forum LUBIN pl
oficjalne forum miasta Lubin

Hydepark - ACTA. Dotyczy nas wszystkich.

NEVIL - Pon Sty 23, 2012 14:14
Temat postu: ACTA. Dotyczy nas wszystkich.


ACTA. Chcą zaskarżyć umowę do Trybunału







Eurodeputowani z Partii Socjalistycznej i Zielonych chcą zaskarżyć ACTA do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Uważają oni, że umowa jest niezgodna z prawem europejskim. Aby umowa weszła w życie. najpierw na ratyfikację musi się zgodzić Parlament Europejski - przypomina RMF FM.

Głosowanie w tej sprawie nastąpi najwcześniej w kwietniu. Do tej pory nic nie wskazywało na to, aby europarlament sprzeciwił się wprowadzeniu umowy. Za jej wejściem w życie opowiadali się posiadający większość chadecy. Przeciwko niej głosowali socjaliści, zieloni oraz część liberałów.

Zdaniem europosłanki Liidii Geringer de Odenberg jest jeszcze szansa na zablokowanie ACTA w europarlamencie, szczególnie po "demonstracji siły ze strony internautów".


Skierowanie sprawy do Trybunału Sprawiedliwości może nie rozwiązać problemu, ale z pewnością odwlecze go w czasie - podaje RMF FM.

Czym naprawdę jest układ ACTA?

ACTA (Anti-counterfeiting trade agreement) to układ między Australią, Kanadą, Japonią, Koreą Południową, Meksykiem, Maroko, Nową Zelandią, Singapurem, Szwajcarią i USA, do którego ma dołączyć UE. Jego nazwę można przetłumaczyć jako "porozumienie przeciw obrotowi podróbkami", dotyczy jednak ochrony własności intelektualnej w ogóle, również w internecie. Zdaniem obrońców swobód w internecie może prowadzić to do blokowania różnych treści i cenzury w imię walki z piractwem.


Rada UE decyzję o podpisaniu go podjęła za polskiej prezydencji na posiedzeniu 15-16 grudnia 2011 z udziałem ministrów rolnictwa i rybołówstwa, pod przewodnictwem Marka Sawickiego. Kraje UE uzgodniły przystąpienie do porozumienia na szczeblu eksperckim; w takim przypadku jest przyjętą praktyką, że formalną decyzję podejmują bez dyskusji ministrowie na dowolnym posiedzeniu.



"Celem ACTA jest nawiązanie międzynarodowej współpracy, aby poprawić egzekwowanie prawa własności intelektualnej i stworzyć międzynarodowe standardy działań przeciw naruszaniu własności intelektualnej na dużą skalę. Negocjacje zakończyły się w listopadzie 2010 r." - poinformowała Rada UE w komunikacie prasowym wydanym po grudniowym posiedzeniu.


Hakerzy z Anonymous walczą z restrykcjami w sieci - Amerykański wymiar sprawiedliwości zamknął w czwartek serwis internetowy Megaupload.com za masowe łamanie praw autorskich. Strona była popularną platformą darmowej wymiany filmów, seriali, muzyki i innych plików. Internetowy kolektyw hakerów Anonymous, walczący z narzucaniem restrykcji w internecie, ogłosił na Twitterze, że w odwecie zablokował strony internetowe FBI, ministerstwa sprawiedliwości oraz koncernu muzycznego Universal. Zamknięcie Megaupload.com zbiega się z dyskusją trwającą w USA wokół nowej, przygotowywanej w Izbie Reprezentantów ustawy o wstrzymaniu piractwa internetowego, która wprowadza zabezpieczenia przeciw nielegalnemu wykorzystywaniu treści chronionych prawami autorskimi. (kdp) Materiał w języku angielskim. - CNN
Rzecznik prasowy Stowarzyszenia Wikimedia Polska Paweł Zienowicz mówił PAP w minionym tygodniu, że największe zastrzeżenia budzi tryb negocjacji porozumienia. - Ustalenia trwały od 2007 r., ale były tajne. Nie było żadnych konsultacji społecznych. Decyzja o podpisaniu umowy została ogłoszona na 40 stronie komunikatu prasowego, dotyczącego rolnictwa i rybołówstwa. To świadczy o tym, jak politycy nas szanują - powiedział.

Już od środowego wyłączenia anglojęzycznej Wikipedii - na znak protestu przeciwko nowym ustawom o ochronie praw autorskich w USA - polska społeczność internetowa rozważała podjęcie protestu przeciw podpisaniu przez UE porozumienia ACTA bez wcześniejszych konsultacji społecznych jego treści. Polska strona "Nie dla ACTA" miała w niedzielę rano na Facebooku ponad 160 tys. fanów, których liczba szybko rosła.

źródło : http://wiadomosci.onet.pl...,wiadomosc.html

Czytaj też : http://www.elubin.pl/wiadomosci,7161.html

Należy zauważyć, że Chiny też nie złożyły podpisu pod pakietem ustaw klimatycznych w Kioto.

NEVIL - Pon Sty 23, 2012 20:58

Nam też nie podoba się ACTA, od północy protest

23.01.2012 18:30, Autor: Redakcja, Kategoria: News


Przed chwilą Minister Michał Boni potwierdził, że Polska podpisze ACTA — międzynarodowe porozumienie, które powstało za zamkniętymi drzwiami. Dokument ten naraża naszą wolność korzystania z Internetu na ograniczenia, ale również neguje podstawy demokracji. Na znak protestu strona dobrychprogramów zostanie wyszarzona, a nasze logo ocenzurowane na 24 godziny.

ACTA, czyli międzynarodowe porozumienie znane jako Umowa handlowa dotycząca zwalczania obrotu towarami podrobionymi między Unią Europejską i jej państwami członkowskimi, Australią, Kanadą, Japonią, Republiką Korei, Meksykańskimi Stanami Zjednoczonymi, Królestwem Marokańskim, Nową Zelandią, Republiką Singapuru, Konfederacją Szwajcarską i Stanami Zjednoczonymi Ameryki, budzi wątpliwości i kontrowersje. Warto wyjaśnić dlaczego porozumienie, które powstaje od 2007 roku, wywołało burzę dopiero teraz. 26 stycznia do porozumienia ma przystąpić również Polska, a dokument ma być ratyfikowany przez Unię Europejską, a niektórzy słyszą o tym dokumencie po raz pierwszy.

Proces przygotowywania ACTA odbywał się za zamkniętymi drzwiami, już samo to stanowi pogwałcenie reguł demokracji. W 2008 dowiedzieliśmy się co nieco na jej temat dzięki WikiLeaks, w 2009 organizacje pozarządowe wystąpiły o odtajnienie negocjacji, a dopiero w 2010 roku zobaczyliśmy tekst porozumienia. Podczas gdy bardzo podobne porozumienie WIPO było budowane na całkowicie otwartych spotkaniach w Genewie, po których tekst był publicznie dostępny, pierwsze spotkanie „otwarte” w sprawie ACTA miało miejsce w Meksyku w 2010 roku. Jakby tego było mało, wyrzucono z niego osobę relacjonującą przebieg spotkania na Twitterze. Nasze Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego również nie było nieskazitelne — informacje o niektórych posiedzeniach w sprawie ACTA w ogóle nie były podane do wiadomości publicznej, a na konsultacje zapraszano tylko wybrane podmioty. Minister Boni latem zapowiedział, że rząd rozważy argumenty za i przeciw ACTA i sprawa przycichła. O terminie podpisania porozumienia dowiedzieliśmy się nie ze stron rządu, ale z Twittera organizacji Internet Society, choć podobno zgoda na przyjęcie dokumentu zapadła jeszcze w listopadzie.

ACTA nie zawsze jest zgodne z prawem państw, które do porozumienia przystąpiły, i mimo wcześniejszych zapewnień wymaga modyfikacji prawa sygnatariuszy. Na przykład w Kanadzie pojawiły się głosy, że kraj straci suwerenność w dziedzinie stanowienia prawa autorskiego. Również w Nowej Zelandii wymagane były zmiany w prawie, aby ACTA mogła zgodnie z prawem tego kraju funkcjonować. W efekcie po podpisaniu porozumienia wielu sygnatariuszy przyznało się, że ACTA jednak wymaga zmian w prawie i nie jest wbrew pozorom bezinwazyjnym porozumieniem.

ACTA chroni własność intelektualną w sposób agresywny i szkodliwy dla osób trzecich. Porozumienie może zaangażować dostawców Internetu w walkę z piractwem, co może zaowocować blokowaniem niektórych usług i monitorowaniem ruchu, a więc ograniczaniem komunikacji, naruszaniem prywatności abonentów, a może nawet praw podstawowych w imię walki z rzekomym piractwem. W akcie często pada słowo „przemysł”, ale o prawach obywateli już się tak dużo nie mówi. Definicja komercyjnej skali naruszenia własności intelektualnej w ACTA jest szersza, niż w obecnym prawie, i według niektórych może doprowadzić do uznania dziennikarzy i blogerów publikujących informacje za przestępców. Jest to tym groźniejsze, że pod znakiem zapytania stoi ewentualna procedura odwoławcza.

ACTA to nie tylko prawo autorskie i regulacje dotyczące walki z piractwem. Równie istotną częścią naszego życia, na którą wpływ może mieć porozumienie, jest szeroko pojęty przemysł — innowacje z dziedziny elektroniki, chemii, medycyny i wielu innych. Wszelkie innowacje mogą być ryzykowne z punktu widzenia finansowego ponieważ ACTA przewiduje bardzo wysokie, liczone na podstawie ceny rynkowej towarów będących podstawą naruszenia, odszkodowania dla właścicieli patentów, zarejestrowanych wzorów przemysłowych i wszelkiej własności intelektualnej. Każdy nowy wynalazek zostanie automatycznie wysłany na patentowy poligon, na którym czeka go prawie pewna porażka. ACTA może mieć wpływ nawet na obrót lekami poprzez nałożenie regulacji na produkcję tanich „zamienników”, które nierzadko produkowane są w identycznym procesie technologicznym, jak markowe „oryginały”. Na wniosek posiadaczy praw autorskich możliwe będą nawet wzmożone kontrole graniczne, a w szczególnych przypadkach nawet przeszukiwanie bagaży osób prywatnych. ACTA może ponownie zbudować mury tam, gdzie już osiągnięto kompromis (Światowa Organizacja Handlu, Światowa Organizacja Własności Intelektualnej, porozumienie TRIPS i inne).

Warto przy tej okazji podkreślić, że od powstania portalu dobreprogramy w 2002 r., jednym z głównych celów jakie przed sobą stawialiśmy, było promowanie legalnego oprogramowania, a także budowanie szacunku dla własności intelektualnych. Jako wydawca treści jesteśmy również żywo zainteresowani ich ochroną. Skąd więc protest? Przecież powinniśmy być szczęśliwi, że takie rozwiązania prawne pukają do drzwi naszego kraju. Nic z tych rzeczy. Nie ulega wątpliwości, że należy chronić własność intelektualną, ścigać piractwo również, jednak na pewno nie w ten sposób. Ściganie kieszonkowców na dworcu nie może polegać na zrzuceniu na ten dworzec bomby wodorowej. Przepisów o takim znaczeniu nie można „przepychać cichaczem”, należy również zastanowić się czy dla dobra „przemysłu” można ryzykować innowacyjność, wolność Internetu i swobodę jego użytkowników.

źródło : http://www.dobreprogramy....nosc,29936.html

elektryk - Pon Sty 23, 2012 21:06

Forum przyłącza się do akcji protestacyjnej.
NEVIL - Sro Sty 25, 2012 12:51

Nasz Admin zachęca do wypowiedzi, a jako że zainicjowałem ten temat, dodam coś od siebie. W zasadzie powyższe dwa teksty artykułów mówią wszystko czym jest ACTA i jakie stanowi zagrożenie dla nas, zwykłych internautów, korzystających z sieci. Ale żeby było jeszcze jaśniej, to wklejam tutaj link z You Tube, gdzie w sposób obrazkowy i ,,łopatologiczny", jest to przedstawione jeszcze lepiej :
http://www.youtube.com/watch?v=h1fJYlQ9iJY

Nie chciałbym się tutaj powtarzać w tym, co napisano powyżej. Powiem jedynie, że pod płaszczykiem ochrony wartości intelektualnych grozi nam totalna inwigilacja internetu. Wyślesz z Lubina filmik z imienin cioci Heli do wujka Staszka we Wrocławiu , gdzie w tle słychać jakąś piosenkę z radia , czy odtwarzacza, a za kilka dni mogą do Twoich drzwi zapukać smutni panowie zarzucając Ci , że bez wniesienia stosownych opłat, powielasz utwór, który usłyszeli w wysłanym przez Ciebie pliku...

No i taki jeszcze cytat z artykułu : http://technologie.gazeta...rsja_SOPA_.html

<<Nie mamy polskiej Coca-Coli, Apple'a, ani Dolce & Gabbany. ACTA nie ochroni naszej międzynarodowej specjalności, bo „Polish vodka” nie jest chronioną marką. Czemu więc Polska jako swój sukces ogłasza „przepchnięcie” w Europie porozumienia służącego interesom firm, dla których jesteśmy trzecio- albo drugorzędnym rynkiem wrzucanym pogardliwie do worka podpisanego EMEA (Europe, Middle East & Africa - Europa, Bliski Wschód, Afryka)? Czemu ACTA „przepycha się” bez oceny skutków, bez konsultacji społecznych, zasłaniając się żenującym argumentem o wstydzie?

Polska prezydencja ma sukces. Sukces na miarę naszych możliwości.>>

Obawiam się też, że jeżeli większość państw UE zgodzi się na ACTA, to Polska będzie musiała te postanowienia zaakceptować. Bo naszym krajem teraz rządzi Bruksela, a nie Warszawa. Staliśmy się bezwolnym trybikiem wielkiej maszyny...

elektryk - Sro Sty 25, 2012 12:55

Zapraszam wszystkich do wzięcia udziało w manifestacji we Wrocławiu godz. 18:00 przed Urzędem Wojewódzkim link: https://www.facebook.com/events/332274416793882/

My tam będziemy!

NEVIL - Sro Sty 25, 2012 13:09

Zachęcam uczestników forum , do wyrażenia swego zdania w temacie dotyczącym nas wszystkich.
NEVIL - Sro Sty 25, 2012 13:31

Komentarz do artykułu : http://wiadomosci.onet.pl...,wiadomosc.html



<<~ee: W momencie gdy użytkownicy Internetu protestują przeciwko ACTA i bronią wolności słowa, pojawiają się informacje o następnym, jeszcze bardziej rozbudowanym narzędziu mającemu utrwalić władzę systemu. Tym razem jego pomysłodawcą oraz źródłem finansowania jest Departament Obrony USA – organ, który jak wiemy dba o „porządek i demokratyczny ład” na całym świecie.

Nowe narzędzie, nazywane przez media Radarem Społecznym, opiera się na przekonaniu, iż społeczności i narody są organizmami, których zachowania można przewidzieć. Jest to więc narzędzie mogące być doskonale wykorzystane przez siły zbrojne USA w celach obserwacji i analizy nastrojów zbiorowości ludzkich, a następnie do wpływania innymi już środkami na owe zbiorowości.

Podstawą działania Radaru Społecznego jest wszechobecna kontrola wypowiedzi obywateli – chodzi tu zarówno o aktywność na polu mediów społecznościowych takich jak Facebook czy Twitter, mediów tradycyjnych, gazet, telewizji, a także inwigilacji różnymi metodami poszczególnych ludzi czy grup ludzi.

Twórcy tego systemu twierdzą, że pozwala on zbierać dane biometryczne, identyfikujące konkretne osoby, a także dane socjometryczne pozwalające na przewidywanie zachowań. Tak szerokie pole działania, obejmujące obszar od jednostki do całego społeczeństwa pozwala przypuszczać, iż wykorzystane zostaną tu masowo chyba wszelkie metody inwigilacji – zarówno tej tajnej jak i jawnej. Mózgiem ma być superkomputer, który zdaniem twórców będzie w stanie wykryć odpowiednio wcześnie wszelkie zagrożenia wybuchami powstań, protestów społecznych i niepokojów. Jest więc to poniekąd system wczesnego ostrzegania, z tą różnicą, że mający zastosowanie na społeczeństwach. Sprawdzi się on głownie w wysoko rozwiniętych społeczeństwach, których podstawową formą komunikacji są urządzenia elektroniczne.

Informacje i analizy zdobyte dzięki Radarowi Społecznemu posłużą jego posiadaczowi do wywoływania sztucznych niepokojów, które w konsekwencji są doskonałym pretekstem do tzw. misji pokojowych czy stabilizacyjnych. Projekt ten jest w chwili obecnej, jeśli wierzyć doniesieniom mediów, jest w fazie początkowej, która polega na obserwacji Twittera.
Obserwując poczynania rządów najbardziej znaczących państw świata nie sposób oprzeć się wrażeniu, że pod płaszczykiem demokracji przemycane są najbardziej totalitarne metody kontroli nad ludnością. Nie wykorzystuje się do tego (jak dawniej) represji siłowych, a stosuje dużo bardziej wyszukane metody kontroli elektronicznej pozwalające często bez rozlewu krwi wymusić określone postawy. Wolność słowa, poglądów i prywatność stają się cichymi ofiarami coraz bardziej ekspansywnego systemu. >>

NEVIL - Sro Sty 25, 2012 13:58

Jeżeli się identyfikujecie z poniższymi wypowiedziami lub nie, to piszcie...

Kolejne dwie wypowiedzi pod artykułem : http://technologie.gazeta...rsja_SOPA_.html

<<Zysk Micorosftu w 2011 roku to 20 mld $ czyli 67 mld zł przy kursie 3,35 pln/usd. Budżet Polski na 2012 to około 307 mld zł z czego 35 mld deficytu pożyczonych na procent pieniędzy, i teraz te biedne korporacje przerzucają koszt scigania piratów na organy państwowe podczas gdy obywatel często nie może się dodzwonić na policję?
p.s. Jestem przeciw piractwu które przynosi realne straty twórcom czyli np. handel i czerpanie korzyści z cudzej własności intelektualnej ale przecietny Kowalski i tak nie kupi Photoshopa za 2 swoje pensje żeby poprawić 5 zdjęc na krzyż raz do roku. Za to za posiadanie tegoż Photoshopa sciągniętego na dysk (za samo posiadanie!) już może zapłacić wilelokrotność wartości oprogramowania i/lub podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5 i to jest dopiero opresyjne prawo wymierzone przeciw własnym obywatelom na korzyść międzynarodowych korporacji. Teraz proszę jeszcze raz spojrzeć na porównanie naszego budżetu z zyskiem jednej z firm z sektora i odpowiedzieć sobie na pytanie kto tych straszliwych przestępców utrzymuje w przepełnionych więzieniach.




@pocalujta_wujta
Może mi odpowiesz na pytanie dlaczego Microsoft w latach 90-tych nie zabezpieczał swojego OS (+MS Office) i nie ścigał milionów nielegalnych użytkowników tego systemu? Czy aby nie po to, żeby "uzależnić"(skrót myślowy) wszelkie możliwe sektory użytkowników na całym globie od gospodarki, przemysłu do prywatnych szarych obywateli od używania swojego systemu i aplikacji działających tylko pod nim? W Europie i na świecie w latach 90-tych nie tylko w domach ale i w szkołach, uczelniach (!), urzędach (!), firmach były przeważnie pirackie wersje systemu z Redmont, bo prawie nikogo nie było wtedy stać na legalny. Co to spowodowało to nie muszę chyba tłumaczyć...(i jak powoli się to zmienia)
Śmieszy mnie to jak teraz wszyscy się "legalni" zrobili...ciekawe czy tacy legalni byliście w latach 90-tych...(zaraz się znajdą wielkie słowa i zapewnienia - przecież dziś nikt już tego nie sprawdzi no nie? ;) Wielcy stróże prawa mi się znaleźli psia mać... >>

NEVIL - Pią Sty 27, 2012 16:56

Tutaj każdy może wysłać protest przeciwko ACTA :

Klik : https://secure.avaaz.org/en/eu_save_the_internet_spread/?aGuIFcb&s=1

... i tutaj : http://jestemprzeciwacta.pl/

NEVIL - Pią Sty 27, 2012 17:15

Komentarze pod artykułem: http://wiadomosci.onet.pl...,wiadomosc.html

~Info do ~l: ACTA (Anti-counterfeiting trade agreement) to układ między Australią, Kanadą, Japonią, Koreą Południową, Meksykiem, Maroko, Nową Zelandią, Singapurem, Szwajcarią i USA, do którego ma dołączyć UE. Jest to umowa handlowa pomiędzy PANAMI a NIEWOLNIKAMI.
Korporacje z USA + Japonia = właściciele praw autorskich i patentów, W niektórych krajach jest 50/50, reszta=niewolnicy. Panowie wykupili patenty i prawa autorskie do czego się tylko dało a niewolnicy mają im za to płacić do końca świata i o jeden dzień dłużej. Teraz biorą się za patentowanie algorytmów a także roślin, zwierząt czy nawet sekwencji kodu genetycznego człowieka. Podpisywać a potem płacić, płacić, płacić...

33 minuty temu | ocena: 95%

realista101 do ~Info: Dlatego dziwi głupota rządzących i ich posłuszeństwo wobec USA. Jak niewolnicy.
5 minut temu | ocena: 100%

~aqq do ~Info: t-mobile opatentował kolor różowy, w tym układzie nikt nie powinien używać tego koloru oprócz nich, chodzi o konkretny numer pantonu, ale anyway.... żegnaj Barbie i Hello Kitty
3 minuty temu | ocena: 100%
odpowiedz oceń
~Fryko do kuntze: Chodzi o to żebyś kupował towary droższe do tego oni dążą . O żeby ciebie do tego zmusić , zabrać zamienniki

NEVIL - Wto Sty 31, 2012 12:59

PIPA i SOPA , podobnie jak ACTA
======================================================

Student jak terrorysta. Ekstradycja do USA za linki do pirackich treści?


31.01.2012 , aktualizacja: 31.01.2012 10:09


Nie bezrobocie, nie zadłużenie, nie kampania wyborcza, ale wolność ściągania z internetu. W wideoczacie z prezydentem USA Barackiem Obamą najważniejsze dla internautów było to, co się stanie z pewnym brytyjskim studentem.




Kiedy 23-letni Richard O'Dwyer w swoim pokoju w akademiku uniwersytetu Sheffield tworzył swoją stronę internetową, nie domyślał się nawet, że posłuży ona jako podstawa do ekstradycji jego samego do USA. Amerykański wymiar sprawiedliwości oskarżył brytyjskiego studenta o to, że jego strona to przewodnik z odnośnikami do stron z nielegalną zawartością.

Obrońcy studenta argumentowali, że strona nie złamała brytyjskiego prawa. Ale nie przeszkodziło to brytyjskiemu wymiarowi sprawiedliwości zgodzić się na ekstradycję studenta do USA. A tam może go czekać nawet 10 lat więzienia.



Nic dziwnego, że sprawa młodego Brytyjczyjka poruszyła amerykańskich internautów, którzy przez ostatnie kilka tygodni ostro przeciwstawili się - skutecznie - planom wprowadzenia ustaw SOPA i PIPA, zostrzających ochronę własności intelektualnej w Stanach Zjednoczonych. Głosami internautów pytanie o los studenta - i szerzej o stan legislacji dotyczącej własności intelektualnej w USA - zostało wybrane jako najważniejsza kwestia sesji pytań i odpowiedzi, jaką z internautami przeprowadził Biały Dom -pisze brytyjski "Telegraph".

"Dlaczego wspiera pan ekstradycję studenta, jak terrorysty?"

- Dlaczego osobiście wspiera pan ekstradycję obywatela brytyjskiego Richarda O'Dwyera za zwykłe podanie odnośników do materiałów łamiących prawa autorskie, na podstawie traktatu o ekstradycji mającego zwalczać terroryzm i sprowadzać terrorystów przed amerykańskie sądy?" - tak brzmiało pytanie, które znalazło się na szczycie listy ponad 133 tys. pytań do prezydenta Obamy. Zadał je SMSem Michael Mozart ze stanu Connecticut. Zagłosowało za nim ponad 6 tys. użytkowników Google'a i Youtube'a. A Obama nie znalazł przekonującej odpowiedzi.

Obama unika odpowiedzi. Gniew internautów

- Chcę, żeby wszyscy dobrze zrozumieli: osobiście nie jestem w to zaangażowany. W naszym systemie prezydent nie wtrąca się w decyzje prokuratury czy decyzje o ekstradycji. To była decyzja Departamentu Sprawiedliwości - odparł zaskoczony Obama i płynnie przeszedł do ogólnej formułki o konieczności ochrony własności intelektualnej amerykańskich przedsiębiorców i twórców, choć, jak zaznaczył, "w zgodzie z wolnością internetu".

Wideo z czatu szybko znalazło się na portalu Youtube. A prezydent USA równie szybko doczekał się ostrych reakcji internautów. "Niech pan najlepiej nie dotyka już w ogóle internetu. I zostawi tego biednego chłopaka w spokoju!" - skomentował jeden z użytkowników. "Na początku wyglądał pan jak ktoś, kto umie przyznać się do błędu. Ale tak jednak nie jest" - dodał inny. Są komentarze obraźliwe, np. "Ty tchórzu!" czy wręcz rasistowskie: "Co za głupi Murzyn".

Matka studenta: Wszystko zależy od Obamy

- Nawet Amerykanie się obudzili wobec nadużywania przez administrację USA przepisów ekstradycyjnych obowiązujących między naszymi krajami. Pasywna akceptacja nieuzasadnionej ekstradycji przez rząd brytyjski to wstyd - cytuje "Telegraph" matkę Richarda O'Dwyera. - Nasz rząd nie chroni swoich obywateli. Zatrzymanie idiotycznych prób ekstradycji Richarda i innych w podobnej sytuacji zależy teraz od Obamy - dodała.

źródło : http://wiadomosci.gazeta....A_za_linki.html

NEVIL - Wto Sty 31, 2012 15:31

Antykomor.pl testem dla ACTA


Śledztwo w sprawie strony antykomor.pl może być testem na praktyczne stosowanie przez władze przepisów ACTA, dających instytucjom państwa nowe możliwości kontroli Internetu, pisze "Rzeczpospolita".

Publikacja: 31 stycznia 2012, 06:46 Aktualizacja: 31 stycznia 2012, 07:07

Prokuratura nie może skończyć sprawy wobec Roberta Frycza, który założył krytyczną wobec prezydenta Bronisława Komorowskiego witrynę antykorom.pl. Śledztwo miało się zakończyć do końca zeszłego roku. Potem przedłużono je do 20 stycznia br. Ostatecznie sprawę z Prokuratury Rejonowej w Tomaszowie Mazowieckim zabrano do Piotrkowa Trybunalskiego.

Sprawa nabiera szczególnego znaczenia w obliczu sporu o przepisy ACTA, twierdzi "Rzeczpospolita". Gdyby one już w Polsce obowiązywały, stronę antykomor.pl Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego mogłaby zablokować bez zgody prokuratury czy sądu. Wystarczyłoby do tego podejrzenie, że treści zamieszczone na witrynie naruszają prawo.

- W chwili, gdy toczy się postępowanie w sprawie ratyfikacji ACTA, sytuacja ta pokazuje, że dokument ten można by wykorzystać do ograniczania wolności słowa w Internecie, powiedział gazecie mecenas Bartosz Kownacki, pełnomocnik Frycza.

O antykomorze zrobiło się głośno, gdy w maju 2011 r. funkcjonariusze ABW weszli do domu prowadzącego witrynę. Zarekwirowali sprzęt komputerowy, co spowodowało wygaśnięcie strony.

źródło : http://www.gazetaprawna.p...m_dla_acta.html

NEVIL - Czw Lut 02, 2012 09:05

Artykuł długi, ale warto przeczytać....
=========================================

To oni narzucili nam ACTA, Polski nie pytano o zdanie

Zagraniczne koncerny ustanawiające prawo w Polsce wbrew protestom społecznym, bez uwzględnienia stanowiska polskiego rządu, ale przy jego udziale - to wersja zdarzeń brzmiąca jak fabuła filmu political fiction. Ta nieprawdopodobna teoria spiskowa na temat ACTA ujawniona przez portal WikiLeaks w 2008 roku może jednak być prawdziwa. Dowodzą tego działania i wypowiedzi najwyższych polskich urzędników.

Według portalu WikiLeaks.org, inicjatorem porozumienia ACTA mieli być amerykańscy kongresmeni, których kampanie wyborcze sponsorują koncerny rozrywkowe, a sam projekt ACTA był forsowany przez USA. Początkowo kary wobec łamiących prawa autorskie i system kontroli internautów miały być, według zapisów w ACTA, znacznie bardziej restrykcyjne niż w ostatecznie przyjętej wersji. Po pojawieniu się przecieków o przygotowywanym w tajemnicy traktacie, sprawą zainteresowały się organizacje zrzeszające internautów i informatyków, tematu nie udało się jednak nagłośnić. Nie udało się również otrzymać oficjalnych informacji ze strony m.in. polskiego rządu, które potwierdzałyby lub zaprzeczały przeciekom WikiLeaks. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego odmówiło ujawnienia dokumentów związanych z ACTA.

24 listopada 2009 roku stowarzyszenie Internet Society Poland wystąpiło do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego o udostępnienie treści stanowiska ministerstwa w odniesieniu do porozumienia ACTA, dokumentów związanych z negocjowaniem traktatu oraz imienia i nazwiska osoby odpowiedzialnej za przygotowanie stanowiska Polski i prowadzącej negocjacje.

- Ministerstwo kultury w ogóle nie odpowiedziało na nasz wniosek, odpowiedź uzyskaliśmy dopiero po złożeniu wniosku do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Odmówiono nam informacji o treści traktatu dlatego, że jest to jakaś bliżej niezidentyfikowana tajemnica Unii Europejskiej. W polskiej ustawie o dostępie do informacji publicznej nie było żadnej przesłanki, aby odmówić udzielenia tej informacji, ale odmówiono - wyjaśnia Marcin Cieślak, prezes stowarzyszenia Internet Society Poland.

Wobec braku reakcji ministerstwa na pytanie ze strony stowarzyszenia, posłowie Grzegorz Pisalski i Bożena Kotkowska z SLD (obecnie oboje należą do Unii Pracy) złożyli interpelację poselską, w której zapytali ministra Bogdana Zdrojewskiego o utajnione negocjacje nad ACTA. - Obawialiśmy się, że dostawcy internetowi zostaną zmuszeni do blokowania i filtrowania stron, aby przeciwdziałać łamaniu praw autorskich i będą musieli odcinać od sieci podejrzanych o naruszenia tych praw. Nie chciałam, aby internet był cenzurowany i aby ktoś blokował strony wyłącznie na podstawie podejrzeń. Zaniepokojona tą sytuacją, chciałam dowiedzieć się, czy to prawda, dlatego złożyłam interpelację skierowaną do ministra Bogdana Zdrojewskiego. Chciałam, żeby rząd wiedział, że sprawa nie jest już tajna. Interpelacja jest dostępna na stronach sejmowych, dzięki temu można upublicznić bardzo dużo informacji. Chciałam zainteresować tym opinię publiczną - wyjaśnia była posłanka. Zaznacza, że zainteresowała się tematem, ponieważ jest administratorem sieci i informatykiem.

5 maja 2010 roku, w odpowiedzi na interpelację posłów, minister Bogdan Zdrojewski odmówił ujawnienia informacji na temat prac nad porozumieniem ACTA. - Odnosząc się do postulatu upublicznienia przez rząd RP dokumentu dotyczącego negocjacji w sprawie porozumienia ACTA o nr 6347/10, należy zająć zdecydowanie negatywne stanowisko - czytamy w pierwszym zdaniu obszernego oświadczenia opublikowanego na stronie internetowej sejmu (zobacz treść oświadczenia).

Jak twierdzi w oświadczeniu minister Zdrojewski, dokumentów nie można było ujawnić, ponieważ mają status "zastrzeżonych". Wskazuje jednak na jawne dokumenty na temat ACTA, które można znaleźć w internecie i uzasadnia, że nie można ujawnić autorów poszczególnych zapisów. - W ujawnionym dokumencie zawarto treść wszystkich aktualnych propozycji zgłoszonych podczas negocjacji, jednak bez ujawniania ich autorów. Informacje o stanowiskach poszczególnych stron negocjacji, w tym Unii Europejskiej, pozostają bowiem zastrzeżone, co jednak nie ma wpływu na możliwość oceny ich treści przez zainteresowane środowiska i opinię społeczną. Natomiast ujawnienie ˝autorstwa˝ poszczególnych stanowisk pozostaje wyłącznie w gestii ich dysponentów. W tym kontekście należy stwierdzić, że informacje dotyczące negocjacji, udzielane przez państwa członkowskie UE, nie mogą prowadzić do ujawnienia stanowiska Unii bez zgody odpowiednich jej organów - pisze w oświadczeniu minister Zdrojewski.

Podczas spotkania z przedstawicielami organizacji pozarządowych, które odbyło się 18 maja 2011 roku, premier Tusk obiecał zbadać sprawę odmowy udostępnienia dokumentów przez ministerstwo kultury. - Wydaje mi się mało prawdopodobne, aby istniały przepisy europejskie, które uniemożliwiają ministrowi kultury przekazanie informacji, o którą pytaliście. Sprawdzę to jeszcze dzisiaj. Jestem prawie pewien, że zastosowano wybieg bez żadnej podstawy prawnej - mówił premier (zobacz film ze spotkania z premierem)

Konsultacje za zamkniętymi drzwiami

6 dni po opublikowaniu na stronie internetowej sejmu odmowy udzielenia odpowiedzi, 11 maja 2010 roku, ministerstwo zaprosiło do konsultacji społecznych 27 organizacji i prywatnych przedsiębiorstw, zabrakło wśród nich m.in. stowarzyszenia Internet Society Poland, które wcześniej wnioskowało o udostępnienie dokumentów dotyczących ACTA. Wśród organizacji znalazły się niemal wyłącznie stowarzyszenia reprezentujące artystów i zainteresowane ochroną praw autorskich, m.in. ZAiKS. Media były reprezentowane przez trzy największe telewizje - TVN, Polsat i TVP. Zabrakło przedstawicieli pozostałych mediów i organizacji, które wcześniej protestowały przeciw przyjęciu ACTA przez Radę UE. - Nie uzyskaliśmy żadnego zaproszenia na konsultacje w tej sprawie, nie wiedzieliśmy nawet, że one się odbyły - mówi Marcin Cieślak z Internet Society Poland.

- To bardzo dziwne, że pan premier Tusk podpisuje to porozumienie bez wcześniejszej dyskusji w parlamencie. Dziwne również, że wszystko odbywa się w utajnieniu i bez dyskusji ze społeczeństwem. Sprawę specjalnie próbowano uciszyć - twierdzi Bożena Kotkowska.

Podobnego zdania byli również przedstawiciele organizacji pozarządowych, którzy brali udział w spotkaniu z premierem Donaldem Tuskiem 18 maja 2011 roku. Niemal jednogłośnie skrytykowali sposób prowadzenia konsultacji i utajnienie dokumentów. - Konsultacje tego traktatu były kompletnie nieprzejrzyste i całkowicie za zamkniętymi drzwiami. Poza osobami zaproszonymi do tych konsultacji na podstawie zupełnie nieznanych kryteriów, nikt nie miał szansy zabrać głosu i wpłynąć na kształt ostatecznego traktatu - mówił na spotkaniu z premierem Michał Woźniak z Fundacji Otwartego i Wolnego Oprogramowania.

- Jedyną organizacją, spośród biorących udział w konsultacjach, która nie jest stricte związana, ani z produkcją treści objętych prawami autorskimi, ani z telewizjami, była Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji, która zresztą ustosunkowała się do ACTA negatywnie. Można było to przedyskutować i w tym właśnie tkwi problem, ponieważ można przyjmować różne modele polityczne, a ten traktat jest jakimś kierunkiem politycznym. My uważamy, że traktat AKTA jest szkodliwy dla gospodarki polskiej i dla internetu. Można natomiast ustalać kierunek biorąc pod uwagę interes różnych stron, również producentów. Nie twierdzę, że zawsze mamy rację, ale do takich rozmów musi dojść. Problem polega na tym, że konsultacje były jednostronne, zaproszono do nich tylko jedną stronę zainteresowanych podmiotów i traktat przeszedł bez dyskusji - wyjaśnia Marcin Cieślak.

Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji rzeczywiście była jedynym podmiotem spoza grupy zainteresowanej przyjęciem ACTA i jedyną organizacja, która wyraziła swój sprzeciw wobec tego traktatu. - PIIT popiera każdą formę ochrony własności intelektualnej, dlatego jest przekonana, że należy odnieść się pozytywnie do założonych celów ACTA, ale naszym zdaniem należy także poprzeć rezolucję Parlamentu Europejskiego o zaopiniowanie ACTA przez Trybunał Sprawiedliwości (ETS). Obecnie podtrzymujemy konieczność zbadania umowy ACTA przez ETS. Równocześnie w Memorandum, PIIT wskazała na szereg wątpliwości dotyczących interpretacji zapisów w tekście umowy ACTA. Nie dziwimy się, że są one zbieżne z wieloma obecnie prezentowanymi zastrzeżeniami. Niestety żaden z adresatów naszego Memorandum nie podjął dyskusji ani wyjaśnień na ten temat - wyjaśnia organizacja w oświadczeniu zamieszczonym na stronie internetowej piit.org.pl.

Wymuszony traktat?

31 sierpnia 2011 roku, gdy media i społeczeństwo interesowały się głównie kampanią wyborczą, odbyło się posiedzenie sejmowej Komisji do Spraw Unii Europejskiej, pod przewodnictwem posła Stanisława Rakoczego z PSL (zobacz zapis z prac komisji). Stanowisko rządu przedstawiał Piotr Żuchowski, sekretarz stanu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, zaznaczył, że AKTA powstało, aby zwalczać handel podrabianymi towarami i przeciwdziałać kradzieży własności intelektualnej. Wyjawił również, że traktat powstawał w tajemnicy. - Umowa powstawała w sposób bardzo swoisty. Przedstawiciele rządów, którzy negocjowali umowę, początkowo spotykali się w sposób nieformalny, a wręcz tajny. Przez długi czas materialna zawartość dyskutowanych w trakcie spotkań tematów była nieznana - mówił Piotr Żuchowski.

Według informacji ujawnionych przez portal WikiLeaks.org, inicjatorzy porozumienia przyjęli strategię, według której rzeczywiste negocjacje nad warunkami ACTA miały odbywać się w wąskim gronie państw w pierwszej fazie tworzenia porozumienia. Pozostałe państwa miały zostać zaproszone do traktatu w drugiej fazie negocjacji, w której nie miało być możliwość dokonywania żadnych zmian w ACTA, a podpisanie umowy miało być wymuszone na tych państwach presją polityczną.

Nieświadomie tę wersję potwierdził sekretarz ministerstwa kultury podczas swojego wystąpienia 31 sierpnia 2011 roku. - Pragnę przypomnieć, że negocjacje wstępne były zainicjowane przez Japonię, później włączyły się Stany Zjednoczone. Były one prowadzone absolutnie poza krajami UE. Była to Australia, Kanada, Korea, Meksyk, Maroko, Nowa Zelandia, Singapur. Była też Szwajcaria. Mówiąc wprost, została wynegocjowana umowa handlowa, która w sposób globalny ma walczyć z naruszeniami prawa własności intelektualnej. W momencie, kiedy w sposób oficjalny w UE pojawiły się pytania, czy ona może być przyjęta, czy jest zgodna z prawem UE, z zasadami procedowania tego typu umów UE, pojawiły się oceny negatywne. W sposób szczególny była to opinia europejskich środowisk naukowych (opinia 25 profesorów prawa - przyp. red.)., która podnosiła różnice między zapisami ACTA a prawem europejskim. Jednak 27 kwietnia br. Komisja Europejska przedstawiła szczegółowe stanowisko w tej sprawie mówiąc jednoznacznie, że ACTA może być przyjęta w ramach struktur UE. Polskie stanowisko w tym względzie może być absolutnie jednoznaczne. Od 2010 roku, kiedy zostaliśmy skreśleni z takiej bardzo symbolicznej listy, na której przedstawicielstwo handlowe rządu Stanów Zjednoczonych umieszcza kraje, które łamią prawo europejskie, znaleźliśmy się w gronie tych państw, które w sposób jednoznaczny muszą bronić prawa własności intelektualnej jako szczególnego dobra i to bronić w sposób skuteczny - twierdził Piotr Żuchowski.

Nikt nie liczy się z polskim stanowiskiem

W tym kontekście stanowisko Polski w negocjacjach było nieistotne, ponieważ z założenia nie miało być brane pod uwagę. Być może właśnie dlatego stanowisko Polski i UE musiało pozostać tajne. Dodatkowo, według ministerstwa, nie mieliśmy prawa negocjowania traktatu, ponieważ, jak czytamy w oświadczeniu ministra Zdrojewskiego, robiła to za nas UE. - Rząd RP będzie kontynuował udział w pracach formacji roboczych Rady w celu wypracowania jak najbardziej wyważonych regulacji w zakresie egzekwowania praw własności intelektualnej. Planowany jest też udział przedstawicieli Polski w kolejnej rundzie negocjacyjnej porozumienia ACTA, chociaż - z uwagi na wyłączne kompetencje UE w zakresie polityki handlowej oraz przyjęty mandat negocjacyjny - państwa członkowskie nie biorą bezpośredniego udziału w negocjacjach, a jedynie w wypracowaniu stanowiska UE - pisze w oświadczeniu z 5 maja 2010 roku minister Zdrojewski.

Polskie stanowisko w sprawie ACTA zostało po raz pierwszy ujawnione na wniosek Internet Society Poland, który przy kolejnej próbie uzyskania informacji został częściowo uwzględniony. - Stanowisko polskiego rządu było takie, aby nie zmieniać nic w polskim prawie. Z treści ACTA wynika jednak, że zmiany będą potrzebne, co oznacza, że polskie stanowisko nie zostało uwzględnione - wyjaśnia Marcin Cieślak.

Jak zauważa prezes ISP, z ACTA wynika, że przestępstwa związane z łamaniem praw autorskich będą ścigane z urzędu, w tej chwili dzieje się to tylko na wniosek właściciela praw autorskich. - Każda Strona zapewnia swoim właściwym organom, w stosownych przypadkach, możliwość działania z własnej inicjatywy, by rozpocząć dochodzenie lub działanie prawne w odniesieniu do przestępstw określonych w art. 23 (Przestępstwa) ust. 1, 2, 3 i 4, dla których Strona ustanawia procedury karne i kary - czytamy w ACTA.

Kto skorzysta na ACTA?

Na ACTA może skorzystać nie tylko przemysł rozrywkowy. Niejasno sformułowane przepisy mogą być interpretowane również jako rozszerzenie możliwości patentowania m.in. na oprogramowanie. - To złożona kwestia, dlatego należy mówić o tym ostrożnie, ale z tego co wiemy, do 2008 roku takie plany były - informuje Marcin Cieślak.

Wcześniejsze próby ujednolicenia prawa patentowego dotyczącego oprogramowania w UE nie powiodły się (lobbowały za tym m.in. największe koncerny wytwarzające oprogramowanie). Obecnie o możliwości patentowania oprogramowania każdy kraj UE decyduje indywidualnie. Gdyby takie rozwiązania weszły w życie, byłyby korzystne dla dużych firm z najbardziej rozwiniętych krajów, jak np. Microsoft. Straciłyby na tym małe i średnie przedsiębiorstwa działające w tej branży i pochodzące z biedniejszy państw, które przyjęły ACTA. Zahamowałoby to także rozwój otwartego oprogramowania, dostępnego bezpłatnie w internecie.

Marcin Cieślak z ISP zauważa, że ACTA reguluje nie tylko sankcje za łamanie praw autorskich, ale również prawo celne. - Zakładając, że w Polsce cyfrowa kompresja obrazu nie jest poddana opatentowaniu, polska firma produkująca dekodery do telewizorów może eksportować je np. do Japonii lub Stanów Zjednoczonych. Przy takim porozumieniu międzynarodowym jak ACTA może się okazać, że taki sprzęt będzie konfiskowany na granicach dlatego, że polski producent nie wniósł opłaty firmie, która opatentowała podobną technologię w jednym z państw, w których obowiązuje ACTA i w przeciwieństwie do krajów UE, można tam patentować oprogramowanie. ACTA ma być w założeniu narzędziem egzekucji tego prawa przez służby celne. Warto zadać pytanie, czy polscy eksporterzy innowacyjnych technologii będą mieli przez to problemy w innych krajach - mówi Marcin Cieślak.

Kogo to obchodzi?

Mimo, że ACTA mogą zachwiać delikatną równowagę między interesami dysponentów praw autorskich i patentów, a przedsiębiorstwami z krajów rozwijających się i szeroko rozumianą swobodą i anonimowością korzystania z internetu, media nie zainteresowały się tym tematem aż do akcji Anonymous, w wyniku której przestały działać rządowe strony internetowe. Jeszcze przed akcją Anonymous, 27 grudnia 2011 roku sprawę szczegółowo opisał portal prawo.vagla.pl. W konsultacjach na temat ACTA w maju 2010 roku brały udział trzy największe telewizje. Wcześniej sprawą próbowali zainteresować media posłowie Grzegorz Pisalski i Bożena Kotkowska.

- Nikt w sejmie, poza mną i posłem Grzegorzem Pisalskim, nie próbował drążyć tej sprawy. Nie wiem, dlaczego nie zainteresowali się nią dziennikarze. Udało mi się zwrócić uwagę tylko mediów lokalnych. Artykuł na ten temat opublikowała po mojej interpelacji gazeta "Super-Nowa" z Bielska-Białej, gdzie mieszkam. Nie rozumiem, dlaczego nie udało się wzbudzić większego zainteresowania. Sprawa była wyciszana przez rząd, wygląda na to, że miało to na celu utajnienie całego przedsięwzięcia, udawano, że temat nie istnieje - mówi Bożena Kotkowska

Wobec ACTA obojętni byli również politycy. 31 sierpnia 2011 roku, na posiedzeniu sejmowej Komisji do Spraw Unii Europejskiej, gdy sekretarz ministra kultury Piotr Żuchowski mówił o ACTA, obecni byli również europosłowie z opozycji: Tadeusz Cymański, Ryszard Czarnecki, Paweł Kowal, Jacek Kurski, Marek Migalski, Tomasz Poręba, Jacek Protasiewicz i Zbigniew Ziobro. Jak pisał na swoim blogu Marek Migalski, europosłowie nie znali treści ACTA. Jak twierdzi Migalski, sprawa nie była im znana również podczas głosowania w Parlamencie Europejskim w październiku 2010 roku. Wszyscy wymienieni europosłowie głosowali "za" ACTA.

- Dzisiaj rano dowiedziałem się, że głosowałem za ACTA. Serio. I nie mam zamiaru się tego wypierać. Czy wiedziałem, za czym głosuję? Nie. Czy zawsze wiem, za czym głosuję? Rzadko. Czy inni posłowie i europosłowie wiedzą więcej? Nie. Mógłbym dziś coś ściemniać na okoliczność mojego głosowania w PE z 24 października 2010 roku - że jednak uważam, że część zapisów jest sensowna, że moja grupa zgłaszała swoje uwagi, że istnieje konflikt między wolnością internetu, a prawami własności intelektualnej. Jestem na tyle inteligentny, że coś wiarygodnego bym wymyślił. Ale prawda jest inna - w 90% przypadków posłowie i europosłowie nie mają pojęcia o tym, nad czym głosują. Dlaczego się tak dzieje? Bo ilość aktów prawnych jest tak duża, że normalny poseł nie jest w stanie zorientować się, o czym decyduje. Mamy do czynienia z zalewem ustaw, uchwał i rezolucji i nie ma szans, żeby jeden deputowany był w stanie zorientować się, co jest przedmiotem głosowania, w którym bierze udział - wyjaśnia na swoim blogu na portalu salon24.pl Marek Migalski.

Marcin Bartnicki, Wirtualna Polska
(wp.pl)
źródło : http://wiadomosci.wp.pl/t...,wiadomosc.html

Copyright © 1995-2012

NEVIL - Pią Lut 03, 2012 11:40

Europejska skala protestów przeciw ACTA : http://www.mediarp.pl/acta/mapa-protestow



Mapa protestów na całym świecie tutaj : https://maps.google.com/maps/ms?hl=pl&ie=UTF8&oe=UTF8&msa=0&msid=212120558776447282985.0004b7b33e16f13c710c7

NEVIL - Pią Lut 03, 2012 18:58

Premier: Zawieszam proces ratyfikacji ACTA


Premier Donald Tusk poinformował, że podjął definitywną decyzję o zawieszeniu procesu ratyfikacji umowy ACTA - co najmniej do końca 2012 roku. Przyznał, że konsultacje w sprawie ACTA nie były pełne; nie wykluczył też braku akceptacji dla tej umowy.


Szef rządu poinformował, że w poniedziałek odbędzie się otwarte spotkanie w sprawie umowy ACTA, na którym będzie analizowane m.in. polskie prawo autorskie. Zapewnił, że nie będzie dymisji w rządzie w związku z ACTA.

Tusk poinformował na konferencji prasowej, że dokonał precyzyjnego przeglądu całej dokumentacji w tej sprawie, wysłuchał też ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego oraz ministra administracji i cyfryzacji Michała Boniego. "Podzielam opinie tych, którzy od początku twierdzili, że konsultacje nie były pełne" - oświadczył Tusk.

Jak dodał, konsultacje były niepełne, bo konsultowano się głównie z organizacjami związanymi z nadawcami i twórcami, a nie z użytkownikami internetu. "To jest w mojej ocenie wystarczający powód, aby powiedzieć, że ich argumenty domagające się ponownej rozmowy i zatrzymania procesu ratyfikacji są uzasadnione" - podkreślił. "Nie spadnie mi korona z głowy, jeśli przyznam rację tym, którzy mówili: doprowadzenie do podpisania ACTA nie było wystarczająco konsultowane ze wszystkimi stronami tego społecznego procesu" - powiedział premier.

"Dlatego podjąłem definitywną decyzję o zawieszeniu procesu ratyfikacji, po to aby konsultacje i debata dały nam rzeczywiście wyczerpujące i nowoczesne - z perspektywą XXI wieku - rozstrzygnięcia prawne i ustawowe" - oświadczył. Jak podkreślił, będzie to wymagało m.in. ponownej bardzo starannej analizy skutków ACTA, bo - jak zauważył - są tutaj dwuznaczności.

"Musimy sobie ze 100-proc. pewnością powiedzieć, że przepisy są bezpieczne dla polskich użytkowników internetu. Będziemy tutaj korzystali z pomocy i konsultacji takich instytucji, jak Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych, Rzecznik Praw Obywatelskich i innych instytucji, które są szczególnie wyczulone na ochronę osób, ich prywatności i wolności - w kontekście użytkowania internetu" - zaznaczył szef rządu.

"Dopóki nie wyjaśnimy sobie wszystkich wątpliwości - co prawdopodobnie będzie oznaczało także wszczęcie procesów legislacyjnych w odniesieniu do krajowego prawa - tak długo zawieszony będzie proces ratyfikacji ACTA i nie można wykluczyć, że w finale będzie oznaczało to brak akceptacji dla tej umowy" - powiedział Tusk.

"Jeśli dzisiaj zmieniam opinię, to nie dlatego, że ACTA stanowi zagrożenia dla wolności internetowych, natomiast praca, którą wykonałem prowadzi mnie do wniosku nie do obalenia - że dużo poważniejszym problemem są przepisy prawa krajowego. Dlatego zawieszamy proces ratyfikacji umowy ACTA" - podkreślił szef rządu.

Tusk zapowiedział na poniedziałek otwarte spotkanie w sprawie umowy ACTA. "Będę proponował spotkanie, otwarte dla zainteresowanych. Zapraszamy też instytucje, które kwestionują sens podpisania ACTA" - powiedział. Jak mówił, analizowane będzie prawo krajowe, szczególnie prawo autorskie. Zwrócił uwagę, że polskie prawo autorskie jest "w rzeczywistości surowsze i konkretniejsze niż ramy zarysowane w ACTA". "Być może ona (ustawa o prawie autorskim) będzie wymagała poważnej refleksji, refleksji nastawionej na zupełnie nowe wymogi, jakie stawia przed nami nowoczesność" - podkreślił Tusk.

Dodał, że dyskusja wokół ACTA "być może musi zrewidować tradycyjne pojęcie praw własności w sytuacji, w której internet wywrócił tę tradycyjną rzeczywistość do góry nogami". "Musimy, również w porozumieniu z twórcami i nadawcami, ustalić, że potrzebne będą nowocześniejsze przepisy, uwzględniające rzeczywistość, jaką wytworzył internet i uwzględniającą prawo obywateli, użytkowników internetu do możliwie powszechnego, możliwie bezpłatnego dostępu do dóbr kultury, ze świadomością, że jakaś ochrona dla twórców i nadawców musi być gwarantowana" - dodał premier.

Więcej : http://fakty.interia.pl/r...ji-acta,1755420

NEVIL - Sob Lut 04, 2012 09:22

W kolejnych zgłoszeniach do redakcji Wirtualnej Polski oraz w komentarzach pod artykułami na temat ACTA, Internauci zwracają uwagę na pomijane w mediach aspekty kontrowersyjnego traktatu. - Mój apel do dziennikarzy: przestańcie nam wmawiać, że ACTA dotyczy wyłącznie internetu - pisze w komentarzu pod jednym z artykułów Internauta Lach. W odpowiedzi na ten apel zebraliśmy komentarze, które zwracają uwagę na pomijane zagadnienia. Tylko nieliczni publicyści zauważyli, że ACTA odnosi się do różnych sfer działalności gospodarczej i wykracza daleko poza internet. Ogólnie sformułowane przepisy mogą promować duże zachodnie koncerny z różnych branż, związanych m.in. z wytwarzaniem oprogramowania i leków.

Jak ratyfikujemy ACTA, stracimy również całkowicie kontrolę nad wydobyciem gazu łupkowego, ponieważ licencje na technologie wydobycia mają tylko AmerykanieInternauta Zniesmaczony121
Szczególną aprobatę uczestników dyskusji zyskał komentarz Internauty Wirtualnej Polski, podpisującego się nickiem Zniesmaczony121. Komentarz był wielokrotnie kopiowany na forach dyskusyjnych różnych portali, dlatego trudno z całą pewnością ustalić jego źródło. - Jeśli przeczytasz całość, dowiesz się, że ACTA jest traktatem handlowym narzuconym przez USA, na warunkach USA. Nacisk jest wręcz fizycznie odczuwalny. Jak wiemy, ACTA dotyczy przeciwdziałania rozpowszechniania podróbek nie tylko w internecie, ale przede wszystkim w świecie realnym. ACTA będą miały zastosowanie wszędzie tam, gdzie zostanie naruszona zasada rzekomej oryginalności. Narzuci to rozprowadzanie produktów opartych na konkretnych patentach. Do czego zmierzam? Otóż ACTA nakładają na sygnatariuszy stosowanie wyrobów, które są poparte patentami zarejestrowanymi przez wielkie korporacje zachodu (czytaj USA). A dlaczego? Bo nie mamy własnych, które mogłyby konkurować z tamtymi. To od razu eliminuje konkurencję krajów rozwijających się, takich jak Polska. Nie będziemy mogli niczego wyprodukować bez kupna licencji od korporacji zachodnich, inaczej będziemy odpowiadać za podrabianie. Będziemy biedni, ponieważ licencje są tak drogie, że nie sprzedamy niczego taniej od nich - twierdzi Internauta Zniesmaczony121. Komentujący wymienia również przykłady branż, w których polskie firmy poniosą straty.

- To będzie miało wpływ na wiele gałęzi przemysłu, na przykład na przemysł około-samochodowy. Nie znajdziemy tanich części zamiennych. To samo dotyczy przemysłu IT. Nie mamy żadnych patentów z tej dziedziny. Nawet przemysł rolniczy ucierpi, ponieważ licencje na żywność modyfikowaną genetycznie mają tylko Amerykanie. Jednym słowem, spowolni to lub nawet zatrzyma wzrost gospodarczy. Dlatego takie kraje, jak Chiny, Rosja czy Indie nie podpisały tego dokumentu. Tam gospodarka idzie do przodu i będzie szła. To oni będą konkurencją dla Zachodu.
Polski rynek informatyczny może wpaść pod "okupację" wielkich korporacji informatycznych spoza Europy. ACTA nie chroni europejskiego interesu i myśli technicznej, a wręcz je osłabiaInternauta Edward
Jak ratyfikujemy ACTA, stracimy również całkowicie kontrolę nad wydobyciem gazu łupkowego, ponieważ licencje na technologie wydobycia mają tylko Amerykanie. Czyli nie zrobimy nic bez Amerykanów. Jak dotkniemy tych złóż bez nich, to za to odpowiemy. Jeżeli nie podpiszemy ACTA, to możemy dyktować jakieś warunki, bo ponoć mamy jedne z największych złóż na świecie - zauważa Zniesmaczony121.

ACTA wprowadza patenty na oprogramowanie?

W zgłoszeniu przesłanym do wp.pl, Internauta podpisujący się jako Edward twierdzi z kolei, że ACTA to wprowadzenie patentów na oprogramowanie bez używania wprost tego terminu, który w Europie po próbie przeforsowania tego projektu źle się kojarzy. - Ponieważ umowa wprowadza obowiązek respektowania praw autorskich i patentów nadanych w jednych krajach przez inne kraje, oznacza to, że np. w Europie będzie trzeba respektować patenty na oprogramowanie uzyskane przez firmy w USA mimo, że w Europie nie ma patentów na oprogramowanie! Kilka lat temu podejmowane były próby wprowadzenia w UE tego rodzaju patentów. Nie doszło jednak do tego (m.in. dzięki postawie Jerzego Buzka). Lobbyści zrozumieli, że pod oficjalną nazwą, patenty na oprogramowanie w UE nie przejdą. Wymyślili więc sposób „okrężny” i pod hasłem międzynarodowej walki z piractwem, chcą zmusić Unię do respektowania przepisów prawa, których UE nie zgodziła się wprowadzić. Patenty na oprogramowanie są w interesie wielkich firm i powodują zahamowanie innowacyjności, brak rozwoju informatyki. UE o tym wie i dlatego patentów na oprogramowanie nie ma - wyjaśnia Internauta Edward.

- Mam nadzieję, że polski rząd oraz środowiska odpowiedzialne za przeanalizowanie ustawy zauważą to niebezpieczeństwo i nie dopuszczą do ratyfikacji umowy lub dokonają w niej stosownych zmian. W przeciwnym wypadku polski rynek informatyczny może wpaść pod "okupację" wielkich korporacji informatycznych spoza Europy. ACTA nie chroni europejskiego interesu i myśli technicznej, a wręcz je osłabia. Jeśli ACTA będzie ratyfikowana przez Polskę, to polscy informatycy stracą możliwość tworzenia oprogramowania. Będą mieli dwa wyjścia: albo pracować dla gigantów spoza Unii, albo porzucić zawód informatyka. Tworzenie polskich programów w świetle umowy ACTA, bez ryzyka posądzenia o naruszenie tej umowy, będzie niemożliwe. Mało tego, twórcy programów już istniejących mogą zostać pozwani za naruszenie patentu, który w momencie tworzenia programu, w Polsce nie obowiązywał, lecz zaczął dzięki umowie ACTA. Nasze prawo własności przemysłowej, gdzie wyraźnie zapisano, że nie można uzyskać patentu na oprogramowanie, straci moc i zostanie zastąpione postanowieniami ACTA. Kolejna sprawa to pojęcie "podróbki". Jest na tyle nieprecyzyjne, że "podróbką może być wszystko, np. program OpenOffice, ponieważ... przypomina MS Office i Microsoft może uznać, że OpenOffice jest podróbką - twierdzi Internauta Edward.
całość : http://wiadomosci.wp.pl/t...,wiadomosc.html

NEVIL - Wto Lut 07, 2012 11:57

Jedna z wielu wypowiedzi w temacie :

KLIK http://www.youtube.com/wa...&feature=relmfu

NEVIL - Wto Lut 07, 2012 17:13

Ominą ACTA? Chcą uregulować "Lubię to" jako "stosunek towarzyski"


Ludowcy chcą jako pierwsi przedstawić projekt dotyczący korzystania w internecie z utworów np. filmowych czy muzycznych na własny użytek. Zmiany w prawie autorskim zapowiedział też w czasie wczorajszej debaty o ACTA premier Donald Tusk.

- To raczej Platforma chce konkurować z PSL, a nie odwrotnie, bo to właśnie wicepremier Pawlak mówił pierwszy o konieczności zliberalizowania krajowych przepisów dotyczących wolności w internecie - powiedział rzecznik PSL Krzysztof Kosiński.

Ludowcy chcą w pierwszej kolejności zmienić przepisy dotyczące "dozwolonego użytku" w prawie autorskim. Artykuł 23 ustawy z 1994 r. mówi, że bez zezwolenia twórcy wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego utworu w zakresie własnego użytku osobistego.

Jedną z wersji, jaką rozważa PSL, jest dodanie do tych przepisów zdania mówiącego o tym, że zakres użytku osobistego może występować w ramach kontaktów przy użyciu środków elektronicznych, w tym internetu.

- Wedle ustawy o prawie autorskim stosunek towarzyski występuje między znajomymi w klubie, kawiarni, ale ta ustawa powstawała, gdy jeszcze nie było internetu. Teraz ten stosunek towarzyski istnieje w internecie np. na Facebooku, gdzie klikasz "lubię to" przy jakimś filmie, który może mieć nielegalne pochodzenie i on pojawia się na twojej "tablicy" - argumentuje potrzebę zmiany przepisów Kosiński.

Jak podkreślił, po wprowadzeniu modyfikacji, jakie proponuje jego partia, osoba udostępniająca np. w portalu społecznościowym link do filmu, nawet tego, który ma nielegalne pochodzenie, nie będzie oskarżana o nielegalne rozpowszechniane. - To będzie się mieściło w kategorii dozwolonego użytku - wyjaśnia Kosiński.

- Pojęcie dozwolonego użytku będzie zmienione w pierwszej kolejności, to jest dla nas sprawa priorytetowa. Zmiana prawa autorskiego w tym zakresie będzie złożona jak najszybciej - zapowiada rzecznik PSL.

Ludowcy przed złożeniem swojej propozycji chcą ją jednak skonsultować z organizacjami zrzeszającymi internautów i twórców, a także innymi klubami parlamentarnymi.

- Organizacje pozarządowe skupiające społeczności internetowe dążą do poszerzenia pojęcia dozwolonego użytku. Zmiana ustawy o prawie autorskim z 1994 r., która wydaje się niedostosowana do współczesnych realiów, odpowiada na wnioski formowane przez środowiska internautów - przekonuje Kosiński.

PSL chciałoby również promować wśród twórców stosowanie otwartych licencji Creative Commons. - Promujemy to wśród twórców - ci zwiększają swoje grono odbiorców, a odbiorcy legalnie korzystają z utworów - tłumaczy Kosiński.

To nie pierwsza propozycja Stronnictwa, która zmierza do złagodzenia przepisów dotyczących rynku cyfrowego. Ludowcy zapowiedzieli zmianę prawa telekomunikacyjnego, która ograniczy czas przechowywania billingów do trzech miesięcy.

Obecne przepisy nie ograniczają katalogu przestępstw, przy których służby mogą sięgać po billingi. Prawo przewiduje też, że służby mogą przechowywać dane telekomunikacyjne przez dwa lata. To najdłuższy możliwy okres przewidziany przez unijną dyrektywę retencyjną.

- Mamy już projekt ustawy, jest uzasadnienie, będziemy to składać na najbliższym posiedzeniu Sejmu - zapowiedział Kosiński.

Wczoraj w czasie debaty o ACTA premier oświadczył, że jest już kierunkowa decyzja, by przechowywanie danych telekomunikacyjnych obywateli zostało ograniczone z obecnych dwóch lat do dwunastu lub nawet sześciu miesięcy.

Szef rządu stwierdził również, że wraz z internautami trzeba na nowo napisać prawo dotyczące własności intelektualnej i praw autorskich, bo nie da się go utrzymać w dotychczasowej formie.

źródło : http://wiadomosci.onet.pl...,wiadomosc.html

NEVIL - Sro Lut 08, 2012 08:59

GMO - kolejny obok ACTA atak wielkich koncernów





2012-02-07 15:52:06


Genetycznie modyfikowana uprawa?

Porozumienie ACTA ma swoją drugą stronę i może mieć również związek z wprowadzeniem GMO.

Ogromne rzesze wychodzących na ulice Polaków i ataki ze strony Anonimowych sprawiają, że polski rząd próbuje szukać kozłów ofiarnych, którzy odpowiedzą za działania, których efektem jest podpisanie niefortunnego porozumienia.

Wydaje się jednak, że są to jedynie wizerunkowe manewry mające na celu ocalenie twarzy rządu i jego premiera w momencie, kiedy klamka już zapadła i porozumienie ACTA zostało podpisane.

Chociaż o ACTA pisano o wiele wcześniej, rząd polski ukrywał moment zawarcia porozumienia praktycznie do samego końca i pomimo, że reakcja internautów przerosła zapewne ich najśmielsze oczekiwania, nie zrobił nic by dokonać stosownej konsultacji z podstawowym segmentem, który ustawa obejmuje – użytkownikami Internetu.

Na zawarcie porozumienia ACTA należy jednak spojrzeć nieco szerzej. Warto przypomnieć, że zostało ono opracowane w sekrecie przy udziale i wsparciu wielkich koncernów i to właśnie one, jak można się domyślać, najwięcej zyskają na jego wejściu w życie.

Trzeba przy tym zaznaczyć, że wcale nie oznacza to korzyści jedynie dla wielkich koncernów fonograficznych czy wytwórni filmowych, z którymi kojarzą się nowe prawne uregulowania. Okazuje się bowiem, że porozumienie może mieć też związek z... GMO.

Trzy słowa o GMO

Zacznijmy od tego czym jest GMO (Genetically Modified Organisms). Są to organizmy żywe, które nie powstały w wyniku naturalnych procesów, lecz jako wynik modyfikacji przeprowadzonych w procesie inżynierii genetycznej. Mogą to być mikroorganizmy takie jak bakterie (np. produkujące insulinę) bądź rośliny. Kiedy dziś mówi się na temat GMO należy pod tym terminem rozumieć nie tyle całość modyfikowanych genetycznie organizmów, ale szczególnie uprawy sztucznie zmienionych roślin, których kod genetyczny chroniony jest prawem patentowym należącym do wielkich koncernów biotechnologicznych.

Kontrowersje wokół GMO jest wiele. Zwolennicy upraw wskazują, że dają one o wiele większe plony niż ma to miejsce w przypadku tradycyjnych rozwiązań, co więcej po zebraniu zachowują one o wiele dłuższą świeżość. Ich przeciwnicy zwracają między innymi uwagę na fakt, że nie został do tej pory rzetelnie zbadany wpływ tych roślin na zdrowie człowieka (wiąże się to z wchłanianiem przez modyfikowane genetycznie rośliny) i lokalne ekosystemy.

Co może łączyć ACTA i ustawy o GMO?

Osoby zorientowane w tematyce GMO wiedzą doskonale, że nasiona GMO sprzedawane i uprawiane są na prawach licencji, w związku z czym rolnik zobowiązuje się do uiszczenia odpowiedniej opłaty firmie, która stworzyła dany rodzaj uprawy. Ta oczywista z pozoru rzecz czasem nie bywa jednak to oczywista.

Dokumentujący to stwierdzenie może być przypadek kanadyjskiego farmera Percy'ego Schmeisera, który został oskarżony przez biotechnologiczny koncern Mosanto o nielegalne uprawianie na swoim polu zmodyfikowanego genetycznie rzepaku. Schmeiser utrzymywał, że swoje pole uprawia w ten sam sposób od lat i pojawienie się na nim GMO mogło być związane jedynie z pyłkami, samosiejkami, pochodzącymi ze znajdującego się nieopodal gospodarstwa uprawiającego taki właśnie zmodyfikowany rzepak. To nie przekonało sądu i farmer został zmuszony do uiszczenia Mosanto opłat patentowych. Najwyraźniej winien nie dopuścić do samozasiania albo wyplewić samosiejki.

Sprawa jest poważna gdyż dzięki zastosowaniu chroniącego patenty porozumienia ACTA jak również wprowadzeniu upraw GMO wielkie korporacje zyskają ogromne możliwości ścigania nawet tych osób, których uprawy zostały zapylone bez ich wiedzy.

Wyobraźmy sobie sytuację, gdy po popisaniu i wejściu w życie ACTA oraz dopuszczeniu upraw GMO w pewnej wsi jeden z rolników zaczyna hodowlę genetycznie zmodyfikowanych roślin, kupuje nasiona, uiszcza opłaty licencyjne i zasiewa swoje pole. Po jakimś czasie pyłki zostają rozniesione przez wiatr, pszczoły lub inne zwierzęta i zapylają nieodległe uprawy należące do rolnika prowadzącego tzw. gospodarstwo ekologiczne. Po wymieszaniu nie tylko traci ono ten status, ale też podobnie jak w przypadku Percy'ego Schmeisera, któregoś dnia mogą do niego zapukać przedstawiciele jednego z koncernów biotechnologicznych i zażądać opłat za uprawianie roślin zawierających zmodyfikowany przez nie kod genetyczny. Nawet jeśli ów rolnik nie ma najmniejszej ochoty na hodowlę GMO i napełnianie kiesy wielkim koncernom – nie ma w rzeczywistości wyboru.

ACTA, którego treść i nieściśle doprecyzowane terminy pozostawiają wiele miejsca na domysły może potraktować patenty GMO jako taki sam przedmiot praw autorskich jak pliki w Internecie, a każdy rolnik może być potraktowany jako "domniemany" przestępca ścigany przez międzynarodową instytucję powołaną w wyniku wejścia traktatu w życie. Ciekawa zbieżność: ponadnarodowa instytucja ścigająca naruszenia praw autorskich i międzynarodowe korporacje będące właścicielami licencji na uprawy. Przypadek?

Ósmego lutego będą miały miejsce konsultacje społeczne w Pałacu Prezydenckim. Po stronie GMO wystąpi 6 ekspertów, przeciwników będzie tylko 3. Przeciwników, zwolenników zdrowego rozsądku i zdrowej żywności. Istnieje poważna obawa, że będzie to podobny skandal do tego jaki wybuchł wokół ACTA. Polska stanie się wówczas śmietnikiem pełnym modyfikowanej genetycznie żywności, której wiarygodnego pożytku tak naprawdę przeciętny Kowalski nigdy może się nie doszukać. Nasze sklepy pełne są zaproszkowanych produktów które poza biznesem dla producentów i handlowców z pewności pomnażają rzesze alergików i pacjentów finansowanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia.

Komu ma służyć zmodyfikowana żywność?

Czy ma być to w majestacie rządowego wsparcia krok ku likwidacji ekologicznego rolnictwa idący za tym upadek małych oraz średnich gospodarstw rolnych? Odejście od jakże cennej polskiej ekologicznej marki?

Czy faktycznie mamy do czynienia ze związkiem między GMO i ACTA? Zachęcam prawników do przeanalizowania tej kwestii, internautów zaś do spojrzenia na cały problem w o wiele szerszym kontekście zanim znowu będzie za późno.

Wierzę, ze społeczność internetowa może stać się po raz pierwszy od lat barometrem i obrońcą nieprzemyślanej polityki, w której interes ludzi, nie konsumentów czy zasobów ludzkich, dawno przestał być wartością podstawową.

PS. Nie będę w tym wpisie roztrząsać na temat zalet i wad wprowadzenia upraw GMO w Polsce, wszystkich zainteresowanych odsyłam do zapoznania się z raportem Biura Analiz Sejmowych z 2007 roku gdzie wymienione są argumenty za i przeciw a także z dwoma wywiadami prezentującymi obie strony w sporze, rozmowie z prof. nadzw. dr hab. Katarzyną Lisowską z Instytutu Onkologii w Gliwicach i z prof. dr hab. Stefanem Malepszym z Katedry Genetyki, Hodowli i Biotechnologii Roślin na Wydziale Ogrodnictwa i Architektury Krajobrazu SGGW w Warszawie.

źródło : http://interia360.pl/moim...koncernow,51603

NEVIL - Sro Lut 08, 2012 09:31

Amerykański naukowiec gratuluje Polakom protestów przeciw ACTA



Amerykański naukowiec Michael D. Kennedy gorąco pochwalił protesty w Polsce przeciwko porozumieniu ACTA, które ma zapobiegać międzynarodowemu piractwu w Internecie, ale zdaniem krytyków zagraża wolności w internecie.

Jak pisze w dzienniku "Providence Journal" Kennedy, socjolog z Brown University, "Polacy pierwsi dostrzegli" zagrożenia związane z ACTA, gdyż "mają tradycję mobilizacji społecznej, czego przykładem był ruch Solidarności", oraz "tradycję walki o waszą wolność i naszą".

Wśród zagrożeń dla wolności w sieci autor wymienia rozszerzenie odpowiedzialności za kradzież intelektualną na dostawców usług internetowych, umożliwienie ich karnego ścigania, a także zawarte w ACTA pojęcie "pośredniej korzyści ekonomicznej" z naruszania praw autorskich, co sprawia, że "nawet tak niewinne rzeczy jak niekomercyjne dzielenie się plikami może się stać powodem do działań (represyjnych)".

Kennedy - który od dawna interesuje się Polską i jej transformacją demokratyczną po 1989 r. - wzywa Parlament Europejski, by "wysłuchał swoich obywateli, zablokował tę legislację (ACTA) i zaprojektował ją na nowo, by uczynić ja bardziej transparentną".

Apeluje też, by zrewidowały ją również USA. Rząd amerykański podpisał umowę ACTA w październiku ub.r., ale nie zatwierdził jej jeszcze Kongres.

Autor nie wyklucza, że Parlament Europejski odrzuci ACTA w obecnej formie, i konkluduje: "Byłoby dobrze, gdyby prezydent Barack Obama upoważnił swoją legislaturę, aby zrobiła to samo - żeby to, czym Polacy zainspirowali Europę, stało się także zdroworozsądkowym rozwiązaniem w Ameryce. Za waszą wolność cyfrową i naszą".

Z Waszyngtonu Tomasz Zalewski (PAP)

źródło : http://tech.wp.pl/kat,100...ml?ticaid=1de22

NEVIL - Czw Lut 09, 2012 11:24

andros, a przeczytałeś to co jest napisane pod tekstem, który zamieściłeś ?

<Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.>

Jak Cię zamkną, to się nie martw. Zawsze Ci jakąś paczkę przyniosę.... ;-) Ale artykuł rzeczywiście świetny.

NEVIL - Sro Lut 15, 2012 11:56

Miller spotkał się z Schulzem. Rozmawiali na temat ACTA


Szef SLD Leszek Miller spotkał się w Strasburgu z przewodniczącym europarlamentu, niemieckim socjalistą Martinem Schulzem. Rozmowa obu polityków dotyczyła m.in. ratyfikacji przez PE porozumienia ACTA.

- Odbyliśmy z przewodniczącym Schulzem długą, godzinną rozmowę i myślę, że to co było w niej najciekawsze, to sprawa ratyfikacji ACTA w Parlamencie Europejskim. Przekazałem przewodniczącemu nasze stanowisko i można powiedzieć, że w tej sprawie mówimy jednym głosem - powiedział Miller.

Jak dodał, pogląd szefa PE na temat ACTA jest - podobnie jak polityków SLD - "konsekwentnie negatywny". - Przewodniczący Schulz powiedział mi, że według niego ACTA nie zostanie ratyfikowana w europarlamencie, ponieważ nie ma do tego potrzebnej większości - relacjonował b. premier.

Podkreślił, że na zmianę nastrojów w Parlamencie Europejskim wpływ mają m.in. protesty przeciwko porozumieniu, które w ciągu ostatnich kilku dni przetoczyły się przez kilka krajów Europy. - Te wszystkie demonstracje, które odbywają się w miastach Europy powodują, że zwolenników ACTA ubywa i to się również przenosi na stanowisko eurodeputowanych z krajów Unii - mówił b. premier.

Więcej : http://wiadomosci.onet.pl...,wiadomosc.html

NEVIL - Pią Lut 17, 2012 18:15



Donald Tusk proponuje EPL odrzucenie ACTA

Piątek, 17 lutego (15:02)

Premier Donald Tusk zaproponował przywódcom partii Europejskiej Partii Ludowej - frakcji w Parlamencie Europejskim, do której należy Platforma Obywatelska - odrzucenie porozumienia ACTA. Premier powiedział na konferencji prasowej, że wszystko wskazuje na to, iż frakcja przyjmie polskie stanowisko, co będzie oznaczać odrzucenie ACTA przez Parlament Europejski.
W takim wypadku proces ratyfikacji umowy w obecnym kształcie nie zostałby wznowiony. Premier dodał, że rząd zmienił zdanie w sprawie ACTA - gdyby w obecnej postaci porozumienie trafiło do parlamentu, to postulowałby jego odrzucenie.




Tusk zapowiedział podjęcie szerokich debat z ekspertami. Ich celem będzie ulepszenie przepisów, chroniących prawa autorskie, a także przygotowanie propozycji dla Unii Europejskiej.
Premier przyznał, że pomylił się w sprawie ACTA, nie zdając sobie sprawy, jak głębokich problemów cywilizacyjnych dotyka ta umowa. Dodał, że wątpliwości, co do ACTA, ma wiele państw europejskich.

Zdaniem Tuska, sprawa ACTA bardzo przyspieszyła edukację elit w dziedzinie Internetu i społeczeństwa informacyjnego. Premier przyznał, że nie lubi zmieniać zdania, ale nie chce walczyć w sprawie, w którą nie wierzy.

źródło : http://fakty.interia.pl/r...ta,1761418,7906

NEVIL - Nie Lut 19, 2012 16:58



Powszechne łamanie praw autorskich może być korzystne dla twórców?

Bartek Ciszewski, umarketing.pl 2012-02-09, ostatnia aktualizacja 2012-02-10 16:27:41.0

Ofensywa producentów treści oraz oburzenie zachodnich społeczeństw nowym ustawodawstwem SOPA czy też traktatem międzynarodowym ACTA jeszcze raz zwraca uwagę na problem własności intelektualnej. Coś z nią musi być nie tak. Albo trzeba czym prędzej naprostować setki milionów albo zrewidować powszechne postrzeganie własności intelektualnej.

Od młodości należałem do mniejszości, która sprzeciwiała się traktowaniu jej na równi z własnością materialną. Jeszcze w Money.pl pisałem żarliwe felietony, wytykałem absurdy praw autorskich na pierwszym blogu, ba nawet pozwolili mi kiedyś w "Gazecie Wyborczej" napisać opinię z okazji aresztowań twórców The Pirate Bay, gdzie na jednej kolumnie starłem się z samym Pawłem Kukizem.

Teoretyczni przeciwnicy koncepcji własności intelektualnej (m.in. patentów, praw autorskich /copyrights/) wskazują, że:

nie można mówić o własności w przypadku dóbr doskonale powszechnych, jakimi są utwory (kopiując nie zabieram nic twórcy, jedynie jak to określają właściciele praw "okradam z potencjalnych zysków")
jej egzekwowanie prowadzi do paradoksu, bo musi odbywać się kosztem własności materialnej innych. Będąc autorem dzieła objętego prawami autorskimi pozbawiam swobody gospodarowania swoimi komputerami, notatnikami, ołówkami wszystkich, którzy chcieliby je skopiować. Mówiąc inaczej, w magiczny sposób staję się współwłaścicielem wszystkich narzędzi, które mogą posłużyć do powielania mojego dzieła. I do tego moja własność intelektualna jest nadrzędna nad materialną własnością innych


Ciekawe, prawda? Zainteresowanych odsyłam do świetnego eseju "Against Intellectual Property" Stephana Kinselli, najlepszego specjalisty od podważania istoty własności intelektualnej na świecie. Esej dostępny jest też w wersji polskiej.

Ale nie o tym miał być ten wpis. Oprócz argumentów etycznych i teoretycznych są jeszcze te praktyczne, czyli utylitarne. Okazuje się, że one dużo bardziej trafiają do rozsądku współczesnej większości:

Bo z czego ma się artysta utrzymać??!!

Nie mogę pojąć, ale dla wielu ten problem jest ważniejszy od pytań: jakim prawem ktoś w imię obrony własności intelektualnej trzeciej strony może wtargnąć mi do domu i przeczesać mój komputer? Włamać się na moje konto pocztowe? Skasować moje pliki z Megaupload? Ale tak jest.

A tu niespodzianka. Otóż, jak pokazuje świeżutki raport opublikowany na TechDirt, mimo swobodnego podejścia do praw autorskich coraz większej części społeczeństwa wychowanej w internetowej kulturze, przychody producentów rozrywki rosną. W ciągu dekady zwiększyły się o 50 proc. Zjawisko dotyczy wszystkich branży. A co, jeśli piractwo nie zmniejszyło a zwiększyło sprzedaż? Dla mnie to argument drugorzędny, ale dla większości osób nie. Dlatego puścicie to dalej.

źródło : http://technologie.gazeta..._korzystne.html

NEVIL - Wto Lut 21, 2012 09:10

Dalej chcą nas kontrolować...
==================================


Każdy nasz ruch w sieci będzie kontrolowany


Wtorek, 21 lutego (06:20)

Powstanie archiwum stron, które odwiedzamy, a każdy nasz ruch będzie w pełni kontrolowany - ostrzega "Dziennik Gazeta Prawna".

Dostawcy stacjonarnego internetu ostrzegają, że będą gromadzić dane na temat odwiedzanych przez nas stron WWW.

Taki może być skutek wejścia w życie przygotowywanej przez Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji nowelizacji ustawy - Prawo telekomunikacyjne, która ma zmusić firmy sprzedające dostęp do internetu, aby zagwarantowały wykupioną prędkość.

"Na wypadek ewentualnych reklamacji będziemy zmuszeni przez 12 miesięcy przechowywać szczegółowe informacje o tym, z jakimi stronami łączył się użytkownik oraz jakie pliki i skąd pobierał" - mówi zastrzegający anonimowość przedstawiciel jednego z większych polskich dostawców internetu.

Zagrożenie jest realne, co potwierdza Eugeniusz Gaca z zarządu Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji.

"Tylko w ten sposób dostawca będzie mógł sprawdzić, czy np. w poniedziałek 20 lutego o godz. 14 rzeczywiście nastąpił spadek prędkości transmisji i czym był spowodowany" - wyjaśnia ekspert.

Gdyby spełniły się czarne scenariusze, dostawcy gromadziliby nieprawdopodobne wręcz ilości danych na nasz temat.

Chociaż dane te mają być zbierane wyłącznie na potrzeby ewentualnych reklamacji, dostępu do nich mogą zażądać służby w związku z prowadzonymi postępowaniami.

źródło : http://fakty.interia.pl/p...olowany,1762297

NEVIL - Wto Lut 21, 2012 17:19

Już po ACTA, a co na horyzoncie?

21.02.2012 15:41, Autor: Tomasz Janusz

Po zaskakującym wycofaniu się Premiera z podpisania umowy ACTA pojawiają się obawy o możliwość wprowadzenia przepisów zbieżnych z postanowieniami ACTA

Wiele kontrowersji w Kanadzie wzbudza ustawa C-30. Według jej założeń policja ma mieć ułatwiony dostęp do wszystkich informacji o użytkowniku, które gromadził dostawca Internetu - adres IP, imię i nazwisko, adres czy numer telefonu. To wszystko oczywiście bez nakazu sądowego. Dostawcy ponadto musieliby udostępnić swoją infrastrukturę na potrzeby śledztwa, aby funkcjonariusze mieli bieżący dostęp do akcji użytkownika. Kanadyjski Minister ds. bezpieczeństwa Vic Toews, stwierdził, że przeciwnicy ustawy są amatorami dziecięcej pornografii.

Przeciwko ustawie wystąpiły organizacje pozarządowe, opozycja, media oraz... partyjni koledzy Vica Toewsa. W Internecie pojawił się wątek Vic chce cię poznać, poznajmy Vica, gdzie opublikowano dokumenty ze sprawy rozwodowej kanadyjskiego ministra. Na Twitterze szybko powstał hashtag #TellVicEverything, gdzie internauci publikują swoje opinie o ministrze, ale także... prośby do niego. Wczoraj straciłem e-maila z konta w pracy. Czy możesz wysłać swoją kopię? — zapytał Kevin Harding, kanadyjski bloger i student. Rząd szybko wycofywał się z kolejnych restrykcyjnych przepisów ustawy.

PCFIPA - kolejna amerykańska produkcja, rodem z Hollywood. Jest bardzo podobna do C-30 zarówno pod względem "prewencyjnego" monitorowania użytkowników, jak również i kar. Różni się jednak tym, że operator przez 12 miesięcy ma obowiązek przechowywania danych osobowych użytkowników, w tym danych o kartach płatniczych i kredytowych.

ŚUDE - to z kolei nasz lokalny produkt. Pod tym skrótem kryje się Ustawa o Świadczeniu Usług Drogą Elektroniczną. Jej nowelizacja budzi mieszane odczucia. Z jednej strony ma ona działać na zasadzie DMCA, czyli każdy użytkownik, popierając wiarygodną informacją może zgłosić dostawcy usług istnienie treści, które naruszają jego prawa. Do tego momentu nic nie budzi kontrowersji. Sprzeciw budzi jednak przeniesienie na operatorów decydowania o ewentualnym zablokowaniu treści. Do tego dochodzi możliwość odwołania się od decyzji operatora do... operatora. Ten ma obowiązek ponownie rozpatrzyć zażalenie. De facto jest to przeniesienie procesu sądowego na poziom firm prywatnych. Co ma swoje wady, bo wątpliwe aby operatorzy utworzyli specjalne komórki prawne w swoich strukturach, które zajmowałyby się przeprowadzaniem postępowań.

Z odpowiedzialności prawnej wyłączono wyszukiwarki internetowe, o ile: nie wprowadziły one tych treści do sieci, nie są inicjatorem transmisji danych oraz wybierały odbiorcy danych. Również użytkownicy linkujący do różnych zasobów mogą spać spokojnie o ile nie wiedzieli, że materiały naruszają czyjeś prawa. Wzór formularza ma być określany rozporządzeniem ministra odpowiadającego sprawom informatyzacji. Propozycja zmiany w Ustawie o Świadczeniu Usług Drogą Elektroniczną znajduje się w Biuletynie Informacji Publicznej MSW. Ustawa nie spotkała się ze sprzeciwem organizacji pozarządowych.

W wypowiedzi dla internetowego wydania Metra, Katarzyna Szymielewicz z Fundacji Panoptykon powiedziała: Ta nowelizacja jedynie "cywilizuje" zasady blokowania spornych treści w sieci na czas trwania sporu. Nie jest jednak doskonały i w paru miejscach można by go ulepszyć np. rezygnując z przymusu ujawniania danych osobowych.

Na sam koniec dobra wiadomość, która napłynęła z Luksemburga. Kilka dni temu zapadł wyrok w Europejskim Trybunał Sprawiedliwości. W sprawie wniesionej przez belgijskie stowarzyszenie kompozytorów i wydawców (SABAM) przeciwko społecznościowemu serwisowi Netlog, który odmówił zainstalowania systemu do bieżącego monitorowania danych użytkowników serwisu. Sprawa została rozstrzygnięta na korzyść Netloga. Sędziowie podkreślali, że na gruncie prawa Unii Europejskiej nie ma możliwości nakazania innemu podmiotowi monitorowania treści, jakie publikują jego użytkownicy.

źródło : http://www.dobreprogramy....nosc,30427.html

NEVIL - Sro Lut 22, 2012 11:30

Plany zmian w prawie autorskim po ACTA

wczoraj, 10:17 RC / PAP

Przegląd polskiego prawa pod kątem wolności w internecie zapowiedział rząd po debacie ws. ACTA. Wśród zapowiadanych zmian w prawie autorskim na pierwszym miejscu jest rozszerzenie dozwolonego użytku osobistego dotyczącego niekomercyjnego wykorzystania utworu.

Dozwolony użytek osobisty, zakres prawa cytatu, długość trwania ochrony utworów i rola organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi - to najważniejsze kwestie wymagające, według organizacji reprezentujących prawa społeczeństwa informacyjnego, zmiany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Dostosowanie systemu praw autorskich do realiów społeczeństwa cyfrowego zapowiedział polski rząd po protestach internautów przeciwko podpisaniu przez Polskę międzynarodowej umowy dotyczącej zwalczania obrotu towarami podrobionymi ACTA.

ACTA, jak przyznają zgodnie prawnicy, nie miało wprowadzać zmian w dotychczasowym prawie, dokument ten dotyczy przede wszystkim egzekwowania praw już istniejących, w tym przepisów dotyczących praw autorskich. Przy okazji dyskusji o ACTA podniesiono także postulaty przeprowadzenia reformy polskiego prawa autorskiego, któremu od czasu upowszechnienia się nowych mediów zaczął podlegać obieg treści w internecie. Wskazując na niejasne zapisy prawa autorskiego, zwrócono uwagę na problemy, jakie sprawia rozróżnienie pomiędzy tym, które działania podejmowane przez użytkowników sieci są legalne, a które nie.

Uchwalona w 1994 r. ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych służy ochronie utworów i określa jej zakres.

Tym, co wyznacza granice uprawnień przysługujących autorom utworów, jest m.in. dozwolony użytek, zdefiniowany w art. 23. ustawy. Dotyczy on możliwości korzystania z utworów bez zezwolenia twórcy lub właściciela praw autorskich, często bez konieczności zapłaty wynagrodzenia. Dozwolony użytek - w świetle ustawy - nie może wykraczać poza normalne korzystanie z utworu ani godzić w interesy twórcy. Obejmuje on uprawnienia po stronie osób prywatnych oraz po stronie podmiotów publicznych. Do kategorii podmiotów publicznych, którym prawo autorskie zezwala na naruszanie monopolu autorskiego, zalicza się szkoły, biblioteki i instytucje naukowe.

Osobisty dozwolony użytek to m.in. słuchanie płyty z muzyką ze znajomymi i rodziną albo pożyczenie komuś egzemplarza książki. Trudności - w świetle obecnych zapisów prawa - sprawia wyznaczenie zakresu dozwolonego użytku w internecie, ponieważ przepisy prawa autorskiego, uchwalone przed upowszechnieniem się internetu, nie odnoszą się do środowiska cyfrowego. Trudno więc ustalić, kim są znajomi w internecie, np. w serwisach i na portalach społecznościowych.

Prawo nie określa, czy np. umieszczenie piosenki na Facebooku w celu podzielenia się nią ze swoimi znajomymi nie oznacza udostępniania treści bez zgody posiadacza praw autorskich. Aby ludzie na portalach społecznościowych mogli dzielić się słuchanymi piosenkami czy oglądanymi filmami z innymi użytkownikami, w przepisach powinno zostać jasno określone, czy dopuszczalne jest wymienianie się plikami w celach niekomercyjnych, czyli takich, które udostępniającemu nie przyniosą dochodu.

Do praw autorskich należy także prawo do zachowania niezmienionej treści i formy utworu, zakazujące wprowadzania zmian, zniekształceń, przeinaczeń czy prawo do nadzoru nad korzystaniem z dzieła.

Osobistym dozwolonym użytkiem jest również prawo cytatu, zapisane w art. 29. prawa autorskiego. Przepis ten stanowi, że można przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym wyjaśnianiem, analizą krytyczną, nauczaniem lub prawami gatunku twórczości. Cytatem będzie więc przejęcie wyniku cudzej działalności intelektualnej bez wprowadzania żadnych zmian, służące przede wszystkim informowaniu.

Wyznaczony prawem autorskim zakres ochrony utworów ogranicza użytkowników sieci, którzy nie są zainteresowani tylko odbieraniem treści, ale przede wszystkim swobodną ich wymianą i szerokim wykorzystaniem - podkreślają przedstawiciele środowiska cyfrowego, którzy domagają się rozszerzenia możliwości udostępniania utworów w internecie oraz dokonywania ich przekształceń.

Jako kwestię wymagającą zmiany wskazuje się też długość trwania ochrony utworów. W Polsce obowiązuje obecnie 70-letni okres zabezpieczenia, liczony od śmierci autora. Ustawa z 1994 r. wprowadzała 50-letni okres ochrony; w wyniku nowelizacji dokonanej w 2000 r., w związku z dostosowaniem polskiego prawa do wymogów unijnych, okres ten został wydłużony do 70 lat.

Organizacjami zbiorowego zarządzania prawami autorskimi są stowarzyszenia zrzeszające m.in. twórców, artystów wykonawców i producentów. Nadzór nad organizacjami sprawuje minister kultury i dziedzictwa narodowego, który udziela zezwolenia na podjęcie przez nie działalności. W Polsce działa obecnie 15 organizacji zbiorowego zarządzania, są to m.in. Stowarzyszenie Autorów ZAiKS, Związek Polskich Artystów Plastyków, Związek Artystów Scen Polskich, Stowarzyszenie Filmowców Polskich, Związek Producentów Audio-Video, Związek Artystów Wykonawców STOART. Zwolennicy liberalizacji prawa autorskiego wskazują, że organizacje zbiorowego zarządzania, za sprawą nowych mediów i rozwoju społeczeństwa informacyjnego, reprezentują niewielką liczbę twórców.
źródło : http://wiadomosci.onet.pl...,wiadomosc.html

NEVIL - Sro Lut 22, 2012 13:54

http://wiadomosci.gazeta....iedliwosci.html

Jeden z komentarzy pod artykułem :


kuzyn_maupy




ETS powinien całkowicie usunąć tą amerykańską tzw. "własność intelektualną" z europejskiego prawa, gdyż wymuszana przez amerykanów na całym świecie tzw. "własność intelektualna", to nic innego, jak tylko monopol, który nikomu nie opłaca się w takim stopniu, jak amerykanom i, prowadzi wprost do podziału światowego społeczeństwa na tych, którzy nie muszą pracować (tzw. "własność intelektualna") i na tych, którzy muszą zapracować i na siebie i na tych pierwszych, a to oznacza tylko jedno - neo-niewolnictwo...,

każdy monopol (jakim jest też tzw. "własność intelektualna") jest zgubny dla cywilizacji człowieka, dla mnie, dla Pana i też dla każdego innego z nas, gdyż wyklucza jakikolwiek postęp, równość prawa, konkurencję, uczciwość, etykę, demokrację i wszelkie swobody obywatelskie, prowadząc siłą natury ludzkiej m.in. też do cenzury..., i nie tylko...,

problem polega na tym, że tzw. "własność intelektualna" podważa pracę i własność materialną, przez co wywraca do góry nogami cały system prawa wybudowany przez cywilizację przez ponad 4000 lat, co nieuchronnie prowadzi niestety do bezprawia...,

wypada nad tym się zastanowić jak najszybciej..., i jak najszybciej wymyśleć inny, nie taki złodziejski jak tzw. "własność intelektualna", sposób finansowania pracy autorów, artystów, filmowców i wszelkiej maści komików..., i polityków - powinni otrzymywać wynagrodzenie za pracę, jak my wszyscy, a nie wynagrodzenie za spekulację i samo myślenie o pracy....

STOP american IP legislation in Europe !!!

NEVIL - Sro Lut 22, 2012 22:52



Austria zawiesiła ratyfikację umowy ACTA

Austria zawiesiła ratyfikację kontrowersyjnego porozumienia o zwalczaniu handlu artykułami podrabianymi i piractwa internetowego (ACTA), oczekując na decyzję Parlamentu Europejskiego w tej sprawie - oświadczył rzecznik austriackiego MSW Hermann Muhr.

Dotychczas zakładano, że głosowanie nad ratyfikacją ACTA odbędzie się w PE 12 czerwca. Jednak według cytowanych przez austriacką agencję APA europosłów, środowa decyzja Komisji Europejskiej, by oceny ACTA dokonał Europejski Trybunał Sprawiedliwości, może opóźnić to głosowanie o dwa lata.

Do tej pory ACTA podpisały 22 państwa członkowskie Unii Europejskiej. Nie podpisały jej jeszcze Cypr, Estonia, Niemcy, Holandia i Słowacja. Na wstrzymanie ratyfikacji ACTA zdecydowały się rządy Polski, Czech i Łotwy. By porozumienie to weszło w życie, niezbędna jest zgoda Parlamentu Europejskiego i parlamentów krajów członkowskich.

źródło : http://wiadomosci.onet.pl...,wiadomosc.html

NEVIL - Czw Lut 23, 2012 12:47



Paulo Coelho - pirat z wyboru

Masz zespół? Chcesz być producentem filmowym? Satyrykiem? Twórcą rysunków? Oni (Pirate Bay przyp. autor) zastąpią logo strony głównej linkiem do waszej twórczości. Gdy tylko się o tym dowiedziałem, postanowiłem z tego skorzystać
- napisał na swoim blogu brazylijski pisarz dodając, że jego książki są dostępne w sieciach P2P, a sprzedaż fizycznych kopii rośnie od czasu gdy ich pirackie wersje pojawiły się w sieci.

Decyzja Coelho jest niezwykła, ale nie zaskakująca. Już od pewnego czasu autor namawia do piracenia swoich książek. W 1999 roku nielegalna wersja "Alchemika" pojawiła się w Rosji. Mimo tego utwór rozszedł się w tym kraju w ilości miliona egzemplarzy do roku 2002 i ponad 12 milionów do dzisiaj.

Zapraszam do ściągania moich książek za darmo, a jeśli się wam spodobają, to do kupowania ich wersji papierowych - w ten sposób zakomunikujemy przemysłowi, że chciwość nie prowadzi do niczego
- dodaje autor na swojej stronie, a pod wiadomością podpisuje się jako „Pirat Coelho”.

Pod koniec stycznia pisarz poruszał też na swojej stronie temat S.O.P.A. Jak nie trudno się domyślić nie był zbyt przychylny temu pomysłowi. Według niego czasy, w których każdy pomysł miał jednego właściciela minęły bezpowrotnie. Po pierwsze dlatego, że wszyscy przetwarzają już tylko znane schematy, a po drugie dlatego, że wszyscy twórcy chcą by ich treści były czytane. Coelho wspomina początki swojej literatury w Rosji i spotkania z ludźmi, którzy poznali jego twórczość najpierw przez pirackie wersje książek.

Do września 2009 autor prowadził stronę Pirate Coelho, na której podawał linki do darmowych wersji wszystkich swoich książek dostępnych w sieciach P2P. Teraz robi to samo na swoim blogu. Mimo to sprzedaż jego powieści rośnie i sięgnęła już około 140 milionów kopii na całym świecie. Autor nie pozostawia cienia wątpliwości co do swojego stanowiska i na blogu pisze wprost: piraci z całego świata, zjednoczcie się i piratujcie wszystko co kiedykolwiek napisałem. Piractwo swojej twórczości uważa za promocję, a sztukę odgranicza od tradycyjnych produktów konsumpcyjnych.

W przypadku dzieł sztuki nie kupujesz papieru, tuszu, pędzla, ramy obrazu czy nut, ale pomysł zrodzony z połączenia tych produktów. Piractwo może działać jako zaprezentowanie prac artysty. Jeśli spodoba ci się jego lub jej pomysł, to będziesz chciał mieć go w swoim domu. Dobry pomysł nie wymaga ochrony. Wszystko poza tym to albo chciwość, albo ignorancja
- kończy swój wpis Paulo Coelho, sprawiając zapewne, że niejeden zwolennik nowych regulacji prawnych zaostrzających ochronę praw autorskich zgrzyta zębami. Ze zdaniem tego artysty trzeba się liczyć. Jego profil na Facebooku śledzi prawie 7,5 miliona osób. Niemniej popularny jest na Twitterze gdzie zebrał już 3 miliony śledzących go fanów.



Nie tylko Brazylia

Autor najnowszej powieści "Alef" nie jest osamotniony w swoim radykalnym podejściu do praw autorskich i darmowego udostępniania swojej twórczości. Podobne stanowisko zaprezentował jakiś czas temu pewien Anglik o równie znanym nazwisku - Neil Gaiman. Twórca scenariuszy do komiksów z serii "Sandman" i takich powieści jak "Amerykańscy Bogowie", "Gwiezdny pył" czy "Koralina", powiedział w jednym z wywiadów, że pirackie kopie jego utworów na początku go denerwowały. Autor wspomina, że czuł się źle z myślą, że ktoś udostępnia bez pozwolenia jego dzieła. To uczucie jednak szybko minęło.



W miejscach, w których byłem piracony, szczególnie w Rosji, w której ludzie tłumaczyli moje dzieła i wysyłali w świat, sprzedawałem coraz więcej książek
- wspomina Gaiman w wywiadzie, który można obejrzeć na YouTube. Pisarz uważa, że pirackie wersje jego utworów, to tak naprawdę nowa forma pożyczania sobie książek. Jego zdaniem nie można na to patrzeć jako na straconą sprzedaż. Trzeba postrzegać piractwo jako reklamę własnej twórczości.





Druga strona medalu

Oczywiście sprawa nie jest jednowymiarowa. Nie wszyscy autorzy są podobnego zdania co Coelho i Gaiman. W naszych rodzimych stronach ostrzej o piratach wypowiada się chociażby Andrzej Pilipiuk. Jeden z najbardziej cenionych, polskich autorów fantasy, laureat nagrody literackiej im. Janusza A. Zajdla za rok 2002, na forum literackim Weryfikatorium zajął ostatnio głos w kwestii ACTA.

Internet stał się platformą działań rozmaitego bydła. Poczynając od piratów, skończywszy na „pozytywnym pedofilu Misiaczku” którego obrzydliwa strona wisi ponoć nadal w sieci. I ten wrzód należy wreszcie zacząć wypalać. Bo po prostu trzeba.
Nieco łagodniej podchodzi do kwestii Jakub Ćwiek, autor, który w 2005 roku zadebiutował zbiorem opowiadań „Kłamca”, a zawarta w nim „Cicha noc” została nominowana do Nagrody im. Janusza A. Zajdla. Na swoim Facebooku Ćwiek napisał:

Nie, nie uważam, że każdy, kto nielegalnie ściągnął moją książkę, zaraz mnie okrada, pozbawia zysków, bo raczej nie zakładam, że w innych okolicznościach by ową pozycję kupił. Tak przynajmniej wie, że ktoś taki jak Ćwiek jest i teraz może uzupełni biblioteczkę, albo poleci mnie komuś, kto tak zrobi. Albo nie, ryzyko wliczone. Jeżeli jednak okaże się, że pisanie przestanie mi zapewniać utrzymanie, przestanę pisać i zajmę się czymś innym, bo kosztuje mnie to za dużo wysiłku. Share'ując, udostępniając, rozsyłając i chwaląc miejcie to proszę na uwadze. I nie przesadzajmy. W obie strony :)


101 sposobów na zarabianie pieniędzy

W całej tej sprawie nie chodzi tyle o prawa autorskie, co pieniądze. Jeśli twórcy mieliby pewność, że pirackie kopie książek je dla nich zarobią, to zapewne mało który występowałby przeciwko piractwie. Coelho pisze na swoim blogu, że pieniądze nie są jego motywem, bo gdyby tak było, to już dawno przestałby tworzyć. On jednak może pozwolić sobie na spokojne podchodzenie do swojej pracy i związanych z nią kwestii finansowych. Mniej zamożni autorzy nie mają aż takiego luksusu. Czy oni również powinni postrzegać piractwo jako do promocję swojego nazwiska?

Inna kwestia to przyszłość samego zjawiska. Proces dotyczący The Pirate Bay się zakończył i wygląda na to, że czterech założycieli strony pójdzie do więzienia. Ilość pirackich plików udostępnianych przez sieci P2P przez to zmaleje czy, jak to bywało do tej pory, na miejsce czterech zwolenników wolności w sieci pojawi się czterdziestu kolejnych?

źródło : http://technologie.gazeta...t_z_wyboru.html
===========================================================

Po przeczytaniu tego artykułu trudno się dziwić, że nasz rodzimy Kukiz stał się tak żarliwym obrońcą przepisów zawartych w ACTA. W wypowiedzi Paulo Coelho znajdziemy odpowiedź. Wartościowe utwory same się obronią i nie przeszkodzi im żadne pirackie ściąganie z sieci pliku z utworem. Ba ! - ich legalna sprzedaż wzrasta, czego doświadcza pisarz . Ale żeby na takie profity liczyć, trzeba być KIMŚ, a nie tylko i zaledwie Pawłem Kukizem.

NEVIL - Wto Lut 28, 2012 11:34

Kto ma prawa do śpiewu ptaków?

27.02.2012 23:25, Autor: Grzegorz Niemirowski (gniemirowski), Kategoria: News
NewsImage

Wygląda na to, że w dziedzinie ochrony praw autorskich granica absurdu może być przesuwana w nieskończoność.

Jak może niektórzy Czytelnicy pamiętają, w listopadzie 2009 roku jeden z użytkowników YouTube umieścił filmik zawierający zdjęcie Johna Cage'a oraz jego utwór 4'33. Niespełna rok później dźwięk z filmiku został usunięty na żądanie Warner Music Group. Nie byłoby to może dziwne, gdyby nie fakt, że utwór 4'33 (tutaj grany przez orkiestrę) składa się z samych pauz, czyli są to ponad 4 minuty ciszy. W ten sposób prawo do ciszy nabrało nowego znaczenia. Zdarzały się też inne przypadki, np. usuwanie filmików, na których nagrało się przypadkowo radio, co akurat jeszcze jakoś da się zrozumieć, czy mniej zrozumiałe, jak usuwanie utworów należących do domeny publicznej. Granice absurdu są jednak ciągle przekraczane, o czym przekonał się użytkownik eeplox na YouTube.

Użytkownik ten nagrywa filmy przyrodnicze w różnych odległych, dzikich miejscach, mało jest więc prawdopodobne, aby przypadkiem nagrał jakiś odbiornik radiowy. Nie dodaje też ścieżek dźwiękowych. Niestety wszystko na nic. Przy uploadzie jednego z filmów otrzymał komunikat, że dźwięk z filmu narusza prawa firmy Rumblefish i w związku z tym wraz z filmem będą wyświetlane reklamy a dochód z nich trafi do Rumblefish. eeplox zgłosił protest, lecz Rumblefish odpowiedział, że sprawdził filmik i że prawa należą do niego. Dopiero gdy eeplox nagłośnił sprawę, firma Rumblefish przeprosiła i wycofała swoje roszczenia. Filmik można już normalnie oglądać.

Wydaje się oczywiste, że nikt z Rumblefisha nie sprawdził, co tak właściwie jest na filmiku eeploxa i chciano odrzucić skargę mając jedynie wynik z systemu weryfikacyjnego YouTube, który w odgłosach ptaków jest w stanie się doszukać materiału objętego prawami autorskimi. Ciekawe jak sprawa zakończyłaby się, gdyby nie została nagłośniona.
źródło : http://www.dobreprogramy....nosc,30530.html

NEVIL - Czw Mar 01, 2012 14:44

The Pirate Bay niczym Pudelek w Polsce – chce być głosem pokolenia




RIAA, czyli amerykańska organizacja przodująca w pozywaniu na miliardy dolarów wszystkiego dookoła za naruszanie praw autorskich nie daje za wygraną. Od lat toczy boje z The Pirate Bay, największym katalogiem torrentów w sieci. Chociaż udało się jej się wygrać kilka bitew, to wojna wciąż się toczy i nic nie zapowiada, by miała się w najbliższym czasie skończyć. Dwa tygodnie temu The Pirate Bay przeniósł się domenę .org na .se, by uniknąć blokowania przez władze ze Stanów Zjednoczonych. Obie strony zaczęły przerzucać się argumentami, które są naprawdę ciekawe.



The Pirate Bay to symbol pirackiej sieci i tego, że żadna organizacja antypiracka nie jest w stanie pokonać piratów – jeśli ktoś zablokuje jedną drogę do wymiany plików, to piraci znajdą obejście, i tak w kółko… Nad The Pirate Bay wisi widmo blokady na poziomie ISP przez największych operatorów w Wielkiej Brytanii, jednak serwis będzie walczył do ostatniego momentu. Tymczasem RIAA skomentowała oficjalnie przeniesienie serwisu na szwedzkie domeny i nazwała po raz kolejny wymianę plików kradzieżą. Czytanie tych postów dostarcza wiele radości i rozrywki. Brakuje tylko popcornu i coli.





RIAA palcami Mitcha Glaziera:

The Pirate Bay: Dowód na to, dlaczego sprawa zagranicznych, nielegalnych stron musi zostać rozwiązana: -(…) Ewidentnie nielegalna witryna służąca do wymiany plików, witryna którą rodzimy system prawny uznał za nielegalny i blokowanie której zapowiada co najmniej 7 krajów europejskich, jest dumna z tego, że internetowy bazar, na którym dostępne są wszystkie możliwe prace, objęte amerykańskimi prawami autorskimi ucieknie przed prawem Stanów Zjednoczonych zmieniając nazwę domeny. (…)

Jest to jeden z najbardziej jasnych i oczywistych przykładów dlaczego potrzeba mocnych narzędzi do działania przeciw nielegalnym witrynom kradnącym amerykańskie miejsca pracy. Odpowiedzialni liderzy społeczności technolgicznej powinni usiąść przy stole z konstruktywnymi pomysłami i wypracować rozwiązania dla rażących kradzieży, zanim wyrządzą one jeszcze więcej szkody naszej gospodarce i “kreatywnej społeczności (społeczności twórców, w oryg. “creative community)

Wesoło, prawda? The Pirate Bay nie odpuścił sobie okazji i skomentował palcami niejakiego Winstona:

“RIAA ma urojenia i musi zostać zatrzymana: -(…)The Pirate Bay twierdzi że RIAA działa na podstawie urojeń i zachowuje się jak rozpuszczone dziecko, które straciło kontakt z rzeczywistością.(…)

W pierwszym zdaniu Glazier użył sformułowania “kradzież praw autorskich”. To ciekawa wizja – jeśli ktokolwiek w historii kiedykolwiek ukradł prawa autorskie, to musiał być to przemysł nagraniowy. Przynajmniej próbował, jak podczas szwedzkiej sprawy sądowej przeciw The Pirate Bay, gdy wytwórnie pozwały nas za nagrania, do których nie posiadały praw autorskich.

Mała lekcja dla pana Glaziera: jeśli ktoś coś kradnie, to już tego nie masz. Jeśli ktoś coś kopiuje, to macie to oboje. To znaczy: jeśli ktoś kradnie twoje prawa autorskie, ty już ich nie posiadasz. Ciężko mi zauważyć, by miało to miejsce, zwłaszcza, że prawa autorskie nie są tak naprawdę fizycznym przedmiotem.

źródło : http://technowinki.onet.p...47,artykul.html

NEVIL - Pią Mar 02, 2012 09:06

Zdrojewski przygotowywał dokument idący dalej niż ACTA. "To kompromitacja"

Minister kultury Bogdan Zdrojewski patronował porozumieniu, które szło zdecydowanie dalej niż umowa ACTA. Miało ono pozwolić dostawcom internetu na gromadzenie danych o internautach i przekazywanie ich bez żadnej kontroli innym organizacjom - informuje tvn24.pl. - Tekst porozumienia jest kompromitujący - uważają specjaliści.

Prace nad dokumentem wstrzymano po interwencji Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych Wojciecha Wiewiórowskiego, który przez przypadek dowiedział się o powstawaniu dokumentu. Porozumienie szło zdecydowanie dalej niż ACTA.

- Dokument, którego projekt przygotowano pod auspicjami Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego godzi w prawa i wolności człowieka – powiedział Wiewiórowski portalowi tvn24.pl.



Z kolei mec. Robert Małecki specjalizujący sie w prawie autorskim uznał, że "tekst dokumentu jest kompromitujący", bo nie zapewnia sądowej ochrony praw internautów.

Nad porozumieniem pracowano w ramach grupy zajmującej się przeciwdziałaniem naruszeniom prawa autorskiego i praw pokrewnych w internecie. Działała ona w ministerstwie kultury przynajmniej od 2009 roku. Projekt nosił nazwę "Porozumienia o współpracy i wzajemnej pomocy w sprawie ochrony praw własności intelektualnej w środowisku cyfrowym". W myśl porozumienia dostawcy internetu mieli przekazywać twórcom dane internautów, którzy mogli naruszyć prawa autorskie. Wszystko bez udziału sądu.

W konsultacjach nad projektem wzięli udział przedstawiciele twórców, straży granicznej i dostawców internetu. Pominięto przy tym GIODO, który przypadkowo dowiedział sie o dokumencie i interweniował. Prace wstrzymano pod koniec zeszłego roku - informuje portal tvn24.pl.

źródło : http://wiadomosci.onet.pl...,wiadomosc.html

NEVIL - Pon Mar 05, 2012 14:33

Bez piratów nie ma zysków

Niedziela, 4 marca (06:00)

Piractwo nie jest złe. Ci, którzy ściągają filmy i muzykę, więcej kupują. Po cichu przyznaje to nawet branża rozrywkowa. Zwariowała czy cynicznie udaje?


Anegdota głosi, że na jednym ze spotkań Billa Gatesa z warszawskimi studentami został on zapytany o zdanie na temat osób, które korzystają z nielegalnego oprogramowania. Całe audytorium było przekonane, że ówczesny szef Microsoftu potępi piractwo - zwłaszcza że Windows jest jednym z najczęściej nielegalnie używanych programów. Gates niespodziewanie odpowiedział, że o ile są to kopie programów MS, nie ma nic przeciwko temu. Ważne dla niego jest tylko to, by Okienka były używane.

Takie podejście do łamania praw autorskich wciąż jest nie do przyjęcia dla większości producentów i twórców. Okazuje się jednak, że z czysto ekonomicznego punktu widzenia odpowiedź Gatesa jest w pełni racjonalna. Jeżeli bowiem ktoś pozna, przyzwyczai się i uzna za wartościowy dany program czy polubi piosenkę, wówczas szansa na to, że w przyszłości kupi legalną wersję oprogramowania czy płyty, jest spora. Trudno w to uwierzyć? A jednak udowadniają to już nie tylko kolejne badania, lecz także coraz powszechniejsza praktyka bratania się wydawców z piratami.

Więcej - http://biznes.interia.pl/...-zyskow,1767526

NEVIL - Wto Mar 13, 2012 16:10

Ciekawy jestem jak się ta sprawa dalej potoczy...
==================================================
Ile jest wart jeden artykuł w Internecie?

12.03.2012 17:22, Autor: Tomasz Janusz (tomick), Kategoria: News
NewsImage

Jak się okazuje, jedna publikacja może być sporo warta, na przykład jeden miliard euro. Na tyle wycenił swoją pracę znany prawnik i dziennikarz Piotr "Vagla" Waglowski, którego tekst został przedrukowany przez państwowy Obserwator Konstytucyjny.

Często można usłyszeć, że prawo autorskie jest niedoskonałe i nie zabezpiecza interesów twórcy przed kradzieżą. A co się stanie w przypadku, gdy to na stronie jednego z najważniejszych organów Państwa pojawi się artykuł przedrukowany z innego serwisu? Do ciekawego eksperymentu prawnego może dojść już wkrótce. Dlaczego? Ponieważ Obserwator Konstytucyjny jest serwisem prowadzonym przez Biuro Trybunału Konstytucyjnego. Vagla już w 2008 roku wycenił każdy swój jeden artykuł na miliard euro, zabronił również dalszego rozpowszechniania swoich treści.

Sporny artykuł pojawił się na stronie Obserwatora w sekcji Debaty, zniknął jednak z serwisu gdy o naruszeniu prawa autorskiego zrobiło się głośno. Według Piotra Waglowskiego artykuł został zmodyfikowany, usunięto z niego wszystkie odniesienia do poprzednich jego publikacji. Co więc mówi na ten temat ustawia o prawie autorskim?

Ustawa pozwala autorowi domagać się „[...] zapłaty sumy pieniężnej w wysokości odpowiadającej dwukrotności, a w przypadku gdy naruszenie jest zawinione - trzykrotności stosownego wynagrodzenia, które w chwili jego dochodzenia byłoby należne tytułem udzielenia przez uprawnionego zgody na korzystanie z utworu [...]”. Tak więc Biuro Trybunału Konstytucyjnego ma kłopot, bo zgodnie z cennikiem, internetowy dziennikarz w momencie publikacji utworu na stronach TK wyceniał swoje prace na miliard euro. Oznacza to, że może domagać się odszkodowania w wysokości 3 mld euro, co przy dzisiejszym kursie europejskiej waluty daje nieco ponad 12 miliardów złotych - tak wynika z wyroku Sądu Najwyższego z 2004 roku, na który powołuje się Piotr Waglowski.

Jak napisał w swoim serwisie, negocjacje pomiędzy nim a TK jeszcze trwają. „Znalazłem nawet formę, w której Trybunał Konstytucyjny (wydawca serwisu) mógłby mi naprawić wyrządzoną szkodę. Zaproponowałem mianowicie, że w ramach takiego odszkodowania przyjmę publikację Trybunału Konstytucyjnego na temat dobra wspólnego (Marek Piechowiak, "Dobro wspólne jako fundament polskiego porządku konstytucyjnego", Monografie Konstytucyjne nr 2, Warszawa 2012) wartą 3 miliardy euro, ponieważ z autografami wszystkich sędziów Trybunału Konstytucyjnego.”

Wygląda na to, że ktoś w Trybunale Konstytucyjnym będzie miał kłopoty, ale największe może mieć Skarb Państwa, któremu przyjdzie zmierzyć się z ewentualnym wyrokiem sądu. Skoro artyści sami ustalają kwoty za jakie sprzedają swoją muzykę, i od których liczone są grzywny to czemu odbierać by takie prawo dziennikarzom internetowym? Trudno będzie wyjść z twarzą urzędnikom Trybunału (bądź co bądź) Konstytucyjnego.

źródło : http://www.dobreprogramy....nosc,30961.html
================================================
I jeszcze 2 komentarze pod artykułem :


WODZU | 12.03.2012 19:21#20
Bo to łatwo tak obywatela doić, straszyć karami, odsetkami, prawami. Problem polega jednak na tym, że nawet w przypadku pozytywnego dla Pana Waglowskiego zakończenia całej sprawy, zapłacimy za to my, a nie osoby winne tego naruszenia. Praca w rządzie i najbliższym otoczeniu ma jedna niezaprzeczalną zaletę - brak jakiejkolwiek odpowiedzialności za cokolwiek.

===========================================

Szydeł (niezalogowany) | 12.03.2012 22:54#40

@jas_fasola,-=RaFaL=-

To raczej wam się w głowach przewraca. To jest konsekwencja prawa własności intelektualnej, Vagla nie zrobił nic nagannego. Mógł sobie i bilion wpisać, to jego sprawa jak się wyceni. Winni są urzędnicy - durnie - jak zwykle zamiast pomyśleć, wolą głupoty robić. Sam Waglowski zdaje się iść na ugodę i wystarczy, że pokazał absurd prawa intelektualnego i debilizm urzędników. Zwolnić ich!

NEVIL - Nie Mar 18, 2012 21:15

Dlaczego Internet nie potrzebuje ACTA?



Co rusz politycy próbują majstrować przy Internecie, chociaż obsługa komputera przychodzi im z trudem.
Postaram się więc wykazać, czemu Internet w ogóle nie potrzebuje praw państwowych. Nigdy nie potrzebował, zupełnie dobrze funkcjonował od samego początku.

Otóż w Internecie jest już władza. Każda strona ma swojego administratora, a ów ustala zasady i posiada władzę absolutną by je wyegzekwować. To jak królestwa z monarchiami absolutnymi. Jedynie hakerzy, na wzór baśniowych czarnoksiężników, przewyższają administratorów-królów.
Jednak w odróżnieniu od realnego świata istnieje łatwość emigracji. Jak komuś nie podoba się jakaś strona i panujące w niej zasady, ma do wyboru ponad miliard innych stron, jeśli jednak nie znajdzie, to może stworzyć własną i samemu zostać dyktatorem. Do tego wystarczy kliknięcie myszki.

Więc Internet nie jest spójnym tworem, raczej potencjalnie nieskończonym zbiorem niezależnych królestw. A jak to bywa z nieskończonością, zawiera w sobie wszystko, zarówno pozytywne jak i negatywne.

Pierwsze próby kontroli Internetu odbywały się pod przykrywką rzekomej walki z pornografią dziecięcą. To nonsens, ze względu na samą naturę Internetu.
Pedofile nie mogą umieszczać swoich fotografii na najpopularniejszych stronach, bo te mają swoje regulaminy i administratorów o władzy absolutnej, ci z pewnością zablokują materiały i zawiadomią policję. Podobnie z innymi powszechnie dostępnymi stronami, za bardzo rzucają się w oczy i ktoś się zainteresuje. Więc pedofile muszą się ukrywać na prywatnych serwerach, o ograniczonym dostępie. Przypadkowi ludzie nie mają do nich dostępu. W dodatku paradoksalnie Internet ułatwia policji wnikanie do grup pedofilskich i ich rozpracowywanie.
Jak widać, problem z pedofilią sam się rozwiązuje, nie potrzeba do tego specjalistycznych uregulowań prawnych i prewencyjnej kontroli treści.

Jest też walka z pornografią w ogólności, rzekomo ze względu na dobro dzieci. Fakty jednak są takie, że jak dziecka jeszcze "to" nie interesuje, to w ogóle nie zwróci uwagi, a jak już zacznie interesować, żaden kaganiec nie pomoże. Jak nie z Internetu, to dowie się od kolegi na podwórku.
Jedynym wyjściem z sytuacji jest rzetelna edukacja, co już powinno być w szkole, ale często nie jest, ze względu na fanatyków religijnych. Bo to religie (i po części politycy) mają interes we wpajaniu fobii oraz poczucia winy, gdyż niezadowolony tłum łatwo kontrolować, wskazując im nieuchwytnego zastępczego wroga. To nie przypadek, że im bardziej religijny kraj, tym większa frustracja i agresja wśród jego mieszkańców.

Są strony różnych ekstremistów, ale te też nikomu nie zagrażają, gdyż łatwo znaleźć stronę o przeciwnych poglądach. To nie ulica, na której grupka kiboli wszystkim przeszkadza i może komuś fizycznie przylać, w Internecie do ucieczki przed jakąkolwiek treścią wystarczy jedno kliknięcie.

Ostatnio było coś o stalkingu. Ale przecież każdy program do komunikacji i większość telefonów komórkowych mają "czarną listę", wystarczy wrzucić na nią. Przez Internet nie można nikomu zrobić krzywdy, o ile ktoś sam sobie na to nie pozwoli. Wynika to z głównej cechy Internetu - wszyscy są równi, posiadają ten sam potencjał. W realnym świecie są mężczyźni i kobiety, biali i czarni, dorośli i dzieci, bogaci i biedni, silni i słabi, w Internecie tylko połączone ze sobą umysły.

Teraz dochodzi rzekoma walka z piractwem.
Twierdzenie, że nie ograniczy to wolności słowa, jest kłamstwem lub brakiem wyobraźni. Pierwsze co robi policja kiedy złapie "podejrzanego", to sprawdzenie jego komputera, a nuż coś się znajdzie i dorzuci się kolejny zarzut do aktu oskarżenia. Nawet jeśli policja się pomyli i inne zarzuty się nie potwierdzą, to nadal będzie "sukces", bo złapali pirata. Wiadomo jak wygląda sprawa piractwa w Rosji, ale ich rząd okazał się wyjątkowo praworządny kiedy przyszło sprawdzić komputery organizacji opozycyjnej.

Prawa autorskie niech sobie obowiązują w realnym świecie, ale nie w Internecie! Tutaj są zupełnie inne zasady. Zamiast uparcie trzymać się starego, trzeba iść do przodu.
Pisarz Paul Coelho wypowiedział się w tej kwestii - został milionerem, głównie dzięki internetowemu piractwu jego książek, gdyż mogły dotrzeć do potencjalnych czytelników (np. w Rosji), a ci potem zaczęli kupować papierowe.
Jest też odwrotna sytuacja - wielu blogerów wydało książki, zawierające przedruki zawartości ich blogów. Fani mieli w formie elektronicznej, ale woleli mieć też to w ładnej oprawie.
Piractwo gier komputerowych stało się poważną plagą, zagrażającą przemysłowi. Ale ten też sobie poradził, zaczął wypuszczać internetowe dema swoich nowych gier, a pełne wersje wymagają platformy typu Steam.
Piractwo programów było plagą. Ale problem sam się rozwiązał, gdyż w biurach lepiej takich nie instalować, bo zawsze znajdzie się "życzliwy" [były] pracownik i doniesie komu trzeba. Microsoft wymyślił aktywację, Apple iOS, Android oraz Ubuntu poszły w inną stronę - założyły własne sklepy.
Internet Explorer został udostępniony za darmo, co wykończyło Netscape. Opera też w owym czasie była płatna, ostatnio jest za darmo i jakoś firma zarabia na siebie.
Teraz biadolą twórcy filmów. Jednak ostatnio główne zyski przynoszą seriale emitowane w płatnej telewizji, więc odcinki w Internecie pojawią się dopiero jakiś czas po emisji. Inne filmy, jeśli da się je wyemitować przez telewizję, to także da się przez Internet. Są już pierwsze takie przedsięwzięcia - albo płaci się niewielki abonament, albo ogląda reklamy. Megaupload zamknęli, ale w Hollywood nie skojarzyli, że sami mogą zarabiać w podobny sposób, udostępniając własne filmy.
Drobny problem mają wydawcy muzyki, ci faktycznie odnotowali spadek dochodów. Ale też dzięki Jamendo niezależni artyści mogą docierać do potencjalnych fanów. Na pewno da się coś wymyślić także wobec muzyków głównego nurtu. Możliwości jest sporo - dodatki do płyt, dołączone kupony ze zniżkami na koncerty, autografy itp.

Świat się zmienia, próby powstrzymywania tego nie mogą się udać, jedynie wszystkim zaszkodzą. Jedne potęgi upadają, rodzą się nowe. Naturalna kolej rzeczy.

źródło : http://www.dobreprogramy....ACTA,30026.html

NEVIL - Wto Mar 27, 2012 10:33

KE: kraje powinny poczekać z ostateczną decyzją ws. ACTA

Na dniach do Try­bu­na­łu Spra­wie­dli­wo­ści UE ma tra­fić wnio­sek KE o ocenę umowy ACTA. Do czasu opi­nii Try­bu­na­łu kraje UE po­win­ny po­cze­kać z osta­tecz­ną de­cy­zją ws. tej mię­dzy­na­ro­do­wej umowy, by­ło­by to mi­ni­mum lo­jal­no­ści - uważa ko­mi­sarz UE ds. han­dlu.

- Służ­by praw­ne Ko­mi­sji Eu­ro­pej­skiej przy­go­to­wu­ją wnio­sek do Try­bu­na­łu UE i fi­na­li­za­cja tej spra­wy jest kwe­stią dni - po­in­for­mo­wał w pią­tek po po­sie­dze­niu mi­ni­strów ds. han­dlu ko­mi­sarz UE ds. han­dlu Karel de Gucht. - Spo­dzie­wał­bym się, że wszyst­kie kraje człon­kow­skie po­cze­ka­ją na wynik pro­ce­du­ry przed Try­bu­na­łem UE, zanim po­dej­mą ja­ką­kol­wiek osta­tecz­ną de­cy­zję - dodał.

Zwró­cił uwagę, że trak­tat UE ma "in­te­re­su­ją­cy zapis o lo­jal­no­ści". - W mo­men­cie, gdy kraje pod­ję­ły w Ra­dzie UE de­cy­zję w spra­wie umowy, a do tego pod­ję­ły tę de­cy­zję in­dy­wi­du­al­nie, mi­ni­mum, o co można pro­sić to to, żeby wszy­scy teraz po­cze­ka­li na re­zul­tat w Try­bu­na­le UE - po­wie­dział ko­mi­sarz. Ocena przez Try­bu­nał UE może po­trwać 18 mie­się­cy.


Pro­wa­dzą­ca piąt­ko­we roz­mo­wy w imie­niu duń­skiej pre­zy­den­cji mi­ni­ster han­dlu Pia Olsen Dyhr wy­ra­zi­ła prze­ko­na­nie, że roz­strzy­gnię­cie Try­bu­na­łu bę­dzie po­zy­tyw­ne dla ACTA. - Je­ste­śmy pewni, że zo­ba­czy­my to samo, co po­wie­dzia­ły także służ­by praw­ne Rady UE, że umowa ta jest zgod­na z trak­ta­tem - po­wie­dzia­ła. Przy­po­mnia­ła, że wszyst­kie 27 kra­jów po­wie­dzia­ło "tak" dla pod­pi­sa­nia ACTA w ubie­głym roku i wy­ra­zi­ła na­dzie­ję, że Rada UE (mi­ni­stro­wie) wy­peł­ni zo­bo­wią­za­nie przy­stą­pie­nia do umowy.

Wy­ja­śni­ła, że wła­ści­wą ko­le­ją rze­czy jest naj­pierw ra­ty­fi­ka­cja ACTA przez Par­la­ment Eu­ro­pej­ski, a póź­niej przez par­la­men­ty kra­jo­we.

Ko­mi­sarz De Gucht dodał, że nie tylko Rada UE, ale też po­szcze­gól­ne kraje pod­pi­sa­ły umowę. - Teraz zo­sta­ło to wszyst­ko po­sta­wio­ne pod zna­kiem za­py­ta­nia, na­stą­pi­ło za­mie­sza­nie, pu­blicz­ne ma­ni­fe­sta­cje, spły­wa­ją ty­sią­ce e-ma­ili. Mu­si­my wró­cić z dys­ku­sja­mi na po­ziom kra­jo­wy i naj­lep­szym spo­so­bem na to jest pro­sić trze­cią, nie­za­leż­ną stro­nę o opi­nię - po­wie­dział.

O prze­ka­za­nia ACTA do Try­bu­na­łu Spra­wie­dli­wo­ści UE Ko­mi­sja Eu­ro­pej­ska zde­cy­do­wa­ła pod ko­niec lu­te­go w re­ak­cji na falę pro­te­stów i wstrzy­ma­nie ra­ty­fi­ka­cji w kra­jach UE. Try­bu­nał ma oce­nić, czy ACTA nie na­ru­sza praw pod­sta­wo­wych i prawa UE.

W czwar­tek Sło­we­nia jako ko­lej­ny kraj UE po­sta­no­wi­ła za­mro­zić ra­ty­fi­ko­wa­nie ACTA.

Licz­ne sto­wa­rzy­sze­nia oby­wa­tel­skie i or­ga­ni­za­cje spo­łecz­ne w Sło­we­nii - po­dob­nie jak w in­nych kra­jach UE, po­cząw­szy od Pol­ski - pro­te­sto­wa­ły od czasu pod­pi­sa­nia 26 stycz­nia przez ten kraj wraz z in­ny­mi 21 człon­ka­mi UE kon­tro­wer­syj­ne­go po­ro­zu­mie­nia.

ACTA to mię­dzy­na­ro­do­wa umowa han­dlo­wa o zwal­cza­niu han­dlu ar­ty­ku­ła­mi pod­ra­bia­ny­mi. Za­wie­ra za­pi­sy do­ty­czą­ce ochro­ny wła­sno­ści in­te­lek­tu­al­nej, które - zda­niem kry­ty­ków - ogra­ni­czą swo­bod­ne funk­cjo­no­wa­nie in­ter­ne­tu. ACTA pod­pi­sa­ły 26 stycz­nia w Tokio 22 kraje unij­ne; nie pod­pi­sa­ły jej dotąd Cypr, Es­to­nia, Niem­cy, Ho­lan­dia i Sło­wa­cja. Do tej pory poza Sło­we­nią ra­ty­fi­ka­cję ACTA za­wie­si­ły: Au­stria, Pol­ska, Ru­mu­nia, Cze­chy, Łotwa i Buł­ga­ria.

Po­nad­to mi­ni­stro­wie ds. han­dlu osią­gnę­li w pią­tek po­li­tycz­ne po­ro­zu­mie­nie ws. pod­pi­sa­nia wie­lo­stron­nej umowy o wol­nym han­dlu z Peru i Ko­lum­bią. Ne­go­cjo­wa­na przez KE umowa była pa­ra­fo­wa­na w marcu ub.r.; roz­mo­wy były za­wie­szo­ne w 2008 r. Ne­go­cja­cjom to­wa­rzy­szy­ły kon­tro­wer­sje, or­ga­ni­za­cje po­za­rzą­do­we wska­zy­wa­ły na brak po­sza­no­wa­nia praw czło­wie­ka w Ko­lum­bii.

W kraju tym gi­nę­ło do nie­daw­na kil­ku­dzie­się­ciu związ­kow­ców rocz­nie; są oni po­strze­ga­ni przez ko­lum­bij­skie służ­by jako wy­wro­tow­cy. W tek­ście umowy znaj­du­je się zapis wy­mu­sza­ją­cy po­sza­no­wa­nie praw czło­wie­ka i śro­do­wi­ska. Umowę muszą jesz­cze for­mal­nie za­twier­dzić mi­ni­stro­wie oraz ra­ty­fi­ko­wać Par­la­ment Eu­ro­pej­ski. Do umowy mogą w przy­szło­ści przy­stą­pić Ekwa­dor i Bo­li­wia.
źródło : http://wiadomosci.onet.pl/acta,5061231,temat.html

NEVIL - Wto Mar 27, 2012 19:48

Komisja PE ds. handlu międzynarodowego uznała, że nie będzie czekać na opinię Trybunału Sprawiedliwości UE o umowie ACTA, lecz zgodnie z kalendarzem przegłosuje swe stanowisko w końcu maja. W czerwcu nad ACTA zagłosowałby cały Parlament Europejski.

"ACTA będzie prawdopodobnie pogrzebana przed latem" - oznajmił w komunikacie rzecznik socjaldemokratów eurodeputowany Bernd Lange. Podobnego zdania jest polski europoseł z komisji ds. handlu międzynarodowego Paweł Zalewski (PO). "Najpewniej będzie to decyzja negatywna i parlament odrzuci ACTA" – napisał we wtorkowym komunikacie.

O wydanie opinii, czy ACTA jest zgodna z prawami podstawowymi i prawem UE, do Trybunału Sprawiedliwości UE zwróciła się Komisja Europejska, miał się też zwrócić Parlament Europejski. Na wtorkowym posiedzeniu komisji ds. handlu międzynarodowego europosłowie stwierdzili jednak, że nie będą kierować ACTA do trybunału i będą się trzymać pierwotnego grafiku.



- Niektórzy sądzili, że moja propozycja skierowania ACTA do Trybunału Sprawiedliwości UE była politycznym trikiem, by opóźnić decyzję. Przeciwnie, moją intencją było rzucenie trochę światła, co by pomogło członkom PE podjąć decyzję. Ponieważ pokazali dziś, że są gotowi głosować, cieszę się, że kalendarz jest jasny i sprawy pójdą szybko - oświadczył po posiedzeniu komisji sprawozdawca ACTA w PE socjaldemokrata David Martin.

Niedawno komisarz UE ds. handlu Karel de Gucht apelował do krajów UE, by wstrzymały się z ostateczną decyzją o ACTA do czasu wydania opinii o niej przez trybunał, co potrwa najpewniej ok. 1,5 roku. Tymczasem, by ACTA weszła w życie w UE - bez względu na podpisanie umowy przez kraje UE - konieczna jest zgoda europarlamentu. Już w połowie lutego lider największej, chadeckiej frakcji w PE Joseph Daul mówił, że ACTA jest "martwa".

ACTA to międzynarodowa umowa handlowa o zwalczaniu handlu artykułami podrabianymi. Zawiera zapisy dotyczące ochrony własności intelektualnej, które zdaniem krytyków ograniczą swobodne funkcjonowanie internetu. ACTA podpisały 26 stycznia w Tokio 22 kraje unijne; nie podpisały jej dotąd Cypr, Estonia, Niemcy, Holandia i Słowacja. Do tej pory ratyfikację ACTA zawiesiły: Austria, Polska, Rumunia, Czechy, Łotwa, Bułgaria oraz Słowenia.

Liczne stowarzyszenia obywatelskie i organizacje społeczne, począwszy od polskich, protestowały przeciwko kontrowersyjnemu porozumieniu od czasu jego podpisania. Przeciwnicy ACTA złożyli też w lutym petycję do PE z blisko 2,5 mln podpisów.

źródło : http://biznes.onet.pl/pe-...iadomosci-detal

NEVIL - Sro Mar 28, 2012 21:47

Komisja Europejska podtrzymała w środę decyzję, że wyśle w ciągu kilku tygodni umowę ACTA do Trybunału Sprawiedliwości UE, by wyjaśnił związane z nią obawy, niezależnie od tego, czy eurodeputowani zdecydują, że zagłosują ws. umowy jeszcze przed wakacjami.

Więcej: http://biznes.onet.pl/ke-...79,1,news-detal

NEVIL - Czw Mar 29, 2012 11:43

O absurdzie matematyki praw autorskich i nie tylko

28.03.2012 13:58, Autor: Tomek Bryja (tomekb), Kategoria: News

Wyliczanie strat przemysłu rozrywkowego z tytułu piractwa to temat rzeka. Artyści i ich przedstawiciele wyliczają straty na miliardy, Internauci w odwecie ironicznie proponują ściąganie, kasowanie i ponowne ściąganie co chwila kawałków Hołdysa, żeby doprowadzić podstarzałego rockmana do bankructwa. Racje są oczywiście po obu stronach, niemniej wydaje się, że organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi oderwały się od rzeczywistości i orbitują w okolicach Marsa.

Podobne przekonanie ma najwyraźniej Rob Reid - autor książek i twórca serwisu muzycznego Rhapsody. W swoim wystąpieniu na bardzo prestiżowej konferencji TED w wyjątkowo udany i humorystyczny sposób nadał perspektywę kwocie 58 mld dolarów, którą sama Ameryka miałaby rzekomo tracić na piractwie każdego roku. Posłuchajcie sami, wystąpienie doczekało się właśnie polskich napisów:

Warto zauważyć, że większość prezentacji z TED, bez względu na temat, jest na podobnie inspirującym poziomie. Przykładowo fanom Battlestar Galactica i latających robotów polecamy wystąpienie Vijaya Kumara z Uniwersytetu w Pensylwanii. Pokazuje on autonomiczne robokoptery współpracujące ze sobą niczym rój szarańczy, co chwilami jest aż niepokojące.

źródło : http://www.dobreprogramy....nosc,31209.html
Proszę uruchomić link, aby obejrzeć filmik

NEVIL - Czw Mar 29, 2012 15:29



Czym jest Partia Piratów? Partią złodziei czy coraz popularniejszym ruchem politycznym?

Przy okazji protestów związanych z ACTA spora część przeciwników tychże twierdziła, że internautom nie chodzi o nic innego, jak tylko o zalegalizowanie złodziejstwa. Tymczasem na świecie istnieje już jak najbardziej legalny ruch, któremu, mówiąc w dużym uproszczeniu, chodzi właśnie o to.
Ten ruch to partie pirackie - działające w najrozmaitszych zakątkach globu, w niektórych bardziej aktywnie, w innych mniej. Tak, ich głównym postulatem jest ograniczenie praw własności intelektualnej i swobodny, darmowy dostęp do dóbr kultury, a więc, w pewnym sensie, zalegalizowanie piractwa. O co tutaj chodzi?

Piraci z krainy Wikingów
Oficjalnie ruch piracki narodził się 1 stycznia 2006 roku w Szwecji. To właśnie tam pod przewodnictwem Rickarda Falkvinge powstała pierwsza na świecie Partia Piratów. Miejsce jest w tym wypadku absolutnie nieprzypadkowe. Gdy w 1999 roku w sieci pojawił się słynny Napster, ogromna ilość Szwedów miała już dostęp do stałego łącza internetowego o prędkości 10 Mbit/s - czyli, by zrozumieć skalę, o takiej, o jakiej do dziś ciągle wielu Polaków może co najwyżej pomarzyć. Mieszkańcy tego kraju jako jedni z pierwszych na świecie poznali, czym jest dzielenie się plikami na masową skalę i - naturalną koleją rzeczy - przyzwyczaili się do niego.

To znaczące, że ruch piracki nie powstał wcale w ubogim czy średnio zamożnym państwie, którego mieszkańcy mogliby - jak chociażby Pudelek "w imieniu" mieszkańców naszego kraju - narzekać na fakt, iż na dobra kultury ich po prostu nie stać. Nie, powstał w środowisku, które na ich konsumpcję pieniądze ma, ale jednocześnie jest tak przekonane o tym, że ich darmowość jest słuszna, że stara się tę ideę szerzyć.

Znaczące także, że to nie samo niczym nieskrępowane dzielenie się plikami było pierwszą ideą, jaką wymieniono w pierwszym manifeście programowym szwedzkiej Partii Piratów z 2006 roku. Falkvinge na wstępie wspominał tam o prawie społeczeństwa do ochrony prywatności. Sprzeciwiał się monitorowaniu przez państwo życia swoich obywateli. Stąd wziął się także sprzeciw wobec organizacji antypirackich, które chciałyby np. odcinać piratów od sieci, co wymaga monitorowania działań wszystkich użytkowników Internetu.

Oczywiście samo dzielenie się kulturą także w owym manifeście się pojawia, Falkvinge porównuje jego rolę w dzisiejszych społeczeństwach do roli powszechnej edukacji sto lat temu.

Legalizacja złodziejstwa?
Ogółem program pirackiego ruchu dziś streścić można w trzech punktach (za deklaracją z Uppsali z 2009 roku, porozumieniu programowym między Partiami Piratów z różnych zakątków globu):

- ochrona prywatności - piraci bardzo mocno sprzeciwiają się inwigilacji obywateli przez państwo, nawet pod pretekstem tak, wydawałoby się, mocnym, jak, dla przykładu, walka z terroryzmem.

- reforma prawa autorskiego - piraci postulują całkowitą swobodę w niekomercyjnym używaniu i kopiowaniu dóbr intelektualnych. W przypadku zastosowań komercyjnych postulują skrócenie czasu (do 5 lat) przez jaki prawa autorskie podlegałyby ochronie;

- zniesienie patentów - piraci postulują całkowite zniesienie prawa patentowego, uważają, że prowadzi do powstania monopolów i wstrzymuje rozwój; także (a może: zwłaszcza) na rynku farmaceutycznym.

Z punktu widzenia politologii Partię Piratów należy uznać za partię zadaniową. Poza wymienionymi postulatami raczej nie zajmuje się ona innymi kwestiami. W jej programie nie znajdzie się miejsce dla, dajmy na to, reformy rolnictwa. Nie jest to siła polityczna, która dążyłaby do rządzenia, celem jest w tym wypadku wchodzenie w koalicje z najsilniejszymi i realizowanie swoich postulatów. Taki celi szwedzkiej Partii Piratów postawił już na początku jej istnienia, w 2006 roku, Rickard Falkvinge.

Piraci na wodach świata
Piracka idea szybko rozprzestrzeniła się po świecie. Jednymi z pierwszych państw, gdzie ze szwedzkiej inspiracji pojawiły się Partie Piratów, były Austria i Niemcy. Już w październiku 2006 roku założono specjalną piracką "międzynarodówkę" - Pirate Party International - której zadaniem jest między innymi koordynowanie działań "lokalnych oddziałów". Od października 2009 roku PPI jest oficjalną organizacją pozarządową z siedzibą w Brukseli.

W wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2009 roku szwedzka Partia Piratów uzyskała 7,1% poparcia, co sprawiło, że obecnie zasiadają tam z jej ramienia Christian Engström i Amelia Andersdotter. Ten pierwszy jest członkiem Komisji Rynku Wewnętrznego i Ochrony Konsumentów, a także Komisji Prawnej. Niejednokrotnie wypowiadał się na temat praw autorskich, także w sprawie ACTA, na przykład w takich słowach podczas debaty 9 marca 2010 roku:

Powód, dla którego tak wielu obywateli śledzi kwestię ACTA, jest taki, że są oni wściekli. Są wściekli, ponieważ przedstawione propozycje ograniczają ich wolność i naruszają ich prywatność tylko dlatego, że żąda tego kilka wielkich firm. Są wściekli, ponieważ widzą, że ich podstawowe swobody obywatelskie są rozważane w kontekście interesów branżowych i ograniczane. Są wściekli z powodu całkowitego braku przejrzystości. W demokracji tak być nie powinno.
Parlament Europejski to jednak nie jedyne miejsce, gdzie udało się dostać Piratom. W parlamencie Berlina - kraju związkowego - zasiada obecnie 15 przedstawicieli tamtejszej Partii Piratów. Piraci są także obecni w samorządach w takich państwach jak Czechy, Hiszpania czy Szwajcaria. Ich popularność rośnie. Idea polityczna, która niektórym początkowo mogła wydawać się dziwna, trafiła, jak widać, do całkiem sporej rzeszy ludzi.

Piraci na ziemiach polskich
Czy Piraci pojawili się także w Polsce? Tak, choć nie odnieśli żadnych sukcesów.

W formie zalążkowej Polska Partia Piratów powstała już w 2006 roku. 29 listopada 2007 roku została jednak oficjalnie zarejestrowana. Liderem P (oficjalny skrót partii) został Błażej Kaczorowski, prywatnie absolwent Politechniki Gdańskiej.

Historia Polskiej Partii Piratów kończy się jednak równie gwałtownie, jak się zaczyna. Wydaje się, że liderom zabrakło sił i chęci, by ciągnąć to przedsięwzięcie. 28 grudnia 2009 roku P została wykreślona z rejestru partii politycznych. Ciężko odnotować jakieś większe sukcesy w trakcie dwóch lat jej istnienia.

Obecnie Błażej Kaczorowski jest jednym z twórców bloga pirat.info.pl, którego zadaniem jest informowanie o działalności ruchu Piratów na całym świecie. Brak tam informacji o chęci założenia na nowo Polskiej Partii Piratów.

Takie pomysły pojawiły się jednak ostatnio w polskiej sieci, prawdopodobnie na fali protestów wobec ACTA. Na stronie partiapiratów.pl organizowana jest inicjatywa zbierania podpisów potrzebnych do rejestracji partii. Ciężko jednak powiedzieć, kto za nią stoi - jedyną podpisaną imieniem i nazwiskiem osobą jest w tym wypadku Radosław Pietroń z Gdynii, osoba szerzej nieznana. Przy braku nagłośnienia sprawy w mediach nie przewidujemy jej na razie sukcesu.

Może się jednak stać tak, że wszyscy ci protestujący przeciw ACTA będą potrzebować siły politycznej, wokół której mogliby się skupić. Czy może stać się nią Partia Piratów? Jej postulaty są na pewno zgodne z postulatami protestujących. Wydaje się, że w tej kwestii na polskiej scenie politycznej jest jeszcze sporo miejsca do zagospodarowania.

Czas pokaże.

źródło : http://technologie.gazeta..._czy_coraz.html

NEVIL - Nie Kwi 01, 2012 14:05

Na marginesie ACTA.
=============================================

W.Brytania: wywiad chce kontrolować wykorzystanie internetu


Przygotowywana brytyjska ustawa zobowiąże właścicieli serwerów internetowych i operatorów telefonii komórkowej, by na żądanie agencji wywiadu umożliwiali jej kontrolowanie w czasie rzeczywistym działalności ich klientów w sieci - poinformowała BBC.

Zapewnienie w taki sposób agencji nasłuchu elektronicznego GCHQ dostępu do rozmów telefonicznych, maili, sms-ów i rejestrów odwiedzanych stron przewiduje projekt ustawy, który rząd ma niebawem przedstawić parlamentowi.

Ministerstwo spraw wewnętrznych (Home Office) zapewnia, że celem tego posunięcia jest zwalczanie zorganizowanej przestępczości i terroryzmu. Wprawdzie agencja wywiadu bez wyraźnego upoważnienia nie będzie miała wglądu w treść sms-ów ani maili, ale będzie wiedzieć, z kim inwigilowany porozumiewa się, jak często i jak długo.

Pomysł takiego rozwiązania nie jest nowy. Do jego wprowadzenia w formie centralnej elektronicznej bazy danych, zawierającej zapis wszystkich komunikacji internetowych i telefonicznych, przymierzał się poprzedni rząd Partii Pracy, ale wycofał się z tych planów pod presją opinii publicznej, a także opozycyjnej wówczas Partii Konserwatywnej.

- Takie rozwiązanie jest potrzebne dla zapewnienia dostępu (służb wywiadowczych) do danych, by mogły one nadążyć za postępem technologii - stwierdza cytowany przez BBC komunikat MSW.

Inicjatywę skrytykował Nick Pickles, dyrektor niezależnej grupy Big Brother Watch, nazywając ją "bezprecedensowym krokiem, który wprowadzi w Wielkiej Brytanii inwigilację taką, jak ta, która obowiązuje w Chinach i Iranie".

Pickles sądzi, że proponowane rozwiązania w żaden sposób nie zwiększą ogólnego poczucia bezpieczeństwa, obciążą natomiast branżę internetową znacznymi kosztami.

źródło : http://wiadomosci.onet.pl...-wiadomosc.html

NEVIL - Sro Kwi 04, 2012 14:17

W Stanach Zjednoczonych powstała kolejna groźna ustawa

Rozwój technologii i możliwości popełniania przestępstw powoduje, że na świecie powstają kolejne akty prawne, które próbują jakoś nasze zachowanie w Sieci regulować. W Stanach Zjednoczonych były już SOPA i PIPA wymierzone w „piratów”, a teraz pora na debatę o Cyber Intelligence Sharing and Protection Act (CISPA).

CISPA ma uregulować i jednocześnie ułatwić przekazywanie danych telekomunikacyjnych agencjom rządowym. Agencje uzyskają dostęp do ogromnej ilości danych, które mają być wykorzystywane przy zwalczaniu różnych form cyberprzestępczości. Niestety nie ma gwarancji na to, że nie doprowadzi to do nadużyć. Instytucje udostępniające dane będą mogły ograniczyć ich zakres, ilość oraz poddać je procesowi mającemu na celu zapewnienie anonimowości osobom trzecim, których dane mogą się pojawiać w zestawie, ale wszystkie te kroki będą dobrowolne.

Ustawa pod koniec marca zyskała poparcie 105 członków kongresu (PDF) i największych amerykańskich firm z sektora IT. Entuzjazmu nie podzielają osoby stojące na straży prywatności internautów, gdyż po głębszym wczytaniu się w tekst aktu widzą szerokie pole do nadużyć. Electronic Frontier Foundation przestrzega przed używaniem strachu społeczeństwa przed cyberprzestępczością do podkopywania podstaw naszej wolności w Internecie. Zdaniem EFF, CISPA pozwoli zwyczajnie szpiegować użytkowników. Miejmy nadzieję, że ta ustawa, jeśli zostanie uchwalona, nie będzie amerykańskim towarem eksportowym.

źródło : http://www.dobreprogramy....nosc,31327.html

NEVIL - Pią Kwi 06, 2012 21:01

SOPA powraca. Czy może być coś gorszego od ACTA?

06.04.2012 16:08, Autor: Anna Rymsza


W sprawie SOPA (Stop Online Piracy Act) — kontrowersyjnego projektu ustawy antyamerykańskiej, który powstał w Stanach Zjednoczonych — cisza. Ale to cisza przed kolejną burzą, bo chmury już się zbierają za Oceanem…

Biały Dom zorientował się, że z protestującymi internautami nie wygra, i zdecydował się nie popierać SOPA. Jednak szef MPAA (Motion Picture Association of America), Christopher Dodd, twierdzi, że debata na temat SOPA nie jest jeszcze skończona. Jego zdaniem właściciele praw autorskich muszą w końcu dojść do porozumienia ze światem technologii. Dodd na wszelki wypadek nie odpowiedział jasno na pytanie, czy rozmowy w sprawie SOPA są obecnie prowadzone. Z jego wypowiedzi można jednak wysnuć wniosek, że tak, co oznacza, że debata z politykami jest prowadzona za zamkniętymi drzwiami i bez kamer. Naprawdę nie można inaczej?

Przy tej okazji przypomnę jeszcze o TPP (Trans Pacific Partnership) — międzynarodowej umowie podobnej do ACTA. Według analityków porozumienie to może być groźniejsze, niż ACTA, gdyż narzuca ono rozwiązania prawne tam, gdzie ACTA jeszcze pozostawia pewną dowolność. Niestety analiza TPP opierała się na propozycjach Stanów Zjednoczonych związanych z TPP, gdyż dokument i negocjacje są tajne. Wiadomo natomiast, że TPP narzuci państwom, które podpiszą porozumienie, prawne „zachęcanie” dostawców usług do współpracy z posiadaczami praw autorskich. I tak, w miejscu, gdzie ACTA zaledwie dopuszcza przekazanie danych osobowych domniemanego „pirata” wytwórni filmowej, TPP to działanie zwyczajnie narzuci. Informacje na temat tego aktu można znaleźć na InfoJustice, który przeprowadził analizę. Tymczasem Stany Zjednoczone znów starają się negocjować po cichu.

Regulacje w kwestii własności intelektualnej są potrzebne, ale nie tędy droga. W takiej debacie nie tylko politycy i wytwornie są stronami, wciąż zapomina się o zwykłych użytkownikach Internetu. Wciąż mam wrażenie, że ktoś (MMPA?) próbuje podzielić internautów (a nawet całe kraje!) na robiących legalne zakupy w sieci i bezwstydnych piratów. A Internet to nie supermarket, gdzie można coś kupić lub ukraść — to przede wszystkim medium komunikacyjne obejmujące cały świat i zacierające wiele granic. Poza tym, nie wyobrażam sobie, jak można przekonać obywateli do ustawy, jeśli przy każdej okazji odmawia się udzielania im informacji na jej temat. Takie działania zniechęcą ludzi nawet do sprawiedliwego i uczciwego aktu.

źródło : http://www.dobreprogramy....nosc,31392.html

NEVIL - Wto Kwi 17, 2012 16:36

ACTA doprowadzi do problemów z lekami generycznymi?






Nie­pre­cy­zyj­ność za­pi­sów, pro­ble­my zwią­za­ne z le­ka­mi ge­ne­rycz­ny­mi oraz za­gro­że­nie ochro­ny da­nych oso­bo­wych to - zda­niem eu­ro­po­słan­ki Lidii Ge­rin­ger de Oeden­berg - głów­ne za­gro­że­nia, jakie nie­sie za sobą umowa ACTA.

Ge­rin­ger de Oeden­berg, która jest kwe­sto­rem w pre­zy­dium Par­la­men­tu Eu­ro­pej­skie­go, wy­gło­si­ła we wto­rek we Wro­cła­wiu wy­kład "Z wi­do­kiem na ACTA". Wy­stą­pie­nie wpi­sa­ło się w co­ty­go­dnio­wy cykl spo­tkań "Z wi­do­kiem na Eu­ro­pę". W jego ra­mach or­ga­ni­zo­wa­ne są wy­kła­dy i de­ba­ty z pu­blicz­no­ścią, pod­czas któ­rych miesz­kań­cy Wro­cła­wia mogą spo­ty­kać się z oso­ba­mi zaj­mu­ją­cy­mi się in­te­gra­cją eu­ro­pej­ską.

Spo­tka­nia od­by­wa­ją się w Domu Eu­ro­py, czyli sie­dzi­bie Przed­sta­wi­ciel­stwa Re­gio­nal­ne­go Ko­mi­sji Eu­ro­pej­skiej i Biura In­for­ma­cyj­ne­go Par­la­men­tu Eu­ro­pej­skie­go we Wro­cła­wiu.

Eu­ro­po­słan­ka wy­mie­nia­jąc za­gro­że­nia zwią­za­ne z umową ACTA wska­zał na nie­pre­cy­zyj­ność jej za­pi­sów. - Ta umowa w każ­dym kraju może być ina­czej in­ter­pre­to­wa­na, (...) zo­sta­wia duże pole ma­new­ru i sto­so­wa­nia kar - mó­wi­ła. Zda­niem Ge­rin­ger de Oeden­berg nie ma na przy­kład w umo­wie pre­cy­zyj­nej re­gu­la­cji do­ty­czą­cej dzie­le­nia się przez użyt­kow­ni­ków in­ter­ne­tu pli­ka­mi. - Je­że­li użyt­kow­nik ma kopie pli­ków z mu­zy­ką na wła­sny uży­tek i nie pro­du­ku­je ich po to, by na tym za­ra­biać, to samo dzie­le­nie się pli­ka­mi jest le­gal­ne - prze­ko­ny­wa­ła eu­ro­po­słan­ka.

Innym pro­ble­mem zwią­za­nym z ACTA są - zda­niem eu­ro­de­pu­to­wa­nej - leki ge­ne­rycz­ne. - To tanie za­mien­ni­ki dro­gich leków, które nie są w 100 pro­cen­tach ich ko­pia­mi. (...) We­dług wielu praw­ni­ków takie leki zgod­nie z in­ter­pre­ta­cją umowy ACTA byłby nie­le­gal­ny­mi ko­pia­mi - mó­wi­ła.

Za­gro­żo­na może być rów­nież – zda­niem Ge­rin­ger de Oeden­berg – ochro­na da­nych oso­bo­wych. We­dług eu­ro­po­słan­ki umowa ACTA po­zo­sta­wia lukę, dzię­ki któ­rej nie tylko po­li­cja ze sto­sow­nym na­ka­zem bę­dzie miała wgląd w dane zgro­ma­dzo­ne na kom­pu­te­rach, ale rów­nież in­sty­tu­cje zaj­mu­ją­ce się ochro­ną praw au­tor­skich i kon­cer­ny wy­daw­ni­cze. - Dane zgro­ma­dzo­ne na kom­pu­te­rach to ro­dzaj ta­jem­ni­cy ko­re­spon­den­cji - za­uwa­ży­ła.

Ge­rin­ger de Oeden­berg po­in­for­mo­wa­ła, że Par­la­ment Eu­ro­pej­ski chciał­by zająć się ra­ty­fi­ka­cją umowy ACTA w czerw­cu. - Nikt nie chce, aby ten do­ku­ment leżał dłu­żej niż do czerw­ca, po­nie­waż po tym ter­mi­nie bę­dzie­my mu­sie­li cze­kać na orze­cze­nie Try­bu­na­łu Spra­wie­dli­wo­ści UE - tłu­ma­czy­ła.

4 kwiet­nia Ko­mi­sja Eu­ro­pej­ska wy­sła­ła umowę ACTA do Try­bu­na­łu Spra­wie­dli­wo­ści UE, by wy­ja­śnił zwią­za­ne z nią obawy. Try­bu­nał oceni zgod­ność do­ku­men­tu z pra­wem unij­nym, roz­pa­trze­nie za­py­ta­nia może zająć od 18 do 24 mie­się­cy.

ACTA to mię­dzy­na­ro­do­wa umowa han­dlo­wa o zwal­cza­niu han­dlu ar­ty­ku­ła­mi pod­ra­bia­ny­mi. Za­wie­ra za­pi­sy do­ty­czą­ce ochro­ny wła­sno­ści in­te­lek­tu­al­nej, które zda­niem kry­ty­ków ogra­ni­czą swo­bod­ne funk­cjo­no­wa­nie in­ter­ne­tu. ACTA pod­pi­sa­ły 26 stycz­nia w Tokio 22 kraje unij­ne; nie pod­pi­sa­ły jej dotąd Cypr, Es­to­nia, Niem­cy, Ho­lan­dia i Sło­wa­cja. Do tej pory ra­ty­fi­ka­cję ACTA za­wie­si­ły: Au­stria, Pol­ska, Ru­mu­nia, Cze­chy, Łotwa, Buł­ga­ria i Sło­we­nia.

Licz­ne sto­wa­rzy­sze­nia oby­wa­tel­skie i or­ga­ni­za­cje spo­łecz­ne, w tym także pol­skie, pro­te­sto­wa­ły prze­ciw­ko kon­tro­wer­syj­ne­mu po­ro­zu­mie­niu. Prze­ciw­ni­cy ACTA zło­ży­li też w lutym pe­ty­cję do PE z bli­sko 2,5 mln pod­pi­sów.

źródło : http://wiadomosci.onet.pl/acta,temat.html

NEVIL - Pon Kwi 23, 2012 18:21

Proszę obejrzeć materiał filmowy w sprawie ACTA :

http://niezaleznatelewizj...ozumienia-acta/

http://niezaleznatelewizj...zne-26-03-2012/

http://niezaleznatelewizj...zne-02-04-2012/

NEVIL - Czw Kwi 26, 2012 09:05

Amerykanie szykują nam coś lepszego niż ACTA. To kolejny krok do totalnej inwigilacji całego świata.

====================================================================================



NSA buduje oko Saurona, które widzieć będzie WSZYSTKO

Połączenie scenariuszy Wroga Publicznego z Władcą Pierścieni szykuje nam agencja NSA. Tyle, że w realnym świecie.

Według magazynu Wired, Agencja Bezpieczeństwa Narodowego buduje prawdopodobnie najpotężniejsze centrum badawcze na świecie, po brzegi wypełnione superkomputerami, które miałoby pełnić rolę swoistego wielkiego brata i sprawować pieczę nad całym elektronicznym światem. Maszyna powstaje na pustyni Utah, w okolicach miasta Bluffdale, i ma zajmować łącznie powierzchnię pięciokrotnie większą od powierzchni stolicy Stanów Zjednoczonych, Waszyngtonu.



Większość tej przestrzeni zostanie wypełniona superkomputerami, które będą mogły przechwycić każdą, ale to każdą informację przesłaną przez Internet. Prywatne e-maile, rozmowy przez komunikatory, informacje na Facebooku, wyszukiwania w Google - wszystko będzie przechowywane właśnie tu, pośrodku pustyni. Specjalnie przygotowane oprogramowanie będzie czuwać nad bezpieczeństwem całego świata i wychwytywać wszystko, co potencjalnie niebezpieczne.

Na nic się zdadzą szyfrowania, nawet 256-bitowy klucz AES. Poprzez kolekcjonowanie coraz większej ilości danych i informacji, NSA będzie w stanie rozgryźć klucze wcześniej, niż jakikolwiek inny superkomputer na świecie.

Niedługo każdy będzie mógł się poczuć niczym Will Smith we Wrogu Publicznym tudzież Frodo, chowający się przed czujnym okiem Saurona.

źródło : http://www.chip.pl/news/w...bedzie-wszystko

Czytaj też : http://prawo.vagla.pl/node/3067

NEVIL - Sro Maj 02, 2012 12:21

2. Zaostrzenie kar za kradzież własności intelektualnej



W rozwinięciu dziennik stwierdza, że należy "wyważyć interesy twórców i użytkowników". Chociaż gazeta będzie uszczegóławiać swoje postulaty w kolejnych wydaniach, to na razie domaganie się uregulowania takich kwestii, jak "problem dopuszczalnego pobierania treści z sieci dla prywatnych celów" przywodzi na myśl niesławne procesy w Stanach, gdzie zasądzono kilku pechowym (bo egzekucja przepisów była marna) piratom ogromne, pokazowe wręcz kary.



Jeśli redakcja dziennika rzeczywiście tego typu rozwiązania ma na myśli, to może nadrobimy wieloletnie zaległości w stosunku do Zachodu, ale go nie dościgniemy. Utkniemy na początku procesu, który w Stanach Zjednoczonych toczy się od paru ładnych lat. Dyskusja wokół tego problemu trwa i wcale nie wynika z niej jednoznacznie, że ściganie końcowych użytkowników (lub piratów, jeśli ktoś woli to określenie) jest najlepszym rozwiązaniem. Choćby z tego powodu, że żeby być całkowicie pewnym, iż ktoś nielegalnie ściąga pliki, należałoby ciągle monitorować sieć i pobierane dane. A to nie tylko ociera się o śledzenie użytkowników i przywodzi skojarzenia z państwem policyjnym, ale także jest trudne technicznie i drogie. Ciekawe, kto koniec końców poniósłby tego koszty? Inną kwestią jest to, że sami dostawcy treści nie przodują w zapewnieniu swoim klientom bezproblemowego dostępu do sprzedawanych utworów. Wręcz przeciwnie, o czym przekonał się każdy chcąc obejrzeć teledysk na YouTubie, po czym dowiedział się, że nie jest on akurat w Polsce dostępny (patrz ramka obok).

Szerzej : http://technologie.gazeta...postulatow.html

NEVIL - Sro Maj 02, 2012 19:03

Na marginesie ACTA
===========================================================

Prawa rządowe zastrzeżone



Wydatki brytyjskich parlamentarzystów, tajny film z masakry w Iraku i rozkład jazdy PKP. Co łączy te wszystkie elementy? To, że mogą być objęte tymi samymi prawami autorskimi, co nowa płyta Lady Gagi, a więc chronione w ten sam sposób.

Książka, jako książka należy do autora, ale jako myśl, należy - i nie ma w tym przesady - do ludzkości. Każdy rozum ma do niej prawo. Jeśli jedno z dwóch praw, prawo pisarza i prawo ludzkiego rozumu musiałoby ulec, byłoby to z pewnością prawo pisarza, ponieważ naszą jedyną troską jest dobro wspólne, i wszyscy, oświadczam, są ważniejsi od nas, [pisarzy].

Tą wypowiedzią Victora Hugo rozpoczyna się Manifest Domeny publicznej*, tekst, którego zadaniem jest wypromowanie wśród społeczeństwa pomysłu swobodnego dostępu do informacji. Czym jest domena publiczna? Najprościej można ją scharakteryzować jako zbiór utworów, z których można korzystać bez uiszczania żadnych opłat. Korzystać, czyli:

- Mieć zapewniony swobodny dostęp po kosztach udostępnienia (w sieci - praktycznie za darmo);

- Mieć prawo do ponownego wykorzystania. Jest to szczególnie ważne dzisiaj, w sieci, która pełna jest od dzieł kultury remiksu.

W efekcie utwór, który został umieszczony w domenie publicznej, można np. swobodnie ściągnąć z sieci bez obawy, że zostanie się z tego powodu uznanym za pirata, tak jak to się dzieje w przypadku wszelkich chronionych prawami autorskimi filmów czy muzyki. Brzmi prosto i użytecznie, prawda? Manifest dotyka problemu całej kultury, ale warto spojrzeć na ten problem tylko i wyłącznie pod kątem państwa.

Więcej :
http://technologie.gazeta...astrzezone.html

NEVIL - Nie Maj 06, 2012 18:36

USA nadal chce być żandarmem dla całego świata.
=======================================

FBI chce łatwego inwigilowania internautów, proponuje zmiany w prawie


05.05.2012 16:24, Autor: Wojciech Cybulski (Nicolass), Kategoria: News

Federalne Biuro Śledcze chce przeforsować zmiany w prawie pozwalające na łatwe podsłuchiwanie internautów korzystających z popularnych usług VoIP, komunikatorów i serwisów pocztowych. FBI zwróciło się już do Facebooka, Google, Microsoftu oraz innych gigantów IT z prośbą, by nie sprzeciwiali się stanowieniu nowego prawa.

Najnowsza propozycja FBI budzi najgorsze skojarzenia i przywodzi na myśl rzeczywistość rodem z „Roku 1984” Orwella. Otóż Biuro chce zmusić twórców serwisów społecznościowych, komunikatorów, usług VoIP i serwisów pocztowych, by umieścili w swoich produktach luki typu backdoor, dzięki którym FBI mogłoby w łatwy sposób podsłuchiwać w czasie rzeczywistym internautów. Biuro argumentuje, że jest to konieczne do sprawnego zwalczania przestępczości. Jak zauważył serwis CNET, największe firmy IT wykazują daleko idącą powściągliwość i raczej nie komentują prośby FBI. Szczególnie zakłopotani propozycją nowych regulacji są twórcy narzędzi do szyfrowania komunikacji w Sieci. Jeżeli FBI zmusi twórców usług takich jak Zfone do umieszczenia w nich backdoorów, ich dalsze istnienie może być pozbawione sensu. W reakcji na plany FBI stowarzyszenie TechAmerica skupiające firmy sektora IT takie jak HP, eBay, IBM i Qualcomm już zapowiedziało, że będzie lobbować przeciwko nowym regulacjom.

Wygląda na to, że amerykańskie agencje państwowe są uparte i zrobią wszystko, by móc w jak największym stopniu kontrolować Internet. Z ACTA nie wypaliło, czas więc na kolejną próbę ukrócenia wolności Sieci. Miejmy nadzieję, że i tym razem społeczność internautów nagłośni sprawę i nowe regulacje nie wejdą w życie.

źródło : http://www.dobreprogramy....nosc,33024.html

NEVIL - Czw Maj 10, 2012 20:32

UE raczej nie ratyfikuje ACTA… na razie

10.05.2012 14:27, Autor: Anna Rymsza (Xyrcon), Kategoria: News


Wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej i komisach europejski ds. agendy cyfrowej, Neelie Kroes, przyznała, że prawdopodobieństwo ratyfikacji ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement) przez Unię Europejską jest znikome. Porozumienie podpisały 22 z 27 krajów członkowskich, ale w wielu z nich akt nie został ratyfikowany z powodu protestów obywateli.

Nie oznacza to, że prace nad ratyfikacją ACTA zostaną zawieszone. Według Ryana Heatha — rzecznika biura Kroes — jej wypowiedź była jedynie obserwacją realiów politycznych. Komisja Europejska nadal uważa porozumienie za konstruktywne, jednak w obliczu protestów społeczeństwa ratyfikacja aktu jest niezwykle ryzykownym politycznie posunięciem. Powszechna jest opinia, że ACTA, oprócz ochrony produktów przed podrabianiem, zezwoli na szpiegowanie użytkowników Internetu. Wielu polityków i prawników ma wątpliwości, czy ten akt jest porozumieniem odpowiednio zrównoważonym.

W kwietniu UE zleciła Trybunałowi Sprawiedliwości, który ma siedzibę w Luksemburgu, dokładną analizę zgodności ACTA z prawem Unii Europejskiej. Proces ten ma zająć około roku.

Swoje wątpliwości w sprawie ACTA wyraziła również neutralna Szwajcaria. Szwajcarska Rada Związkowa zapowiedziała, że nie podpisze porozumienia. Swoją decyzję Rada uzasadnia obawami o to, że porozumienie narusza podstawową swobodę działania obywateli i jest sprzeczna z ważnymi postanowieniami prawnymi w tym kraju.

źródło : http://www.dobreprogramy....nosc,33125.html

NEVIL - Czw Maj 17, 2012 14:23

Jak nie ACTA, to.... ?

==========================================================

Producenci leków donoszą na Polskę rządowi USA. Zarzucają nam piractwo

Amerykańskie koncerny farmaceutyczne, niezadowolone z obowiązującej w Polsce nowej ustawy refundacyjnej, naciskają na swój rząd, aby znów umieścił nasz kraj na liście państw-złodziei własności intelektualnej.

Publikacja: 17 maja 2012, 06:52 Aktualizacja: 17 maja 2012, 08:25

Firmom nie podoba się sposób ustalania cen za leki refundowane, dopuszczanie do obrotu tańszych leków generycznych oraz utrudniony dostęp ich handlowców do lekarzy wystawiających recepty.

Apel do amerykańskiego Departamentu Handlu wystosowały największe firmy z branży farmaceutycznej zrzeszone w organizacji PhRMA. Polsce stawiane są trzy zarzuty. Pierwszy dotyczy niewystarczających regulacji prawnych do ochrony praw własności intelektualnej, co powoduje, że na rynku obecne są zamienniki drogich leków chronionych patentami (leki generyczne). Według wyliczeń PhRMA takich środków jest obecnie około 1000. Drugi zarzut brzmi: „Polityka ustalania cen za leki refundowane prowadzona przez rząd Polski jest nieprzejrzysta, a system dyskryminujący. W rezultacie Polska jest daleko za pozostałymi 26 państwami Unii we wprowadzaniu innowacyjnych leków”.

Ostatnie zastrzeżenie dotyczy prawnych utrudnień w kontaktach między lekarzami a przedstawicielami firm farmaceutycznych. To efekt zmian w prawie, które miały na celu ograniczyć przypadki wypisywania konkretnych leków w zamian za prezenty.

Polska znajdowała się już na Priority Watch List. Wpisywane są na nią państwa, które według rządu USA nie dbają o ochronę własności intelektualnej. Wtedy zarzuty dotyczyły piractwa komputerowego. – Dużym sukcesem Polski było wyjście z listy w 2010 r. – tłumaczy mecenas Piotr Dylowski z kancelarii Bird & Bird. – Był to efekt wysiłków policji, która walczyła z nielegalnym kopiowaniem muzyki, filmów oraz programów, a także uszczelnienia prawa w tym zakresie.

Zdaniem Dylowskiego ponowne pojawienie się Polski na liście może szkodzić prowadzeniu interesów między polskimi a amerykańskimi firmami. Nie da się wykluczyć, że spowoduje to wstrzymanie jakichś decyzji gospodarczych.

Nie udało nam się uzyskać żadnego oficjalnego komentarza z Ministerstwa Zdrowia. Nieoficjalnie jeden z wysokich rangą urzędników resortu twierdzi: – Koncerny mają gigantyczną siłę przebicia. Myślę, że postawią na swoim i na przyszłorocznej Priority Watch List znów się pojawimy, bo żadnych rewolucyjnych zmian w polityce refundacyjnej nie będzie.

Priority Watch List jest oficjalnym dokumentem rządu Stanów Zjednoczonych znanym na całym świecie, zarówno w kręgach politycznych, jak i gospodarczych. W 2011 roku w zestawieniu znalazły się 33 państwa, m.in. Wietnam, Chiny, Nowa Zelandia, a także Kanada.

źródło: http://serwisy.gazetapraw...m_piractwo.html

NEVIL - Pią Cze 01, 2012 17:06

Ziobro: jestem zaskoczony, że unijna grupa, w której jest PiS głosowała za ACTA
Komisja Prawna Parlamentu Europejskiego odrzuciła w głosowaniu opinię przygotowaną przez francuską europosłankę Marielle Gallo dotyczącą umowy ACTA. Głosowanie dotyczyło opinii posłów o zgodności ACTA z prawodawstwem unijnym.


Komisja wyraziła się negatywnie o opinii Gallo, która była za ratyfikacją ACTA, uważając że zapisy dotyczące własności intelektualnej są zgodne z prawem i nie powinny wzbudzać kontrowersji internautów.

12 posłów było przeciwko, 10 - za, 2 wstrzymało się. Za przyjęciem ACTA głosował Sajjad Karim, przedstawiciel EKiR- Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, grupy w której jest PiS.

Również Grupa Europejskiej Partii Ludowej (Chrześcijańscy Demokraci), w której jest PO, nie głosowała przeciwko ACTA. Przeciwko głosowała Grupa Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów w Parlamencie Europejskim, której przedstawicielką jest Lidia Geringer de Oedenberg z SLD oraz przedstawiciel frakcji Europa Wolności i Demokracji - Zbigniew Ziobro, lider Solidarnej Polski.

Ziobro powiedział Onetowi, że Solidarna Polska jest przeciwko ACTA i jest zaskoczony, że posłowie PiS nie przekonali swojego kolegi z unijnej grupy EKiR, żeby głosował za odrzuceniem ACTA: - Jestem zaskoczony, że PiS nie przekonał lub nie przekonywał przedstawiciela EKiR, grupy, w której w PE jest PiS, za niegłosowaniem za ratyfikacją ACTA.

Solidarna Polska jednoznacznie opowiadała się i będzie opowiadać za odrzuceniem ACTA, zarówno w Polsce jak i za granicą. Europoseł sam przyznaje, że dostał tysiące maili, głównie od młodych ludzi, w sprawie odrzucenia ACTA.

Przedstawiciel PO Tadeusz Zwiefka, który jest przedstawicielem Grupa Europejskiej Partii Ludowej (Chrześcijańscy Demokraci) w Komisji Prawnej, wstrzymał się od głosowania, ale jak powiedział w rozmowie z Onetem: - Prace nad prawem wolności w Internecie i prawem własności w Internecie powinny być kontynuowane, ale zapisy ACTA zawierają w dwóch miejscach zapisy, które powinny zostać zmienione.

Pierwszego czerwca ma odbyć się konferencja, na której rząd polski oficjalnie przedstawi swoje stanowisko w sprawie umowy. Ratyfikacja ACTA została już odrzucona przez parlament w Holandii.
źródło : http://wiadomosci.onet.pl/acta,5147379,temat.html

NEVIL - Sro Lip 04, 2012 12:41

Parlament Europejski odrzucił ACTA

Par­la­ment Eu­ro­pej­ski od­rzu­cił zde­cy­do­wa­ną więk­szo­ścią gło­sów pro­po­no­wa­ny przez KE pro­jekt umowy ACTA o zwal­cza­niu han­dlu pro­duk­ta­mi pod­ro­bio­ny­mi. - Jej od­rzu­ce­nie to pierw­szy krok na rzecz zmia­ny zasad gry w sieci i uła­twie­nia do­stę­pu do dóbr kul­tu­ry po­przez roz­sze­rze­nie za­kre­su tzw. do­zwo­lo­ne­go użyt­ku - stwier­dził poseł Paweł Za­lew­ski, wi­ce­prze­wod­ni­czą­cy ko­mi­sji han­dlu mię­dzy­na­ro­do­we­go w Par­la­men­cie Eu­ro­pej­skim od­po­wie­dzial­nej za prace nad umową.




Eu­ro­po­seł pod­kre­ślił, że Pol­ska już od­gry­wa klu­czo­wą rolę w wy­pra­co­wa­niu no­wych reguł ochro­ny praw wła­sno­ści in­te­lek­tu­al­nej w In­ter­ne­cie. - Pol­ski rząd, jako pierw­szy jed­no­znacz­nie za­ape­lo­wał o od­rzu­ce­nie umowy i roz­po­czę­cie dys­ku­sji nad zmia­ną kon­cep­cji prawa au­tor­skie­go w Eu­ro­pie. Obec­ne prawo nie przy­sta­je do wa­run­ków XXI wieku, a przy­ję­cie ACTA mogło ozna­czać za­gro­że­nie dla wol­no­ści w sieci - po­wie­dział. - Spo­dzie­wa­my się, że Ko­mi­sja Eu­ro­pej­ska za­pro­po­nu­je je­sie­nią pro­jekt nowej dy­rek­ty­wy na temat ochro­ny praw wła­sno­ści in­te­lek­tu­al­nej w In­ter­ne­cie i w opar­ciu o ten pro­jekt bę­dzie­my mogli zmie­nić obec­ne prawo - dodał.

Paweł Za­lew­ski za­zna­czył, że prze­ciw­ni­cy ACTA nie są ani prze­ciw­ko ochro­nie zna­ków to­wa­ro­wych ani prze­ciw­ko ochro­nie praw wła­sno­ści in­te­lek­tu­al­nej w In­ter­ne­cie. W jego opi­nii głów­ną przy­czy­ną od­rzu­ce­nia umowy była nie­rów­no­wa­ga, którą stwa­rza­ła ACTA po­mię­dzy pra­wa­mi pro­du­cen­tów i twór­ców a pra­wa­mi użyt­kow­ni­ków In­ter­ne­tu. - Skup­my się teraz na wy­pra­co­wa­niu nowej rów­no­wa­gi m.​in. po­przez roz­sze­rze­nie po­ję­cia do­zwo­lo­ne­go użyt­ku, aby nikt, kto w gro­nie zna­jo­mych lub pry­wat­nie dzie­li się pli­ka­mi, nie oba­wiał się kon­se­kwen­cji tej wy­mia­ny. Nie za­po­mi­naj­my, że In­ter­net to nie tylko spo­sób na prze­ka­zy­wa­nie in­for­ma­cji, to także spo­sób na za­pew­nie­nie po­wszech­ne­go do­stę­pu do dóbr kul­tu­ry, ja­ki­mi są mu­zy­ka, li­te­ra­tu­ra czy filmy - po­wie­dział Za­lew­ski.


Cho­ciaż Grupa Eu­ro­pej­skiej Par­tii Lu­do­wej po­stu­lo­wa­ła w więk­szo­ści odło­że­nie gło­so­wa­nia do mo­men­tu orze­cze­nia Eu­ro­pej­skie­go Try­bu­na­łu Spra­wie­dli­wo­ści, po­sło­wie Klubu PO-PSL od razu zde­cy­do­wa­li się na od­rzu­ce­nie ACTA. - Prze­dłu­ża­nie prac nad tym tek­stem by­ło­by tylko sztucz­nym utrzy­my­wa­niem przy życiu prawa, które nie od­po­wia­da rze­czy­wi­sto­ści cy­fro­wej - oce­nił eu­ro­po­seł PO.

ACTA za­wie­ra za­pi­sy do­ty­czą­ce ochro­ny wła­sno­ści in­te­lek­tu­al­nej, które zda­niem kry­ty­ków ogra­ni­czą swo­bod­ne funk­cjo­no­wa­nie in­ter­ne­tu. ACTA pod­pi­sa­ły 26 stycz­nia w Tokio 22 kraje unij­ne; nie pod­pi­sa­ły jej dotąd Cypr, Es­to­nia, Niem­cy, Ho­lan­dia i Sło­wa­cja. Do tej pory ra­ty­fi­ka­cję ACTA za­wie­si­ły: Au­stria, Pol­ska, Ru­mu­nia, Cze­chy, Łotwa, Buł­ga­ria oraz Sło­we­nia.

źródło: http://wiadomosci.onet.pl/acta,5179598,temat.html

Czytaj też : http://wiadomosci.gazeta....drzuceniem.html

NEVIL - Czw Lip 05, 2012 10:58


Niemiecka prasa o fiasku ACTA: pierwsze polityczne zwycięstwo społeczności internetowej


Wczo­raj umowa ACTA de­cy­zją Par­la­men­tu Eu­ro­pej­skie­go tra­fi­ła do kosza. Nie­miec­kie ga­ze­ty sze­ro­ko ko­men­tu­ją to wy­da­rze­nie. Twier­dzą, że to pierw­sze po­li­tycz­ne zwy­cię­stwo in­ter­nau­tów na tak wiel­ką, eu­ro­pej­ską skalę. Za­zna­cza­ją jed­nak, że pro­blem ochro­ny praw au­tor­skich wciąż czeka na roz­wią­za­nie.




"Po­ro­zu­mie­nie ACTA nigdy nie było za­gro­że­niem dla de­mo­kra­cji i praw oby­wa­tel­skich jak twier­dzi­li jego prze­ciw­ni­cy. Ale do­brze przy­słu­ży­ło się walce z usta­wa­mi, które za­bra­nia­ją ma­so­we­go ko­pio­wa­nia i ob­rób­ki fil­mów, mu­zy­ki oraz ksią­żek elek­tro­nicz­nych EBo­oks. Do­brze by było, gdyby rząd fe­de­ral­ny, Ko­mi­sja Eu­ro­pej­ska a także par­la­men­ta­rzy­ści wy­cią­gnę­li z tego wnio­ski. W przy­szło­ści nie po­win­ni od­rzu­cać z góry wszel­kiej kry­ty­ki, lecz od sa­me­go po­cząt­ku sta­wić jej czoło przy po­mo­cy rze­czo­wych ar­gu­men­tów. I nie po­win­ni lękać się kry­ty­ki w sieci" - pisze ham­bur­ski "Fi­nan­cial Times Deutsch­land".

Zda­niem ber­liń­skie­go "Ta­ges­spie­gel", "bez­praw­ne kon­tro­lę w imię praw au­tor­skich nie po­win­ny mieć miej­sca - ale lu­dzie kul­tu­ry albo wy­na­laz­cy też muszą mieć prawo do ochro­ny swej wła­sno­ści in­te­lek­tu­al­nej. (...) Dla­te­go le­piej by było, gdyby wzno­wio­no ne­go­cja­cje, niż na­tych­miast po­grze­ba­no ACTA. Winę za to po­no­si Ko­mi­sja Eu­ro­pej­ska, która zde­cy­do­wa­ła się zle­cić Eu­ro­pej­skie­mu Try­bu­na­ło­wi Spra­wie­dli­wo­ści zba­da­nie do­ku­men­tu pod kątem zgod­no­ści z unij­nym pra­wem do­pie­ro pod pre­sją z ze­wnątrz, a tym samym za późno".


"Lübec­ker Na­chrich­ten" kon­sta­tu­je, że „po­ro­zu­mie­nie ACTA po­nio­sło fia­sko. Jest to pierw­sze po­li­tycz­ne zwy­cię­stwo tych, któ­rych okre­śla­my po­tocz­nie mia­nem "spo­łecz­no­ści in­ter­ne­to­wej". Prze­ciw­ni­cy ACTA ko­rzy­sta­ją z in­ter­ne­tu, tam się zbra­ta­li i tam zor­ga­ni­zo­wa­li swój sprze­ciw. Na skalę eu­ro­pej­ską. Jest to znacz­ne osią­gnię­cie a za­ra­zem nowa ja­kość w de­ba­cie po­li­tycz­nej".

"Pro­wa­dząc za­cię­tą dys­ku­sję, wielu in­ter­nau­tów wy­ka­za­ło jak mało sobie robi z prawa au­tor­skie­go. Ale ochro­na wła­sno­ści in­te­lek­tu­al­nej i wy­ni­ka­ją­ce z niej in­te­re­sy na­tu­ry fi­nan­so­wej są istot­ny­mi fi­la­ra­mi wol­ne­go świa­ta. Wy­na­laz­cy czy też ar­ty­ści mają prawo uryn­ka­wiać swe pro­duk­ty i de­cy­do­wać, w jaki spo­sób ma się z nich ko­rzy­stać" – to ko­men­tarz "Frank­fur­ter Neue Pres­se".

Z kolei ber­liń­ski dzien­nik "Neues Deutsch­land" pod­su­mo­wu­je: "Po­mi­mo suk­ce­su (prze­ciw­ni­ków ACTA – przyp. red.) za­sad­ni­czy pro­blem kon­flik­tu nadal czeka na roz­wią­za­nie, mia­no­wi­cie w jaki spo­sób prawo au­tor­skie może funk­cjo­no­wać w in­ter­ne­cie? (...) Po­nie­waż Unia Eu­ro­pej­ska przy­go­to­wu­je już nowe »oso­bli­we« po­ro­zu­mie­nie, kry­ty­cy po­win­ni ru­szyć do ofen­sy­wy. Idea nie­dro­giej zry­czał­to­wa­nej opła­ty za ko­rzy­sta­nie z pro­duk­tów cy­fro­wych mo­gła­by stać się pierw­szym, po­stę­po­wym kontr­pro­jek­tem".

źródło: http://wiadomosci.onet.pl/acta,5180344,temat.html

NEVIL - Wto Lip 10, 2012 14:28

CETA, czyli tylne wejście dla ACTA

10.07.2012 11:00

Kurz po odrzuceniu ACTA przez Parlament Europejski już opadł. Teraz komisarze i europosłowie przyglądają się między innymi porozumieniu CETA (Canada-EU Trade Agreement), które prawie się od ACTA nie różni. W Internecie znalazły się wersje robocze kanadyjskiego porozumienia.

Zdaniem Michaela Geista, obserwatora prac nad ACTA z Kanady, obecnie CETA to montowanie „tylnego wejścia” dla pomysłów odrzuconych wraz z ACTA w Unii Europejskiej. Profesor Geist porównał porozumienia na swoim blogu i wysunął tezę, że Komisja Europejska wykorzystuje CETA jako nowe ACTA, maskując swoje postanowienia w szerszym, kanadyjskim porozumieniu handlowym z nadzieją, że Parlament Europejski zaakceptuje te same zasady, które odrzucił wraz z ACTA. Jeśli CETA zostanie przyjęte, ACTA przestanie być widziane jako zagrożenie, bo podobne zasady będą już funkcjonować. Jak nie drzwiami, to oknem.

Piotr Waglowski z Vagla.pl pisze, że problem pewnie tkwi w sposobie działania instytucji europejskich, gdzie Komisja realizuje jedną agendę, Rada inną, a Parlament Europejski inną. I rzeczywiście, wygląda na to, że jedni będą atakować z coraz to innej strony (kraju) i liczyć na to, że w końcu drudzy przepuszczą strzał.

Należy jednak pamiętać, że prezentowane przez prof. Geista dokumenty pochodzą z lutego. Wtedy jeszcze nikt nie wiedział, że ACTA polegnie w Parlamencie Europejskim, nie powinno więc dziwić, że CETA jest prawie kopią ACTA. Możliwe, że w innych krajach jest więcej takich dokumentów zawierających przepisy, które miały być przyjęte na Starym Kontynencie. Samo porozumienie CETA zostało stworzone prawdopodobnie na wszelki wypadek, gdyż Kanada miała być stroną ACTA.

źródło: http://www.dobreprogramy....nosc,34227.html

NEVIL - Czw Sie 30, 2012 11:03

Na marginesie ACTA
============================

Radio Eska atakuje fana, czyli nowy rozdział dyskusji o udostępnianiu treści w Internecie




Gdy w paragrafach panuje bajzel, to budzą się demony. Demony internetowe mają to do siebie, że budzą się co chwila, a potem jest już tylko gorzej. Fanpage Radio Eska popisał się elokwencją i wyzwał fana od złodziei, gdy ten zamieścił pewien link.


Link z kawałkiem muzycznym pochodził z serwisu Zippyshare. Serwis ten jest dla jednych ostoją wolności w Internecie i cudownym miejscem, gdzie można dzielić się danymi do woli. Da drugich to zwykła pasernia, gdzie rozpowszechnia się nielegalnie pozyskane pliki za wiedzą właścicieli serwisu. ZippyShare rzekomo respektuje DMCA, ale praktyka często bywa różna od deklaracji.

Osoba prowadząca fanpage Eski zaatakowała fana, który podlinkował utwór, nazywając go złodziejem. Te mocne słowa zostały dość szybko cofnięte, a osoba obrażona została już dwukrotnie przeproszona. Zaciekawiła mnie dyskusja pod tym postem. Pomijam zwały wyzwisk i sążnistych deklaracji o niesłuchaniu już Eski w wykonaniu mocno nadreprezentowanej gimbazy.



Bo Internet jest wolny, panie!


Rozbawiła mnie reakcja obu stron tego nowego/starego konfliktu. Podmiot komercyjny, który dość wybiórczo reaguje na “naruszenia” praw autorskich, rzuca się brzydko na fana, który z kolei zamieścił link do nielegalnie umieszczonego pliku.

Dyskusja, jaka się wywiązała po dokonaniu “obrażeń” fana, była już tylko zabawna. Eska broni i kaja się jak może, a fani, wykopowicze i przygodni flejmerzy robią sobie seans nienawiści. Pierwszy argument w dyskusji brzmiał: Internet jest wolny. Dość zabawny sposób na usprawiedliwienie paserstwa nielegalnych plików. Drugi brzmiał tak: “Właśnie patrzę na itunes, muzodajnię i jakoś nie widzę tego kawałka do kupienia, więc wyzywanie od złodziei jest niestosowne”.

Znamienne jest to, że kawałek muzyczny, który nie jest w sprzedaży, może być według rozumowania gimbazy rozpowszechniany do woli. Głównym argumentem dyskutantów jest niemożność posłuchania utworu. To ma w jakiś magiczny sposób uprawomocniać ich do pobierania i rozpowszechniania owoców cudzej pracy! Innym argumentem jest obecność tego typu plików na innych serwisach, w tym YouTube. To, że prawo nie radzi sobie z problemem, nie oznacza, że problem przestaje być moralnie naganny.

Ktoś zauważył, że poziom merytoryczny dyskusji jest żenująco niski. To prawda, podpieranie się tego typu argumentami jest wyjątkowo marnym sposobem na poprawienie sobie samopoczucia po pobraniu z torrenta, chomika, czy innej paserni kolejnego albumu, gry czy filmu. Etymologiczne dyskusje na temat słowa “złodziej” też są zupełnie chybione. Dopóki prawo porządnie nie ureguluje tego obszaru działalności człowieka, dopóty będą pojawiać się internauci dorabiający filozofię do paserstwa i kradzieży własności intelektualnej.

źródło: http://internet.gadzetoma...ci-w-internecie

NEVIL - Pon Wrz 24, 2012 14:00

Na marginesie ACTA...

===============================================

Clean IT: Koniec anonimowości i policyjne patrole w internecie



Kojarzycie może projekt Clean IT? Nie? Nic dziwnego, bo niewiele uwagi poświęca mu się w mediach. Doniesienia na jego temat pojawiały się już w lutym tego roku, ale później sprawa przycichła, za sprawą ACTA.

Masowe protesty w całej Europie niczego jednak nie nauczyły brukselskich biurokratów - z ujawnionych dokumentów wynika, że Clean IT może stać się jeszcze gorszym kagańcem niż ACTA. Projekt Clean IT został zainicjowany w maju 2010 roku przez Komisję Europejską, ona też przyznała na ten cel 400 tysięcy euro. Biorąc pod uwagę możliwości Komisji - niewiele. Celem programu było opracowanie systemu, dzięki któremu użytkownicy mogliby oznaczyć "terrorystyczną" treść w internecie. Udział w programie miał być dobrowolny ale firmy oferujące swoje usługi w sieci byłyby zachęcane do usuwania oznaczonych w ten sposób materiałów. Jeszcze w sierpniu tego roku But Klaasen, koordynator programu mówił o nim w ten sposób:

"Wydaje nam się, że istnieje przepaść pomiędzy prawem, a tym w jaki sposób funkcjonuje internet. Na przykład firmy hostingowe - takiej firmie trudno jest oceniać czy coś jest nielegalne. Nie możemy oczekiwać, że firma hostingowa będzie oceniała co jest legalne a co nie ale w pewnym momencie łamanie prawa staje się zauważalne. Staramy się pomóc im zauważyć sprawy, w których powinni interweniować".

Po zakończeniu projektu opublikowane miały zostać ostateczne wytyczne. "Te zasady mogą być użyte jako wytyczne lub gentleman's agreement i zostać przyjęte przez wielu partnerów" - czytamy na stronie Clean IT. "Będą opisywać zakres odpowiedzialności i konkretne kroki, które powinny podjąć prywatne i publiczne jednostki w celu walki z nielegalnym wykorzystaniem internetu".

Więcej: http://nt.interia.pl/inte...trole-w,1845466

NEVIL - Sro Wrz 26, 2012 07:55

Jeszcze nie weszliśmy do świata post-ACTA


25.09.2012 17:57, Autor: Anna Rymsza

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego przyznało doroczne nagrody. Dwie z nich powędrowały do rąk osób, których wkład w krzewienie kultury przyćmiła inna działalność — walka z piractwem. Hirek Wrona został nagrodzony za kampanię Bądź Świadomy, która bynajmniej nie powiększa świadomości o kulturze, zaś Kinga Jakubowska za akcję Legalna Kultura, której nazwa mówi sama za siebie. Nie mam nic przeciwko temu, że za moje pieniądze promowane jest korzystanie z legalnych materiałów, mimo że w obecnym stanie prawa autorskiego jest to niemal niemożliwe, ale piętnowanie „ściągania z sieci” już mi się nie podoba. Zwłaszcza w imię zysków machiny przemysłowej, z czym zgadzam się w pełni z Jarosławem Lipszycem. Między innymi przeciwko takiemu wzorcowi kultury protestowali ci, którzy na początku tego roku wyszli na ulice aby wyrazić sprzeciw wobec ACTA.

ACTA to ciekawy twór. Dokument został odrzucony, ale mimo tego brodzimy po kolana w opadzie po jego przejściu przez Unię Europejską. Porozumienie powraca pod różnymi postaciami, często nawet gorszymi. Taką opinię mają na przykład TPP, CETA, bliski im jest także projekt „Czysty Internet” (Clean IT), którego szkic wyciekł (PDF) do Sieci. Projekt jest finansowany przez Komisję Europejską, jest obserwowany przez firmy oferujące technologie filtrowania ruchu i wiele krajów zwiększyło finansowanie takich technologii. Oficjalnie „Czysty Internet” ma na celu walkę z cyberterroryzmem, ale okazuje się, że niektóre rozwiązania są tożsame z tymi proponowanymi przez koalicję szefów firm telekomunikacyjnych, które z kolei pracuje nad ochroną dzieci w Internecie. Oba projekty przewidują rozwinięcie uniwersalnego przycisku, który pozwoli zgłosić znalezioną w Sieci nielegalną treść i prowadzą badania nad metodami dobrowolnego zgłaszania ich obecności władzom.



Projekt „Czysty Internet” zakłada, że dostawcy usług internetowych „dobrowolnie” zobowiążą się do aktywnego nadzorowania swoich klientów, blokowania i filtrowania treści. Na tej bazie ma powstać sieć składająca się z zaufanych informatorów online. [...] Wreszcie, wykraczając daleko poza obowiązujące ramy prawne, „Czysty Internet” promuje wykorzystywanie ogólnych warunków umów do usuwania „w pełni legalnych” treści, pozostawiając decyzję co do priorytetów „etyce biznesu”, jaką wyznaje dana firma — można przeczytać na stronie fundacji Panoptykon. Dokument proponuje więc stworzenie prywatnych mechanizmów cenzury, których nie sprawdzi żaden sąd. Ponadto znajdziemy tam zapis o zezwoleniu policji na monitorowane przepływu informacji, łącznie z anonimowymi dyskusjami, wbudowanie systemów ostrzegających w serwisy społecznościowe, zniesienie przepisów zabraniających monitorowania aktywności pracowników w sieci w czasie pracy, podstawy prawne dla systemu identyfikacji, który ma zapobiec anonimowemu korzystaniu z usług internetowych i tak dalej. Do odpowiedzialności mogą zostać pociągnięte osoby, które zgłoszą legalną treść i dostawcy usług, którzy nie wykorzystają odpowiednio możliwości sprawowania nadzoru (w celu wykrycia działań terrorystycznych oczywiście). Organy egzekwujące mają zyskać prawo do wydania decyzji o tym, czy dana treść jest nielegalna, z pominięciem sądu.

Nawet nazwa projektu nie kojarzy się dobrze. Oficjalnie celem „Czystego Internetu” nie jest ograniczanie wolności użytkowników, ale z dokumentu jasno wynika, że priorytetem jest wypracowanie nie wymagających interwencji sądu rozwiązań umożliwiających usunięcie z Internetu dowolnych, niekoniecznie nielegalnych treści. Do rąk firm prywatnych miałaby trafić moc sprawcza w postaci dodatkowej warstwy cenzury… przepraszam, ochrony.

źródło: http://www.dobreprogramy....nosc,36390.html

NEVIL - Sro Paź 10, 2012 08:18

Anonymous planuje ataki na strony polskich uczelni


Internetowi aktywiści z grupy Anonymous znów zamierzają dać znać o sobie. Na 20 października planują operację "Truman Show". Celem jej będą ataki na polskie instytucje, których działalność może prowadzić do cenzury internetu - informuje "Rzeczpospolita".

Po tym jak przez Polskę przetoczyły się protesty przeciwko porozumieniu ACTA, internauci zapowiadali, że będą uważnie obserwować zmiany, które ich zdaniem mogą prowadzić do ograniczenia wolności słowa czy też cenzury w internecie. Po ACTA na cel wzięli projekt INDECT.

Anonymous zapowiedzieli ataki na strony polskich uczelni, które biorą udział w pracach nad projektem INDECT. To nie jedyna sprawa przeciwko której chcą protestować. Dodatkowo sprzeciwiają się nowelizacji ustawy o zgromadzeniach oraz ustawie o zapobieganiu epidemii. Według nich ta ostatnia ma wprowadzić przymus szczepienia dla wszystkich Polaków.

Działacze Anonymous planują cyber ataki na strony uczelni, rządowe i firm, które są związane z wymienionymi działaniami. Chcą tez publikować dane osobowe ludzi związanych z inicjatywami "dążącymi do zmniejszenia wolności obywatelskich" - pisze "Rzeczpospolita". Dodatkowo mają być rozrzucane ulotki.

Więcej w dzisiejszej "Rzeczpospolitej"

Czym jest INDECT?

INDECT to projekt "Inteligentnego systemu informacyjnego wspierającego obserwację, detekcję i wyszukiwanie na potrzeby bezpieczeństwa obywateli w środowiskach miejskich" opracowywany przez Katedrę Telekomunikacji Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Wygrał on w I konkursie 7. Ramowego Programu Unii Europejskiej i przeznaczono na jego realizację 15 mln zł z unijnych środków.

System INDECT ma służyć do rozpoznawania i wykrywania sprawców różnego rodzaju przestępstw takich jak internetowa pornografia dziecięca, handel ludzkimi organami, terroryzm czy bandytyzm. Zgodnie z założeniami projektu miały to m.in. umożliwiać specjalne urządzenia, czujniki wbudowywane w kamery monitoringu miejskiego. System miałby ułatwiać rozpoznawanie osób, tablic rejestracyjnych; rejestrować takie zmienne jak obraz, dźwięk, temperaturę, obecność niebezpiecznych związków chemicznych oraz przemieszczenie się obiektów.

Dane te następnie miały być analizowane pod względem ewentualnych zagrożeń - czyli niebezpiecznych, podejrzanych zachowań. System wychwytywałby też konkretne słowa, jak wzywanie pomocy czy dźwięki: strzały, wybuch. O tym, czy na miejsce wysyłany byłby patrol policji, decydowałaby jednak jego operator.

źródło: http://wiadomosci.onet.pl...,wiadomosc.html

NEVIL - Czw Lis 08, 2012 20:51

CETA, czyli tylne wejście dla ACTA, przetestuje obietnicę premiera


08.11.2012 17:52, Autor: Anna Rymsza (Xyrcon), Kategoria: Felieton

O ACTA już trochę zapomnieliśmy, ale w powietrzu nadal wiszą projekty wprowadzające w równym stopniu drakońskie sposoby na egzekwowanie praw autorskich poprzez zaglądanie nam przez ramię w monitor. Bliskie ACTA są na przykład wspomniany wcześniej CETA, TPP, a także nasz rodzimy projekt „Czysty Internet”. Takie pomysły niestety będą wracać tak długo, jak długo mamy do czynienia w ogóle z prawami autorskimi i pieniędzmi. Pozostaje mieć nadzieję, że rządy państw będą je konsekwentnie odrzucać.

W lutym tego roku wyciekł projekt umowy między UE i Kanadą i wtedy dowiedzieliśmy się, że porozumienie CETA, o którym pisałam w lipcu, jest podobne do ACTA pod wieloma względami, na przykład w zapisach o sankcjach karnych. To jeden z punktów ACTA, który, obok ingerencji w prywatność użytkowników, budził największe kontrowersje. Temat powrócił w październiku za sprawą między innymi fundacji Panoptykon.

Fundacja, wraz z kilkoma innymi organizacjami (Centrum Cyfrowe, Internet Society Poland, Projekt: Polska, Fundacja Nowoczesna Polska, FWiOO) zajmującymi się ochroną praw obywateli w cyfrowym świecie, pod koniec października wysłała list otwarty do ministra gospodarki oraz ministra kultury i dziedzictwa narodowego. W liście (PDF) organizacje apelują do rządu, by w czasie trwających właśnie negocjacji (oczywiście ściśle tajnych) polski rząd sprzeciwił się tym zapisom, które zagrażają wolnościom obywateli i kontynuują represyjną politykę egzekwowania praw na dobrach niematerialnych. Ponadto Panoptykon słusznie zaznaczył, że międzynarodowa umowa handlowa to nie miejsce dla zapisów o charakterze karnym.

Komisarz UE ds. Handlu, Karel de Gucht (ten sam, który zapowiedział powrót ACTA), twierdzi, że negocjacje mogą zakończyć się jeszcze w tym roku, więc wcale nie mamy dużo czasu. Dodatkowo można odnieść wrażenie, że UE robi wszystko, aby internauci byli przekonani, że CETA i ACTA są bardzo odmienne. A jednak chyba czeka nas powtórka z ubiegłej zimy. Oba porozumienia powstawały za zamkniętymi drzwiami (CETA jest ciut starsze), oba proponują surowe kary za naruszanie praw autorskich i oba „zachęcają” do „dobrowolnego” działania na rzecz ich właścicieli. Premier przyznał, że w sprawie ACTA nie miał racji, a po upadku porozumienia obiecywał reformę prawa autorskiego, aby można je było zastosować również do dóbr w postaci cyfrowej bez krzywdy dla żadnej ze stron. Zobaczymy ile takie obietnice są warte. Jeśli więc ktoś jeszcze ma transparent z protestów z zeszłej zimy, może warto go na wszelki wypadek wyczyścić i podmienić literki…

źródło: http://www.dobreprogramy....nosc,37184.html

NEVIL - Wto Lis 20, 2012 19:12

Komentarze pod artykułem:

Doroslismy__ (niezalogowany) | 20.11.2012 17:39#1

Tak dorośliśmy.

Ale wpierw lud należy zapoznać ze znaczeniem pojęcia "domena publiczna" oraz wytłumaczyć, że praw autorskich nie można wydłużać w nieskończoność.
W stosunkowo krótkim okresie czasu wydłużono ochronę z 25 lat do 70 (sic!) - co jest bzdurą piramidalną.
Gdyby organizacjom "chroniącym" prawa autorskie dać wolną rękę, to za niedługo trzebaby płacić licencje za czytanie Arystotelesa, a dzieci w szkołach musiałyby wnosić opłaty za wyjaśnianie prawa Pitagorasa - wszak prawa autorskie!
Obywatele muszą nauczyć się bronić swoich praw.
PS.
Prawo autorskie tak naprawdę jest prawem drukarzy, gdyż to oni zaczęli budować te regulacje w XVII wieku, a które to regulacje urosły do dziwoląga jakim są prawo autorskie i prawo patentowe w USA.

marzena_k (niezalogowany) | 20.11.2012 17:52#2

Jak można poważnie traktować prawo autorskie po komunikacie, że właśnie udzielono patent na przewracanie stron, lub opatentowano prostokątny kształt telefonu. Za chwilę opatentują koło i wszyscy będziemy piratami. Nie proponuję rozwiązania, bo rozpęta się zaraz typowa dyskusja na pseudo argumenty. Ale zastanówmy się czy przypadkiem, w pogoni za kasą, nie przesadzamy z patentami i prawami autorskimi. Może to nie tylko pirat jest winien ale i prawo autorskie.
============================================================
Czy dorośliśmy już do dialogu o prawie autorskim?


20.11.2012 17:26, Autor: Marcin Paterek (Wilczeek), Kategoria: Felieton

ACTA, SOPA, PIPA, CETA, TPP, „Czysty Internet” — powoli zbliżamy się do granicy, po przekroczeniu której braknie mi już palców do pokazania, ile razy ustawodawcy chcieli zmusić internautów do przestrzegania praw autorskich w Sieci. Każdy tego typu projekt budzi wiele uzasadnionych obaw, że kres wolności w Internecie jest już blisko. Za każdym razem słyszymy też głosy różnych organizacji, które nawołują do odrzucenia podobnych dokumentów. Ostatecznie projekty są wsadzane do niszczarek, a w ich miejscu pojawiają się następne, podobne albo gorsze. Przypomina to nieco walkę z hydrą, której po odcięciu głowy wyrastają natychmiast kolejne.

Osobiście jestem już zmęczony wypatrywaniem kolejnych projektów, które są po cichu spisywane za zamkniętymi drzwiami. Nie mam ochoty śledzić kolejnych afer, które wybuchają po próbie wprowadzenia ograniczeń tylnym wejściem. Na szczęście wygląda na to, że nie jestem jedyny — tę tragikomedię postanowiła przerwać Zoe Lofgren, kongresmenka Stanów Zjednoczonych.

Przedstawicielka Izby Reprezentantów doszła do wniosku, że należy odwrócić hierarchię i najpierw zapytać członków serwisu Reddit, jakie ich zdaniem regulacje powinny pojawić się w dokumencie pozwalającym na zamykanie stron internetowych. Nie chodzi tu jednak o pochwałę piractwa, lecz o zapewnienie odpowiedniej ochrony właścicielom domen. Według Lofgren o nadużywaniu obecnych przepisów świadczy fakt, że nie wszystkie z 1500 stron, które w ciągu dwóch ostatnich lat zablokowano w Stanach Zjednoczonych, łamały prawa autorskie. Ich właściciele po prostu nie mieli szans na wcześniejszą obronę i dopiero po zamknięciu portali musieli dowodzić swojej niewinności. Dlatego kongresmenka proponuje na początek, by administratorzy stron byli ostrzegani przed blokadą, dzięki czemu będą mogli odpowiednio przygotować się do sprawy.

W ciągu 17 godzin od publikacji, post Lofgren skomentowało ponad 50 osób. Warto przy tym zaznaczyć, że w większości odpowiedzi znalazły się merytoryczne argumenty przemawiające za proponowanymi rozwiązaniami (co w Internecie nie jest przecież takie oczywiste i Reddit nie jest tu wyjątkiem). Być może więc taki sposób przeprowadzania społecznych konsultacji, choć dopiero raczkujący, za kilka lat stanie się normą w komunikacji między państwem a obywatelami. Barack Obama także próbował porozmawiać z obywatelami na Reddicie, nikogo też nie dziwi, że wielu polityków za Oceanem aktywnie używa Twittera. Śmiem powiedzieć, że jest to możliwe także u nas (mimo że Polacy słabo radzą sobie z obsługą Sieci), bo metoda zaproponowana przez Zoe Lofgren świetnie wpisuje się w projekt „państwa optimum 2.0”.

Wróćmy jednak do praw autorskich. Nie ulega wątpliwości, że problem istnieje i trzeba o nim rozmawiać. Wielu internautów po prostu przyzwyczaiło się do tego, że w Sieci wszystko jest dostępne za darmo. Część z nich może nawet nie wiedzieć, że łamie prawo (czego najlepszym dowodem jest nagminne wykorzystywanie znalezionych wyszukiwarką Google obrazków). Doskonale obrazują to badania przeprowadzone przez Ofcom na grupie 5099 mieszkańców Wielkiej Brytanii — wynika z nich, że aż co druga osoba nie potrafiła wskazać, czy materiały pobrane przez nią w ciągu trzech ostatnich miesięcy były legalne.

źródło: http://www.dobreprogramy....nosc,37440.html

NEVIL - Wto Lis 27, 2012 21:04

Podobny temat, więc zamieszczam go tutaj.
===========================================

Rządy chcą położyć łapy na internecie? Wrzawa wokół międzynarodowej konferencji w Dubaju




Dubaj w dniach 3-14 grudnia będzie "cieszył się" szczególnym zainteresowaniem sieci. A to z powodu Światowej Konferencji Międzynarodowej Telekomunikacji, na której, jak się spekuluje, rządy mają dążyć do objęcia internetu własnym nadzorem.

Czy grozi nam koniec sieci jaką znamy? Międzynarodowy Związek Telekomunikacyjny (ITU), organizacja wyspecjalizowana ONZ, ma dyskutować o zmianie Międzynarodowych Regulacji Telekomunikacyjnych (ITR, obowiązująca wersja pochodzi z 1988 roku i przez to nie przystaje do współczesnego internetu), dokumencie, który odpowiednio skonstruowany może przenieść zarządzanie globalną siecią z rąk firm prywatnych i organizacji pozarządowych w ręce organizacji zrzeszającej rządy. Czy jest czego się obawiać? To zależy, które propozycje zmian weźmiemy pod lupę.

Internet dla wszystkich

Hamadoun Touré, sekretarz generalny ITU, w artykule dla Wired przyznał, że sam jest zwolennikiem zmian. Chce, żeby nowe przepisy ułatwiły dotarcie z siecią do 2/3 populacji globu, która teraz dostępu do internetu jest pozbawiona.

W tym celu zmiany powinny zwiększyć cyberbezpieczeństwo (a co za tym idzie, ułatwić wykrywanie, kto jest cyberprzestępcą, czy blokowanie spamu), promować rozbudowę infrastruktury sieciowej i optować za zmniejszeniem kosztów dostępu do niej.

Internet regionów


Inny pomysł mają Rosjanie. Jak wynika z dokumentów, które wyciekły do sieci, nasi wschodni sąsiedzi chcą zaproponować, żeby wśród nowych regulacji znalazł się zapis wprost pozwalający rządom na regulację internetu wewnątrz swoich granic. Rosja (o czym pisaliśmy niedawno), Chiny czy Iran już dziś cenzurują sieć, po co im więc dodatkowe regulacje?

Po pierwsze, dla dodatkowego uprawomocnienia ich poczynań. Dziś działania Chin czy Rosji są oceniane krytycznie, gdyby jednak pozwalały na nie międzynarodowe regulacje, sprawa wyglądałaby trochę inaczej. Byłyby także dodatkowym, prawnym argumentem przeciw tym firmom i rządom, które starałaby się owe działania negować.

Po drugie, dla międzynarodowej współpracy. Jak donosi Reuters, tego m.in. obawia się Google. Obawia się, że nowe zapisy ITR mogą stać się podstawą współpracy grup państw. W efekcie zamiast jednego, globalnego internetu mielibyśmy kilka regionalnych sieci.

Internet bez anonimowości

Choć od początków swojego istnienia struktura sieci nie sprzyja szczególnie anonimowości, to wciąż jest w niej miejsce na prywatność - choćby przez fakt, że dane osobowe użytkowników są w posiadaniu dostawców sieci, ale już niekoniecznie rządów.

Grupa państw arabskich chce to zmienić przez wprowadzenie uniwersalnej identyfikacji użytkowników sieci. Krytycy zdążyli już wytknąć, iż postulat ten jest najpewniej podyktowany obawami o kolejny wybuch społecznego niezadowolenia, analogiczny do zeszłorocznej "wiosny ludów".

Internet bez jednego ośrodka


Przeciw zmianom w ITR głośno protestują Stany Zjednoczone i wiele krajów europejskich. Protesty mogą być podyktowane chęcią ochrony wolności słowa i prymatu prywatnych inicjatyw nad rządowymi regulacjami, owszem.

Trudno jednak nie zauważyć, że za zmianami opowiadają się głównie państwa biedniejsze, rozwijające się lub wschodzące mocarstwa (jak Chiny). A to (plus pamięć o amerykańskich inicjatywach w rodzaju SOPA czy nawet ACTA) nasuwa inną, dodatkową interpretację - że główną osią sporu jest to, czy czas obalić stary porządek w sieci. Porządek, w którym główną rolę odgrywają Stany Zjednoczone i amerykańskie firmy. W "nowym, wspaniałym świecie" internet miałby stać się "dobrem wspólnym", zarządzanym przez międzyrządową organizację pokroju ITU.

Gorący grudzień

Hamadoun Touré zapowiada, że choć zmiany mogą być przegłosowane zwykłą większością, to w praktyce będzie potrzebna jednomyślność wszystkich 193 państwa. Z jednej strony może to uspokajać - skoro 27 państw tworzących Unię Europejską nieraz nie może się dogadać, to co dopiero 193?!

Z drugiej strony, jeśli zechcą, to państwa rzeczywiście mogą namieszać w sieci. Mogą zakończyć okres "wolnej amerykanki" i przekazać zarządzanie internetem międzyrządowej organizacji. Mogą zagrozić temu, co w internecie kochamy - niemal nieskrępowanej wolności.

Dlatego warto przyglądać się konferencji w Dubaju w dniach 3-14 grudnia. Warto sprawdzać, jakie propozycje zgłaszają poszczególne kraje i jaki jest na nie odzew. Czy Stany Zjednoczone rzeczywiście będą działać w naszym interesie? Czy państwa UE posłuchają apelu Parlamentu Europejskiego, który apeluje o zachowanie wolnego charakteru sieci?

Przede wszystkim zaś warto przyglądać się polskiemu rządowi, który, jak zapowiada na stronach Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji:

Nie zgadza się na przepisy rozszerzające mandat ITU o kwestie związane z zarządzaniem Internetem (...) Rząd RP nie popiera wprowadzenia w ramach ITR zapisów umożliwiających niektórym państwom ograniczanie swobód, praw podstawowych i wolności.

Oby ta deklaracja znalazła odbicie na konferencji.

źródło: http://technologie.gazeta...zawa_wokol.html

NEVIL - Sro Lis 28, 2012 09:38

Komentarz internauty:

~zibi54: NIGDY!!!!! Wolny internet to potężna broń na możnych tego świata. Nie pozwoli nic ukryć.A tego boją się najbardziej.Marzy im się społeczeństwo ogłupiałe ciche potulne które ma wiedzieć tyle ile oni nam powiedzą.Czym głupszy naród tym łatwiej nim manipulować.
====================================

Internet wkrótce przestanie istnieć?


Nowy porządek świata zbliża się coraz dłuższymi krokami i będzie to okres, który na pewno się nam nie spodoba. Zacznie się od internetu, który może przestać istnieć w takiej formie, w jakiej go dotychczas znaliśmy.

Na 3 grudnia zaplanowano tajne spotkanie Międzynarodowego Związku Komunikacji, jednej z komórek ONZ, która zadecyduje praktycznie o losach całego internetu. Najgorsze jest to, że wszystko trzymane jest w ścisłej tajemnicy, tak by obywatele przypadkiem nie mogli zaprotestować przeciwko temu co światowe rządy chcą im zaserwować, a nie będzie to miła wizja.

Podczas spotkania 193 państwa członkowskie, zagłosują w sprawie zmian w światowych regulacjach dotyczących internetu, które mogą praktycznie zniszczyć całą sieć.

Z przecieków, jakie publikuje strona WCITLeaks.org (http://wcitleaks.org/) wynika, że Chiny, Rosja oraz kilka innych krajów, chciałoby przekazania władzy nad internetem w ręce ONZ co miałoby katastrofalne skutki. Przede wszystkim można by wówczas kontrolować całą prywatną korespondencję obywateli. A co gorsza, niektóre kraje chcą, by internauci za łączenie się z zagranicznymi witrynami, płacili jak za międzynarodowe połączenia telefoniczne, co w zasadzie równałoby się wstrzymaniu ruchu.

Na szczęście Google oraz kilka innych firm walczy o to, by zachować sieć w obecnym kształcie i nie dopuścić do tego, by rządy państw ingerowały w wolność wypowiedzi. Oczywiście Google walczy o własny interes, doskonale zdając sobie sprawę, że zmiany oznaczałyby jej upadek, ale tak się składa, że interesy koncernu są w tym wypadku zbieżne z potrzebami internautów.

Google uruchomiło w tym celu stronę Take Action, na której można poprzeć pomysł wolnego i niezależnego internetu. Do akcji włączyły się też WordPress, Reddit, Mozilla oraz Imgrur, które powołały do życia własną inicjatywę Internet Defense League mającą podobny cel.

Istotne jest to, by ludzie dowiedzieli się, jaką "niespodziankę" szykują im rządy państw i mogli temu przeciwdziałać. W końcu dziś nie wyobrażamy sobie życia bez internetu.

źródło: http://technowinki.onet.p...34,artykul.html

NEVIL - Pią Lis 30, 2012 18:08

Bliźniaczki ACTA płodzone za zamkniętymi drzwiami


28 Listopad 2012

Masowe sprzeciwy obywateli będące główną przyczyną odrzucenia ACTA uzmysłowiły rządzącym realną siłę Internautów skrzykniętych w sieci, a demonstrujących na ulicach. Reprezentanci wielkiego biznesu, korporacji posiadających prawa autorskie jednak nie spasowali, teraz – bogatsi o doświadczenia z ACTA – są ostrożniejsi. Innymi ścieżkami i za szczelniej zamkniętymi drzwiami dalej forsują podobne regulacje. Coraz to pojawiają się przecieki o pracach nad nowymi międzynarodowymi umowami jak np. CETA czy EU-India FTA . Próbuje się też wprowadzać globalną kontrolę nad Internetem, czemu ma służyć konferencja organizowana przez Międzynarodowy Związek Telekomunikacyjny (ITU) w Dubaju w dniach 3-14 grudnia 2012 r.

Po kolei.

CETA czyli the Comprehensive Economic and Trade Agreement to międzynarodowe porozumienie pomiędzy krajami Unii Europejskiej a Kanadą. Umowa powstawała przy założeniu, że jej poprzedniczka ACTA zostanie przyjęta, dlatego niektóre zapisy, w szczególności te dotyczące praw autorskich są identyczne w obu umowach np. „zrzucanie” odpowiedzialności za piractwo na dostawców Internetu i nakładanie na nich obowiązku dostarczania odpowiednim władzom danych osobowych osób je naruszających. Wielki zwolennik ACTA i główny ich unijny negocjator – komisarz ds. handlu w Komisji Europejskiej – Karel de Gucht wypowiadając się na temat CETA w jednym z wywiadów, nawet nie ukrywał, że nowa umowa tylko pozornie różni się od ACTA…
Nie możemy tego zweryfikować, gdyż dokument roboczy, który trafił na początku listopada br. do sekretariatu Komisji Handlu Wewnętrznego w Parlamencie Europejskim (INTA) – jest utajniony i jeszcze nie dostępny nawet dla członków komisji. Nie ma jeszcze żadnych konkretnych dat jego rozpatrywania w Parlamencie. To, co oficjalnie wiemy opiera się na wydanym 10. września br. przez Komisję Europejską bardzo ogólnikowym komunikacie dotyczącym prac nad CETA. Brak konkretów dziwi, tym bardziej, że negocjacje trwają od maja 2009 r. Ostatnia tura rozmów na ten temat miała miejsce w Radzie w połowie października br. Finalny tekst ma zostać wynegocjowany do końca roku.

EU-India FTA – to przyjęta w 2009 r. umowa o wolnym handlu Unii z Indiami, którą obecnie Rada renegocjuje. Nowe proponowane zapisy wykazują duże podobieństwo do ACTA, np. te dotyczące zakazu importu do UE hinduskich „podróbek” – do których najprawdopodobniej byłyby zaliczane także leki generyczne (tanie zamienniki chronionych patentami medykamentów) masowo produkowane w Indiach. Są też propozycje regulacji szkodliwych dla małych, lokalnych rynkowych “graczy”, zaś “zielone światło” zapala się przede wszystkim dla wielkich korporacji, wpieranych przez organy ścigania chroniące ich interesy. Głównym celem umowy jest ułatwienie międzykontynentalnego handlu, zmniejszenie ceł itp., ale przy okazji próbuje się też wprowadzać zapisy zagrażające wolności Internetu.

Niebawem, 3. grudnia br. w Dubaju – Międzynarodowy Związek Telekomunikacyjny (ITU) organizuje poświęconą specjalnym regulacjom w sieci – konferencję z udziałem 193 państw – członków organizacji. Za zamkniętymi drzwiami odbędą się negocjacje nad przyszłością Internetu. Przecieki wskazują na kolejną próbę wprowadzenia cenzury, ale nie tylko… Jest też propozycja, aby międzynarodowe organizacje kontrolowały bezpieczeństwo w Internecie, rozważa się wprowadzenie opłat za międzynarodowe połączenia w sieci, ITU miałby nadzór nad organizacjami non-profit, zarządzającymi domenami.

Zaniepokojony tymi pomysłami Parlament Europejski przyjął 22 listopada br. rezolucję, w której obliguje 27 krajów UE, będących także członkami ITU – do tego, by wszelkie zmiany Międzynarodowego Regulaminu Telekomunikacyjnego ( przyjętego w 1988 r. i od tej pory nie nowelizowanego) były „zgodne z dorobkiem prawnym UE i promowały interes i cel Unii, jakim jest propagowanie Internetu, jako prawdziwie publicznej przestrzeni, w której przestrzegane są prawa człowieka i podstawowe wolności, w szczególności wolność słowa i zgromadzeń, a także zasady wolnego rynku, neutralności sieci i przedsiębiorczości”.

Dziwi nas – posłów, że negocjacje mogące znacząco wpływać na interes publiczny, nie są prowadzone w sposób przejrzysty i otwarty. Uważamy, że „ani Międzynarodowy Związek Telekomunikacyjny, ani żadna inna pojedyncza, scentralizowana instytucja międzynarodowa nie jest właściwa do występowania, jako organ regulacyjny zarządzający Internetem czy przepływami ruchu w Internecie”. Cały tekst rezolucji:

http://www.europarl.europ...+DOC+XML+V0//PL

Nauczony zimowymi manifestacjami “przeciw – ACTA” polski rząd sprzeciwia się nowym regulacjom. Jak twierdzi minister administracji i cyfryzacji Michał Boni – „Polska jest jednym z niewielu krajów, który deklaruje chęć publicznych konsultacji dotyczących tych zmian, podkreślając także, że polski rząd nie zgadza się na nadmierne regulacje Internetu czy śledzenie użytkowników w sieci”. Spora volta, zważywszy, że przed rokiem polski rząd za naszej prezydencji w Radzie negocjował po kryjomu ACTA…

Jedno jest pewne, Parlament Europejski jak pokazał w głosowaniach odrzucających umowę ACTA – nie przepuści już jej bliźniaczki, nawet pod atrakcyjnym przebraniem.

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego

Lidia Geringer de Oedenberg



Więcej :

http://mac.gov.pl/dzialan...ikacyjnych-itr/

http://vieuws.net/financi...rade-agreement/

http://falkvinge.net/2012...xt-big-battles/

źródło: http://lidiageringer.blog.onet.pl/

NEVIL - Sro Gru 05, 2012 12:17

Komentarz pod artykułem:

proxinum | 03.12.2012 16:40#1

Skoro odbędzie się to za zamkniętymi drzwiami a Internauci i firmy zajmujące się siecią nie będą mieli nic do powiedzenia, to znaczy że WICT mają coś do ukrycia. Wczesniej czy później ludzie dowiedzą się czy ich obawy były bezpodstawne czy też nie

=================================

W Dubaju obraduje ITU, czy mamy czego się obawiać?


03.12.2012 16:32, Autor: Anna Rymsza (Xyrcon), Kategoria: Felieton

Dziś w Dubaju rozpoczęła się organizowana przez Międzynarodowy Związek Telekomunikacyjny World Conference on International Telecommunications. Jednym z punktów agendy spotkania organizowanego przez komórkę podległą ONZ jest Internet i to budzi ogromne obawy użytkowników, organizacji, a nawet twórców globalnej sieci. Podczas WICT obradować mają reprezentanci 193 państw należących do Związku, a przedmiotem jest modernizacja Międzynarodowych Regulacji Telekomunikacyjnych.

Ostatnia wersja dokumentu została opracowana w roku 1988, najwyższa więc pora na zmiany — zmieniła się nie tylko technologia, ale także organizacja rynku, bo nie ma już państwowych monopoli telekomunikacyjnych. Jednak, jak już zaznaczali eksperci, którzy brali udział w konsultacjach w Polsce, niektóre zapisy ITR dawały Związkowi zbyt szerokie kompetencje, co mogło doprowadzić do ograniczania swobód, praw podstawowych i wolności. Podobne do MAC obawy mają działające w Internecie i monitorujące jego stan organizacje (Mozilla), firmy (Google — jego usługi blokowane są w prawie 40 krajach), a nawet znany jako jeden z „ojców Internetu” Vinton Cerf. O jakie konkretnie zapisy chodzi? Tego nie wiemy, gdyż do propozycji zmian oraz raportów dostęp mają jedynie biorący udział w konferencji oraz kilka uprzywilejowanych grup. Hamadoun Touré, obecny sekretarz generalny ITU, twierdzi, że zmiany mają na celu rozszerzenie zasięgu Internetu, aby jeszcze więcej osób mogło z niego korzystać.





Według OpenNet wśród obradujących znalazło się kilkadziesiąt krajów (42 z 72 badanych w ramach inicjatywy), które aktywnie cenzurują treści dostępne w Internecie. Freedom House raportuje z kolei, że w ciągu ostatnich dwóch lat w kilkunastu z 47 monitorowanych przez organizację krajów przyjęto regulacje prawne, które zagrażają swobodzie wypowiadania się w Sieci. Rządy wielu państw boją się utraty kontroli nad mediami działającymi w nieokiełznanym Internecie, więc za zamkniętymi drzwiami pracuje się nad metodami zezwolenia na ograniczanie wolności słowa lub odcinaniu dostępu do niego nawet w krajach demokratycznych. Tak ceniona anonimowość również jest zagrożona — głównie na Bliskim Wschodzie, gdzie proponowane są rozwiązania oparte na logowaniu z użyciem numeru dokumentu tożsamości, lub budowy sieci narodowej (Iran). Padła także propozycja, aby to Narody Zjednoczone, a nie firmy prywatne, kontrolowały przydzielanie domen i numerów, oraz wprowadzenie opłat za umożliwianie komunikacji z zagranicą. Według analiz kraje mniej rozwinięte mogą w ten sposób stracić dostęp do treści zagranicznych, bo nie będą w stanie płacić za wyjście ruchu. Byłoby to jednak na rękę operatorom Europejskim, którym notorycznie brakuje pieniędzy na rozbudowę infrastruktury obciążonej przez ruch do Google'a i Facebooka.

Od początku istnienia technologie, które stoją u podstaw Internetu, miały być otwarte i zapewnić możliwość współpracy wielu różnych sieci między sobą, bez względu na położenie czy producenta sprzętu. To pozwoliło wielu firmom, uczelniom i pojedynczym jednostkom na dołożenie swoich cegiełek do rozwoju globalnej sieci, jaką znamy dziś. Internet jest obecnie jedną z największych wartości społeczeństwa — przenosi informacje błyskawicznie, zaciera granice, zapewnia wolność słowa, rozwoju i tworzenia ponad jednej trzeciej mieszkańców Ziemi, jest motorem napędowym handlu i niektórych gałęzi przemysłu. Organizacja, która powołana została do życia aby czuwać nad zunifikowanymi metodami komunikacji zajmuje się więc zupełnie nie tym, czym powinna.

Posiedzenie odbędzie się bez mediów, możemy więc co najwyżej spróbować poskładać w całość przecieki z WCITLeaks oraz spróbować obejrzeć transmisje ze spotkań, ale wszelkie decyzje poznamy po zakończeniu wydarzenia w połowie grudnia. Podczas gdy mogą one zostać podjęte za zamkniętymi drzwiami, ani firmy zarządzające infrastrukturą, ani inżynierowie pracujący przy rozwoju sieci, ani użytkownicy nie zostaną wysłuchani. W reakcji na takie postępowanie w wielu miejscach w Internecie pojawiły się materiały mające uświadomić internautów o ważących się właśnie bez ich udziału losach wirtualnego świata, na przykład What is the ITU, materiały Internet Society oraz zasoby Mozilli. Obok kilku petycji przeciwko takiemu przebiegowi ruszyła także międzynarodowa (reprezentująca 169 krajów) inicjatywa Protect Global Internet Freedom.

Na nawiązanie tak szerokiego porozumienia w sprawie ograniczania tego, na co pracowaliśmy przez lata, szanse są małe, ale nie oznacza to, że można konferencję ignorować. Proponowane zmiany zakładają, że władza nad globalną siecią zostanie przekazana w ręce komórki podlegającej ONZ, a Chinom czy Rosji z pewnością na tym nie zależy. Jednak inne, bardziej realne rozwiązania (na przykład pomysł na odsunięcie od władzy ICANN, czyli przekazanie zarządzania siecią w ręce aparatów narodowych), wciąż budzą obawy.

źródło: http://www.dobreprogramy....nosc,37791.html

NEVIL - Sro Gru 05, 2012 12:29

Internet jest dobrem ogólnoświatowym, lecz pewni możni tego świata, próbuja mu założyć kaganiec. Skoro Internet dotyczy całego globu, to dlaczego ta konferencja odbywa się ,,za zamkniętymi drzwiami" ? Śledźmy uważnie jakie ustalenia zapadną w Dubaju.
NEVIL - Pon Gru 10, 2012 15:13

WICT: Kto ma zarządzać Internetem?


10.12.2012 14:59, Autor: Anna Rymsza (Xyrcon), Kategoria: News

Jedną z kwestii poruszanych podczas trwającego właśnie szczytu Międzynarodowego Związku Telekomunikacyjnego w Dubaju jest kwestia podziału władzy nad Internetem. Obecnie ogromną rolę odgrywają niezależne organizacje, jak Internetowa Korporacja ds. Nadawania Nazw i Numerów (ICANN), która powstała w 2004 roku w Kalifornii, Internet Engineering Task Force, regionalne rejestry, Internet Assigned Numbers Authority, Internet Society, Internet Governance Forum, Internet Architecture Board, a także rządy niektórych państw. Przy okazji dyskusji o przystosowaniu Międzynarodowych Regulacji Telekomunikacyjnych do dzisiejszych realiów i ujęcia w nich Internetu, pojawiły się również propozycje zmiany sposobu zarządzania globalną siecią — na przykład oddania władzy całkowicie w ręce państw obradujących.

Propozycja Rosji obejmuje równie prawa do zarządzania Internetem dla każdego ze 193 obradujących państw, w tym także specyfikacją techniczną. Ze szkicu dokumentu, który trafił na WCITLeaks (PDF) wiadomo, że propozycję popierają także Zjednoczone Emiraty Arabskie, Arabia Saudyjska, Algieria, Sudan i Egipt, choć ten ostatni odciął się od propozycji. Sekcja mówiąca o Internecie zawiera zapisy o podziale odpowiedzialności za zarządzanie Internetem pomiędzy rządy, sektor prywatny i podmioty publiczne, przy czym każdy kraj miałby mieć takie same uprawnienia w kwestii przydzielania numerów, nazw, adresów i zasobów.



Po drugiej stronie barykady są Stany Zjednoczone, które z powodu takiej, a nie innej historii Internetu, mają obecnie największy udział w zarządzaniu wymienionymi wyżej aspektami sieci. Departament Handlu decyduje o tym, kto kieruje IANA, czasowo nadzór nad Siecią został przekazany w ręce ICANN. Ta organizacja zarejestrowana jest w Kalifornii, więc również w oczach świata amerykańska. Zresztą, pierwsze zawarcie umowy z ICANN budziło sprzeciw obserwatorów. Podejmowanie decyzji odbywa się zdaniem wielu w sposób zbyt zamknięty, pod znakiem zapytania stawiano również kwalifikacje osób zasiadających w radzie i neutralność organizacji.

Reprezentanci Stanów Zjednoczonych chcą, aby regulacje obejmowały jak najmniejszą część Internetu, gdyż ich zdaniem umożliwiają one cenzurę. Ponadto, ich zdaniem, przekazanie jak największej władzy w ręce wielu niezależnych organizacji i ekspertów pozwoli na szybkie podejmowanie decyzji w sprawie rozwoju Sieci, zaś powierzenie rozwoju technologicznych podwalin Internetu urzędnikom to zagrożenie dla jego zdrowia. Ten pogląd popierają kraje europejskie, Ameryki Łacińskiej, Azji Wschodniej, Oceanii oraz Australia.

Międzynarodowy Związek telekomunikacyjny przez najbliższe dni będzie starał się zdecydować, czy powierzy odpowiedzialność za rozwój Internetu w ręce jednej organizacji. Nie ma mechanizmu, który ukarze państwa za niestosowanie się do nowych regulacji, ale decyzje podjęte przez ITU zostaną włączone do prawa międzynarodowego.

źródło: http://www.dobreprogramy....nosc,37969.html

NEVIL - Czw Gru 13, 2012 20:17

Konferencja ITU w Dubaju - co z niezależnym internetem?



Tuż przez zakończeniem dwutygodniowej konferencji w Dubaju, podczas której 193 krajów debatuje nad regulacjami telekomunikacyjnymi, Nigeria, Kuba, Algieria oraz Arabia Saudyjska wygrywają z Unią Europejską oraz Stanami Zjednoczonymi, przekonując coraz więcej krajów do rozwiązania, które umożliwi większą kontrolę internetu.




Przed rozpoczęciem konferencji wydawało się, że większość krajów uczestniczących w konferencji WCIT-12 (World Conference on International Telecommunications) będzie przeciwko oddaniu regulacji internetu w ręce międzynarodowej organizacji. Jak się jednak okazuje, przecieki dotyczące planowanej rezolucji, jaka powstanie po 2 tygodniach rozmów, wskazują na znacznie bardziej restrykcyjny dokument, który m.in. przekazywałby kompetencje organizacji ICANN instytucji należącej do ONZ. Tak oto z konferencji, podczas której internet miał odgrywać drugorzędną rolę, będąc jedynie elementem całej tematyki telekomunikacyjnej, został umieszczony na wokandzie przez kraje, którym wolność w sieci nie jest w smak. Niestety, nie są jeszcze znane dokładne szczegóły dokumentów kończących konferencję.

Tymczasem sekretarz generalny Międzynarodowego Związku Telekomunikacyjnego, Hamadoun Toure, powiedział podczas otwarcia światowej konferencji telekomunikacyjnej w Dubaju, że przejęcie nowych uprawnień związanych z internetem nie jest celem organizacji - podała Agencja PAP. - Przygotowując się do tej konferencji widzieliśmy i słyszeliśmy wiele komentarzy o tym, że ITU czy Narody Zjednoczone starają się przejąć internet. Po raz kolejny chcę powiedzieć jasno: w konferencji WCIT nie chodzi o regulacje internetu, WCIT nie jest na temat zarządzania internetem. Celem jest upewnienie się, że będziemy mogli podłączyć miliard ludzi, którzy nie mają dostępu do telefonii komórkowej oraz 4,5 miliarda ludzi, którzy wciąż są offline - dodał Toure.

Polski rząd nie zgodził się wprowadzać do Międzynarodowych Regulacji Telekomunikacyjnych (ITR) mechanizmów mogących doprowadzić do ograniczenia swobody przypływu informacji i ingerencji państw członkowskich w strukturę internetu. Obawy Polski potwierdzają inne państwa będące członkami UE. - Przede wszystkim chcemy położyć większy nacisk na ochronę demokratycznych wartości w Internecie. Nie popieramy zapisów umożliwiających niektórym państwom ograniczenie swobód, praw podstawowych i wolności. Jesteśmy jednak gotowi na dyskusję na temat przepisów dotyczących zarządzania nazwami domen, przydzielaniem numerów i adresów IP - powiedział minister administracji i cyfryzacji Michał Boni.
Konferencja ma zakończyć się w piątek, 14 grudnia.

źródło: http://nt.interia.pl/inte...etem,nId,725757

NEVIL - Pią Gru 14, 2012 14:50

Polska wraz z innymi krajami walczy o wolność internetu



Rozpoczęła się walka o wolność internetu pomiędzy Europą w sojuszu w USA i Kanadą a krajami takimi jak Chiny, Rosja oraz państwa arabskie. Polska nie podpisze tekstu Międzynarodowych Regulacji Telekomunikacyjnych - powiedział w Dubaju minister administracji i cyfryzacji Michał Boni. Według niego, część przegłosowanych zapisów jest nieprecyzyjna i może być wykorzystana do zarządzania internetem.

Jak poinformowało Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji (MAC), przedstawiciele krajowych delegacji, uczestniczący w trwającej od 3 grudnia międzynarodowej konferencji telekomunikacyjnej WCIT-12 w Dubaju, otrzymali nowy projekt dokumentu ITR (International Telecommunication Regulations - Międzynarodowe Regulacje Telekomunikacyjne). W ocenie ministra Michała Boniego zebrane propozycje zmian są zbieżne z polskim stanowiskiem - brakiem zgody na jakiekolwiek nowe regulacje dotyczące sposobu zarządzania internetem. - Po wszystkich zmaganiach, napięciach, naszej wspólnej presji jaką wywieraliśmy podczas obrad, wydaje się, że ten tekst jest bezpieczny w tych punktach (dotyczących internetu - PAP). Oczywiście nie wiemy czy przejdzie w niezmienionej wersji, więc nadal walczymy o to, co założyliśmy w naszym pierwotnym stanowisku - powiedział Boni.

Minister zapewnił, że nowy tekst regulacji w żadnej mierze nie odnosi się do treści publikowanych w internecie. Zawiera też w preambule dokumentu "mocniejsze, niż wcześniejsze" zapisy w odniesieniu do poszanowania praw człowieka - czemu sprzeciwiała się grupa państw arabskich czy Chiny, argumentując, że kwestia poszanowania tych praw nie powinna być w ogóle poruszana w dokumencie.

Z informacji przekazanych przez MAC wynika, że w proponowanych nowych ITR, budzące dotychczas wątpliwości słowo "spam" doprecyzowano i w obecnie omawianych dokumentach jasno określono, że chodzi o "niezamówione masowe komunikaty elektroniczne". Minister Boni zapewnia jednak, że sprawa wciąż wymaga obserwacji i są w tej sprawie "pewne obawy - koniecznie do wyjaśnienia - aby (wpisanie kwestii spamu do ITR - PAP) nie stanowiło punktu wyjścia do jakiegokolwiek oddziaływania na sieć".

Z tekstu negocjowanych dokumentów usunięto też zapisy dotyczące regulowania dostępu i kontroli ruchu internetowego. MAC zapewnia również, że w kwestiach bezpieczeństwa sieci teleinformatycznych sformułowanie "w sieci" zastąpiona frazą "dla sieci" - co zmieniać ma znaczenie przepisów w kierunku technicznego bezpieczeństwa sieci, zamiast regulacji treści.

Boni podkreślił, że jeśli zmiany proponowane wcześniej przez niektóre delegacje i dotyczące zarządzania internetem wrócą podczas obrad i zostaną włączone do dokumentów, Polska ich nie podpisze.

O co chodzi w tym sporze?


Wprowadzeniu ograniczeń dotyczących internetu sprzeciwiają się również inne kraje członkowskie Unii Europejskiej oraz m.in. Kanada, Australia, Nowa Zelandia, Meksyk i Stany Zjednoczone, w których swoją siedzibę ma ICANN (The Internet Corporation for Assigned Names and Numbers) - organizacja non-profit, która obecnie przyznaje nazwy domen internetowych i ustala ich strukturę. ICANN zajmuje się też ogólnym nadzorem nad działaniem serwerów DNS (które m.in. zapewniają zamianę adresów internetowych URL na ciągi cyfr zrozumiałych dla urządzeń tworzących sieć komputerową).

Według niektórych ze 193 członków ITU (Międzynarodowy Związek Telekomunikacyjny - agenda ONZ powołana w celu regulacji światowego rynku telekomunikacyjnego) - w tym m.in. Rosji, Chin i krajów arabskich - ewentualne regulacje powinny dotyczyć także kwestii zarządzania internetem i tego, w jaki sposób kraje członkowskie mogą nadzorować przepływ informacji w sieci. Jako główne przyczyny proponowanych zmian podawane są zagrożenia związane z terroryzmem czy handlem dziecięcą pornografią.

Dyskusja na temat zmian w Międzynarodowych Regulacjach Telekomunikacyjnych (ITR) trwała w Dubaju od 3 grudnia. Jeszcze w czwartek minister Boni poinformował, że większość kontrowersyjnych zapisów zniknęła z proponowanego tekstu dokumentów. Jednak, jak podaje Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji, "w trakcie debaty plenarnej stało się jasne, że poszczególne państwa mają bardzo różne wizje brzmienia poszczególnych zapisów. Część nadal proponowała zapisy, które mogłyby być zinterpretowane jako dotyczące internetu". Przegłosowanej w czwartek wieczorem treści Międzynarodowych Regulacji Telekomunikacyjnych (ITR) poza Polską nie poparły też USA, Wielka Brytania, Kanada, Szwecja.

Minister Boni zapewnił, że Polska wciąż będzie uczestniczyć w pracach Międzynarodowego Związku Telekomunikacyjnego (ITU - agenda ONZ powołana w celu regulacji światowego rynku telekomunikacyjnego), który zorganizował konferencję w Dubaju. Wciąż jednak sprzeciwia się jakimkolwiek regulacjom dotyczącym zarządzania siecią w tekście ITR.

Międzynarodowe Regulacje Telekomunikacyjne to dokumenty o randze umowy międzynarodowej, która precyzuje w jaki sposób i według jakich zasad powinny być świadczone międzynarodowe usługi telekomunikacyjne. Od początku trwania obrad Polska sprzeciwiała się wprowadzeniu do ITR spraw związanych z zarządzeniem internetem. Wprowadzeniu ograniczeń dotyczących internetu przeciwstawiały się również inne kraje członkowskie Unii Europejskiej oraz m.in. Kanada, Australia, Nowa Zelandia, Meksyk i Stany Zjednoczone, w których swoją siedzibę ma ICANN (The Internet Corporation for Assigned Names and Numbers) - organizacja non-profit, która obecnie przyznaje nazwy domen internetowych i ustala ich strukturę. ICANN zajmuje się też ogólnym nadzorem nad działaniem serwerów DNS (które m.in. zapewniają zamianę adresów internetowych URL na ciągi cyfr zrozumiałych dla urządzeń tworzących sieć komputerową).

źródło: http://nt.interia.pl/inte...netu,nId,725933

NEVIL - Pią Gru 14, 2012 16:23

Komentarz internauty:
dannnny

czyli Boni jest za a nawet przeciw. Przyjmuje rezolucje ale jest jej przeciwny. Liczą się fakty a nie ich gadanie. To co gadają członkowie rządu to czysta DEZINFORMACJA. Liczy się co przyjęto na papierze.

==========================

WICT 2012: Polska nie podpisze ITR, będą konsultacje


14.12.2012 15:28, Autor: Anna Rymsza (Xyrcon), Kategoria: News

Wczoraj w Dubaju ważyły się losy nowych Międzynarodowych Regulacji Telekomunikacyjnych. Po analizie gotowego tekstu okazało się, że mimo że cele wydają się jasne, państwa należące do ITU mają różne wizje brzmienia poszczególnych zapisów. Reprezentanci Polski od początku zabiegali o umieszczenie w preambule odniesień do Deklaracji Praw Człowieka i jasne zaznaczenie, że zapisy w ITR nie dotyczą Internetu. Wiele stanowisk było całkowicie przeciwnych, pojawiały się propozycje przemycające możliwości cenzury i narodowej kontroli globalnej sieci. Nowa wersja regulacji została przegłosowana wczoraj wieczorem… ale wciąż nie wszyscy ją popierają.

Minister Boni, który od kilku dni jest w Dubaju, zarezerwował sobie jeszcze prawo do konsultowania tych ustaleń z obywatelami. Polska była jednym z pierwszych i nielicznych krajów, które już wcześniej konsultowały zmiany i dzięki temu stanowisko w tej sprawie zostało doprecyzowane w listopadzie. Przyjechaliśmy do Dubaju nie tylko z mandatem polskiego rządu, ale i z mandatem polskiego społeczeństwa — zaznaczył. Pełne wystąpienie można znaleźć na stronie MAC.



Polska jest jednym z tych państw, które uważają, że regulacje nie powinny obejmować Internetu. Tym większą konsternację wywołało przyjęcie w środowy wieczór rezolucji dotyczącej… właśnie rozwoju Internetu. Procedura przyjmowania jej również wzbudziła niepokój wielu państw i wywołała zamieszanie. Wątpliwości budził również zapis o bezpieczeństwie sieci — reprezentacja Polski chce mieć pewność, że chodzi tylko o sprawy techniczne, a nie o powiedzmy ochronę społeczeństwa przed szkodliwymi treściami z Zachodu.

ITR w obecnym kształcie nie poparły także między innymi Stany Zjednoczone (stanowisko szerzej opisał The New York Times), Wielka Brytania (BBC), Australia (Financial Review), Kanada i część krajów Unii Europejskiej.

źródło: http://www.dobreprogramy....nosc,38072.html

NEVIL - Pon Gru 17, 2012 21:37

Czy dwie wizje świata podzielą internet? Brak kompromisu w Dubaju




Kompromis na telekomunikacyjnym szczycie w Dubaju był na wyciągnięcie ręki, ale rozbił się o... prawa człowieka. Czy dwie wizje świata podzielą internet?

Przez niemal ostatnie dwa tygodnie państwa zrzeszone w Międzynarodowym Związku Telekomunikacyjnym (ITU, agenda ONZ) spierały się o wizję traktatu, który miałby regulować rynek telekomunikacyjny. I objąć także internet.

I właśnie internet stał się osią sporu - jeszcze przed konferencją zaczęły w sieci krążyć propozycje, jakie na forum międzynarodowym chciały forsować Rosja, Chiny, kraje arabskie czy afrykańskie. Przykłady? Zakaz anonimowości w internecie. Zielone światło na odcięcie obywatelom dostępu do internetu w razie zagrożenie powtórką arabskiej wiosny z przełomu 2010 i 2011 r. I cenzura wypowiedzi.


Ta próba "upaństwowienia" internetu wzbudziła zdecydowany sprzeciw USA, Unii Europejskiej. I także - co trzeba podkreślić - Polski działającej zupełnie inaczej niż w przypadku ACTA. Koalicja "internetu Zachodu" wiedziała, o co toczy się gra: gdyby przystała na zapisy, de facto dałaby niektórym reżimom międzynarodowy mandat do cenzury. Jak podliczyła organizacja Open Net Initiative przynajmniej 42 państwa filtrują cenzurują treści w sieci.

W ostrych słowach konferencję w Dubaju krytykował były szef ds. telekomunikacji ITU. - Rzeczywistość jest taka, że jedyny sukces ITU to nadzór nad zarządzaniem pasmami radiowymi, a cała reszta to tylko wpompowywanie pieniędzy do kasy Genewy - mówił Anthony Rutkowski, który pracował w sekretariacie ITU w latach 1987-92.

W amerykańskich mediach przypominano, że obecny generalny sekretarz ITU Hamadoun Touré studiował w ZSRR. Przypominano też zeszłoroczną wizytę Putina w Genewie, podczas której rosyjski prezydent podkreślał, że Rosja była jednym z członków założycieli ITU.

Rosyjskie media (choć nie tylko one) przypominały zaś, że USA zbyt często w przeszłości wpływały na ICANN, instytucję zarządzającą dziś system domen i adresów internetowych, np. torpedując wprowadzenie domen z końcówką.xxx do sieci.

Rosja, Chiny i inne kraje pod presją zaczęły się wycofywać z najbardziej radykalnych propozycji. I gdy wydawało się, że nowy traktat jednak zostanie podpisany, kompromis upadł. W dość zaskakującym momencie: gdy uzgodniono, że do traktatu zostaną wpisane prawa człowieka, m.in. Iran i Algieria zaczęły zabiegać - już na końcowych sesjach plenarnych - by jednak te zapisy "podredagować". W rezultacie znów nie byłoby jasne, czy nowe regulacje dotyczą internetu czy nie (Polska zabiegała o jednoznaczną interpretację).

Ostatecznie w głosowaniu 77 krajów opowiedziało się za traktatem, 33 - przeciw, osiem się wstrzymało. Polska tak jak USA, Wielka Brytania, Kanada czy Szwecja już w czwartek wieczorem zapowiedziała, że dokumentu i tak nie podpisze.

Dwutygodniowa konferencja w Dubaju pokazała dobitnie, że mamy dziś rozdźwięk cywilizacyjno-kulturowy i różne wizje świata (w tym internetu). Za kilka lat sieć będzie jednak służyć już ponad czterem miliardom użytkowników. To już będzie ponad połowa światowej populacji i - trzeba mieć tego świadomość - w tej populacji dzisiejsi przeciwnicy radykalnych zapisów będą w mniejszości.

W Polsce szerokim echem odbiły się protesty przeciwko wprowadzeniu w Polsce Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych. Chodziło o stworzenie czarnej listy domen, które musieliby blokować dostawcy internetu. Protestowały organizacje pozarządowe, obywatele, ale i operatorzy telekomunikacyjni. W Rosji taką czarną listę niedawno wprowadzono. Gdy pakistańskie władze zezłościły się na obraźliwe dla islamu treści, nie zgłaszały naruszenia prawa do Google'a (właściciela YouTube'a), tylko kazały krajowym operatorom odciąć dostęp do serwisu. Cenzura miała objąć tylko pakistańskich internautów, ale na prawie dwie godziny niemal cały świat stracił dostęp do filmów na YouTubie.

Dziś ta technologia na tyle się rozwinęła, że gdy podobny nakaz wydała rosyjska prokuratura, dwaj rosyjscy operatorzy byli w stanie zablokować internautom dostęp do wybranego filmu bez blokowania całego serwisu.

Możliwe było to dzięki kontrowersyjnej metodzie tzw. DPI, pozwalając na dość szczegółową analizę tego, jaki pakiet danych akurat przepływa w internecie. Posługując się analogią pocztową, korzystając z DPI można nie tylko przeczytać, kto nadał list i do kogo, ale też, co zawiera. Ten wątek też łączy się z ITU, bo niedawno grupa przyjęła - mimo sprzeciwu Niemiec - standard o nazwie Y.2770. Z dokumentu, który wyciekł w sieci, wynika, że to właśnie DPI w sieciach nowej generacji. I dzięki niemu operatorzy będą mogli np. wykrywać "chronioną prawem autorskim treść", wyszukiwać "wiadomości wysłanych przez komunikator Jabber napisanych po hiszpańsku" albo identyfikować użytkowników BitTorrent, ale nie tych, którzy ściągają, tylko tych, którzy wrzucają materiały na serwery.

O tym podczas ostatniej konferencji nie dyskutowano. Ten standard to tylko rekomendacja, formalnie nikogo nie zobowiązuje do wdrażania w życie. Ale pokazuje, że temat praw człowieka, cenzury i inwigilacji w internecie będzie powracał.

Read more: http://wyborcza.biz/bizne...t#ixzz2FLM2DN00

NEVIL - Czw Gru 20, 2012 09:30

Komentarz pod artykułem:

Galnospoke


Pamietacie Tuska jak mowil, ze niepodpisanie tego traktatu postawi nas w ogonie Europy, a ci ktorzy sa przeciwko ACTA to... jak to bylo... bandycki element (czy cos w ten desen)? Ja pamietam i nie zapomne, az do wyborow (co najmniej).

===================================

Koniec ACTA w Europie


19.12.2012 18:47, Autor: Anna Rymsza (Xyrcon), Kategoria: News

Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji poiformowało dziś, że nie ma już szans na powrót ACTA do Unii Europejskiej. Komisja Europejska wycofała z Trybunału Sprawiedliwości prośbę o opinię na temat kontrowersyjnego porozumienia. Komisja Europejska zdecydowała o wycofaniu prośby. Chodziło o uzyskanie jasności, czy ACTA narusza fundamentalne prawa i swobody Europejczyków. Nie ma jednak szansy, by Rada UE i Parlament Europejski zgodziły się na ten traktat na skutek wydarzeń ostatnich miesięcy — poinformowała Komisja.



Porozumienie ACTA w Unii Europejskiej i tak by nie weszło, bo wiele krajów członkowskich jej nie ratyfikowało (Polska również), a w lipcu zostało odrzucone przez Parlament Europejski. W obiegu są jeszcze inne porozumienia, które zawierają podobne zapisy mogące doprowadzić do ograniczania wolności w Sieci, ale przynajmniej losy tego jednego zostały już rozstrzygnięte.

źródło: http://www.dobreprogramy....nosc,38177.html

NEVIL - Czw Sty 31, 2013 08:01

Rok po ACTA - co nam dały protesty? W imię czego wyszliśmy na ulice?





Na początku 2012 roku tysiące ludzi protestowało w Polsce przeciw ACTA. Minął rok i... no właśnie, czy zostało coś z tego ruchu? Czy był to tylko "jednorazowy wybryk" części społeczeństwa?


O co chodziło w ACTA?


Na początku przypomnijmy sobie, o co w ogóle chodziło w sprawie ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement). Umowa międzynarodowa wzbudzała duże kontrowersje już w momencie powstawania - proces ten był utrzymany w tajemnicy, co mogło dziwić, skoro ACTA miała dotyczyć głównie zachodnich demokracji, od Stanów Zjednoczonych, przez Polskę, na Japonii skończywszy.

W samej treści umowy jedne z największych kontrowersji wzbudzały zapisy z artykułu 27 - napisane dość ogólnym językiem rodziły obawy, że oddadzą w ręce posiadaczy praw autorskich zbyt wielką władzę, niekontrolowaną przez sądy. Mogliby bowiem cenzurować sieć blokując "pirackie" strony czy naruszyć naszą prywatność, domagając się danych osobowych domniemanych piratów.

Gdy w drugiej połowie stycznia do publicznej wiadomości podano, iż 25 stycznia polski rząd zamierza podpisać ACTA, szybko zaczął organizować się ruch sprzeciwu. Powstały dziesiątki fanpage'y na Facebooku - Nie dla ACTA w Polsce w styczniu zostało polubione ponad 200 tys. osób. Pojawiły się filmiki wyjaśniające powagę sytuację. Hakerzy zaczęli atakować strony rządowe, a polskie serwisy w ramach sprzeciwu "zaciemniały" swoje strony. Zaczęły się także jak najbardziej realne protesty w wielu miastach Polski - w Warszawie przeciw ACTA "skakano" przed przedstawicielstwem Parlamentu Europejskiego, a w Krakowie demonstrowało aż 15 tys. osób.

Odnieśli sukces - po podpisaniu ACTA rząd wycofał się i ogłosił, że nie będzie ratyfikował umowy. Z racji tego, że protesty miały miejsce także w innych krajach Europy, także poszczególne ciała Unii Europejskiej zaczęły sprzeciwiać się umowie sprawiając, że stała się praktycznie martwa.

Jak to zrobiliśmy?

Więcej: http://technologie.gazeta..._wyszlismy.html

NEVIL - Czw Lut 07, 2013 11:19

Komentarz internauty:

było sobie ciacho


Prędzej karawana rakiet przejdzie przez ucho igielne niż w USA do tego dojdzie, pomysłami acta-podobnymi i poczynaniami FBI udowodnili, do czego są zdolni, byleby ograniczyć wolność w necie - ostatnim bastionem gdzie można się czegoś dowiedzieć bez cenzury.

====================================



Stany Zjednoczone będą piewcą wolności w Sieci?


06.02.2013 16:02, Autor: Marcin Paterek (Wilczeek), Kategoria: Felieton

Jeśli mowa o promowaniu wolności w Internecie, Stany Zjednoczone nie kojarzą mi się najlepiej. Pierwszy na myśl przychodzi mi projekt kontrowersyjnej ustawy SOPA (Stop Online Piracy Act), który umożliwiłby blokowanie stron internetowych łamiących prawa autorskie, a dla naruszających je osób zaostrzyłby kary. Zaraz potem przypomina mi się projekt ustawy PIPA (PROTECT IP Act), dzięki której rząd USA i właściciele praw autorskich zyskaliby kolejne narzędzia do walki ze „zbójeckimi stronami internetowymi”. W połowie ubiegłego roku pojawiła się też propozycja zmian w prawie, które pozwoliłyby FBI wykorzystywać celowo umieszczone luki w popularnych usługach do podsłuchiwania internautów. Biuro miało dość wysokie ambicje, bo akcja byłaby wymierzona w serwisy społecznościowe, komunikatory IM i VoIP oraz serwisy pocztowe.

W świetle powyższego akapitu próba zachęcenia do promowania swobody w Internecie może brzmieć dość zaskakująco, ale jest zupełnie prawdziwa. Greg Walden z Izby Reprezentantów zaproponował (PDF), by jedną z misji Stanów Zjednoczonych było dbanie o zachowanie obecnego sposobu funkcjonowania Sieci. Biorąc pod uwagę rolę, jaką Internet odgrywa w światowej gospodarce, kluczową kwestią jest zapewnienie mu stabilności, bezpieczeństwa i wolności od kontroli rządowej — podkreśla. Według Waldena zgoda na zwiększenie możliwości nadzoru negatywnie odbije się obecnym modelu działania Internetu, dzięki któremu medium to może „kwitnąć”, a ważną rolę w jego rozwoju odgrywają sektor prywatny i akademicki oraz sami internauci. Rządowa kontrola doprowadziłaby do ograniczenia wolności słowa. […] Stany Zjednoczone powinny wspierać Internet wolny od nadzoru na całym świecie, a także dbać o zachowanie i rozwój modelu, według którego funkcjonuje współczesna Sieć — apeluje.



Propozycja polityka nie jest oczywiście w żaden sposób innowacyjna, ale w porównaniu do wspomnianych wcześniej projektów zmian w prawie obrazuje dość radykalną zmianę sposobu myślenia. Warto też zauważyć, że Walden stoi w opozycji do planów Międzynarodowego Związku Telekomunikacyjnego, który podczas grudniowej konferencji w Dubaju przeforsował zapisy prowadzące do zwiększenia kontroli Sieci. Jednym z krytyków takiego podejścia jest także rząd naszego kraju. Dla Polski fundamentalne jest to, by Internet był wolnym medium. W taki sposób powstał, dlatego jest wyjątkowy — zapewniała podczas konferencji wiceminister Małgorzata Olszewska.

Póki co nie warto odkładać na półkę Deklaracji Wolności Internetu, bo Walden w swoim dokumencie dość wymownie pominął jedną z najbardziej palących kwestii — piractwo internetowe. Brak jakiejkolwiek wzmianki o nim jasno pokazuje, że temat usankcjonowania narzędzi służących do walki z piratami nie jest jeszcze zamknięty. A to z kolei woda na młyn Kima Dotcoma…

źródło: http://www.dobreprogramy....nosc,39073.html

NEVIL - Pią Lut 08, 2013 16:32

Europejski Trybunał Praw Człowieka: Prawo autorskie koliduje z Prawami Człowieka



07.02.2013 16:38, Autor: Anna Rymsza (Xyrcon), Kategoria: News

Europa robi wielki krok naprzód w kierunku uwolnienia kultury i propagowania jej szerokiej dostępności. Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał (pełna treść decyzji po francusku znajduje się tu), że monopol praw autorskich koliduje z fundamentalnymi prawami człowieka zdefiniowanymi przez Unię Europejską oraz poza nią. Europejska Konwencja Praw Człowieka, która jest częścią Konstytucji dla Europy i praw wielu państw, w artykule 10 mówi, że każdy ma prawo do wolności wyrażania się. To prawo powinno obejmować wolność opinii i dzielenia się informacjami i pomysłami, bez przeszkód ze strony władz i niezależnie od granic. Zdaniem Trybunału, prawo autorskie w obecnym kształcie ogranicza obywatelom możliwość poszukiwania informacji i krzewienia kultury. Dodatkowo wielu obserwatorów alarmuje, że propozycje porozumień mających chronić posiadaczy praw autorskich są niebezpiecznie blisko cenzury.



Decyzja Europejskiego Trybunału Praw Człowieka nie jest tylko opinią. Werdykty tego organu sądowego ze Strasburga mają charakter konstytucyjny. Tym samym Trybunał zadecydował, że w żadnym z krajów, które przystąpiły do Rady Europy (Polska uznała jurysdykcję Trybunału w 1993 roku), nie jest legalne skazanie kogoś jedynie za naruszanie praw autorskich — na przykład dzielenie się dobrem kulturalnym z innymi, co niektórzy nazywają też piractwem — jeśli nie naruszył tym działaniem również innych paragrafów.

Nie oznacza to, że pirata nigdy nie dotknie kara, ale oskarżycieli zatrudnionych przez wielkie wytwórnie dużo gimnastyki będzie kosztować wykazanie przed sądem, że skazanie samotnej matki trojga dzieci, która udostępniła jedną piosenkę, jest niezbędne w obronie demokracji — jak podsumował sytuację Rick Falkvinge, założyciel Partii Piratów. Opinia Falkvinge'a jest jednak dość jednostronna i chyba trochę zbyt entuzjastycznie pisze on o decyzji Trybunału. Nie należy spodziewać się, że nagle piraci będą bezkarni, gdyż zawsze działają jeszcze inne czynniki, na przykład tak oczywiste, jak to, czy udostępniający zarobi na nie swoich materiałach.

źródło: http://www.dobreprogramy....nosc,39099.html

NEVIL - Pon Lut 11, 2013 07:12


Trybunał Praw Człowieka: nie wolno skazać za wymianę plików




Europejski Trybunał Praw Człowieka w niedawnym wyroku orzekł, że wymiana plików w sieci stanowi element dzielenia się zdobyczami kultury, co z kolei wpisuje się w Artykuł 10 Konwencji Praw Człowieka o wolności słowa. W praktyce decyzja trybunału oznacza, że sądy będą miały utrudnione zadanie chcąc skazać kogoś za udostępnianie plików w sieci.

Polskie sądy muszą uwzględnić decyzję trybunału

Decyzja Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości musi zostać uznana przez sądy wszystkich krajów, które podpisały odpowiednie traktaty - w praktyce nie zrobiła tego tylko Białoruś. Co za tym idzie, również w polskich sądach będzie można powoływać się na wyrok trybunału, uznający że dzielenie się plikami w sieci jest objawem korzystania z prawa do wolności słowa i dzielenia się zdobyczami kultury.

Przestępstwo przeciw demokracji

Organizacje walczące z łamaniem praw autorskich mają teraz twardy orzech do zgryzienia, gdyż nie wystarczy już udowodnienie, że ktoś złamał przepisy ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Teraz, aby skazać kogoś za udostępnianie plików, trzeba będzie również wykazać, że popełnione przestępstwo jest zagrożeniem dla samej demokracji.

Nadal można skazać za udostępnianie plików

Werdykt trybunału nie oznacza jednak, że nikt już nie zostanie skazany za łamanie praw autorskich. Jak zauważa na swojej stronie Rickard Falkvinge - założyciel pierwszej partii piratów - organizacje zarządzające prawami autorskimi będą się zapewne starały wykazać, że złamanie ustawy o prawie autorskim jest przestępstwem, a w demokratycznym państwie trzeba walczyć o przestrzeganie prawa, w związku z czym spełniona jest przesłanka o zasadności wyroku dla demokratycznego państwa. Oczywiście sąd może nie uznać tej argumentacji.

źródło: http://tech.wp.pl/kat,100...,wiadomosc.html

NEVIL - Sro Lut 13, 2013 14:12

Komentarz internauty:

~Dyndyr:

Pinokio wie, że nikt już mu nie wierzy, ale liczy na to, że sam uwierzy w to co mówi. Życzę powodzenia Panie Premierze! To bardzo źle kiedy człowiek sam sobie kit wciska, ale taka jednostka chorobowa na pewno jest gdzieś opisana. :-D
============================================

Donald Tusk: rząd odrobił lekcję, jaką pokazały protesty w sprawie ACTA


Premier Donald Tusk bierze udział w sesji otwierającej 2. Kongres Wolności w Internecie. - Rząd odrobił lekcję, jaką pokazały protesty w sprawie ACTA - uważa premier. Zapewnił, że osobiście dopilnuje, aby ani złotówka z pieniędzy unijnych dla Polski nie poszła na finansowanie instytucji, które chciałyby ograniczać wolność w internecie.



- Miesiące, które upłynęły od sprawy umowy ACTA, były czasem przyspieszonej edukacji zarówno politycznej, jak i dotyczącej precyzyjnych zagadnień wiążących się z internetem - ocenił Tusk.

- Te miesiące, które minęły od ACTA były też czasem przyspieszonej edukacji. Każdej władzy taka edukacja się przydaje - powiedział Tusk.

Dodał, że była to z jednej strony edukacja polityczna. - Czyli świadomość, że nawet jak się jest dobrze przygotowanym, a mieliśmy prawo sądzić, że jesteśmy bardzo dobrze przygotowani do debaty i dyskusji o wolności w internecie i przyszłości internetu, okazało się, że - jak często bywa - niektórzy byli od nas lepiej przygotowani - mówił Tusk.

Ponadto - zdaniem premiera - była to także edukacja dotycząca stricte precyzyjnych zagadnień. Tusk ocenił przy tym, że niektóre osoby, także z jego pokolenia, były w kwestiach związanych z internetem po trosze "więźniami stereotypów".

- Powinniśmy, okazuje się, z o wiele większym skupieniem słuchać tych, którzy mają coś na temat, w tym przypadku internetu, do powiedzenia - powiedział Tusk.

Podkreślił, że nauczył się również tego, że "kiedy chce się budować definicje, opisy tak skomplikowanego fenomenu, takiego kosmosu, jakim jest przestrzeń wirtualna, jakim jest internet, to nie znajdzie się dobrej recepty, jeśli będzie się opierało na stereotypach i uproszczeniach".

Tusk ocenił również, że w przypadku umowy ACTA "bardzo często padaliśmy ofiarami bardzo tradycyjnego, co nie musi znaczyć, że złego, ale w tym przypadku jednak bardzo tradycyjnego, archaicznego modelu pojmowania np. praw autorskich".

Jego zdaniem, "rzeczywistość nas wyprzedzała nie dlatego, że wszyscy muszą być bezradni wobec dowolności zachowań w internecie, tylko dlatego, że internet spowodował, że wszystko rzeczywiście uległo zmianie".

- Ponieważ wszystko się zmieniło musimy także zmienić punkt widzenia, nie po to, aby skapitulować przed nie zawsze uzasadnionymi roszczeniami do cudzej własności, ale po to, aby umieć zbudować bez porównania nowocześniejsze, elastyczniejsze, żywsze systemy, które będą umiały odpowiedzieć na różne czasami sprzeczne, wyzwania - powiedział premier.

Boni: wolność w internecie nie oznacza wydziedziczania twórców

- Trzeba uszanować obawy, które pojawiły się przy dyskusji o otwartych zasobach; nie chcemy wydziedziczać twórców – powiedział minister administracji i cyfryzacji Michał Boni.

Jak podkreślił Boni, przygotowanie propozycji do ustawy o otwartych zasobach jest jedną z inicjatyw podjętych przez ministerstwo od czasu protestów przeciwko podpisaniu umowy ACTA. Jest to też realizacja postulatów ogłoszonych podczas 1. Kongresu Wolności w Internecie.

Minister nawiązał do kontrowersji, jakie wzbudziły wśród wydawców i organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi założenia do projektu ustawy o otwartych zasobach.

Celem przepisów proponowanych przez resort cyfryzacji jest udostępnienie w internecie tego, co zostało wytworzone za publiczne pieniądze. W świetle założeń, instytucje zostaną zobowiązane do udostępniania zasobów dziedzictwa kulturowego, materiałów edukacyjnych i zasobów naukowych.

Boni zapowiedział rozpoczęcie dyskusji nad proponowaną ustawą od nowa. - Nie ma żadnej intencji, aby wydziedziczać jakiegokolwiek z twórców, jesteśmy za pełnym respektowaniem podmiotowych praw – mówił.

Czym jest Kongres?

Kongres Wolności w Internecie, który 13 lutego po raz drugi spotyka się w Warszawie, jest forum wymiany myśli i opinii, i wypracowywania rozwiązań dotyczących internetu. Zbiera specjalistów z różnych dziedzin, działaczy społecznych i przedstawicieli biznesu oraz pracowników administracji, a także zainteresowanych debatą obywateli.

To kolejne duże spotkanie publiczne poświęcone szansom i zagrożeniom, jakie niosą przemiany cyfrowe. Pierwsze odbyło się 6 lutego 2012 r. w Kancelarii Premiera i poświęcone było sprawie ACTA.

Kolejne spotkanie, czyli pierwszy Kongres Wolności w Internecie, 5 marca 2012 r., postawił sobie już konkretne zadania, a zespoły ekspertów społecznych i z administracji wskazywali kolejne, starając się jednocześnie zaproponować rozwiązania lub sposoby dojścia do nich.

źródło: http://wiadomosci.onet.pl...,wiadomosc.html

NEVIL - Wto Lut 26, 2013 08:45

Znowu coś kombinują dla naszego ,,dobra" ?
===================================

Zmiany zwiększą obieg nielegalnych treści


Rząd dziś zajmie się nowelą ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Resort kultury obawia się, że proponowane przez MAC zniesienie odpowiedzialności właścicieli wyszukiwarek i katalogów linków zwiększy obieg nielegalnych treści w internecie. Chodzi m.in. o dostęp do filmów i muzyki nielegalnie zamieszczonych w internecie.



Resort kultury nie zgadza się na proponowane przez MAC zniesienie odpowiedzialności właścicieli wyszukiwarek za umieszczanie w wynikach wyszukiwania linków do nielegalnych treści. Kwestia odpowiedzialności operatorów wyszukiwarek i katalogów linków ma zostać rozstrzygnięta na wtorkowym posiedzeniu rządu.

Według resortu cyfryzacji istnieje obecnie stan niepewności prawnej co do tego, czy i w jakim zakresie dostawcy usług wyszukiwania oraz katalogów linków mają odpowiadać za bezprawne dane zamieszczone w sieci przez kogoś innego. "Stan niepewności prawnej jest wysoce niepożądany z punktu widzenia prowadzenia działalności gospodarczej" - czytamy w informacji ministerstwa cyfryzacji.

Zgodnie z jego propozycją, wyłączenie odpowiedzialności właściciela wyszukiwarki będzie działać tylko w przypadku, gdy przekazuje on informacje automatycznie, bez żadnego wpływu na ich treść. Resort cyfryzacji argumentuje, że rozwiązanie to stanowi kontynuację kierunku nadanego przez UE dyrektywą o handlu elektronicznym. Jak podkreśla, dyrektywa o handlu elektronicznym przewiduje wyłączenie odpowiedzialności dostawców usług zwykłego przekazu, buforowania i hostingu, pozwalając państwom członkowskim na rozszerzenie zakresu wyłączeń na dostawców innych typów usług elektronicznych.

Na takie rozwiązanie nie zgadza się resort kultury. W przesłanym PAP komunikacie dyrektor Departamentu Własności Intelektualnej i Mediów Karol Kościński podkreślił, że taka zmiana będzie służyła międzynarodowym koncernom i przedsiębiorcom wykorzystującym portale "do gromadzenia i udostępniania treści, często nielegalnych", a nie polskiemu przedsiębiorcy lub twórcy, który utraci możliwość pociągnięcia do odpowiedzialności właścicieli wyszukiwarek przed polskim sądem.

Jak zaznaczyło Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, proponowane przez resort cyfryzacji zmiany nie mają związku z kierunkiem obranym przez UE, a w projekcie nowelizacji "niesłusznie próbuje się przekonać o tym, że także właściciel wyszukiwarki lub dostawca usługi umożliwiającej tworzenie katalogów z linkami są bierni".

- To błędne przekonanie, ponieważ właściciel wyszukiwarki kształtuje wyniki wyszukiwania za pomocą algorytmów, a to z kolei oznacza, że ma on realny wpływ na to, jakiego rodzaju treści pojawią się w pierwszej kolejności lub czy pojawią się w ogóle. Dodatkowo ma możliwość usuwania stron z wyników wyszukiwania, czyli może uniemożliwić dostęp do nich osobom, które nie dysponują adresem internetowym strony - tłumaczył Kościński.

Według niego biernym pośrednikiem nie jest również dostawca usługi umożliwiającej tworzenie katalogów odesłań do cudzych treści. "Dostawca takiej usługi ma wpływ na charakter katalogów z linkami, niektóre z nich są konstruowane wyłącznie po to, by zapewnić łatwy dostęp do nielegalnie udostępnianych książek, filmów czy plików muzycznych" - podkreślił Kościński.

Zdaniem resortu kultury wprowadzenie proponowanych regulacji może przyczynić się do zwiększenia "udostępniania treści naruszających prawo autorskie i wpłynąć na ograniczenie dostępu do legalnych dóbr kultury". Kościński zaznaczył, że "dostawcy legalnych treści ponoszą koszty nabywania licencji i nie będą w stanie konkurować z usługodawcami, którzy udostępniają nielegalne treści". Dodatkowo, zmiany mogą prowadzić do naruszeń dóbr osobistych, wzrostu cyberprzestępczości i udostępniania dziecięcej pornografii.

Zmiany proponowane przez Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji mają ułatwić działalność przedsiębiorców oferujących swoje towary i usługi w internecie. Mają też zwiększyć bezpieczeństwo użytkowników sieci. W projekcie ustawy zaproponowano procedurę zgłaszania i uniemożliwiania dostępu do danych (ang. notice and takedown). Zgodnie z projektem każdy, kto znajdzie np. na portalu informacje naruszające prawa autorskie lub dobra osobiste, będzie mógł wysłać do usługodawcy wiarygodną wiadomość za pomocą formularza udostępnionego na jego stronie internetowej. Na usunięcie bezprawnych danych usługodawca będzie mieć trzy dni.

Projekt nowelizacji ma na celu wyjaśnienie niejasności związanych z definicjami m.in. informacji handlowej i usługi świadczonej drogą elektroniczną. Jedną z propozycji resortu cyfryzacji jest też usunięcie obowiązku zapłaty podatku od dokonanych przez konsumenta przedpłat w przypadku odstąpienia przez niego od umowy. Ma to obniżyć koszty przedsiębiorców związanych z handlem w sieci.

Zgodnie z obecnie obowiązującymi przepisami wymaganie od konsumenta zapłaty za towar lub usługę przed otrzymaniem świadczenia było zakazane. Zakaz ten zdaniem projektodawców jest jednak niezgodny z powszechnie akceptowaną praktyką handlu elektronicznego, bo w większości klienci najpierw płacą za usługę lub towar, a dopiero potem zostaje on im dostarczony. Projektodawcy chcą więc uchylenia zakazu. Jak podkreślają, rozdźwięk pomiędzy praktyką handlu elektronicznego a obowiązującymi przepisami prawa skutkuje powstaniem niekorzystnego dla przedsiębiorców stanu niepewności prawnej.

Kolejna zmiana umożliwi przedsiębiorcom handlującym w sieci zastąpienie papierowego potwierdzenia informacji przedkontraktowych wiadomością w postaci elektronicznej.

źródło: http://biznes.interia.pl/...-tresci,1896361

NEVIL - Pią Maj 31, 2013 07:18


ACTA wróci pod postacią TTIP? Nowa umowa handlowa między Unią a Stanami




Wygląda na to, że groźba kontroli sieci w imię handlu międzynarodowego nadal daje o sobie znać.
O ACTA stało się głośno na początku zeszłego roku - dokument, który wyglądał na zwykłą umowę międzynarodową, zawierał niepokojące zapisy dotyczące praw autorskich i internetu. Jak wskazywali działacze pozarządowi, zastosowanie ich w praktyce mogło w imię walki z piractwem nadszarpnąć wolność słowa i nasze prawo do ochrony danych osobowych, wszystko to bez kontroli sądów. Nic dziwnego, że ACTA spotkała się z gwałtownym sprzeciwem. Czy jednak teraz te zapisy powrócą w innej formie?

Jak donosi Dziennik Internautów, TTIP może być nowym ACTA. Planowane porozumienie handlowe między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi może zawierać zapisy dotyczące praw autorskich.

Jako że TTIP dopiero ma być negocjowany, strony na razie dopiero planują, co powinno znaleźć się w umowie. I wychodzi na to, że Parlament Europejski chętnie ujrzałby w gotowym dokumencie zapisy o ochronie własności intelektualnej - wskazuje na to stanowisko parlamentarnej komisji INTA (Handlu Międzynarodowego). Obradująca kilka dni temu, komisja zdecydowała, iż własność intelektualna jest zbyt ważna w dzisiejszej gospodarce opartej o wiedzy i dlatego trzeba ją chronić.

Pytanie, co będzie się kryło za tymi dość ogólnymi deklaracjami. Z pewnością możemy mieć do czynienia z ACTA-bis, być może jednak w trakcie właściwych negocjacji dojdzie do złagodzenia wielu kontrowersyjnych zapisów. Niestety, negocjacje te będą zapewne tajne, poznamy więc ich rezultat dopiero wtedy, kiedy będzie już najprawdopodobniej zbyt późno, żeby cokolwiek zmienić, i będzie można jedynie przyjąć lub odrzucić gotową umowę.

Umowę, której odrzucenie może nie być wcale łatwe. Unia Europejska i Stany Zjednoczone zacieśniają współpracę - w lutym doszło do przełomowej deklaracji, że obie największe gospodarki świata chciałyby stworzyć największą na świecie strefę wolnego handlu i inwestycji. Strefę, która może dać ogromne korzyści ekonomiczne obu stronom. Może się więc okazać, że, szczególnie w czasach kryzysu, ludzie przełożą interesy gospodarcze nad własność intelektualną i TTIP, nawet w postaci ACTA-bis, przejdzie.

źródło: http://technologie.gazeta...a_handlowa.html

NEVIL - Sro Sty 29, 2014 09:28

Komentarz:

Michał

Znowu coś kombinują. Przecież to byłaby głupota, gdyby zmieniali obecny stan rzeczy. Zmiana oznaczałaby, że właściwie kazdy z internautów byłby piratem, bo nie ma chyba osoby, która często korzysta z sieci i nigdy nie trafila na stronę, na której jest zamieszczona treść "nielegalna", czy może raczej rozpowszechniona bez zgody jej twórcy.
Obecne status quo jest moim zdaniem wystarczające. Ściganie z urzędu ściągających i rozpowszechniających i ściganie cywilne ściągających. Samo oglądanie nie powinno być karane.


========================

Absurd w prawie autorskim: Wkrótce internetowym piratem zostaniesz przez przypadek?




Szykuje się duża zmiana w podejściu do ściągania czy nawet oglądania pirackich filmów. Tak przynajmniej wynikałoby z opinii sporządzonej w luksemburskim Trybunale Sprawiedliwości Unii Europejskiej.


Rzecznik generalny Trybunału Sprawiedliwości UE wyraził pogląd, że tworzenie kopii na użytek prywatny dotyczy wyłącznie utworów pochodzących ze źródeł legalnych. Konsekwencje tego byłyby bardzo poważne. I nie chodziłoby tylko o pirackie pliki ściągane z sieci. Internauta wchodzący na stronę internetową z nielegalnie skopiowanym artykułem również łamałby prawo autorskie. Podobnie jak ten, który trafiłby na witrynę z bezprawnie skopiowanym cudzym zdjęciem. To samo dotyczyłoby również ściągniętych, oglądanych w serwisie YouTube, pirackich klipów czy filmów.

więcej: http://serwisy.gazetapraw...-pirackich.html

NEVIL - Wto Lut 18, 2014 19:46


Unijny trybunał: można tworzyć linki do utworów powszechnie dostępnych


Właściciel strony internetowej może – bez zezwolenia autorów utworów – publikować linki do wolnodostępnych na innej stronie utworów chronionych. Takie jest sedno dzisiejszego orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości UE


Trybunał stwierdził, że stawianie do dyspozycji szerokiej publiczności hiperlinków mieści się w definicji publicznego udostępniania. Co do zasady właściciel linkowni powinien więc uzyskiwać zgodę autorów dzieł, do których odsyła.

Zasada ta nie działa jednak w sytuacji, jeśli dostęp do tych utworów - np. tekstów czy plików muzycznych - został już wcześniej, na macierzystej stronie otwarty.

Działanie takie byłoby niedopuszczalne tylko, gdyby linki pozwalały na obchodzenie ograniczeń dostępu, zastosowanych przez inną stronę.

źródło: http://prawo.gazetaprawna...dostepnych.html

NEVIL - Sob Mar 15, 2014 11:39

Komentarz:

Kazio


Problem jest zupełnie inny czego pan Skoczek zacietrzewiony ochroną swoich klientów nie zauważył. Czym innym jest ochrona - praw autorskich czy majątkowych, a czym innym jest prawny przymus wobec osób trzecich do osądzania i stosowania tych praw.

Bardzo łatwo awanturować się że dostawcy internetu, portale czy serwisy jak Youtube powinny dokonywać oceny czy materiał narusza prawa autorskie czy nie. Natomiast nikt z szanownych autorów nie chce za to płacić i tu jest cały problem. Gdyby prawo wprowadzało OBOWIĄZEK rejestracji (oczywiście odpłatny) swoich dzieł autorskich - zdecydowanie łatwiej byłoby takie przypadki rozpoznawać i ścigać. Właściwie czym różni się ochrona praw autorskich od ochrony patentowej - a tam takie wymagania są już od dawna.

Sprawa jest prosta - dopóki właściciele praw - czerpiący przychody z udostępniania swoich dzieł - nie zaczną płacić osobom trzecim za pomoc i ochronę swoich praw - dopóty nie mają się co spodziewać że każdy prowadzący portal internetowy będzie się doktoryzował z tego co jest a co nie jest materiałem pirackim.

==================

Prawo autorskie powinno chronić twórców, a nie internetowych piratów


Działania antypirackie nie są kierowane przeciwko konsumentom, którzy „jedynie” oglądają nielegalne treści, a przeciwko osobom, które te treści udostępniają i serwisom, które nielegalny dostęp zapewniają – podkreśla mec. Dominik Skoczek, radca prawny, pełnomocnik Stowarzyszenia Filmowców Polskich, w rozmowie z serwisem GazetaPrawna.pl.

Jak ocenia Pan obecny system praw autorskich w Europie?

Od czasów zmian technologicznych, a co za tym idzie zmian form eksploatacji utworów, zauważyć można tendencję do atakowania prawa autorskiego przez grupy firm internetowych i organizacji podających się za reprezentantów konsumentów. Często przywoływane w tym kontekście argumenty o prawie do prywatności, do informacji, o swobodnym dostępie do kultury czy nawet ochronie wolności słowa, tak naprawdę są uzasadnieniem dla nielegalnego obrotu utworami w Internecie. Organizacje konsumenckie są popularne wśród użytkowników, bo walczą o darmową rozrywkę dla każdego. A firmy internetowe, często międzynarodowe korporacje, niepłacące podatków w Europie i nieinwestujące w kulturę, zarabiają ogromne pieniądze na nielegalnym dostępie do utworów. Nie muszą przy tym udostępniać pirackich filmów czy muzyki wprost. Wystarczy, że zarabiają na reklamie i ruchu w sieci, generowanym przez poszukiwania nieautoryzowanych treści, które oczywiście jako darmowe są najpopularniejsze.

Dlatego sprawę trzeba postawić jasno: prawa własności intelektualnej powinny zawsze mieć pierwszeństwo przed nielegalną eksploatacją utworów i przedmiotów praw pokrewnych. Nie można przyznawać większej ochrony swobodnemu dostępowi do dóbr kultury, który de facto jest darmowym dostępem do rozrywki, kosztem praw podmiotów, które poniosły kreacyjny i intelektualny wysiłek w celu stworzenia tych wytworów kultury.

Palącym problemem jest także brak tantiem autorskich za eksploatację internetową, która powoli wypiera wszystkie dotychczasowe formy dystrybucji utworów. Należy zapewnić twórcom niezrzekalne i nieprzenaszalne prawo do wynagrodzenia za eksploatację utworów w Internecie, uiszczane przez finalnego dystrybutora, czyli serwis internetowy zapewniający dostęp do tych utworów użytkownikom Internetu. Podobnie jak to jest w przypadku nadań w telewizji, radiu, reemisji kablowej czy eksploatacji w kinach, wynagrodzenie powinno być dochodzone, administrowane i wypłacane przez organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi i pokrewnymi.

Więcej: http://serwisy.gazetapraw...ch-piratow.html

NEVIL - Sob Mar 15, 2014 11:48


10 absurdów prawa autorskiego: Zobacz, jak organizacje antypirackie walczą z internautami


ZAiKS żądający tantiem za odśpiewanie urodzinowego „Happy Birthday To You”, wytwórnia cenzurująca konta swoich muzyków na Twitterze czy też Apple zmuszające polski sklep spożywczy do zmiany znaku towarowego. Wielkie korporacje i organizacje antypirackie nie cofną się przed niczym w obronie szeroko pojętej własności intelektualnej.


Tworzysz playlisty na Spotify? Łamiesz prawo!


Jedną z największych zalet serwisów oferujących streaming muzyki jest możliwość tworzenia playlist ze swoimi ulubionymi piosenkami. Niestety nie wszystkim funkcja ta przypadłą do gustu. Kilka miesięcy temu londyńska wytwórnia muzyczna Ministry Of Sound pozwała Spotify za to, że użytkownicy serwisu tworzą playlisty oparte na składankach wypuszczanych przez MOS.

Więcej: http://serwisy.gazetapraw...ternautami.html

NEVIL - Pon Kwi 14, 2014 22:21

Komentarze:
diesel_poznan

Logika przede wszystkim. Precz z pazernością!

------------------------

panpererinos

Brawo fryzjer, brawo sąd - może wreszcie ta quasi mafia przestanie nachodzić sklepy i lokale w celu pobierania haraczy! Brawo!

---------------------------------

aarvedui

Brawo! Bat na pasożytów !
Nieroby z ZAiKSu - czas poszukać uczciwej pracy !


========================

Radio będzie dalej grać. Fryzjer wygrał z ZAiKS-em!




- Dopiąłem swego i przetarłem szlaki. Pokazałem wszystkim fryzjerom, że należy walczyć o swoje. Mamy prawo do słuchania muzyki - powiedział Marcin Węgrzynowski, wychodząc z sali sądowej po wygranym procesie z ZAiKS-em


Sąd Okręgowy w Świdnicy oddalił w poniedziałek pozew Stowarzyszenia Autorów ZAiKS przeciwko Marcinowi Węgrzynowskiemu, fryzjerowi z Wałbrzycha, który odmówił płacenia tantiem.

270 oświadczeń klientów


Dwukrotne kontrole przeprowadzone w salonie fryzjerskim "Beauty" w styczniu i maju ubiegłego roku wykazały, że nie płacił składek za muzykę puszczaną radiu, za co ZAiKS domagał się 922,50 zł.

Sąd orzekł, że fryzjer nie musiał odprowadzać tych pieniędzy.

- Dopiąłem swego i przetarłem szlaki. Pokazałem wszystkim fryzjerom, że należy walczyć o swoje. Mamy prawo do słuchania muzyki - powiedział Węgrzynowski, wychodząc z sali sądowej.

Przypomnijmy - proces ruszył pod koniec stycznia, pisaliśmy o nim we wrocławskich i ogólnopolskich wydaniach "Wyborczej". Na dwóch rozprawach przesłuchani zostali kontrolerzy ZAiKS-u oraz właściciel salonu. Jako dowód w sprawie sąd przyjął ponad 270 oświadczeń klientów zakładu fryzjerskiego, którzy deklarowali, że nie słuchają muzyki w salonie.

Fryzjer musiał złożyć przed sądem oświadczenia majątkowe o dochodach uzyskanych w okresie pomiędzy kontrolami. Wynikało z nich jasno, że nie odniósł żadnych dodatkowych korzyści dzięki grającemu radiu - a to próbowali udowodnić przedstawiciele ZAiKS-u.

Przecież nie po to przychodzę do fryzjera

Sprawa fryzjera z Wałbrzycha stała się głośna w całej Polsce, w internecie krążyły "demotywatory" opisujące całą historię.

- Otrzymałem duże wsparcie, zwłaszcza od klientów. To oni podsunęli mi pomysł zbierania oświadczeń - opowiada Węgrzynowski.

Klienci, a zwłaszcza klientki, stanęli murem za panem Marcinem. - Przecież nie przychodzę do fryzjera, żeby słuchać radia. Siedzę pod suszarką i w ogóle nie słyszę muzyki - zauważała pani Maria, gdy w styczniu odwiedziliśmy Beauty. Co więcej, klienci, siadając na fryzjerskim fotelu, zakładali zatyczki do uszu, które otrzymywali, wchodząc do zakładu.

Bezcenna przyjemność

Sędzia Jacek Szerer wyjaśnił, że sprawa wymagała głębokiej analizy orzecznictwa polskiego i europejskiego. Powołał się na dotychczasowe wyroki w podobnych sprawach wydane przez Trybunał Sprawiedliwości oraz podkreślił łączność polskiego prawa z prawem Unii Europejskiej.

Uzasadniając wyrok, podkreślił, że są usługi, na których jakość wpływa odtwarzana w tle muzyka, oraz takie, dla których nie ma ona znaczenia. Wizyta u fryzjera została zaliczona do tych drugich. Sędzia porównał ją do usług w gabinecie dentystycznym, kosmetycznym czy lekarskim. Powołał się na wyrok TS z 2012 roku w podobnej sprawie czeskiego dentysty.

- Udostępnianie muzyki z radia może czynić usługę przyjemniejszą, ale jednocześnie nie wpływa na wzrost jej atrakcyjności. Dentysta i fryzjer nie mogą oczekiwać, że przyjdzie do nich więcej klientów, ani podnosić cen z tego powodu. Muzyka nie jest nieodłącznym elementem tej usługi, a odtwarzanie nie ma charakteru zarobkowego - padło w orzeczeniu.

Sędzia dodał, że w tym konkretnym przypadku odtwarzanie muzyki nie miało charakteru publicznego. - Trudno wyobrazić sobie, że w tym małym zakładzie fryzjerskim zebrała duża grupa ludzi, aby posłuchać radia. Gdyby fryzjer faktycznie chciał przyciągnąć klientów do salonu muzyką, użyłby nowoczesnego odtwarzacza zamiast nie najnowszej klasy radioodbiornika firmy Panasonic - zauważał sędzia.

I jeszcze prawo do wiadomości

Na koniec sędzia zauważył, że gdyby zakazał fryzjerowi słuchania radia w jego własnym salonie, złamałby podstawowe prawo obywatela do informacji.

- Pozwany zdaniem sądu realizował swoje konstytucyjne prawo. Radio nadaje nie tylko muzykę, ale też programy edukacyjne i wiadomości. Nie możemy oczekiwać, że fryzjer za każdym razem będzie podchodzić do radioodbiornika i go wyłączać, gdy na antenie pojawi się muzyka - skwitował.

- Wyrok jest sprawiedliwy. Sprawa jest w pewien sposób precedensowa - skomentował adwokat pozwanego Maciej Mataczyński. - Podobne wyroki już zapadały, ale nie na Dolnym Śląsku, a tym bardziej w Wałbrzychu.

Przedstawiciele Stowarzyszenia Autorów nie kryli oburzenia wywołanego orzeczeniem sądu. - To bardzo zła wiadomość dla twórców. Może dojść do masowego zrywania umów - komentowali.

Wyrok nie jest prawomocny, ZAiKS najprawdopodobniej złoży apelację. Musi pokryć koszty procesu w wysokości 197 zł.

źródło: http://wroclaw.gazeta.pl/...l#BoxSlotII3img

NEVIL - Nie Cze 15, 2014 11:56

Komentarze :

bystryy

Panie strzygący, nie daj się ostrzyc!


--------------------

józeek

@bystryy: Zaiks to mafia, gdzieś czytałem że rocznie zgarniają z tych wszystkich umów coś ok 1 mld zł, ale do kieszeni twórców trafia niewielki procent, reszta to tak zwane "koszty administracyjne". I nikt Zaiksu z tego nie rozlicza.

---------------------------

Zas

Brawa dla sędziego i argumentacji. Naprawdę chylę czoła! Więcej sędziów z głową!

======================

Fryzjer z Wałbrzycha znów walczy z ZAiKS-em


ZAiKS odwołał się od decyzji sądu w sprawie przeciwko fryzjerowi z Wałbrzycha i dalej będzie walczył o tantiemy za odtwarzanie muzyki w salonie, który to stał się sławny w całej Polsce dzięki uporowi właściciela, kartce z prośbą by klienci nie słuchali muzyki podczas wizyty i zatyczkom do uszu. Prowadzący zakład Marcin Węgrzynowski deklaruje, że jest na to przygotowany i broni nie złoży.

W kwietniu Sąd Okręgowy w Świdnicy oddalił pozew Stowarzyszenia Autorów ZAiKS, wniesiony przeciwko właścicielowi niewielkiego zakładu fryzjerskiego w Wałbrzychu. Marcin Węgrzynowski odmówił płacenia tantiem za słuchanie radia w zakładzie, za co stowarzyszenie domagało się dokładnie 922,50 zł. Sąd, jako dowód w sprawie, przyjął oświadczenia 270 klientek, które potwierdziły na piśmie, że nie słuchają radia w zakładzie pana Węgrzynowskiego. Fryzjer musiał ponadto złożyć oświadczenie majątkowe, ale z niego również nie wynikało, że grające radio przynosi mu jakiekolwiek dodatkowe korzyści.

ZAiKS nie odpuszcza. Powołując się na swojego prawnika twierdzi, że odwołanie było niezbędne. Jego zdaniem sąd pierwszej instancji źle zinterpretował prawo autorskie i nie wziął pod uwagę ważnych dowodów, jak nagrania z kontroli w salonie. Po ogłoszeniu kwietniowego wyroku Stowarzyszenie obawiało się nawet, że może dojść do masowego zrywania umów przez twórców, bo, jak sam mówi, twórcom należą się tantiemy.

Reprezentujący ZAiKS mecenas Krzysztof Zuber twierdzi, że przepisy są jednoznaczne: Zasada jest taka, że autorom należy się wynagrodzenie za to, że eksploatuje się ich utwory. To jest niezależne od tego, czy to jest zakład fryzjerski czy salon samochodowy. To nie ma znaczenia, podobnie jak to, czy muzyka jest słuchana głośno, czy cicho. Poza tym ZAiKS ma za sobą długą listę wygranych w takich sprawach, nie dziwi więc, że nie zamierza się poddawać.

Sąd posiłkował się podobnymi orzeczeniami z Europy. Na podstawie podobnego wyroku Trybunału Sprawiedliwości z 2012 roku, w sprawie czeskiego gabinetu dentystycznego, wywnioskował, że zarówno dentysta, jak i fryzjer, nie mogą oczekiwać, że z powodu odtwarzanej muzyki zyskają więcej klientów. Nie mają też podstaw, by z tego powodu podnosić ceny usług. Dodatkowo sąd w Świdnicy uznał, że w małym zakładzie w Wałbrzychu, w którym przebywa fryzjer i obsługiwana klientka, zwyczajnie nie ma miejsca na publiczne odtwarzanie muzyki.

Wisienką na torcie było stwierdzenie sędziego, że odmawianie fryzjerowi możliwości słuchania audycji radiowych w jego własnym salonie jest naruszeniem prawa do informacji, jakie nadaje każdemu obywatelowi Konstytucja. W końcu radio to nie tylko kontrolowana przez ZAiKS muzyka — to przede wszystkim wiadomości. Nie możemy oczekiwać, że fryzjer za każdym razem będzie podchodzić do radioodbiornika i go wyłączać, gdy na antenie pojawi się muzyka — zakończył sędzia.

źródło: http://www.dobreprogramy....News,55261.html

NEVIL - Nie Lip 13, 2014 19:53

Komentarz:

44

Obciążyć twórców za to, że chodzą po chodnikach, bo przecież wykonał je brukarz. Ci artyści to jedyna grupa "pracowników" co doi kasę za swoje wypociny przez całe życie - i to jest największy skandal ! Dla czego inni np wspomniany wcześniej brukarz nie może doić kasy dopóki, dopóty deptają położony przez niego chodnik ?

=================

Z tym tekstem też warto się zapoznać - http://finanse.wp.pl/kat,...l?ticaid=11313c

NEVIL - Czw Lip 17, 2014 15:16

Komentarz:

YORGOT

Jest to pomysł z kategorii "wydzieraj szmal jak i gdzie się da". Jak tak dalej pójdzie, to niedługo samo wymawianie tytułu jakiegoś utworu będzie wymagało opłaty.
Z tego, co wiem, to najniższą kwotę z takich haraczy otrzymują sami twórcy. Należałoby się zatem zastanowić, komu tak naprawdę płacimy te idiotyczne "podatki"?


=======================

ZAiKS znów walczy o „podatek od piractwa”, smartfony mogą podrożeć


Powrócił temat kontrowersyjnego podatku czystych nośników. Obecnie płyty CD czy odtwarzacze MP3 taksowane są od 1 do 3 proc. wartości za sztukę. ZAiKS, ZPAV i SAWP proponują objęcie opłatą także smartfonów i tabletów. Puls Biznesu informuje, że miałoby to być 3% wartości urządzenia w momencie sprzedaży — czyli całkiem sporo.


Biorąc pod uwagę liczbę sprzedawanych w kraju urządzeń mobilnych, redakcja Pulsu Biznesu oszacowała, ile w sumie zapłaciliby producenci i dystrybutorzy sprzętu. Koszty obrotu smartfonami i tabletami wzrosłyby o kilkadziesiąt milionów złotych rocznie, przy wartości rynku opiewającej na 5,5 miliarda złotych. Koszty te oczywiście odbiłyby się na cenach urządzeń, które i tak nie są w Polsce tanie.

Pomysł spotkał się z oporem internautów, krytykuje również Związek Importerów i Producentów Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego oraz Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji. W oczach przeciwników podatku urządzenia te służą do komunikacji i korzystania z Internetu, a nie do masowego kopiowania muzyki, jak widzą je działacze ZAiKS-u.

Minister kultury na razie zwleka z podjęciem decyzji. Rekomendacja jest wciąż rozpatrywana, a jako usprawiedliwienie opóźnień ministerstwo podaje to, że dwie z organizacji zbiorowego zarządzania, specjalizujące się w opłatach reprograficznych, nie chcą dołączyć do koalicji.

źródło: http://www.dobreprogramy....News,56503.html

NEVIL - Pią Lip 25, 2014 21:00

Komentarz:

Michał

Oglądanie online nie jest w naszym kraju nielegalne. nie ma obowiązku sprawdzania czy film przez kogoś udostępniony został udostępniony legalnie czy nie. Tak samo ściąganie. Jedynie ściąganie i rozpowszechnianie jest nielegalne. Mecenas Łuczak zarabia na robieniu ludziom wody z mózgu. Nieświadomi prawnie się boja i płacą. Reszta zlewa sprawę lub zgłasza skargi do naczelnej rady adwokackiej.

=============================

Walka z piractwem stała się biznesem. Wyszukiwarka podpowie, skąd ściągnać legalnie film




Walka z piractwem staje się biznesem. Zarówno dla ścigających, jak i dla broniących internautów. – Lipiec to zazwyczaj spokojny miesiąc. W tym roku codziennie mam przynajmniej jednego klienta i kilka telefonów w sprawie wezwań od kancelarii Anny Łuczak – mówi nam krakowski prawnik. Każda porada w jego kancelarii kosztuje 100 zł.

– Tak dużo klientów zgłaszających się z prośbą o radę w jednym typie sprawy jeszcze nie miałam – dodaje mecenas Anna Rurarz z Warszawy. Udzieliła już co najmniej kilkunastu porad – każda płatna 150 zł.

Kancelarie i prawnicy wyspecjalizowani w prawie autorskim mają w ostatnich tygodniach prawdziwe żniwa. Zaczęło się od działań kancelarii Anny Łuczak z Warszawy, a potem ruch w biznesie zwiększyła także gdańska kancelaria BGST Radcowie Prawni Borek, Gajda, Tołwiński. W porozumieniu z producentami filmowymi przedstawiciele prawniczych firm zaczęli masowo składać zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa nielegalnego rozpowszechniania filmów. Anna Łuczak w imieniu producentów „Obławy”, „Czarnego czwartku”, „Last minute”, „Drogówki” i „Być jak Kazimierz Deyna” złożyła zawiadomienia w stosunku do co najmniej 103 tys. internautów. Trójmiejska kancelaria podpisała umowę z amerykańskim producentem filmu „Witaj w klubie” i w jego imieniu skierowała wnioski o ściganie kilkunastu tysięcy internautów. W efekcie tych działań prokuratury zaczęły masowo prowadzić postępowania w sprawie łamania praw autorskich i ustalać dane internautów przypisanych do adresów IP, z których miały być udostępniane te filmy.

Więcej: http://serwisy.gazetapraw...alnie-film.html

NEVIL - Sob Lip 26, 2014 12:02

Komentarze:

seniorelcid

@kam193


: Niestety smutna prawda. z tych pieniędzy to kilka % trafi do twórców, artystów, itp. a większość z tego pochłonie ZAiKS I jemu podobne organizacje "wspierające" twórców no ale skądś trzeba wziąść kasę, żeby średnie zarobki w przyszłym roku nie były mniejsze, no bo jakby to wyglądało? No i nowy pałacyk by się przydał, ten to za rok bedzie już stary.

------------------------------------------

Pablo_Wawa

I już chyba nikt nie ma wątpliwości, że najbardziej szkodliwy dla twórców (pod kątem ich zarobków/tantiemów) jest sam ZAiKS!

------------------------------------------

Frankfurterium

Logika podpowiada, że teraz korzystanie z Zatoki Piratów i podobnych powinno stać się legalne. W końcu piracisz czy nie - i tak opłacasz ZAiKS...

========================================

ZAiKS i ZPAV obalają mity o „podatku od piractwa”


Wczoraj reprezentanci trzech polskich organizacji zbiorowego zarządzania, ZAiKS, ZPAV i SAWP, podjęły próbę wyjaśnienia, o co chodzi w propozycji nałożenia na urządzenia mobilne opłaty reprograficznej. Prezentacja i dyskusje miały obalić mity, jakie ich zdaniem urosły wokół powszechnie (i zdaniem pomysłodawców również niesłusznie) krytykowanej propozycji. Na spotkaniu pojawili się również twórcy (Marek Kościkiewicz, Stanisław Soyka i inni), którzy przekonywali, że doskonale wiedzą co się w ZAiKS-ie dzieje i że jest to ich organizacja.

Wczoraj na stronie ZPAV pojawił się artykuł, mający udowodnić, że nie mamy się o co martwić, bo poszerzenie zasięgu opłaty od czystych nośników na smartfony, tablety i podobne urządzenia nie spowoduje wzrostu cen urządzeń. Jako że katalog urządzeń objętych opłatą ostatnio był aktualizowany w 2008 roku, działacze organizacji czują, że najwyższa pora go poszerzyć. Jako dowód nieszkodliwości opłaty ZPAV przywołuje doświadczenia innych krajów Unii Europejskiej, na przykład Hiszpanii, gdzie od 2012 roku opłata została przeniesiona na budżet państwa, a mimo tego ceny urządzeń nie spadły… co jest nieprawdą. Na podstawie danych Eurostat i po uwzględnieniu podatku Dominik Dobek ze Związku Importerów i Producentów Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego (ZIPSEE) oszacował, że ceny elektroniki użytkowej spadły tam o około 8,58%.

Przywołane zostały także Niemcy i Francja. Tam sumarycznie zebrane opłaty są rekodrowo wysokie, podczas gdy Polska pod względem kwot zbieranych z tytułu opłat od czystych nośników plasuje się na szarym końcu krajów UE. Nieszkodliwości opłat dowieść ma porównanie cen „wybranych urządzeń”, dla ułatwienia tylko firmy Apple, przedstawione przez organizację. Jako że u nas, po przeliczeniu ze złotówek na euro, iPhone jest w internetowym sklepie firmy Apple kilka euro droższy niż we Francji, ZPAV oskarżył środowisko producentów i importerów o sztuczne zawyżanie cen. Opłaty doliczane są do cen, jakimi operują producenci i importerzy, a więc znacznie niższych niż te w sklepach RTV. Nie mogą więc w istotny sposób wpłynąć na koszt ponoszony finalnie przez konsumenta – można przeczytać w artykule.

Czemu więc społeczeństwo protestuje z takim zapałem? W artykule ZAiKS-u można przeczytać, że są dwie przyczyny: nieuzasadnione przekonanie, że cały dorobek kulturalny powinien być darmowy i równie nieuzasadnione obawy, że nowe opłaty odbiją się na konsumentach. Przy tym drugim organizacja zrzuca winę za rozdmuchiwanie sprawy na producentów sprzętu. Mając w pamięci, że proponowane stawki nie mogą przekroczyć 3 proc. ceny producenta, uzasadnione wydaje się pytanie, czy producenci nie chcą przy okazji sięgnąć po dodatkowe zyski kosztem twórców – pisze organizacja.

Najważniejszym punktem wyjaśnienia opublikowanego przez ZAiKS z kolei jest udowodnienie wszystkim oczywistego, czyli że opłata reprograficzna nie jest podatkiem. Oczywiście, że nie jest. Ma charakter odgórnie ustalonej, ale wpłaty nie trafiają do budżetu, a do kieszeni organizacji. Nazywanie jej „podatkiem od piractwa” ma charakter ironiczny.

„Obalanie mitów” nie wyjaśniło wiele. Przede wszystkim nadal nie wiemy, jak organizacje mają zamiar rozwiązać problem nieprzejrzystości finansowej. Nie padła żadna wzmianka o wielokrotnym nakładaniu opłaty (na płytę, na nagrywarkę i na odtwarzacz) ani o tym, dlaczego opłata ma objąć także sprzęt kupiony dla instytucji publicznych. Jedynym mitem, jaki został obalony, jest ten o rzekomym objęciu opłatą aparatów fotograficznych. Na czekającej obecnie na zatwierdzenie liście ich nie ma, ale kto wie…




ZAiKS miał jednak pecha. Tego samego dnia, kiedy zabrał się za „obalanie mitów”, media podały dane dotyczące zarobków jego pracowników za ubiegły rok. Przeciętna pensja za pracę dla organizacji jest równa 10330 złotych. Na wynagrodzenia dla 466 etatów organizacja przeznaczyła prawie 60 milionów, ale ponieważ w kasie organizacji wciąż nie było widać dna, kupiła Pałac w Janowicach (małopolskie, powiat tarnowski) za 4,6 miliona złotych. Ma tam powstać Centrum Pracy Twórczej, nad którego rozwojem i promocją pracować będzie 10-osobowy zespół.

źródło: http://www.dobreprogramy....News,56735.html

NEVIL - Pią Sie 29, 2014 19:49

Komentarze:

msnet


Mam nadzieję, ze jak w swoim domu słucham głośnej muzyki, to nie zapuka do mnie ZAiKS z wezwaniem do zapłaty tantiem, bo jakiś przechodzień może usłyszeć. Całe to komunistyczne coś zwane ZAiKSem już dawno powinno się zlikwidować...

-----------------------------

Hajime

"Fryzjer musiał złożyć oświadczenie majątkowe, z którego wynikało, że grające radio nie przynosi mu jakichkolwiek dodatkowych korzyści, zaś grająca w zakładzie muzyka jest jedynie dodatkiem."

Czasami sam nie wiem czy to ten kraj jest chory czy to może ja jestem wariatem.
W każdym razie gratulacje dla Pana Fryzjera.


===========================

Fryzjer ogolił ZAiKS, nie musi płacić za grające w salonie radio


Słynny już fryzjer z Wałbrzycha, Marcin Węgrzynowski, ostatecznie wygrał we wrocławskim Sądzie Apelacyjnym ze stowarzyszeniem autorów ZAIKS. Sąd uznał, że za włączone w zakładzie fryzjerskim radio nie trzeba płacić dodatkowo. Stowarzyszenie może wnieść o kasację do Sądu Najwyższego.



Fryzjer jest bardzo zadowolony z wyroku. Dopiąłem swego. Mam nadzieję, że inni pójdą tym samym krokiem, pomogę każdemu, kto będzie tego potrzebował. wypowiedział się tuż po ogłoszeniu wyroku.

Dla tych, którzy nie pamiętają sprawy, przypominamy, że dotyczyła ona tantiem wysokości 922,50 złotych za publiczne odtwarzanie muzyki w salonie fryzjerskim. Właściciel wystosował do swoich klientów kartkę z prośbą o to, by nie słuchali muzyki podczas wizyty i rozdawał im zatyczki do uszu. Fryzjer musiał złożyć oświadczenie majątkowe, z którego wynikało, że grające radio nie przynosi mu jakichkolwiek dodatkowych korzyści, zaś grająca w zakładzie muzyka jest jedynie dodatkiem.

Proces trwał od końca stycznia. Na dwóch rozprawach przesłuchano właściciela salonu i kontrolujących go pracowników ZAiKS. Dowodami w sprawie były oświadczenia klientek zebrane przez Węgrzynowskiego, iż nie słuchały one muzyki w jego salonie.


Aktualizacja 29.08.2014, 15:23:

Dyrektor wrocławskiej dyrekcji okręgowej ZAiKS-u, pan Michał Kulig, powiedział nam, że Wyrok w sprawie sławnego fryzjera traktowany jest jako decyzja w tych konkretnych warunkach, podjęta przez sąd na podstawie konkretnych dowodów, dostarczonych przez oskarżonego. Związek jest oczywiście zdziwiony decyzją, ale w pełni ją szanuje. Jako że w Polsce nie działa prawo precedensowe, a różne podobne sprawy były rozstrzygane na korzyść ZAiKS-u, sprawa nie będzie traktowana jako wyznaczająca kierunek dalszych działań. Organizacja będzie więc kontynuować swoją działalność i niezmiennie zamierza kontrolować różne zakłady.

Do Sądu Najwyższego prawdopodobnie wrocławska dyrekcja się nie uda, choć pan Kulig tego nie wykluczył. Najpierw jednak Związek musi zapoznać się dokładnie z uzasadnieniem wyroku i upewnić się, że sprawa spełnia wymagania, aby wystąpić o kasację wyroku.

źródło: http://www.dobreprogramy....News,57514.html

NEVIL - Wto Wrz 09, 2014 16:31


Prawa autorskie: Spór o miliony z tantiem za publikacje


Nie tylko muzykom, filmowcom i pisarzom przysługują tantiemy za odtwarzanie ich dzieł. Pieniądze powinni dostawać też autorzy publikacji naukowych. I to niebagatelne kwoty, bo rocznie organizacje zbiorowego zarządzania (OZZ) prawami autorskimi zbierają po kilkanaście milionów złotych, które powinny trafiać do twórców i wydawnictw. Niestety tak się nie dzieje. Za to wokół zasad wyliczania tych tantiem tworzy się coraz poważniejszy konflikt, szczególnie że odpowiada za to kilka OZZ.

Linia konfliktu przebiega między Polską Izbą Książki, Repropolem i Stowarzyszeniem Wydawców i Autorów Polska Książka, które to poskarżyły się Ministerstwu Kultury na inną organizację – Kopipol. Według nich ten ostatni, odpowiedzialny bezpośrednio za wypłaty dla wydawnictw i wydawców naukowych, choć zbiera potężne kwoty, to tantiemy wypłaca częściowo i do tego wybiórczo.

Kopipol nie pozostaje dłużny adwersarzom i także poskarżył się w resorcie kultury na wspomniane OZZ, zarzucając im, że chcą (a szczególnie SWiA Polska Książka) zawłaszczyć uprawnienia (i pieniądze) należące do Kopipolu.

Tylko w 2013 r. Kopipol zebrał od producentów sprzętu elektronicznego w ramach opłaty za czyste nośniki ponad 13,5 mln zł. Na koniec ubiegłego roku, jak wynika ze sprawozdania organizacji, na jej kontach było aż 36,6 mln zł. Sumy urosły, bo Kopipol latami pobierał znacznie większe opłaty, niż wypłacał tantiemy. Przykładowo w 2011 r. wypłacono 3,3 mln zł, a w 2012 – 5,9 mln. – I niestety taka sytuacja ciągnie się od lat. Kopipol pobiera spore opłaty, ale niewiele się z nimi dzieje. Zamiast trafiać do autorów, pieniądze leżą na koncie tej organizacji – mówi prezes Izby Wydawców Prasy Maciej Hoffman. – Owszem, ostatnio przyspieszyło tempo ich wypłacania, ale to wciąż tylko mniejsza część zebranych funduszy, a dodatkowo spore kontrowersje budzi to, kto według Kopipolu jest uprawniony do wypłat – to tylko 14 wydawnictw i trochę ponad 200 autorów. Ciężko uwierzyć, że tak wąska grupa ma prawo do tych pieniędzy i że nie ma wśród nich np. wydawnictw PWN czy też że są to tylko autorzy książek, a zupełnie nie uwzględniono czasopism – dodaje Hoffman.

Właśnie podział pieniędzy wzbudza w konkurencyjnych OZZ największe kontrowersje i właśnie w tej sprawie piszą od miesięcy do Ministerstwa Kultury. Tyle że Kopipol, jak każda organizacja zbiorowego zarządu, ma prawo do autonomii w sposobie wyłaniania beneficjentów. Tłumaczy, że robi to na podstawie badania przeprowadzonego na klientach punktów kserograficznych. Wynika z niego, że 92 proc. wszystkich kopii to właśnie publikacje naukowe i to pochodzące od wspomnianych wydawnictw. Kopipol broni się też, że pieniądze stara się rozdystrybuować jak najsprawniej.

Więcej: http://serwisy.gazetapraw...publikacje.html

NEVIL - Pią Paź 17, 2014 18:50

Komentarze:

Seba_G

Rząd, który podpisuje takie niszczycielskie ustawy za plecami własnych obywateli powinien być natychmiast zdymisjonowany bez możliwości powrotu do polityki.
Marzenia...


----------------------------

bystryy


@Seba_G: "Rząd, który [...]za plecami własnych obywateli powinien być [...] zdymisjonowany "

Zdymisjonowany? Za pogwałcenie demokracji? Trybunał stanu za nadużycie zaufania. W sprawach najwyższej wagi państwowej powinno odbyć się referendum. Stara zasada "nic o nas bez nas".

------------------------------

darekkkk

Ciekaw jestem czy intelektualistka Kopaczowa w ogóle rozumie o co chodzi.

-----------------------------

dzikiwiepsz

"do nawet stu lat po śmierci twórcy" - to nie jest żadna ochrona praw autorskich tylko zwykłe chronienie możliwości zbierania nienależnych pieniędzy przez kogoś kto se takie prawo przywłaszczył np mafia zaiks itp, takie legalne paserstwo.

============================

ACTA wejdzie tylnymi drzwiami – proponują ochronę praw autorskich nawet do stu lat po śmierci twórcy


Wikileaks udostępniło wczoraj internautom kolejny interesujący dokument. Ze szkicu porozumienia Trans-Pacific Partnership (TPP) poznać możemy aktualny stan prac nad nowymi międzynarodowymi regulacjami prawnymi, które do tej pory przygotowywane były w ścisłej tajemnicy – i które przynieść mogą radykalne zaostrzenie działań antypirackich oraz wydłużenie okresu obowiązywania prawa autorskiego do nawet stu lat po śmierci twórcy.

O pracach nad TPP nie było dotąd u nas zbyt głośno. Nie można się temu dziwić, skoro dotyczy ono przede wszystkim krajów Azji i Pacyfiku. Uważa się jednak, że to część szerszej inicjatywy władz Stanów Zjednoczonych, mającej na celu zbudowanie międzynarodowych ram prawnych dla działań, które pozwolą należycie ochronić interesy właścicieli praw autorskich z USA. Jednocześnie z TPP trwają bowiem (równie niejawne) prace nad Transatlantic Trade and Investment Partnership (TTIP) oraz Trade in Services Agreement (TISA). Łącznie akty te mogą zrealizować postulaty, które zostały odrzucone wskutek protestów społecznych przeciwko niesławnej ACTA.



Ujawniony przez Wikileaks wyciek kolejnego szkicu porozumienia TPP, datowany na 16 maja2014, zawiera rozdział poświęcony własności intelektualnej. Mowa w nim o rynku farmaceutycznym, systemie patentowym i ochronie dzieł literatury i sztuki, szczególnie w kontekście mediów cyfrowych oraz znakach towarowych.

Najistotniejsze z perspektywy internautów uzgodnienia TPP dotyczą trzech kwestii. Pierwsza z nich to wydłużenie okresu obowiązywania majątkowych praw autorskich. Według przedstawionych propozycji, ochrona byłaby zapewniana przez sygnatariuszy porozumienia przez 50, 75 a nawet 100 lat po śmierci autora (korzyści finansowe przypadałyby jego prawnym spadkobiercom).

Druga kwestia dotyczy odpowiedzialności karnej za nie wiążące się z komercyjnym rozpowszechnianiem treści naruszenia praw autorskich. Do dziś w większości krajów w grę wchodzi jedynie odpowiedzialność cywilna. Przyjęcie rozstrzygnięć TPP pozwoli na pełne zaangażowanie do walki z piractwem audiowizualnym i książkowym prokuratury.

Trzecią kwestią jest odpowiedzialność dostawców Internetu. Strony porozumienia rozważają wprowadzenie obowiązku ostrzegania przez ISP swoich użytkowników o możliwości pobrania nielicencjonowanych treści. Jeśli by takich ostrzeżeń dostawcy Internetu nie wprowadzili, ponosiliby ryzyko prawne, związane ze współuczestnictwem w procederze nielegalnego rozpowszechniania treści chronionych prawem autorskim. Pojęcie „dostawcy Internetu” jest tu bardzo szeroko rozumiane – to każdy, kto jest przekaźnikiem ruchu sieciowego, nawet kawiarnia z otwartym hotspotem.

Eksperci zauważają, że rozwiązanie to przypomina amerykański model bezpiecznej przystani, oferowany dostawcom sieci w ramach ustawy DMCA. Pozwala on uniknąć odpowiedzialności za naruszenia prawa przez użytkowników pod warunkiem zapewnienia mechanizmów łatwego usuwania/blokowania chronionych treści.

Nie wszystko jednak w ujawnionym przez Wikileaks dokumencie zmierza ku gorszemu. Pojawiła się np. propozycja, mająca pozwolić na legalizację usuwania elektronicznych zabezpieczeń w ramach prawa do dozwolonego użytku. Pokazuje to, że nie ma pełnej jednomyślności między stronami traktatu. Jeśli Stany Zjednoczone będą chciały wejścia TPP (i podobnych umów) w życie, będą musiały zgodzić się na pewne kompromisy.

źródło: http://www.dobreprogramy....News,58577.html

NEVIL - Pon Paź 20, 2014 08:01


Każdy z nas jest złodziejem




(...) Jak to możliwe, że opłatą reprograficzną nie zajął się jeszcze rzecznik praw obywatelskich albo że nie trafiła ona do Trybunału Konstytucyjnego – prawdę mówiąc, nie pojmuję. Niezależnie od tego, że to bandyckie rozwiązanie jest stosowane w wielu państwach (co w żadnym stopniu nie świadczy o jego słuszności), jego zgodność z polską konstytucją wydaje się wątpliwa.

Pozostaje uznać, że skoro już ZAIKS nałoży na nas wszystkich kolejna karę za piracenie, to chyba możemy poczuć się zwolnieni z zakazu kopiowania utworów. Skoro jest już kara, to niech przynajmniej będzie miała uzasadnienie. (...)

Więcej: http://wiadomosci.wp.pl/k...,wiadomosc.html

NEVIL - Wto Gru 16, 2014 16:55

Pobieranie na własny użytek nie jest dozwolone, ale zmian na razie nie widać


W świadomości internautów za pobieranie już udostępnionych utworów nie grożą żadne konsekwencje. Jednak Trybunał Sprawiedliwości UE wiosną dokonał nowej wykładni dyrektywy, która może całkowicie zmienić interpretację przepisów prawa autorskiego… na niekorzyść ściągających. Na razie jednak niewiele się o niej mówi. Sprawę ponownie próbuje poruszyć Piotr Iwanicki na GeekLaw.pl.

W przekonaniu internautów, jeśli utwór został już rozpowszechniony, w zakresie własnego użytku osobistego można z niego korzystać do woli. Zazwyczaj tak właśnie interpretowany był Artykuł 23 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, którego ustęp 1. brzmi:

Bez zezwolenia twórcy wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego utworu w zakresie własnego użytku osobistego. Przepis ten nie upoważnia do budowania według cudzego utworu architektonicznego i architektoniczno-urbanistycznego oraz do korzystania z elektronicznych baz danych spełniających cechy utworu, chyba że dotyczy to własnego użytku naukowego niezwiązanego z celem zarobkowym.

Zazwyczaj w interpretacjach nie miało znaczenia, czy utwór ten został nabyty z poszanowaniem praw do niego i oficjalnymi „kanałami”, czy w jego udostępnieniu maczali palce „piraci” bądź producenci podróbek. Polskie prawo nie stawia tu z resztą wyraźnej granicy i nie ma znaczenia pochodzenie konkretnej kopii utworu. Jeśli został on już legalnie rozpowszechniony, czyli udostępniony, wyemitowany w telewizji, umieszczony w serwisie VoD i tak dalej, nie ma znaczenia jak konkretny internauta wejdzie w posiadanie jego kopii. Jeśli zdecyduje się na pobranie nieautoryzowanej kopii i nie będzie przy tym jej udostępniał, w świetle ustawy nie czeka go kara ani nie zostanie pociągnięty do odpowiedzialności za szkodę.



Trybunał Sprawiedliwości UE opublikował orzeczenie przy okazji wyroku w sprawie, w której importer płyt CD spierał się z holenderską organizacją zbiorowego zarządzania o opłatę reprograficzną. W końcu skoro ściąganie i kopiowanie na własny użytek nie narusza prawa autorskiego, nie ma powodu, by na importera nałożona była dodatkowa opłata. TSUE w punkcie 37. uzasadnienia orzekł:

A zatem nie można zaakceptować uregulowania krajowego, które nie dokonuje żadnego rozróżnienia między kopiami na użytek prywatny sporządzonymi z legalnego źródła a tymi, które zostały sporządzone ze sfałszowanego lub z pirackiego egzemplarza utworu.
Podobne prawa obowiązują w innych krajach Unii Europejskiej. Można je znaleźć w dyrektywie 2001/29/WE, której zadaniem jest ujednolicenie niektórych aspektów prawa autorskiego w krajach członkowskich. Z interpretacji dosłownej jeszcze niedawno, poza Polską, znana była także Holandia. W tym drugim kraju kwietniowy wyrok TSUE ze skutkiem natychmiastowym ukrócił wolność pobierania.

W Polsce sprawa ucichła dość szybko i nie zanosi się na rewolucyjne zmiany, o ile oczywiście unijni regulatorzy nie nakażą wprowadzenia analogicznych przepisów. Jeśli taka zmiana zostałaby wprowadzona, twórcy będą mieli możliwość pozwania każdego, kto sięgnie po nieautoryzowaną kopię utworu i skopiuje ją sobie na własne potrzeby. Warto zaznaczyć, że niekoniecznie powodem takiego działania musi być zła wola internauty – może to być także nieświadomość pochodzenia plików czy przypadkowe kupno podróbki.

W takiej sytuacji możemy tylko czekać, aż z mrocznych zakamarków zaczną napływać wezwania do zapłaty za pobieranie kolejnego polskiego hitu filmowego. Pomysły na obronę przed trollami oczywiście są, ale nie wiadomo, czy zostaną przyjęte. Z drugiej strony stan polskich usług VoD przekonuje, że w takich warunkach bez piractwa mało co można obejrzeć.

Wydaje mi się, że wyrok to wciąż element starego systemu praw autorskich, który pewnego dnia upadnie w całości — zakończył swój wpis Iwanicki. Miejmy nadzieję, że ten dzień nadejdzie szybko, bo na razie walka z piractwem pochłania ogromne zasoby i daje marne efekty.

źródło: http://www.dobreprogramy....News,59838.html

NEVIL - Nie Lut 22, 2015 23:11

Komentarze:

dzikiwiepsz

"ZAiKS jest jak PZPR" - jest chyba znacznie gorzej oni są jak NKWD a ich jedynym celem egzystencji i to strasznie żałosnej jest uprzykrzanie życia zwykłym ludziom jak i artystom przy okazji.

-----------------------------

pax0r

Myślę, że postulat o przejrzystość finansów jest dużo ważniejszy od opłaty od sprzętu audio. W tej chwili jest to organizacja, która ma prawo nakładać pseudopodatki a nikt nie jest w stanie stwierdzić co oni z tymi pieniędzmi robią. Moim zdaniem w demokratycznym państwie jest to nie do pomyślenia.

----------------------------

uayo

Klip bardzo fajny :) Co do walki z ZAiKS-em to się zgadzam i petycję już dawno podpisałam :)


==========================

W kronice „Z Archiwum IKS” ZAiKS jest jak PZPR


Kampania Nie płacę za pałace nie daje nam zapomnieć o propozycji objęcia różnych urządzeń elektronicznych opłatą reprograficzną. Dystrybutorzy sądzą, że ceny droższych tabletów i smartfonów mogą przez to wzrosnąć nawet o 100 złotych. By przypomnieć o swoich racjach, zrzeszeni pod szyldem niepłacenia za pałace przedstawili ZAiKS w nowym, choć starym świetle.

Autorzy klipu sięgnęli po sprawdzone zabiegi – w końcu mało co budzi w Polsce takie emocje, jak nawiązania do PRL-u, a szczególnie przedstawianie instytucji jako reliktu poprzedniego ustroju. Publikacja filmu imitującego materiał Polskiej Kroniki Filmowej, wykorzystującego charakterystyczne słownictwo z czasów Gomułki, również w tym przypadku wywołują uśmiech na twarzach oglądających. Przede wszystkim jednak przywodzą na myśl znane, często tylko z opowieści, patologie PRL-u.

W klipie honorowe miejsce mają ujęcia z salonu fryzjerskiego Marcina Węgrzynowskiego, który zdobył uznanie wygrywając przed sądem z ZAiKS-em i zgodził się zostać twarzą kampanii „Nie płacę za pałace”. Nie zabrakło kartek na tablety.

ZAiKS tradycyjnie twierdzi, że w większości krajów Unii Europejskiej opłata reprograficzna funkcjonuje i nie stwarza problemów, a produkty znanych marek są tam tańsze niż w Polsce. Winą za to obarczają za wysokie marże, nakładane na dystrybutorów, którzy tylko udają, że dbają o dobro klientów.

ZIPSEE po raz kolejny wszczęło kampanię przeciwko rozszerzeniu opłaty od „czystych nośników”, podnosząc te same argumenty i zarzuty, które już poprzednio podnoszono i które były już wielokrotnie wyjaśniane. Trudno jest polemizować z kimś, kto nie reaguje na żadne argumenty, żadne fakty

– Anna Biernacka, rzeczniczka prasowa ZAiKS-u.
Poza sprzeciwem wobec poszerzenia zasięgu opłaty reprograficznej, inicjatywa apeluje o przezroczystość finansową ZAiKS-u, uczciwość wobec artystów, konsumentów i dystrybutorów. Petycję skierowaną do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Sejmu oraz Senatu podpisało jak dotąd ponad 13 tysięcy osób.

źródło + video : http://www.dobreprogramy....News,61210.html

Podpisz petycję - https://www.nieplacezapalace.pl/petycja

NEVIL - Sro Maj 20, 2015 10:54

Prawo autorskie zmienione. Muzyka chroniona przez 70 lat


Czas ochrony autorskich praw majątkowych do utworów muzycznych został wydłużony o 20 lat i wyniesie teraz 70 lat od publikacji - Sejm przyjął nowelizację ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Ustawa trafi teraz do Senatu.

Przyjęta przez Sejm nowelizacja Prawa autorskiego wdraża dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady 2011/77/UE z 27 września 2011 r. w sprawie czasu ochrony prawa autorskiego i niektórych praw pokrewnych.

Więcej: http://www.prawo.egospoda...lat,1,92,1.html

NEVIL - Nie Cze 07, 2015 15:50


ACTA ukryte w Komisji Europejskiej: Bruksela chce po cichu ocenzurować internet?




Bruksela po cichu chce wprowadzić rozwiązania cenzurujące internet. – Jego dostawcy mogą zamienić się w sędziów i policjantów zajmujących się naruszeniami praw autorskich – przestrzegają eksperci.

Jednolity rynek cyfrowy jest flagowym przedsięwzięciem Brukseli. Ogłoszony z pompą i poddany konsultacjom dokument zapowiada m.in. zniesienie geograficznych blokad w korzystaniu z usług dostarczanych przez internet. KE rozpoczęła działania od przeglądu przepisów dotyczących transgranicznego handlu internetowego, co w dużym uproszczeniu ma doprowadzić do tego, że będziemy mogli kupować w sieci usługi i towary zastrzeżone do tej pory wyłącznie dla mieszkańców jakiegoś kraju bądź regionu. Łatwiejsze i tańsze ma być także przesyłanie paczek z towarami zakupionymi w e-sklepach.

W cieniu tych wydarzeń nie zauważono jednak, że ta sama strategia zawiera też propozycje, które mogą oznaczać cenzurowanie internetu. W jednym z akapitów dwudziestostronicowego dokumentu KE rozważa możliwość nałożenia na dostawców internetu oraz usługodawców obowiązku polegającego na kontrolowaniu umieszczanych w sieci treści, szczególnie pod kątem praw autorskich.

Odnoszące się do tego sformułowanie „duty of care” pojawiło się w dokumencie prawdopodobnie na skutek działania lobbystów reprezentujących organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi.

Podobne rozwiązania KE forsowała w 2012 r., gdy podpisano międzynarodową umowę ACTA. Dopiero pod wpływem masowych protestów internautów Polska wycofała swoje poparcie dla umowy, a Parlament Europejski definitywnie ją odrzucił. Prace nad dokumentem trwały od 2007 r., ale negocjacje utrzymywano w tajemnicy. Gdy sprawa się wydała, eksperci bili na alarm – ich zdaniem ACTA miała doprowadzić do blokowania legalnych i wartościowych treści dostępnych w internecie i ograniczenia wolności słowa.

Więcej: http://biznes.gazetaprawn...c-internet.html

kornik - Nie Wrz 13, 2015 15:26

Tak źle sie dzieje w naszym kraju... :(
NEVIL - Wto Wrz 29, 2015 11:13

Komentarz:

But_w_trawie

walka z wiatrakami. z piractwem walczy się akceptowalną dla klienta ceną.

======================

Rosja chwali się ochroną praw autorskich: zablokowany dostęp do blisko 300 serwisów


Gdy w państwach zachodniej Europy trwa poszukiwanie nowych metod walki z piractwem, czego przykładem może być szwedzka inicjatywa na rzecz pozbawienia serwisów naruszających prawa autorskie zysków z reklam, w Rosji odbywa się to bardziej konwencjonalnymi metodami. Zablokowany został tam w ciągu ostatnich miesięcy dostęp do blisko trzystu serwisów.

Rosyjskie prawo od niemal dwóch lat pozwala właścicielom praw autorskich zgłaszać do służby Roskomnadzor przypadki ich naruszenia przez konkretne serwisy. Należy zauważyć różnicę w działaniu służby pomiędzy ochroną praw autorskich a na przykład prawem o ochronie dzieci przed informacjami czyniącymi szkody ich zdrowiu i rozwojowi. W przypadku tego drugiego procedura polega na rozpatrzeniu przez instytucję wniosku, a następnie – po stwierdzeniu jego zasadności i poprawności formalnej – zwróceniu się do administratorów serwisu o usunięcie treści.

W przypadku ponad 80% spraw przynosi to żądane rezultaty. Piąta część serwisów, która nie stosuje się do żądań Roskomnadzoru zostaje zablokowana na wniosek służby przez rosyjskich dostawców Internetu. Niewiele natomiast wiadomo było o skuteczności instytucji w zakresie ochrony praw autorskich. Szef służby przedstawił w ostatnim czasie nieco więcej danych na ten temat.

W ciągu ostatnich dwóch lat napłynęły 332 zgłoszenia naruszenia praw autorskich, z czego aż 143 w ciągu ostatnich trzech miesięcy. Ograniczenie dostępu nastąpiło w przypadku 282 serwisów, co stanowi niemal 85% wszystkich zgłoszeń. Jak donosi serwis Rosyjskiej Agencji Informacyjnej, wśród zablokowanych całkowicie lub częściowo stron znalazły się między innymi The Pirate Bay, odwiedzany co miesiąc przez około 30 mln Rosjan, czy lokalne serwisy udostępniające pirackie firmy i książki, które cieszyły się porównywalną popularnością.

Dyskusyjna pozostaje zarówno skuteczność Roskomnadzoru, sposobów na obejście blokady przecież nie brakuje. Także problematyczna od strony technicznej jest dla dostawców blokada serwisów wykorzystujących szyfrowany protokół HTTP. Przykładem może być sytuacja , kiedy w wyniku zamiaru zablokowania jednego artykułu, Rosjanom wyłączono dostęp do całej Wikipedii.

Działalność Roskomnadzoru w zakresie ochrony praw autorskich może być problematyczna dla środowisk, które upatrują w służbie aparat cenzorski rosyjskiej administracji. Oto instytucja, która kojarzona jest między innymi z opresjami wobec opozycji, poprzez skrupulatne ograniczanie wolności wypowiedzi, staje nagle w obronie wartości promowanych także na Zachodzie.

źródło: http://www.dobreprogramy....News,66829.html

agfa - Sro Sty 13, 2016 15:17

chyba trzeba wznowić akcję
NEVIL - Pon Maj 16, 2016 17:29

Komentarze:
Radek
W Polsce nie dość że mamy opłate od kopiowania wliczoną w cenę czystego nośnika to jeszcze marzy się zaiks pobieranie tej opłaty od smartfonów, tabletów itp. Tak naprawdę to nie wiadomo za co jest ta opłata bo przecież robienie kopii jest nielegalne. Twórcy muzyki powinni zarabiać ze sprzedaży płyt i koncertów a nie z opłat nałożonych na puste nośniki.

---------------------------------------

Gość
Są też kraje, w których pobiera się opłatę wliczoną w cenę "czystego" nośnika CD czy DVD. Nawet, gdy nagrywa się własne wypociny. Takim krajem jest nasza kochana Polska Ludowa. "Tfurcom" we łbach się przewraca, nauczcie się czegoś pożytecznego, to będziecie mieć z czego żyć.

===============================

Prawo autorskie: niezbędna zmiana systemu opłat z tytułu tzw. kopiowania prywatnego




Prawo autorskie nie nadąża za technologią ani nie zabezpiecza interesów twórców. Wymaga głębokich zmian – wynika z debaty w Senacie na temat problemów jakie mają przedstawiciele środowisk twórczych, właściciele portali, producenci a przede wszystkim odbiorcy z obecnymi przepisami.

Dzięki inicjatywie wicemarszałka Grzegorza Czeleja, w Senacie rozpoczęto debatę na temat problemów jakie mają przedstawiciele środowisk twórczych, właściciele portali, producenci a przede wszystkim odbiorcy z honorowaniem przestarzałego prawa autorskiego. Według uczestników, zmian wymaga nie tylko definicja kopiowania, rozpowszechniania, ale również system płacenia za treści pojawiające się w radiu, internecie, na płytach DVD czy innych nośnikach. Debata, jaka odbyła się w piątek to dopiero początek długiej z pewnością dyskusji na temat zmian w prawie autorskim, które muszą przystawać do zmieniających się czasów, technologii i potrzeb konsumentów.

Więcej: http://wgospodarce.pl/inf...ania-prywatnego

NEVIL - Czw Lis 24, 2016 16:05

Prawa autorskie: Piraci nie będą już płacić podwójnie?




Przepis nakazujący automatyczną zapłatę dwu-, a nawet trzykrotności wynagrodzenia za naruszenie praw autorskich są niezgodne z prawem unijnym – uznała rzecznik generalna luksemburskiego Trybunału. Powinny rekompensować straty, a nie stanowić karę.


Podzielenie przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej tego stanowiska będzie oznaczać diametralną zmianę polskiego systemu ochrony prawnej. Pozwala on żądać za naruszenie praw autorskich dwukrotnego wynagrodzenia, które normalnie przysługiwałoby uprawnionemu. W dużym uproszczeniu – od pirata można żądać nie tylko kwoty, którą normalnie zapłaciłby za film, ale dwukrotność jego ceny. Do niedawna, w przypadku zawinionego naruszenia prawa autorskich, w grę wchodziło nawet trzykrotne wynagrodzenie, ale Trybunał Konstytucyjny uznał tę część przepisu za niezgodną z konstytucją.

Podzielenie przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej tego stanowiska będzie oznaczać diametralną zmianę polskiego systemu ochrony prawnej. Pozwala on żądać za naruszenie praw autorskich dwukrotnego wynagrodzenia, które normalnie przysługiwałoby uprawnionemu. W dużym uproszczeniu – od pirata można żądać nie tylko kwoty, którą normalnie zapłaciłby za film, ale dwukrotność jego ceny. Do niedawna, w przypadku zawinionego naruszenia prawa autorskich, w grę wchodziło nawet trzykrotne wynagrodzenie, ale Trybunał Konstytucyjny uznał tę część przepisu za niezgodną z konstytucją.

Teraz okazuje się, że polska regulacja może też być niezgodna z prawem unijnym i to nie tylko w zakresie trzykrotności, ale i dwukrotności wynagrodzenia. Tak przynajmniej uznała w swej opinii Eleanor Sharpston, rzecznik generalna luksemburskiego Trybunału (sprawa C-367/15). Jej zdaniem prawo do odszkodowania nie może mieć charakteru kary i powinno służyć naprawieniu rzeczywistej szkody. Automatyczna zapłata dwukrotnego wynagrodzenia, bez ustalenia wysokości należnego odszkodowania przez sąd jest niedopuszczalna.

Wątpliwości Sądu Najwyższego

Więcej: http://serwisy.gazetapraw...autorskich.html

NEVIL - Pon Gru 12, 2016 22:11

Komentarz:

~j

Spieniężanie naruszeń praw autorskich w internecie (także... rzekomych naruszeń!) to dziś bardzo intratny biznes i trudni się tym sporo wyspecjalizowanych prawników.; Można w ten sposób dobrze zarobić, a sposoby działania tych ludzi jeśli nawet są zgodne z prawem, to pozostawiają dużo wątpliwości etycznych. Marne też bywają dowody, bo nawet prawidłowe namierzenie adresu IP, z którego rzeczywiście doszło do jakiegoś naruszenie nie jest żadnym dowodem, gdyż przy włączonym WiFi mógł to zrobić ktokolwiek, kto się podłączył pod sygnał, a właściciel łącza internetowego nie ponosi odpowiedzialności za ewentualne sprzeczne z prawem działania tego kogoś i ma to oparcie w orzecznictwie, także SN. No, a już zabieranie ludziom przez policję komputerów w przypadku podejrzeń o naruszenia to zwykła granda! Oczywiście działania wyspecjalizowanych podmiotów, które z tego żyją, nie mają na celu szlachetnej walki z piractwem, lecz tylko i wyłącznie zarabianie pieniędzy! Ja też byłem na ich celowniku i chcieli ode mnie wyłudzić odszkodowanie za naruszenie praw autorskich, którego się absolutnie nie dopuściłem i zgłosiłem sprawę do prokuratury, gdyż uważałem, że w stosunku do mnie miała miejsce próba doprowadzenia mnie do niekorzystnego rozporządzenia mieniem (art. 286 kk), a mówiąc potocznie wyłudzenia pieniędzy pod pretekstem rzekomego naruszenia praw autorskich. Podobno wielu ludzi również niewinnych, w przypadku wzywania ich do zapłaty, płaci „dla świętego spokoju”. No cóż, „pecunia” wpłacona przez niewinnego również „non olet”, no nie?... Ale jest „światełko w tunelu”: 14 grudnia Sejmowa Komisja Cyfryzacji, Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii ma się zająć zwalczaniem wezwania do zapłaty za domniemane naruszenie praw autorskich głównie w internecie „copyright trolling” i wykorzystywaniu służb państwowych do zbierania danych wykorzystywanych w masowych pozwach cywilnych.

=======================

Traple: Indywidualna walka twórcy z piractwem internetowym jest nieefektywna




Nie ma potrzeby wyodrębniania z prawa autorskiego publikacji internetowych. Trzeba po prostu egzekwować prawo oraz nauczyć organy ścigania i sądy takiego podejścia, że nielegalne udostępnianie w internecie niczym nie różni się od sprzedaży nielegalnych kopii materialnych - powiedziała w rozmowie z GazetaPrawna.pl prof. dr hab. Elżbieta Traple.

Na Europejskiej Konferencji Filmowej rozmawiano o sytuacji twórców w różnych państwach europejskich. A jak pani zdaniem wygląda sytuacja w Polsce – czy polskie prawo chroni twórców wystarczająco? Czy nadąża za zmianami technologicznymi?


W Polsce jesteśmy uwarunkowani ramami europejskimi, tak samo jak Niemcy czy Francja, zatem co do zasady powinniśmy mieć ten sam poziom ochrony twórców. Niemniej jednak w poszczególnych krajach unijnych są podejmowane różne inicjatywy zmierzające do wzmocnienia ochrony przed piractwem ponad poziom stanowiący wspólne ramy europejskie. Na pewno nie należymy do krajów najbardziej aktywnych w tym zakresie, nie mówiąc już o tym, że niestety nie dostosowaliśmy naszego prawa w sposób należyty do niektórych postanowień dyrektyw unijnych, między innymi do dyrektywy o świadczeniu usług drogą elektroniczną i dyrektywy o egzekwowaniu praw własności intelektualnej.

Więcej: http://serwisy.gazetapraw...eefektywna.html

NEVIL - Sob Cze 02, 2018 13:33

Komentarze:

loco

tu chodiz tylko o to że władze razi w oczy to co ludzie udostępniają a głupiego łatwiej manipulować tyle w temacie.!

---------------------------

Viue

Nowe gowniane ZSRR ta UE teraz już ewidentnie w D mamy nic tylko wyjść z tej mafii


-----------------------------

boby

Czyli zamordyzm Lewacka UE wkracza na droge komunizmu.


---------------------------------

Imas


Olac taka UE to dyktat nie demokracja

=====================================

Idzie nowa “ACTA”. Po tej decyzji UE możemy zapomnieć o internecie jaki znamy


Nie będzie można publicznie dzielić się linkami, każde zdjęcie i film będą sprawdzane przed wrzuceniem. Mali wydawcy i twórcy treści znikną, zostaną tylko internetowi giganci. Nie będzie nawet memów. Taka przyszłość zapisana jest w europejskiej dyrektywie.




Zbliża się data głosowania w Parlamencie Europejskim nad dyrektywą o prawach autoskich i jednolitym rynku cyfrowym. Aktywiści alarmują, że jeśli przepisy wejdą w takiej formie, w jakiej są dziś, to mogą "zniszczyć internet jaki znamy".

Więcej problemów niż korzyści

W założeniu Komisji Prawnej Parlamentu Europejskiego, dyrektywa dotycząca prawa autorskiego i jednolitego rynku cyfrowego ma chronić twórców treści (np. portale internetowe), dać im większe prawa oraz przeciwdziałać plagiatom i kradzieży ich oryginalnych materiałów. Ma im też dać poważny zastrzyk finansowy. Oczywiście nie bezpośrednio. Zapłacą za to inni użytkownicy internetu.

Dyrektywie w obecnej formie sprzeciwiają się liczne organizacje pozarządowe, aktywiści, europarlamentarzyści, a nawet sami wydawcy, którzy mogliby potencjalnie zarobić na zmianach. Alarmują, że może to być śmierć wolnego internetu.

"Czarna 11", czyli brak linków

Najgroźniejsze są dwa artykuły: 11 i 13. Pierwszy mówi o zakazie udostępniania skrótów wiadomości i artykułów na portalach społecznościowych (Facebook, Twitter), agregatorach linków (Wykop) czy aplikacjach newsowych (Squid). Dziś możemy bez problemów i, co ważniejsze, bezpłatnie dzielić się interesującymi linkami, którymi zawsze towarzyszą krótkie podsumowania (ang. snippet). Artykuł 11. wspomnianej dyrektywy chce to zmienić.

Mając na względzie dobro finansowe portali informacyjnych, Komisja chce, aby udostępnianie fragmentów ich materiałów było płatne. Czyli Facebook, Twitter, Google czy Wykop musiałyby wykupić specjalną licencję od każdego wydawcy, aby użytkownicy mogli udostępniać ich treści. W Polsce to właśnie użytkownicy wspomnianego wyżej Wykopu wyrazili najmocniej swoje oburzenie, we wpisie pod wymownym tytułem "Polska głosowała za cenzurą Internetu".

Zdaniem przeciwniczki nowego prawa, eurodeputowanej Julii Redy z niemieckiej Partii Piratów, artykuł 11. dyrektywy ograniczy możliwość nie tylko dzielenia się artykułami, ale także samego linkowania, bo tym zawsze towarzyszy jakiś opis, nawet w samym adresie. Eurodeputowana mówi też, że dyrektywa zagrozi wolności wypowiedzi i dostępu do informacji, wzmocni problem fake newsów, zniechęci do budowania start-upów poświęconym informacjom i osłabi pozycję małych wydawców.

O negatywnym efekcie artykułu 11 na przepływ informacji, wolność wypowiedzi i rynek informacyjny wypowiada się wielu naukowców, a także samych wydawców, którzy potencjalnie mogliby zyskać na wejściu w życie wspomnianej dyrektywy.

"Pechowa 13", czyli "automatyczna cenzura"

Artykuł 13 mówi natomiast o wprowadzeniu rozwiązań, które przez przeciwników nazywane są "automatami cenzurującymi". W obecnej formie przepisy zawarte w artykule przewidują, że właściciele stron internetowych, na które użytkownicy mogą wrzucać obrazy, wideo i muzykę, będą musieli automatycznie sprawdzać każdy materiał jeszcze przed jego wrzuceniem. Wszystko po to, by upewnić się, że nie narusza praw autorskich.

Jakie tutaj powstaje zagrożenie? Świetnym przykładem jest YouTube, na którym działają właśnie takie algorytmy. Mają one za zadanie usuwać lub demonetyzować (odbierać przychody z reklam) materiały wideo, które naruszają prawa autorskie. Jeśli np. wrzucę klip Metalliki lub nagranie telefonem z ich koncertu, to algorytm je usunie. W niektórych przypadkach (w zależności od decyzji dystrybutora) wideo może pozostać, ale nie będę mógł na nim zarabiać dzięki reklamom. W takim przypadku zyski oddawane są właścicielowi praw autorskich.

Przykładów nie brakuje

Niestety, algorytmy nie zawsze są w stanie ocenić kontekst, w jakim pojawia się muzyka lub obrazy, co do których można mieć zastrzeżenia. I tak np. zablokowane zostało wideo z mruczącym kotem czy z dzieckiem śpiewającym piosenkę. Zablokowane zostało też wideo z wykładu, na którym w tle słychać było fragment utworu muzycznego, a NASA straciła własne wideo z Marsa.

Innym przykładem błędnego działania lub nadużywania algorytmów jest przypadek serialu "The Family Guy". Twórcy kreskówki wykorzystali w niej fragment nagrania, które wzięli z YouTube'a. Gdy odcinek znalazł się w serwisie, to automat oznaczył oryginalny materiał jako plagiat i go usunął.

Pozostawienie decyzji automatycznym programom może prowadzić też do innych, poważniejszych skutków. Z YouTube'a zniknęły tysiące filmów dokumentujących wojnę w Syrii, bo algorytm uznał je za materiały terrorystyczne.

W innym, absurdalnym przypadku strona Warner Bros. została zablokowana na życzenie… Warner Bros. Wszystko przez to, w jaki sposób działa ściganie plagiatów, piratów i blokowanie materiałów. Producenci i dystrybutorzy zlecają to zadanie zewnętrznym firmom. Te zewnętrzne firmy polegają na automatycznych algorytmach, które przeszukują miliony stron w internecie i automatycznie wysyłają żądania zablokowania treści. Strony (np. YouTube) w obawie przed pozwami o naruszenie praw autorskich automatycznie blokują sporne materiały. Wszystko dzieje się bez udziału człowieka.

Coś podobnego spotkało muzyka zespołu Against Miracle of Sound, któremu YouTube zablokował wideo, na którym wykonuje własny utwór.

Według Julii Redy wprowadzenie “maszyn cenzurujących" może ograniczyć wolność wypowiedzi, bo nie będzie można wykorzystywać fragmentów lub przerabiać innych materiałów. Przepisy mają wprowadzić też niebezpieczny stan “winy, dopóki nie udowodni się niewinności". Jeśli materiały będą automatycznie blokowane, to twórcy będą musieli udowodnić, że ich prace są legalne. Otwarte projekty, takie jak Wikipedia czy start-upy, mogą mieć mocno utrudnione życie lub całkowicie znikną z internetu. Z dyrektywy mogą teoretycznie mogą cieszyć się internetowi giganci, bo jako nieliczni będą mieli środki i technologie do zbudowania "maszyn cenzurujących", tym samym pozbędą się konkurencji.

Oprócz problemów, jakie może przysporzyć już samo wprowadzenie artykułów 11 i 13, kolejnym jest sposób ich wprowadzenia. Stowarzyszenie Communia, które działa na rzecz rozszerzenia domeny publicznej i umożliwienia łatwiejszego korzystania z prac innych, ostrzega, że artykuł 13. jest napisany chaotycznie i powinien być całkowicie usunięty.

"Artykuł 13. powinien być usunięty"


Na kilka dni przed głosowaniem Komisji były trzy wersje artykułu 13. Według Communii wszystkie trzy były "okropne", a różniły się tylko stopniem skomplikowania języka, nie dając znaczącej ochrony podmiotom, których będą dotyczyć, czyli społeczności internetowych.

Dodatkowo, ponieważ kraje nie były w stanie się dogadać co do tego, kiedy za linki powinny być pobierane opłaty, a kiedy nie, w dyrektywie zawarto zapis, że każdy kraj UE będzie samodzielnie określał te przepisy. Według Julii Redy stworzy to niewyobrażalny bałagan, będzie realnie oznaczać wprowadzenie przepisów najbardziej restrykcyjnego kraju w całej UE i jest praktycznie przeciwieństwem "jednolitego rynku cyfrowego".

Communia alarmuje, że tekst artykułu 13. jest napisany w tak ogólnikowy sposób, że można go interpretować na różne sposoby i wymaga od właścicieli stron niemożliwego. Według zapisów administratorzy powinni np. sprawdzać, czy do żadnego materiału nikt na świecie (żyjący lub nie) nie ma przypadkiem praw autorskich. Według Communii przepisy określone w ten sposób mogą poważnie zaszkodzić internetowemu biznesowi, przepływowi informacji i wolności wypowiedzi.

Głosowanie w Komisji Prawnej Parlamentu Europejskiego zaplanowane jest na 20/21 czerwca.

źródło: https://tech.wp.pl/idzie-nowa-acta-po-tej-decyzji-ue-mozemy-zapomniec-o-internecie-jaki-znamy-6258112905889921a

NEVIL - Pią Cze 22, 2018 15:55

Komentarze:

Anonim


Rzygać mi się chce tą Unią już... Lewackie Ścierwo...

---------------------------------

L76

Przecież takiej lub podobnej cenzury już w 2008 roku chciał nasz "nieoceniony" redaktor Pan Tomasz Lis. Twierdził, że to jest niebezpieczne, aby każdy kto chce mógł publikować co mu się żywnie podoba. Można to znaleźć w sieci, jeszcze. Eurokołchoz czuje, że internet to bardzo niebezpieczny nośnik niezależnych informacji i trzeba to w końcu ukręcić !!! Pozdrawiam


------------------------

Janek

A nie mówiłem że lewactwo bez cenzury i wolności nie potrafi? W następnej kolejności zaczną się aresztowania potem terror. Tak już było od Stalina do Pol Pota. Terror sie zacznie gdy ludzie będą chcili ich odrzucić. Zresztą łagodna forma terroru w stosunku do niektórych Państw w tym Polski już sie zaczęła. Won z dyktaturą Unią, trzymajmy z Trumpem!

-----------------------------

Anonim

Tylko Polexit nas uratuje przed zaborem.


==============================

To koniec internetu, jaki znamy? Unia chce wprowadzić cenzurę! A obrońcy demokracji... milczą




Jak już informowaliśmy komisja prawna Parlamentu Europejskiego przyjęła stanowisko w sprawie zaproponowanej przez Komisję Europejską reformy prawa autorskiego. Regulacje te mają zmienić zasady publikowania i monitorowania treści w internecie, a zdaniem ekspertów w praktyce mogą oznaczać próbę cenzurowania internetu i ograniczania jego użytkownikom dostępu do informacji. Choć nad projektem pracowano dość długo, dopiero teraz zrobiło się o nim nieco głośniej... i to w chwili, gdy większość kluczowych decyzji została już podjęta. Czy zmiany forsowane przez UE da się jeszcze powstrzymać? Co w praktyce oznacza przyjęcie projektu w obecnym kształcie?

Projekt przepisów, który zyskał akceptację większości eurodeputowanych w komisji prawnej (JURI), przewiduje m.in., że platformy takie jak Google, YouTube, czy Facebook będą musiały systematycznie skanować udostępniane przez swoich użytkowników treści takie jak wideo, czy muzykę pod kątem przestrzegania praw autorskich.

Więcej: http://niezalezna.pl/2285...mokracji-milcza

NEVIL - Sob Cze 30, 2018 14:26

Komentarze:

Jacek Stasiak

Tzw. "Prawa autorskie" to słowo wytrych - dzięki nim można wprowadzać nieograniczoną cenzurę i do woli ograniczać ludziom wolność.

---------------------------------

Nie dajcie się okraść!

Młodzi! Wyjdźcie na ulicę bo was okradną z internetu karaluchy z unii. Szkoda, że już jestem taka stara i nie mogę już tam stać z wami.

------------------------------------

Witold

W ten sposób przeprowadzona w INTERNECIE rzekoma ochrona praw autorskich to kolejna odsłona świata absurdu, do którego mamy przywyknąć i zaakceptować jako normalność. Absurd polega na tym, że praktycznie każde działanie człowieka można podciągnąć jako jego autorskie. Myk polega na tym, że autorzy tego pomysłu zyskują wyznaczony przez siebie cel - pełną kontrolę treści umieszczanych w internecie. Wrażliwcom, co to obawiają się anonimowych bluzgów w internecie na własny temat polecam z niego zrezygnować.

==========================

W całej Polsce protesty przeciwko ACTA 2




W ten weekend w całej Polsce odbywają się protesty przeciwko nowej dyrektywie Unijnej Europejskiej, nazywanej przez niektórych ACTA 2.

Sprzeciw dotyczy unijnej dyrektywy ws. praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym. W ubiegłym tygodniu projekt dyrektywy do dalszych prac przyjęła Komisja Prawna Parlamentu Europejskiego.

Najwięcej zastrzeżeń i obaw budzą dwa artykuły dyrektywy: 11 i 13. Ten pierwszy, mówi o zakazie udostępniania skrótów wiadomości i artykułów na portalach społecznościowych (Facebook, Twitter), agregatorach linków (Wykop) czy aplikacjach newsowych (Squid). Z kolei artykuł 13 zakłada, iż właściciele stron internetowych, na które użytkownicy mogą wrzucać obrazy, wideo i muzykę, będą musieli automatycznie sprawdzać każdy materiał jeszcze przed jego wrzuceniem. Wszystko po to, by upewnić się, że nie narusza praw autorskich.

Więcej : https://dorzeczy.pl/69096/W-calej-Polsce-protesty-przeciwko-ACTA-2.html

NEVIL - Czw Lip 05, 2018 20:35

Komentarze:

[email protected]

Czy autor ma możliwość podania wyników głosowań z nazwiska?Polacy muszą wiedzieć jak nasi europosłowie głosowali.Ci z PO,SLD mogli popierać ACTA2.0.Wyborcy powinni wiedzieć

------------------------------

to tyle

malo kto wie ale te zamordystyczna cenzure forsuje Berlin! dlaczego mnie to nie dziwi

========================

„ACTA 2.0” zatrzymane! Parlament Europejski odłożył procedowanie projektu na wrzesień




Eurodeputowani podjęli decyzję o wstrzymaniu prac nad dyrektywą o prawach autorskich, którą powszechnie określa się jako ACTA 2.0. Będą one kontynuowane na następnej sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego we wrześniu

— podaje portal Wprost.pl.

Pozytywne stanowisko wobec dyrektywy zajęła wcześniej komisja prawna PE. 20 czerwca zwolennicy zmian wygrali głosowanie stosunkiem głosów 15 do 10. Odrzucenie jej przez Europarlament oznacza, że nie wejdzie w życie już teraz. Pozostaje jednak ryzyko, że najbardziej kontrowersyjne artykuły nr 11 i 13 zostaną utrzymane.

Aktualna treść dyrektywy nie aktualizuje prawa autorskiego w Europie i nie promuje uczestnictwa w społeczeństwie obywatelskim, a zagraża wolności online i tworzy przeszkody w dostępie do Sieci. Wprowadza nowe ograniczenia, filtry i restrykcje. Jeżeli propozycja zostanie przyjęta w obecnej formie, dzielenie się wiedzą encyklopedyczną w sieciach społecznościowych, czy znajdowanie artykułów w wyszukiwarkach może nie być możliwe. Wikipedia także będzie zagrożona

— pisali o zagrożeniach płynących z „Acta 2.0” m.in. aktywiści z fundacji Wikimedia.

Do dzisiejszej decyzji Parlamentu Europejskiego odnieśli się pozytywnie na Twitterze politycy Prawa i Sprawiedliwości.

Zmiany w prawie autorskim wywołują wiele kontrowersji. Ich przeciwnicy zarzucają im wprowadzenie faktycznej cenzury w internecie. Z kolei zwolennicy agumentują nowe regulacje koniecznością ochrony twórców.

Zaproponowany przez KE projekt dyrektywy o ochronie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym przewiduje m.in., że platformy takie jak Google, YouTube, czy Facebook będą musiały systematycznie skanować udostępniane przez swoich użytkowników treści, takie jak wideo czy muzykę pod kątem przestrzegania praw autorskich.

Obecnie serwisy internetowe nie mają obowiązku automatycznego kontrolowania treści zamieszczanych przez ich użytkowników, muszą natomiast bezzwłocznie usunąć lub zablokować materiał, jeśli podejrzewają, że jest on nielegalnego pochodzenia.

źródło: https://wpolityce.pl/polityka/402616-acta-20-zatrzymane

NEVIL - Pon Wrz 10, 2018 17:16

Komentarze:

Anonim

To kolejny komuszy twór który psuje powietrze. Czas na wietrzenie.


--------------------------------

ciotka_kalafonia

W końcu trzeba ten internet wziąć za pysk. Zachciało się internetu bez cenzury. Włóżcie to szaraczki między bajki. Kołchoz unijny bierze przykład z kołchozu sowieckiego i jeszcze go ulepsza. Poskakaliście sobie a te ch.je z Brukseli dalej robią swoje i jeszcze lepiej.

------------------------------------

Karol


Tu chodzi o jedno. Ograniczyć do minimum przepływ myśli, informacji i doprowadzić do ich reglamentacji czyli pełnej kontroli internetu. Zauważmy ze internet pozwala praktycznie bez zwłoki czasowej powiadamiać o wszysztkim niemal wszystkich. Tego boi się globalistyczna klika biurokratów. Oni chcą nas kontrolować albo zamknąć nam buzie.

------------------------------

Seen

W praktyce to artykuł opisuje sposób myślenia "czerwonej hołoty". ZAIKS pobierając tantiemy w imieniu twórców płaci im jakieś śmieszne pieniądze, o ile płaci. Ponieważ natura nie znosi próżni, to tzw "łamanie praw autorskich" będzie się odbywało w alternatywnym obiegu. I to by było na tyle.

===========================

ZAiKS i inni w obronie ACTA 2. Ich lobbing za unijną dyrektywą może skończyć się fatalnie




Stowarzyszenie Autorów ZAiKS i Związek Producentów Audio-Video, którym towarzyszą niektórzy wydawcy (w dużej mierze zagraniczni), intensyfikują kampanię na rzecz „Dyrektywy w sprawie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym”, nazwanej już ACTA 2. Zapisy te - pod pozorem walki z technologicznymi gigantami, takimi jak Google - mogą jednak uderzyć w samych wydawców i twórców.

Drodzy Autorzy, ważą się losy Waszych wynagrodzeń z tytułu odtwarzania utworów w internecie. Do 12 września macie czas na zaapelowanie do europosłów o poparcie korzystnej dla twórców reformy prawa autorskiego. Jeśli polscy posłowie zagłosują pozytywnie, Wasze wynagrodzenia znacząco wzrosną. [...] Tech-giganci robią wszystko, żeby nie dopuścić do reformy prawa autorskiego, ponieważ oznaczałaby ona dla nich konieczność podzielenia się z Wami wpływami z reklam

- tak ZAiKS apeluje do twórców i artystów o wsparcie dyrektywy.

Więcej : http://niezalezna.pl/2355...yc-sie-fatalnie

NEVIL - Sro Wrz 12, 2018 16:18

Komentarze:
tk

Rozumiem że dzisiaj KODomici i Ubywatele pójdą pod siedzibę PO i będą krzyczeć "demokracja, wolne media".

-------------------------------------------

PreczzPO

Płatni Zdrajcy Pachołki Rosji teraz są też Patologicznymi Oszustami za lewackie złodziejskie śmierdzące tzw. pieniądze ! PO teraz zrobiło całkowity zamach na wolność Polek i Polaków w internecie !

---------------------------------------------

Polak Mały

W tvłenie zapewne zaraz wyjaśnią ,że pomyliły im się guziki. "Bój to wasz jest ostatni ...". A dalej to już tylko sztandar PO wyprowadzić.

===============================

PO zagłosowała za ACTA 2! Internauci nie zostawiają na partii Schetyny suchej nitki: "Czara goryczy się przelała". KOMENTARZE




Platforma Obywatelska zagłosowała w PE za dyrektywą w sprawie praw autorskich na rynku cyfrowym, zwaną ACTA 2. Poparcie przez PO prawa, które w praktyce może doprowadzić do cenzury internetu, jest powszechnie krytykowane przez internautów. Dziś o godz. 18 przed warszawską siedzibą PO ma się odbyć protest w tej sprawie.


źródło: https://wpolityce.pl/polityka/411915-po-zaglosowala-za-acta-2-rozwscieczyla-internautow

Czytaj też : http://serwisy.gazetapraw...-autorskim.html

NEVIL - Sro Wrz 12, 2018 17:42

Komentarze:

DOR

szwabski faszyzm powraca w nowej szacie, to hegemonia nad innymi narodami .Cenzura w internecie to zero wolnosci . Teraz beda klamac na potege , bo nic im nieprzeszkodzi .Faszystowska rzesza powraca !

-----------------------------------

Zakamuflowana Mafia

W tej Uni Demokracji w ogóle nie ma Tam kilku Kolesi decyduje a wybierają się sami , Korwin miał racje że trzeba ją rozwalić bo to niesie zło dla narodów -Dyktaturę i cenzurę pod płaszczykiem równości

--------------------------------

Zocha

Jeszcze tylko parę miesięcy i będzie to już nowy europarlament i nowa Komisja Europejska. Ci namiestnicy wykonują masońskie instrukcje i czuja się nadludźmi. Odejdą w niesławie i pogardzie.

==========================

ACTA2 przyjęte. Pod pozorem obrony praw autorskich nakłada się knebel na internet.




Podczas dzisiejszej sesji Parlamentu Europejskiego posłowie (wśród nich reprezentacja PO) przyjęli dyrektywę o prawie autorskim na jednolitym rynku cyfrowym określaną potocznie jako ACTA2. Głosowanie nie oznacza jeszcze przyjęcia nowego prawa, lecz zgodę posłów na rozpoczęcie prac nad zaproponowanym dziś kształtem dyrektywy.

Najwięcej obaw budzą dwa artykuły: jedenasty i trzynasty. Artykuł 11 wprowadza tzw. podatek od linków. Jest to określenie mylące ponieważ w rzeczywistości chodzi o opłaty za umieszczenie odnośnika do cudzej strony internetowej. Bez tej opłaty zamieszczanie linków byłoby nielegalne.

Co to oznacza w praktyce? Przede wszystkim zmianę zasad umieszczania w wyszukiwarkach oraz mediach społecznościowych odsyłaczy do innych stron. Chodzi o to, aby wytwórcy treści (przede wszystkim wydawnictwa i agencje prasowe) mogli zarabiać nawet na udostępnianiu bardzo krótkich fragmentów tekstów, takich jak nagłówki czy tytuły. Pomysłodawcy tłumaczą, że chodzi o walkę z piractwem internetowym. Że dzięki temu rozwiązaniu wytwórcy nie będą tracić pieniędzy na podkradaniu ich materiałów przez inne serwisy i użytkowników.

To rzeczywiście jest problem, ale proponowane rozwiązanie niepokoi jeszcze bardziej. Zakłada ono bowiem, że za każdy odsyłacz wraz z fragmentem treści linkowanego materiału trzeba będzie wnieść opłatę na rzecz organizacji zajmującej się ochroną praw autorskich w internecie (coś w rodzaju polskiego ZAiKS, który pobiera opłaty za emitowanie utwórów muzycznych w radiostacjach), a ta organizacja będzie następnie przekazywać pobrane pieniądze właścicielom praw autorskich. Brzmi niegroźnie? Tak, ale tylko do chwili, gdy pomyślimy o konsekwencjach takiego pomysłu. Jeśli to rozwiązanie wejdzie w życie, popularne serwisy natychmiast ograniczą liczbę udostępnianych linków, kierując się przy ich doborze arbitralnymi decyzjami. Jak można się spodziewać, premiowane będą tutaj treści od największych dostawców.

Zresztą sami pomysłodawcy nie kryją takich nadziei, tłumacząc, że przy tej okazji ograniczy się skalę fałszywych informacji w sieci. Fałszywych, czyli – mówiąc wprost – nieautoryzowanych przez liberalny mainstream. Takie założenie prowadzi już wprost do nałożenia politycznego kagańca na internet. Oznacza ono bowiem, że wszelkie treści uznane za niepoprawne znikną w czeluściach internetu.

Kolejnym budzącym obawy przepisem jest artykuł 13, który nakazuje użytkownikowi prewencyjną kontrolę zamieszczanych materiałów. Do tej pory użytkownik musiał usuwać materiały dopiero wtedy, gdy dowiedział się, że naruszają one prawa autorskie. Teraz – zanim cokolwiek umieści na stronie – musi sprawdzić, czy jest to legalne. W przypadku indywidualnego użytkownika oznacza to w praktyce zakaz umieszczania czegokolwiek, co nie jest jego autorstwa.

Artykuł 13 wprost nawiązuje do pomysłów sprzed kilku lat, gdy próbowano wdrożyć międzynarodową umowę handlową dotyczącą zwalczania obrotu towarami podrobionymi, znaną powszechnie jako ACTA. Na jej podstawie państwo delegowało na prywatne podmioty swoje kompetencje w zakresie ochrony praw autorskich. W ten sposób posiadacze tych praw mogli arbitralnie decydować o tym, co można publikować w internecie a czego nie można. Inaczej mówiąc, oddawano prywatnym koncernom kontrolę nad przepływem informacji.

O jakich koncernach mowa? Nie jest tajemnicą, że najsilniejszą presję na zaostrzenie praw autorskich wywierają Niemcy – w szczególności Axel Springer SE (będący w Polsce współwydawcą takich tytułów jak „Fakt” i „Newsweek” oraz współwłaścielem portalu onet). Jak informowało zajmujące się tematyką unijną pismo „New Europe”, Axel Springer wykorzystuje swoje wpływy wewnątrz niemieckiej CDU do przepychania na forum unijnym korzystnych dla siebie projektów. Do grona przyjaciół koncernu należą m.in. Günther Oettinger pełniący do 2016 roku funkcję komisarza ds. gospodarki cyfrowej, Manfred Weber – obecnie przewodniczący Europejskiej Partii Ludowej w PE (i prawdopodobny kandydat na następcę Jean-Claude Junckera) oraz – co chyba przestaje dziwić – sprawozdawca projektu dyrektywy o prawach autorskich Axel Voss.

Przedstawiciele Axel Springer są bardzo aktywni w Brukseli. Ich najczęstszym rozmówcą jest Oettinger. Co ciekawe, do spotkań z Oettingerem dochodziło nawet wówczas, gdy utracił on stanowisko komisarza ds. polityki cyfrowej i oficjalnie nie zajmował się już tematyką praw autorskich. Nie powinno zatem nikogo zaskakiwać, że rozwiązania promowane przez niemiecki koncern i zaprzyjaźnionych z nim polityków CDU nabierają dziś kształtu oficjalnego prawa unijnego. Tym bardziej, że niemiecka chadecja – choćby dzięki Manfredowi Weberowi – ma ogromny wpływ na najliczniejszą w Parlamencie Europejskim grupę EPP, do której ze strony polskiej należy Platforma Obywatelska. Zajmujący się ze strony PO tą tematyką europoseł Tadeusz Zwiefka broni jak lew rozwiązań podsuwanych przez niemieckie koncerny. „Rosnące zjawisko naruszeń praw własności intelektualnej w internecie, czyli ujmując krótko „piractwo”, wymaga skutecznej reakcji, która pozwoli na uczciwe wynagradzanie twórców za ich dzieła” – mówił w czerwcu, zaraz po tym jak Komisja Prawna Parlamentu Europejskiego przyjęła zaproponowany przez Axela Vossa projekt dyrektywy. Problem w tym, że akurat rzeczywiści twórcy tych dzieł, a więc dziennikarze, publicyści, fotoreporterzy raczej nie zyskają na nowej dyrektywie dodatkowych pieniędzy. Jeśli ktoś zyska, to głównie posiadacze praw autorskich, wydawcy i koncerny medialne, które zajmują się dystrybucją treści.

Wydawcy wraz z przeniesieniem informacji do internetu rzeczywiście utracili sporą część zysków. Ma to miejsce również w Polsce, gdzie wszystkie tytuły prasowe – bez względu na opcję światopoglądową – z roku na rok tracą czytelników. Stąd zaciekła walka o stworzenie nowego modelu biznesowego w internecie. Trudno jednak przenieść wzorce z rynku prasowego do sieci. Użytkownicy niechętnie korzystają z płatnych platform, wolą krótkie informacje na darmowych portalach i nie zastanawiają się nad tym, że napisanie artykułu i jego wydanie sporo kosztuje, więc jeśli coś jest za darmo, to albo wydawnictwo ledwie ciągnie, aby utrzymać reklamy i czytelników albo treść jest po prostu ściągnięta z innych źródeł (czyli ukradziona).

Mimo tych problemów obecne rozwiązania prawne wydają się na razie – z punktu widzenia tzw. odbiorcy końcowego czyli użytkownika internetu – najlepszym rozwiązaniem. Dają mu bowiem szeroki wybór treści, dzięki czemu ma on – jeśli tylko jest dociekliwy i choć trochę wykształcony – szansę na wyrobienie sobie samodzielnego poglądu na interesujący go temat. Jeśli udałoby się połączyć potrzeby wydawców z potrzebami użytkowników, nie ograniczając przy tym dostępu do informacji, mielibyśmy sytuację idealną.

Utrudnienie dostępu do niepoprawnych politycznie treści (bo usunięcie linków jest ogromnym utrudnieniem) oraz nakaz autocenzury publikowanych materiałów (pod kątem bardzo szeroko rozumianych praw autorskich) może doprowadzić nie tylko do pogorszenia kondycji finansowej mniejszych wydawnictw i portali oraz faktycznego wyeliminowania z obiegu informacyjnego wielu indywidualnych użytkowników, ale – w dalszej perspektywie – także do stworzenia monopolu ekonomicznego i informacyjnego największych graczy na rynku. Konsekwencją tego monopolu mogłaby być ideologiczna kontrola internetu, który – przynajmniej w Unii Europejskiej – przestałby być przestrzenią wolnej wymiany myśli i informacji.

źródło: https://wpolityce.pl/polityka/411921-acta2-knebel-na-internet-pod-pozorem-obrony-praw-autorskich

NEVIL - Nie Wrz 16, 2018 11:05

Komentarze:

REALISTA

Kto ma MEDIA - ten ma WŁADZĘ!

--------------------------------

UE

To ile według tych wielkich koncernów medialnych powinna wynosić minimalna płaca ile zasiłek dla bezrobotnych i jak długo płatny oraz jakie powinny być inne świadczenia dla Polaków.Kawa na ławę.Jasne.

============================

Minister Szczerski nie ma złudzeń: Wielkie koncerny mediowe to najwięksi beneficjenci ACTA2. Twórcy są gdzieś daleko w tle




To nabijanie kabzy wielkim koncernom. W tle tej dyrektywy są ogromne pieniądze. Dlatego miała ona tak wielu sponsorów w PE, bowiem dyrektywa ACTA 2 przynosi im ogromne korzyści. To wielkie koncerny będą jej największymi beneficjentami. Twórcy są gdzieś w tle. Zawsze w takiej sytuacji, kiedy ktoś ma interes ekonomiczny, nie patrzy na wolność innych ludzi. Chce tylko zarabiać

— powiedział w „Woronicza 17” minister Krzysztof Szczerski, odnosząc się do decyzji Parlamentu Europejskiego, który opowiedział się za dyrektywą ACTA2.

Minister Szczerski dodał, że gdyby chodziło o relacje między internautami a twórcami, to by się dogadali.

Ze strony rządu była dużo bardziej zrównoważona propozycja. Polski rząd po to uczestniczył w tych rozmowach. Kiedy weszły do dyskusji koncerny, to przeforsowały rozwiązania korzystne dla siebie

— podkreślił minister Szczerski.

W ocenie wiceministra obrony narodowej Wojciecha Skurkiewicza, Platforma Obywatelska kolejny raz oszukała Polaków, nie stanęła na wysokości zadania.

Z jednej strony PO pokazała się z twórcami. Rozumiemy to, ale internet jest obszarem szczególnym. Rzecz, która w internecie żyje dziś, jutro jest przestarzała. Wszelkie memy, będące prostą formą, są szybką reakcją na różnego rodzaju zachowania, to przez te przepisy nie będzie działo. Rząd PiS jest przeciwko temu

— podkreślił minister Skurkiewicz.

Przypomniał, że Zachód nie miał do czynienia z cenzurą w takim stopniu, jak Polska.

My wiemy, do czego to prowadziło. Dziś absolutnie nie ma na to miejsca. PO chce powrotu cenzury. Nasza deklaracja jest jednoznaczna: wolność w internecie powinna być na pierwszym miejscu

— dodał Wojciech Skurkiewicz.

Z kolei poseł WiS Adam Andruszkiewicz stwierdził, że zmierzamy w stronę świata Georga Orwella.

To poważna sprawa. Z jednej strony mamy korporację i pieniądze, z drugiej strony cenzurowanie internetu. Młodzieży, która najwięcej korzysta z internetu może otrzymywać informacje takiej, jakie ktoś będzie chciał. Wolności w internecie trzeba bronić jak niepodległości

— podkreślił Adam Andruszkiewicz.

Trzeba się zorganizować i mocno protestować. Tylko tak możemy coś zdziałać

— dodał poseł Andruszkiewicz.

Prof. Szczerski odniósł się to sprawy filtrowania treści w internecie.

Powstanie kolejna unijna instytucja, która będzie tak filtrowała treści, żeby ktoś zarabiał pieniądze. Jeśli mówi się, że nie ma demokracji w Europie, to nie ma nic łatwiejszego niż komunikacja między Europejczykami przez internet. To jest kaskada, którą jak się raz uruchomi, to skończy się na cenzurze. Pieniądz ma barwę ideologiczną, nie jest transparentny. Internet ma problem - to fake newsy, przemoc. Tym trzeba się zająć

— ocenił minister Szczerski.

źródło: https://wpolityce.pl/polityka/412410-minister-szczerski-nie-ma-zludzen-acta2-jest-dla-koncernow

NEVIL - Nie Lis 18, 2018 10:49

Ważny apel do premiera Morawieckiego. Internauci domagają się w liście otwartym podjęcia starań o odrzucenie tzw. ACTA 2




O głos sprzeciwu w sprawie „Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym” i podjęcie starań o odrzucenie jej w kolejnej rundzie negocjacji apelują do premiera Mateusza Morawieckiego autorzy ogłoszonego w sobotę listu.


Apelujemy do Pana o przejęcie inicjatywy w kolejnej rundzie rozmów trójstronnych między KE, PE a Radą Europy, dotyczących „Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym”. Mimo iż polski głos sprzeciwu w tej kwestii był zauważalny, zmuszeni jesteśmy potraktować go jako niewystarczający - głosi treść listu skierowanego do premiera Morawieckiego pod którym podpisało się kilkanaście osób, organizatorów i uczestników protestów przeciwko „ACTA 2” m.in. Michał Bielecki, Piotr Borowski, Michał Dydycz, Magdalena Fogiel-Litwinek, Rafał Górski, Grzegorz Jastrzębski, Andrzej Kania vel Tramway, Piotr Kubiczek, Krzysztof Maczyński vel ByteEater, Piotr Matczak, Krystian Pawlak, Paweł Tanajno, Artur Witczak Krzysztof „Ator” Woźniak, Piotr Wroński

Projekt nowej dyrektywy o prawie autorskim dotyczącym internetu Parlament Europejski poparł we wrześniu. Było to drugie podejście do projektu dyrektywy o prawie autorskim. Na początku lipca europosłowie odrzucili stanowisko komisji prawnej PE, w drugim podejściu propozycja projektu uzyskała większość. Deputowani zgłosili ponad 250 poprawek. Dyrektywa ma zmienić zasady publikowania i monitorowania treści w internecie. Przepisy wzbudzają wiele kontrowersji. Przeciwnicy tych regulacji określają projekt dyrektywy jako „ACTA 2” i ostrzegają przed cenzurą w internecie i końcem wolności w sieci, zwolennicy wskazują natomiast, że zmiana prawa jest konieczna, by chronić twórców i dostosować przepisy do rzeczywistości.

Więcej: https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/421581-internauci-apeluja-do-premiera-morawieckiego-ws-acta-2

NEVIL - Sob Lut 09, 2019 22:52

Komentarz:
Anonim

Po ACTA 2 rzeczywistość może się nam zmienić nie do poznania. Na co komu będzie internet, jak nie będzie można niczego udostępnić, niczym się podzielić, nic skomentować? To po co nam kolejne bierne źródło informacji, telewizję i radio już mamy. Taki Internet po tej cyfrowej reformie będzie można wyrzucić z chałupy, wi-fi wypierniczyć, a smartfony stracą na jakimkolwiek znaczeniu, do łask wrócą zwykłe komórki sieci 3g, tak więc internet rzeczy także będzie musiał się pożegnać. Jednym słowem przygotujmy się na powrót do przeszłości - lata 80 i 90 ożywają na nowo. A więc wszystkie ostatnimi czasy przeprowadzane reformy cyfrowo-technologiczne szlag trafi, bo społeczeństwo cyfrowe/informacyjne już nie będzie a będzie społeczeństwo takie jak było dawniej normalne bez nadmiernych ingerencji cyfrowo-technologicznych. Dla tych co nie żyli w bogatych częściach Europy w latach 80 i 90-tych taka rzeczywistość będzie dziwna - bowiem pokolenia Y i Z nie zaznały życia bez udziału cyfryzacji, bez smartfonów, bez nadmiernej roli internetu. Tak więc dla nich istnienie bez tych "udogodnień" może być abstrakcją i skokiem na głęboką wodę. ACTA 2( jeśli przejdzie) jest w stanie zmienić naszą rzeczywistość o 360 stopni - jedni poczują wolność, drudzy zaś nie będą potrafili się odnaleźć w otaczającej rzeczywistości. Obawiam się, że ACTA 2 tylko dlatego jest wprowadzane w roku wyborów do PE, aby ochronić pewne frakcje polityczne( lewicę, liberałów, zielonych, chadeków, socjalistów) oraz interesy środowisk LGBTQ+ i feministycznych. Ta dyrektywa posłuży im do tego aby się wybielić przed ludźmi, żeby nie szemrali przeciwko nim. Dlatego Unia Europejska jest tak zdeterminowana pod tym względem i z taką namiętnością podchodzi do tego tematu. ACTA 2 ochroni silnych a małymi wydawcami pogardzi. Youtube, Facebook, Google mając duże pieniądze powykupują interesujące ich treści i tym będą karmić użytkowników, którzy nie będą mogli komentować i dzielić się tym co usłyszą i zobaczą. Drobni wydawcy zostaną zmarginalizowani a nawet wyautowani z przestrzeni cyfrowej. Czy na tej dyrektywie faktycznie zyska prasa, telewizja, radio - tak, jeśli do głosu dojdą także stacje i wydawnictwa obiektywne, rzetelne i niezależne, natomiast stronniczość od lewa do prawa nie wchodzi w grę. Bilansując - ACTA 2 może być bardziej zagrożeniem niż pożytkiem, przynieść więcej złego niż dobrego. Jak będzie( i czy w ogóle będzie) czas pokaże.
==============================
Polska zdecydowanie przeciw ACTA2




W piątkowych negocjacjach osiem krajów, w tym Polska i Włochy, opowiedziało się przeciwko propozycji kontrowersyjnych regulacji dot. prawa autorskiego. To pokazuje, że propozycja budzi w UE wciąż dużo wątpliwości - informują polscy dyplomaci.

Późnym wieczorem w piątek w Brukseli przedstawiciele krajów UE porozumieli się ws. kontrowersyjnych regulacji dot. prawa autorskiego. Dotyczą one treści w internecie. Przeciwnicy tych regulacji określają je mianem "ACTA2". Trilog, czyli negocjacje nad ostatecznym kształtem przepisów między krajami członkowskimi, Parlamentem Europejskim i Komisją Europejską, rozpocznie się w najbliższy wtorek.

Jak poinformowały dwa źródła dyplomatyczne, w głosowaniu przeciwko regulacjom w proponowanym kształcie było osiem państw członkowskich.

"Wśród nich między innymi Polska, Włochy i Holandia. Słowenia wstrzymała się od głosu" - wskazał dyplomata. Z nieoficjalnych informacji wynika, że przeciwne były też Szwecja, Finlandia, Luksemburg, Malta i Słowacja.

"W efekcie piątkowego głosowania jest konkretna różnica między tym, co proponuje w mandacie Rada UE (kraje członkowskie - red.), a tym, co proponuje Parlament Europejski. Trudno oceniać dziś, jaki rozwinie się scenariusz w kwestii propozycji. Nie można wykluczać jej zmiany. Sprawa budzi ogromne polityczne zainteresowanie wśród europosłów"

- powiedział unijny dyplomata.

Służby prasowe Rady UE ani prezydencji rumuńskiej nie poinformowały, jakie są szczegóły kompromisowej propozycji.

Europoseł Ryszard Czarnecki (PiS) powiedział w sobotę, że decyzja Rady UE nie kończy prac nad wprowadzeniem takich regulacji.

"To jedna z nie tak wielu spraw - którymi zajmują się zarówno PE, jak i Rada UE i KE - a które wywołują tak olbrzymi oddźwięk społeczny. Codziennie dostaję maile, informacje na Twitterze czy Facebooku na ten temat. Sprawa jest też elementem gry największych państw w UE. Poparcie Francji dla Nord Streamu 2 nastąpiło za poparcie propozycji francuskich przez Niemcy w tej sprawie. Widać, jak to jest bardzo ważne"

- powiedział.

Jego zdaniem kampania społeczna w tej kwestii, której przedsmak można było zobaczyć w 2018 r., rozpocznie się po ustaleniach w ramach trilogu. "Na pewno będzie to gorący przełom zimy i wiosny. Będzie to jedno z największych wyzwań dla Parlamentu Europejskiego" - wskazał. Jego zdaniem sprawa może być tez "dodatkową amunicją" dla eurosceptyków w kampanii wyborczej do PE.

Europoseł Michał Boni (PO) napisał w piątek późnym wieczorem na Twitterze, że kraje UE przyjęły „najgorszą wersję art. 13 dyrektywy”. To jeden z dwóch wzbudzających największe kontrowersje artykułów projektu.

„Kilka krajów: Holandia, Malta, Szwecja, Luksemburg, i m.in. Polska były przeciwne. Rada tego nie uwzględniła! Walka musi trwać” – dodał Boni w następnym wpisie na Twitterze.

Wiceszef KE Andrus Ansip cieszy się z kolei, iż kraje UE "po raz kolejny znajdują wspólny głos w sprawie reformy prawa autorskiego".

„Dziękuję rumuńskiej prezydencji za pracę i mam nadzieję na ostateczne porozumienie w przyszłym tygodniu. Europejczycy zasługują na prawa autorskie odpowiadające epoce cyfrowej. Jest to dobre dla twórców, platform i zwykłych użytkowników Internetu”

– napisał Ansip na Twitterze.

Przyjęcie mandatu przez kraje członkowskie oznacza, że w następnym kroku mogą rozpocząć się negocjacje z Parlamentem Europejskim i Komisją nad ostatecznym kształtem nowych regulacji. Te negocjacje określane są właśnie jako trilog. Jeśli strony porozumieją się, wówczas przepisy będą mogły wejść w życie.

Parlament Europejski ma już mandat do negocjacji, po tym jak we wrześniu ub.r. poparł projekt dyrektywy o prawie autorskim. Za propozycją opowiedziało się wtedy 438 europosłów, przeciw było 226, a 39 wstrzymało się od głosu.

Nowa dyrektywa ma zmienić zasady publikowania i monitorowania treści w internecie. Przepisy wzbudzają sporo kontrowersji. Przeciwnicy tych regulacji ostrzegają przed cenzurą w internecie i końcem wolności w sieci, zwolennicy wskazują natomiast, że zmiana prawa jest konieczna, by chronić twórców i dostosować przepisy do rzeczywistości.

Szczególne zastrzeżenia budzą dwa artykuły projektu. Chodzi o art. 13, który wprowadza obowiązek filtrowania treści pod kątem praw autorskich, oraz art. 11, dotyczący tzw. praw pokrewnych dla wydawców prasowych.

Proponowane przepisy przewidują, że giganci internetowi, np. platformy takie jak Facebook, będą musiały płacić, jeśli korzystają z pracy artystów i dziennikarzy.

PE podkreśla, że wiele wprowadzonych przez niego zmian ma na celu zagwarantowanie, że artyści, zwłaszcza muzycy, wykonawcy i autorzy scenariuszy, a także wydawcy wiadomości i dziennikarze, otrzymają wynagrodzenie za swoją pracę, gdy inni korzystają z niej za pośrednictwem takich platform jak YouTube lub Facebook oraz agregatorów wiadomości, takich jak Google News.

Stanowisko europarlamentu zaostrzyło proponowane przez Komisję Europejską rozwiązania w sprawie odpowiedzialności platform internetowych i agregatorów za naruszenia praw autorskich. Dotyczyć ma to również fragmentów, gdzie wyświetlana jest tylko niewielka część tekstu wydawcy wiadomości.

W tekście uściślono również, że niekomercyjne encyklopedie online, takie jak Wikipedia, oraz platformy oprogramowania open source, takie jak GitHub, będą automatycznie wyłączone z wymogu przestrzegania praw autorskich.

Europosłowie opowiedzieli się też za wzmocnieniem pozycji autorów i wykonawców, umożliwiając im żądanie dodatkowego wynagrodzenia od strony wykorzystującej ich prawa, jeśli początkowo uzgodnione wynagrodzenie stało się "nieproporcjonalnie" niskie w stosunku do generowanych wpływów.

W tekście dodano również, że korzyści powinny obejmować "przychody pośrednie". Umożliwiłoby to również autorom i wykonawcom cofnięcie lub wypowiedzenie wyłączności licencji na eksploatację ich utworów, jeżeli uznaje się, że strona posiadająca prawa do eksploatacji nie respektuje ich praw.

źródło: https://niezalezna.pl/258227-polska-zdecydowanie-przeciw-acta2

NEVIL - Czw Lut 21, 2019 14:57

Komentarze:
Anonim

To dlaczego PIS jeszcze w lipcu 2018 popierał przepisy ACTA 2? Przeczytajcie odpowiedź Ministerstwa Cyfryzacji o sygnaturze BM-WOP.072.150.2018 gdzie pada oficjalne stwierdzenie że ACTA 2 "nie zagraża ani też nie ogranicza wolności internautów" a w kwestii artykułów 11 i 13 "przyjmuje kompromis Rady Europejskie" oraz "Uwzględnia on częściowo stanowisko Rządu RP. Tak więc nie kłamcie o tym jak to Polska była przeciwna jeśli PiS w najlepsze popierało ACTA2 aż do chwili gdy sprawa zrobiła się medialna.
------------------------------------
soltys z polski

AGENTURA WRACA NIE ub kgb sb wsi A INTERNETOWE KAPUSIE OPANOWALI SWIAT BEZ KAPUSI SWIAT JEST NIKIM
--------------------------------------
Anonim

Jeśli rzeczywiście polskie władze są przeciwne Acta2 to nie implementują tych przepisów do polskiego prawodawstwa. Proste
===============================
Polska tym przepisom była przeciwna. W Brukseli przyjęto "ACTA 2"




Mimo sprzeciwu Polski i kilku innych krajów członkowskich unijni ambasadorowie zatwierdzili wywołujące kontrowersje przepisy w sprawie prawa autorskiego dotyczącego treści w internecie.

Według źródeł unijnych poza Polską przeciwko zatwierdzeniu porozumienia były jeszcze cztery inne kraje członkowskie: Włochy, Holandia, Finlandia i Luksemburg. Dwa wstrzymały się od głosu.

Głównym celem rozporządzenia, którego treść została wynegocjowana w minionym tygodniu, jest zmiana zasady publikowania i monitorowania treści w internecie. Przepisy wzbudzają przez to sporo kontrowersji w niektórych państwach UE, zwłaszcza w Polsce, gdzie określane były nawet mianem ACTA 2.

Większość w UE popiera jednak zmianę obecnych reguł. Zwolennicy przepisów wskazują, że chronią one autorów: muzyków, aktorów, pisarzy czy dziennikarzy, z których prac czerpały takie potęgi jak Google czy Facebook, nie dzieląc się przy tym zyskami.

Więcej: https://niezalezna.pl/259720-polska-tym-przepisom-byla-przeciwna-w-brukseli-przyjeto-acta-2

NEVIL - Wto Mar 26, 2019 15:09

Komentarze:
jagodabenka

Temu komuszemu stworowi UE o to chodzi zeby ograniczyc demokrację i wolnosc i to się dzieje
.
----------------------------------
piotryupiter

Jeżeli PO było za dyrektywą ACTA2 to znaczy , że my , normalni użytkownicy Internetu dostaniemy po czterech literach. PO zawsze było przeciw zwykłym ludziom a za interesem silnych korporacji
----------------------------------
Anonim

Lewactwo robi wszystko aby zamykać usta ludziom myślącym... Lenin był by dumny.. Czas na rozwijanie DarkNetu... trzeba się tam przenieść..
==========================
"To początek cenzury i ograniczenia wolności w Internecie". Mocne oceny przyjętej przez PE dyrektywy




Parlament Europejski przyjął dziś budzącą kontrowersje dyrektywę o prawach autorskich, która przez wielu nazywana była potocznie "ACTA 2". - Smutny dzień (...) To początek prewencyjnej cenzury i możliwego ograniczenia wolności w internecie - napisał na Twitterze eurodeputowany Prawa i Sprawiedliwości, Tomasz Poręba. Dodał, że europosłowie PiS głosowali przeciw dyrektywie.

Parlament Europejski przyjął dziś na posiedzeniu plenarnym dyrektywę o ochronie praw autorskich zwaną w Polsce potocznie "ACTA 2". 348 europosłów było za, 274 przeciw, a 36 wstrzymało się od głosu. Dyrektywa została przyjęta bez poprawek. Oznacza to, że przegłosowane zostały kontrowersyjne artykuły 11. i 13., które znajdują się w dokumencie.
Smutny dzień. PE stosunkiem głosów 348 za do 274 przeciw przy 36 wstrzymujących przyjął ACTA2 wraz z najbardziej kontrowersyjnymi art 11 i 13. To początek prewencyjnej cenzury i możliwego ograniczenia wolności w internecie. Delegacja PiS w całości przeciw

- napisał na Twitterze eurodeputowany PiS, Tomasz Poręba.

Więcej: https://niezalezna.pl/264757-to-poczatek-cenzury-i-ograniczenia-wolnosci-w-internecie-mocne-oceny-przyjetej-przez-pe-dyrektywy
Czytaj też: https://niezalezna.pl/264783-nie-do-wiary-europoslowie-po-znoacutew-to-zrobili-po-raz-kolejny-poparli-cenzure

i to: https://wpolityce.pl/polityka/439776-sosnierz-politycy-chca-kontrolowac-internet-stad-acta2

NEVIL - Pon Kwi 01, 2019 08:18

Warto wiedzieć: Przyjęta przez europosłów PO dyrektywa ACTA2 może być sprzeczna z polską konstytucją!




Artykuł 54 polskiej konstytucji stanowi jasno: "Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane". Powstaje pytanie - w jaki sposób wspomniany fragment konstytucji RP zostanie pogodzony z przyjętymi przez europosłów Platformy Obywatelskiej zapisami ACTA2? Wszak literalne wdrożenie w życie art. 11 i 13 tej dyrektywy będzie niosło ze sobą poważne ryzyko złamania zapisów obowiązującej konstytucji!

Pisałem o tym na łamach tego bloga już w ubiegłym roku, ale z okazji niedawnego przyjęcia przez parlament europejski dyrektywy o prawie autorskim, myślę że warto przypomnieć tę myśl: Rozpowszechnienie się internetu spowodowało poważny wyłom w szczelnym systemie przekazywania informacji i opinii. Okazało się bowiem, że nie tylko telewizja, radio i prasa mogą kształtować preferencje wyborcze. W tym znaczeniu internet (w rozumieniu: milionów użytkowników mediów społecznościowych, blogerów, youtuberów, influencerów) stał się "zagrożeniem dla demokracji" w starym wydaniu.

Jak można ograniczyć to "zagrożenie"? Sposób jest jeden, bardzo prosty. Polega on na wprowadzeniu w życie odpowiedniej regulacji na poziomie ogólnoeuropejskim, która pod pozorem dbania o interesy wydawców miałaby ograniczyć możliwość swobodnej wymiany informacji.

Przyjęta w ubiegłym tygodniu (także przez część europosłów PO) nowa dyrektywa o prawie autorskim (nazywana powszechnie "ACTA 2") zawiera w swojej treści kilka artykułów, które mogą wpłynąć na to, jak działa oparty na współczesnym internecie system przekazywania informacji i opinii.

Tymczasem art. 54 obowiązującej w Polsce konstytucji wprowadza zasadę wolności poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Jego treść stanowi jasno:

1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.
2. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane.


Powstaje zatem pytanie - w jaki sposób zostanie w Polsce wdrożona w życie ACTA 2? Przypomnijmy, że mówimy o unijnej DYREKTYWIE (a nie rozporządzeniu), a to oznacza, że jej treść trzeba będzie zaimplementować do lokalnego porządku prawnego odrębną ustawą przyjętą przez krajowy parlament. PiS zapowiedział, że nie zgodzi się na wdrożenie ACTA 2 w wersji przyjętej przez parlament europejski (co w konsekwencji będzie oznaczało ryzyko nałożenia na Polskę kar finansowych). PO początkowo zapowiadała swój sprzeciw wobec ACTA 2, ale ostatecznie część jej europosłów zagłosowała za treścią dyrektywy w jej kontrowersyjnym brzmieniu.

Implementacja ACTA 2 do polskiego systemu prawnego to zadanie, które będzie czekało parlament kolejnej kadencji (2019 - 2023). Nie można zatem wykluczyć, że od wyniku jesiennych wyborów zależy, czy zasada swobodnego wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji zostanie w naszym kraju ograniczona.

źródło: http://niewygodne.info.pl...konstytucja.htm

NEVIL - Sro Kwi 03, 2019 11:53

ACTA2 to false flag? W cieniu dyrektywy o prawach autorskich forsowana jest znacznie groźniejsza TERREG!




Pamiętacie jak Juncker zapowiadał wprowadzenie prawa umożliwiającego usuwanie z sieci niewygodnych treści w ciągu zaledwie 1 godziny? Słowa przewodniczącego Komisji Europejskiej właśnie wcielane są w życie! Gdy niemal wszyscy obserwatorzy sceny politycznej w UE skupieni są na ACTA2, mało kto zwraca uwagę forsowaną równolegle dyrektywę TERREG. Przewiduje ona usuwanie niebezpiecznych treści w ciągu godziny po zgłoszeniu oraz monitoring sieci 24/7 wraz z analizą za pomocą filtrów oraz sztucznej inteligencji. To może oznaczać CENZURĘ PREWENCYJNĄ oraz INWIGILACJĘ.

Przypomnijmy - w 2017 roku Komisja Europejska (KE) zobowiązała się do monitorowania postępów w zwalczaniu tzw. "nielegalnych treści w internecie" (hejt, promowanie terroryzmu). Eurokraci zobowiązali się wówczas do przeprowadzenia oceny, czy konieczne będzie powzięcie dodatkowych środków prawnych w celu zapewnienia "szybkiego wykrywania i usuwania nielegalnych treści w internecie".

Na dalsze kroki nie trzeba było długo czekać. W marcu 2018 roku instytucje podległe KE opracowały specjalny "kodeks postępowania" dla przedsiębiorstw z branży IT, który rekomendował do podejmowania przez wspomniane przedsiębiorstwa prób automatycznej oceny i szybkiej likwidacji nielegalnych treści o charakterze ksenofobicznym czy rasistowskim (w większości w ciągu 24 godzin). W efekcie powyższego Facebook, Microsoft, Twitter, YouTube, Instagram, Google+, Snapchat czy Dailymotion zobowiązały się do wdrożenia odpowiednich rozwiązań technicznych, które wychodziły naprzeciw rekomendacjom eurokratów.
Nadal były to jednak tylko rekomendacje, a nie twarde prawo. W tym kontekście ważne było przemówienie przewodniczącego Komisji Europejskiej Jean-Claude Junckera z września ubiegłego roku, podczas którego zaproponował wprowadzenie na terenie UE przepisów, które "pozwolą usuwać z internetu treści o charakterze terrorystycznym w ciągu jednej godziny, tj. w krytycznym przedziale czasowym, w którym dochodzi do największych szkód".

Niedługo później rozpoczęły się prace na treścią unijnej dyrektywy "Terrorist content Regulation", w skrócie nazywanej TERREG. Zgodnie z jej wstępnym projektem właściciele portali społecznościowych, serwisów share'ingowych oraz dostawcy usług hostingowych będą zobligowani do usuwania z sieci zgłoszonych treści (uznanych jako niebezpieczne) w ciągu 1 godziny od momentu zgłoszenia. Ponadto będą zobligowani do prowadzenia całodobowego monitoringu swoich zasobów za pomocą specjalnych filtrów oraz sztucznej inteligencji. Jeśli ta ostatnia uzna, że dana treść ma charakter niebezpieczny, to będzie ją mogła usunąć z sieci.
Pierwsze głosowanie nad dyrektywą TERREG odbędzie się w Parlamencie Europejskim już 8 kwietnia. Jeśli wspomniana dyrektywa zostanie przyjęta, to z dużą dozą prawdopodobieństwa będzie to oznaczało zalegalizowanie w europejskim porządku prawnym cenzury prewencyjnej oraz totalnej inwigilacji w zakresie wrzucanych do internetu i udostępnianych treści. O tym co jest niebezpieczne, a co legalne będą decydowały przeczesujące sieć boty wyposażone w sztuczną inteligencję. Brzmi jak scenariusz futurystycznego filmu. Niestety, niebawem może się to okazać zwykłą codziennością.

Pisałem o tym kilka dni temu, ale nie zaszkodzi powtórzyć: Rozpowszechnienie się internetu oraz mediów społecznościowych spowodowało poważny wyłom w szczelnym systemie przekazywania informacji i opinii. Okazało się bowiem, że nie tylko telewizja, radio i prasa mogą kształtować preferencje wyborcze. W tym znaczeniu internet (w rozumieniu: milionów użytkowników Facebooka, Twittera, setek tysięcy blogerów, youtuberów, influencerów) stał się "zagrożeniem dla demokracji" w starym wydaniu. Jak można ograniczyć to "zagrożenie"? Sposób jest jeden, bardzo prosty. Polega on na wprowadzeniu w życie odpowiedniej regulacji na poziomie ogólnoeuropejskim, która pod pozorem dbania o interesy wydawców (ACTA2) lub dbania o "bezpieczeństwo" (TERREG) miałaby ograniczyć możliwość swobodnej wymiany informacji.

źródło: http://niewygodne.info.pl...jest-TERREG.htm

NEVIL - Czw Kwi 11, 2019 17:44




Polska sprzeciwiła się otwarcie ACTA 2



Na spotkaniu unijnych ambasadorów dziś w Brukseli Polska wyraziła sprzeciw wobec propozycji przyjęcia dyrektywy ws. prawa autorskiego – dowiedziała się Polska Agencja Prasowa ze źródeł dyplomatycznych.

- Polska wraziła sprzeciw i podtrzymała swoje negatywne stanowisko wobec dyrektywy o prawach autorskich. Wskazała, że nie może poprzeć jej przyjęcia

– powiedział unijny dyplomata. Z nieoficjalnych informacji wynika, że stanowisko Polski zostało następnie poparte przez Holandię, Finlandię, Włochy i Luksemburg.

Polska podkreślała – jak relacjonował unijny dyplomata – że choć celem nowych regulacji miało być wzmocnienie funkcjonowania wspólnego rynku, pobudzenie innowacyjności, kreatywności, inwestycji i tworzenia nowych treści w środowisku cyfrowym, to dyrektywa w przyjętym kształcie nie zrealizuje tego celu właściwie.

Przedstawiciel polskiej dyplomacji wskazywał też na spotkaniu – jak podało źródło - że dyrektywa w przyjętym kształcie nie zapewnia właściwej równowagi między właścicielami praw autorskich a interesami obywateli UE i firm.

Z informacji Polskiej Agencji Prasowej wynika, że głos w tej sprawie zabrał na spotkaniu szef Stałego Przedstawicielstwa Polski przy UE Andrzej Sadoś.

W lutym w Brukseli przedstawiciele krajów UE porozumieli się ws. kontrowersyjnych regulacji dot. prawa autorskiego. Osiem krajów, w tym Polska i Włochy, wypowiedziało się przeciwko propozycji kontrowersyjnych przepisów. Nie wystarczało to jednak, aby zablokować wejście w życie nowego prawa.

Kilka dni później w lutym przedstawiciele krajów UE, Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej zawarli kompromis ws. ostatecznego kształtu nowych regulacji. Ten kompromis w marcu poparł Parlament Europejski na sesji plenarnej. Sprzeciw Polski, Holandii, Finlandii, Włoch i Luksemburga nie wystarcza jednak, żeby zablokować regulacje.

zródło:https://niezalezna.pl/267224-polska-sprzeciwila-sie-otwarcie-acta-2


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group