forum LUBIN pl Strona Główna
Współpraca: eLubin.pl forum LUBIN pl Strona Główna
forum LUBIN pl Strona Główna
forum LUBIN pl Strona Główna
FAQSzukajUżytkownicyGrupyProfilRejestracjaZalogujDodaj do ulubionych!Startuj z nami!Współpraca/reklamaKontakt
forum LUBIN pl Strona Główna » Nasze miasto - Lubin » Hydepark » Nasze dzieci Poprzedni temat :: Następny temat
Nasze dzieci
Autor Wiadomość
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14208
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Pon Maj 05, 2014 10:32

Komentarz:
Staruszka

Mój pierworodny był niemal od urodzenia "miejskim dzieckiem". Wszędzie prowadzony za rączkę. - Nie biegnij tak szybko, bo się przewrócisz, - nie wchodź tam, bo spadniesz - słyszał ode mnie nader często. Kiedy miał sześć lat, wynajęliśmy na lato dom na wsi. W sąsiedztwie mieszkało kilka wielodzietnych rodzin. Zaczęłam zapraszać te dzieci do nas, żeby młody miał się z kim bawić. One (niektóre młodsze niż mój syn) spacerowały samopas po wsi. Ja swojego dziecka nie wypuszczałam poza ogrodzenie, a kiedy wybierałam dom pod wynajem fakt istnienia tego ogrodzenia był dla mnie jednym z priorytetów. Wkrótce bawiło się na naszym podwórzu pół wsi. Obserwowałam dzieci podczas zabawy i mojego syna między nimi. Był inny i zaczęło mnie to martwić. Mniejsze od niego wspinały się na drzewa, wisiały na trzepaku, robiły fortece ze starych opon i wspinały się na jej szczyt, a moje dziecko stało na dole i patrzyło. Widać było, że się boi. Zrobiłam rachunek sumienia - moja wina. Od tej pory zmieniłam stosunek do wychowania dzieci. Spróbowałam nie przelewać swojego lęku o dzieci na dzieci i to podziałało. Już dwa miesiące później moje dziecko biegało tak jak inne i wspinało się na drzewa. Kolana były poobijane, buzia umorusana, ale uśmiechnięta. Dziś mój syn jest już dorosły, mam za sobą cały etap dorastania i wszystkie "pierwsze razy", wybory mojego dziecka - wybory kolejnych szkół, pierwsze dziewczyny, pójście na studia, pierwsze prace, zamieszkanie z ukochaną:) Wszystko to były jego wybory, choć nie raz korciło mnie, żeby temu, czy tamtemu zapobiec. Czasem zdarzyło mi się próbować coś mu podpowiedzieć, ale nie na siłę. Kosztowało mnie to chwilami bardzo dużo strachu,obaw, nerwów, ale dzięki temu moje dziecko jest samodzielne.

==========================

Nadmiar opieki szkodzi? O wychowywaniu "przegranych"


Nowy trend w świadomym rodzicielstwie! Na razie głównie w zachodnich serwisach parentingowych, u nas nieśmiało jeszcze, na blogach, kwitnie nowa myśl: a co jeśli wychowujemy nasze dzieci ZA BARDZO? I hodujemy pokolenie osób niesamodzielnych?

Od kilku dni wśród znajomych krąży tekst z bloga Taty-Zucha o tym, że nie pozwalając dzieciom na niebezpieczne zabawy (tzn. takie, które wymagają od dziecka przejęcia jakiejś odpowiedzialności za własne bezpieczeństwo) wychowujemy "przegranych". Notka nie nowa, bo ze stycznia, ale teraz jakoś "zaskoczyła" - może dlatego, że temat trzymania dzieci pod kloszem i refleksja, że to im wcale nie służy, znalazły się na fali.

Wystarczy wpisać w Google'a frazę "overprotected children/kids" a dostaniemy dziesiątki wyników z zachodniej prasy i serwisów parnetingowych. Nagle zorientowaliśmy się bowiem, że dzieciństwo naszych dzieci bardzo różni się od naszego - na niekorzyść. Że postęp technologiczny jest super, ale nic nie zastąpi łażenia po drzewach i łobuzowania z kolegami. Że w swoim staraniu o zapewnieniu dzieciom jak najlepszej edukacji i bezpieczeństwa nieco się zagalopowaliśmy - wozimy dzieci na dziesiątki zająć pozalekcyjnych, ale nie pozwalamy im pójść do sklepu po chleb. Bo na to nasze znające języki, jeżdżące konno i grające na pianinach dzieci są zwyczajnie za głupie. Nie poradzą sobie. Samochód je przejedzie. Pani w sklepie nie wyda reszty. Ktoś je porwie (pedofil czuwa!). Kupią zły chleb. Tak, zagrożeń jest wiele. Część wyolbrzymiona lub wyimaginowana.

O tym, że warto przełamywać w sobie te rodzicielskie lęki i pozwalać dzieciom robić rzeczy (w miarę) niebezpieczne mówi cytowany przez Zucha wykład Gavera Tulleya, autora książki "50 niebezpiecznych rzeczy, na które powinieneś pozwolić swoim dzieciom". Notabene w tym roku na warszawskim TEDx był bardzo interesujący wykład Marii Mach o tym, że warto "zdrowo zaniedbywać" dzieci - bo one na tym zyskują. Uczą się samodzielności i odpowiedzialności za własne czyny. A tego nie dadzą im żadne opłacone przez nas zajęcia pozalekcyjne. Paradoksalnie, lepiej być - w rozsądnym stopniu, rzecz jasna - rodzicem "leniwym". Bo kiedy przestajemy dzieci we wszystkim wyręczać, dajemy im szansę na samodzielność. Kiedy zaś przestajemy je chronić przed każdym możliwym niebezpieczeństwem - dajemy im szansę wzięcia odpowiedzialności za siebie. Przejęcia kontroli. I poniesienia konsekwencji złych wyborów, a jakże.

Oczywiście, to jest trudne. Wiem to, bo ze ściśniętym sercem patrzę jak moje córki, wrzeszcząc "wyżej, wyżej!", każą się swojemu tacie bujać na zawieszonej na drzewie huśtawce. Takiej bez oparcia, zabezpieczeń i w ogóle - zgroza. Bo kiedy ja je bujam narzekają, że za nisko, za słabo. I że tata buja lepiej. No cóż - niech buja. Nie będę bronić. Ale patrzeć - też nie. Podobnie jak na świeżo odkrytą zabawę: przełażenie górą przez wysoką bramę. W kaloszach - bo to super wygodne obuwie do wspinaczki. Wyobraźnia podsuwa mi milion koszmarnych obrazów, ale tłumię je, nie patrzę, pozwalam się bawić. Bo pamiętam, gdzie sama jako dziecko właziłam i skąd spadałam ("Mamusiu, opowiesz jak spadłaś z jabłonki i uderzyłaś głową w stolik? Mamusiu, prooooszę" - mówi starsza córka z szelmowskim uśmiechem, włażąc na drzewo).



Czeka nas więc wspólny proces uczenia się. One będą uczyć się samodzielności. Ja - pozwalać na nią. To nie będzie łatwe ani wolne od wątpliwości (czy już czas na to? albo tamto? czy da radę? nie zgubi się? nie popełni jakiegoś głupstwa? nie zrobi sobie krzywdy?), ale alternatywą jest wychowanie osób niezdolnych do samostanowienia, zagubionych, w pewien sposób ułomnych. A tego przecież nie chcemy.

źródło: http://foch.pl/foch/1,132....html#MlynHPSST

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14208
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Wto Maj 06, 2014 17:21

Mówię o sobie "bezdomny"


Dzieciństwo w pustym domu przed wielkim telewizorem, narkotyki, stracone złudzenia emigranta - Arkadiusz Siedlecki, autor głośnej "Kokainy" w rozmowie z Anną Piątkowską.



(...) Swoim rodzicom wytykasz brak zaangażowania i zainteresowania tobą, dążenie do sukcesu i dorabianie się jako priorytety życiowe, co w efekcie ciebie popchnęło do narkotyków. Rodzice czytali książkę?

- Mama czytała. Zdaję sobie sprawę, że to jest dla nich bolesne, bo wytykam im brak zaangażowania. Tyle tylko, że jednocześnie piszę, że uratowali mi życie. Bo tak w rzeczywistości było. Moi rodzice - a bardzo ich kocham - wybrali taką, a nie inną drogę. Oboje wywodzili się z biednych rodzin i doskonale znali realia ubogiego dzieciństwa, ubogiego życia. Chcieli mi tego oszczędzić. Skupili się na pracy, zapominając o dziecku, które spędzało samotne dnie i wieczory. Paradoksalnie, chcąc mi zapewnić raj, przez niedopatrzenie i roztargnienie, przez swoją determinację i pasję, zapewnili małe piekiełko. Ale to nie ich wina. Jesteśmy tylko ludźmi, rodzicami. Popełniamy błędy. A na to, że jako dziecko zacząłem ćpać złożyło się więcej czynników, nie tylko brak zainteresowania ze strony rodziców.

Byłeś tzw. chłopcem z dobrego domu, ale zacząłeś "brać" jako nastolatek. Co ważnego przegapili twoi rodzice, że wszedłeś w nałóg?
(...)

Czytaj więcej na http://www.styl.pl/magazy...ampaign=firefox

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14208
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Pon Cze 23, 2014 20:35


Dorosłe dzieci na garnuszku rodziców


Jesteśmy nadopiekuńczy, a wychowując dzieci pod kloszem, oduczamy je samodzielności. W efekcie młody Polak uniezależnia się od rodziców dopiero w okolicy 28. roku życia. To zbyt późno.

-----------------------------------
Rozmowa z dr Ewą Jarczewską-Gerc, psycholog ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie
----------------------------------

MARTA PIĄTKOWSKA: Na forum jedna z matek napisała - "Mój 30-letni syn wciąż mieszka z nami. Jego brak samodzielności to moja największa życiowa porażka". Czy rodzice powinni czuć się odpowiedzialni za problemy dorosłych dzieci?

EWA JARCZEWSKA-GERC: Częściowo tak. Trzymanie pod kloszem, podsuwanie wszystkiego pod nos, pobłażanie i brak obowiązków w niektórych przypadkach objawiają się problemami z samodzielnością w dorosłym życiu. To głównie efekt braku konsekwencji w działaniu i nieuświadamianiu dziecku od małego, że pomiędzy jakością życia a pracą jest wprost proporcjonalna zależność.

Nie chodzi o to, żeby pięciolatce wytykać przy stole, ile tatuś z mamusią musieli pracować na krzesełko, na którym siedzi. Powinno się ją uczyć, że nic nie robi się samo oraz nie bierze się znikąd.

Dziecko musi wiedzieć, że jeżeli w domu jest bałagan, to się go sprząta, bo wtedy robi się czysto. Jak jest głodne, to trzeba przygotować jedzenie. Czyli należy wykonać wysiłek. Jeżeli od małego obserwujemy związek między pracą a efektem, to uczymy się samodzielności.

Przestrzegam jednak przed rozdzieraniem szat i braniem całej winy na siebie. Nigdy nie jest tak, że dana sytuacja ma tylko jedną przyczynę.

Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,1324...W#ixzz35Uag423X

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14208
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Czw Lip 10, 2014 11:59


Czy wiesz, co twoje dziecko robi na koloniach?


Wakacje to długo wyczekiwany czas szczególnie dla dzieci i młodzieży. Wreszcie mogą odpocząć od nauki, codziennych zmagań z wychowawcami i po prostu się wyluzować. Rodzice często nieświadomi konsekwencji swoich decyzji wysyłają pociechy na kolonie i obozy. To właśnie tam ich poukładane, wręcz idealne dzieci często zamieniają się w prawdziwe potwory…

Wyzwolone nastolatki


- Jej rodzice byli bardzo wyrozumiali. Pozwalali, by córka wraz z koleżanką spędzała wakacje pod namiotem. Co roku nad innym jeziorem – tak swoją opowieść o pewnej 13-latce rozpoczyna autorka bloga natretne-mysli.blog.pl. Urocza, drobna blondynka o anielskiej buzi budziła zachwyt wśród miejscowych chłopców, a nawet mężczyzn. Fakt, wyglądała na starszą i tak się zachowywała. Prawdopodobnie żaden z amatorów jej niewątpliwych wdzięków nie zdawał sobie sprawy, że ta wyzwolona młoda dziewczyna w rzeczywistości jest jeszcze dzieckiem. Do jej namiotu ustawiały się kolejki…

Więcej:
http://blog.onet.pl/42308,1,archiwum_goracy.html

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14208
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Nie Sie 03, 2014 17:53


Dziecko jedzie na wakacje: Jak je zabezpieczyć finansowo?


Ile pieniędzy twój syn powinien mieć w kieszeni, jadąc na obóz? Czy lepiej dać córce gotówkę, czy kartę? Warto poznać odpowiedzi na te pytania.



Brak funduszy na drobne wydatki może sprawić, że wakacje twojego dziecka nie będą do końca udane. Nie wiesz, jaką kwotę mu dać i w jakiej formie? Zależy to przede wszystkim od tego, w jakim wieku jest dziecko, i tego, dokąd się wybiera.

To, co dobre dla siedmiolatka jadącego na pierwsze w życiu kolonie, nie musi być odpowiednie dla szesnastolatka wybierającego się na obóz żeglarski. Poznaj wady i zalety różnych rozwiązań.

Wakacje z własną portmonetką


Czytaj więcej na http://mamdziecko.interia...ampaign=firefox

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14208
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Nie Paź 19, 2014 10:56

Komentarz:

alpepe

Straszne, mam dwie córki, gdyby jedna z nich byłaby taka, ja siedziałabym za dzieciobójstwo, a ona byłaby w trumnie ze skręconym karkiem.

======================

Nic mi nie zrobicie, jestem waszą córeczką




- Nie potrafiliśmy wychować naszego jedynego dziecka. Jesteśmy winni, bo przecież to zawsze wina dorosłych - mówią rodzice. Sąd pozwolił im się zrzec praw rodzicielskich

- Tato, nie! Tato, nie rób mi tego! Krzyki w środku nocy budzą Anię, Joasię, Martynę i Karinę. To Dominika. Lunatykuje, błądzi po sypialni z wyciągniętymi przed siebie rękami. Upada, wczołguje się pod stół i zasypia. Dziewczyny znów mogą zasnąć.

Współlokatorki takie sceny oglądają niemal co noc. Rano opowiadają o wszystkim siostrze przełożonej. - Dominikę znowu atakował ojciec - meldują.

Gdy zdarzyło się to po raz pierwszy, Ania, Joasia, Martyna i Karina były przerażone. Nie wiedziały, co robić. Słyszały później, jak Dominika chwaliła się, że badał ją psycholog. Ale dziewczyna wciąż niemal co noc zrywa się z krzykiem.

Siostra kolejny incydent notuje w dzienniczku z obserwacji Dominiki. Patrzy na ilość notatek. Przegląda je i dzwoni do ojca. - Panie Chojnacki, my już naprawdę nie wiemy, co robić. Dominika budzi inne uczennice. One to oglądają, nie śpią, mogą sobie różne rzeczy wyobrażać. Nie sądzę, żeby pana córka mogła tu dłużej zostać - mówi.

Chojnacki ze smutkiem do żony: - Tam też jej nie chcą. Co teraz zrobimy?

Moja mama i ja... kochamy się

Więcej: http://katowice.gazeta.pl...oreczka.html#MT

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14208
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Pią Kwi 03, 2015 19:32

Komentarze:

Gość: potrzydziestce

Dobra, dobra, a nasze matki to takie zaangażowane były ??? Ja, przedstawicielka pokolenia przemian ustrojowych pamiętam naszych rodziców wracających o 15.00, matek z siatami przebijających się przez stado dzieciaków szalejących po podwórkach :-D Wtedy dzieci miały swój świat, dorośli swój. I to było piękne ! A dziś dzieciaki pochowane po domach i wykończeni nerwowo rodzice starający się zapełnić im wolny czas...

-------------------------

marudna.maruda

Jak ta wypowiedź ma się do dyskusji, że szkoły powinny być czynne na okrągło, bo rodzice nie mają co zrobić z własnymi dziećmi? Czy ktoś mysli o dzieciach w kontekście szkoły? Świetlica od rana do nocy. Później trening, kurs hiszpańskiego, basen. Dziecko w domu tylko śpi. A przeciez najbardziej potrzebuje rodzica, jego uwagi, jego czasu. Żadna instytucja nie zastapi domu rodzinnego.

-------------------------

Gosc: maelstrom

No niestety, potem takie "niedochowane", zaniedbane emocjonalnie dzieci trafiają do szkół, a ich rodzice spodziewają się, że to nauczyciele nadrobią za nich braki wychowawcze. Chcesz być dobrym rodzicem, poświęć swoim dzieciom czas. Oderwij się od telefonu czy laptopa, rozmawiaj z nimi. Nie miej pretensji do całego świata, jak kiedyś obudzisz się i odkryjesz, że nie znasz własnego dziecka.

======================

Mamo, jest cię za mało - o byciu rodzicem (nie)obecnym


"Jest cię za mało" - taką diagnozę postawiła moja sześcioletnia córka. Ale jak to - żachnęłam się - przecież byłam dziś z wami cały dzień! A potem przypomniałam sobie, że połowę czasu spędziłam nerwowo sprawdzając maile, czytając jednym okiem teksty i powarkując na córki, że ZARAZ się nimi zajmę.

Tak, to prawda - jest mnie wiecznie za mało. Przez większość dnia i tygodnia jestem w pracy. To oczywista oczywistość - nie stać mnie na to, by nie pracować, a poza tym, ja naprawdę lubię coś robić, napędza mnie kontakt z innymi ludźmi, lubię "dzianie się", wypełniony po brzegi grafik i brak rutyny. Wtedy czuję, że żyję, nawet jeśli narzekam, że "ledwo żyję". Nie, właśnie wtedy jestem w pełni sobą, jestem spełniona.

Jednak moje dzieci odczuwają negatywne skutki takiego zawodowego zaangażowana: mają mnie mało. Jak wspomniałam - przeważnie mnie nie ma. Tyle co rano w tempie fast-forward i w drodze do szkoły/przedszkola. Potem wieczorem jeszcze dwie-trzy godzinki, odrabianie lekcji, kolacja, kąpiel, książeczka, spać. Teoretycznie nie jest źle, bo w tym krótkim interwale między powrotem z pracy a położeniem dzieci spać, udaje mi się upchnąć wiele fajnych wspólnych aktywności: a to ugotuję jakąś zamówioną przez córki potrawę, a to pomalujemy sobie paznokcie na zwariowane kolory, a to obejrzymy razem bajkę, komentując poczynania bohaterów, wykonamy cudnej urody obrazek usypany z piasku, pójdziemy puszczać bańki, potańczymy przy ulubionych kawałkach Fisza i Pablopavo. Jest klawo! Więc czemu nie jest?

Bo nawet kiedy jestem - czy w tych krótkich wspólnych chwilach w dni robocze, czy podczas weekendów, czy pracując w trybie home office, jak wczoraj - jestem NIEOBECNA. Myślami gdzie indziej. Ze wzrokiem wbitym w ekran komputera/tabletu/telefonu. Roztargniona, poirytowana, spięta. Tak, wiem - obiecałam, że upieczemy ciasteczka - pamiętam. Tylko jeszcze odpowiem na tego maila, przeczytam ten tekst, zredaguję inny, opublikuję trzeci. Już-już, to zajmie tylko chwilkę, momencik. Dziecko, czy ty nie możesz poczekać cierpliwie? Musisz mnie pytać co pięć minut KIEDY?!

Po co pytać, skoro wiadomo, że NIGDY? Owszem, upieczemy ciasteczka, zrobimy chińskie wycinanki, narysujemy komiks, przebierzemy się za koty, zagramy w memo - to z rysunkami Samojlika - pogadamy o Układzie Słonecznym i obejrzymy tysiąc trzysta filmików o rekinach na YouTube'ie, ale ja przez ten cały czas będę tylko częściowo obecna. Będę co chwila odrywać się od zabawy i sprawdzać coś w kompie lub telefonie. Będę zamyślona i nieuważna. Będę, ale mało.

Uważność i mindfulness to obecnie modne pojęcia - co chwila trafiam na jakiś artykuł na ten temat. Nie lubię takich mód. Na dietę bezglutenową, bieganie czy inne uniwersalne panaceum. Mój wrodzony sceptycyzm każe mi wątpić (a wrodzona wredność kpić bez litości) we wszelkie masowe histerie. Ale ta jedna do mnie przemawia - mówi cichym głosem nieczystego sumienia: ej, Kaśka - weź się skup, do cholery! Bądź tu choć przez pięć minut NAPRAWDĘ. Nie gap się w wyświetlacz telefonu, nie odpisuj teraz-zaraz, nie myśl o tym w ogóle. Ciesz się chwilą w pełni, nawet jeśli to krótka chwila.

Rodzaj i tryb pracy oraz możliwości współczesnej technologii komunikacyjnej niejako wymuszają na mnie ten wieczny szpagat między "tu i teraz" a "tam i asap", tę nieudolną bilokację, bycie w nieustającym pobudzeniu i alercie. Trudno mi z tego zejść, zrezygnować, oderwać się. Jestem ćpunem informacji i aktualności, mam wszystkie objawy uzależnienia od smartfona, zaś akcje typu "wyloguj się do życia" budzą mój totalny sprzeciw (bo są bezdennie głupie, niestety).

Ale korzystając z - jak to mówią w telewizji - "czasu refleksji i zadumy", spróbuję tak sobie pobyć, trochę bardziej świadomie, trochę BARDZIEJ. Bo skoro nawet sześcioletnie dziecko widzi, że nie ma mnie, choć niby jestem, to coś musi być na rzeczy.

PS. Czytacie te wielkopiątkowe rozważania, gdy ja mknę z moimi dziećmi PKP na święta u dziadków. Na pewno jestem bardzo uważna, obecna i pełna po brzegi różnych myśli. Jak sądzę wiele z nich jest niecenzuralnych.

źródło: http://foch.pl/foch/1,132036,17701564.html#MT

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14208
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Czw Kwi 09, 2015 17:48

córka moja postanowiła zmienić imię

hanti

serio.
Dziecię moje nosiło imiona Kinga Antonina, od kilku lat w domu jest Tosią, od zeszłego roku kiedy poszła do pierwszej klasy oznajmiła że nie jest żadną Kingą a na imię ma Antonina. W tym roku zapytała "czy człowiek może zmienić imię jeśli mu się nie podoba".
No i problem mam, póki co wszyscy mówią do niej Tosia (w szkole większość dzieci nie wie że w dokumentach ma inaczej), obiecałam jej że jeśli skończy 13 lat i nadal będzie chciała zmienić imię to to zrobimy. W sumie to tylko zamiana miejscami imion które nosi od urodzenia.

Myślicie że czekanie do 13 wystarczy żeby potem nie miała pretensji że pozwoliłam jej na zmianę imienia ??

--
Ania mama Kuby(27.01.02) Karoli(17.12.03) Tosi(05.08.06) Dysi(31.08.08) i Marka (4.12.2009)

Więcej: http://forum.gazeta.pl/fo...ienic_imie.html

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14208
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Pon Cze 01, 2015 17:36

10 tys rocznie, wydaje mi się grubą przesadą...
==============
Komentarze:

jpy1

I teraz pytanie zasadnicze: Jak to się ma do tych tzw ulg podatkowych oraz tej tzw polityki prorodzinnej?

--------------------

popijajac_piwo

Więcej kasy na świątynie i pomniki, durny narodzie...

==================

Ile kosztuje wychowanie dzieci w Polsce? "Bardzo dużo. Ok. 10 tys. zł rocznie"




Koszt wychowania jednego dziecka w Polsce (do osiągnięcia 19 roku życia) mieści się w przedziale od 176 tys. do 190 tys. zł, a dwójki dzieci - od 317 tys. do 350 tys. zł - szacuje Centrum im. Adama Smitha.

W przypadku rodzin z trójką dzieci koszty te wynoszą przeciętnie od 421 do 460 tys. zł W opublikowanym przez Centrum im. Adama Smitha raporcie przyjęto, że koszt wychowania drugiego dziecka wynosi 80 proc. kosztów pierwszego, a trzeciego dziecka - 60 proc. kosztów pierwszego - ze względu na 'korzyści skali', w tym na oszczędności płynące ze wspólnej konsumpcji.

Eksperci podkreślają, że choć rodzicielstwo nie jest wyłącznie rezultatem kalkulacji ekonomicznych, to obawy potencjalnych rodziców o bezpieczeństwo ekonomiczne rodziny i jej poziom życia negatywnie wpływają na decyzje o liczbie dzieci.

'Dla Polski ważne jest, aby współczynnik dzietności - obecnie wynoszący około 1,3 - wzrósł do poziomu zbliżonego do 2, bez tego nasz kraj znajdzie się w głębokim regresie demograficznym' - czytamy w raporcie.

źródło + video: http://wiadomosci.gazeta....html#Czolka3Img

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14208
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Sob Cze 13, 2015 12:08



Tempa, w jakim kampania "Nie odkładaj macierzyństwa na potem" podbiła internet i stała się pożywką gorącej dyskusji i niezliczonej ilości memów, może jej pozazdrościć niejedna marketingowa rakieta wypuszczana co sezon przez duże koncerny. Niespodziewanie - zapewne również dla twórców kampanii - film i plakat z zadumaną panią prezes odkrywającą w sobie instynkt macierzyński objawił swój mocno wirusowy potencjał. Dosłownie i w przenośni.

Bohaterka filmu, któremu patronuje Fundacja Mamy i Taty, przechadza się w szpilkach po przepastnym domu, który mógłby posłużyć za scenografię polskiego aspiracyjnego serialu o nieistniejącej wyższej klasie średniej, i robi rozrachunek z samą sobą. Paryż - byłam, kariera - zrobiona, mieszkanie - perełka, ale dzieci - brak. W tle mignie nawet słynny fotel projektu Eamesów, który faktycznie wskazywałby na niemały sukces zawodowy. Jego cena przekracza 20 tysięcy złotych. Taki fotel wiele może wynagrodzić, ale nie brak rodziny - wzdycha w domyśle bohaterka filmu. Chciałaś, to masz, karą za zakupy w Tokio i specjalizację (ciekawe w czym?) będzie wysiadywanie w nim samotnie do końca życia.

Więcej + video: http://weekend.gazeta.pl/...nii.html#TRwknd

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14208
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Wto Lip 28, 2015 11:07

Jestem córką, jestem matką


Kobieta po czterdziestce jest córką i jednocześnie matką, a może nawet też babcią. W rodzinnym systemie pełni bardzo ważną funkcję – jest środkową kobietą. Jej zadanie to przejąć od swojej matki te wartości i tradycje rodzinne, które uznaje za własne, i przekazać je córce.



Zrozumiesz mnie, jak sama będziesz matką - ile razy słyszałaś w dzieciństwie to zdanie? Jako mała dziewczynka wierzyłaś, że mama jest królową, a ty księżniczką, kochałaś ją bezgranicznie. Jednak gdy byłaś nastolatką, kłóciłyście się jak najbardziej zaciekłe rywalki. Gdy poświęcając się, powtarzała, że wszystko robi dla twojego dobra, zastanawiałaś się, kiedy i jak przyjdzie za to odpłacić.

Po latach, kiedy patrzyłaś w oczy swojej nowo narodzonej córeczki i ciężar odpowiedzialności zapierał ci dech w piersiach, po raz pierwszy poczułaś, co miała na myśli twoja matka. To wtedy spotkałyście się na nowo - jak dwie kobiety, dwie matki. Być może kiedy przytulałaś swoje maleńkie dziecko, w twoim sercu ożyły dawne pretensje czy też urazy.

Po raz kolejny obiecałaś sobie, że nigdy nie będziesz taka jak ona, że będziesz inną matką - idealną. A potem... powielałaś jej albo popełniałaś własne błędy. Może dopiero wtedy zdałaś sobie sprawę, że w przeszłości zbyt surowo osądzałaś mamę. I zaczęłaś czerpać z tego, co ci wpajała, żeby wychować córkę na osobę pełną empatii i miłości.

Czułaś, że po raz pierwszy rozumiecie się jak kobieta z kobietą, matka z matką. Niezależnie od tego, czy nieświadomie powielamy scenariusz życia i los naszych matek, czy też usilnie staramy się żyć inaczej niż one i inaczej wychowywać własne córki, jako "środkowe kobiety" mamy szansę stworzyć silną koalicję kobiecych pokoleń w rodzinie. Koalicję kobiet, które będą się wspierać, dzielić swoim doświadczeniem i uczyć od siebie nawzajem. By żyć szczęśliwie.

Na złość mamie - opowieść Joanny (48 lat)

Czytaj więcej na http://kobieta.interia.pl...ampaign=firefox

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14208
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Pon Sie 17, 2015 11:19

"Tak, są moje, stworzone podczas stosunku" - apel sfrustrowanej matki podbija serca internautów [ZDJĘCIA]




Zaczepiają cię na ulicy, w autobusie, w sklepie. Podczas każdego spaceru słyszysz: "ile ma miesięcy"?, "ale do pani podobna", "wykapany tatuś", "a miewa kolki"? Te problemy zrozumie każda młoda matka. Annie Nolan, blogerka i mama bliźniaczek, miała dość takich pytań. W niecodzienny sposób próbuje przemówić ludziom do rozsądku.


Annie Nolan, australijska blogerka, jest mamą trójki dzieci - 4-letniego Malachy'ego i 2-letnich bliźniaczek Delphine i Cheski. Kiedy wychodzi z pociechami na spacer notorycznie jest zaczepiana przez zupełnie obcych ludzi. Każdy podchodzi do wózka dziewczynek i koniecznie musi zadać jej kilka pytań. Początkowo Annie uważała to za miły gest i cieszyła się, że jej maluchy wywołują taką sensację. Z czasem to zainteresowanie stało się nużące, wręcz irytujące.

Żart przerodził się w apel

Więcej + foto : http://kobieta.gazeta.pl/...ustrowanej.html

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14208
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Sro Sie 19, 2015 19:29

Komentarze:

Gość: Pestka

Mieszkam w dużym, studenckim mieście. Mój kolega (lat 25) opowiadał mi, że jego kumple co roku czekają na wrzesień/październik, gdy do naszego miasta zjeżdżają studentki pierwszego roku z mniejszych miejscowości. Dziewczęta na pierwszej (i zarazem ostatniej) randce robią wszystko, co się im każe. One jadąc na studia, marzą o starszym facecie z dużego miasta, a że dzisiaj głupio mieć jakieś zahamowania...
Mają więcej niż 12 lat.
Ps.
Oczywiście sprawa nie dotyczy wszystkich dziewczyn, ale jeżeli macie wśród znajomych (czy w rodzinie) taki "narybek", to przestrzegajcie przed wielkomiejskimi łowcami.

--------------------------

titta

Tak sie tylko zastanawiam, czym sie rozni wsiadanie do samochodu (czy spodkanie w parku) z osoba poznana przez internet w wieku 14 lat i 20? Poza ewentualna klasyfikacja czynu gdy trafi sie na jakiegos zboczenca?
Ile mlodych (nie dzieci) kobiet nabiera sie na "dobre intencje" poznanego swiezo chlopaka? Zgwalcone nie zostaja (bo wszysko z ich wola) ale one widza sie juz w sukni slubnej, a chlopak nawet imienia "kolejnej dupy" nie pamieta.

----------------------

Gość: Asia

Nie zgadzam się z jednym, że dzisiejsze nastolatki nie różnią się od tych sprzed 20, 30 lat. Różnią się. Kiedyś nastoletnie dziewczyny rzadko interesowały się starszymi chłopakami. Dzisiaj to fajnie mieć starszego faceta, bo wtedy się jest taką extra laską, kobietą. Kiedyś seks w nastoletnim wieku był sporadycznie spotykany, dzisiaj to norma, nawet za pieniądze. Dzisiejsze dziewczyny po prostu za grosz się nie szanują. Ani trochę. I dzisiejsze nastolatki nie są takie jak dawniej. Ani trochę.


=======================

Jak uwieść i porwać nastolatkę? Bardzo łatwo, niestety


Wydawać by się mogło, że kiedy jest się nastolatką i obejrzy się kilka seriali czy filmów (z "Detektywem" i "Uprowadzoną" na czele), to powinno być się czujnym i ostrożnym. Doprawdy? Naprawdę dorośli ludzie wierzą w dojrzałość nastolatków?

Młody mężczyzna podający się na Facebooku za piętnastolatka, nawiązuje znajomość (korzystając naturalnie z Facebooka) z trzema dziewczynkami (w wieku dwunastu, trzynastu i czternastu lat). Przez trzy, cztery dni wymienia się z nimi wiadomościami, aby w końcu umówić się na spotkanie. Pierwszej proponuje rozmowę na placu zabaw, drugą zamierza odwiedzić w jej domu podczas nieobecności rodziców, po trzecią ma podjechać samochodem (ze starszym bratem). Które z nich decydują się na spotkanie z nieznajomym na podanych przez niego warunkach? Wszystkie.
Tak się składa, że ten właśnie filmik opublikowała niedawno moja koleżanka. Komentarze pod zamieszczonym przez nią linkiem były pełne niedowierzania, że dziewczyny tak łatwo, szybko i doszczętnie dały się zbajerować obcemu kolesiowi. Jak także się dziwię. Dziwię się, że dorośli się dziwią.



Nastolatki są w takim dziwnym wieku - już niby nie są jak małe dzieci (nauczyły się co nieco o świecie, potrafią przewidzieć NIEKTÓRE konsekwencje, NIEKTÓRYCH czynów i dzięki temu mają nieco większą autonomię), ale to jeszcze nie są dorośli. Oczywiście, nastolatki mają na ten temat nieco inne zdanie i uważają się za dorosłych, wiadomo. Niemniej od dorosłości oddziela nastolatki brak pełnej wersji aplikacji, w której ne ma takich modułów jak: odpowiedzialność, przewidywanie, życiowa mądrość, wiedza o świecie, trzeźwa ocena sytuacji, wyciąganie wniosków.

Wiadomo, za pełne wersje aplikacji trzeba zazwyczaj płacić, a z płaceniem u nastolatków bywa kiepsko ze względu na ograniczony dopływ kasy (od rodziców). A zatem dorośli nie powinni się dziwić, że nastolatki bywają najzwyczajniej w świecie głupie. Nie dlatego, że mają jakiś defekt mózgu, upośledzone myślenie i kojarzenie faktów. Nie. Niech sobie te nasze nastolatki będą wybitnie zdolne, inteligentne, utalentowane, niech wygrywają konkursy matematyczne, mówią płynnie w trzech językach i grają w szachy. Ale w dalszym ciągu będą głupie - przez głupotę w tym konkretnym przypadku rozumiem brak pewnej dojrzałości. Oraz wyjątkową słabość do podejmowania ryzykownych działań, kończącą się często słowami (wypowiadanymi przez łzy): „przepraszam, nie pomyślałem”.

I dlatego to, że dziewczyny decydują się na spotkanie z poznanym przez portal społecznościowy „piętnastolatkiem” wcale mnie nie dziwi. Może właśnie uznały, że przydarza się im coś wyjątkowego, że zostały wybrane, aby przeżyć przygodę życia, szaleńczy romans, a może zwyczajnie nie widzą nic dziwnego w spotykaniu obcego chłopaka w parku. Bo jednak ta opcja z wpuszczaniem do domu, czy wsiadaniem do samochodu mogłaby się im jednak wydać nieco podejrzana. Najwyraźniej jednak w poczet cech nastolatków należy zaliczyć i brak instynktu samozachowawczego.

Więcej: + video: http://foch.pl/foch/1,137...nowsze#opinions

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14208
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Wto Wrz 08, 2015 18:27


10 grzechów ciężkich rodziców, czyli jak "hodujemy" dzieci pierdoły




Nasze dzieci mają mieć w życiu lepiej niż mieliśmy my sami – to dogmat rodzica. Jak pokazują badania CBOS, to marzenie jeszcze nigdy tak dobrze nie realizowało się w praktyce społecznej – każde powojenne pokolenie miało warunki życia lepsze niż poprzednie, natomiast począwszy od 1989 roku nasza gospodarka rozwija się nieprzerwanie, a Polacy są z każdym rokiem bardziej zadowoleni ze swojego poziomu życia – już 20 proc. deklaruje, że jest im dobrze lub bardzo dobrze. Nigdy nie mieliśmy też tak wielu studentów – jeszcze w 1990 r. na wyższych uczelniach kształciło się 12 proc. osób w wieku 19–24 lata. W 2012 r. – 51 proc.

Zamiast stwarzać dobre możliwości rozwoju, przekładają na swoje dziec olimpijską ideę „szybciej, wyżej, mocniej”. Ale w wyścigu o lepsze jutro, zamiast medali, ich potomstwo częściej łapie jednak bolesne kontuzje.

Wielu rodzicom sama fala wznosząca jednak nie wystarczy. Chcą dla dzieci jeszcze więcej. Zapominając, że karą za łakomstwo są czasem poważne choroby.

1. Choroba superwoman

„Mamy być aktywne, zawsze uczesane, zawsze umalowane. Zawsze eleganckie, z tym dzieckiem na rękach. Zawsze gotowe i zwarte. Takie bojowe mamy” – taki obraz matek, jak twierdzą zainteresowane cytowane w raporcie „Ciemne strony macierzyństwa”, jest promowany społecznie. Presja, którą narzuciły sobie same kobiety, jest ogromna. – Pokolenie 30–40 dąży do perfekcji w każdej sferze – zauważa Justyna Świerczyńska, psychoterapeuta. A potem przedstawicielka tego pokolenia dziwi się, nie rozumie: mam wszystko, ale czuję się nieszczęśliwa.

2. Choroba awansu społecznego

Więcej: http://serwisy.gazetapraw...i-[...].html

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14208
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Czw Wrz 10, 2015 12:58

Komentarz:

Gość: Nomi26

Doprawdy, Magdo Acer? Przykłady z ostatnich dni:
- "dziecko" na oko 15-16 lat idzie sobie z rękami w kieszeniach, a obok matka targa 4 wyładowane siaty, pot po niej płynie, zziajana i potyka się co kilka kroków, ale zero refleksji że syn mógłby jej pomóc,
- osiedlowy plac zabaw - matka "pilotuje" dwoje dzieci w wieku ok. 10 - 12 lat i cały czas mówi im co mają robić: nie biegaj, zejdź z huśtawki, zostaw Kazia, odpocznij na ławce, wypij soczek, zapnij bluzę, itp. W pewnym momencie jedno z dzieci podchodzi do grupki innych dzieci i zaczynają rozmawiać - matka truchtem biegnie z końca placu, podbiega i instruuje: pokaż dzieciom swojego Furby, na pewno takiego nie widziały ...
- autobus podmiejski, ojciec i syn ok. 10 lat, dziecko chce pić, ojciec wyjmuje butelkę, wlewa płyn do kubeczka, daje synowi, następnie wyciąga chusteczkę, wyciera mu usta, odbiera i chowa kubek, potem kanapka: ojciec wyciąga ją ze swego plecaka, odwija z folii, przełamuje na dwie części, jedną wręcza synowi, ten zjada, dostaje drugą część, zjada, chusteczka, usta, strzepnięcie okruszków z ubrania ...
Czy to wszystko norma jest czy może to ja jestem nienormalna?

=========================

Magda Acer

Dzieci pierdoły? Może twoje, stary!


Smarujesz dzieciaka kremem z filtrem, często go chwalisz, zakładasz mu kask, gdy jedzie na rowerze? To lepiej przestań, bo jeszcze się okaże, że sobie wyhodujesz życiową pierdołę. Tak twierdzi Rafał Drzewiecki z "Dziennika", ja zaś twierdzę, że pisze bzdury.



Opowieści dziwnej treści

Przeczytałam porażający artykuł o tym, że hodujemy dzieci pierdoły. Porażający dlatego, że już dawno, nie czytałam takiego steku bzdur. Z tekstu Pana Rafała Drzewieckiego możemy się dowiedzieć, że nasze polskie dzieci „Żyją w tyranii optymizmu, przekonane, że mogą wszystko, że mają równe szanse, że wystarczy chcieć, by mieć. A nie potrafią poradzić sobie nawet z komarem, a co dopiero z krytyką czy wzięciem odpowiedzialności za innych”. Te dramatyczne wnioski autor wysnuł na podstawie dogłębnej i rzetelnej, jak mniemam, analizy wątków na forach internetowych poświęconych dziecięcym obozom wakacyjnym oraz rozmowy z byłym już harcmistrzem z podwarszawskiej miejscowości. Były harcmistrz występuje anonimowo „bo dorabia, choć tylko okazjonalnie i nieharcersko, na letnich obozach dla młodzieży”.

Były harcmistrz nieco stracił dla mnie na wiarygodności, kiedy przeczytałam, że: „No, to robię im ognisko w pokoju na ekranach ich tabletów, bo dym z płonących szczap gryzłby ich w oczy”. Nie wiem, czy autor sam wymyślił postać byłego harcmistrza, czy tylko podkoloryzował opowieści dziwnej treści. Wiem natomiast, że jestem matką dwójki dzieci, mam też wielu znajomych z dziećmi i wiem doskonale, że prawdziwe ognisko dla każdego z nich jest absolutną frajdą. Żadne dziecko nie skarżyło się nigdy na dym z ogniska. Parzyły sobie palce gorącą kiełbasą i ziemniakami wygrzebywanymi łapczywie z popiołu, nadal żyją i domagają się ognisk.

Nie kop pana, bo się spocisz

Nie podoba mi się również demonizowanie teraźniejszości i jednocześnie tworzenie fałszywego obrazu współczesnego dziecka-niedojdy na podstawie jakichś niszowych historii z forów internetowych. Żeby podbić wrażenie „fajności” tekstu, autor przeciwstawia nietrafione studium dziecka w XXI wieku, temu mitycznemu i sielankowemu obrazkowi naszego dzieciństwa w czasach PRL. Bo drzewiej, to było zajebiście, gdy tatuś przylał gówniarzowi w dupę „... a za błędy ortograficzne ojciec go po kilku ostrzeżeniach w końcu sprał, bo tłumaczenie nieuctwa dysgrafią nie było wtedy tak postępowe jak dziś”. Tak, argument siły i kar cielesnych jest wyjątkowo nietrafiony. Bo niby pokolenie, które masowo dostawało po tyłku wyrosło na „lepszych” i zaradniejszych ludzi. Gratuluję, Panie Rafale, ciekawa jestem czy, gdy Pana córka przyniesie słabą ocenę z dyktanda to dostaje pasem czy kablem od żelazka?

Tak przy okazji, może Pan Rafał nie wie, ale obecnie dzieci również bawią się na dworze, potrafią przejść przez siatkę, gdy boisko jest zamknięte. Czasem też skaleczą się scyzorykiem, ponieważ robią sobie proce i łuki. Korzystają samodzielnie z komunikacji miejskiej. Dzieci jedzą też leśne owoce prosto z krzaka, zbierają grzyby i łowią ryby. Biegają też na bosaka i łażą po drzewach, o zgrozo! Aha, no i dzieci nie mieszkają tylko w dużych miastach. Dzieci mieszkają też na wsiach i w małych miasteczkach i niejednokrotnie potrafią same rozpalić ognisko. O czym autor chyba zapomniał, ponieważ można odnieść wrażenie, że bohaterem zbiorowym tekstu, tymi nieporadnymi dziećmi, są wychuchane jedynaki z zamkniętych osiedli, izolowane od gminu. Tak, wiem, że to koszmarnie stereotypowa wizja - ale, wybaczcie, nie moja.

Polska w ruinie

Owszem na pewno byli, są i będą nadopiekuńczy rodzice, którzy trzymają pociechy pod kloszem, z pewnością są dzieci, które nie radzą sobie w życiu, w sposób w jaki oczekiwałby tego autor, ale, litości, nie rozciągajmy tego na całą populację.

„Ale dwie lewe ręce mają nie tylko najmłodsi. W domach gniją całe pokolenia niedorajdów, włącznie z trzydziestolatkami, przekonanymi, że guzika w koszuli nie da się przyszyć bez certyfikatu krojczego. I nie jest to pusta konstatacja autora tego tekstu w myśl przekonania każdego dorosłego, że „za moich czasów młodzież była bardziej zaradna”, tylko wyniki naukowych analiz. Gdziekolwiek spojrzeć, jest gorzej, niż było”. Powstrzymując śmiech, powiem tylko: normalnie Polska w ruinie. I jednocześnie bardzo panu Rafałowi współczuję pesymizmu, braku certyfikatu krojczego (urwany guzik i co teraz, dramat) oraz świadomości, że gdzieś w sąsiednim mieszkaniu, ktoś gnije, jakiś niedorajda. Niestety autor nie pokusił się o podanie źródeł wspomnianych naukowych analiz. Może są jak ten były anonimowy harcerz. Tylko w głowie Pana Rafała.

Na marginesie, dodam jeszcze, że akurat certyfikat krojczego, przy przyszywaniu guzików byłby średnio przydatny, ponieważ krojczy, zajmuje się czymś innym niż szycie. Ach ten ojciec, najwidoczniej za słabo lał pana Rafała i wiedza oraz zdolność logicznego myślenia, poszły gdzieś w las. Hen, daleko.

Kask szatana

Później możemy przeczytać niebywały akapit o zgubnym wpływie noszenia kasków i ochraniaczy do jazdy rowerem na zrozumienie przez nasze pociechy związków przyczynowo skutkowych i konsekwencji swoich decyzji. „A jeśli Jaś się nie nauczy, że prędkość na rowerze plus nieuwaga są groźne i mogą wywołać ból, Jan nie zrozumie, że szybkość auta plus nieuwaga oznacza już śmierć”. Jakoś ta logika kupy się nie trzyma, bo tak się zdarzyło, że wielu kierowców, którzy powodują wypadki, żyło w czasach gdy nie zakładało się ani kasków, ani ochraniaczy... dziwne, prawda?

Uogólnienia są złe i śmieszne. Próby stawiania diagnoz pokoleniowych proszę zostawić specjalistom od socjologii. A dzieci, cóż - na pewno popełnimy różne błędy, wychowując je, ale masowa produkcja pierdół raczej nie wchodzi w grę.

Magda Acer

źródło: http://foch.pl/foch/1,133...e-stary.html#MT

Podpis użytkownika:
   
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 1 z 3  
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do:  
Please enable / Proszę włączyć JavaScript!
Veuillez activer / Por favor activa el Javascript![ ? ]


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Posty na Forum są własnością ich autorów - redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść postów.