forum LUBIN pl Strona Główna
Współpraca: eLubin.pl forum LUBIN pl Strona Główna
forum LUBIN pl Strona Główna
forum LUBIN pl Strona Główna
FAQSzukajUżytkownicyGrupyProfilRejestracjaZalogujDodaj do ulubionych!Startuj z nami!Współpraca/reklamaKontakt
forum LUBIN pl Strona Główna » Nasze miasto - Lubin » Hydepark » Kupujemy sprzęt AGD Poprzedni temat :: Następny temat
Kupujemy sprzęt AGD
Autor Wiadomość
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14441
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Sob Cze 23, 2012 15:21

Kupujemy lodówki A+++

=====================================================

Sprzęt AGD wkrótce zdrożeje. Wszystko przez Brukselę




Za nowy sprzęt zapłacimy drożej, ale będzie bardziej ekologiczny i pozwoli zaoszczędzić na prądzie ponad 100 zł miesięcznie

1000 zł – tyle kosztuje dzisiaj przeciętna, najchętniej kupowana przez klientów chłodziarkozamrażarka. Nie ma żadnych bajerów, po prostu robi, co do niej należy – chłodzi i mrozi. Ale już niedługo nie będzie można jej kupić, bo ma klasę energetyczną A. I zdaniem Komisji Europejskiej zużywa za dużo energii. Dlatego już od 1 lipca producenci nie mogą dostarczać na rynek sprzętu w klasie A.

– Jego miejsce zajmą lodówki w klasie A+ – mówi Wojciech Konecki, dyrektor generalny CECED, związku producentów AGD. Czyli bardziej zaawansowane technologicznie, a tym samym wydajniejsze, jeżeli chodzi o zużycie energii. Ale droższe – zapłacić za nie trzeba średnio o 100 – 150 zł więcej.

Nie oznacza to, że lodówki klasy A znikną z polskich sklepów z dnia na dzień. W punktach, które przed 1 lipca zrobią zapasy takiego sprzętu, będzie on jeszcze dostępny przez kilka tygodni, a być może nawet miesięcy od momentu wejścia w życie nowych przepisów.


1000 zł – tyle kosztuje dzisiaj przeciętna, najchętniej kupowana przez klientów chłodziarkozamrażarka. Nie ma żadnych bajerów, po prostu robi, co do niej należy – chłodzi i mrozi. Ale już niedługo nie będzie można jej kupić, bo ma klasę energetyczną A. I zdaniem Komisji Europejskiej zużywa za dużo energii. Dlatego już od 1 lipca producenci nie mogą dostarczać na rynek sprzętu w klasie A.

– Jego miejsce zajmą lodówki w klasie A+ – mówi Wojciech Konecki, dyrektor generalny CECED, związku producentów AGD. Czyli bardziej zaawansowane technologicznie, a tym samym wydajniejsze, jeżeli chodzi o zużycie energii. Ale droższe – zapłacić za nie trzeba średnio o 100 – 150 zł więcej.

Nie oznacza to, że lodówki klasy A znikną z polskich sklepów z dnia na dzień. W punktach, które przed 1 lipca zrobią zapasy takiego sprzętu, będzie on jeszcze dostępny przez kilka tygodni, a być może nawet miesięcy od momentu wejścia w życie nowych przepisów.




– Wciąż mamy takie chłodziarkozamrażarki w naszych marketach – przyznaje Wioletta Batóg z Media Saturn Holding Polska. Pytanie, czy warto inwestować w taki sprzęt. Producenci zapewniają, że im wyższa klasa energetyczna urządzenia, tym szybciej zwracają się pieniądze dołożone do jego zakupu. – Lepiej więcej zapłacić przy kasie sklepowej, a później oszczędzać, niż wydać na sprzęt mniej, ale później dopłacać do jego eksploatacji – uważa Wojciech Konecki.

Obecnie na rynku są nie tylko lodówki klasy A+, ale nawet A+++, zużywające tylko 150 kWh energii rocznie – to o ponad 200 kWh mniej niż lodówki wychodzącej z użycia klasy A. Zatem roczne oszczędności na rachunkach za prąd wynieść mogą grubo ponad 100 zł.

Jak komentują eksperci, wprowadzenie nowych etykiet energetycznych w chłodnictwie to dobra wiadomość dla polskich gospodarstw. Wiele z nich bowiem ciągle używa sprzętu w klasie B czy C, a nawet G, który zużywa kilkukrotnie więcej prądu niż nowoczesne lodówki. W skrajnych przypadkach może się okazać, że zakup nowej chłodziarki zwróci się po niespełna roku.

Z danych GUS wynika, że średni wiek chłodziarkozamrażarek i pralek w naszych domach wynosi siedem lat, choć do rzadkości nie należą nawet 12-letnie chłodziarki. Zdaniem Wojciecha Koneckiego sytuacja uległaby zmianie, gdyby rząd wreszcie się zaangażował w promowanie efektywności energetycznej w Polsce, do czego zresztą się zobowiązał względem Komisji Europejskiej.

– Na razie działania prowadzą sami producenci. Potrzebna jest jednak ogólnopolska kampania, która pokazałaby zyski z zakupu sprzętu w wyższej klasie energetycznej. Zarówno te dla samych gospodarstw domowych, jak i budżetu państwa i środowiska – wyjaśnia Wojciech Konecki. Szczególnie że wielu klientów nadal większą wagę przywiązuje do wyglądu lodówki, a nie do kosztów jej eksploatacji.

Będą kary za oszukiwanie konsumentów


Dokładnie dziesięć dni temu Rada Ministrów zatwierdziła projekt ustawy o obowiązkach producentów AGD w zakresie informowania o zużyciu prądu przez produkty wykorzystujące energię. Niebawem nowe przepisy trafią pod obrady Sejmu.

Ważną zmianą z punktu widzenia konsumentów jest wprowadzenie przez ustawę systemu monitoringu i kontroli poprawności informacji znajdujących się na etykietach energetycznych, które naklejane są na sprzęt. Obecnie bardzo często zdarza się, że dane zawarte na etykietach są niespójne z tym, ile w rzeczywistości urządzenie zużywa prądu, jaką ma pojemność czy jakość prania (w przypadku pralek). W największym stopniu dotyczy to sprzętu pochodzącego z importu. Nowe przepisy będą pozwalały nawet na karanie przedsiębiorców, którzy dopuszczą się naruszeń w tym zakresie.

Obecnie nowe etykiety, czyli od A+ do A+++, obowiązują już w przypadku pralek, zmywarek, chłodziarkozamrażarek i telewizorów. Od maja tego roku, na razie dobrowolnie, nowych etykiet można używać także dla suszarek do ubrań, a za rok mają obowiązywać także producentów odkurzaczy, kuchenek oraz piekarników. Te ostatnie urządzenia mają stare etykiety w skali od A do G.

źródło: http://biznes.gazetaprawn...z_bruksele.html

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14441
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Czw Sty 31, 2013 18:39


UOKiK: Oznakowanie urządzeń elektrycznych - nowe przepisy


Obowiązek informowania o efektywności energetycznej wszystkich sprzedawanych w Polsce sprzętów elektrycznych - i to nie tylko na etykietach, ale także w materiałach promocyjnych - to niektóre zmiany wprowadzane przez wchodzące jutro w życie przepisy.

Nowe zasady wprowadza ustawa o obowiązkach w zakresie informowania o zużyciu energii przez produkty wykorzystujące energię, która dostosowuje przepisy krajowe do obecnie obowiązujących wymagań w Unii Europejskiej.

Etykiety pozwalające konsumentom porównać wydajność urządzeń oraz wybrać te najbardziej efektywne pod względem zużycia energii wody czy detergentów są stosowane od połowy lat 90. Do tej pory musiały być umieszczone jedynie na sprzęcie gospodarstwa domowego. Nowa regulacja rozszerzyła ten obowiązek na wszystkie produkty wykorzystujące energię.

Etykiety - obowiązki przedsiębiorców

Producenci oraz importerzy będą musieli dołączyć do produktów oferowanych sprzedawcom lub konsumentom etykiety określające klasę efektywności energetycznej oraz zużycie innych podstawowych zasobów (np. woda, detergenty) przez to urządzenie. Dane te powinny znaleźć się także w karcie produktu dostarczanej wraz ze sprzedawanym urządzeniem oraz w dokumentacji technicznej, którą przedsiębiorcy mają obowiązek przechowywać.

Na sprzedawców nowe prawo nakłada obowiązek informowania konsumentów o efektywności energetycznej oferowanego sprzętu. Dane te powinny być widoczne dla kupującego w chwili podjęcia decyzji zakupowej. Dotyczy to zarówno sklepów tradycyjnych jak i internetowych.

Wzory etykiet i oraz wymagania dotyczące zawartości dokumentacji technicznej i kart produktu określają akty prawne Komisji Europejskiej, które obowiązują bezpośrednio w Polsce.

Reklamy - nowe wymagania

Producenci, importerzy oraz sklepy oferujące produkty wykorzystujące energię mają obowiązek udostępniania konsumentom informacji o klasie efektywności energetycznej także we wszystkich materiałach promocyjnych. Dane te powinny się znaleźć zarówno w instrukcjach, broszurach, ulotkach, katalogach, a także w reklamach radiowych i telewizyjnych oraz w internecie.

Odpowiedzialność przedsiębiorców

Producenci oraz importerzy urządzeń elektrycznych będą musieli przechowywać dokumentację techniczną przez pięć lat po wprowadzeniu do obrotu lub oddaniu do użytku ostatniego egzemplarza danego produktu. W tym czasie organy dokonujące kontroli (Inspekcja Handlowa oraz prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej) będą mogły żądać od przedsiębiorcy przekazania dokumentacji technicznej w celu weryfikacji informacji umieszczanych na etykietach i w kartach sprzedawanych produktów.

Za niewywiązanie się z obowiązków informacyjnych oraz utrudnianie lub uniemożliwianie kontroli grożą kary pieniężne w wysokości od pięciokrotnego do dwudziestokrotnego przeciętnego wynagrodzenia miesięcznego. Określając wysokość kar Inspekcja Handlowa oraz prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej będą brać pod uwagę m.in. stopień oraz okoliczności naruszenia.

źródło: http://biznes.interia.pl/...rzepisy,1888961

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14441
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Sob Wrz 07, 2013 07:08

Moja lodówka syczy, trzeszczy, bulgocze i ssie. Co robić?


I nie można jej z tego powodu zareklamować jako niezgodnej z umową. Dziw nad dziwy.

Kiedy ktoś kupuje telewizor, to wie, czego mniej więcej się spodziewać. Mniej więcej, bo z oglądaniem telewizora w sklepie jest jak z wiarą w testy aut robione przez dziennikarzy motoryzacyjnych. Wierzyć można, nikt za to nie karze.

Telewizor w sklepie ma obraz jak żyleta, bo leci on z płyt blu-ray albo wyjątkowo świetnie wypada na tle konkurencji. ponieważ jest dobrze dostrojony, a konkurencja rozstrojona (sprzedawcy dostają prowizję od konkretnych producentów).

Ale telewizor przynajmniej można zobaczyć w akcji. WŁĄCZONY. A z lodówką? Z lodówką jest inaczej.

Oddajmy głos pani Joannie. "Lodówkę Beko zakupiliśmy w środę. W czwartek rano (po odstaniu 12 h przed włączeniem, jak nakazuje instrukcja obsługi) włączyliśmy ją".

Akt oskarżenia:

"Lodówka zaczęła wydawać przeróżne dźwięki (syczenie, trzaski, bulgotanie, ssanie). Zaniepokojona po ok. 6 godz. zadzwoniłam do serwisu firmy Beko, gdzie otrzymałam informację, że te odgłosy są uwzględnione w instrukcji obsługi i nie są podstawą do reklamacji ani wymiany sprzętu na nowy. Są to odgłosy tak uciążliwe, że słychać je trzy pomieszczenia dalej (w całym mieszkaniu). Dodatkowo denerwujące jest to, że system chłodzenia się nie wyłącza (jak w każdej innej lodówce po kilkunastu minutach), w związku z czym te odgłosy nie ustają (chyba że ustawimy chłodzenie na stopień 1, gdzie temp. wynosi 10 st., a jedzenie się psuje).

Sklep jak to sklep (Neonet - Bytom Szombierki) odesłał czytelniczkę do producenta. Producent wysłał zaś do niej serwisanta, który nagrywał dźwięki wydawane przed lodówkę i mierzył ich głośność.

A serwisant na to: niemożliwe

Więcej: http://pieniadze.gazeta.p...2,14545298.html

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14441
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Wto Gru 03, 2013 16:51

Świat jednorazowego użytku


Dlaczego miksery i miniwieże, które w tym roku dostaniemy pod choinkę, zepsują się już za 3-4 lata? I dlaczego nie opłaca się ich naprawiać? Żeby więcej zarabiały na nas koncerny? A może dlatego, że wolimy rzeczy nowe zamiast trwałych?



Na kartonowym opakowaniu widać jeszcze stempel z rokiem produkcji – 1988. Obok nieco już poblakła cena dopisana długopisem. Suszarka kosztowała 2,6 tys. zł. Przeleżała ćwierć wieku pod stertą ozdób choinkowych. Ojciec kupił ją mamie na Boże Narodzenie, a mama tak pieczołowicie schowała prezent, że przypomniała sobie o nim dopiero kilkanaście dni temu, podczas przedświątecznej inspekcji pawlacza.

Niczym list z innej epoki wyjęty z butelki leży więc teraz przede mną nowiuteńki (a w każdym razie nieużywany) „Zestaw do pielęgnacji włosów SRN-17”. Żadne współczesne super, ultra czy inne galaxy obowiązkowe w nazwie niemal wszystkiego, co działa na prąd. SRN-17 wyprodukowano w zakładach Zjednoczenia Sprzętu Oświetleniowego Polam- Farel w Kętrzynie. Teraz to fabryka Philips Lighting Poland SA. Suszarek do włosów już tam nie produkują. W ogóle wszystko produkują dziś zupełnie inaczej.

Do pierwszego uderzenia

Adam Witkowicz, emerytowany inżynier elektronik, delikatnie rozkręca plastikową obudowę SRN-17. – Ale jaja! Można to rozłożyć i złożyć – szepcze z podziwem i spogląda na nowoczesną suszarkę znanej zachodniej marki, którą dla porównania kupiłem w supermarkecie za 109,99 zł. Oczywiście made in China.

Teraz kolej właśnie na nią. Pan Adam obchodzi się z suszarką jak z jajkiem, ale po chwili i tak rozlega się trzask pękającego chińskiego plastiku. – O, te śrubki tutaj, widzisz? – wskazuje coś we wnętrzu produktu z Kętrzyna. – W starej suszarce można wymienić właściwie wszystkie części. W chińskiej nie zreperujesz nic, wszystko zatopione na amen w plastiku.

Fachowiec lustruje resztę części, z których zbudowano SRN-17 i jej nowszy odpowiednik. Nie ma wątpliwości, chińska podziała najwyżej cztery lata. Polska bez problemu powinna wytrzymać dwa razy dłużej, bo – jak zauważa filozoficznie pan Adam – w tamtych czasach produkty naprawdę się produkowało, a nie tylko sprzedawało. W nowym modelu grzałkę skręcono z cienkiego jak włos drucika, który nagrzewa się błyskawicznie i nie potrzebuje dużo prądu, ale też przepali się szybciej niż masywna grzałka sprzed ćwierćwiecza. Podobnie rzecz się ma z wentylatorami; ten w polskiej suszarce osadzono na metalowym bolcu, podczas gdy chiński kręci się wokół plastikowego elementu. – Do pierwszego silniejszego uderzenia – prorokuje Witkowicz. – A gdy spróbujesz dostać się do środka, połamiesz obudowę

Zaplanowana nieprzydatność

W meczu na jakość Polska deklasuje zatem Chiny. Ale w latach 80. w polskich fabrykach nikt nie znał jeszcze wymyślonego przez amerykańskie korporacje pojęcia „planned obsolence”, co chyba najlepiej przetłumaczyć jako „zaprogramowane starzenie się” czy „zaplanowana nieprzydatność” produktu. Firmy jak ognia unikają tego określenia. Nie dość, że już brzmi podejrzanie, to jeszcze lewaccy aktywiści, którzy wszędzie wietrzą spiski wymierzone w konsumentów, okładają nim biznes jak pejczem. Zaprogramowane starzenie się produktów to ich zdaniem wyrafinowana forma manipulacji klientem.

Specjaliści od marketingu i organizacji produkcji przekonują, że nie ma mowy o żadnym spisku czy manipulacji. Zaprogramowane starzenie to po prostu strategia, która określa czas życia produktu, aby w odpowiednim momencie móc zastąpić go nowszym modelem. Na pewnym etapie użytkowania produkt ma się przestać podobać użytkownikowi albo po prostu się popsuć.

– Oczywiście, wiemy, że nasze pralki odmawiają posłuszeństwa po 6-7 latach użytkowania, a lodówka najpóźniej po 10. Oczywiście, wiemy też, że gdybyśmy zbudowali je inaczej i z innych elementów, działałyby dłużej i niekoniecznie musiałyby być droższe. I oczywiście, za nic w świecie nie powiem tego panu pod nazwiskiem – śmieje się szef polskiego oddziału dużego producenta sprzętu AGD.

Manipulacja? Po tamtej stronie sklepowej lady widzą w tym raczej kompromis niezbędny do pogodzenia interesu producenta z pragnieniem klientów, by mieć w domu rzeczy coraz lepsze i coraz tańsze. – Na samo opracowywanie nowych patentów i technologii wydajemy rocznie ponad 100 milionów euro. Gdybyśmy nie mieli pewności, że klienci rzucą się na nowe produkty jak psy na kość, na badania szłoby pewnie ze trzy razy mniej pieniędzy, a pan musiałby po staremu odmrażać lodówkę co miesiąc – odgryza się prezes.

Pudrowany postęp

Ta kość dla klientów w przyszłym roku skończy 90 lat. W 1924 roku Alfred Sloan Junior, prezes koncernu General Motors, głowił się w swym gabinecie w Detroit, co zrobić ze słabnącym popytem na samochody. Kto mógł sobie pozwolić na auto, dawno już miał je w garażu, obniżka cen nie wchodziła zaś w rachubę ze względu na... zbyt mały popyt. Sytuacja pozornie bez wyjścia, szef GM wpadł jednak na szatański pomysł, aby co roku nieznacznie modyfikować wygląd oraz konstrukcję produktów GM i w ten sposób zachęcić klientów do częstszej wymiany samochodów. Każdy nowy model auta miał – jak wspominał Sloan po latach – różnić się od poprzednika na tyle, aby „dać kupującym satysfakcję z zakupu i jednocześnie wywołać poczucie zawodu u tych, którzy jednak poprzestali na starym”. Projektowanie co roku nowego modelu od podstaw nie wchodziło oczywiście w rachubę. Sloan opracował więc ze swymi inżynierami nową formułę konstrukcyjną samochodu, w której poszczególne modele aut składano z różnych części montowanych na identycznej ramie. Po roku wystarczyło wymieszać elementy konstrukcyjne, by otrzymać całą gamę pozornie nowych pojazdów.

Pomysł nie przyjął się od razu. Największy konkurent Sloana, czyli Henry Ford, otwarcie kpił z tego „pudrowanego postępu”, ale ku jego zdumieniu General Motors z roku na rok zwiększał sprzedaż. Dwie dekady później w USA nie było ani jednego szefa dużej firmy, który miałby wątpliwości, czy marketingową maszynkę warto skalibrować właśnie pod pragnienie nowości. Jak ujął to w latach 50. zeszłego stulecia Brook Stevens, jeden z ojców nowoczesnego wzornictwa przemysłowego, w sprzedaży chodzi o to, by kupujący zapragnęli mieć „coś nieco nowszego, nieco lepszego, no i nieco wcześniej niż to konieczne”. Drobne zmiany sprzedawane jako rewolucja. Znacie to? Pewnie, że znacie.

Uszczelka? 500 zł

Zaprogramowane starzenie to dziś chleb powszedni działów projektowych niemal wszystkich firm produkujących dobra użytkowe. W drukarkach montuje się czip, który po wydrukowaniu określonej liczby stron wstrzymuje pracę urządzenia. Kabelki wewnątrz drobnego sprzętu AGD, cienkie jak włos, rwą się przy silniejszym wstrząsie, choć użycie grubszych i trwalszych byłoby paradoksalnie... tańsze. Uszczelki w drzwiach lodówek mają tajną misję, by odkleić się od podłoża tuż po tym, jak wygaśnie gwarancja.

Ale można jeszcze prościej – wystarczy np. nowe oprogramowanie i akcesoria, które szybko przestają pasować do starszych modeli. W Niemczech, gdzie organizacje konsumenckie mają silną pozycję, Zieloni podjęli nawet kilka lat temu próbę przeforsowania zakazu takich praktyk. Skończyło się porażką, ale przy okazji wyliczono, że zaprogramowane starzenie kosztuje niemieckich konsumentów co roku 5-6 mld euro.

A ile kosztuje ono Polaków? Tego nikt nie próbował nawet szacować – w końcu od dobrych kilkunastu lat nurzamy się w konsumpcji, odreagowując braki socjalistycznego handlu. Organizacje konsumenckie dostają jednak ostatnio więcej skarg na produkty, które psują się podejrzanie szybko tuż po wygaśnięciu gwarancji. Naprawa – owszem – jest możliwa. Ale coraz rzadziej opłacalna.

Kraków. Z boku supermarketu przycupnął punkt naprawy drobnego AGD prowadzony przez Pawła Bigaja. Na półkach kilkanaście czajników, ekspresów do kawy, odkurzaczy czy mikserów. – To w większości urządzenia sprzed kilku lat, właściciele się do nich przywiązali i próbują je reanimować za wszelką cenę – tłumaczy Bigaj.

Z produktami nowej generacji, na które właśnie skończyła się gwarancja, klienci niemal nie przychodzą do serwisu. Przyzwyczaili się, że koszty naprawy są horrendalnie wysokie w porównaniu z ceną nowego produktu. W starych modelach można wymienić jedną zepsutą część – nowsze zbudowane są z modułów, swego rodzaju klocków (tu kłania się Alfred Sloan i jego pomysł na produkcję aut), co automatycznie podnosi koszty naprawy. – Grupę zaparzającą do przeciętnego ekspresu do kawy mogę zamówić w hurcie za 150 zł. Przesyłka to 20 zł, a chciałbym doliczyć do tego minimum 70 zł robocizny. Razem mamy już 240 zł – wylicza Bigaj. – W internecie nowy ekspres kosztuje tymczasem 400-500 zł. Sam też wolałbym kupić nowy.

– Dla jednych to spisek, dla mnie zwykła kalkulacja kosztów – replikuje cytowany już prezes firmy produkującej AGD. – Ten nowy ekspres kosztuje 400 zł tylko dlatego, że z dużą dozą prawdopodobieństwa możemy założyć, iż za cztery lata jego właściciel będzie musiał kupić nowy. Dzięki temu sprzęt gospodarstwa domowego jest coraz lepszy i tańszy.

Czy rzeczywiście tak znacząco lepszy? W 1995 roku najoszczędniejsze zmywarki zużywały 16 litrów wody i ok. 1,4 kilowatogodzin prądu na jedno mycie. Dziś potrzebują do tego ok. 10 litrów oraz 0,9 kWh. W procentach – sporo; w realnych kwotach kilkanaście złotych oszczędności w skali roku – za mało, by wymiana starej działającej na nową mogła się zwrócić. A ceny? Sięgam po rocznik statystyczny. W 1989 roku za średnią pensję ojciec mógł kupić matce 79 suszarek SRN-17. Dziś przeciętne wynagrodzenie brutto to z grubsza 3,8 tys. zł. Wystarczy na niespełna 35 sztuk modelu, który kupiłem w supermarkecie. Tylko co z tego?

Lepsze jest gorsze

Berlin Zachodni, rok 1984. Na międzynarodową wystawę przemysłu oświetleniowego przyjeżdża z NRD delegacja tamtejszej firmy Narva. Niemcy zza muru są podekscytowani, nie tylko dlatego, że po raz pierwszy uczestniczą w kapitalistycznych targach. Inżynierowie Narvy stworzyli żarówkę, która może świecić bez przerwy nawet przez 40 lat. Nie mają wątpliwości, że wynalazek będzie przebojem.

Nie jest. Kolejni potencjalni klienci odchodzą od stoiska, kręcąc głowami z niedowierzaniem, bo długowieczna żarówka jest kilkanaście razy droższa od zwykłej. Koledzy z zachodnioeuropejskiej konkurencji pytają, czy konstruktorom z NRD spieszno do zasiłku dla bezrobotnych. – Nie mieliśmy pojęcia, o co im chodzi – wspomina jeden z członków delegacji Narvy w dokumencie nakręconym kilka lat temu przez norweską telewizję.

Chodziło o to, czego tak naprawdę chcą konsumenci. Nietrwałość produktów idealnie wpisuje się w szerszy nurt narzekań na świat schodzący na psy, ale ma niewiele wspólnego z podejmowanymi przez Smithów, Schmidtów i Kowalskich decyzjami zakupowymi. Według badań zleconych niedawno przez firmę Whirlpool, klienci w sklepie zwracają uwagę przede wszystkim na cenę produktu, a tuż potem na komfort użytkowania i oszczędności np. w zużyciu energii elektrycznej. Trwałość i bezawaryjność są na dalszych miejscach. We wspomnianych drukarkach czip ogranicza czas pracy maszyny, bo przy każdym druku nieco atramentu opada na dno urządzenia i po jakimś czasie jest go już tyle, że zacząłby wylewać się na zewnątrz, brudząc meble i użytkowników. Drukarkę można by pewnie skonstruować tak, by farba się nie wydostawała, ale nie tędy droga do kieszeni klientów.

Serwis eBay badał zwyczaje zakupowe użytkowników. Co trzeci nabywał co roku produkt ten sam albo podobny, choć poprzedni zakup powinien wystarczyć na co najmniej dwa lata komfortowego użytkowania. Po prostu chcieli mieć coś nowego.

W sklepach kupujemy dziś bowiem głównie wyobrażenie – swoje i otoczenia – o nas samych. Produkt symbolizuje styl życia i pozycję społeczną. Funkcjonalność jest na dalszym planie. Ale – rzecz jasna – kogo na to stać, może podkreślić swój status czy zainteresowanie produktem naprawdę nie do zdarcia, np. kupując domowy ekspres do kawy amerykańskiej firmy Slayer Espresso za 8,5-9 tys. dolarów, składany ręcznie z podzespołów najwyższej jakości i wykończony materiałami na życzenie klienta. – Zamówienia trzeba składać z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem – podkreśla z dumą Jason Prefontaine, twórca tej maszyny. – Klienci chcą pewnie spróbować kawy przed zakupem? – zgaduję. – A po co? Podobną wypiją w każdej porządnej kawiarni – odpowiada szczerze Jason.

źródło: http://biznes.onet.pl/swi...6,1,prasa-detal

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14441
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Sob Wrz 06, 2014 10:45

Co jest napisane na etykietach sprzęty AGD? Sprawdzamy





Ekoetykiety odkurzaczy nie takie straszne?

Od 1 września nowe odkurzacze muszą mieć etykiety efektywności energetycznej podobne do tych, jakie każdy z nas zna z lodówek czy pralek. Producenci odkurzaczy muszą na nich oznaczać klasę energetyczną urządzenia oraz, co ważniejsze, parametry określające to, jak wydajne będzie sprzątanie ich wyrobami. Dodatkowo, UE wprowadziła ograniczenia mocy odkurzaczy. Maksymalna moc silników nowo wprowadzanych do obrotu na terenie Unii odkurzaczy, to teraz 1600 W.

Więcej: http://www.hotmoney.pl/na...rawdzamy-a34580

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14441
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Pon Wrz 29, 2014 10:54

Jaki telewizor kupić - LCD, plazma czy 4K?




Wybór nowego telewizora nie należy do najłatwiejszych. Ta decyzja powinna być dokładnie przemyślana pod względem przeznaczenia, budżetu oraz preferowanej technologii wyświetlania obrazu. Podpowiemy, na co zwrócić uwagę przy wyborze telewizora, by nie dać się złapać w marketingowe sidła producentów i sprzedawców.


Zaczynając poszukiwania musimy zdać sobie sprawę z tego, że nie ma telewizora idealnego. Nie istnieje również model uniwersalny, dobry dla wszystkich i do wszystkiego. Inne parametry powinien mieć telewizor na którym będziemy grać w gry konsolowe, a inne wykorzystywany do codziennego oglądania programów telewizyjnych. Czym zatem kierować się przy wyborze konkretnego modelu?

LCD czy LCD LED?

Po pierwsze, powinniśmy przyłożyć dużą wagę do technologii wyświetlania obrazu. Telewizory kineskopowe (CRT) odeszły już do lamusa i obecnie na rynku dostępne są ekrany LCD, z podświetlaniem LED, OLED i plazmowe. LCD oferuje stabilny i w miarę ostry obraz, jednak jego wadą jest mniejszy kąt widzenia oraz gorsze wyświetlanie czerni. Technologia, która święciła triumfy popularności jeszcze 2 lata temu, obecnie stosowana jest w najtańszych modelach. Rynek został zdominowany przez ekrany z podświetlaniem LED, w których matryca może być podświetlana w całości lub na krawędziach. Telewizory tego typu dają lepszy jakościowo obraz niż LCD, są również smuklejsze i bardziej energooszczędne, zaś ich ceny zaczynają się od 500 zł. Średnio na dobry model z matrycą LED należy przygotować około 2-3 tys. zł.

Na rynku dostępne są również telewizory z matrycami OLED, które dzięki zastosowaniu diod organicznych doskonale oddają kolory, oferują szeroki kąt widzenia oraz krótki czas reakcji. Są również bardzo energooszczędne. Ich wadą jest jednak wysoka cena - powyżej 10 tys. złotych. Ostatnią ze stosowanych technologii jest PDP, zwana potocznie plazmą, która oferuje wysoką jakość obrazu oraz płynność wyświetlania dynamicznych scen o dużej rozdzielczości. Wybierają ją głównie miłośnicy filmów i kinowego klimatu. Ze względu na możliwe problemy z wypalaniem ekranu, plazmy nie są wskazane dla graczy oraz osób posiadających mocno nasłonecznione pokoje. Ich wadą jest także energochłonność oraz większa podatność na uszkodzenia mechaniczne. Ceny tego typu telewizorów zaczynają się już od około 1200 złotych.

Czytaj więcej na http://nt.interia.pl/audi...ampaign=firefox

Podpis użytkownika:
   
esta8
Nowy(a) na forum


Dołączył: 19 Wrz 2014
Posty: 21
Wysłany: Pon Paź 06, 2014 17:56

A co myślicie o multicooker ? słyszałam że to coś ala zmywarka w gotowaniu, wszystko zrobi szybko sprawnie i zdrowo, co wy na to?

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14441
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Sob Paź 11, 2014 16:40

Komentarze:

wmc-33

Planowe psucie się produktów jest 100 razy bardziej nieekologiczne, niż gospodarka oparta na spalaniu węgla. Nie zrozumiem, czemu ekofanatycy patrzą przez palce na to, co najbardziej oczywiste.

-----------------------------------

n0th

telewizor Sony kupiony jeszcze przez mojego Tatę w roku 1988 nadal działa
telewizor tej samej firmy kupiony w 2008 r. działał niecałe 3 lata, dawno wywalony

I tak jest ze wszystkim..

----------------------------

selena-

Lodówka Szron działa 50 lat, a moja córka musiała wymienić już 3 lodówkę w ciągu 15 lat . Tak samo jest z pralkami, suszarkami, sokowirówkami. Zelmer mam 20 lat , a córka też kupiła niedawno sokowirówkę , jakis rok temu i nie działa, a naprawa nieopłacalna. A najgorsze to Ci co przychodzą naprawiać lodówki , pralki- jeszcze nic nie naprawili i za sam przyjazd żądają 50 zl. Nigdy nic nie naprawiają, opłaci im sie tylko dojeżdżać,

===========================

Dlaczego sprzęt psuje się tak szybko? Żebyśmy kupowali nowy. Będą kary






Nowa pralka wysiadła ci po czterech latach, a telefon już po roku? Nic nadzwyczajnego. Możliwe, że bezkarność firm, które celowo skracają żywotność swoich urządzeń, by zmusić klientów do zakupu nowych, wreszcie się skończy.


Pani Anita, czytelniczka "Wyborczej", narzeka, że w ciągu roku musiała dwa razy wymienić suszarkę do włosów, która psuła się po kilku użyciach. - A moja mama wciąż używa suszarki, którą kupiła, gdy ja byłam dzieckiem - opowiada. Pan Łukasz twierdzi z kolei, że bateria w jego laptopie popsuła się dokładnie miesiąc po upływie okresu gwarancyjnego.

Jeszcze 15 lat temu pralki czy lodówki pracowały po kilkanaście lat, obecnie - dwa razy krócej. Kupiony pod koniec lat 70. czarno-biały telewizor działał średnio 12 lat. Teraz telewizyjne ekrany LCD trzeba wymieniać przeciętnie po pięciu latach. A laptopy psują się już mniej więcej po 16 miesiącach. Przeciętny Europejczyk co pięć-siedem lat wymienia sprzęt RTV i AGD, komputer - co trzy lata, a komórkę - co półtora roku.

Z takimi sytuacjami chcą walczyć francuscy parlamentarzyści. Chodzi o techniki, które skracają czas życia produktu i mają na celu jego częstszą wymianę na nowszy model. Komisja ds. środowiska francuskiego Zgromadzenia Narodowego przyjęła projekt ustawy, która zakłada karanie za ograniczanie żywotności urządzeń elektronicznych. Producent, któremu zostaną udowodnione takie praktyki, może zapłacić 300 tys. euro grzywny, a nawet zostać skazany na dwa lata więzienia.

Autorzy nowelizacji twierdzą, że skracanie czasu życia produktów jest szkodliwe dla środowiska i sprawia, że konsumenci muszą bez potrzeby wydawać pieniądze. Jeśli ustawa wejdzie w życie, konsument będzie mógł pozwać producenta sprzętu o jego celowe postarzanie.

Klient ma walczyć przed sądem?

Jak twierdzą francuskie media, pomysł ma kilka poważnych wad. Przede wszystkim ze względu na brak masowych kontroli w firmach (nie będzie nowego urzędu ds. kontroli jakości) udowodnienie postarzenia produktu będzie trudne. Tym bardziej że udowodnić trzeba będzie, iż producent zrobił to celowo, a nie na przykład na skutek błędu. Dowodzić musiałby konsument, a to czasami oznaczałoby konieczność dostarczenia setek dokumentów, z których jednoznacznie wynikałoby, że specyfikacja techniczna urządzenia zakłada jego popsucie się po określonym czasie. Konsument nie miałby przy tym pewności, że producent sprzętu rzeczywiście zostanie ukarany. Krytycy tego pomysłu podkreślają też, że nowe urządzenia mają na tyle zamkniętą specyfikację techniczną, iż nie bardzo wiadomo, co jest w środku.

Obowiązkowa gwarancja na pięć lat

To druga próba Francuzów walki z tym procederem. W lutym tego roku próbowali oni uchwalić prawo odwracające "ciężar dowodowy". Miał on zostać przeniesiony z konsumenta na producenta. W praktyce oznaczałoby to zmianę warunków gwarancji. Producent musiałby udowodnić, że awarie urządzeń nie wynikały z jego zaniedbań. W tej chwili to konsument musi udowodnić, że urządzenie nie popsuło się z jego winy. Nie koniec na tym. Projektowane przepisy zobowiązywałyby producentów do dostarczania części zastępczych na życzenie konsumenta przez dziesięć lat od wyprodukowania urządzenia.

Nieoficjalnie mówiło się także o przedłużeniu obowiązkowej gwarancji na wszystkie produkty elektroniczne do pięciu lat. A także o zakazie stosowania akumulatorów wbudowanych w urządzenie. Zdaniem konsumentów takie baterie szybko się psują, co wymusza zakup nowego urządzenia zamiast wymiany niesprawnego akumulatora.

Teraz za robienie bubli są premie

Ostatecznie zmiany nie weszły w życie, częściowo ze względu na opór producentów elektroniki. Straszyli oni wzrostem cen, który miał pokryć koszty zapewnienia długiej obsługi posprzedażowej.

Planowe postarzanie produktów coraz częściej doprowadza konsumentów do szewskiej pasji. Drukarki produkuje się tak, aby po wydrukowaniu określonej liczby stron programowo odmawiały dalszej współpracy. W internecie można wprawdzie znaleźć filmy z poradnikami, jak taką zablokowaną drukarkę zresetować poprzez wciśnięcie odpowiedniego przycisku na kasetce z tuszem, ale nie o to przecież chodzi. W dodatku tonery są na tyle drogie, że bardziej niż ich wymiana opłaca się zakup nowej drukarki.

Takie praktyki stają się powszechne. Słuchawki mają kable, które w pewnych miejscach zwyczajnie się łamią. Producenci szczoteczek elektrycznych konstruują je tak, aby uniemożliwić wymianę baterii, a producenci AGD elementy, które najszybciej się zużywają, robią z... plastiku.

Podobnie wygląda to w przemyśle motoryzacyjnym. W przypływie szczerości jeden z inżynierów uznanej marki przyznał się, że dostał premię za to, iż udało mu się skrócić żywotność alternatora do 160 tys. km. Inny, że u podwykonawców zamawia się podzespoły o limitowanej trwałości.

Psucie napędza wzrost PKB

Piotr Koluch, ekspert z fundacji Pro-Test, twierdził w rozmowie z Polskim Radiem, że producentom nie zależy na trwałości sprzętu. - Jeżeli sprzęty nie będą wymieniane, to biznes nie będzie się kręcił - zauważa. - A co ze wzrostem gospodarczym, jeżeli przestaniemy kupować rzeczy? To celowa robota - dodaje, choć twierdzi jednocześnie, że trudno stwierdzić, czy psucie się sprzętu zaraz po gwarancji jest kwestią celowego działania producentów czy po prostu jakiegoś błędu.

Sama idea "planowego postarzania" sięga czasów wielkiej depresji z lat 30., gdy świat tonął w największym kryzysie XX wieku. W 1932 r. Amerykanin Bernard London wydał broszurę, w której o całe zło obwiniał konsumentów "używających starych samochodów, starych aparatów radiowych i starych ubrań o wiele za długo". To wskutek tego magazyny i hurtownie miały pęcznieć od nowych dóbr, których nikt nie chciał kupować. London proponował przymusowe ograniczenie czasu używania różnych produktów.

Kwestię szybkiego psucia się sprzętu na celownik wzięła już Komisja Europejska. Komisarz UE ds. środowiska mówił w marcu serwisowi Wyborcza.biz, że "zamiast planowego postarzania produktów producenci muszą przyjąć na siebie odpowiedzialność za postępowanie z produktami zużytymi, z uwzględnieniem możliwości ich naprawy lub recyklingu".

Brazylijczycy pozywają Apple'a

Co więcej, Europejski Komitet Ekonomiczno-Społeczny, organ doradczy UE, twierdzi w jednej ze swoich opinii, że planowane postarzanie produktów, czyli wbudowane ograniczenie ich trwałości, to strategia handlowa sprzeczna z zasadami zrównoważonej produkcji i konsumpcji. Komisja Europejska powinna przeanalizować ewentualną konieczność powiązania oczekiwań konsumentów co do trwałości produktu z okresem gwarancji prawnej - zaleca.

Coraz częściej konsumenci pozywają do sądów producentów, którzy chcieli wymusić zakup nowego urządzenia. Najświeższy przykład to spór brazylijskich konsumentów z firmą Apple. Twierdzą oni, że firma, choć mogła do trzeciej wersji iPada wprowadzić wszystkie nowości techniczne z czwartej generacji tego urządzenia, nie zrobiła tego, by za jakiś czas wymusić na nich kupno nowej wersji tego sprzętu. Tym skuteczniej, że system operacyjny miał zostać lepiej zoptymalizowany dla nowej wersji urządzenia.

źródło: http://wyborcza.biz/bizne...ml#BoxSlotI3img

Podpis użytkownika:
   
enio
Bywalec



Dołączył: 24 Lis 2014
Posty: 131
Wysłany: Pią Paź 16, 2015 09:53

Zastanawiamy się aby zrobić zrzutę na jakiś ekspres kolbowy do pracy... aby można było parzyć smaczną kawę. Pytanie na co należy zwracać uwagę przy jego zakupie? Ile może kosztować? Taki do 3 tys zł. Aby mógł sprawnie obsłużyć 15 osób.

Podpis użytkownika:
   
tunka
Bywalec



Dołączył: 24 Maj 2015
Posty: 109
Wysłany: Pią Paź 16, 2015 11:31

enio napisał/a:
Zastanawiamy się aby zrobić zrzutę na jakiś ekspres kolbowy do pracy... aby można było parzyć smaczną kawę. Pytanie na co należy zwracać uwagę przy jego zakupie? Ile może kosztować? Taki do 3 tys zł. Aby mógł sprawnie obsłużyć 15 osób.


Widzę,ze chcecie kupić sobie coś porządnego? W takim razie proponuję zajrzeć sobie tutaj: http://multigastro.pl/cat...kspresy-kolbowe - w sklepie obecnie mają profesjonalne ekspresy kolbowe tak więc powinieneś znaleźć coś odpowiedniego dla siebie. Obecnie jest tam dobra promocja na ekspres ciśnieniowy Oscar. Cena netto to 2500 zł tak wiec jak widzisz nie jest wysoka jak na taki ekspres ( jest on popularny często w różnych restauracjach).

Podpis użytkownika:
   
olubin
Bywalec


Dołączył: 28 Lip 2014
Posty: 284
Wysłany: Nie Paź 18, 2015 07:23

Ciekawy temat. A jaki ekspres byś poleciła do użytkowania domowego? Raczej jakiś z tańszych.

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14441
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Pon Lis 23, 2015 11:31


Inteligentny sprzęt nakręca sprzedaż AGD




Świetnie sprzedają się sprzęty kuchenne. I wcale nie musi już być tak, że w trakcie pieczenia mięsa trzeba cały czas czatować przy piekarniku.

Dziś coraz więcej piekarników ma zainstalowane wewnątrz kamery. Możesz - wygodnie leżąc na kanapie - oglądać ulubiony serial lub mecz Ligi Mistrzów i raz na jakiś czas zerknąć w smartfona. Tam masz podgląd mięsa w piekarniku i widzisz, czy za mocno się już nie zarumieniło. Albo możesz tak przez telefon zaprogramować pralkę, by po powrocie z pracy ubrania były już uprane i gotowe do rozwieszenia. Polacy uwielbiają innowacje - także w urządzeniach AGD. To jeden z powodów rekordowych wyników branży. Do końca października kupiliśmy urządzenia AGD za 4 mld zł. Do tej pory taki wynik branża osiągała w ciągu 12 miesięcy. Polska jest też największym eksporterem tego sprzętu w Europie.

Błyśnij lodówką

Najchętniej kupujemy pralki, kuchenki i zmywarki. I te same sprzęty eksportujemy. Choć demografia wskazuje na to, że nowych rodzin nie przybywa, to przybywa gospodarstw, bo młodzi Polacy coraz częściej zamieszkują sami. I muszą wyposażyć swoje mieszkania w sprzęt. Adam Cich, prezes stowarzyszenia CECED Polska skupiającego największych producentów AGD i jednocześnie szef firmy Electrolux na Europę Środkową i Wschodnią, uważa, że Polacy lubią zabłysnąć przed znajomymi dobrym sprzętem w kuchni. Są też coraz bogatsi i bardziej otwarci na innowacje. A tych ostatnich ciągle przybywa. - Na przykład udział płyt indukcyjnych - szybciej grzejących, bardziej energooszczędnych, ale też droższych - w sprzedaży płyt ceramicznych wynosi 80 proc. A na Zachodzie to ledwie 40 proc. - mówi Cich. Podobnie jest z lodówkami, które co chwila dostają kolejne plusy przy specyfikacjach. Obecnie można już kupić lodówkę klasy A+++ (skala rozpoczyna się od G, które oznacza urządzenia najbardziej energochłonne). Cich przyznaje: - Nowinek jest tyle, że jako producenci sami nie nadążamy z ich wprowadzaniem.

Ważnym trendem jest obecnie także "connectivity", czyli możliwość kontroli urządzenia AGD przez smartfona. Przykładem może być piekarnik z kamerą w środku, dzięki której możemy obserwować, co się dzieje z naszym ciastem czy mięsem i w razie czego zareagować. Możemy go też nastawić, by się włączył, zanim wrócimy do domu. Jeśli przed powrotem niespodziewanie zatrzymają nas dodatkowe obowiązki, możemy go także zdalnie wyłączyć. Producenci z myślą o klientach zawiązali koalicję AllSeen Alliance. Pracują w niej nad tym, by sprzęty różnych marek się wzajemnie widziały. - Nie chcemy, by było tak, że klient ma sprzęt kilku firm - Electroluxa, Samsunga czy Phillipsa oraz iPhone'a od Apple'a czy Windows Phone - i każde z tych urządzeń ma swój system, więc nie widzą się nawzajem. One muszą się ze sobą komunikować - tłumaczy Adam Cich.

Polscy klienci różnią się od europejskich także w kwestii przywiązania do sprzętu. Przykładamy większą uwagę do jego zakupu, bo cena pralki czy lodówki stanowi czasem nawet pół średniej pensji. Na Zachodzie ta proporcja jest niższa. No i dłużej ze sprzętu korzystamy. Statystycznie Polak używa urządzenia AGD przez 12,5 roku, na Zachodzie konsumenci wymieniają je co 7-8 lat.

Logiczna logistyka

Więcej: http://wyborcza.biz/bizne...=true#BoxBizImg

Podpis użytkownika:
   
kornik
Początkujący


Dołączył: 26 Lip 2015
Posty: 62
Wysłany: Sro Lis 25, 2015 23:26

No tak w końcu XXI wiek ! :D

Podpis użytkownika:
   
olubin
Bywalec


Dołączył: 28 Lip 2014
Posty: 284
Wysłany: Sro Gru 09, 2015 13:19

NEVIL napisał/a:

Ważnym trendem jest obecnie także "connectivity", czyli możliwość kontroli urządzenia AGD przez smartfona. Przykładem może być piekarnik z kamerą w środku, dzięki której możemy obserwować, co się dzieje z naszym ciastem czy mięsem i w razie czego zareagować. Możemy go też nastawić, by się włączył, zanim wrócimy do domu. Jeśli przed powrotem niespodziewanie zatrzymają nas dodatkowe obowiązki, możemy go także zdalnie wyłączyć.


Szczerze mówiąc nie spotkałam się jeszcze z tym, żeby ktoś miał taki sprzęt. Więc to chyba nie aż tak popularny trend.

Podpis użytkownika:
   
moniaxx
Nowy(a) na forum


Wiek: 33
Dołączyła: 27 Lut 2015
Posty: 39
Wysłany: Sro Mar 02, 2016 11:36

Ja większość swojego sprzętu agd kupiłam w internecie. Ostatnio skusiłam się nawet na ekspres do kawy, uwielbiam kawę parzoną jednak fusy w filiżance bardzo mi przeszkadzają.

Podpis użytkownika:
Ostatnio zmieniony przez NEVIL Sro Mar 02, 2016 11:47, w całości zmieniany 1 raz
   
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 1 z 3  
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do:  
Please enable / Proszę włączyć JavaScript!
Veuillez activer / Por favor activa el Javascript![ ? ]


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Posty na Forum są własnością ich autorów - redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść postów.