forum LUBIN pl Strona Główna
Współpraca: eLubin.pl forum LUBIN pl Strona Główna
forum LUBIN pl Strona Główna
forum LUBIN pl Strona Główna
FAQSzukajUżytkownicyGrupyProfilRejestracjaZalogujDodaj do ulubionych!Startuj z nami!Współpraca/reklamaKontakt
forum LUBIN pl Strona Główna » Nasze miasto - Lubin » Hydepark » Co się w tym kraju dzieje ? ! Poprzedni temat :: Następny temat
Co się w tym kraju dzieje ? !
Autor Wiadomość
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14215
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Sro Sie 09, 2017 12:28

Komentarze:

john.doe

Rzeczywiscie to ewenement na skale swiatowa, nie tylko europejska. Wzrost gospodarczy postepuje, ale to nie odzwierciedla sie w przyroscie dochodow z podatku VAT. Hmmm, zastanowmy sie jakie moga byc tego przyczyny. Albo statystyki klamia i zadnego wzrostu gospodarczego nie bylo. Albo tez system podatkowy jest nieszczelny i umozliwia latwo ucieczke przed podatkiem VAT. Albo urzednicy Min. Finansow (Skarbu) byli/sa skorumpowani i przepuszczali kazda grubsza afere z podatkiem VAT. O aferach z podatkiem VAT czytalismy juz w zeszlym roku. Chodzilo juz wowczas o olbrzymie sumy. Po roku czasu dowiadujemy sie, ze tych afer bylo znacznie wiecej i budzet Polski zostal oszukany na przeszlo 200 mld. Dziwi mnie, ze ta Komisja, ktorej mowil ostatnio Morawiecki nie powstala znacznie wczesniej.

--------------------------
synergia 2010

Czy Europa powtórzy za PIS, że takie cuda to z powodu powszechnego złodziejstwa wewnętrznego i zewnętrznego? Za przyzwoleniem Tuska z ferajną byliśmy dla złodziei dojną krową. Dlatego dzisiaj złodziejstwo i jedno i drugie tak żałośnie kwiczy.

======================

Co oni wyrabiali przez osiem lat! Te dane, po rządach Platformy, porażają - w Europie nie było takiego przypadku




Luka podatkowa w 2015 roku była wielokrotnie większa niż w 2007 roku; wzrosła z 7,1 mld zł w 2007 r., do 50,4 mld zł w 2015 r. - poinformował dzisiaj Tomasz Strąk z Ministerstwa Finansów. Dodał, że w Unii Europejskiej nie ma takiego kraju, w którym luka ta wzrosła w tym okresie tak "imponująco".
Podał, że skumulowany poziom luki w latach 2008-2015 wyniósł 262 mld zł.


- W latach 2008-2015 w czterech przypadkach, dochody w danym roku budżetowym były niższe niż w roku poprzednim. Taka sytuacja miała miejsce w 2009 r., w 2012, 2013 r. i w 2015 r. - mówił dyrektor departamentu Poboru Podatków w Ministerstwie Finansów Tomasz Strąk.

Zwrócił uwagę, że największy kwotowo wzrost dochodów z VAT zanotowano w 2011 r. Było to jednak spowodowane podwyższeniem stawek podatkowych, a nie uszczelnieniem systemu podatkowego.

Dodał, że w latach 2008-2015 dochody z VAT wzrosły jedynie o 21 mld zł. "To niewielki wzrost w porównaniu ze wzrostem gospodarczym" - zaznaczył.

Jak tłumaczył Strąk, w okresie 2008-2015 dochody z VAT wzrosły nominalnie o ok. 21-24 proc., natomiast PKB w tym samym czasie nominalnie wzrósł o 40 proc.

"W tym samym czasie wzrosła kwota zwrotów w porównaniu do wpłat" - mówił. Dodał, że "trudno się dziwić, że efekt tego końcowy jest taki, że luka podatkowa w 2015 była 7,1 razy większa niż w roku 2007".

"W 2008 r. relacja wpływ brutto (...) a zwroty kształtowała się na poziomie 35,9 proc. Natomiast w roku 2015 - 41,6 proc." - powiedział Strąk.

Podkreślił, że skoro relacja wzrostów do wpłat wzrosła, to trudno się dziwić, że "imponująco" wzrosła luka podatkowa - z 7,1 mld zł w 2007 r., do 50,4 mld zł w 2015 r.

"Jest to niezwykle imponujący wzrost. Nie ma takiego kraju Unii Europejskiej, w którym ta luka tak mocno wzrosła w tym okresie" - ocenił.

źródło: http://niezalezna.pl/2005...kiego-przypadku

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14215
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Sro Sie 09, 2017 23:00

Komentarze:

CM

STEFAN, CO CIĘ UGRYZŁO?... })))

-------------------------

ANTY-PO/KOD

BIEDACZEK STEFEK ZNOWU ZAPOMNIAŁ WZIĄĆ TABLETEK.

----------------------------

milosnik platformy

Bolek ma racje kandydaci na poslow powinni byc badani psychiatrycznie

=======================

Tak Stefan Niesiołowski traktuje dziennikarzy: "Jest pan pisowskim obrzydliwym lizusem"; "Brzydzę się jak tasiemca pana". WIDEO




Tak Stefan Niesiołowski potraktował dziennikarza Telewizji Republika. Podczas protestów „obrońców demokracji” przed Sejmem poseł Unii Europejskich Demokratów krzyczał, że brzydzi się dziennikarzem „jak tasiemcem”. Scena została nagrana, a dziś przeżywa renesans popularności na portalach społecznościowych.

Dziennikarz Telewizji Republika postanowił zadać Stefanowi Niesiołowskiemu pytanie o lustrację. Przed laty były polityk PO był zwolennikiem twardej dekomunizacji, z czasem - mówiąc oględnie - zmodyfikował swoje stanowisko.

Pytany o tę sprawę Niesiołowski reagował furią:

Jest pan pisowskim obrzydliwym lizusem, a nie dziennikarzem. Proszę stąd odejść.

Nie rozmawiam z pisowskimi lizusami

— dodawał.

Skąd ta histeria?

Bo się brzydzę jak tasiemca pana

— grzmiał Niesiołowski.

źródło +video: https://wpolityce.pl/polityka/352555-tak-stefan-niesiolowski-traktuje-dziennikarzy-jest-pan-pisowskim-obrzydliwym-lizusem-brzydze-sie-jak-tasiemca-pana-wideo

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14215
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Czw Sie 10, 2017 14:09

Komentarz:

Ola

Niestety, tak są skonstruowane przepisy, żeby te najgrubsze ryby mogły się wymigać. Wszelkiego rodzaju immunitety, brak jasnej informacji kto za co odpowiada na poszczególnych stanowiskach, prawnicy którzy dorobią odpowiednią historię tak by współpracujący z nimi sędziowie mogli w "myśl prawa" uniewinnić lub skazać dowolną osobę. Przepisy tak umocowane by nie było za łatwo je zmienić i już mamy raj dla wszelkiego rodzaju tzw. kast. Taka jest niestety rzeczywistość. Babcię za sprzedaż pietruszki łatwo skazać, małolata za kradzież batonika też, kierowcę za zaparkowanie jednym kołem na trawniku, małego przedsiębiorce za "lewą "fakturę na 100 za paliwo też łatwo przeciągnąć ale grubą rybę za grube miliony czy miliardy niestety nie jest łatwo. Oni sami tak tworzą przepisy, by móc robić przewałki na miliardy, a za ewentualne wpadki wykpić się niewiedzą, niepamięcią, itp. Przepisy powinny być szczególnie ostre właśnie dla tych na samej górze. jakikolwiek sędzia, prokurator, wysokiej rangi urzędnik (np. prezydent miasta) policjant czy inny mundurowy jeśli popełni najmniejsze przestępstwo czy wykroczenie powinien od razu być pozbawiony swoich praw i ponieść surową karę. To ludzie , którzy powinni być szczególnie prawi ponieważ mają mają szczególne prawa (immunitet, wysokie wynagrodzenia itp).

========================

Nowa komisja śledcza: „Trzeba pokazać mechanizm tolerowania patologii, jaki miał miejsce za rządów PO-PSL”




„Deklaruję pełne poparcie dla komisji śledczej w sprawie wyłudzeń VAT” - zapowiedział minister sprawiedliwości, prokurator generalny Zbigniew Ziobro. O konieczności powołania nowej komisji śledczej, która zajęłaby się wyłudzeniami VAT mówił już wcześniej wicepremier Mateusz Morawiecki.

Pytany o opinię w sprawie planów powołania nowej komisji śledczej, minister Zbigniew Ziobro podkreśla, że jest ona konieczna, a Polakom trzeba pokazać „mechanizm tolerowania patologii, jaki miał miejsce za rządów PO-PSL”.


- Chciałbym zadeklarować swoje pełne poparcie dla idei powołania komisji śledczej w sprawie gigantycznych wyłudzeń VAT-u, które są szacowane na kwotę (...) rzędu 200-250 mld złotych - powiedział Ziobro na konferencji prasowej.

Według ministra sprawiedliwości „ta afera miała miejsce w Polsce i jest ściśle związana z brakiem działań ze strony centralnych organów państwa”. Dodał, że chodzi o informacje wskazujące, że „dochodzi do gigantycznych wyłudzeń i strat w związku z działalnością mafii VAT-owskiej w latach 2008 - 2015”.

- Te ustalenia, które są przedmiotem śledztwa prokuratury zyskają istotne wsparcie, jeśli zostanie powołana komisja śledcza - powiedział Ziobro.

źródło: http://niezalezna.pl/2006...a-rzadow-po-psl

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14215
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Czw Sie 10, 2017 14:44

Taki czas dla opozycji…





To nie jest łatwy czas dla opozycji. We wszystkich mediach, w których orientacja pro-platformerska jest dość oczywista, specjaliści zależni i niezależni zachodzą w głowę, dwoją się i troją, a i tak nie są w stanie zrozumieć, jakim cudem PiS nie tylko nie zrujnowało jeszcze państwa polskiego, ale trzyma skutecznie budżet w ryzach. Mało tego! Nie tylko jest z nim na plusie (sic!) już w połowie roku (podwójne sic! - ewenement historyczny), ale do tego skutecznie uszczelnia kasę państwa. Skutecznie? Bije w tym rekordy skuteczności. Właśnie wpływy z VAT poszły o niemal 18 mld zł w górę w porównaniu z rokiem poprzednim.

Jak na złość, nie można tu przypisać zasługi wyłącznie sprzyjającej PiS koniunkturze, a ogromne znaczenie ma tu właśnie praca u podstaw (to, czego Platformie brakowało przez 8 lat rządów i nadal brakuje). W podatkach chodzi o ich ściągalność. Podatki, to nie zegarki Nowaka, które dokręcał Nowak, a odkręcał Giertych. To ma działać odwrotnie i działa - spadek wartości zwrotów o 7,9 mld zł oznacza, że przestraszyli się nieuczciwi przedsiębiorcy, którzy nie chcą, żeby im fiskus, skoro mówi w końcu „sprawdzam”, grzebał w księgach za lata poprzednie. To właśnie jest różnica między państwem teoretycznym a praktycznym.

Na domiar złego, PiS zyskuje rekordowe poparcie nawet w sondażach przeprowadzanych przez takie instytucje, jak OKO-Press (40% poparcia). Słowem: no nie ma lekko ta opozycja. Może dlatego w tym czasie próbuje ona pogadać i poleżeć z normalnymi ludźmi na plaży, czy zażywać kąpieli zdrowotnych w kostrzyńskich błotach, a i tak najlepsze, na co ją stać obecnie, to „Pozdro z grilla!’.

W ten obraz nędzy i rozpaczy (21% poparcia) wkracza łamiąca resztki nadziei wiadomość: minister Morawiecki właśnie ogłasza, że za PO wyprowadzono z kasy państwa – przypomnę, kasy nas wszystkich – orientacyjnie między 200 do 250 MILIARDÓW złotych. Jest to strzał, po którym może już będzie lepiej zostać na tej plaży.

Dla przeciętnego Kowalskiego to kwota tak astronomiczna, że mogłaby przejść niezauważona (na tej samej zasadzie, gdy Indianie Ameryki Łacińskiej najpierw zdawali się w ogóle nie zauważać gigantycznych statków na horyzoncie, ponieważ nigdy czegoś tak spektakularnego nie widzieli, więc prawdopodobnie początkowo zlekceważyli ekspedycje Kolumba, jako złudzenie optyczne).

Wyparowanie 250 miliardów złotych, to niemal wyparowanie całego rocznego budżetu Polski (przychody planowane w tym roku: 324,1 mld), a przeliczając na kwoty bliższe zwykłemu Kowalskiemu to 125 000 000 m2 mieszkań w programie „Mieszkanie Plus” (przy deklarowanym koszcie budowy 1 m2 w wysokości 2 tysięcy złotych [źródło: BGK Nieruchomości] ) – czyli 2 083 333 mieszkań o powierzchni 60m2. Ponad dwa miliony rodzin mogło mieć dach nad głową, gdyby PO była tak skuteczna gospodarczo, na jaką się kreowała. Zamiast tego coraz więcej widać jej niegospodarności.

Za wyprowadzanie takich pieniędzy odpowiedzialne są prawdopodobnie przede wszystkim zorganizowane grupy przestępcze, które dawno już porzuciły bejzbola i przemoc, a zaczęły parać się przekrętami na wyłudzeniach VAT i lewymi biznesami „na słupa” (w końcu P. z Amber Gold to ewidentny „słup”, a nie mistrz zbrodni). Co takiego mogłaby odkryć, proponowana przez Ministra Morawieckiego, komisja śledcza ds. wyłudzeń VAT-owskich. Jakie zależności? Czy przymykano oczy, kto i na kogo, jeśli tak?

Chyba nie ma jednej osoby, która nie będzie za tym, żeby się przekonać. Minister Morawiecki pokazał, że potrafi znaleźć dziury i je załatać. Teraz pozostaje znaleźć tych, którzy te dziury mogli wiercić od środka. To nie będzie łatwy czas dla opozycji.

źródło: http://wgospodarce.pl/opi...as-dla-opozycji

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14215
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Pią Sie 11, 2017 11:02

Komentarze:

~Kornel-


Nie lubie faceta jest zarozumialy i bezczelny ale ma juz kilka wiosen i poluje zaoewne od kolyski. Mogl go odstrzelic 50 lat temu. Proponuje okreslic wiek skory metoda wegla C-14



--------------------------------------

~karbowy-

Włos ministrowi z głowy nie spadnie. Bo gdyby to była skóra, nie daj bóg, z Alika...

---------------------------------------

~Donosimy-

Biedny Szyszko, pewno kiedyś nieopatrznie wpuścił do domu kogoś z PO, a ten napisał na niego donos. Typowe dla tej opcji

=============================

Trwa dochodzenie w sprawie skóry rysia z posiadłości ministra Jana Szyszki


Policja prowadzi dochodzenie w sprawie wyprawionej skóry rysia, która znajduje się w posiadłości ministra środowiska Jana Szyszki w Tucznie (zachodniopomorskie) – poinformował w piątek Piotr Łosiewski z Prokuratury Rejonowej w Wałczu. Od 1995 r. rysie są pod ścisłą ochroną na obszarze całej Polski.



"Do Prokuratury Rejonowej w Wałczu wpłynęło zawiadomienie od pełnomocnika osoby prywatnej, o tym, iż w zabudowaniach znajdujących się na posesji w Tucznie należących do Jana Szyszki zostało ujawnione trofeum myśliwskie w postaci wyprawionej skóry rysia z głową" - powiedział prokurator Łosiewski.

Dodał, że prokuratura odebrała zawiadomienie o przestępstwie i przesłuchała osobę, która zgłosiła tę sprawę. "Ustaliśmy, że informacja dotycząca tego preparatu myśliwskiego pochodziła również z wcześniejszych przekazów medialnych" - zaznaczył.

"Na wniosek prokuratury policja wszczęła dochodzenie z artykułu 127a ustęp 1 'Ustawy o ochronie przyrody' mówiącym o odpowiedzialności karnej za naruszenie zakazów lub niedopełnienie obowiązków w zakresie ochrony przyrody. Prowadzone dochodzenie ma na celu ustalenie, czy zostały wypełnione znamiona czynu zabronionego" - wyjaśnił prokurator.

"Rysie są pod ścisłą ochroną od 1995 r. na całym obszarze kraju" - potwierdził w rozmowie z PAP wicedyrektor Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży dr hab. Krzysztof Schmidt. Jak zaznaczył, obecnie nie są prowadzone są żadne szacunki co do liczby osobników występujących w Polsce, ale szacuje się że jest ich ok. 200.

"Rysie są chronione bo są bardzo rzadkim gatunkiem. Pełnią też bardzo ważną rolę w ekosystemie jako drapieżnik ssaków kopytnych, który wpływa w jakiś sposób na ich liczebność. Z tego punktu widzenia ryś jest dla nas bardzo pożyteczny" - zaznaczył.

Krzysztof Szmidt pytany przez PAP, czy w innych krajach europejskich rysie również podlegają ścisłej ochronie, odpowiedział, że "w krajach skandynawskich, na Łotwie, w Estonii oraz w zachodniej części Rosji można polować na rysie".

źródło: http://fakty.interia.pl/p...str,nId,2427569

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14215
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Pią Sie 11, 2017 17:30

Był wrzask opozycji, ale nic z tego. Jutro wchodzą zmiany w sądach ZOBACZ JAKIE




Opozycja ze swoimi przybudówkami wrzeszczała na ulicach w obronie "nadzwyczajnej kasty", a jej członkowie histerycznie łkali nad swoim losem, na pomoc ruszyli także niektórzy urzędnicy z Brukseli. Na niewiele to się zdało. Będą zmiany w sądach - warto się z nimi zapoznać i wiedzieć przed czym tak broniło się środowisko sędziowskie i ich sprzymierzeńcy.

"Jutro (12 sierpnia 2017 r.) wchodzą w życie przepisy ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych, która była przedmiotem inicjatywy poselskiej. Polacy muszą odzyskać zaufanie do sądów, muszą mieć gwarancje, że idą tam po sprawiedliwość, a procesy nie będą się ciągnąć latami. Podstawowym celem nowych regulacji jest zatem usprawnienie działania sądów, tak aby zaczęły działać szybko, efektywnie, a wyroki wydawane przez sędziów budziły zaufanie Polaków" - podkreśliło w komunikacie Ministerstwo Sprawiedliwości.

"Nowe przepisy uniezależniają sędziów od nacisków przełożonych, przywracając bezstronność i prawdziwą niezawisłość. Wzmacniają także nadzór administracyjny Ministra Sprawiedliwości nad działalnością sądów powszechnych. Ustawa wprowadza zasadę równomiernego obłożenia sędziów obowiązkami. Powstanie przejrzysty system awansów, który ukróci dzisiejszą patologię, gdy awans zależy wyłącznie od dobrych układów z prezesem sądu czy sędziami wyższej instancji" - tłumaczy resort.

Przepisy przewidują między innymi:

- wprowadzenie ustrojowej zasady losowego przydziału spraw poszczególnym sędziom. To wymóg, który obecnie obowiązuje tylko w postępowaniu karnym – i to w bardzo ograniczonym zakresie (pozostałe sprawy przydzielają przewodniczący wydziałów). Losowy przydział spraw, zwłaszcza w II instancji, ma chronić przed nadużyciami i dawać pewność, że sprawa nie została przydzielona sędziemu umyślnie wybranemu do danej sprawy. Kryteria przydziału spraw sędziom będą bardziej przejrzyste. Zapobiegnie to oskarżeniom o to, że dana sprawa specjalnie trafiła do sędziego, któremu zarzuca się stronniczość.(Ta część ustawy zacznie obowiązywać z chwilą wejścia w życie nowych zasad przydziału zawartych w Regulaminie urzędowania sądów powszechnych, co planowane jest na 1 stycznia 2018 r.)

- zapewnienie równego i sprawiedliwego obciążenia pracą sędziów oraz zagwarantowanie bezstronności stronom postępowań.

- wprowadzenie zasady niezmienności składu orzekającego. Raz wylosowany skład sądu nie powinien ulegać zmianie do zakończenia sprawy.
Dziś w wielu sądach nowemu sędziemu w wydziale przydziela się sprawy już rozpoczęte przez innych sędziów – ze szkodą dla sprawności postępowania. Oczywiście ustawa przewiduje możliwości odstępstwa od tej zasady, ale są to przypadki ściśle określone (losowe), np. gdy sędzia zachoruje;

- wprowadzenie ścisłych zasad przeniesienia sędziego do innego wydziału. Regulacja ta ogranicza władzę prezesa sądu i określa kryteria, którymi musi się kierować przy podejmowaniu decyzji. Do tej pory prezesi mogli przenosić sędziów bez ich zgody do innych wydziałów. Zgodnie z nowymi przepisami co do zasady będzie wymagana zgoda sędziego na przeniesienie, co zwiększa orzeczniczą niezawisłość sędziów;

- umożliwienie przejścia w stan spoczynku przez kobiety będące sędziami w wieku odpowiadającym powszechnemu wiekowi emerytalnemu kobiet, to jest 60 lat;

- zwiększenie kompetencji Ministra Sprawiedliwości w powoływaniu i odwoływaniu prezesów i wiceprezesów sądów. Dzięki temu minister będzie mógł skuteczniej nadzorować sposób zarządzania sądami. Nie będzie miał przy tym jakiegokolwiek wpływu na orzecznictwo (gwarantuje to m.in. elektroniczny system losowego przydziału spraw). Sfera orzecznicza pozostaje w sferze niezależności i niezawisłości sędziowskiej. Ani Minister Sprawiedliwości, ani prezes sądu nie będą mieli żadnego wpływu na orzecznictwo sędziów. Nowe uprawnienia ministra mają przede wszystkim umożliwiać szybkie działanie i zapobiegać bulwersującym społecznie sytuacjom, gdy prestiżowe funkcje pełnią osoby, które utraciły zaufanie, jak w przypadku afery związanej z podejrzeniem wyłudzenia co najmniej 10 milionów złotych z Sądu Apelacyjnego w Krakowie. Minister Sprawiedliwości jest prawnie zobowiązany do zapewnienia właściwego funkcjonowania sądownictwa powszechnego w wymiarze administracyjnym. Dotychczasowa praktyka dowodzi, że środowisko sędziowskie niejednokrotnie kierowało się sympatiami koleżeńskimi w opiniowaniu kandydatów na prezesów i wiceprezesów sądów, a względy merytoryczne i kompetencje nie miały znaczenia dla uzyskanego poparcia. W wielu sądach - o czym mówią sami sędziowie - doprowadziło to do stworzenia bizantyjskich systemów powiązań i „folwarków prezesów”, którzy sami, według własnych pozamerytorycznych opinii, decydowali o podziale funkcji, czy kandydatach do awansów. Zmiana prawa uniezależnia sędziów od takiego systemu i wprowadza zasadę, że decydujące będą kompetencje kandydata, a nie układy czy szczebel sądu, w którym orzeka;

- przepisy wprowadzają nowe narzędzie nadzoru zewnętrznego i wewnętrznego nad działalnością administracyjną sądów w postaci oceny informacji rocznych składanych przez prezesów sądów wszystkich szczebli. Takie rozwiązanie umożliwi zwrócenie uwagi na nieprawidłowości w zakresie działalności administracyjnej. Pozwoli to na bieżące reagowanie na ewentualne zaniedbania prezesów w pracach sądu. Dotychczas prezesi sądów rejonowych i okręgowych nie byli zobowiązani do składania takich informacji. Informacje składali prezesi sądów apelacyjnych. Nie były one oceniane a jedynie analizowane w resorcie sprawiedliwości.

Ustawa wchodzi w życie 12 sierpnia 2017 r., z wyjątkiem przepisów dotyczących wieku przechodzenia w stan spoczynku przez kobiety będące sędziami, które zaczną obowiązywać z dniem 1 października 2017 r.

źródło: http://niezalezna.pl/2006...ch-zobacz-jakie

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14215
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Sob Sie 12, 2017 09:09


Niestrudzony Tomasz Lis znów broni Niemiec




Żądanie reparacji od Niemiec to zbrodnia! – oznajmił w radiowej audycji redaktor naczelny pisma „Newsweek” Tomasz Lis. – Rządzi Polską człowiek obłąkany. Rządzi ekipa ludzi obłąkanych – mówił w tej samej audycji.

W programie Jacka Żakowskiego w TOK FM Lis wypowiedział się na temat konsekwencji, jakie jego zdaniem przyniesie poruszanie tematu odszkodowań wojennych.

– Rachunek jest wybitnie prosty. Nie zobaczymy ani złotówki, będą same straty. Kaczyński ma tego pełną świadomość i niszczy polsko-niemieckie stosunki, niszczy polską pozycję w Unii Europejskiej. Absolutnie na zimno – mówił Lis.

Zasugerował, że taki sposób myślenia powinien być zastąpiony przez istotniejsze kwestie: budowanie dobrych stosunków polsko-niemieckich, dbanie o dobre relacje w Unii Europejskiej.

– Wszystko, co robi Kaczyński, jest wyprowadzaniem nas z Zachodu, a w konsekwencji może być wyprowadzeniem z Unii Europejskiej – mówił Lis. – To, co on robi, to jest zbrodnia. Zbrodnia i zdrada narodowa. Zdrada stanu – kontynuował red. naczelny „Newsweeka”.

Szef „Newsweeka” nawiązał do oprawy kibiców Legii, przedstawiającej hitlerowca przystawiającego lufę do skroni dziecka. Dziennikarz przedstawiał akcję kibiców jako współgrającą z „roszczeniami antyniemieckimi w pisowskiej propagandzie”.

Na wyrażone przez Jacka Żakowskiego zdziwienie, dlaczego PiS kontynuuje hasła żądania od Niemców odszkodowań wojennych, skoro tego nie uda się uzyskać, Lis zareagował:

– PiS totalnie demoluje nasze stosunki z innymi krajami. Demoluje totalnie wszystko, czego dotknie, wszędzie, gdzie wsadzi swoje łapy. Taka to jest ekipa. – Teraz mają całą władzę, więc rozpieprzą wszystko – mówił o rządzących Lis.

Do wypowiedzi radiowych Tomasza Lisa odniosła się poseł PiS-u Dorota Arciszewska-Mielewczyk.

– Przede wszystkim trzeba wziąć pod uwagę to, kto jest pracodawcą pana Lisa. Kto go zatrudnia i mu płaci. Ta sytuacja potwierdza, jak ważna jest kwestia repolonizacji mediów. Żadne państwo europejskie nie pozwoliło sobie na zawłaszczenie przez obcy kapitał w trzech czwartych rynku medialnego. Dzisiaj nie trzeba wojny zbrojnej, by uzyskać wpływ na kształtowanie umysłów i świadomości ludzi – stwierdziła poseł, która odniosła się też do słów o „obłąkaniu” lidera i innych polityków PiS-u. – Jeśli chodzi o inwektywy red. Lisa wobec prezesa PiS-u, to sam sobie wystawił świadectwo. Każdy może ocenić jego kulturę osobistą i stwierdzić, że to, co zrobił, to zwykłe chamstwo – zakończyła poseł.

źródło: http://niezalezna.pl/2007...w-broni-niemiec

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14215
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Sob Sie 12, 2017 10:44

Komentarz:

Sema4@Sema4

Przecież to wygląda jak klasyczna hodowla długów- publicyzacja długu za karne odsetki i odszkodowania... Pytanie jest DLACZEGO I NA CZYJĄ RZECZ DZIAŁA HGW, bo że jest to sprzeczne z interesem miasta to pewne... KTO więc stoi za PL Holdings z siedzibą w Luksemburgu? Przecież założenie takiej spółki i nadmuchanie jej bilansów w oparciu o BIT i DTA nie nastręcza żadnych problemów, chodzi jedynie o to, by móc JEDNOCZEŚNIE działać na dwie ręce: jako organ rozmyślnie podejmujący bezprawne decyzje i zarazem jako właściciel roszczeń... Odkup roszczeń od Krauzego i ratowanie JEGO płynności też wiele mówią... Ten mafijny mechanizm wskazuje raczej na ODCINANIE KUPONÓW i DOJENIE Skarbu Państwa - cashout z budżetu na podstawie wcześniejszej ZEROKOSZTOWEJ ustawki... Ci tajemniczy "inwestorzy z Luksemburga" mogli nie wyłożyć nawet złotówki, ważne, że Krauze wiedział, że grunty BĘDĄ MUSIAŁY BYĆ WYKUPIONE i samo to powodowało gigantyczną rentowność hodowli długów w oparciu o karne odsetki i zasądzone odszkodowania- jedynym warunkiem było właśnie NIE PRZESTRZEGANIE PRAWA I WYROKÓW czyli wprost działanie HGW na szkodę interesów miasta i na korzyść wierzycieli... HGW świadomie działa na szkodę miasta a Szydło powinna NATYCHMIAST wprowadzić tu zarząd komisaryczny... Rolowanie wysokooprocentowanego długu obarczonego ryzykiem odszkodowań z umów międzynarodowych to zwykły BANDYTYZM a nie żadna niegospodarność... HGW oczywiście będzie miała tysiące podkładek ale NA 100% WIEDZIAŁA CO ROBI I NA CZYJĄ RZECZ, to po prostu DOJENIE PAŃSTWA i każdy prawnik, zwłaszcza zajmujący się finansami to wie...

=============================

12 tys. zł kary? Warszawiacy płacili już za działania Gronkiewicz-Waltz o wiele większe sumy. W tle odszkodowanie na 307 mln zł!




Szok! Z informacji, do których dotarł portal wPolityce.pl wynika, że warszawski ratusz naraził Skarb Państwa na stratę blisko 100 mln zł, a wszystko to przez „zwłokę w wypłacie odszkodowań” dla prywatnego inwestora z powodu wygaśnięcia prawa użytkowania wieczystego do działek położonych w dzielnicy Wilanów! Czymże więc jest kwota 12 tys. zł jaką ma zapłacić Hanna Gronkiewicz-Waltz za niestawiennictwo przed Komisją Weryfikacyjną?

To kolejna odsłona sporu pomiędzy prywatnym inwestorem PL Holdings a Rzeczpospolitą Polską. Wcześniej informowaliśmy o bezprawnych działaniach Komisji Nadzoru Finansowego wobec zagranicznej spółki, które doprowadziły do przyznania przez Trybunał Arbitrażowy przy Sztokholmskiej Izbie Gospodarczej gigantycznego odszkodowania na kwotę 2.131 mld. zł. Jak się okazuje, wywłaszczenie PL Holdings z akcji FM Bank PBP S.A, to nie jedyna szkoda, która dotknęła inwestora ze strony polskich organów państwowych.

Portal wPolityce.pl dotarł do informacji, które mogą tłumaczyć niechęć do płacenia przez prezydent Warszawy jakichkolwiek kar finansowych. Hanna Gronkiewicz-Waltz w żadnym stopniu nie poczuwa się do odpowiedzialności za publiczne pieniądze, zdając sobie sprawę, że na płaszczyźnie prawa międzynarodowego odpowiedzialność za akty wszystkich organów państwa, w tym Prezydenta m. st. Warszawy jako organu jednostki samorządu terytorialnego względem inwestora ponosi Państwo.

O co konkretnie chodzi? Rzecz dotyczy sporu pomiędzy PL Holdings a m. st. Warszawa o wypłacenie przysługującego spółce odszkodowania z tytułu wygaśnięcia prawa użytkowania wieczystego do dwudziestu jeden działek gruntu wydzielonych pod drogi publiczne w Warszawie, w dzielnicy Wilanów. Wierzytelności odszkodowawcze te powstały z mocy prawa tj. przepisów art. 98 ust. 1 i 3 ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 r. o gospodarce nieruchomościami. W dotychczasowym toku postępowania zostało już przesądzone przez sądy administracyjne, że odszkodowanie PL Holdings się należy.


W jaki sposób spółka PL Holdings znalazła się w posiadaniu roszczeń wobec m. st. Warszawa? Historia sięga roku 2011, kiedy to FM Bank PBP zakupił od Polnord SA roszczenia wobec m. st. Warszawa, za które zapłacił łącznie 160 mln zł. Transakcja ta uratowała Polnord SA od bankructwa. FM Bank PBP w roku 2011 i 2012 wstąpił w prawa Polnord SA i prowadził 21 sporów administracyjnych z m. st. Warszawa w latach 2012-2015. W 2015 roku PL Holdings, dotychczasowy akcjonariusz FM Bank PBP, (który w wyniku nakazu sprzedaży akcji przez Abris wydanego przez KNF musiał sprzedać akcje FM Bank PBP), nabył od FM Bank PBP roszczenia wobec m.st. Warszawa, aby móc wykonać nakaz KNF i sprzedać akcje FM Bank PBP, gdyż wszyscy potencjalni nabywcy banku żądali uprzedniego pozbycia się wierzytelności odszkodowawczych wobec m.st. Warszawa z bilansu banku. Spółka PL Holdings jest aktualnie stroną 21 postępowań o wypłatę odszkodowania za wydzielenie działek pod drogi publiczne w dzielnicy Wilanów na kwotę 209 mln zł. Prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz wbrew orzeczeniom sądów administracyjnych uchyla się jednak od uregulowania wierzytelności odszkodowawczych wobec inwestora.

Gronkiewicz-Waltz wyroki sądów administracyjnych przyjmuje z obojętnością, podobnie jak kary nakładane na nią przez Komisję Weryfikacyjną ds. reprywatyzacji. Należy podkreślić, że od końca grudnia 2014 r., sądy administracyjne dwadzieścia osiem razy stwierdzały rażące naruszenie prawa przez Prezydent m. st. Warszawy, nakładając na niego trzydzieści dwie grzywny na łączną kwotę 107,5 tys. zł oraz zasądzając na rzecz PL Holdings blisko 37 tys. zł tytułem tzw. sum pieniężnych. To jednak nie wszystko. Sądy administracyjne trzynaście razy zobowiązywały Hannę Gronkiewicz-Waltz do zakończenia poszczególnych postępowań i wypłaty należnego PL Holdings odszkodowania. I aż szesnaście razy sądy administracyjne stwierdziły niewykonanie wcześniejszych wyroków administracyjnych przez Prezydent m. st. Warszawa.

Uchylanie się od orzeczeń sądów administracyjnych to jedno, ale drugie, to koszty na jakie Hanna Gronkiewicz-Waltz naraziła Skarb Państwa za zwłokę w wykonywaniu wyroków, a te opiewają na kwotę ok. 98 mln zł (16 tys. zł za każdy dzień zwłoki). Kwotę taką zażądała spółka PL Holdings z racji naruszenia prawa poprzez niewydawanie decyzji odszkodowawczych w odpowiednim terminie.

Więcej: https://wpolityce.pl/polityka/352743-nasz-news-12-tys-zl-kary-warszawiacy-placili-juz-za-dzialania-gronkiewicz-waltz-o-wiele-wieksze-sumy-w-tle-odszkodowanie-na-307-mln-zl

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14215
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Sob Sie 12, 2017 16:08

Wiatraki u szyi




W Polsce energetyka odnawialna to głównie farmy wiatrowe, które w ostatnich latach budowano na potęgę. Dziś większość z nich przynosi straty i ma problemy ze spłatą kredytów. To spory problem dla banków, które chętnie finansowały te inwestycje - pisze "Gazeta Bankowa"

Agencja Rynku Energii szacuje, że w zeszłym roku aż 70 proc. farm wiatrowych działających w Polsce przyniosło straty. Na tyle duże, że łączny wynik finansowy tej branży w naszym kraju za 2016 r. to strata brutto w wysokości, bagatela, 3 mld zł. W przypadku niektórych farm deficyt był gigantyczny: rekordowy w tej kategorii ujemny wynik jednej firmy sięgał 200 mln zł.

Nic więc dziwnego, że opublikowany u progu lata raport Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej (PSEW) o stanie tej branży w naszym kraju jest bardzo pesymistyczny. We wstępie Janusz Gajowiecki, prezes PSEW, alarmuje, że branża przechodzi w Polsce bardzo głęboki kryzys. Autorzy opracowania przyznają, że elektrownie wiatrowe mają u nas wielkie problemy, a duża ich część wręcz straciła płynność finansową. W praktyce wygląda to tak, że właściciele tych elektrowni nie mają z czego spłacać kredytów zaciągniętych na ich budowę.

Inwestycje zamarły

Na poprawę się nie zanosi. Zauważając te problemy, rząd wprawdzie zamierza znacząco obniżyć podatek od nieruchomości od wiatraków, ale to niewiele im pomoże. Nie na tyle, żeby przestały przynosić straty. Są na minusie przede wszystkim dlatego, że ich właściciele budowali je na kredyt, a elektrownie wiatrowe to inwestycje bardzo drogie. Głównym ich kosztem, gdy już się je uruchomi, są więc raty. Dla polskich banków, które finansowały te przedsięwzięcia to dziś duży problem, co wyszło na światło dzienne już kilka miesięcy temu. Jesienią zeszłego roku Związek Banków Polskich (ZBP) ujawnił, że łączna pula kredytów udzielonych w Polsce na inwestycje w odnawialne źródła energii sięga 12 mld zł, z czego około 90 proc. – 10,8 mld zł – to pożyczki zaciągnięte na budowę elektrowni wiatrowych. Piotr Matwiej, doradca ZBP, przyznał wówczas, że „spłata tych kredytów może napotkać trudności”. Już wtedy część właścicieli farm wiatrowych poprosiła banki o restrukturyzację zadłużenia.

Od tamtego czasu sytuacja się pogorszyła. M.in. dlatego, że jeszcze bardziej potaniały tzw. zielone certyfikaty, do niedawna największe źródło przychodów elektrowni wiatrowych. Lepiej nie będzie, a z kilku powodów może być – jak przyznaje Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej – jeszcze gorzej. Najlepiej tę sytuację ilustruje fakt, że w Polsce inwestycje w elektrownie wiatrowe w ostatnich miesiącach zamarły. Bo w obecnych warunkach byłyby to przedsięwzięcie po prostu nieopłacalne. Dobrze wiedzą o tym banki, co potwierdza raport PSEW: „W związku ze spadkiem rentowności elektrowni wiatrowych i wzrostem ryzyka coraz trudniej uzyskać finansowanie inwestycji w energetykę wiatrową: wymagany przez banki wkład własny zwiększył się nierzadko do ponad 50 proc. Większe są także koszty finansowania kredytowego, często przekraczające zwrot z inwestycji w obecnych warunkach. Zmieniło się również samo nastawienie banków, które coraz ostrożniej podchodzą do udziału w przedsięwzięciach z zakresu energetyki wiatrowej, a wiele z nich podjęło kierunkowe decyzje o niefinansowaniu inwestycji wiatrowych w ogóle... Negatywna percepcja finansowania nowych inwestycji wiatrowych wśród znacznej części banków wynika przede wszystkim z coraz wyższego ryzyka nieściągalności należności kredytowych z projektów sfinansowanych w przeszłości”.

Fatalny system

Jak do tego doszło, skoro jeszcze parę lat temu energetyka wiatrowa wydawała się u nas kwitnącą branżą i inwestowały w nią duże zagraniczne koncerny? Dość przypomnieć, że moc farm wiatrowych w Polsce wzrosła w latach 2005-2016 z 83 do 5800 MW, czyli kilkadziesiąt razy. Można więc było mówić o wiatrakowym boomie. W pierwszych latach były to w naszym kraju bardzo opłacalne inwestycje; zwracały się nawet w trzy lata. Inwestujące w nie firmy dostawały wtedy często podwójne dotacje: jedne do budowy, a drugie po uruchomieniu elektrowni do produkcji. Ponieważ wytwarzały „zieloną” energię.

System finansowego wsparcia energetyki odnawialnej ruszył w Polsce w 2005 r. (jego twórcą był rząd SLD). Wprowadzenie go wymusiły na nas unijne regulacje klimatyczne, nakładające na kraje członkowskie obowiązek rozwijania tej branży (określają one, o ile ma wzrosnąć udział odnawialnych źródeł w produkcji energii). Niestety, ów system w naszym kraju był od początku wadliwie skonstruowany. Po pierwsze dlatego, że nie różnicował wielkości wsparcia w zależności od rodzaju źródła energii. Takie zróżnicowanie stosowały m.in. Niemcy, wspierając bardziej te technologie, na których rozwoju szczególnie im zależało. A po drugie wspierał produkcję, a nie inwestycję. To znaczy, że firmy dostawały dotacje w postaci tzw. zielonych certyfikatów do produkcji prądu, zamiast do inwestycji. Tym sposobem setki milionów złotych dotacji dostały np. dawno zamortyzowane, wybudowane za PRL lub jeszcze w latach międzywojnia elektrownie wodne.

Jednak nie to okazało się najgorsze. Fatalne w skutkach było to, że inwestorzy skupili się na tym, co ów system czynił najbardziej opłacalnym. Czyli właśnie na wiatrakach, choć są one bardzo mało stabilnym źródłem energii i produkują prąd tylko przez bardzo niewielką część roku (w Polsce to około 20 proc.). Duże koncerny energetyczne, zwłaszcza państwowe, wpadły z kolei na pomysł, że najtańszym, bo wymagającym bardzo niewielkich inwestycji, sposobem na zarobienie na energetyce odnawialnej będzie spalanie biomasy (m.in. drewna) w istniejących elektrowniach węglowych. Czyli mieszanie jej z węglem w blokach węglowych. Nazwano to „współspalaniem biomasy z węglem”, na które jeszcze niedawno przypadała niemal połowa produkcji energii odnawialnej w Polsce (najgorsze było to, że przez długi czas ta biomasa w większości pochodziła z importu – nasze elektrownie sprowadzały ją nawet z Afryki i dalekiej Azji, ale także z Rosji). Powstało też trochę nowych bloków, spalających tylko biomasę.

Bardzo wolno przybywało za to fotowoltaiki, ale to akurat nie powinno specjalnie martwić, bo w polskich warunkach klimatycznych to mało wydajna technologia. Gorzej, że nie rozwijała się u nas energetyka biogazowa, która stała się w tym samym czasie bardzo popularna w Niemczech (powstały tam tysiące takich obiektów) i mogłaby kwitnąć także u nas. Tak się jednak nie stało, choć biogazownie mogą produkować energię niemal bez przerwy i są świetnym sposobem na rozwój biedniejszych obszarów wiejskich.

Coraz taniej


Wadliwy system doprowadził do gwałtownie rosnącej nadpodaży zielonych certyfikatów, a to z kolei do ich drastycznej przeceny. W pierwszych latach ich cena dochodziła do 270 zł za 1 MWh, a to oznaczało, że właściciele farm wiatrowych więcej zarabiali na zielonych certyfikatach niż na sprzedaży prądu. Dziś certyfikaty kosztują poniżej 30 zł za 1 MWh, a więc potaniały dziewięciokrotnie. Mogą być jeszcze tańsze, bo nadpodaż zielonych certyfikatów ciągle jest ogromna (w pierwszym kwartale tego roku wyniosła 22,6 tys. MW, a więc była ponad dwa razy wyższa niż trzy lata temu). I nic nie wskazuje na to, żeby miała szybko zmaleć.

Na domiar złego szybko rosnąca produkcja energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych doprowadziła także do obniżki hurtowych cen prądu, a to oznaczało dla branży OZE kolejny ubytek przychodów. Dla tych, którzy w nią zainwestowali, była to dramatyczna zmiana. Przychody elektrowni wiatrowych z jednej megawatogodziny energii elektrycznej spadły z 500 zł w 2011 r. do 200 zł na początku 2017 r.

Paradoks polega na tym, że dzieje się tak mimo ogromnych, sięgających już miliardów złotych rocznie dotacji do produkcji energii odnawialnej w Polsce. Jednak chętnych do zjedzenia tego tortu przybywało zbyt szybko i dlatego w końcu każdy mógł dostać już tylko po okruszku. Eksperci od lat apelowali, że system wsparcia energetyki odnawialnej w naszym kraju trzeba zmienić. W ekipie PO-PSL to zadanie przypadło Ministerstwu Gospodarki, ale pod rządami Waldemara Pawlaka i Janusza Piechocińskiego przez kilka lat nie mogło ono wykrzesać nowej ustawy o odnawialnych źródłach energii, choć zobowiązywały nas do tego, pod groźbą dużych kar finansowych, unijne dyrektywy.

Daleko od domu

Ustawa o OZE, zmieniająca system wsparcia energetyki odnawialnej na tzw. aukcyjny, została uchwalona z paroletnim opóźnieniem, dopiero w lutym 2015 r. Jednak okazała się na tyle niedoskonała (mimo tak długich prac nad nią), że trzeba było ją po kilku miesiącach nowelizować. Ważne jest jednak to, że nie poprawiła ona sytuacji farm wiatrowych, a wręcz przeciwnie. Dlatego, że zarówno rząd PO-PSL, jak i potem rząd PiS, chciały, by nowy system nie premiował już wiatraków i współspalania, ale inne, lepiej dopasowane do polskich realiów źródła energii, np. biogazownie. To jeszcze było zrozumiałe i uzasadnione. Jednak uchwalona w zeszłym roku z inicjatywy Ministerstwa Środowiska ustawa o elektrowniach wiatrowych poszła jeszcze dalej. Wprowadzono bowiem wymóg, że minimalna odległość wiatraków od budynków mieszkalnych i obszarów ochrony przyrody (np. rezerwatów) ma wynosić 10-krotność ich wysokości. Czyli nawet 1,5-2 km. W praktyce oznacza to, że nowych wiatraków nie będzie gdzie budować, bo niemal żadna lokalizacja nie spełni tego warunku (tak restrykcyjnych wymogów odległościowych nie ma nigdzie w Europie).

Jakby tego było mało, na farmy wiatrowe – tą samą ustawą – nałożono dużo większy podatek od nieruchomości. To był gwóźdź do trumny dla tej branży, bo oznaczał znaczące zwiększenie jej kosztów. Dziś wprawdzie rząd zapowiada, że ten podatek obniży, ale jednocześnie wprowadza inne, kolejne regulacje, które energetyce wiatrowej nie służą. Np. przepis, według którego cena sprzedaży prądu z elektrowni bazujących na źródłach odnawialnych nie będzie już regulowana (dotąd wyznaczał ją Urząd Regulacji Energetyki), ale ustalana przez rynek. To zaś de facto doprowadzi do jej obniżki.

Czy ktokolwiek dostanie kredyt?

Przerażeni tą sytuacją są nie tylko ci, którzy zainwestowali w wiatraki w Polsce. Poważny problem staje także przed bankami, które kredytowały te inwestycje. Wprawdzie prawie połowę z tych kredytów udzieliły banki zagraniczne (głównie EBOR i EBI, które łącznie wyłożyły na ten cel niemal 3 mld zł), ale krajowe banki też mają powody do zmartwienia. Według KNF udzieliły one 6 mld zł kredytów na budowę farm wiatrowych. Z punktu widzenia całego sektora bankowego w Polsce nie jest to duży problem, bo te kredyty stanowią niewielką część jego portfela, a ich łączna wartość to mniej niż połowa rocznego zysku netto tego sektora – uspokaja Łukasz Janczak, analityk rynku bankowego z Ipopema Securities. Z drugiej jednak strony Janczak przyznaje, że w przypadku kilku banków, bardziej od pozostałych zaangażowanych w finansowanie farm wiatrowych, oznacza to spore trudności. Kredytów na ich budowę udzielały m.in. PKO BP, Alior, BNP Paribas, mBank, Raiffeisen Polbank, DNB czy BOŚ. Najwięcej pożyczyły na ten cel cztery z nich: PKO BP, Alior, BOŚ i Raiffeisen. W przypadku Aliora było to ponad miliard złotych. Rynek szacuje, że równie dużo wyłożyły PKO BP i Raiffeisen Polbank. Jednak najwięcej wydał BOŚ, który pożyczył na farmy wiatrowe 2,2 mld zł (to 16 proc. jego całego portfela kredytowego).

Już w zeszłym roku banki musiały dokonać odpisów na zagrożone kredyty udzielone na budowę farm wiatrowych. W przypadku BOŚ sięgnęły one prawie 100 mln zł. Alior szacował, że ryzyko niespłacania w terminie kredytów dotyczy 10 projektów (o łącznej wartości 600 mln zł). Łukasz Janczak uważa, że to mniejsze banki będą mieć największe problemy. PKO BP jest na tyle duży, że z ewentualnymi niespłaconymi kredytami na farmy wiatrowe bez większego trudu sobie poradzi. Raiffeisena też nie powinno to przygnieść. Z kolei Alior informował, że zaangażowanie kredytowe w farmy wiatrowe stanowi tylko ok. 3 proc. jego portfela kredytowego.

Najgorsze jednak jest to, że wszystkie te problemy są w stanie doprowadzić do uwiądu energetyki odnawialnej w Polsce. Banki mogą bać się finansowania inwestycji z tej branży, a bez kredytów nie da się wiele zbudować.

źródło: http://wgospodarce.pl/inf...wiatraki-u-szyi

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14215
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Sob Sie 12, 2017 21:35

W tej masakrze dokonanej przez sowietów zginęło dziesięć razy więcej ludzi niż w zbrodni katyńskiej




To był Holocaust. Występował ten sam mechanizm, w jaki Hitler mordował Żydów – tymi słowami prof. Nikołaj Iwanow, autor albumu "Zginęli, bo byli Polakami. Koszmar „operacji polskiej” NKWD 1937 – 1938" ocenił podczas piątkowego spotkania w Centrum Edukacyjnym IPN zbrodnie bolszewików.

Skala eksterminacji była szokująca. Choć nie ma precyzyjnych danych odnośnie ilości ofiar – cała ziemia byłego Związku Sowieckiego usiana jest anonimowymi grobami Polaków. W „operacji polskiej” zginęło dziesięć razy więcej ludzi niż w zbrodni katyńskiej. Egzekucje poprzedzały tortury, mające na celu zmuszenie pojmanych, aby przyznali się do fikcyjnych win. Następnie strzelano w tył głowy, topiono, lub zakopywano żywcem. Przed wykonaniem wyroku NKWD fotografowała swoje ofiary.

W Centrum Edukacyjnym IPN, przy ul. Marszałkowskiej 21/25 w Warszawie, można obejrzeć wstrząsające portrety ludzi, którzy wiedzą, że niebawem zostaną zamordowani. Wielu z nich nie wiedziało nawet za co umiera. Ludobójstwo dokonane na naszych rodakach zostało praktycznie zapomniane.

Debatę, towarzyszącą promocji albumu rosyjskiego historyka Nikołaja Iwanowa rozpoczęła minuta ciszy. Dwujęzyczny album ma ukazać sowiecką zbrodnię szerokiemu gronu odbiorców, dlatego też zawarty w nim tekst został jednocześnie przetłumaczony na język angielski. Publikacja powstała pod jedynym, wyłącznym mecenatem Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych.

W imieniu prezesa instytucji, głos zabrał Robert Malicki:

Funkcjonujemy po to, aby drukować, to co jest wyrazem suwerenności państwa polskiego. Produkujemy banknoty, paszporty, dowody osobiste, czyli te atrybuty, bez których trudno wyobrazić sobie istnienie normalnego niepodległego państwa. Nasz zarząd doszedł do wniosku, że skoro sens istnienia wytwórni jest tak ściśle związany z niepodległością, to nie wystarczy zajmowanie się bieżącą produkcją. Mamy też pewne zobowiązania, wobec tych, którzy walnie przyczynili się do odzyskania niepodległości przez Polskę, a w szczególności wobec osób, o których pamięć zanika, próbowano ją wymazać, lub zwykły upływ czasu spowodował, że mało kto wie o pewnych ludziach i wydarzeniach.

Robert Malicki, podzielił się też osobistym doświadczeniem ukazującym, w jak znikomy sposób zbrodnia NKWD funkcjonowała w społecznej świadomości:

Kiedy w zeszłym roku pan prezes Piotr Wojciechowski przyszedł na posiedzenie zarządu z propozycją, żebyśmy zasponsorowali wydanie albumu, to po raz pierwszy usłyszałem o tym wydarzeniu, jakim była eksterminacja Polaków na Wschodzie w latach 1937-1938, pomimo, że wcześniej interesowałem się historią Polski.

Prof. Nikołaj Iwanow nakreślił kontekst historyczny i społeczny tragicznych weydarzeń. Przypomniał, że pierwsze morderstwa Polaków wydarzyły się już w 1932 r. na Ukrainie. Represje na Polakach to praktycznie cały okres międzywojnia. W 1937 r. mężczyzna, który w dokumentach figurował jako przedstawiciel narodowości polskiej, praktycznie nie miał szans przeżycia. Co najwyżej mógł uciec do lasu i próbować przekroczyć tzw. ”zieloną granicę”.

W dyskusji udział wziął także dr Jarosław Szarek, prezes IPN, który tak ocenił misję Instytutu:

IPN robi to, co do niego należy. Wypełnia tę powinność, jaką nakłada na niego państwo polskie. Przypomniał też, że po raz pierwszy odbyły się oficjalne obchody 80. rocznicy rozpoczęcia „operacji polskiej” przy pomniku Poległym i Pomordowany na Wschodzie.

Nikołaj Iwanow, ocenił państwo Stalina jako jeden wielki obłęd i niesamowitą psychozę.

Jestem niezadowolony, że nie ma tego albumu w wersji rosyjskiej. W Rosji nastąpiła paranoja, dotycząca decyzji IPN w związku z ustawą dekomunizacyjną. Zwykli obywatele nie odróżniają pomników od grobów. Reagują impulsywnie: to w takim razie trzeba zniszczyć Katyń.

– mówił.

Odniósł się też do aktualnego kontekstu politycznego i stwierdził, że sankcje Donalda Trumpa skonsolidowały Rosjan wokół Putina, który odnotowuje już 90-procentowe poparcie swoich rodaków. Przyznał, że w takiej atmosferze bardzo trudno prowadzi się archiwalne badania nad zbrodniami popełnionymi przez NKWD.

źródło: http://niezalezna.pl/2007...odni-katynskiej

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14215
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Nie Sie 13, 2017 16:19

Komentarze:

kris

W Polsce potrzebnych jest ok. 15 b.zdolnych generałów a nie jak teraz ok 130 miernot. Armia polska 120tys woja i 130 jenerałów armia USA 800tyś wojska 40 kilku jenerałów

--------------------------------------
herda

ci na najnizszych szczeblach tj od dowódcy jednostki w dół nie mieli zadnego wpływu a bardzo czesto byli Patriotami!!! To te barany generałowie są winni! Tylko ich należy ukarac!

----------------------------

Baron

Po pierwsze PIS nie moze w tym wypadku złamac konstytucji RP! Po drugie nie moze zabrac wojskowym ani grosza, bo to nie Ubecy!! Po trzecie zołnierze składali nową przysięgę wojskowa! Po czwarte służyli Ojczyźnie a nie czarnymi interesom! Po piąte praw nabytych nie można zabrac! Po szóste zołnierz to zołnierz! Nie interesuje go polityka! Karac dowódców wyzszych szczebli! Od generała i ministra wzwyz!

=====================

Emerytury wojskowych zagrożone. Generałowie mogą stracić nawet kilkanaście tys. zł miesięcznie




Wojskowym emerytom - oprócz degradacji - grozi utrata dotychczasowych emerytur. W niektórych przypadkach mogą stracić nawet kilkanaście tysięcy złotych. - Tych, którzy biorą tak wysokie świadczenia, jest niewielu. Największa grupę stanowią koledzy z garnizonów, którzy dostają znacznie mniej, a mogą zostać z tysiącem brutto - mówi money.pl pułkownik Jan Kacprzak, sekretarz generalny Związku Żołnierzy Wojska Polskiego.

PiS wojskowymi służącymi w PRL po raz pierwszy zajął się już w grudniu 2016 r. Wtedy swoje pierwsze czytanie miał projekt będący - w dużym uproszczeniu - odpowiednikiem ustawy dezubekizacyjnej dla policjantów i funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa PRL.

Jednak większe obawy byłych wojskowych związane są z tzw. ustawą degradacyjną. Jak pisaliśmy w money.pl kontrowersyjny projekt MON w lipcu br. trafił do uzgodnień międzyresortowych. W myśl proponowanych przez PiS przepisów podstawą do odebrania stopnia wojskowego będzie służba w polskiej armii w latach 1944-1990.

O degradacji ostatecznie ma decydować prezydent (w odniesieniu do generałów i admirałów) i minister obrony (w odniesieniu do pozostałych wojskowych).

- W tej pierwszej ustawie nie idą tak szeroko. Wymienia się tam z nazwy konkretne jednostki, które uznane zostały jako organy bezpieczeństwa PRL. W degradacyjnej jest lista IPN, która daje szersze pole do interpretacji - mówi Kacprzak.

Kluczowe dla byłych wojskowych są możliwości różnego rozumienia niektórych wpisanych tam rodzajów jednostek. W punkcie 12. np. zapisano: "inne służby Sił Zbrojnych prowadzące działania operacyjno-rozpoznawcze lub dochodzeniowo-śledcze, w tym w rodzajach broni oraz w okręgach wojskowych".

Zdaniem ZŻWP ten punkt jest wyjątkowo groźny dla wojskowych emerytów, bo może doprowadzić do sytuacji, w których o współpracę z tajnymi służbami PRL oskarżać się będzie np. żołnierzy wojsk rozpoznania radioelektronicznego.

Wprawdzie rozpoznanie prowadzone przez służby bezpieczeństwa od typowo wojskowego rozpoznania bojowego różni się diametralnie, ale nikt przecież nie jest w stanie zagwarantować, że pojęcia te nie będą tu mylone. Wojskowi boją się również, że może to być wykorzystane do załatwiania z nimi personalnych porachunków.

Jak dużo mogą stracić wojskowi emeryci?

Zgodnie z obowiązującym prawem dotyczącym emerytur wojskowych bazą do ich naliczania jest ostatnie wynagrodzenie żołnierza. Nie jest to zatem wyłącznie związane ze stopniem wojskowym.

Projekt degradacyjny tego nie zmienia, ale wojskowi obawiają się, że po pierwsze, może być on jeszcze uzupełniony o stosowne zapisy, a po drugie, praktyka związana z pierwszymi degradacjami może spowodować, że odbędzie się to na innej drodze.

- Degradacje z mocy tej ustawy, które będą pierwszymi ogłaszanymi w trybie administracyjnym, mogą zmusić resort do odebrania świadczeń w odpowiedniej wysokości. Tego nie ma w tej ustawie, ale obawiamy się, że tak to będzie traktowane - mówi Kacprzak.

Były wojskowy sugeruje, że metoda pomniejszania świadczeń może być żywcem przeniesiona z tzw. ustawy dezubekizacyjnej dla wojska. Zaproponowano tam obniżenie współczynnika procentowego podstawy wymiaru emerytury za każdy rok służby na rzecz PRL z 2,6 proc. do 0,5 proc.

Jednak pomniejszone świadczenia nie mogą dostawać więcej niż wynosi średnia emerytura wypłacana przez ZUS. Przypomnijmy: dla emerytów jest to 2100 zł brutto, czyli ok. 1700 zł na rękę.

Ministerstwo nie odpowiada

Prosiliśmy - już w środę - MON o rozwianie wszelkich wątpliwości na temat tego projektu. Jednak do tej pory nie otrzymaliśmy żadnych odpowiedzi. Nie wiemy więc, czy podejrzenia ZŻWP są słuszne. Nie otrzymaliśmy też informacji o średnich emeryturach wojskowych z podziałem na kategorie stanowisk i stopni.

Dowiedzieliśmy się tylko, że w pierwszym kwartale 2016 r. najniższa wypłacana byłym wojskowym emerytura była na poziomie 880 zł, a najwyższa to 18 930 zł brutto miesięcznie. Przeciętnie były żołnierz dostaje nieco ponad 3 tys. zł. brutto.

- Tych, którzy biorą te najwyższe świadczenia, jest niewielu. Największa grupę stanowią koledzy z garnizonów, którzy dostają znacznie mniej. Jednak po zmianach mogą zostać z tysiącem brutto - mówi Jan Kacprzak. To, co mówi pułkownik, potwierdzają ustalenia dziennika "Fakt", który przed rokiem dotarł do listy wojskowych emerytów z najwyższymi świadczeniami.

Jak się okazało, najwięcej otrzymują wojskowi prokuratorzy. Paradoksalnie pułkownicy-prokuratorzy często mają dużo wyższe świadczenia niż najważniejsi generałowie, którzy przecież często swoje wieloletnie doświadczenie zdobywali na misjach zagranicznych.

Jak nalicza się wojskową emeryturę?

Emerytura wojskowa przysługuje po 15 latach służby (dla zatrudnionych od 2013 r. po 25 latach). Jej wysokość wynosi 40 proc. ostatniej pensji, ale do tego dolicza się jeszcze różnego rodzaju dodatki. Za rok służby ponad 15 lat dodaje się 2,6 proc. do podstawy wymiaru.

Ponadto podwyższenie emerytury o kolejne 2 proc. podstawy wymiaru możliwe jest za każdy rok służby: na samolotach naddźwiękowych, okrętach podwodnych, w charakterze nurków czy zwalczaniu terroryzmu. Na dodatki mogą też liczyć saperzy, żołnierze służb specjalnych, walczący na froncie w czasie wojny lub w strefie działań wojennych itd.

Z tego powodu bardzo trudno jest o odpowiedź, jak wiele może stracić zdegradowany pułkownik, major czy kapitan.

- Jeden emerytowany pułkownik może otrzymywać 5 tys., ale drugi już tylko 2,5 tys. zł. Wszystko zależy od stanowiska. Ten pierwszy mógł np. służyć w Sztabie Generalnym, a drugi był np. zatrudniony gdzieś w odległym garnizonie i zarabiał dużo mniej - wyjaśnia Kacprzak.

Jak udało nam się ustalić, najwyżsi stopniem wojskowi średnio otrzymują około 10 tys. zł brutto. Jednak emerytowanych generałów w Polsce nie mamy nawet 200. Dla nich i otrzymujących wyższe świadczenia straty mogą być oczywiście największe.

W przypadku generałów może to być nawet około 8 tys. zł miesięcznie. Objęci ustawą żołnierze niższych stopni i służących na niższych stanowiskach mogą z kolei stracić od 8 tys. do kilkuset zł.

źródło: https://www.money.pl/gosp...,0,2354096.html

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14215
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Nie Sie 13, 2017 19:28

Komentarze:
Colargol

Bolek dobrze, ze jeszcze masz te wasy, bo byloby trudno odroznic twarz od dupy!


--------------------------------------

1mk1

Jak już pisałem, na tę kreaturę zwyczajnie szkoda czasu. Dajcie więc sobie spokój z tymi komentarzami. Wszystko już zostało powiedziane i napisane. Można się co najwyżej za to indywiduum pomodlić. Zajmijmy się poważnymi problemami, których nie brak wokół nas.

===========================

Taki poziom reprezentuje Wałęsa. Prof. Cenckiewicz celnie podsumował TW „Bolka”




Skandaliczny fotomontaż zamieścił na swoim profilu na Facebooku Lech Wałęsa. To przerobione zdjęcie Kim Dzong Una, przywódcy Korei Północnej, z twarzą Jarosława Kaczyńskiego, opatrzone dodatkowo napisem. Wpis spotkał się z ostrą reakcją internautów. Odniósł się do niego m.in. prof. Sławomir Cenckiewicz.

Lech Wałęsa słynie z zamieszczania specyficznych postów na swoim acebookowym profilu. Wiele z nich dotyczyło jego kontaktów z esbecją, w których były prezydent twierdził, że nie wspólpracował z komunistycznymi służbami. Zmieniał przy tym wersje – tak, że nawet jego zwolennicy nie byli w stanie go bronić.

Tym razem Wałęsa postanowił uderzyć w Jarosława Kaczyńskiego. Zamieścił na Facebooku obrzydliwy fotomontaż, na którym widać twarz prezesa Prawa i Sprawiedliwości wpasowaną w zdjęcie Kim Dzong Una. „Największa kanalia i zdradziecka morda” – głosi napis poniżej. Z tyłu widać plakat z przekreślonym logo PiS.

Wałęsa wpisał się w jednym z komentarzy pod postem.

Cała sprawa TW Bolka wykonana z Kaczyńskimi sięgnęli nawet po Kiszczaka i Kiszczakową zatrudnili w IPN A Gwiazdę.K.Wyszkiwskiego i innych moich wrogów by wyszukali i dopasowali dokumentację. Z teczek podrobionych SB i agentów ze Stoczni zmontowali teczkę Bolka i podłożyli to P. Kiszczakowej za obiecaną emeryturę.Kanalie to za mało

– stwierdził.

Fotomontaż skomentował na Twitterze Sławomir Cenckiewicz, jeden z historyków badających przeszłość Wałęsy, współautor głosnej pracy „SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii” i autor książki „Wałęsa. Człowiek z teczki”.

Aurora wystrzelił pic.twitter.com/1vpnwhgwhk

— Sławomir Cenckiewicz (@Cenckiewicz) 13 sierpnia 2017
Post byłego prezydenta doczekał się wielu komentarzy. Nie takich jednak, jakich by sobie zapewne Wałęsa życzył.

Z przypomnieniem dla noblisty pic.twitter.com/03bJZFqZPV

— Andrzej Hrechorowicz (@a_hrechorowicz) 13 sierpnia 2017
Bolek prezentuje poziom gimbazy. Nie obrażając gimbazy.

— PikuśPOL (@pikus_pol) 13 sierpnia 2017
zal mi ludzi ktorzy mysla ze to Bolek sam umie zrobic

— kpr.Górski (@Depresoff) 13 sierpnia 2017
Jezu jaki on jest glupi! To wstyd ze ktos taki jest noblistą. Niech sie przyjrzy dzialalnosci innych nob. Pokojowych. Ktos tak sie zachowuje

— Beata Pyda (@PydaBeata) 13 sierpnia 2017
Wałęsa jest laureatem Pokojowej Nagrody Nobla. To zobowiązuje, chyba że jest się Bolkiem.

— Gutab (@BatugWojciech) 13 sierpnia 2017

Więcej: http://niezalezna.pl/2007...umowal-tw-bolka

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14215
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Pon Sie 14, 2017 08:30

Rząd Tuska sprzedał radomską Fabrykę Łączników za 1,43 mln zł. Potem stwierdzono, że była warta... 40 mln zł!




Państwową Fabrykę Łączników rząd Tuska sprywatyzował w sierpniu 2010 r. Spółka, która ją kupiła została założona kilka miesięcy wcześniej, z minimalnym kapitałem zakładowym (5 tys. zł). Za pakiet kontrolny (85 proc. akcji) zapłaciła łącznie 1,43 mln zł. Nowy właściciel zaciągnął mnóstwo kredytów i szybko zadłużył Fabrykę, a po roku ogłosił upadłość. Pracę w straciło około 400 osób. Syndyk masy upadłości, który przejął kontrolę nad fabryką po ogłoszeniu upadłości, oszacował jej całkowity majątek na... 40 mln zł!

Przypomnijmy - Ministerstwo Skarbu Państwa w rządzie Donalda Tuska w sierpniu 2010 roku sprzedało spółce Ferro Masz Invest 85 proc. udziałów w radomskiej Fabryce Łączników za kwotę 1,43 mln zł (co ciekawe - spółka ta została założona kilka miesięcy wcześniej i posiadała minimalny kapitał zakładowy w wysokości 5 tys. zł). Sprzedaż tłumaczono kłopotami finansowymi przedsiębiorstwa (za 2009 rok Fabryka, przy przychodach ze sprzedaży wynoszących łącznie 31,1 mln zł, odnotowała aż 4,8 mln zł straty).

Nowy właściciel zaczął zaciągać spore kredyty poręczone majątkiem Fabryki i bardzo szybko doprowadził do jej upadłości. Pracę straciło wówczas około 400 osób. Kontrolę nad aktywami upadłej spółki przejął syndyk, który oszacował jej majątek na... 40 mln zł! Jeśli wierzyć tym szacunkom okazuje się, że przedstawiciele Skarbu Państwa w rządzie Tuska sprzedali Fabrykę po cenie, która nominalnie była aż 28 razy niższa, niż wynosiła wartość majątku trwałego wycenionego przez syndyka masy upadłości! W rzeczywistości spółka (lub to, co po niej pozostało, czyli głównie nieruchomości) została później (w 2017 r.) sprzedana przez syndyka masy upadłości za 9 mln zł. Nie mniej to nadal nie jest 1,43 mln zł.

Jeszcze w 2012 roku wniosek do Centralnego Biura Antykorupcyjnego (CBA) w sprawie prywatyzacji Fabryki Łączników złożył senator Wojciech Skurkiewicz. - "W moim przekonaniu mogło dojść do naruszenia prawa przy procedurze prywatyzacyjnej. Firma została sprzedana za kwotę niespełna półtora milionów złotych podmiotowi, który został zarejestrowany w KRS miesiąc wcześniej" - tak wówczas tłumaczył swój wniosek Skurkiewicz. Zdaniem senatora mogło również dojść do złamania przepisów antykorupcyjnych, m.in. poprzez obniżenie wartości zakładu przez Ministerstwo Skarbu Państwa.

Trwające do listopada 2015 r. śledztwo CBA potwierdziło niestety całą masę nieprawidłowości przy prywatyzacji Fabryki Łączników. W skierowanym do Prokuratora Generalnego zawiadomieniu o popełnieniu przestępstwa, szef CBA stwierdził, że aż 29 osób mogło brać udział w procederze prania pieniędzy, działania na szkodę spółki i wyłudzania kredytów.

Obecnie sprawę prowadzi Prokuratura Regionalna w Białymstoku. Badanych jest kilka wątków (udział w zorganizowanej grupie przestępczej, która miała na celu działanie na szkodę firmy, doprowadzenie do upadłości spółki, a także niedopełnienie obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych, tj. pracowników Ministerstwa Skarbu Państwa, którzy nie zajmowali się sprawami majątkowymi spółki w trakcie jej prywatyzacji w sposób prawidłowy, czym mogli wyrządzić szkodę majątkową).

źródło: http://niewygodne.info.pl...i-Lacznikow.htm

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14215
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Pon Sie 14, 2017 11:55

Komentarz:

Hist

Ktoś napisał, że Gierek zrobił coś dobrego dla "tego kraju". To niech się nauczy trochę historii. Np.niech sprawdzi co robił Gierek, żeby zamieść pod dywan zbrodnie w Poznaniu w 1956 roku, albo jak jego ekipa traktowała protestujących w Radomiu Ursusie i Płocku?A poza tym to niewyobrażalnie złodziejstwo... Takich chcesz patronów? '

======================

IPN sprawdził - niemal tysiąc ulic z komunistycznym patronem. Dwa tygodnie na zmianę




W całej Polsce Instytut Pamięci Narodowej wskazał 943 ulice, które podlegają tzw. ustawie dekomunizacyjnej. Do 2 września samorządy mają czas, aby samodzielnie dokonać zmian w nazwach ulic, które propagują ustroje totalitarne, w tym komunizm.

"Dotychczas IPN wystawił 336 opinii, wskazując 943 ulice jako podlegające ustawie. Samorządy, w razie wątpliwości, w każdej chwili mogą zwrócić się do Instytutu Pamięci Narodowej o pomoc w weryfikacji nazwy ulicy" - poinformował dzisiaj IPN.

Instytut wydaje opinie w związku z ustawą z 1 kwietnia 2016 r. o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej.

Opinie dotyczące nazw ulic, które mogą podlegać ustawie, historycy IPN wydają na potrzeby m.in. samorządów. Niezależnie od tego Instytut systematycznie uzupełnia spis przykładowych ulic podlegających zmianie. Obecnie lista obejmuje 107 nazw ulic (nie jest jeszcze zamknięta) i znajduje się na stronie IPN www.ipn.gov.pl/pl/aktualn...azwy-do-zmiany. Są tam także informacje dla samorządów i dla mieszkańców.

Wśród nazw ulic, które IPN zakwalifikował do zmian (wraz z komentarzem historycznym) są m.in. ul. 1 Armii Wojska Polskiego (także 2 AWP), 22 lipca, 9 maja (1945 r.), Armii Czerwonej, Zygmunta Berlinga, Bohaterów Stalingradu (także Obrońców Stalingradu), Dąbrowszczaków, Edwarda Gierka, Ludowego Wojska Polskiego, Juliana Marchlewskiego, Marcelego Nowotki, PKWN, Wincentego Rzymowskiego, Karola Świerczewskiego, np. 10-lecia lub 40-lecia PRL, Michała Żymierskiego.

IPN przypomina, że jeżeli do 2 września br. samorządy nie dokonają samodzielnie zmiany nazwy ulic, wówczas - zgodnie z przepisami - wojewodowie będą wydawali zarządzenia zastępcze, nadające nowe nazwy.

Zgodnie z ustawą z 1 kwietnia 2016 r. "nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej, w tym dróg, ulic, mostów i placów, nadawane przez jednostki samorządu terytorialnego nie mogą upamiętniać osób, organizacji, wydarzeń lub dat symbolizujących komunizm lub inny ustrój totalitarny, ani w inny sposób takiego ustroju propagować". Ustawa precyzuje, że "za propagujące komunizm uważa się także nazwy odwołujące się do osób, organizacji, wydarzeń lub dat symbolizujących represyjny, autorytarny i niesuwerenny system władzy w Polsce w latach 1944–1989".

IPN ma obowiązek opiniowania również obiektów, które propagują ustroje totalitarne; zastrzegł jednak, że nie dysponuje ich listą, ponieważ - jak poinformował - nie ma takiego obowiązku zapisanego w nowelizacji ustawy dekomunizacyjnej z 22 czerwca br.

"Żaden wcześniejszy akt prawny nie wprowadził obowiązku ewidencjonowania upamiętnień, tak jak ma to miejsce w przypadku zabytków czy cmentarzy wojennych" - podkreślił Instytut.

Dodał też, że wojewodowie na prośbę Senatu przygotowali listę obiektów propagujących komunizm. Wśród nich były obiekty poświęcone: Armii Czerwonej, tzw. braterstwu broni polsko-sowieckiemu, partyzantom sowieckim, utrwalaczom władzy ludowej, Gwardii Ludowej/Armii Ludowej.

Miejscem, gdzie ma trafić część demontowanych pomników jest powstająca ekspozycja w Muzeum Zimnej Wojny w Podborsku na zachodnim Pomorzu. IPN zaznacza jednak, że nie będzie demontował i przewoził do Podborska pomników.

"Działania techniczne będą podejmowane wspólnie przez samorządy i Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu. Obecnie trwają prace nad koncepcją i scenariuszem ekspozycji w Podborsku" - podał IPN.

źródło: http://niezalezna.pl/2008...odnie-na-zmiane

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14215
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Pon Sie 14, 2017 17:43

Napił się nie tego co trzeba i mu zaszkodziło na głowę... :-)

====================

Haniebne uwagi wykładowcy US. O śmierć harcerek w Suszku obwinia rząd. "Pisowski polityk nie wydał zarządzeń swoim podwładnym"




Dr hab. Wojciech Krysztofiak wykładowca filozofii z Uniwersytetu Szczecińskiego nie ukrywa swoich poglądów, które uważa za jedyne właściwe i racjonalne. Jest wyjątkowo krytycznie nastawiony do PiS i bierze pod uwagę, że ktoś może mieć inne poglądy niż on. W swojej chorobliwej niechęci posuwa się tak daleko, że o śmierć harcerek na obozie w Suszku oskarżył rząd Beaty Szydło.

Śmierć dzieci, do której doszło na obozie harcerskim w Suszku, pokazuje, iż obecny rząd nie jest w stanie profesjonalnie chronić życia naszych dzieci na koloniach i obozach wakacyjnych

—napisał na swoim blogu Wojciech Krysztofiak z US.

Wykładowca posuwa się do insynuacji i twierdzi, że przez miesięcznice smoleńskie rząd zaniedbuje inne sfery życia.

Od tygodnia służby podległe ministrowi Błaszczakowi były zaangażowane w ochronę czegoś tak absurdalnego jak miesięcznice smoleńskie i zbliżające się celebracje ku chwale Wojska Polskiego. Niestety okazuje się, iż dla polityków PiS ważniejsza jest ochrona dobrego samopoczucia Kaczyńskiego, a nie – bezpieczeństwo naszych dzieci podczas wakacyjnego wypoczynku

—stwierdził.

Jak na to wpadł? To przemysł pogardy w czystej postaci, tym bardziej, że Wojciech Krysztofiak zasłynął wcześniej wypowiedzią, że** polskim piłkarzom grającym na EURO nie należy kibicować, ponieważ ich zwycięstwa wzmacniają PiS i falę brunatnego nacjonalizmu.

Sportowe sukcesy „białej oraz czystej rasowo i etnicznie” reprezentacji wzmocnią wśród pisowskich piewców konceptu wielkiej Polski „od morza do morza” poczucie dumy narodowej i nastrój zwycięstwa nad Europą

—pisał w 2016 roku.

Teraz w swoich insynuacjach idzie o wiele dalej:

W obecnym kontekście można sobie wyobrazić scenariusz o wiele bardziej tragiczny, niż katastrofa w Suszku. Jeśli dla tego rządu najważniejsza jest patriotyczna ideologia, to można przypuszczać, iż w razie inwazji Putina na Kijów Macierewicz wyśle młodych obywateli (właściwie dzieci) na Ukrainę, aby bronili Lwowa i Stanisławowa. Czy wówczas premier Szydło wyrazi swoją ufność w to, że Bóg otoczy swoim ciepłem poległych na Ukrainie w imię realizacji planu wielkiej Polski „od morza do morza”?

—pisze.

Zaślepiony niechęcią do PiS filozof najwyraźniej stracił zdolność racjonalnej oceny rzeczywistości. Nagle objawił się jako specjalista od pogody, atakujący przy okazji o wydarzenia w Suszku katolików i ministra Mariusza Błaszczaka.

Dla racjonalnego człowieka wystarczy spojrzeć w niebo, aby przekonać się, czy warunki pogodowe zagrażają mu. Katoliccy wychowawcy w Suszku z pewnością patrzyli w niebo. Widzieli tam jednak twór zwany „Bogiem”, zamiast piekła pogodowego. Przewodniczący ZHR, Grzegorz Nowik napisał po tragedii: „Pokładamy w Bogu nadzieję i ufamy, że mamy w Nim oparcie i znajdziemy u Niego tak potrzebne dziś pocieszenie. Wierzymy, że wezwanych do siebie otoczył blaskiem i ciepłem Najwyższego”. Gorszący absurd

—stwierdził.

MSWiA ministra Błaszczaka jest zobowiązane do wydawania odpowiednim instytucjom ostrzeżeń przed nadchodzącymi katastrofami. Pisowski polityk nie wydał odpowiednich zarządzeń swoim podwładnym. Mógł to uczynić, skoro radary pogodowe wskazywały dwie godziny przed tragedią na niebezpieczeństwo. Czy zostanie więc podjęte śledztwo w sprawie niedopełnienia obowiązków przez ministra Błaszczaka? Czy zostanie on odwołany ze stanowiska? Czy premier Szydło zdymisjonuje go?

Brak słów na tak haniebne uwagi.

źródło: https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/353161-haniebne-uwagi-wykladowcy-us-o-smierc-harcerek-w-suszku-obwinia-rzad-pisowski-polityk-nie-wydal-zarzadzen-swoim-podwladnym

Podpis użytkownika:
   
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 275 z 299  
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do:  
Please enable / Proszę włączyć JavaScript!
Veuillez activer / Por favor activa el Javascript![ ? ]


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Posty na Forum są własnością ich autorów - redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść postów.