forum LUBIN pl Strona Główna
Współpraca: eLubin.pl forum LUBIN pl Strona Główna
forum LUBIN pl Strona Główna
forum LUBIN pl Strona Główna
FAQSzukajUżytkownicyGrupyProfilRejestracjaZalogujDodaj do ulubionych!Startuj z nami!Współpraca/reklamaKontakt
forum LUBIN pl Strona Główna » Nasze miasto - Lubin » Polityka miasta » przekrety w KGHM'ie Poprzedni temat :: Następny temat
przekrety w KGHM'ie
Autor Wiadomość
lamort
Nowy(a) na forum



Wiek: 28
Dołączył: 25 Cze 2005
Posty: 33
Skąd: lubin
Wysłany: Pon Lip 04, 2005 17:43

Polecam artukuł na temat przekrętów w KGHM:http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2719995.html





Jak prezes KGHM wynalazł miliony


Przemysław Poznański, Poznań 20-05-2005, ostatnia aktualizacja 20-05-2005 09:05

Dziewięć milionów zgarnął z kolegami prezes Polskiej Miedzi Wiktor Błądek za wynalazek sprzed kilkunastu lat, którego oprócz nich nikt nie chciał. Tym wynalazkiem zajmuje się prokuratura



- 10 kwietnia Prokuratura Okręgowa w Legnicy wszczęła śledztwo o działanie na szkodę spółki - mówi nam rzeczniczka Lilianna Łukasiewicz.

Jak przystało na wynalazek, nosił on skomplikowaną nazwę "Sposób wybierania grubych złóż miedzi, zwłaszcza zbudowanych ze skał silnie skłonnych do tąpań naprężeniowych". Pod wynalazkiem podpisało się 10 osób, w tym Błądek, wtedy dyrektor techniczny kopalni Rudna, jej dyrektor Jerzy Jarmużek oraz Stanisław Siewierski, Witold Bugajski i Stanisław Krajewski, których dalszą karierę będziemy śledzić.

W 1988 r. wynalazek trafił do szefa KGHM Mirosława Pawlaka i ten go utrącił. Uznał, że "wynika on w sposób oczywisty z istniejącego stanu techniki" i "polega na zastosowaniu zespołu znanych środków już stosowanych w kopalniach KGHM".

Dodał, że ze względu na stanowiska dwóm autorom nie przysługuje wynagrodzenie "ustalone w zależności od efektów uzyskanych z zastosowania projektu". Chodziło o dyrektorów kopalni Jarmużka i Błądka.

Mimo sprzeciwu szefa KGHM autorzy zgłosili "wynalazek" do Urzędu Patentowego. I w 1992 r. patent uzyskali. Ba, zdążył on nawet wygasnąć - w 1994 r.

Koniec sprawy? Nie całkiem. Bo w międzyczasie bohaterowie awansują. Siewierski na prezesa KGHM, a Krajewski na zastępcę.

Bugajski zostaje dyrektorem Rudnej. Parę tygodni później w kopalni powołana zostaje komisja do oceny "wynalazku". Komisja wysoko ocenia wynalazek i stwierdza, że zaproponowane rozwiązanie nie było wcześniej zgłoszone ani stosowane w KGHM.

W 1995 r. wynalazek zostaje wdrożony w kopalni Rudna. Zatwierdzał go m.in. nadinspektor Stanisław Wisłowski z Okręgowego Urzędu Górniczego we Wrocławiu. Trzeba trafu, że i on jest na liście twórców.

W 1998 r. pełnomocnik wynalazców zwrócił się do dyrektora Rudnej - nadal był nim jeden z twórców Witold Bugajski - o wynagrodzenie. Łącznie wypłacono przez pięć lat 9 mln 103 tys. 360 zł i 14 gr.

I byłoby po sprawie, gdyby nie szef kontroli gospodarczej w kopalni Rudna Walenty Kosmatka. W 2001 r. zbadał kulisy wynalazku i zgłosił wątpliwości do dyrektora kopalni. Bez efektu, więc ruszył do innych instytucji.

Poznański ABW zapewnił go, że sprawa trafi do delegatury we Wrocławiu. - Trzy tygodnie później dyrektor Błądek spytał mnie wprost: "coś ty tam nagadał?" - opowiada Kosmatka.

- Odkrywałem kolejne nieprawidłowości. Zarządzono kontrolę, która nie potwierdziła moich ustaleń - opowiada.

Kosmatce zaproponowano inne stanowisko, a gdy go nie przyjął, dwa lata temu zwolniono go.

Nie skapitulował. W kwietniu złożył doniesienie do Prokuratury Krajowej. Bez efektu. Ale efekt dały jego wcześniejsze działania. Stąd właśnie śledztwo prokuratury w Legnicy.

- Sprawa była już badana w latach 1998-99 przez NIK, musimy więc przeanalizować raport pokontrolny. NIK nie złożyła wówczas doniesienia do prokuratury - zaznacza rzeczniczka Łukasiewicz.

Rzecznik KGHM Dariusz Wyborski zwlekał ponad trzy tygodnie z odpowiedzią na nasze pytania o wynalazek. Ostatecznie napisał: "Każde rozwiązanie usprawniające proces produkcji jest cenne. Jeśli w wyniku jego zastosowania przedsiębiorstwo uzyskuje wyliczone i wymierne korzyści, to zgodnie z przepisami pewien odsetek wypłacany jest twórcom w postaci wynagrodzenia. Nie jest ważne, że projekt został przez kogoś uznany za kompilację stosowanych rozwiązań. W postępie technicznym dokonywanie wynalazków lub wzorów użytkowych opiera się z reguły na już istniejących rozwiązaniach".

Podpis użytkownika:
tylko Chuck Norris moze stworzyc lepsze Forum
tomi
Przyjaciel Forum


Wiek: 42
Dołączył: 11 Maj 2005
Posty: 2078
Skąd: Lubin
Osiedle: Staszica/Zalesie
Wysłany: Wto Lip 05, 2005 15:18

szkoda że tak późno się biorą za tzw. racjonalizację. proponuję prześwietlić wszystkie zatwierdzone wynalazki, przekrętów było dużo więcej - podobno :lol: . a tak w ogóle to panowie na stanowiskach powinni usprawniać pracę kghm-u w ramach swoich obowiązków, a racjonalizacja powinna dotyczyć tylko pracowników fizycznych. :)

[ Dodano: Pią Paź 07, 2005 17:19 ]
bardzo ciekawa lektóra a co najważniejsze dość aktualna
"Walenty KOSMATKA Głogów, dnia 15.02.2005 r.
ul. Merkurego 26/7
67-200 GŁOGÓW



Adam MICHNIK
Redaktor Naczelny Gazety Wyborczej
Marek BOROWSKI
Poseł na Sejm RP
Marek BELKA
Prezes Rady Ministrów RP


Szanowni Panowie,
Na wstępie, chciałbym zadać Panom kilka pytań, mianowicie: Czy trudną do wyobrażenia jest taka oto scena, w której bardzo silny mężczyzna przygląda się, jak pospolity chuligan okłada pięściami znacznie słabszego od siebie? Czy równie trudną do wyobrażenia jest scena, w której policjant biernie przygląda się złodziejom, wynoszącym ukradzione łupy? Czy Panom zaświtałaby myśl, aby pozytywnie ocenić tych, którzy mając siłę i władzę, nie reagują na zło dziejące się na ich oczach? Czy Panowie, nie zadajecie sobie pytania, jak łatwo osadzić Panów w powyższych wyimaginowanych scenach?
Zdając sobie sprawę z tego, że treść tego listu, będzie znana nie tylko Panom, zobowiązany jestem do wyjaśnienia przyczyn, dla których to uznałem, że list otwarty do Panów, będzie wyjściem optymalnym dla sytuacji, w jakiej postawiło mnie kilku naprawdę nikczemnych ludzi i kilka instytucji Państwa, których bezprawne działania pozostają pod Waszą, Panowie, mimowolną lub świadomą ochroną.
Mam oczywiście pełną świadomość spoczywającej na mnie odpowiedzialności, za publiczne stawianie zarzutów pierwszym osobistościom w Państwie. Zarzucanie Panom, może postawić mnie w mało komfortowej sytuacji, ponieważ Wy Panowie, dysponujecie zdecydowanie mocnym u nas argumentem siły, a ja jedynie, mało u nas ważącą siłą argumentów. Po korespondencji z Panami jednak, również tej traktowanej uporczywym milczeniem przez Pana Adama Michnika, zdecydowałem się na list do Panów, upubliczniając go na miarę moich możliwości.
Poniżej przedstawiam jedynie to, na co Panowie nie zechcieliście zareagować, pomimo, że było to Waszą powinnością. Wzywam Panów, abyście porzucili możliwość siłowego przemilczania przekazanych Wam informacji o przestępstwach, zadość czyniąc obowiązkom, które na siebie przyjęliście. Wzywam Panów do zajęcia tak zdecydowanego stanowiska, jak zdecydowanie jednoznaczne są moje do Panów zarzuty:
1) Panu, Panie Redaktorze Michnik, zarzucam, że Pana postawa pozostaje w sprzeczności z tym, o czym Pan publicznie zapewnia. Na wielkich bilbordach z Pana wizerunkiem, oraz codziennie w tytule Gazety Wyborczej, zapewnia Pan, że „nam nie jest wszystko jedno”. Daje Pan tym do zrozumienia, że Pan i gazeta jesteście wrażliwi na krzywdę i dziejące się zło, oraz występujecie przeciwko wszelkim formom cwaniactwa, korupcji, żerowania na dobru publicznym. To, w jaki sposób Gazeta Wyborcza i Pan osobiście, potraktowaliście informacje o przestępstwach, które Wam przekazałem, zadaje kłam mottu, tak uporczywie lansowanemu przez Pana i Pańską gazetę.
2) Panu, Panie Marszałku Borowski, zarzucam brak reakcji na przekazane Panu informacje o przestępstwach ściganych z urzędu, odnoszące się do działań na szkodę interesu Skarbu Państwa i mnie jako obywatela RP, który poinformował Pana o tych przestępstwach, których dopuścili się zarówno ujawnieni przeze mnie malwersanci jak i instytucje Państwa powołane do egzekucji prawa. Nie zastosował się Pan do obowiązku wynikającego z treści art. 304 §2 kpk. Nie wykorzystał Pan również swoich uprawnień wynikających z art. 20 i 21 ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora, a więc nie wykonał Pan stosownej interwencji poselskiej, przyzwalając tym, aby ludzie czyniący zło, mogli utwierdzać się w przekonaniu o ich bezkarności.
3) Panu, Panie Premierze, zarzucam, że wbrew obowiązkowi określonemu w art. 146 i 148 Konstytucji RP – stanowiącym, że jako zwierzchnik służbowy pracowników administracji rządowej, jest Pan w szczególności zobowiązany do ochrony interesu Skarbu Państwa – przekazane Panu przeze mnie informacje o przestępstwach w wielkiej Spółce z 44% udziałem Skarbu Państwa, oraz w organach ścigania, poprzez swoich urzędników, pozostawił Pan bez nadania im biegu.
Aby treść tego listu i zarzutów skierowanych pod Waszym Panowie adresem, mogła być jasna dla wszystkich ten list czytających, zmuszony jestem do chronologicznego przedstawienia wszystkiego, o czym wielokrotnie Panów bezskutecznie informowałem.
Bardzo proszę wszystkich Państwa, do których to faktycznie kieruję ten list, o zapoznanie się z tym, co poniżej udowodnię.
Z wykształcenia jestem inżynierem mechanikiem z 25-cio letnim stażem zawodowym. W latach 1996÷2004 zatrudniony byłem w Oddziale Zakłady Górnicze „Rudna” (kopalni rudy miedzi) w Polkowicach, wchodzącej w skład Spółki KGHM Polska Miedź SA w Lubinie w województwie dolnośląskim. W dziale kontroli gospodarczej kopalni „Rudna” przeszedłem wszystkie możliwe szczeble zatrudnienia. Ze stanowiska inspektora, poprzez kierownika działu i głównego specjalistę, awansowałem do stanowiska głównego inżyniera ds. kontroli gospodarczej. Za rzetelną i sumienną pracę, byłem wielokrotnie nagradzany i honorowany, między innymi III-cim i II-gim stopniem inżyniera górniczego, medalem „Zasłużony dla Oddziału Zakłady Górnicze Rudna”, pisemnym podziękowaniem za współpracę, od prezesów Spółki KGHM Polska Miedź SA.
Moim służbowym obowiązkiem było przedstawianie dyrektorowi kopalni „Rudna” obiektywnych wyników kontroli gospodarczych oraz propozycji wniosków pokontrolnych, niezależnie od wagi podnoszonych problemów oraz ważności stanowisk służbowych pracowników, którym wykazano błędy, niekompetencje, nadużycia, itp.
W okresie pracy w kopalni „Rudna” wykonałem kilkadziesiąt kontroli gospodarczych, których ustalenia, nie były nigdy zakwestionowane. Dowodem uznania moich zawodowych kompetencji jest fakt, że w roku 2002, po wykonaniu we wszystkich Oddziałach KGHM Polska Miedź SA, takich samych tematycznie kontroli gospodarczych, przedstawiony przeze mnie materiał dowodowy opisany w protokole z kontroli, został oceniony – przez niezależnych recenzentów – jako najlepszy ze wszystkich Oddziałów Spółki.
Gdy efekty wykonywanych przeze mnie kontroli gospodarczych dotykały jedynie pracowników kopalni do średniego szczebla włącznie, w mojej pracy zawodowej nie miałem oczywiście nigdy jakichkolwiek problemów.
Bardzo istotny dla mnie służbowy problem zaistniał dopiero w momencie, gdy zakończyłem kolejną kontrolę gospodarczą pt. „Celowość i efekty zagranicznych delegacji służbowych”.
Nie bacząc na przewijające się w trakcie kontroli nazwiska i stanowiska służbowe pracowników najwyższego szczebla w kopalni i całej Spółce (z dyrektorami i prezesami włącznie), skrupulatnie wykonałem to, co było moim służbowym obowiązkiem. Na wybranej próbce, opisałem służbowe wyjazdy zagraniczne pracowników kopalni „Rudna”. Kontrolę wykonałem dokładnie tak samo, jak kilkadziesiąt innych wykonanych wcześniej, za które to właśnie dotykały mnie awanse, podwyżki wynagrodzenia, itp. Za nic innego w kopalni „Rudna” nie mogłem być nagradzany, ponieważ w tej kopalni zajmowałem się wyłącznie przeprowadzaniem kontroli gospodarczych. W trakcie kontroli niczego oczywiście nie naginałem i nie koloryzowałem, choć z dzisiejszej perspektywy, aby uniknąć obecnie dotykających mnie problemów i kłopotów, powinienem naginać fakty, koloryzować je, a najlepiej odstąpić od czynności kontrolnych. Tak jak zawsze w przeszłości, fakty nazywałem po imieniu, a doprawdy trudno przypisać mi winę za to, że ustalenia przeze mnie wykonane, dotykały osób innych niż mieściło się to w wyobraźni zarządzających Spółką, że dotyczyły właśnie osób z kręgu dyrekcji kopalni „Rudna” oraz zarządu Spółki.
W protokole pokontrolnym opisałem kilkanaście służbowych wyjazdów zagranicznych, ujawniając, że wiele z nich miało charakter rekreacyjny. Nawet infantylnie naiwne preteksty do wyjazdów, były akceptowane przez dyrektorów kopalni „Rudna” i prezesów zarządu Spółki. Prawo było łamane, obchodzone, naginane do realizacji zamierzeń, wykonywanych na szkodę firmy, przez jej pracowników, wypranych z zasad moralnych.
W październiku 2003 r. przekazałem obecnemu prezesowi zarządu KGHM Polska Miedź SA Wiktorowi Błądkowi, protokół z kontroli gospodarczej nt. „Celowość i efekty zagranicznych delegacji służbowych”. Udowodniłem w nim, że na koszt kopalni „Rudna” i Spółki KGHM Polska Miedź SA, można było zwiedzać dosłownie cały świat i do woli turystycznie używać tego świata. Wykazane dowodnie ustalenia, ujawniły wielość działań szkodliwych dla finansowych interesów kopalni „Rudna” i całej Spółki, wykonanych celowo przez najbardziej za te interesy odpowiedzialnych dyrektorów kopalni, głównych inżynierów oraz prezesów zarządu Spółki.
Ponadto ujawniłem, że w okresach nie objętych kontrolą, wykonano jeszcze inne, nie mniej kuriozalne delegacje zagraniczne, które zostały zrelacjonowane obecnemu prezesowi zarządu Spółki Wiktorowi Błądkowi.
Jedynie dla zobrazowania skali rozpasania, przedstawiam przykłady delegacji zagranicznych, pracowników KGHM Polska Miedź SA, którym interes firmy najwyraźniej pomylił się z interesem własnym:
Przykład nr 1: 12-to dniowa delegacja służbowa do: Niemiec, Austrii, Szwajcarii, Lichtensteinu, Francji, Luxemburga, Belgii i Holandii.
Celem delegacji był udział w szkoleniu nt. „Rewitalizacja terenów postindustrialnych”.
W delegacji uczestniczył Zbigniew Bryja, wówczas wicedyrektor kopalni „Rudna”, a obecnie dyrektor generalny ds. górnictwa KGHM Polska Miedź SA. Uczestniczył w niej na złożony przez siebie wniosek, będąc w posiadaniu informacji w 100% pewnej, że 7 miesięcy wcześniej, szkolenie o podobnej tematyce, w jego zastępstwie odbył jego bezpośredni podwładny.
Program delegacji przewidywał zwiedzanie Monachium, Vaduz, Trewiru, Luxemburga, Akwizgranu, Brukseli, Waterloo, oraz bogaty program turystyczny realizowany na całej trasie, w tym pokrycie biletów wstępu do muzeów, fachowych pilotów wycieczek, pomoc w zakupie upominków „dla swoich Dam i Panów”. Ponadto program delegacji przewidywał uczestnictwo w szkoleniach: w elektrowni szczytowo – pompowej, w spalarni odpadów komunalnych, w zakładzie utylizacji samochodów, na budowie super centrum handlowo – rekreacyjnego, na terenach wystawowych kwiatów i krzewów. Jedynie tytułem przypomnienia, należy dodać, że uczestnikiem delegacji był dyrektor kopalni podziemnej, która likwiduje ewentualne szkody górnicze na powierzchni oraz pustki podziemne, wszystko, dobrze znanymi w kopalni metodami.
Przykład nr 2: 9-cio dniowa delegacja służbowa do Australii.
Celem aż 4-ro osobowej delegacji było zapoznanie się z systemem klimatyzacji podziemnej w kopalni Mount Isa Mine i możliwościami jej zastosowania w kopalniach „Rudna” i „Polkowice – Sieroszowice”.
Uczestnikami delegacji byli: Władysław Stępak – główny inżynier wentylacji kopalni „Rudna”, Paweł Kaczor – inżynier elektryk z kopalni „Rudna”, oraz 2-ch pracowników kopalni „Polkowice – Sieroszowice”.
Delegacja odbyła się na trasie: Wrocław – SYDNEY – Mount Isa – SYDNEY – Wrocław.
O ile wyjazd inżyniera wentylacji można ewentualnie uzasadnić, to uzasadnienie wyjazdu inżyniera elektryka jest już nieco skomplikowane. Wg inżyniera Pawła Kaczora, za jego uczestnictwem w wyjeździe, przemawiała konieczność zapoznania się z systemami zasilania w energię elektryczną centralnych stacji klimatycznych. W kontekście tego wyjaśnienia, nasuwa się pytanie, czy wiedzy powyższej nie można było wyczytać ze schematów elektrycznych dokumentacji techniczno – ruchowej (tzw. DTR) urządzenia, które można było pozyskać z odwiedzanej kopalni choćby tylko za pośrednictwem poczty, poczty elektronicznej, itp., a więc w taki sam sposób, w jaki do kopalni „Rudna” dostarczone zostało z Australii zaproszenie dla delegowanych? Koszt wyjazdu dla jednej osoby to: bilet lotniczy: 31.123,00 złotych, oraz diety, dojazdy, hotele odpowiednio: 546,00 USD i 1.012,00 AUD. Łączny koszt całej 4-ro osobowej delegacji to: 124.492 złotych, 2.184 USD i 4.050 AUD. Delegację, którą z powodzeniem mogła zrealizować jedna osoba (było to jedynie rozpoznanie systemu klimatyzacji), celowo wykorzystało czterech pracowników, za świadomym i rozrzutnym przyzwoleniem zarządu KGHM Polska Miedź SA, co nie może dowodzić dbałości o jej finansowe interesy. Jeżeli porównać ponadto cenę biletów lotniczych do Australii, na trasie: Wrocław - Sydney - Wrocław w kwocie 27.300,00 złotych i na trasie Warszawa - Perth - Warszawa w kwocie 12.997,03 złotych, to stwierdzić należy, że członkowie delegacji korzystali z maksimum ekskluzywności, za przyzwoleniem zarządu Spółki, którego postawa graniczy z celowym działaniem na jej szkodę.
Przykład nr 3: 15-to dniowa delegacja służbowa do Rosji.
Celem delegacji był udział w konferencji naukowej zorganizowanej na statku klasy międzynarodowej, płynącym rzeką Wołgą z Wołgogradu do miasta Perm, oraz zwiedzanie kopalni w rejonie Uralu.
Uczestnikami delegacji byli główni inżynierowie z kopalni „Rudna” Mirosław Laskowski i Jerzy Wróbel. Wyjazd odbył się na prośbę delegowanych, zaakceptowaną przez dyrektora naczelnego kopalni „Rudna”.
Delegowani celowo wyjechali do Rosji na 3 dni przed rozpoczęciem konferencji naukowej, aby przez pełne 2 dni zwiedzać Moskwę, wykonując w niej 3 noclegi w hotelu „Budapeszt”, wszystko na koszt kopalni „Rudna”, za świadomą zgodą całej jej dyrekcji.
Podczas rejsu po Wołdze, program konferencji naukowej przewidywał zwiedzanie: Wołgogradu (dawniej Stalingradu), Saratowa, Samary, Ulianowska, Permu, muzeum etnograficznego „Hohłowka”, Kungurskiej pieczary (jaskini) lodowej. W trakcie całego rejsu, w programie przewidziano uczestnictwo delegowanych w przyjęciach, bankietach, wieczorach piwnych, rosyjskich garden party, czyli tzw. „furszietach” na zielonych przystankach. Z prostego arytmetycznego wyliczenia wynika, że program rejsu – konferencji zakładał 31 godzin na konferencje naukowe, oraz 59 godzin na program turystyczny i rozrywkowy (nie wliczając w to czasu koniecznego na noclegi i posiłki). Na pytanie jaki był służbowy sens udziału w takiej eskapadzie zagranicznej, obaj delegowani główni inżynierowie z kopalni „Rudna” wyjaśnili, że trudno jest oczekiwać od nich komentarzy, odnośnie harmonogramu szkolenia oraz atrakcji turystycznych, ponieważ nie Oni byli jej organizatorami. Nic dodać nic ująć. Bezradny kraj, pyszałkowate wyjaśnienia. Po zakończonym rejsie naukowym, delegowani zwiedzili kopalnię soli potasowych Bierezinka III, w której zdobyli informacje dotyczące ilości szybów tej kopalni, wielkości wydobycia, nazwy kombajnu urabiającego złoże, itp. Jeżeli w sprawozdaniu z wyjazdu, informacje powyższe zostały opisane, to należy domniemywać, że były one bardzo istotne dla delegowanych w ich pracy zawodowej w kopalni „Rudna”.
Koszt delegacji to: konferencja naukowa i jej turystyczna oprawa 1.200,00 USD, bilety lotnicze 5.593,44 złotych, diety i hotele 1.498,84 USD, dojazdy i komunikacja miejska 440,00 USD. Łączny koszt: 3.152,71 USD + 5.593,44 złotych.
Po powrocie z delegacji do Rosji, nie bacząc, że na koszt kopalni „Rudna”, bezprawnie korzystając ze środków finansowych kopalni, wykonali 2-dniowy pobyt turystyczny w Moskwie, oraz zwiedzili najbardziej znane na świecie atrakcje turystyczne, zlokalizowane wzdłuż rzeki Wołgi, delegowani gółwni inżynierowie Mirosław Laskowski i Jerzy Wróbel, zwrócili się do dyrektora kopalni z bezwstydną prośbą o wypłacenie im kwoty 60,00 złotych, którą wydali w trakcie eksluzywnego pobytu w Rosji.
Przykład nr 4: 8-mio dniowa delegacja służbowa do Holandii.
Celem delegacji było szkolenie: nt. Zarządzanie bezpieczeństwem pracy i ryzykiem zawodowym, w którym uczestniczyło siedmiu (7) pracowników kopalni „Rudna” z jej dyrektorami Zbigniewem Bryją (obecnie dyrektor generalny ds. górnictwa Spółki KGHM Polska Miedź SA) i Wiesławem Płuską (dyrektor finansowy) na czele.
Wyjazd był skutkiem zaproszenia Uniwersytetu w Delft – miasta oddalonego 7 km od Hagi i 14 km od Rotterdamu. Wykonany został luksusowym autokarem, pozostającym cały czas do dyspozycji delegowanych.
Program delegacji, przewidywał atrakcje turystyczne obejmujące: wycieczkę z pilotem – przewodnikiem do Amsterdamu (z przejażdżką tramwajem wodnym po kanałach miasta, zwiedzaniem szlifierni diamentów i „czerwonej dzielnicy”, zwiedzaniem muzeum Van Gogh`a i Muzeum Królewskiego), wycieczkę do Belgii ze zwiedzaniem Brugii i Antwerpii. Wszystko oczywiście na koszt kopalni „Rudna”.
Efektem delegacji były Certyfikaty, uprawniające do uczestnictwa w zespołach audytujących system zarządzania bezpieczeństwem pracy, oraz pozwalający kompetentnie oceniać skuteczność wdrażania tego systemu w kopalni „Rudna”. Szkolenie z zakresu opracowywania tzw. Dokumentów Bezpieczeństwa dla poszczególnych stanowisk pracy, zostało w kopalni przeprowadzone. Wykonał je pracownik, który nie dysponował Certyfikatem Uniwersytetu w Delft (ponieważ tam nie był). W szkoleniu przez niego prowadzonym, słuchaczami byli natomiast uczestnicy szkolenia w Holandii, posiadający Certyfikaty, jak choćby przewodniczący delegacji do Holandii Zbigniew Laska, oraz główny inżynier BHP kopalni „Rudna” Adam Świtoń. Koszt delegacji do Holandii to kwota 24.500 złotych.
Przykład nr 5: 46-cio dniowa delegacja służbowa do Tokio w Japonii.
W delegacji uczestniczył główny energetyk kopalni „Rudna” Grzegorz Żymalski. Delegacja odbyła się na zaproszenie Japońskiej Federacji Organizacji Pracodawców. Zgodnie z tym zaproszeniem, delegowanym powinien być pracownik średniego szczebla kierowników działów kadr, posiadający ponad 3 letnie doświadczenie w kierowaniu kadrami. Z prośbą o zgodę na wyjazd wystąpił sam delegowany główny energetyk. Delegacja odbyła się więc wbrew wymogom zaproszenia. Zgoda dyrektora kopalni Witolda Bugajskiego, na udział w szkoleniu osoby nie spełniającej wymogów organizatorów i fundatorów szkolenia, była bezprawna i ujmująca dla nas, w sytuacji, gdy uczestnictwo w szkoleniu było bezpłatne. Tak egzotyczny wyjazd do Tokio na ponad 1,5 miesiąca, należy określić jako bezprawne wykorzystanie zaproszenia, w celu osiągnięcia korzyści osobistych. W miejsce osoby niekompetentnej z kopalni „Rudna”, w szkoleniu mogła wziąć udział osoba z odpowiednim przygotowaniem i wymaganym doświadczeniem zawodowym, nawet w sytuacji, gdyby była to osoba z innego zakładu KGHM Polska Miedź SA. W sprawozdaniu ze służbowego wyjazdu do Japonii, delegowany Grzegorz Żymalski zamieścił „poufny” angielskojęzyczny tekst, będący cytatem z Raportu Finałowego przedstawionego przez organizatorów szkolenia. Ten „poufny” tekst, znany wszystkim jego uczestnikom z różnych krajów Europy Środkowo – Wschodniej, został zatwierdzony przez wicedyrektora kopalni „Rudna”.
Przykład nr 6: 11-to dniowa delegacja służbowa do Australii.
Celem delegacji było zapoznanie się z zastosowaniem dużych maszyn flotacyjnych.
Uczestnikiem 5-cio osobowej delegacji był również Wiesław Płuska – dyrektor finansowy kopalni „Rudna”, który w skład delegacji został włączony w zastępstwie przewodniczącego grupy wyjeżdżającej, tj. dyrektora ds. technicznych kopalni „Rudna” Mirosława Bilińskiego. Retorycznymi są pytania: ►Dlaczego na tak kosztowną eskapadę, w której choćby tylko bilet lotniczy dla jednego uczestnika to kwota niemal 13.000 złotych, delegowanych zostało aż 5-ciu pracowników Spółki? ►W jakim celu w tak egzotycznej delegacji uczestniczył dyrektor ds. finansowych kopalni „Rudna” Wiesław Płuska, który z racji wykonywanego zawodu, nie mógł mieć żadnej wiedzy o maszynach flotacyjnych, w sytuacji ponadto, gdy jego wyjazd nie był wcześniej planowany? ►Czy zapoznania się z maszynami flotacyjnymi niezależnie od ich rozmiaru, nie można było przeprowadzić, poprzez inżynierską analizę dokumentacji techniczno ruchowych (DTR) tych maszyn? O przesłanie DTR maszyn można było wystąpić do ich producenta, który zapewne udzieliłby wszelkich możliwych informacji o maszynach przez siebie produkowanych, na żądanie tak wiarygodnej i znanej na świecie firmy jaką jest KGHM Polska Miedź SA, bowiem bezspornie to w interesie producenta jest sprzedaż swoich produktów.
Przykład nr 7: 17-to dniową delegację służbową do Australii, w celu uczestnictwa w Międzynarodowym Kongresie ISM w Perth zaplanowali dla siebie Stanisław Siewierski i Jerzy Markowski – prezesi zarządu Spółki KGHM Polska Miedź SA. Wyjazd jw., prezesi Spółki zaplanowali również dla Ryszarda Kurpińskiego z kopalni „Rudna” i Cezarego Bachowskiego – dyrektora ds. zasobów w Spółce. Z dwóch możliwych wersji wyjazdu, wybrano wersję wg grupy 2, z niezwykle bogatym i ekskluzywnym programem turystycznym, już po zakończeniu Kongresu w Perth. Podstawą wyjazdu była decyzja prezesa zarządu Spółki Stanisława Siewierskiego. Koszty wyjazdu Ryszarda Kurpińskiego, w kwocie 4.667 USD, pokrywała kopalnia „Rudna”. Po informacji Australien Reisen Lessenich z kwietnia’97, oraz jej uczczegółowieniu z sierpnia’97, firma ta przesłała do zapłaty rachunek. Na wyjazd zapotrzebowano środki dewizowe, na podstawie szczegółowego wyliczenia, sporządzonego przez Leszka Rzepnickiego, merytorycznie odpowiedzialnego za organizację delegacji zagranicznych w kopalni „Rudna”. W programie delegacji czytamy, że na 17 dni służbowego pobytu w Australii, zaplanowano: ►Udział w 6-cio dniowym kongresie w Perth. ►Dwudniowy pobyt turystyczny w Sydney, oddalonym o kilka tysięcy kilometrów (4,5 godziny lotu samolotem) od docelowego służbowo miasta Perth, w którym odbył się kongres. Na pełne dwa dni pobytu w Sydney zaplanowano: trzy noclegi w centrum miasta w hotelu All Season Premier Menzies, wycieczkę statkiem po porcie z przewodnikiem, odpoczynek w porcie lub w operze, kolację w obrotowej restauracji na wieży z widokiem na miasto, całodniowe zwiedzanie miasta, wizytę w operze. ►Całodniową wycieczkę w Blue Mountains (lasy eukaliptusowe, widoki, skały) – około 70 km od Sydney. ►Przelot z Sydney do oddalonego o 2000 km miasta Cairns. Zakwaterowanie w Ramada Great arrier Reef Hotel na plaży Palm Cove poza miastem. ►Całodzienną wycieczkę statkiem na Wielką Rafę Koralową z możliwością nurkowania lub oglądania świata podwodnego z łódek o szklanym dnie. ►Wycieczkę do lasu tropikalnego kolejką widokową, z dodatkową atrakcją w postaci podróży amfibią po dżungli.
Przykład nr 8: 8-mio dniowa delegacja służbowa do Grecji.
Celem delegacji była lustracja hotelu w Anavissos, miejscu zakwaterowania dzieci pracowników kopalni „Rudna”, w trakcie koloni letnich.
Uczestnicy delegacji to Leszek Rzepnicki – dyrektor ds. pracowniczych kopalni „Rudna” (obecnie dyrektor naczelny ds. pracowniczych w KGHM Polska Miedź SA), oraz przewodniczący wszystkich związków zawodowych działających w kopalni „Rudna”: Ryszard Łuczak, Bogdan Stryjewski, Leszek Hajdacki, Józef Czyczerski (dwaj ostatni to członkowie Rady Nadzorczej KGHM Polska Miedź SA z wyboru załogi).
Wyjazd zrealizowano luksusowym mikrobusem marki Mercedes Sprinter.
Koszt delegacji to 19.513,94 złotych, oraz diety i hotele: 715,00 USD + 337.500,00 ITL. Dodatkowym kosztem delegacji był bilet lotniczy z Aten do Poznania, bowiem Józef Czyczerski zaplanował powrót z delegacji samolotem.
Program delegacji zaproponowany został w piśmie firmy DUO TOUR z m-ca marca 2000 r. Ostatecznie zweryfikowany został w piśmie z maja 2000 r.
Program delegacji przewidywał: ►Dzień pierwszy – godz.6.00 wyjazd do Austrii i zwiedzanie Wiednia. Godz.23.00 wyjazd z Wiednia do Ancony we Włoszech. ►Dzień drugi – godz. 7.00 przyjazd do Ancony, zaokrętowanie na promie, rejs do Patras w Grecji, nocleg na promie w kabinach zewnętrznych i dwa posiłki. ►Dzień trzeci – godz.9.00 zwiedzanie Argolidy (Epidavros, Mykeny, Grobu Agamemnona, Grobowca Klitajmestry, Nafplio – pierwszej stolicy Grecji), około godz.21.00 przyjazd do Aten i nocleg w hotelu. ►Dzień czwarty – zwiedzanie Aten, między innymi Akropolu, po południu przejazd do Anavissos połączony z lustracją hotelu (jedyny cel delegacji), wieczorem przejazd na półwysep Sounion i oglądanie zachodu słońca, powrót do Aten i wieczorne zwiedzanie miasta. ►Dzień piąty – wyjazd do Patras, po drodze zwiedzanie Koryntu i Kanału Korynckiego, godz.16.00 zaokrętowanie na promie płynącym do Ancony, nocleg w kabinach i kolacja. ►Dzień szósty – godz.16.00 zejście z promu, wyjazd do San Marino, zwiedzanie i nocny przejazd do Austrii. ►Dzień siódmy i ósmy – powrót do Polski.
Na uwagę zasługuje fakt, że na lustrację hotelu w Anavissos (jedyny cel delegacji służbowej), pięciu jakże prominentnych delegowanych, zaplanowało zaledwie niecałe jedno popołudnie. Cała pozostała część 8-śmio dniowej delegacji służbowej, to ekskluzywna wycieczka na koszt kopalni „Rudna”, zaplanowana i zrealizowana przez tych, którzy w tej kopalni zostali wybrani do ochrony interesów górników. Czy mogliby używać za granicą, gdyby nie sprawowane funkcje z wyboru załogi kopalni? Przypuszczalnie nie, bowiem w miejsce uciech serwowanych w trakcie tak ekskluzywnego wyjazdu, jeździliby autobusem zakładowym na trasie dom – kopalnia i klatką zjazdową w szybie górniczym pod ziemią kopalni, do jakże ciężkiej górniczej pracy.
W sprawozdaniu z delegacji, obecny członek Rady Nadzorczej z wyboru załogi KGHM Polska Miedź SA Leszek Hajdacki, pominął fakt uczestnictwa delegowanych w odbytym bogatym programie turystycznym. Napisał jednak, że delegowani kontrolowali wieloletniego, a więc sprawdzonego kontrahenta kopalni w organizacji wypoczynku dzieci i młodzieży.
Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że sprawozdanie z tak ekskluzywnej wycieczki, zrealizowanej na koszt kopalni „Rudna”, zatwierdził ówczesny i obecny dyrektor ds. finansowych kopalni Wiesław Płuska, z racji obowiązków służbowych odpowiedzialny za dbałość o finansowe interesy kopalni.
Przykład nr 9: 7-mio dniowa delegacja służbowa do Lizbony w Portugalii.
Celem delegacji Leszka Rzepnickiego - wówczas głównego specjalisty ds. organizacyjnych w kopalni „Rudna”, a obecnie dyrektora naczelnego ds. pracowniczych w KGHM Polska Miedź SA - był udział w konferencji pt.: „Prawa obywateli polskich w zakresie zabezpieczenia społecznego, kiedy poruszają się po terenie Unii Europejskiej”.
Zatwierdzony przez dyrektora naczelnego kopalni „Rudna” Stanisława Lembasa program delegacji obejmował: ►Dzień pierwszy – przejazd autokarowy ze Szczecina do Berlina, przelot samolotem do Brukseli a następnie do Lizbony, zakwaterowanie w pokojach 2 osobowych w trzygwiazdkowym hotelu z basenem w centrum Lizbony, spacer po okolicy z przewodnikiem, kameralne wprowadzenie uczestników w klimat kulturowy kraju. ►Dzień drugi – całodzienne autokarowo – piesze zwiedzanie Lizbony z przewodnikiem (Belem, Stare Miasto, Nowe Miasto, Zamek). Około godziny 20.00 obiadokolacja, a po niej wykłady. ►Dzień trzeci – realizacja programu własnego tj. opalanie lub udział w wycieczce do Sinatry i Cabo da Rooa-Casacais. Po powrocie konferencja szkoleniowa. O godzinie 19.00 obiadokolacja, a po niej wieczór „fado”, czyli tradycyjne pieśni tego regionu, słuchane przy lampce portugalskiego wina. ►Dzień czwarty – całodniowe zwiedzanie Lizbony, po powrocie konferencja szkoleniowa, obiadokolacja i czas wolny. ►Dzień piąty – realizacja programu własnego lub wycieczka do kompleksu Mafry, porównywanej z hiszpańskim Escorialem, przejazd przez Quoloz gdzie portugalscy królowie wybudowali pałac na podobieństwo Wersalu, zwiedzanie kompleksu w Mafrze i koniec dnia w średniowiecznym Obidos. Po powrocie do hotelu w Lizbonie obiadokolacja i czas na wykłady. ►Dzień szósty – realizacja programu własnego, plażowanie, zakupy lub wycieczka na południe od Lizbony w rejon gór Arrabida (podziwianie krajobrazów, plażowanie, zwiedzanie zabytków, degustowanie wspaniałych win ze starych piwnic rodu Fonseca, obiad przy świecach w średniowiecznych salach zamku i klasztoru Palmela. Około godziny 18.00 kolacja w hotelu i czas na konferencję. ►Dzień siódmy – po śniadaniu powrót do Polski (przez Brukselę i Berlin).
Przykład nr 10: 8-mio dniowa delegacja służbowa do Japonii.
Celem delegacji było przeprowadzenie rozmów handlowych i uzgodnień technicznych w fabryce opon Bridgestone w Tokio i w mieście Shimonoseki Plant.
W delegacji uczestniczyli: Bogusław Ksel – prezes zarządu Przedsiębiorstwa Handlowo Produkcyjnego „Mercus” w Polkowicach, Andrzej Żymalski – dyrektor kopalni „Lubin”, Tadeusz Jankowski – główny inżynier mechanik maszyn dołowych w kopalni „Polkowice – Sieroszowice”, oraz Jerzy Stępień – główny inżynier ds. szybów w kopalni „Rudna” (z racji wykształcenia, stanowiska służbowego i obowiązków w kopalni, nie mający dokładnie nic wspólnego z jakimikolwiek oponami).
Zgodę na wyjazd Jerzego Stępnia wyraził dyrektor naczelny kopalni „Rudna” Witold Bugajski.
W sprawozdaniu z delegacji Jerzy Stępień opisał: skład delegacji i rozmówców, charakterystykę firmy, w tym jej adres, ilość zatrudnionych, imiennie członków zarządu, kapitał zakładowy, profil produkcji, strukturę sprzedaży, itp., uzgodnienia techniczne dotyczące np. zalecanego ciśnienia w oponach. We wnioskach, odnotował, że wizyta była bardzo ważna i interesująca, a w opinii delegowanych, firma Bridgestone jest elastycznym liderem na rynku produkcji opon.
Wszystkie informacje opisane w sprawozdaniu z delegacji zagranicznej do Japonii, można było uzyskać z folderu reklamowego firmy. Uzgodnienia opisane w sprawozdaniu, można było wykonać listownie, e-mailem, faxem, telefonicznie.
To, wręcz szokujące treścią sprawozdanie z delegacji służbowej do Japonii, zatwierdził dyrektor naczelny kopalni „Rudna” Witold Bugajski.
Przykład nr 11: 30-to dniowa delegacja służbowa do Londynu w Anglii.
Celem delegacji był kurs języka angielskiego.
W delegacji uczestniczył Mariusz Bilikowski – obecny dyrektor naczelny kopalni „Rudna”.
Szkolenie językowe odbyło się w International Language Schools w Londynie na koszt kopalni „Rudna”. Uzasadnieniem udziału w kursie językowym było podnoszenie kwalifikacji zawodowych inżyniera górnika. Koszt szkolenia to 8.719,49 złotych za 24 lekcje.
Przykład nr 12: 28-mio dniowa delegacja służbowa na Maltę.
Celem wyjazdu był kurs języka angielskiego w European School of English.
W delegacji uczestniczył Witold Bugajski, dyrektor naczelny kopalni „Rudna”.
Kurs językowy odbył się na koszt kopalni, na pisemną prośbę delegowanego, zaakceptowaną przez Jerzego Markowskiego – wiceprezesa zarządu Spółki. Uzasadnieniem delegacji miało być podnoszenie kwalifikacji zawodowych, podkreślmy, inżyniera górnika w randze dyrektora kopalni, bez skrupułów obchodzącego prawo, dla korzyści osobistych. Czy był to kurs na wczasach, czy wczasy w trakcie kursu? Po kilkunastu miesiącach, Witold Bugajski nie pracował już w kopalni, a więc efekty kursu nie zostały spożytkowane u jego sponsora. Kurs był inwestycją w dyrektora, a nie w kopalnię. Koszt kursu i jego oprawy to 8.617,95 złotych. W trakcie kursu, delegowany miał do wyboru zakwaterowanie w apartamencie rezydencji szkoły. Wybrał jednak czterogwiazdkowy hotel. Mógł zaoszczędzić 2.648,86 złotych, ale widocznie własna reprezentacja była mu bliższa, niż interes finansowy kopalni, której był dyrektorem naczelnym. Wypłacono mu pełną dietę za 28 dni delegacji w kwocie 840 USD. Należy podkreślić, że za czas udziału w kursie jw., delegowany Witold Bugajski odebrał normalne miesięczne, kilkudziesięciotysięczne dyrektorskie wynagrodzenie za pracę.
Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że zatwierdzającym instrukcję wyjazdową, oraz zapotrzebowanie na środki dewizowe na tak kontrowersyjną delegację służbową, był dyrektor ds. finansowych kopalni „Rudna” Wiesław Płuska, choćby jedynie teoretycznie, ale zawsze jednak „strażnik” interesów finansowych kopalni.
Przykład nr 13: 9-cio dniowa delegacja służbowa do USA.
Celem delegacji był udział w Międzynarodowych Mistrzostwach Zastępów Ratowniczych, udział w konferencji prasowej i panelach dyskusyjnych ekip zagranicznych, oraz wizyta w kopalni złota, w celu zapoznania się ze stosownymi technikami i technologiami.
W delegacji uczestniczyli: Stanisław Lembas – dyrektor naczelny kopalni „Rudna”, Władysław Sikacz – zastępca dyrektora Okręgowego Urzędu Górniczego we Wrocławiu, Anna Chudzio – była asystentka prezesa zarządu KGHM Polska Miedź SA.
Całkowicie nieczytelne są powody dla których KGHM Polska Miedź SA pokrył koszty wyjazdu zastępcy dyrektora Okręgowego Urzędu Górniczego Władysława Sikacza.
Równie nieczytelnym jest cel wyjazdu Anny Chudzio, która doskonaląc w przeszłości umiejętności asystentki prezesa zarządu miedziowej Spółki, nie mogła specjalizować się jednocześnie w zagadnieniach ratownictwa górniczego.
Przelot uczestników delegacji do USA odbył się samolotem w klasie biznes. Koszt biletów lotniczych dla Stanisława Lembasa, Władysława Sikacza i Anny Chudzio to kwota 15.308,81 złotych za każdego delegowanego. Dla porównania koszt biletów lotniczych do USA dla górników – ratowników z KGHM Polska Miedź SA, biorących udział w zawodach ratowniczych, to kwota 6.810,98 złotych.
Przykład nr 14: 9-cio dniowa delegacja służbowa do USA.
Celem delegacji było zapoznanie się z profilem produkcji firmy 3M Center – St. Paul.
W delegacji uczestniczyli: Bogusław Ksel – prezes Przedsiębiorstwa Handlowo Produkcyjnego „Mercus” w Polkowicach (uczestnik delegacji do fabryki opon Bridgestone w Japonii), Stanisław Lembas – dyrektor naczelny kopalni „Rudna” i 2-ch innych pracowników KGHM Polska Miedź SA. Delegowani podróżowali po USA wg harmonogramu przelotów.
Program delegacji: ►Dzień pierwszy – przelot do USA do miasta St. Paul i zameldowanie się w hotelu Country Inn. ►Dzień drugi – zwiedzanie firmy 3M i spotkania z przedstawicielami zarządu tej firmy (wszystko w godzinach 8.30÷15.30). ►Dzień trzeci – zwiedzanie Science Museum of Minnesota, oraz zwiedzanie zakładu produkcyjnego w Aberdeen. ►Od czwartego do siódmego dnia delegacji, a więc przez cztery kolejne dni, delegowani przebywali w Orlando na Florydzie, bez zaplanowanego celu pobytu. Zakwaterowani byli w hotelu Wyndham Palace Resort & Spa.
Przykład nr 15: 13-to dniowa delegacja służbowa do Kanady.
Celem delegacji była wizyta techniczna w firmie BPT Components & Parts Inc.
W delegacji uczestniczyli: Stanisław Krajewski – wówczas dyrektor generalny ds. górnictwa KGHM Polska Miedź SA, Wiktor Błądek – wówczas dyrektor naczelny kopalni „Rudna” (obecnie prezes zarządu Spółki), Zbigniew Bryja – wówczas dyrektor kopalni „Polkowice - Sieroszowice” (obecnie dyrektor generalny ds. górnictwa w KGHM Polska Miedź SA), Lubomir Horoszczak – główny inżynier w kopalni „Polkowice - Sieroszowice”.
Wyjazd odbył się na wniosek Stanisława Krajewskiego, zaakceptowany przez wiceprezesa zarządu Spółki Stanisława Siewierskiego i zatwierdzony przez prezesa zarządu Stanisława Speczika.
Program delegacji: ►Dzień pierwszy – przelot do Kanady do Toronto, a następnie przelot do Sudbury – Ontario, zakwaterowanie w hotelu Travelodge. ►Od dnia drugiego do czwartego, tj. przez trzy dni z trzynastu dni delegacji – realizacja założonego celu wyjazdu, tj.: wizyty i zwiedzanie kopalń, spotkania z ich przedstawicielami, itd. ►Dzień piaty – całodzienny pobyt w klubie golfowym Timberwolf. ►Dzień szósty – wyjazd do Killarney, zakwaterowanie w Killarney Mountain Lodge, wycieczka jachtem żaglowym po Lake Huorn – Georgian Bay. ►Dzień siódmy – rejs jachtem motorowym, połączonym ze zwiedzaniem okolicy i łowieniem ryb oraz lunchem na jednej z wysp Georgian Bay. ►Dzień ósmy – 1,5 godzinne spotkanie w BPT w Sudbury, wylot do Toronto, zakwaterowanie w hotelu Sheraton. ►Dzień dziewiąty – ponowne 1,5 godzinne spotkanie w BPT Components & Parts Inc. w Mississauga (przy lotnisku Pearson, około 35 minut jazdy z centrum Toronto o godzinie 11.00, a o godzinie 12.30 lunch, powrót do hotelu). ► Dzień dziesiąty – wyjazd na Niagara Falls, zwiedzanie wodospadów, przejazd przez „krainę winnic”, zwiedzanie zabytkowego Fort George. ►Dzień jedenasty – wizyta na CN Tower oraz w Parlamencie Ontario. ►Dzień dwunasty i trzynasty – przelot do Polski.
W programie delegacji służbowej zapisano adnotację dla delegowanych, że: „Koniecznie proszę ze sobą zabrać wygodne obuwie sportowe oraz kąpielówki”.
Wiktor Błądek rozliczył się z delegacji wg sporządzonego zestawienia. Rozliczył w nim wszystko, na co miał rachunki, ignorując przepis stanowiący, że wydatki służbowe (noclegi, diety, itp.), są limitowane przepisami. Za wszystko ponad limit, powinien płacić „z własnej kieszeni”. Nie bacząc na to, jak bardzo luksusowy, turystyczny i rozrywkowy zafundowano mu wyjazd, bezwstydnie wystąpił o zwrot wydatków nieudokumentowanych rachunkami, na kwotę 413,67 CAD, którą przeznaczył na konsumpcję i bilety wstępu do zwiedzanych obiektów.
To tyle, tytułem jedynie przykładów służbowych delegacji zagranicznych organizowanych w KGHM Polska Miedź SA, przez i za przyzwoleniem tych, których obowiązkiem było stać na straży mienia im powierzonego.
We wnioskach pokontrolnych, za celowe działanie na szkodę kopalni „Rudna” i na szkodę Spółki KGHM Polska Miedź SA, wystąpiłem o rozwiązanie umów o pracę z:
1) dyrektorem generalnym ds. górnictwa w KGHM Polska Miedź SA,
2) dyrektorem naczelnym ds. pracowniczych w KGHM Polska Miedź SA,
3) dyrektorem finansowym kopalni „Rudna”,
4) głównym inżynierem górniczym kopalni „Rudna”,
5) głównym inżynierem ds. obudowy kopalni „Rudna”.
Po raz pierwszy w historii Spółki KGHM Polska Miedź SA, w efekcie kontroli, do zwolnienia z pracy przedstawieni zostali zarządzający Spółką, za to, że traktowali ją jako darmowe biuro turystyczne. Czy mogłem się czegokolwiek obawiać? Zdecydowanie nie, bowiem wszystko co ustaliłem, było efektem pisemnego polecenia, wydanego mi przez Wiktora Błądka, a więc obecnego prezesa KGHM Polska Miedź SA, a wówczas dyrektora naczelnego kopalni „Rudna”. Ponadto, tak jak zawsze, ustalenia pokontrolne i wnioski personalne, dokładnie wykazałem i poparłem dokumentacją źródłową.
W kilka tygodni od przekazania wyników kontroli i wniosków jw., okazało się, że mój spokój o przyszłość nie był zasadny. Prezes Błądek zrobił mi awanturę, mówiąc, że nawet nie wiem w co się wpakowałem. Po wysłuchaniu burzy obelg, ze znanym u niego wulgarnym słownictwem, wykrzyczał mi, że wyniki kontroli mu nie odpowiadają. Niebawem miałem się przekonać jak bardzo. Gdy 7-go października 2003 r. oddawałem mu protokół i wnioski pokontrolne, nie zdawałem sobie sprawy, że podpaliłem stos, na którym spłonąć miała moja zawodowa kariera. Zdarzenia następowały jedno po drugim, jak w kalejdoskopie. 18-go listopada Wiktor Błądek oświadczył mi, że wypowie mi umowę o pracę, 1-go grudnia odsunął mnie od czynności kontrolnych, a 8-go grudnia wręczono mi wypowiedzenie warunków pracy i płacy, uzasadniając to reorganizacją służb działu kontroli gospodarczej, a więc reorganizacją działu, którego byłem kierownikiem. Ze stanowiska głównego inżyniera, z 25-tą kategorią zaszeregowania, zdegradował mnie na stanowisko specjalisty, z najniższą dla tego stanowiska 11-tą kategorią zaszeregowania. Dla przykładu jedynie, osiem lat wcześniej, gdy nie znałem jeszcze charakteru pracy pod ziemią kopalni, otrzymałem 13-tą kategorię zaszeregowania, a osoba bez stażu zawodowego, zatrudniona u mnie na próbę, do przyuczenia do pracy, dostała 12-tą kategorię zaszeregowania. W jednej chwili przekreślił moje osiem lat codziennej, rzetelnej i sumiennej pracy. Zniszczył mój zawodowy dorobek. Nigdy nie byłem karany w jakiejkolwiek formie. Jedynie Wiktor Błądek ukarał mnie najdotkliwiej, jak tylko można było w pracy zawodowej. Pozbawił mnie pracy. Taka sytuacja nie zdarza się w normalnym świecie. To może zaistnieć tylko tam, gdzie prawo nie funkcjonuje. Za to, że ujawniłem nadużycia w kopalni, skutkujące czerpaniem korzyści osobistych, że imiennie wskazałem tych, którzy te korzyści czerpali i tych, którzy na to świadomie przyzwalali, zemścił się na mnie. Tak postępują tylko bandyci.
W wyniku "reorganizacji", moje obowiązki służbowe powierzono temu, którego przez rok, bezskutecznie usiłowałem przyuczyć do zawodu kontrolera. Fakt, że jego kwalifikacje były niższe od moich i nie miał doświadczenia zawodowego, dowodzi, że przyczyna wypowiedzenia miała jedynie charakter pozorny.
Na bezzasadne szykanowanie mnie, napisałem skargę do ówczesnego prezesa zarządu Spółki Stanisława Speczika. Opisałem w niej dokładnie przebieg mojej pracy zawodowej i kulisy zwolnienia. Pismo przekazałem do wiadomości przewodniczącemu Rady Nadzorczej Spółki Bohdanowi Kaczmarkowi oraz Ministrowi Skarbu Państwa Piotrowi Czyżewskiemu. Moją skargę, prezes Stanisław Speczik odrzucił natychmiast. Z pomówień, kłamstw i półprawd, zbudował mój negatywny wizerunek pracownika służb kontrolnych, zignorował mój wieloletni dorobek zawodowy. Określił mnie pracownikiem nieodpowiedzialnym i konfliktowym, który zamiast pomagać, przeszkadza, a wręcz szkodzi i przynosi ujmę innym, sumiennie wykonującym mój zawód. W ciemno zakwestionował rzetelność moich ustaleń pokontrolnych i zarządził … kontrolę sprawdzającą.
Tak jedynie dla porządku, należy dodać, że w KGHM Polska Miedź SA obowiązuje sprawdzona i skuteczna zasada prostowania protokołów pokontrolnych. Nie wszystkich oczywiście, a jedynie wybranych. Tylko tych, w których ustalenia pokontrolne w złym świetle ukazują członków lub pełnomocników zarządu Spółki (szczególnie dyrektorów). Zasada jest niezwykle prosta. Albo protokół z nadużyciami ląduje w szafie i jest cisza, a kontroler nie jest karany dotkliwie, albo też – jeżeli nadużyć ukryć już nie można – wszczyna się procedurę oczyszczania ustaleń pokontrolnych, poprzez instytucję kontroli sprawdzającej. Taka kontrola jest zarządzana, a kontroler niestety musi ponieść karę. Kontrola sprawdzająca odbywa się zawsze bez jego udziału. Zazwyczaj nie wie nawet, że wybielano jego ustalenia. Bo de facto, to nie o jakąś tam rekontrolę chodzi, ale o nowy protokół, w którym kontroler zaufany i domyślny, zapisze, że to, co było opisane poprzednio, nie było prawdziwe.
Ten prostacki schemat zastosowano również do mnie, z jedną nowelizacją. Najpierw wyrzucono mnie z pracy, a następnie, dopiero po niemal 2-ch miesiącach, przystąpiono do dyskredytowania moich ustaleń pokontrolnych. Kontrola sprawdzająca zaprzeczyła oczywiście wszystkim moim ustaleniom, faktom i dowodom. Z mojego protokołu nie ostało się nic. Ujawnione przeze mnie i dowodnie wykazane nadużycia i inne bezprawne działania na szkodę kopalni „Rudna” i KGHM Polska Miedź SA, zakwestionowano jednym, tępym stwierdzeniem: „nie potwierdzamy ustaleń”. Tych, którym udowodniłem działania na szkodę kopalni i Spółki, na polecenie prezesa Stanisława Speczika, pisemnie przeproszono. W piśmie z dnia 13.02.2004 r., adresowanym do ówczesnego dyrektora „Rudnej” Wiktora Błądka, prezes Stanisław Speczik uznał, że w świetle zebranych dowodów i innych negatywnych opinii, wypowiedzenie mi warunków pracy było niezbędne i w pełni uzasadnione.
Wbrew powyższej, gołosłownie negatywnej opinii, obecny dyrektor kopalni „Rudna” Mariusz Bilikowski, w piśmie do Policji w Lubinie, wymieniając wszystkie moje awanse i nagrody, napisał, że powodem wypowiedzenia mi warunków umowy o pracę, była jedynie reorganizacja służb działu kontroli gospodarczej, a zmiana warunków pracy była podyktowana rozszerzonym zakresem obowiązków działu ochrony oraz moją znajomością charakteru pracy tego działu.
Z ustaleń jw., oraz z cytowanych wypowiedzi prezesa Stanisława Speczika i dyrektora Mariusza Bilikowskiego, wynika, że tak mocno zdegradowano mnie, ponieważ:
1) przeprowadzono reorganizację działu, w którym byłem kierownikiem, aby moje obowiązki przekazać pracownikowi bez żadnego doświadczenia i predyspozycji kontrolerskich,
2) wszystko to, co tak sprawnie robiłem przez lata, za co byłem awansowany, nagradzany, honorowany, nagle podsumowane zostało jako wykonywane nieobiektywnie, tendencyjnie i jednostronnie, nie bacząc na to, że w moich aktach osobowych nie ma nic, co mogłoby to potwierdzić,
3) posiadałem dodatkowe walory pracownicze, w postaci znajomości charakteru pracy działu innego, niż ten, którym dotychczas przez kilka lat z sukcesami kierowałem.
To faktycznie były, ale mafijne przyczyny wypowiedzenia mi pracy. Trzy różne wersje przyczyn, a wszystkie potwierdzające, że pracę wypowiedziano mi w wyniku złośliwej zemsty, za ujawnienie prominentnych pracowników Spółki KGHM Polska Miedź SA, świadomie i celowo działających na jej szkodę, od lat czerpiących z tej działalności korzyści osobiste i utwierdzonych w przekonaniu, że to im przysługuje.
Czy życie w takim świecie, może mieć cokolwiek wspólnego z Państwem prawa? Gdzie tu jest prawo? To nie jest nawet jego łamanie. To jest zwykłe eldorado, gdzie reguły ustala się i zmienia na bieżąco, wg zapotrzebowań ludzi, którzy uwierzyli w swoją bezkarność. Brak zasad jakichkolwiek. To rządzenie w stylu pozbawionego strzelby Amona Goetha. Tu też społeczne wyrzutki żyją jak królowie.
Tak więc 8 grudnia 2003 r., wręczono mi typową ofertę nie do przyjęcia. Celowo zdegradowano mnie do takiego poziomu, aby uniemożliwić mi przyjęcie nowych warunków zatrudnienia. Bez pośpiechu, po ponad dwóch miesiącach od zwolnienia, spreparowano fakty, mające dowodzić słuszności podjętej przestępczo decyzji. Dla usiłującego dowieść swym racjom prezesa Stanisława Speczika, bez znaczenia było, że temat kontroli sprawdzającej, był jedynie fonetycznie zbliżony do tematu kontroli wykonanej przeze mnie. W kontroli sprawdzającej pominięto sedno kontroli wykonanej prze mnie, mianowicie celowości i efekty delegacji. Wykonano więc rekontrolę, nie mającą nic wspólnego z kontrolą, której ustalenia miano zweryfikować, potwierdzić je, lub im zaprzeczyć. Trzeba było dysponować znaczną złą wolą, aby wykonać analizę porównawczą ustaleń nie mogących być porównywalnymi. Aby zaprzeczyć ustaleniom kontroli przeze mnie wykonanej, bez dowodnego wykazania prezentowanych nowych ustaleń, potrzebne było wydanie przestępczego polecenia i wyjątkowo służalczej uległości. Nie było powodów do zwolnienia mnie z pracy? I cóż z tego! Nieudolnie, ale je spreparowano. Powstał jednak jeden, jakże istotny problem. Tych nieudolnych matactw i gołosłownych pomówień, nie można było „wkleić” do moich akt osobowych. Nie ma tam dowodów na to, abym był pracownikiem źle wykonującym powierzone mi obowiązki służbowe. Potwierdza to wspomniane wyżej pismo obecnego dyrektora „Rudnej”, w którym wymienia moje liczne awanse i nagrody, będące niewątpliwie dowodem uznania moich kwalifikacji zawodowych oraz ilości i jakości pracy świadczonej przeze mnie.
Jeżeli więc uznać jako wykazane fakty, że:
1) przyczyna wypowiedzenia mi warunków pracy i płacy, podana w piśmie pracodawcy powiadamiającym mnie o wypowiedzeniu, nie jest faktyczna i prawdziwa, a ma charakter pozorny,
2) wypowiedzenie jw., było skutkiem wyników kontroli gospodarczej przeprowadzonej przeze mnie, a szczególnie personalnych wniosków pokontrolnych,
3) awanse zawodowe i nagrody potwierdzają, że byłem sumiennym pracownikiem, rzetelnie wykonującym powierzone mi zadania służbowe,
4) w wyniku wypowiedzenia warunków pracy i płacy, zostałem zdegradowany w stopniu uniemożliwiającym mi przyjęcie nowych warunków zatrudnienia,
5) wypowiedzenie warunków pracy i płacy jw., posiada cechy typowej oferty nie do przyjęcia,
to jako wykazane uznać należy, że wypowiedzenie mi warunków pracy i płacy, było złośliwym działaniem na moją szkodę, wyczerpującym znamiona przestępstwa określonego w art. 218 §1 Kodeksu karnego, popełnionym przez mojego byłego przełożonego, obecnego prezesa zarządu KGHM Polska Miedź SA Wiktora Błądka.
Ustalenia jw., w pełni potwierdził Program Przeciw Korupcji Fundacji im. Stefana Batorego. W piśmie do Dyrektora Departamentu Nadzoru Właścicielskiego Ministerstwa Skarbu Państwa p. Elżbiety Niebisz (będącej jednocześnie członkiem Rady Nadzorczej KGHM Polska Miedź SA), Fundacja im. Stefana Batorego potwierdziła moje ustalenia pokontrolne i zwróciła się o podjęcie usunięcia negatywnych konsekwencji wyświetlonych nieprawidłowości poniesionych przeze mnie, poprzez podniesienie mojej sprawy na posiedzeniu Rady Nadzorczej.
Czy ustalenia i wnioski Fundacji im. Stefana Batorego, wpłynęły w jakikolwiek sposób na postawę osoby sprawującej faktyczny nadzór właścicielski nad mieniem Państwa skumulowanym w KGHM Polska Miedź SA? Nic o tym nie wiadomo. Ale wiadomym jest na pewno, że moje wcześniejsze powiadomienia kolejnych Ministrów Skarbu Państwa o przestępstwach popełnionych w KGHM Polska Miedź SA, nie zostały przekazane organom ścigania, chociaż taki jest obowiązek prawny, wynikający z art. 304 §2 Kodeksu postępowania karnego. W przesłanym mi piśmie p. dyrektor Elżbieta Niebisz, zawiadomienia o popełnieniu przestępstw nazywa nieprawidłowościami w funkcjonowaniu KGHM Polska Miedź SA, przez co ujmuje powadze funkcji przez nią sprawowanej. Czy taka postawa urzędnika Ministerstwa, to nie zwykłe przyzwolenie dla ludzi wyzutych z wszelkich zasad? Czy to aby nie przestępstwo na majątku Skarbu Państwa?
Ze względu na popełnienie na mnie przestępstwa określonego w art. 218 §1 kk, o fakcie powyższym zawiadomiłem Prokuraturę Rejonową w Lubinie. Złożone zawiadomienie precyzyjnie uzasadniłem i przesłałem do wiadomości Prokuratury Krajowej w Warszawie.
Przypuszczam, że podzielicie Państwo mój pogląd, że skoro w prosty sposób wykazałem fakt, że przestępstwo jw. zostało na mnie popełnione, to byłem uprawniony do przypuszczenia graniczącego z pewnością, że prokuratura tym bardziej nie będzie miała najmniejszego problemu, z wykazaniem popełnienia na mnie przestępstwa przez prezesa Wiktora Błądka.
A jak było w rzeczywistości? Dla mnie zgroza! Po wykonaniu pozorowanego dochodzenia, z celowym pominięciem wszelkich możliwych faktów i dowodów, bez przesłuchania koronnych dla sprawy świadków, bez zadbania choćby nawet o pozory jego prawnej legalności, Policja i Prokuratura w Lubinie, dochodzenie umorzyły. W postanowieniu o umorzeniu dochodzenia, nie zawarto merytorycznego uzasadnienia decyzji.
Złożone przeze mnie zażalenie do Prokuratury Okręgowej w Legnicy, zostało przez nią odrzucone, a Sąd Grodzki w Lubinie podtrzymał stanowisko prokuratury, również bez merytorycznego uzasadnienia swego postanowienia.
O powyższych bezprawnych rozstrzygnięciach, zawiadomiłem dyrektora Delegatury Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w Poznaniu. Poinformowałem go, że popełnione zostało na mnie przestępstwo pracownicze określone w art. 218 §1 kk, polegające na złośliwym wypowiedzeniu mi pracy, a funkcjonariusze Policji i prokuratury popełnili przestępstwo określone w art. 239 §1 kk, polegające na udaremnieniu postępowania karnego, w celu uniknięcia odpowiedzialności karnej przez jego sprawcę. Zawiadomienia jak do ABW, przesłałem również do: Biura Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji, Komendanta Wojewódzkiego Policji we Wrocławiu, Prokuratury Apelacyjnej we Wrocławiu, Prokuratora Generalnego. Wszystkie te zawiadomienia, przesłane do ww. organów ścigania, przekazane zostały przez ich adresatów do Prokuratury Apelacyjnej we Wrocławiu (dowód A1, dowód A2), a ta następnie przekazała je do Prokuratury Okręgowej w Legnicy (dowód B1, dowód B2, dowód B3, dowód B4), na którą to złożyłem zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa.
Prokuratura Okręgowa w Legnicy, sprawę przekazała do podległej sobie Prokuratury Rejonowej w Złotoryi, która odmówiła wszczęcia śledztwa (dowód D1, dowód D2, dowód D3, dowód D4). Postanowienie to podtrzymała Prokuratura Okręgowa w Legnicy, a Sąd Rejonowy w Lubinie wszystko „przyklepał”.
W swoich postanowieniach, zarówno organa ścigania jak i sąd nie zadbały nawet o minimum choćby tylko przyzwoitości, jeżeli już nie przestrzegania norm prawnych, obligujących do wydawania decyzji wyłącznie na podstawie dających się ustalić faktów i dowodów. Dla prokuratury i sądu, dowody i fakty nie miały dokładnie żadnego znaczenia.
O powyższym działaniu organów ścigania i sądu, zawiadomiłem ponownie dyrektora Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w Poznaniu, przesyłając je jednocześnie do wiadomości: ABW w Warszawie, Prokuratora Krajowego i Generalnego, Prokuratury Apelacyjnej we Wrocławiu, Ministra Spraw Wewnętrznych.
Wszystkie przesłane przeze mnie zawiadomienia do instytucji jw., ponownie przesłane zostały do Prokuratury Okręgowej w Legnicy (dowód F1 i dowód F2). Ponownie, na skargę dotyczącą działań bezprawnych Prokuratury Okręgowej w Legnicy, odpowiedź udzieliła mi Prokuratura Okręgowa w Legnicy (dowód H1 i dowód H2). Zdziwienie? Tak, byłem zdziwiony.
O kulisach wyrzucenia mnie z pracy powiadomiłem najbardziej chyba reprezentatywny organ medialny w Polsce, jakim jest Gazeta Wyborcza. Dziennikarka gazety z jej Oddziału we Wrocławiu, była tematem zachwycona, rezerwując sobie na niego wyłączność. Przekazałem Jej wszystkie konieczne informacje i dowody na ich poparcie. Otrzymałem zapewnienie, że materiał ukaże się w gazecie, że gazeta na pewno mi pomoże. Dwa wielogodzinne spotkania. Po ostatecznej kilkugodzinnej rozmowie w Oddziale gazety we Wrocławiu, miałem już jedynie czekać. Moje oczekiwanie trwało i trwało. Dziennikarka, tak wcześniej zafascynowana tematem, po kilku miesiącach milczenia, poinformowała mnie, że „gdyby wiedziała, to by tematu nie przyjęła”. Napisałem więc do Pana, Panie Redaktorze Michnik. Nigdy jednak nie doczekałem się odpowiedzi. Usilnie dobijałem się do Pana, ale nie uzyskałem nic poza głuchym milczeniem. Zapewne wybrał Pan taką opcję pozbycia mnie i nie nagłaśniania sprawy przeze mnie Pańskiej gazecie zreferowanej. Oczywiście, nie do mnie należy ocena, jakie tematy powinny, a jakie nie powinny być przez gazetę nagłaśniane. Ale zwykła przyzwoitość dziennikarska (o uczciwości nie wspomnę) nakazuje chyba informować o nadużyciach w tak dużej i jeszcze jakże mocno państwowej (44% udziału Skarbu Państwa) firmie, jaką jest KGHM Polska Miedź SA. Jeżeli doniosłe fakty nie są przedmiotem zainteresowania gazety, to czemuż przedmiotem jej zainteresowania są fakty niemal plotkarskie, typu wyjazdy służbowe wykonywane przez urzędników miejskich z Wrocławia, za jakże marne grosze w porównaniu z wyjazdami przeze mnie ujawnionymi? Czyżby, Panie Redaktorze Michnik, Gazeta Wyborcza uzurpowała sobie prawo do kreowania rzeczywistości, a nie informowania o niej? Jak ma się to do uporczywie lansowanego przez Pana motto, że nam nie jest wszystko jedno? Czy zdaje Pan sobie sprawę, że patrząc na Pana w TV, w miejscu dawnego autorytetu, widzimy oszusta?
Z prośbą o pomoc, zwróciłem się do Pana, Panie Marszałku Borowski. Czy w efekcie oszukał Pan mnie, czy siebie i prawo, które w Sejmie Pan stanowi i do przestrzegania którego, jak nikt inny, powinien Pan czuć się w obowiązku? Osobiście zaprosił mnie Pan do Sejmu, gdzie w szczegółach zrelacjonowałem Panu (na Pana polecenie, za pośrednictwem Pańskiego doradcy), wszystko to, co wyżej opisałem, potwierdzając to dokumentacją źródłową. W efekcie zlekceważył mnie Pan, polecając przesłać mi pismo, z treścią, jakbym o niczym Pana nie poinformował. W jakim celu więc zostałem przez Pana zaproszony do Sejmu, gdy w piśmie z Klubu Parlamentarnego SDPL, opisane są fakty nie istniejące, gdy jak echo odbijają się w nim treści, prezentowane przez oszustów z KGHM Polska Miedź SA? Na moje pismo, w którym sytuuję Pana w jednym szeregu z ludźmi nikczemnymi, odpowiedział mi Pan, że jest Panu przykro, że nie dysponuje Pan takimi możliwościami interwencji, aby mógł Pan wnikliwie przeanalizować wszystkie poruszone kwestie. Na cóż mi Pańskie przeprosiny Panie Pośle Borowski, jeżeli jako Poseł na Sejm RP nie zrobił Pan nic, w sytuacji, gdy powziął Pan wiarygodną informację o popełnionych przestępstwach na mieniu Skarbu Państwa, których ściganie następuje z urzędu, a na mocy art. 304 §2 kpk, był Pan obowiązany niezwłocznie zawiadomić o tym prokuratora lub Policję.
5-go stycznia tego roku, z WNIOSKIEM o interwencję, zwróciłem się do Pana, Panie Premierze, jako do instancji ostatecznej, ponieważ:
1) dokładnie żadnego znaczenia nie mają fakty i dowody w postępowaniach prowadzonych przez organa ścigania w Lubinie i Legnicy oraz sąd w Lubinie,
2) bez znaczenia jest, do jakiej instytucji w Polsce odwołam się od decyzji legnickich organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości, ponieważ i tak wszystkie moje pisma (zawiadomienia, skargi, etc.), prędzej czy później „lądują” w Prokuraturze Okręgowej w Legnicy, która sama załatwia zawiadomienia o popełnieniu przestępstw popełnionych przez siebie samą,
3) nie ma już instytucji, do której mógłbym zwrócić się z prośbą o pomoc w ochronie moich praw naruszonych przez organa władzy publicznej i przez sąd.
We WNIOSKU, dokładnie wyłuszczyłem swoje racje, dowodząc im bezspornie.
Poinformowałem Pana ponadto, że :
a) byt mój i mojej rodziny został zniszczony przez ludzi za nic mających obowiązujący u nas porządek prawny, jedynie dlatego, że uczciwe wykonywałem swoją pracę, że z racji obowiązków zawodowych, ujawniłem wysoko ustosunkowanych malwersantów w jednej z największych i najbogatszych firm w naszym kraju, przy jednoznacznie przyzwalającej postawie organów Państwa, powołanych do zabezpieczenia mi bezpieczeństwa i sprawiedliwych sądów,
b) z dnia na dzień zabrano mi wszystko to, co przez długie lata uczciwie sobie wypracowałem,
c) znalazłem się w sytuacji bez wyjścia, bez żadnej w tym mojej winy, dlatego, że organa powołane u nas do egzekucji prawa, same je bezceremonialnie łamią.
Na mój WNIOSEK, w Pana Premiera imieniu, odpowiedziała mi jedna z Pana urzędniczek, Radca Szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów p.Barbara Szydłowicz. Do mojego wniosku, w ogóle się nie odniosła. Zamiast przekazać go do stosownej instytucji Państwa, skierowała mnie do urzędów, na których co najmniej nieprawidłowe funkcjonowanie, Panu Panie Premierze, doniosłem. Po korespondencji z Panem, myślę, że niewiele to dla Pana znaczy, ale uważam, że nie wolno Panu lekceważyć mnie poprzez swoich urzędników. W przeciwieństwie do Radcy Szefa KPRM (p. Barbary Szydłowicz), z treścią wniosku, który przesłałem Panu Premierowi, zapoznał się Pan dr Janusz Kochanowski – Prezes Fundacji Ius et Lex. W przesłanym mi emailu, napisał, że „znając mechanizm funkcjonowania naszych urzędów wiem, że nikt nie poświęcił mu nawet chwili uwagi”. A cóż to znaczy Panie Premierze? Czy Pańscy urzędnicy pracując, robią komukolwiek łaskę? To przecież w świecie Nikodema Dyzmy, było znacznie więcej normalności niż obecnie. Mam święte przekonanie, że nie taki jest Pański Panie Premierze model naszego Państwa, w którym obywateli traktuje się jak natrętów przeszkadzających urzędnikom w ich zapracowaniu.
Kończę ten list z przekonaniem, że drgną wreszcie sprawy przestępstw zgłoszonych przeze mnie do organów ścigania. Nie mam najmniejszych złudzeń, że oszuści z „miedziowego państwa” odbiorą wreszcie swe zasługi. Polskie Państwo Prawa musi w końcu upomnieć się o to, co mu należne, a więc o przestrzeganie norm w nim dla wszystkich jednako ustanowionych. Również dla ludzi tak silnie z sobą powiązanych ordynackimi więzami, jak prezes Stanisław Speczik (członek założyciel Stowarzyszenia Ordynacka), dyrektor generalny KGHM Józef Dudziak (aktualny członek zarządu Stowarzyszenia), oraz były szef Rady Nadzorczej KGHM Bohdan Kaczmarek, były Minister Skarbu Państwa Piotr Czyżewski i inni, jakże ważni w Państwie. Wszystkich zawiadomiłem o przestępstwach ściganych z urzędu, popełnionych na tej gigantycznej miedziowej Spółce i dokładnie wszyscy zobowiązani prawem do powiadomienia o tym organów ścigania, spokojnie to przemilczeli, stając się odpowiedzialnymi za przestępstwa w stopniu wyższym od tych, którzy się ich dopuścili. Ale z drugiej strony, jeżeli ABW również to nie zainteresowało, to czemu tu się Panie Premierze jeszcze dziwić?
Nie wiem jak Panowie, Panie Premierze, Panie Pośle Borowski, Panie Redaktorze Michnik? Czy Panowie żyjecie w Państwie prawa? Z mojej perspektywy, w naszej Ojczyźnie dzieje się źle, ponieważ nieuczciwi poniewierają uczciwymi i mają na to przyzwolenie Państwa.
Walenty Kosmatka
P.S.
Powiedziałem nieuczciwi, a to przecież również ludzie uczynni. Ludzie pokroju Panów: Błądka, Speczika, Dudziaka, Kaczmarka i wielu, wielu innych z KGHM Polska Miedź SA, mają też w sobie dobro, specyficzne, ale zawsze. Dla przykładu:
1) Wiktor Błądek. Ten sam nikczemny człowiek, potrafi być też bardzo ludzki. Potrafi również docenić szarego, niczym nie wyróżniającego się pracownika. Nawet w sytuacji, gdy nie ma możliwości awansu, potrafi wynieść do godności. Sposób ma na to cokolwiek prostacki, ale na pewno skuteczny. Dzieli jeden dział na dwa działy i ma do obsadzenia dwa nowe stanowiska kierownicze. W taki to właśnie sposób, obecny prezes zarządu KGHM Polska Miedź SA Wiktor Błądek awansował swoją żonę Aleksandrę, krótko po objęciu przez niego stanowiska dyrektorskiego w kopalni „Rudna”. Z bardzo podrzędnego stanowiska specjalisty w dziale socjalnym, Aleksandra Błądek awansowana została przez swego męża Wiktora na stanowisko zastępcy kierownika działu ochrony środowiska. Sprawdziła się chyba, bowiem na „barburkę” została odznaczona medalem „Zasłużony dla KGHM Polska Miedź SA”.
2) Stanisław Speczik, Józef Dudziak, Wiktor Błądek. W kopalni „Rudna” przez ponad 10 miesięcy 2002 roku wakowało stanowisko dyrektora ds. pracowniczych. Oczywiście nie dlatego, że naczelny „Rudnej” Wiktor Błądek o tym wakacie zapomniał. Stanowisko zastępcy dyrektora kopalni wakowało spokojnie, oczekując na niejakiego Krzysztofa Jana Krajewskiego, który w te 10 miesięcy musiał dokończyć misji jako wicestarosta lubiński. Ten lekko ponad 30-tkę, zaoczny licencjat, miał szczęście, wszak radnym powiatowym był Wiktor Błądek. Byłby dalej wicestarostą, ale traf chciał, że SLD przegrało wybory w powiecie lubińskim i stanowisko starosty przepadło. Pozbawiony urzędu, szybko zmienił zajęcie. Został dyrektorem pracowniczym w kopalni „Rudna”.
3) W KGHM Polska Miedź SA istnieje przepis, że każdy górnik po 25 latach pracy pod ziemią, chce czy nie, jest wysyłany na emeryturę. Na emeryturze ma czas wolny, ale za to dostaje znacznie, znacznie mniej od tego, co zarabiał w kopalni. Do mojego działu kontroli został przydzielony nowy pracownik, Marian Hawrysz, górnik emeryt po 25 latach pracy na dole. Na pracy w kontroli gospodarczej naprawdę się nie znał, z czego nie robił zresztą tajemnicy. Miał jednak szczęście. Jego przyjacielem był dyrektor naczelny kopalni „Rudna” Stanisław Lembas, a ponadto mój podwładny był radnym w Lubinie. Miał tak dobre notowania, że pobierał wynagrodzenie wyższe od mojego. Ja za to, w nagrodę, mogłem robić za niego kontrole gospodarcze, pod którymi on się podpisywał. Tak „przepracował” 2,5 roku."

Podpis użytkownika:
CARPE DIEM ET MEMENTO MORI
Wyświetl posty z ostatnich:   
  
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do:  
Please enable / Proszę włączyć JavaScript!
Veuillez activer / Por favor activa el Javascript![ ? ]


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Posty na Forum są własnością ich autorów - redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść postów.