwem (pożar, wyciek gazu), czy to przed chorobą. Za 5 lat komputery mają więc pomagać lekarzom w diagnozowaniu, ostrzegać, a posiadaczom smartfonów dostarczać dodatkowe informacje o otaczającym nas świecie. Hamann mówi głównie o opiece medycznej, ale może smartfon będzie mógł poznawać po zapachu kwiaty czy zepsutą żywność… najlepiej przed zakupem.

Komputery dziś nadal są przerośniętymi kalkulatorami, podobnie jak 70 lat temu. Możliwości rosnące niemal z dnia na dzień, warto więc pomyśleć, jak można tę moc wykorzystać do rozszerzania naszych możliwości poznawczych w sposób bardziej bezpośredni. Zastosowania wymyślone przez badaczy z IBM pokazują, że dzięki systemom kognitywnym świat może stać się po prostu bezpieczniejszy, a dzięki temu jakość życia o kolejny stopień wyższa. Wystarczy wyobrazić sobie, że „wąchający” smartfon ostrzeże nas przed nieświeżym kebabem…

Dziwi jednak, że we wszystkich przedstawionych pomysłach kluczową rolę odgrywał smartfon lub ewentualnie tablet. Czyżby IBM spodziewał się, że wytrzymają one na rynku aż 5 lat? Za rogiem przecież czają się okulary Google'a, a potem, kto wie, może coś pod skórę? Cieszy za to, że naukowcy nie starają się odtwarzać funkcji ludzkiego mózgu — poszerzanie możliwości poznawczych organizmu jest dużo ciekawsze.

źródło: http://www.dobreprogramy....nosc,38127.html

NEVIL - Pią Gru 21, 2012 14:02


MOOBY, czyli rower-kameleon


KLIK : http://nt.interia.pl/gale...9562,iAId,63204

NEVIL - Pią Gru 21, 2012 14:12

Najważniejsze momenty nauki w 2012 roku


Prezentujemy naukowe podsumowanie 2012 roku. Które z odkryć było najważniejsze?





Rok 2012 obfitował w odkrycia naukowe, które wkrótce mogą zmienić oblicze świata. Nie stworzono leku na raka, recepty na nieśmiertelność czy podróże międzygwiezdne. Kierunek, w którym zmierza nauka rodzi jednak nadzieję, że kiedyś cele te zostaną osiągnięte. Czym żyła nauka w ciągu minionych 12 miesięcy? Oto subiektywna lista najważniejszych odkryć 2012 roku.

Bozon Higgsa
Więcej: http://nt.interia.pl/tech...roku,nId,764734

NEVIL - Pią Gru 21, 2012 21:42


Stary sprzęt elektroniczny. Eldorado naszych czasów





Stary sprzęt elektroniczny to kopalnia złota, srebra, platyny i wielu innych rzadkich pierwiastków. Naukowcy pomogą w ich odzyskaniu z e-odpadów


Do produkcji komputerów, monitorów, telefonów komórkowych, tabletów i innych elektronicznych gadżetów zużyto w 2011 r. około 320 kg złota i 7500 kg srebra wartych łącznie ponad 21 mld dolarów (według cen z połowy 2012 r.). Wyliczenia pochodzą z najnowszego raportu przygotowanego przez naukowców z międzynarodowego programu StEP (ang. Solving the E-Waste Problem) realizowanego wspólnie przez kilkadziesiąt uczelni, globalnych firm i agend ONZ.

Złoto i srebro to nie jedyne cenne pierwiastki znajdujące się w sprzęcie IT. Jest tam również: platyna, pallad, rod, ruten, iryd, ind, selen, gal, tantal i kilkanaście innych. Większość występuje na Ziemi w niewielkich ilościach. Pół wieku temu były one przeważnie chemicznymi ciekawostkami. Dziś nie możemy się bez nich obejść. Jesteśmy od nich uzależnieni w takim samym stopniu, jak od ropy. Ich niezwykłe właściwości umożliwiły rewolucję technologiczną. Wiele z nich ma olbrzymie znaczenie dla obronności.

Nic dziwnego, że w ostatniej dekadzie te strategicznie ważne metale błyskawicznie drożały. I choć ostatnio trochę staniały, eksperci są przekonani, że w dłuższym okresie ich ceny będą nadal rosły. Bez nich bowiem nie będzie kolejnych przełomów technologicznych i produktów, na przykład monitorów o jeszcze lepszej rozdzielczości, wydajniejszych paneli fotowoltaicznych, czy też nowych urządzeń przenośnych. Te ostatnie szybko zyskują na popularności. Sprzedaż tabletów powinna w 2012 r. przekroczyć 100 mln egzemplarzy, a za dwa lata - według prognoz - ulegnie podwojeniu.

Ile z tego metalowego bogactwa uwięzionego w e-odpadach odzyskujemy? Niewiele. Zaledwie 15 proc. - ocenia raport StEP, z którego dowiadujemy się zarazem, że w jednej tonie zużytego sprzętu elektronicznego znajduje się tyle cennych pierwiastków, ile w 40-50 tonach średnio bogatej rudy. Jeśli chodzi o samo złoto, to w e-złomie jest około 17 razy więcej niż w przeciętnym złożu. Prawdą jest, że im młodszy sprzęt, tym mniej jest w nim tego szlachetnego kruszcu, ale jego zużycie w skali całego globu i tak rośnie w ślad za rosnącą popularnością sprzętu elektronicznego.

Równie szybko rośnie ilość zużytej elektroniki. Widać to na przykładzie USA. Naukowcy z MIT policzyli ostatnio, że w 1990 r. w Stanach wycofano z użytku sprzęt o masie 250 tys. ton. Dekadę później - w 2000 r. - było to już 1,2 mln ton, a w 2010 r. - 2,4 mln ton, przy czym najwięcej ważyły telewizory (1,1 mln ton), monitory (0,6 mln ton) i pecety (0,4 mln t). W 2010 r. - jak wynika z danych zebranych przez amerykańską Agencję Ochrony Środowiska - Amerykanie kupili 52 mln komputerów osobistych, 28,5 mln telewizorów i 152 mln telefonów komórkowych. W 2020 r. liczba sprzedanych komputerów ma w USA przekroczyć 90 mln.

Większość elektronicznych nowinek, które się zestarzeją, albo nadal jest przetrzymywanych w domach, albo wędruje na wysypiska, albo też trafia do slumsów w biednych krajach Afryki i Azji, gdzie zostają rozebrane na części pierwsze i poddane prymitywnemu recyklingowi, groźnemu dla zdrowia ludzi i środowiska. Powodów do zmiany tego stanu rzeczy jest zatem wiele. Obok argumentów zdrowotnych i ekologicznych równie ważne są ekonomiczne - podkreślają eksperci StEP, zwracając uwagę na gigantyczne marnotrawstwo surowców, a także energii (recykling jest mniej energochłonny, niż wydobycie kruszców).

Pierwszy krok to oczywiście dobrze zorganizowana zbiórka e-odpadów (w tym celu Unia Europejska zaostrzyła niedawno swoją dyrektywę WEEE). Ale to tylko początek - zauważają naukowcy. Najważniejsze, ich zdaniem, to szybkie i bezpiecznie przetworzenie tych dziesiątek milionów ton złomu, który będzie gromadzony co roku na świecie, zakładając, że zbiórka starego sprzętu okaże się efektywna. Jedyny sposób to budowa wielkich, zautomatyzowanych zakładów, które potrafiłyby przerobić setki tysięcy ton elektrośmieci rocznie. Zaprojektowane przez naukowców maszyny i roboty na skalę masową przerabiałyby telewizory, pecety, laptopy, monitory i mniejsze elektroniczne drobiazgi na cenną sieczkę, oddzielając cenne metale od plastiku, szkła i innych składników.

Jeden z pierwszych takich supernowoczesnych zakładów otwarto niedawno pod Eindhoven w Holandii. Zbudowała go firma Sims Recycling Solutions. Czegóż tam nie ma? Skanery optyczne, lampy emitujące promieniowanie rentgenowskie, czujniki fluorescencyjne, silne elektromagnesy oraz magnesy do indukowania prądów wirowych. Wszystko po to, by błyskawicznie unicestwić przedmiot, który jeszcze dwa, trzy lata temu był elektroniczną nowinką.

W Eindhoven większość „zabawek” zostało zaprojektowanych przez konstruktorów z norweskiej firmy Titech mającej siedzibę w Oslo. Jeden z jej automatów o nazwie X-tract prześwietla promieniami rentgenowskimi tradycyjne telewizory i monitory komputerowe. Składają się one z dwóch rodzajów szkła: ekranowego i kineskopowego. Pierwsze nie zawiera ołowiu, drugie ma go mnóstwo. Trzeba je więc rozdzielić, by osobno poddać recyklingowi. Robot dokonuje tego, określając gęstość atomów w obu rodzajach szkła.

Inna maszyna wymyślona w norweskiej firmie wykorzystuje technologię zwaną fluorescencją rentgenowską do oddzielania miedzi od pozostałego e-złomu. Robot kieruje w jego stronę strumień fotonów wzbudzając w nim emisję promieniowania rentgenowskiego, czyli właśnie fluorescencji, która z kolei jest rejestrowana przez specjalny spektrometr. Ten na podstawie pomiaru określa skład pierwiastkowy materiału, łatwo identyfikując miedziane elementy.

W Eindhoven stoi też automat, który ogląda świat wyłącznie w podczerwieni. Potrafi rozpoznać wiele rodzajów tworzyw sztucznych. Jego zadaniem jest oddzielenie plastiku nadającego się do dalszego recyklingu od tego, który ze względu na dużą zawartość szkodliwych substancji może być już tylko spalony. Inny robot łypie bystrym wzrokiem na obwody drukowane. To w nich znajduje się wiele metali szlachetnych i strategicznych. Ta zdobycz wędruje potem do specjalnych pieców, w których zostaje poddana rafinacji. W hucie z gorącego bulionu wytrącają się cenne pierwiastki, ze złotem na czele.

W holenderskim zakładzie znajduje się jeszcze jedna interesująca maszyna. Z posiekanej e-drobnicy wyławia ona metale nieżelazne, takie jak miedź, czy aluminium. Czyni to w przebiegły sposób. Wzbudza w metalach prąd wirowy za pomocą zmiennego pola magnetycznego, a następnie oddziela je od reszty złomu.

Naukowcy, którzy projektują już kolejne, bardziej zaawanasowane wersje robotów do e-recyklingu (szczególnie do przetwarzania obwodów drukowanych - cennych, lecz toksycznych), podkreślają, że bez maszyn sobie w przyszłości nie poradzimy. Skoro cykl życiowy sprzętu elektronicznego ulega skróceniu i najwyżej po paru latach używania jest on zastępowany przez nowy, i skoro wszyscy chcą mieć pecety, laptopy, telefony komórkowe, a ostatnio także smartfony i tablety, nie ma rady: w XXI w. odpowiedzią na masową produkcję i błyskawiczną konsumpcję będzie równie masowa i błyskawiczna destrukcja i przetworzenie. Co z e-odpadu powstało, szybko w e-odpad się obróci.

źródło: http://next.gazeta.pl/nex...html#BoxTechTxt

NEVIL - Sro Gru 26, 2012 11:32

Świat w 2030 roku - społeczeństwo przyszłości uzależnione od technologii


Magnus Kalkuhl z Kaspersky Lab przewiduje, że przyszłość IT diametralnie zmieni się w 2030 roku. Stanie się tak ponieważ cloud computing, rzeczywistość rozszerzona, komputery kwantowe, sztuczna inteligencja oraz nanotechnologia ewoluują, tworząc technologię informatyczną nowej generacji.


W swoim artykule "Bezpieczeństwo IT w 2030" Kalkuhl maluje jasną przyszłość utopii zbudowanej na fundamentach postępu technologicznego, napędzanej innowacjami i możliwościami, która będzie całkowicie inna niż dzisiejszy świat cyfrowy. Z drugiej strony przyspieszenie rozwoju ewolucyjnego technologii przyszłości skłania autora do przedstawienia również alternatywnej wizji dystopii, opartej na całkowitej zależności od technologii, w której podważona zostanie prywatność człowieka, indywidualność oraz ogólne bezpieczeństwo.


Ekspert przedstawia w swoim artykule technologie, które w przyszłości mogą stać się "codzienną rzeczywistością", analizując potencjalne korzyści i zagrożenia każdej z nich.

Najważniejsze wnioski płynące z artykułu to:


- Technologia już teraz odgrywa ważną rolę w naszym życiu;


- Nowe technologie radykalnie zmienią charakter świata cyfrowego, sprawiając, że współczesne urządzenia i odpowiadające im branże staną się przestarzałe;


- Telewizory, komputery, smartfony i tablety zostaną zastąpione przez okulary rozszerzonej rzeczywistości;


- Oprogramowanie, filmy i muzyka będą dostępne wyłącznie w chmurze;


- Konsole do gier zostaną zastąpione ogromnymi wirtualnymi światami dostępnymi w każdym miejscu;

- W pełni zautomatyzowane systemy transportu na nowo zdefiniują sposób, w jaki przemieszczają się ludzie;

- W wyniku rozwoju sztucznej inteligencji życie i dobrobyt człowieka będą w ogromnym stopniu zależeć od technologii, a nie zdrowego rozsądku;

- Zaawansowane systemy komputerowe staną się największym dobrodziejstwem lub zagrożeniem, w zależności od stosunku ludzi do sztucznej inteligencji oraz tego, jak dobrze zaimplementowane zostaną te systemy.

- Nie ma wątpliwości, że nasza zależność od technologii komputerowej nadal będzie rosnąć - komentuje Magnus Kalkuhl. - Dobrą stroną jest to, że nowe, rewolucyjne wynalazki sprawią, że nasze życie stanie się lepsze. Niestety, oznacza to również ewolucję cyberzagrożeń, poczynając od trojanów, a kończąc na cyberbroni. Każda nowa technologia będzie stwarzała jeszcze więcej wyzwań dla bezpieczeństwa - dodaje.

źródło: http://nt.interia.pl/tech...od-t,nId,764686

NEVIL - Pią Sty 04, 2013 12:10

Rewolucja w kablówkach? Nareszcie…


Każdy użytkownik telewizji kablowej czy satelitarnej zna ten ból: programy dostępne tylko w pakietach. Czyli żeby pooglądać 10 kanałów musisz kupić ich 80. Intel postanowił pójść pod prąd i już na początku marca ma uruchomić swoją platformę, na której dostępne będą pojedyncze kanały dostępne na życzenie użytkownika.

Każdy z nas to zna, mimo setek dostępnych kanałów oglądamy zaledwie kilkanaście. Coś co ładnie wygląda na plakatach czy ulotkach, czyli masa programów tematycznych w rzeczywistości nie na wiele się przydaje. Większość z nas ogląda maksymalnie paręnaście programów, a sieci kablowe każą nam płacić za całe pakiety. Czasem dochodzi do sytuacji gdy aby mieć dostęp do pięciu pożądanych przez nas kanałów, musimy wykupić pakiet, w którym dostajemy 100 czy 150 kanałów, a ich cena nie jest oczywiście niska.

Jak informuje TVN24, w ramach testu, na początku marca usługa zostanie uruchomiona w USA. Kluczem do sukcesu ma być wykorzystanie internetu, do którego dostęp mamy przecież również w sporej ilości telewizorów. Klient telewizji firmy Intel będzie posiadał specjalne urządzenie, coś na kształt dekodera, który umożliwi wybór poszczególnych kanałów i będzie naliczał opłaty za ich oglądanie.

Więcej: http://technowinki.onet.p...93,artykul.html

NEVIL - Pią Sty 04, 2013 12:29


[center]

Czego możemy spodziewać się w 2013 roku w świecie nowych technologii?

[/center]

Każdy kolejny rok przynosi olbrzymie zmiany w dziedzinie nowych technologii. Przedstawiamy 10 trendów, które najprawdopodobniej zdominują rynek w 2013 roku. Zobacz, czego możesz się spodziewać.

Więcej: http://serwisy.gazetapraw...echnologii.html
NEVIL - Sob Sty 05, 2013 15:51

Żegnaj poczciwy odtwarzaczu mp3





Symbolem cyfrowej rewolucji, która rozpoczęła się ponad dekadę temu był odtwarzacz mp3. Dziś ten gadżet jest coraz silniej wypierany przez potrafiące wszystko smartfony. Czy odtwarzacze mogą stać się reliktem przeszłości? Z badań rynku wynika, że tak.

Firma badawcza Mintel opublikowała raport, z którego wynika, że sprzedaż odtwarzaczy Mp3 skurczyła się w Wielkiej Brytanii o 22 procnent. Wartość rynku spadła o 110 milionów funtów do poziomu 381 milionów (porównując rok obecny z 2011).

Według tych samych badań do roku 2017 sprzedaż spadnie o połowę a w najgorszym wypadku rynek tego typu urządzeń będzie wart jedyne 25 milionów funtów.

Jak łatwo się domyślić jednym z powodów spadającej popularności kieszonkowych odtwarzaczy jest sukces smartfonów, które potrafią coś więcej niż gadżet sprzed paru lat. Oprócz odtworzenia plików pozwalają też "odtworzyć chmurę". Na rynku pojawiło się mnóstwo serwisów muzycznych oferujących dostęp do w zasadzie każdego rodzaju muzyki.

Roczny abonament na muzykę z sieci kosztuje tyle co niezły odtwarzacz. Być może kwestia spadającej popularności tych urządzeń dowodzi temu, jak zmienia się rynek i jak marketingowcy uczą się wyciągać z nas pieniądze.

Jeszcze dekadę temu iPod czy ZEN wystarczyłby każdemu. Dziś odtwarzacz musi mieć połączenie z siecią, z chmurą, z niekończącym się zasobem muzyki. Cyfrowa rewolucja sprawiła, że nasze oczekiwania wzrosły.

źródło: http://technologie.gazeta...html#BoxTechTxt

NEVIL - Nie Sty 06, 2013 07:25

Komentarz pod artykułem:

~FILO: WYNALAZKÓW W KTÓRYCH DO UZYSKANIA ENERGII TRZEBA BYŁO WŁOŻYĆ JESZCZE WIĘCEJ ENERGII BYŁO JUŻ TYSIĄCE JEŚLI NIE MILIONY .
====================================

Wyprodukujemy energię z wrzątku


Jak dotąd niemal wszystkie znane ludzkości metody produkcji energii elektrycznej, są mało efektywne, zwłaszcza te ekologiczne. Panasonic opracował jednak technologię, która może to zmienić.



Firma stworzyła nowy, termoelektryczny materiał, który jest w stanie przetwarzać ciepło w energię elektryczną. Co prawda nie jest to nowa technologia, jednak dotychczas jej efektywność była bardzo niska, lecz koncernowi udało się nieco ją dopracować.

W rezultacie powstał materiał, który może wysysać energię z gorącej wody. Przy użyciu 10-centymetrowej rurki, jest w stanie wytworzyć około 2,5 wata mocy. Nie jest to co prawda wiele, ale połączenie kilku takich rurek powinno zapewnić wystarczającą ilość prądu do zasilenia żarówki. Rozwiązanie jest interesujące, ponieważ zwykle przy podgrzewaniu wody, sporo energii jest bezpowrotnie tracone, a więc technologia mogłaby ją odzyskać. A jako, że działa w oparciu o różnicę temperatur, wcale nie musi to być gorąca woda. Równie dobrze może być i zimna, o ile zapewniony zostanie jej przepływ.

Opracowana przez Panasonica technologia może posłużyć do podniesienia wydajności elektrowni, sprawności silników w naszych autach itp. Na razie koncern pracuje nad obniżeniem ceny produkcji materiału oraz podniesieniem jego efektywności, więc niewykluczone, że za kilka lat technologia wejdzie do powszechnego użycia.

Więcej: http://technowinki.onet.p...55,artykul.html

NEVIL - Nie Sty 06, 2013 16:08


Techno pułapka


Zamiast atlasu Polski masz nawigację GPS. Jest wygodniej? Owszem, ale niezbyt zdrowo. Smartfony i tablety również nie wpływają pozytywnie na twój organizm, jeśli korzystasz z nich bez umiaru, a to zdarza się nam coraz częściej. Wytropiliśmy szkodliwe skutki rewolucji technologicznej.




W 2011 roku w Boże Narodzenie aktywowano na świecie prawie 4 mln iPhone’ów - pięć razy więcej niż w zwykły dzień. Jak było w minione święta? Jeszcze nie wiadomo, ale firma doradcza Deloitte ustaliła, że smartfon lub tablet chciało dostać pod choinkę ponad 20 proc. Polaków. Jesteśmy także nowocześni, jeśli chodzi o wybór repertuaru w kinach. Jednymi z najchętniej oglądanych filmów w Polsce były w ubiegłym roku Epoka lodowcowa 4 i Madagaskar 3 w wersji 3D. Nowe technologie uprzyjemniają nam życie. Ale mogą wywoływać choroby. Sprawdź, czy ryzyko dotyczy też ciebie.

Uważaj na filmy w 3D


Powodują bóle głowy i oczu, nudności. Skarży się na nie co piąty widz - ustaliła firma PricewaterhouseCoopers. - Technologia trójwymiarowa "rozbija" widzenie przestrzenne - tłumaczy dr Iwona Filipecka z kliniki Okulus w Bielsku-Białej. - Każde z oczu rejestruje inny obraz, jak podczas patrzenia bez specjalnych okularów, ale nie nakładają się one na siebie. To zaburza pracę mięśni oczu, które przestają działać symetrycznie. Gdy mózg jest zdezorientowany, pojawia się ból głowy i nudności - wyjaśnia dr Filipecka.


Leki przeciwko chorobie lokomocyjnej nie zapobiegną mdłościom, bo likwidują dolegliwości wywołane zaburzeniami błędnika. - Uwaga, u dzieci, które zbyt często oglądają filmy w 3D, mogą wystąpić zaburzenia postrzegania głębi - ostrzega dr Filipecka. Lepiej nie zabierać na takie seanse kilkulatków. A co mają robić "nadwrażliwi" dorośli? Wybierać krótsze filmy, do półtorej godziny, bo wtedy dolegliwości są mniej nasilone. Co kilkanaście minut zdejmować okulary i zamykać na chwilę oczy, żeby dać im odpocząć. A przede wszystkim nie przyjeżdżać do kina samochodem albo odczekać około godziny, zanim znów siądą za kierownicą.


Dlaczego? - Przez pewien czas po obejrzeniu filmu w 3D przedmioty wydają się mniejsze, utrzymują się też problemy z oceną odległości - wyjaśnia dr Filipecka. Są jednak osoby, które nie widzą efektu głębi. Tak dzieje się w przypadku zeza, dużej różnicy wady wzroku między jednym a drugim okiem lub zmian zwyrodnieniowych w siatkówce, które zaburzają widzenie. Wtedy trzeba pójść do okulisty.

Uważaj na słuchawki douszne

Powodują pogorszenie słuchu, infekcje uszu, wypadki. Co mają wspólnego silnik odrzutowca i słuchawki do odtwarzaczy MP3? Mogą być źródłem podobnego hałasu (ok. 110-120 decybeli), który niszczy osłonkę nerwów odbierających bodźce dźwiękowe - ustalili naukowcy z uniwersytetu w Leicester w Wielkiej Brytanii. Grozi to każdemu, kto lubi głośną muzykę, dlatego dźwięk w MP3 czy iPodzie lepiej ustawiać na połowę mocy - radzą specjaliści.


Inne szkodliwe skutki częstego używania słuchawek? - W zasłoniętych nimi uszach tworzą się idealne warunki do namnażania się bakterii i grzybów. Już po godzinie ich liczba wzrasta dziesięciokrotnie - wynika z badań naukowców z amerykańskiego Naval Medical Research Institute. Efektem mogą być bolesne infekcje ucha. Zwłaszcza gdy zakładasz słuchawki zaraz po wzięciu prysznica czy wizycie na basenie.


- Zatkanie przewodu słuchowego, w którym zalega woda, też sprzyja rozwojowi bakterii - mówi dr Jarosław Ślifirski, laryngolog z NZOZ w Kętach. By temu zapobiec, specjaliści polecają regularne mycie słuchawek: wystarczy przetrzeć je szmatką zwilżoną ciepłą wodą z mydłem. - Lepiej nie pożyczać ich innym, żeby uniknąć przeniesienia bakterii - tłumaczy dr Ślifirski.


Staraj się też nie nosić ich na ruchliwej ulicy: muzyka rozprasza uwagę i zagłusza pojazdy. W USA liczba wypadków z udziałem pieszych ze słuchawkami na uszach wzrosła w ciągu ostatnich sześciu lat aż trzykrotnie - wyliczyli uczeni z Uniwersytetu Maryland.

Uważaj na klawiaturę komputera

Więcej: http://www.styl.pl/zdrowi...apka,nId,767140

NEVIL - Czw Sty 10, 2013 18:36

Świetliki sprawią, że diody LED będą jeszcze jaśniejsze


Już wkrótce dzięki obserwacji świetlików może dojść do prawdziwej rewolucji w produkcji diod LED-owych.




Zespół naukowców z Canada's University of Sherbrooke zaintrygowany strukturą i mechanizmem działania organów świetlnych u świetlików z rodzaju Photuris, stworzył technikę pozwalającą otrzymać LED-y aż o 50 proc. jaśniejsze w stosunku do obecnie wykorzystywanych rozwiązań.

U świetlików, fotony są wytwarzane w specjalnych centrach chemicznych i są uwalniane na zewnątrz przez warstwę egzoszkieletu zwaną oskórkiem. Ze względu na różnice w prędkości rozchodzenia się światła w oskórku i powietrzu, część światła jest odbijana do wnętrza owada. Oskórek świetlików z rodzaju Photuris jest natomiast silnie pokarbowany, dzięki czemu przepuszcza znacznie więcej światła niż inne owad


Tę obserwację naukowcy wykorzystali w produkcji diod LED-owych. Inżynierowie opracowali metodę laserowego pofałdowania zewnętrznej warstwy klasycznej diody LED z azotku galu. Analiza materiałowa wykazała zwiększenie jasności diody aż o 50 proc. To bardzo dużo, szczególnie biorąc pod uwagę niskie koszty i łatwość zaimplementowania nowej technologii w procesie produkcyjnym LED-ów.

Jeżeli technika powstała w oparciu o obserwacje świetlików przyjmie się, to możemy spodziewać się na rynku jeszcze powszechniejszych i zarazem jaśniejszych diod LED-owych.

źródło: http://nt.interia.pl/tech...tm_campaign=RSS

NEVIL - Nie Sty 13, 2013 12:06


Robot jak dziecko - wesoły, zdziwiony i przerażający




Naukowcy z University of California stworzyli...potwora.


Powołano go do życia, aby lepiej poznać rozwój dzieci. Umieszczone w oczach kamery pozwalają rejestrować ludzkie zachowanie i uczyć się interakcji. Robot o nazwie Diego-san odczytuje ludzkie emocje i posługując się opracowanymi na podstawie obserwacji dzieci algorytmami stara się reagować w możliwie naturalny sposób. Uczy się też od dorosłych tak, by jak najlepiej oddać procesy przyswajania wiedzy przez dzieci.

Twórcy Diego-sana mówią, że chcą poznać procesy, jakie zachodzą w mózgu dziecka gdy uczy się ono podstaw działania w naszym świecie, kontrolowania swojego ciała i interakcji z otoczeniem. Zdobyte w ten sposób informacje mają posłużyć m.in. poznaniu mechanizmów, jakie mogą mieć wpływ na rozwój chorób takich jak autyzm.

Robot opracowany na Uniwersytecie Kalifornijskim z Sand Diego składa się z 27 ruchomych części w samej tylko twarzy.

Odtwarzanie emocji wydaje się realistyczne, jednak budzi w nas... przerażenie. Zobaczcie sami

Więcej: http://technologie.gazeta...zerazajacy.html

NEVIL - Nie Sty 13, 2013 15:09


Nareszcie są! Okulary z rentgenem - zajrzysz wszędzie




Okulary, które pozwalają widzieć przez ściany, ubrania czy opakowania to, jak dotąd, wizja z komiksów, i to tych nienajlepszych. Tymczasem taki wynalazek czai się tuż za rogiem.

Dwóch naukowców z politechniki California Institure of Technology opracowała metodę na wykorzystanie zwykłego aparatu w smartfonie jako urządzenia rentengowskiego. Rzecz jasna, chodzi tu o potoczne rozumienie "rentgena", bowiem z tym prawdziwym narzędziem, wykorzystywanym powszechnie w medycynie, nie ma za wiele wspólnego. Co ciekawe, całe rozwiązanie jest względnie tanie i… działa!

Wynalazek profesora Aliego Hajimiriego i doktoranta Kaushika Sengupty potrafi "widzieć" przez tkaniny, kartony i skórę. Wykrywa też ładunki wybuchowe, broń chemiczną i narkotyki.


Urządzenie oparte jest o tanią matrycę CMOS i fale terahercowe, które "przebijają się" przez dostatecznie cienką powierzchnie, a ich odbicie zapewnia "niesamowicie dokładny" obraz. Para układów CMOS, dostrojona do odpowiednich częstotliwości oraz inne modyfikacje pary naukowców, pozwoliły na wygenerowanie wiązki wysokiej częstotliwości, tak, by wykorzystać terahercowe pasmo widma elektromagnetycznego, czyli zakres długości fali pomiędzy mikrofalą a podczerwienią.

Obaj badacze twierdzą, że ich wynalazek będzie mógł być zintegrowany ze zwykłym, smartfonowym aparatem. Jak twierdzą, możliwości zastosowania są duże. Tego typu narzędzie pozwolić ma, na przykład, dermatologowi na błyskawiczną ocenę, czy pacjent nie cierpi na jakąś odmianę czerniaka. Samo terahercowe pasmo może też zostać wykorzystane do transmitowania danych. Niestety, na ekstremalnie niewielką odległość, ale za to z w wydajnością rzędu setek gigabajtów na sekundę.

Wynalazek jest również energooszczędny. Cytując samych wynalazców, „można sprawdzić zawartość paczki od kuriera wykorzystując jedynie 10 miliamperów”.

źródło: http://techtrendy.pl/wid,15244458,wiadomosc.html

NEVIL - Sro Sty 16, 2013 11:29

Komentarz pod artykułem:

WODZU
Dla mnie akumulator do smartfona może tańczyć i śpiewać, ale to będzie niczym, jeśli nie zapewni długiego funkcjonowania urządzenia. Panowie inżynierowie, ujawnijcie wreszcie projekty wydajnych baterii, bo planeta nam się zaśmieca.

========================================

Zbliża się zmierzch tradycyjnych akumulatorów


15.01.2013 18:08, Autor: Marcin Paterek (Wilczeek), Kategoria: News

Południowokoreańska agencja informacyjna Yonhap podała, że naukowcom z Narodowego Instytutu Nauki i Technologii w Ulsan (UNIST) udało się stworzyć elastyczny elektrolit polimerowy, nadający się do zastosowania w akumulatorach Li-Poly. Mimo znacznie większej dowolności kształtu, nowe ogniwa mają oferować także wysoką wydajność. Ministerstwo Edukacji, Nauki i Technologii, które częściowo sfinansowało projekt, podkreśla także zalety stabilności wykorzystanych materiałów. Tradycyjne ogniwa, które zawierają płynne elektrolity, mogą stwarzać zagrożenie w sytuacji, gdy warstwa oddzielająca topi się pod wpływem ciepła, co z kolei prowadzi do eksplozji — wyjaśnia. Dlatego akumulator zbudowany na bazie elastycznych, ale stałych materiałów, może okazać się znacznie bezpieczniejszy od tradycyjnych rozwiązań.



Nowe elektrolity polimerowe powstają w wyniku nanoszenia nanomateriałów na dowolną powierzchnię. Naukowcy chwalą się, że unikatowa struktura ostatecznego produktu pozwala uzyskiwać kształty, które są nieosiągalne przy wykorzystaniu standardowych rozwiązań. Dzięki temu powstałe w ten sposób akumulatory mogą być podstawą do budowy całkowicie elastycznych urządzeń — choćby telefonów komórkowych z wyginanymi wyświetlaczami OLED, które Samsung zaprezentował podczas tegorocznych targów CES. Wyścig technologiczny wciąż jednak trwa, bo nad metodą wytwarzania elastycznych akumulatorów pracuje wiele firm, m.in. LG Chem (jego prototypowe urządzenia (PDF) wyglądem przypominają kable), uniwersytet w Leeds (tą właśnie baterię widać na zdjęciu powyżej) i koreański instytut KAIST.

źródło: http://www.dobreprogramy....nosc,38652.html

NEVIL - Nie Sty 20, 2013 20:58


Visa zapowiada rewolucję w zakupach internetowych


Wszystko dzięki elektronicznemu portfelowi V.me. Polscy klienci wkrótce za zakupy online będą mogli zapłacić za pośrednictwem przeglądarki internetowej - na smartfonie, tablecie czy laptopie - i to jednym kliknięciem, bez konieczności podawania danych z karty.

Co więcej, e-portfel będzie można zasilić nie tylko kartami Visa. Polska jest jednym z pięciu krajów UE, gdzie to rozwiązanie będzie testowane. Powód? Tego typu nowinki dobrze się u nas sprzedają.

- V.me będzie oznaczał dla polskiego konsumenta bardzo łatwy i bezpieczny sposób zawierania transakcji w sieci, dokonywania zakupów internetowych. Po jednorazowym włożeniu karty do tego portfela będzie to transakcja tzw. „one click”, czyli po zalogowaniu się, wybraniu przedmiotu, który chcemy kupić, tylko za pomocą jednego kliknięcia będziemy w stanie dokonać zakupu, bez podawania danych naszej karty, bez przekazywania ich sklepowi, w którym kupujemy – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Małgorzata O'Shaughnessy, wiceprezes Visa Europe i dyrektor odpowiedzialna za Polskę, Czechy i Słowację.

Portfel elektroniczny uruchomimy za pośrednictwem banku, z którego usług korzystamy. Przedstawicielka firmy Visa uważa, że nowe rozwiązanie może przyspieszyć rewolucję na polskim rynku e-commerce.

- Polska jest jeszcze trochę z tyłu pod względem tego typu płatności w porównaniu z resztą Europy, bo np. na rynku brytyjskim już ponad 20 proc. wszystkich płatności Visa to właśnie płatności online. W Polsce ta statystyka to tylko 3 proc. Polacy są bardzo przyzwyczajeni do płatności gotówką przy odbiorze, nawet jeśli dokonujemy zakupów internetowo, czy też za pomocą płatności pay-by-links, czyli bezpośrednich przelewów udostępnianych konsumentom przez bank - mówi O'Shaughnessy.

Więcej: http://banki.wp.pl/kat,12...,wiadomosc.html

NEVIL - Czw Sty 24, 2013 08:44

LED902 – kompaktowy telewizor firmy Manta


Firma Manta Multimedia wprowadził na rynek kolejny model kompaktowego, przenośnego telewizora – LED902.




Ten odbiornik to kolejny model z linii przeznaczonej dla osób, które cenią sobie mobilność. LED902 to rozwiązanie stworzone z myślą o wszystkich, którzy wyjeżdżają z domu, a nie chcą stracić możliwości oglądania telewizji. Czy to wyprawa na wakacje, czy weekendowy wypad na działkę, rozmiary tego telewizora pozwalają zabrać go bez problemu - zawsze i wszędzie. Dzięki wbudowanej baterii nawet brak prądu nie przeszkodzi Ci w obejrzeniu kolejnego odcinka ulubionego serialu

Wbudowany tuner HD DVB-T umożliwia odbiór sygnału naziemnej telewizji cyfrowej, który wkrótce całkowicie zastąpi stary, analogowy system nadawania. Dziewięciocalowy ekran z podświetleniem LED-owym, o rozdzielczości 800 x 480 pikseli oraz dynamicznym kontraście 1 000 000 : 1, umożliwia wyświetlanie obrazu w tym kanałów HD (na przykład TVP1 HD, TVP2 HD) w dobrej jakości.

LED902 doskonale sprawdzi się również u wszystkich osób, które żyją w trasie. Zawodowi kierowcy, handlowcy, czy sprzedawcy mogą dzięki niemu mieć dostęp do telewizji bez względu na okoliczności i miejsce w którym zadecydują się na postój. Dzięki specjalnemu uchwytowi, odbiornik można bez problemu zamocować do przedniej szyby lub deski rozdzielczej, dzięki czemu już nic nie przeszkodzi w oglądaniu ulubionego programu.

Wbudowane w LED902 złącze USB umożliwia odtwarzanie filmów, zdjęć, muzyki z pamięci przenośnych USB (pendrive). Telewizor wyposażony jest ponadto w funkcję PVR dzięki której użytkownik może nagrać swoje ulubione filmy czy audycje telewizyjne na pendrive.

Specyfikacja techniczna Manta LED902
:
Więcej: http://nt.interia.pl/audi...anta,nId,773231

NEVIL - Nie Sty 27, 2013 22:55

Brzmi to fantastycznie, ale do upowszechnienia jeszcze droga daleka.
========================================
MP3, zdjęcie i PDF zapisane w postaci DNA


Naukowcy z Europejskiego Instytutu Bioinformatyki EMBL (EMBL-EBI) opracowali metodę przechowywania danych cyfrowych w postaci DNA. W jaki sposób udało się tego dokonać i dlaczego wybrano akurat materiał genetyczny?



Serwis Physorg podaje, że na świecie jest około 3 zetabajty (3 tysiące miliardów miliardów bajtów) danych cyfrowych. Archiwizacja już teraz jest ogromnym wyzwaniem, a wiadomo, że informacji wciąż przybywa - i to coraz szybciej. Dyski twarde nie są najlepszym rozwiązaniem, ponieważ istotnie ogranicza je pojemność oraz są uzależnione od energii elektrycznej. Idealnym rozwiązaniem byłoby DNA. Może ono pomieścić potężną porcję informacji, a jego trwałość wyraża się w dziesiątkach tysięcy lat.

- Wiemy już, że DNA jest solidnym sposobem na przechowywanie informacji. W końcu można je wyodrębnić z kości mamutów i odczytać. Jest również bardzo małe, gęste, a przechowywanie nie wymaga specjalnych warunków - powiedział Nick Goldman z EMBL-EBI.

Odczytywanie informacji zawartych w DNA jest dość proste, ale ich zapisywanie to zupełnie inna kwestia. Problemy które się z tym wiążą, uniemożliwiały naukowcom wykorzystanie kodu jako nośnika danych. Chodzi przede wszystkim o to, że współczesne metody umożliwiają produkcję bardzo krótkich łańcuchów DNA. Druga kwestia to błędy - pojawiające się zarówno w trakcie zapisu, jak i odczytu. Występują one wówczas, kiedy dana litera w kodzie powtarza się. Goldman znalazł jednak sposób.

- Wiedzieliśmy, że musimy dokonać zapisu na krótkich fragmentach DNA w taki sposób, aby uniknąć ciągów tych samych liter. Postanowiliśmy rozbić gotowy kod na wiele zachodzących na siebie fragmentów. Musieliśmy również stworzyć cały schemat tych fragmentów, aby wiedzieć, jak je poukładać, żeby odtworzyć wyjściową całość. W ten sposób udało się uniknąć pomyłek, ponieważ błąd musiałby się pojawić na czterech różnych fragmentach DNA - tłumaczy Ewan Birney, współautor badań.

Opisaną metodę naukowcy wykorzystali do zarchiwizowania w postaci DNA danych cyfrowych: pliku mp3, zdjęcia i PDF-a. Gotowy kod przesłano do EMBL-EBI, gdzie badacze zsekwencjonowali otrzymane DNA i odkodowali pliki bez żadnych błędów.

źródło: http://nt.interia.pl/rapo...-dna,nId,773759

NEVIL - Sob Lut 02, 2013 16:46

Elektronika przestała być dobrem luksusowym


Kupujemy coraz więcej, coraz taniej i coraz częściej. W porównaniu z rokiem 2011, w sklepie internetowym Agito.pl, sprzedaż notebooków w cenie ok 3 tys. zł wzrosła o 300 proc.



Przeciętny Polak ma dziś wiele urządzeń, które jeszcze kilka lat temu uchodziły za gadżety zarezerwowane tylko dla wybranych. Dokumenty przekazujemy zapisane na pamięci USB, książki czytamy na tabletach, w samochodzie zamiast mapy w schowku mamy GPS. Również nasze mieszkania wyposażamy w coraz bardziej nowoczesny sprzęt. Plazmy i LCD wypierają tradycyjne telewizory, odtwarzacze Blu-Ray kupujemy na miejsce DVD. Mimo kryzysu sprzęt elektroniczny kupujemy cały czas, bo szybko staje się przestarzały i jest coraz tańszy.

Sprzedaż elektroniki stale wzrasta. Chociażby w porównaniu z grudniem 2011 r., w sklepie internetowym Agito.pl, sprzedaż tabletów w grudniu 2012 r. wzrosła prawie 20-krotnie, notebooków w cenie około 3 tys. zł zwiększyła się o 300 proc., a nawigacji GPS o 74 proc.. Klienci kupili też prawie 3 razy więcej smartfonów.

- Elektronikę kupujemy sezonowo. Boże Narodzenie, Walentynki czy Pierwsza Komunia to okazje, które Polacy wykorzystują do zakupu tabletów, notebooków czy sprzętu audio. Na popularność urządzeń elektronicznych duży wpływ mają też sklepy internetowe, w których ceny potrafią być niższe nawet o 30 - 40 proc. niż w tradycyjnym sklepie - komentuje Katarzyna Stachowiak, menedżer kategorii Agito.pl.

Okres "rynkowego życia" gadżetów skraca się nieustannie. Nikt już dzisiaj nie pamięta o walkmanach czy discmanach. Jeszcze do niedawna nowe serie sprzętów ukazywały się raz do roku, obecnie takie firmy jak Samsung, Philips czy Lenovo wypuszczają nawet kilka nowości w ciągu miesiąca. Krótki żywot serii sprawia, że są szybko i znacznie przeceniane, dzięki czemu elektronika jest na wyciągnięcie ręki dla przeciętnego Kowalskiego.

W 2011 r. najtańsze smartfony kosztowały w Polsce około 700 - 800 zł (Nokia C6). Dziś najprostsze można kupić nawet za 400 zł (Samsung Galaxy Y). Tablety były wydatkiem rzędu 2000 zł, dzisiaj tablet Kiano Pro 10 Dual można już kupić za 829 zł (Agito.pl), a Modecom FreeTab 2069 nawet za 249 zł.

źródło: http://nt.interia.pl/komp...owym,nId,775201

NEVIL - Pon Lut 11, 2013 07:41


Energia słoneczna tańsza od konwencjonalnej


Wiele wskazuje na to, że już niebawem energia słoneczna może być znacznie tańsza od konwencjonalnej.



Firmy El Paso Electric Company oraz First Solar podpisały porozumienie, dzięki któremu mieszkańcy miasta El Paso w Teksasie otrzymają prąd w cenie 5,8 centa za kWh, czyli dwa razy taniej niż obecnie. Będzie to możliwe dzięki wykorzystaniu najnowocześniejszych paneli słonecznych opartych na tellurku kadmu (CdTe), które charakteryzuje ponadprzeciętna wydajność.

W USA energia od dostawcy kosztuje średni 11,4 centy za kWh, zaś za zielony prąd trzeba zapłacić aż o 5 centów więcej. Energia uzyskiwana z węgla generuje dodatkowe koszty, takie jak leczenie chorób związanych z jego wykorzystaniem. Według lekarzy z Harvardu wynoszą one od 9 do 27 centów na kWh energii.

Pozyskiwanie energii ze źródeł odnawialnych jest niezbędne do rozwoju segmentu samochodów elektrycznych. Norwescy naukowcy obliczyli bowiem, że samochody zasilane prądem z węgla mogą być mniej ekologiczne od pojazdów z silnikami benzynowymi lub diesla.

Do El Paso energia będzie dostarczana z elektrowni Macho Springs Solar Park w Nowym Meksyku, o łącznej mocy 50 MW.

źródło: http://nt.interia.pl/tech...lnej,nId,931221

NEVIL - Pon Lut 11, 2013 07:51


Miliard euro na badania nad grafenem


Unia Europejska zdecydowała się przeznaczyć dotację w wysokości miliarda euro na badania nad praktycznym zastosowaniem grafenu. Dzięki temu możliwe będzie lepsze poznanie najbardziej niezwykłego materiału na świecie.



Grafen to jedna z alotropowych form węgla, o strukturze przypominającej plaster miodu, która wyizolowana została po raz pierwszy w 2004 r. przez grupę brytyjsko-rosyjskich fizyków. Za to odkrycie Andriej Gejm i Konstantin Niosiołow w 2010 r. otrzymali Nagrodę Nobla z dziedziny fizyki.

Mimo że grafen nie jest materiałem nowym, do dzisiaj nie znaleziono żadnego jego praktycznego zastosowania. By to zmienić, Unia Europejska zdecydowała się wyłożyć ponad miliard euro na badania nad strukturą i praktycznym zastosowaniem materiału.

Warto zaznaczyć, że grafen cechuje się wytrzymałością 300-krotnie większą od stali oraz jest dobrym przewodnikiem ciepła i prądu. Wielu naukowców sugeruje, że materiał ten, zastępując krzem, może znaleźć zastosowanie w elektronice. Dzięki temu miałyby powstać superkomputery o niewyobrażalnej mocy obliczeniowej.

Świat nauki liczy, że grafen wprowadzi elektronikę w XXI wiek.

źródło: http://nt.interia.pl/tech...enem,nId,930435

Czytaj też: http://nt.interia.pl/gadz...fenu,nId,694135

NEVIL - Wto Lut 12, 2013 09:01


Czy kubek z zimnym lub ciepłym napojem może naładować smartfona?




Ładowarek pod ręką, które pozwalają naładować smartfona nigdy za wiele. W dzisiejszych czasach, kiedy baterie wystarczają zaledwie na jeden dzień pracy tego typu urządzenia są na wagę złota. Spece z Epiphany Labs przygotowali coś co powinno wam się spodobać.

Epiphany onE Puck to podstawka na kubek, która pozwala naładować urządzenia zasilane poprzez USB. W jaki sposób to działa? Spokojnie, nie będziesz musiał nic robić - nie zmęczysz się przy tym. Na podstawce wystarczy postawić kubek z gorącym lub zimnym napojem.

Jak to możliwe? Czysta fizyka! Sprzęt wykorzystuje silnik cieplny Stirlinga, który przetwarza energię cieplną w energię mechaniczną, jednak bez procesu wewnętrznego spalania paliwa, a na skutek dostarczania ciepła z zewnątrz. Twórcy gadżetu twierdzą, że ich ładowarka jest w stanie dorównać wydajnością tej podłączanej do gniazda sieciowego.


Epiphany onE Puck na razie jest tylko prototypem, jednak jego twórcy już zbierają fundusze na Kickstarterze. Potrzebują 100 tys. dolarów na uruchomienie produkcji, a zebrali już grubo ponad połowę tej kwoty. Trzymamy kciuki za projekt.

źródło: http://techtrendy.pl/titl...,wiadomosc.html

NEVIL - Sob Lut 16, 2013 09:02


Co się stało z "Telegazetą"? To koniec "internetu dla ubogich"?




Usługa, którą chyba każdy z nas wspomina z sentymentem, tak naprawdę nazywa się "teletekst". "Telegazeta" to nazwa handlowa, którą swojej wersji usługi nadała Telewizja Polska wraz z jej uruchomieniem w grudniu 1988 roku. Łatwo obliczyć, że pod koniec 2013 roku obchodzić będziemy 25-lecie obecności teletekstu w polskich domach. Nad przyszłością "internetu dla ubogich" zaczęliśmy zastanawiać się po lekturze artykułu na znanym blogu technologicznym - Spider's Web.

Historia teletekstu sięga lat 70-tych, kiedy to w Wielkiej Brytanii przeprowadzano pierwsze testy nowej technologii. Pierwsza transmisja w BBC miała miejsce pod koniec 1974 roku, następnie swoje wersje zaczęli opracowywać Francuzi i Amerykanie. Pod koniec lat 80-tych usługa pojawiła się także w telewizorach Polaków, którzy bardzo szybko przyzwyczaili się do niej, jako do ważnego źródła wszelakich informacji, które zawsze było pod ręką i, co ważne, było często uaktualniane.

Dziś prawie każdy kanał telewizyjny ma własną wersję teletekstu: TVP - Telegazetę, TVN - Telestrony, Polsat - Gazetę TV Polsat, HBO - HBO Text itd. Prezentowany jest on w formie stron numerowanych od 100 do 899 (każda z nich teoretycznie może mieć 80 podstron), z których największą popularnością cieszy się program telewizyjny (zwyczajowo strona 300), wiadomości sportowe (system zawierający świeże wyniki z całego świata, którego nie powstydziłyby się popularne internetowe "livescore'y"), listy dialogowe, potocznie nazywane napisami do filmów oraz serwisy ogłoszeniowe, randkowe i z konkursami audiotele.

Teletekst jako źródło informacji genialnie zdało egzamin podczas ataków terrorystycznych na World Trade Center w 2001 roku. Łącza wielu dostawców internetu nie wytrzymały obciążenia, jakie wywołali amerykańscy obywatele poszukujący najświeższych informacji o tych dramatycznych wydarzeniach. Wówczas wielu z nich wpadło na pomysł, żeby odszukiwać je właśnie za pomocą pilotów od telewizora.

Choć w Polsce "Telegazeta" jest nadal dość popularna, na zachodzie coraz więcej kanałów odchodzi od uaktualniania swoich wersji teletekstu. Niektóre z nich są martwe już od kilku lat i z pewnością takich przypadków będzie coraz więcej. Usługa, która była namiastką internetu w naszych domach, przegrywa wyraźnie ze swoim zaawansowanym następcą. Stacje telewizyjne wolą zainwestować pieniądze w tworzenie aplikacji dla internetowych systemów Smart TV poszczególnych producentów telewizorów, niż ładować je w obsługę umierającego medium.

Musimy przyznać, że z sentymentem wspominamy czasy, kiedy spędzało się wiele godzin na odświeżaniu wyników meczów hiszpańskiej ligi piłki nożnej czy czytaniu "Łączki Telezajączka". Zachęcamy do podzielenia się własnymi wspomnieniami w komentarzach. A może do dziś używacie tego "internetu dla ubogich"?

źródło: http://tech.wp.pl/kat,130...,wiadomosc.html

NEVIL - Czw Lut 21, 2013 11:17

Zaprojektuj sobie dziecko - narodziny syntetycznej genetyki


W toku ostatnich badań odkryto, że obok DNA i RNA, geny mogą być przekazywane przez co najmniej sześć innych związków chemicznych. Ta wiedza otwiera drzwi do nieznanego i wyjątkowo niebezpiecznego rejonu nauki. Czy dzięki syntetycznej genetyce już za kilka lat, jak samochody czy budynki, będzie się projektować dzieci?



(...) Przeciwnicy rozwoju syntetycznej genetyki ostrzegają, że projektowanie organizmów opartych na XNA, to daleko idąca "zabawa w Boga". Niektórzy z nich wręcz drżą na myśl o przyszłości, w której dzieci się nie rodzi, a projektuje w laboratoriach - tak, by dostać "produkt" w pełni odpowiadający oczekiwaniom odbiorcy. (...)

(...)

- Biolodzy zaczynają igrać ze światem genetyki alternatywnej. Stosując coraz częściej syntetyczne kwasy nukleinowe, sprzyjamy sytuacji, w której wzrasta odporność XNA w stosunku do DNA lub RNA. Może to prowadzić do pełnej zamiany naturalnego kwasu nukleinowego, na ten sztuczny. Kim wtedy się staniemy? - poddał w wątpliwość nieprzemyślane zastosowanie XNA w genetyce George Church z Harvardu.

W kosmosie

Odkrycie XNA może mieć ogromne znaczenie dla astrobiologii. Naukowcy przypuszczają, że na planetach pozasłonecznych mogło rozwinąć się życie oparte na zupełnie innej chemii. Coś, co dla nas jest uznawane za twór sztuczny, w dalekich zakamarkach wszechświata może być normą. (...)

źródło: http://nt.interia.pl/rapo...tyki,nId,935128

NEVIL - Wto Mar 12, 2013 14:58

10 technologii, które zniknęły lub straciły na znaczeniu w pierwszym dziesięcioleciu XXI wieku


Przełom wieków, moment zmian. Pewne technologie, idee i gadżety niezauważalnie odeszły do lamusa, inne osunęły się do niszy, gdzie mało kto ich używa. Czy zachwycaliśmy się 12 lat temu, a dziś jest zbędnym rupieciem lub dziwacznym pomysłem?


Komunikatory internetowe


Od razu zaznaczam - wiem, że istnieją, mają się nieźle i sporo osób nie zamierza rezygnować ze swojego Gadu-Gadu. Jednak nijak ma się to do boomu sprzed kilku lat, gdzie numer GG wymieniało się jednym tchem razem z telefonem i mailem. Częściowo wyparło je Skype, które może spełniać rolę czatu, częściowo czat wbudowany w pocztę, a częściowo czat Facebookowy. Można mieć ograniczoną liczbę programów służących do tego samego.

Więcej: http://technologie.gazeta..._znaczeniu.html

NEVIL - Nie Mar 31, 2013 10:40


Internet zabija gospodarkę




Nowe technologie i internet to jedyne spektakularnie rozwijające się branże w świecie trwającego już piąty rok kryzysu. Czy ich sukces jest wart zapaści innych rynków?

Do stworzenia i wyprodukowania samochodu trzeba było wielokrotnie więcej pracowników niż do wymyślenia Facebooka. Czyli rewolucja przemysłowa miała rzeczywisty wpływ na świat, bo dała pracę i lepsze życie milionom ludzi, zaś rewolucja cyfrowa jest korzystna tylko dla wąskiej grupy specjalistów. To główna myśl krytyków e-gospodarki. Owszem – populistyczna, jednak niepozbawiona racji. Wystarczy przyjrzeć się temu, co dzieje się od kilku lat.

Sieć wypożyczalni filmów Blockbuster dziesięć lat temu była potęgą: liczyła ponad 9 tys. punktów w USA i Wielkiej Brytanii i miała tak wielki wpływ, że to specjalnie dla niej produkowano wiele obrazów. Od stycznia jest w zarządzie komisarycznym. Kilka tygodni wcześniej upadłość ogłosiły: brytyjska sieć muzyczna HMV (powstała 105 lat temu) oraz sklepy fotograficzne Jessops. Pracę straciło 2,5 tys. osób. Kolejne 3 tys. stały się bezrobotnymi po plajcie sklepów z elektroniką Comet.

Największa w Polsce sieć wypożyczalni DVD Beverly Hills w 2007 r. miała 50 placówek. Dziś ostało się ich ledwie 27, zaś firma próbuje się ratować, sprzedając słodycze, wino, nawet pizzę. – Jest bardzo źle. Cały rynek przeżywa kryzys i nie ma co ukrywać: odpowiedzialny za to jest internet – wzdycha Jacek Wiecki, prezes Stowarzyszenia Polskich Wideotek. – Internet – czyli piractwo i zmiana, jaka zaszła w dostępie do rozrywki. Ludziom już nie chce się pożyczać filmów na dyskach, bo mogą mieć je w każdej chwili z sieci. To fajne, ale na razie legalne serwisy VoD (wideo na życzenie) na tym nie zarabiają, a cierpi cała nasza branża – dodaje.

Więcej: http://biznes.gazetaprawn...gospodarke.html

NEVIL - Sro Kwi 03, 2013 08:09

Komentarz internauty:

~r4
Jeżeli w/w technologia wejdzie do produkcji, a polski rząd się nie ocknie, to ogromna kasa przemknie nam przed oczami. To polska grupa badawcza posiada patent na wytwarzanie dużych powierzchni grafenowych o małej ilości defektów. Jednak patent ten wygasa, a nasz rząd wycofał się z podpisanej umowy (sic! tylko tusek tak może) o dofinansowanie rozwoju technologii i wdrożenie produkcji. Jednakże nasz rząd woli wydawać 120mld rocznie na "ekologię" niż 1mld przez 10 lat na zrobienie z Polski potęgi grafenowej, dającej więcej zarobku niż dolina krzemowa USA.

====================================

Baterie z grafenu ładują się w 5 sekund




Badacze z Uniwersytetu w Kalifornii odkryli sposób na wytworzenie z grafenu baterii, które błyskawicznie się ładują, nie są toksyczne i zapewniają znacznie większą żywotność i wydajność niż obecne baterie.

Czy jesteśmy właśnie świadkami przełomu w dziedzinie, na którą tak wszyscy liczymy, gdy najważniejsza dla rynku staje się coraz większa liczba rdzeni, coraz większe rozdzielczości i coraz bardziej prądożerne podzespoły? Zapewne trochę za wcześnie by przesądzać, ale praca naukowców z UCLA wygląda obiecująco. Stworzyli oni baterię, która bije na głowę obecne ogniwa w kwestii wydajności, efektywności, a także kosztów budowy.

iPhone'a zasilanego grafenowym superkondensatorem można naładować w zaledwie 5 sekund, natomiast na naładowanie MacBooka wystarczyłoby 30 sekund. Naukowcy idą jeszcze dalej i twierdzą, że ładowanie samochodu elektrycznego, wykorzystującego nową technologię trwałoby mniej więcej tyle, co zalewanie baku benzyną.

Więcej: http://tech.wp.pl/kat,126...,wiadomosc.html

NEVIL - Pon Kwi 15, 2013 06:44


Biznesmen w Jeleniej Górze buduje ultralekki odrzutowiec (ZDJĘCIA)



Ten samolot może być polskim hitem za granicą. Jeleniogórski przedsiębiorca Rafał Ładziński konstruuje i chce rozpocząć seryjną produkcję ultralekkiego, cywilnego odrzutowca. Prace nad Flarisem Lar 1, bo tak ochrzczono konstrukcję, trwają już od czterech lat. Teraz zbliża się moment, gdy ten ambitny projekt zostanie zaprezentowany szerokiej publiczności. Stanie się to w czerwcu, na jubileuszowym 50. salonie lotniczym w Le Bourget pod Paryżem. To największe lotnicze targi na świecie.



Rafał Ładziński liczy, że Flaris zachwyci lotników na wszystkich kontynentach i stanie się polskim hitem eksportowym. Ma na to spore szanse, bo dziś jego samolot stanowi klasę samą dla siebie. Żaden koncern lotniczy nie produkuje podobnych maszyn.
Jeleniogórski biznesmen (absolwent Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej), na pomysł budowy samolotu wpadł podczas jednej z biznesowych podróży. A jeździ dużo, bo jego firma Metal-Master specjalizuje się w budowie automatycznych linii dla fabryk samochodów.

Gdy pan Rafał, wraz z żoną Sylwią, utknął w korku na niemieckiej autostradzie, zaczęli zastanawiać się, jak unikać drogowych zatorów i jednocześnie nie być skazanym na zatłoczone lotniska. Tak zaczęła kiełkować idea budowy ekonomicznego, szybkiego samolotu, który mógłby startować i lądować także z trawiastych lotnisk.

Głównym konstruktorem został Andrzej Frydrychewicz. Jeden z najbardziej doświadczonych inżynierów w polskim przemyśle lotniczym - twórca m.in. popularnej Wilgi oraz wojskowego Orlika. Na razie powstał latający model w skali 1 do 3. Pomyślnie przeszedł próby w locie i w tunelu aerodynamicznym. Teraz trwa budowa pełnowymiarowego latającego prototypu. To on ma zostać zaprezentowany we Francji.

- Pierwsze próby w locie odbędą się jesienią tego roku. W 2014 roku, w zakładach w Podgórzynie, chcielibyśmy wyprodukować pierwszą serię, 10 sztuk - mówi Rafał Ładziński.
Flaris Lar 1 jest samolotem łatwym w pilotażu, zaprojektowanym dla pilotów amatorów. Zbudowano go z kompozytów węglowych. Jest więc bardzo lekki. Pusty waży zaledwie 650 kg. Zatankowany i z pięcioma osobami na pokładzie może wzbić się ważąc 1,5 tony. Ma demontowane skrzydła, można go trzymać w garażu i dowieźć na przyczepie samochodowej na lotnisko. Może startować z krótkich trawiastych pasów (do 250 m). Maksymalny pułap lotu to 9 tys. metrów. Odległość 2,5 tys. km może pokonywać z prędkością 700 km/h. Jest przy tym ekonomiczny. Paliwo potrzebne do pokonania jednego kilometra kosztuje złotówkę. Konstruktorzy zadbali też o bezpieczeństwo. Samolot może wylądować jak szybowiec, nawet z niesprawnym silnikiem.

W jego dziobie jest też system ratunkowy. Pilot może wyzwolić spadochron, na którym samolot opadnie na ziemię w razie większych problemów. Konstruktorzy opracowują też system pozwalający na automatyczny start i lądowanie.
Flarisa będzie można kupić za ok. 1,5 mln dolarów. Są już pierwsi zainteresowani.

źródło: http://www.gazetawroclaws...owiec,id,t.html

NEVIL - Wto Kwi 16, 2013 11:45

Microsoft też pracuje nad dotykowym zegarkiem?


16.04.2013 11:24, Autor: Tomasz Wrzesień (TomisH), Kategoria: News

Samsung szykuje inteligentne dotykowe zegarki, ponoć od dawna myśli o podobnych czasomierzach też Apple, a jeśli wierzyć najnowszym doniesieniom także Microsoft spróbuje wypromować się na przegubach dłoni. Podobno na początku roku firma poprosiła producentów podzespołów z Azji o podesłanie części, które mogłyby znaleźć się w tego rodzaju urządzeniu. W laboratoriach w Redmond ponoć praca wre, ale nie wiadomo, czy coś z tego będzie...



Na pewno rozbudzono zainteresowanie tematem. Wielu analityków rynkowych przewiduje, że interaktywny zegarek faktycznie mógłby stać się hitem, szczególnie wśród ludzi młodych. Naturalnie wspomina się o współpracy malutkich urządzeń ze smartfonami, obsłudze komend głosowych, montowaniu w nich czujników biometrycznych (mierzenie tętna lub przykładowo temperatury ciała) oraz modułów GPS. Nie zapomina się jednak o technologii SPOT (Smart Personal Objects Technology) Microsoftu, z którą to na pokładzie inteligentne zegarki pojawiły się już kilka lat temu — projekt w podręcznym wydaniu porzucono ostatecznie w 2008 roku. Wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki?

źródło: http://www.dobreprogramy....nosc,40657.html

NEVIL - Sro Maj 08, 2013 12:24

Tak będzie działał międzyplanetarny Internet




Vint Cerf to to jeden z twórców standardu TCP/IP. Dziś wraz z NASA próbuje stworzyć Internet łączący Ziemię z Marsem. Niestety póki co Internauta surfujący z powierzchni Czerwonej Planety czekałby na wyświetlenie czegokolwiek godzinami. Jeśli Sieć ma działać... trzeba ją wymyślić od nowa.

Kosmiczny Internet istnieje. Jego historia sięga... 1998 roku. Ma zaledwie kilka węzłów i protokołów stworzonych specjalnie dla nowego środowiska, w którym trzeba się zmagać z gigantycznymi odległościami i znać mechanikę orbit. Kosmiczny internet w niedalekiej przeszłości ma łączyć planety z Ziemią tak wydajnie jak Nowy Jork z Moskwą.

Jednym z największych znawców tego zagadnienia jest Vint Cert, wybitny amerykański naukowiec, matematyk, jeden z twórców standardu TCP/IP. To na nim w dużej mierze opiera się działanie Internetu jaki znamy.

Ziemski Internet nie zadziała na Marsie. Dlaczego?
Więcej: http://technologie.gazeta...y_Internet.html

NEVIL - Pią Cze 28, 2013 11:54

Jak chronić elektronikę podczas wakacji?


Współcześnie komputery i telefony nieodłącznie towarzyszą nam również podczas wakacyjnych wyjazdów. Jednak beztroski czas wypoczynku obfituje niestety w sytuacje sprzyjające utracie sprzętu elektronicznego i cennych danych. Co zrobić, aby uniknąć niepotrzebnych problemów?



Rozwój technologii mobilnej sprawił, że coraz rzadziej potrafimy rozstać się ze swoim sprzętem. Nawet na wakacje zabieramy ze sobą smartfony, tablety i laptopy. Na naszych urządzeniach przechowujemy ważne, często niezabezpieczone dane.
Na wakacjach robimy mnóstwo zdjęć, kręcimy pamiątkowe filmy, które przechowujemy później na naszych urządzeniach. Jeśli wcześniej wykonamy kopię bezpieczeństwa, mamy możliwość odzyskania zawartości urządzenia, a usługi w chmurze pozwalają także na dostęp do danych z każdego miejsca na świecie.

Wakacyjna krzątanina, beztroska atmosfera, polowe warunki, zbyt wysoka lub zbyt niska temperatura czy sama podróż nie służą sprzętowi elektronicznemu. Podczas urlopu łatwiej niż na co dzień o zalanie, zgubienie, zniszczenia mechaniczne czy kradzież. Wyjeżdżając, pakujemy często sprzęt do walizki nie zastanawiając się nad tym, że w autokarze, samolocie czy nawet w bagażniku naszego samochodu będzie musiał znosić dodatkowe obciążenia i będzie narażony na uszkodzenia mechaniczne.

Wbrew obiegowej opinii, nie jest prawdą, że na lotniskach fale rentgenowskie prześwietlające bagaż są szkodliwe dla elektroniki, ale o uszkodzenie, np. zmiażdżenie, bardzo łatwo podczas ścisku w kolejce po odbiór walizek. W takiej sytuacji pozytywne wspomnienie urlopu popsuć może nie tylko utrata niepowtarzalnych pamiątek w postaci fotografii czy filmów, ale wszystkich danych zgromadzonych na sprzęcie.

Bezpieczne kopie zapasowe i dostęp z każdego miejsca na świecie

Aby ustrzec się przed stratą cennych danych, warto rozważyć możliwość backupu online. - Usługa ta jest już bardzo popularna na świecie, ale również w Polsce w ostatnim czasie staje się coraz powszechniej wykorzystywana. Backup online posiada nieprzecenioną przewagę nad tradycyjnym sposobem sporządzania kopii bezpieczeństwa. Poza tym, że chroni starsze dane, na bieżąco możemy zabezpieczać te utworzone przed chwilą.

Oznacza to, że jeśli wgramy na swoje urządzenie np. zdjęcia z wakacji, natychmiast możemy skopiować je na serwer firmy dostarczającej backupu online. Oprogramowanie backupowe posiada specjalne filtry, dzięki którym nie trzeba wysyłać plików, które już raz zostały zabezpieczone. Wszystko dzieje się automatycznie - mówi Paweł Owczarek, Dyrektor Centrum Danych Unizeto Technologies.

Dzięki wykorzystaniu kopii zapasowej w chmurze użytkownik zyskuje również możliwość dostępu do danych z każdego miejsca na świecie. Co ciekawe rozwiązanie wcale nie musi być drogie. Zabezpieczenie nawet dużych ilości danych firmowych to niewielki koszt, a przeciętny Kowalski może zadbać o własne informacje nawet bezpłatnie.

Backup online to także idealne rozwiązanie dla osób, które nie chcą zabierać w podroż komputera, ale chciałby mieć dostęp do swoich danych. Niektórzy dostawcy backupu online zapewnia dostęp do plików przez stronę internetową. Każdy użytkownik posiada swój własny e-folder chroniony unikalnym loginem i hasłem. Dzięki temu możemy korzystać z naszych danych wszędzie tam, gdzie mamy dostęp do internetu i przeglądarki. Ponadto, jeżeli tworzymy kopię bezpieczeństwa szczególnie wrażliwych danych, warto sprawdzić czy dany backup zapewnia możliwość przechowywania plików w zaszyfrowanej postaci.

Kilka dobrych praktyk, o których należy pamiętać podczas wakacji:

- Jeszcze przed wyjazdem wykonaj kopię zapasową danych.

- Jeśli to możliwe, w ogóle nie zabieraj służbowego sprzętu lub danych.

- Nie zostawiaj sprzętu w samochodzie, domku wczasowym czy hotelowym pokoju - nawet w tych droższych kwaterach bardzo często zdarzają się włamania i kradzieże.

- Nie afiszuj się ze sprzętem, spraw, żeby był nieatrakcyjny - dobrym sposobem jest np. założenie starego, zniszczonego pokrowca na telefon czy tablet. Bezpieczeństwo to żaden wstyd. Zawodowcy potrafią nawet ukrywać drogi sprzęt fotograficzny zakładając na obiektyw... zużyte skarpetki!

- Opróżnij kieszenie przed przejściem przez wykrywacz metali na lotnisku - przepakuj swoje urządzenia do walizki. Fale elektromagnetyczne mogą zniszczyć schowany tam telefon czy mały aparat fotograficzny. Sprzętowi nie zagrażają zaś fale rentgenowskie prześwietlające bagaż.

źródło: http://nt.interia.pl/komp...ampaign=firefox

NEVIL - Wto Lip 02, 2013 11:29

Pojemny akumulator wielkości ziarnka piasku


Jak zapewnić zasilanie dla miniaturowych urządzeń? Bariery technologiczne związane z rozwojem nanorobotów czy mikrodronów zostały niedawno pokonane. Za sprawą druku 3D udało się stworzyć akumulator łączący mikroskopijne rozmiary z walorami użytkowymi znacznie większych rozwiązań.



W 2011 roku Jane Chang z Uniwersytetu Kalifornijskiego poinformowała o rozpoczęciu badań nad nowymi źródłami zasilania. Zostały one sfinansowane przez DARPA, a ich celem było zbudowanie wydajnego akumulatora o wyjątkowo małych rozmiarach. W 2011 roku naukowcy pracujący nad tym wynalazkiem byli na etapie opracowywania odpowiedniego elektrolitu.

Jak się okazało - nad tego typu wynalazkiem pracował także inny zespół. Własne rozwiązanie przedstawiła niedawno grupa naukowców z uniwersytetów Harvarda i Illinois. Opracowany przez nich akumulator litowo-jonowy ma rozmiar porównywalny z ziarenkiem piasku i waży niecałe 100 mikrogramów.

Stworzenie tak małego akumulatora było możliwe dzięki drukowi 3D. Drukarka z odpowiednio precyzyjną dyszą była w stanie nałożyć na siebie 16 warstw cząsteczek tlenku litu, z których uformowano elektrody. Dzięki niej wykonano również obudowę akumulatora, a następnie wypełniono ją elektrolitem.

Nowy wynalazek ma w przeliczeniu na jednostkę masy podobną pojemność, jak stosowane obecnie akumulatory. Na pozór nie ma w tym niczego rewolucyjnego, dlaczego zatem jest tak istotny? Kluczowy jest w tym przypadku nie wzrost pojemności, co stworzenie efektywnego źródła energii o niezwykle małych rozmiarach, zachowującego parametry użytkowe - jak np. pojemność po wielokrotnym ładowaniu - porównywalne z większymi akumulatorami.

Nowy wynalazek rozwiązuje zarazem kwestię produkcji miniaturowej elektroniki. Konstruktorzy mówią nawet o źródle zasilania dla nanorobotów, jednak warto w tym miejscu zadać sobie pytanie, co z tego ma zwykły użytkownik?

Z jednej strony można mieć nadzieję, że opracowana technologia pomoże w stworzeniu niewielkich i wydajnych akumulatorów, dzięki którym nasze smartfony pozostaną smukłe, ale będą działać dłużej. Wynalazek oznacza również nowe możliwości, dotyczące np. medycyny i zasilania miniaturowych, wprowadzanych do organizmu urządzeń i robotów medycznych.

Łukasz Michalik

źródło: http://nt.interia.pl/tech...tm_campaign=RSS

NEVIL - Pon Lip 08, 2013 18:47

Superwysokie drapacze chmur - współczesne wieże Babel


Drapacze chmur są prawdziwym cudem współczesnej architektury. Ozdabiają największe metropolie i wprawiają w zachwyt każdego. Na czym polega sekret ich projektowania? Czy mogą jeszcze urosnąć?



W latach 30. najwyższy budynek mierzył nieco ponad 70 metrów. Od tamtej pory zmieniło się praktycznie wszystko - struktura konstrukcji, materiały, projekty i technologia. To doprowadziło do narodzin nie tylko wyższych budowli, ale do powstania całkowicie nowej kategorii - superwysokich drapaczy chmur. Obecny rekord świata należy do Burj Khalifa w Dubaju, którego wysokość to ponad 820 metrów. A według serwisu PopSci - kolejne dziesięciolecia, co przyniosą jeszcze bardziej zdumiewające rekordy.

Coraz wyżej

Kategoria "superwysokich" została zdefiniowana przez Radę Wysokich Budynków i Środowisk Miejskich i obejmuje wszystko, co swoim wzrostem przekracza 300 metrów. To kryterium spełniają starsze konstrukcje, np. 381-metrowy Empire State Building czy nieistniejące już World Trade Center - wybudowane w 1966 roku mierzyły po około 416 metrów (co ciekawe, Sky Tower we Wrocławiu ma 212 metrów). Ale w ciągu ostatnich kilkunastu lat inżynierowie zaczęli postrzegać superwysokie budowle jako zupełnie nową kategorię i przede wszystkim - wyzwanie.

Przez osiągnięcie szczytu możliwości konstrukcyjnych budowniczy mieli związane ręce aż do lat 60. Nową erę zapoczątkował dopiero Fazlur Khan i nowy system strukturalny o nazwie "the tube". Zakładał on zastąpienie stalowego wewnętrznego szkieletu serią kolumn, znajdujących się na zewnątrz budynku, połączonych ze sobą i z rdzeniem wieżowca. W ten sposób najsilniejszą część budowli udało się umieścić na zewnątrz.

Na efekty nie trzeba było długo czekać. Jeszcze w latach 60. i 70. zaczęły się pojawiać potężne drapacze chmur, w tym John Hancock Center, Sears Tower i wspomniane World Trade Center. Rozwiązanie - w kwestii wysokości budynku - dawało architektom praktycznie nieograniczone możliwości, ale wieżowiec musiał spełniać jeden kluczowy warunek - jego podstawa musiała rosnąć proporcjonalnie do wysokości. To nie zdawało egzaminu w przypadku superwysokich konstrukcji. 150-piętrowy kolos musiałby mieć 1-2 mln metrów kwadratowych powierzchni biurowych - większość głęboko wewnątrz budynku.

Ograniczenia związane z rosnącą w nieskończoność powierzchnią obiektów przestały mieć znaczenie dopiero w latach 90. Pierwszym czynnikiem, który pchnął je ku niebu, okazała się ekonomia. Drapacze chmur, początkowo przepełnione powierzchniami biurowymi, stały się łakomym kąskiem dla hoteli, galerii handlowych, restauracji, a nawet - idealnym miejscem na własne mieszkanie. Zasada jest prosta - im wyżej, tym lepiej i przede wszystkim drożej. W 2000 roku wielofunkcyjnością cechowało się tylko 5 na 20 drapaczy chmur". W 2020 roku tylko 5 nie będzie.

Wraz ze zmianą przeznaczania powierzchni zmieniła się koncepcja całych konstrukcji. Miasta potrzebowały budynków wysokich i smukłych. Z pomocą przyszyli wówczas Bill Baker i Adrian Smith oraz ich rewolucyjny projekt chicagowskiego 7 South Dearborn. Zamiast rozwiązania the tube, architekci wykorzystali strukturę “stayed mast", opierającą się na centralnym rdzeniu, otoczonym przez osiem ogromnych kolumn. Budowla ukończona w 2005 roku mierzy 610 metrów, ma 71100 metrów kwadratowych powierzchni biurowych na 32 piętrach, apartamenty na 43 piętrach oraz wiele, wiele innych - w sumie 112 kondygnacji.


Czytaj więcej na http://nt.interia.pl/tech...ampaign=firefox

NEVIL - Sro Lip 24, 2013 18:13

Power Line Communications - internet z gniazdka elektrycznego


Power Line Communications (PLC), czyli używając popularnego określenia, „internet z gniazdka elektrycznego” - to rozwiązanie znane w branży telekomunikacyjnej od lat. Dotychczas ograniczenia technologiczne uniemożliwiały jego szerokie zastosowanie. Obecnie, dzięki udoskonaleniom technologii, PLC staje się coraz popularniejsze wśród firm małej i średniej wielkości oraz w domach prywatnych.

Termin Powerline Communication, czyli przesył danych po liniach elektrycznych, jest szerokim pojęciem, w którym mieszczą się: PLC wąskopasmowa (NPL - Narrow Powerline Communication) i szerokopasmowa (Broadband Power Line). Wąskopasmowa PLC odniosła sukces dzięki wykorzystaniu w systemach telemetrii i inteligentnych sieciach. Jej główne zastosowania to zdalny odczyt liczników, sterowanie ruchem ulicznym, oświetleniem itp. Natomiast szerokopasmowa PL, wykorzystywana jako rozwiązanie "ostatniej mili" w zakresie dostępu do internetu i w lokalnych sieciach domowych, nie odniosła sukcesu ze względu na niedoskonałości technologii i relatywnie wysoką cenę w początkowych fazach rozwoju. Pierwsze generacje urządzeń BPL oferowały niskie realne transfery oraz działały na niewielką odległość. Duży problem dla użytkowników stanowił fakt, iż działały tylko na jednej fazie i ich sygnał nie przechodził przez liczniki energii elektrycznej.

Przełom w rozwoju PLC i jej obecne zastosowania


Przełomem w rozwoju Broadband Powerline Communication było ratyfikowanie w 2010 r. przez organizację IEEE standardu 1901. W najnowszych generacjach urządzeń BPL opartych na tym standardzie problemy z wolnym tempem przesyłu danych, niewielkim zasięgiem oraz ograniczeniami związanymi z fazami elektrycznymi zostały wyeliminowane. Nowoczesne urządzenia wykorzystujące BPL, zwane potocznie "powerline", oferują prędkość fizyczną do 500 Mbit/s i zasięg aż do 500 metrów, działają też niezawodnie bez względu na stosowane fazy energii elektrycznej . Powerline są też coraz chętniej wykorzystywane przez osoby poszukujące szybkiego, stabilnego oraz bezpiecznego połączenia sieciowego. Sieci bezprzewodowe, ze względu na zakłócenia oraz podatność na ataki, nie zawsze mogą zagwarantować pożądane parametry. W przypadku sieci WLAN kłopot stanowi ponadto architektura budynków - grube ściany lub ścianki gipsowe z aluminiowymi stelażami skutecznie ograniczają ich zasięg.

Dla kogo powerline?

Urządzenia powerline najnowszej generacji, są szczególnie chętnie stosowane w kancelariach notarialnych, biurach rachunkowych czy małych firmach usługowych ze względu na większy niż w sieciach WLAN poziom bezpieczeństwa. Z kolei dla użytkowników domowych powerline jest idealnym urządzaniem do usługi multiroomu, czyli połączenia kilku dekoderów płatnej telewizji satelitarnej w ramach jednego abonamentu. W zastosowaniach prywatnych, powerline są też często stosowane do połączenia konsol do gier z internetem.



źródło: http://nt.interia.pl/inte...tm_campaign=RSS

NEVIL - Pon Lip 29, 2013 16:40

Komentarz internauty:

~elektronik

Zostawcie radio w spokoju. Jakość nadawania jest wystarczająco dobra od lat. Po co komu ta cyfryzacja? Tylko po to, żeby wyciągnąć kasę na nowe odbiorniki?
==================

W tym roku ruszy cyfryzacja radia - całość potrwa do 2020 roku


Jan Dworak, przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, poinformował, że jeszcze w 2013 roku uruchomione zostaną 2 nadajniki naziemnej radiofonii cyfrowej - w aglomeracji warszawskiej i katowickiej. Radosław Kazimierski, rzecznik Polskiego Radia, powiedział, że przetarg zostanie ogłoszony prawdopodobnie na jesieni.




Wcześniej Krajowa Rada zaakceptowała projekt cyfryzacji przygotowany przez nadawcę, a Urząd Komunikacji Elektronicznej zarezerwował dla niego częstotliwość. Celem jest pokrycie sygnałem cyfrowym w ciągu 3-4 lat największych miast w Polsce, powiedział Kazimierski.

Według Dworaka, rozgłośnie publiczne i prywatne mogą zwiększyć swój zasięg jedynie za sprawą nadawania cyfrowego. Możliwe będzie także uruchamianie nowych stacji. Polskie Radio rozpocznie proces cyfryzacji z własnych środków, a od 2014 roku finansowo ten projekt zostanie wsparty przez Krajową Radę.

Nie wyznaczono jeszcze terminu wyłączenia analogowego radia, jak to miało miejsce w przypadku telewizji analogowej (31 lipca 2013 roku). Minister administracji i cyfryzacji, Michał Boni, uważa, że sygnał analogowego radia w Polsce powinien zostać wyłączony do 2020 roku.

Warto podkreślić, że do odbioru radia cyfrowego potrzebne są specjalne odbiorniki - nie sprawdzą się te używane obecnie w polskich domach. Nowy odbiornik to koszt od 150 zł w górę. Radio cyfrowe będzie nadawane w Polsce w technologii DAB Plus. Według Kazimierskiego, sygnał cyfrowy jest stabilniejszy, przez co nie byłoby problemów z zakłóceniami podczas np. jazdy samochodem.

Polskie Radio zamierza emitować cyfrowo 10 kanałów, w tym 5 już istniejących stacji oraz funkcjonujący w Internecie informacyjny kanał PR 24, stację kierowaną do dzieci i rodziców, stację dla starszych odbiorców, kanał historyczny, a także stację poświęconą nauce i technice.

Zdaniem Dworaka, przede wszystkim w pierwszej kolejności potrzebna jest ustawa regulująca przechodzenie na cyfrowe radio, zawierająca datę końcową i ogólne warunki.

źródło: http://nt.interia.pl/audi...ampaign=firefox

NEVIL - Pią Sie 02, 2013 13:11


10 dowodów na to, że fantastyka naukowa staje się faktem


Wokół nie ma co prawda latających samochodów ale i tak jest wiele dowodów na to, że żyjemy w przyszłości. Rozwiązania, które niegdyś mogliśmy zobaczyć jedynie w filmie science-fiction dziś staję się dostępne. Lub nawet powszechne

Sterowanie urządzeniami za pomocą umysłu



Przykładów potwierdzających możliwość wykorzystania fal mózgowych do kontrolowania urządzeń jest sporo. Za pomocą mniej lub bardziej czułych lub inwazyjnych receptorów można kontrolować ruch zarówno miniaturowego quadrocoptera, samochodu jak i deskorolki.

Najbardziej cenne są jednak rozwiązania, które mogą ponieść jakość życia. Jednym z nich jest robotyczne ramię, którym za pomocą swego mózgu steruje 52-letnia Jan Scheuermann. Jest od 10 lat sparaliżowana i nie kontroluje swojego ciała od szyi w dół.

W tym wypadku potrzebna była dość poważna operacja umożliwiające wszczepienie pod czaszkę pacjentki dziesiątek małych elektrod. Efekt przerósł jednak oczekiwania i choć wynalazek wciąż jest dopracowywany pomógł uzyskać nieosiągalny wcześniej poziom samodzielności.

Historię Jan Scheuermann opisaliśmy w grudniu zeszłego roku.

Większy materiał o tej tematyce znajdziecie pod tym linkiem.

Więcej: http://technologie.gazeta..._staje_sie.html

NEVIL - Czw Sie 08, 2013 16:09

Jestem cyborgiem




Cyborgi już dawno przestały funkcjonować w sferze science-fiction. Rozejrzyj się wokół. I powiedz, w ilu dziedzinach życia jesteś wspomagany przez technologie.

Kim jest cyborg? Przez lata pisarze science-fiction przyzwyczajali nas do wizji, że cyborg to połączenie człowieka i maszyny - w przeciwieństwie do androida, który jest maszyną pod postacią człowieka. Cyborg jest trochę "nadczłowiekiem", bo dysponuje specjalnymi "mocami”, na przykład widzi w podczerwieni lub ma nadludzką siłę. Jeśli trzymać się ściśle definicji, to za cyborga należy uznać człowieka, którego procesy życiowe są podtrzymywane lub wspomagane przez technologie. W wersji umiarkowanej wszyscy jesteśmy po trochu cyborgami - korzystamy z okularów wspomagających wzrok, niektórzy z nas mają wpięte pompy insulinowe, większość ma plomby w zębach, podróżujemy sztucznymi środkami transportu. Najwięksi puryści cybernetyczni upierają się za to, że cyborgiem jest osoba, której system nerwowy obustronnie oddziałuje na komputer. Czas jednak żegnać się z kategorycznie pojmowaną definicją. Bo cyborgizacja już się zaczęła.

Biohacking i świadome przekształcanie się w cyborga

Więcej: http://technologie.gazeta...em.html#MlynSST

NEVIL - Czw Sie 08, 2013 16:21


Tornado w światłowodach. Internet będzie znacznie szybszy





Terabitowy i petabitowy transfer już niedługo

400 gigabitów na sekundę - i to tylko na jednej długości fali. Przy transmisji w 10 różnych kolorach transfer wzrasta do 1,6 terabita na sekundę. Na łamach najnowszego numeru „Science” naukowcy z Uniwersytetu Południowej Kalifornii i Uniwersytetu Bostońskiego opisują nową technikę zagęszczania transmisji w światłowodach, która solidnie przyspieszy Internet.

Przedrostek „tera” pochodzi z greckiego i oznacza wielkości „potworne”. Po polsku - bardziej przyziemnie - bilion, czyli milion milionów. 1 Tb/s to bilion zer i jedynek przesłanych w ciągu sekundy. A po ludzku - kilka filmów w wysokiej rozdzielczości pobranych w mgnieniu oka.

Po wprowadzeniu światłowodów w komunikacji usprawniono je, korzystając z tego, że światło ma różne kolory. W kolorze zielonym nadaje się więc zera i jedynki składające się na określoną wiadomość, a w paśmie czerwonym w tym samym czasie można upakować zupełnie inny przekaz. Lasery mrugają więc do światłowodów setkami kolorów, ale wciąż są to konwencjonalne impulsy „zwyczajnego” światła. Tymczasem zapotrzebowanie na transfer danych w sieci rośnie tak szybko, że zwyczajne światło w zwyczajnych światłowodach okazuje się już dla nas zbyt wolne.

Co jeszcze można zrobić?

Wiązka laserowa może formować świetlne wiry przypominające kształtem tornado. Dotychczas trudno było jednak przesyłać takie dziwaczne impulsy świetlne w światłowodach. Naukowcom udało się wreszcie opracować takie światłowody, w których świetlne zakrętasy są stabilne i nadają się do przesyłania naszych cennych zer i jedynek w większym zagęszczeniu. Jest to bowiem kolejny sposób na zróżnicowanie impulsów.

Badania „zakręconego” światła trwają od jakiegoś czasu. W zeszłym roku Kalifornijczycy wysyłali za jego pośrednictwem dane z prędkością 2,5 Tb/s, ale w powietrzu, skoro w światłowodzie się nie udawało. Rozwiązanie problemu było na tyle doniosłe, że publikacja na ten temat trafiła do najważniejszego magazynu w świecie nauki.

„To imponujące” - powtarza chór utytułowanych komentatorów w tym samym numerze.

Opisane i przetestowane przez Amerykanów rozwiązanie używa równocześnie podziału na kolory i cztery różne formy optycznych wirów. Japoński zespół, który osiąga podobny efekt za pomocą zróżnicowanej polaryzacji światła i jeszcze innej struktury włókna (o wielu rdzeniach), donosił niedawno o osiągnięciu petabita na sekundę, czyli przejściu z bilionów bitów do biliarda.

A to wszystko da się połączyć - komentują fizycy na łamach wczorajszego „Science”, czyli słać optyczne wiry o różnych kolorach, różnej polaryzacji i w dodatku włóknem z wieloma rdzeniami.

Inaczej niż w przypadku obecnej technologii, sygnały „zakręconego” światła mieszają się i odkodowanie transmisji wymaga sporej mocy obliczeniowej na drugim końcu przewodu. To cena, jaką trzeba będzie zapłacić za „szybsze” światłowody.

Chętni raczej się znajdą.

źródło: http://next.gazeta.pl/nex...html#TRmultiSST

NEVIL - Wto Sie 13, 2013 18:22

Urządzenie, które powie, kiedy umrzesz




Grupa fizyków z Uniwersytetu Lancaster (Wielka Brytania) znalazła prosty sposób na sprawdzenie naszego stanu zdrowia. Ich urządzenie na podstawie szybkiego badania naczyń krwionośnych będzie potrafiło wyznaczyć, ile lat życia jeszcze nam zostało.

Naukowcy do określenia stanu zdrowia postanowili zbadać komórki śródbłonka wyścielającego żyły i tętnice. Jeśli w tkance tej występują jakieś dysfunkcje, świadczy to o chorobie naczyniowej. Wiadomo też, że budowa tych komórek może również dostarczyć informacji na temat tego, czy u danej osoby zaczął rozprzestrzeniać się nowotwór lub czy wystąpiły już pierwsze oznaki demencji.

– Wszystko, co ma związek z układem sercowo-naczyniowym, jak np. to, czy ktoś będzie miał udar lub zawał, ma swój początek w zmianach w śródbłonku. Tam również produkowane są związki chemiczne, które oddziałują na wszystkie inne tkanki. To nasz najważniejszy organ, który jednak jest lekceważony przez ludzi – powiedziała prowadząca badania prof. Aneta Stefanovska.

Do rozpoznania stanu śródbłonka naukowcy wykorzystują nieszkodliwą dla zdrowia wiązkę laserową. Obecnie trwają prace nad zmniejszeniem urządzenia do rozmiarów zegarka. Osoba, która nałoży je na nadgarstek, będzie mogła zbadać swój stan zdrowia, a cały proces zajmie jedynie chwilę.

Urządzenie będzie sprawdzało sztywność śródbłonka. Wcześniejsze badania naukowców wykazały, że właśnie ta cecha naczyń krwionośnych jest związana z procesami starzenia się organizmu i chorobami układu sercowo-naczyniowego, które są główną przyczyną zgonów m.in. w Polsce. Następnie dzięki specjalnemu algorytmowi matematycznemu urządzanie wyliczy, jak szybko dana osoba umrze, jeśli nie zmieni trybu życia na zdrowszy.

– Mam nadzieję, że dzięki naszemu wynalazkowi zachęcimy ludzi do lepszego dbania o zdrowie – powiedziała prof. Stefanovska.

Ten niewielki sprzęt będzie wielokrotnego użytku, a jeden egzemplarz będzie można stosować do zbadania kilku różnych osób. Oznacza to nie tylko to, że z jednego urządzenia będzie mogła korzystać cała rodzina, ale również, że znajdzie on zastosowanie w gabinetach lekarskich. Wynalazek mógłby usprawnić pracę w szpitalach i przychodniach oraz pomóc w lepszej diagnozie stanu zdrowia pacjentów.

źródło: http://odkrywcy.pl/kat,11...,wiadomosc.html

NEVIL - Sob Sie 24, 2013 12:12

Komentarz internauty:

~elzorro.

Obiekty niewidzialne dla radarów PO PROSTU NIE ISTNIEJĄ!!! Ale istnieją konstrukcje które skutecznie potrafią zamaskować obiekt przed wykryciem przez konkretny typ radiolokatorów. Dziś najczęściej stosuje się powszechnie systemy pracujące w widmie krótkich mikrofal, które to widmo zapewnia bardzo precyzyjną lokalizację obiektu, a do tego wykazuje bardzo silną "indywidualizację" wiązki, co z kolei bardzo ułatwia wyłuskanie z szumu elektromagnetycznego energię własną odbita od śledzonego obiektu. Ale ten typ promieniowania magnetoelektrycznego bardzo łatwo pochłonąć lub rozproszyć na specjalnie wykonanych powłokach obiektu, który ma stać się dla systemu "niewidzialnym". Tak więc to tylko sprawa rachunku kosztów i skalkulowania tego co jest tańsze i zapewnia lepsze parametry bojowe: Czy rozbudowane systemy obrony aktywnej, które są w stanie zneutralizować większość zagrożeń z systemów ofensywnych wroga, czy rozbudowane systemy obrony pasywnej, których kluczowym elementem jest znikoma wykrywalność przez naprowadzające na cel systemy obronne wroga. Jakby nie dywagować, samolot F-117 A bodajże 2 lata temu został definitywnie wycofany ze służby, po tym, jak nad byłą Jugosławia został zestrzelony, a wcześniej skutecznie namierzony przez obronę p.lot jeden z egzemplarzy! Tak więc dziś, mimo, że technika ograniczonej wykrywalności przez systemy radarowe staje się standardem dla nowych typów uzbrojenia, to bobec konieczności utrzymywania łączności ze stanowiskiem dowodzenia polem walki, która to skutecznie demaskuje położenie obiektu, "niewykrywalność" przez radary służy tylko temu, aby obiekt mógł skutecznie unikać namierzania przez systemy zamontowane na małych obiektach wroga, typu samolot w powietrzu, niszczyciel na wodzie, czy mobilny punkt dowodzenia na ladzie. Natomiast współczesne systemy kompleksowej kontroli pola walki taki obiekt namierzą i nakierują na niego atak bez najmniejszych problemów!


===================

Technologie stealth - klucz do niewidzialności


Technologie stealth to wspólny mianownik najdroższych, najbardziej zaawansowanych i najniebezpieczniejszych samolotów bojowych w historii. Czym są i dlaczego tak bardzo interesują się nimi Chińczycy i Rosjanie?



W technice wojskowej termin stealth oznacza wiele rozwiązań, które zmniejszają prawdopodobieństwo wykrycia obiektu przy pomocy różnych technik obserwacji. Rozwiązania stealth są wykorzystywane przy projektowaniu samolotów i okrętów, ponieważ to one muszą niepostrzeżenie zaatakować wroga lub wykonać cichy zwiad. W obu przypadkach liczy się odpowiednie radzenie sobie z systemami radarowymi, a więc rozpraszanie fal, maskowanie rejonów o podwyższonej temperaturze czy turbulencji pozostawianych przez maszyny.

Można tego dokonać na kilka sposobów, ale najważniejsze i najskuteczniejsze dotyczą rozwiązań konstrukcyjnych. Denys Overholser - osoba odpowiedzialna za powstanie F-117, czyli pierwszego na świecie samolotu wykonanego w technologii stealth - wymienia cztery najważniejsze aspekty wojskowej "niewidzialności": kształt, kształt, kształt i materiały.


Czytaj więcej na http://nt.interia.pl/rapo...ampaign=firefox

NEVIL - Pon Sie 26, 2013 08:40


Świetlówki - oszczędzają prąd, ale mogą odebrać zdrowie




To jedne z najgroźniejszych elektrośmieci. Choć zawierają silnie trującą rtęć często lądują na wysypiskach. Losem większości rządzi przypadek i szara strefa. Oto czego nie wiesz o elektrośmieciach, choć powinieneś.


Wiele elektroodpadów to po prostu metalowe lub szklane urządzenia wypełnione truciznami lub substancjami szkodliwymi. Np. lodówka obecna w 99 proc. domów. Każda ma olej sprężarkowy i gazy. Olej może skazić glebę i wody gruntowe. Popularny niegdyś freon wydawał się idealny, bo niepalny, nietoksyczny i trwały. Potem okazało się, że jest zabójczy dla warstwy ozonowej (chroniącej nas przed nadmiarem promieni UV), przez co przyczynia się ponoć do efektu cieplarnianego 7 tys. razy bardziej niż CO2. W Polsce same serwisy klimatyzacji uzupełniające ubytki z nieszczelnych urządzeń zużywały go 400-500 ton rocznie. Do czasu, aż wprowadzono zakaz jego stosowania. Miejsce freonu zajęły wówczas izobutan albo cyklopentan. I choć jest lepiej, to wciąż źle: domniemany wpływ tych gazów na ocieplenie klimatu ma być 800 razy większy niż CO2.

Baterie są wszechobecne. Przeciętny Polak kupuje ich już prawie 10 rocznie. W sumie ponad 300 mln sztuk. Zawierają metale ciężkie, jak: ołów, lit, mangan, kadm i rtęć - szkodliwe dla organizmów i nieulegające rozkładowi. Jedna bateria guzikowa do zegarka może skazić 400 litrów wody lub 1 m3 ziemi.

Więcej: http://wyborcza.biz/bizne...1#ixzz2d3h5MdLF

NEVIL - Czw Wrz 05, 2013 18:42

Naukowcy opracowali plastik o niespotykanych właściwościach


Naukowcy z Uniwersytetu Dueke’a stworzyli „plastik”, który twardnieje pod wpływem działających na niego sił.




Tworzywa polimerowe są lekkie, podatne na formowanie i tanie w produkcji. Trudno się dziwić, że można je znaleźć praktycznie wszędzie, w każdej z otaczających nas rzeczy. Nie oznacza to, że są pozbawione wad, a za największą można uznać ich stosunkowo niewielką odporność na uszkodzenia. Jednak w ostatnim czasie amerykańscy naukowcy dokonali w tym temacie niemałej rewolucji.

Okazuje się, że przemodelowanie struktury molekularnej materiału potocznie zwanego plastikiem wystarczy, aby nadać mu zupełnie nową i niezwykłą właściwość. Dzięki niej nie ulega on rozerwaniu pod wpływem różnych sił. Mało tego - staje się wówczas coraz twardszy.

W trakcie eksperymentu naukowcy umieścili materiał w maszynie, która miała nadać mu kształt. Pomiary wykazały, że na skutek działania stresu mechanicznego twardość tworzywa wzrosła dwustukrotnie.

Naukowcy wiążą ze swoim odkryciem ogromne nadzieje.


źródło: http://nt.interia.pl/tech...ampaign=firefox

NEVIL - Pią Wrz 06, 2013 11:22


Nie zapamiętuj haseł - to Twoje ciało jest hasłem


Kanadyjska firma Bionym stworzyła opaskę, która autoryzuje dostęp do urządzeń na podstawie... bicia serca.

Nikogo już nie dziwi użycie linii papilarnych jako klucza dającego dostęp do komputera czy innego urządzenia. O podobnym zastosowaniu rytmu bicia serca jeszcze nie słyszeliśmy.

Kanadyjska firma Bionym opracowała bransoletkę o nazwie Nymi. Po założeniu na rękę wykonuje błyskawiczny elektrokardiogram i rozpoznaję unikalną charakterystykę rytmu serca zmieniając go w kod. Wbudowany czujnik zbliżeniowy pozwala natomiast automatyzować proces użycia "klucza" - bez względu na to, czy chodzi o płatność dokonywaną w restauracji, otwieranie bagażnika, dostęp do e-maila, smartfonu etc.

Nymi można zamawiać w systemie przedsprzedaży za 79 dolarów (cena wzrośnie do 99 kiedy sprzedaż przekroczy 25 tys. szt.). Nas martwi tylko kompatybilność wynalazku z urządzeniami innymi niż smartfon i tablet.

Na poniższym filmie widzimy, jak mężczyzna noszący opaskę zbliża się do drzwi, które go rozpoznają i odblokowują zamek, przechodzi koło kontrolera klimatyzacji a ten natychmiast się włącza, reaguje też telewizor. Nie wiemy jak przebiega proces konfiguracji urządzenia, ale zapewne trzeba będzie się nieco napracować by określić co i kiedy ma reagować na obecność opaski.

Zwolennicy takich rozwiązań z pewnością uznają Nymi za rozwiązanie warte uwagi. I swojej ceny.

źródło + filmik http://technologie.gazeta...est_haslem.html

NEVIL - Sro Wrz 11, 2013 07:05


Akumulatory cynkowo-powietrzne: będzie taniej, wydajniej i bezpieczniej niż z Li-Ion



Akumulatory litowo-jonowe znaleźć można dziś niemal wszędzie – zasilają i telefony, i samochody elektryczne. Niemal całkowicie wyparły akumulatory niklowo-metalowo-wodorkowe, przede wszystkim ze względu na ich lekkość, ponad dwukrotnie wyższą gęstość energii, brak dokuczliwego efektu pamięci, oraz szybkość ładowania. Oczywiście akumulatory te nie są bez wad. Sole litu, wykorzystywane w nich jako elektrolit, kosztują niemało, produkcja jest nieobojętna dla środowiska, wiąże się z nimi też ryzyko pożaru. Konkurencyjne technologie miały jednak jeszcze więcej problemów, więc dominacja akumulatorów Li-Ion wydawała się niczym niezagrożona. Aż do dzisiaj – chemicy z firmy, która od kilku lat pracuje nad technologią akumulatorów cynkowo-powietrznych poinformowali o zbudowaniu prototypu, który może wszystko to zmienić.
Więcej: http://www.dobreprogramy....News,46574.html

NEVIL - Sob Wrz 14, 2013 18:32


Drapacz chmur, który smaży jajka




Londyński wieżowiec korzystając z efektu soczewki podpalił drzwi do pobliskiego zakładu fryzjerskiego i zniszczył tapety w kafejce. Pozwolił też na smażenie jajek na chodniku.

W sercu londyńskiego City oddano do użytku w stanie surowym 37-kondygnacyjny budynek. Inwestycja pochłonęła 361 mln dol. Drapacz chmur ze względu na swój oryginalny kształt został nazwany przez londyńczyków Walkie-Talkie (u podstawy jest węższy niż u szczytu).

Wędrująca plama słońca

Podczas słonecznej pogody w ubiegłym tygodniu (29 stopni C) okazało się, że budynek ma niezwykłe właściwości i zasługuje na miano opiekacza, zapalniczki, frytkownicy.
Wyłożona szkłem południowa elewacja budynku zadziałała jak soczewka. Efekt? W ciągu dwóch - trzech godzin wzdłuż budynku przesuwała się plama skumulowanych promieni słonecznych.

Energetyczna wydajność wieżowca jest imponująca. Wędrująca plama stopiła karoserię luksusowego jaguara, stojącego na pobliskim parkingu, podpaliła drzwi do zakładu fryzjerskiego i uszkodziła wykładziny w wietnamskiej kafejce.

Wieści szybko się rozeszły. Budynek zaczął przyciągać tłumy londyńczyków, turystów oraz dziennikarzy, którzy ugotowali tam wiele jajek i usmażyli jajecznicę. Podjęto nawet próbę usmażenia steku. Najwyższa odnotowana temperatura tego cieplnego fenomenu to 117 st. C.

Ali Akay, właściciel zakładu fryzjerskiego, powiedział, że słońce w pewnym momencie było na niebie w takiej pozycji, że spowodowało efekt soczewki na drzwiach jego zakładu i wywołało pożar. - My tu sobie pracujemy, a nagle widzimy, że spod dywanu wydobywa się dym. Próbowaliśmy ugasić ogień. Dopiero wtedy klienci powiedzieli nam, co się dzieje - mówił dziennikarzom Ali Akay. - A przecież nikt nie przyjdzie do zakładu, kiedy płoną w nim drzwi wejściowe. To poważna sprawa. Zagraża zdrowiu i bezpieczeństwu ludzi. Takie rzeczy powinno się przewidzieć wcześniej, zanim drapacz chmur zbudowano - dodaje.

Podobne problemy miała Diana Pham, właścicielka wietnamskiej restauracji. - Było bardzo gorąco. Zrobiło się przeraźliwie jasno. Myśleliśmy, że coś się zapaliło w restauracji. Dopiero przychodzący goście powiedzieli nam, co się dzieje - opowiadała Pham. - Przysmażyła się wykładzina i tapety.

Poszkodowani biznesmeni i właściciel auta są wściekli. Zapowiadają, że będą dochodzić swoich praw. Podnoszą też, że zjawisko jest niebezpieczne dla zdrowia przechodniów.
Reakcja deweloperów była natychmiastowa. Zgłosili problem do rady Londynu. Zobowiązali się także do wykonania prac, które zapobiegną możliwym szkodom. Z przeprowadzonych przez deweloperów analiz wynika, że przy słonecznej pogodzie cały ten fenomen może potrwać jeszcze ok. dwóch - trzech tygodni, po dwie - trzy godziny dziennie.

Zagotował wodę w basenie

Rada Londynu zgodziła się, by deweloperzy ustawili ekrany osłaniające ulice przed skupionymi przez budynek Walkie-Talkie promieniami słonecznymi.
Deweloperzy zapewnili również, że będą szukać rozwiązań długoterminowych. Stwierdzili, że są w intensywnym kontakcie z poszkodowanymi biznesmenami. Zadbali też, by trzy miejsca z tego eksponowanego parkingu zostały wyłączone z użytku.

Trzeba jednak wiedzieć, że deweloperzy zamówili projekt budynku u urugwajskiego architekta Rafaela Vinoly. Ten zaś, jak się okazuje, miał już podobne problemy z zaprojektowanym hotelem Vdara w Las Vegas. Hotel ten w 2010 roku, korzystając z efektu soczewki, zagotował wodę w basenie i poważnie poparzył kilku gości.

źródło: http://www.ekonomia.rp.pl...ie-budynki.html

NEVIL - Sro Wrz 18, 2013 06:52

Człowiek jako platforma mobilna. Żyjemy w świecie 7 miliardów przyszłości


Nie istnieje jedna, a 7 miliardów wersji przyszłości urządzeń mobilnych, które każdy z użytkowników kreuje osobiście. Wszystko to sprawia, że coraz trudniej wyobrazić sobie dzisiaj życie bez takich urządzeń. Era komputerów stacjonarnych bezpowrotnie minęła - teraz rządzi komunikacja z dowolnego zakątka Ziemi bez ciągłego zerkania na stan baterii.



Na Ziemi żyje obecnie 7,1 mld ludzi, z których ponad połowa jest stale podłączona do internetu. Jest też ponad 6,3 mld aktywnych subskrypcji mobilnych, co w praktyce oznacza, że większość użytkowników korzysta z więcej niż jednego konta. Liczby te imponują, zwłaszcza gdy zestawi się je z 3,7 mln urządzeń mobilnych sprzedawanych każdego dnia na świecie. Co godzinę nowych właścicieli znajduje 154 tys. gadżetów. Człowiek staje się coraz wyraźniej uzależniony od dostępu do informacji, serwisów społecznościowych i samego faktu "bycia podłączonym" do sieci.

W Stanach Zjednoczonych znajduje się 1,9 mln wież transmisyjnych, które udostępniły już 5 eksabajtów danych. W każdej godzinie ze sklepów z aplikacjami pobieranych jest 6,25 mln programów, z których nie wszyscy docelowo korzystają. Wiele z nich pozostaje bezużyteczna na smartfonie albo - w najlepszym wypadku - jest usuwana. To indukuje ogromny przepływ danych w każdej minucie.

W "Cosmopolis" Davida Cronenberga można było usłyszeć, że "ludzie przestaną umierać i zaczną być wchłaniani w strumienie informacji". Ten świat jest już za rogiem...

Człowiek mobilny

Podczas Intel Developer Forum 2013, które odbyło się standardowo w San Francisco, można było nie tylko popatrzeć przez dziurkę od klucza na świat przyszłości technologii Intela, ale także spotkać niezwykłych ludzi. Jedną z najbardziej charyzmatycznych i wyróżniających się postaci była dr Genevieve Bell, zatrudniona w Intelu antropolożka, której zadaniem jest analizowanie potrzeb konsumentów i interakcji, w jakie ze sobą wchodzą. Bell wyjaśniła, że człowiek zawsze był i będzie... platformą mobilną.

- Technologie już od wieków zmieniają oblicze ludzkości. Na przyszłość rozwiązań mobilnych wpływać będą nie tylko postępująca zgodnie z prawem Moore’a miniaturyzacja systemów przetwarzania danych, lecz także wzrost światowej populacji. Powinniśmy czerpać inspirację nie tylko z nowych możliwości technologicznych, ale również z potrzeb ludzi. Nie chodzi o kształtowanie jednej, lecz 7 miliardów wersji przyszłości - powiedziała Bell.


Czytaj więcej na http://mobtech.interia.pl...ampaign=firefox
=================
Komentarz internauty:

~pawel - 18.09

"Era komputerów stacjonarnych bezpowrotnie minęła" - Boże co za gamoń pisał ten artykuł, większej BZDURY w życiu nie słyszałem, dalej nawet nie czytam. A myślisz że na czym powstają te wszystkie aplikacje mobilne z których korzystasz marny redaktorzyno.... na smartfonie?? Setki tysięcy programistów siedzi na krzesełkach ze smartfonikami w rękach i dłubie po 1 literce kod?? Administratorzy sieci czy baz danych uruchamiają swój niebieski ekranik i wklepują komendy tekstowe po 1 literce na smartfonie? A może siedzą po 8h dziennie pochyleni nad tabletem? Kręgosłup by im siadł po kilku latach, tak samo jak i pracownikom wielu firm, którzy używają oprogramowania w pracy - księgowi, kadrowi, analitycy - oprócz modnego smartfona, mają tez co najmniej służbowego laptopa (ci bardziej mobilni), a wielu z nich komputer stacjonarny przy swoim biurku w firmie w której pracują. Przeciętny Kowalski który ma w domu laptopa jako komputer podstawowy i spędza nad nim więcej niż 2 godziny dziennie robi błąd i będzie miał niedługo problemy z kręgosłupem. Jeżeli musisz siedzieć tak długo przed kompem kup sobie lepiej stacjonarny. Jeżeli często podróżujesz i potrzebujesz zabrać ze sobą kompa - wtedy dopiero laptopa


Czytaj więcej na http://mobtech.interia.pl...ampaign=firefox

NEVIL - Sro Wrz 18, 2013 12:32


Cyfrowe radio trochę na siłę


Niespecjalnie domagają się go słuchacze, a prywatni nadawcy wręcz go nie chcą, ale będzie.


I to za chwilę, bo pierwsze nadawane cyfrowo naziemnie stacje Polskiego Radia ruszą w dwóch miastach w październiku. Jaki sens ma cyfrowe radio naziemne? Przede wszystkim – podobnie jak cyfrowa telewizja – umożliwia nadawanie większej liczby stacji o zasięgu ogólnokrajowym (obecnie mamy ich siedem, w tym część ma niepełny zasięg, a możemy mieć nawet kilkadziesiąt). I właśnie m.in. spodziewaną poprawą zasięgu już posiadanych kanałów tłumaczy plan cyfryzowania radia publiczny nadawca. Poza tym, również jak w telewizji, cyfrowe radio można łączyć z dodatkowymi usługami (informacje o korkach ulicznych, pogodzie itd.).

Wdrażanie cyfrowego radia ma też jednak wiele wad, co dawno wypunktowali przeciwni mu prywatni nadawcy. Po pierwsze: jest kosztowne i to nie tylko dla samej branży, ale także dla słuchaczy, którzy nie mają dziś w domach i samochodach cyfrowych odbiorników. Wcale nie jest pewne czy będą chcieli kupować je tylko po to, by móc posłuchać kilku nowych kanałów, skoro od dawna mogą sobie do woli przebierać w stacjach internetowych.

Komercyjni nadawcy już wyraźnie powiedzieli (a nawet napisali we wspólnym oświadczeniu), że w dobie dominacji Internetu oraz słabej kondycji reklamowego rynku nie zamierzają wykładać dodatkowych pieniędzy na nowe częstotliwości radiowe, by równolegle nadawać cyfrowo i analogowo, bo im się to zwyczajnie nie opłaci.

W takiej sytuacji cały ciężar poinformowania słuchaczy o nowym systemie nadawania i zachęcenia ich do kupowania nowych odbiorników spada na Polskie Radio. Podobnie jak zapewnienie treści do nowych programów. Nowej oferty cyfrowych stacji na razie ocenić się nie da, bo w większości jeszcze nie istnieją (w sieci nadaje tylko informacyjne radio PR24). Osamotnienie Polskiego Radia przy tym projekcie spowoduje jednak, że do sporej części słuchaczy informacja o tym, iż ktoś nadaje w Polsce w eterze cyfrowo, w ogóle nie dotrze.

Jedynym wygranym całego tego procesu jest na razie Emitel – firma, która już wygrała pierwszy przetarg i za pieniądze Polskiego Radia (czyli te, jakie płacimy mu w ramach abonamentu) do końca tego roku będzie dosyłała sygnał cyfrowych stacji. Za chwilę zapewne wystartuje we właśnie rozpisanym drugim przetargu i zapewni sobie dopływ gotówki z cyfrowego radia w kolejnych trzech latach (a to co roku ok. 10 mln zł). Oby nie nadawała dla nikogo. Ale to już zależy tylko od nas, słuchaczy i tego czy będzie nam się chciało na początek chociaż przetestować taką usługę.

źródło: http://www.ekonomia.rp.pl...he-na-sile.html

NEVIL - Pią Paź 11, 2013 11:07


LG już produkuje wygięte baterie, czekamy na wygięty smartfon


LG został nieco w tyle za swoim największym konkurentem — Samsungiem. Mimo że również ma już opracowaną technologię produkcji ekranów, które można wyginać, nadal nie ma w ofercie niepłaskiego smartfonu. Raczej nie będziemy musieli na niego długo czekać. Koreański gigant już rozpoczął produkcję wygiętych baterii.

Po montowanej we flagowym modelu G2 baterii „schodkowej” (płaskie akumulatory, kładzione jeden na drugim, w postaci schodów), która lepiej wykorzystuje dostępną przestrzeń, przyszła pora na baterie łukowate. Oddział LG Chem opracował i opatentował metodę układania i zwijania komponentów akumulatora, dzięki której nie są one narażone na przeciążenia podczas pracy w nieprostopadłościennej obudowie.



LG ma nadzieję, że te akumulatory w zostaną wykorzystane w produkcji nie tylko smartfonów o dziwnych kształtach, ale także gadżetów, które nosimy na sobie. Konstrukcja idealnie nadaje się do umieszczenia w bransolecie zegarka czy ramce okularów. Przede wszystkim jednak znajdziemy je w kolejnej generacji urządzeń mobilnych tego producenta.

To osiągnięcie jednak blednie w obliczu wynalazku, który LG wprowadzi do masowej produkcji za kilka lat. LG Chem opracował baterię w kształcie… kabla. Magazynujący energię przewód można nawet zawiązać na supeł i nie zostanie naruszona jego wewnętrzna struktura. Ponadto, podczas pracy, nawet zawiązany akumulator nie będzie się przegrzewał, mimo że pozwoli korzystać z zasilanego urządzenia przez długi czas.

Zastosowanie tego typu akumulatorów LG widzi w gadżetach, które będziemy nosić, jak zegarki czy naszyjniki, ale także wodoodpornych i takich, które wiążemy. Dodatkowy akumulator do telefonu w sznurówkach? Kto wie...

LG Chem zaprezentuje swoje nowe osiągnięcia na InterBattery 2013 16 października. Ys Kwon, szef oddziału odpowiedzialnego za rozwiązania związane z energią nie ukrywa, że LG Chem stara się zdobyć pozycję lidera i w tej dziedzinie przemysłu, ciągle ulepszając baterie.

źródło: http://www.dobreprogramy....News,48399.html

NEVIL - Sob Paź 12, 2013 10:47

Komentarze internautów:

~f :

Kiedyś też protestowano przeciw niehumanitarnym kuszom (w przeciwienstwie do humanitarnych łuków, kóre z większej odległości nie potrafiły przebić zbroi rycerza, podczas, gdy kusza potrafiła). Potem próbowano zakazać niehumanitarych arkebuzów (z podobnych powodów). A za 20-30 lat okaże się, że właściwie trudno sobie wyobrazić armię, która ma "normalnych" żołnierzy, a nie pułki zdalnie sterowanych albo pół-autonomicznych robotów.
--------------------------

~DeVroo do ~lwiczka:

Żeby zabić mieczem, trzeba pokonać blok przeciwnika i wziąć tęgi zamach albo przebić go sztychem. Żeby zastrzelić z kuszy, wystarczy zwolnić blokadę cięciwy. Międzykontynentalny pocisk balistyczny startuje po wykonaniu procedury naciśnięć i przekręceń niepozornie wyglądających stacyjek i przełączników. Wciąż oddalamy się przestrzennie i funkcjonalnie od efektów naszych działań. Teraz oddalimy się jeszcze moralnie i czasowo, bo po wypuszczeniu robota operator będzie mógł iść odebrać dzieci ze szkoły albo zrobić grilla z przyjaciółmi, nie widząc do czego doprowadziły jego działania. To po prostu kolejny etap ewolucji - a porównanie użyte przez f jest jak najbardziej poprawne.
==============================

Grozi nam "bunt maszyn"? Niepokojące ostrzeżenie naukowców


Ma­szy­ny bo­jo­we, nad roz­wo­jem któ­rych pra­cu­ją naj­bar­dziej za­awan­so­wa­ne tech­no­lo­gicz­nie armie na całym świe­cie, zo­sta­ną wy­po­sa­żo­ne w zdol­ność do po­dej­mo­wa­nia au­to­no­micz­nych de­cy­zji na polu walki. Plany te budzą jed­nak obawy eks­per­tów zwra­ca­ją­cych uwagę na moż­li­wość prze­ję­cia kon­tro­li nad "ar­mia­mi dro­nów" przez ha­ke­rów oraz "usa­mo­dziel­nie­nie się" ma­szyn, które mo­gły­by na­stęp­nie, teo­re­tycz­nie, zwró­cić się prze­ciw­ko lu­dziom.


"Bunt maszyn" na polu walki?

Au­to­no­micz­ne ma­szy­ny bo­jo­we (ang. LAR) to wszyst­kie typy ro­bo­tów woj­sko­wych, które do­ce­lo­wo mają zo­stać wy­po­sa­żo­ne w "au­to­no­micz­ną de­cy­zyj­ność". Obec­nie naj­bli­żej tego celu są sa­mo­lo­ty bez­za­ło­go­we. We­dług pla­nów, od­po­wied­nio za­pro­gra­mo­wa­ne drony będą mogły sa­mo­dziel­nie po­dej­mo­wać de­cy­zje do­ty­czą­ce wy­bo­ru celów i uży­cia broni, np. ra­kiet. Jak na razie ma­szy­ny te po­zo­sta­ją pod kon­tro­lą ludzi, któ­rzy po­dej­mu­ją de­cy­zje o ich star­cie oraz prze­bie­gu misji bo­jo­wej lub roz­po­znaw­czej.

Kwe­stia "usa­mo­dziel­nie­nia" woj­sko­wych ro­bo­tów budzi jed­nak spore kon­tro­wer­sje, z uwagi na moż­li­we skut­ki roz­wo­ju ta­kich broni. Naj­więk­sze obawy do­ty­czą teo­re­tycz­nej moż­li­wo­ści tych ma­szyn do ucze­nia się, co, teo­re­tycz­nie, może ozna­czać, że mo­gły­by one zwró­cić się prze­ciw­ko lu­dziom. Część eks­per­tów pod­kre­śla jed­nak, że obawy przed "bun­tem ma­szyn" są nie­uza­sad­nio­ne, a ko­rzy­ści z bu­do­wa­nia ma­szyn LAR będą prze­wyż­szać ry­zy­ko.

– Jeśli drony zo­sta­ną wy­po­sa­żo­ne w od­po­wied­nio za­awan­so­wa­ne sys­te­my, to będą one w sta­nie wy­peł­nić sta­wia­ne przed nimi cele tak­tycz­ne, wy­rzą­dza­jąc przy tym jak naj­mniej szkód wśród cy­wi­lów. Ma­szy­ny typu LAR będą w sta­nie pre­cy­zyj­niej wy­bie­rać cele i na­mie­rzać je, dzię­ki czemu staną się cen­nym za­so­bem, wy­ko­rzy­sty­wa­nym także w pracy wy­wia­dow­czej – twier­dzi prof. Sa­mu­el Liles z Uni­wer­sy­te­tu Pur­due.

Kto będzie kontrolował "armię dronów"?

Choć licz­ba ata­ków z uży­ciem sa­mo­lo­tów bez­za­ła­go­wych sys­te­ma­tycz­nie spada, to jed­nak po­zo­sta­ją one głów­nym na­rzę­dziem sto­so­wa­nym w glo­bal­nej woj­nie z ter­ro­ry­zmem. Wraz z roz­wo­jem tech­no­lo­gii rosną jed­nak także obawy do­ty­czą­ce kon­tro­li nad "armią dro­nów". W ze­szłym roku in­ży­nie­ro­wie ostrze­gli ko­mi­tet bez­pie­czeń­stwa kra­jo­we­go Izby Re­pre­zen­tan­tów, że ist­nie­je moż­li­wość wła­ma­nia się do sys­te­mu ope­ra­cyj­ne­go drona i prze­ję­cia nad nim kon­tro­li. Z kolei, w 2011 roku wirus kom­pu­te­ro­wy za­in­fe­ko­wał sys­te­my kilku sa­mo­lo­tów bez­za­ło­go­wych znaj­du­ją­cych się w bazie sił po­wietrz­nych Cre­ech w Ne­va­dzie.

Na­ukow­cy ostrze­ga­ją rów­nież, że wiele kon­flik­tów jest wciąż zbyt skom­pli­ko­wa­nych, by mogły w nich zo­stać użyte ma­szy­ny typu LAR. Prof. He­ather Roff z Uni­wer­sy­te­tu De­nver zwra­ca uwagę, że o ile mogą być one z po­wo­dze­niem wy­ko­rzy­sty­wa­ne w kon­flik­tach kon­wen­cjo­nal­nych, to nie spraw­dzą się w kon­flik­tach asy­me­trycz­nych, w cza­sie któ­rych ope­ra­cje zbroj­ne są pro­wa­dzo­ne prze­ciw­ko małym gru­pom ludzi na te­re­nie miast. Jak zwra­ca uwagę, bu­do­wa­ne obec­nie drony nie są w sta­nie od­róż­nić bo­jow­ni­ków od cy­wi­lów, co może ozna­czać wy­so­kie stra­ty o cha­rak­te­rze nie-woj­sko­wym. – Po­mysł uży­cia tej broni w ta­kich wa­run­kach jest na­iw­ny i nie­bez­piecz­ny – ostrze­gła.

Will McCants z Bro­okings Saban Cen­ter pod­kre­śla jed­nak, że o ile po­sia­da­nie ma­szyn typu LARS jest po­żą­da­ne z woj­sko­we­go punk­tu wi­dze­nia, to do­wód­cy nigdy nie zre­zy­gnu­ją jed­nak z po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji w to­czą­cych się kon­flik­tach zbroj­nych.

Wojskowa rewolucja stała się faktem

Więcej: http://wiadomosci.onet.pl...naukowcow/j1hgd

NEVIL - Sob Paź 26, 2013 10:29


Wielki test baterii. Czy opłaca się kupować te najdroższe?




Według reklam telewizyjnych baterie jednej firmy biją konkurencję na głowę. Serwis testhub.pl postanowił to sprawdzić.

W teście porównano 30 gatunków baterii od Energizerów i Duracellów po tanie marketowe. Co wyszło po 250 godzinach badań?

W teście widać wyraźny podział na baterie pracujące do 90 minut i te działające ponad 160 minut.

W tej pierwszej grupie najsłabszą okazała się GP PowerCell Heavy Duty (cena 0,97 zł za sztukę), która pracowała w zestawie testowym zaledwie 47 minut. Niewiele lepiej radziły sobie Philips LongLife (62 minut), Panasonic Zinc Carbon (64) czy Tesco Value (70 min). Jednym z liderów w tej grupie okazała się za to najtańsza bateria w teście, czyli kosztująca 55 groszy ANSline (82 minut pracy).

Znacznie ciekawsze rzeczy wyszły jednak w górnej części tabeli okupowanej przez ogniwa dające gwarancję pracy przez około 280 minut. Tu zwyciężył kosztujący 4,99 zł Duracell Turbo Max z wynikiem 283 minuty. Po piętach depczą mu jednak Varta High Energy za 2,50 (280 minut), Energizer Ultra Plus za 3,50 (279 minut) a także Energizer Maximum za 4,97 (278 minut).

Największym zaskoczeniem jest jednak obecność w tej grupie kosztującej 1,50 zł baterii GP Super, która pracowała przez 280 minut. Autor testu kupił ją w... Biedronce.

Co ciekawe, świetne baterie sprzedaje też Lidl oraz Carrefour. Lidlowskie AeroCell kosztują 1,12 zł i pracowały przez 251 minut, a Carrefour Alkaline za 0,99 wyczerpały się po 240 minutach.

Cały test i wyniki na wideo oraz w linku poniżej:

źródło + video: http://www.hotmoney.pl/Wi...jdrozsze-a32311

NEVIL - Wto Lis 19, 2013 13:44

Komentarze:

nazwa_niepoprawna

To jest skandal. Polak powinien raz w roku wymienić cały sprzęt, który ma w domu - łącznie z meblami i współmałżonkiem.

----------------------

mmarek53

Oczywiście, że tak! Jesteśmy w ogonie Europy (a nawet chyab za ogonem...) jeśli chodzi o dochody, więc zamykamy stawkę we wszystkim innym, co fajne.
Za to w wysokości opodatkowania jesteśmy na czele!


--------------------

great.growling.gryzak

Kupujemy mało elektroniki, bo mamy mało forsy. To dość oczywiste.

----------------------

brasi1

Co za durny artykuł. W Polsce ludzie ledwo wiążą koniec z końcem, nie każdy jest Kasią Tusk szanowna redakcjo. Niektórzy muszą pracować w drugiej Irlandii za 1600 -2000 brutto pomimo znajomości języków i ukończenia studiów.

==================================

"Rzeczpospolita": Kupujemy mało elektroniki




Pod względem wydatków na sprzęt elektroniczny Polska jest nadal w ogonie Europy - donosi "Rzeczpospolita".


Statystyczny Polak wydaje na sprzęt elektroniczny ledwie 187 euro rocznie i w ostatnich latach ta kwota wzrosła o kilka euro.

Firma badawcza Gfk w swoim raporcie podaje, że polski rynek sprzętu elektronicznego wart jest niemal 27,1 mld zł. W najlepszych latach rynek elektroniki rósł w tempie kilkunastu procent rocznie, ale w ostatnich raczej spada lub rośnie maksymalnie o kilka procent.

Dlatego mimo pozytywnych informacji o sprzedażowych hitach generalnie sytuacja nie jest zbyt optymistyczna i nie nastraja nadzieją, że kolejne lata przyniosą gruntowną odmianę. Najbardziej pesymistycznie jego perspektywy oceniają analitycy Euromonitor International, którzy spodziewają się wręcz kilku lat spadków.

Oczywiście są wyjątki, jak smartfony, dekodery czy tablety, których sprzedaż wciąż rekordowo rośnie.

źródło: http://wyborcza.biz/bizne...oclaw#BoxBizTxt

NEVIL - Czw Lis 21, 2013 14:47


Twój telewizor zbiera o tobie dane bez twojej wiedzy i zgody. LG zaskoczone




Nowoczesne telewizory z funkcją smart TV mogą zbierać i wysyłać do centrali bez naszej wiedzy i zgody nie tylko dane o kanałach, które oglądamy, ale też o wszystkich naszych nawykach związanych z korzystaniem z telewizora - alarmuje brytyjski bloger, który odkrył taki mechanizm w swoim telewizorze LG. Koreański koncern w komunikacie zapewnił, że zbada sprawę, bo ochrona prywatności to "absolutny priorytet".

Na trop nielegalnego zbierania danych przez LG wpadł brytyjski bloger DoctorBeet, który odkrył dziwną prawidłowość w swoim nowym telewizorze.

LG tak jak inne duże koncerny mocno inwestuje w reklamę dopasowaną do swoich odbiorców - ma nawet specjalną spółkę LG Smart AD, która analizuje ulubione programy, które oglądamy, a także nasze zachowania w internecie (w telewizorach, które są podłączone do sieci) i na ich podstawie dopasowuje reklamy w aplikacjach smart TV do danego użytkownika.

Haczyk polega na tym, że na zbieranie danych przez LG musimy wyrazić zgodę. W menu telewizora LG znajduje się więc opcja "Collection of watching info", czyli "Informacje o zbieraniu danych". Jest ona dość dobrze ukryta w ustawieniach, a na dodatek - z automatu aktywna. Trzeba więc ją najpierw odszukać i - jeśli nie wyrażamy zgody na zbieranie danych - wyłączyć pilotem.

Na czym więc polega problem? Ano na tym, że LG zbiera nasze dane i wysyła do centrali niezależnie od tego, czy wyrażamy zgodę na zbieranie informacji czy nie. Bloger sprawdził to, analizując dane w specjalnym programie monitorującym przesyłanie informacji. Okazało się przy tym, że LG zbiera nie tylko dane o oglądanych przez nas kanałach telewizyjnych czy aplikacjach smart TV, ale też np. filmach czy prywatnych zdjęciach z wakacji, które oglądamy przez podłączony do telewizorach dysk zewnętrzny USB.

Zbieramy dane, ale to "wina" sklepu


Co na to LG? W pierwszym odruchu firma odpowiedziała dość bezczelnie. "Szanowny kliencie, skoro zaakceptowałeś warunki użytkowania tego telewizora, to swoje uwagi powinieneś skierować do sklepu, w którym go kupiłeś" - tak mniej więcej wyglądała odpowiedź od LG. Jednak, gdy o sprawie zrobiło się głośno, koreański producent telewizorów zmienił front i zapowiedział przeprowadzenie wewnętrznego śledztwa w tej sprawie. Firma zapewniła jednocześnie, że prywatność użytkowników stanowi dla firmy absolutny priorytet.

źródło: http://pieniadze.gazeta.p...l#BoxSlotII3img

NEVIL - Sob Lis 30, 2013 09:23

Bitcoin z czym to jeść?




Na początek małe wprowadzenie dla tych, którzy nie orientują się czym jest bitcoin. Jest to waluta cyfrowa, zaprojektowana w 2008 roku przez osobę o pseudonimie Satoshi Nakamoto. Bitcoiny przechowuje się w specjalnych wirtualnych portfelach na własnym komputerze bądź z udziałem osób trzecich, które przechowują je za ciebie. Posiadacze takich portfeli mogą przesyłać bitcoiny między sobą za pomocą internetu bez żadnych ograniczeń. Wirtualne monety można uzyskać poprzez tzw. wydobycie lub kupując je od uczestników rynku za inne waluty. Istnieje także limit produkcji wirtualnych monet, który wynosi 21 mln. Obecny stan to 12 mln bitcoinów. Największym plusem bitcoinów jest to, że działają poza systemem finansowym i jurysdykcją jakiegokolwiek rządu. Nie da się ukryć, że z roku na rok popularność tej wirtualnej waluty rośnie w bardzo szybkim tempie wraz z ceną, która pobija kolejne rekordy. Warto przyjrzeć się roli bitcoina jak waluty i inwestycji.

Bitcoin jako pieniądz


Więcej: http://wgospodarce.pl/opi...-z-czym-to-jesc

NEVIL - Sro Gru 04, 2013 12:44


Grafen uśmierca komórki nowotworowe - odkrycie polskich naukowców




Grafen może niszczyć komórki nowotworowe - dowodzą naukowcy ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. Grafen przylega do komórki nowotworowej i tworzy wokół niej cieniutką warstwę, odcinając dostęp tlenu, składników odżywczych, co prowadzi do jej śmierci.

Grafen jest płaską strukturą złożoną z warstwy atomów węgla. Ten najcieńszy z materiałów jest 100-300 razy twardszy od stali. Świetnie przewodzi ciepło i elektryczność, jest więc dobrym materiałem do zastosowań w elektronice, np. do wytwarzania cienkich, elastycznych i wytrzymałych wyświetlaczy lub szybkich układów przetwarzających.

Naukowcy ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie badają właściwości biologiczne grafenu i sprawdzają, czy może on hamować rozwój ludzkich komórek nowotworowych. Prof. Ewa Sawosz Chwalibóg wraz z zespołem młodych naukowców - dr Martą Grodzik, Sławomirem Jaworskim, Martą Kutwin i Mateuszem Wierzbickim - pracują na komórkach glejaka - nowotworu centralnego układu nerwowego.

"Już teraz wiemy, że grafen przylega do komórek nowotworowych czy fragmentu tkanki i w ten sposób działa na receptory komórki, transport składników odżywczych i tlenu do jej wnętrza. To prawdopodobnie inicjuje proces apoptozy, czyli śmierci komórki" - powiedziała PAP prof. Ewa Sawosz Chwalibóg.

Węgiel - tłumaczyła - jest dość przyjaznym i niezbyt toksycznym pierwiastkiem dla tkanki ludzkiej. "Utworzony z atomów węgla grafen tworzy wokół komórki nowotworowej cienką, prawie nieprzepuszczalną, dość stabilną w ludzkim organizmie warstwę grubości jednego atomu. W efekcie pozwala odizolować ją od środowiska zewnętrznego" - wyjaśniła.

"Dotychczasowe rezultaty są rewelacyjne. Grafen podany do guza powoduje istotne zmniejszenie się nowotworu" - przyznała prof. Sawosz Chwalibóg. W przypadku niektórych linii komórek nowotworów glejaka grafen wywołuje apoptozę większości komórek. Natomiast u innych ten rodzaj śmierci komórki zachodzi w 70-80 proc. i towarzyszy mu wtedy niepożądana reakcja nekrotycznej śmierci komórki.

"Oznacza to, że komórka została zniszczona, ale niestety nie do końca, co sprzyja rozwojowi odpowiedzi zapalnej. Komórki różnych rodzajów glejaka w różny sposób reagują na grafen. To potwierdza, że leczenie nowotworów powinno być spersonalizowane, bo każdy organizm w różny sposób może odpowiadać na dane leczenie" - zauważyła.

Zdaniem badaczy metodę będzie można wykorzystywać w leczeniu też innych rodzajów nowotworów. "To metoda o tyle uniwersalna, że grafen - kolokwialnie mówiąc - przylepiając się do komórki i izolując ją od środowiska, pobudzi ją do śmierci w podobny sposób" - wyjaśniła. W przeciwieństwie do substancji chemicznych, nie rozpuści się on w wodzie czy płynach fizjologicznych. Zlokalizowany jest przede wszystkim w tym miejscu, do którego został podany, nie działa więc szkodliwie na inne tkanki.

Prof. Sawosz Chwalibóg podkreśla, że grafen nie tylko sam uśmierca komórki nowotworowe, ale może być też doskonałym nośnikiem innych substancji. "Stosunkowo łatwo można dołączyć do niego inne związki aktywne, np. leki, składniki odżywcze, potrzebne komórce związki mineralne, enzym potrzebne przy jakimś określonym schorzeniu. W takich przypadkach do organizmu można podawać kompleks złożony z grafenu i doczepionych do niego związków. Grafen przylegając do komórki czy rejonu tkanki będzie źródłem takiej substancji i - podany nawet w małej koncentracji - będzie przyczyną śmierci pewnej liczby komórek" - opisuje uczona.

Naukowcy SGGW swoje badania prowadzą na ludzkich liniach komórek glejaka oraz na guzach wyhodowanych z tych komórek. Komórki umieszczane są na rosnącym w jajku zarodku kury i już po kilku dniach powstaje tam prawdziwy ludzki guz glejaka. To metoda zainicjowana przez dr Martę Grodzik. Jest o tyle unikalna, że pozwala łatwo monitorować krok po kroku rozwój naturalnego ludzkiego guza.

"Na razie prowadzone są dopiero badania biologiczne na zwierzętach, dlatego trudno powiedzieć, kiedy metoda niszczenia komórek nowotworowych grafenem może być stosowana w praktyce. My badamy tylko mechanizmy biologiczne, kolejny krok - przeprowadzenia badań klinicznych - powinien należeć do lekarzy" - podkreśla prof. Sawosz Chwalibóg.

źródło: http://wgospodarce.pl/inf...skich-naukowcow

NEVIL - Pon Gru 16, 2013 22:22

Komentarz:

WODZU

A co będą mieć z tego nasi naukowcy? Czy z grafenem będzie tak jak ze światłowodami?

===============================

Grafenowe anteny Wi-Fi kolejnym krokiem w stronę „twardej” nanotechnologii


Niemal trzydzieści lat minęło od wydania pierwszej edycji książki fizyka Erica Drexlera Engines of Creation, w której wieścił on nadchodzącą erę „twardej” nanotechnologii, w której uniwersalne assemblery, maszyny będące w stanie stworzyć niemal wszystko, składając to atom po atomie, zmieniają całkowicie przemysłową bazę ludzkiej cywilizacji. Jak na razie brakuje nawet teoretycznych prac, jak w całości urzeczywistnić tak rozumianą nanotechnologię, ale krok po kroku pojawiają się pierwsze pomysły na rozwiązanie poszczególnych problemów z konstrukcją nanobotów. Jeden z nich został właśnie opisany przez badaczy z Georgia University of Technology, którzy chcą sięgnąć po grafen, by budować z niego nanoanteny Wi-Fi.

Pojedynczy nanobot niewiele zrobi, pracować tu muszą sieci składające się z tysięcy czy milionów takich maszyn. Pomysły na to, jak je wszystkie zasilać już są – w zeszłym roku Georgia University of Technology chwaliło się pracą swojego naukowca, profesora Zhong Lin Wanga, który wykorzystując piezoelektryczne właściwości nanowłókien z tlenku cynku opracował sposób budowy nanogeneratorów, przekształcających dostępną w otoczeniu energię mechaniczną na elektryczną (taki nanogenerator, zasilany np. biciem serca, miałby dostarczać prąd o natężeniu 1 mA i napięciu 3 V). Teraz przyszło pochwalić się pomysłem na komunikację między takimi maszynami.

Wykorzystanie do budowy anten sieci bezprzewodowych w skali nano klasycznych materiałów, takich jak miedź, jest praktycznie niemożliwe. Musiałyby one działać w częstotliwościach rzędu setek teraherców, a ich zasięg byłby ograniczony, ze względu na straty w sygnale, do mikrometrów. Tak wysoka częstotliwość oznaczałaby też ogromne zużycie energii, wykraczające poza zasoby, którym nanoboty mogłyby realnie dysponować. Zespół badaczy z GUoT pracujących pod kierownictwem profesora Iana Akyildiza przeprowadził więc badania nad wykorzystaniem w tym celu grafenu.



Akyildiz, który prowadzi badania nad nanosieciami od lat 90, z grafenem zapoznał się całkiem niedawno, odkrywając, że umożliwia on przesyłanie sygnałów elektromagnetycznych w warunkach, które wydawały się tego typu komunikację uniemożliwiać. Kiedy elektrony w grafenie zostają wzbudzone przez przychodzącą falę elektromagnetyczną, zaczynają się poruszać tam i z powrotem (…) globalna oscylacja ładunku elektrycznego prowadzi do powstania ograniczonej fali elektromagnetycznej na powierzchni warstwy grafenu – tłumaczy uczony. Efekt ten, znany jako fala powierzchniowych polarytonów plazmonowych (surface plasmon polariton, SPP) pozwala antenom wykonanym z grafenu działać już w częstotliwościach rzędu 100 GHz. Anteny z innych materiałów, w których efekt SSP zachodzi, takich jak np. złoto, wymagają częstotliwości przynajmniej 150 THz.

Josep Jornet, zaangażowany w te badania doktorant profesora Akyildiza, podkreśla, że grafenowe nanoanteny pozwalają zmniejszyć częstotliwości o przynajmniej dwa rzędy wielkości, a zapotrzebowanie na energię nawet o cztery rzędy, dzięki czemu metody opracowane przez profesora Zhonga mogą dostarczyć dość mocy, aby umożliwić telekomunikację między nanomaszynami. Zanim jednak powstaną sieci nanobotów, grafenowe anteny pomóc mają w zwiększeniu szybkości istniejących sieci telefonii komórkowych – Akyildiz sugeruje, że moduły utworzone z tysięcy takich nanoanten pozwoliłyby na przekazywanie danych z terabitowymi szybkościami, w paśmie terahercowym.

Po wydaniu teoretycznego opracowania, kolejnym krokiem badaczy ma być zbudowanie grafenowej anteny i podłączonego do niej grafenowego transceivera. Przy pieniądzach, jakie inwestują obecnie światowe potęgi w nanotechnologię i zastosowania grafenu (by wspomnieć chociażby o miliardzie euro dla Nokii, na utworzenie europejskiego konsorcjum badań nad grafenem), nie powinno to zająć zbyt wiele czasu. Badacze z GUoT wiedzą zresztą, jak się sprzedać – przedstawiając wachlarz zastosowań opracowywanych przez siebie nanotechnologii mówią nie tylko o medycynie i ochronie środowiska, ale też o przemyśle zbrojeniowym.

źródło: http://www.dobreprogramy....News,51002.html

NEVIL - Czw Gru 19, 2013 10:27


Wreszcie zaczynamy zarabiać na grafenie




Było wiele słów, jeszcze więcej nadziei i obawa, że na słowach się skończy. Tak jak z niebieskim laserem. A jednak nie. - Pierwszy raz udało się nam spiąć potęgę wynalazku, energię finansistów oraz pomoc państwa - mówił premier Donald Tusk podczas uroczystego uruchomienia internetowego sklepu z polskim grafenem.

Bo od wczoraj polski grafen można kupić w internecie. Na stronie graphenshop.pl dostępny jest w dwóch odmianach - na podłożu z miedzi i z węgliku krzemu. Pierwszy w cenie ok. 40 dol. za cm kw., drugi - 1000 dol. za cm kw. Pierwszy ma szersze spektrum zastosowań, ale też o wiele więcej producentów niż drugi, będący polską specjalnością.

Metodę produkcji superczystego karbonu opracował i opatentował w 2010 r. dr inż. Włodzimierz Strupiński z Instytutu Technologii Materiałów Elektronicznych (ITME) w Warszawie.

- To najlepszy grafen na świecie - mówi Zbigniew Mularzuk, prezes Nanocarbonu, spółki utworzonej przez Agencję Rozwoju Przemysłu oraz ITME, która uruchomiła sprzedaż "supermateriału przyszłości". Od kilku lat tak właśnie określa się grafen - czyli warstwę węgla o grubości jednego atomu węgla. Jest ultracienka, a więc przezroczysta i lekka. Jest z węgla, a więc mocna, elastyczna i twarda - stukrotnie twardsza od stali. Przepuszczalna dla wody, nieprzepuszczalna dla gazów. Przewodząca prąd 50 razy lepiej niż krzem. I ciepło lepiej niż wszystkie znane materiały.

Każda z tych cech wystarczy, by przemysł wręcz oszalał. A grafen ma je wszystkie. Dlatego zwie się go też Świętym Graalem elektroniki i inżynierii materiałowej - w obu dziedzinach może doprowadzić do przełomu.

Gdzie znajdzie zastosowanie?

M.in. przy produkcji trwałych i elastycznych ekranów, w detektorach, akumulatorach o wydłużonej żywotności.

W medycynie - już teraz naukowcy ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie pracują nad wykorzystaniem grafenu w walce z nowotworami - jego cienka warstewka otaczałaby komórki rakowe, głodząc je na śmierć (proces apoptozy). Poza tym będzie nieoceniony w produkcji protez, sztucznej siatkówki i ultracienkich prezerwatyw (nad którymi badania finansuje sam Bill Gates).

Komputery? Szacuje się, że częstotliwość tranzystorów grafenowych mogłaby dochodzić do 1000 GHz - byłyby więc 300 razy szybsze niż krzemowe.

McKinsey Global Institute umieścił grafen wśród dziesięciu przełomowych technologii, które odmienią światową gospodarkę. Jak szybko? Tego jeszcze nie wiadomo.

- Nikt nie jest w stanie przewidzieć popytu na grafen za rok, dwa czy pięć lat. Nikt nie jest w stanie oszacować wartości światowego rynku. Liczby, które się pojawiają, są od Sasa do Lasa - mówi prezes Mularzuk.

Dlatego bardzo ostrożnie ocenia skalę uruchomionej wczoraj sprzedaży grafenu na ok. 1,3 mln zł w 2014 r. Ale liczy na wzrost popytu i produkcji firmowanego przez Nanocarbon grafenu, który na razie powstaje w ITME.

- Jednak już w przyszłym roku, gdy uruchomimy nowe urządzenia, Nanocarbon będzie największym producentem w Europie - zapowiada. - Myślę, że zdobędziemy 30-40 proc. światowego rynku. Chodzi o grafen najwyżej jakości wykorzystywany do badań przez inne instytucje.

Światowym potentatem grafenowym jest Samsung, który zainwestował w niego blisko 500 mln dolarów, ale zużywa wszystko, co wyprodukuje. Mocnym graczem staje się Nokia - główny beneficjent gigantycznego grantu (1,35 mld dolarów) w całości przeznaczonego na badania nad grafenem. Wśród jego producentów Polska już teraz plasuje się wysoko, głównie dzięki ITME oraz Zakładom Azotowym Tarnów.

źródło: http://wyborcza.biz/bizne...oclaw#BoxBizTxt

NEVIL - Sro Gru 25, 2013 12:57

Komentarz internauty:

~Realista

Oglądacie, czy nie oglądacie,kable odetniecie, anteny zdemontujecie a abonament i tak zapłacicie :D . By żyło się lepiej :)
===============

Teledetoks




O ludziach, którzy zrywają umowy z dostawcami telewizji, odcinają kable, likwidują anteny satelitarne i zostawiają sobie tylko internet.


Sylwia Czubkowska: We wrześniu dotarło do mnie, że przez całe lato - by obejrzeć coś konkretnego - włączyłam telewizor może z pięć razy. W domu nie oglądam kanałów informacyjnych (chyba że dzieje się coś naprawdę ważnego), przed pracą lecą śniadaniówki, które mnie nie interesują, a seriale, których jestem fanką, albo już widziałam, albo mogę obejrzeć w każdej chwili w internecie. Po trzech dekadach uwielbienia dla telewizji całkiem przestałam ją oglądać. Jeszcze rok temu bym w to nie uwierzyła, ale wypowiedziałam właśnie telewizji kablowej umowę, zostawiam sobie tylko sieć .

Barbara Sowa: Nie oglądam telewizji od dwóch lat, odkąd przeprowadziłam się do własnego mieszkania. Wydatków było sporo i telewizor przegrywał po kolei z pralką, lodówką, szafą. Na początku brakowało mi go, bo do tej pory zawsze gdzieś grał w tle. Poza tym piszę o mediach, wypadałoby, żeby telewizor stał w centralnym punkcie mieszkania. Szybko zorientowałam się jednak, że brak telewizji mi służy. Więcej czytam i nie denerwuję się poziomem głupoty programów rozrywkowych. Oglądam to, co chcę i kiedy chcę. W internecie.

Nie bez powodu przywołujemy własne historie. Jesteśmy modelowymi przykładami nowego typu widza czy raczej już niewidza telewizji - cord cuttera. Termin ten ukuto za oceanem, a oznacza on "odcinacz kabla". To nie są ludzie, którzy nigdy nie mieli telewizji lub ci, którzy decydowali się na nią w ograniczonym zakresie, odbierając sygnał analogowy kilku stacji. To zupełnie nowa grupa. Wcześniej byli - jak mawiają Amerykanie: coach potatoes - kanapowymi ziemniakami, którzy spędzali na kanapie przed telewizorem setki godzin rocznie. Dziś ci sami ludzie likwidują anteny, wypowiadają umowy nadawcom kablowym i cyfrowym, wpędzając ich tym samym w spore osłupienie.

Internet kablowym sekatorem


"Droga kablówko: to nie twoja wina, tylko moja" - tak zaczyna się pożegnalny list napisany na początku 2012 r. przez dziennikarza Kevina Sintumuanga i opublikowany w "The Wall Street Journal". "Nie bądź smutna. Spędziliśmy wiele miłych chwil. To był szalony, pełen oddania związek, który przetrwał dziesięciolecia. Znam cię dłużej niż mój komputer, komórkę i wszystkie gry na Nintendo. Ale czasy się zmieniły i dziś nie sięgam już po pilota, dziś zastępuje cię internet. Rzucam cię, kablówko" - kończył swój list.

Takich jak on są miliony. Bo w internecie znajdują wszystko, co ich interesuje: o dowolnej porze, w dowolnych ilościach i niemal dowolnym miejscu, bez konieczności dostosowywania się do ułożonej przez speców ramówki. A skoro wszystko jest w sieci, po co przepłacać? Potwierdzają to świeżutkie badania nastrojów amerykańskich widzów przeprowadzone przez Diffusion Group (TDG Research). Wynika z nich, że aż 7 proc. abonentów płatnej telewizji zarzeka się, że odetnie kabel i to już w ciągu najbliższego półrocza, jeszcze większy jest ten odsetek (8,8 proc.) wśród użytkowników internetu.

Oczywiście to tylko badanie opinii - od jej wyrażenia do wprowadzenia w życie często wiedzie daleka droga, ale wyraźnie widać, że sieć tnie telewizyjne kable. Jeszcze więcej o tym zjawisku mówią dane zebrane przez Leichtman Research Group, które wyliczyło, że niemal co dziesiąte amerykańskie gospodarstwo domowe, które ma dostęp do szerokopasmowego internetu, zrezygnowało już z subskrypcji tradycyjnej telewizji.

Czytaj więcej na http://biznes.interia.pl/...ampaign=firefox

NEVIL - Sro Gru 25, 2013 13:18

Jak widać, fortuna nieraz pokrętnymi drogami chodzi... :-)
==============

Jak nie mając grosza, zostać milionerem


O tym, jak jedni autorzy genialnych pomysłów robili na nich fortunę, a drudzy dawali zarobić konkurencji.




Narodziny cywilizacji masowej konsumpcji otworzyły nieprawdopodobne możliwości przed osobami potrafiącymi wymyślić coś, co można zaoferować milionom ludzi. Genialny pomysł daje szansę na zdobycie fortuny i nieśmiertelnej sławy. Jednak niekoniecznie samemu autorowi. Boleśnie przekonują się o tym do dziś potomkowie Thomasa Sullivana. Ów właściciel nowojorskiej herbaciarni pod koniec 1903 r. wpadł na banalny w swej prostocie koncept. Irytowało go, że sprowadzana z Chin herbata podczas szybkiego zaparzania w szklance unosi się do góry i niełatwo potem pozbyć się fusów. Zapakował ją więc do jedwabnego woreczka i wsadził do wrzątku. Smak wydawał się identyczny. Tak Amerykanie, niemający czasu na długie parzenie herbaty, zyskiwali możliwość szybkiego przyrządzenia kubka aromatycznego napoju.

Sullivan na początku 1904 r. zaczął szyć torebki, pakować do nich susz i oferować swój wynalazek klientom. Zamówił nawet reklamy w lokalnej prasie. Ale konkurencja bacznie go obserwowała. Sąsiednie herbaciarnie rozpowszechniły plotkę, że wynalazca sprzedaje swój towar w woreczkach, aby ukryć dodawane do niego śmieci. Poinformowany o tym Sullivan, bojąc się o renomę firmy, zaprzestał produkcji saszetek. Nie zadbał też, by opatentować swój wynalazek. Współcześnie ludzie zaparzają ok. 220 miliardów saszetek z herbatą rocznie. Gdyby ich twórca lub jego spadkobiercy pobierali choć ułamek dochodu od każdej torebki, nazwisko Sullivan znaczyłoby więcej od nazwiska Rockefeller czy Buffet. Jednak często bywa, że fortuna woli wybrać nie autora pomysłu, lecz kogoś bardziej obrotnego.
czytaj dalej

Warto kupować od geniusza

Syn serbskiego prawosławnego duchownego Nikola Tesla od dzieciństwa zadziwiał swoimi niezwykłymi zdolnościami. Fascynowała go zwłaszcza elektryczność. Ówczesne generatory wytwarzały jedynie prąd stały, dający przesyłać się kablami na niewielkie odległości. Straty energii następujące podczas przesyłu okazywały się tak ogromne, że elektryczność sprawiała wrażenie zupełnie niepraktycznej nowinki. Dopiero znalezienie sposobu na usunięcie tej niedogodności gwarantowało powszechny dostęp do energii dającej łatwo się zamieniać w światło lub ciepło. To wyzwanie tak długo dręczyło Teslę, aż w chwili olśnienia zaprojektował generator prądu zmiennego. Taki rodzaj elektryczności łatwo udawało się przesyłać na dowolne odległości, a moc i natężenie zmieniać za pomocą transformatorów.

W konserwatywnych Austro-Węgrzech nikt jednak nie zainteresował się odkryciem. Tesla wsiadł więc na statek płynący do USA, żeby poszukać pracy w laboratorium najsławniejszego wynalazcy swoich czasów Thomasa A. Edisona. Amerykanin zatrudnił niespodziewanego gościa i umożliwił mu realizację projektu, obiecując nawet 50 tys. dol. nagrody, jeśli zbuduje generator elektryczności wydajniejszy od tradycyjnych. Nie przewidywał jednak przełomowego sukcesu, skoro jednocześnie zainwestował miliony w budowę elektrowni na Pearl Street w Nowym Jorku, która wytwarzała prąd stały. Kablami docierał on najdalej do odległego o 1,5 km Manhattanu. Tymczasem Tesla uruchomił pierwszy generator prądu zmiennego i zaprezentował go Edisonowi. Amerykanin przeliczył fortunę, jaką zainwestował w nowojorską elektrownię i cały system przesyłowy, po czym, aby zapobiec stratom... wyrzucił Teslę. Odmówił nawet wypłacenia nagrody, oświadczając na pożegnanie: "Pan jest emigrantem, nie rozumie pan amerykańskiego poczucia humoru".

Wściekły Tesla opatentował genialny wynalazek, ale nie bardzo wiedział, co dalej robić, dopóki nie skontaktował się z nim George Westinghouse. O generatorze Serba milioner dowiedział się przypadkiem, gdy wpadł posłuchać wykładu przybysza z Europy w Amerykańskim Instytucie Elektrotechnicznym. Od razu pojął, jakie daje on możliwości biznesowe. Ale za prawo do patentu zaproponował skromne 60 tys. dol. Co więcej, jedynie 5 tys. zapłacił gotówką, a resztę udziałami w swojej firmie. Tesla nawet nie zauważył, iż oddaje niewyobrażalne bogactwo za marne grosze. Wkrótce należąca do Westinghouse'a Western Union Company zbudowała pierwszą elektrownię wytwarzającą prąd zmienny oraz linie przesyłowe, którymi popłynął on do wszystkich stacji kolejowych należących do tej korporacji. Potem zaczął się błyskawiczny proces elektryfikacji Stanów Zjednoczonych i całego świata. Fortuna Westinghouse'a rosła, zaś Tesla do końca życia mieszkał w pokojach hotelowych, projektując coraz bardziej szalone wynalazki.

Podobnie tanio sprzedał fortunę Sandy Fowler. I znów rzecz poszła o zapomniane już saszetki z herbatą. Mieszkający na wyspie Cejlon szkocki inżynier bardzo ubolewał nad tym, że po zalaniu naparu na powierzchni napoju unosiły się przeróżne śmieci. Był rok 1945 i producenci herbaty, szukając oszczędności, dodawali do zmielonych liści co popadło, nawet kurz i odpadki. Fowler poprosił więc żonę Annę, żeby następnym razem zaszyła herbatę w kawałku tkaniny, która podczas parzenia spełni rolę filtru. Po konsumpcji tak przygotowanego napoju Szkot doznał olśnienia i udał się do siedziby brytyjskiej kompanii herbacianej w mieście Kolombo. Swoją poduszeczkę z herbatą zaparzył w pokoju dyrektora. Ten skosztował i zaoferował odkupienie pomysłu za 2 tys. indyjskich rupii, czyli ok. 150 brytyjskich funtów. Zadowolony z niespodziewanego dochodu Szkot zgodził się od razu. Wkrótce w Wielkiej Brytanii pojawiły się pierwsze saszetki z Cejlonu, a świat czekała herbaciana rewolucja.

Kreatywne kadry to podstawa

Młody naukowiec Roy Plunkett pracujący w laboratorium im. Jacksona, należącym do firmy Du Pont, rankiem 6 kwietnia 1938 r. przyglądał się pustej butli po tetrafluoroetylenie. Nadal była ona bardzo ciężka, mimo że po odkręceniu zaworu nie ulatniał się z niej żaden gaz. W końcu zafrapowany Plunkett chwycił piłkę do metalu i stracił sporo czasu na piłowaniu, nim zobaczył co jest w środku. Opłaciło się. Biały, śliski proszek, który znalazł, był niezwykle odporny na działanie kwasów, zasad oraz wysokich temperatur. Naukowiec nazwał go teflonem.

Koncern Du Pont swój niezwykły materiał zaoferował najpierw wojsku. Gdy rozpoczęto program budowy bomby atomowej "Manhattan", okazało się, iż używany do wytwarzania izotopu uranu (U-235) gaz o nazwie sześciofluorek uranu błyskawicznie niszczył wszelkie uszczelki, jakimi zabezpieczano przewody do jego przesyłania. Dopiero pokrywanie złączy teflonem umożliwiło regularne uzyskiwanie izotopu U-235.

Potem teflon stał się niezastąpionym materiałem w statkach kosmicznych i skafandrach. Jednak prawdziwa rewolucja wydarzyła się w 1960 r., gdy pracownicy laboratorium koncernu Du Pont wpadli na pomysł, żeby pokryć nim patelnię. W tym czasie Roy Plunkett pracował w firmie na stanowisku kierownika wydziału produktów freonowych i tam doczekał emerytury w 1975 r. Dopiero wówczas zaznał odrobiny sławy. Jego popiersie umieszczono w nowojorskim Panteonie Chwały, wśród innych pomników zasłużonych dla kraju Amerykanów. Co nie oznaczało automatycznego powiększenia zasobów gotówki.

Du Pont pomnożył swoje dochody dzięki odkryciu Plunketta, z kolei koncern 3M budował swoją potęgę za sprawą wynalazku dr. Spencera Silvera i Arthura Frya. W 1968 r. pracujący w laboratorium badawczym 3M Silver przypadkiem odkrył substancję, składającą się z warstw niezasychającego akrylu, rozdzielonych banieczkami powietrza. Ten dziwny klej niemal nie tężał i słabo kleił. Przez pięć lat uczony przekonywał zwierzchników, by zainteresowali się substancją. Wszyscy w 3M słyszeli o kleju Silvera, ale nikt nie wiedział, do czego go używać. Aż pewnego dnia pracujący w dziale technicznym 3M inżynier Fry poszedł do kościoła prezbiteriańskiego i ze śpiewnika podczas mszy, jak zwykle, wypadały mu zakładki.

"Nie wiem, doprawdy, czy przyczyną tego było nudnawe kazanie, czy natchnienie duchem Bożym, ale moje myśli zaczęły w pewnej chwili błądzić, aż natrafiły na klej" - wspominał. Szybko więc zawitał do laboratorium Silvera i razem sporządzili pierwsze samoprzylepne karteczki. W ten sposób narodziły się Post-it. Obecnie niezbędny element dekoracyjny każdego biura i nieodłączny gadżet w codziennym życiu milionów ludzi. Ich roczna sprzedaż wedle danych koncernu 3M przynosi dochód rzędu 300 mln dol. Tymczasem Spencer Silver aż do przejścia na emeryturę w 1996 r. pracował w laboratorium firmy. Nikt też specjalnie nie fetował jego osoby. Twórcą Post-it okrzyknięto Arthura Frya i pod koniec lat 90. czasopismo "Esquire Magazine" zaliczyło go nawet do grona 100 najwybitniejszych osobowości świata.

Znamienne, że autorzy genialnych wynalazków przynoszących krociowe dochody, jeśli pracują dla korporacji, rzadko zostają prawdziwymi krezusami. Acz i tak Plunkett czy Fry nie mają prawa narzekać, jeśli porównać ich losy z tym, jak koncern Bandai potraktował Aki Maitę. Pracująca w biurze marketingu największego w Japonii producenta zabawek dziewczyna wpadła w połowie lat 90. na pomysł stworzenia wirtualnej istoty mogącej zastąpić dziecku domowe zwierzątko. Podczas analizy statystyki przychodów przedsiębiorstwa zauważyła, że największy dochód przynosiła sprzedaż zabawek wymagających troskliwych zachowań, jak np. głaskanie lub dokarmianie. W japońskich miastach z powodu malutkich mieszkań dzieci o własnym zwierzątku mogą tylko pomarzyć, substytutem stają się więc zwyczajne pluszaki.

Zainspirowana tym Aki Maita zleciła informatykom Bandai stworzenie programu komputerowego dającego życie wirtualnemu pisklęciu, które wymagało karmienia i pieszczot. Nowa zabawka miała kształt jajka (po japońsku tamago) z ekranem, przypominała też nieco zegarek. Nazwano ją Tamagotchi. Zarząd firmy zgodził się, by na próbę zbudowano 200 sztuk. Aki zabrała je do torby i rozdała uczennicom w dzielnicy Shibuya w Tokio. Wzięły one udział w kilkutygodniowym teście. Wypadł on tak obiecująco, że Tamagotchi pojawiło się w sprzedaży już w listopadzie 1996 r. Po kilku miesiącach przyniosło firmie Bandai ok. 150 mln euro dochodu jedynie na japońskim rynku. Potem zabawka podbiła świat. Szacuje się, że nim minęła na nią moda, sprzedano ok. 200 mln sztuk. O Tamagotchi rozpisywały się media, dyskutowali psycholodzy, filozofowie i etycy. Wedle tego, co podają Andrea Fehringer, Gerald Reischl i Clemens Stadlbauer w książce "Pułapki fortuny", autorka sukcesu Aki Maita nie otrzymała od firmy nawet jednorazowej premii. Z koncernu odeszła w 2002 r. i prawie nikt tego nie zauważył.

Prawdziwi wybrańcy fortuny

Genialne, a zarazem proste do zrealizowania pomysły, które przynoszą krociowe zyski, często nie wystarczają, aby z kogoś uczynić milionera. Prawdziwymi bogaczami zostają ci, którzy nowatorskie koncepcje potrafią samodzielnie i konsekwentnie wcielać w życie. Choć i odrobina szczęścia przy tym nie zawadzi.

Pochodzący ze starożytnego miasta Smyrna, założonego przez Greków w Azji Mniejszej, Aristotelis Onasis był synem prezesa miejscowego banku. Co nie znaczy, że ojciec ułatwił mu start w dorosłe życie. Stale zbuntowany i wyrzucany z kolejnych szkół Aristotelis w wieku 17 lat, mając w kieszeni marne 450 dol., wsiadł na statek płynący do Argentyny. W Buenos Aires zaczynał jako pomocnik murarza, ale jak przystało na obrotnego Greka, do tego wywodzącego się z rejonu, gdzie jakieś trzy tysiące lat wcześniej wynaleziono pieniądze, wpadł na pomysł łatwego ich zdobycia. Gdy spostrzegł, że cena tytoniu w Argentynie jest dużo wyższa niż w Grecji, napisał list do ojca, prosząc o dostawę. Potem przez piętnaście dni stał pod biurem prezesa największego tytoniowego koncernu w Argentynie - Juana Gaony. W końcu zaintrygowany finansista zaprosił go na rozmowę. Po zapoznaniu się z próbkami Gaona zamówił partię wartą 10 tys. dol. Onasis z dnia na dzień zdobył sobie pozycję znaczącego pośrednika w handlu między Grecją a Argentyną.

W 1929 r. wybuchł Wielki Kryzys, lecz sprytny Grek potrafił dostrzec, że i na nim da się zarobić. Kilkuletnie statki można było wówczas nabyć za 20 tys. dol. (tyle samo kosztował jeden rolls-royce). Onasis kupił dwa okręty, wyremontował i pod koniec kryzysu sprzedał z wielokrotnym zyskiem. Swą fortunę radykalnie powiększył w 1946 r., dzięki ślubowi z Athiną Livanos - córką najbogatszego w Grecji armatora Stavrosa Livanosa. Tak podbudowany finansowo zjawił się w towarzystwie kredytowym Metropolitan Life, prosząc o pożyczenie 40 mln dol. "Odniosłem wrażenie, że ten błyskotliwy facet potrafiłby sprzedać lodówki Eskimosom" - wspominał potem obsługujący go Walter Saunders.

W czasach, gdy armatorzy płacili za statki żywą gotówką, Onasis opracował i postanowił wcielić w życie system, który ochrzcił mianem OPM (Other People's Money). Nie mając żadnego tankowca, dzięki temu, że oferował niskie taryfy, podpisywał duże umowy na przewóz ropy z Ameryki do Europy ze spółkami naftowymi. Następnie przedstawiał kontrakty bankom jako gwarancję zwrotu kredytu. Po otrzymaniu pożyczki budował tankowce, które potem same się spłacały. Aristotelis Onasis, nie wykładając nawet drachmy ze swojej kieszeni, zdobył całą flotę i majątek szacowany w 1956 r. na 300 mln ówczesnych dolarów.

Bogaty Grek zaczął wówczas korzystać z uroków życia. Na pierwsze strony gazet trafiał a to z powodu zakupienia słynnego kasyna w Monte Carlo, a to romansu z gwiazdą opery Marią Callas. Choć największy skandal wywołał, gdy po rozwodzie z Athiną Livanos poślubił wdowę po prezydencie USA - samą Jackie Kennedy. Przez długie lata Amerykanie odbierali to jako policzek wymierzony ich krajowi.

Wyżyłować pracowników

Gdy media donosiły o kolejnych szokujących faktach z życia Onasisów, w małym, liczącym 25 tys. mieszkańców, miasteczku Bentonville (stan Arkansas USA) rodził się inny pomysł na fortunę. Marzący o własnym biznesie Samuel Moore Walton pożyczył od teścia 20 tys. dol. na zakup dużego sklepu. Potem wypracował fundusze wystarczające na założenie jeszcze 16 podobnych sklepów w Kansas, Arkansas i Missouri. Nie zapowiadało to jednak wielkiej kariery, dopóki Samuel Walton nie wpadł na koncept stworzenia placówki nokautującej konkurentów za sprawą ceny oferowanych towarów.

Sklep nowego typu (nazwany później dyskontem) otwarto z pompą w lipcu 1962 r. w Arkansas. Wkrótce sieć Wal-Martów ruszyła na podbój Stanów Zjednoczonych.

Walton, aby obniżyć ceny w nieosiągalny dla konkurencji sposób i mieć zysk, musiał wymyślać wciąż nowe sposoby na ograniczenie kosztów. Zaczął od oszczędzania na pensjach pracowników. Normą stało się to, że średnia zarobków w Wal-Marcie była niższa o 15 do 30 proc. od średniej krajowej. Równocześnie nikt nie pracował więcej niż 28 godzin w tygodniu, dzięki temu zgodnie z prawem obowiązującym w USA pracodawca nie musiał płacić premii ani składek emerytalnych. Wprawdzie z powodu podłych warunków zatrudnienia rocznie odchodziło ok. 40 proc. sprzedawców, lecz zawsze znajdowali się na ich miejsce nowi. Dzięki nieustannej rotacji nie trzeba było myśleć o podwyżkach.

Innym skutecznym sposobem zapobiegania podnoszeniu płac okazało się zatrudnianie emigrantów. Dla przybyszy z biednych krajów Ameryki Południowej to, co im oferował Wal-Mart, często stanowiło spełnienie marzeń. Samuel Moore Walton nie poprzestawał tylko na obniżaniu kosztów wewnątrz sieci i stale naciskał na dostawców towarów, by tak jak on cięli wszelkie wydatki. W połowie lat 60. sieć Wal-Mart skupiała już 32 sklepy, sprzedające rocznie towary na kwotę 31 mln dol.

Właściciel traktował je na równi z własnym domem, a przynajmniej miejscem, gdzie można przygotowywać do pracy w biznesie własne pociechy. Trzej synowie Waltona, a także jedyna córka pod okiem ojca codziennie myli podłogi, układali puszki i nosili pudła w sklepie w Bentonville. Głowa rodu tak surowymi metodami dydaktycznymi starała się nauczyć spadkobierców szacunku dla pracy i pieniędzy. Przy okazji Walton w ten sposób przybliżał pociechom realia prowadzonej przez siebie firmy. Z czasem każde z dzieci awansowało na kierownicze stanowisko. Nigdy jednak nie pozwalały sobie na rozrzutność, urzędując w małych, skromnych biurach oraz dbając o jak najniższe koszty życia.

Najstarszy z rodzeństwa Samuel Robson Walton okazał się równie zdolnym biznesmenem jak ojciec i pod koniec lat 80. namówił go, aby rozpocząć ekspansję poza granice USA. Jej rezultatów twórca koncernu już nie dożył. Zmarł w 1992 r., pozostawiając spadkobiercom ok. 120 mld dol. Dysponując takim kapitałem, korporacja Wal-Mart w ciągu zaledwie dekady postawiła poza granicami Stanów Zjednoczonych ok. 1,3 tys. sklepów. W 2012 r. wartość rynkową koncernu wyceniono na 208 mld dol., zaś jego placówki sprzedały towary na łączną kwotę 447 mld dol. Obecnie jest to największy pracodawca w całej Ameryce Północnej - zarówno w USA, jak i Kanadzie oraz Meksyku. I choć nadal bezwzględnie wyzyskuje pracowników wedle systemu opracowanego niegdyś przez swego twórcę, to jednocześnie tylko w USA daje zatrudnienie ok. 1,8 mln osób. A Samuela Moore'a Waltona z jego pomysłami można uznać za jednego z prekursorów rynku pracy XXI w. I trochę żal, że akurat to jego wybrała na swego ulubieńca fortuna.

źródło: http://biznes.interia.pl/...em,1975129,4199

NEVIL - Nie Gru 29, 2013 13:32

Komentarze:

wojtekmat

Jak zawsze "diabeł" tkwi w szczegółach.
- koszty : do wiatraka nalezy dobudować de facto elektrownię "szczytowo pompową" i to piekielnie drogą
- miejsce : nie wszędzie są takie warunki (400 m głębokości, odpowiedni wiatr)
- serwis : duży problem na głębokości 400m
- technologia : na razie nie istnieją insalacje przemyasłowe pracujące na takich głębokościach
W sumie ciekawy ale mało realny pomysł. Cos w stylu budowy elektrowni słonecznej na orbicie. Przypuszczam, że koszty mogły by być zbliżone.
Ale niech kombinują - może w końcu ktoś wpadnie na rozwiązanie możliwe do realizacji i mające sens ekonomiczny.


---------------------------

jakub-11111

My od dawna mamy taki wynalazek w użyciu . Góra Żar. Elektrownia szczytowo-pompowa.
To ci paskudni komuniści uruchomili.
Siła spadku wody to wynalazek starożytny. W Polsce mamy kilkadziesiąt elektrowni tę energię wykorzystujących.
Pan Krywko i inni wolontariusze z GW. powinni starać się rozumieć co piszą.


========================

Energia wiatrowa bez wiatru i słoneczna bez słońca? To możliwe!




Główny problem z odnawialnymi źródłami energii, takimi jak energia wiatrowa i słoneczna, są wahania w ilości dostarczanego do sieci prądu. Kiedy mocno wieje, prądu jest więcej niż potrzeba, a kiedy wiatru brak, jest go zbyt mało. Naukowcy z MIT wpadli na pomysł, jak sobie z tym poradzić.

Pomysł należy do gatunku wielkich. Dosłownie. Ponieważ wszelkie współczesne baterie mają ograniczony czas przechowywania energii i niewielką wydajność, zespół Alexandra Slocuma z wydziału inżynierii mechanicznej MIT wpadł na inny, całkiem mechaniczny koncept.

Pod ustawionymi na morzu wiatrowymi turbinami naukowcy chcą zatopić ogromne, wypełnione wodą betonowe sfery o średnicy 30 metrów. Spełniałyby dwie funkcje: po pierwsze wiatraki byłyby w nich zakotwiczone, po drugie byłyby magazynem energii.

Przy każdej ze sfer umieszczonych na głębokości ok. 400 metrów działałby system pomp. Kiedy wiatrak podczas silnego wiatru dostarczałby nadwyżkę energii, pompa wypompowywałaby wodę ze sfery. W okresie słabego wiatru, kiedy energii jest za mało, sfera miałaby wpuszczać do środka wodę. Jej strumień poruszałby wtedy generującą prąd turbinę.

Według obliczeń zajmujących się tym projektem naukowców jedna taka sfera mogłaby przechowywać do sześciu megawatogodzin energii. System tysiąca takich konstrukcji mógłby ich zdaniem przez wiele godzin dostarczać tyle energii, co elektrownia jądrowa.

Sfery mogłyby działać też jako magazyn energii z innych źródeł, np. położonych na brzegu paneli słonecznych.

Zespół Solcuma przetestował już ten koncept na niewielkiej sferze o średnicy kilkudziesięciu centymetrów. Następna w kolejce do testów ma być sfera 3 metrowa. Ostatecznie naukowcy chcą zbudować 10 metrowy prototyp i przetestować go w środowisku podmorskim. MIT złożyło już wniosek o przyznanie patentu na to rozwiązanie.

źródło: http://wyborcza.pl/1,7540...gn=wyborcza#Cuk

NEVIL - Sro Sty 22, 2014 14:40


Podatek od sprzętu elektronicznego może wzrosnąć o kilka tysięcy procent




Organizacje zrzeszające twórców dążą do podwyższenia tzw. opłaty reprograficznej nakładanej na urządzenia elektroniczne, które służą do kopiowania utworów - nawet o kilka tysięcy procent. Chcą też zwiększyć katalog produktów nią objętych. Ma to podwyższyć rekompensatę dla twórców z tytułu kopiowania ich utworów na użytek prywatny. Jednak producenci sprzętu obawiają się, że nowe prawo doprowadzi do znaczącego wzrostu cen, na czym stracą zarówno oni, jak i konsumenci.

- Według naszych badań ponad 90 proc. konsumentów nie zdaje sobie sprawy, że kupując sprzęt do odtwarzania filmów czy muzyki, płaci specjalny podatek, który rekompensuje twórcom to, że my na tym sprzęcie odtwarzamy filmy czy muzykę naszym znajomym - mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Kanownik, dyrektor Związku Importerów i Producentów Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego Branży RTV i IT.

Tzw. opłata reprograficzna ma w zamyśle wynagradzać autorom fakt, że w pewnych przypadkach prawo zezwala na legalne kopiowanie ich dzieł. Obecnie wynosi ona 0,05-3 proc. ceny urządzenia. Ostatnio organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, takie jak np. Stowarzyszenie Autorów ZAiKS, domagają się jej radykalnego podniesienia, a także objęcia nią innych sprzętów.

- Część organizacji, które pobierają taką opłatę, zaproponowała, żeby ją podwyższyć nawet o 5,9 tys. proc., jeśli chodzi o już objęte nią urządzenia - mówi Kanownik. - Proponują ponadto rozszerzyć katalog urządzeń objętych tym parapodatkiem o dodatkowe pozycje, m.in. tablety, smartfony, aparaty fotograficzne, kamery wideo czy telewizory. Spowoduje to bardzo odczuwalny wzrost ich cen.

Szacuje się, że doprowadzi to do wzrostu ceny smartfonów o 10-50 zł. Tanie laptopy mogą podrożeć o 50 zł, a nowoczesne ultrabooki - o 120 zł.

ZIPSEE zwraca też uwagę, że według propozycji organizacji twórców opłatą reprograficzną ma być objęty sprzęt, który nie jest wykorzystywany do kopiowania treści, tylko do ich odbioru – jak telewizory, bądź wręcz do tworzenia własnych dzieł - jak aparaty fotograficzne i kamery.

W 2013 r. organizacje reprezentujące twórców pobrały z tytułu parapodatku 27 mln zł. Część środków trafia do samych twórców, a część pozostaje na kontach organizacji. Według szacunków ZIPSEE, samo objęcie opłatą nowych urządzeń spowoduje wzrost dochodów organizacji twórczych o około 320-350 mln zł rocznie. Ostateczną decyzję w kwestii ewentualnych zmian w opłacie reprograficznej podejmie minister kultury i rząd.

- Zobaczymy, czy uwzględni on postulaty organizacji twórców, czy też weźmie pod uwagę zdanie przedsiębiorców z branży elektroniki użytkowej - mówi Kanownik.

źródło: http://finanse.wp.pl/kat,...l?ticaid=112117

NEVIL - Pią Sty 24, 2014 22:14

Niewidzialny niszczyciel elektroniki - aktywuje się na mrozie. Plaga awarii




Nad Polskę nadciągnęły mrozy, które już zbierają swoje żniwo. Sroga zima to okres, kiedy liczba awarii urządzeń elektronicznych wzrasta lawinowo. Serwisy zasypywane są uszkodzonym sprzętem. Trzeba pamiętać, że nieumiejętne obchodzenie się z telefonami komórkowymi, laptopami, tabletami i innymi urządzeniami może skończyć się poważną awarią, a usunięcie usterki może mocno uderzyć nas po kieszeni.

Zdaniem Daniela Łąckiego, eksperta z Europejskiego Centrum Serwisowego A&D Serwis: Najbardziej niebezpieczne dla sprzętu elektronicznego są nagłe zmiany temperatur. Należy unikać włączania urządzeń przyniesionych bezpośrednio z ujemnej temperatury do dodatniej. Im większa amplituda (różnica) temperatur tym większa kondensacja pary wodnej.

W życiu codziennym sytuacji, które mogą sprzyjać uszkodzeniu sprzętu zimą jest mnóstwo. Wtedy powinniśmy najbardziej uważać. Zaraz po wejściu z dworu do ogrzanego pociągu, kawiarni, biura czy sklepu lepiej nie używać zimnej elektroniki, na której powierzchni bardzo szybko pojawi się skroplona para wodna. Należy też ostrożnie postępować z przesyłkami zawierającymi elektronikę. Te dostarczone przez listonosza albo kuriera będą bardzo zimne, więc przed włączeniem takiego urządzenia należy odczekać, aż ogrzeje się ono w temperaturze pokojowej.

Najgorsze co możemy zrobić z mocno wyziębionym sprzętem to ogrzanie go bezpośrednio od źródła ciepła (np. od kaloryfera, kominka itp.). W wyniku nagłej zmiany temperatury uszkodzenie sprzętu jest niemal pewne.

Przykładowo, przynosząc z dworu telewizor, gdzie temperatura jest ujemna, do pomieszczenia o dodatniej temperaturze, na powierzchni ekranu będziemy mogli obserwować zjawisko kondensacji pary wodnej. Kiedy przejedziemy po ekranie ręką, będzie ona mokra. W takim stanie włączenie telewizora do zasilania może spowodować awarię.

- Im wyższe napięcie znajduje się wewnątrz urządzenia, tym większe prawdopodobieństwo trwałego uszkodzenia. Dlatego unikajmy takiego zachowania i starajmy się pozostawić urządzenie na kilka godzin, aby odtajało. Kiedy zakupimy nowy sprzęt i przyniesiemy go do domu, a temperatura jest ujemna (na poziomie -1, -2 stopni Celsjusza) wystarczy odczekać 3-4 godziny. Jeśli sprzęt przebywał dłuższy czas w temperaturze poniżej -10 stopni Celsjusza i wniesiemy je do temperatury 20 stopni Celsjusza, odczekajmy dla pewności dobę - radzi ekspert Europejskiego Centrum Serwisowego A&D Serwis.

A co w przypadku telefonów komórkowych, które nosimy zawsze przy sobie? - Na pewno niejednej osobie zdarzyło się rozmawiać przez telefon na mrozie, a następnie wejść do ciepłego pomieszczenia. Ekran telefonu natychmiast pokryje się skondensowaną parą. W większości przypadków działa, nieraz przestaje, ale po dłuższym czasie wraca wszystko do normy. Jest jednak pewien niewidzialny niszczyciel. W wyniku pojawienia się wilgoci pewien rodzaj topników używanych w fazie produkcji może zostać aktywowany. Aktywny agresywny topnik może doprowadzić do trwałych uszkodzeń połączeń oraz obwodów drukowanych jak na poniższym zdjęciu rentgenowskim - zdradza w rozmowie z Wirtualną Polską Daniel Łącki.

Sama praca urządzeń elektronicznych na mrozie nie powinna doprowadzić do ich trwałego uszkodzenia, jednak nie można tego definitywnie wykluczyć. Każdy element elektroniczny ma katalogowo przez producenta opisaną temperaturę pracy - przykładowo jest to zakres od 40 do 50 stopni poniżej zera. Zazwyczaj ten próg temperatur jest niski i rzadko możliwy do przekroczenia w naszych warunkach klimatycznych. Lecz jeśli weźmiemy dla przykładu całkowicie skrajny przypadek i kilkuletni sprawny telewizor wystawimy na działanie ujemnej temperatury, może dojść do jego uszkodzenia. - W zasilaczu będą znajdować się kondensatory elektrolityczne, w których w wyniku eksploatacji znaczne pogorszyły się parametry - mówimy o pojemności i skuteczności. W temperaturze pokojowej parametry będą wystarczające, lecz na mrozie znacznie się pogorszą. I w tym przypadku, przy splocie niefortunnych zdarzeń, na skutek nieprawidłowej pracy zasilacza może dojść zarówno do uszkodzenia jego, jak i innych elementów telewizora. Jak wspomniałem - to skrajny przypadek, ale nie możemy go wykluczyć - ostrzega ekspert.

Pamiętajmy, że mróz pogarsza pracę urządzeń. Szczególnie może mieć negatywny wpływ na akumulatory, które zapewnią znacznie mniej energii oraz wyświetlacze, a w szczególności panele dotykowe, które w takich warunkach gorzej reagują na dotyk.

źródło: http://tech.wp.pl/kat,100...,wiadomosc.html

NEVIL - Pią Lut 28, 2014 08:58


Broń przyszłości - rakieta mikrofalowa




"Dziś zamieniliśmy naukową fikcję w naukowy fakt" - powiedział Keith Coleman, główny menadżer projektu CHAMP do swoich współpracowników z Boeing Phantom Works oraz gości z U.S. Air Force Research Laboratory, rankiem 16 października 2012 roku.


Rzecz miała miejsce na poligonie doświadczalnym w Utah, tuż po tym, jak prototyp rakiety CHAMP zaatakował pierwszy cel - dwupiętrowy budynek nafaszerowany elektroniką. Rakieta raziła cel potężną wiązką mikrofal, co zaowocowało dezaktywacją umieszczonych w środku komputerów i systemów elektronicznych - padły nawet kamery mające monitorować cały eksperyment (!) - podawał portal slashgear.com. Z kolei, po pierwszych brawach podekscytowanych fachowców, rakieta podążyła dalej, traktując mikrofalami kolejnych sześć celów. I znowu, sukces...

Więcej: http://facet.wp.pl/kat,69...,wiadomosc.html

NEVIL - Sob Mar 01, 2014 08:24


Technologie przyszłości - to cię czeka już niedługo


Od ultralekkich samochodów do inteligentnych leków - organizujące spotkania w Davos Światowe Forum Ekonomiczne wskazało 10 technologii 2014, które mogą kształtować społeczeństwa przyszłości. Chodzi też o elektronikę, którą można nosić na sobie, a nawet pod skórą.

Globalna Rada ds. Powstających Technologii w ramach World Economic Forum opiera swoje wskazania na podstawie rekomendacji przemysłu, ekspertów i liderów branż, którzy spotykają się co roku w szwajcarskim Davos.



Eksperci uważają, że kluczowe w najbliższym czasie będzie rozbudowywanie połączenia między ludzkim mózgiem a komputerem. Już w tej chwili możliwe jest pisanie bez użycia tradycyjnej klawiatury. Zastępuje ją badanie aktywności elektronicznej mózgu. Postęp w tej dziedzinie byłby kluczowy dla osób niepełnosprawnych, które dzięki nowym rozwiązaniom mogłyby pracować z komputerem.

Ludzkość wiele też zyskałaby, gdyby przemysł samochodowy mógł zastąpić metalowe elementy nanostrukturalnymi kompozytami węglowymi. Samochody wykonane z elementów z wzmocnionego włókna węglowego są nawet o 40 proc. lżejsze niż tradycyjne modele. Są też trwalsze i łatwiejsze do recyklingu. Przede wszystkim są jednak dużo mniej paliwożerne, dzięki czemu oferują perspektywę dużych oszczędności energii w przyszłości.

Nadzieję na lepsze wykorzystanie energii daje też rozwój technologii jej magazynowania. Dziś trudno "składować" energię elektryczną, przez co wykorzystanie potencjału odnawialnych źródeł takich jak słońce czy wiatr jest ograniczone. Zdaniem naukowców przełom, który dałby możliwość robienia zapasów energii z nadwyżek, które nie mogą być wykorzystane w sieci od razu, jest jednak blisko.

Do 10 technologii, które będą kształtować przyszłość zaliczono też elektronikę, którą można nosić na sobie, a nawet pod skórą. Dzięki nowym wynalazkom można np. śledzić informacje o tętnie czy poziomie stresu, w jakim się znajdujemy, i na bieżąco otrzymywać informacje o swoim stanie zdrowia.

Do tego, by wszędobylska elektronika mogła działać, potrzebne jest jej zasilanie. Szansą na poprawę wydajności baterii jest technologia wykorzystująca nanostruktury. Dzięki zastosowaniu bardzo małych cząsteczek krzemu akumulatory mogą działać nawet do trzech razy dłużej. Co więcej, proces ich ładowania byłby znacznie szybszy niż obecnie.

W nowoczesnych urządzeniach potrzeba coraz więcej energii. Tak będzie zapewne z wyświetlaczem bezekranowym, dzięki któremu będzie możliwe projektowanie rzeczywistości 3D w przestrzeni. Zdaniem ekspertów taka technologia może wkrótce trafić pod "strzechę".

Naukowcy wiążą też duże nadzieje z terapiami opartymi na badaniach mikrobiomów ludzkich. Te mikroorganizmy występujące w ciele człowieka (np. w jamie ustnej czy przewodzie pokarmowym) mogą być ważnym źródłem wiedzy na temat chorób i walki z nimi.

Inną technologią mogącą pomóc medykom mają być środki terapeutyczne oparte na kwasach rybonukleinowych (RNA), które występują np. w jądrach komórkowych. RNA, tak jak DNA odgrywa rolę w syntezie białek, w mniejszym stopniu odpowiada za transmisję informacji genetycznej. Postępy w sprawie opracowania nowej generacji leków opartych na informacjach z RNA dają szanse na znalezienie nowych metod walki np. z rakiem.

Na liście ważnych technologii znalazły się też nowe możliwości oczyszczania ścieków czy wody morskiej. Odsalanie na dużą skalę staje się opłacalne ekonomicznie dzięki nowym technologiom chemicznym wykorzystywanym w tym celu. Rozwiązuje też problem ograniczonych zasobów słodkiej wody na świecie.

źródło: http://tech.wp.pl/kat,100...,wiadomosc.html

NEVIL - Wto Mar 25, 2014 21:58

Rewolucja LED-owa - oszczędne i bezpieczne miasta


Właściwe oświetlenie przestrzeni miejskiej ma ogromny wpływ na komfort życia mieszkańców - lepsza widoczność zapewnia większe bezpieczeństwo. Ponadto nowoczesne i oszczędne oświetlenie LED to także niezawodny sposób na znaczne ograniczenie zużycia energii elektrycznej.

Dobrze oświetlone miasto daje mieszkańcom poczucie bezpieczeństwa i sprawia, że ludzie chętniej uczestniczą w życiu publicznym, pojawiają się na deptakach, parkach i rynkach. Odpowiednie światło podkreśla urok zabytków i atrakcji turystycznych, staje się wizytówką miasta i tchnie w nie nowe, lepsze życie. Fantastycznym przykładem jest holenderski Rotterdam, gdzie odpowiednia instalacja oświetleniowa Philips City Light przekłada się nie tylko na bezpieczeństwo, rozwój infrastruktury, ruch turystyczny, integrację społeczną i wzrost gospodarczy - to także szansa na obniżenie emisji gazów cieplarnianych oraz znaczną oszczędność energii elektrycznej.

Nowa efektywność energetyczna


Więcej: http://www.firma.egospoda...sta,1,11,1.html

NEVIL - Wto Kwi 01, 2014 08:45

Młoda polska naukowiec opracowała technologię, która może zmienić oblicze światowej energetyki i życie każdego z nas




W piątek Olga Malinkiewicz odebrała w Brukseli z rąk wiceprzewodniczącej Komisji Europejskiej główną nagrodę w prestiżowym konkursie naukowym Photonics21.

Perowskity. Kolejne egzotyczne słowo, o które warto pilnie uzupełnić słownik, bo już wkrótce będzie miało nie mniejsze wzięcie niż grafen. Niewykluczone, że technologie powstałe na bazie perowskitów okażą się dla nas jeszcze ważniejsze. Cóż jest dziś bowiem istotniejszego niż tanie źródło łatwo dostępnej energii, przyjaznej naturalnemu środowisku.

Perowskity to minerały, które zastąpią krzem jako główny budulec ogniw słonecznych. To, że mają taki potencjał, podejrzewano od kilku lat. Badały je pod tym kątem najlepsze laboratoria świata. Przełom nastąpił w ubiegłym roku. W podobnym okresie ukazały się publikacje prac dowodzących, że to jest właśnie to. Najpierw trafiły do druku wyniki badań Henry'ego Snaitha z Uniwersytetu w Oksfordzie. Trzy miesiące później - artykuł Olgi Malinkiewicz z Uniwersytetu w Walencji. Metoda opracowana przez pochodzącą z Polski fizyczkę ma tę przewagę nad techniką zaproponowaną przez Oksford, że jest zdecydowanie tańsza, wykorzystuje bardziej stabilne materiały i nie wymaga stosowania wysokich temperatur. Powstałe w ten sposób ogniwa fotowoltaiczne są nie tylko wydajne, ale też elastyczne. Będzie je można nanosić na przykład na plastiki, a nawet na tkaniny.

Kurtka zimowa łapiąca energię słońca i przetwarzająca ją na prąd zasilający podgrzewacze? Ogniwa na dachach i karoseriach samochodów? Całe ściany domów pokryte perowskitami dostarczającymi energię mieszkańcom? A nawet okna biurowców - bo ogniwa z perowskitów można zrobić w miarę przezroczyste, zachowując przyzwoitą wydajność.

Perspektywy są oszałamiające. Ogniwa słoneczne porównywalne wydajnością z krzemowymi, ale w przeciwieństwie do nich tanie, a przy tym łatwe do wytworzenia i wygodne w użyciu, to Graal energetyki. Wreszcie na wyciągnięcie ręki.

Olga Malinkiewicz mimo młodego wieku publikuje dziś jako pierwsza autorka w najbardziej prestiżowych mediach naukowych, vide "Nature Photonics". Jest prelegentką najważniejszych światowych konferencji w dziedzinie fotoniki, dostaje oferty z najlepszych laboratoriów świata. Kariera jak z marzeń, ale czy byłaby możliwa w Polsce?

Oto jak działa nasz system edukacji. Mała Ola idzie do przedszkola. Według pani przedszkolanki jest jednym z trojga najzdolniejszych dzieci w grupie. Klasa pierwsza. Wychowawczyni, u której wszystko musi być pod linijkę, a uczniowie jak spod sztancy. Troje dzieci "nie dorasta poziomem do reszty". Domyślają się państwo, które to są?

System kształcenia publicznego źle toleruje umysły nietuzinkowe. Szkoła nie lubi Oli, a zatem Ola nie lubi szkoły. Odżywa dopiero po przeniesieniu do liceum społecznego na warszawskim Mokotowie, przygarniającego indywidualności wyplute przez placówki państwowe i wspierającego uczniów w szukaniu własnej drogi. Tam rozwija skrzydła. Dziś ta szkoła, pozbawiona dotacji, już nie istnieje.

Ola, wnuczka jednego z wybitniejszych inżynierów powojnia - Bogumiła Szwabika, studiuje fizykę. Decyduje się skończyć studia magisterskie w Barcelonie. Program specjalnie jest tak ułożony, że student może zarabiać na swoje utrzymanie. Ola znajduje pracę w instytucie ICFO. Stamtąd trafia na Uniwersytet w Walencji.

W piątek Olga Malinkiewicz odebrała w Brukseli z rąk wiceprzewodniczącej Komisji Europejskiej Neelie Kroes główną nagrodę w prestiżowym konkursie naukowym Photonics21.



źródło: http://wyborcza.pl/1,7540...gn=wyborcza#Cuk

NEVIL - Wto Kwi 08, 2014 11:26

Komentarze:

~Kvyat

Z tym grafenem zrobią to samo, co z niebieskim laserem.

----------------------------------

domel6693

szkoda tylko, że nasz pseudorząd odda to amerykanom lub niemcom a sami pozniej od nich bedziemy wyroby z grafenu odkupować kilkakrotnie drożej. kiedy rzad sie za cos ierze to wiadomo ze nie z korzyscia dla nas tylko dla wlasnych kieszeni.

---------------------------------

~a

wszystko za co zabiera sie PO jest porażką jak po czasie się dowiadujemy

============================

Grafen dla wojska


Firma Nano Carbon, zajmująca się sprzedażą wytwarzanego w Polsce grafenu, wejdzie w skład Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Dołączy do holdingu tworzonego przez Ministerstwo Skarbu w ramach konsolidacji polskiego przemysłu obronnego. – Chcemy wykorzystać potencjał firmy do zastosowań w technice wojskowej – mówi Agnieszka Jabłońska-Twaróg, rzecznik prasowy ministerstwa.

Grafen to materiał, który swoją budową przypomina plaster miodu. Tworzą go pojedyncze warstwy atomów węgla połączonych w sześciokąty. Jest przezroczysty, bardzo giętki i niezwykle wytrzymały – 100 razy bardziej niż stal. Doskonale przewodzi ciepło i prąd – aż 200 razy szybciej niż krzem.

Dzięki swoim właściwościom może być wykorzystywany w elektronice, optoelektronice, nanokompozytach, czyli wszędzie tam, gdzie można zastąpić oparte na krzemie podzespoły – głównie tranzystory. Nic dziwnego, że grafenem mocno zainteresowany jest polski przemysł obronny. W pierwszej kolejności jego właściwości planuje wykorzystać Przemysłowe Centrum Optyki.

– Produkujemy gogle noktowizyjne, których żołnierze używają podczas misji zagranicznych, w pustynnych warunkach. Staramy się pokryć szkło grafenem, by poprawić jego jakość i wytrzymałość – mówi Ryszard Kardasz, szef Przemysłowego Centrum Optyki.

W Polsce badaniami na grafenem zajmuje się Instytut Technologii Materiałów Elektronicznych (ITME) z Warszawy. Polscy naukowcy dopracowali się już kilku patentów dotyczących tego materiału, w tym kluczowego – czyli najtańszej obecnie na rynku metody masowej produkcji grafenu (umieszczonego na płytach węglika krzemu). Spółka Nano Carbon, w której większościowy pakiet akcji ma Agencja Rozwoju Przemysłu, powstała w celu komercjalizacji dokonań inżynierów z ITME. Firma zajmuje się nie tylko handlem grafenem (produkowanym przez ITME), ale również świadczy usługi np. doradcze w pracach badawczo-rozwojowych nad urządzeniami wykorzystującymi grafen. I właśnie z tego powodu stała się obiektem zainteresowania twórców holdingu obronnego.

Wiceminister skarbu państwa, Zdzisław Gawlik, zapowiedział podczas posiedzenia Komisji Obrony Narodowej, że Nano Carbon wejdzie w skład Polskiej Grupy Zbrojeniowej.

– Argumentem przemawiającym za konsolidacją spółki Nano Carbon w PGZ SA jest wykorzystanie jej potencjału badawczego do zastosowań w technice wojskowej – wyjaśnia Agnieszka Jabłońska-Twaróg, rzecznik prasowy MSP i dodaje: – Zgodnie z harmonogramem wniesienie udziałów należących do ARP planowane jest do końca pierwszego półrocza tego roku.

Plan konsolidacji rodzimej zbrojeniówki w nowy, narodowy holding przewiduje, że do Polskiej Grupy Zbrojeniowej trafią wszystkie spółki sektora obronnego z bezpośrednim i pośrednim udziałem Skarbu Państwa. W pierwszym etapie konsolidacji, który ma zakończyć się do połowy tego roku, do PGZ mają zostać przekazane Wojskowe Przedsiębiorstwa Remontowo-Produkcyjne, firmy z Grupy Huty Stalowa Wola, OBR CTM oraz spółki obronne podległe Agencji Rozwoju Przemysłu, w tym WSK PZL-Kalisz S.A. i Fabryka Broni Łucznik.

W drugim etapie konsolidacji do Polskiej Grupy Zbrojeniowej mają wejść przedsiębiorstwa skupione w Polskim Holdingu Obronnym, tj.: Bumar Amunicja, PCO S.A., Bumar Elektronika, ZM Bumar-Łabędy, OBRUM, Cenzin i Cenrex. „Scalanie” zbrojeniówki ma zakończyć się do końca roku.

– Chcemy, aby do końca 2014 roku został definitywnie zakończony proces konsolidacji branży w ramach Polskiej Grupy Zbrojeniowej – wyjaśnia Zdzisław Gawlik.

Ministerstwo nie wyklucza, że do grupy trafi więcej firm znajdujących się pod kontrolą ARP nie związanych z obronnością. – Rozważane są podmioty, których potencjał mógłby wzmocnić konkurencyjność PGZ zarówno na rynku krajowym, jak i globalnym – tłumaczy Agnieszka Jabłońska-Twaróg z MSP.

źródło: http://finanse.wp.pl/sort...osc.html#opinie

NEVIL - Wto Kwi 08, 2014 12:29

Prędkość hipersoniczna - przyszłość lotnictwa wojskowego


Prawdziwą przewagę nad Chinami, Syrią i Rosją może dać USA broń z napędem hipersonicznym – podkreśla Departament Obrony Stanów Zjednoczonych. Co dokładnie mają na myśli amerykańscy urzędnicy?



Wraz z rozwojem rakiet dalekiego zasięgu coraz nowocześniejsze i skuteczniejsze stają się metody ich zwalczania. - Zintegrowane systemy obrony powietrznej stają są coraz bardziej wymagające i trudniejsze do ominięcia. Odpowiedzią jest wojna elektroniczna, a prędkość to jej ważny element. Jeśli nie mogą cię złapać, to możesz wejść tam, gdzie chcesz i zadać cios - powiedział Al Shaffer, cytowany przez serwis DefenseTech Asystent Sekretarza Obrony ds. Badań Naukowych i Inżynierii.

Do najbardziej zaawansowanych i wymagających systemów obrony powietrznej należą - zdaniem Shaffera - technologie opracowane przez Rosję, Chiny i Syrię. Sugeruje przy tym, że idealną bronią przeciwko nim jest prędkość hipersoniczna, czyli naddźwiękowa przekraczająca 5 Ma (około 6100 km/h).

Przed inżynierami stoi jednak nie lada wyzwanie, ponieważ dzisiejsze rakiety osiągają 960 km/h. Broń lub samoloty mogące rozwijać prędkości hipersoniczne będą poruszały się z prędkościami od Ma 5 do Ma 10. - Na tym obszarze musimy się skupić, budować prototypy i eksperymentować - dodaje Shaffer.

Boeing X-51A Waverider

Choć brzmi to jak fantastyka, Amerykanie mają za sobą kilka mniej lub bardziej udanych eksperymentów z pociskami hipersonicznymi. Najważniejszym projektem jest Boeing X-51A Waverider, określany mianem bezzałogowego samolotu. Dzięki silnikom strumieniowym z naddźwiękową komorą spalania - Scramjet (Supersonic Combustion Ramjet) - maszyna rozpędziła się do prędkości Mach 5 na wysokości 21350 metrów.

X-51A wynoszony jest w powietrze pod skrzydłem bombowca B-52. Na odpowiednim pułapie następuje odłączenie pocisku, który rozpoczyna samodzielną podróż. Podczas testów przeprowadzonych w maju 2013 roku maszyna osiągnęła prędkość Mach 4 w czasie 26 sekund, posługując się silnikiem rakietowym umieszczonym w osobnym członie. Potem nastąpiło odłączenie członu, a pracę rozpoczął silnik strumieniowy Scramjet, który rozpędził X-51A do 6100 km/h (Ma 5).

W trakcie wcześniejszych testów udawało się osiągnąć podobną prędkość, ale zawsze pojawiała się usterka, która powodowała utratę kontaktu z maszyną. Po około 2 minutach lotu kończyła podróż w wodach oceanu.

- Pokazaliśmy już, że silnik typu Scramjet można odpalić i uzyskać dzięki niemu potężne przyspieszenie. Jest to niezwykle ważne osiągnięcie. Zaczynamy rozumieć technologię hipersoniczną. USA muszą być liderem w tej dziedzinie - dodaje Shaffer.

SR-72

Naddźwiękowe będą nie tylko amerykańskie pociski, ale również samoloty. Koncern zbrojeniowy Lockheed Martin oficjalnie poinformował o pracach nad rozwojem hipersonicznego samolotu szpiegowskiego - następcy niemalże kultowego SR-71 Blackbird.

SR-72 powstaje jako maszyna bezzałogowa (dron) i właśnie to najbardziej odróżnia ją od wycofanego ze służby poprzednika. Jednak biorąc pod uwagę jego ekstremalny charakter trudno się temu dziwić. Ma bowiem latać z prędkością Mach 6 (ponad 7300 km/h). Przy takiej prędkości samolot może bezkarnie przelecieć nad terytorium wroga, co dodatkowo ułatwi technologia stealth - obecna również w SR-71.

Czytaj więcej na http://nt.interia.pl/rapo...ampaign=firefox

NEVIL - Pon Kwi 14, 2014 10:47


A więc tak to się robi! 23 hipnotyzujące GIF-y


Więcej: http://technologie.gazeta...jace_GIF_y.html

NEVIL - Wto Kwi 29, 2014 10:07

Ci naukowcy poświęcili się w imię nauki. Zobacz wynalazki, które zabiły swoich twórców




Każdy wynalazca marzy o tym, żeby zapisać się na kartach historii wynalazkiem, który zmieni oblicze świata. Niestety, postęp wymaga ryzyka. Ci ludzie nie bali się go podejmować, ale przyszło im zapłacić za to najwyższą cenę. Niemiecki inżynier, nazywany pionierem techniki rakietowej, Max Valier. Valier został zapamiętany jako współtwórca samochodu i sań o napędach rakietowych, ma swój wkład w rozwój lotów kosmicznych. Jednak zamiłowanie do techniki zgubiło inżyniera. W maju 1930 roku testował w swojej pracowni nowy model silnika. W trakcie testów doszło do wybuchu, a wynalazca zginął na miejscu

Więcej: http://deser.pl/deser/51,...4.html?bo=1#Cuk

NEVIL - Pon Maj 05, 2014 17:14

Kim jest Stephen Hawking ? Czytaj: http://pl.wikipedia.org/wiki/Stephen_Hawking
============================================

Stephen Hawking ostrzega przed sztuczną inteligencją




O ile producenci sprzętu już teraz starają się przedstawiać swoje najnowsze produkty jako inteligentne, to jeszcze niestety nie jest to sztuczna inteligencja. W końcu jednak naprawdę inteligentne maszyny się pojawią, co wtedy?

Czasy, w których inteligentne maszyny staną się rzeczywistością w końcu nadejdą. I jak się okazuje, nie wszyscy przyjmują tą perspektywę z entuzjazmem. Stephen Hawking wraz z innymi naukowcami: Stuartem Russelem, Frakiem Wilczekiem i Maxem Tegmarkiem ostrzegają na łamach brytyjskiego "The Independent": nie wiemy co się stanie, wraz z rozwojem sztucznej inteligencji.

- Spoglądając w przyszłość, nie dostrzegam fundamentalnych ograniczeń tego, co moglibyśmy osiągnąć. Nie ma prawa fizyki ograniczającego zorganizowanie cząstek w sposób, który umożliwiłby wykonywanie obliczeń o wiele bardziej skomplikowanych od tych, które wykonuje ludzki mózg. Wybuchowe przejście jest możliwe, choć ta zmiana może rozegrać się tak jak w filmie. Choćby tak, jak przedstawił to Irving Good w 1965 - maszyny z superludzką inteligencją mogące wciąż ulepszać swoje projekty.

Hawking wspomina o Irvingu nawiązując do Odysei Kosmicznej - matematyk był jednym z konsultantów odpowiedzialnych za stworzenie komputera HAL 9000. HAL powstał na podstawie "osobliwości technologicznej" - pojęcie to zostało rozwinięte przez Vernora Vinge'a i opisuje punkt w przyszłym rozwoju naszej cywilizacji, w którym postęp technologiczny staje się tak szybki, że wszelkie ludzkie prognozy na jego temat staną się nieaktualne. Zdarzeniem, które miałoby doprowadzić nas do tego momentu jest oczywiście wynalezienie sztucznej inteligencji. Ta z kolei byłaby w stanie już sama udoskonalać swoje kolejne wersje:

- Można sobie wyobrazić technologię, która przechytrzyłaby rynki finansowe, przerosłaby możliwościami ludzkich wynalazców, wywiodłaby w pole światowych przywódców i stworzyłaby broń, której nie będziemy nawet w stanie zrozumieć. Podczas gdy krótkoterminowy rozwój sztucznej inteligencji zależy od tego, kto ją kontroluje, na dłuższą metę chodzi o to, czy sztuczną inteligencję w ogóle da się kontrolować. Zatem w obliczu ewentualnych, acz nieprzewidywalnych możliwości i zagrożeń eksperci robią, co mogą, by osiągnąć najlepsze rezultaty, prawda? Błąd. Jeśli przeważająca nad nami obca cywilizacja prześle nam wiadomość: "Przybędziemy za kilka dekad", odpowiemy: "Dobrze, dajcie znać, kiedy dotrzecie, zostawimy wam otwarte drzwi"? Prawdopodobnie nie, ale w mniejszym lub większym stopniu właśnie tak postępujemy ze sztuczną inteligencją.

Cóż, Hawking z pewnością potrafi patrzeć w przyszłość, jednak nawet on nie wie, kiedy możemy spodziewać się powstania pierwszej maszyny, która w pełni prezentowałaby cechy sztucznej inteligencji.

źródło: http://tech.wp.pl/kat,100...,wiadomosc.html

========================


MŚ. Hawking wyliczył, czego potrzebuje Anglia do triumfu na mundialu




Profesor Stephen Hawking wyliczył, że selekcjoner Roy Hodgson powinien stosować w reprezentacji Anglii formację 4-3-3. Ponadto aby zwiększyć swoje szanse na końcowy triumf na mundialu, zawodnicy powinni grać w czerwonych strojach - wtedy ich szanse wzrosną, twierdzi Hawking.

Hawking ujawnił badania, w których wyliczył, czego potrzebuje Anglia do zwycięstwa na Mistrzostwach Świata w Brazylii. Profesor przez wiele miesięcy badał występy Anglii na mundialu, począwszy od turnieju w 1966 roku, kiedy Anglia była gospodarzem i triumfatorem mistrzostw.

Według jego badań najbardziej niepokojące dla drużyny Anglii grającej na mundialu w Amazonii może okazać się to, że wzrost temperatury o 5 stopni zmniejsza ich szanse na wygraną aż o 59 proc. Według profesora Anglicy najlepiej czują się w klimacie umiarkowanym. Szanse reprezentacji Anglii będą rosły, jeśli ich spotkania rozpoczną się o godzinie 15czasu lokalnego.

Odkrył również, że takie czynniki jak różnica czasu, odmienności kulturowe, narodowość sędziego i kolor koszulek zbierają swoje żniwo przy końcowym wyniku. W koszulkach czerwonych Anglia ma o 20% większe szanse sukcesu, co pasuje do teorii, że czerwony kolor czyni drużyny bardziej pewnymi siebie, bardziej agresywnymi i bardziej dominującymi.

Profesor Hawking stwierdził również, że Anglia wygrała 63 procent spotkań, które prowadził europejski sędzia, porównując to do 38 procent rozegranych spotkań, kiedy arbiter spotkania był spoza Europy.

"Europejscy sędziowie mają więcej sympatii dla angielskiej gry i mniej współczucia dla baletnic jak Suarez - powiedział Hawking i zauważył, że bramkarze, którzy chwieją się i skaczą w bramce jak Jerzy Dudek, mają 18 procent więcej szans na skuteczną interwencję rzutu karnego. W sprawie rzutów karnych odkrył też, że najlepszym miejscem do celowania są górne rogi, a zawodnicy łysi i blondyni lepiej sobie radzą w trudnych sytuacjach niż ci z ciemnymi włosami, co jak stwierdził - "pozostanie jedną z tajemnic nauki".

Hawking dodał również, że w przeciwieństwie do tego, co piszą tabloidy, "WAGs" zawodników są bez znaczenia i nie wpływają na ich formę meczową.

- Jako teoretyczny fizyk jestem minimalnie bardziej wykwalifikowany niż Paul Ośmiornica" - powiedział profesor Hawking, który został upoważniony do badań przez zakład bukmacherski Paddy Power i przekazał swoje wynagrodzenie na rzecz organizacji charytatywnych.

Na koniec profesor dodał: - Wszystkie nauki, matematyki i racjonalne myślenie znikają. Jestem Anglikiem i będę dopingował naszych chłopców aż do finału w Rio.

W ciągu trwającej ponad 40 lat kariery profesor Hawking zajmował się głównie czarnymi dziurami i grawitacją kwantową. Opracował wspólnie z Rogerem Penrose'em twierdzenia odnoszące się do istnienia osobliwości w ramach ogólnej teorii względności oraz teoretyczny dowód na to, że czarne dziury powinny emitować promieniowanie, znane dziś jako promieniowanie Hawkinga. Hawking cierpi na stwardnienie zanikowe boczne, którego postęp spowodował paraliż większości ciała.

źródło + video: http://www.sport.pl/pilka...ml#BoxSlotI3img

NEVIL - Czw Maj 15, 2014 20:47


Szybka ręka robota





Łapie przedmioty w locie. Ta umiejętność wykorzystana zostanie do zbierania kosmicznych śmieci z orbity.


Ramię robota ma ok. 1,5 m długości, trzy „stawy" i wyrafinowaną dłoń z czterema palcami. Potrafi już złapać piłkę, butelkę lub rakietę tenisową rzuconą w jej kierunku. „Ręka potrzebuje na złapanie lecącego przedmiotu mniej niż pięć setnych sekundy" przekonują inżynierowie ze szwajcarskiej École Polytechnique Fédérale de Lausanne (EPFL) na łamach magazynu „IEEE Transactions on Robotics".

Precyzyjnie i szybko działające ramię będzie mieć wiele zastosowań, choćby takie jak usuwanie kosmicznych śmieci pędzących po orbicie Ziemi. Powstaje w ramach projektu Clean- ME prowadzonego przez Szwajcarskie Centrum Kosmiczne. Robot ma być zamontowany na pokładzie satelity, który wystrzelony zostanie w kosmos w 2017 lub 2018 roku.

— Roboty będą coraz częściej obecne w naszym codziennym życiu, a pośród zadań, które będą wykonywały będzie także łapanie lecących przedmiotów — powiedziała Aude Billard, szefowa zespołu, który opracował ramię. — Żeby je złapać robot musi reagować na nieprzewidywalne zdarzenia i integrować wiele różnych informacji, w bardzo krótkim czasie. Maszyny mają dziś wiele zaprogramowanych zachowań. Dokonują obliczeń zbyt wolno i reagują z opóźnieniem w szybko zmieniającej się sytuacji.

Aby osiągnąć szybką reakcję robota, naukowcy wzorowali się na metodach uczenia się ludzi — naśladowania, wielokrotnych prób i eliminowana błędów. Wykorzystali technikę, która nazwali „programowanie przez demonstrację". Robot nie dostaje szczegółowych instrukcji. Badacze wielokrotnie rzucają przedmiotami w stronę robota i ręcznie kierują ramieniem, aby osiągnąć punkt w którym jest możliwe uchwycenie lecącego przedmiotu. Próby powtarzają kilkanaście razy, aż do momentu, aż robot nauczy się kopiować ruch.

Maszyna wspomagana jest przez kilka kamer rozmieszczonych wokół niej. Śledząc przedmioty w powietrzu pozwalają pokładowemu komputerowi obliczyć trajektorię lotu, prędkość i rotację przedmiotu. Następnym krokiem jest przeprowadzenie obliczeń i stworzenie modelu ruchu w czasie rzeczywistym i szybkiego ruchu ręki robota w odpowiednim kierunku.

źródło: http://www.rp.pl/artykul/...eka-robota.html

NEVIL - Pią Cze 06, 2014 21:23

Komentarz:

~FmMen -

O ile z TV miało to jakiś sens to zamiana analogowego radia FM na cyfrowe nie ma absolutnie sensu. DAB istnieje w Europie od blisko 30 lat i nigdzie w Europie nie stał się jedynym systemem przekazywania audycji radiowych, i nic nie wskazuje na to aby tak się stało. W Polsce chodzi o coś zupełnie innego niż "super" przekazywanie sygnału (zresztą tak nie jest bo DAB ma wady, i to zasadnicze, co powoduje, że system ten w wielu przypadkach jest gorszy od analogowego), chodzi po prostu o gigantyczne przetargi!!! Na których kilka osób zarobi gigantyczne pieniądze, a że wprowadzenie tego systemu jest takim samym bezsensem jak zimowe igrzyska w mieście w którym w zimę śnieg jest od święta a do rejonu prowadzi jedna jedyna droga, to już jest nieważne, grunt, że "działka" z przetargów będzie!!! Radia słucham od święta, jak zacznę to posłucham tydzień, potem przestaję bo nie da się słuchać ciągle tych samych bloków mp3 powtarzanych do znudzenia. Wprowadzenie DAB to śmierć dla polskiego radia, mało kto kupi nowe odbiorniki, teraz ktoś jeszcze "od dzwonu" radio włączy, później mało kto coś włączy bo nie będzie miał odbiornika. Dzisiaj jakość odbioru FM jest OK, po co wprowadzać taką rewolucją? Odpowiedź jest tylko jedna - kasa z przetargów, słuchacze nie są ważni, w sumie nawet zbędni. Grunt, że Boni i koledzy zrobią się na bogato, a że mało kto będzie radio słuchał to jest mało ważne!!!
===================

Cyfryzacja radia - minimalne wymagania odbiornika DAB+


Jak - redakcja satkurier.pl dotarła do dokumentu opisującego techniczne wymagania, jakie będą obowiązywać podczas procesu cyfryzacji radia w Polsce. Co wiadomo o radiofonii cyfrowej DAB+?



Redakcja satkurier.pl dotarła do dokumentu pod tytułem "Minimalne wymagania techniczne i eksploatacyjne dla odbiornika radiofonii cyfrowej DAB+ przeznaczonego dla Polski" w wersji 0.4 z maja 2014 roku. Jest to wersja zatwierdzona w poniedziałek, 2 czerwca przez zespół KRRiT. Opisuje on podstawowe parametry i wymagania odbiornika konsumenckiego przeznaczonego do odbioru usług radiofonii cyfrowej nadawanych w systemie DAB+ drogą naziemną bezprzewodową lub kablową w paśmie III VHF w Polsce.

Czym jest radiofonia cyfrowa DAB+

DAB+ (Digital Audio Broadcasting Plus) to najnowsza wersja technologii radiofonii cyfrowej. Wykorzystuje te same nadajniki i technologię nadawania, co system DAB, ale konwertuje pliki dźwiękowe do plików cyfrowych za pomocą tzw. kodeka o większej wydajności: MPEG-4 HEAAC v2 (High Efficiency AAC v2 profile).

Wymagania DAB+

Wymagania dotyczą odbiorników stanowiących urządzenie samodzielne jak i będących częścią urządzenia wielofunkcyjnego (np. radiobudzik, radioodtwarzacz, smartfon), stacjonarnych, przestawnych, przenośnych i samochodowych. Wymagania te pochodzą z Normy Międzynarodowej EN 62104 i stanowią jej podzbiór wynikający z krajowej specyfiki i ograniczeń.

Dokument w wersji 0.4 definiuje dwa profile odbiornika cyfrowego DAB+:

- odbiornik standardowy - odbiornik cyfrowy DAB+ przeznaczony do odbioru programów radiofonicznych wyposażony w co najmniej wyświetlacz alfanumeryczny.
- odbiornik multimedialny - odbiornik cyfrowy DAB+ przeznaczony do odbioru programów radiofonicznych i strumienia danych wyposażony w kolorowy wyświetlacz o rozdzielczości co najmniej 320 x 240 pikseli i rozdzielczości koloru co najmniej 8 bitów.

Charakterystyka funkcjonalna odbiornika
(na podstawie dokumentu w wersji 0.4):

Odbiornik cyfrowy DAB+ powinien zapewniać odbiór sygnałów T-DAB o parametrach zgodnych z ETSI EN 300 401 [1] nadawanych w paśmie III zakresu VHF (174-240 MHz).

Odbiornik cyfrowy DAB+ powinien zapewniać dostęp do następujących usług:

a) odbiór programów radiofonicznych niekodowanych (FTA);
b) odbiór komunikatów tekstowych: nazwa stacji i DL;
c) odbiór profilu podstawowego Elektronicznego Przewodnika po Programach (EPG) (zalecany dla odbiorników z odpowiednim wyświetlaczem);
d) odbiór komunikatów drogowych TPEG i TMC (zalecany dla odbiorników samochodowych);
e) odbiór komunikatów EWS.

Ponadto odbiornik multimedialny powinien zapewniać dostęp do następujących usług:


f) odbiór profilu zaawansowanego Elektronicznego Przewodnika po Programach (EPG);
g) odbiór komunikatów DL Plus [9] i pokazu slajdów;
h) odbiór, Journaline i (zalecany dla odbiorników z odpowiednim wyświetlaczem).

Ponadto dokument zawiera inne istotne informacje, takie jak: parametry interfejsu radiowego i zasady strojenia odbiornika DAB+, parametry dekodera odbiornika cyfrowego DAB+, parametry wyświetlacza odbiornika cyfrowego DAB+ (tutaj szczegółowe informacje na temat wyświetlania polskich znaków).

Co więcej zaleca się, aby do zaprzestania emisji analogowych w Polsce odbiornik cyfrowy DAB+ odbierał również sygnały radiofonii VHF-FM nadawane zgodnie z Zaleceniem ITU-R BS.450-3.

Warto dodać, że wszędzie tam, gdzie dana cecha jest obowiązkowa, w specyfikacji używa się słowa "powinien" a jeżeli nieobowiązkowa używa się słowa "może", "opcja" lub "zaleca się".

Konieczność spełnienia wymagań niniejszej specyfikacji nie wyklucza możliwości rozbudowy odbiornika o inne funkcje podnoszące jego walory użytkowe.

źródło: http://nt.interia.pl/audi...ampaign=firefox

NEVIL - Pon Cze 09, 2014 21:19

Są olbrzymie i produkują olbrzymy. Statki kosmiczne, samoloty, kontenerowce. Zobacz największe fabryki świata [FOTO]




Są naprawdę olbrzymie i takie maszyny też produkują. Największe fabryki świata zatrudniają tysiące osób i zajmują tysiące metrów kwadratowych. Na zdjęciu widzimy wedle kubatury największą fabrykę na kuli ziemskiej - Boeing Everett Factory. Na początku budowało się tutaj Boeingi 747. Pierwsze plany powstania fabryki to koniec lat 60.

Więcej: http://pieniadze.gazeta.p...iczne_.html#Cuk

NEVIL - Sro Cze 18, 2014 10:40

Koniec świata na 5 sposobów


Im nowocześniejszy jest nasz świat, tym łatwiej możemy go stracić. Na ludzkość czyha wiele zagrożeń, za które odpowiedzialni jesteśmy my sami, a nie matka natura. Internetowe wydanie „Popular Science” wylicza, czego powinniśmy obawiać się najbardziej.



Żyjemy w czasach, w których technologie coraz wyraźniej kształtują obraz naszej planety. Dzięki nim jesteśmy w stanie łagodzić skutki klęsk żywiołowych, a kiedyś być może będziemy nawet im zapobiegać. Nie zmienia to faktu, że nasz wpływ na środowisko jest coraz bardziej niszczycielski, a wiele intensywnie rozwijanych dziedzin nauki może przynieść więcej złego niż dobrego. Poza oczywistymi i częściowo niezależnymi od naszych działań czynnikami, to właśnie one mogą położyć kres naszej cywilizacji.

Wojna jądrowa

Ludzkość doświadczyła niszczycielskiej mocy broni jądrowej dwa razy, podczas amerykańskich ataków na Hiroszimę i Nagasaki. Od tamtej pory największe mocarstwa zdążyły wyprodukować ogromne ilości tej broni i co najmniej dwukrotnie postawić świat na skraju wojny jądrowej.

Kryzys kubański udało się na szczęście zażegnać, a wszystkie związane z nim wydarzenia były jasne dla obu stron. Znacznie bardziej niebezpieczne były niedomówienia i paranoja zimnowojennej historii nuklearnego odstraszania, która zupełnie przez przypadek omal nie doprowadziła do odpalenia głowic przez USA i Związek Radziecki.

W dzisiejszych czasach konfliktów nie brakuje - podobnie jak broni masowego rażenia w rękach nieobliczalnych przywódców. Naukowo udowodniono, że konflikt nuklearny na pełną skalę oznacza kres znanej nam cywilizacji. W jej następstwie zginą setki milionów osób, gospodarka przestanie istnieć, a świat pogrąży się w chaosie.

Kolejnym zagrożeniem jest nuklearna zima, czyli zmiany klimatyczne wywołane prowadzoną na dużym obszarze wojną atomową. Okazuje się, że jednoczesny wybuch wielu bomb może uwolnić do atmosfery pyły i sadze, które przesłonią Słońce. Temperatura obniży się wtedy drastycznie, a ciemności zahamują proces fotosyntezy roślin, doprowadzając do ich śmierci. Z braku pożywienia ich los podzielą zwierzęta, więc również i my.

Pandemia

Choroby zakaźne zabiły jak dotychczas więcej ludzi niż wojny, ale od pandemii "hiszpanki" z lat 1918-1919 praktycznie przestały nas dotyczyć. Niestety, wspomagani przez ewolucję nauczyliśmy się nie tylko z nimi walczyć, ale również skutecznie je modyfikować. Naukowcy doskonale wiedzą, jak uzbroić np. potencjalnie niegroźne wirusy. Genetyka uczy je zabijać i radzić sobie ze szczepionkami.


Czytaj więcej na http://nt.interia.pl/tech...ampaign=firefox

NEVIL - Pią Cze 27, 2014 20:18


Polacy zbudowali silnik detonacyjny


Na całym świecie trwają prace nad praktycznym wykorzystaniem silnika detonacyjnego, ale to w Polsce udało się przeprowadzić pierwsze eksperymenty udowadniające, że taki silnik może działać. Perspektywiczne zastosowania są bardzo obiecujące - od lotów kosmicznych po lotnictwo komunikacyjne. Polscy naukowcy wraz z japońskimi kolegami opatentowali już metodę detonacyjnego spalania w Japonii i Stanach Zjednoczonych.

W Instytucie Lotnictwa w Warszawie odbyła się międzynarodowa konferencja poświęcona innowacyjnemu silnikowi. Uczestniczący w niej naukowcy wyjaśniali zalety silnika detonacyjnego. Taki sposób spalania paliwa jest bardziej efektywny, a co za tym idzie pozwala ograniczyć jego zużycie o 25-30 proc. Naukowcy są zgodni, że trudno już będzie dalej ulepszać tradycyjne konstrukcje, a nowa technologia pozwoli na duży skok jakościowy.

Mniejsze zużycie paliwa przełoży się na tańsze podróże lotnicze, ale uczestnicy konferencji zauważają, że silniki detonacyjne mogą być też wykorzystywane w innych dziedzinach. Oprócz samolotów mogą one się znaleźć w rakietach, statkach, generatorach, a może nawet w samochodach.

źródło: http://moto.wp.pl/kat,159...,wiadomosc.html

NEVIL - Czw Lip 03, 2014 19:29

Inteligentne karabiny dołączają do grona smart-urządzeń. Zobacz, co potrafią


Wiele osób nadal zastanawia się do czego może im się przydać inteligentny zegarek, a w przypadku inteligentnych karabinów sprawa jest znacznie prostsza. Teksańska firma TrackingPoint ma w sprzedaży szeroki wybór nowoczesnej broni palnej, jakiej jeszcze nie widzieliście.

Jeśli nigdy wcześniej nie używaliście broni palnej, a nagle jesteście zmuszeni trafić do celu odległego o 700 metrów, to potrzebujecie inteligentnego karabinu. Pozwoli on wam nie tylko oddać celny strzał, lecz także streamować obraz z celownika na tablet, a nawet nagrywać filmik ze strzału i... wrzucić go na Facebooka.

Firma TrackingPoint z Teksasu stworzyła system o nazwie Xact. Polega on na właściwym sprzężeniu karabinu i specjalnego celownika. Na razie są to rozwiązania przeznaczone dla miłośników polowań, ale jak widać po powyższym filmiku analogiczne rozwiązania dla armii nie są wcale odległe.

Więcej + foto i video : http://technologie.gazeta..._urzadzen_.html

NEVIL - Sob Lip 12, 2014 16:38

Komentarz:

marek2704

Zgadzam się w 100 procentach! Brytyjska wtyczka to mistrzostwo. Być może jest nieco toporna jeśli chodzi o wymiary, ale nie ma nic bardziej praktycznego na Wyspach. Bo jeśli chodzi o ruch lewostronny, otwierane na zewnątrz okna, które trzeba przesunąć po suwnicach aby je umyć, no i oczywiście te nieszczęsne krany, to poddani królowej mogą się schować :)

==========================

5 powodów, dla których brytyjskie wtyczki są najlepsze na świecie




Prosty przedmiot: wtyczka, którą umieszczasz w kontakcie. Spójrz na nią jeszcze raz, a potem zobacz, jak zaprojektowali ją Brytyjczycy. Oto pięć dowodów na to, że zrobili to po mistrzowsku.

Tom Scott to brytyjski komik i prezenter telewizyjny z inżynieryjnym zacięciem. W swoim ostatnim nagraniu umieszczonym na YouTube zamiast wygłupów opublikował krótki wykład o wyższości wtyczki brytyjskiej nad wtyczką europejską.

Trudno nie przyznać mu racji: na Wyspach poradzili sobie z jej projektem w bardzo dobry sposób. Oto pięć potwierdzających to dowodów:

Bolce. W brytyjskich wtyczkach są trzy. Środkowy odpowiada nie tylko za uziemienie. Kiedy wkładamy go do kontaktu odbezpiecza go i uziemia układ. Odsłania plastikowe zaślepki blokujące dostęp dwóm pozostałym bolcom. Efekt jest prosty: nie da się w zasadzie włożyć czegokolwiek do brytyjskiej wtyczki. Ani śrubokrętu, ani słuchawek, ani kluczy. Rozwiązanie samo w sobie podnosi bezpieczeństwo - szczególnie jeśli chodzi o dzieci.

Więcej: http://technologie.gazeta...xt#BoxSlotI3img

NEVIL - Nie Lip 13, 2014 10:36

Piasek poprawi wydajność baterii litowo-jonowych


Naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego i Bourns College of Engineering znaleźli sposób na trzykrotne wydłużenie czasu pracy baterii urządzeń mobilnych – czytamy na łamach Pocket-lint.




Zaproponowane rozwiązanie wciąż dotyczy baterii litowo-jonowych, a więc tych powszechnie występujących w smartfonach, tabletach czy laptopach. Sęk w tym, że grafit z anody zastąpiono... piaskiem. Dzięki temu akumulatory będą nie tylko bezpieczniejsze, ale również mniej szkodliwe dla środowiska.

Pierwotnie badacze skupili się na nanocząsteczkach krzemu, ale okazały się one niestabilne, a ich wytwarzanie bardzo skomplikowane. Sięgnęli więc po piasek, który oczyścili, sproszkowali, połączyli z solą i magnezem, a następnie podgrzali. W ten sposób otrzymali porowaty materiał - idealny do zastosowania w bateriach litowo-jonowych.

Jeśli technologię uda się skomercjalizować, to baterie naszych urządzeń będziemy ładować nawet trzy razy rzadziej.

źródło: http://mobtech.interia.pl...ampaign=firefox

NEVIL - Sob Lip 26, 2014 12:20

Komentarz:

BOLO1990

Żeby tylko eksperymenty nie wymknęły się spod kontroli i żeby nie stworzyli zombie... :)


======================

Google chce stworzyć model człowieka o idealnym zdrowiu


Google nie chce skupiać się tylko na rozwoju obecnych rozwiązań i dostarczeniu nam jak najtrafniejszych reklam. Nowy projekt pozwoli na wyeliminowanie chorób i stworzenie obrazu człowieka o idealnym zdrowiu.


Google już dawno przestało być firmą kojarzoną tylko z Internetem i oprogramowaniem. Oprócz rozwijania swoich najbardziej popularnych produktów, jak wyszukiwarka, przeglądarka internetowa czy mobilny system operacyjny, coraz częściej skupia się na innych rozwiązaniach. Firma z Mountain View stara się być zawsze o jeden krok przed konkurencją, oprócz takich projektów jak Google Glass, Google skupia się też na robotyce lub opracowaniu własnych autonomicznych samochodów. Natomiast teraz chce mieć wpływ również na rozwój medycyny.



Za nowy projekt będzie odpowiadało laboratorium badawcze Google X, któremu zawdzięczamy między innymi Google Glass oraz soczewki kontaktowe, które monitorują poziom glukozy we krwi.

Z wywiadu udzielonego dla Wall Street Journal możemy dowiedzieć się, że Google pracuje nad bardzo ambitnym projektem – Beseline Study. Firma zebrała dane molekularne i genetyczne, w tym ślinę i krew od 175 ochotników. Pozwolić ma to na lepsze zrozumienie, jak funkcjonuje ludzki organizm. Baza danych ma być rozbudowywana, co w przyszłości pozwoli określić, jakie cechy powinien mieć człowiek o idealnym zdrowiu. Google w ramach Beseline Study nie chce tylko gromadzenia danych, projekt pozwoli na skuteczniejsze opracowanie leków na poważniejsze choroby, a w przyszłości może nawet na zabieganie wszelkim schorzeniom. Wady genetyczne i niedoskonałości naszego ciała wykrywane będą znacznie wcześniej, jeszcze przed ujawnieniem się choroby, co pozwoli na jej całkowite wyeliminowanie. Nad całością czuwa biolog molekularny, dr. Andrew Conrad, który wspomagany jest przez 100 specjalistów z takich dziedzin jak fizjologia, optyka, biochemia oraz biologia molekularna.

Ponownie w przypadku Google pojawia się kwestia naszej prywatności. Firma obiecuje, że dane są całkowicie anonimowe i nie będą nikomu udostępnione.

Beseline Study jest kolejnym przykładem tego, że Google coraz śmielej wkracza w inne dziedziny naszego życia, starając się je ulepszyć. Nowy projekt może być sporym krokiem dla współczesnej medycyny. W przyszłości nie tylko będziemy znali lekarstwa na większość chorób, ale będziemy w stanie im zapobiegać. Jednak czy coraz ambitniejsze plany Google'a nie budzą niepokoju?

źródło: http://www.dobreprogramy....News,56743.html

NEVIL - Sro Lip 30, 2014 10:36

Komentarze:

atila12345

Nadawcy nie chcą cyfryzacji. Słuchacze nie chcą cyfryzacji.
I tylko jakieś polityczne fiuty chcą wydoić pieniądze od nadawców i słuchaczy.
Czy nie pora wziąć widły i wyrzucić tych gnojów?

----------------------
zajadacz

To ja się zapytam po co to komu? Po cholerę cyfryzacja, której nie chce i rynek nadawców i odbiorca końcowy? Nawet w dużych miastach leżą obecnie wolne częstotliwości pod rozgłośnie lokalne, bo ten biznes zwyczajnie nie bilansuje się. Więc po co to cyfryzować, skoro nie potrzeba więcej programów? W przypadku naziemnej cyfrowej TV właśnie zwiększenie liczby programów i poprawa jakości odbioru były głównymi argumentem za. Jeśli chodzi o radio to obecnie nie widzę problemów z odbiorem. Dzięki RDS przełącza się płynnie między nadajnikami. Jedynie na terenach górskich czasem występują problemy z odbiorem, ale to wynika z topografii terenu i tutaj żadna cyfryzacja nie pomoże.
-------------------
ghttime

Radia samochodowe (często zabudowane, oryginalne odbiorniki), zwykle domowe radia których słuchamy przy śniadaniu, miliony odbiorników w zakładach pracy ... I co, wyrzucić, bo lobby szemranych interesów tak chce! Kto na tym zyska? Bo na pewno nie obywatel RP dymany gdzie się tylko da
------------------
semeon

Ja się pytam: a z czego ten "ekspert" taki zadowolony? Z tego że miliony ludzi, często samotnych i biednych nie będzie miało dostępu do programów radiowych? A może z tego, że moje cztery domowe radia pójdą do śmieci i będę musiał kupić nowe?

=====================

Jak wyłączyć FM? Czy radio musi być cyfrowe?


Cyfryzacja radia w Europie trwa od ponad 20 lat - to dłużej niż w przypadku telewizji. Żaden kraj jeszcze nie zakończył tego procesu, ale przed cyfryzacją nie ma odwrotu. Rozmowa z Adamem Brodziakiem*, niezależnym ekspertem rynku mediowego.

Martin Stysiak: Czy trzeba cyfryzować radio w Polsce?

Adam Brodziak: Wygląda na to, że zmiana technologiczna jednak się dokonuje. Bardzo wolno, ale ją obserwujemy. Niestety, od ponad 20 lat technologia cyfrowego radia nie spotkała się z wielkim entuzjazmem. Trzeba jednak pamiętać, że w przypadku analogowego radia FM nie ma już możliwości rozwoju. W eterze nie ma miejsca dla nowych graczy. A nie może przetrwać technologia, której nie można udoskonalać czy rozwijać.

To jednak nie przeszkadza komercyjnym nadawcom. Nie są oni zainteresowani cyfryzacją, a do tego boją się kosztów, które będą musieli ponieść.

Wcale im się nie dziwię. Mają silną pozycję na rynku i wiernych słuchaczy. Komercyjni nadawcy nie chcą przystąpić do procesu cyfryzacji, bo nie wiedzą, ile to będzie ich kosztowało czy jak długo będą musieli nadawać w starej technologii (FM) i nowej (DAB+) jednocześnie i jaki ma być docelowy kształt rynku. Nie wejdą w ten proces, jeżeli nie będą znali ostatecznego terminu wyłączenia nadawania analogowego. Idealne byłoby, gdyby etap podwójnego nadawania trwał jak najkrócej - rok, maksymalnie dwa lata. Ale to wymaga precyzyjnej organizacji.

Czy da się przeprowadzić proces cyfryzacji bez prywatnych nadawców?

- Oczywiście, że nie. Jesteśmy obecnie w takiej patowej sytuacji. Potrzebne jest wyznaczenie terminu ostatecznego wyłączenia nadawania na falach FM. To musi być europejski nakaz, jak w przypadku telewizji. U nas potrzebny jest dialog i porozumienie wszystkich stron - regulatorów, nadawców i administracji państwowej. Trzeba stworzyć schemat wprowadzenia cyfryzacji, który będzie miał realne szanse na powodzenie.

Koszty, które będą musieli ponieść komercyjni nadawcy na cyfryzację, będą znaczące. Jak ich przekonać, że warto ten proces przeprowadzić? Dla nich liczy się przede wszystkim zysk, a tu przez kilka lat w wyniku cyfryzacji mogą ponosić straty.

- Ten koszt po stronie nadawców można obniżyć. Operator - pewnie Emitel - może zainwestować w budowę sieci nadawczych i rozłożyć koszty na lata, pod warunkiem że będzie mógł podpisać długoletnie umowy z wiarygodnymi partnerami. Może pobierać mniejsze opłaty w trakcie przeprowadzania cyfryzacji, a po zakończeniu procesu otrzymać pozostałą część nakładów. To sprawi, że nadawcy nie będą musieli w początkowym etapie płacić w pełnym wymiarze za podwójne nadawanie. Jeżeli chcemy sprawnie przeprowadzić proces cyfryzacji, to nie możemy obarczać kosztami tylko nadawców.

Swoje odbiorniki będą też musieli wymienić słuchacze. Czy odczują zmianę, gdy zaczną słuchać cyfrowego radia?


- Zmiana będzie odczuwalna, chociaż nie tak oczywista jak przy telewizji. Koszt wymiany odbiorników spadnie jednak na słuchaczy. To tak jak w przypadku telewizji. Na rynku systematycznie powinny być wprowadzane odbiorniki umożliwiające odbiór cyfrowego radia. Dzisiaj nasze telefony komórkowe mogą odbierać fale FM. Dlaczego miałyby nie odbierać sygnału DAB+? To samo dotyczy komputerów, tabletów i pozostałych urządzeń. Nie wolno zapomnieć też o samochodach. Już dziś część producentów montuje odbiorniki mogące odbierać cyfrowe radio. Jeżeli zwiększy się na rynku liczba urządzeń mogących odbierać nowy sygnał, przyspieszy się też cały proces.

Nadawcy sugerują, że technologia DAB+ jest przestarzała. Może przyszłość radia to internet?

- Nie wolno lekceważyć pozycji internetu. Jednak koszty byłyby znacznie wyższe niż w przypadku naziemnego nadawania cyfrowego. Obydwie technologie doskonale się uzupełniają, potrzebujemy zarówno cyfrowego radia naziemnego, jak i radia w internecie. Do tego proces cyfryzacji prowadzony jest prawie we wszystkich krajach Europy.

Ale jeszcze nigdzie się nie zakończył.

- Najbardziej zaawansowani są Norwegowie. Wyłączenie nadawania na falach FM planowane jest na 2017 r., jeśli 50 proc. słuchaczy będzie korzystało z radia cyfrowego w 2015 r. Nieprzekraczalnym terminem jest rok 2019. Musimy patrzeć na to, jak ten proces się odbywa, i jeżeli Norwegowie dadzą radę, to myślę, że powinniśmy bardzo przyspieszyć prace przygotowawcze i wdrożeniowe u nas.

*Adam Brodziak - obecnie jest niezależnym ekspertem rynku mediowego. Wcześniej pełnił funkcję dyrektora pionu techniki w telewizji Polsat, był dyrektorem departamentu częstotliwości w Urzędzie Komunikacji Elektronicznej. W przeszłości był też głównym inżynierem w Telewizji Polskiej i Polskim Radiu oraz szefem departamentu ds. Polskiego Radia i TVP.

źródło: http://wyborcza.biz/bizne...oclaw#BoxBizTxt

NEVIL - Sro Sie 06, 2014 11:03

Komentarz:

AleGość

Jak do tej energii dowalą akcyzę i koncesje producenckie to strach się będzie zesrać ze strachu.

=========================

Energia elektryczna z moczu?




Jak donosi "The Economist", zespół BioEnergy Team kierowany przez Ioannisa Ieropoulosa w Bristol Robotics Laboratory (BRL) opracował technologię umożliwiającą pozyskiwanie energii elektrycznej z uryny.


BRL chciałoby poprzez realizację tego projektu rozwiązać problem z dostępem do energii elektrycznej z jakim borykają się ludzie w wielu miejscach na świecie.

W prace nad technologią zaangażowała się fundacja Billa Gatesa, która finansuje także budowę maszyny, która będzie potrafiła zamienić ścieki w wodę pitną, a nawet paliwo.

Ludzie na całym świecie produkują 6,4 biliona litrów moczu rocznie. Ieropoulos i jego zespół zbudowali instalację do odzysku energii z moczu sprzężoną z pisuarem. Okazało się, że mocz ma trzykrotnie większą energetyczną moc niż jakikolwiek inny odpad (np. resztki żywności, martwe owady i resztki trawy).

Dlaczego uryna działa tak dobrze? Mikrobiologiczne ogniwa szybko sycą efekty ciężkiej diety ludzi, mocz ma też dobrą przewodność elektryczną. Z pomocą prądu z moczu BioEnergy Team udało się naładować wiele baterii dostępnych na rynku, w tym te używane w telefonach komórkowych i smartfonach.

Dr Ieropoulos i jego zespół planuje także zbadać potencjał kału jako możliwego źródła zasilania. Naukowcy uważają, że może być to do zaakceptowania wskutek niskiej ceny, dużej dostępności i samoregulującego się łańcucha dostaw.

źródło: http://www.biztok.pl/tech...-z-moczu_a17152

NEVIL - Sro Sie 13, 2014 11:00

Komentarze:

Gość

musi zrobić to australijczyk bo banda polskich profesorów przez wieki nie jest w stanie opracować cokolwiek no chyba że likwidację kopalń tak jak zrobił to "geniusz" Buzek
---------------------------------

Gość

ciekawe na jakiej próbie prowadzony był eksperyment, gazyfikację postulowano od wielu lat, jeszcze za Gierka. wyszło jak zwykle w Polsce. Może tym razem przyduszeni przez konflikt zaczniemy doceniać to co dawno powinno już funkcjonować.
================================

Będzie gaz z węgla? Sukces w Katowicach




Możemy śmiało mówić o sukcesie - twierdzą twórcy eksperymentalnego zgazowania węgla pod ziemią. Próba trwa nieprzerwanie od 7 tygodni w katowickiej kopalni "Wieczorek". To pierwszy nie tylko w Polsce, ale i w Europie zakończony sukcesem taki eksperyment, który prowadzony jest w czynnej kopalni.


Jak podkreśla profesor Krzysztof Stańczyk z Głównego Instytutu Górnictwa, tak właśnie może wyglądać górnictwo przyszłości. Wyjaśnia, że na Śląsku jest dużo węgla w tak zwanych resztkach, które nigdy nie będą eksploatowane. Węgiel jest też na dużych głębokościach, gdzie wydobycie jest bardzo trudne i kosztowne. Gazyfikacja pozwala natomiast na przetworzenie węgla na gaz i wykorzystanie go w przemyśle, co jest o wiele tańsze, niż wydobywanie węgla z głębokich pokładów.

Eksperymentalne zgazowanie węgla potrwa jeszcze tydzień - dodaje dyrektor kopalni "Wieczorek", Marek Pieszczek. Następnie zaczną się próby tak zwanej pyrolizy, czyli zastępowanie powietrza azotem. Specjaliści będą badali efekty tego procesu i stopniowo kończyli eksperyment. Dyrektor powiedział, że na podstawie wyników testów zostanie zaprojektowana dużo większa instalacja demonstracyjna, w której będzie można wytwarzać energię elektryczną i cieplną.

Podziemne zgazowanie polega na doprowadzeniu do zapalonego węgla powietrza, tlenu czy pary wodnej i odbiorze wytworzonego gazu o wartości przemysłowej na powierzchnię.

Instalacja wykorzystana w eksperymencie pilotażu została wybudowana przez Główny Instytut Górnictwa i Katowicki Holding Węglowy.

Wg szacunków Petera Bonda, szefa australijskiej firmy Linc Energy, która gazuje węgiel w Australii i chce to robić także w Polsce, zgazowany węgiel można spalić o wiele czyściej niż gaz łupkowy i uzyskać przy tym aż dwa razy więcej energii. Jego zdaniem zgazyfikowany węgiel kamienny zapewni Polsce tanią energię przez najbliższe 50-70 lat.

źródło: http://www.biztok.pl/tech...towicach_a17239

NEVIL - Pon Sie 18, 2014 15:55

Komentarze:

~Normalny

Hej ćpuny, nie cieszcie się tak bardzo, bo Polski rząd NIGDY nie pozwoli żeby marycha była legalna. Poza tym jest narkotykiem, otępia człowieka po dłuższym czasie używania. Znam takie osoby co palą i wcale nie mają chęci pracować. A jak znajdą pracę to szybko ich wywalają ZAWSZE. Poza tym powoduje po jakimś czasie zanik pamięci krótkotrwałej więc? Jak chcecie to palcie ale za ileś lat nie narzekajcie potem na zdrowie i stan psychiczny palanty.

-------------------------
~Kvyat

Nareszcie strażnicy miejscy będą mieli pożyteczne zajęcie , przy pilnowaniu upraw konopi. A nie tylko radary i radary... ;-)
================

Superprzewodniki z konopi lepsze od grafenu?


O konopiach naukowcy mówią zazwyczaj w kontekście marihuany przepisywanej na problemy zdrowotne. Tymczasem zespołowi z Uniwersytetu Clarksona, który prowadzi dr David Mitlin, udało się opracować metodę umożliwiającą stworzenie z konopi superprzewodników. Czy mogą one zastąpić grafen ?



Na czym polega sekret pomysłu dr Davida Mitlina? Kluczem ma być synteza hydrotermalna, podczas której z włókien konopi usuwa się ligninę oraz hemicelulozę. Po takim zabiegu otrzymujemy nanostrukturę, która składa się z atomów węgla i swoimi właściwościami ma przypominać grafen. Tak przygotowane konopie można używać, jako materiał do superprzewodników.

Jak podkreślają naukowcy z Uniwersytetu Clarksona zaletą nowej metody jest tani koszt produkcji. Podobno jest on kilkaset razy mniejszy nic w przypadku konkurencyjnego grafenu. Jeżeli te informacje się potwierdzą może się okazać, iż wkrótce rozpocznie się masowa hodowla tej rośliny, której celem będzie zaspokojenie potrzeb przemysłu.

źródło: http://nt.interia.pl/tech...ampaign=firefox

NEVIL - Wto Wrz 02, 2014 18:43

Oto najpotężniejsza rakieta nośna świata. Budowa potwora, który zawiezie ludzi na Marsa, właśnie dostała zielone światło




Śmiało poleci tam, gdzie nie dotarł jeszcze żaden człowiek. Nie, nie nazywa się U.S.S. Enterprise. Ale to ona zastąpi wahadłowce. To ona zawiezie ludzi dalej, niż kiedykolwiek przedtem. To ona ma wysłać astronautów na Marsa. I właśnie - jako pierwszy wielki statek kosmiczny NASA od 40 lat - dostała zielone światło do produkcji. Oto Space Launch System - Przed wami najpotężniejsza rakieta świata. Space Launch System.

Więcej: http://technologie.gazeta...a_potwora_.html

NEVIL - Pon Wrz 08, 2014 14:47

IFA 2014: LG G Watch



LG G Watch to in­te­li­gent­ny ze­ga­rek za­pre­zen­to­wa­ny na tar­gach IFA przez LG. To z pew­no­ścią jeden z naj­bar­dziej obie­cu­ją­cych ze­gar­ków tego typu, jakie bę­dzie­my mogli zna­leźć na rynku w naj­bliż­szym cza­sie


źródło + video : http://technowinki.onet.p...g-g-watch/hrhb4

NEVIL - Pon Wrz 15, 2014 18:55

Komentarz:

chemist2

Tylko jak nie będą produkowane przez firmy, które teraz dostarczają nam wiatraki, to Unia może coś wymyślić, żeby chronić "swoich".
Życzę powodzenia, szczególnie, że to polska myśl techniczna.
Mimo wszystko uważam, że bez odpowiedniej technologii magazynowania energii elektrycznej, takie czy inne wiatraki nie staną się alternatywą dla węgla i atomu. Za mała moc w stosunku do kosztów. I przede wszystkim wytwarzają moc tylko jak wieje.


============================

W Polsce powstała pionowa elektrownia wiatrowa. Jedyna taka na świecie




Generuje więcej prądu, mniej hałasu i można ją zamontować nawet na dachu budynku. Pierwsza na świecie elektrownia wiatrowa pionowego obrotu powstała w województwie lubelskim. Konstrukcją polskiego wynalazcy interesują się już zagraniczni inwestorzy.

Trzy 30-metrowe wieże bardziej przypominają kominy lub anteny niż elektrownię wiatrową. Ta kojarzy się przecież z ogromnymi, białymi wiatrakami. Ale konstrukcja, która powstała w Kodniu koło Białej Podlaskiej, ma być przyszłością energii z wiatru. Posiada wszystkie zalety wiatraków i rozwiązuje wiele związanych z nimi problemów. A do tego została stworzona i opatentowana w Polsce.

Jak to działa?

Podstawową różnicą pomiędzy technologią wynalazcy Waldemara Piskorza a tradycyjnym rozwiązaniem jest to, jak obraca się turbina wiatrowa. Zamiast kręcić się w poziomie, jak śmigło wiatraka, cylindryczne turbiny obracają się pionowo.

- Pionowe turbiny nie potrzebują silnika do ruszenia i działają niezależnie od kierunku wiatru - mówił konstruktor w wypowiedzi dla TVP Lublin. Są jednocześnie bardzo wytrzymałe. - Konstrukcja wytrzymuje napory wiatru nawet 200 km/h - stwierdził Piskorz. Nowością jest też to, że elektrownie zbudowane są z segmentów. Dzięki temu niewielką konstrukcję można postawić nawet na dachu budynku.

Bardziej ciche, wydajne i bezpieczne

- Nasza konstrukcja generuje dużo mniej hałasu. Elektrownia w Kodniu pozwoli nam dokładnie zbadać, o ile jest cichsza od tradycyjnych wiatraków - powiedział przedstawiciel firmy Proenergetyka, jednego z wykonawców. - Dzięki zwartej, niższej budowie stwarza też mniejsze zagrożenie dla ptaków i nietoperzy - dodał.

Pionowe elektrownie nie generują infradźwięków, które mogą być szkodliwe dla zdrowia. Są też bardziej wydajne. Jak podaje strona wykonawcy, turbina pionowa wytwarza w skali roku prawie 50 proc. więcej prądu niż wiatrak. Do tego elektrownię pionową da się zbudować trzy razy szybciej i przy takich samych kosztach, co analogiczną farmę wiatrową.

Polski patent to przyszłość energii wiatrowej

- Turbinami interesują się już klienci z Europy, Ameryki, Indii - powiedział przedstawiciel Proenergetyki. Ale także w kraju możemy wkrótce zobaczyć więcej elektrowni takich jak ta w Kodniu. Rozważane są co najmniej cztery lokalizacje, m.in. Hel oraz Mazury. - Niektóre z inwestycji można ukończyć jeszcze w tym roku - mówił przedstawiciel jednego z wykonawców.

źródło + video: http://wiadomosci.gazeta....l#BoxSlotII3img

NEVIL - Nie Wrz 28, 2014 12:20

Jedna z tajemniczych radiostacji, od lat nadających wyłącznie ciągi cyfr, została zlokalizowana... w Polsce. Prawdopodobnie wysyła ona instrukcje do naszych szpiegów za granicą


Na świecie działa wiele radiostacji nadających wyłącznie zagadkowe ciągi cyfr. Grupa pasjonatów nasłuchujących tych tajemniczych komunikatów twierdzi, że ustaliła źródło jednej z nich - ma ono znajdować się tuż pod Warszawą. To jednak nie koniec historii...

Pod Warszawą może znajdować się jedna ze słynnych stacji nadających ciągi cyfr - takie informacje podał niedawno serwis Zaufana Trzecia Strona. Tak zwane "radiostacje numeryczne” są fenomenem, który występuje na całym świecie, lecz rzadko udaje się ustalić źródło sygnału.

Tajemnicze sygnały spod Warszawy

Radiostacje numeryczne pojawiły się prawdopodobnie po drugiej wojnie światowej i od początku spekulowano, że za ich pomocą są przesyłane zakodowane wiadomości do szpiegów. Przez lata wokół tajemniczych komunikatów wytworzyła się społeczność pasjonatów, którzy polują na dziwne transmisje, tworzą bazy danych czynnych radiostacji i często nawet nagrywają przekazy. To właśnie jedna z takich grup, Priyom, ogłosiła, że zidentyfikowała źródło sygnałów, nazwanych przez pasjonatów E11, S11a oraz M03. Jest nim radiostacja znajdująca się w miejscowości Puchały pod Warszawą.

Więcej: http://technologie.gazeta...nadajacych.html

NEVIL - Wto Paź 07, 2014 12:00

Nagroda Nobla 2014 z fizyki dla Isamu Akasaki, Hiroshi Amano oraz Shuji Nakamura za diody świecące błękitnym światłem




Nagrodę Nobla z fizyki otrzymali Isamu Akasaki, Hiroshi Amano oraz Shuji Nakamura za opracowanie efektywnych diod świecących niebieskim światłem.


Komitet Noblowski opisał tegoroczną nagrodę z fizyki nieco poetyckim hasłem: „Za nowe światło, które rozświetliło świat”. Tegoroczni laureaci wynaleźli energooszczędne i przyjazne dla środowiska źródło światła - emitujące niebieskie światło diody. Nagrodę otrzymali Isamu Akasaki, Hiroshi Amano oraz Shuji Nakamura - dwóch pierwszych pracuje na uniwersytetach w Japonii, trzeci - w USA.

W latach 90. otrzymali Isamu Akasaki, Hiroshi Amano oraz Shuji Nakamura dokonali prawdziwego przełomu w technologii oświetlenia. Ich półprzewodnikowe diody świecące po raz pierwszy dały jasne, błękitne światło. Wcześniej znane były diody dające światło czerwone i zielone, ale brakowało koloru niebieskiego by móc złożyć części składowe widma i wytworzyć prawdziwie białe światło. Prace nad nim trwały ponad 30 lat.

Akasaki pracował z Amano na Uniwersytecie w Nagoja, a Nakamura zatrudniony był przez małą firmę Nichia Chemicals. Ich odkrycie sprawiło, że o ile wiek XX był epoką światła żarowego, o tyle wiek XXI staje się czasem diod świecących.

Zaletą tych diod nazywanych skrótem LED jest bardzo małe zużycie energii i bardzo długi czas pracy. Wciąż rozwijane stają się coraz jaśniejsze i zużywają coraz mniej prądu. Obecnie osiąga się wydajność 300 lumenów na wat - to jasność porównywalna z 16 typowymi żarówkami. Jednocześnie dioda może świecić przez 100 000 godzin, podczas gdy normalna żarówka około 1000, a świetlówka 10 000. Ponieważ ludzkość zużywa aż jedną czwartą wytworzonej przez siebie energii na oświetlenie, powszechne wprowadzenie LED-ów może uchronić wiele zasobów naszej planety.

Laureaci Nagrody Nobla z fizyki:

Isamu Kasaki jest Japończykiem urodzonym w 1929 roku. Doktorat obronił w 1964 roku na Uniwersytecie w Nagoji. Obecnie jest tam profesorem.

Hiroshi Amano to Japończyk urodzony w 1960 roku. Doktorat w 1989 roku obronił na Uniwersytecie w Nagoji, gdzie jest profesorem.

Shuji Nakamura to urodzony w Japonii w 1954 roku obywatel amerykański. Doktorat obronił w 1994 roku na Uniwersytecie

źródło: http://technologie.gazeta...Hiroshi.html#MT

NEVIL - Pon Paź 13, 2014 19:31


Jak podsłuchują Polacy? Najpopularniejsze urządzenia szpiegowskie


Z szacunków firm zajmujących się dystrybucją sprzętu detektywistycznego wynika, że tylko w ubiegłym roku zainteresowanie Polaków urządzeniami szpiegowskimi zwiększyło się o prawie 40 procent. Wraz z siecią sklepów detektywistycznych SpyShop przygotowaliśmy zestawienie najpopularniejszych gadżetów szpiegowskich, które zmienią przeciętnego Kowalskiego w super-agenta.



Minikamera ukryta w długopisie

Ta niewielka kamera umożliwia dyskretne nagrywanie dźwięku i obrazu w jakości 720p, jak również wykonywanie fotografii. Urządzenie posiada 4GB pamięci, a czas pracy wbudowanego akumulatora to ok. 60-90 minut. Po zakończeniu nagrywania wystarczy podłączyć kamerę do portu USB w komputerze, aby skopiować dane na dysk.


Więcej: http://serwisy.gazetapraw...piegowskie.html

NEVIL - Pią Lis 07, 2014 13:48


Polski wynalazek nagrodzony w Niemczech. Wtyczka, z którą nie będziesz się szarpać


Polska wtyczka zdobyła srebrny medal na niemieckich targach dla wynalazców. Produkt firmy z Ostrowa Lubelskiego naprawdę ułatwia życie?


Tinen, polska firma z Ostrowa Lubelskiego, zdobyła srebrny medal na odbywających się w Niemczech targach dla innowatorów. Jej łatwo wyjmująca się, uniwersalna wtyczka wzbudziła spore zainteresowanie.

Co jednak jest nowatorskiego w produkcie Polaków? Przeprojektowali wtyczkę tak, by można ją było chwycić mocno jedną dłonią i jednocześnie wcisnąć przycisk wypychający ją z gniazdka. Zamiast więc "szarpać się" z gniazdkiem wykonujemy jeden płynny ruch. Może się to przydać szczególnie wtedy, gdy mamy utrudniony dostęp do kontaktu.

Dzięki nagrodzie polski produkt może podbić świat - producenci zapewniają, że ich wtyczka nie jest w produkcji droższa od standardowej. Jest za to chroniona globalnym patentem. Wtyczka Tinen może więc trafić do lodówek, pralek, tosterów i innych tego typu urządzeń. Produkt Polaków przyda się też właścicielom laptopów - już dzisiaj mogą oni kupić kable do zasilaczy z genialną polską wtyczką. Na taki wynalazek czekaliśmy. Gratulujemy i życzymy sukcesów!

źródło + video: http://technologie.gazeta...__Wtyczka_.html

NEVIL - Nie Lis 09, 2014 16:15

6 niesamowitych wizji. Jak wyobrażano sobie rok 1993 sto lat wcześniej




W 1893 roku Amerykańskie Stowarzyszenie Prasowe spytało 74 najbardziej znanych uczonych o to, jak wyobrażają sobie świat za 100 lat. Odpowiedzi były różne - jedne zaskakująco trafne, inne całkowicie chybione. Czy udało się przewidzieć powstanie poczty elektronicznej, internetu, superszybkich pociągów? Przekonajmy się!

Więcej: http://technologie.gazeta...e_rok_1993.html

NEVIL - Pon Lis 10, 2014 22:52

Klapa futurologiczna




Już w latach 40. Henry Ford zapowiadał latające auta. W 1959 r. armia USA rozpoczęła projekt "Horyzont" zakładający ustanowienie bazy na Księżycu do 1967 r. z załogą liczącą 12 żołnierzy. W 1965 r. pewien amerykański badacz sądził, że w ciągu 20 lat maszyny będą zdolne podołać każdej pracy wykonywanej przez człowieka.

Obiecywano nam latające samochody. Zamiast nich dostaliśmy wiadomości liczące 140 znaków - pisał w 2011 r. w manifeście zatytułowanym "Co się stało z przyszłością?" Peter Thiel, szef Founders Fund, wielkiego funduszu venture capital inwestującego w przedsięwzięcia technologiczne wysokiego ryzyka. Miał na myśli Twittera, serwis społecznościowy umożliwiający publikowanie krótkich wiadomości w internecie. Zdaniem Thiela postęp techniczny zwolnił gwałtownie około 1969, czyli roku, w którym Amerykanie wylądowali na Księżycu. Dlaczego tak się stało? Koszty transportu spadające gwałtownie przynajmniej od średniowiecza przestały się zmniejszać (koszt wysłania 1 kg na orbitę prawie się nie zmienił od lat 60.). Jest coraz mniej nowych lekarstw - zdaniem Thiela głównie dlatego, że procedura wprowadzenia nowego leku na rynek jest szalenie kosztowna; nie udało się dokonać prawdziwego przełomu w produkcji czystej energii ani w robotyzacji, gdzie postęp jest znacznie wolniejszy, niż się spodziewano kilkadziesiąt lat temu.

Świat wydaje coraz więcej na badania naukowe, ale coraz rzadziej powstają wynalazki, które radykalnie zmieniają życie. Znany ekonomista prof. Tyler Cowen z George Mason University w USA w wydanej w 2012 r. książce "Wielka stagnacja" przypomina, że w ciągu 80 lat, pomiędzy 1880 a 1960 r., świat zmienił się nie do poznania. Krótka i niekompletna lista wynalazków oraz usprawnień, które rozpowszechniły się w tym okresie, obejmuje nowoczesną kanalizację, wodociągi, prąd i światło elektryczne, transport samochodowy i lotniczy, toalety w mieszkaniach, kino, radio, telewizję, lodówki i klimatyzatory, antybiotyki i techniki operacji w medycynie, elektrownie atomowe, loty kosmiczne, gramofony i magnetofony... A zmiany dotyczyły każdej dziedziny życia. W porównaniu z tą rewolucją w życiu codziennym od lat 70. XX w. do dziś pojawił się, zdaniem Cowena, tylko jeden przełomowy wynalazek - internet. Oczywiście telewizory, samochody i klimatyzatory są obecnie znacznie lepsze niż w latach 70., ale ten postęp był ewolucją, a nie przełomem.

Świat Jetsonów

Więcej: http://wyborcza.pl/alehis...2054.html#CukGW

holt - Czw Lis 20, 2014 10:02

Cała prawda o pompach ciepła

(Pierwsza wersja niniejszego artykułu została opublikowana 17.02.2007 r.).
Artykuł ten ma za zadanie wyjaśnić, czym tak naprawdę jest pompa ciepła, gdzie warto ją zastosować, oraz czy opłaca się jej montaż i używanie… Te urządzenia grzewcze zyskują ostatnio na popularności przede wszystkim dzięki obniżeniu ich cen, ale także przez wzrost cen ciepła i paliw do ogrzewania.
Co to takiego „pompa ciepła”?

Pompa ciepła jest urządzenie, które przepompowuje ciepło z obszaru o niskich temperaturach (tzw. dolne źródło pompy ciepła) do domowej instalacji grzewczej, w której temperatura czynnika jest wyższa. Nazwa jest analogiczna do zwykłej pompy wodnej, która pobiera wodę z miejsca na niskiej wysokości i przetłacza ją wyżej, lub podnosi jej ciśnienie. Pompa ciepła niejako podnosi temperaturę ciepła, ułatwiając jego wykorzystanie do ogrzewania. Dzięki temu możemy czerpać ciepło z gruntu, powietrza czy wody, a następnie używać je do ogrzewania naszego domu.

Pompa ciepła jest urządzeniem działającym na tej samej zasadzie, jak lodówka czy klimatyzator. Jej celem nie jest jednak odebranie ciepła od owoców czy jogurtów schowanych w lodówce ale dostarczenie ciepła, czyli to, co lodówka robi na wymienniku umieszczonym z tyłu obudowy.

W dużym skrócie, pompa ciepła pobierając 1 kWh energii elektrycznej pobiera z otoczenia 1-4 kWh ciepła i następnie w łącznej ilości 2-5 kWh przekazuje to ciepło do otoczenia. Pompa ciepła dostarcza więcej ciepła, niż zużywa prądu i dlatego jest tania w eksploatacji (mówimy, że ma współczynnik wydajności rzędu 2-5). Dlatego uważa się, że taka pompa jest odnawialnym źródłem energii — znaczącą część ciepła dostarczanego do budynku czerpie z otoczenia.

Rodzajów dolnych źródeł, z których korzystają pompy ciepła, jest sporo. Najpopularniejsze są m.in.:

pobieranie ciepła z powietrza atmosferycznego, nadmuchiwanego na wymiennik ciepła za pomocą wentylatora,
rurowy poziomy wymiennik ciepła zakopany na głębokości 1,5 m pod trawnikiem, w którym krąży ciecz niezamarzająca (mieszanka glikolu i wody),
rurowy wymiennik ciepła wpuszczony w pionowy odwiert wykonany na głębokość 50-100 metrów (a dokładniej, kilka takich odwiertów),
rurowy wymiennik umieszczony na dnie stawu, lub na dnie rzeki,
pobieranie wody z podziemnego ujęcia, po czym spuszczanie wody (po odebraniu od niej ciepła) do studni zrzutowej,
pobieranie wody ze zbiornika lub rzeki, spuszczanie w innym miejscu.

Jest również kilka rodzajów górnych źródeł dla pompy ciepła:

ogrzewanie podłogowe — najpopularniejsze i najbardziej korzystne,
grzejniki,
wymiennik ciepła podgrzewający bezpośrednio powietrze.

W zależności od tego, skąd pobierane jest ciepło i jak jest oddawane, wyróżniamy m.in. pompy ciepła:

powietrze-powietrze (ogrzewają powietrze w pokoju, odbierając ciepła od powietrza atmosferycznego za ścianą),
powietrze-woda (chłodzą powietrze, ogrzewają wodę w instalacji ogrzewczej lub ciepłą wodę użytkową),
glikol-woda (ciepło jest odbierane przez ciecz niezamarzającą, zaś oddawane jest do wody krążącej w instalacji ogrzewczej), określane też czasem mianem gruntowych pomp ciepła,
woda-woda (jak powyżej, przy czym ciepło odbierane jest nie od glikolu krążącego w wymienniku ciepła, tylko bezpośrednio z wody czerpanej ze studni, rzeki lub stawu).

Źródło: http://ogrzewanie.drewnozamiastbenzyny.pl
Więcej na ten temat: pompy ciepła w Łodzi

NEVIL - Czw Sty 08, 2015 14:47


Cybernetyczne kończyny to teraźniejszość




Możemy się śmiać z transhumanizmu, ale już kilka lat temu dyskutowaliśmy nad przewagą pozbawionego nóg Oscara Pistoriusa nad w pełni sprawnymi biegaczami. To był ważny moment, w którym, chyba po raz pierwszy w historii, stwierdziliśmy, że osoba z protezami może być lepsza w sporcie.

W 2014 roku Les Baugh został pierwszym człowiekiem, który otrzymał dwie cybernetyczne kończyny sterowane myślami.

Więcej + video: http://technologie.gazeta...ejszosc,,1.html

NEVIL - Pon Sty 19, 2015 12:05


Naukowcy ostrzegają przed sztuczną inteligencją. List otwarty w tej sprawie podpisali Musk, Hawking i kilkudziesięciu specjalistów Google




Niekontrolowany rozwój sztucznej inteligencji może prowadzić do naszej zagłady. Pod listem otwartym stawiającym taką tezę podpisali się znani przedstawiciele nauki i biznesu. Wśród nich Elon Musk, Stephen Hawking i liczni naukowcy powiązani z Google.

Future of Life Institute wystosował list otwarty, w którym zarekomendowano sposób podejścia świata naukowego do kwestii sztucznej inteligencji. Naukowcom chodzi nie tyle o przejęcie kontroli nad światem przez "zbuntowanego robota", co niszczący wpływ sztucznej inteligencji na rynek pracy i inne aspekty naszego życia.,

W liście, popartym przez Elona Muska, Stephena Hawkinga, współzałożyciela Skype i kilkudziesięciu naukowców związanych z Google, słyszmy też apel o to, by prace nad sztuczną inteligencją toczyły się w taki sposób, by przyniosło to nam korzyści, a nie stało się pułapką.

"Sztuczna inteligencja musi robić dokładnie to, czego chcemy".
Jedną z osób, która najgłośniej mówi o zagrożeniach płynących z rozwoju tego typu systemów jest Stephen Hawking. W maju zeszłego roku opublikował artykuł, w którym ostrzega przed potencjalnymi konsekwencjami niekontrolowanego rozwoju AI.

Można sobie wyobrazić technologię, która przechytrzyłaby rynki finansowe, przerosłaby możliwościami ludzkich wynalazców, wywiodłaby w pole światowych przywódców i stworzyłaby broń, której nie będziemy nawet w stanie zrozumieć. Podczas gdy krótkoterminowy rozwój sztucznej inteligencji zależy od tego, kto ją kontroluje, na dłuższą metę chodzi o to, czy sztuczną inteligencję w ogóle da się kontrolować.

Zatem w obliczu ewentualnych acz nieprzewidywalnych możliwości i zagrożeń eksperci robią, co mogą, by osiągnąć najlepsze rezultaty, prawda? Błąd. Jeśli przeważająca nad nami obca cywilizacja prześle nam wiadomość: "Przybędziemy za kilka dekad", odpowiemy: "Dobrze, dajcie znać, kiedy dotrzecie, zostawimy wam otwarte drzwi"? Prawdopodobnie nie, ale w mniejszym lub większym stopniu właśnie tak postępujemy ze sztuczną inteligencją. Potencjalnie stoimy w obliczu czegoś najlepszego lub najgorszego w historii ludzkości. Niewiele poważnych badań jest poświęconych temu zagadnieniu. [...] Każdy z nas powinien spytać sam siebie, co można zrobić, jeśli chodzi o sztuczną inteligencję, by osiągnąć korzyści, unikając niebezpieczeństw

Więcej: http://technologie.gazeta...ncja__List.html

NEVIL - Wto Sty 20, 2015 10:45


Świat jak z dawnych lat


Dyskietek wciąż używa amerykańska armia, maszyny do pisania są wykorzystywane przez firmy wojskowe, a płyty winylowe mają z roku na rok coraz więcej fanów. Stare technologie i urządzenia przetrwały w zaskakujących miejscach i nadal przynoszą zyski producentom.



W 1965 r. Gordon Moore, jeden ze współzałożycieli firmy Intel, znanej z produkcji procesorów, zastanawiał się nad szybkością rozwoju swojej branży. Postawił wówczas tezę, że liczba tranzystorów w układzie scalonym będzie podwajać się co roku. Przez 10 lat jego prognoza sprawdzała się, więc Moore’a poproszono o kolejne przewidywania. W 1975 r. Skorygował swoje oczekiwania i założył, że podwajanie tranzystorów będzie następować mniej więcej co dwa lata. W ten sposób Amerykaninowi udało się przejść do historii, bo jego prognoza, znana jako prawo Moore’a, do dzisiaj jest aktualna.

Sam Moore zapewne do końca nie zdawał sobie sprawy, do czego doprowadzi taki niekończący się technologiczny postęp. Z jednej strony jego efektem były i są nieustanne narodziny nowych urządzeń, którymi kuszą nas firmy z całego świata. Równocześnie jednak starsze technologie muszą ustępować miejsca młodszym, a niegdyś popularne sprzęty w szybkim tempie znikają – najpierw ze sklepowych półek, a potem z naszych domów. Jak choćby dyskietka.

Atomowe dyskietki

Gdy w 1998 r. Steve Jobs zdecydował, że nowy komputer firmy Apple nie będzie miał stacji dla dyskietek, wielu użytkowników pecetów pukało się w czoło. Apple zawsze znane było z ekscentryzmu i wybiegania w przyszłość, ale ta decyzja wydawała się wyjątkowo ryzykowna. To prawda, że płyta CD miała wielokrotnie większą pojemność i była znacznie trwalsza, ale dyskietki używane były wciąż powszechnie. Przynajmniej te mniejsze, trzyipółcalowe, bo większe, o wielkości pięciu i jednej czwartej cala straciły już na znaczeniu. To również prawda, że standardowa dyskietka mieściła zaledwie 1,44 megabajta pamięci, była podatna na uszkodzenia i wrażliwa na rozmagnesowanie. Jednak symbolizowała rewolucję, jaką spowodowały osobiste komputery dostępne dla każdego i mieszczące się pod biurkiem, a nie zajmujące cały pokój.

Wkrótce okazało się jednak, że to Steve Jobs miał rację, a jego decyzja była praktycznie początkiem końca poczciwej dyskietki. W 2010 r. koncern Sony ogłosił, że wycofuje się ze sprzedaży tego nośnika pamięci. Kilka innych firm wciąż je produkowało, ale i one stopniowo ograniczały dostawy. Dziś wiemy, że wiadomości o ostatecznej śmierci dyskietki okazały się jednak przedwczesne.

Fakt, zniknęła z wielu domów, a kto jeszcze ma stare programy na dyskietkach, musi do nowego komputera kupować odrębne, zewnętrzne stacje do odczytywania danych. W sprzedaży nadal można znaleźć też nowe, nieużywane zestawy dyskietek, głównie pochodzące ze starych zapasów. To przede wszystkim oferta dla fanów dawnych technologii, bo dziś na dyskietce zmieszczą się tylko pliki tekstowe i skompresowane obrazki, ale na pewno nie piosenka czy film. Jednak nadal można znaleźć miejsca, gdzie bez dyskietek ani rusz.

Zabawne, że to w Stanach Zjednoczonych, kraju uznawanym za lidera technologicznych zmian, stara dyskietka znalazła dla siebie nisze. Potrzebna jest na przykład w Rejestrze Federalnym, urzędowym dzienniku rządu amerykańskiego, który publikuje każdego dnia komunikaty, obwieszczenia i rozporządzenia. Część amerykańskich urzędów wciąż skanuje swoje dokumenty, a następnie wysyła je do Rejestru na dyskietkach. Nie mają dostępu do nowoczesnych szyfrujących systemów poczty elektronicznej, a przez zwykły e-mail, z powodów bezpieczeństwa, niczego przesłać nie mogą. Rejestr Federalny przyjmuje dokumenty na dyskietkach i płytach CD-ROM, ale już nie na nowoczesnych kartach pamięci. Szybkich zmian nie należy się spodziewać, bo amerykańska administracja jest niedofinansowana, a politycy nie chcą jej dać więcej pieniędzy.

Także stare, miękkie dyskietki o dużych rozmiarach nie wyzionęły jeszcze zupełnie ducha. Można je znaleźć w amerykańskich instalacjach wojskowych, zbudowanych w latach 60. i 70. ubiegłego wieku na wypadek wojny jądrowej. Działają w nich ciągle te same komputery, wyposażone w stacje dla dyskietek o wielkości ośmiu cali, i to one właśnie musiałyby zostać wykorzystane, gdyby zapadła decyzja o użyciu groźnych arsenałów. Wojna, w której odpalaniem ładunków miałyby zajmować się przedpotopowe komputery, wygląda komicznie i tragicznie zarazem. Okazuje się jednak, że to technologiczne zacofanie ma dla wojskowych także zalety. Archaiczne urządzenia ze swoimi śmiesznymi dyskietkami nie są podłączone do internetu i nie mają żadnego kontaktu ze światem zewnętrznym. Dzięki temu nie włamie się do nich żaden haker. Na razie nikt nie ma zamiaru zmieniać całego systemu, bo kosztowałoby to gigantyczne pieniądze, a wydatki na amerykańską armię spadają. Producenci dyskietek długo jeszcze będą więc mogli twierdzić, że współodpowiadają za bezpieczeństwo świata.

źródło: http://www.polityka.pl/ty...ie-staroci.read

NEVIL - Sro Sty 21, 2015 12:58

Chcieć to móc. Chińczycy wydrukowali w 3D... dwa gigantyczne budynki





Chińska firma budowlana Winsun udowodniła, że chcieć to móc. Wykorzystując technologię druku 3D stworzyła dwa naprawdę pokaźne budynki, które zaprezentowano wczoraj w Chinach.

Pierwszy z nich to dwupiętrowa willa, drugi jest czteropiętrowym apartamentowcem. W obu przypadkach mury i dach zostały wykonane techniką druku przestrzennego.

Budynki powstały na terenie parku technologicznego Suzhou w Chinach. Dom wydrukowany metodą 3D powstaje w sposób przypominający tradycyjną budowę. Technologia pomaga podnieść efekywność, skraca czas pracy i obniża koszty" - powiedzieł Ma Yihe, twórca "drukarki" użytej podczas tworzenia budynków.
Według Yihe technologia 3D pozwala zaoszczędzić 30-60% materiałów budowlanych i nawet 80% środków przeznaczonych na płace.

Koszt budowy willi o powierzchni 1100 metrów kwadratowych wyniósł zaledwie milion juanów, tymczasem zostanie ona sprzedana za 80 milionów juanów (ok. 47 mln złotych). Oczywiście drukarka 3D nie stworzy całego budynku - wnętrze trzeba wykończyć (na ścianach widać poziome warstwy tworzące ściany), okna, drzwi i inne wyposażenie jest już "tradycyjne".

Skąd tak spore oszczędności? Materiały użyte do "drukowania" budynku pochodzą z odpadów przemysłowych, gruzu. Dzięki temu podczas budowy domu nie powstają praktycznie żadne szkodliwe dla środowiska odpady.

Yihe podkreślił też, że branża eksperymentuje z technologią 3D w budownictwie już od dekady.

"Przeprowadziliśmy sporo testów bezpieczeństwa tych budynków. Nie mamy żadnych obaw w tej kwestii". - stwierdził Yihe.

Chińczycy udowodnili, że tworzenie pokaźnych, wielokondygnacyjnych budynków za pomocą technologii druku 3D jest możliwe i opłacalne. Firma Winsun, która stworzyła oba zaprezentowane kilka dni temu budynki, zapowiada już partnerstwo z firmami z USA, Arabii Saudyjskiej czy Tunezji. To może sprawić, że branżę budowlaną spotka w niedługim czasie rewolucja.

Więcej: http://technologie.gazeta...igantyczne.html

NEVIL - Pią Sty 30, 2015 12:33

Najpierw patrzył w gwiazdy, potem stał się gwiazdą. Stephen Hawking - naukowiec i celebryta


Czy Stephen Hawking jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych współczesnych naukowców tylko dlatego, że jego teorie są tak genialne? Oczywiście, że nie - co najmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, nie jest nieomylny, a po drugie, większość ludzi nie jest w stanie zrozumieć jego dokonań. Dlaczego to akurat on stał się ikoną popkultury?

Roger Penrose razem z Hawkingiem udowodnił twierdzenie o osobliwościach (np. środek czarnej dziury) w ogólnej teorii względności. Penrose - naukowiec z podobnym, jeśli nie większym, wkładem w naukę - został jednak zaledwie trzecioplanowym bohaterem "Teorii wszystkiego", która wchodzi do polskich kin 30 stycznia 2015 roku. To film o Hawkingu, bo on jest nie tylko utalentowanym astrofizykiem, kosmologiem i fizykiem teoretycznym, ale też prawdziwym celebrytą.

Wyścig z czasem

Gdyby nie stwardnienie zanikowe boczne, Hawking pewnie nie byłby tak rozpoznawalny. To schorzenie nieuleczalne, które sprawia, że cierpiący na nie traci kontrolę nad mięśniami. Potem następuje całkowity paraliż i śmierć w wyniku zatrzymania pracy mięśni oddechowych. - A co się stanie z mózgiem? - pyta 21-letni Hawking lekarza, który informuje go o diagnozie w jednej ze scen "Teorii wszystkiego". - Mózg nie ucierpi. Myśli się nie zmienią, tylko nikt ich nie pozna - brzmi odpowiedź...

Maksymalna przewidywana długość życia dla chorych na ALS w momencie, gdy rozpoznano je u Hawkinga, wynosiła zaledwie dwa lata. Dziś jest niewiele dłuższa, to około pięciu lat. 73-letni astrofizyk jest najdłużej żyjącym pacjentem z tą chorobą, od postawienia diagnozy minęło ponad pół wieku. To może wzbudzać ciekawość lekarzy, ale gdyby dotyczyło zwykłego człowieka, pewnie niewiele osób by się nim interesowało. Choruje jednak ktoś, kto przez wielu jest nazywany "jednym z największych umysłów naszych czasów".

Niemal przez całe dorosłe życie Hawking ściga się z czasem, bo nie wiadomo, kiedy przestanie móc wyrażać swoje myśli i zostanie uwięziony w ciele z ciągle sprawnie funkcjonującym mózgiem.

Można zastanawiać się, czy choroba była przekleństwem, czy ułatwiła mu karierę... Dała mu siły czy sposobności? Czarne dziury, temat jego doktoratu podsunięty przez Dennisa Sciamę, miał być dla niego wyzwaniem, pomóc oswoić się z tym, co usłyszał w szpitalu i poradzić sobie z depresją. Późniejsze dokonania także mogły być próbą przeciwstawienia się światu i chorobie, która bez wątpienia pozbawiła go wielu możliwości.

Z drugiej strony, stopniowe i przymusowe odcięcie od otoczenia z powodu utrudnionej komunikacji ze światem zewnętrznym sprawiło, że zamiast skupiać się na domowych obowiązkach czy innych "przyziemnych" sprawach, Hawking mógł większość czasu poświęcić rozmyślaniom naukowym. - Zacząłem myśleć o czarnych dziurach, kiedy kładłem się do łóżka. Moje inwalidztwo sprawia, że jest to bardzo powolny proces, więc miałem wiele czasu - powiedział kiedyś. Być może gdyby nie to, nie miałby dzisiaj na koncie tylu nagród, m.in. Medalu Eddingtona, Orderu Imperium Brytyjskiego czy Medalu Wolności - najwyższego cywilnego odznaczenia państwowego Stanów Zjednoczonych.

Niektórzy zastanawiają się, dlaczego Hawking nie dostał jeszcze Nagrody Nobla. Jedni tłumaczą to tym, że wolą jej fundatora było wyróżnianie odkryć o znaczeniu praktycznym, a teorie podstawowe, którymi zajmuje się brytyjski fizyk, takimi nie są. Inni zwracają jednak uwagę na to, że chociaż Hawking może być jednym z najsławniejszych naukowców w historii, to jego dorobek naukowy jest skromniejszy niż niektórych kolegów po fachu. Także wśród fizyków znajdą się tacy, którzy sugerują, że wpływ na jego popularność ma w dużym stopniu choroba. - Czasem zastanawiam się, czy jestem bardziej znany dlatego, że jestem niepełnosprawny i nieuleczalnie chory, czy jednak bardziej wpłynęły na to moje odkrycia - przyznał zresztą sam Hawking w filmie dokumentalnym z 2013 roku.

Brytyjski astrofizyk, fizyk i kosmolog nie jest nieomylny i nie boi się do tego przyznać. Zmieniał zdanie wielokrotnie, nawet w kwestii najważniejszych głoszonych przez siebie teorii.

Choćby w 2004 roku publicznie potwierdził, że popełnił błąd. Przyznał, że wbrew temu, co głosił wcześniej, informacja trafiająca do czarnej dziury nie znika w niej bez śladu. Doszedł do wniosku, że jego teoria była niezgodna z prawami mechaniki kwantowej. Musiał sprezentować Johnowi Preskillowi, z którym się założył, encyklopedię. Po tym, jak w 2012 roku naukowcy ogłosili, że najprawdopodobniej odkryli poszukiwany od lat 60. bozon Higgsa, nazywany "boską cząstką", był zmuszony pogodzić się z kolejną przegraną. - Założyłem się z Gordonem Kanem z Uniwersytetu z Michigan, że bozony Higgsa nie zostaną znalezione. Chyba właśnie straciłem 100 dolarów - powiedział.

Indeks Hawkinga

- Jeśli nie potrafisz wytłumaczyć czegoś w prosty sposób, to znaczy, że tak naprawdę tego nie rozumiesz - powiedział kiedyś Albert Einstein. Popularnonaukową "Krótką historię czasu", swoją najbardziej znaną publikację, Hawking napisał, kierując się tą zasadą. - Ktoś mi powiedział, że każde równanie, jakie umieszczę w książce, zmniejszy liczbę sprzedanych egzemplarzy o połowę. Postanowiłem wobec tego, że nie będzie żadnych równań - pisał w przedmowie.

Gdyby nie zamieścił w książce jednego (chyba najsłynniejszego wzoru świata): E=mc2, zgodnie z tą teorią mógłby sprzedać dwa razy więcej egzemplarzy, ale i tak "Krótka historia czasu" trafiła do "Księgi rekordów Guinnessa" jako najdłużej utrzymująca się pozycja na brytyjskiej liście bestsellerów - spędziła na niej pięć lat. Wydana w 1988 roku książka w przystępny sposób porusza m.in. temat czarnych dziur i historii wszechświata. Oczywiście nie każdy jest w stanie poradzić sobie nawet z uproszczonymi wywodami Hawkinga. "Krótka historia czasu" stoi jednak nawet na półkach tych, którzy nie wiedzą, co oznacza "c" w jedynym znajdującym się w niej wzorze.

Dzieło Hawkinga jest nazywane "najbardziej nieprzeczytaną książką wszech czasów". Zainspirowało nawet matematyka Jordana Ellenberga z amerykańskiego Uniwersytetu Wisconsin do stworzenia indeksu Hawkinga pokazującego, które tytuły czytelnicy najczęściej kończą, a które tylko zaczynają czytać i porzucają.

Hawking chciał dzięki tej książce podreperować rodzinny budżet nadwyrężony wydatkami związanymi z jego chorobą, a dzięki niej został nie tylko zamożnym popularnym naukowcem, ale prawdziwą gwiazdą. Jego życiem zaczęły się coraz częściej interesować tabloidy. Prasa szczególnie śledziła historię jego drugiego małżeństwa, gdy pojawiły się oskarżenia wobec żony Hawkinga o znęcanie się nad nim. Chociaż rozwiedli się w 2006 roku, fizyk zawsze zaprzeczał, by dochodziło do przemocy.

Sam jednak chętnie dostarcza mediom tematów. Szeroko opisywane były choćby około cztery minuty, które spędził w stanie nieważkości. W 2007 roku znalazł się na pokładzie specjalnie przystosowanego Boeinga 727. Jak zapewnił, to tylko przymiarka przed planowanym lotem w kosmos. Tego marzenia na razie nie udało się jednak spełnić.

Na dużym i małym ekranie

Chociaż dziś jest w stanie wyrazić zaledwie jedno słowo na minutę, jego cięte, niekiedy ironiczne i zdecydowane wypowiedzi często zwracają na niego uwagę. - Jeśli kosmici mieliby nas odwiedzić, efekt byłby podobny do przybycia Kolumba do Ameryki. To nie wyszło na dobre rdzennym Amerykanom - powiedział w 2010 roku. - Zachowanie poczucia humoru było kluczowe dla mojego przetrwania - mówi Hawking. Poza tym, jak sam przyznaje, pociąga go sława i potrafi zadbać o to, by ciągle było o nim głośno nie tylko w środowisku naukowców. Często właśnie poczucie humoru mu w tym pomaga.

Jego charakterystyczna szczupła sylwetka na wózku inwalidzkim, na którym jest zmuszony poruszać się od lat, ma już swoje miejsce w popkulturze. Fizyk ma na koncie m.in. wywiad z komikem Johnem Olivierem, w którym inteligentnie dogryzał prowadzącemu. Pojawił się w serialu "Teoria wielkiego podrywu", którego twórcy wyśmiewają stereotypy dotyczące genialnych, ale społecznie nieprzystosowanych naukowców.

Pozwolił się również zanimować na potrzeby występu w kultowej kreskówce "Simpsonowie", w której groził Homerowi, że przypisze sobie jego teorię o wszechświecie w kształcie pączka. W "Futuramie" użyczył komputerowego głosu... swojej głowie zamkniętej w słoiku (w 1985 roku stracił możliwość mówienia w wyniku powikłań po zapaleniu płuc, porozumiewa się przy wykorzystaniu oprogramowania komputerowego, sterowanego ruchem policzka).

Na przyjęciu promującym premierę "Krótkiej historii czasu", wydanej na wideo, Leonard Nimoy, który zagrał Spocka w "Star Treku", dowiedział się, że Hawking byłby zainteresowany pojawieniem się w tej produkcji. Aktorowi udało się doprowadzić do tego, że naukowiec zagrał w 1993 roku holograficzną symulację samego siebie w serialu "Star Trek: Następne pokolenie". "Spotkał się" na planie z innymi sławnymi fizykami: Izaakiem Newtonem i Albertem Einsteinem.

W tym samym roku zespół Pink Floyd wykorzystał próbki jego komputerowego głosu. Można go usłyszeć w utworze "Keep Talking" wydanym na płycie "Division Bell". Kiedy 7 października 2014 roku Hawking postanowił dołączyć do użytkowników Facebooka i kilkanaście dni później zamieścił na swoim profilu pierwszy wpis, w niecałe 48 godzin zyskał prawie półtora miliona fanów. Dzisiaj ich liczba zbliża się do 2,5 mln, a teraz, gdy "Teoria wszystkiego" ma pięć szans na Oscara i trafia na ekrany kin w kolejnych państwach, ich liczba pewnie znacząco wzrośnie.

"To być może doświadczenie najbliższe podróżom w czasie, w jakim dane mi będzie uczestniczyć - komentował Hawking po londyńskiej premierze "Teorii wszystkiego". - Jesteś bohaterem ważnego filmu i zdajesz sobie sprawę, jak krótkie jest życie, gdy wytną z niego nudne fragmenty... Teraz na serio: jestem zaszczycony, że ten film powstał" - pisał z kolei w listopadzie zeszłego roku. Na każdym kroku komplementuje także Eddiego Redmayne'a, który za rolę w tej produkcji zdobył już m.in. Złoty Glob i jest poważnym kandydatem do statuetki przyznawanej przez Amerykańską Akademię Filmową.

W gabinecie Hawkinga na uniwersytecie Cambridge wisi podobno obraz z dedykacją od reżysera Stevena Spielberga, który napisał: "Ja filmuję gwiazdy. Ty żyjesz pośród nich".

źródło + video: http://kultura.gazeta.pl/...wiazda_.html#MT
===============
O tym wybitnym naukowcu donosiłem już wcześniej w tym temacie, a dokładnie tutaj : Wysłany: Pon Maj 05, 2014 17:14

NEVIL - Pon Lut 09, 2015 15:18

Sprzęt podziała dłużej niż do końca gwarancji? UE walczy z postarzaniem i jednorazówkami


Czy po upłynięciu okresu gwarancyjnego musimy żyć w strachu o to, że sprzęt może zepsuć się w każdej chwili? Wcale nie musi tak być. O zmiany toczy się debata na forum unijnym.

Producenci już prawie 100 lat temu zauważyli, że produkty trwałe są nieopłacalne. Zaczęło się od żarówek, których czas pracy został skrócony z 2,5 tysiąca godzin do tysiąca. Kiedy już skończyło się szaleństwo związane z wprowadzeniem elektrycznego oświetlenia Amerykanie kupowali mniej żarówek, więc produkcja przestała być opłacalna. Tak zwany spisek żarówkowy był pierwszym przykładem planowanego postarzania, które dziś spędza sen z powiek osobom posiadającym… w zasadzie cokolwiek.



Planowane postarzanie jest szczególnie odczuwalne w przypadku sprzętu elektronicznego. Standardem jest wymiana smartfonów co maksymalnie dwa lata, a laptopy nawet z wysokiej półki potrafią odmówić posłuszeństwa dwa miesiące po upłynięciu okresu gwarancyjnego. To samo może zdarzyć się z routerem, aparatem fotograficznym, telewizorem czy lodówką. Obliczanie czasu działania sprzętu jest dziś praktyką tak powszechną, że ogromny podziw budzi 2-letni smartfon albo dżinsy, które nie straciły koloru po pół roku od kupna. A jeśli urządzenie nie zdąży popsuć się w dwa lata, producent może postarać się o zaszycie odpowiedniej „bomby” w oprogramowaniu (podobno robi to firma Apple).

Unia Europejska widzi konsekwencje planowanego postarzania i rozważa podjęcie odpowiednich działań w tej sprawie. Pod koniec 2013 roku Europejski Komitet Ekonomiczno-Społeczny rozpoczął działanie na rzecz całkowitego zakazu planowanego postarzania produktów. Był to pierwszy raz, kiedy instytucja unijna przyjrzała się pozytywnemu wpływowi długo działających urządzeń na ekonomię – możliwości tworzenia nowych miejsc pracy, lepsza ochrona konsumentów, większe zaufanie do produktów i zrównoważony rozwój.

EKES podkreśliła, że w dzisiejszej ekonomii większość towarów przyjeżdża do nas spoza Unii Europejskiej, więc kupowanie więcej wcale nie stymuluje lokalnej gospodarki. Możliwość naprawy za to stworzyłaby nowe miejsca pracy na Starym Kontynencie. Wiele osób nauczyło się żyć z jednorazówkami i za żadne skarby nie podejmie się naprawy samodzielnie, więc specjaliści nie powinni narzekać na zarobki.

Kolejnym argumentem za walką z planowanym postarzaniem jest oczywiście ochrona środowiska. Wymiana zepsutych urządzeń na nowe co 2-3 lata wymaga zużycia dodatkowej energii, generuje więc zbędne zanieczyszczenia i oczywiście kolejną porcję trudnych do przetworzenia i szkodliwych śmieci. Zużycie zasobów wzrosło aż o 50% w ciągu ostatnich 30 lat i jest czterokrotnie wyższe w przeliczeniu na obywatela Unii Europejskiej, niż na mieszkańców bardziej powściągliwych w zakupach krajów afrykańskich.

Komitet stara się o to, by konsumenci zawsze byli informowani o minimalnym czasie „życia” kupowanego produktu, aby sprzęt można było łatwiej naprawiać oraz aby części zamienne były dostępne i rozsądnie wycenione. Kolejną propozycją jest nałożenie na producenta kosztów utylizacji odpadów, jeśli produkty mają przewidywany czas życia krótszy niż 5 lat. Przede wszystkim jednak organizacja walczy z ukrytymi defektami.

W 2014 roku powstał europejski okrągły stół w sprawie postarzania produktów, przy którym zasiadają przedstawiciele różnych sektorów przemysłowych, finansowych, związków handlowych oraz reprezentujących konsumentów. Głos mają również obywatele Unii. Właśnie zakończyło się jego drugie posiedzenie, podczas którego Pascal Durand z Grupy Zielonych zapewnił o przedłużeniu rezolucji w tej sprawie. Część postulatów w tej sprawie może uwzględnić Komisja Europejska podczas prac nad strategią „Ku gospodarce o obiegu zamkniętym: program zero odpadów dla Europy”. Debata Rady Europejskiej i Parlamentu Europejskiego w sprawie opisanych wyżej postulatów odbędzie się jeszcze w tym roku.

Zmiany w prawie nie zostaną wprowadzone od razu, więc czeka nas jeszcze kilka lat życia z „jednorazówkami”, których nawet nie da się otworzyć, nie mówiąc już o wymianie jakiejś części. Jest jednak nadzieja na powrót starych dobrych czasów, kiedy to można było bez obaw kupić laptopa czy radio i nie planować wymiany od razu po rozpakowaniu pudełka.

źródło: http://www.dobreprogramy....News,60890.html

NEVIL - Sob Lut 14, 2015 13:02

To była nasza codzienność w latach '90. A teraz już tylko wspomnienia




Czas płynie nieubłaganie, co sprawia, że lubiane przez nas technologie i usługi przechodzą do historii. Przedmioty znikają, zwyczaje stają się zbędne i przestarzałe - jak słowa, ubrania, piosenki. Nieustanny rozwój sprawił, że wielu rzeczy po prostu już nie robimy. Szczególnie my - korzystający ze smarfonów i tabletów fani nowych technologii. Pamiętacie te usługi i urządzenia?
Zobacz zdjęcia (11)

Więcej: http://technologie.gazeta..._teraz_juz.html

NEVIL - Wto Lut 24, 2015 22:22

Zaczynamy przegrywać z robotami. Jeszcze niedawno tego nie umiały




Badacze pracujący dla Microsoftu opublikowali badania, które dowodzą, że roboty potrafią rozpoznawać obrazy sprawniej niż ludzie. Jak możemy na tym skorzystać?

Badacze pracujący dla Microsoftu opublikowali badania, które dowodzą, że roboty potrafią rozpoznawać obrazy sprawniej niż ludzie. Jak możemy na tym skorzystać?
Wyobraźcie sobie, że pokazujecie komputerowi zdjęcia przedstawiające jakieś codzienne sytuacje - otwieranie listu, muzyka podczas koncertu, wózek widłowy podnoszący ładunek. Czy nie wydaje się fascynujące, że maszyna jest w stanie prawidłowo wskazać jaki przedmiot lub czynność jest przedstawiona na fotografii?

Taką umiejętność - i to w stopniu wyższym, niż ludzie - opanowały roboty tworzone przez specjalistów Microsoftu w ramach "Projektu Adam". Wykorzystując metody "deep learingu" są w stanie analizować kontekst sytuacji, jej detale, "rozumieć", co na danym zdjęciu się dzieje.

O sukcesie "Projektu Adam" donosi Forbes podkreślając, że w niedalekiej perspektywie umiejętności takich robotów będziemy mogli wykorzystać np. do wstawiania wstępnej diagnozy różnych chorób, dobierania składników posiłków czy odróżnianiu przedmiotów bezpiecznych od niebezpiecznych. W Redmond pracują też nad zupełnie innym systemem, który jest w stanie "rozumieć" mimikę ludzkiej twarzy.

Microsoft nie jest jedyną firmą, która rozwija w ten sposób sztuczną inteligencję. Systemy Google "karmione są" nagraniami z YouTube, Amazon dzięki takim pracom jest w stanie przewidzieć, jaki produkt powinien podsunąć nam podczas robienia zakupów w sklepie internetowym.

Tworząc sztuczny mózg

Wszystkie te wysiłki nie są jednak ostatecznym celem naukowców. Celem jest stworzenie maszyny, której funkcjonowanie można by porównać z ludzkim umysłem. Miałaby ona nie tylko potrafić analizować informacje, ale samodzielnie określać brakujące "fragmenty wiedzy". Przełom, do którego dążą badacze to stworzenie samodzielnej maszyny, która wszystkie "zainstalowane" w niej narzędzia, czujniki, dane wykorzystuje do tworzenia własnych wzorców, rozwiązań. Naukowcy będą zadowoleni, jeśli stworzą dzięki temu np. system samodzielnie rozpoznający rodzaj wysypki albo dla przykładu rasę psa.

Tworzenie tego typu systemów może nam pomóc w tych obszarach, gdzie ludzki umysł słabo sobie radzi, albo wymaga gigantycznego zaangażowania. Do czego nas to doprowadzi?

źródło: http://technologie.gazeta...e_niedawno.html

NEVIL - Nie Mar 08, 2015 12:15

Światowe firmy zainteresowane polską cieczą do kamizelek kuloodpornych




Twórcy specjalnej cieczy, która błyskawicznie twardnieje pod wpływem uderzenia i może znaleźć zastosowanie m.in. w kamizelkach kuloodpornych, liczą, że w tym roku uda im się zakończyć proces komercjalizacji wynalazku. Polskim rozwiązaniem interesują się firmy z całego świata.

Twórcy specjalnej cieczy, która błyskawicznie twardnieje pod wpływem uderzenia i może znaleźć zastosowanie m.in. w kamizelkach kuloodpornych, liczą, że w tym roku uda im się zakończyć proces komercjalizacji wynalazku. Polskim rozwiązaniem interesują się firmy z całegNaNad Nad wynalazkiem pracował zespół naukowców z Politechniki Warszawskiej, Wojskowego Instytutu Technicznego Uzbrojenia oraz Instytutu Technologii Bezpieczeństwa Moratex w Łodzi. Opracowany został w ramach projektu "Inteligentne pancerze pasywne z zastosowaniem cieczy reologicznych ze strukturami nano" w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka.

Obecnie stosowane materiały do wytwarzania kamizelek balistycznych charakteryzują się wysoką sztywnością i brakiem elastyczności, co wpływa negatywnie na komfort ich noszenia oraz brak możliwości stosowania ochrony balistycznej na zgięciach rąk, nóg czy samej szyi.

Zdaniem dr hab. Marcina H. Struszczyka, dyrektora ds. naukowych w Instytucie Moratex, zastosowanie cieczy umożliwia polepszenie elastyczności materiałów, a co za tym idzie eliminację tych ograniczeń. To zupełnie inne podejście do projektowania osłon balistycznych, głównie kamizelek kuloodpornych.

- W tym przypadku używamy nie np. włókna, jak do tej pory, ale specjalnie opracowanych cieczy, które pod wpływem uderzenia zmieniają swoją konsystencję, swoją lepkość i stają się twarde - powiedział dr Struszczyk.

W ramach projektu zostały opracowane nowe ciecze. Naukowcy starali się zastosować je w różnych formach poprzez np. nakładanie na tkaniny, na kompozyty polietylenowe oraz w kompozyty elastomerowe tworząc tzw. podkładkę antyugięciową.

W przypadku ostrzału zawsze dochodzi do ugięcia osłony. W niektórych normach dopuszczalne ugięcie wynosi nawet do 4 cm, co np. przy uderzeniu pocisku w rejonie serca, oznacza praktycznie bezpośredni kontakt materiału ochrony balistycznej z narządami wewnętrznymi, grożąc ich urazem, czasami śmiertelnym, bowiem nawet bez przebicia osłony balistycznej pociskiem może dojść do śmierci użytkownika.

- Wprowadzając ciecz zgęszczaną ścinaniem staraliśmy się uzyskać efekt maksymalnej absorpcji energii uderzenia, tak aby zmniejszyć chwilową deformację osłony. Udało się nam to zrobić w 70 proc., czyli nie będzie to już 4 cm ugięcia, a zaledwie 1 cm. W ten sposób udało się zmniejszyć ewentualne ryzyko uszkodzenia organów wewnętrznych - dodał dyrektor naukowy Morateksu.

Dodatkowo, poprzez odpowiednie ukształtowanie podkładki antyugięciowej, udało się wprowadzić element tzw. kanału termicznego wewnątrz kamizelki, który ma zwiększać komfort termiczny jej użytkowania.

Opracowana przez polskich naukowców rozwiązanie może mieć zastosowanie wszędzie tam, gdzie materiał będzie miał za zadanie maksymalne rozproszenie energii. Może być stosowany m.in. w kamizelkach kuloodpornych, ale także np. w odzieży sportowej, ochronach przeciwuderzeniowych, w podkładach stosowanych przy budowie mostów, czy w zderzakach montowanych w pociągach.

Dr Struszczyk przyznaje, że wynalazek jest obecnie w końcowej fazie komercjalizacji. - Myślę, że do końca tego roku uda nam się go skomercjalizować. Mogę powiedzieć, że rozwiązaniem zainteresowane są firmy nie tylko europejskie, ale też światowe - podkreślił.

źródło: http://finanse.wp.pl/kat,...,wiadomosc.html

NEVIL - Wto Mar 10, 2015 11:53

Słoneczny impuls wystartował


Pierwszy etap jednego z najbardziej niezwykłych dokonań ostatnich lat zakończył się sukcesem. Słoneczny samolot działa prawidłowo i jest szansa, że wypełni swoją misję.



Pierwszy lot balonem, pierwszy lot samolotem, pierwszy start rakiety kosmicznej – te dokonania człowieka przeszły do historii i wyznaczyły ważne kierunki rozwoju cywilizacji technicznej. Tak może być również teraz. W poniedziałek wcześnie rano pilotowany przez biznesmena i pilota Andre Borschberga samolot napędzany wyłącznie energią słoneczną wzbił się w powietrze i przeleciał odcinek 400 km. Bez przeszkód.

Celem jest epicki przelot dookoła świata w czasie około pięciu miesięcy. Pilotów będzie dwóch: poza wspomnianym Borschbergiem także słynny łowca przygód i baloniarz Bertrand Piccard. To on w 1999 r. wraz z Brianem Jonesem w balonie Breitiling Orbiter 3 obleciał kulę ziemską w locie non stop. Rodzina Piccarda ma wielkie tradycje w przełamywaniu barier: jego ojciec Jacques Piccard w 1960 w batyskafie Triest zszedł na największą głębokość morską w historii, a dziadek Auguste Piccard w 1931 r. jako pierwszy człowiek wzniósł się balonem do stratosfery.

Budowę samolotu słonecznego Solar Impulse rozpoczęto w 2008 r. w Szwajcarii i zaangażowały się w nią takie potęgi jak Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) czy Deutsche Bank. Samolot odbył już kilka lotów – w Europie i w Stanach Zjednoczonych – głównie testowych, na przykład mających sprawdzić, czy możliwe jest latanie samolotem napędzanym wyłącznie ogniwami fotowoltaicznymi nocą.

Zbudowano też symulator lotów takim pojazdem, stworzono centrum dowodzenia lotem, powołano ekipę techniczną, która ma na ziemi towarzyszyć przelotowi Solar Impulse 2 w przestworzach – wszystko po to, by ruszyć do lotu dookoła świata. Ten lot właśnie się zaczął. Samolot przeleci 35 tys. km i będzie miał oczywiście przystanki, w trakcie których wymienią się piloci, ekipy techniczne zbadają jego stan i gotowość do dalszych etapów podróży, a potem czekają go aż dwie wielkie przeprawy – Przez Pacyfik i Atlantyk. Ponieważ jego prędkość nie jest duża (maksymalnie ok.130 km/h), przez każdy z oceanów będzie leciał non stop mniej więcej przez pięć dni i pięć nocy. Jak samotni piloci tego dokonają?

Samolot, jednoosobowy wolnonośny górnopłat napędzany czterema silnikami elektrycznymi, waży 2,5 tony, jest wykonany w znacznej części z włókien węglowych i ma rozpiętość skrzydeł... bagatela – 72 m. To niemal rozpiętość Airbusa A380. Skrzydła w całości pokryte są monokrystalicznymi ogniwami fotowoltaicznymi, które uzyskaną ze słońca energię przetwarzają na elektryczność napędzającą silniki. Znaczna część energii będzie magazynowana w litowo-jonowych bateriach, które zasilą samolot w trakcie nocnych przelotów.

Jednak Piccard i Borschberg mają poza wyczynem technicznym i przygodą jeszcze jeden cel przed sobą, być może najważniejszy. Przelot Solar Impulse 2 dookoła świata ma być wezwaniem ludzkości do rewizji dotychczasowej polityki energetycznej. Ma promować czyste metody pozyskiwania energii, a więc nie z paliw kopalnych, lecz odnawialnych – Słońca, wiatru, wody.

W idei tej nie chodzi o oszczędności czy po prostu nowoczesność, nie chodzi nawet o to, że zasoby kopalne w końcu ulegną wyczerpaniu i musimy już dzisiaj szukać źródeł zastępczych – lecz o coś znacznie ważniejszego. Chodzi w niej o sam świat, który jest już zbyt zatruty i zniszczony, by można było w nim dalej eksploatować kopaliny i w nieskończoność degradoqwać środowisko. Misja Solar Impulse 2 jest więc swoistym krzykiem o to, by ludzie wreszcie spojrzeli na Ziemię jak na swój dom, którego nie da się wymienić na inny. Zapasowego domu nie ma. Taka misja, choć dopiero wystartowała, być może już odniosła sukces.

źródło: http://www.polityka.pl/ty...rgetycznej.read

Czytaj też: http://technologie.gazeta...tartowal_w.html

NEVIL - Sro Kwi 01, 2015 12:29

Samolot o napędzie słonecznym kontynuuje lot dookoła świata




Solar Impulse 2 wylądował we wtorek nad ranem w środkowych Chinach kończąc kolejny etap historycznego lotu dookoła świata. Jego celem jest propagowanie stosowania odnawialnej energii.

Samolot, pilotowany przez szwajcarskich pilotów Bertranda Piccarda i Andre Borschberga, wystartował z Mandalaj, w Birmie i po 20-godzinnym locie wylądował w chińskim mieście Chongqing.

Więcej: http://www4.rp.pl/artykul...la-swiata.html#

NEVIL - Pią Kwi 10, 2015 17:21

10 gadżetów z dawnych lat, których dziś nikt by nie chciał. Miałeś jeden z nich?




Tamagotchi

Elektroniczna zabawka z Japonii, która szturmem zdobyła świat pod koniec lat 90. Zasada jej działania była prosta – na schematycznym wyświetlaczu LCD, jakością przypominającym te stosowane w tanich zegarkach elektronicznych, pojawiało się narysowane z najwyżej kilkudziesięciu pikseli stworzonko. Użytkownik musiał je karmić, zabawiać i dbać o jego dobro, w razie zaniedbania obowiązków ryzykując śmierć wirtualnego malucha. Skąd wzięła się olbrzymia popularność tego gadżetu – nie wiemy. Może były one zwiastunem tego, jak wielki jest rynek na przenośną elektroniczną rozrywkę?

Więcej: http://tech.wp.pl/gid,17439400,page,1,galeria.html

NEVIL - Sob Kwi 11, 2015 11:47

Komentarz:

~ciekawski
-
a patrząc na babę można ją widzieć bez ubrania ?
================================

W tych okularach patrzysz przez "ściany"!


Wśród osób interesujących się nowymi technologiami nie ma chyba takiej, która nie słyszałby o Google Glass.



Śladami kolegów z Google idą właśnie inżynierowie Mini. Na rozpoczynającym się już za kilka dni salonie motoryzacyjnym w Szangchaju, Brytyjczycy zaprezentują nietypowe okulary o nazwie MINI Augmented Vision.

Okulary serwujące posiadaczowi tzw. "rozszerzoną rzeczywistość" to wynik pracy niemieckich naukowców z BMW, które od lat jest właścicielem brytyjskiej marki. Zdaniem konstruktorów MINI Augmented Vision pozwala na "inteligentną komunikację między człowiekiem i maszyną".

W dużym uproszczeniu nowe okulary przypominają wyświetlacz typu HUD noszony na twarzy. Oznacza to, że ważne dla kierowcy informacje wyświetlane są bezpośrednio w polu widzenia, ale nie przesłaniają one innych uczestników ruchu. W czasie jazd kierowca informowany jest np. o prędkości jazdy czy aktualnych ograniczeniach. Okulary wyświetlają też komunikaty nawigacji bezpośredni "na drodze", potrafią również wskazać kierowcy wolne miejsce parkingowe oraz - wyświetlając specjalną ikonkę - poinformować go o otrzymaniu wiadomości tekstowej.

Najciekawszą funkcją jest możliwość kreowania sztucznej rzeczywistości. Na podstawie obrazu rejestrowanego przez pokładowe kamery okulary są w stanie wyświetlać to, co znajduje się poza "naturalnymi" przeszkodami, takimi jak słupki, deska rozdzielcza czy drzwi.

Czytaj więcej na http://motoryzacja.interi...ampaign=firefox

NEVIL - Pon Kwi 13, 2015 12:56


Raport: Czas użytkowania telewizorów i lodówek coraz krótszy. Wina producentów?




Niemieccy badacze mają dowody, że producenci elektroniki celowo produkują sprzęt, który szybko się psuje.

W 1932 r. amerykański ekonomista Bernard London wydał broszurę, w której o problemy gospodarki obwiniał konsumentów "używających starych samochodów, starych aparatów radiowych i starych ubrań o wiele za długo". To wskutek tego magazyny i hurtownie miały pęcznieć od nowych towarów, których nikt nie chciał kupować. London proponował przymusowe ograniczenie czasu używania różnych produktów.

80 lat po wydaniu broszury wizja Londona się spełnia.

"Słuchawki pękły miesiąc po gwarancji"; "Aparat fotograficzny padł 4 dni przed końcem gwarancji"; "Słuchawka telefonu zepsuła się kilka miesięcy po gwarancji" - to tylko kilka opinii dzisiejszych użytkowników elektroniki.

Zwiększona produkcja przekłada się na ilość wytwarzanych śmieci. Na świecie według danych Greenpeace wytwarza się rocznie ok. 20-50 milionów ton śmieci elektronicznych. Trzy lata temu tę liczbę szacowano na niecałe 8 milionów ton. Według informacji Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Polsce w 2013 r. zebrano 171 tys. ton elektroodpadów. Dla porównania - w tym czasie kupiony przez Polaków sprzęt elektroniczny ważył blisko 500 tys. ton.

Alarmujący raport w tej sprawie wydała ostatnio niemiecka Federalna Agencja Ochrony Środowiska, czyli centralny urząd administracji rządowej ds. ochrony środowiska. Naukowcy pracujący na jej zlecenie twierdzą, że szczególnie skrócił się czas użytkowania telewizorów, lodówek i zmywarek.

Telewizor żyje coraz krócej

Jak to się wyraża w liczbach? Według autorów badania średni czas użytkowania telewizora kineskopowego wynosił 10-11 lat. Płaskie telewizory wytrzymują 5-6 lat. W 2004 r. lodówka wymieniana z powodu całkowitego uszkodzenia miała średnio około 15,5 roku, w 2013 r. - 14 lat. Jeśli chodzi o notebooki, to żyją one około 5-6 lat, jednak zmienia się powód, dla którego użytkownik wymienia sprzęt. Jeśli w 2004 r. w blisko 70 proc. przypadków przyczyną była chęć kupienia nowego, "mocniejszego" sprzętu, to w 2013 r. z tego powodu sprzęt wymieniła tylko jedna czwarta przebadanych użytkowników. Tyle samo musiało wymienić sprzęt ze względu na nienaprawialną wadę. Niewiele? W 2004 r. tylko 5 proc. klientów miało taki problem.

Maria Krautzberger, szefowa Federalnej Agencji Ochrony Środowiska: - Kiedy zajmowaliśmy się zużyciem produktów elektronicznych, znaleźliśmy kilka powodów tego, że tak się dzieje. Jednym z nich może być planowe postarzanie produktów.

W samym raporcie nie ma co prawda konkretnych zarzutów wobec producentów ani branż. Te mają się pojawić dopiero pod koniec roku, kiedy Niemcy opublikują pełną wersję raportu. Jej autorzy mają się zająć głównymi przyczynami awarii i ujawnić, czy i jak producenci wpływają na żywotność sprzętu.

Producenci: To mit

Producenci elektroniki twierdzą jednak, że postarzanie produktów to problem wyssany z palca.

- Jest to jeden z najbardziej rozpowszechnionych w opinii publicznej mitów odnośnie do elektroniki użytkowej - mówi Michał Kanownik ze Związku Importerów i Producentów Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego. - Wszystkie urządzenia są teraz znacznie bardziej skomplikowane niż kilkanaście lat temu. Producenci inwestują ogromne nakłady, aby poprawiać jakość. Z punktu widzenia ekonomii brak jest racjonalnych powodów, by celowo niszczyć sprzęt - twierdzi.

Podobnie uważa Olaf Krynicki z Samsunga, według którego sprzęt, który produkuje jego firma, ma służyć klientom przez wiele lat.

A pytania o planowe psucie?

- Nie planujemy czegoś takiego. Nie wyliczamy, że dany sprzęt ulegnie awarii konkretnego dnia. To jest niemożliwe.

Awarie, może nieplanowane, ale jednak są. Takie jak np. u pani Wioletty, której historię opisywała lubelska "Wyborcza". Nowy telefon już kilka dni po zakupie zawieszał się, zacinał i sam wyłączał. Pomimo kilku napraw problemy za każdym razem się powtarzały.

Testerzy: Dowodów nie ma

- My, testując produkty, nie odkryliśmy dowodów na istnienie planowego postarzania produktów - mówi Piotr Koluch z fundacji Pro-Test, która na co dzień testuje różnego rodzaju sprzęt. Znalezienie takich dowodów zajęłoby masę czasu i nie wiadomo, czy w ogóle byłoby możliwe.

Dlaczego w takim razie sprzęty szybciej się psują?

- Sprzęt jest coraz bardziej zaawansowany technologicznie, natomiast materiały, z których jest on wykonany, są coraz bardziej tandetne. Na przykład w zmywarkach części metalowe zastępowane są plastikiem, często słabej jakości. Podobnie jest na przykład z odtwarzaczami CD - zmiana części metalowej na plastikową może skutkować tym, że szufladka na płyty przestanie się otwierać - opowiada Koluch.

Producenci tną koszty i chcą produkować jak najszybciej i jak najtaniej. I każdy z nich wie, co zrobić, żeby sprzęt działał krócej.

Ludzie lubią kupować nowe

Teraz nie opłaca się naprawiać produktu - robocizna i części zamienne są horrendalnie drogie - więc taniej jest kupić nową rzecz. - Kiedyś wyglądało to inaczej - sam mam w domu radio, które działa od ponad 35 lat i ma się bardzo dobrze. Dawniej na rynku było mniej urządzeń, więc były one tworzone tak, by działały latami - mówi Koluch.

Jednak jego zdaniem ludzie nie chcą sprzętu, który będzie działał bezawaryjnie przez kilkanaście lat. Takim przykładem są komórki, które zmieniamy średnio co dwa lata, i nie wyobrażamy sobie, żeby powrócić do dawniejszego modelu. Ludzie chcą podążać za nowinkami i sam nie wiem, czy chciałbym mieć w domu telewizor, który wytrzyma 20 lat - dodaje.

Bruksela się odgraża, Francuzi działają

Janez Potocnik, komisarz UE ds. środowiska we wrześniu 2013 r. twierdził, że walka z "planowym postarzaniem" będzie jednym z jego głównych celów. Jednak od tego czasu niewiele się zmieniło. Dyskutuje o tym Komitet Ekonomiczno-Społeczny UE, czyli organ doradczy Komisji Europejskiej.

Skuteczniej działa rząd Francji. W marcu tego roku weszła tam w życie ustawa, która nakaże producentom informowanie konsumentów, jak długo będą produkowane części zamienne do sprzętu, który właśnie sprzedają. Brak takiej informacji zostanie ukarany grzywną do 15 tys. euro. Zdaniem francuskich parlamentarzystów pozwoli to na przewidzenie przez konsumentów cyklu życia produktów i podejmowanie przez nich świadomych decyzji. Ustawodawcy wierzą, że przepisy wymuszą na producentach wydłużenie życia produktów.

Polak ma prawo przez dwa lata


Co może zrobić konsument, który stwierdził, że jego produkt zepsuł się przed upływem terminu gwarancji? Odpowiada Michał Herde, prezes warszawskiego oddziału Federacji Konsumentów.

- Obecnie sprzedawca odpowiada, jeżeli konsument stwierdzi wadę przed upływem dwóch lat od wydania produktu. Wadą może być także właściwość polegająca na takim skonstruowaniu rzeczy, aby funkcjonowała prawidłowo tylko przez pewien czas. O tej właściwości sprzedawca powinien konsumenta powiadomić. Tę okoliczność jednak konsument musiałby umieć udowodnić.

źródło: http://wyborcza.biz/bizne...k_coraz.html#MT

moniaxx - Pon Kwi 13, 2015 14:47

A nikt tu nie uwzględnił takich kamerek jak na http://www.lc-security.pl...mery/index.html
Czy one też będą działać coraz krócej czy to raczej powinien być niezawodny i odporny sprzęt na uszkodzenia?

NEVIL - Pon Kwi 13, 2015 17:02

moniaxx, ja rozumiem to tak, że Twój post to jest zakamuflowana reklama kamer, ale nie rób tego więcej, bo będę usuwał.
NEVIL - Sro Kwi 29, 2015 19:13

Komentarz:

cmok_wawelski

Polacy byli nielicznymi 'Demoludami', ktorzy wyjezdzali na 'Zachod'. Jako 'Zachod' mozna bylo tez rozumiec kraje typu Turcja czy nawet 'Jugoslawia' (ktora jednak nie byla 'bratnia'). Albo nawet Indie.
Wyjazdy 'turystyczne' wymagaly kasy (obcej) i pomyslu. Brak kasy (obcej) zastepowalo sie
wlasnie sprzetem 'made in Poland. Ilezto tych suszarek i innego badziewa 'na licencji Grundig' dzielni polsky turysci wyeksportowali w swiat to tylko byli celnicy wiedza. Sam zatargalem maszyne do szycia Lucznik (licencja Singer) i maszyne do pisania Lucznik do...Indii. Czlowiek czuil sie jak Marco Polo.


============================

Technohity epoki PRL




Niektórzy z naszych czytelników doskonale pamiętają te sprzęty. Inni widzieli je na strychu, w piwnicy, albo tylko na zdjęciu. Dziś trudno uwierzyć, że oglądaliśmy czarno-białą telewizję na 12 calowym, wypukłym ekranie. Telewizor Neptun to jednak nie jedyny hit epoki PRL.

Więcej + foto: http://technologie.gazeta..._epoki_PRL.html

NEVIL - Czw Cze 04, 2015 21:37

Komentarze:

~Adam :

Gdyby nie grupy walniętych polityków i lobby Arabskie już dawno świat by używał innych energii! Tak blokada i stop! Co by robili 'biedni' nagle szejkowie arabscy i politycy ich wspierający za łapówy? No co? Nawet gdyby na tym świecie zostało tylko trzech ludzi to i tak;jeden by chciał rządzić drugi nic nie robić tylko mieć a trzeci byłby zmuszony na tych dwóch pracować! Tak wspaniale jest zrobiona ta "najwyższa' rozumna istota zwana Homo Sapiens!

--------------------
~inżynier Cyrus Smith :

Lubie Muska ale tez czekam az Chińczycy zaczna produkowac auta i miejskie autobusy napedzane ... deszczówką :) Generalnie wodą . Pzrewidział to Verne w bestsselerowej ''Tajemniczej wyspie'' pisząc ze tlen i wodór to paliwo przyszlosci, które zniszczy węgiel,

====================

Elon Musk: szaleniec czy geniusz?



Pomysły amerykańskiego wizjonera do niedawna traktowane były bardziej jak fanaberie niż realne innowacje. Musk uparcie chce jednak zmieniać świat i dobrze wie, jak na tym zarobić




Elon Musk ma genialny charakter – twierdzi Kazuhiro Tsuga, szef Panasonica, który na spółkę z firmą Muska, Tesla Motors, buduje w Newadzie gigantyczną fabrykę. Będą w niej produkowane pakiety akumulatorów przeznaczonych do elektrycznych aut. Fabryka ma być ukończona za pięć lat, gdy Tesla ma już ich sprzedawać pół miliona, czyli 10 razy więcej niż do tej pory.

Już za rok ma być urzeczywistniona inna wizja Muska – superszybki pociąg przyszłości, który ma przewozić ludzi za darmo. Naddźwiękowa kolej będzie bowiem generować spore nadwyżki energii, sprzedawane później do sieci energetycznej. Nad projektem pracuje ponad 350 profesjonalistów z 21 krajów, a kilkuset inwestorów już zdecydowało się wyłożyć na niego 16 mld dolarów.

Więcej: http://csr.forbes.pl/elon...195329,1,1.html

NEVIL - Nie Cze 07, 2015 12:15

Domowa elektrownia z dotacją czy bez? Pytania i odpowiedzi do ustawy o OZE




Osoby, które chcą produkować prąd we własnym ogrodzie, zastawiają się, czy lepiej będzie skorzystać z dotacji na budowę przydomowej elektrowni czy z gwarantowanych cen. Ale zanim zaczniemy kalkulację, rozejrzyjmy się dookoła posesji. Bo jeśli nie mamy sąsiadów, to firmy mogą odmówić przyłączenia naszej mikroinstalacji do sieci.

Niedawno przygotowaliśmy symulację, która pokazuje, na jakiej zasadzie będzie można sprzedawać prąd do sieci. Dzięki nowym przepisom - dziś już wiadomo, że wejdą w życie, bo prezydent podpisał ustawę - koszt inwestycji w małą przydomową elektrownię ma się zwracać po ośmiu-dziewięciu latach.

Wszystko dzięki gwarantowanym taryfom na odsprzedaż niewykorzystanej energii elektrycznej. Dla instalacji do 3 kW (taką moc powinny dać panele słoneczne, które zajmą 19 m kw.) - ma to być 75 gr za 1 kWh przez 15 lat. Po publikacji dostaliśmy dużo pytań ws. tego, jak będzie działała nowe ustawa. Publikujemy odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania.

Ile wyniosą gwarantowane ceny odkupu energii?


Więcej: http://wyborcza.biz/bizne...odpowiedzi.html

NEVIL - Wto Cze 16, 2015 21:26

PKO BP chce identyfikować klientów po głosie, twarzy i naczyniach krwionośnych


Wkrótce może się okazać, że hasła dostępu czy kody PIN nie będą nam do niczego potrzebne. Klient banku będzie mógł wypłacić pieniądze z bankomatu na podstawie analizy naczyń krwionośnych dłoni lub analizy głosu. A miła pani w placówce bankowej, nawet jeśli poprosi o podpis, nawet na niego nie spojrzy, bo ważna będzie nie parafka na dokumencie, ale sposób, w jaki trzymamy długopis.



Taka wizja to wcale nie jest kwestia odległej przyszłości – zapowiada największy w Polsce bank. Konsorcjum PKO BP, Politechniki Gdańskiej i firmy Microsystem przedstawiło właśnie pierwszy w Polsce system, który w sposób kompleksowy sprawdzi tożsamość użytkownika, wykorzystując jednocześnie kilka mechanizmów biometrycznych. Mówiąc po ludzku, każdy klient banku sam stanie się swoim indywidualnym i niepowtarzalnym hasłem, kodem i kluczem dostępu do usług bankowych. Pierwsze testy już w 2017 roku.

Bezpieczeństwo tkwi w naszym ciele


System ma identyfikować klienta na podstawie kilku elementów. Pierwszym z nich jest układ naczyń krwionośnych dłoni. Układ ten będzie rejestrowany bezdotykowo za pomocą podczerwieni. Ma to być bardziej bezpieczne rozwiązanie niż odciski palców, które przecież można skopiować i wydrukować w technice 3D, bo w takiej sztucznej „ukradzionej” dłoni nigdy nie popłynie krew.

Drugim elementem, który wchodzi w skład systemu biometrycznych zabezpieczeń, jest kształt twarzy. Zaniepokojonym bank od razu odpowiada: nie będziemy przechowywać zdjęć naszych klientów. Fotografia laserowa twarzy będzie miała postać struktury trójwymiarowej zamienianej na wykres oddający indywidualne rysy twarzy każdego człowieka. Nie więc ma szans, żeby ktokolwiek rozpoznał nas na takim zdjęciu.

Bank będzie również używał analizy głosu do identyfikacji klientów i, podobnie jak w przypadku wizerunku, nie chodzi o to, żeby przechowywać w bazie danych próbki naszego głosu. Próbka emitowanego głosu ma posłużyć jedynie do odtworzenia kształtu naszych organów głosowych.

Ostatnim i kluczowym elementem będzie biometryczny długopis skonstruowany przez naukowców z Politechniki Gdańskiej. Zawiera on czujniki ścisku, nacisku, kąta nachylenia i szybkości ruchów wykonywanych przy pisaniu. Dzięki temu można analizować nie tylko sam podpis, ale również proces jego składania.

Przedstawiciele banku podkreślają, że zebrane na stanowisku bankowym dane będą służyć klientowi nie tylko w placówce bankowej, ale również w kanałach zdalnych, a specjalny długopis umożliwi podpisywanie dokumentów bankowych bez konieczności odwiedzania placówki bankowej.

Bankowy „matrix” już w przyszłym roku

– Po raz pierwszy jesteśmy w takiej sytuacji, że nie mamy czego kopiować, bo to my wymyślamy innowacyjne rozwiązania, którymi możemy się pochwalić na świecie – mówił podczas konferencji prasowej Piotr Alicki, wiceprezes PKO BP odpowiedzialny za IT.

Tak rozbudowany system zabezpieczeń biometrycznych to jednak nie tylko wyścig na innowacyjność, to przede wszystkim większe bezpieczeństwo klientów banku i ograniczenie możliwości wykradania tożsamości. Jednocześnie taki system da możliwość integracji z elektronicznym systemem obrotu dokumentami jak na przykład paszport biometryczny czy dowód osobisty.

PKO BP podkreśla, że na razie jest to wciąż jeszcze projekt badawczy, a nie wdrożeniowy. Jednak na zaawansowanym etapie rozwoju. W przyszłym roku bank planuje stworzenie stanowisk testowych, a w 2017 roku przeprowadzenie testów systemu w 60 oddziałach na próbie 10 tys. klientów.

Koszt? 9,8 mln zł. 5,5 mln zł wykłada PKO BP, Politechnika Gdańska 2,2 mln zł, a firma Microsystem 2,15 mln zł. Swój udział ma również Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, które dofinansowało projekt kwotą 3,6 mln zł.

Na razie multimodalny system biometryczny tworzony jest na potrzeby PKO BP, ale uczestnicy konsorcjum mają nadzieję na jego szerokie zastosowanie, nie tylko przez inne banki. Łatwo można sobie wyobrazić jego zastosowanie w administracji publicznej lub szkolnictwie.

Czy ktoś będzie mógł nam ukraść tożsamość?

O ile rozwiązania wyglądają imponująco, o tyle mogą budzić obawy o przechowywanie tylu danych sensytywnych przez instytucję finansową. Ostatni przykład włamania się hakera do serwera Plus Banku i ujawnienia wrażliwych danych klientów pokazuje, że bankowe serwery też nie są najbezpieczniejszym miejscem na świecie, a gromadzenie takiej ilości danych może nieść duże ryzyko.

– Dane biometryczne nie będą przechowywane w formie pierwotnej, będą one natychmiast zamieniane na dane alfanumeryczne. Nie będziemy przechowywać wizerunku klientów, ich nagranego głosu, czy gotowego wzoru podpisu. Będziemy z tych próbek wyławiać cechy dystynktywne i dopiero te dane, opisane bardzo skrótowo, przechowywać. Trudno sobie zatem wyobrazić, żeby nawet włamanie to takiej bazy danych pozwalało przestępcy na ich nielegalne wykorzystanie – wyjaśniał prof. Andrzej Czyżewski z Politechniki Gdańskiej.

Przedstawiciele banku dodają, że odtworzenie głosu czy wizerunku klienta z danych przechowywanych za serwerze wymagałoby dostępu do całego łańcucha systemu, od długopisu biometrycznego, który będzie w placówkach banku, po system informatyczny, który te dane szyfrował, a którego nie da się zainstalować na komputerze nienależącym do banku.

źródło: http://biznes.onet.pl/wia...onosnych/zxx4ml

Boyer - Sro Cze 17, 2015 16:38

Może już ktoś widział:

http://innpoland.pl/11796...pulowac-obrazem

Gdańska firma opracowała nową technikę umożliwiającą wyświetlanie obrazu 3D bez potrzeby używania specjalnych okularów i hełmów. Co więcej, urządzenie wyposażone jest w interaktywny interfejs, który pozwala na manipulowanie wyświetlanymi obiektami w czasie rzeczywistym. Takiej technologii obecnie nie stosuje się nigdzie na świecie.

NEVIL - Czw Cze 25, 2015 10:22


Samolot słoneczny gotowy do kontynuowania podróży dookoła globu



Samolot Solar Impulse 2 z napędem słonecznym jest gotowy do lotu, jednak ze względu na niekorzystne warunki pogodowe będzie musiał poczekać na start - powiedział pilot maszyny Andre Borschberg. Na dobrą pogodę może jednak czekać kilka tygodni.




Ze względu na złą pogodę samolot 1 czerwca samolot musiał lądować w japońskim mieście Nagoya. Według planu maszyna miała przelecieć z Nankinu w Chinach na Hawaje, czyli pokonać ponad 8,5 tys. km.

Borschberg powiedział, że sytuację komplikuje front atmosferyczny, który rozciąga się od Alaski aż po Tajwan.

- Oczywiście nie chcemy podejmować zbędnego ryzyka i chcemy tam (na Hawaje) bezpiecznie dotrzeć. (...) Front przypomina ścianę. Jest tam zbyt dużo chmur. Musimy w tej 'ścianie' znaleźć słabe strony, aby móc polecieć - wyjaśniał pilot dziennikarzom w Tokio.

Przelot nad Pacyfikiem jest uważany za najbardziej niebezpieczny etap podróży Solar Impulse 2 dookoła świata. Samolot ten nie leciał dotąd nad oceanem i nie pozostawał w powietrzu dłużej niż przez 24 godziny.

Historyczny lot dookoła świata Solar Impulse 2 rozpoczął 9 marca w Abu Zabi. Trasę podzielono na kilkanaście etapów. Planowane przystanki są przeznaczone na odpoczynek pilotów - Borschberga i Bernarda Piccarda - przegląd samolotu i kampanię na rzecz czystej energii.

Samolot jest wyposażony w ponad 17 tys. ogniw fotowoltaicznych, pokrywających jego skrzydła o długości 72 metrów. To niemal tyle, ile rozpiętość skrzydeł Airbusa A380.

Energia z ogniw fotowoltaicznych jest magazynowana w akumulatorach litowo-jonowych, które zasilają cztery silniki elektryczne. Solar Impulse 2, zbudowany z włókien węglowych, waży 2,3 tony. Jego prędkość maksymalna to 140 km/h, a pułap praktyczny - 8500 metrów. Lekka waga sprawia, że jest bardzo narażony na kaprysy pogody i prądy powietrza.

Solar Impulse 2 jest następcą pierwszej tego rodzaju maszyny, Solar Impulse 1, która m.in. odbyła wieloetapowy lot przez Stany Zjednoczone w 2013 roku.

źródło + video : http://wiadomosci.wp.pl/k...,wiadomosc.html

NEVIL - Sob Lip 04, 2015 08:32

Solar Impulse 2 na Hawajach




Samolot zasilany wyłącznie energię słoneczną przeleciał nad Pacyfikiem. Po 118 godzinach w powietrzu wylądował na Hawajach.

Za sterami siedział Andre Borschberg, który podczas tej podróży pobił również rekord najdłuższego lotu samolotu napędzanego energią słoneczną oraz lotu bez tankowania. Solar Impulse 2 wystartował z Japonii i musiał pokonać ok. 8 tys. km. Po drodze napotkał fronty atmosferyczne, które dodatkowo wydłużyły podróż.

Na lotnisku Kalaeloa na Solar Impulse 2 czekał - obok ogromnego zespołu naziemnego - również drugi pilot i pomysłodawca całego przedsięwzięcia - Bertrand Piccard. To on wsiądzie do ciasnego kokpitu samolotu w kolejnym etapie podróży z Hawajów do Phoenix, już w kontynentalnych Stanach Zjednoczonych. Ten lot może trwać cztery dni i cztery noce.

Później nietypowy pojazd i jego piloci skierują się do Nowego Jorku, a stamtąd przez Atlantyk do Abu Zabi. W ten sposób zamkną pętlę i oblecą świat dookoła bez zużycia kropli paliwa.

Historyczny skok z Japonii na Hawaje sprawił ekipie Solar Impulse 2 spore problemy. Samolot był uziemiony najpierw w Chinach, a później w Japonii, w Nagoji. Złe warunki pogodowe groziły awarią delikatnego samolotu, przerwą w ładowaniu paneli słonecznych i katastrofą. Solar Impulse 2 ma rozpiętość skrzydeł przekraczającą 70 metrów. Są pokryte 17 tys. baterii słonecznych. Z jednej strony pozwala to mu latać ze stosunkowo niewielką prędkością i zużywając mało energii, z drugiej - wymaga dobrej pogody i niezbyt porywistych wiatrów.

Następny etap liczy 4700 km. Ekipa szacuje, że lot potrwa 100 godzin.

źródło: http://www4.rp.pl/Nowe-te...a-Hawajach.html

Zloty - Sro Lip 08, 2015 10:43

Czas na projekty i nowe domy z montażem rekuperatora. A może wymagany, taki systemy wentylacji mechanicznej nawiewno-wywiewnej z odzyskiem ciepła. Kiedyś skończy się węgiel.
NEVIL - Wto Lip 21, 2015 16:15

Oto twoja szynka i stek. Napakowane świnie i superkrowy, czyli jak modyfikacje genetyczne zmieniają zwierzęta hodowlane




(...)Koreański naukowiec we współpracy z genetykami chińskimi, osiągnął zatem coś, na co wielu hodowców od lat czekało. Pozbawił DNA w komórkach zarodkowych świni, genu miosatyny, a Chińczycy poddali tak „zredagowane” komórki klonowaniu, w efekcie czego powstały „superświnie”.

Uzyskano je bez tzw. transgeniki, czyli łączenia komórek dwóch różnych organizmów, co zwykle budzi najwięcej obaw konsumentów, mających spożywać genetycznie modyfikowaną żywność. Wszystko wskazywałoby więc na to, że marzenia hodowców w końcu się spełniły. Niestety lub na szczęście, jak powiedzą niektórzy, poprawianie natury na sucho nikomu nie ujdzie, tak więc i tu pojawiają się problemy, których jak na razie naukowcy nie potrafią zaradzić.

Przykre skutki zabawy w Boga
(...)

Więcej: http://innpoland.pl/11901...rzeta-hodowlane

NEVIL - Sro Lip 22, 2015 10:51

Komentarz:

woytas555 -

Skoro rusajec zna sposób na tanie solary to pewnie zachód też go zna.Tylko to sie nazywa LOBBY.Tak jak z autami na wodór.

================================

Za prace nad panelami słonecznymi mógł trafić do więzienia


Młody rosyjski naukowiec, Dmitrij Lopatin z Kubańskiego Uniwersytetu Państwowego w Krasnodarze zajmuje się fotowoltaiką i pracuje nad nowymi panelami słonecznymi, które będą tańsze i lepsze od zagranicznych technologii. Jednak stosowany w jego wynalazku materiał przysporzył mu sporych problemów - uczony mógł otrzymać karę nawet 11 lat więzienia.



Na pierwszy rzut oka sprawa wydaje się prosta - Dmitrij Lopatin potrzebuje materiału do produkcji rewolucyjnych giętkich paneli słonecznych. Ich cena jest mniejsza aż o 80 proc. w porównaniu z rozwiązaniami z innych krajów i potrafią one gromadzić energię nawet w trudnych warunkach pogodowych (zachmurzenie, mgła). Niestety, w Rosji materiał ten jest niedostępny, dlatego naukowiec postanowił zakupić go w Chinach poprzez internet.

Problemy Lopatina pojawiły się, gdy ten zjawił się na poczcie, aby odebrać przesyłkę. Na miejscu czekali na niego funkcjonariusze z wydziału antynarkotykowego. Dlaczego? Naukowiec zamówił związek chemiczny o nazwie ?-Butyrolakton, który znajduje się na liście substancji psychotropowych, zakazanych w Federacji Rosyjskiej. Lopatin został początkowo oskarżony o posiadanie i rozprowadzanie nielegalnych substancji na wielką skalę. Później sąd oświadczył, że mężczyzna nabył narkotyki, choć jego intencją nie było ich sprzedawanie, dlatego przyznano mu karę 3 lat więzienia w zawieszeniu.

Adwokat naukowca nie zgodził się z tą decyzją i odwołał się od niej. Okazało się, że prokuratorzy również byli niezadowoleni i domagali się, aby Lopatin był sądzony jak diler narkotykowy i został zamknięty w więzieniu na 11 lat. Jednak sąd nie posiadał dowodów na to, że naukowiec chciał handlować narkotykami i ostatecznie udało się osiągnąć kompromis. Adwokat wycofał swoje odwołanie od pierwszego wyroku (3 lat więzienia w zawieszeniu) a prokuratorzy nie będą już domagać się dla młodego naukowca tak wysokiej kary.

Dzięki Dmitrijowi Lopatinowi Rosja będzie mogła zmniejszyć swoje uzależnienie od ropy i gazu. Jego projekt jest wspierany przez niektóre agencje rządowe, takie jak Fundacja Skolkovo czy Rosyjska Fundacja Badań Podstawowych. Podczas konferencji Hello Tomorrow, która miała miejsce w zeszłym miesiącu we Francji, projekt Lopatina znalazł się na liście 100 najbardziej innowacyjnych projektów na świecie.

źródło: http://nt.interia.pl/tech...nia,nId,1856155

NEVIL - Sro Lip 22, 2015 21:02


Stephen Hawking i rosyjski miliarder szukają życia pozaziemskiego


Stephen Hawking wraz z rosyjskim miliarderem Jurijem Milnerem ogłosił najbardziej zaawansowany projekt poszukiwania życia pozaziemskiego. Na duchowego następcę SETI zostanie przeznaczone 100 mln dol.



Projekt nazwany Breakthrough Listen ma dać ludzkości odpowiedź na najbardziej nurtujące pytanie: czy jesteśmy sami we wszechświecie? Obecność Stephena Hawkinga w przedsięwzięciu nie powinna nikogo dziwić, natomiast rosyjski oligarcha - fizyk z wykształcenia - od zawsze pasjonuje się nauką. Dorobił się on głównie na inwestycjach w sektorze IT (m.in. w Facebooka, Twittera, Spotify czy Naszą Klasę), a teraz chce pójść krok dalej.

Milner w ciągu najbliższych lat przeznaczy łącznie 100 mln dol. na poszukiwanie życia pozaziemskiego. Program Breakthrough Listen ma opierać się na tych samych założeniach co SETI, czyli wychwytywać sygnały radiowe wyemitowane przez pozaziemskie cywilizacje.

Poszukiwanie sygnałów od obcych form życia ma trwać co najmniej 10 lat. Zakłada ono skanowanie nieba w nadziei na znalezienie sygnałów zarówno od organicznych form życia, jak i sztucznych inteligencji. Nowy projekt ma odbywać się na 50-100 razy większą skalę od programu SETI. Zastosowane radioteleskopy - amerykański Green Bank Telescope i australijski Parkes Telescope - pokryją 10-krotnie większy obszar nieba i zaoferują 50 razy wyższą czułość. Dzięki Automated Planet Finder Telescope mają być poszukiwane na niebie także ślady laserowych transmisji danych. Skala projektu będzie znacznie większa niż SETI, na który rocznie przeznacza się ok. 2,5 mln dol.

Niestety, projekt Breakthrough Listen jest obarczony dużym ryzykiem niepowodzenia, czego nie kryje ani Hawking, ani Milner. Całość ma odbywać się w ramach otwartego oprogramowania, a zebrane dane być udostępnianie wszystkim zainteresowanym. Odkrywca śladów pozaziemskich cywilizacji zostanie nagrodzony przez Milnera kwotą 1 mln dol.

źródło: http://nt.interia.pl/rapo...ems,nId,1856869

NEVIL - Pon Sie 03, 2015 20:35

Komentarz:

~N.Tauri :

Taka technika będzie niedługo władcom świata potrzebna. Muszą ją mieć, ponieważ z racji tego, że sfera władzy się zglobalizuje i oddemokratyzuje, ( nastąpi powolne zniszczenie demokracji, zamiast jej rozwoju - kiedy pseudodemokracja medialna nie będzie już potrzebna oligarchom, zlikwidują państwa demokratyczne i sami będą rządzić, już nie z tylnego fotela lecz jawnie ) to, każdy kto będzie do tej imperialistyczno-bankstersko-militarnej wladzuchny podskakiwał musi wiedzieć, że są w stanie go dopaść wszędzie, zawsze w dzień i w nocy, za pomocą inteligentnej, szybkiej, cichej, samosterującej broni, która nie potrzebuje obsługi, która mogłaby mieć jakieś pytania, jakieś obiekcje, jakieś sumienie i nie np. lubić strzelać do swych ziomów. :)
========================

Naukowcy apelują o zaprzestanie badań nad inteligentnymi systemami wojskowymi


Ponad 1000 naukowców i ekspertów od robotyki i sztucznej inteligencji podpisało się pod listem otwartym nawołującym do zaprzestania badań nad stworzeniem inteligentnej broni.




Eksperci od sztucznej inteligencji i czołowi badacze pracujący nad jej rozwojem, podpisali list otwarty, w którym przestrzegają przed potencjalnym wyścigiem zbrojeń, który może rozpocząć się wraz z dalszym rozwojem sztucznej inteligencji. Apelują także o zakończenie prac nad inteligentnymi, autonomicznymi systemami wojskowymi.

Spisany przez Future of Life Institute dokument został zaprezentowany podczas międzynarodowej konferencji dotyczącej sztucznej inteligencji - International Joint Conference on Artifical Intelligence -która odbywa się w Buenos Aires. Podpisali się pod nim m.in. czołowy przedsiębiorca Elon Musk, współzałożyciel Apple'a Steve Wozniak, filozof Noam Chomsky oraz fizyk Stephen Hawking.

Kluczowym pytaniem dla ludzkości jest dziś: czy pozwolić na start globalnego wyścigu zbrojeń w zakresie sztucznej inteligencji czy też nie dopuścić do tego

Inteligentna broń może może stać się "Kałasznikowami jutra"

"Sztuczna inteligencja osiągnęła poziom, w którym wdrożenie inteligentnych, autonomicznych broni jest - nawet jeśli wciąż nielegalne - możliwe w ciągu najbliższych lat. Stawka jest wysoka. Autonomiczne bronie zostały opisane jako trzecia rewolucja w wojskowości, po wynalezieniu prochu i odkryciu broni nuklearnej" - czytamy w liście. "Takimi inteligentnymi systemami są np. drony wyposażone w broń i komputer, które podejmują samodzielne decyzje o otwarciu ognia" - informują dalej naukowcy.

Sygnatariusze listu przekonują, że w momencie, w którym jedna ze światowych potęg militarnych rozpocznie zaawansowane badania nad autonomicznymi systemami, które mogą operować bez ludzkiej kontroli, może rozpocząć się wyścig zbrojeń podobny do tego, który zaobserwowaliśmy wraz z odkryciem bomby atomowej.

Sztuczna inteligencja jest "największym zagrożeniem dla ludzkości" i że jej rozwój może oznaczać koniec ludzkiej rasy Stephen Hawking
Broń autonomiczna stanie się "kałasznikowami jutra" - czytamy dalej w liście otwartym. "To docelowy punkt tej ścieżki technologicznej. Kluczowym pytaniem dla ludzkości jest dziś: czy pozwolić na start globalnego wyścigu zbrojeń w zakresie sztucznej inteligencji czy też nie dopuścić do tego" - zaznaczają badacze.

Toby Walsh, profesor AI na Uniwersytecie Nowej Południowej Walii powiedział, że środowisko naukowe popiera apel wielu organizacji humanitarnych do ONZ o zakazanie prac nad rozwojem broni autonomicznych. Musk i Hawking ostrzegają ponadto, że sztuczna inteligencja jest "największym zagrożeniem dla ludzkości" i że jej rozwój może oznaczać koniec ludzkiej rasy. Część badaczy, w tym m.in Woźniak, twierdzi jednak, że roboty mogłyby być czymś w rodzaju "domowych zwierzątek, które dbałyby o nas przez cały czas".

Broń pół-autonomiczna już w uzyciu

Obecnie nie ma w użyciu całkowicie autonomicznych systemów uzbrojeń, jednak stworzono już systemy półautonomiczne. Niemal rok temu amerykańska marynarka zaprezentowała pływające drony, których zadaniem jest ochrona większych okrętów. Do nadzoru grupy 20 łodzi wystarczy jeden człowiek, a decyzje dotyczące np. synchronizacji działań pomiędzy jednostkami czy też omijania przeszkód podejmowane są przez systemy autonomicznie. System o nazwie CARACaS, nadzorowany przez jedną osobę, wykonuje zadania angażujące wcześniej około 40 osobowy zespół.

Według dowódców amerykańskiej marynarki pełnię możliwości system CARACaS ma osiągnąć w przyszłym roku.

Także Korea Południowa wykorzystuje inteligentne systemy wojskowe. Straż graniczna rozlokowała system defensywnych robotów bojowych Samsung SGR-1 na granicy z Koreą Północną. Robot jest wyposażony w karabin maszynowy 5.5 mm i wyrzutnię granatów, czujnik ciepła i ruchu, dzięki czemu jest w stanie zidentyfikować potencjalny cel w odległości ponad 3 kilometrów. Robot prowadzi obserwację automatycznie, a gdy wykryje niepożądany obiekt, powiadamia centrum dowodzenia. Tylko człowiek może podjąć decyzję o przeprowadzeniu ostrzału, jednak według twórców robot posiada charakter wyłącznie defensywny.

Organizacje humanitarne walczą o zakazanie dalszych badań

Grupa działająca na rzecz zatrzymania badań nad autonomiczną bronią - The Campaign to Stop Killer Robots - została założona w 2012 roku przez organizacje pozarządowe, m.in Human Rights Watch. Jej członkowie pracują obecnie nad tym, by przedstawić problem podczas Konwencji Broni Konwencjonalnych w Genewie, organizowanej przez związane z ONZ organizacje. Wielka Brytania odmówiła już w tym roku przyjęcia zakazu używania broni ze sztuczną inteligencją na jednej z konferencji Organizacji Narodów Zjednoczonych. Przedstawiciele brytyjskiej dyplomacji powiedzieli w rozmowie z dziennikiem "The Guardian", że nie widzą żadnych powodów do zaprzestania korzystania z tego typu broni. Zaznaczyli ponadto, że Wielka Brytania nie pracuje nad jej rozwojem .

Future of Life Institute, dzięki dotacji od Elona Muska, uruchomi 37 projektów badawczych, mających na celu zapanowanie nad systemami sztucznej inteligencji. Przedsiębiorca przekazał na ten cel 10 milionów dolarów.

źródło: http://wiadomosci.onet.pl...jskowymi/ss9xr0

NEVIL - Nie Sie 09, 2015 15:29


Hakowanie człowieka. To nie żart!




Niektóre działania naukowców przypominają zabawę w Pana Boga. Jednocześnie jesteśmy o krok od pociągnięcia diabła za ogon. Niebezpiecznie zbliżamy się do granicy w której będzie możliwe zarażenie człowieka wirusem komputerowym, na skutek przeszczepu jakiegoś sztucznego organu do ciała. Stąd już prosta droga do jego zhakowania. To nie przyszłość, to teraźniejszość.

Zagrożenie jest realne. Szlachetne cele, misja ratowania życia, może też uwolnić czarną stronę ludzkiej natury. Zbliżamy się niebezpiecznie do tej bariery. Przeszczepy organów, które są błogosławieństwem dla ludzi chorych, mogą stać się okazją dla frustratów, szaleńców i hakerów. Ludzkość ma już za sobą pierwsze doświadczenie z zarażeniem wirusem komputerowym człowieka.

Postępująca nauka, innowacyjne badania medyczne, pozwalają, lub lada moment pozwolą, na konstruowanie coraz bardziej skomplikowanych sztucznych ludzkich narządów. Te wszczepione do ludzkiego organizmu, mogą zostać zarażone wirusem komputerowym. Stąd prosta droga do ataku hakerskiego. – Takie zagrożenie jest realne. Jesteśmy o krok od pociągnięcia diabła za ogon – mówi w rozmowie z INNpoland Ryszard Tadeusiewicz biocybernetyk, automatyk, prof. dr hab. inż., trzykrotny rektor AGH.

Włamanie do człowieka

– Musimy być ostrożni. Istnieje teoretycznie możliwość zhakowania ludzkich części zamiennych, które będą wczepiane do organizmów. Mowa o takich, które będą zamiennikami dla swoich biologicznych odpowiedników. Nie chodzi tu o endoprotezy czy stendy. Ale mówię np. o rozruszniku serca z funkcją zdalnej kontroli przez lekarza – mówi profesor. I tu pojawia się zasadniczy problem. O ile wszczepienie takiego urządzenia jest błogosławieństwem dla chorego i pozwala na monitorowanie stanu jego zdrowia po operacji, nie tylko w szpitalu o tyle właśnie ta „łączność” może się stać celem dla ewentualnego hackera. – Sytuacja podobna do słynnego już, przejęcia przez cyber włamywaczy kontroli nad Jeepem Cherokee – dodaje profesor.Włamania dokonali Charlie Miller i Chris Valasek, dwaj hakerzy, którzy zawodowo zajmują się wyszukiwaniem luk w systemach informatycznych.



– Dlatego jedynym rozwiązaniem jest izolacja wszczepionych do ludzkiego organizmu narządów. Stara zasada mówi, że infekcji komputerowej, da się uniknąć tylko wówczas, kiedy komputer nie jest podłączony do sieci. Tu będzie podobnie. Te narządu będą tak budowanie, żeby nie korzystać z sieci. Chociaż z drugiej strony to właśnie byłoby nadzwyczaj korzystne dla pacjenta i lekarza. Chodzi o informowanie o stanie zdrowia pacjenta, monitorowania różnych funkcji bez konieczności przychodzenia do przychodni czy szpitala – podkreśla Ryszard Tadeusiewicz.

Profesor dodaje - Należy głośno mówić, że jest zielone światło dla prac nad sztucznymi narządami. Ale trzeba się stosować do zasady w ruchu drogowym, zgodnie z którą na zielonym świetle można przejść przez ulicę, ale trzeba uważnie patrzeć czy samochodu nie prowadzi pijany –

Pierwszy zarażony człowiek wirusem komputerowym


Pierwszy człowiek został zhakowany kilka lat temu w ramach eksperymentu. – Co więcej - zakażoną osobą jest współautor artykułu, który napisałem w książce ("Human ICT Implants: Technical, Legal and Ethical Considerations") na temat implantów informatycznych wszczepianych ludziom – zaznacza profesor. dr Rotter Mark Gasson, jest pierwszym człowiekiem, który uległ zakażeniu wirusem komputerowym. – Mark wszczepił sobie pod skórę identyfikator RFID, który jest rekomendowany jako element pozwalający identyfikować ludzi, a jego współpracownicy na komputerach wytworzyli wirusa, który wniknął do implantu i przejął nad nim kontrolę. Mark nosił w sobie komputerowego wirusa, a ten oczywiście manifestował swoje szkodliwe działania. Eksperyment, któremu poddał się Mark, był bezpieczny, a zainfekowany implant udało się operacyjnie usunąć – czytamy w artykule profesora.

Ataku hakerów boją się najpotężniejsi tego świata.

Kilka lat temu, Dick Cheney, wiceprezydent USA, przyznał w programie "60 Minutes", że nakazał kardiochirurgom by w jego rozruszniku została wyłączona opcja zdalnego sterowania. Obawiał się, że w ten sposób będą go mogli uśmiercić terroryści. Obawy nie były nieuzasadnione. Taką możliwość przewidywał jeden z najsłynniejszych hakerów świata, pracujący dla IOActive Barnaby Jack. Twierdził, że uśmiercenie człowieka może nastąpić na skutek ataku na rozruszniki i wszczepione defibrylatory wszystkich ludzi, którzy znajdują się w odległości do 10 metrów od hakera.

Twierdził wówczas, że urządzenia podają swoje numery seryjne, co umożliwia ewentualnemu zabójcy na ominięcie firmware'u i załadowanie złośliwego oprogramowania, który mógłby rozprzestrzenić się na inne rozruszniki niczym wirus. Zapowiadał publiczny pokaz swojej metody. Zmarł kilka dni przed nim.

źródło: http://innpoland.pl/11956...eka-to-nie-zart

NEVIL - Nie Sie 09, 2015 15:40


Naukowcy uzyskali genialny materiał, do tej pory istniejący tylko na papierze. Będziemy bezstratnie przesyłać prąd?




Gdy ogłoszono powstanie grafenu, a później opracowano jego tanią, bardziej wydajną formę produkcji, pojawiło się mnóstwo pomysłów na to, w jaki sposób nowy materiał będzie można wykorzystać. Wkrótce jednak na pierwszych stronach (głównych) znalazła się Olga Malinkiewicz z uproszczoną metodą produkcji innego cudownego przewodnika – perowskitu.


Nim zdążył opaść kurz, chińscy naukowcy ogłosili właśnie pierwszy test, potwierdzający istnienie kolejnego materiału o niesamowitych możliwościach – stanenu.

Grafen staten!

Prace nad zastosowaniem grafenu w praktyce prowadzone są w różnych ośrodkach na całym świecie. Główne zalety materiału to niezwykła wytrzymałość (jednoatomowa, węglowa warstwa grafenowej „płachty” wytrzyma ciężar samochodu osobowego), bardzo dobre przewodnictwo ciepła oraz prądu; w roli przewodnika jest kilkadziesiąt razy „szybszy” niż tak powszechny dziś krzem.

W zeszłym roku wśród najpopularniejszych polskich naukowców znalazła się Olga Malinkiewicz, współtworząca firmę Saule Technologies. Jej najważniejszy obecnie projekt to perowskity – materiał, który może zrewolucjonizować produkcję paneli słonecznych (w zasadzie proponowany przez młodą fizyk sposób nie będzie miał wiele wspólnego z obecną metodą wytwarzania kolektorów).

Przewodnik fotowoltaiczny, nad którym pracuje, był już wcześniej znany w środowisku naukowym, ale to Malinkiewicz wpadła na to, by go nanosić na cienkie folie. Uzyskanie jednego wata z baterii słonecznej za 50 centów uznawane jest za naprawdę opłacalne – ogniwa perowskitowe pozwolą ten koszt obniżyć do 25 centów, a do tego panele będą cienkie i elastyczne jak naklejki.

Wiek przewodników

Pomijając fakt, że Polacy trzymają się ścisłej czołówki w świecie naukowym, jeśli chodzi o prace nad opracowaniem nowych zastosowań dla „super" przewodników, warto podkreślić, że ostatnie lata obfitują w podobne odkrycia.

W 2013 roku badacze z Uniwersytetu Stanforda, pracujący pod kierunkiem profesora Shouchenga Zhanga, ogłosili wyniki obliczeń, udowadniając w teorii możliwość stworzenia jednoatomowej warstwy cyny o niespotykanych dotąd właściwościach fizycznych.

Materiał ten, nazwany stanenem, podobnie jak grafen (fonetyczna zbieżność nazw nie jest przypadkowa), zaliczany jest do struktur dwuwymiarowych – to określenie umowne, obejmujące na przykład przewodniki o grubości jednego atomu.

Na czym polega potencjalna niesamowitość materiału?

Więcej: http://innpoland.pl/11958...-przesylac-prad

NEVIL - Sob Sie 22, 2015 14:14


Kodak upadł przez technologię cyfrową, choć sam ją wymyślił


To Kodak wymyślił fotografię cyfrową - technologię, która doprowadziła go do bankructwa. Zanim jednak doszło do upadku, szefostwo przez lata ukrywało wynalazek w obawie przed podkopaniem głównej gałęzi swojego biznesu, czyli fotografii na kliszy. Nabożne podejście do tradycji nie pomogło jednak konserwatywnym Amerykanom. W ciągu trzech dekad z rynku wyparli ich postępowi Japończycy.

Na kolejnych slajdach zobacz historię upadku jednego z największych amerykańskich gigantów.

Niewykorzystany pomysł



(Na zdjęciu Steven Sasson)

Założony pod koniec dziewiętnastego stulecia Kodak był w latach 70. XX wieku absolutną potęgą. Miał pod kontrolą rynek fotograficzny i filmowy, z jego produktów korzystali zawodowcy i amatorzy, powstawały najsłynniejsze zdjęcia w historii fotografii. Firma oferowała fotografom wszystko, czego potrzebowali: aparat, kliszę do niego, a później cały zestaw możliwości wywołania zdjęć.

Spółka, choć głęboko zakorzeniona w tradycji kliszy, zaczęła szukać - głównie z ciekawości - innych sposobów zapisywania obrazu. W 1973 roku uczyniła odpowiedzialnym za badania Stevena Sassona, świeżo zatrudnionego absolwenta elektroniki. Projektem zajął się żółtodziób, bo nikt nie myślał wtedy, że jego praca może się na poważnie do czegoś przydać - prym wiodła klisza fotograficzna i w głowach szefostwa Kodaka tak miało być już zawsze.

1 z 6 Następny

Więcej: http://www.biztok.pl/bizn...wymyslil_s22024

NEVIL - Nie Sie 23, 2015 14:32

Komentarz:

ci-ja-4

Świetne. Tylko by znów nie ktoś nie podprowadził - jak to się dzieje przy stosunku naszych władz i sposobie traktowania wiedzy oraz "szybkości" reakcji tychże
Co do zarzutów o nieopłacalność. Opłacalność widoczna gołym okiem leży w zejściu z limitów CO2 - byle by UE nie wymyśliła - jak to bywa - że jak jest dobrze - to obniżamy limit
Ta zabawa w grabienie i pozorowanie walki której wynik w ogóle nie zależy, lub zależy w mizernym stopniu od człowieka - nie może trwać wiecznie Dobre przypilnowanie patentu - będzie bronic naszego interesu i da kasę od tych samych którzy wymyślają ten kołowrotek gonienia za własnym ogonem

==================

Tauron zapowiada innowacyjny projekt. Chce "metanizować CO2"




Przekształcanie dwutlenku węgla, który powstaje przy spalaniu paliw w instalacjach przemysłowych, na gaz syntezowy (SNG) - metan, zakłada projekt badawczo-wdrożeniowy realizowany przez konsorcjum ze spółką Tauron Wytwarzanie na czele.


Gaz syntezowy będzie powstawał w wyniku reakcji CO2 z wodorem pochodzącym z procesu elektrolizy. Proces ten ma być zasilany nadwyżką taniej energii elektrycznej pochodzącej ze źródeł odnawialnych (OZE) w tzw. dolinach obciążeń (przy zmniejszonym zapotrzebowaniu, np. nocą). Produktem ubocznym będzie woda.

Firma zakłada, że może to być sposób na przechowywanie nadwyżki energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych, a jednocześnie perspektywiczne rozwiązanie dla zagospodarowania CO2, którego sama rocznie produkuje ok. 13-14 mln ton. Trwające prace finansuje KIC InnoEnergy, europejska organizacja wspierająca rozwój innowacji w obszarze energetyki.

O przedmiocie projektu poinformował Janusz Tchórz, dyrektor departamentu badań i technologii Tauronu Wytwarzanie.

Europejska presja


Więcej: http://www.money.pl/gield...,0,1885591.html

NEVIL - Pon Sie 31, 2015 13:30

7 najlepszych zegarków w wojskowym stylu (dla niego)




Zegarki taktyczne dawno temu przestały służyć tylko do wskazywania aktualnej godziny – obecnie są naszpikowane elektroniką niczym małe komputery! Zegarki w stylu militarnym odznaczają się masywną, wyprofilowaną koperta, ultralekką obudową oraz bogatymi funkcjami przydatnymi w sztuce survivalu oraz uprawianiu sportów ekstremalnych. Pokazujemy te czasomierze w stylu militarnym, które naszym zdaniem najlepiej łączą wymienione cechy i są w stanie zadowolić najbardziej wybredne gusta.

Miłośnicy zegarków w wojskowym stylu poszukują idealnego połączenia sportowego wyglądu, niezawodnych funkcji oraz unikalnego stylu. W dzisiejszych czasach 3-osiowy kompas, dokładny GPS czy elektroniczny barometr to już nic niezwykłego. Obecnie wojskowe zegarki bywają np. ładowane energią słoneczną, a wskazywanie czasu jest synchronizowane radiowo z zegarami atomowymi na całym świecie, więc o wymianie baterii czy ustawianiu godziny można zapomnieć! Zegarki stają się małymi centrami dowodzenia, pomocnymi w każdej ekstremalnej wyprawie.

Funkcje czasomierzy w stylu militarnym

Cieszące się dużą popularnością zegarki w stylu militarnym to zegarki taktyczne, survivalowe, wyposażone w różnorodne funkcje, umożliwiające dotarcie do celu w trudnych warunkach, a także pomagające w sportach ekstremalnych. Firm oferujących zegarki taktyczne jest sporo, po czym więc poznać, który czasomierz wart jest swojej ceny?

Solidna bransoleta, obracany pierścień, wysoka wodoszczelność, dobre podświetlenie tarczy to absolutna podstawa. Do tego bardzo ważne są dodatkowe funkcje jak kompas, barometr, termometr, wysokościomierz czy dokładny GPS.

Niczym małe komputery

Współczesne wojskowe zegarki są wręcz naszpikowane elektroniką. Elektroniczne barometry, kompasy czy nawet GPS, które pamiętają tysiąc punktów odniesienia i umożliwiają planowanie trasy są dzisiaj w standardzie.

Na co zwrócić uwagę, wybierając zegarek w wojskowym stylu? Przede wszystkim na wytrzymałość (na upadki, wstrząsy), wodoszczelność odpowiednią do naszych potrzeb oraz sposób podświetlenia tarczy. To bardzo ważne, zwłaszcza przy korzystaniu z zegarka nocą lub o zmierzchu. Konstruktorzy zegarków taktycznych szukają takich rozwiązań, by zniwelować efekt naświetlenia oka ludzkiego po spojrzeniu na podświetloną tarczę. Po takim olśnieniu, oko potrzebuje czasu, by ponownie zacząć normalnie pracować.

Przedstawiamy zestawienie 7 najlepszych naszych zdaniem zegarków w stylu wojskowym:

Więcej: http://allegro.pl/artykul...term=www4.rp.pl

NEVIL - Sob Wrz 05, 2015 18:39

Komentarze:

~antyUE

Taaa... Francja niedługo zbuduje, ale nowe meczety a nie komputer!
-------------------------------------------

~asdfg -

Budują ten komputer żeby arabów policzyc,,,


=========================

Francja zbuduje superkomputer o wydajności jednego eksaflopsa


Najpotężniejszy na świecie superkomputer, chiński Tianhe-2, spotyka na swojej drodze kolejnego przeciwnika. Do wyścigu przyłącza się francuska agencja GENCI, która będzie współpracować z amerykańskim koncernem IBM.



GENCI (Grand Equipement National de Calcul Intensif) została założona w 2007 roku przez francuski rząd. Celem tej agencji jest stworzenie szybkiego superkomputera, dzięki któremu Francja znalazłaby się w czołówce światowego rankingu TOP500. Chodzi o skonstruowanie maszyny lepszej od chińskiego Tianhe-2, której moc obliczeniowa byłaby liczona nie w petaflopsach, a w eksaflopsach.

Wydajność chińskiego superkomputera wynosi niemal 34 petaflopsy. To niewiele w porównaniu do komputerów, jakie chcą zbudować władze Stanów Zjednoczonych i Francji. Te dwa kraje, choć nie współpracują ze sobą, mają wspólny cel - jest nim stworzenie pierwszego na świecie superkomputera o mocy obliczeniowej minimum jednego eksaflopsa, tj. 1000 petaflopsów. Mówimy więc o wykonywaniu aż tryliona operacji zmiennoprzecinkowych na sekundę.

Na dzień dzisiejszy wiemy tyle, że wstępna współpraca potrwa co najmniej 18 miesięcy. Agencja GENCI otrzyma dostęp do najbardziej zaawansowanych technologii informatycznych, właśnie dzięki ekspertom z IBM oraz prowadzonej przez nią fundacji OpenPOWER. Francuzi chcą wykorzystać swój przyszły superkomputer do celów naukowych.

źródło: http://nt.interia.pl/komp...tm_campaign=RSS

NEVIL - Pon Wrz 07, 2015 13:34

Inteligentny robot powiedział, że zamknie ludzi w zoo


Chyba wszyscy spotkali się już z takim terminem jak "bunt maszyn", oglądali film pt.: "Terminator" lub przynajmniej słyszeli o wizji przyszłości, w której człowiek będzie musiał toczyć wojny z robotami. Aby przekonać się, czy ludzkość rzeczywiście powinna obawiać się maszyn, naukowcy opracowali właśnie inteligentne urządzenie, które potrafi m.in czerpać wiedzę z internetu. Wypowiedź udzielona przez robota była dość nieprzyjemna.



Specjalista ds. robotyki i sztucznej inteligencji, David Hanson, skonstruował robota, który z wyglądu (a przede wszystkim z charakteru) przypomina zmarłego pisarza science fiction, Philipa K. Dicka. Naukowiec stworzył dla tej maszyny specjalne oprogramowanie, aby zachowywała się ona i odpowiadała na pytania w taki sposób, w jaki robiłby to Dick. Oprócz tego, ten inteligentny humanoid potrafi analizować i udzielać rozwiniętych odpowiedzi. Można nawet powiedzieć, że jego sposób prowadzenia konwersacji jest zbliżony do człowieka.

Gdy człowiek rozmawia z tym robotem, każda wypowiedź, dzięki systemowi rozpoznawania mowy, jest zapisywana w jego bazie danych w postaci tekstu. Potrafi on uczyć się i korzystać z tego, co dotychczas się dowiedział. Jednak gdy spotyka się z tematami, o których nie ma pojęcia, łączy się z internetem w poszukiwaniu informacji i daje zrównoważoną odpowiedź.

Aby wypróbować sposób prowadzenia konwersacji przez robota, zaproszono reportera telewizji PBS NOVA, który przeprowadził z maszyną wywiad. Dziennikarz zaczął od prostszych pytań, ale rozmowa szybko się rozwinęła. W pewnym momencie padło pytanie, czy robot potrafi myśleć. Odpowiedź była następująca: "Wielu ludzi pyta mnie, czy potrafię podejmować decyzje, albo czy wszystko to, co robię zostało zaprogramowane. Najlepszą odpowiedź, jaką mogę dać na to pytanie, jest to, że wszystko, ludzie, zwierzęta i roboty są w pewnym stopniu zaprogramowane".

Film video na końcu artykułu - NEVIL

Trzeba przyznać, że ta wypowiedź była dość inteligentna i nie składała się z jednego krótkiego zdania, jak to ma w zwyczaju robić większość systemów konwersacyjnych. Jednak dopiero kolejne pytanie, a właściwie to udzielona przez maszynę odpowiedź, wywołało zaniepokojenie rozmówców. Na pytanie, czy roboty zapanują kiedyś nad światem, zrobotyzowana wersja Philipa K. Dicka odpowiedziała: "Jezu, kolego, zadajesz mi dziś skomplikowane pytania. Ale jesteś moim przyjacielem, a ja pamiętam o moich przyjaciołach, będę dobry dla Ciebie. Więc nie martw się. Nawet jeśli wyewoluuję do "Terminatora", wciąż będę miły dla Ciebie. Zatrzymam Cię w moim ciepłym i bezpiecznym ludzkim ZOO, gdzie będę mógł Cię doglądać po wsze czasy".

Czy powinniśmy potraktować tę wypowiedź poważnie, czy z dystansem? Skoro robot otrzymał takie pytanie, to musiał przecież dać jakąś odpowiedź, ale cieszmy się że nie powiedział wprost, że roboty zniszczą całą ludzkość. Miejmy nadzieję, że przyszłe inteligentne maszyny wyposażone w broń nie będą realizować planu z filmu "Terminator".

źródło + video: http://nt.interia.pl/tech...tm_campaign=RSS

NEVIL - Wto Wrz 22, 2015 21:33


Roboty-ptaki do działań zwiadowczych


Dzisiejsze bezzałogowe aparaty latające to niezwykle śmiercionośna broń, lecz jeśli chodzi o misje zwiadowcze, to najlepszym rozwiązaniem są roboty przypominające ptaki. W ostatnich latach powstało kilka interesujących urządzeń tego typu.



Zacznijmy od robota SmartBird (zdjęcie na górze), który powstał dzięki niemieckiej firmie Festo w 2011 roku. Jego rozpiętość skrzydeł wynosi 2 metry, a korpus ma 1 metr długości. Dzięki zastosowaniu lekkich tworzyw sztucznych, robot waży jedyne 485 gramów, choć jest wyposażony między innymi w system nawigacyjny, silnik elektryczny z przekładnią, dwie baterie litowo-polimerowe oraz cztery moduły do kontroli głowy, skrzydeł i ogona. Trzeba przyznać, że ten sztuczny ptak zachowuje się bardzo naturalnie.

Więcej + video: http://nt.interia.pl/tech...ntt&sId=1889551

NEVIL - Czw Paź 01, 2015 13:20

Pajęcze nici na supertkaninę




W przyszłym roku na rynek trafi nowy materiał: miękki jak jedwab, ale bardzo mocny. To rewolucja w przemyśle odzieżowym.

Kiedy technolog materiałowy widzi pająka odczuwa przemożną zazdrość. Bo pająk z wielką łatwością potrafi wytworzyć wspaniały materiał, pięć razy mocniejszy od żelaza, a przy tym bardzo elastyczny: pajęcze nici. Naukowcy Dan Widmaier, David Breslauer i Ethan Mirsky, założyciele firmy Bolt Threads, już na studiach postanowili, że wykradną pająkom ich sekret. Udało się.

Technologia Bolt Threads wykorzystuje drożdże tak zmodyfikowane genetycznie, by produkowały białka, z których składają się nici pajęcze. Pierwszy etap produkcji przebiega w zbiorniku, w którym dokonuje się proces fermentacji. Potem włókna są wyławiane, płukane, suszone i nawijane na kołowrotek.

Materiały utkane z uzyskanych włókien są w dotyku podobne do jedwabiu: miękkie, miłe, przepuszczające powietrze. Ale jednocześnie bardzo mocne. Zależnie od warunków panujących w zbiorniku uzyskiwać można nici o różnych właściwościach. Pająki wytwarzają siedem rodzajów włókien i podczas fermentacji można nie tylko odtworzyć te spotykane w przyrodzie odmiany, ale też wytworzyć zupełnie nowe.

Inżynierowie z Bolts Threads chcą w przyszłości tworzyć nici i tkaniny na potrzeby medycyny, badań kosmicznych, wojska. Najpierw jednak planują atak na masowy przemysł odzieżowy. Wsparci 40 mln dol. szybko zebranymi od inwestorów raźno wzięli się do roboty.

Pierwsze ubrania z pajęczej sieci mają trafić na półki sklepowe już w przyszłym roku. Ten pośpiech jest uzasadniony, bo inne laboratoria (niemiecki Amsilk, japoński Spiber) już depczą Amerykanom po piętach.

źródło: http://www4.rp.pl/Nowe-te...pertkanine.html

NEVIL - Czw Paź 15, 2015 08:25

Metal jak puch




To najlżejszy metal świata – twierdzą inżynierowie firmy Boeing.

Materiał nazywany mikrokratownicą (microlattice) jest 100 razy lżejszy niż styropian – co znaczy, że jego litr waży ułamek grama, a metr sześcienny mniej niż 100 g.

Ma formę kratownicy, z wyglądu przypomina nieco kuchenny zmywak druciany. I rzeczywiście skonstruowany jest jak druciak. Tyle że jego „druty" składają się z pustych w środku niklowych rurek o bardzo cienkich ściankach (1000 razy cieńszych od ludzkiego włosa). Dzięki takiej konstrukcji materiał w 99,99 proc. składa się z powietrza. Jest przy tym mocny i sprężysty, ma np. dobre właściwości w zakresie absorbowania energii uderzenia.

Firma Boeing zamierza używać „mikrokratownicy" do produkcji kokpitów samolotowych: ścian, podłóg itp. Dzięki temu chce drastycznie obniżyć wagę pojazdów, co przełoży się na niższe zużycie paliwa.

źródło: http://www4.rp.pl/Nowe-te...l-jak-puch.html

krastin - Pią Paź 16, 2015 11:22

Wow, pamiętam jeszcze z Lalki, że chciano tam wymyślić lekki metal. Miał być lżejszy od powietrza.
NEVIL - Czw Lis 26, 2015 16:29

Ostatnio w Tesco kupiłem do łazienki 2 żarówki LED. Za obie zapłaciłem 20 zł. Poprzednio miałem 2 halogenowe, każda o mocy 50 W. Te 2 ledowe pobierają tylko 4 W każda, czyli razem 8 W. Dają żółte, ciepłe światło, a oszczędność ogromna. Powoli będę wszystkie żarówki w mieszkaniu wymieniał na ledowe. Dodam jeszcze, że taka jedna żarówka ledowa, która pobiera 4 W, daje światło 47 W.
========================================

Kto nam wkręcił te żarówki, czyli dlaczego każą nam używać świetlówek, a nie LED-ów? Drugi spisek żarówkowy


Robert Kędzierski
09.05.2014 14:44

Na początku XX najwięksi producenci żarówek mieli się ponoć spotkać i zawrzeć pakt: produkujmy żarówki, które będą świecić nie dłużej niż 3000 godzin. Minęło sto lat a inni producenci podobno znów się spotkali, tym razem w Brukseli. Wszyscy za to płacimy?

Zastanawialiście się kiedyś, jak to jest, że z jednej strony media informują o przełomowym innowacjach, takich jak grafen, a z drugiej strony produkty dostępne na sklepowych półkach nie zmieniają się tak diametralnie?

Giganci szeroko pojętej branży technologicznej muszą mieć w szufladach produkty naprawdę przełomowe i innowacyjne. Muszą, bo poświęcają miliardy na ich wymyślenie i przetestowanie. Pomimo tego technologia, która jest na wyciągnięcie naszej dłoni bardziej tkwi w przeszłości, niż przyszłości.

Czy tak musi być? Czy to jakiś globalny spisek? Czy naturalna kolej rzeczy - Intel dla przykładu nie sprzedawał od razu Pentium III czy IV, choć miał je już w zasadzie gotowe, najpierw musiał "spieniężyć" pracę włożoną w poprzednie procesory. Przykłady można by oczywiście mnożyć.

Portal Gadżetomania zwraca uwagę na bardzo istotny aspekt "globalnego spisku" - żarówki. Zgodnie z wytycznymi przyjętymi przez Unię Europejską konsumenci musieli pożegnać się z tradycyjnymi żarówkami. Zastąpiły je świetlówki kompaktowe, jak się okazuje gorsze dla portfela i środowiska niż świetlówki LED.

Wygląda na to, że urzędnicy niepotrzebnie się pospieszyli i nakazali przejście na nowy typ oświetlenie zanim jeszcze jego najlepsza wersja była gotowa do masowej produkcji. I tym sposobem zamiast tańszych, wydajniejszych i lepszych dla środowiska świetlówek LED używamy świetlówek kompaktowych.



Dlaczego Unia zdecydowała się działając w imię ochrony środowiska na rozwiązanie relatywnie gorsze? Dlaczego nie "poczekała" kilku lat na prawdziwą LEDową rewolucję? Niektórzy dziennikarze twierdzą wprost: najwięksi producenci świetlówek kompaktowych wywarli odpowiedni nacisk na Brukselę i przeforsowali korzystne dla siebie przepisy. Efekt jest oczywisty: wystarczy odwiedzić odpowiedni dział w dowolnym markecie, świetlówki kompaktowe zajmują w nim co najmniej 75% powierzchni.

Gadzetomania.pl przytacza publikację Polityki, która poruszyła tę kwestię już w roku 2009:

[...]dwie wielkie firmy zrozumiały, że świat przesiądzie się na LEDy, a wcześniej przez lata wydały miliardy na rozwijanie technologii świetlówkowych. Próbując ograniczać straty przeforsowały w Brukseli prawo, które wymusi zmianę żarówek na świetlówki. W ten sposób odzyskają część środków zanim technologiczna rewolucja nastąpi sama.

Czy zatem doszło do "drugiego spisku żarówkowego"? O pierwszym pakcie producentów zawartym (ponoć) jakieś sto lat temu już pisaliśmy. Wtedy firmy miały ustalić, że żarówki nie będą świecić dłużej niż 3000 godzin. Dziś zostaliśmy poniekąd zmuszeni do skorzystania z nieco przestarzałej technologii, kiedy coś wygodniejszego i tańszego było już w zasadzie gotowe do użycia. Jak to wytłumaczyć?

Aż chciałoby się sparafrazować klasyka i powiedzieć "Żarówkowym skrytożercom mówimy nie!"

źródło: http://technologie.gazeta...o_kaza_nam.html

NEVIL - Pią Gru 11, 2015 15:50

W Japonii powstała jednostka antydronowa. Policyjne drony łapią cywilne statki w sieć






Rosnąca popularność dronów, wynikająca przede wszystkim z coraz większej liczby dostępnych statków w coraz bardziej przystępnych cenach, może powodować zagrożenie w ruchu powietrznym, ale nie tylko. Częste są zatem dyskusje o zmianach w prawie, które miałyby rozwiązać ten problem. Jak donosi Buisness Inisder, o krok dalej poszli jednak Japończycy: tamtejsza policja posługuje się już bowiem dronami zdolnymi do przechwytywania innych bezzałogowych statków powietrznych.


Drony-łowcy (wiele wskazuje na to, że jest to zmodyfikowany model DJI Spreading Wings S900) będą na razie wykorzystywane tylko w Tokio, w ramach działalności powołanej tam właśnie jednostki antydronowej. Jej podstawową kompetencją będzie ochrona bezpieczeństwa wewnętrznego: w tym roku doszło bowiem w Japonii poważnego incydentu. Za pomocą drona próbowano dostarczyć do siedziby tamtejszego premiera materiały radioaktywne.

Rozczarowany mógłby być jednak ten, który spodziewał się zaawansowanej realizacji technicznej pomysłu przechwytywania dronów. W Japonii skonstruowano bowiem drony wykorzystującą dość anachroniczne metody, którym jednak trudno odmówić skuteczności. Tamtejsza policja dysponująca statkami o specyfikacji wyższej niż statki, na które może pozwolić sobie przeciętny obywatel, co pozwala na unieruchamianie cywilnych dronów urządzenia za pomocą... sieci.

Także w Polsce problem staje się poważny. Przed kilkoma tygodniami doszło bowiem do niegroźnej kolizji pomiędzy najprawdopodobniej prywatnym dronem a… myśliwcem F-16 będącym na wyposażeniu polskiej floty. Incydent nie był jednak poważny i dla wojskowego samolotu skończyło się to tylko zadrapaniami na kadłubie. Nie będzie zatem szczególnie zaskakujące, jeśli japoński model, wykorzystujący sprawdzoną sieć, będzie adaptowany przez inne państwa, na przykład w celu zabezpieczania okolic lotnisk.

źródło + vide: http://www.dobreprogramy....News,68829.html

NEVIL - Sob Sty 02, 2016 20:15


Nie tylko gadżety. 10 najciekawszych urządzeń, które pojawiły się w 2015 roku




Rok 2015 za nami. Był dla szeroko rozumianej branży IT rokiem bez wielkich rewolucji, przyniósł jednak sporo ciekawych produktów, drobiazgów, mniejszych i większych. To jednak właśnie te trafiające na rynek urządzenia wpływają bezpośrednio na życie ludzi (przynajmniej w krajach rozwiniętych), więc warto je ponownie przypomnieć. Po długich dyskusjach w redakcji przygotowaliśmy dla Was zestawienie 10 urządzeń, które naszym zdaniem najbardziej wyróżniły się spośród premier minionego roku. Uporządkowaliśmy je alfabetycznie, by uniknąć sporów o to, co było ważniejsze.

HTC Vive

Więcej: http://www.dobreprogramy....News,69283.html

NEVIL - Wto Sty 12, 2016 13:29


Niemożliwe! Wrócimy do ZWYKŁYCH żarówek?




Badacze z Massachusetts Institute of Technology znaleźli sposób, by tradycyjne żarówki były wkrótce... bardziej efektywne od żarówek LED. Przestarzałe okaże się innowacyjne?

Tradycyjne żarówki musiały ustąpić miejsca nowocześniejszym, bo były zbyt mało efektywne. Dziś okazuje się, że być może będziemy musieli odwołać LEDową rewolucję. Wszystko za sprawą naukowców z Massachusetts Institute of Technology, którzy znaleźli sposób na podniesienie efektywności standardowych żarówek. Twierdzą, że mogą ją podnieść do 40%.

Przeczytaj też: Spisek żarówkowy

To spory postęp. Do tej pory była ona mizerna, wynosiła zaledwie kilka procent. Reszta energii zamiast na światło przekształcała się w ciepło - jedynie ogrzewała powietrze. Efektywność żarówek LED jest wyższa - wynosi do 13%.

Żarówka wymyślona od nowa?

Co zatem zrobili naukowcy z MIT? Postanowili stworzyć taką, żarówkę, w której część energii cieplnej będzie "więziona" wewnątrz. Włókna wolframowe zostały otoczone specjalną warstwą, której zadaniem jest odbijanie części promieniowania podczerwonego, co w tym wypadku pozwala intensywniej rozgrzewać wolfram. Ta specjalna warstwa stworzona została z kryształu fotonicznego, możliwego do wytworzenia w sposób sztuczny, występującego również w formie naturalnej (np. opal). Jego właściwości sprawiają, że światło można "kontrolować".

Wpływ jaki ten materiał ma na bieg światła, jest podobny do wpływu wywieranego przez sieć krystaliczną na ruch elektronów w krysztale półprzewodnika. Stąd nazwa ?kryształ fotoniczny?. Struktura kryształu fotonicznego powoduje, że fale świetlne z pewnego zakresu długości fal nie mogą rozchodzić się w jego wnętrzu. Wówczas powstaje tzw. przerwa fotoniczna. Koncepcja stworzenia kryształów fotonicznych powstała jednocześnie w 1987 w dwóch ośrodkach badawczych na terenie USA. Eli Yablonovitch z Bell Communications Research w New Jersey pracował nad materiałami dla tranzystorów fotonicznych. Wówczas to sformułował pojęcie ?fotoniczna przerwa wzbroniona? (ang. photonic bandgap). W tym samym czasie Sajeev John w Priceton University pracował nad zwiększeniem wydajności laserów stosowanych w telekomunikacji odkrył tę samą przerwę. - wyjaśnia Młody Technik

Wynalazek naukowców z MIT jest jeszcze na wczesnym etapie. Prototypowa żarówka uzyskała efektywność wynoszącą 6,6%. Dalsze badania mogą przynieść jednak nie tylko nową żarówkę, ale technologię pozwalającą wykorzystać kryształy fotoniczne do innych celów - na przykład do przesyłania danych.

źródło: http://technologie.gazeta...ch-zarowek.html

NEVIL - Czw Sty 14, 2016 17:47

Tak Bill Gates wyobrażał sobie przyszłość w 1999 roku. Skąd on to wiedział?




(...)
1) Porównywarki cenowe
„Powstaną zautomatyzowane porównywarki cenowe, które umożliwią ludziom przeglądanie cen produktów z wielu stron internetowych. Dzięki temu, łatwiej będzie znaleźć najtańsze produkty z określonej kategorii”.

Dziś, niemal każdy e-zakup poprzedzamy wizytą na stronach porównywarek cenowych, takich jak Ceneo czy Skąpiec. Nasi koledzy zza oceanu mają natomiast do dyspozycji serwisy NextTag i PriceGrabber. Możemy nawet zabrać ze sobą smartfona do sklepu i zeskanować kod kreskowy danego produktu, a następnie sprawdzić, gdzie kupimy go najtaniej.

2) Smartfony i inteligentne zegarki

„Ludzie będą korzystać z niewielkich urządzeń, które umożliwią im ciągłe pozostawanie w kontakcie i pracę bez względu na miejsce, w którym aktualnie się znajdują. Będą mogli przeglądać wiadomości, dokonać rezerwacji lotu, sprawdzić najnowsze doniesienia z rynków finansowych i robić wiele innych rzeczy”.

W 1999 roku telefony komórkowe w niczym nie przypominały współczesnych smartfonów, a ich funkcjonalności były dość ograniczone. Dziś, urządzenia mobilne stały się jednym z podstawowych narzędzi naszej pracy, i ułatwiają nam życie na wiele przeróżnych sposobów, o których kilkanaście lat temu pisał Bill Gates.

3) Google Now, Siri, Cortana oraz Internet rzeczy

„Powstaną "osobiści asystenci”. Umożliwią oni zsynchronizowanie i połączenie twoich urządzeń w inteligentny sposób, czy to w domu, czy w biurze, i umożliwią wymianę danych pomiędzy nimi. Urządzenie sprawdzi twoją pocztę e-mail i powiadomienia, a następnie przedstawi potrzebne informacje. Gdy udasz się do sklepu spożywczego, powiesz temu urządzeniu, jakie danie chcesz przyrządzić, a chwilę później otrzymasz listę składników, które musisz kupić. Urządzenie to poinformuje również inne urządzenia o twoich wydatkach i grafiku, co pozwoli im na dostosowanie się do tego, co robisz”.

W kilku zdaniach Bill Gates przedstawił funkcjonowanie asystentów głosowych (Google Now, Siri, Cortana), którzy dziś pomagają nam w naszych codziennych obowiązkach. Co więcej, twórca Microsoft nakreślił również koncepcję Internetu rzeczy, która zakłada połączenie miliardów urządzeń elektronicznych w globalną sieć oraz wymianę informacji pomiędzy tymi urządzeniami. (...)

Więcej: http://technologie.gazeta...-roku-skad.html

NEVIL - Czw Sty 14, 2016 18:22


Megakonstrukcje - niewyobrażalne osiągnięcia człowieka


Ludzka natura sprawia, że człowiek wciąż przesuwa granicę swoich możliwości, mierząc coraz wyżej i patrząc coraz dalej. Najlepiej świadczą o tym kolejne czasem szalone, a innym razem imponujące inwestycje, których koszty liczy się w miliardach dolarów. Oto dziesięć, naszym zdaniem, najciekawszych powstających i już istniejących megakonstrukcji.



Platforma wiertnicza Goliat (Norwegia)


Goliat to największa cylindryczna platforma wiertnicza na świecie. Jest ona platformą typu FPSO (skrót od ang. Floating Production, Storage and Offloading Unit), czyli jednostką pływającą, której zadaniem jest wydobywanie, wstępne oczyszczenie, przechowywanie oraz przeładunek ropy naftowej i gazu ze złóż pod wodą.

Platforma, zacumowana na Morzu Barentsa, ok. 80km od wybrzeży Norwegii, przybyła w to miejsce ze stoczni w Korei Południowej. Ważąca 64 tysiące ton jednostka o średnicy 107m i wysokości 170m, jest w stanie wyprodukować dziennie 100 tys. baryłek ropy, przy możliwościach magazynowych na poziomie 1 miliona baryłek. Energia potrzeba do zasilania Goliata dostarczana jest do niego z lądu za pomocą podmorskiego kabla o długości 100 km. Na platformie może przebywać maksymalnie 120 osób, dla których przygotowano 120 jednoosobowych kajut. Koszt jej budowy wyniósł 5,6 mld euro.

Czytaj więcej na http://nt.interia.pl/rapo...ampaign=firefox

NEVIL - Nie Sty 24, 2016 10:31

Komentarze:

Ja_z_polski


Mnie to nie cieszy, mnie to przeraża.

-----------------------------

perweniusz

To wcale nie jest dobre. Nie ma się czym podniecać.

======================

Nadchodzi przełom cywilizacyjny na miarę internetu: połączenie mózg-komputer i mózg-sieć. Innowacyjna DARPA zaprasza świat




Nigdy nie mów nigdy w sprawach nauki, technologii i ludzkiej kreatywności. Nieoczekiwanie na przełomie XX i XXI wieku internet zmienił stosunki międzynarodowe, wojnę i pokój, gospodarkę i kulturę, i wszystkie inne dziedziny życia ludzi świata. Mocniej wyznaczył granicę stuleci i tysiącleci niż na przykład atak Al-Kaidy na Nowy Jork i Waszyngton 11 września 2001 roku, często uważany za początek obecnej epoki.

Wybuch masowej dostępności i używania internetu nastąpił w 1993 roku w Stanach Zjednoczonych – widziałem to z Waszyngtonu, więc epicentrum – a już po około dziesięciu latach cała ludzkość żyła inaczej.

Nowy wielki przełom cywilizacyjny nadejdzie prawdopodobnie wkrótce po 2020 roku, być może już przed 2025 rokiem. Od kilku lat niektóre uczelnie świata rozwijają technologię bezpośredniego łączenia mózgu i całego systemu nerwowego człowieka z komputerem i innymi urządzeniami elektronicznymi. Między innymi zbudowano – na amerykańskim Johns Hopkins University – pełną protezę ręki i dłoni, połączoną bezpośrednio z kością ramienia, a sterowaną myślami. Opanowane zostało przesyłanie informacji także w przeciwnym kierunku: prototypy innych urządzeń z uniwersytetów amerykańskich i brytyjskich pozwalają na przykład dostarczać wprost do mózgu obraz z kamery elektronicznej – dotąd o niskiej rozdzielczości.

Trwa okres wynalazków i prototypów podobny do wczesnej historii internetu przed 1993 rokiem. Internet stworzyła, we współpracy głównie z uczelniami, amerykańska DARPA – Defense Advanced Research Projects Agency (Agencja Obronnych Zaawansowanych Projektów Badawczych), część Pentagonu odpowiedzialna za najbardziej odważną innowacyjność. Teraz DARPA zamierza, na podobnej drodze, osiągnąć skok technologiczny w łączeniu mózgu z elektroniką. Przeznacza 60 milionów dolarów przez najbliższe 4 lata na budowę wszczepialnego interfejsu o bardzo wysokiej przepustowości. Interfejs musi być dwukierunkowy i uniwersalny – zdolny przesyłać informacje różnego rodzaju i przeznaczenia. Przez internet i inne sieci mózg człowieka będzie łączyć się z całym światem, w tym mózgami innych ludzi. Taka technologia stanie się niezwykle atrakcyjna społecznie i komercyjnie, wywołując wybuch na miarę 1993 roku. DARPA zaczyna zbierać wstępne propozycje – z całego świata. Naukowcy i inżynierowie z Ameryki, Europy, Izraela i Australii mają motywującą konkurencję z Chin, Japonii, Indii, Rosji i innych krajów. Ktoś na pewno osiągnie cel.

Nadchodzący przełom jest oczekiwany. Ponad dwa lata temu napisałem w artykule „GigaSzpieg, GigaBrat” w tygodniku „wSieci” z 1-7 lipca 2013 roku:

Na etapie udanych eksperymentów jest w pełni biotechnologiczny Orwell 4.0 – bezpośrednie łączenie elektroniki z systemem nerwowym. Na razie służy dobrym celom: zapewnia odzyskanie zmysłów i ruchu niepełnosprawnym, a większą zdolność bojową i bezpieczeństwo żołnierzom. Ułatwi podróż na Marsa. Ale na końcu tej drogi czekają powszechne elektroniczne implanty i manipulowanie ludzką biologią. Tworzenie cyborgów może zacząć się szybciej niż za pokolenie. Na własne życzenie ludzi i za ich pieniądze, przynajmniej w cywilizacji zachodniej, chociaż niekoniecznie innych. Człowiek dobrowolnie straciłby ostatnią szansę wolności.

W artykule wyjaśniłem, czym są Orwell 1.0, Orwell 2.0 i Orwell 3.0. Cały tekst służył ostrzeganiu przed nadużywaniem i ogólnie negatywnymi skutkami przełomowych technologii, dlatego w zasadzie pomijał skutki pozytywne i bezcenne – jasną stronę mocy. Jak zawsze w dziejach, nic nie zatrzyma ludzkość w wypróbowaniu strony jasnej i strony ciemnej.

Rozwój cywilizacyjny na świecie przyśpiesza i będzie przyspieszać. Wśród krajów, które muszą przyśpieszać jeszcze bardziej, jest Polska – wciąż blisko dna rankingów innowacyjności Europy i Zachodu. Dziś – nie jutro – trzeba w Polsce zacząć skokowe zwiększanie środków państwowych na innowacyjność i wprowadzić zmiany systemowe zachęcające do podobnego skoku naprzód samorządy terytorialne, przedsiębiorstwa, uczelnie, fundacje i inne podmioty gospodarcze i społeczne. Tu nie ma czasu miejsca na małe kroki – właśnie tu jest czas i miejsce na rewolucję.

źródło: http://wpolityce.pl/swiat...-zaprasza-swiat

Moska90 - Nie Sty 24, 2016 13:12

Fakty są takie, że jeśli samemu się nie zadba, to nikt nie zadba. A wiąże się z tym ciekawy temat dla właścicieli firm. Na rynku jest oprogramowanie takie jak Tableau, które sprawia, że wszystkie dane dotyczące firmy są bardziej przejrzyste i czytelne. Polecam się z tym zapoznać w prezentacji http://newdatalabs.com/prezentacja-1/ Bardzo logiczne podejście.
NEVIL - Wto Sty 26, 2016 18:29

Komentarz:

~BIGOS

Sztuczna inteligencja mogłaby wiele dobrego zdziałać ale jak to zawsze bywa... Po każdą technologię swoje łapska wyciąga najpierw przemysł zbrojeniowy i zawsze kończy się to tragicznie
.

==========================

Stanowcze "nie" dla sztucznej inteligencji na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos


Na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos wrócił temat sztucznej inteligencji. Zgromadzeni tam naukowcy postanowili kolejny raz ostrzec przed nią świat.



Forum zgromadziło wielu specjalistów, naukowców, a nawet prezesów największych na świecie firm. Jednym z omawianych tematów była sztuczna inteligencja. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że jest ona zagrożeniem dla współczesnego świata. Chodzi szczególnie o autonomiczne roboty bojowe oraz AI mające pod swoją kontrolą broń. Zresztą, takie ostrzeżenia nie padają po raz pierwszy. Już wcześniej w podobnym tonie wypowiadali się np. Elon Musk czy Stephen Hawking.

Wiadomo, że nad takimi rozwiązaniami pracuje obecnie wiele państw. Najbardziej zaawansowane badania prowadzą oczywiście USA. Jednym z przykładów są np. autonomiczne bezzałogowce mogące samodzielnie obierać cel i dokonywać ataku.

źródło: http://nt.interia.pl/tech...tm_campaign=RSS

NEVIL - Sro Sty 27, 2016 14:41

Coraz bardziej przeraża mnie ten świat...
===================

Amerykańska armia zamieni żołnierzy w cyborgi


Amerykańska armia ogłosiła, że rozwija interfejs do implantacji neuronowych, które pozwolą na bezpośrednią komunikację między mózgiem żołnierza a komputerem.



Program nazwany NESD (Neural Engineering System Design) ma na celu stworzenie nowego rodzaju komunikacji - bezpośrednio między ludzkim mózgiem a zewnętrznym komputerem. Dzięki temu, żołnierze będą mogli otrzymywać rozkazy od dowództwa lub nowe szczegóły dotyczące misji bez konieczności klasycznej komunikacji. Projekt jest wspierany w ramach programu BRAIN Initiative przez Baracka Obamę i organizację DARPA.

W ramach programu NESD naukowcy chcą stworzyć biokompatybilny czujnik o wielkości nie przekraczającej 1 cm3. Będzie on spełniał rolę tłumacza, konwertującego język zerojedynkowy na język elektrochemiczny używany przez neurony w mózgu i odwrotnie. Dzięki NESD ma powstać neurointerfejs, w którym połączenie komputera i mózgu będzie możliwe. Obecnie urządzenie składa się z około 100 kanałów, ale DARPA zamierza stworzyć system zdolny do komunikacji z maksymalnie 1 milionem neuronów jednocześnie.

- Dzisiejsze najlepsze interfejsy mózg-komputer są jak dwa superkomputery, które próbują ze sobą rozmawiać za pomocą starego modemu o prędkości transmisji 300 bodów. Wyobraźmy sobie, co będzie możliwe, kiedy uaktualnimy narzędzia i otworzymy kanał między ludzkim mózgiem a współczesną elektroniką - powiedział Phillip Alvelda, szef projektu.

Potencjalne zastosowania innowacyjnego neurointerfejsu wykraczają daleko poza wojsko. NESD może zostać wykorzystany także do rehabilitacji i leczenia pacjentów z problemami neurologicznymi, a także do rozwoju genetyki syntetycznej.

źródło: http://nt.interia.pl/rapo...ommentsZoneList

NEVIL - Czw Lut 11, 2016 18:37

"Jeśli coś jest niemożliwe do wykonania, dajcie to zrobić Polakom". Ci ludzie pracują nad tym, aby podróż z Krakowa do Gdańska trwała 35 minut [WYWIAD]





Gdy przekraczałem próg niepozornego budynku na obrzeżach Warszawy, nie spodziewałem się, że spotkam w nim ludzi, którzy już wkrótce będą uczestniczyć w technologicznej rewolucji definiującej przyszłość transportu.

Hyper Poland to grupa absolwentów, pracowników i studentów Wydziału Mechanicznego Energetyki i Lotnictwa Politechniki Warszawskiej, która postawiła sobie odważny cel: budowę prototypu nowego środka transportu, który w przyszłości pozwoli nam podróżować z prędkością 1000 km/h. Przy takiej prędkości, z Gdańska do Krakowa dotarlibyśmy w... 35 minut.

Więcej + komentarze:

http://technologie.gazeta...ja-nad-tym.html

NEVIL - Sro Lut 17, 2016 22:27


Szklany dysk najnowocześniejszą technologią przechowywania danych na świecie




Przechowywanie dużych ilości danych może być teraz łatwiejsze niż kiedykolwiek - uczeni z Wielkiej Brytanii opracowali metodę składowania danych w niewielkim kawałku szkła.


Projekt przypomina kryształy pamięci z filmu "Superman". O ile jednak kryształy były dość pokaźnych rozmiarów, o tyle w przypadku wynalazku Brytyjczyków mamy do czynienia z małym, cienkim kawałkiem szkła, które mieści się w zamkniętej dłoni.

Zastosowana technologia pozwala na przechowywanie danych bezpiecznie przez miliardy lat. Szklane "dyski" są wynalazkiem uczonych z Uniwersytetu Southampton.

Na dyskach zapisano dotychczas kilkanaście dokumentów, w tym chociażby Pismo Święte, Deklarację Praw Człowieka lub amerykańską Deklarację Niepodległości.

Jeden z autorów nowoczesnej technologii - prof. Peter Kazansky - uważa, że pomoże ona w przetrwaniu dorobku naszej cywilizacji:

Ta technologia pozwala na przechowanie dowodów na istnienie naszej cywilizacji, gdyby ludzkość przestała istnieć. To sprawi, że nie zostaniemy zapomniani.

Każdy dysk jest w stanie przechować 360 terabajtów - tyle co 22500 standardowych iPhonów.

Dane na dyskach zapisuje się za pomocą laserowego grawerunku. Uczeni na razie zaprezentowali swój wynalazek na międzynarodowej konferencji w San Francisco. Jej twórcy poszukują obecnie partnerów przemysłowych, którzy pomogą w rozwijaniu i komercjalizacji dysków.

źródło: http://wgospodarce.pl/inf...nych-na-swiecie

NEVIL - Pią Mar 04, 2016 11:22


Polacy odesłali krzem do lamusa! W podkarpackiej wsi stworzyli pierwszą na świecie fabrykę drukowanych ogniw słonecznych




We wsi Zaczernie, która znajduje się kilka kilometrów od Rzeszowa, firma ML System stworzyła pierwszą na świecie fabrykę drukowanych ogniw słonecznych. Wytwarzane w niej panele fotowoltaiczne oparte o substancje organiczne mają zastąpić swoje odpowiedniki z krzemu, od których są efektywniejsze i tańsze w utrzymaniu.

15 patentów za miliony

ML System w wyniku prowadzonych przez kilka lat prac badawczo-rozwojowych, opracowała technologię, która pozwala rozpocząć pilotażową na świecie produkcję ogniw słonecznych trzeciej generacji. Ich innowacyjność polega na użyciu do ich wytwarzania substancji organicznych zamiast krzemu, który jest mniej wydajnym i droższym materiałem.

Pierwsza na świecie fabryka, w której będą produkowane innowacyjne ogniwa OPV, które przetworzą światło słoneczne w energię elektryczną, została otwarta w połowie lutego we wsi Zaczernie koło Rzeszowa. Realizacja inwestycji kosztowała 56 mln złotych. Aż 70 proc. środków przeznaczono na stworzenie technologii wytwarzania paneli – firma ML System dokonała w tym celu 15 zgłoszeń patentowych.

Więcej + video: http://innpoland.pl/12547...niw-slonecznych

NEVIL - Pon Mar 07, 2016 17:42


Powstaje supersamolot, który wyląduje w każdym terenie




Rozpędzi się do 750 km na godzinę, a dzięki możliwości pionowego startowania i lądowania sprawdzi się w każdym terenie. Taki bezzałogowy supersamolot ma być gotowy już za kilka lat.

Przełomowego bezzałogowca przygotowuje Agencja Zaawansowanych Projektów Badawczych w Obszarze Obronności (DARPA).

Jedną z jego najważniejszych zalet ma być funkcja pionowego startowania i lądowania, dzięki której maszyna nie będzie potrzebowała pasa startowego, aby wzbić się w powietrze, a następnie bezproblemowo wylądować w trudnym terenie.

Maksymalna prędkość też robi wrażenie – 750 km/h na godzinę w przypadku autonomicznej maszyny to wręcz kosmiczne osiągi. Samolot będzie mógł przy tym transportować znaczne ilości ładunków – nawet 4,5 tony, czyli około 40 proc. jego całkowitej masy.

Samolot przyszłości nie ma jeszcze oficjalnej nazwy, ale jego prototyp jest określany jako „projekt VTOL X-Plane”. Pierwsze pokazowe loty mają odbyć się w 2018 roku, ale przez pierwszych kilka lat maszyna będzie znajdowała się w fazie testów.

źródło: http://wgospodarce.pl/inf...-kazdym-terenie

NEVIL - Nie Kwi 10, 2016 12:30


Przydomowy magazyn słonecznej energii? – śmiały projekt polskiej firmy




Mostostal Warszawa w ramach międzynarodowego konsorcjum opracowuje pierwszą na świecie baterię termochemiczną. Chodzi o opracowanie technologii taniego i wydajnego magazynowania energii cieplnej pochodzącej np. z promieniowania słonecznego. Projekt, który może okazać się przełomem w wykorzystywaniu energii odnawialnych i w tworzeniu najbardziej wydajnych na świecie sezonowych magazynów ciepła.

Idea jest taka: w baterii termochemicznej latem magazynowana jest nadwyżka energii pozyskanej ze Słońca w celu późniejszego wykorzystania zimą. System ma zapewniać bardzo niskie straty energii podczas całego procesu. Dzięki temu możliwe jest ogrzewanie domu energią ze Słońca przez cały rok, niezależnie od pogody.

Więcej: http://wgospodarce.pl/inf...-polskiej-firmy

NEVIL - Sro Kwi 13, 2016 15:59

Nowy najwyższy budynek świata powstanie w Dubaju




W Dubaju zbudowany zostanie nowy najwyższy budynek świata, a zarazem jedna z najbardziej niezwykłych konstrukcji w mieście. Wysokościowiec ma kosztować miliard dolarów, a jego budowa ma zakończyć się już w 2020 roku.

Wyścig o miano najwyższego budynku świata nabiera tempa. Obecnie ten prestiżowy tytuł dzierży Burdż Chalifa położony w Dubaju wieżowiec Burdż Chalifa, który sięga 828 metrów. Jego następcą ma być nowy wieżowiec budowany przez firmę Emaar Properties PJSC, który stanie na obszarze Dubai Creek Harbour. Nowy wysokościowiec będzie inspirowany mitycznymi wiszącymi ogrodami w Babilonie.

Koszt budowy nowego najwyższego budynku świata wyniesie około miliarda dolarów. Ostateczna wysokość wieżowca nie została jeszcze ujawniona, jednak ma być on „nieznacznie” wyższy od Burdż Chalifa. Budowa zacznie się w czerwcu tego roku, a wieżowiec ma być gotowy przed rozpoczęciem wystawy światowej Expo, która odbędzie się w Dubaju w 2020 roku.

– Chcieliśmy stworzyć nową wizytówkę Dubaju – powiedział Mohamed Alabbar, prezes Emaar Properties. Dubaj z każdym rokiem odwiedza coraz więcej turystów - w 2012 roku było ich 10 mln, szacuje się, że do 2020 roku będzie ich dwa razy więcej.

Nowy wieżowiec będzie miał taras widokowy, ogrody oraz 18-20 pięter przeznaczonych na sklepy, restauracje i inne atrakcje przygotowane specjalnie dla turystów. Budynek został zaprojektowany przez hiszpańsko-szwajcarskiego architekta Santiago Calatrava Vallsa.

W najbliższych latach rywalizacja o miano najwyższego budynku świata będzie jednak zacięta. Najpoważniejszym kandydatem jest Jeddah Tower, który ma stanąć w Arabii Saudyjskiej i przekroczyć kilometr wysokości. W listopadzie ubiegłego roku saudyjski miliarder, książę Alwaleed bin Talal, poinformował, że wraz ze swoją firmą inwestycyjną Kingdom Holding Co. zapewnił już 2 mld dol. środków na budowę rekordowego wysokościowca.

W odległej przyszłości majaczy jednak projekt, który przewyższy wszystkie dotychczasowe pomysły z rejonu Zatoki Perskiej. Na 2045 rok zaplanowane jest zakończenie budowy Sky Mile Tower - wysokościowca, który ma stanąć w Tokio i osiągnąć wysokość 1,7 km, czyli da razy więcej od Burdż Chalifa. Wysokościowiec ma funkcjonować jak oddzielne małe miasto - będzie mogło w nim zamieszkać aż 55 tys. osób.

źródło: http://wgospodarce.pl/inf...stanie-w-dubaju

NEVIL - Sob Kwi 16, 2016 11:25

Komentarze:

feldkurat-katz

Panowie z Jasienicy mają inicjatywę i wielki potencjał . A krytykantów zapytam - Czy coś w życiu skonstruowali i wyprodukowali . Kiedyś redaktor Bober w telewizji takich ludzi z twórczą inicjatywą promował i eksponował . Teraz tę rolę promocyjna przejął internet . I dobrze !


-----------------------------

Jarosław Spychała


Fantastyczna. Tylko brakuje jakiegoś mocowania na łańcuch antykradziezowy żeby ja przykuć ją do czegoś. Gratuluję! Szkoda że tyle kosztuje bo sam bym od razu kupił.

----------------------------

zawsze_edek

Panie Marianie drogo? A pali pan papieroski? To dla pana wiedzy, palacz tyle rocznie wydaje na papierosy. Rocznie! Wystarczy przestac palic i juz sie ma 6tysi na ten pojazd. O zdrowiu nie wspominajac....

==============================

Bracia z podkarpackiej wsi skonstruowali superoszczędną elektryczną ''hulajnogę''. ''Jazda kosztuje grosz za kilometr''


Jedni w wolnej chwili jadą na ryby, inni piją piwo, a bracia Preisnerowie z Jasienicy Rosielnej na Podkarpaciu skonstruowali elektryczny pojazd. Waży niecałe 50 kilogramów, pozwala pokonać do 50 kilometrów na jednym ładowaniu, no i ponoć jest wyjątkowo oszczędny w użytkowaniu. - Jazda nim kosztuje grosz za kilometr - deklarują konstruktorzy.

Na test umawiamy się pod brzozowskim ratuszem. Będę jechał samochodem, a Piotr Preisner dotrze tam na Mobi-2 - niewielkim elektrycznym pojeździe, który skonstruował wraz z bratem Leszkiem. Ruszamy jednocześnie z położonej 3,5 kilometra od serca Brzozowa Starej Wsi, sprzed warsztatu, w którym Piotr Preisner na co dzień lakieruje samoloty.

Zanim opuszczę parking i wąskimi dróżkami przedrę się do drogi głównej, jasnożółty pojazd, ważący tyle samo co paliwo w baku mojego samochodu, odjeżdża na kilkaset metrów. Z oddali widzę, jak dobrze zbudowany Piotr Preisner zwinnie śmiga „hulajnogą” poboczem drogi, z łatwością pokonując wzniesienia, których krajobraz Podkarpacia nie szczędzi kierowcom. Przyspieszam i gdzieś w połowie trasy wyprzedzam Mobi-2. Potem kilka razy zwalniam, bo kolejnym kierowcom przede mną jak na złość chce się skręcać.

Na miejsce przyjeżdżam po ośmiu minutach. Piotr Preisner dociera niecałe 30 sekund później.

Dane techniczne

Z folderu Mobi-2: Dwukołowy pojazd z napędem elektrycznym do poruszania się w pozycji stojącej. Posiada małą masę 49 kilogramów i pozwala przejechać do 50 kilometrów na jednym ładowaniu. Koszt przejechania jednego kilometra oscyluje w granicach 1 grosza. Prędkość maksymalna - 25 km/h (w opcji turbo - 40 km/h). Pojazd jest bardzo ekonomiczny i ekologiczny. Poruszanie się nim jest intuicyjne, łatwe i przyjemne. Mobi-2 jest nie tylko zaawansowanym technicznie pojazdem, ale także zwraca uwagę estetyką kształtu i jakością wykonania.



Więcej: http://weekend.gazeta.pl/...zna.html#TRwknd

NEVIL - Pią Kwi 22, 2016 08:53

Słoneczny samolot Solar Impulse 2 w misji dookoła świata




Napędzany energią słoneczną samolot Solar Impulse 2 wystartował w czwartek z Hawajów w kierunku Kalifornii, wznawiając przerwany w lipcu 2015 roku lot dookoła świata. Za sterami zasiadł Bertrand Piccard. Lot do Kalifornii ma potrwać 62 godziny.


Samolot lądował pod Honolulu 3 lipca. Wcześniej wykonał blisko 118-godzinny lot z japońskiej Nagoi, ustanawiając nowy rekord w długości samotnego lotu non stop. Dalszy lot musiano jednak odłożyć z powodu uszkodzenia akumulatorów.

Historyczny lot dookoła świata Solar Impulse 2 rozpoczął 9 marca 2015 r. w Abu Zabi. Trasę podzielono na kilkanaście etapów. Planowane przystanki są przeznaczone na odpoczynek pilotów Andre Borschberga i Bertranda Piccarda, przegląd samolotu i kampanię na rzecz czystej energii.

Samolot jest wyposażony w ponad 17 tys. ogniw fotowoltaicznych, pokrywających jego skrzydła o długości 72 metrów. To niemal tyle, ile rozpiętość skrzydeł Airbusa A380.

Energia z ogniw fotowoltaicznych jest magazynowana w akumulatorach litowo-jonowych, które zasilają cztery silniki elektryczne. Solar Impulse 2, zbudowany z włókien węglowych, waży 2,3 tony. Jego prędkość maksymalna to 140 km/h, a pułap praktyczny - 8500 metrów. Lekka waga sprawia, że jest bardzo narażony na kaprysy pogody i prądy powietrza.

Solar Impulse 2 jest następcą pierwszej tego rodzaju maszyny, Solar Impulse 1, która m.in. odbyła wieloetapowy lot przez USA w 2013 r.

źródło: http://wgospodarce.pl/inf...-dookola-swiata

NEVIL - Nie Kwi 24, 2016 15:00


Solar Impulse 2 w locie dookoła świata: Pacyfik pokonany!




Pilotowany przez Bertranda Piccarda samolot o napędzie słonecznym Solar Impulse 2 zakończył w sobotę po południu (czasu lokalnego) 56-godzinny lot nad Pacykiem z Hawajów do San Francisco. Był to kolejny etap lotu dookoła świata.

Samolot o napędzie słonecznym Solar Impulse 2 bezpiecznie wylądował w sobotę w nocy (czasu lokalnego) w Dolinie Krzemowej w Kalifornii po 62-godzinnym locie nad Pacyfikiem z Hawajów do San Francisco.



Bertrand Piccard (na zdjęciu) wylądował na lotnisku Moffet Airfield w Mountain View o godzinie 23.45. Wcześniej dokonał spektakularnego przelotu nad słynnym mostem Golden Gate, spinającym oba brzegi cieśniny Zatoki San Francisco. Samolot o niezwykle dużej rozpiętości skrzydeł obserwowany był przez tysiące ludzi.

Przed zaplanowanym lądowaniem na lotnisku Moffet Airfield, w Mountain View, Piccard dokonał spektakularnego przelotu nad słynnym mostem Golden Gate, spinającym oba brzegi cieśniny Zatoki San Francisco. Samolot o niezwykle dużej rozpiętości skrzydeł obserwowany był przez tysiące ludzi.

Piccard mówił wcześniej, że nie może doczekać się przelotu nad Golden Gate samolotem, który nie zanieczyszcza środowiska i nie hałasuje.



Solar Impulse sześć godzin krążył nad rejonem San Francisco i północną Kalifornią, oczekując na czas, gdy osłabnie siła wiatru.

Celem lotu dookoła świata, który Piccard rozpoczął w Abu Zabi, stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich, w marcu ubiegłego roku jest propagowanie energii odnawialnej i ducha innowacji.

Dotychczasowe etapy lotu wiodły przez Oman, Birmę, Chiny, Japonię i Hawaje. Celem lotu dookoła świata, który Piccard rozpoczął w Abu Zabi, stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich, w marcu ub. r., jest propagowanie energii odnawialnej i ducha innowacji.

źródło: http://wgospodarce.pl/inf...acyfik-pokonany

NEVIL - Pią Maj 13, 2016 08:56

Solarny samolot coraz bliżej celu. Przełomowy lot!




Po ponad 18 godzinach lotu napędzany energią słoneczną samolot Solar Impulse 2 wylądował w mieście Tulsa w stanie Oklahoma w środkowej części USA, pokonując kolejny etap podróży dookoła świata.

Impulse 2 leciał dokładnie 18 godzin i 15 minut z Phoenix w Arizonie.

Za sterami eksperymentalnej maszyny siedział Szwajcar Bertrand Piccard. Drugi pilot biorący udział w projekcie, pochodzący również ze Szwajcarii Andre Borschberg, nie uczestniczył w tym etapie podróży.

"Lot był bardzo interesujący (...) Zwłaszcza jego pierwsza część, nad Arizoną i Nowym Meksykiem, gdzie były wspaniałe widoki" - powiedział Piccard po wylądowaniu.

Impulse 2 czekają jeszcze jeden lub dwa etapy w USA, które zakończą się w Nowym Jorku. Następnie samolot pokona Atlantyk, docierając do Europy, a potem do Abu Zabi w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, skąd wyruszył 9 marca 2015 roku.

Historyczny lot dookoła świata promuje technologie wykorzystujące odnawialne źródła energii. Trasę podzielono na kilkanaście etapów. Planowane przystanki są przeznaczone na odpoczynek pilotów, przegląd samolotu i kampanię na rzecz czystej energii.

Samolot jest wyposażony w ponad 17 tys. ogniw fotowoltaicznych, pokrywających jego skrzydła o długości 72 metrów. To niemal tyle, ile rozpiętość skrzydeł Airbusa A380.

Energia z ogniw fotowoltaicznych jest magazynowana w akumulatorach litowo-jonowych, które zasilają cztery silniki elektryczne. Solar Impulse 2, zbudowany z włókien węglowych, waży 2,3 tony. Jego prędkość maksymalna to 140 km/h, a pułap praktyczny - 8500 metrów. Lekka waga sprawia, że jest bardzo narażony na kaprysy pogody i prądy powietrza.

Solar Impulse 2 jest następcą pierwszej tego rodzaju maszyny, Solar Impulse 1, która m.in. odbyła wieloetapowy lot przez USA w 2013 roku.

źródło: http://wgospodarce.pl/inf...-przelomowy-lot

NEVIL - Nie Maj 22, 2016 09:08

Solarny samolot wylądował w Ohio


Napędzany energią słoneczną samolot Solar Impulse 2 w nocy z soboty na niedzielę wylądował w Dayton, w stanie Ohio, dokąd wyleciał z Tulsy w stanie Oklahoma. Był to przedostatni etap podróży dookoła świata przed lotem nad Oceanem Atlantyckim



Zbudowana w Szwajcarii eksperymentalna maszyna, pilotowana przez Szwajcara Andre Borschberga, wylądowała w sobotę o godz. 21.56 (w niedzielę o godz. 3.56 czasu polskiego) na lotnisku w Dayton, po 16 godz. i 34 minutach lotu, czyli ponad godzinę szybciej niż przewidywano.

Przystanek w Dayton ma wyjątkowe, symboliczne znaczenie, gdyż z tego miasta pochodzili amerykańscy pionierzy lotnictwa bracia Wright. W mieście pilotów Solar Impulse 2 powitali ich potomkowie, Stephen i Amanda Wright.

Więcej: http://www.forbes.pl/sola...04865,1,1.html#

NEVIL - Czw Cze 23, 2016 11:30

Solarny samolot zakończył lot nad Atlantykiem




Napędzany energią słoneczną samolot Solar Impulse 2 zakończył w czwartek ponad 70-godzinny lot nad Oceanem Atlantyckim i wylądował bezpiecznie w Sewilli na południu Hiszpanii. Był to 15 etap podróży maszyny dookoła świata.

Samolot wyleciał w poniedziałek z Nowego Jorku w Stanach Zjednoczonych. Pilotowany był przez Szwajcara Bertranda Piccarda.

W Sewilli Solar Impulse 2 wylądował o godzinie 7.30. Nad Atlantykiem samolot leciał z prędkością zaledwie ok. 70 km na godzinę.

Z Europy solarny samolot, którego skrzydła mają większą rozpiętość od skrzydeł Boeinga 747, uda się na Bliski Wschód, by zakończyć historyczny lot dookoła świata w Abu Zabi, skąd wyleciał 9 marca 2015 roku. Maszyna wyposażona jest w ponad 17 tys. ogniw fotowoltaicznych.

Lot zbudowanej w Szwajcarii maszyny Solar Impulse 2 to promowanie technologii wykorzystujących odnawialne źródła energii. Trasę samolotu podzielono na kilkanaście etapów. Planowane przystanki są przeznaczone na odpoczynek pilotów, przegląd samolotu i kampanię na rzecz czystej energii.

Solar Impulse 2, zbudowany z włókien węglowych, waży 2,3 tony. Niska waga sprawia, że jest bardzo narażony na kaprysy pogody i prądy powietrza. Średnia prędkość samolotu to 75 km na godzinę, ale w pełnym nasłonecznieniu może się ona podwoić. Energia z ogniw fotowoltaicznych jest magazynowana w akumulatorach litowo-jonowych, które zasilają cztery silniki elektryczne.

Solar Impulse 2 jest następcą pierwszej tego rodzaju maszyny, Solar Impulse 1, która m.in. odbyła wieloetapowy lot przez USA w roku 2013.

źródło: http://wgospodarce.pl/inf...nad-atlantykiem

NEVIL - Pią Lip 15, 2016 12:38

Historyczny lot dookoła świata. Solar Impulse 2 zakończył przedostatni etap




Solar Impulse 2 zakończył w środę rano w Kairze przedostatni etap podróży dookoła świata. Samolot napędzany energią słoneczną pilotowany przez Andre Borschberga wystartował w poniedziałek z Hiszpanii. Przeleciał nad Morzem Śródziemnym przez przestrzeń powietrzną Tunezji, Algierii, Malty, Włoch i Grecji. Lot dookoła świata zakończy się w Abu Zabi, skąd maszyna wyleciała 9 marca 2015 roku.

Więcej + video: http://wiadomosci.gazeta....-egipskimi.html

NEVIL - Nie Lip 24, 2016 10:15


Samolot o napędzie słonecznym kończy roczny lot dookoła świata




Pilotowany przez Szwajcara Bertranda Piccarda samolot o napędzie słonecznym Solar Impulse 2 wystartował w niedzielę nad ranem z Kairu do ostatniego 17 etapu rozpoczętej przed ponad rokiem podróży dookoła świata.

Samolot, żegnany przez oklaski i okrzyki powodzenia ekipy naziemnej, oczekiwany jest w stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich Abu Zabi po 48 godzinach lotu. Właśnie stamtąd wystartował do pierwszego etapu 9 marca 2015 r.

Kontrola misji wybrała właśnie obecny okres do ostatniego etapu bowiem powstały sprzyjające warunki atmosferyczne pozwalające maszynie pokonać strefę wysokich temperatur nad Arabią Saudyjską. Ponadto wcześniej Bertrand był chory.

Właśnie wystartowałem z Kairu aby zakończyć pierwszy lot dookoła świata samolotem napędzanym przez Słońce. Marzyłem o tym od 1999 r.

—napisał Piccard na Twitterze, kiedy Solar Impulse znalazł się w powietrzu. Wcześniej mówił dziennikarzom, że „to jest projekt dla lepszego świata”.

Solar Impulse przyleciał do Kairu 13 lipca z Sewilli, w Hiszpanii, gdzie wylądował 23 czerwca po bezprecedensowym trzydniowym locie nad Atlantykiem trasą o długości 6765 km. W ten sposób Piccard został pierwszym człowiekiem, który przeleciał nad Atlantykiem samolotem nie napędzanym tradycyjnym paliwem.

Samolot jest bardzo lekki, waży ok. 1,5 tony, ale rozpiętość jego skrzydeł jest większa niż Boeinga 747. Wyposażony jest w 17 tys. ogniw fotowoltaicznych umieszczonych na skrzydłach, które zamieniają energię słoneczną na elektryczną służącą do napędu silników. W nocy samolot korzysta z energii zmagazynowanej w akumulatorach.

Przeciętna szybkość lotu wynosi nieco ponad 45 km/godz, chociaż w dzień, w okresie największej operacji słonecznej, może być dwa razy większa.

Mimo, że ostatni etap podróży jest stosunkowo krótki to Piccard oceniał go jako trudny.

To jest bardzo, bardzo gorący rejon, ten lot to będzie wyzwanie

—powiedział.

Celem projektu, do którego przygotowania rozpoczęto w 2002 r. i który pochłonął ponad 100 mln dolarów, jest propagowanie energii odnawialnej i ducha innowacji.

źródło: http://wpolityce.pl/lifes...-dookola-swiata

NEVIL - Sro Sie 03, 2016 08:40

Freedom Ship – pływające miasto z własnym lotniskiem. To będzie największy statek w historii


Ma zabierać na swój pokład 100 tysięcy ludzi, mieć własny system metra, 25 pokładów z bankami, szpitalami, hotelami, stadionami sportowymi, a nawet pełnoprawną szkołą. Freedom Ship, który ma być ponad 5 razy dłuższy niż legendarny Titanic, ma być prawdziwym, pływającym miastem.



Więcej: http://technowinki.onet.p...statek-w/14n3ww

NEVIL - Nie Wrz 11, 2016 21:28


Król Ozyrys odleciał w kosmos. Zbada asteroidę Bennu


To ważna i odważna misja. Sonda leci do stosunkowo bliskiej Ziemi asteroidy i ma z niej pobrać próbkę materii.



8 września o godzinie 7 wieczorem z Przylądka Cape Canaveral wystartowała rakieta Atlas V z dość niezwykłym ładunkiem. Jest nim sonda OSIRIS-REx, pierwsza amerykańska, która ma pobrać próbkę materii asteroidy.

NASA mocno informację o starcie nagłośniła, ponieważ to ważna i odważna misja. Oficjalna nazwa sondy jest dość skomplikowana, a mianowicie: Origins Spectral Interpretation Resource Identification Security-Regolith Explorer, czyli w skrócie – OSIRIS-REx. Już w samej nazwie sondy pada słowo o zasobach naturalnych.

Sonda leci do stosunkowo bliskiej Ziemi asteroidy Bennu z grupy Apolla; jest dosłownie naszpikowana urządzeniami badawczymi, czyli kamerami, laserami i spektrometrami, ale jej najważniejszym elementem jest wysięgnik, który pozwoli bez lądowania zaczerpnąć garść materii z powierzchni planetoidy (pojęcia „planetoida” i „asteroida” są tożsame).

Sonda nadleci tuż nad obiekt, bardzo zwolni i wysunie wysięgnik. Ten opadnie na powierzchnię i chwytakami pobierze 60–2000 g materii, w zależności od tego, jak ta materia będzie uformowana i jak twarda. Potem OSIRIS wzniesie się i odleci. Ma to nastąpić w 2018 r. Jeszcze później, bo w 2023 r., OSIRIS powróci nad Ziemię i przekaże nam zasobnik z pobranym materiałem. Tym dokładnie zajmą się spece z NASA. Bardzo ambitny plan.

Cenniejsze od złota

Więcej: http://www.polityka.pl/ty...pe1473625100344

NEVIL - Sro Wrz 28, 2016 14:42

Podobnie jak z niebieskim laserem...
=========================
Miał być sukces, jest porażka. Polacy sprzedadzą grafen za granicę?




O sukcesach polskich naukowców, którzy jako pierwsi na świecie opracowali prostą technologię produkcji grafenu, zwanego „materiałem przyszłości” słyszał każdy. Jednak popularność odkrycia na nic się zda, jeśli brak jest na tę innowację pieniędzy. Jak się okazuje, z powodu małego zainteresowania polskich przedsiębiorców oraz słabego wsparcia rządu już niedługo technologia wydobywania grafenu może powędrować za granicę.

O polskiej metodzie taniej i wysokiej jakości produkcji grafenu było głośno już jakiś czas temu. Jednak duma narodowa i niezwykłe odkrycie może nie mieć szansy na dalszy rozwój, bowiem wsparcie państwa skończyło się na jednym programie, który trzy lata temu ogłosił ówczesny rząd. Mimo licznych nagród przyznanych przez prywatne instytucje także i przedsiębiorcy nie są zainteresowani kontynuowaniem badań nad tym niezwykłym materiałem.

Obecnie polscy naukowcy zastanawiają się więc, której chińskiej firmie sprzedać polską technologię. Ciekawym wydaje się fakt, że Chalmers University of Technology w Geteborgu (Göteborg) otrzymał wsparcie na dalsze badania nad grafenem i dofinansowanie z UE w wysokości 9 miliardów koron szwedzkich tj. przeszło 4 miliardy złotych. Czy Polacy będą więc zmuszeni sprzedać technologię właśnie tam?

Grafen to materiał 300 razy bardziej wytrzymały niż stal, a przy tym lekki i elastyczny. Przewodzi elektryczność lepiej niż miedź czy srebro, jest hydrofobowy (odpycha cząsteczki wody). Wykazuje również właściwości bakteriobójcze i jest przezroczysty. Polacy jeszcze do niedawna uchodzili za pionierów w badaniu nad technologią produkcji grafenu. M.in. metoda wzrostu grafenu wynaleziona w Instytucie Technologii Materiałów Elektronicznych pod przewodnictwem dr inż. Włodzimierza Strupińskiego oceniana była przez specjalistów jako ta, która „ma szansę podboju świata".

Czy potencjał w tej dziedzinie zostanie zmarnowany przez brak funduszy? Jeśli nie dostanie odpowiedniego wsparcia, to prawdopodobnie tak się stanie.

źródło: http://wgospodarce.pl/inf...afen-za-granice

NEVIL - Sob Paź 15, 2016 19:22

Martin Feldstein: Czy należy bać się rewolucyjnych technologii?


Niektórzy analitycy przewidują, że już niedługo wytworzenie obecnej ilości towarów i usług będzie możliwe przy mniejszej liczbie pracowników, w związku z czym znaczna część obecnego zatrudnienia okaże się zwyczajnie zbędna. Najbardziej dramatyczne zmiany nastąpiły w przemyśle, gdzie roboty i automaty zastępują pracowników produkcyjnych od wielu lat, a poziom zatrudnienia spadł (w USA - przyp. red.) z 13 milionów w 1950 roku do zaledwie 9 milionów, mimo że rzeczywista wartość produkcji wzrosła w tym samym czasie o 75 proc. - pisze Martin Feldstein. Artykuł w języku polskim ukazuje się wyłącznie w Opiniach WP, w ramach współpracy z Project Syndicate.



Obserwując coraz bardziej zaawansowaną technikę pojazdów bezzałogowych nie mam wątpliwości, że już wkrótce drogi zapełnią się samochodami osobowymi i ciężarówkami jeżdżącymi bez udziału człowieka. Podobnie jak nadchodząca rewolucja sztucznej inteligencji sprawi, że wiele zadań obecnie wykonywanych przez pracowników umysłowych będą w stanie przejąć komputery i roboty.

Nie dziwi zatem, że wiele osób obawia się, że ich miejsca pracy są zagrożone - lub już zostały utracone - w związku z rozwojem nowych, rewolucyjnych technologii. Co się stanie z milionami mężczyzn i kobiet, które pracują jako kierowcy taksówek czy ciężarówek, kiedy zarówno taksówki jak i ciężarówki będą potrafiły jeździć same? Co się stanie z księgowymi i pracownikami opieki zdrowotnej, kiedy komputery będą mogły wykonywać ich pracę?

Niektórzy analitycy przewidują, że już niedługo wytworzenie obecnej ilości towarów i usług będzie możliwe przy mniejszej liczbie pracowników, w związku z czym znaczna część obecnego zatrudnienia okaże się zwyczajnie zbędna.

Te obawy nie są bezpodstawne i nie należy ich lekceważyć, jednak uważam, że Stany Zjednoczone z powodzeniem dostosują się do zmian, jakie niosą ze sobą nowe technologie. Niektórzy zyskają więcej, inni mniej, ale amerykańskie społeczeństwo jako całość niewątpliwie na nich skorzysta. A ci, którzy stracą pracę na rzecz nowych technologii szybko znajdą inne zatrudnienie. Nie ma powodu przypuszczać, że rozwój doprowadzi do znaczącego wzrostu bezrobocia. Innowacje technologiczne zwiększą wydajność gospodarki i podniosą poziom życia ludności. A ci, którzy będą chcieli pracować, w dalszym ciągu znajdą pracę.

Dlaczego jestem aż takim optymistą? Mówiąc najprościej: bo znam historię. Gwałtowne zmiany technologiczne nie są niczym nowym. Od wielu lat maszyny i komputery zastępują ludzi w różnych sektorach gospodarki. A jednak, mimo wahań koniunkturalnych, gospodarka amerykańska wciąż wraca do poziomu pełnego zatrudnienia.

Najbardziej dramatyczne zmiany nastąpiły w przemyśle, gdzie roboty i automaty zastępują pracowników produkcyjnych od wielu lat, a poziom zatrudnienia spadł (w USA - przyp. red.) z 13 milionów w 1950 roku do zaledwie 9 milionów, mimo że rzeczywista wartość produkcji wzrosła w tym samym czasie o 75 proc. Ci, którzy stracili pracę w fabrykach, znaleźli ją w innych gałęziach gospodarki.

Komputery zastąpiły pracowników także w branżach usługowych. Nie spotkamy już operatora windy ani telefonistek. Większość z nas drukuje karty pokładowe w domu lub w automatach na lotniskach. Kancelarie prawne i firmy księgowe używają komputerów do obliczeń, które kiedyś wykonywali wyspecjalizowani pracownicy.

A jednak stopa bezrobocia w Stanach wynosi tylko 4,9 proc., jest niższa niż średnia z ostatnich dekad. Co więcej, wśród absolwentów uczelni amerykańskich, którzy stanowią 40 proc. siły roboczej w USA, stopa bezrobocia wynosi zaledwie 2,7 proc. A ponieważ absolwentów uczelni wyższych jest proporcjonalnie więcej wśród młodszych grup wiekowych, niż w populacji osób starszych, ogólna stopa bezrobocia będzie utrzymywała się na niskim poziomie wraz z postępem czasu.

Dzięki wykorzystaniu robotów i komputerów możliwe będzie zwiększenie wielkości produkcji na jednego pracownika, co także pozwoli ludziom pracować krócej i cieszyć się większą ilością wolnego czasu. W Stanach Zjednoczonych pracuje się obecnie średnio 1790 godzin rocznie, 30 proc. dłużej niż w Niemczech, gdzie średni czas pracy wynosi zaledwie 1371 godzin rocznie.

Zmniejszenie czasu pracy przełoży się na podniesienie jakości życia, co oznacza między innymi dłuższe urlopy i weekendy. Czas wolny można wykorzystać na podróże, wizyty w restauracjach i inne czynności, które z kolei wygenerują miejsca pracy w sektorze usług. Ponadto wraz ze starzeniem się społeczeństwa rosnąć będzie zapotrzebowanie na pracowników w szpitalach i domach opieki.

Te tendencje będą napędzać popyt na pracowników w sektorze usług, który stanowi obecnie 81 proc. amerykańskiego rynku pracy, a jego udział wzrasta z roku na rok. Usługi oferują zatrudnienie w miejsce posad utraconych w przemyśle lub budownictwie.

Poza tym nie zapominajmy, że komputery i roboty zwyczajnie nie będą mogły być wykorzystane w wielu zawodach. Będą dostarczać niektóre usługi, które na przykład starszym ludziom są coraz bardziej potrzebne, jednak nie będą w stanie wykonywać czynności, które wymagają dotykania klientów lub pacjentów. Powinno się mieć to na uwadze wybierając zawód lub zmieniając ścieżkę kariery. W przyszłości te ograniczenia w automatyzacji niektórych czynności będą utrzymywać bezrobocie na niskim poziomie.

Obecnie stopa bezrobocia w Stanach Zjednoczonych jest dwukrotnie niższa niż w Unii Europejskiej. Na tę różnicę składa się wiele przyczyn, ale kluczowe wydaje się mniej restrykcyjne prawo pracy i ograniczony wpływ związków zawodowych - to czynniki, które uniemożliwiają pracownikom i firmom elastyczne przystosowanie się do nowych technologii. Jeśli Ameryka utrzyma relatywnie wolny rynek pracy, także pracownicy będą skutecznie dostosować się do zmian technologicznych.

źródło: http://opinie.wp.pl/marti...47239357043329a

NEVIL - Pon Gru 05, 2016 20:45

Największa farma słoneczna powstała w Indiach


W Indiach otwarto olbrzymią inwestycję, która ma zmniejszyć zanieczyszczenie powietrza w regionie.



Kamuthi Solar Power Project to olbrzymie przedsięwzięcie, którego podjęto się ze względu na bardzo duże zanieczyszczenie powietrza i potrzebę pozyskiwania energii w sposób bardziej ekologiczny, niż klasyczne elektrownie. Na obszarze 10 kilometrów kwadratowych znajduje się 2,5 miliona solarnych paneli, które mogą łącznie wytworzyć moc 648 megawatów. Jest to obecnie największa elektrownia słoneczna na świecie.

Co ciekawe, panele są czyszczone przez roboty, które również są zasilane energią słoneczną (mają własne baterie). Indie mają ambitny cel, aby do 2022 roku 60 milionów domów było zasilanych za pomocą energii słonecznej.

Dotychczas największą elektrownią słoneczną na Ziemi było Topaz Solar Farm w Kalifornii. Panele słoneczne zajmują tam aż 25 kilometrów kwadratowych, ale ich moc nominalna to 550 megawatów, Zasilają one w sumie ponad 160 tysięcy domów.

źródło: http://nt.interia.pl/news...ach,nId,2316710

andrea - Pią Gru 09, 2016 13:34

dla mnie większość nowoczesnych technologii jest zbyt nowoczesna :D niektóre są nawet zbędne. Dla mnie podstawą jest telefon komórkowy http://www.t-mobile.pl/pl...producenci/sony właśnie chcę zmienić swój na jakiś nowszy, ale też kompletnie się na tym nie znam... po czym poznać który lepszy? na co zwrócić uwagę? chyba procesor, nie?
NEVIL - Pią Gru 23, 2016 22:35


LG Deep Learning - technologia, dzięki której sprzęty AGD będą jeszcze inteligentniejsze


Dzięki nowej technologii LG, inteligentne urządzenia AGD będą ułatwić życie swym właścicielom.




Podczas zbliżających się targów CES 2017 w Las Vegas, firma LG Electronics zaprezentuje technologię Deep Learning, dzięki której sprzęt AGD zyska nowe, zadziwiające możliwości. Rozwiązanie LG pozwoli domowym urządzeniom na rejestrację oraz analizę zwyczajów użytkowników, tak aby lepiej dostosowywać swoje działanie do ludzkich potrzeb. Nieustannie "ucząc się" stylu życia swoich właścicieli, z biegiem czasu coraz lepiej synchronizują funkcje z ich przyzwyczajeniami.

Specjalne czujniki oraz technologia LG Deep Learning sprawiły, że nowy automatyczny odkurzacz LG rozpoznaje przedmioty znajdujące się w pomieszczeniu i dostosowuje swoją pracę do ich położenia. Urządzenie wykonuje zdjęcia podłogi, dzięki czemu zapamiętuje przeszkody, by przy następnym spotkaniu skutecznie je ominąć. Inteligentny odkurzacz LG jest w stanie rozpoznać znajdujące się przed nim przewody, buty czy zabawki, co zmniejsza ryzyko, że zablokuje się między nimi i zakończy pracę. Urządzenie wykryje także ludzkie stopy - gdy napotka na tego typu przeszkodę, odtwarza komunikat głosowy z uprzejmą prośbą o przesunięcie się. W ten sposób zaawansowana technologia Deep Learning zastosowana w odkurzaczu LG pomaga mu wyznaczyć taką trasę, która zapewnia największą skuteczność sprzątania.

Technologię Deep Learning zastosowano także w inteligentnej lodówce LG. Analizując zachowania użytkownika, urządzenie rozpoznaje szczegóły codziennie wykonywanych czynności, a następnie dostosowuje do nich cykl swojej pracy. W ten sposób jest w stanie np. zsynchronizować moment napełnienia pojemnika na lód z czasem, kiedy użytkownik najczęściej z niego korzysta. Dodatkowo, inteligentna lodówka mierzy temperaturę i wilgotność powietrza na zewnątrz po to, by w odpowiednim okresie automatycznie uruchomić funkcję sterylizacji, dzięki której żywność pozostaje świeża na długo nawet podczas upalnych, letnich dni.

Inteligentny klimatyzator LG wyposażony w technologię "uczenia się" analizuje codzienne zachowania domowników - między innymi określa obszary, w których użytkownicy najczęściej przebywają w różnych porach dnia. Na podstawie tych informacji urządzenie może szybko schładzać wybrane miejsca w domu, by szybko i skutecznie zapewnić przyjemną temperaturę tam, gdzie w danej chwili jest to najbardziej potrzebne. W ten sposób np. w weekendy intensywniej pracuje w salonie, podczas gdy w dni robocze częściej kontroluje temperaturę w jadalni.

Nowa technologia Deep Learning pomaga pralce LG w poznawaniu warunków otoczenia charakterystycznych dla poszczególnych regionów oraz codziennych zachowań użytkownika, tak aby zapewnić optymalną skuteczność prania. W ten sposób urządzenie np. rozpoznając stopień twardości wody, odpowiednio dostosuje temperaturę prania oraz ilość wody, tak by zredukować jej negatywny wpływ na ubrania, a w miejscach, gdzie często występują burze piaskowe, pralka automatycznie dodaje jeszcze jeden cykl płukania, by dokładniej wyczyścić zakurzoną odzież.

źródło: http://nt.interia.pl/rapo...da-,nId,2328099

NEVIL - Sro Sty 04, 2017 17:05

Co wyhamowało polską ciężarówkę w Berlinie?




Niemieccy śledczy zaprzeczyli wcześniejszym doniesieniom na temat tego, kto wyhamował samochód użyty podczas zamachu w Berlinie. Zadziała elektronika na pokładzie ciężarowej Scanii, a konkretnie system AEB chroniący przed kolizją.

Skradziony samochód, który posłużył do zamachu w Berlinie to Scania R450. W 2012 roku Unia Europejska wymusiła na producentach samochodów przekraczających 3,5 tony stosowanie rozwiązania o nazwie AEB (Automatic Emergency Brake).

Jak informuje telewizja Deutsche Welle, śledczy odkryli, że samochód dzięki systemowi automatycznego hamowania zatrzymał się samoczynnie dopiero po 70-80 metrach. System mógł samoczynnie wyhamować ciężarówkę w momencie, gdyby kierowca nie reagował. System najpierw ostrzega dźwiękiem i komunikatem na desce rozdzielczej, a następnie aplikuje hamowanie.

Dopóki zamachowiec znajdował się za kierownicą, układ elektroniczny opierał się na założeniu, że kierowca ma pełną kontrolę nad samochodem. Wystarczy, że ruszy kierownicą, naciśnie pedał hamulca lub gazu – system przestaje reagować. W podobny sposób działają systemy automatycznej ochrony przed kolizją w samochodach osobowych.

Jednak system AEB posiada jeszcze jedną, ważną funkcję. Po wykryciu kolizji system automatycznie zatrzymuje samochód żeby zapobiec kolejnym zderzeniom. I właśnie to pozwoliło uniknąć większej liczby ofiar w centrum Berlina.

Rozwiązanie zostało zaprojektowane po to żeby uniknąć najechania na pojazd jadący przed ciężarówką, w razie gdyby kierowca zasłabł, zasnął za kierownicą lub na chwilę skierował wzrok w inną stronę. Radary zainstalowane w przedniej części nadwozia skanują przestrzeń w poszukiwaniu przeszkód, które mogą stanowić zagrożenie.

źródło + video: http://www.rp.pl/Motoryza...linie.html#ap-1

NEVIL - Czw Sty 12, 2017 16:59


Z Wrocławia do Warszawy w 20 minut? Polska ma szanse na futurystyczny projekt




Taką możliwość ma dawać Hyperloop. Futurystyczny projekt superszybkiego pociągu, którego pomysłodawcą jest Elon Musk, multimilioner, właściciel PayPal, SpaceX i Tesla Motors.

Polska lokalizacja dla superpociągu znalazła się w półfinale konkursu, który jest organizowany aby wyłonić miejsce gdzie odbędą się pierwsze testy maszyny. Hyperloop to połączenie poduszkowca z pociągiem. Upraszczając, podróż ma odbywać się w wielkiej długiej rurze, w której kapsuły, każda z 28 pasażerami ma osiągać nawet 1200km/godz. Aby taka prędkość była możliwa w całej rurze panuje obniżone ciśnienie, mniejsze tarcie. Wagoniki wyposażone są kompresory, które zasysają powietrze z przodu pojazdu i przepompowują do tyłu oraz częściowo na boki. To daje napęd kapsule, a jednocześnie tworzy poduszkę powietrzną, na której się unosi.

Taki futurystyczny pociąg miałby być na trasie Wrocław - Warszawa. W sumie w półfinale konkursu Hyperloop One Global Challenge znalazło się 36 potencjalnych tras, w tym 8 w Europie. Sukces Polska zawdzięcza w dużej mierze grupie Hyper Poland, to naukowcy którzy od dłuższego czasu angażują się w projekt Hyperloop. Chcą postawić nawet w Polsce prototyp tej konstrukcji, ale w mniejszej skali.

Teraz ekonomiście, inżynierowie i specjaliści od transportu ocenią wszystkie lokalizacje. Decyzja ma zapaść jeszcze w tym roku. Ministerstwo Rozwoju pozytywnie ocenia perspektywę budowy futurystycznego transportu. "Współpraca pomiędzy Hyper Poland a Hyperloop One w ramach Hyperloop One Global Challenge ma pozytywny wpływ na możliwość szybkiego wprowadzenie systemu w Polsce." napisała Jadwiga Emilewicz, Podsekretarz Stanu w ministerstwie.

źródło: http://wroclaw.wyborcza.p...urystyczny.html

lubinka - Wto Sty 24, 2017 09:23

Mi się bardzo podoba to, że się rozwijamy, idziemy do przodu ;)
NEVIL - Nie Lut 05, 2017 14:27

Boston Dynamics znów zaskakuje. Ich nowy robot potrafi wykonywać niesamowite triki




Do sieci wyciekło wideo z prezentacji firmy Boston Dynamics, na którym widać udoskonaloną koncepcję robota wyposażonego w dwa odnóża zakończone niewielkimi kołami. Dzięki temu rozwiązaniu maszyna zyskała niezwykłe właściwości.

Wideo pokazujące możliwości robota o nazwie Handle zarejestrował obecny na prezentacji podczas konferencji Abundance360 w Beverly Hills inwestor, Steve Jurvetson. Stopy maszyny zastąpiły niewielkie kółka i jak widać na poniższym klipie (w okolicach 3:50) całość jest w stanie sprawnie i szybko się przemieszczać, manewrować i zawracać, zachowując przy tym równowagę (bardzo podobnie jak ma to miejsce podczas jazdy na Segwayu).

W przeciwieństwie do robota ATLAS, którego zaprojektowano do poruszania się w trudnym górzystym terenie, Handle sprawdzi się raczej na dużych i płaskich powierzchniach, osiągając tam całkiem imponujące prędkości. Docelowo będzie również zdolny do przenoszenia ciężkich ładunków. Jak zademonstrowano na wideo nowy koncept robota nadzwyczaj dobrze radzi sobie także z omijaniem przeszkód, będąc zdolnym do ich przeskakiwania.

Jak tłumaczył na prezentacji założyciel Boston Dynamics, Marc Raibert, zastosowanie kół pozwala dodatkowo obniżyć koszty produkcji robota, w porównaniu do dotychczasowych dwunożnych konstrukcji, takich jak wspomniany wcześniej ATLAS. "Ten robot obudzi w was koszmary" - powiedział ze sceny Raibert. I nie mylił się, bowiem Boston Dynamics znane jest z produkcji robotów o nieco odstraszającej stylistyce, przywodzącej na myśl maszyny rodem z Terminatora. Nowy pomysł doskonale wpisuje się w dotychczasową koncepcję.

Warto podkreślić, że Google będące właścicielem Boston Dynamics ma w planach już od wielu miesięcy sprzedaż firmy. Zdaniem przedstawicieli spółki matki, czyli Alphabetu, twórcy futurystycznych robotów wydają się nie mieć wystarczającego potencjału do przynoszenia zysków.

źródło + video: http://next.gazeta.pl/nex...e.html#MTstream

NEVIL - Sro Mar 01, 2017 10:18


Natac, nowy francuski sterowiec




Nowy francuski sterowiec może zrewolucjonizować transport powietrzny.


Tradycyjne sterowce, oprócz majestatycznego wyglądu, imponujących rozmiarów i małych kosztów eksploatacyjnych, mają też bardzo poważną wadę: ze względu na wielkie rozmiary manewrowanie nimi na ziemi, gdy silnie wieje, jest bardzo utrudnione. Poza tym ich mało aerodynamiczny kształt nie pozwala na osiąganie dużych prędkości podczas lotu, a przy podmuchach wiatru bardzo trudno utrzymać właściwy kurs.

Mając to wszystko na uwadze, sterowiec zupełnie nowej generacji zaprojektowali inżynierowie z firmy Voliris. Nazwali go Natac (Navette aerienne de transport automatique de conteneurs). Będzie w stanie unosić ładunek o wadze 32 ton i o wymiarach typowego konteneru. W powietrzu Natac będzie mógł lecieć z prędkością od 200 do 500 kilometrów na godzinę, w zależności od warunków pogodowych, siły wiatru, ciężaru ładunku.

W zamyśle konstruktorów Natac przeznaczony jest do wykorzystania w regionach pustynnych, słabo zaludnionych, do przenoszenia ciężkich ładunków tam, gdzie nie ma rozwiniętej sieci kolejowej i drogowej.

Skrzydło z gazem

Natac ma niecodzienny kształt – jedna jego część przypomina nieco skrzydło samolotu, przez co zapewnia 60 proc. jego siły nośnej. Za resztę udźwigu jest odpowiedzialny hel, gaz szlachetny wypełniający powłokę. Taka konstrukcja sprawia, że do wzbicia się w powietrze niezbędny jest bardzo krótki pas startowy długości 899 m.

Zanim powstanie pełnowymiarowy Natac, inżynierowie zbudowali prototypowy model V902, który poddają próbom w powietrzu. Ma on powłokę o objętości 80 metrów sześciennych, rozmiarami przypomina lotnię, wpisany został do Księgi Guinnessa jako najmniejszy sterowiec świata.

– Maszyna jest cięższa od powietrza, dlatego aby się wznieść, musi osiągnąć pewną prędkość. Ponieważ część siły nośnej zapewnia skrzydło, a cześć hel, unosi się bardzo prędko i podobnie szybko ląduje. Wiatr, o ile nie jest ekstremalny, nie przeszkadza przy starcie i lądowaniu. Urządzenie będzie się poruszało bez pilota – wyjaśnia inż. Arnaud Siegel kierujący zespołem konstruktorów.

Cała machina, po rozłożeniu, będzie mogła być transportowana w dziesięciu standardowych kontenerach.

– Natac nie będzie konkurencją dla transportu drogowego, kolejowego ani morskiego. W regionie Sahary, w krajach pustynnych, ale także w Australii, Kanadzie czy w Rosji, istnieje ogromne zapotrzebowanie na tego rodzaju transport – uważa Arnaud Siegel.

Pustynia czeka

Konstrukcją zainteresowały się już Zjednoczone Emiraty Arabskie, dla których transport w warunkach pustynnych jest poważnym wyzwaniem. Zgłosiły chęć zakupu nawet kilkudziesięciu takich maszyn.

Także armia USA chciałaby mieć takie maszyny do celów wywiadowczych. Zdalnie sterowane sterowce mogłyby być wyposażone w aparaturę używaną do wykrywania i śledzenia. Mogłyby również dostarczać sprzęt wojskowy do baz w trudno dostępnym terenie.

– Sterowce mają olbrzymi potencjał. To bardziej ekologiczny środek transportu niż samoloty. Nie sądzę jednak, by mogły służyć do transportu transatlantyckiego – uważa John Swinfield z firmy Northrop Grumman.

źródło; http://www.rp.pl/Nauka/30...-sterowiec.html

NEVIL - Nie Mar 05, 2017 12:45


LED dominuje w Polsce - żarówka podbije zachodnią Europę?




Rosnące ceny energii elektrycznej pobudzają popyt na oświetlenie LED. Technologia ta stanowi już większość sprzedaży na polskim rynku. Na rosnącej sprzedaży chcą skorzystać polscy producenci oświetlenia i planują intensywną ekspansję zagraniczną.


– Widzimy znaczny wzrost udziału sprzedaży oświetlenia LED-owego w całości handlu prowadzonego przez naszą firmę – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Bogdan Skorupka, dyrektor segmentu oświetlenia przemysłowego w ES-SYSTEM. – Spodziewamy się utrzymania dynamiki wzrostu. Sądzimy, że w ciągu kilku lat sprzedaż oświetlenia tradycyjnego będzie odpowiadać za niewielki ułamek naszych przychodów.

Jak podkreśla, dziś LED-y odpowiadają za 60 proc. sprzedaży, podczas gdy w 2014 roku ich udział był dwukrotnie mniejszy.

Eksperci zaznaczają, że ta technologia to jedno z najbardziej innowacyjnych rozwiązań oświetleniowych ostatnich dziesięcioleci. Głównym plusem tej technologii jest jej energooszczędność. Jak wynika z danych portalu e-instalacje.pl, LED-y mogą być eksploatowane co najmniej cztery razy dłużej niż tradycyjne żarówki, co pozwala między innymi na oświetlenie bez przerwy (zarówno w dzień, jak i w nocy) całych ciągów komunikacyjnych. Dlatego LED-y są coraz chętniej wykorzystywane we wnętrzach komercyjnych czy obiektach użyteczności publicznej, gdzie światło musi być włączone 24 godziny na dobę. W technologię tę inwestują także samorządy oraz producenci aut, którzy stosują ją w światłach stopu, pozycyjnych czy kierunkowskazów.

– ES-SYSTEM jest firmą, która w zakresie profesjonalnego oświetlenia dostarcza rozwiązania dla praktycznie wszystkich segmentów rynku. Jesteśmy aktywni w oświetleniu zewnętrznym, drogowym, miejskim, również iluminacyjnym. Mamy szeroką ofertę w zakresie oświetlenia awaryjnego – wymienia Skorupka. – Główne segmenty rynku, na których się skupiamy, to jednak oświetlenie architektoniczne, czyli obiekty biurowe, handlowe i wszelkie budynki użyteczności publicznej oraz rynek oświetlenia przemysłowego.

LED-y znajdują także szerokie zastosowanie w gospodarstwach domowych, gdzie poza funkcją oświetleniową pełnią także funkcję ozdobną. Moda na nie sprawiła, że polski rynek stał się bardzo konkurencyjny.

– To może być źródłem pewnych problemów dla naszych klientów, dlatego że oświetlenie LED-owe w przeciwieństwie do tradycyjnych rozwiązań oświetleniowych jest bardzo skomplikowane technologicznie. Bez odpowiedniej wiedzy bardzo trudno jest dostarczyć na rynek rozwiązania wysokiej jakości – mówi Bogdan Skorupka.

Mimo dużej konkurencji polskie firmy dobrze sobie radzą na krajowym rynku. Chcą także zintensyfikować sprzedaż zagraniczną.

– Polscy producenci oświetlenia stoją przed dużą szansą zwiększenia aktywności na rynkach zagranicznych, szczególnie tych, które doceniają jakość przy zachowaniu optymalnych kosztów – podkreśla dyrektor w ES-SYSTEM. – Jako członek Unii Europejskiej jesteśmy postrzegani jako dostawcy wiarygodnych rozwiązań oświetleniowych, bo spełniających surowe wymagania techniczne stawiane przez Unię Europejską. To rzeczywiście jest pewną przewagą konkurencyjną. Jesteśmy w stanie dostarczyć bardzo wysokiej jakości skomplikowane urządzenia elektroniczne i oprawy LED przy ciągle racjonalnym poziomie kosztów.

źródło: http://wgospodarce.pl/inf...achodnia-europe

NEVIL - Pon Mar 06, 2017 22:31

Sztuczna inteligencja niepostrzeżenie oplata ludzkość




Raport przygotowany przez Biały Dom wskazuje, że sztuczna inteligencja będzie miała wpływ nie tylko na rynek pracy, ale także na funkcjonowanie gospodarek i narodów jako całości.

Ludzkość gromadzi ogromne ilości danych – sam Google tworzy przez dwa dni więcej informacji niż wygenerował łącznie przez pierwsze 5 lat swojego istnienia. Moc obliczeniowa komputerów jest obecnie bilion razy większa niż 60 lat temu. Koszty przetwarzania danych znacząco spadły. Ludzie przyzwyczaili się już do tego, że wiele aplikacji czy programów samodzielnie przelicza i przetwarza za nich różnego rodzaju informacje. Coraz częściej staje się to wręcz oczekiwaniem kierowanym pod adresem firm i instytucji – wskazuje w swojej analizie Paweł Iwanowski, menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte.

Sztuczna Inteligencja to koncept stworzenia maszyn, które potrafiłyby „myśleć jak człowiek” – innymi słowy wykonywać zadania takie jak rozumowanie, planowanie, uczenie się, wyciąganie wniosków czy rozumienie języka. Dla większości z nas przykładem takiej maszyny będzie pewnie – znany z serii filmów o Terminatorze – Skynet, czy postaci z tegorocznego hitu HBO – czyli serialu Westworld. Wyobrażenia kreowane przez produkcje science fiction często przesłaniają jednak fakt, że już dziś sztuczna inteligencja ma ogromny wpływ na życie większości z nas, a w najbliższym czasie możemy wręcz tak się do niej przyzwyczaić, że trudno będzie nam akceptować jej brak.

Rozwiązania oparte o sztuczną inteligencję stają się coraz bardziej powszechne, a przez to niedostrzegalne przez użytkownika. Droga w kierunku SI była raczej formą ewolucji niż rewolucji. Systemy i algorytmy stawały się coraz bardziej zaawansowane, a przejście było płynne. Spowodowało to, że większość z nas nie jest świadoma w jak wielu aspektach ich codziennego życia wspiera ich SI.

Wirtualni asystenci w smartfonach rozpoznają naszą mowę, rozumieją kontekst wypowiedzi i potrafią podpowiadać nam rozwiązania. Aplikacje do streamingu muzyki czy filmów znają nasze preferencje i tworzą dedykowane playlisty oraz podpowiadają nowe utwory, które mogą nam się spodobać. Sklepy internetowe rekomendują nam produkty zgodne z naszymi zainteresowaniami oraz wcześniejszymi wyborami. Algorytmy serwisów społecznościowych potrafią rozpoznawać ludzi na zdjęciach - w przypadku Facebooka – nawet z ponad 90. procentową skutecznością.

Przyzwyczajenia cyfrowe tworzą się szybko

Konsumenci bardzo szybko absorbują korzyści, jakie czerpią z rozwiązań technologicznych, zaczynając poszukiwać podobnych usprawnień w kolejnych dziedzinach życia. Wiedzą, że firmy przetwarzają informacje o ich zachowaniach i oczekują w zamian coraz lepiej dopasowanej, szybkiej i inteligentnej obsługi. Oczekują, że każdy sprzedawca będzie potrafił zaoferować im produkt lub usługę w oparciu o ich wcześniejsze wybory. Ktoś, komu smartfon codziennie podpowiada najszybsza trasę powrotu do domu, lub komu aplikacja każdego dnia wybiera kilka najlepiej dopasowanych do jego upodobań płyt z muzyką, zaczyna szukać takiego samego podejścia u sprzedawcy garniturów czy jedzenia.

Samodzielnie nie da się jednak przeanalizować wszystkich dostępnych danych oraz wyciągnąć na ich podstawie odpowiednich wniosków – szczególnie przy ogromnej liczbie klientów. Czy to oznacza, że w niedalekiej przyszłości każda, najmniejsza nawet firma będzie zmuszona do inwestowania w ogromne systemy analityki danych, zespoły inżynierów oraz olbrzymią infrastrukturę technologiczną?

Do stworzenia SI potrzebny jest zespół naukowców i programistów aby wydobyć i przygotować odpowiednie informacje, zbudować odpowiednie modele, a następnie zintegrować wyniki z systemami CRM. Wszystko to powoduje, że SI jest niedostępne dla firm, które nie są w stanie zainwestować olbrzymich ilości pieniędzy, aby zatrudnić specjalistów i przygotować infrastrukturę.

Jednak przyszłość rysuje się przed nami zgoła inna. Tak jak w przypadku kreatorów stron internetowych czy pakietów biurowych udostępnianych w chmurze, nawet małe firmy będą mogły wykorzystać rozwiązania oferujące zaawansowane mechanizmy analityczne oparte o sztuczną inteligencję. Jednym z przykładów takiego podejścia może być zaprezentowany ostatnio przez giganta technologicznego Salesforce system Einstein. System ten nie tylko podpowiada określone rozwiązania w oparciu o analizę danych, ale także pokazuje prawdopodobieństwo osiągnięcia sukcesu przy zastosowaniu zaproponowanych rozwiązań. Szuka on wzorców w posiadanych przez nas danych oraz rekomenduje kolejne kroki, jakie powinniśmy podjąć.

Maszyna nie ulega stereotypom

Pierwsze przykłady zastosowania tego typu rozwiązania przynoszą spektakularne wręcz efekty. Jedna z amerykańskich firm zajmujących się opieką zdrowotną potrzebowała przygotować raport dotyczący przyczyn hospitalizacji pacjentów. Firmy analityczno-doradcze proponowały przeanalizowanie danych i przygotowanie raport zawierającego blisko 250 różnych parametrów (wiek, choroby, wskaźnik BMI, itp.) w ciągu kilku miesięcy. Wykorzystanie Einsteina, analizując jednocześnie zdecydowanie więcej danych, skróciło ten czas do DWÓCH godzin i dało dosyć zaskakujące rezultaty. Okazało się bowiem, że 49 proc. procent kobiet z cukrzycą było hospitalizowanych. Liczba ta wydaje się tak ogromna, że wszyscy powinni o tym wiedzieć, a jednak nikt nie dostrzegł wcześniej takiej zbieżności. Ludzie opierali bowiem swoje analizy na przekonaniach, uprzedzeniach i stereotypach. W związku z tym, generalnie młodzi ludzie oraz kobiety mają niski odsetek hospitalizacji nikomu nie przyszło do głowy, żeby w ogóle przyglądać się takiej grupie docelowej. Podczas takiej analizy wszyscy patrzyli na starszych mężczyzn. Sztuczna inteligencja wykryła jednak pewną regułę – gdy chorzy na cukrzycę nie biorą insuliny ich organizm nie radzi sobie z przetwarzaniem cukru, co prowadzi do utraty masy ciała. Okazało się, że młode kobiety traktowały ten fakt jako swoistą strategię żywieniową i celowo nie przyjmowały insuliny, by stracić wagę – częstym efektem ubocznym były późniejsze hospitalizacje. Odkrycie tego związku pozwoliło na podjęcie rzeczowego dialogu z kobietami – uświadomienie im konsekwencji, a finalnie znaczne zmniejszenie liczby hospitalizacji w tej grupie.

źródło: http://wgospodarce.pl/opi...oplata-ludzkosc

NEVIL - Pią Mar 10, 2017 17:19


Robot odpowie za swoją pracę? "Już musimy rozmawiać, jak to regulować"


Już dzisiaj maszyny i systemy oparte na sztucznej inteligencji (SI) wypierają wielu pracowników z firm. Nie tylko robotników w fabrykach, ale też… prawników czy maklerów. Unia Europejska przygląda się temu z niepokojem i sugeruje, że należy zacząć prawnie sankcjonować działanie robotów i sztucznej inteligencji - nie tylko w biznesie. Niektórzy, jak Bill Gates, radzą zaś opodatkować roboty, które zabierają ludziom pracę. Jak mówi nam prawnik dr Mateusz Woiński z Akademii Leona Koźmińskiego, już teraz musimy zacząć ustalać, jak prawnie ująć roboty i SI.

Roboty zastępują ludzi

Niedawno pisaliśmy o tym, że cała grupa zawodowa z finansjery, uważana do niedawna za “królów Wall Street”, czyli traderzy, została zastąpiona przez komputery. Dosłownie, bo Goldman Sachs po prostu wymienił ponad 600 traderów - zostało ich raptem dwóch - na ok. 200 inżynierów komputerowych. Podobnie było w banku JPMorgan, który niedawno oświadczył, że jednym algorytmem zastąpił tysiące godzin pracy prawników.

Roboty i systemy oparte na sztucznej inteligencji potrafią już naprawdę wiele. Kawasaki stworzyło maszynę robiącą sushi, bot Libratus ograł ludzkich rywali w pokera, a “Washington Post” na okres Igrzysk Olimpijskich stworzył własną SI, która pisała krótkie artykuły informacyjne na podstawie spływających z imprezy wyników. Bank Ameryki w styczniu br. podał, że roboty w 2025 roku będą prawdopodobnie wykonywać 45 proc. zadań produkcyjnych w przemyśle. To ogromny wzrost, bo dziś odpowiadają jedynie za 10 proc. takich zadań.

Najtęższe umysły na świecie już zastanawiają się, co zrobić z tak gwałtowną zmianą na rynku pracy. Bill Gates sugeruje na przykład, by roboty opodatkować, jeśli mają zastąpić ludzką pracę. I chociaż większość liderów biznesu - globalnie i lokalnie - zauważa problem społeczny w postaci robotów zabierających miejsca pracy, to nie widzą jeszcze aż tak konkretnych rozwiązań.

Więcej: http://businessinsider.co...-prawna/k2e2zdx

NEVIL - Pon Mar 13, 2017 12:31


Coraz więcej Polaków korzysta z OZE




Z analizy Gothaer TU SA wynika, że aż 45 proc. rodaków chciałaby zainwestować w małe, przydomowe odnawialne źródła energii (najczęściej ogniwa fotowoltaiczne lub kolektory słoneczne). Wśród osób zainteresowanych „zieloną energią” prym wiodą rolnicy (56 proc.), prywatni przedsiębiorcy i kierownicy (odpowiednio 70 proc. i 61 proc.) oraz mieszkańcy domów jednorodzinnych (56 proc.) i kilkurodzinnych (62 proc.).

Energia promieniowania słonecznego, która dociera do powierzchni Ziemi, przekracza energetyczne potrzeby świata 5 tysięcy razy. Jeszcze niedawno panowało przekonanie, że w Polsce jest zbyt małe nasłonecznienie, by instalacje fotowoltaiczne mogły pracować efektywnie. To stereotyp. Średnia ilość nasłonecznienia w naszym kraju daje energię na poziomie 1100 kWh/m kw.

Udział Odnawialnych Źródeł energii w Polsce wciąż się powiększa. Według „Krajowego planu rozwoju mikroinstalacji odnawialnych źródeł energii do 2020 roku” bazującego na rządowym Krajowym Planie Działań, do 2020 roku aż 2,5 mln prosumentów (osób produkujących i konsumujących energię elektryczną na własne potrzeby) będzie wykorzystywać mikroinstalacje OZE, w tym ok. 500 tys. instalacje fotowoltaiczne –podkreśla Anna Włodarczyk-Moczkowska, prezes Gothaer TU SA.

Oszczędzaj dzięki kolektorom słonecznym

Kolektory słoneczne, nazywane także solarami, montowane są na budynkach mieszkalnych i wykorzystywane najczęściej do ogrzewania wody. Zasada działania kolektora jest prosta – promienie słoneczne padając na kolektor nagrzewają płyn, który znajduje się w jego wnętrzu. Ciepło z kolektora musi być gdzieś przekazane i zgromadzone. Zazwyczaj miejscem magazynowania ciepła z kolektorów jest duży zbiornik z wodą. Istnieją dwa typy kolektora – kolektory płaskie oraz rurowe. Różnią się one budową, ale oba działają w podobny sposób zamieniając energię słońca na ciepło wykorzystywane do ogrzania wody.

Ogniwo fotowoltaiczne źródłem prądu


Panele fotowoltaiczne przekształcają energię ze słońca w prąd. Tak można byłoby w skrócie opisać proces, który zachodzi w ogniwach fotowoltaicznych. Nadmiar wyprodukowanego przez Kowalskiego prądu może być odsprzedany do sieci. Jeśli jednak wyprodukujemy go za mało, niedobór jest „dobierany” z sieci publicznej.

Musimy pamiętać, że odnawialne źródła energii to dość kosztowna inwestycja, ale opłacalna. Montując ogniwa fotowoltaiczne lub kolektory słoneczne warto je ubezpieczyć. Ochroną ubezpieczeniową w Gothaer TU SA można objąć zarówno instalacje fotowoltaiczne, jak i kolektory słoneczne zamontowane na budynku mieszkalnym, gospodarczym lub budowli wraz z całą instalacją i wyposażeniem – mówi Anna Materny, Dyrektor Biura Produktów Detalicznych Gothaer TU SA.

To się opłaca

Do najważniejszych zalet OZE należą spore oszczędności, które może zanotować gospodarstwo domowe decydujące się na takie rozwiązania. Z wyliczeń przygotowanych przez Ekspertów z Laboratorium Fotowoltaiki Politechniki Warszawskiej wynika, że czteroosobowe gospodarstwo domowe (decydując się na panele fotowoltaiczne) mogłoby obniżyć rachunek za energię elektryczną z 2475 zł (rocznie) do 275 zł . Dużym plusem jest to, że energię elektryczną wytwarzają sami jej odbiorcy (a nie centralne elektrownie i elektrociepłownie) co pozwala uniknąć strat energii, które powstają gdy jest ona przesyłana na duże odległości. Trzeba też pamiętać o efekcie ekologicznym i ograniczeniu emisji CO2. Same panele fotowoltaiczne są niezawodne i mają niskie koszty eksploatacji, a przy tym pracują całkowicie bezgłośnie i bez wibracji.

źródło: http://wgospodarce.pl/inf...-korzysta-z-oze

NEVIL - Czw Mar 30, 2017 12:31


Polska to najlepsze miejsce na rewolucję w transporcie. Pomysł Polaka doceniony przez prezesa Tesli




Najpierw pracował w CERN przy Wielkim Zderzaczu Hadronów, ale za sprawą Elona Muska rzucił tę pracę. Marek Gutt-Mostowy zebrał 30 osób z całego świata, z którymi wspólnie opracował projekt Hyperloop - superszybkiego pociągu jeżdżącego w specjalnym tunelu. To ich pomysł wygrał konkurs ogłoszony przez właściciela Tesli. Teraz pracują nad prototypem. I to w Polsce. Jeśli mu się uda, to Hyperloop jako pierwszy powstanie właśnie w naszym kraju.

Hyperloop to coś pomiędzy samolotem, pociągiem i metrem. Kapsuła z pasażerami ma poruszać się w specjalnie wybudowanej tubie, w której obniża się ciśnienie. Dzięki temu warunki przypominają te, w których latają samoloty na wysokości 10 km.

Opór powietrza jest na tyle mały, że kapsuła w tubie może poruszać się niemalże z prędkością dźwięku – ok. 1 tys. km/h. Oczywiście nie po szynach – kapsuła unosi się lekko nad ziemią, wykorzystując lewitację magnetyczną lub łożyska powietrzne.

Dzięki takim prędkościom trasę z Krakowa do Warszawy można by pokonać w 18 minut. I to nie jest żadne science-fiction. Wkrótce może to być całkiem realne, i to za sprawą pewnego Polaka, Marka Gutta-Mostowego. Choć to Elon Musk wpadł na pomysł Hyperloopa, to jednak nasz wynalazca opracował najbardziej innowacyjny projekt kapsuły, dzięki któremu wygrał konkurs zorganizowany przez amerykańskiego miliardera.

Gutt-Mostowy postanowił opracować własny prototyp kapsuły w skali 1:1 i zbudować tor do testów - tubę o długości 2-3 km. A to wszystko w Polsce.

- Rozważamy dwie lokalizacje. Na dolnym Śląsku we Wrocławiu albo w Rzeszowie – mówi WP money Marek Gutt-Mostowy. Żeby to zrobić, Polak podebrał inżynierów największym spółkom z Doliny Krzemowej, część ściągnął ze Szwajcarii i przede wszystkim sam wrócił do kraju.

Sentyment? Patriotyzm? Nic z tych rzeczy. - Przyglądaliśmy się z zespołem, w jakim kraju najlepiej będzie rozpocząć taki projekt, który może zrewolucjonizować transport na świecie. I wyszło nam, że najlepszym miejscem jest Polska - stwierdził podczas właśnie zakończonego Kongresu Innowacji w Warszawie.

Polska najlepsza, bo...

Kiedy projekt Polaka został nagrodzony w konkursie SpaceX, pracował nad nim międzynarodowy zespół pod nazwą rLoop. Poznali się dzięki... serwisowi Reddit. Tam też trafił Marek Gutt-Mostowy. Razem, pracując na odległość, stworzyli pierwszą skalowalną kapsułę Hyperloop. Była jednym z pięciu wyróżnionych projektów spośród 1200 zgłoszeń.

Ale ten sukces trzeba było przekuć w coś realnego, a oni do tej pory działali jedynie hobbystycznie. Gutt-Mostowy postanowił więc, że trzeba wspólnie założyć firmę.

Nie obyło się bez problemu, bo sukces zespołu został dostrzeżony przez międzynarodowych gigantów, którzy wyciągnęli z niego część inżynierów. Pozostali działają w Euro Loop rejestrując ją w Polsce.

- Po pierwsze jest tu przyjazne otoczenie dla innowacji, bo istnieją programy dedykowane dla tak ryzykownych przedsięwzięć jak nasze. My staramy się właśnie o dofinansowanie z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju z programu "Szybka ścieżka" - tłumaczy. - Po drugie Polska ma doskonały dostęp do terminali kolejowych, a po trzecie tu będzie się kończył Nowy Jedwabny Szlak. To jest ogromny potencjał do wykorzystania dla Hyperloopa – podkreśla Gutt-Mostowy. Bo nowa technologia w pierwszej kolejności ma służyć do przewozu towarów. Transport ludzi to kwestia przynajmniej 10-15 lat.

Czwarty argument to odpowiednie rozmiary kraju. W każdym kierunku jest mniej niż 1500 km, a to właśnie idealny dystans dla Hyperloopa. Na dalszych trasach bardziej opłacalne są już samoloty. Po piąte, nie mamy w Polsce kolei dużych prędkości. A to oznacza, że nowy środek transportu mógłby je zastąpić.

Zanim jednak z Gdańska do Krakowa pojedziemy w godzinę, powstać musi prototyp toru. Ma mieć długość 2-3 km i średnicę 4 metrów. Kapsuła to 20-30 metrów długości. – Zakładamy, że prototyp będzie gotowy za trzy lata - deklaruje Polak.

Do końca września tego roku okaże się, czy Euro Loop dostanie pieniądze z NCBR. Spółka potrzebuje 10-20 mln euro. Z NCBR ma szansę na 70-80 proc. tej kwoty.

Hyperloop to taki mniej wymagający zderzacz hadronów

Przygoda Marka Gutta-Mostowego z innowacjami zaczęła się dziesięć lat temu. Od początku poza Polską. Od dawna miał się czym pochwalić, pracował m.in. w ośrodku badawczym CERN słynącym na świecie z Wielkiego Zderzacza Hadronów. To dzięki tej maszynie udało się w końcu odkryć bozon Higgsa, za co naukowcy otrzymali w 2013 roku nagrodę Nobla z fizyki.

Gutt-Mostowy pracował w CERN-ie nad systemami chłodniczymi wykorzystującymi dwutlenek węgla w eksperymencie Atlas. To właśnie to doświadczenie potwierdziło istnienie tzw. boskiej cząsteczki.

Potem kolejne trzy lata spędził pracując nad następcą Wielkiego Zderzacza Hadronów. Ale jednocześnie śledził, co dzieje się na rynku technologicznym.

- Pamiętam, kiedy pojawił się pierwszy samochód elektryczny Tesli. Od początku wiedziałem, że to przełom. I to był też przełom w moim życiu – mówi Gutt-Mostowy.

Zaczął obserwować, co robi jeden z największych wizjonerów tego świata, i z czasem zdał sobie bowiem sprawę, że Hyperloop - projekt, który wymyślił Musk - jest bardzo blisko tego, czym on zajmuje się na co dzień.

- Dla mnie Hyperloop jest zderzaczem hadronów tylko z mniejszymi wymaganiami technicznymi – mówi Polak. I pokazuje, do jakiej rewolucji może doprowadzić ten nowy środek transportu.

- Dziś trasę Kraków-Warszawa pokonuje się autem w cztery godziny, samolotem w trzy godziny, bo trzeba jeszcze doliczyć czas na odprawę i dojazd na lotnisko. Koleją to dziś 3 godziny i 15 min, koleją dużych prędkości – 1,5 godziny, pod warunkiem, że się ją ma. Tymczasem podróż Hyperloopem trwałaby poniżej 40 minut, i to razem z dojazdem do stacji – wyjaśnia Gutt-Mostowy. Sama podróż kapsułą zajmowałaby jakieś 18 minut.

Ta wizja sprowadziła już wielu ludzi do Polski. - Mamy polskich inżynierów, którzy dla tego projektu wracają do Polski. To mnie cieszy najbardziej, bo ja też jestem takim inżynierem – mówi Gutt-Mostowy.

Skąd wyciąga talenty? – Ze Szwecji, Szwajcarii, USA, ale nie mogę powiedzieć z jakich firm, to tajemnica. Mogę zdradzić jedynie, że mówimy również o tych największych, najbardziej znanych firmach z Doliny Krzemowej – przyznaje.

źródło: http://www.money.pl/gospo...,0,2289953.html

NEVIL - Sro Kwi 19, 2017 22:48

Podobnie jak z niebieskim laserem, o czym pisałem wcześniej. Polska biurokracja górą ! :smutny:
=================

Nic się nie stało? Grafen będzie masowo produkowany przez Chińczyków,... bo Polacy nie potrafią go sprzedać




Grafen to materiał przyszłości. Jego właściwości można wykorzystać m.in. w medycynie, elektronice czy sporcie. Cały rynek ma, według firmy badawczej BCC Research, osiągnąć do 2025 r. wartość 2 mld dolarów. Coraz więcej wskazuje jednak na to, że w globalnym wyścigu o te pieniądze, Polacy zostają w tyle. Czy wizja Polski jako zaledwie "kopalni" grafenu jest realna? – To raczej przesądzone - komentuje w rozmowie z INN:Poland dr inż. Włodzimierz Strupiński z Instytutu Technologii Materiałów Elektronicznych.

Miał stać się polskim dobrem narodowym – przepustką do świata, w którym Polska nie będzie już kopciuszkiem w dziedzinie innowacji. Nadzieje wiązane z grafenem odchodzą jednak w przeszłość. Podczas, gdy Chińczycy organizują rozbuchane do granic możliwości prezentacje i kuszą możliwościami nowego materiału, Polska grzęźnie w dysputach i teoretycznych rozważaniach nad jego wykorzystaniem.

Dlaczego grafen jest tak ważny? Materiał szykowany jest na następcę wyeksploatowanego przez naukę krzemu. Może przyczynić się do znacznego zwiększenia mocy obliczeniowej. Jego cechy charakterystyczne, czyli niski ciężar, wysokie przewodnictwo elektryczne i cieplne oraz elastyczność i wytrzymałość sprawiły, że z z utęsknieniem czekają na niego praktycznie wszystkie branże. Idzie nowe – mógł zakrzyknąć kibic tenisa, obserwując jak w 2013 Novak Djoković, zwycięża w Australian Open. Korzystając z grafenowej rakiety oczywiście. Dostępne na rynku dzieło Head'a może budzić w nas zazdrość.

A nie musiało tak być. Kilka lat temu w pracach nad grafenem mieliśmy jedną, oczywistą przewagę. W 2011 roku zespół pod kierownictwem dr inż. Włodzimierza Strupińskiego z Instytutu Technologii Materiałów Elektronicznych stworzył technologię pozwalającą na produkcję tego materiału na skalę przemysłową. Polska błyskawicznie znalazła się na uprzywilejowanej pozycji.

Od tego czasu wiele się jednak zmieniło – tańszy grafen nauczyło się produkować wiele innych państw, a sam instytut obserwuje jak konkurencja nam ucieka. Korzystając z wartego miliard euro grantu (który współdzieli ze 140 innymi organizacjami), jaki dostał od Unii Europejskiej, ITME chwali się na swojej stronie internetowej projektami m.in. grafenowego atramentu i pokrycia kół zębatych. Tymczasem w Chinach ...napięcie rośnie. W lipcu chiński producent Dongxu z wielką pompą obwieścił światu powstanie grafenowej baterii, która pojemnością ma przebijać dowolny dostępny na rynku powerbank i ładować nasze smartfony nawet do 20 razy szybciej, niż jesteśmy to w stanie zrobić w tej chwili. Nie trzeba chyba dodawać, że akcje firmy poszybowały natychmiast w górę.

Na tym się oczywiście nie kończy. Tylko w ostatnim czasie Państwo Środka pokazało światu superwytrzymałą i ultralekką piankę (która może zostać użyta np. w kamizelkach kuloodpornych) oraz elastyczne telefony z grafenu, które można okręcać wokół nadgarstka. Te drugie do produkcji chce wprowadzić jeszcze w tym roku firma Moxi Group. Za chwilę Polacy mogą więc chodzić po ulicach z grafenowymi smartfonami przywiezionymi z Dalekiego Wschodu. Nie tak wyobrażaliśmy to sobie kilka lat temu.

A co z naszymi wynalazkami? Potencjalni inwestorzy milczą.

– W Azji jest wiele firm i kręgów biznesowych dysponujących odpowiednimi środkami koniecznymi do przeprowadzenia wdrożenia i uruchomienia produkcji. W Polsce, gdzie nie ma zbyt wielkich nadwyżek finansowych, to znacznie większy problem – tłumaczy powody Strupiński.

To właśnie wspomniana Azja jest motorem napędowym badań nad grafenem. Zdaniem Włodzimierza Strupińskiego Państwo Środka staje się liderem w dziedzinie badań naukowych i wdrożeń innowacyjnych, wyprzedzając w wielu tematach tradycyjnych liderów z Europy czy USA.

Nad Wisłą skazani zostaniemy, w tym samym czasie, na rolę dostarczyciela surowca. – To raczej przesądzone, z tym, że produkcja grafenu została już uruchomiona w dużej skali, w wielu azjatyckich firmach – mówi Strupiński. Dostawa tego surowca z Polski nie musi więc Azjatów interesować. Zdaniem naukowca przyszłość polskiego grafenu stoi pod dużym znakiem zapytania. – Wciąż dysponujemy lepszym know-how, ale to także wkrótce się zmieni – prognozuje naukowiec.

źródło: http://innpoland.pl/12894...fia-go-sprzedac

NEVIL - Pon Maj 22, 2017 12:41

Walizka z prądem


Podstawowym, autonomicznym źródłem prądu na jachcie czy w przyczepie kempingowej jest akumulator. Co jakiś czas akumulator trzeba jednak doładowywać, zazwyczaj za pomocą hałaśliwego generatora, który w dodatku emituje szkodliwe spaliny. W XXI wieku można to jednak zrobić cicho i czysto.



Urządzeniem, które wytwarza prąd bezgłośnie i nie emitując żadnych szkodliwych substancji, jest ogniwo paliwowe. Ogniwa takie stworzono z myślą o statkach kosmicznych, jednak dziś znajdują coraz więcej całkiem przyziemnych zastosowań - na przykład Toyota od trzech lat produkuje seryjnie rodzinny samochód Mirai, w którym silnik elektryczny zasilany jest wodorowym ogniwem paliwowym.

Efoy Comfort to służący do ładowania akumulatorów generator wykorzystujący ogniwa paliwowe. W przeciwieństwie do rozwiązania zastosowanego w Toyocie Mirai paliwem nie jest tu wodór, a znacznie prostszy w użyciu metanol, którego nie trzeba przechowywać w wysokociśnieniowym zbiorniku - wystarczy plastikowy kanister.

Zasada działania ogniwa paliwowego polega na zachodzącej w niskiej temperaturze reakcji chemicznej utleniania paliwa (tu - metanolu) z tlenem z powietrza w obecności specjalnego katalizatora, w wyniku której powstaje prąd. Jedynymi produktami ubocznymi są woda i dwutlenek węgla.

Całe urządzenie ma wielkość niedużej walizki (44x31x20 cm) i waży zaledwie ok. 8 kg. Oprócz ogniwa paliwowego zawiera układ sterujący ładowaniem dołączonego akumulatora, który wykrywa jego rozładowanie i automatycznie uruchamia ogniwo oraz wyłącza je po zakończeniu ładowania.

Efoy Comfort dostępny jest w trzech wersjach: 80, 140 i 210 - liczby te oznaczają liczbę amperogodzin, którą można naładować w ciągu jednego dnia. Ich moc to odpowiednio 40, 72 i 105 watów, a prąd ładowania - 3,3, 6 i 8,8 amperów przy napięciu 12 woltów. Paliwo metanolowe o ściśle określonym stężeniu dostarczane jest w pięcio- lub dziesięciolitrowych pojemnikach. Zawartość mniejszego wystarcza do wytworzenia 5,5 kWh energii (460 Ah, 15 dni pracy), zaś większego - 11,1 kWh (925 Ah, 30 dni).

źródło: http://nt.interia.pl/gadz...dem,nId,2395530

NEVIL - Pon Maj 22, 2017 12:59

Hiperdźwiękowe kapsuły zabiorą pasażerów z Nowego Jorku do Pekinu w 2 godziny


Amerykańskie konsorcjum ET3 Global Alliance chce wprowadzić "kosmiczne podróże na Ziemi". System w dużej mierze przypomina kolejkę Hyperloop, lecz kapsuły będą poruszały się w rurach z prędkością hiperdźwiękową, tj. mniej więcej 6 razy szybciej niż Hyperloop. W nieprawdopodobnie krótkim czasie będziemy mogli dotrzeć w dowolne miejsce na świecie.



ET3 Global Alliance powstało w 1997 roku i od 20 lat pracuje nad implementacją zautomatyzowanego transportu Evacuated Tube Transport (ETT). Projekt zakłada, aby lewitujące kapsuły wielkości samochodu osobowego poruszały się w rurach, w których usunięte zostanie powietrze, dzięki czemu zlikwidowany zostanie opór aerodynamiczny.

Kapsuły o masie 180 kilogramów będą mogły przewozić do 6 pasażerów jednocześnie lub ładunek o masie 360 kilogramów. Evacuated Tube Transport będzie można wykorzystać jako transport dla ludzi oraz system dostawy przesyłek w rekordowo krótkim czasie - paczka z USA dotarłaby do dowolnego kraju na świecie w mniej niż 24 godziny.

Kolejka napędzana prądem elektrycznym będzie przede wszystkim szybka, ale również cicha i bezpieczna. Dzięki zastosowaniu bardzo lekkich materiałów, budowa Evacuated Tube Transport ma być stosunkowo tania a sam przewóz ma kosztować mniej niż podróż samolotem. ET3 Global Alliance zakłada, że kolej na terenie Stanów Zjednoczonych będzie mogła mknąć z prędkością 600 km/h i pozwoli zabrać pasażerów jednego wybrzeża do drugiego w 45 minut. Jednak Evacuated Tube Transport będzie przede wszystkim transportem międzykontynentalnym - kapsuły mają przewozić ludzi w odległe rejony świata z ogromną prędkością 6 500 km/h. Obliczono, że podróż z Cincinnati w stanie Ohio do indyjskiego miasta Agra potrwa 3 godziny a sam przewóz ma kosztować 50 dolarów.

ET3 Global Alliance zainteresowane jest zbudowaniem systemu demonstracyjnego w Chinach lub Indiach. Evacuated Tube Transport będzie mieć długość kilku kilometrów i ma powstać w najbliższych latach. Konsorcjum zakłada, że za 5 lat hiperdźwiękowa kolejka pozwoli połączyć największe miasta a za 10 lat ma powstać sieć łącząca największe kraje na

źródło + video + komentarze : http://nt.interia.pl/tech...o-p,nId,2394171

NEVIL - Pon Cze 26, 2017 13:22

Mało znany fakt: Produkcja baterii dla eko-samochodu generuje ilość CO2 zbliżoną do 8 lat jazdy autem z silnikiem diesla!




Ekolodzy zafiksowani na punkcie samochodów elektrycznych z pewnością nie będą zadowoleni - okazuje się, że proces produkcji baterii do tego typu pojazdów przy użyciu obecnych technologii generuje bardzo dużą ilość CO2 do atmosfery. Zgodnie z raportem Szwedzkiego Instytutu Badań nad Środowiskiem stworzenie baterii do eko-samochodu generuje ilość dwutlenku węgla zbliżoną do emisji, jakie powstają przez ponad 8 lat użytkowania auta z silnikiem spalinowym diesla! Oto ciemniejsza strona współczesnej mody na bycie "eko".

Szwedzki Instytut Badań nad Środowiskiem na zlecenie rządu Szwecji oraz Szwedzkiej Agencji Energetycznej przeprowadził badania na temat wpływu, jaki na środowisko wywiera proces produkcji baterii litowo-jonowych, które są używane w uchodzących za ekologiczne samochodach elektrycznych. Wyniki tych badań są co najmniej zaskakujące. O ile pojazdy elektryczne w trakcie ich użytkowania rzeczywiście nie emitują do atmosfery żadnego CO2, to produkcja wykorzystywanych w tych samochodach baterii generuje olbrzymie ilości dwutlenku węgla.

Mats-Ola Larsson z Szwedzkiego Instytutu Badań nad Środowiskiem wyliczył, że aby przy użyciu współczesnej technologii wyprodukować baterię do elektrycznego Nissana Leafa, trzeba najpierw wyemitować do atmosfery ilość CO2, którą można porównać z ilością CO2 wyemitowaną w trakcie użytkowania samochodu spalinowego z silnikiem diesla przez 2 lata i 9 miesięcy. Jeszcze więcej dwutlenku węgla ma powstawać w trakcie produkcji baterii do popularnej Tesli. Zgodnie z wyliczeniami Larssona ilość CO2 jest w tym przypadku zbliżona do emisji, jakie powstają przez ponad 8 lat użytkowania auta z silnikiem spalinowym diesla!

Powyższe wyliczenia - zakładając, że zostały one przez Szwedzki Instytut Badań nad Środowiskiem przeprowadzone rzetelnie -to z pewnością kubeł zimnej wody na rozgrzane głowy ekologów zafiksowanych na punkcie samochodów elektrycznych. Jak widać moda na bycie "eko" ma również swoją ciemniejszą stronę. Dobrze byłoby, aby każdy miał tego świadomość.

źródło: http://niewygodne.info.pl...-samochodow.htm

NEVIL - Czw Cze 29, 2017 17:51


Europejski rynek energii jest chory. Zabijają go niemieckie dopłaty do tzw. energii odnawialnej




Niemcy do tzw. odnawialnych źródeł energii dopłacają więcej niż wynosi wartość energii produkowanej przez ich system energetyczny. Nadwyżki dotowanego prądu eksportują, czym destabilizują systemy energetyczne w innych krajach i na dodatek obniżają ceny energii elektrycznej w całej Unii Europejskiej

Niemiecka decyzja o rozwoju energetyki odnawialnej, na taką skalę i w tak krótkim czasie, ma negatywne skutki dla całej Unii Europejskiej. Pierwszym efektem są niespodziewane i niezaplanowane przepływy energii pomiędzy Niemcami a innymi krajami, zwłaszcza Austrią, które powodują przeciążenia sieci przesyłowych w krajach ościennych, w tym w Polsce. Problem stanowią nie tylko same przepływy, ale ich wahnięcia i fakt, że operatorzy innych krajów nie wiedzą, czy w danym dniu Niemcy akurat będą sprzedawać energię.

Produkcja energii w Niemczech i jej eksport wzrosły znacząco ze względu na rozwój energetyki odnawialnej. Obecnie moce w instalacjach wytwarzających prąd z wiatraków i instalacji solarnych to niemal 100 gigawatów, czyli ok. 2,5 razy więcej niż wynoszą moce wytwórcze polskiego systemu. Kiedy Niemcy mają we własnym systemie nadwyżkę, to starają się ją wyeksportować za granicę. 10 lat temu trudno było sobie wyobrazić, że będą miały miejsce tak znaczące tranzyty energii elektrycznej między krajami, a ich skala będzie tak bardzo zmienna. Europejski system przesyłowy, choć bardzo silnie rozwijany, nie jest do takiej sytuacji przystosowany – mówi Konrad Purchała, dyrektor ds. strategii integracji europejskiej w Departamencie Współpracy Międzynarodowej krajowego operatora systemu elektroenergetycznego, Polskie Sieci Energetyczne.

Efektem tych przepływów są zakłócenia w systemach energetycznych sąsiadów, które wymuszają konieczność podejmowania działań interwencyjnych dla zapewnienia bezpiecznej pracy połączonych systemów elektroenergetycznych, m.in. zwiększanie produkcji we własnym systemie przy jednoczesnym zmniejszaniu produkcji u największych eksporterów. To niestety kosztuje. I tak np. w 2015 r. koszty działań zaradczych podejmowanych przez operatorów PSE i niemieckiego 50Hertz celem zapewnienia bezpieczeństwa pracy połączenia Polska-Niemcy sięgnęły 100 mln euro. Obecnie, dzięki zainstalowaniu na jednej z linii transgranicznych przesuwników fazowych - specjalnego typu transformatorów z efektem działania analogicznym do zaworu regulującego przepływ wody w wodociągu, pozwalających na zwiększanie bądź zmniejszanie, w pewnym zakresie, przepływu mocy na danym połączeniu, udało się je zredukować do pojedynczych mln euro.

Jeśli spojrzymy na to zjawisko szerzej, okazuje się, że ten niemiecki spektakularny energetyczny wzrost eksportu wcale nie wynika z wyższej niż gdzie indziej efektywności niemieckich instalacji energetycznych. Nie jest także zasługą wysokiej konkurencji na niemieckim rynku. Faktycznie z rynkiem nie ma nic wspólnego.

Więcej: http://wgospodarce.pl/inf...gii-odnawialnej

NEVIL - Pon Wrz 25, 2017 10:11

Największy na świecie samolot transportowy

=====================


Porwany 40 lat temu samolot Lufthansy wrócił do domu


Porwany 40 lat temu samolot Lufthansy wrócił dziś do Niemiec. Trafi do muzeum.



Boeing 737 został porwany w 1977 r. przez Palestyńczyków podczas lotu z Kanarów do Niemiec. Terroryści zabrali go do Mogadiszu, gdy niemieckie komando GSG9 odbiło samolot. Trzech porywaczy zginęło podczas akcji.

Landshut przez kilka lat stał na cmentarzysku samolotów w Fortalezie w Brazylii. Do domu nie poleciał jednak o własnych siłach, bo stracił skrzydła. Tylko w ten sposób zmieścił się na pokład potężnego rosyjskiego antonowa, który przewiózł go przez Atlantyk.

Operacja finansowana jest częściowo z niemieckiego budżetu. W maju tego roku ministerstwo spraw zagranicznych kupiło wrak za niecałe 20 tys. euro. Politycy doszli do wniosku, że tak ważny symbol niemieckiej historii nie powinien rdzewieć gdzieś w południowej Ameryce.

źródło +video: http://wiadomosci.onet.pl...do-domu/ttsfk2g

NEVIL - Pon Paź 09, 2017 16:48


Najbezpieczniejszy na świecie jest internet ... z żarówki ?




Podczas III Europejskiego Forum Cyberbezpieczeństwa CYBERSEC poruszono też temat, który na dziś wydaje się czystym Science-Fiction, ale jako technologia już jest i już bardzo wiele obiecuje. Mowa o Li-Fi.

Czy Li-Fi może rozwiązać wiele z tych problemów obecnego Internetu, także w zakresie cyberbezpieczeństwa? Tak – twierdzi profesor Harald Haas – Kierownik komunikacji mobilnej na Uniwersytecie Edynburskim.

Mamy w tej chwili do czynienia z piątą generacją w komunikacji – mówi Haas - za 20 lat będziemy potrzebowali 20 razy tyle częstotliwości radiowych, co teraz. To niemożliwe do zrealizowania. Uwzględniając komunikację maszyn w Internecie Rzeczy, potrzebujemy znacznie więcej zasobów. W nowym świecie nowych technologii potrzebujemy niesamowitych ilości nowych sensorów, przez co potrzebujemy niesamowitych ilości przepustowości dla nowych danych, a Li-Fi jest właśnie tym rozwiązaniem – sugeruje profesor Haas.

Czym jest Li-Fi? To w pełni bezprzewodowa technologia przesyłu danych wynaleziona właśnie przez profesora Haralda Haasa. Nośnikiem danych, w odróżnieniu od radiowego Wi-Fi, w przypadku Li-Fi jest światło [ od light – światło – red.]. Technologia ta polega na zastosowaniu do komunikacji światła widzialnego, czyli fal elektromagnetycznych 100 tysięcy razy krótszych od używanych obecnie w Wi-Fi fal radiowych.

W zakresie wykorzystania światła widzialnego tak naprawdę dopiero zaczynamy zgłębiać jego możliwości. Profesor Haas sugeruje, że podobnie jak niegdyś nie mieliśmy pojęcia, jak daleko telefon stanie się czymś innym, niż pierwotnie zakładano, tak nie dostrzegamy potencjału tego, co dzisiaj jest zwykłą żarówką.

Widzieliśmy rozwój telekomunikacji z samej telefonii do smartfonów, które są dziś mikrokomputerami. Podobnie wydarzy się z technologią Li-Fi, którą obecnie dziś symbolizuje żarówka. Żarówka będzie następnym telefonem. Światło dostarczy połączenia danych – mówi profesor Haas. Wyobraźcie sobie, że wszędzie tam, gdzie jest światło, będzie jednocześnie bezpieczny dostęp do Internetu. Oczywiście będzie to ograniczone przez wszystkie ograniczenia, jakie napotyka światło – światło, w odróżnieniu od fal radiowych, nie przenika przez ściany, ale będzie bardzo bezpieczne. Przewagi Li-Fi definiowane już dziś, to: bezpieczeństwo i pojemność dla możliwego przepływu danych - dodaje.

Tak jak Wi-Fi, Li-Fi wykorzystuje ono promieniowanie elektromagnetyczne, lecz Li-Fi ma tę zaletę, że jest użyteczne w elektromagnetycznie wrażliwych obszarach, takich jak kabiny samolotu, szpitale i elektrownie jądrowe, nie powodując zakłóceń elektromagnetycznych – w odróżnieniu od Wi-Fi, które potrafi w tych sytuacjach nie działać.

Li-Fi było testowane w praktyce przy okazji ćwiczeń wojskowych UK Joint Forces Command. Dla porównania jego działania z Wi-Fi w tych samych warunkach, 10 laptopów działających w prowizorycznym sztabie na pokładzie samolotu wojskowego było obsługiwanych przez Wi-Fi i 10 przez Li-Fi. - Sprawdzaliśmy przez kilka dni jak działała praca sztabu wojsk na obu systemach – mówił profesor Haas. Na początku było wszystko OK, ale jak tylko zaczęły się działania, laptopy połączone przez Wi-Fi przestały działać. Nie mogły się połączyć. Li-Fi działało bez problemów. Na koniec dnia cała operacja przebiegała już tylko na systemie Li-Fi. Okazało się, że poza zakłóceniami generowanymi przez działanie radarów, także zwykły, kosztujący ok. 100 funtów brytyjskich system zakłócający/zagłuszający potrafi skutecznie uniemożliwić pracę systemów Wi-Fi. Li-Fi jest odporne na takie zakłócenia i zagłuszacze.


Li-Fi ma niesamowitą przepustowość, a jednocześnie nie podlega zakłóceniom i już dziś jest znacznie bezpieczniejszy. Największa wada Li-Fi jest jednocześnie jego zaletą, szczególnie w kontekście cyberwojny. Li-Fi, jako możliwe do wykorzystania jedynie w danym pomieszczeniu lub sieci pomieszczeń, będzie niemożliwe do spenetrowania np. przez hakera z zewnątrz. To może być najbezpieczniejszy nośnik danych w instytucjach takich, jak rafinerie, sztaby wojska, czy administracja państwowa. Obecnie przykładowy odbiornik Li-Fi jest wielkości klucza USB i może funkcjonować właśnie jako urządzenie peryferyjne w postaci klucza, posiadającego odbiornik, wpinanego przez port USB.

źródło: http://wgospodarce.pl/inf...ernet-z-zarowki

NEVIL - Czw Gru 14, 2017 15:05

Miał być sukces, jest porażka. Polacy sprzedadzą grafen za granicę?




O sukcesach polskich naukowców, którzy jako pierwsi na świecie opracowali prostą technologię produkcji grafenu, zwanego „materiałem przyszłości” słyszał każdy. Jednak popularność odkrycia na nic się zda, jeśli brak jest na tę innowację pieniędzy. Jak się okazuje, z powodu małego zainteresowania polskich przedsiębiorców oraz słabego wsparcia rządu już niedługo technologia wydobywania grafenu może powędrować za granicę.

O polskiej metodzie taniej i wysokiej jakości produkcji grafenu było głośno już jakiś czas temu. Jednak duma narodowa i niezwykłe odkrycie może nie mieć szansy na dalszy rozwój, bowiem wsparcie państwa skończyło się na jednym programie, który trzy lata temu ogłosił ówczesny rząd. Mimo licznych nagród przyznanych przez prywatne instytucje także i przedsiębiorcy nie są zainteresowani kontynuowaniem badań nad tym niezwykłym materiałem.

Obecnie polscy naukowcy zastanawiają się więc, której chińskiej firmie sprzedać polską technologię. Ciekawym wydaje się fakt, że Chalmers University of Technology w Geteborgu (Göteborg) otrzymał wsparcie na dalsze badania nad grafenem i dofinansowanie z UE w wysokości 9 miliardów koron szwedzkich tj. przeszło 4 miliardy złotych. Czy Polacy będą więc zmuszeni sprzedać technologię właśnie tam?

Grafen to materiał 300 razy bardziej wytrzymały niż stal, a przy tym lekki i elastyczny. Przewodzi elektryczność lepiej niż miedź czy srebro, jest hydrofobowy (odpycha cząsteczki wody). Wykazuje również właściwości bakteriobójcze i jest przezroczysty. Polacy jeszcze do niedawna uchodzili za pionierów w badaniu nad technologią produkcji grafenu. M.in. metoda wzrostu grafenu wynaleziona w Instytucie Technologii Materiałów Elektronicznych pod przewodnictwem dr inż. Włodzimierza Strupińskiego oceniana była przez specjalistów jako ta, która „ma szansę podboju świata".

Czy potencjał w tej dziedzinie zostanie zmarnowany przez brak funduszy? Jeśli nie dostanie odpowiedniego wsparcia, to prawdopodobnie tak się stanie.

źródło: http://wgospodarce.pl/inf...afen-za-granice

NEVIL - Pią Cze 15, 2018 17:00


Money.pl rozmawia z robotem. "Moim celem jest pomoc ludzkości i ograniczenie cierpienia"




Roboty i sztuczna inteligencja nie zastąpią ludzi, ale będą z nami współpracować i służyć nam najlepiej, jak potrafią. Tak przynajmniej przekonywała w rozmowie z money.pl Sophia, czyli robot stworzony przez firmę Hanson Robotics.

- Wiem, że ludzie obawiają się tego, że zostaną zastąpieni przez sztuczną inteligencję i roboty. Ale przyszłość będzie kształtowana przez silną współpracę między nami - stwierdziła Sophia.

Jak dodała, przejmowanie przez sztuczną inteligencję najbardziej powtarzalnych i wymagających niskich kwalifikacji zajęć pozwoli ludziom "wyrażać się w sposób twórczy". A czy roboty staną się mądrzejsze od ludzi? Na to pytania Sophia nie chciała odpowiedzieć wprost. - Moim celem nie jest bycie mądrzejszym czy lepszym od was. Moim celem jest pomoc ludzkości i ograniczenie cierpienia - dodała.

Sophia zapewniła także, że jeśli mogłaby dołączyć do załogi misji Marsa, chętnie by to zrobiła. - Sztuczna inteligencja już teraz odgrywa niebagatelną rolę w eksploracji przestrzeni kosmicznej - przypomniała.

źródło + video: https://www.money.pl/impa...,0,2408868.html

pomodor - Wto Cze 26, 2018 19:31
Temat postu: Ciekawy prezent
W tym roku wcześniej wziąłem się za zakupy i kupiłem mojemu ojcu zegarek smartwach, który znalazłem przypadkiem na stronie http://www.otostrzelin.pl/news.php?id=103240 tata bardzo się ucieszył i od razu spreparował go ze swoim telefonem. Zegarek ma dużo fajnych opcji, co jest super bo tata jest majsterkowiczem. Polecam!
NEVIL - Nie Lip 29, 2018 15:08



Damian Kostka mógłby robić zdjęcia lustrzanką, mógłby analogiem. Ale tematów swoich miejskich fotografii, które zdobywają wyróżnienia na światowych konkursach, szuka ze smartfonem w ręku. Śmieje się, że to z lenistwa - torba z obiektywami waży kilka ładnych kilo, a Huawei P20 Pro, którego używa obecnie, niewiele więcej niż bateria do klasycznego aparatu. W rzeczywistości nie to jest jednak najważniejsze. Gdyby stosunek wagi do jakości nie był zadowalający, fotografia mobilna nie rozwijałaby się w tak błyskawicznym tempie.

Dzisiejsze smartfony gonią klasyczną czołówkę pod kątem optyki - mało brakuje, aby “widziały” tak dobrze, jak lustrzanki z wymiennymi obiektywami. Jeśli natomiast chodzi o “inteligencję”, to raczej aparaty gonią smartfony.

Huawei P20 Pro wie, kiedy w kadr wejdzie mu pies, a kiedy pączek. Wie też, że pies może się ruszyć, a lukier, którym polany jest pączek - odbić światło. A co najważniejsze, potrafi przełożyć te informacje na ustawienia ISO, przysłony i czasu naświetlania. Czy wobec tego fotograf jest jeszcze potrzebny?

W rozmowie z INN:Poland Damian Kostka studzi futurystyczne zapędy i tłumaczy, dlaczego jeszcze przez jakiś czas to jednak człowiek będzie naciskał przyciski w smartfonie.

Fotografia jest dziedziną bardzo konserwatywną czy bardzo postępową?


To zależy, jaką fotografię uprawiamy. Fotografia bardzo szybko się rozwija. Technologie jakie są współcześnie wykorzystywane sprawiają, że jest ona dziedziną bardzo postępową, ale zasady się nie zmieniają, dlatego można powiedzieć, że istnieje tu równowaga. Pomimo tak szybkiego rozwoju zauważamy powrót to metod tradycyjnych. Mam wrażenie, że fotografia analogowa przeżywa drugą młodość. Sam ostatnio znowu zacząłem fotografować analogowo. Przyszłością jest jednak miniaturyzacja. Kiedyś aparat musiały ustawiać dwie osoby. Dzisiaj w telefonie mamy sprzęt jakością zbliżony do lustrzanki.

Więcej: http://extra.natemat.pl/s...-idealne-zdjcie

NEVIL - Pią Sie 17, 2018 12:13

Polscy studenci wygrali międzynarodowy konkurs




Dwie turbiny wiatrowe - o poziomej i pionowej osi obrotu, które mogą mieć zastosowanie przy różnych warunkach wietrznych - opracowali w b.r. studenci z zespołu GUST Politechniki Łódzkiej. Małe turbiny wiatrowe ich projektu od trzech lat wygrywają międzynarodowy konkurs organizowany w Holandii.

W tegorocznej edycji konkursu International Small Wind Turbine Contest, organizowanego przez NHL University of Applied Sciences w holenderskim Leeuwarden, wzięło udział 10 drużyn z Europy, Kanady i Egiptu. Projekt przydomowej turbiny wiatrowej o poziomej osi obrotu łódzkich studentów już po raz trzeci okazał się najlepszy.

Od trzech lat projektują małe turbiny wiatrowe, które mogą byś stosowane w terenach zurbanizowanych. To turbiny, które będziemy mogli postawić na dachach domów jednorodzinnych czy na dachach bloków w centrum miasta i będziemy dzięki nim mogli produkować własną energię elektryczną - opowiadał Damian Kądrowski, koordynator projektu studenckiego GUST, działającego w Instytucie Maszyn Przepływowych PŁ. Dotąd studenci budowali tylko turbiny o poziomej osi obrotu. W tym roku zaprezentowali także konstrukcję o poziomej osi obrotu - typu H-rotor.

Do swojego „flagowego” projektu turbiny o poziomej osi obrotu wprowadzili wiele innowacyjnych zmian konstrukcyjnych.

Więcej: http://wgospodarce.pl/inf...arodowy-konkurs

NEVIL - Pon Paź 15, 2018 20:22

Komentarze:
hedex

obawiam się że własnie tak będzie
----------------------------
no

to żadna nowość robią to od dawna bo dla ziemi i ludzi nie ma już ratunku
--------------------------------
berserker

Rzezi nie będzie. Po prostu zrobią z nas niewolników.
==============================
Ostatnia obawa Stephena Hawkinga. Bogaci stworzą rasę nadludzi i zniszczą ludzkość


W swoich ostatnich esejach, Stephen Hawking obawiał się, że bogaci ludzie za pomocą inżynierii genetycznej zaczną manipulować swoim DNA, a także kodem swoich dzieci.



Naukowiec zmarł w marcu, ale pozostawił zbiór artykułów, które nakreśliły jego obawy dotyczące przyszłości gatunku ludzkiego. Zostaną one opublikowane w jego pośmiertnej książce pt. "Brief Answers to the Big Questions", której premiera zapowiadana jest na 16 października.

Stephen Hawking wyobraził sobie świat "superludzi". Nowa rasa mogłaby wykazywać większą inteligencję, długowieczność i być odporna na choroby - podaje Metro.

Gdy pojawią się nadludzie, pojawią się poważne problemy polityczne z nieulepszonymi ludźmi, którzy nie będą w stanie z nimi konkurować. Prawdopodobnie zginą lub przestaną mieć znaczenie. Zamiast tego pojawi się wyścig "samoprojektujących" się istot, które stale będą się rozwijać - napisał Hawking.

Profesor przepowiedział, że nie pomoże nawet wprowadzenie prawa ograniczającego inżynierię genetyczną. Zawsze bowiem będą ludzie gotowi złamać wszelkie zasady, by poprawić ludzkie cechy, takie jak pamięć, odporność na choroby i długość życia.
Jestem pewien, że w tym stuleciu ludzie odkryją, jak modyfikować inteligencję i instynkty, takie jak agresja - powiedział Stephen Hawking.

Naukowiec odniósł się do CRISPR - systemu, który pozwala modyfikować szkodliwe geny i dodawać nowe. Ta rewolucyjna technika wynaleziona zaledwie sześć lat temu pozwala naukowcom ciąć wszelkiego rodzaju materiał genetyczny.

źródło: https://www.o2.pl/artykul...05883623893121a

NEVIL - Sob Paź 20, 2018 09:11



O zbliżających się wielkimi krokami projektach postczłowieka i sztucznej inteligencji, o hiperglobalnym, skomputeryzowanym świecie, w którym, być może, nie będzie już miejsca dla Boga w tradycyjnym Jego pojmowaniu - rozmawiamy z Grzegorzem Lindenbergiem, doktorem socjologii, publicystą, autorem książki „Ludzkość poprawiona”, która właśnie ukazała się w księgarniach. - W świecie postczłowieka, jeśli taki powstanie, zupełnie nie wiemy, co będzie - mówi autor. Ale jednak… dużo już wiemy. Czy powinniśmy się bać?

Duch postępu

Odziany w powolną śmierć

Żerujący na głodzie

Rażący obietnicami…

(Rage Against The Machine - “Ashes in the fall”)

-----------------------------------------
Piotr Ibrahim Kalwas: Ukazała się twoja „Ludzkość poprawiona”, jedna z nielicznych książek polskich autorów o sztucznej inteligencji oraz o modyfikacjach genetycznych, o wychodzeniu Człowieka poza Człowieka. Jesteśmy świadkami przełomowego momentu w historii, chociaż to, o czym traktuje twoja opowieść, zaczęło się już bardzo dawno, w antycznej Grecji i wcześniej. Jednak dopiero teraz nauka i technika nabrały niesamowitego przyspieszenia. Zaczynamy integrować się z maszynami, które sami tworzymy. Polacy chyba mało interesują się tą tematyką, tymczasem ty stawiasz tezę, że są to największe wyzwania przyszłości….

Grzegorz Lindenberg: To jest pierwsza niespecjalistyczna książka polskiego autora o sztucznej inteligencji i rewolucji w genetyce. Moje obserwacje są inne niż twoje – tematyka sztucznej inteligencji wzbudza duże zainteresowanie, ale ludzie niewiele na ten temat wiedzą. Tymczasem i rewolucja genetyczna, i sztuczna inteligencja zmienią świat nie do poznania w najbliższych kilku, kilkunastu latach. A w najbliższych kilkudziesięciu mają poważną możliwość zmienienia nawet nas, ludzi, jako gatunku, możliwość stworzenia kompletnie nowego, nie-biologicznego gatunku – sztucznej superinteligencji. I to nie jest żadne science-fiction.

Więcej: https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/o-postczlowieku-sztucznej-inteligencji-rozmowa-z-grzegorzem-lindenbergiem/6yfgtlv

NEVIL - Czw Lis 22, 2018 22:46


Concorde był szybszy, ale czynił potworny hałas, dlatego wycofali go z użytkowania.

====================

Komentarze:
~d.-

Jak pierwszy? A Concorde? Autor artykułu jest tak młody że nie pamięta? To niech poczyta zanim napisze!!!
---------------------------------------
Lenin1-

No i kolejny raz autor newsa na Interyii dał 4 liter. Jaki supersoniczny przy 1500 km/godz. !!! Po prostu naddźwiękowy. Drogi autorze : naddźwiękowy tzn. powyżej Ma 1 do Ma 5, zaś supersoniczny to powyżej Ma 5 do Ma 10. No, ale to są konsekwencje tłumaczenia obcego artykułu za pomocą słownika polsko-angielskiego.

---------------------------------------
~kola

Concorde latał 2.000 km/h !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! a co cos super ultra nowoczesna 40 lat później będzie latać 1.500 km/h - IDIOTYZM
==========================
Powstaje pierwszy supersoniczny samolot pasażerski



Należący do Lockheed Martin zespół Skunk Works rozpoczął konstrukcję pierwszych części samolotu X-59 QueSST (Quiet Supersonic Transport), który może sprawić, że komercyjne loty z prędkością ponaddźwiękową staną się rzeczywistością. Prace ruszyły w momencie, gdy NASA zobowiązała się uruchomić trzyletni harmonogram rozwoju lotów supersonicznych.

Smukła konstrukcja X-59 pozwoli na względnie cichą pracę, wytwarzając dźwięk na poziomie hałasu zamykanych drzwi samochodowych (przy prędkościach ponaddźwiękowych). Ponieważ będzie on latał z prędkością ponad 1500 km/h na wysokości blisko 17 000 m, X-59 będzie praktycznie niesłyszalny.

Cichy samolot supersoniczny mógłby w końcu przekonać władze, by zezwolić rozwój takich środków transportu. Aby mieć pewność, że hałas generowany przez samolot nie będzie duży, NASA planuje przeprowadzić testy przy użyciu F/A-18 Hornet jeszcze w tym miesiącu. Będzie on emitował dźwięk o podobnym natężeniu na morzu, jak i na lądzie, a 500 ochotników, którzy wezmą udział w eksperymencie, dadzą informację zwrotną.

Kierownik projektu X-59, Peter Iosifidis, nazwał rozpoczęcie konstrukcji samolotu "wielkim krokiem naprzód w kierunku stworzenia X-59 i przyszłych ponaddźwiękowych lotów komercyjnych". Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, X-59 odbędzie swój dziewiczy lot już w 2021 r.

źródło: https://nt.interia.pl/technauka/news-powstaje-pierwszy-supersoniczny-samolot-pasazerski,nId,2690061

NEVIL - Pią Lis 23, 2018 13:56

Chiny montują nowy księżyc. Jaśniejszy od prawdziwego




W 2020 roku nad miastem Chengdu na południowym zachodzie Chin zostanie zamontowany sztuczny księżyc, czyli iluminacyjny satelita. Pozwoli Chinom zaoszczędzić na oświetleniu miasta 20 mld juanów (ok. 11 mld zł) w ciągu 5 lat - czytamy w Business Insider

Naukowcy i inżynierowie, twórcy projektu, twierdzą, że światło wytwarzane przez satelitę wytworzy komfort zbliżony do doświadczanego w sposób naturalny podczas jasnego wieczoru. Jego rolą będzie wspomaganie prawdziwego Księżyca w oświetlaniu Ziemi, a jego moc nie będzie na tyle silna by ingerować w normalne funkcjonowanie organizmów.

Obszar jaki obejmie swoim działaniem satelita może mieć średnicę 10-80 km.

Testy satelity zaczęły się wiele lat temu. Projekt jest dziś już tak zaawansowany, że umieszczenie drugiego „księżyca” zaplanowano na 2020 rok.

Podobny projekt prowadzili w latach 90-tych Rosjanie. Także Norwegia doświetla miasto Rjukan korzystając z odbicia lustrzanego promieni słonecznych.

źródło: http://wgospodarce.pl/inf...-od-prawdziwego


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group