forum LUBIN pl Strona Główna
Współpraca: eLubin.pl forum LUBIN pl Strona Główna
forum LUBIN pl Strona Główna
forum LUBIN pl Strona Główna
FAQSzukajUżytkownicyGrupyProfilRejestracjaZalogujDodaj do ulubionych!Startuj z nami!Współpraca/reklamaKontakt
forum LUBIN pl Strona Główna » Nasze miasto - Lubin » Hydepark » Co się w tym kraju dzieje ? ! Poprzedni temat :: Następny temat
Co się w tym kraju dzieje ? !
Autor Wiadomość
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 13718
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Czw Maj 18, 2017 11:28

Z 3,20 na 1300 zł. Tak podrożały leki ratujące życie




Jedna decyzja ministerstwa zdrowia uderzyła po kieszeni 15 tys. pacjentów po przeszczepie. Pod koniec kwietnia ministerstwo przedstawiło nową listę leków refundowanych. Ceny leków immunosupresyjnych w ciągu jednego dnia wzrosły nawet o kilkaset procent. Pacjenci zażywający Ceglar, CellCept, Myfortic czy Valcyte zamiast płacić od 3,20 zł do 91 zł za opakowanie, teraz płacą od 67 zł nawet ... do 1300 zł.

25-letnia Malwina Leszczyk spod Wrocławia na nową nerkę czekała 3 lata. Gdy w kwietniu jechała na operację do szpitala przy ul. Borowskiej, jej lek kosztował 3,20 zł za opakowanie. Gdy wychodziła ze szpitala, to samo opakowanie kosztowało już 67,79 zł. - Nie poradziłabym sobie, gdyby nie pomoc moich rodziców. Podwyżki są olbrzymie. Nie wiem, co zrobią ludzie starsi czy samotne matki wychowujące dziecko po przeszczepie - zastanawia się 25-latka

(...) Tak podrożały leki immunosupresyjne dla pacjentów po przeszczepach: Ceglar (60 tab.) - stara cena: 3,20 zł, nowa cena: 1057,82 zł, Valcyte (60 tab.) - stara cena: 3,20 zł, nowa cena: 1327,15 zł, Myfortic 360 mg (120 tab.) - stara cena: 91,83 zł, nowa cena: 302,11 zł, Myfortic 180 mg (120 tab.) - stara cena: 53,76 zł, nowa cena: 158,89 zł, CellCept 500 mg (50 tab.) - stara cena: 3,20 zł, nowa cena: 67,79 zł. (...)

Czytaj więcej: http://www.gazetawroclaws...zycie,12085274/

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 13718
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Czw Maj 18, 2017 13:59

Koleżanka Magdaleny Żuk: wszystko pokazała na filmie


Dotarliśmy do koleżanki Magdaleny Żuk. Przyznaje, że jest wstrząśnięta jej tajemniczą śmiercią. Po obejrzeniu filmu z rozmową Magdy z chłopakiem, uważa, że nic tam nie było przypadkowe. - Ona wszystko tam pokazała gestami - uważa. Prosi też o jedną rzecz.



Z relacji koleżanki Magdy, która chce pozostać anonimowa, wynika, że była wyjątkowo pozytywną osobą. - Z Magdą poznałyśmy się na siłowni ok. 3 lata temu jak przeprowadziła się do Zgorzelca, gdzie otworzyła swój zakład kosmetyczny. Często trenowałyśmy razem i stąd złapałyśmy wspólny kontakt. Była osobą z "duszą" - mówi w rozmowie z WP.

Opowiada nam, że Magda była bardzo silna, odważna i ambitna. - Dlatego boli mnie serce jak czytam o przyklejeniu jej łatki osoby chorej psychicznie, bo nie znam żadnej kobiety ze swojego otoczenia z tak silną psychiką i realnym podejściem do życia - tłumaczy.

Z rej relacji wynika, że Magdalena była zawsze uśmiechnięta i radosna. Nie widziała nigdy, żeby Magda piła alkohol. - Zawsze była kierowcą. Na imprezach piła zwykle wodę - opowiada.

Terapia Magdy?


Przyznaje, że trudno jej już czytać te wszystkie informacje o Magdzie. Odnosząc się jednak do doniesień o jej rzekomym leczeniu, podkreśla, że Magda była normalną zdrową kobietą, która innych zarażała swoją pozytywną energią. Przyznaje, że Magda wspominała o swoich spotkaniach terapeutycznych. - Rozmawiałyśmy kiedyś o DDA i wspomniała, że brała udział w takich spotkaniach. Była wrażliwa i być może chciała pewne sprawy zrozumieć. Miała jednak honor i zasady, dlatego nie ciągnęła tematu ani ja tego nie robiłam - opowiada nam kobieta.

- Jeszcze tyle radości mogła wnieść w życie innych - dodaje.

Relacje z rodziną i chłopakiem

Rozmawiając o jej partnerze Markusie, powiedziała, że z pewnością go bardzo kochała. - A jak kochała, to całą sobą. Często mówiła o tym, że chciała mieć męża, dzieci i psa - opowiada nam koleżanka Magdy.

Miała też dobre kontakty z rodziną. Miała dużo opowiadać o swoim ojcu. Mówiła, że traktował ją jak księżniczkę, często jej pomagał np. w przeprowadzkach, malowaniu zakładu.

"Magda była mądra. Tu nic nie jest przypadkowe"


Nasza rozmówczyni oglądała oczywiście nagranie rozmowy Magdy z Markusem. Jej zdaniem kobieta na tym filmie wszystko pokazała. - To była bardzo mądra dziewczyna, nic na tym filmie nie było przypadkowe moim zdaniem. Jestem pełna podziwu, że będąc w takiej sytuacji, była w stanie wszystko pokazać gestami - tłumaczy.

- Oczywiście mogę się mylić, ale te gesty są znaczące - dodaje. Według niej Magda podaje też pierwszą literę imienia osoby, która ją krzywdzi.

- Serce mi się kraje. Na pewno jej śmierć będzie ostrzeżeniem dla innych kobiet, żeby uważały na siebie. Zawsze jej mówiłam, że żyje tak szybko jakby jej życie miało zaraz się skończyć. Chyba właśnie dlatego tak je brała garściami - mówi nam na koniec. Magda łapała się różnych rzeczy, w które się angażowała. Jeździła na rolkach, łyżwach, nartach, tańczyła. Zapisała się nawet na kurs rysunku.

Jeszcze jedna prośba...


Prosi jeszcze o jedną rzecz - by napisać, że kochała słoneczniki - Miło by jej było "zobaczyć" je przy pożegnaniu To ostatnia "rzecz" jaka by ją bardzo ucieszyła i jaką ja mogę jej podarować i podziękować za ten krótki czas razem - dodaje.

W jakim kierunku zmierza śledztwo?

Swoje wstępne ustalenia przekazała dziennikarzom we wtorek prokuratura jeleniogórska. Śledztwo cały czas prowadzone jest w kierunku zabójstwa. Prokuratorzy rozważają kilka wersji wydarzeń. Jeszcze inne informacje przekazało śledczym biuro detektywistyczne "Lampart".

Biuro, które na własną rękę zajęło się sprawą tajemniczej śmierci Magdaleny Żuk, poinformowało, że ich raport trafił do prokuratury i Centralnego Biura Śledczego. "Wierzymy, iż nasze wskazania i ustalenia pomogą Organom Państwowym w uzupełnieniu ich wiedzy, a następnie doprowadzą do ukarania osób odpowiedzialnych za ten czyn" - napisali na Facebooku.

Jednym z założycieli biura jest Wojciech Majer, były dyrektor Biura Operacji Antyterrorystycznych Komendy Głównej Policji.

Według biura "Lampart" Polka padła ofiarą zorganizowanej siatki przestępczej. W ich oświadczeniu czytamy:

"Za pomocą pozyskanych w wyniku naszego postępowania informacji i materiałów wskazaliśmy precyzyjnie:

- 72 osoby powiązane bezpośrednio i/lub pośrednio z uczestnictwem w zorganizowanej grupie przestępczej oraz śmiercią Magdaleny

- 32 spółki powiązane ze strukturami biznesowymi grupy przestępczej

- Osoby, które brały udział w niejasnych okolicznościach śmierci Magdaleny w jednym ze szpitali

- Stronę internetową wraz z lokalizacją serwera, z której odbywa się zarządzanie zamówieniami dziewczyn, między innymi z Polski

- Graficzną siatkę powiązań struktur osobowych i biznesowych grupy przestępczej oraz powiązań ze sprawą śmierci i zaginięcia 2 innych kobiet"

Handel ludźmi to także jedna z hipotez, którą bierze pod uwagę prokuratura. Ale prócz tego rozważane są jeszcze narkotyki, załamanie nerwowe, samobójstwo. Wciąż jeszcze pytań i wątpliwości jest bardzo dużo.

Jakie są ustalenia śledczych?

- Dysponujemy raportem medycznym. Ujawniono obrażenia, charakterystyczne dla upadku z wysokości. Nie przesądza to jednak wszystkiego. Potrzebne są jeszcze badania laboratoryjne Będzie przeprowadzona tez sekcja zwłok. Dopiero te wszystkie czynności pomogą w ustaleniu przyczyn śmierci - mówił we wtorek szef Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze Marek Gołębiowski. Zapewnił także, że sprawa ma charakter priorytetowy. Tylko przy tej sprawie pracuje 30 osób.

Nie ma jednak jeszcze wyników sekcji, przeprowadzonej w Egipcie. Nie ma także wyników badań toksykologicznych. Prokuratura nie ma też jeszcze przetłumaczonej rozmowy, którą słychać w tle nagrania, kiedy Magdalena rozmawia ze swoim chłopakiem.

Potwierdzono, że przedstawiciele polskiej prokuratury brali udział w sekcji zwłok przeprowadzonej w Egipcie. Egipskie władze nie pozwoliły jednak pobrać wycinków ciała Magdaleny, dlatego na wyniki badań będziemy czekać dłużej.

Co mówią świadkowie?


Poinformowano, że zostało przesłuchanych kilkudziesięciu świadków. - Materiał, który został zdobyty jest bardzo duży i weryfikowany. W tej chwili nie ma wersji najbardziej prawdopodobnej - mówił inspektor Piotr Leciejewski z KWP we Wrocławiu.

"Ze wstępnego raportu nie wynika, żeby na ciele Magdaleny Żuk były ślady, które wskazują na obrażenia, zadane przez osoby trzecie. Jednak potrzebne są badania, które potwierdzą to na 100 proc." - taka informacja padła na pytanie, czy kobieta została zgwałcona.

Prokurator Okręgowy Ewa Węglarowicz-Makowska, szefowa zespołu, powołanego w tej sprawie, zapewniła, że na tę chwilę sprawa śmierci Magdaleny Żuk z wątkiem Karpacza nie łączy się. Informacje znalezione w sieci były brane pod uwagę przez śledczych.

Nie wiadomo natomiast, czy formalnie śledztwo w Egipcie nadal trwa, czy zostało zakończone.

Prokurator Gołębiowski powiedział, że śledczy mają swoje podejrzenia, ale nie mogą wszystkiego jeszcze ujawniać. Ujawnia także, że relacje świadków są bardzo różne. - Niektórzy mówią, że nic nie wskazywało na to, że z kobietą dzieje się coś niepokojącego, inni mówili zupełnie odwrotnie - powiedział. Nie wskazywali jednak nic, co nie było ujawniane na filmach w internecie. - Zrobiliśmy "fotografię dnia" zmarłej jak i wszystkich uczestników tej wycieczki. Brakuje zeznań rezydenta - dodał. Został jedynie przesłuchany przez śledczych egipskich.

Nic nie wskazuje jednak, żeby Magdalena zachowywała się dziwnie już na lotnisku w Katowicach.

Węglarowicz-Makowska poinformowała również, że przesłuchiwano także koleżanki z pracy zmarłej. One twierdzą, że Magdalena Żuk nigdy nie leczyła się psychiatrycznie. Powiedziały także, że kobieta dzwoniła do nich. Miały wrażenie, że coś jej grozi.

Pani Węglarowicz-Makowska powiedziała, że nic nie wskazuje na to, żeby Markus i jego koledzy mieli coś wspólnego ze śmiercią kobiety. Natomiast w związku z groźbami, kierowanymi pod ich adresem, zaproponowano im ochronę policyjną. Nie byli zainteresowani.

- Markus był przesłuchiwany wielokrotnie, ale nie możemy powiedzieć, co mówił - przekazała pani prokurator.

Ciało Magdy transportowane do Polski


Jej ciało w czwartek ma być przetransportowane do Polski. Ze słów egipskich urzędników wynika, że wydano już zgodę na transport zwłok do kraju. Zwłoki są teraz w Kairze. Teraz dalsze decyzje należą do strony polskiej.

Razem z ciałem Magdaleny Żuk do kraju mają trafić wszystkie materiały ze śledztwa zgromadzone przez stronę egipską.

W Polsce biegli przeprowadzą drugą sekcję zwłok. Zapowiedział to minister sprawiedliwości. - Polskie prawo wymaga, aby w kraju przeprowadzić ponowną sekcję zwłok Magdaleny Ż. w związku z jej śmiercią w Egipcie – mówił Zbigniew Ziobro w TVP Info.

Jak informuje TVP Info, niekorzystne jest to, że ta pierwsza sekcja zwłok była przeprowadzona dopiero tydzień po tragedii.

Ustalenia i hipotezy


Polka popełniła samobójstwo, w którym nie uczestniczyły osoby trzecie - tak nieoficjalnie wyglądają ustalenia Krzysztofa Rutkowskiego. Tymczasem cały czas pojawiają się nowe szczegóły i relacje, dotyczące jej zachowania i śmierci.

Maciek pojechał po Magdę


Ostatnie chwile Magdy relacjonuje Maciek - kolega Markusa, który poleciał do Egiptu. Gdy był już na miejscu, okazało się, że Magda wyskoczyła z okna. Zobaczył ją po przewiezieniu do innego szpitala, gdzie była w stanie śpiączki farmakologicznej.

- Magda miała uszkodzone prawe płuco. Albo pod płucem, albo w płucu, zbierała się krew - mówił w TVN24 Maciek. - Lekarz przekazał informację, że pomimo licznych urazów i złamań, które posiada, to ten uraz jest bardzo niebezpieczny, dlatego, że na pewno będzie musiał być operowany w ciągu dwóch dni. Magda też straciła dużo krwi, a tę krew wyciągano z tego miejsca - opowiada.

Opowiada też, że i goście hotelu, i personel szpitala mówil o agresywnym zachowaniu kobiety. Rezydent miał być przez nią nawet mocno zadrapany na twarzy.

Dlaczego nagrywali?


Rozmowę Magdaleny Żuk z jej chłopakiem nagrywał kolega Markusa, Michał. Michał opowiada reporterce "Uwagi", dlaczego zdecydowali się zarejestrować rozmowę.

- Jej zachowanie wymusiło w podświadomości naszej, żeby to nagrać. To nie jest rozmowa od początku nagrana - mówi. Markus tłumaczy, że nagranie miało zostać upublicznienie przez przypadek. Opowiada też, że mieli się z Magdą pobrać w październiku w Stanach Zjednoczonych.

"Złoty" i inne powiązania


Reporterka pytała także o spekulacje w mediach o powiązaniach mężczyzn z samobójstwem modelki Karoliny Kaczorowskiej w Karpaczu. Wśród znajomych nieżyjącej modelki miał być Kamil nazywany Złotym. Jednym z kolegów Markusa jest osoba o takim samym imieniu i przezwisku. Markus i jego koledzy też znają osobę o tym imieniu i pseudonimie.

- Powiązania moich kolegów, przyjaciół z jakimś wyjazdem do Karpacza to kompletna bzdura - mówi Markus.

Chłopak nieżyjącej Magdaleny tłumaczy też swoje opanowanie podczas nagranej rozmowy z dziewczyną. Mówi, że to dlatego, by uspokoić Magdę. - Widziała Pani w jakim stanie jest Magda? Gdybym krzyczał i się denerwował, to by jej pomogło? Nie. Musiałem być opanowany chociaż w miarę - wyznaje.

Mówi też, że nie zażywała narkotyków i nigdy nie widział jej w takim stanie.

źródło: http://wiadomosci.wp.pl/k...23899926489217a

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 13718
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Czw Maj 18, 2017 17:48

Komentarze:

skorpion

Ja mieszkam w Poznaniu i bardzo bym sobie życzył aby L.Wałęsa (bolek) dobrowolnie zrzekł się honorowego obywatelstwa Poznania, ponieważ jako konfident(kapuś ) psuje nam wizerunek

--------------------------------

obersztajger

Jagielski powinien tej utytej szmacie wyciągnąć Matkę Boską z klapy.

-------------------------------

Jerzy z Gliwic.

No i widzisz śmieciu,doigrałeś się.K.Wyszkowski ci darował ale Jagielski ci nie daruje.Powinien zażądać wysokie odszkodowanie i przeznaczyć na cel charytatywny.Zdejmij tę Matkę Boską z klapy marynarki bo Ją obrażasz oraz wszystkich wierzących.Zaszyj się gdzieś w "mysią dziurę" i niechaj Polacy zapomną o tobie.

================================

Ofiara donosów TW Bolka żąda przeprosin od Wałęsy. W sądzie




Były pracownik Stoczni Gdańskiej Henryk Jagielski żąda od Lecha Wałęsy przeprosin za nazwanie go tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa. Proces w tej sprawie ma ruszyć jutro przed Sądem Okręgowym w Gdańsku. Jagielski to jedna z ofiar donosów tajnego współpracownika o pseudonimie Bolek.

Jak poinformował pełnomocnik Jagielskiego, sprawa dotyczy wypowiedzi Wałęsy z 20 stycznia podczas konferencji naukowej organizowanej przez Instytut Pamięci Narodowej pt. „Sprzeczne Narracje. Historia powojennej Polski”.

Były prezydent w swoim wystąpieniu odnosił się do kwestii ujawnienia przez IPN faktu, iż był on zarejestrowany jako tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa PRL jako „TW Bolek”, zaś ekspertyzy grafologiczne potwierdziły autentyczność podpisów pozwanego na dokumentach współpracy. W swojej wypowiedzi pozwany odniósł się m.in. do osoby powoda Henryka Jagielskiego, który został przez niego określony jako „osoba, która została przez IPN wystawiona przeciwko mnie”

– napisano w pozwie przeciwko Wałęsie.

Henryk Jagielski wraz z Lechem Wałęsą pracowali razem w Stoczni Gdańskiej w latach 70. XX wieku na wydziale W4. Obaj byli elektrykami.

Podczas konferencji IPN, Wałęsa zarzucił Jagielskiemu tajną współpracę z SB. Według byłego prezydenta, Jagielski miał się też dopuścić pobicia stoczniowca, „czego konsekwencją na skutek wstawiennictwa związkowców, w tym Lecha Wałęsy, miało być wyłącznie przesunięcie na inny wydział”.

Jak podkreślił adwokat reprezentujący Jagielskiego, szczególnie dotkliwe dla powoda jest oskarżenie o współpracę z aparatem bezpieczeństwa PRL. Przypomniał, że poczynając od 1970 r. Jagielski był aktywnie zaangażowany w działalność antykomunistyczną.
Powód nigdy nie zdradził ideałów opozycyjnych, pozostaje im wierny do dzisiaj

– zaznaczono w pozwie.

Adwokat podkreślił, że zarzut tajnej współpracy z SB Jagielski uważa za „szczególnie rażący również ze względu na fakt, iż był on jedną z ofiar współpracy Lecha Wałęsy ze Służbą Bezpieczeństwa”.

Z ujawnionej przez Instytut Pamięci Narodowej teczki „TW Bolka” wynika, iż ujawniał on okoliczności dotyczące opozycyjnej działalności powoda, np. opisywał jego zaangażowanie w kontestowanie obchodów pierwszomajowych w 1971 r., a także iż w latach 1971-1973 zadaniem wyznaczonym przez SB dla Lecha Wałęsy było obserwowanie m.in. osoby powoda oraz „w miarę możliwości nawiązanie z nim bliższego kontaktu”

– czytamy w pozwie.

źródło: http://niezalezna.pl/9897...walesy-w-sadzie

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 13718
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Czw Maj 18, 2017 23:51


Gen. Wroński zabiera głos ws. Caracali: "Wiadomo było, że tu potrzebny jest zupełnie inny śmigłowiec"




Nie mam pojęcia jakie osoby i z jakiego klucza były dobierane do prowadzenia sprawdzenia, czy te maszyny odpowiadają naszym oczekiwaniom i spełniają nasze wymagania, które zostały zaprezentowane przez oferenta. Dużo pytań tutaj się ciśnie. Jak to możliwe, że tyle parametrów zostało sprawdzonych bodajże w ciągu kilku dni? Ciężko jest to zrozumieć, tym bardziej, że śmigłowce nie latają cały dzień, ale z przerwami od 1,5 do 2,5 godzin

—mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl gen. bryg. rez. pil. Dariusz Wroński, były szef Wojsk Aeromobilnych i Zmotoryzowanych, ekspert lotnictwa wojskowego zajmujący się śmigłowcami.

Tygodnik „wSieci” ujawnił, że wojsko od lat ostrzegało MON za czasów rządów PO-PSL, że zakup Caracali dla polskiej armii nie jest dobrym rozwiązaniem. Czy Pan też tak uważa?

Chcę podkreślić, że występuję tutaj jako ekspert niezależny, natomiast są pewne rzeczy, których prawdopodobnie nigdy nie dowiemy się od samych polityków. Z prostego powodu- oni nigdy nie rozmawiają z dowódcami niższych szczebli, co jest dla mnie dramatem i w pewnym sensie nieporozumieniem. Jeżeli np. Kongres Amerykański chce dowiedzieć się u źródła, aby nie mieć żadnych rozterek w jakiejś sprawie, to wzywa danego kapitana, majora, czy pułkownika armii amerykańskiej, który z zachowaniem wszelkich reguł mówi co o sprawie sądzi lub jakie jest jego doświadczenie w temacie. U nas tego w ogóle nie ma.

Dlaczego?


Sam chciałbym wiedzieć. Przez te wszystkie lata pomimo tego, że w środowisku wojskowym uchodziłem i nadal uchodzę za eksperta, „pies z kulawą nogą” nie zapytał jakie jest moje zdanie na temat Caracali. Nikt z polityków nie rozmawiał z ekspertami i nadal to zjawisko jest niestety kontynuowane. A tu chodzi o to, by osoby decyzyjne usłyszały, co myślą o tym ludzie doświadczeni, którzy mają po 20-30 lat pracy na sprzęcie i ogromne doświadczenie z jednej, czy drugiej wojny. Tacy ludzie są w stanie powiedzieć czego oczekiwaliby od sprzętu, co według nich jest dobre, a co jest jeszcze lepsze. Oni wiedzą w jakim kierunku powinien pójść np. rozwój rakiet, artylerii, śmigłowców, jakie są rzeczywiste potrzeby. To w ogóle nie istnieje. A jeśli politycy już z kimś rozmawiają, to są to generałowie z najwyższych szczebli, typu: szef Sztabu Generalnego, inspektorzy, kiedyś dowódcy wojsk lądowych, sił powietrznych, marynarki wojskowej, sił specjalnych, itd. Jest szansa, że coś drgnęło, chociażby po wizytach ministra Kownackiego w 1 Brygadzie Lotnictwa Wojsk Lądowych.

Trudno mi uwierzyć w to, że tak fatalnie wygląda ta komunikacja na linii politycy- wojskowi przy tak ważnych przetargach.

Z całym szacunkiem dla tych ludzi, bo to są bardzo mądre osoby, które zawiadują strategicznymi przedsięwzięciami, ale czasem nawet nie zetknęli się z daną tematyką. Dlatego tak ważne jest, by głos mogli zabierać także ludzie z linii eksperci, na zasadzie pokazania jak oni to widzą. A dopiero później, mając pakiet informacji, decyzję na dany temat powinien podjąć minister obrony, czy sekretarz stanu. Oni też mają wiedzę i czasami pewne kompromisy są fantastycznym wyjściem dla państwa.

Pan jednak pełnił wówczas odpowiedzialne funkcje w armii, związane właśnie ze śmigłowcami i Pana głos w przetargach na nie powinien dużo znaczyć.

Mógł mnie wysłuchać, ponieważ taka była podległość, dowódca wojsk lądowych. Czasem przy jakiejś okazji udało się przeprowadzić krótką wymianę zdań z szefem Sztabu Generalnego. To wszystko. Nikt poza nimi jednak nie chciał usłyszeć co sądzi gestor i praktyk o sprzęcie czy wyposażeniu.

To znaczy, że kiedy pojawiła się kwestia Caracali nikt do Pana się nie zgłosił, żeby wyraził Pan swoją opinię?

Absolutnie nikt. Nie mam pojęcia jakie osoby i z jakiego klucza były dobierane do prowadzenia sprawdzenia, czy te maszyny odpowiadają naszym oczekiwaniom i spełniają nasze wymagania, które zostały zaprezentowane przez oferenta. Dużo pytań tutaj się ciśnie. Jak to możliwe, że tyle parametrów zostało sprawdzonych bodajże w ciągu kilku dni? Ciężko jest to zrozumieć, tym bardziej, że śmigłowce nie latają cały dzień, ale z przerwami od 1,5 do 2,5 godzin. Trzeba wówczas odtwarzać gotowość dla śmigłowca, bo po 10 czy 15 godzinach przebywania w powietrzu muszą przejść typowy przegląd. Poza tym załogi też zbyt długo nie mogą latać, w zależności od stopnia wyszkolenia pilot może latać 4 do 5 godz. maksymalnie jako instruktor. Więc jak to się stało, że tak szybko przemknęli testowanie, próby jednego raptem śmigłowca? Typem, zbliżonego tylko do oferowanych. Takich pytań jest cała masa.

Co Pana jeszcze nurtowało?


Trzeba pamiętać o tym, że to wojska lądowe nie patrząc na inne rodzaje sił zbrojnych postanowiły podjąć próbę pozyskania śmigłowców, które już naprawdę dramatycznie wołały o wymianę z różnych powodów. Kiedy jednak rozpoczęliśmy z 26 sztukami poszczególne kroki proceduralne i okazało się, że idzie nam całkiem nieźle, bo zostało to wpisane do planu modernizacji technicznej, nagle obudziła się marynarka, siły powietrzne, a potem jeszcze dołączyły wojska specjalne. Oni też chcieli mieć nowe śmigłowce.

Czym to skutkowało?

W ten sposób cały czas wzrastała ta liczba śmigłowców z 16 sztuka aż do 70. Ktoś tym sterował, ale w tym momencie należało zadać sobie pytanie: o rodzaj platformy. Bo jeżeli dla wojsk lądowych odpowiada jedna platforma, bo te zadania będą w głównej mierze prowadzone na lądzie- mowa tu o przewozie sił i środków uzbrojenia, jednym słowem transporcie- a tylko część zadań będzie dotyczyła rozpoznania, ratownictwa, etc., to jednak dla innych rodzajów sił zbrojnych już niekoniecznie. Marynarka dołożyła swoje, inne zadania. Pamiętajmy, że tam jest duża wilgotność, jest środowisko zasolenia, wpływ na silniki i całe oprzyrządowanie, wykonywanie zadań bez widzialności linii brzegowej, bez temperatury oddawania od ziemi, itd., itd. Wtedy wiadomo już było, że tu potrzebny jest zupełnie inny śmigłowiec.

Słyszał Pan wówczas krytyczne uwagi ws. Caracali ze Sztabu Generalnego czy kontrwywiadu wojskowego?

Wskazywaliśmy marynarce, że nie mają tu wspólnej platformy. Mówiliśmy: „No chyba, że rzeczywiście gdzieś jest taka platforma i taki śmigłowiec, który spełnia wasze oczekiwania, to ok. Ale jeżeli zaplanowaliście śmigłowce, które mają wykrywać i zwalczać okręty podwodne i dowiadujemy się, że w którymś momencie połączono też na ten jeden śmigłowiec zdolność do działań SAR-owskich, no to trzeba już tutaj się nieźle podrapać po głowie, czy rzeczywiście to jest dobry kierunek, by jedna platforma obsługiwała te wszystkie zadania”. Bo tu chodziło o dokładanie do jednej platformy sprzętu, wyposażenia i systemów, które są naprawdę wymagające, a jednocześnie generujące koszty.

No tak, ale minister Siemoniak dążył jednak do tego, by była jedna platforma. Dlaczego was nie słuchał?

Wskazywaliśmy właśnie na to, że poszczególne siły zbrojne mają inne zadania. Ja byłem za jedną platformą, ale wtedy, kiedy one miały służyć wojskom lądowym i nie mówiliśmy o 70 sztukach maszyn, lecz o 26. Z misji poza granicami kraju wynikało bowiem, że jest ogromny problem przy kilku typach śmigłowców, bo generuje to zwiększoną liczbę personelu zabezpieczenia inżynieryjnego, techników, mechaników o różnych specjalnościach, jak: silnik, płatowiec, czy osprzęt, a to naprawdę jest cała armia ludzi. Inaczej to wygląda, gdybyśmy mieli jeden typ maszyny wielozadaniowej o różnym przeznaczeniu i na tej samej platformie. Mielibyśmy wówczas 1/3 personelu, mniejsze koszty szkolenia, obsługi itd. Ale to tak jak mówię przy małej liczbie śmigłowców, przy większej już trzeba było się pokusić o różne platformy.

Czemu MON tego nie rozumiał?

To doskonałe pytanie, sam chciałbym znać na nie odpowiedź i dowiedzieć się czemu zostaliśmy przy jednej platformie. Francuzi zdecydowanie w tej chwili przyjęli kurs na przyjęcie wspólnej platformy, by zrobić jeden średni śmigłowiec, który będzie predysponowany do wielu zadań. Zupełnie inaczej poszła Brazylia. Tam każdy typ śmigłowca ma być do innych zadań. Ja im się wcale nie dziwie, to wielki kraj o takich różnicach środowiskowych, że rzeczywiście potrzebuje kilku typów maszyn. W polskim terenie lesisto- jeziornym ta wspólna platforma nie byłaby głupim rozwiązaniem. Ale, jak mówię, przy podziale zadań na marynarkę, siły lądowe, powietrzne, specjalne aż się prosi, żeby zrobić choć jeden dodatkowy typ śmigłowca.

Jak ocenia Pan dzisiejsze ruchy posłów PO, którzy błędami przy prowadzeniu własnego przetargu chcą obarczyć ministra Macierewicza i dr. Berczyńskiego?

Tutaj można podać jeden klasyczny przykład, kiedy Turcja negocjowała z Sikorskim śmigłowce S70i, czyli dokładnie takie same, które Sikorski wystawiał do naszego przetargu. Mówiono wtedy oficjalnie o 3,5 miliardach dolarów za 109 maszyn. W naszym przypadku o 13,5 miliarda złotych za 50 maszyn. To nie przystoi. To znaczy, że same skorupy mieliśmy kupić? Może o to chodziło? Od razu widać, że coś tu jest nie tak. Czytałem wypowiedź pana Berczyńskiego, który powiedział, że był wstrząśnięty, że taka cena i za taką ilość śmigłowców. Na mnie ta informacja tak samo podziałała. Byłem w szoku, że nie mówimy o 70 maszynach, tylko o 50 i nie za 11,8 mld zł, tylko 13,5 mld zł. Aż przysiadłem na fotelu, bo nie wierzyłem. Byłem przekonany, że to jakaś pomyłka, że może ktoś się przejęzyczył i za chwilę będzie jakieś dementi. Nic nie było.

Pana zdaniem dobrze się stało, że ten przetarg nie doszedł do skutku?


Z ekonomicznego punktu widzenia dobrze się stało. Ekonomia bowiem wskazuje, że coś tutaj rozegraliśmy nie tak, że nie w takim kierunku to chyba powinno pójść, a przynajmniej inne armie świata jakoś sobie lepiej z tym radzą.

źróldło: http://wpolityce.pl/polit...inny-smiglowiec

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 13718
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Pią Maj 19, 2017 09:12


Zaskakujący atak bp. Pieronka: "W każdym domu portret Lecha Kaczyńskiego, przed którym trzeba będzie się kłaniać, jak w Korei Północnej"




„Miesięcznice smoleńskie to czysta polityka. Nie chodzi o pamięć o zmarłych” - powiedział w rozmowie z „Rzeczpospolitą bp Tadeusz Pieronek, były sekretarz generalny Episkopatu Polski.

Biskup Pieronek ostro krytykował organizowane przez PiS miesięcznice smoleńskie. Uważa, że gdyby były one uroczystością religijną i wspomnieniem zmarłych odbywałyby się tylko w kościele. Czyżby były sekretarz generalny Episkopatu Polski stawał po stronie totalnej opozycji?

Jak ktoś bardzo kochał, to żałoba może trwać i całe życie. Ale tu już nie ma mowy o żałobie, ale o wykorzystywaniu tragedii jako narzędzia politycznego, aż ktoś zwycięży. A że jeszcze całkowicie nie zwyciężył, to będą trwały długo

—twierdzi hierarcha i atakuje byłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Biskupowi Pieronkowi przeszkadzają jego pomniki. Według Pieronka wokół Lecha Kaczyńskiego powoli tworzy się „kult”, a decyzja o pochówku pary prezydenckiej na Wawelu była błędem.

Wkrótce w każdym miasteczku będzie musiał być pomnik Lecha Kaczyńskiego, jak w ZSRR pomnik Stalina. Rosjanie, żeby podlizać się rządzącym, stawiali pomniki Stalina. Powstawały jak grzyby po deszczu od Moskwy po najmniejsze miasteczka. W każdym domu musiał wisieć portret Stalina. Można próbować wprowadzić taką religię, ale to będzie religia Kaczyńskiego, nie religia chrześcijańska

—powiedział i dodał:

Jeszcze niech w każdym domu będzie portret Lecha Kaczyńskiego, przed którym trzeba będzie się kłaniać, jak w Korei Północnej.

Hierarcha stwierdził także, że każdy może manifestować i Obywatele RP i ci, którzy organizują miesięcznice smoleńskie, byle tylko nie nazywać tego uroczystościami religijnymi.

To jednak zaskakujące, że biskup Pieronek nie widzi różnicy miedzy dwoma tymi grupami i chociażby ich stosunkiem do Polski. A jeszcze niedawno hierarcha miał inne zdanie.

źródło: http://wpolityce.pl/spole...nocnej?strona=1

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 13718
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Pią Maj 19, 2017 09:59

Tusk strzela sobie w kolano grożąc Polsce karami, jeśli nie przyjmiemy migrantów z Niemiec, Włoch i Grecji




A miało być tak pięknie - Donald Tusk, po zakończeniu kadencji szefa Rady Europejskiej, wraca do Polski na białym koniu, jednoczy opozycję i wygrywa wybory prezydenckie w 2020 r. Aż tu nagle wyskakuje rząd PiS, który idzie na zwarcie z Komisją Europejską w/s przyjmowania relokowanych migrantów z Niemiec, Włoch i Grecji. W takich okolicznościach Tusk będzie musiał powtarzać swoje groźby wobec Polski, a Platforma próbować tłumaczyć Polakom (z których 75 proc. nie chce relokacji migrantów), że Tusk wcale nie gra przeciwko Polsce. To może być jednak dość trudne zadanie...


Efekt 27:1 już niebawem może przestać istnieć. Wystarczy, że Donald Tusk - jako przedstawiciel Unii Europejskiej - nadal będzie upominał Polskę w/s przyjmowania migrantów, którzy obecnie żyją w Niemczech, Włoszech czy Grecji. Przymusowa relokacja jest na rękę przede wszystkim dla Niemców, którzy mogą dzięki niej zdjąć z siebie sporą część kosztów związanych z zapewnieniem socjalu dla przybyszów z Afryki i Bliskiego Wschodu. Stąd tak silne dążenie Berlina (i Brukseli) do jak najszybszego wdrożenia planu, na który wyraziła formalną zgodę ekipa Ewy Kopacz.

W tym kontekście warto jednak pamiętać, że co trzeci Polak jest przeciwny unijnym planom przymusowej relokacji migrantów z Europy Zachodniej. Jeśli do tego dodamy statystykę, zgodnie z którą blisko 90 proc. Polaków czuje się w Polsce bezpiecznie, to słowa Tuska o tym, że poniesiemy konsekwencje, jeśli nie będziemy uczestniczyć w solidarnym podziale uchodźców są co najmniej ryzykowne.

Donald Tusk, po zakończeniu kadencji szefa Rady Europejskiej, miał wrócić do Polski na przysłowiowym białym koniu, stanąć na czele zjednoczonej opozycji i wygrać wybory prezydenckie w 2020 roku. Wydaje się jednak, że strategia PiS, który ewidentnie chce iść na zwarcie z Komisją Europejską w/s przyjmowania relokowanych migrantów z Niemiec, Włoch i Grecji, może być dla Tuska śmiertelnie groźna. Wszak bardzo łatwo można będzie wykazać, że Tusk gra dla Brukseli (i Niemców) i nie uwzględnia interesów oraz głosu zwykłych Polaków.

źródło: http://niewygodne.info.pl...i-migrantow.htm

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 13718
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Pią Maj 19, 2017 12:17

Macierewicz mu tak doradził ? :-)

===========================

Komentarze:

barritus


To chyba jasne skąd jego firma dostanie zlecenia.
Ministerstwa, administracja publiczna, spółki skarbu państwa potrzebują "doradztwa" takiego fachowca jak Misiewicz.
Będzie dobrze - przynajmniej przez najbliższe 2 lata.

-------------------------
Politolog188

I daj mu Panie Boże szczęście!


=============================

Nowa praca Bartłomieja Misiewicza. "SE": Założył własną firmę i został biznesmenem




Były rzecznik MON i jeden z najbliższych współpracowników Antoniego Macierewicza, Bartłomiej Misiewicz, założył w Warszawie własną firmę – donosi "Super Express".


Spółka pod nazwą BBM zajmuje się doradztwem, realizowaniem kampanii reklamowych oraz organizacją uroczystości. Siedziba firmy mieści się w lokalu przy ulicy Puławskiej na warszawskim Mokotowie.

Niedawno spekulowano, że Bartłomiej Misiewicz wkrótce trafi do Telewizji Republika jako prowadzący program na temat obronności. "SE" pisze, że 15 maja były rzecznik resortu obrony założył własną firmę i został biznesmenem.

W kwietniu Misiewicz złożył rezygnację z członkostwa w PiS. Wcześniej zawiesił go sam Jarosław Kaczyński. Na polecenie prezesa sprawą byłego protegowanego Antoniego Macierewicza zajmowała się specjalna partyjna komisja.

źródło: https://dorzeczy.pl/obserwator-mediow/30012/Nowa-praca-Bartlomieja-Misiewicza-SE-Zalozyl-wlasna-firme-i-zostal-biznesmenem.html

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 13718
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Pią Maj 19, 2017 13:56

Komentarze:

observer-555

Czyli w Hadze byłaby chluba a w Waszyngtonie to obciach, a nawet - o zgrozo! - obraza !?
Hmmm.. Chyba nie rozumiem. Wg mnie skarga powinna być oddalona. Waszyngton jest chyba OK ?
Ewentualnie ERRATA w następnych wydaniach.
Ech - Sądy widać nie mają już się czym zajmować.
Konieczna reforma jakaś....


-----------------------------------

Gośćmargo

ciekawe jak zasądziłaby ta sędzina wszystkie istniejące do tej pory publikacje w których pisano że Pilecki to zdrajca Polski???? może wypadałoby ją o to zapytać?

==========================

Knebel na pisanie o resortowych dzieciach. Drakońskie kary dla wydawcy książki




Sędzia Magdalena Kubczak nakazała wydawcy książki „Resortowe dzieci. Służby” przeproszenie dwóch bohaterów publikacji na łamach 12 ogólnopolskich mediów i wypłacenie im w sumie 40 tys. zł zadośćuczynienia. Drakońska kara jest wynikiem redakcyjnych błędów w biografiach funkcjonariusza służb PRL-u i jego ojca, komunistycznego aparatczyka. Sąd nakazał usunięcie błędu ze wszystkich dostępnych książek.


Pozew przeciwko Frondzie złożył Andrzej Derlatka i jego ojciec Władysław. Stało się to tuż po premierze książki „Resortowe dzieci. Służby”. Pomyłkowo wpisano, że Derlatka senior pracował w Związku Walki Młodych. Tymczasem rzeczywiście pracował on w Związku Młodzieży Polskiej. Dodatkowo autorzy omyłkowo wpisali, że Andrzej Derlatka, funkcjonariusz Departamentu I MSW, zbierał doświadczenie w rezydenturze wywiadu PRL w Waszyngtonie. To był oczywisty błąd, gdyż we wcześniejszym fragmencie w książce autorzy opisywali funkcjonowanie Derlatki na etacie niejawnym w Hadze, a nie w Waszyngtonie.

Sędzia Kubczak uznała, że takie błędy zasługują na dotkliwy wyrok. Zasądziła zapłatę 40 tys. zł w sumie dla obu pozywających i przeprosiny skierowane do nich w 12 mediach – w tym w „Gazecie Wyborczej” i „Rzeczpospolitej”. Jednak to nie wszystko. Sędzia zażądała, by usunięto ze wszystkich egzemplarzy będących w obiegu sporne fragmenty.

To wyrok kłócący się z codziennym orzecznictwem. Rolę wyjaśniania oczywistych omyłek sądy przydzielają publikacji oświadczeń zawierających sprostowanie, a nie wyrokom z dolegliwymi konsekwencjami finansowymi. Takie błędy w publikacjach zwykle kwalifikowane są jako nieskutkujące naruszeniem dóbr osobistych. Sędzia Kubczak tym razem jednak uznała inaczej. To nie pierwszy jej kuriozalny wyrok.

Sędzia Magdalena Kubczak skazała w 2015 r. wydawcę „GP”, producenta filmu „Córka” poświęconego Marcie Kaczyńskiej, za umieszczenie na okładce płyty informacji, że w realizacji dokumentu udział mieli filmowcy Jan Strękowski i Paweł Banasiak – autorzy materiału wykorzystanego w filmie. Strękowski narzekał w sądzie, że jego nazwisko na okładce filmu powoduje utratę możliwości zarobku. Z tego samego powodu, jak twierdził w sądzie, Polski Instytut sztuki Filmowej nie sfinansował planowanego przez niego filmu o Misiu Uszatku. Sędzia Kubczak uznała ich „argumenty” i zasądziła od wydawcy „GP” po 30 tys. zł dla obu pozywających oraz przeprosiny w prasie. Wyrok został później w znaczącej części uchylony w apelacji.

W 2016 r. ta sama sędzia wydała drakoński wyrok wobec wydawcy „Wprost” pozwanego przez Kamila Durczoka za opisanie domniemanego molestowania przez niego dziennikarek TVN-u. Sędzia nakazała wypłacenie wydawcy niespotykanie wysokiej kwoty 500 tys. zł zadośćuczynienia.

Wyrok krytykowano jako godzący w wolność prasy.

źródło: http://niezalezna.pl/9901...wydawcy-ksiazki

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 13718
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Pią Maj 19, 2017 15:09

Komentarz::

ddddd

Wreszcie zaczyna robić się porządek w kraju. Do ideału jeszcze daleko ale chociaż jest wola. Za peło związkowcy ludzie pokrzywdzeni byli olewani przez rząd, robiło się z nich nieudaczników, bo przecież byliśmy zieloną wyspą...

=========================

Zbigniew Ziobro zajmie się kwestią Biedronki? Byli pracownicy liczą znów na jego pomoc




Byli pracownicy chcą się sądzić z Biedronką. Oczekują ponad 200 tys. zł zadośćuczynienia za złe warunki pracy. Jeśli do pozwu przyłączą się wszyscy pokrzywdzeni, mowa będzie już o milionach złotych. Z procesem zwlekali przez lata. - Teraz jest dobry klimat do takich sprawy - mówi money.pl mecenas Lech Obara, który prowadzi sprawę. Dobry klimat, czyli... Zbigniew Ziobro na stanowisku ministra sprawiedliwości.

- Klimat do walki o zaległe pieniądze jest sprzyjający. I nie chodzi wcale o pogodę za oknem. Nieprawidłowości w firmach są ostro tępione. W ostatnim czasie jest też poczucie większej empatii. W konkursie pomiędzy sprawiedliwością a formalizmem, coraz częściej wygrywa sprawiedliwość. Sądy i prokuratura częściej chcą szukać dróg do naprawienia krzywd, a nie oddalania spraw. Widać to też w wyrokach sądowych - wyjaśnia money.pl mecenas Lech Obara.

Jego kancelaria przygotowała pozew zbiorowy dla byłych pracowników Biedronki. Od Jeronimo Martins, właściciela sieci domagają się od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy złotych zadośćuczynienia. Za pracę w złych warunkach.

Chodzi chociażby o konieczność wypakowywania kilogramów towarów i prace na ręcznych wózkach. Po cichu kancelaria i pracownicy liczą też na drugi proces. Dotyczący pieniędzy za przepracowane nadgodziny.

- Chcemy przypomnieć ministrowi ten temat. Zbigniew Ziobro mógłby wesprzeć sprawę, mogłoby się zacząć kolejne śledztwo. To prokuratura ma akta dotyczące niezapłaconych godzin. Ta kwestia nigdy nie została do końca rozliczona. Prokuratura ma moce, żeby tą sprawą się jeszcze raz zająć - dodaje.

Pieniądze za nadgodziny odzyskiwali tylko ci, którzy mieli siły procesować się z Biedronką. Większość odpuściła. Mecenas Obara liczy, że za "okres bezprawia w firmie" pieniądze powinni dostać wszyscy.

Podobne głosy usłyszeliśmy też w związkach zawodowych. Tam również słychać przekonanie, że Ziobro na stanowisku szefa resortu sprawiedliwości i PiS u władzy, ośmiela pracowników. I nie powinno to dziwić. Ponad dekadę temu Ziobro ostro walczył z siecią dyskontów. Byli pracownicy sklepów chcą, by teraz po prostu spełnił zobowiązania sprzed lat.

Właściciel sieci już odpowiedział na informacje o szykowanym pozwie. Jeronimo Martins w stanowisku wysłaniem "Dziennikowi Gazecie Prawnej" odpowiada, że zarzuty są bezpodstawne. Do tego sieć dodaje, że zastosowała się już do wszystkich wyroków w sprawach o nadgodziny. Firma podkreśla również, że "przykłada ogromną wagę do tego, aby warunki pracy były zgodne z obowiązującymi przepisami prawa".

Wielkie śledztwo

"Ziobro nie przepuści Biedronce". Tak 11 lat temu o ówczesnym ministrze sprawiedliwości pisały gazety. To wtedy Zbigniew Ziobro zlecił przesłuchanie ponad 20 tys. pracowników sieci. Po co?

By sprawdzić, czy w firmie nie stworzono całych mechanizmów wykorzystywania pracowników. Ciężka praca fizyczna, niepłacone nadgodziny, straszenie zwolnieniem - tak ponoć Biedronka wykorzystywała kasjerów. I dlatego na polecenie Ziobry ruszyło ogólnokrajowe śledztwo, które było nadzorowane przez samego ministra. W efekcie prokuratura postawiła ponad 300 zarzutów - część skończyła się skazaniem, część warunkowym umorzeniem.

Minister dla właścicieli sieci dyskontów nie miał litości. "Jest wiele symptomów, że w Biedronkach działał zaplanowana machina niemal niewolniczej pracy" - mówił Ziobro otwarcie "Gazecie Wyborczej". "Są korporacje, których jedynym celem jest zysk, a prawa człowieka są w nich nieważne. Nie możemy pozwolić, żeby Polska była traktowana jak kraj trzeciego świata" - dodawał.

Do Ziobry szybko zaczęły trafiać wiadomości od pracowników sieci. Ministra listami bombardowało chociażby Stowarzyszenie Poszkodowanych Przez Wielkie Sieci Handlowe. Najczęściej te listy to był spis nieprawidłowości w firmie i ich przykrych konsekwencji.

"Pani Renata M., pracownica z Sanoka. Podczas umieszczania kartonu na wysokość 1,6 mera doznała ciężkiego urazu kręgosłupa".

"Pani Agnieszka Z., pracownica ze Słupska, spadła z ugniatanego pakietu makulatury i uszkodziła kręgosłup".

"Pani Iwona P., pracownica z Wrocławia. Nastąpiło u niej ciężkie uszkodzenie kręgosłupa podczas przekładania z palety na paletę opakowań zbiorczych z mlekiem". I Ziobro zareagował.

Dziś znów byli pracownicy sieci handlowej liczą na pomoc Zbigniewa Ziobry. O pieniądze za niezapłaconą nadgodzinową pracę sądzili się nieliczni w pozwach indywidualnych. Do sądu w najbliższym czasie ma trafić pozew zbiorowy. W tej chwili 9 osób domaga się ponad 200 tys. zł. I czekają na kolejnych chętnych.

Liczą też, że sprawą znów zajmie się Zbigniew Ziobro.

- Minister Ziobro lata temu zobowiązał się, że w postępowaniach karnych również pojawi się kwestia zwrotu pieniędzy za nadgodziny. Tak się nie stało, a tylko część pracowników przeniosła się na drogę cywilną. Zmieniła się władza, zmieniło się wszystko, a kilka lat później prokuratura w postępowaniach karnych nie dochodziła płacenia za nadgodziny. Pracownicy zostali pozostawieni samymi sobie - wyjaśnia Obara. - Sytuacja, gdy miliony złotych za nadgodziny się przedawniają, jest niemoralna.

Stowarzyszenie Stop Wyzyskowi "Biedronka" swego czasu szacowała kwotę za niezapłacone nadgodziny na ponad 100 mln zł. Dodatkowo zaczęło liczyć od niej oprocentowanie. Obecnie może to być nawet 300 mln zł.

Co na to resort sprawiedliwości? W piątek nie udało nam się porozmawiać z wiceministrem Patrykiem Jakim, był nieuchwytny. Sebastian Kaleta, rzecznik ministerstwa sprawiedliwości poprosił z kolei o kontakt drogą mailową. Gdy otrzymamy odpowiedź, natychmiast ją opublikujemy.

źródło: http://www.money.pl/gospo...,0,2321476.html

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 13718
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Pią Maj 19, 2017 19:41

Komentarze:

KÓŃ ryczy ze smiechu!!!


Pieknie! Siemioniak chce uniewaznic przetarg, ktoy zostal uniewazniony!!! To byloby uniewaznienie do kwadratu! To byloby podobne do glupty do kwadratu panujacej w PO!!!

----------------------------

inos

OJ OJ OJ, chcieli zaplacic prawie 2 razy wiecej za Caracale, czyli czesc oczywiscie poszla na lapowki, a tu sie okazalo ze nie beda kupowac, a lapowki trzeba zwrocic, a co jak juz wydali? Nie zaskakuje piana z ust Ukrainca Siemoniaka.

----------------------------------------

moje zdanie

Złodzieje krzyczą łapać złodzieja, gdy tymczasem kupiono samoloty taniej niż wynosiła najtańsza oferta w anulowanym przetargu.
PO platformianemu wyglądałoby to tak jak z Caracalami-zapłacono by dwa razy więcej niż są warte.


==========================

PO chce unieważnić przetarg na nowe samoloty. "To największa afera ostatnich lat w Europie"




PO będzie domagać się unieważnienia przetargu MON na samoloty dla VIP-ów i rozliczenia osób odpowiedzialnych w tej sprawie - oświadczył w piątek wiceszef PO Tomasz Siemoniak. Jego zdaniem jest to "jedna z największych afer ostatnich lat w Europie i na świecie".


Inspektorat Uzbrojenia i Boeing podpisały w Warszawie umowę na dostawę trzech samolotów B737 do przewozu VIP-ów. Wartość podpisanej umowy netto wynosi 523,6 mln dolarów, czyli ok. 2 mld 65 mln zł, a po doliczeniu podatku - ok. 2,5 mld zł.

Za te pieniądze MON otrzyma do połowy listopada 2017 r. używany samolot w konfiguracji pasażerskiej (z czasem zostanie przebudowany) oraz do jesieni 2020 r. dwa nowe samoloty w konfiguracji BBJ2 (czyli B737-800 w wersji z salonką), które będą miały zasięg umożliwiający przewóz pasażerów z Warszawy do Nowego Jorku bez międzylądowania. MON zapewniło, że umowa z Boeingiem zawarta została zgodnie z prawem i jest ważna.

- Trzeba wyraźnie powiedzieć, że grupa osób w MON z pełną świadomością, wbrew dokumentacji, którą sami zgromadzili, postanowiła zawrzeć kontrakt z jednym wykonawcą z rażącym naruszeniem przepisów prawa i zapewne z dużą szkodą dla interesów państwa polskiego - podkreślił na konferencji prasowej poseł PO Czesław Mroczek.

Jak dodał "taka sytuacja nie może być tolerowana". - Platforma Obywatelska domaga się unieważnienia tego przetargu. Nie ma zgody na to, by w państwie polskim środki publiczne były wydawane po uważaniu, w jakiejś zmowie co do wyboru oferenta. Ten przetarg musi być unieważniony, w tej sprawie muszą działać organy państwa powołane do tego, żeby zatrzymać ten skandaliczny kontrakt - oświadczył poseł PO

2 mld zł za 3 samoloty. To dużo?

Zdaniem Siemoniaka kontrakt był przepłacony. - Nie ma powodu, żeby ponad 2 mld złotych wydawać na trzy samoloty, a 3 mld na 5 samolotów - podkreślił.

Zdaniem wiceszefa PO jedyną rzeczą jaka udała się temu rządowi i ministrowi obrony narodowej Antoniemu Macierewiczowi to zakup za ogromne pieniądze 5 samolotów dla VIP-ów. - Dlatego będziemy domagali się unieważnienia tego kontraktu i rozliczenia wszystkich odpowiedzialnych za tę skandaliczną sytuację. To jest naprawdę jedna z największych afer ostatnich lat w Europie i w świecie taki właśnie sposób zakupu - zaznaczył Siemoniak.

Zakup samolotów do przewozu VIP-ów z wolnej ręki oraz przestrzeganie procedur ochrony informacji niejawnych w MON - to niektóre propozycje tematów kontroli do planu pracy NIK na 2018 r., jakie zgłosiła w minionym tygodniu sejmowa komisja obrony. Obie propozycje tematów kontroli zostały zgłoszone na wniosek posłów PO. Według Siemoniaka, wnioski poparła część posłów PiS.

Na początku maja PO złożyła wniosek o kolejną kontrolę poselską w MON; ma ona dotyczyć umowy na dostawę samolotów dla najważniejszych osób w państwie.

Finał w sądzie


Na 23 czerwca Sąd Okręgowy w Warszawie wyznaczył termin rozpatrzenia skarg na orzeczenie Krajowej Izby Odwoławczej, która uznała, że negocjując umowę na samoloty dla VIP-ów tylko z Boeingiem, Inspektorat Uzbrojenia MON naruszył przepisy o uczciwej konkurencji.

O terminie rozpatrzenia skargi poinformowała PAP sekcja prasowa sądu. Skargi złożyły Inspektorat oraz jedna z firm, które odwołały się do KIO - The Jet Business International Corp.

Jak wynika z opublikowanego w czwartek uzasadnienia wyroku, KIO m.in. nie dała wówczas wiary, że stanowisku MON, że 540 mln zł przeznaczone na zakup samolotów przepadnie, jeśli nie zostanie wydane do końca marca. Według Izby jedne dowody wskazują na taki fakt, drugie mu przeczą.

Zdaniem Onetu, który w piątek opisał pisemne uzasadnienie wyroku, KIO uznała, że przedstawiciele resortu wprowadzili ją w błąd, argumentując, że pieniądze na zakup samolotów dla VIP przepadną, jeśli nie zostaną wydane do końca marca 2017 rok. Zaprzeczył temu wiceszef MON Bartosz Kownacki.

źródło: http://www.money.pl/gospo...,0,2321669.html

Podpis użytkownika:
Ostatnio zmieniony przez NEVIL Pią Maj 19, 2017 20:48, w całości zmieniany 1 raz
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 13718
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Pią Maj 19, 2017 20:46

Komentarze:
ukos
Co tu tłumaczyć? Chcieli zademonstrować swoje chamstwo i zademonstrowali.

--------------------------

remo29
I prawie pół roku nad tym wytłumaczeniem myśleli? A to giganci intelektu!

------------------------

szlachcic

Kurski!!!!! Dlaczego robisz ze swoich wyborcow kretynow?

=========================

Pamiętacie, jak "Wiadomości" wymazały serduszko WOŚP? Teraz tłumaczą, jak do tego doszło




Dlaczego pracownik TVP wymazał serduszko Orkiestry z kurtka posła? Wg wyjaśnień telewizji mógł uznać, że była to... kryptoreklama. Przyznano jednak, że emisja takiego materiału była pomyłką.

Kiedy w styczniu grała Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, w głównym wydaniu "Wiadomości" poświęcono jej dokładnie 14 sekund.

W innym materiale wypowiadał się poseł Arkadiusz Myrcha. Jak zauważył na Twitterze Piotr Witwicki, z kurtki parlamentarzysty zniknęło orkiestrowe serduszko. Poseł twierdzi, że miał je przyklejone przez cały czas.

Taka manipulacja spotkała się z ostrą krytyką. Jednak prezes TVP Jacek Kurski zlekceważył sprawę. Na Twitterze zapewniał, że "TVP informowała o WOŚP i nie wycinała serduszek". "Tajemnicze zniknięcie z kurtki pana Posła musiało być robotą Belzebuba" - kpił, nawiązując do wpadki posła Myrchy.

Okazało się jednak, że w kwestii serduszka prezes mijał się z prawdą - co sam przyznał w oficjalnym piśmie do KRRiT. Dziś Myrcha opublikował zdjęcie dokumentu na Twitterze.

Kurski pisze w nim, że w sprawie usunięcia serduszka wszczęto postępowanie wyjaśniające. Ustalono w nim - tłumaczy prezes telewizji - że "materiał z wymazaną plakietką powstał jako jedna z wersji montażowych, przygotowanych na wypadek uznania, że materiał zawiera elementy promocji działań, mogących nosić cechy kryptoreklamy".

Jednak taki materiał nie miał się ukazać - zapewnia Kurski. "Do emisji doszło w wyniku pomyłki realizatora, który wybrał niewłaściwą wersję" - czytamy w piśmie.

"TVP uznaje emisję (...) za błąd ludzki, niemający charakteru złej woli" - pisze Kurski.

źródło + video: http://wiadomosci.gazeta....-teraz.html#MT2

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 13718
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Sob Maj 20, 2017 09:01

Jak wiatr zawieje, tak Platforma zmienia zdanie. Na przykładzie tych wypowiedzi można uczyć jak nie robić polityki




9 maja Grzegorz Schetyna twierdzi, że "PO nie jest za przyjmowaniem uchodźców". Dwa dni później Izabela Leszczyna (wiceminister finansów w rządzie PO-PSL) mówi, że "Schetyna żartował". 18 maja rano Tomasz Siemoniak zauważa, że "PO stworzyła mechanizm, dzięki któremu w Polsce nie ma uchodźców", a Borys Budka mu wtóruje: "Zarówno Schetyna, jak i ja mieliśmy szczęście być w rządzie, który zabezpieczył Polaków przed nielegalnymi imigrantami". Tego samego dnia popołudniu Ewa Kopacz stwierdza, iż "Polska powinna wypełnić zobowiązania w sprawie uchodźców"...

Takiego kombinowania, jak koń na światłach, nie było w polskiej polityce już dawno. Spin-doktorzy pracujący dla Platformy Obywatelskiej wiedzą doskonale, że twarde stanowisko w/s przyjmowania migrantów z innych państw UE może się równać spadkowi poparcia w sondażach. Wszak 3 na 4 Polaków jest przeciwko przymusowej relokacji przybyszów z Afryki i Bliskiego Wschodu do Polski. Stąd, jak zakładam, Schetyna nagle wystrzelił, że "PO nie jest za przyjmowaniem uchodźców". Przekaz ten musiał być szybko "prostowany" przez ludzi ze środowiska Donalda Tuska. Już dwa dni po wypowiedzi obecnego lidera PO, posłanka tej partii oraz była minister finansów w poprzednim rządzie Izabela Leszczyna stwierdziła, że Schetyna tylko "żartował" z tym, iż PO jest przeciwko przyjmowaniu uchodźców.

Przekazu nie udało się jednak do końca naprostować, gdyż w mediach zaczęli się wypowiadać kolejni liderzy PO jak Borys Budka czy Tomasz Siemoniak. Ten pierwszy na antenie Radia Zet zauważył, że "Zarówno Schetyna, jak i ja mieliśmy szczęście być w rządzie, który zabezpieczył Polaków przed nielegalnymi imigrantami", a Siemoniak dodał, że rząd PO-PSL stworzył mechanizmy, dzięki którym w Polsce nie ma teraz uchodźców. Na to wszystko wypowiedziała się jeszcze była premier Ewa Kopacz (również wiązana ze stronnictwem Tuska), która uważa, iż "Polska powinna wypełnić zobowiązania w sprawie uchodźców", a tym samym wziąć udział w procesie relokacji migrantów z innych państw UE.

Czy doczekamy się jednolitego stanowiska Platformy w/s relokowania migrantów? W mojej opinii nigdy. Ścieranie się różnych interesów (Schetyny / Tuska, Polski / Niemiec, publicznego / partyjnego) jest na tyle silne, że PO musi dalej kluczyć i lawirować. Nie ma innej opcji.

źródło: http://niewygodne.info.pl...choragiewka.htm

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 13718
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Sob Maj 20, 2017 12:23

CIT to najgłupszy podatek, jaki istnieje w Polsce. Płaci go kto chce




Polski rząd ma wyjątkowy skarb w skali światowej, czyli polskich przedsiębiorców. Nie domagamy się obniżenia podatków, a jedynie uproszczenia systemu podatkowego. Mam wrażenie, że każdy rząd na świecie życzyłby sobie tego typu przedsiębiorców, którzy oczekują jedynie prostych, przejrzystych podatków, które będą łatwe w obliczeniu i poborze – mówi Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców w wywiadzie dla portalu wPolityce.pl

wPolityce.pl: Pan chyba nie jest fanem żadnych podatków?




Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców: Nie, dlaczego? Polski rząd ma wyjątkowy skarb w skali światowej, czyli polskich przedsiębiorców. Nie domagamy się obniżenia podatków, a jedynie uproszczenia systemu podatkowego. Mam wrażenie, że każdy rząd na świecie życzyłby sobie tego typu przedsiębiorców, którzy oczekują jedynie prostych, przejrzystych podatków, które będą łatwe w obliczeniu i poborze.

Podatki dla przedsiębiorców są tak skomplikowane? CIT równa się 15 proc. Prosta rzecz.

(śmiech) CIT to najgłupszy podatek jaki istnieje w Polsce. Płaci go kto chce. 66 proc. firm w Polsce tego nie robi, często nawet od 20 lat.

Jak to się dzieje?

Optymalizują koszty, transferują pieniądze za granicę, a wszystko odbywa się legalnie. Trzeba uniemożliwić takie operacje. A jak to zrobić? Poprzez likwidację tego podatku, który jest bardzo zły.

Wy proponujecie podatek przychodowy.

On też nie jest idealny, ale jest o niebo lepszy od CIT. Już samo unikanie płacenia tego podatku może się odbyć jedynie na drodze przestępstwa. Nie ma żadnej legalnej drogi do obejścia tego podatku.

Jak wygląda dzisiaj sytuacja polskich przedsiębiorców? Pewien bogaty przedsiębiorca przekonywał w jednym z wywiadów, że Polska to bardzo dobry kraj do prowadzenia biznesu.

Tak można mówić kiedy patrzy się z perspektywy dużej firmy, a właśnie duże firmy mają w Polsce raj. Ich nie dotyczy biurokracja, bo zatrudniają do tego kilku pracowników i mają problem z głowy. Od dłuższego czasu stawiam tezę, że jesteśmy w pułapce przeciętności. Czy Polska jest wolna gospodarczo? To zależy od punktu widzenia. Jeżeli porównamy nasz kraj do państw Azji centralnej, to na pewno tak. Biorąc za przykład państwa Europy Zachodniej, to z pewnością nie. Jedynym prawdziwie wolnym gospodarczo krajem jest Szwajcaria. Jeżeli porównamy do niej Polskę, to nie wypadamy dobrze.

Punktem odniesienia powinny być dla nas jednak państwa Unii Europejskiej. Jak wyglądamy na tle Francji czy Niemiec?

Gorzej. Mamy fatalne dwa obszary. Pierwszy to prawo inwestycyjne, a drugie to podatki, wrogość systemu podatkowego. W tych dwóch obszarach jest absolutnie fatalnie. Jesteśmy właśnie w tej pułapce przeciętności. Mamy przeciętne prawo gospodarcze, przeciętne instytucji – dużo lepsze niż w Kirgistanie, zdecydowanie gorsze niż w Skandynawii. Jesteśmy relatywnie biedni, musimy więc wyrwać się z tej przeciętności. Prawo i instytucje są tym, czym możemy realnie konkurować. Kiedy my w komunizmie zarabialiśmy przeciętnie 15 dolarów miesięcznie, oni kumulowali kapitał. Kiedy doskonaliliśmy know how w zakresie pozyskiwania papieru toaletowego, oni doskonalili sieci dystrybucji, zarządzania, logistyki. Strasznie trudno nam z nimi w tych obszarach konkurować. Ale może konkurować prawem i instytucjami. Możemy mieć lepsze prawo gospodarcze i to na takim poziomie, że ich mali i średni przedsiębiorcy, mający dosyć tej europejskiej mitręgi, uciekać i tu prowadzić swoje przedsiębiorstwa. Do tego dochodzi fakt, że Polska jest krajem relatywnie bezpiecznym i wolnym od terroryzmu.

Sprowadzanie firm z Zachodu to naprawdę taki dobry pomysł?

Pewnie. Będą tu płacić podatki, a z czasem się spolonizują. Mamy katastrofę demograficzną. Polska jest 216. miejscu pod względem dzietności na 224 badane kraje. Pozyskiwanie obywateli rezydentów z Zachodu jest jednym z trzech narzędzi, dzięki którym możemy z tym walczyć. Drugim jest imigracja ze wschodu, a trzecim bardzo agresywna polityka demograficzna, którą Polska musi wprowadzić, jeżeli nie chcemy stać się bardzo małym narodem.

źródło: http://wgospodarce.pl/opi...aci-go-kto-chce

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 13718
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Nie Maj 21, 2017 16:40

Komentarze:

John 50
Żenujący jest ten Petru. Jego Program Proponuję Przetestować na Maderze ( jeżeli jej mieszkańcy się na to zgodzą ).Nie rozumiem jak ten politolog ( bo przecież nie jest żadnym ekonomistą ) zaszedł tak daleko?. Myślę że to " spotkanie z Komorowskim w Rzymie " nie było Przypadkowe. Chłopcy ze WSI musieli maczać e tym swoje brudne palce. To być może była próba stworzenia " Platformy - Bis "?. Plan był może dobry ale akuszerki ze WSI postawili na " złego konia trojańskiego " ,który co rusz POtyka się o WŁASNE NOGI. Bo w mózgu PUSTKA. No może jakaś jedna komórka czasem odbije się od czaszki. Muszą mieć chłopcy KACA. Wynika z tego ,że samo noszenie teczki za Balcerowiczem nie dodaje INTELIGENCJI. Teraz też Siemoniak musi też UWAŻAĆ. Podobny Poziom IQ.

-----------------------------------

zzz
Wcale to nie takie głupie. Wysłał wyraźny sygnał Niemcom i Francji, że jeśli dostanie medialny poklask i kasę, Polacy znowu będą klęczeć.

=====================

Dla Petru 5 proc. poparcia to za dużo? Postanowił dokonać politycznego harakiri




Nowoczesna od czasu słynnej sylwestrowej wyprawy Ryszarda Petru z partyjną koleżanką na Maderę notuje systematyczny spadek w sondażach wyborczych, potykając się ostatnio o pięcioprocentowy próg. Prawdopodobnie zdaniem lidera to jednak za dużo. Petru ogłosił dziś – podczas konwencji programowej partii – główne założenia ugrupowania. Najważniejsze rzeczy to... wprowadzenie euro w Polsce, podwyższenie wieku emerytalnego do 67 lat i likwidacja programu 500+.

Lider Nowoczesnej podkreślił, że jego partia stawia na państwo, które nie pozwoli się nadmiernie zadłużać, doceni i wesprze energię i innowacyjność przedsiębiorców, „bo oni są solą tej ziemi”. To państwo, które podaje pomocną dłoń tym, którzy jej potrzebują „ale nie przeszkadza tym, którzy chcą być aktywni”.

Petru opowiedział się m.in. za wprowadzeniem waluty euro w Polsce, podwyższeniem wieku emerytalnego do 67. roku życia. Zapowiedział też program „Aktywna rodzina”, który zakłada „radykalną obniżkę podatków na każde dziecko, zaczynając od pierwszego”. Dodał, że miałby on zastąpić Rodzinę 500 +. Jak mówił, każdy kto ma dziecko zapłaci niższy podatek. Dodał, że w Polsce powinna być wprowadzona „bezpieczna i stabilna waluta euro", a w kraju nie powinno być „przywilejów emerytalnych i uprzywilejowanych związków zawodowych związanych z rządem”.

Podkreślił, że wiek emerytalny musi być wyższy niż obecnie i wynosić 67 lat.
To jest państwo bez PRL-owskich księżycowych pomysłów typu trzynasta, czy czternasta emerytura. To państwo, gdzie kultura jest niezależna i nie jest obiektem wpływu cenzury, a media mają prawdę mówić, a nie propagandę

– dodał.
Więcej: http://m.niezalezna.pl/99...cznego-harakiri

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 13718
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Nie Maj 21, 2017 17:21


Przebojowa Scheuring-Wielgus chce, by festiwal w Opolu odbył się w innym miejscu. Jej nowoczesność nie ma granic. WIDEO




Nowoczesna jest bardziej nowoczesna niż mogło się nam do tej pory wydawać. Z absolutnie nowatorską inicjatywą wystąpiła Joanna Scheuring-Wielgus.

Mam nadzieję, że festiwal w Opolu odbędzie się w innym miejscu

—powiedziała posłanka Nowoczesnej w ”Śniadaniu w Radiu Zet” i trzeba przyznać, że to jest bardzo rezolutna posłanka.

Ta „złota myśl” Scheuring-Wielgus została natychmiast hitem internetu, a użytkownicy Twittera proponują, gdzie w tym roku mogliby wystąpić artyści związani totalną opozycją.

Opole w Kołobrzegu…albo w Zielonej Gorze…

—propozycji nie brakuje.

źródło: http://wpolityce.pl/spole...ma-granic-wideo

Podpis użytkownika:
   
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 255 z 271  
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do:  
Please enable / Proszę włączyć JavaScript!
Veuillez activer / Por favor activa el Javascript![ ? ]


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Posty na Forum są własnością ich autorów - redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść postów.