forum LUBIN pl Strona Główna
Współpraca: eLubin.pl forum LUBIN pl Strona Główna
forum LUBIN pl Strona Główna
forum LUBIN pl Strona Główna
FAQSzukajUżytkownicyGrupyProfilRejestracjaZalogujDodaj do ulubionych!Startuj z nami!Współpraca/reklamaKontakt
forum LUBIN pl Strona Główna » Nasze miasto - Lubin » Hydepark » PRACA Poprzedni temat :: Następny temat
PRACA
Autor Wiadomość
krastin
Bywalec


Dołączył: 01 Paź 2015
Posty: 149
Wysłany: Wto Paź 06, 2015 09:58

Ja w końcu postawiłem na własny biznes. Będziemy hodować takie króliki belgijskie: http://sprzedajemy.pl/tem...liki+belgijskie . Nie chce mi się już dla kogoś wytwarzać zysk.

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14167
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Czw Paź 08, 2015 11:03

Komentarz:

Lenax

Zarówno przywileje mundurowych, KRUS i oszukańcze "emerytury" sędziów i prokuratorów są w powszechnym odczuciu jaskrawym łamaniem konstytucyjnej równości wobec prawa.
Zróżnicowanie VAT'u w zależności od grupy towarowej, jest z kolei przyczyną największych i masowych oszustw. Jednolita stawka VAT znacznie utrudniłaby część oszustw.
Wszyscy o tym wiedzą, lecz jakoś nikomu nie spieszy się, by te nieprawidłowości naprawić.
Wszystkie zawody powinny być objęte tym samym kapitałowym prawem emerytalnym, niezależnym od wieku przejścia na emeryturę. Np "agent Tomek", 35-letni emeryt, powinien otrzymywać emeryturę w wysokości 78 zł/mc, jak napisał urzędnik ZUS. Prognozowany czas przeżycia ma prawie 45 lat a suma składek jest stała. Rachunek jest prosty.

=====================

Propozycje ZPP. Przedsiębiorcy chcą rewolucji podatkowej. Płace wzrosłyby o 25 proc.




Związek Przedsiębiorców i Pracodawców proponuje likwidację PIT i CIT oraz składek, m.in. na ZUS czy NFZ. Zdaniem ZPP przyniosłoby to pracownikom 25 proc. podwyżkę płac, a budżetowi dodatkowe dochody. Eksperci odradzają pośpiech.

Przedstawione w poniedziałek przez ZPP propozycje zmierzają do likwidacji PIT oraz składek NFZ, ZUS, Funduszu Pracy, Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych i zastąpienie ich podatkiem od Funduszu Płac w wysokości 25 proc. Miałby być ona odprowadzany przez pracodawców od sumy wypłat za pracę.

Przedstawione w poniedziałek przez ZPP propozycje zmierzają do likwidacji PIT oraz składek NFZ, ZUS, Funduszu Pracy, Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych i zastąpienie ich podatkiem od Funduszu Płac w wysokości 25 proc. Miałby być ona odprowadzany przez pracodawców od sumy wypłat za pracę.

Zdaniem głównego ekonomisty ZPP Mariusza Pawlaka spowodowałoby to 25 proc. wzrost płac. Pawlak wyliczył, że pracownik, który kosztuje firmę 5 tys. zł, dostaje na rękę tylko 3 tys. zł - 2 tys. zabiera państwo w postaci podatków i składek. Po zmianie dostawałby 3750 zł, poza tym system byłby prostszy. - Dodatkową zaletą byłaby możliwość przekierowania urzędników zajmujących się poborem podatków na ściganie przestępstw podatkowych i patologii - powiedział Pawlak.

Zgodnie z propozycją ZPP osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą miałyby płacić podatek ryczałtowy w wysokości od 3 proc. do 15 proc. (w zależności od branży) - na początek 3,9 proc. Nie miałyby jednak możliwości korzystania z kosztów uzyskania przychodów, dzięki czemu udałoby się uniknąć sporów o to, jaki wydatek można do nich zaliczyć, a jaki nie. Jednocześnie w zamian za składki społeczne i zdrowotne dla jednoosobowych przedsiębiorców wprowadzono by podatek od usług publicznych w wysokości 25 proc. średniego realnego wynagrodzenia. Obecnie byłoby to 550 zł miesięcznie. Najmniejsza działalność gospodarcza podlegałaby zryczałtowanemu podatkowi od sprzedaży w wysokości 15 proc., przedsiębiorcy tacy nie płaciliby jednak podatku od usług publicznych.

Więcej: http://msp.money.pl/wiado...,0,1920979.html

Podpis użytkownika:
   
tunka
Bywalec



Dołączył: 24 Maj 2015
Posty: 109
Wysłany: Nie Paź 18, 2015 11:58

Ja się ostatnio zastanawiałam nad założeniem firmy brokerskiej Może ktoś z Was pracuje w tej branży i powie czy jest to trudne czy moze nie?

Podpis użytkownika:
   
enio
Bywalec



Dołączył: 24 Lis 2014
Posty: 127
Wysłany: Pon Paź 19, 2015 05:46

tunka napisał/a:
Ja się ostatnio zastanawiałam nad założeniem firmy brokerskiej Może ktoś z Was pracuje w tej branży i powie czy jest to trudne czy moze nie?


A czy posiadasz już jakieś doświadczenie w branży ubezpieczeń? Bo aby być brokerem ubezpieczeniowym musisz posiadać bardzo dużą wiedzę w temacie. Zerknij sobie poza tym tutaj:
http://www.postawnaswoim....irme-brokerska/

Na stronie masz mniej więcej opisane jak założyć taką firmę brokerską. O ile wynajęcie lokalu i jego wyposażenie nie jest kłopotliwe oraz drogie to sama musisz zadbać o odpowiednie wykształcenie. Wymagany jest egzamin na brokera. Jego zdanie nie jest takie proste.

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14167
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Czw Paź 22, 2015 12:07



Aleksandra Islandię potraktowała jako kraj-szalupę ratunkową. Ciężką fizyczną pracą spłacała zobowiązania z Polski i zarabiała na realizację marzeń. Nam szczerze opowiada o byciu "fizolem", walce z szalonym wichrem i kraju, w którym elfy blokują budowę autostrady.



Aleksandra Musiał: - Kiełkowała we mnie, w nas, potrzeba wybicia się na zawodową niepodległość, ja i mój partner marzyliśmy o założeniu własnego wydawnictwa. Literaturą zajmowaliśmy się hobbystycznie, Arek pisał książkę, ja byłam jej redaktorką, snuliśmy plany wielkie i piękne, ale z korporacyjną w moim przypadku, i agencyjną (Arek był copywriterem w agencji reklamowej) pętlą na szyi trudno było poświęcić się ich realizacji w takim wymiarze, w jakim tego wymagały, w jakim byśmy chcieli. Brakowało czasu i pieniędzy.

Utyskiwaliśmy więc na nasz niewolniczy los, ale wytrwale dreptaliśmy w zaprzęgu, nie mając chyba dość odwagi na radykalne zmiany. Aż zmiany zaczęły dokonywać się same. Oboje w odstępie niespełna roku straciliśmy pracę. Próbowaliśmy wczołgać się z powrotem na rynek, ale stawał się coraz ciaśniejszy i z coraz większym trudem łapaliśmy zlecenia, o etacie nie było mowy. Zrobiło się groźnie.

Więcej + foto: http://kobieta.gazeta.pl/...mieszne.html#MT

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14167
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Wto Lis 03, 2015 17:22

3 trudne tematy. Jak przygotować się do najcięższych rozmów w miejscu pracy




Jedną z najbardziej stresujących części życia zawodowego jest konieczność przekazania niewygodnych i niemiłych informacji. Trudność polega m.in. na tym, że w miejscu zatrudnienia bardzo zależy nam na odpowiedniej reputacji oraz dobrych relacjach z otoczeniem.

Są 3 typy rozmów, których odbycie w pracy sprawi nam największy problem. Ale można sobie z nimi poradzić. Jak to zrobić wyjaśnia Alison Green, która na co dzień prowadzi bloga o nazwie „Ask a manager”. Jest także autorką książki pt. „How to Get a Job: Secrets of a Hiring Manager”. Zarządzała także personelem w jednej z organizacji społecznych.

1. „Rzucam pracę”

Wiele osób marzy, aby powiedzieć swojemu szefowi krótki zwrot – „odchodzę”. Co więcej, często ludzie wielokrotnie wyobrażają sobie w swojej fantazji taką sytuację. Ale kiedy naprawdę zamierzają to zrobić, usilnie unikają kontaktu ze swoim przełożonym. Paradoksalnie w momencie odejścia z firmy, w której niekoniecznie czujemy się dobrze, zaczynamy odczuwać żal. Jak więc poradzić sobie z tym problemem?

Alison Green wskazuje, że kluczem do złożenia rezygnacji z pracy w kulturalny sposób jest krótki i bezpośredni komunikat skierowany do szefa. Można np. powiedzieć: „Jestem naprawdę wdzięczny za czas spędzony tutaj, ale już podjąłem trudną decyzję, aby pójść dalej. Moim ostatnim dniem w pracy będzie 17 listopada”. W takim przypadku zarówno nam, jak i przełożonemu łatwiej będzie przejść nad naszym postanowieniem do porządku dziennego.

2. „Zrobiłem błąd”

Oczywiście każdy z nas popełnia błędy. Ale wiele osób nie umie się do nich przyznać, w wyniku czego sprowadza później na swoje barki liczne problemy. Szczególnie ryzykowne jest to w karierze zawodowej, ponieważ zatajona pomyłka w momencie jej wyjścia na jaw może sprawić, że zostaniemy zwolnieni. Dlatego, że definitywnie stracimy zaufanie szefa. Jak temu zapobiec?
Jak radzi Alison Green, należy natychmiast jak to możliwe powiadomić szefa o popełnionym błędzie. Należy wyjaśnić, że rozumiemy co się stało i jest nam przykro, a następnie wziąć odpowiedzialność za pomyłkę. W kolejnym kroku pracownik powinien wytłumaczyć, że podejmie wszelkie kroki, aby do podobnego błędu nigdy nie doszło już w przyszłości. Taka postawa świadczy o dużej samodzielności w myśleniu, co może zostać docenione przez szefa.

3. „Zwalniam cię”

Jest to prawdziwa zmora dla większości szefów. Wbrew pozorom wielu menedżerów nie lubi zwalniać swoich pracowników, ponieważ informowanie ich o tym fakcie nigdy nie należy do przyjemności. Nawet, jeśli wcześniej przełożony dał takiej osobie szansę na uniknięcie zwolnienia poprzez polepszenie swoich wyników. Jak więc poradzić sobie z tym problemem?

Alison Green wskazuje, że rozmowa w trakcie której pracownik jest informowany o zwolnieniu powinna być ostatnim etapem całej procedury. Dlatego, że jeżeli wcześniej menedżer wyraźnie ostrzegł swojego podwładnego, że nie jest zadowolony z jego pracy i oczekuje poprawy jej efektów, to taka osoba zdaje sobie sprawę, że jest zagrożona utratą zatrudnienia. Jeśli więc nie zaczęła sumiennie wykonywać swoich obowiązków, nie powinna być zaskoczona zwolnieniem. W takim przypadku o wiele łatwiej jest przełożonemu zakomunikować taką nieprzyjemną informację.

źródło: http://innpoland.pl/12255...ierze-zawodowej

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14167
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Pon Lis 23, 2015 16:44

Likwidacja trzynastki i dodatków: Zmiany dla urzędników od 2016 roku


Kolejne rządy obiecywały ograniczenie liczb urzędników, ale zamiast tego administracja publiczna w Polsce rozrastała się z roku na rok. W efekcie obecnie - jak policzył GUS - w polskich urzędach pracuje 444 tys. osób, a w ciągu ostatnich 15 lat utworzono tam około 140 tys. nowych etatów. Przyszły rok może jednak wreszcie przynieść oczekiwane przez wielu zmiany - świadczenia i stałość zatrudnienia urzędników budzą bowiem zazdrość wśród innych zatrudnionych. Nowa szefowa służby cywilnej i nowa władza (czyli PiS) są w każdym razie zdeterminowani i zapowiadają reformę administracji. Likwidacja trzynastki i dodatków: Zmiany dla urzędników od 2016 roku



Ilu urzędników odejdzie z administracji rządowej?

Trudne czasy idą zwłaszcza dla pracowników administracji rządowej. W teorii apolityczni, w praktyce tysiące z nich odchodzi (lub jest zmuszana do odejścia), gdy zmienia się ekipa rządząca.

Tym razem rezygnacjom sprzyjać będą plany nowej władzy powoływania nowych resortów i dzielenia starych oraz łączenia innych rządowych instytucji. Zlikwidowane mają bowiem zostać resorty gospodarki i skarbu państwa - chociaż część zadań i członków korpusu służby cywilnej przejmie zapewne nowe ministerstwo energetyki, to bez przeglądu pracowników zapewne się nie obędzie.

Podzielone ma zostać także Ministerstwo Rozwoju Regionalnego - powstaną z niego m.in. ministerstwo gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej oraz infrastruktury i budownictwa. Natomiast dział administracja przejdzie do nowego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji.

Ale to nie koniec planów PiS. Partia planuje miedzy innymi stworzenie Agencji Rozwoju Obszarów Wiejskich, w skład której wejdą Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, Agencja Rynku Rolnego, Agencja Nieruchomości Rolnych oraz ośrodki doradztwa rolniczego. Z kolei polską oświatą będzie sterować Narodowy Instytut Wychowania, Programów Szkolnych i Podręczników, który ma powstać po likwidacji trzech podlegających ministerstwu instytucji: Ośrodka Rozwoju Edukacji, Instytutu Badań Edukacyjnych i Centrum Informatycznego Edukacji.

Wiele urzędów i instytucji mogą zresztą objąć w związku ze zmianami zwolnienia grupowe - więcej na ten temat przeczytasz tutaj: PiS przeprowadzi czystkę w służbie cywilnej. Urzędników czekają zwolnienia grupowe>>

Kiedy PO-PSL przejmowało władze w 2007 roku, z administracji rządowej odeszło kilkanaście tysięcy członków korpusu służby cywilnej. Ilu odejdzie teraz?

Więcej: http://serwisy.gazetapraw...ki-dodatki.html

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14167
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Pon Lis 23, 2015 19:25

Polish dream istnieje. Jak pokolenie Wietnamczyków, którzy przyjechali do Polski po transformacji, robi kariery


Hanoi, stolicę Wietnamu, a Warszawę dzieli odległość prawie 11 tysięcy kilometrów. Taki dystans nie przeszkadza jednak tysiącom Wietnamczyków, żeby przyjechać do Polski i samemu lub z pomocą rodziny zrealizować swoje marzenia.

Polacy szukają swojej szansy na Zachodzie, w Anglii, Irlandii, w Stanach. Jednak Polska tez potrafi być ziemią obiecaną – m.in. dla Wietnamczyków. Jednak czy polish dream to tylko budka z chińszczyzną, na rogu ruchliwego skrzyżowania? Nie, to studia, własne firmy, startupy i innowacje. Oto troje Wietnamczyków, którzy wykorzystali wszystkie możliwości, jakie dawało im nasze państwo.

Postanowiliśmy zobaczyć co sprawia, że są jedną z najliczniejszych grup cudzoziemców w Polsce. I podczas, gdy wielu z nas narzeka na brak perspektyw w kraju, oni żyją swój polish dream.

3 Wietnamczyków, 3 historie, 3 przykłady na to, że nie jesteśmy krajem w ruinie.

Hoa Dessoulavy-Śliwińska
Branża: prawo
Rok przyjazdu do Polski: 1988





Zawsze ciągnęło ją w świat. Nawet jeśli tym światem mogła być tylko ta gorsza część Europy za Żelazną Kurtyną, a jedyną wymówką, wyjazd na studia do jednego z bratnich krajów Wietnamu.

Padło na Bułgarię. Nie był to wybór Hoa, a urzędników, którzy przydzielali studentów z rozdzielnika. Natomiast świadoma decyzja Hoa to poznany w Bułgarii mąż – Polak, za którym pod koniec lat 80-tych przyjechała do naszego kraju.

Początki nie były łatwe. Urodziła tu dwójkę dzieci, ale nie pracowała i nie znała języka, a z mężem porozumiewała się tylko po bułgarsku. – Pod koniec lat 80-tych Wietnamskich emigrantów było jeszcze bardzo mało.

Z zaplecza baru do własnego biznesu

Hoa zatrudniła się jako pomoc kuchenna w restauracji – to była jedyna praca, jaką mogła wykonywać bez znajomości języka polskiego. Nie zaspokajała jednak jej ambicji. Zapisała się na kurs językowy na Uniwersytecie Warszawskim. Z braku czasu, na zajęcia uczęszczała tylko przez trzy miesiące – później polskiego uczyła się sama, jednocześnie pracując i opiekując się dziećmi.

Hoa Dessoulavy-Śliwińska

Kiedyś dużym problemem w Polsce był rasizm. Moje dzieci często były wyzywane od mieszańców, chińczyków, wdawały się w bójki z rówieśnikami za te obelgi. Teraz bardzo dużo zmieniło się w tej kwestii, ludzie są bardziej tolerancyjni. Dla mnie sukcesem jest to, że moi synowie i córka czują się teraz Polakami, są bardzo związane z ojczyzną, chcą się tutaj rozwijać, jednocześnie działać dla rozwoju ich ojczyzny.

1989 rok był okresem przełomu dla Polski, ale także dla Hoa. Zauważała, że w środowisku Wietnamczyków zaczęto coraz częściej mówić o zakładaniu własnych firm. Razem z kilkoma wspólnikami założyli małe przedsiębiorstwo, które działało we współpracy ze stowarzyszeniem kulturalnym zrzeszającym wietnamską społeczność. Zajmowała się dzierżawieniem stoisk na sklepiki w postkomunistycznych domach handlowych, gdzie handlowała biżuterią.

Biznesmenka z rozsądku, prawniczka z powołania

Biznes szedł dobrze – oprócz stoisk w Warszawie, zakładała kolejne w innych miastach Polski, szczególnie na Podkarpaciu, gdzie znalazła swoją niszę. Wtedy też spostrzegła z iloma problemami prawnymi borykają się właściciele firm. W dodatku jej adwokat z powodu niedbałości przegrał dla niej sprawę w sądzie, która powinna być wygrana.

Żeby pomóc sobie, ale również innym ludziom, którzy nie mają rozeznania w gąszczu przepisów, postanowiła zostać prawnikiem. Co ciekawe, jej rodacy przecierali oczy ze zdumienia. W Wietnamie zawód prawnika nie jest darzony szczególnym szacunkiem – tam bardziej ceni się nauki ścisłe, architekturę czy medycynę.

W trakcie studiów nie miała czasu na to, by połączyć naukę z prowadzeniem biznesu, który wymagał częstych wyjazdów. Poza tym Hoa urodziła trzecie dziecko. Dlatego skończyła kurs kosmetologiczny. Otworzyła salon, gdzie przez 12 lat pracowała jako fryzjerka i kosmetyczka. Sama wspomina ten okres jako bardzo wymagający – żeby skończyć studia, aplikację i zarobić na życie, przez 15 lat pracowała i uczyła się po 15 godzin dziennie, 7 dni w tygodniu. Po obronieniu dyplomu nie wróciła już do biznesu – rozwijała się jako prawniczka. Kiedy dzieci podrosły, wyjechała na stypendium na uniwersytety do Cambridge, Harvardu i na Florydę. W końcu wróciła do Polski i otworzyła swoją kancelarię.

Hoa Dessoulavy-Śliwińska

Czuję się Polką, głównie z powodu mentalności. W przeciwieństwie do innych nacji, Polacy mają romantyczne dusze. Poza tym to kraj ludzi walczących. O niepodległość, wolność, obecnie z problemami wewnątrz państwa, na przykład z korupcją. Ale problemem Polaków jest ich brak pokory – każdy chce tu być własnym szefem, a to powoduje rozmaite problemy.

Na pytanie, czy chciała zostać w Polsce odpowiada, że na początku jej się tu nie podobało. Wspomina, że miała większe możliwości w innych krajach, ale dzieci, które tutaj zostały i poczucie misji, które pojawiło się pod wpływem problemów prawnych pchnęły ją do decyzji, żeby związać swoje życie z naszym krajem.

Mimo że uzbierała stos dyplomów z renomowanych uczelni (który wyciągnęła i dumnie zaprezentowała podczas wywiadu) – nieustanny głód wiedzy pcha ją na kolejne studia - ukończyła między innymi studia podyplomowe z zakresu praw człowieka na PAN, menadżerskie na SGH, teologię na UKSW, zapisała się na studia doktoranckie na SWPS. Sama podkreśla, że wiedza daje jej wolność i pozwala jej rozwijać się zarówno jako prawnikowi, jak i człowiekowi.

Karol Hoang
Branża: nieruchomości
Rok przyjazdu do Polski: 1994


Więcej: http://innpoland.pl/12306...siagneli-sukces

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14167
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Nie Sty 31, 2016 20:19

Najbardziej znana kobieta wśród spawaczy we Wrocławiu




- Spawanie to zajęcie dla kobiet - mówi blogerka-spawaczka

Po maturze przez 10 lat szukała na siebie pomysłu i chwytała się różnych zajęć. Była m.in. sekretarką. Ale to dopiero kontakt z ciężką maszyną do spawania sprawił, że pomyślała: to jest to! Justyna Lenc, opolanka, od dwóch lat przekonuje, że spawanie to zajęcie nie tylko dla mężczyzn. W piątek, 29 stycznia, odwiedziła Wrocław jako jurorka podczas "Starcia Szlifierzy 3M".

Justyna Lenc, znana jako Welding Girl, prowadzi bloga poświęconego spawaniu i obróbce metali. Tym zajmuje się też na co dzień zawodowo. Przyznaje, że do zawodu trafiła przypadkiem, szukając "fachu" w ręce.

- I w trakcie tych poszukiwań około dwóch lat temu w moje ręce wpadła spawarka, postanowiłam pójść na kurs - wspomina. I od razu dodaje, że łatwo nie było. Nie dlatego, że to ciężka fizyczna praca, ale... - Dlatego, że na kursie było pełno kolegów, którzy za wszelką cenę chcieli mi pomagać i mnie wyręczać, a to przecież nie jest droga do nauki - mówi Lenc. Pogodziła się też z tym, że wokół jest stanowiska ustawiał się wianuszek obserwatorów. W końcu kobieta ze spawarką to niecodzienny widok.

Wspólnie z bratem nagrała filmik "Spawaczka", który wrzuciła do sieci. W krótkim czasie licznik pokazał kilkadziesiąt tysięcy wyświetleń. - Pokazywano go nawet na festiwalu filmów feministycznych za oceanem - śmieje się Lenc. I podkreśla, że nie jest feministką, a spawarka w jej rękach to nie jest narzędzie walki o równouprawnienie. - Ja po prostu robię to, co lubię, mogę na tym zarabiać. Pasjonuje mnie metal i jego obróbka - dodaje Spawaczka. Uzyskała dodatkowe uprawnienia i umiejętności z zakresu szlifowania, cięcia metali, obróbki skrawaniem, obsługi maszyn CNC.

- Nie jestem we wszystkim mistrzynią, ale się staram. I tak sobie myślę, co by było, gdybym zaczęła zaraz po maturze i miała teraz 10 lat doświadczenia - mówi Justyna Lenc. Czy poleca spawanie kobietom? - Nie, bo płeć nie ma tu znaczenia. Polecam wszystkim, którzy się tym po prostu interesują - kwituje.

W piątek we Wrocławiu była jurorką podczas "Starcia Szlifierzy 3M". Do stolicy Dolnego Śląska przyjechało kilkudziesięciu szlifierzy z całego kraju, którzy mierzyli się w czterech konkurencjach. Był test wiedzy i trzy zadania praktyczne: szlifowanie spoiny, cięcie stali nierdzewnej i przezbrojenie na czas szlifierki z jednego rodzaju tarczy na drugi. Trzy najlepsze zespoły otrzymają nagrody rzeczowe.

- Produkty i narzędzia to jedynie połowa sukcesu szlifierza. Równie ważne są umiejętności, nabywane i zwiększane nie tylko w trakcie codziennej pracy, ale i przez uczestnictwo w wydarzeniach i konkursach branżowych. Tych jest jednak w Polsce bardzo mało i nie mają ogólnopolskiego charakteru - tłumaczył Krzysztof Łebek, dyrektor ds. technologii przemysłowej 3M Poland, podczas inauguracji "Starcia Szlifierzy 3M".

źródło: http://www.strefabiznesu....zy-we-wroclawiu

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14167
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Czw Mar 10, 2016 19:16


Połowa Polaków dostaje „na rękę” mniej niż 2360 zł




Poziom płac świadczy o zamożności społeczeństwa, jest podstawą do budowy oszczędności, czyli naszego własnego kapitału, stanowiącego źródło inwestycji, wspierających wzrost gospodarczy w kraju. Innego niż kapitał zagraniczny. Główny Urząd Statystyczny podaje, że średnie miesięczne wynagrodzenie w gospodarce Polski w 2015 r. w sektorze przedsiębiorstw (czyli zatrudniających 10 i więcej osób) wyniosło nieco ponad 4100 zł brutto. A w całej gospodarce narodowej w ubiegłym roku wyniosło 3900 zł brutto. Czy to dużo, czy mało?

W porównaniu w innymi krajami to bardzo mało. Jest to trochę więcej niż 900 euro, czyli 26 proc. przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w Wielkiej Brytanii, 31 proc. we Francji i 32 proc. średniej płacy w Niemczech. Ale w rzeczywistości sytuacja jest jeszcze gorsza, gdyż średnia arytmetyczna (wartość przeciętna) nie mówi całej prawdy o rozkładzie wynagrodzeń w Polsce. Ponieważ jest on silnie asymetryczny, ta średnia jest dla 66 proc. Polaków nieosiągalna!

Dane o średniej płacy GUS podaje co roku, natomiast raz na dwa lata podawana jest oficjalnie mediana płac, czyli wartość środkowa, dzieląca Polaków na dwie równe części. Ostatnio ta mediana została opublikowana 11 grudnia 2015 r. w dokumencie „Struktura wynagrodzeń według zawodów w październiku 2014 roku” i wyniosła prawie 3300 zł brutto, czyli około 2360 netto. Inaczej mówiąc, połowa Polaków dostaje „na rękę” mniej niż 2360 zł, a połowa więcej.

Wynagrodzenie większe od średniej otrzymuje 34 proc. mieszkańców naszego kraju, powyżej 5000 zł – 22 proc., zaś powyżej 10 000 zł miesięcznie otrzymuje 4,8 proc. Polaków. Natomiast powyżej 20 000 zł miesięcznie zarabia jedynie 0,65 proc. zatrudnionych. Eurostat podaje co roku wielkość udziału funduszu płac każdego kraju UE w PKB, czyli „labour share”. Polska w 2014 r. pod względem tego wskaźnika była na samym końcu Europy, razem z Rumunią. Dla obu tych krajów wynosił on 36 proc., podczas gdy dla Niemiec miał wartość 44 proc., a dla UE ta miara wyniosła 60 proc.

W Polsce udział płac w PKB systematycznie spada: z 63 proc. w 1999 r. do wspomnianego wyżej poziomu 46 proc. w 2014 r. Światowa Organizacja Pracy w raporcie „Wages and income inequality”, opublikowanym w 2015 r., podała, że jest to trend ogólnoświatowy, wynikający ze zmian technologicznych, robotyzacji, globalizacji oraz finansyzacji gospodarki, rozumianej jako rosnący udział działalności finansowej w aktywności przedsiębiorstw. Przyczyniła się do tego także słabnąca pozycja związków zawodowych. Niski poziom płac w Polsce co prawda podnosi pozycję konkurencyjną naszego kraju, ale wyłącznie kosztową. I to realizowaną w ramach modelu poddostawcy, który powoduje, że firmy działające u nas zajmują odległą pozycję w łańcuchu tworzenia wartości dodanej.

źródło: http://wgospodarce.pl/opi...iej-niz-2360-zl

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14167
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Sob Mar 19, 2016 11:30


Te informacje niemal wszyscy podają w swoim CV. A nie muszą!


Wiele osób poszukujących pracy bez żadnego zastanowienia zamieszcza w swoim CV dane dotyczące ich prywatnego życia. Chociaż wcale nie musi, a potencjalny pracodawca nie ma prawa ich żądać od kandydata. Niewielu z nas zdaje sobie sprawę, że w życiorysie nie musimy zamieszczać nawet własnego… zdjęcia. To, jakich informacji może domagać się od nas firma prowadząca rekrutację, ściśle określa kodeks pracy.


To, że duża część osób ma problemy z dokładnym określeniem, jakiego rodzaju informacje należy zawrzeć w CV, a jakich nie trzeba – potwierdzają komentarze użytkowników pod artykułem o 7 pytaniach, które nigdy nie powinny paść na rozmowie kwalifikacyjnej opublikowanym kilka dni temu w serwisie INNPoland. Przyjrzyjmy się więc, jak te kwestie reguluje kodeks pracy w swoim 22 artykule.

Więcej: http://innpoland.pl/12376...ociaz-nie-musza

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14167
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Wto Maj 10, 2016 17:05


Około 4 mln Polaków rozważa emigrację za pracą. Jak rząd zatrzyma ich w Polsce?




Około 4 mln Polaków myśli nad emigracją za pracą na Zachód, a blisko 1,5 mln jest na to gotowych - wskazuje najnowszy raport firmy Work Service pt. "Migracje zarobkowe Polaków". Dziś wyjeżdżać chcą głównie ludzie młodzi, ze wschodu kraju, z mniejszych miast i gorzej wykształceni.

Emigrację zarobkową rozważa 19,1 proc. aktywnych lub potencjalnych uczestników rynku pracy w Polsce; jest to o 4 punkty proc. więcej, niż przed rokiem - podkreślają autorzy badania. Jednocześnie zwracają uwagę, że to grupa niemal 4 mln ludzi, czyli 13 proc. całej dorosłej populacji kraju.

7,1 proc. (ok. 1,5 mln osób) na wyjazd z Polski za pracą jest zdecydowanych i planuje to w ciągu najbliższego roku - zaznaczono.

Według raportu dla 78,8 proc. respondentów najważniejszą motywacją do wyjazdu za granicę są zarobki wyższe niż w Polsce. Natomiast 58,9 proc. za powód do emigracji uznaje wyższy standard życia na Zachodzie.

Na trzecim miejscu (44 proc.) ankietowani wskazali możliwość podróżowania i zwiedzania świata; ten wynik zdaniem ekspertów Work Service może świadczyć o zmianie pokoleniowej, która dokonała się w kraju i wejściu na rynek młodych ludzi, dla których ważne są doświadczenia życiowe, a nie stabilizacja zawodowa.

Najważniejszym kierunkiem emigracji pozostają inne kraje UE; Polacy najchętniej wyjechaliby do Niemiec (34 proc.), Wielkiej Brytanii (18 proc.), Holandii (6 proc.), czy Hiszpanii (5 proc.).

Duża liczba respondentów nie potrafiła jednoznacznie wskazać kraju, gdzie chciałaby pracować. Zdaniem autorów może to oznaczać, że rozważanie wyjazdu pozostaje w fazie życzeń.

Główną barierą dla emigracji w przypadku 70,6 proc. badanych pozostaje przywiązanie do rodziny i przyjaciół w Polsce. 36,9 proc. w kraju trzyma atrakcyjna praca na miejscu. Dla 23,8 proc. przeszkodę stanowi nieznajomość języków obcych.

Częściej chęć wyjazdu deklarowali mieszkańcy regionu wschodniego (obejmującego woj. świętokrzyskie, małopolskie, podkarpackie, lubelskie i podlaskie) - dotyczyło to 32 proc. respondentów. Najrzadziej - południowo-zachodniego (woj. dolnośląskie, opolskie, śląskie) oraz centralnego (woj. mazowieckie i łódzkie): odpowiednio 9 proc. i 10 proc.

Według Work Service większa chęć emigracji wynika z poziomu zatrudnienia na obszarze zamieszkania. Na wschodzie średnie bezrobocie jest wyższe niż w całej Polsce, mniejsza jest też liczba inwestycji - dodaje.

Badanie wskazuje również, że na chęć wyjazdu ma wpływ też wielkość miejscowości zamieszkania; decyzję o emigracji najczęściej podejmują mieszkańcy wsi (38 proc.) i miast o populacji poniżej 100 tys. ludzi (33 proc.).

Emigrację najczęściej rozważają osoby młode, do 35 roku życia - w sumie 62 proc. Na decyzję wpływa także wykształcenie - wyjechać chce 32 proc. osób, które ukończyły tylko szkołę podstawową, oraz 29 proc. - absolwentów szkół średnich. Autorzy raportu zauważają jednocześnie, że chęć wyjazdu z kraju za pracą deklaruje tylko 19 proc. absolwentów szkół zawodowych i 20 proc. ludzi po studiach.

Wpływ na decyzję mają ponadto brak dochodów, a w przypadku pracujących - zarobki poniżej 2 tys. zł.

Krzysztof Inglot z Work Service wskazał, że gdyby potencjalni emigranci otrzymali propozycję pracy za co najmniej 2,4 tys. zł w Polsce, byliby skłonni zostać w kraju. Pensję w wysokości 2,4 tys. zł uznał za "próg decyzyjny", by przemieścić się do innego miasta Polski, ale nie za granicę.

Tylko 17,4 proc. ankietowanych chce emigrować z Polski na stałe, zdecydowanie częściej są to mężczyźni, niż kobiety.

Prezes Work Service Maciej Witucki powiedział, że ludzie dziś wyjeżdżają i wracają; wyczerpał się odsetek tych, którzy chcą zagranicą osiąść na stałe, poprawił się natomiast rynek w pracy w Polsce, o czym świadczy m.in. coraz mniejsza liczba emigrantów z wyższym wykształceniem.

Na chęć wyjazdu nie ma też wpływu ewentualna reforma systemu przyznawania zasiłków socjalnych w krajach UE - 73 proc. twierdzi, że ograniczenie zasiłków nie zmieni ich decyzji o emigracji.

Work Service zwraca też uwagę, że coraz częściej na rynku pracy w Polsce imigranci wypełniają lukę, wynikającą z wyjazdów Polaków na Zachód. Obecnie w kraju na podstawie zezwolenia pracuje około 1 mln cudzoziemców, w większości Ukraińców. Obcokrajowcy nie konkurują też na rynku pracy z Polakami - podejmują pracę tam, gdzie Polacy nie chcą pracować.

Sami Polacy natomiast najchętniej pracowaliby z Amerykanami, Brytyjczykami, Niemcami, czy Czechami.

Badanie na zlecenie Work Service przeprowadził ośrodek Millward Brown między 4 a 6 marca na reprezentatywnej próbie 671 osób.

źródło: http://wgospodarce.pl/inf...ma-ich-w-polsce

Podpis użytkownika:
   
tyka
Bywalec


Wiek: 31
Dołączyła: 01 Kwi 2015
Posty: 124
Wysłany: Pon Maj 23, 2016 12:41

Mówiąc szczerze, ja nie chce wyjeżdżać za granicę, chce pracować to w Polsce i nawet nie mam w planach tego, by gdziekolwiek się ruszyć z miejsca. Trzeba tylko umieć się tu u nas odnaleźć, bo choć jest ciężko, to jednak znalezienie pracy jest możliwe, a żeby się w pracy utrzymać, to też trzeba się postarać. Ostatnio znalazłam coś takiego: http://eu-eu.eu/jak-pracowac-madrzej/. Mądrze wykonywana praca z pewnością będzie nam dawać więcej satysfakcji, a poza tym pozwoli nam to również uniknąć monotonni, czy zniechęcenia. Fakt jednak pozostaje faktem, najpierw tę pracę trzeba mieć, a szukać trzeba wytrwale.

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14167
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Czw Maj 26, 2016 22:22

Polska wzywa Komisję Europejską do odrzucenia projektu o delegowanych pracownikach




Polska wezwała Komisję Europejską do wycofania projektu zmian w dyrektywie o pracownikach delegowanych. Wicepremier, minister rozwoju Mateusz Morawiecki ocenił dzisiaj w Brukseli, że przyjęcie projektu osłabi swobodę świadczenia usług w UE.

Na wniosek Polski propozycja zmian w dyrektywie o pracownikach delegowanych była tematem dyskusji podczas Rady ministrów ds. konkurencyjności, choć przepisami w tej dziedzinie zajmuje się Rada ministrów ds. zatrudnienia i polityki społecznej. Propozycja ta zakłada, że pracownik wysłany do innego kraju UE powinien mieć prawo do takiego samego wynagrodzenia (wraz z wszystkimi jego składnikami) jak pracownik lokalny, a nie tylko do płacy minimalnej, jak jest obecnie.

Morawiecki powiedział, że zwrócił się o omówienie tej sprawy także przez unijnych ministrów gospodarki, ponieważ proponowane przez KE zmiany wpłyną także na konkurencyjność wspólnego rynku. Jego zdaniem propozycja KE nie służy "strategii prowzrostowej" UE i nie jest przykładem lepszego stanowienia prawa.

"Nie rozumiemy też, dlaczego tworzy się nowe przepisy, które osłabią konkurencyjność krajów zarówno wysyłających jak i przyjmujących pracowników delegowanych. W ogólnym interesie UE jest zwiększanie konkurencyjności jednolitego rynku europejskiego" - powiedział Morawiecki podczas dyskusji na posiedzeniu Rady UE.

Argumentował, że projekt KE "osłabia wolność świadczenia usług w UE". Jak mówił, jest to jedyna z czterech wolności UE, które nie zostały zrealizowane. Pozostałe trzy swobody: przepływu pracowników, kapitału i dóbr są wdrożone i funkcjonują dobrze, ale zazwyczaj przynoszą więcej korzyści bogatszym krajom - ocenił Morawiecki.

"Dla krajów uboższych, jak państwa Europy centralnej, wolność świadczenia usług jest bardzo ważna, ale nie działa" - powiedział.

Przypomniał, że przeciwko projektowi KE uruchomiona została procedura żółtej kartki. Parlamenty 11 krajów unijnych zgłosiły zastrzeżenia do propozycji przepisów, argumentując, że nie są one zgodne z zasadą pomocniczości; według tej zasady Unia nie powinna regulować spraw, które mogą być lepiej uregulowane na poziomie krajowym. Wskutek uruchomienia procedury żółtej kartki, KE musi ponownie przeanalizować swą propozycję, a następnie zdecydować, czy ją podtrzyma, zrewiduje czy też wycofa.

"Polska prośba jest prosta: wzywamy do wycofania tej propozycji i skoncentrowania naszych wysiłków na wdrażaniu istniejącego prawa" - powiedział Morawiecki.

Krytyczne stanowisko Polski podzieliły wschodnioeuropejskie kraje UE: Rumunia, Bułgaria, Litwa, Węgry, Łotwa i Czechy.

Z kolei Francja i Belgia poparły propozycję Komisji Europejskiej, argumentując, że zapewni ona bardziej uczciwe warunki konkurowania usługodawców na rynkach państw UE, a także wzmocni prawa pracowników delegowanych.

Unijna komisarz ds. zatrudnienia Marianne Thyssen zapewniła, że uważnie przeanalizuje zastrzeżenia przeciwników zmian w dyrektywie o pracownikach delegowanych, ale broniła swojej propozycji. "W wielu krajach widać znaczne różnice w wysokości wynagrodzenia pracowników lokalnych i pracowników delegowanych z innych państw. To nieuczciwe zarówno dla pracowników, jak i usługodawców" - powiedziała.

"Pracownicy delegowani nie są pracownikami drugiej kategorii i nie powinni zarabiać znacznie mniej niż lokalni" - dodała. Jej zdaniem firmy, które świadczą usługi w innych krajach unijnych i delegują tam swoich pracowników wcale nie stracą możliwości konkurowania niższym kosztem z firmami lokalnymi, bo składki na ubezpieczenie społeczne nadal będą płacone w kraju pochodzenia pracownika delegowanego.

Z Polski pochodzi najwięcej pracowników delegowanych w UE; w 2014 r. było to prawie 430 tysięcy na 1,9 mln (22,3 proc.). Najwięcej pracowników z Polski pracuje w sektorze budowlanym - 46,7 proc., przemyśle - 16,6 proc., edukacji, ochronie zdrowia i zajęciach socjalnych 13,9 proc. Najczęściej osoby delegowane są do Niemiec (56 proc. wszystkich Polaków), Francji (12 proc.), Holandii i Belgii.

źródło: http://wgospodarce.pl/inf...ch-pracownikach

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14167
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Sob Lip 16, 2016 13:12

Komentarz:

dziadowizna

Polacy to lenie i nieudaczniki , ambitni aby mieć komórę , tablet , fajki i ciuchy z lumpeksu ? Zobaczcie na ulicy ręce zajęte , w lewej komóra w prawej faja , a dziecko leci i piszczy , bo nie ma już siły płakać . Polacy wiedzą że nie dojdą do takiej kasy jak Tusk , Putin czy Jan Kulczyk i potem i tak wszystko w rozsypkę . Zawodówek nie ma , a mgr . po socjologi nie zatrudni się w Barze , chyba że na wakacje ? To jest chory kraj , i kamieni kupa . Tylko po KUL lub masz pewną pracę . W niedzielę słyszymy " nie zabiegaj , o dobra doczesne , to my pasterze jesteśmy od powiększania trzody i złota dla chwały Pana . To UE ma brak rąk do pracy , a u nas sielsko i anielsko . Nie Idei , miłości do ziemi ojców , jest za to nienawiść i zazdrość . Żyłem w dobrych czasach PRL odbudowy , Warszawy , Polski gdzie nikt nie pytał za ile ?

======================

Gdzie jest praca? Wszyscy słyszeli, nikt nie widział




Pracodawcy wciąż narzekają, że nie ma chętnych do pracy. My – że nie ma dobrych ofert. Jednocześnie cały czas słyszymy, że w końcu nastał czas pracownika. Że to my możemy wreszcie dyktować warunki. Dlaczego więc praca jest, a jednocześnie jej nie ma?

Karolina, z wykształcenia socjolog, pół roku bez pracy w województwie lubelskim, zapewnia, że bardzo chce pracować, ale już wie, że w swoim zawodzie nie ma szans na stałe zatrudnienie. Kiedy szuka gdziekolwiek – w urzędzie, domu opieki czy przedszkolu – słyszy, że nie ma odpowiednich kwalifikacji. Pracodawcy mówią jej, że nie mają czasu na szkolenia, bo potrzebują pracownika na już. – Nawet gdybym chciała się przebranżowić, nikt nie da mi szansy. Z kolei w miejscach, gdzie mój brak doświadczenia byłby do przełknięcia, oferta pracy okazują się poniżej przyzwoitości. Na gębę, miesięczną umowę-zlecenie albo na uścisk dłoni. Nie ma się co czarować, umowy o dzieło, zlecenia, czyli po prostu zwykłe śmieciówki, przodują w ogłoszeniach o pracę – dodaje z żalem.

Nawet jeśli ogłoszeniodawca zapewnia „umowę o pracę”, to szybko się okazuje, że tylko kusi. Na etat, pół, nawet ćwierć nie ma najmniejszych szans. Podobnie jak na zgłoszenie przez pracodawcę do NFZ. Kto chce mieć dostęp do lekarza, musi sam opłacać dobrowolne ubezpieczenie zdrowotne. Za bagatela prawie 400 zł miesięcznie. Zdarzają się prywatne ubezpieczenia grupowe, ale oferują je zazwyczaj korporacje. Mniejsze przedsiębiorstwa oszczędzają. Albo pensja, albo ubezpieczenie, i to dla pracownika, który zaczyna pracę z marszu, nie po trzech miesiącach szkoleń.

– Pracy nie mogę znaleźć od kilku miesięcy. Zawsze kończy się na rozmowie kwalifikacyjnej. Nikt nie oddzwania. Mam tytuł magistra, znam dwa języki obce i obsługuję pakiet programów komputerowych – żali się 23-letni Dawid. Kiedy pytam, jakie studia skończył, pada: europeistyka. Kiedy pytam, jakiej pracy szuka, wymienia: pracownik biurowy, dziennikarz, urzędnik, pracownik agencji reklamowej. Na każde stanowisko jest co najmniej kilku kandydatów.

– Praca jest, ale dla osób posiadających konkretne zawody – odpowiadają jednym głosem specjaliści. I nie chodzi tu o specjalistę od marketingu czy bhp. Te stanowiska są już obsadzone. Dlatego zdaniem ekspertów przyszłością jest szkolnictwo zawodowe. Potwierdza to raport o szkolnictwie zawodowym przygotowany przez fundację Warsaw Enterprise Institution. Twórcy raportu powołują się na zestawienie „Niedoboru talentów” przygotowane przez Manpower Group, z którego wynika, że aż 41 proc. pracodawców ma problem ze znalezieniem pracowników. Najtrudniejszym stanowiskiem do obsadzenia – i to od ośmiu lat – jest wykwalifikowany pracownik fizyczny, czyli mechanik, elektryk, spawacz i murarz. Na drugim miejscu pożądanych zawodów jest inżynier, a za nim kolejno: technik, pracownik działu IT, kierowca i operator produkcji/maszyn. Aż 47 proc. pracodawców jako przyczynę problemów ze znalezieniem pracowników podaje ich brak umiejętności technicznych, a 33 proc. – brak jakichkolwiek kandydatów. Często nie ma chętnych do cięższej pracy. W takiej sytuacji można mieć całą armię wykształconych inżynierów, którzy zaprojektują nowoczesny samolot, ale jeśli nie będzie komu stworzyć części do tego samolotu, a następnie go zbudować, to projekt legnie w gruzach.

Cała Polska szuka

Więcej: http://serwisy.gazetapraw...trudnienie.html

Podpis użytkownika:
   
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 34 z 36  
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do:  
Please enable / Proszę włączyć JavaScript!
Veuillez activer / Por favor activa el Javascript![ ? ]


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Posty na Forum są własnością ich autorów - redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść postów.