forum LUBIN pl Strona Główna
Współpraca: eLubin.pl forum LUBIN pl Strona Główna
forum LUBIN pl Strona Główna
forum LUBIN pl Strona Główna
FAQSzukajUżytkownicyGrupyProfilRejestracjaZalogujDodaj do ulubionych!Startuj z nami!Współpraca/reklamaKontakt
forum LUBIN pl Strona Główna » Nasze miasto - Lubin » Hydepark » Nie żryj! Jedz !! Poprzedni temat :: Następny temat
Nie żryj! Jedz !!
Autor Wiadomość
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14060
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Wto Kwi 11, 2017 23:30


Karolina Korwin-Piotrowska: Bikini czelendż


Jesteś gotowa na bikini czelendż? Czy twoje ciało zasługuje na to, by je pokazać publicznie? To pytanie, które zadają sobie miliony udręczony przedstawicielek płci niegdyś pięknej, a dzisiaj przerażonej.



Jedna celebrytka, by schudnąć, je wyłącznie kanapki z chrupkim pieczywem i z białym serem. Po kilku dniach zaprzyjaźniony projektant nie musi ukrywać jej nadwagi. Nadwaga jest obrzydliwa. Jest fuj. Trzeba ją ukryć. Natychmiast.

Inna celebrytka popiera zaś detoks bezglutenowy i bezlaktozowy. Wykluczenie nabiału też działa rewelacyjnie. Wszystko po to, by nie być pączkiem w oczach swego mężczyzny, który nie lubi pączków. Nie tylko jeść. Pączek jest fuj. Jest obrzydliwy.

Trzecia celebrytka pije specjalny zdrowy koktajl w 40 minut po obudzeniu, a potem je na śniadanie kaszę. Kolejna nie je pieczywa. Chleb to zło. Gluten to zło. A poza tym jest niemodny. Inna wciąga tylko roślinki, weganka na całego, maryśkę też pewnie z upraw ekologicznych tylko non stop pali. Zdrowy tryb życia ponad wszystko.

Kolejna jest na diecie sokowej, co pokazuje na Instagramie, diecie zafundowanej przez jakąś firmę, bo hashtag się zgadza. Jeszcze inna zajada się dla zdrowia i sylwetki olejem kokosowym, choć ze świecą szukać zawodowego dietetyka, który poleci go komukolwiek na trzeźwo. Po wypiciu paru głębszych chyba też. Inna zaś wreszcie schudła i wali nas po twarzy w swoich mediach społecznościowych swoim widowiskowo odchudzonym zadkiem w obcisłych spodniach konkretnej firmy.

Wybiedzone i wystylizowane kobiety, które mają odwagę mówić innym, jak mają żyć, z twarzami będącymi szaloną wariacją na temat efektów kursu na lekarza medycyny estetycznej w weekend, dyktują nam też, co mamy wprowadzać do organizmu i w jakiej ilości, by sprostać nierealnym normom estetycznym serwowanym przez media i reklamę.

Podstawowe pytanie na tak zwanych „salonach” brzmi: „Na jakich pudełkach jesteś? I czy na sokach tylko?”.

W mediach od stycznia, zaraz po wyjściu z posylwestrowego kaca, terroryzują nas zestawy ćwiczeń na brzuch, uda, biceps, nogi i biust. Celebrytki atakują nas swoimi wyćwiczonymi ciałami, koniecznie w bikini, bywa, że w rajskich okolicznościach przyrody, jakby jakiekolwiek inne ciało nie pasowało do widoku palmy, morza i leżaczka na plaży i hashtagu #chill. Ciało kobiety ma być dzisiaj jak idealne ciało lalki z sex shopu, jak ciało zapalonego guru fitnessu, jak ciało maniaka sportu. W przeciwnym razie… wiadomo. Won stąd. Ale oczywiście wersja oficjalna brzmi tolerancyjnie, bo taka moda i poprawność polityczna. Przecież nikt w oczy nie powie: schudnij wreszcie, bo nie da się na ciebie patrzeć, grubasie. Oficjalna wersja brzmi więc: „pokochaj siebie”, zaakceptuj swoje ciało, kochane krągłości i wszystko inne też. Ale najlepiej nie żryj tyle.

Dlaczego tak się dzieje? Bo nadchodzi lato, a wraz z nim najbardziej upokarzająca rywalizacja w konkurencji „bikini czelendż”, czyli masz być gotowa na to, by pokazać się na plaży. Jeśli nie, to poszła won. Celebrytki mogą, aktorki mogą, piosenkarki też mogą, to ty tym bardziej. Zasuwaj bidulo, aż zemdlejesz z głodu, padniesz z wyczerpania, a twoje jelita powiedzą wreszcie dość, wymęczone dietami, sokami albo branymi hurtowo tabletkami na przeczyszczenie. Bo wszystko robisz przecież dla zdrowia. Tu nie chodzi o narcyzm, ekshibicjonizm, marketing, tuszowanie kompleksów opłaconych przez pewne firmy znanych kobiet, które wciskają ci każdy szajs za konkretną kasę. Tu chodzi tylko o twoje zdrowie… O długie, cudowne i zdrowe życie, na jakie zasługujesz, prawda? A że po drodze patrząc w lustro będziesz miała ochotę strzelić sobie w łeb, skoczyć pod samochód albo ubrać w maskującą burkę to inna bajka. Zawsze można tyle nie żreć, prawda?

To jak wyglądasz jest dzisiaj przepustką do spokojnego życia, do sławy, uzyskania lajków i uniknięcia hejtu na grubą krowę, ewentualnie wielkiego wieloryba albo tłustą świnię, która o siebie nie dba. Na siłowniach, w fitness klubach, we współczesnych kościołach nowego stylu życia, uzbrojonych w rekordową liczbę luster, w których można się przejrzeć, cyknąć fotkę na Insta i zlustrować swój sześciopak, wszyscy spoceni wierni miast zwyczajowych zdrowasiek, odmawiają ilość spalonych kalorii. Takie mamy czasy.

Zastanawialiście się, jak w ogóle żyły nasze matki? Babki? Prababki? Jak dawały sobie radę latem, kiedy słońce zachęcało, by odkryć trochę ciała i dać się popieścić jego promieniom? Jak one żyły? Czy wychodziły z domu latem? Czy się wstydziły? A może po prostu szły na piasek, kładły na nim ręcznik, a potem siebie, bez względu na rozmiar i wagę oraz grubość warstwy tłuszczu pod skórą i miały radość z lata. Z odpoczynku, słońca i spokoju, a nieliczne tylko paradowały po plaży czy deptaku, prezentując wyćwiczone, zagłodzone albo odessane ciała.

A my, maksymalnie i masochistycznie wymęczone wszelkimi morderczymi detoksami i dietami, spałowane do krwi ostatniej dobrymi radami celebrytek, z biednymi jelitami wołającymi o ratunek i choćby o kawałeczek ekologicznego banana po 20 zeta za kilogram, wyćwiczone, wyżyłowane, przerażone wizją widoku swego ciała i cielesności w ogóle, spięte i wkurzone, pojawiamy się na piachu i jedyne, o czym marzymy, to paść trupem.

Idzie lato, wyrzuć poradniki o chudnięciu, wywal wagę i banany po 20 zeta. Zjedz hamburgera i połóż się na ręczniku. Żyj wreszcie, wymęczona i osaczona kobieto XXI wieku, który pod pozorami politycznej poprawności, feminizmu, zrównania praw, robi z ciebie robota, którego jedynym celem jest poranne wypróżnienie się i wypicie koktajlu z jakiegoś syfu, a wszystko to w celu uzyskania figury, która wygra „bikini czelendż”.

Walić to. Centralnie. Mamy jedno życie. Czy chcemy je spędzić na upokarzającym, nieustannym ważeniu się, mierzeniu i liczeniu kalorii oraz na porównywaniu się z nierealnymi wzorami z przefiltrowanego Instagrama?

źródło: http://opinie.wp.pl/karol...10925990197377a

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14060
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Sob Wrz 23, 2017 21:59

Komentarz:


Wladyslaw Moroz


Dla większości grubasów (ale nie tych, których tusza jest spowodowana 'złymi' genami lub przekarmianiem w niemowlęctwie) przyczyną niepohamowanego żarcia jest uwarunkowanie ewolucyjne.

Nasi nadrzewni przodkowie lubili słodycz, bo kojarzy się (także nam) ze słodkim smakiem mleka matki, a pokarm tłusty odczuwali (także my) jako też potrzebny z innych powodów, np. tłuszcz niezbędny jest do budowy i działania mózgu.

Jednak ewolucja wytworzyła hamulce, które powstrzymywały 'małpiszonów' i powstrzymują Homo sapiens, także współczesnych naszych kuzynów przed spożywaniem jednorazowo nadmiernych ilości cukru i tłuszczu - każdy może to sprawdzić na sobie, ale nie na moją odpowiedzialność.

Jednak w przyrodzie jest niewiele zjadliwych rzeczy jednocześnie słodkich i tłustych i dlatego ewolucja nie stworzyła hamulców ostrzegających nas przed pożarciem na raz połowy kilograma lodów - wiem to po sobie :-( ((( - praktykuję tę pornografię kulinarną bardzo rzadko i w wieku 75 lat nie potrzebuję żadnych leków, no ale to wina moich przodków...

Powyższe wywody są udokumentowane wynikami badań, na ludziach i na 'małpach'.

Ale lody są takie PYSZNE !!!

=====================

Wyklęty i zdemonizowany cukier nie uzależnia! Z ekspertem obalamy mity o słodkich przyjemnościach




Moja babcia mówiła, że tylko źli ludzie nie lubią słodyczy. Mimo że z pewnością nie miała na myśli wyników badań naukowych, lecz raczej atmosferę domowego ciepła, jaką tworzy zapach ciasta prosto z piekarnika ("zły" w jej słowniku oznaczał "nierodzinny"), to w jej czasach, czyli latach 50. XX wieku, cukier rzeczywiście reklamowany był jako coś dobrego – najtańszy składnik odżywczy. Poza tym pamiętała jeszcze sprzed wojny, że "cukier krzepi". Na słynnym haśle Melchior Wańkowicz zarobił 5 tysięcy złotych, za co wówczas mógł kupić sobie auto – samochód był wtedy wart tyle, co dziś... prywatny samolot. A Polacy? No cóż, nie mieli zbyt wielu okazji by cukrem się objadać. Przed wojną był bardzo drogi – średnie spożycie na osobę w ciągu roku wynosiło raptem 11 kg. Prawdziwa cukrowa klęska wywołana hasłem Wańkowicza miała dopiero nadejść.

Od cukru nie stroniono w socjalizmie – choć był na kartki, był tani i właśnie wtedy nauczyliśmy się wszystko słodzić na potęgę. Jak zresztą cała Europa. W połowie wieku rocznie przeciętny Szwed zjadał do 50 kg cukru i żył w przekonaniu o cudowności swojej diety. Szwedzkie babcie słodziły jajecznicę, a na drugie śniadanie serwowały ciastka, jak wspominają autorki bloga oraz książki Food Pharmacy, Lina Nertby Aurell oraz Mia Clase. Co ciekawe, dziś, mimo że cukier zdążył stać się naszym oficjalnym wrogiem, niewiele zmieniło się w naszych żywieniowych przyzwyczajeniach. Duńczycy z jedzenia słodyczy zrobili filozofię – nie żałowanie sobie w kuchni to jeden z fundamentów popularnego hygge. Z kolei przeciętny Polak kilka lat temu zjadał aż 39 kilogramów cukru. Czy to dowód na to, że cukier uzależnia? Czy moda na detoks cukrowy może okazać się zbawieniem? Jak to możliwe, że cukier jednocześnie jest składnikiem koniecznym, by nasz mózg pracował prawidłowo i substancją, która go zabija? Odłóż napoczętą przed chwilą paczkę żelków (najwyżej dokończysz po lekturze) i czytaj dalej.

Cukier "zły" i cukier "dobry"

Cukier w ostatniej dekadzie stał się jednym z głównych bohaterów medialnych spektakli z gatunku "sensacja". A wszystko przez to, że do naszej świadomości nieskutecznie docierały informacje, że dużo cukru równa się cukrzyca, otyłość, zawał. Trzeba było sięgnąć po argumenty ciężkiego kalibru. Stąd nazywanie cukru "białą śmiercią" i udowadnianie, że cukier robi z mózgiem to samo, co działka kokainy. To fakt. Ale czy rzeczywiście uzależnia? O tym w dalszej części tekstu. Teraz skupmy się na tym, że obok doniesień o zabójczym cukrze mamy badania wskazujące, że istnieją cukry do życia niezbędne – od 55 do 60 proc. energetyczności naszej diety powinny stanowić węglowodany. A jak wszyscy wiemy, węglowodany to potocznie cukry. Oprócz tego WHO wyznacza granice – maksymalnie 10 proc. dziennego zapotrzebowania energetycznego może stanowić cukier... Jak to rozumieć?

Więcej: http://natemat.pl/218203,...przyjemnosciach

Podpis użytkownika:
   
leosia86
Nowy(a) na forum


Dołączył: 24 Wrz 2017
Posty: 1
Wysłany: Nie Wrz 24, 2017 22:30

Mniej a częściej i brzucha nie ma

Podpis użytkownika:
   
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 2 z 2  
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do:  
Please enable / Proszę włączyć JavaScript!
Veuillez activer / Por favor activa el Javascript![ ? ]


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Posty na Forum są własnością ich autorów - redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść postów.